Minęło trzy dni od traumatycznego wydarzenia w związku z porwaniem Piny wraz z Tsumi. Mimo żarliwych poszukiwań wielu chętnych obie przepadły jak kamień w wodę. Z bólem serca należało brać pod uwagę, że nigdy nie wrócą żywe, z każdym kolejnym dniem malały ich szanse na przeżycie i wszelkie nadzieje. Naharys był najpewniej załamany takim obrotem spraw, ale nie dawał po sobie tego poznać — musiał pozostać silny dla swojej rodziny. Lonya często znajdowała wymówki w celu brania pod opiekę własną któregokolwiek szczenięcia od swego brata, najpewniej w ten sposób chcąc jakoś włożyć własną cegiełkę. Sama sytuacja w rodzinnej jaskini uległa gwałtownej zmianie na gorszą. Odkąd to Pina przepadła bez żadnych wieści, Ereden obwiniał młodszą siostrę o ów zaistniałą sytuację. Jego nienawiść i pogarda tylko przybrały na sile w stosunku do Sininen, lubował się w ataku słownym pod nieobecność ojca, ale nawet przy nim nie omieszkiwał się rzucić czymś naprawdę przykrym, nawet za cenę stanowczego zwrócenia uwagi. Co naprawdę mogło łamać serce, błękitna nie tylko nie reagowała płaczem a z agresją na jego chamskie odzywki.
- To wszystko twoja wina! To przez ciebie matka zniknęła! To powinnaś być ty dziwolągu! - Tego typu rzeczy bywał w stanie wykrzyczeć. Przestało to robić na nią wrażenie, jego pazerne próby podreperowania sobie męskiego ego.
- Może nawet i lepiej by było. Nie musiałabym cię już więcej ani oglądać, ani słyszeć. - odbijała agresywną piłeczkę. Shori od tamtej pory musiała nie podejmować próby opanowania brata a stawanie między nimi, żeby nie skoczyli sobie do gardeł. Ereden jeszcze bardziej znienawidził najmłodszą po faktycznym fizycznym ciosie, jaki mu podarowała w stanie histerii wpadającej dodatkowo w panikę. Ot wtedy właśnie, wydawał się nazbyt skory do wyładowania się na niej.
- Ereden! Sininen! W tej chwili macie przestać! - Podniosła głos biedna Shori, która ich zwyczajnie odgradzała skrzydłami. Błękitna jeśli już, ataki fizyczne podejmowała w ostateczności, ale przestała się wahać. - Jesteście rodzeństwem do diabła!
- Wolałbym być normalnym jedynakiem niż musieć się użerać z takimi dziwadłami! - Ponownie odezwał się jedyny basiorek.
- O kant rozbić z takim bratem. - syknęła lodowato najmłodsza z całej trójki.
- Co się znowu dzieje? - Wszyscy ucichli, słysząc głos wracającego ojca. Nawet nie musiał oczekiwać odpowiedzi: sam spojrzenie na zaniepokojony wzrok Shori, nerwowe podrygi ogona Sininen oraz zjeżoną sierść Eredena mówiły jasno za siebie. Westchnął ciężko i przybrał podobny wyraz pyska. - Ereden, marsz do kąta i przemyśl swoje zachowanie. Zapomnij o kolacji.
- Co? Ale jak to?! Czemu to za każdym razem ja dostaje karę?! - Najwyraźniej komuś w końcu puściły nerwy, możliwie trzymane od dawna. Ereden patrzył z nieukrywaną frustracją na rodzica oraz nienawistnie na siostry. - Jestem jedyny normalny, a tylko ja obrywam! To wszystko ich wina! - Tu wskazał na obie skrzydlate.- To ONE nie pasują i to JA muszę się z nimi użerać! A przez nią straciliśmy mamę! TO ONA POWINNA ZNIKNĄĆ A NIE NORMALNA MAMA!
- DOSYĆ! - Wielki biały wilk zagrzmiał, że nie byłoby to niczym dziwnym, gdyby ściany faktycznie się zatrząsnęłyby. - Do kąta. Shori przejdziesz się do Noitera. A ty Sininen, idziesz ze mną.
Najstarsza z trójcy westchnęła zmęczona, ale zgodnie z poleceniem poszła do opiekuna w celu najpewniej przyjemnego spędzenia czasu, z dala od awanturniczej dwójki. Jeszcze wychodząc z jaskini, Sininen słyszała mamrotanie brata mówiącego o tym, jak bardzo to jest niesprawiedliwe i tak w kółko. Nie obróciła głowę ku niemu, ale kątem oka można byłoby zauważyć chłód w jej oczach, z wolna nabierających blasku, przez co wydawały się dosłownie być z lodu.
Szli w ciszy aż do feralnego odosobnionego kąta, gdzie to młoda miała w nawyku brutalne usuwanie piór ze swoich skrzydeł. Naharys nawet nie musiał dawać znać po zajęciu miejsca siedzącego, córka usiadła grzecznie przy nim. Zerknęła na niego i mogła przez chwilę zobaczyć jego przytłoczenie całą tą sprawą, oraz jak to na niego wpłynęło. Wydawał się zmarnowany. W końcu jednak westchnął i nieco rozluźnił mięśnie.
- Sini, powiedz mi jedną rzecz. Czemu tak się zachowujesz?
- Co masz na myśli, tato?- Zapytała się, obracając głowę ku niemu. Był zmęczony, najpewniej przez te nieustające poszukiwania śladu po jego ukochanej i kłótni szczeniąt.
- Zachowujesz się coraz jak Ereden.
- Nie tato, mylisz się. - powiedziała bez ogródek. Ciężko było powiedzieć, jakim cudem zaszły w niej tak potężne zmiany charakteru. Na całe szczęście, szacunek do rodziców i innych pozostał. - Ja się bronię. Mam do tego prawo. Jestem nie tylko młodsza, ale też mniejsza i szykanowana. Nigdy nie zaczynam, to on jest zawsze pierwszy.
- Awanturujesz się z nim i wydajesz się być chętna do rękoczynów. - zauważył trafnie. - Czemu nie mówisz tego mi, a próbujesz działać na własną łapę? Wiesz, jak może to się niebezpiecznie potoczyć? Skarbie, jesteśmy rodziną. Rodzina się kocha, szanuje i wspiera. Nie skacze do gardeł przy pierwszej lepszej okazji. W przypadku problemów powinnaś zgłaszać je mi.
- Wiem tato. Ale nie można wiecznie polegać na innych. - powiedziała, odwracając głowę i wpatrując się w nurt rzeczki. - Kocham cię, ale muszę też umieć nauczyć się działać samodzielnie.
Nie miała serca dodać "co jeśli też ciebie zabraknie?", to byłby nóż w plecy. Wszyscy cierpieli przez stratę obu wader i nieznany ich los, przez co wszyscy żyli w niepewności. Czy w ogóle żyją? Gdzie są? Z rozmyślań wyrwało ją westchnienie rodzica.
- Nadszedł czas, by dorosnąć. Czy tak nie jest Sini? - Spojrzał na nią z przygaszonym wyrazem pyska.
Pokiwała głową bez powiedzenia ni słowa. Wkrótce oboje przeszli do lecznicy, gdzie to Lonya uważnie przebadała bratanicę. Podobnie jak brat była zaniepokojona zmianami, które w niej zaszły. Po usłyszeniu wydarzeń sprzed kilkunastu minut dodatkowo wypytała ją o kilka rzeczy.
- Sini, powiedz mi jeszcze jedno. Miewasz teraz gorsze koszmary?
- Nie. - odparła. - Znaczy się, już wcześniej miałam kłopoty ze snem, ale to przez zajęcia.
- Masz takie koszmary?
- Nie, nie mogę tak łatwo zasnąć. - sprostowała.
- Rozumiem... Hej, przyniesiesz mi z magazynku taką jedną maść? Ma taki błękitny kolor, lekko połyskujący. - zaraz dodała. Przekaz był jasny: potrzebowała szybko porozmawiać z bratem. Dlatego odeszła i celowo nie spieszyła się, mając okazję zobaczenia asortymentu medycznego. A jednak słyszała znaczną część rozmowy, jak nie jej całość.
- Jak to widzisz? - Zapytał cicho ojciec.
- Podejrzewam, że trauma tak się na nią odbiła i w ten sposób próbuje z tym walczyć. Słyszałam, że zdarzają się przypadki diametralnej zmiany charakteru, mogą być tymczasowe albo na stałe... Ale widzę, że nie podoba ci się to, mnie również. Naprawdę dochodzi do bójek?
- Tak.
- Na bogów... - ciotka westchnęła pod nosem. - W tym tempie to będziesz musiał trzymać wszystkich osobno.
- Znalazłam tę maść. - powiedziała, w końcu wychodząc zza rogu, tym samym podchodząc do krewnej. Medyczka uniosła uszy i zaraz z lekkim uśmiechem odebrała szukany specyfik.
- Świetny z ciebie pomocnik. Kto jest moją ulubioną bratanicą?
- Shori. - powiedziała od razu młoda, na co oboje dorosłych wilków się roześmiało.
- Och ty żartownisiu. - delikatnie zmierzwiła jej czubek głowy. - Żeby nie było, wszyscy jesteście moimi ulubieńcami. Wszyscy jesteście moimi ulubionymi bratankami.
- Bo tutaj mieszka brat cioci i trzeba żyć w symbiozie rodzinnej, prawda? - Zapytała się normalnym tonem, co spowodowało tylko szczery śmiech wadery.
- Podoba mi się to poczucie humoru. - powiedziała i otarła oczy na wszelki wypadek. - Wpadnij do mnie jutro.
Młoda myślała, że te spotkania pewnie są dla sprawdzenia stanu psychicznego szczenięcia po tym incydencie. Jak mocno została rozbita jej delikatna psychika podczas naocznego bycia świadkiem widoku porwania jej matki, gdzie prawdopodobnie to ona była pierwotnie zamierzonym celem. Po uprzednim zapytaniu się i dostaniu zgody opuściła lecznicę w celu skierowania się na swoją cichą kryjówkę. Kierowała tam się z niejaką złością na siebie.
Od zawsze była słaba, pozwalała na agresywne posunięcia ze strony brata, wieczna beksa na wszystko. Nie mogąca działać bez polegania na innych. Wstręt do skrzydeł, do samej siebie, który po wieki będzie jej towarzyszył przez ten jakże żałosny żywot. Gdyby chociaż nauczyła się wcześniej latać, być może jej matka byłaby tu z nimi? Przez jej nieudolność przepadły dwie wilczyce. Najwyraźniej faktycznie była opóźniona w rozwoju. Być może byłoby o niebo lepiej, gdyby to ona zniknęła.
Samo patrzenie na siebie było paskudne. Zero przydatności, przynosiła same problemy. Była stanowczo zbyt słaba. To faktycznie przez nią nie było z nimi mamy, bo musiała ją bronić, tym samym poświęcając siebie. Przemknęło jej przez myśl, że gdyby w tej chwili odebrałaby sobie życie, ułatwiłaby wszystkim sprawę. Jasne, tata i siostra mogliby rozpaczać, ale pewnie tylko przez chwilę. Możliwie to byłby dobry fatum i zaginione powróciłyby, kosztem życia nędznej istoty?
- Nie myśl tak. - skarciła ją Kuki, natychmiast uświadamiając sobie po wyrazie pyska, o czym tamta myśli. - Wciąż jest nadzieja, że wrócą. Wiesz o tym, a jednak masz bez przerwy myśli destrukcyjne.
- Nawyk. - odparła krótko. Nagle się zatrzymała, ponieważ coś do niej dotarło. Może kolejne odpowiedzi przy problemach odnajdzie w Kuki? Spojrzała uważnie w stronę duszka wiatru. - Kuki.
- Hm?
- Naucz mnie latać. I walczyć w powietrzu, jeśli się da. - powiedziała w pełni trzeźwa swych słów.
- Och?- Światełko się przez chwilę zatrzymało, by zaraz radośnie niemal podskakiwać. - Świetnie! Chodź, zaczynamy od razu! Ach, może poznasz pozostałych? Są specjalistami w swoich fachach!
Kuki natychmiast wskazała kierunek do obrania, równie szybko zaczynając się tam przemieszczać.
Sininen spojrzała za siebie: pozostawiona mała przestrzeń z bardzo negatywnymi skojarzeniami, która pozostawała niemal złowrogo głucha na wszelkie hałasy. Tata prawdopodobnie wrócił już do jaskini, gdzie czekał mocno niezadowolony Ereden, Shori najpewniej dalej się w najlepsze bawiła u Noitera. Ocierając nos od niespodziewanego upływu krwi, który stał się chorą normą od ostatniego ataku histerii i paniki pomyślała, że będzie musiała wrócić na kolację, więc tata nie będzie musiał się martwić bardziej.
Musiała być silna, musiała się taka stać. Musi nauczyć się odkryć, poznać i opanować swoje mocne strony w celu wykorzystywania ich. Musi być w pełni samodzielna. Być może odnaleźć mamę.
To był moment, w którym wszystko miało zmienić się na dobre.
Dlatego właśnie postanowiła iść za unoszącym się duszkiem, tym samym pieczętując swój los.
Kwiat zamarzł doszczętnie, okalając się potężnymi ścianami lodu, które nic nie było w stanie naruszyć.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1607
Ilość zdobytych PD: 803 + 5% (40 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 2879 PD
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogardzona niewinność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogardzona niewinność. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 marca 2022
Od Sininen c.d Naharys'a ~ "Pogardzona niewinność cz. 3"
Kruszynka niemal niezauważalnie kiwnęła głową, wykonała to całkowicie bez wiary. "Wybacz tato, ale nie masz racji" pomyślała. Prawda leżała niestety u Eredena. Sininen jako przykładna córka, chciała, a raczej próbowała sprawić przyjemność swemu rodzicu. Nawet jeśli będzie próbować przynieść uciechę rodzicom, na zawsze pozostanie tym koszmarnym dziwolągiem, który swoimi skrzydłami tylko przynosi hańbę rodzinie.-W co byś się chciała jeszcze pobawić skarbie? - Biały wilk nachylił się ku drobince z determinacją, która miała na celu podniesienie na duchu szczenięcia. Wzruszyła ramionami, w zasadzie zawsze bawiła się sama. Widząc tę reakcję, ojciec zmodyfikował pytanie. - W co się zwykle lubisz bawić?
Małe szczenię rozejrzało się po gruncie i dopiero po tej czynności odpowiedziało cichym głosem.
- Kamyczki. Układanie ich.
- Och? Jak je układasz? Pokażesz tacie? Jakie lubisz? - Zadając to pytanie, już trzymał w łapach kilka sztuk, które dosłownie zgarnął ze swojej prawej. Różnica ich wzrostu była tak ogromna, że musiał oprzeć swoje łapy o podłoże a Sini i tak niemal była zmuszona stanąć na swoje tylne łapki. Szybko oceniła i wskazała odpowiednie sztuki. - Ach, takie raczej gładsze. No już, pochwal się, co z nimi robisz.
„To nic wielkiego” przemknęło jej na myśl, podczas gdy sprawnie układała jeden na drugim i tak w kilku rzędach. Nie minęła minuta, a już cofnęła łapki. Naharys musiał zniżyć łeb w celu podziwiania niejakiej konstrukcji własnej córki.
- Skarbie, dlaczego te zrobiłaś ze zmniejszanych warstw ku górze? - Spytał, wskazując na te po swojej prawej a jej lewej.
- Nie zburzą się. - powiedziała, spoglądając na nie. - Od tego miejsca zaczyna się spadek terenu.
- I tak od razu wyczuwając spadek, postanowiłaś tak ułożyć te wieżyczki? - Zapytał dla pewności. Na chwilę ucichł i zaraz delikatnie załapał małą w celu usadzenia jej na własnym grzbiecie. - Córuś, co powiesz na to, żeby cię komuś przedstawił?
- Kto to? - Spytała się cicho, podczas gdy wydawała się chcieć stać się jednością z futrem ojca. Nawet nie była świadoma, kiedy przeobraziła się w drugą formę.
- Tutejszy strateg. Całkiem równy gość.
Widząc, że nic nie wskóra próbowaniem wyciągnięcia z niej dłuższej wypowiedzi, Naharys głównie prowadził monolog, najprawdopodobniej dla zajęcia głowy szczenięcia. Nie trwało to długo — wkrótce oboje znaleźli się przed szukaną jaskinią, do której rodzica zapukał.
- Dzień dobry Deusie, masz czas?
- Och? Jasne, wchodź śmiało. Co cię do mnie sprowadza? Przepraszam, was. - zaraz się poprawił po dojrzeniu schowanej w futrze małej istotki.
- To moja córka, Sininen. - odezwał się po zdjęciu ze swojego grzbietu małej waderki, która natychmiast znalazła się między przednimi łapami ojca. Szybko, acz cicho się przywitała, ponieważ przytłaczał ją sobą, albo raczej po prostu posturą — z jej perspektywy był duży, ale nie jak tata. W sumie wszyscy w jej oczach byli duzi, jej drobniutka postura zawsze tak to przedstawiała.
- Miło mi cię poznać Sininen, ja jestem Deus. - pochylił się ku niej i sympatycznie uśmiechnął. - Cóż zatem mogę dla was zrobić Naharysie?
- Może mógłbyś rzucić okiem na coś?
- Pewnie, co jest?
- Sini, pokażesz Deusowi, jak się bawisz? - Chociaż powiedział to zachęcającym tonem, młoda się zlękła.
- Robię coś złego? - Zapytała się wystraszona ze schowanym pod sobą kosmicznym ogonkiem. W oczach ojca szczenięcia przez chwilę przemknął ból, ale zaraz nachylił się z ciepłym wyrazem pyska ku niej.
- Oczywiście, że nie. Jesteś bardzo grzeczna, ale wiesz, Deus jest ciekawy, więc może zaszczycisz go i pokażesz, co robisz z kamykami?
- Ja... Umm...
- Nie musisz się wstydzić ani bać. - wtrącił się drugi basior. - Nie zrobisz nic złego. Chodź śmiało, możesz się pobawić na moim stole.
- ... Mogę... spróbować. - powiedziała niepewnie po chwili wahania.
Po pochwale ojca i zachęcie obu samców mała spojrzała na stół i leżącym na nim kamyczki. Już zaraz kończyła układać nieco skomplikowane formacje, po czym spojrzała na rodzica. - Gotowe.
- Piękne wieżyczki. - zaraz powiedział Naharys. - A możesz nam powiedzieć, czemu w taki sposób je ułożyłaś?
- Stół jest nieco krzywy i zbyt gładki. - powiedziała od razu szybko, acz nieco cicho. - Przy tym punkcie nachylenia wszelkie wywrócone przedmioty albo upadające, zawsze będą kierować się w tę jedną stronę. - tu wskazała łapką na punkt pół metra od siebie na prawo. - Kamyczki się nie rozwalą przy standardowej sile uderzenia przedmiotu lub łapą.
Nie mogła zauważyć, że obaj wymienili się spojrzeniami kilkakrotnie podczas jej przyciszonego tłumaczenia i wskazywania danych powodów.
- Ciekawe. - powiedział Deus takim tonem, jakby nie dodał na głos „to prawda". - Pozwolisz, że sprawdzę?
Lekko kiwnęła główką, na co wilk energicznym ruchem uderzył w stół, który zatrząsnął wszystkim na meblu. To był tak dobry ruch, że kilka przedmiotów uległo wywróceniu się i nawet potoczeniu ku wskazanej stronie. Formacje szczeniaka natomiast nie uległy uszkodzeniu bądź deformacji w żadnym stopniu, jedynie lekko się zatrząsnęły. Miała rację.
- Coś takiego. - powiedział po tym doświadczeniu. Zaraz zwrócił się do małej. - Sininen, zgodzisz się zrobić coś jeszcze jednego? Mam tutaj taki rysunek, rozmieszczenie formacyjne przy Sommets interdits. Powiedz mi, co o nim sądzisz?
Młoda musiała przyznać, że wydawał się wykonać ten szkic dosłownie na teraz, bo był trochę niechlujny, ale dalej czytelny. Widząc to, dalej miała przed oczami kamyki, jakimi się bawiła.
- Jeśli to widok w stronę północy, na prawo jest za luźno. - nie miała odwagi przyznać, że ma kłopoty z rozróżnieniem wschodu i zachodu. - Umm, każda kropka to jeden wilk, tak?
- Zgadza się. - potwierdził Deus, który uważnie ją obserwował i słuchał.
- Las jest za duży i nawet przy takim daniu jest za duża szansa na zaskoczenie. Ummm, to się też tyczy wody kawałek dalej. Zamiast ułożenia w kształcie „T” chyba lepsze byłoby „M".
- A co z południem? Zostawiłabyś je bez zabezpieczenia? - Zapytał się strateg zaciekawiony jej tokiem myślenia.
- Ummm...
- Spokojnie, nie ma się czym stresować. - ojciec przy tych słowach pogłaskał ją po główce, chcąc dodać otuchy. Drugi tylko delikatnie się uśmiechnął, chcąc zapewne pokazać, że nie ma się czego obawiać.
- No bo to jest duża otwarta przestrzeń i w zasadzie płaska. - wydukała cichutko. - Wszystko byłoby na niej widać... - następnie pokręciła łebkiem na znak, że już nie ma o czym mówić.
- Naharys, nie wiedziałem, że twoje młode ma taki potężny umysł. - zwrócił się do ojca małej.
- Czyli jednak?
- I to w jakich rozmiarach jak na ten wiek. Imponujące. Sininen, powiedz mi: myślałaś już jaką ścieżkę obierzesz jako dorosła?
- N-nie- widząc jej ponowny lęk, uśmiechnął się przyjaźnie przy nachyleniu się ku niej.
- A co byś powiedziała nad strategiem? Jak dla mnie, pasowałoby ci to doskonale. Sprawdziłabyś się i to jak!
- Mówi pan?
- Jestem tego pewien, jak nie wiem co. - powiedział, nieco bardziej się nachylając. - Jesteś stworzona do tego.
Tym sposobem, tego dnia Sininen zdobyła nauczyciela zawodowego w postaci Deusa, stratega watahy.
W międzyczasie dopiero zaczęła się uczyć, używać skrzydeł w celu podejmowania prób latania. Dosłownie ze dwa dni wcześniej miała miejsce pewna bardzo ważna rozmowa z rodzicielem. Miało to miejsce podczas wyjścia na wspólną zabawę we dwójkę, co od tamtego incydentu wręcz zarządził Naharys.
- Co dziś chcesz zrobić z kamyczków? - Zapytał się po zaprowadzeniu do miejsca, które zakładał, że uwielbia. Nie zdawał sobie sprawy, że właśnie tam wyrywała sobie pióra po nocach. Tym razem, Sini siedziała jeszcze ciszej niż zwykle, spoglądając na własne łapki. Gołym okiem było widać, że coś ją dręczy i musiało to być coś silnego, skoro nie udawało jej się tego ukryć. - Skarbie?
- Tato, czy ja jestem gorsza? - Zapytała się cicho.
- Skąd ci to przyszło do głowy? Ereden znowu naopowiadał ci głupoty? Poczekaj, niech ja go ustawię do pionu...
- Nie. - jej cichy głosik wydawał się bardziej razić piorunem niżby krzyk.
- O co chodzi? - Zapytał Naharys, siedząc przy najmłodszym z dzieci.
- Bo... Z Shori czasem wyruszasz na wspólne wędrówki. Eredena trenujesz. A ja... Ze mną się tylko bawisz kamykami... Jestem najgorsza i najsłabsza, prawda? Dlatego tylko mnie nie bierzecie mnie na poważnie. - w końcu spojrzała na ojca, jej spojrzenie wydało się tak głębokie w swym smutku, że aż puste.
- Sini. - nawet własny ojciec wydawał się być przytłoczony tym, co usłyszał w tej chwili, jak i prawdzie traktowania córek przez jedynego syna. Musiał zdawać sobie sprawę o tym, jak delikatna była jego najmłodsza oraz w jakim stopniu już jej psychika ucierpiała. - Wiesz, że z mamą bardzo cię kochamy taką, jaką jesteś... Powodem, dla którego się bawimy, nie jest to, że uważam cię za to, jak się opisałaś. Nie mówisz nic. - powiedział, wypuszczając powietrze. - Skarbie, nigdy nie mówisz, co chciałabyś robić i tym podobne rzeczy. A po tym, co się dowiedziałem z mamą o zachowaniu Eredena... Założyłem, że z Shori potrzebujecie czasu, zwłaszcza ty.
- Ale... - Próbowała coś powiedzieć, ale nie umiała dobrać słów. Dlatego tylko przetarła swój nosek i wypuściła powietrze.
- Musisz mówić więcej kochanie, rozumiesz?
- ... T-tak.
- Zatem co byś chciała robić? - Zapytał się łagodnym tonem dla zachęcenia.
Wydawała się bić z własnymi myślami, zupełnie jakby nie była pewna czy może zapytać o coś takiego. Ostatecznie nabrała więcej powietrza i niemal na jednym wdechu wraz z całą nędzną pewnością siebie zapytała:
- Czy nauczysz mnie walczyć?
- Tch, oferma. - powiedział Ereden, przechodząc obok i celowo potrącając wstającą siostrę.
- EREDEN!
Zaiste ryk matki nie mógł zwiastować szczęścia dla syna. Trzeba było przyznać, że Pina potrafiła mieć potężny głos, pewnie przez bycie wychowaną przez starszych braci, jak to czasem jej partner miał w zwyczaju przypominać, chociażby w takiej sytuacji. Musiało to mieć w sobie coś z racji, ponieważ ilekroć podnosiła głos, wszyscy bez wyjątku wykonywali taktyczny krok do tyłu. Tak, Naharys również wraz z dziećmi.
W tym przypadku akurat znajdowała się w progu i miała dobry widok na stosunek brat ku siostrze. Sininen znajdująca się niby teraz na najdalszym polu w duchu była pewna, że wolałaby, aby to ojciec to zobaczył. Czemu? Odpowiedź była stosunkowo prosta — w oczach małej, to Pina była bardziej przerażająca.
- M-mamo?
- Ile razy mam z ojcem ci przypominać o traktowaniu sióstr? - Niby mówiła spokojnie, ale zbliżała się z otaczającą ją aurą, że zwyczajnie można było robić pod siebie. - W tej chwili przeproś.
- Ale to był wypadek...
- Natychmiast. - sposób wypowiedzenia tego słowa był taki, że Sini odczuła własną krew zmieniającą się w ostry szron. Po usłyszeniu szukanych słów powietrze wydawało się nie być tak przeraźliwie duszące. - Nie dostaniesz dziś kolacji.
- Ale mamo!... Rozumiem. - szybko dodał na samo spojrzenie samicy. Ponieważ matka miotu obserwowała go uważnie, nie ośmielił się podskoczyć, jednak jego napięcie było na tyle wyczuwalne, że Sini doskonale zdawała sobie sprawę o obwinianie ją o kolejny brak ostatniego posiłku ciągu dnia. Młoda jednak nie pisnęła słowem o całokształt znęcania się nad Shori i sobą w wykonaniu jedynego brata.
Nie miała sił zbytnio na nic. Kuki, duszek, który nie opuszczał jej boku, często wspominała o propozycji nauki używania skrzydeł, czyli latania. Według niej podrosła na tyle, by móc wykorzystywać działanie dodatkowego elementu wyglądu. Podobno do tego Kuki była święcie przekonana o wrodzonym talencie do lotu, niby po wizualnym przedstawieniu skrzydeł, ale Sini nie była tego pewna. Już wystarczająco niekomfortowo czuła się przy chwaleniu ją przez nauczyciela, który od początku mówił jej rodzicom o naturalnym talencie logicznego myślenia i przełożenia go na inne płaszczyzny funkcjonowania. Naturalny talent strategii, co?
Zajęcia z panem Deusem były ściśle umysłowe, ale były również męczące w kontekście zmęczenia psychicznego. Podczas każdych zajęć bez przerwy ćwiczył z nią różnego sortu propozycje rozłożenia pojedynczych punktów bądź formacji. No może nie do końca. Na pewno sprawdzał jej otwarty umysł i jego skalę — podobno nie musiał nawet jej poprawiać, tylko podsuwał inne metody, dla sprawdzenia jej przekonania o słuszności faktycznego obrania spraw.
Treningi z ojcem, zajęcia z nauczycielem, tutaj Kuki zachęcała do podjęcia jeszcze do nauki posługiwania się skrzydłami... Sininen była zwyczajnie wyczerpana. Czy myślała o poddaniu się? Gdzieżby! Nie miała odwagi nawet zgłosić rodzicom, że to dla niej zbyt dużo — cały czas próbowała za wszelką cenę pogodzić to wszystko, czego skutkiem pojawiły się problemy ze snem. Zajęcia zwyczajnie wyrwały ją z dłuższych zabaw rodzinnych, ale nie narzekała. Za wszelką cenę chciała wszystkim pokazać, zwłaszcza sobie, że może mieć jakieś szanse na bycie użyteczną. Niejako za własną kartę przetargową miała słowa ojca, że nigdy nic nie mówi i nie wiadomo co chce robić i nie tylko. Ponieważ nigdy nie zdradzała o destrukcyjnych szykanowaniach brata ku niej, to było stosunkowo proste tłumienie w sobie wszystkich słabości z każdorazowych ćwiczeń. Wolała milczeć niż komuś sprawić kłopoty. I niech tak zostanie, pewnie myślała tak sobie za każdym razem, gdy chciało się jej płakać. Chciała pozostać bezproblemową małą kulką w oczach rodziców.
- Chyba tak. - odparła jeszcze ciszej Sininen. Zrobiło się jej przykro, że najpewniej wybudziła mamę z należytego snu. Matka jednak nie wydawała się tak widzieć sytuację. Łagodnie pochwyciła młodą i z leżenia przy boku, przeniosła ją w swoje przednie łapy.
- Wszystko w porządku. - powiedziała czułym szeptem Pina, troskliwie przy tym miziając ją nosem po główce. Ostatnimi czasy zauważyła, że zaczęła rosnąć. Kto wie, może jednak nie będzie wiecznie takim mikrusem co ona? - Mama jest przy tobie...
Być może właśnie tego potrzebowała, pewnej pieszczoty i słowa zapewnienia, gdyż natychmiast wtuliła się w matkę i zasnęła.
Nie uznawała się za faktycznie jakąś utalentowaną sztukę. Na pewno tylko tak mówią, żeby nie myślała o postępowaniu Eredena ku niej, ponieważ przez zajęcia zwyczajnie nie miała styczności z nim, z Shori to jeszcze się jakoś mijała. Bo podobno natłok zajęć pomaga nie myśleć o tego typu rzeczach.
Właśnie widziała kawałek dalej mamę i jej przyjaciółkę podczas kierowania się zmęczonym krokiem na odosobnioną polanę w celu prób wzbicia się wyżej niż pół metra, kiedy poczuły pewnego rodzaju wstrząsy dochodzące z podłoża, przez co wszystkie zamarł w bezruchu.
- Sini, chodź do mnie. - wyraźna i natychmiastowa do wypełnienia komenda dotarła do uszu młodej. Zamierzała od razu pognać do matki, ale też coś ją uziemiło w podłoże. Jakby sam pierwotny strach ją owinął mocnym sznurem i grzebiąc go głęboko. Szczenię patrzyło przed siebie z narastającym lękiem, nie mogąc wyrwać się z tego stanu.
Nie umiała wytłumaczyć, co się dokładnie wydarzyło, jak do tego doszło. W mgnieniu oka pojawiła się wąska szczelina w ziemi, a bezpośrednio nad nią w powietrzu zmaterializowała się kolejna, z której wyłoniły się smoliste twory przypominające macki. Wystrzeliły natychmiast w stronę trójki wader.
- SININEN UWAŻAJ! - Krzyknęła matka, rzucając się w stronę swojego szczenięcia. Dalej w zakresie pola widzenia, Tsumi nie zdążyła wykonać uniku i została schwytana, by następnie zostać szybko pociągnięta ku rozłamowi wiszącym w powietrzu. Zdążyła wydać z siebie potężny krzyk, zanim znikła. Być może miała przy tym nadzieje, że ktoś ją usłyszy i pojawi się na ratunek.
- Mamo! - Zapiszczała przerażona mała, będąc świadkiem tego wydarzenia.
Czuła, jak jej matka z nią trzymaną w pysku podjęła próbę ucieczki dla ratowania siebie i córki, chociaż także poczuła kilka ciepłych kropel na swojej głowie. Płakała? Nie była w stanie myśleć, czy te łzy były dla duchowej siostry, czy na co innego, musiała unikać macek, które chciały je pochwycić. W pewnej chwili nie dała rady i siła oplotła jej tylne łapy, natychmiast gwałtownie biorąc w stronę szczeliny. Błękitna zdążyła wydać przeraźliwy krzyk ze strachu po dojrzeniu kilku szczegółów po drugiej stronie, która zaczęła się równie prędko zamykać.
W ciągu dwóch sekund, które dla szczeniaka ciągnęły się, usłyszała bieg cięższych łap, ale nie było jej dane zobaczyć kto to, ponieważ momentalnie matka cisnęła ją jak najdalej od siebie. Ciemna waderka, co w locie przeobraziła się w prawdziwy wygląd, wylądowała niemal w korze drzewa, poczuła dotkliwy ból od uderzenia, aż pociemniało jej w oczach. Przez chwile aż wszystko ucichło, do momentu usłyszenia rozgorączkowanego głosu innego basiora, również znajomych rodziców.
- Sininen? Na bogów, co to było? Co się stało? - Yneryth wydawał się całkiem zaniepokojony, dopadając małą kulkę. - Bogowie, jesteś ranna... Musimy stąd znikać!
Nie tracąc ani chwili, natychmiast w miarę ostrożnie chwycił ją i pognał do jaskini medycznej. Było to utrudnione, gdyż szczenię zaczęło się rzucać i krzyczeć wniebogłosy o puszczeniu i mamie. Harmider narobiła taki, że nawet Naharys został ściągnięty na odgłosy wydawane przez córkę.
- Zostawcie mnie! Mama! Trzeba ratować mamę! - Krzyczała, płacząc i dosłownie taką jeszcze trzęsącą się dostała Lonya w swoje łapy.
- Co się stało?!
- Nie wiem! Usłyszałem wrzask Tsumi, a kiedy przybiegłem, coś się zamknęło, a ona właśnie prawie rozbiła na drzewie! - Odparł zbyt szybko samiec.
- Zaraz, co? Gdzie moja córka? - Zapytał się podniesionym głosem wpadający ojciec, któremu towarzyszyła reszta dzieci.
- Daj mi ją obejrzeć! - Zagrzmiała do brata, po czym szybko i spokojnie zwróciła się do histeryzującego szczenięcia.- Sini, błagam, staraj się nie ruszać. Możesz mieć coś brzydkiego.
- Nic mi nie jest! Ratujcie mamę!
To chyba był pierwszy raz, gdy ktokolwiek słyszał krzyczącą Sininen. Aż średnio kontaktowała otaczającą ją rzeczywistość. Bo chyba została zbadana przez ciotkę, ale czy stwierdziła jakieś uszkodzenia? Za bardzo się rzucała, cały czas powtarzając w kółko, że Pina zniknęła.
Nie była pewna, kto powiedział o porwaniu obu samic, nie pamiętała, kto ją w końcu trzymał w celu dowiedzenia się faktów od w zasadzie jedynego świadka. Na pewno jej tata trzymał ją przed sobą z narastającym niepokojem w oczach na wieść, że na oczach jego córki została porwana jego partnerka oraz jej przyjaciółka przez jakąś obcą siłę, możliwie demoniczną.
- M-m-mama mnie rz-rz-r-rzuć-ciła i znik-kłaaa. - wyjąkała końcowo tak roztrzęsionym głosem, że ciężko było stwierdzić czy to głos, czy ona cała bardziej drży lub wstrząsają ją torsje.
- Co? - Shori zachłysnęła się powietrzem, słysząc to wszystko.
- Noiter, zabierz dzieciaki! - Naharys ku wyjściu z jaskini.
- Mama została porwana?! - Ereden także się włączył. - Co żeś zrobiła?!
Sininen nie była już nawet pewna czy faktycznie słyszała, czy tylko się jej wydawało, żeby Ereden powiedział głośno, że to wszystko wina młodszej siostry. Być może to były potężne omamy z potężnego ataku histerii niżby prawdziwość świata rzeczywistego, nigdy później nie umiała tego wyjaśnić.
Wszyscy jednak zamarli w chwili wypadnięcia straumatyzowanego szczeniaka spod łap ojca i rzucenia się na starszego brata, który natychmiast został dosłownie strzelony w pysk z łapki i jednocześnie skrzydła. Zaskoczenie było tak duże, że Ereden zwyczajnie opadł tyłkiem na posadzkę.
- ZAMKNIJ SIĘ! STUL PYSK! - Wykrzyczała Sininen.
Nim ciało zdążyło zareagować instynktownie, drobnym ciałem wstrząsnął potężny kaszel i zaraz z jej noska zaczęła spływać krew. Młoda momentalnie zaczęła przeraźliwie płakać i krzyczeć, cała już całkiem się telepiąc.
- NOITER! Zabierz stąd dzieciaki! - Zawołał Naharys, chwytając najmłodszą w celu natychmiastowego przekazania ją do siostry.
Sini już nic nie była w stanie słyszeć, wpadła w hiperwentylacje. Nie kontaktowała w chwili podenerwowanej diagnozy medyczki, że to wpadła w histerię i panikę. Czy ją przeprosiła? Nie wiadomo. Po kilku minutach Naharys obejmował jej wątłe ciałko i jak mantrę powtarzając coś na uspokojenie, podczas gdy poharatana Sini po otrzymaniu srogiej dawki środków uspokajających leżała dosłownie bezwładnie jak szmaciana lalka na boku, słabo oddychając z wolno płynącą, ale krzepiącą krwią z noska a jej mokre oczy pozostawały szeroko otwarte, lecz tak mętne i matowe, że mogło to przerazić.
Kwiatek o płatkach tak skubanych zawzięcie w końcu został zniszczony.
cdn.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 3497
Ilość zdobytych PD: 1748 + 15% (201 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 2036 PD
Małe szczenię rozejrzało się po gruncie i dopiero po tej czynności odpowiedziało cichym głosem.
- Kamyczki. Układanie ich.
- Och? Jak je układasz? Pokażesz tacie? Jakie lubisz? - Zadając to pytanie, już trzymał w łapach kilka sztuk, które dosłownie zgarnął ze swojej prawej. Różnica ich wzrostu była tak ogromna, że musiał oprzeć swoje łapy o podłoże a Sini i tak niemal była zmuszona stanąć na swoje tylne łapki. Szybko oceniła i wskazała odpowiednie sztuki. - Ach, takie raczej gładsze. No już, pochwal się, co z nimi robisz.
„To nic wielkiego” przemknęło jej na myśl, podczas gdy sprawnie układała jeden na drugim i tak w kilku rzędach. Nie minęła minuta, a już cofnęła łapki. Naharys musiał zniżyć łeb w celu podziwiania niejakiej konstrukcji własnej córki.
- Skarbie, dlaczego te zrobiłaś ze zmniejszanych warstw ku górze? - Spytał, wskazując na te po swojej prawej a jej lewej.
- Nie zburzą się. - powiedziała, spoglądając na nie. - Od tego miejsca zaczyna się spadek terenu.
- I tak od razu wyczuwając spadek, postanowiłaś tak ułożyć te wieżyczki? - Zapytał dla pewności. Na chwilę ucichł i zaraz delikatnie załapał małą w celu usadzenia jej na własnym grzbiecie. - Córuś, co powiesz na to, żeby cię komuś przedstawił?
- Kto to? - Spytała się cicho, podczas gdy wydawała się chcieć stać się jednością z futrem ojca. Nawet nie była świadoma, kiedy przeobraziła się w drugą formę.
- Tutejszy strateg. Całkiem równy gość.
Widząc, że nic nie wskóra próbowaniem wyciągnięcia z niej dłuższej wypowiedzi, Naharys głównie prowadził monolog, najprawdopodobniej dla zajęcia głowy szczenięcia. Nie trwało to długo — wkrótce oboje znaleźli się przed szukaną jaskinią, do której rodzica zapukał.
- Dzień dobry Deusie, masz czas?
- Och? Jasne, wchodź śmiało. Co cię do mnie sprowadza? Przepraszam, was. - zaraz się poprawił po dojrzeniu schowanej w futrze małej istotki.
- To moja córka, Sininen. - odezwał się po zdjęciu ze swojego grzbietu małej waderki, która natychmiast znalazła się między przednimi łapami ojca. Szybko, acz cicho się przywitała, ponieważ przytłaczał ją sobą, albo raczej po prostu posturą — z jej perspektywy był duży, ale nie jak tata. W sumie wszyscy w jej oczach byli duzi, jej drobniutka postura zawsze tak to przedstawiała.
- Miło mi cię poznać Sininen, ja jestem Deus. - pochylił się ku niej i sympatycznie uśmiechnął. - Cóż zatem mogę dla was zrobić Naharysie?
- Może mógłbyś rzucić okiem na coś?
- Pewnie, co jest?
- Sini, pokażesz Deusowi, jak się bawisz? - Chociaż powiedział to zachęcającym tonem, młoda się zlękła.
- Robię coś złego? - Zapytała się wystraszona ze schowanym pod sobą kosmicznym ogonkiem. W oczach ojca szczenięcia przez chwilę przemknął ból, ale zaraz nachylił się z ciepłym wyrazem pyska ku niej.
- Oczywiście, że nie. Jesteś bardzo grzeczna, ale wiesz, Deus jest ciekawy, więc może zaszczycisz go i pokażesz, co robisz z kamykami?
- Ja... Umm...
- Nie musisz się wstydzić ani bać. - wtrącił się drugi basior. - Nie zrobisz nic złego. Chodź śmiało, możesz się pobawić na moim stole.
- ... Mogę... spróbować. - powiedziała niepewnie po chwili wahania.
Po pochwale ojca i zachęcie obu samców mała spojrzała na stół i leżącym na nim kamyczki. Już zaraz kończyła układać nieco skomplikowane formacje, po czym spojrzała na rodzica. - Gotowe.
- Piękne wieżyczki. - zaraz powiedział Naharys. - A możesz nam powiedzieć, czemu w taki sposób je ułożyłaś?
- Stół jest nieco krzywy i zbyt gładki. - powiedziała od razu szybko, acz nieco cicho. - Przy tym punkcie nachylenia wszelkie wywrócone przedmioty albo upadające, zawsze będą kierować się w tę jedną stronę. - tu wskazała łapką na punkt pół metra od siebie na prawo. - Kamyczki się nie rozwalą przy standardowej sile uderzenia przedmiotu lub łapą.
Nie mogła zauważyć, że obaj wymienili się spojrzeniami kilkakrotnie podczas jej przyciszonego tłumaczenia i wskazywania danych powodów.
- Ciekawe. - powiedział Deus takim tonem, jakby nie dodał na głos „to prawda". - Pozwolisz, że sprawdzę?
Lekko kiwnęła główką, na co wilk energicznym ruchem uderzył w stół, który zatrząsnął wszystkim na meblu. To był tak dobry ruch, że kilka przedmiotów uległo wywróceniu się i nawet potoczeniu ku wskazanej stronie. Formacje szczeniaka natomiast nie uległy uszkodzeniu bądź deformacji w żadnym stopniu, jedynie lekko się zatrząsnęły. Miała rację.
- Coś takiego. - powiedział po tym doświadczeniu. Zaraz zwrócił się do małej. - Sininen, zgodzisz się zrobić coś jeszcze jednego? Mam tutaj taki rysunek, rozmieszczenie formacyjne przy Sommets interdits. Powiedz mi, co o nim sądzisz?
Młoda musiała przyznać, że wydawał się wykonać ten szkic dosłownie na teraz, bo był trochę niechlujny, ale dalej czytelny. Widząc to, dalej miała przed oczami kamyki, jakimi się bawiła.
- Jeśli to widok w stronę północy, na prawo jest za luźno. - nie miała odwagi przyznać, że ma kłopoty z rozróżnieniem wschodu i zachodu. - Umm, każda kropka to jeden wilk, tak?
- Zgadza się. - potwierdził Deus, który uważnie ją obserwował i słuchał.
- Las jest za duży i nawet przy takim daniu jest za duża szansa na zaskoczenie. Ummm, to się też tyczy wody kawałek dalej. Zamiast ułożenia w kształcie „T” chyba lepsze byłoby „M".
- A co z południem? Zostawiłabyś je bez zabezpieczenia? - Zapytał się strateg zaciekawiony jej tokiem myślenia.
- Ummm...
- Spokojnie, nie ma się czym stresować. - ojciec przy tych słowach pogłaskał ją po główce, chcąc dodać otuchy. Drugi tylko delikatnie się uśmiechnął, chcąc zapewne pokazać, że nie ma się czego obawiać.
- No bo to jest duża otwarta przestrzeń i w zasadzie płaska. - wydukała cichutko. - Wszystko byłoby na niej widać... - następnie pokręciła łebkiem na znak, że już nie ma o czym mówić.
- Naharys, nie wiedziałem, że twoje młode ma taki potężny umysł. - zwrócił się do ojca małej.
- Czyli jednak?
- I to w jakich rozmiarach jak na ten wiek. Imponujące. Sininen, powiedz mi: myślałaś już jaką ścieżkę obierzesz jako dorosła?
- N-nie- widząc jej ponowny lęk, uśmiechnął się przyjaźnie przy nachyleniu się ku niej.
- A co byś powiedziała nad strategiem? Jak dla mnie, pasowałoby ci to doskonale. Sprawdziłabyś się i to jak!
- Mówi pan?
- Jestem tego pewien, jak nie wiem co. - powiedział, nieco bardziej się nachylając. - Jesteś stworzona do tego.
Tym sposobem, tego dnia Sininen zdobyła nauczyciela zawodowego w postaci Deusa, stratega watahy.
*
Czas mijał nieubłaganie, coś się zmienia, a pewne rzeczy pozostają te same. Odkąd błękitna kuleczka zaczęła się spotykać z Deusem na pewnego rodzaju szkolenie, trochę już minęło. Ku zdumieniu jej samej a dumie rodziców, nauczyciel od początku mówił, jak bardzo ma obecny zmysł logicznego myślenia i łączenia wszystkiego w jedną całość. Podobno tylko potrzebowała to z siebie wydobyć i nieco nakierować i tyle to byłoby z pracy opiekuna, przynajmniej tak przekazywał rodzicom.W międzyczasie dopiero zaczęła się uczyć, używać skrzydeł w celu podejmowania prób latania. Dosłownie ze dwa dni wcześniej miała miejsce pewna bardzo ważna rozmowa z rodzicielem. Miało to miejsce podczas wyjścia na wspólną zabawę we dwójkę, co od tamtego incydentu wręcz zarządził Naharys.
- Co dziś chcesz zrobić z kamyczków? - Zapytał się po zaprowadzeniu do miejsca, które zakładał, że uwielbia. Nie zdawał sobie sprawy, że właśnie tam wyrywała sobie pióra po nocach. Tym razem, Sini siedziała jeszcze ciszej niż zwykle, spoglądając na własne łapki. Gołym okiem było widać, że coś ją dręczy i musiało to być coś silnego, skoro nie udawało jej się tego ukryć. - Skarbie?
- Tato, czy ja jestem gorsza? - Zapytała się cicho.
- Skąd ci to przyszło do głowy? Ereden znowu naopowiadał ci głupoty? Poczekaj, niech ja go ustawię do pionu...
- Nie. - jej cichy głosik wydawał się bardziej razić piorunem niżby krzyk.
- O co chodzi? - Zapytał Naharys, siedząc przy najmłodszym z dzieci.
- Bo... Z Shori czasem wyruszasz na wspólne wędrówki. Eredena trenujesz. A ja... Ze mną się tylko bawisz kamykami... Jestem najgorsza i najsłabsza, prawda? Dlatego tylko mnie nie bierzecie mnie na poważnie. - w końcu spojrzała na ojca, jej spojrzenie wydało się tak głębokie w swym smutku, że aż puste.
- Sini. - nawet własny ojciec wydawał się być przytłoczony tym, co usłyszał w tej chwili, jak i prawdzie traktowania córek przez jedynego syna. Musiał zdawać sobie sprawę o tym, jak delikatna była jego najmłodsza oraz w jakim stopniu już jej psychika ucierpiała. - Wiesz, że z mamą bardzo cię kochamy taką, jaką jesteś... Powodem, dla którego się bawimy, nie jest to, że uważam cię za to, jak się opisałaś. Nie mówisz nic. - powiedział, wypuszczając powietrze. - Skarbie, nigdy nie mówisz, co chciałabyś robić i tym podobne rzeczy. A po tym, co się dowiedziałem z mamą o zachowaniu Eredena... Założyłem, że z Shori potrzebujecie czasu, zwłaszcza ty.
- Ale... - Próbowała coś powiedzieć, ale nie umiała dobrać słów. Dlatego tylko przetarła swój nosek i wypuściła powietrze.
- Musisz mówić więcej kochanie, rozumiesz?
- ... T-tak.
- Zatem co byś chciała robić? - Zapytał się łagodnym tonem dla zachęcenia.
Wydawała się bić z własnymi myślami, zupełnie jakby nie była pewna czy może zapytać o coś takiego. Ostatecznie nabrała więcej powietrza i niemal na jednym wdechu wraz z całą nędzną pewnością siebie zapytała:
- Czy nauczysz mnie walczyć?
**
Spokojny dzień nie byłby uznany za spełniony dla Eredena, gdyby nie dokuczył którejś siostrze, najlepiej obu. Błękitna była bliżej, dosłownie się zbierała z legowiska po zakończeniu odpoczynku będącym nagrodą za trening z ojcem. Należało przyznać, że nie był wobec niej łagodny, jak to bywa w rodzinie wojskowej, ale wszystko było dostosowane pod jej wstępne możliwości wymiarowe. Ponieważ bardzo łatwo się męczyła przez swoje ciężkie, acz potężne skrzydła, na samym starcie postawił na wzmocnienie jej wytrzymałości, nawet jeśli chciała się walki naziemnej w formie bez skrzydeł. Początkowo Pina była przeciwna temu pomysłowi z trenowaniem najmłodszej (podobno nie uśmiechało się jej faktyczna realizacja wizji córki w sferze militarnej, jak się okazało) i naprawdę długo zajęło jej pogodzenie się z faktem, że to najmłodsza poprosiła o to, a nie, że została zmuszona. Mimo własnej wyraźnej niechęci musiała zaakceptować to i wspierać jako rodzic.- Tch, oferma. - powiedział Ereden, przechodząc obok i celowo potrącając wstającą siostrę.
- EREDEN!
Zaiste ryk matki nie mógł zwiastować szczęścia dla syna. Trzeba było przyznać, że Pina potrafiła mieć potężny głos, pewnie przez bycie wychowaną przez starszych braci, jak to czasem jej partner miał w zwyczaju przypominać, chociażby w takiej sytuacji. Musiało to mieć w sobie coś z racji, ponieważ ilekroć podnosiła głos, wszyscy bez wyjątku wykonywali taktyczny krok do tyłu. Tak, Naharys również wraz z dziećmi.
W tym przypadku akurat znajdowała się w progu i miała dobry widok na stosunek brat ku siostrze. Sininen znajdująca się niby teraz na najdalszym polu w duchu była pewna, że wolałaby, aby to ojciec to zobaczył. Czemu? Odpowiedź była stosunkowo prosta — w oczach małej, to Pina była bardziej przerażająca.
- M-mamo?
- Ile razy mam z ojcem ci przypominać o traktowaniu sióstr? - Niby mówiła spokojnie, ale zbliżała się z otaczającą ją aurą, że zwyczajnie można było robić pod siebie. - W tej chwili przeproś.
- Ale to był wypadek...
- Natychmiast. - sposób wypowiedzenia tego słowa był taki, że Sini odczuła własną krew zmieniającą się w ostry szron. Po usłyszeniu szukanych słów powietrze wydawało się nie być tak przeraźliwie duszące. - Nie dostaniesz dziś kolacji.
- Ale mamo!... Rozumiem. - szybko dodał na samo spojrzenie samicy. Ponieważ matka miotu obserwowała go uważnie, nie ośmielił się podskoczyć, jednak jego napięcie było na tyle wyczuwalne, że Sini doskonale zdawała sobie sprawę o obwinianie ją o kolejny brak ostatniego posiłku ciągu dnia. Młoda jednak nie pisnęła słowem o całokształt znęcania się nad Shori i sobą w wykonaniu jedynego brata.
***
Sini ledwo co dawała sobie radę. Nigdy by przez myśl jej nie przeszło, że treningi z ojcem będą takie ciężkie. Może inaczej: wiedziała, że lekko nie będzie, ale żeby była taka słaba? Łapki dosłownie się jej rozjeżdżały po każdorazowej sesji, wskazywało to na kiepską wydolność. Naharys jednak mówił, że ma ją całkiem dobrą jak na swój wiek i wzrost, jednak córka nie była skora mu uwierzyć. Cały czas widziała siebie jako koszmarnie słabą, nad którą wszyscy się litują i dla własnego komfortu wpajają jej nieprawdziwości, które niby miałaby ją podnieść na duchu. A jednak udawała sama przed sobą oraz rodzicami, że w to wierzy i jest w stanie sprostać wymogom ćwiczebnym ojca.Nie miała sił zbytnio na nic. Kuki, duszek, który nie opuszczał jej boku, często wspominała o propozycji nauki używania skrzydeł, czyli latania. Według niej podrosła na tyle, by móc wykorzystywać działanie dodatkowego elementu wyglądu. Podobno do tego Kuki była święcie przekonana o wrodzonym talencie do lotu, niby po wizualnym przedstawieniu skrzydeł, ale Sini nie była tego pewna. Już wystarczająco niekomfortowo czuła się przy chwaleniu ją przez nauczyciela, który od początku mówił jej rodzicom o naturalnym talencie logicznego myślenia i przełożenia go na inne płaszczyzny funkcjonowania. Naturalny talent strategii, co?
Zajęcia z panem Deusem były ściśle umysłowe, ale były również męczące w kontekście zmęczenia psychicznego. Podczas każdych zajęć bez przerwy ćwiczył z nią różnego sortu propozycje rozłożenia pojedynczych punktów bądź formacji. No może nie do końca. Na pewno sprawdzał jej otwarty umysł i jego skalę — podobno nie musiał nawet jej poprawiać, tylko podsuwał inne metody, dla sprawdzenia jej przekonania o słuszności faktycznego obrania spraw.
Treningi z ojcem, zajęcia z nauczycielem, tutaj Kuki zachęcała do podjęcia jeszcze do nauki posługiwania się skrzydłami... Sininen była zwyczajnie wyczerpana. Czy myślała o poddaniu się? Gdzieżby! Nie miała odwagi nawet zgłosić rodzicom, że to dla niej zbyt dużo — cały czas próbowała za wszelką cenę pogodzić to wszystko, czego skutkiem pojawiły się problemy ze snem. Zajęcia zwyczajnie wyrwały ją z dłuższych zabaw rodzinnych, ale nie narzekała. Za wszelką cenę chciała wszystkim pokazać, zwłaszcza sobie, że może mieć jakieś szanse na bycie użyteczną. Niejako za własną kartę przetargową miała słowa ojca, że nigdy nic nie mówi i nie wiadomo co chce robić i nie tylko. Ponieważ nigdy nie zdradzała o destrukcyjnych szykanowaniach brata ku niej, to było stosunkowo proste tłumienie w sobie wszystkich słabości z każdorazowych ćwiczeń. Wolała milczeć niż komuś sprawić kłopoty. I niech tak zostanie, pewnie myślała tak sobie za każdym razem, gdy chciało się jej płakać. Chciała pozostać bezproblemową małą kulką w oczach rodziców.
****
- Nie możesz spać? - Pina zapytała się cicho młodszej córki, wyczuwając jej nieco nerwowe ruchy przy swoim boku. Był środek nocy, reszta rodziny spała i tylko one we dwie były przytomne.- Chyba tak. - odparła jeszcze ciszej Sininen. Zrobiło się jej przykro, że najpewniej wybudziła mamę z należytego snu. Matka jednak nie wydawała się tak widzieć sytuację. Łagodnie pochwyciła młodą i z leżenia przy boku, przeniosła ją w swoje przednie łapy.
- Wszystko w porządku. - powiedziała czułym szeptem Pina, troskliwie przy tym miziając ją nosem po główce. Ostatnimi czasy zauważyła, że zaczęła rosnąć. Kto wie, może jednak nie będzie wiecznie takim mikrusem co ona? - Mama jest przy tobie...
Być może właśnie tego potrzebowała, pewnej pieszczoty i słowa zapewnienia, gdyż natychmiast wtuliła się w matkę i zasnęła.
*****
To był dzień jak każdy inny. Mała wadera o ciemnym, niemal czarnym futrze, właśnie wracała zmęczona po treningu z tatą, który miał miejsce wkrótce po zajęciach z nauczycielem. Mówiąc w skrócie, Sini tylko marzyła o chwili błogiego leżenia w domowym zaciszu, aby późnym wieczorem i część nocy spędzić z uczącą ją Kuki latania. Zaiste była bardzo zapracowana w każdym segmencie i czasie, nie poświęcając żadnej chwili dla siebie. Tylko praca i zaspokajanie najprymitywniejszych potrzeb życiowych. Podobno wszyscy z każdej strony mówili, że poprawia się, no może bez stratega, bo na wstępie mówił o wielkim talencie, ale średnio w to dawała wiary.Nie uznawała się za faktycznie jakąś utalentowaną sztukę. Na pewno tylko tak mówią, żeby nie myślała o postępowaniu Eredena ku niej, ponieważ przez zajęcia zwyczajnie nie miała styczności z nim, z Shori to jeszcze się jakoś mijała. Bo podobno natłok zajęć pomaga nie myśleć o tego typu rzeczach.
Właśnie widziała kawałek dalej mamę i jej przyjaciółkę podczas kierowania się zmęczonym krokiem na odosobnioną polanę w celu prób wzbicia się wyżej niż pół metra, kiedy poczuły pewnego rodzaju wstrząsy dochodzące z podłoża, przez co wszystkie zamarł w bezruchu.
- Sini, chodź do mnie. - wyraźna i natychmiastowa do wypełnienia komenda dotarła do uszu młodej. Zamierzała od razu pognać do matki, ale też coś ją uziemiło w podłoże. Jakby sam pierwotny strach ją owinął mocnym sznurem i grzebiąc go głęboko. Szczenię patrzyło przed siebie z narastającym lękiem, nie mogąc wyrwać się z tego stanu.
Nie umiała wytłumaczyć, co się dokładnie wydarzyło, jak do tego doszło. W mgnieniu oka pojawiła się wąska szczelina w ziemi, a bezpośrednio nad nią w powietrzu zmaterializowała się kolejna, z której wyłoniły się smoliste twory przypominające macki. Wystrzeliły natychmiast w stronę trójki wader.
- SININEN UWAŻAJ! - Krzyknęła matka, rzucając się w stronę swojego szczenięcia. Dalej w zakresie pola widzenia, Tsumi nie zdążyła wykonać uniku i została schwytana, by następnie zostać szybko pociągnięta ku rozłamowi wiszącym w powietrzu. Zdążyła wydać z siebie potężny krzyk, zanim znikła. Być może miała przy tym nadzieje, że ktoś ją usłyszy i pojawi się na ratunek.
- Mamo! - Zapiszczała przerażona mała, będąc świadkiem tego wydarzenia.
Czuła, jak jej matka z nią trzymaną w pysku podjęła próbę ucieczki dla ratowania siebie i córki, chociaż także poczuła kilka ciepłych kropel na swojej głowie. Płakała? Nie była w stanie myśleć, czy te łzy były dla duchowej siostry, czy na co innego, musiała unikać macek, które chciały je pochwycić. W pewnej chwili nie dała rady i siła oplotła jej tylne łapy, natychmiast gwałtownie biorąc w stronę szczeliny. Błękitna zdążyła wydać przeraźliwy krzyk ze strachu po dojrzeniu kilku szczegółów po drugiej stronie, która zaczęła się równie prędko zamykać.
W ciągu dwóch sekund, które dla szczeniaka ciągnęły się, usłyszała bieg cięższych łap, ale nie było jej dane zobaczyć kto to, ponieważ momentalnie matka cisnęła ją jak najdalej od siebie. Ciemna waderka, co w locie przeobraziła się w prawdziwy wygląd, wylądowała niemal w korze drzewa, poczuła dotkliwy ból od uderzenia, aż pociemniało jej w oczach. Przez chwile aż wszystko ucichło, do momentu usłyszenia rozgorączkowanego głosu innego basiora, również znajomych rodziców.
- Sininen? Na bogów, co to było? Co się stało? - Yneryth wydawał się całkiem zaniepokojony, dopadając małą kulkę. - Bogowie, jesteś ranna... Musimy stąd znikać!
Nie tracąc ani chwili, natychmiast w miarę ostrożnie chwycił ją i pognał do jaskini medycznej. Było to utrudnione, gdyż szczenię zaczęło się rzucać i krzyczeć wniebogłosy o puszczeniu i mamie. Harmider narobiła taki, że nawet Naharys został ściągnięty na odgłosy wydawane przez córkę.
- Zostawcie mnie! Mama! Trzeba ratować mamę! - Krzyczała, płacząc i dosłownie taką jeszcze trzęsącą się dostała Lonya w swoje łapy.
- Co się stało?!
- Nie wiem! Usłyszałem wrzask Tsumi, a kiedy przybiegłem, coś się zamknęło, a ona właśnie prawie rozbiła na drzewie! - Odparł zbyt szybko samiec.
- Zaraz, co? Gdzie moja córka? - Zapytał się podniesionym głosem wpadający ojciec, któremu towarzyszyła reszta dzieci.
- Daj mi ją obejrzeć! - Zagrzmiała do brata, po czym szybko i spokojnie zwróciła się do histeryzującego szczenięcia.- Sini, błagam, staraj się nie ruszać. Możesz mieć coś brzydkiego.
- Nic mi nie jest! Ratujcie mamę!
To chyba był pierwszy raz, gdy ktokolwiek słyszał krzyczącą Sininen. Aż średnio kontaktowała otaczającą ją rzeczywistość. Bo chyba została zbadana przez ciotkę, ale czy stwierdziła jakieś uszkodzenia? Za bardzo się rzucała, cały czas powtarzając w kółko, że Pina zniknęła.
Nie była pewna, kto powiedział o porwaniu obu samic, nie pamiętała, kto ją w końcu trzymał w celu dowiedzenia się faktów od w zasadzie jedynego świadka. Na pewno jej tata trzymał ją przed sobą z narastającym niepokojem w oczach na wieść, że na oczach jego córki została porwana jego partnerka oraz jej przyjaciółka przez jakąś obcą siłę, możliwie demoniczną.
- M-m-mama mnie rz-rz-r-rzuć-ciła i znik-kłaaa. - wyjąkała końcowo tak roztrzęsionym głosem, że ciężko było stwierdzić czy to głos, czy ona cała bardziej drży lub wstrząsają ją torsje.
- Co? - Shori zachłysnęła się powietrzem, słysząc to wszystko.
- Noiter, zabierz dzieciaki! - Naharys ku wyjściu z jaskini.
- Mama została porwana?! - Ereden także się włączył. - Co żeś zrobiła?!
Sininen nie była już nawet pewna czy faktycznie słyszała, czy tylko się jej wydawało, żeby Ereden powiedział głośno, że to wszystko wina młodszej siostry. Być może to były potężne omamy z potężnego ataku histerii niżby prawdziwość świata rzeczywistego, nigdy później nie umiała tego wyjaśnić.
Wszyscy jednak zamarli w chwili wypadnięcia straumatyzowanego szczeniaka spod łap ojca i rzucenia się na starszego brata, który natychmiast został dosłownie strzelony w pysk z łapki i jednocześnie skrzydła. Zaskoczenie było tak duże, że Ereden zwyczajnie opadł tyłkiem na posadzkę.
- ZAMKNIJ SIĘ! STUL PYSK! - Wykrzyczała Sininen.
Nim ciało zdążyło zareagować instynktownie, drobnym ciałem wstrząsnął potężny kaszel i zaraz z jej noska zaczęła spływać krew. Młoda momentalnie zaczęła przeraźliwie płakać i krzyczeć, cała już całkiem się telepiąc.
- NOITER! Zabierz stąd dzieciaki! - Zawołał Naharys, chwytając najmłodszą w celu natychmiastowego przekazania ją do siostry.
Sini już nic nie była w stanie słyszeć, wpadła w hiperwentylacje. Nie kontaktowała w chwili podenerwowanej diagnozy medyczki, że to wpadła w histerię i panikę. Czy ją przeprosiła? Nie wiadomo. Po kilku minutach Naharys obejmował jej wątłe ciałko i jak mantrę powtarzając coś na uspokojenie, podczas gdy poharatana Sini po otrzymaniu srogiej dawki środków uspokajających leżała dosłownie bezwładnie jak szmaciana lalka na boku, słabo oddychając z wolno płynącą, ale krzepiącą krwią z noska a jej mokre oczy pozostawały szeroko otwarte, lecz tak mętne i matowe, że mogło to przerazić.
Kwiatek o płatkach tak skubanych zawzięcie w końcu został zniszczony.
cdn.
Ilość napisanych słów: 3497
Ilość zdobytych PD: 1748 + 15% (201 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 2036 PD
piątek, 18 lutego 2022
Od Naharysa c.d Sininen ~ "Pogardzona niewinność 2.cz"
Świat rozmalował się złotymi barwami mocno grzejącego słońca, a także świeżą zielenią - wiosna! W końcu wiosna, a mimo tego, Naharys przeczuwał w głębi siebie, że coś jest nie tak. Pierwsze oznaki partaczenia się tego dnia, dawały mu wilki, które zaczęły odstawiać fuszerkę na treningach.
- Cholerne wahadło! - warknął Hinata po tym, jak na oczach Naharysa, zaliczył potężny cios w głowę od szalejącego pniaka, który wywijał agresywnie na wszystkie strony.
- Powinien to obejrzeć medyk - powiedział z niepokojem Naharys - nie chcę ryzykować.
- Nic mi nie jest, mogę dalej trenować! - trzymał się dzielnie Hinata - To tylko draśnięcie.
Naharys pokręcił stanowczo głową, zlustrował miejsce uderzenia poważnym wzrokiem.
- Możesz przez to mieć wstrząśnienie mózgu. Chodź, zaprowadzę cię do mojej siostry, a ona załatwi resztę. Ruszaj, a reszta niech ćwiczy dalej! - Następnie zwrócił się do grupki wilków.
- Nie przejmuj się zbytnio. Pamiętam, jak sam oberwałem solidnie od tego bydlaka. Żebra i mostek czuję do tej pory, uwierz mi. - Naharys, mając nadzieję, że to, co mówi, w jakimś stopniu poprawi się humor basiorowi, ale ten wyraźnie dawał sygnały, iż nie był zbytnio zadowolony z przerwanego treningu, więc biały wilk nie odezwał się już więcej.
Kolejną oznakę partaczącego się dnia ujrzał niedaleko jaskini medyka, a był to owe ciche chlipanie, dobiegające spod pochyłej wierzby, niedaleko stawiku, gdzie zazwyczaj chorzy i ranni chadzali się napić. Naharys nakazał Hinatowi iść dalej samemu, a on sam, podążając w stronę tajemniczego płaczu, usłyszał też głośny śmiech, który o dziwo był mu dobrze znany. Gdy pojawił się na szczycie grzbietu niewielkiego pagórka, ujrzał takowy widok; Ereden stał nad kulącą się w jego cieniu Sininen, która płacząc, zakrywała pyszczek swymi łapkami. Następnie jego syn powiedział coś, co w żadnym wypadku nie spodziewał się ich usłyszeć, akurat od niego. Największy jednak gniew wzbudził w nim fakt, że Ereden mówił do swej siostry, Sini.
- Jesteś żałosnym dziwolągiem, który potrafi tylko płakać. Nie wiem, co bogowie myśleli, żeby dawać Ci te ohydne skrzydła. Wstyd mi, że mam taką siostrę!
Tego było już za wiele. Naharys zmarszczył pysk i twarz, poczynił kilka kroków w stronę syna, po czym warknął.
- Ereden!
Basiorek podskoczył jak spanikowany kot i odnalazł go swymi oczami, w których z sekundy na sekundę rodził się przestrach przed wściekłym rodzicem. Jego wzrok mówił "zbliżają się kłopoty"
~ I bardzo dobrze, że myślisz o kłopotach, bo właśnie się w nie wpakowałeś po uszy, synu.
- Co ty robisz?! - kontynuował Naharys z niedowierzaniem w głosie - Czy tak się powinno traktować siostrę?! Spójrz na nią... SPÓJRZ-NA-NIĄ! Jak możesz! A może teraz ja się pośmieję z ciebie. Za to, że straszna z ciebie miernota... hahahaha... i co? Przyjemnie Ci jest?
Ereden skulony, siedział potulnie z owiniętym ogonem wokół łap.
- Tato... ja...
- No zakładam, że nie! Nie jest Ci przyjemnie, a teraz pomyśl, jak się czuje siostra. Twoja siostra, Ereden! Czy to nic dla ciebie nie znaczy?! W tym momencie, na moich oczach, masz przeprosić swoją siostrę, za te głupie słowa! Czekam. Ja mam czas.
Basiorek spojrzał jednak na swoją siostrę, która w dalszym ciągu kuliła się i drżała z trawiącego ją żalu i rozbrajającej rozpaczy. Jej łzy lśniły w blasku słońca na jej policzkach i trawie, na którą skapywały z drobnego podbródka Sini. Następnie zbliżył się nieznacznie do Sininen i widocznie starał się, jak mógł, aby słowa przeprosin przecisnąć przez gardło.
- Przepraszam cię, siostro...
Naharys usłyszał wyraźną niechęć. Ereden spojrzał na ojca.
- A teraz idziesz ze mną i możesz zapomnieć o kolacji...
Ereden powstał jednak z miną niedowierzania.
- Jak to! Przecież przeprosiłem!
Exan jednak powstrzymał jego narastającą brawurę głośnym tupnięciem łapą. Ereden znowu upadł na tyłek i z przerażeniem w oczach, wyczekiwał na dalszą część reprymendy.
- A więc tak ze mną pogrywasz. Przeprosiłeś z myślą, że unikniesz kary, nie z dobrą intencją. Teraz to na pewno możesz zapomnieć o kolacji. Nie mam zamiaru karmić szczeniaka, który widzi czubek własnego nosa. Nie chcę syna egoisty i rozwydrzonego rasisty. A teraz idziesz ze mną i powiesz mamie, co zrobiłeś.
Podszedł najpierw do Sini. Czule i delikatnie chwycił ją i pomógł usadowić się na jego grzbiecie, a syna zaś, złapał za kark i w następnej chwili, byli już w drodze do domu.
~ Nie mogę uwierzyć własnym uszom. Ereden, co w ciebie wstąpiło?! Ale nie martw się. Osobiście dopilnuję tego, żeby takie zachowanie wywietrzało Ci z głowy. Z pewnością miesiąc treningu dobrze ci zrobi. - Z takowymi myślami zaszedł do jaskini, gdzie jak dotychczas czekała na niego Pina, ale gdy ujrzała płaczącą Sininen, przerażonego Eredena, zwisającego z pyska wściekłego Naharysa, natychmiast zaniepokoiła się tym stanem.
- Skarbie? Coś się stało? - zapytała Pina, patrząc w zielone oczy Naharysa. Basior odstawił syna na ziemię, koło swych łap, po czym obrzucając go wściekłym spojrzeniem, wycedził przez zęby.
- No wytłumacz swej mamie, co zrobiłeś Sininen!
Po dodatkowej ostro udzielonej reprymendzie od Piny, Naharys zabrał swą nadal smutną i milczącą córkę nad rzekę - nie wiedząc jednocześnie, że to tam Sini spędzała czas w udręce, wyrywając pióra ze swych skrzydeł i ciskając w nurt płynącej wody.
- Tato, czy wy mnie jeszcze kochacie? - zapytała po chwili przepełniona żalem Sininen.
Naharys wiele w życiu słyszał; Srogi głos krytyki jego rodziców, po skończonym, niekoniecznie udanym treningu na poligonie, krzyki szczęścia jego przybranej siostry Lonyi, ale płaczliwy ton córki niemal zwalił go z łap.
- Skarbie, co to za pytanie. Oczywiście, że z mamą cię kochamy...
- Nie prawda... mówisz tak, a w rzeczywistości uważacie mnie za dziwoląga, jak Ereden...
Naharys odstawił córkę na trawiastą ziemię, uniósł łapą jej podbródek, aby spojrzała swymi zaszklonymi od łez oczami w niego.
- Sini. Ty, Ereden i Shori jesteście naszymi skarbami, bezcennym cudem i darem od bogów - Powiem ci w prawdzie jedną rzecz. Ufasz mi, skarbie?
Sininen pokiwała głową.
- Ereden dokucza ci z powodu skrzydeł? Ale prawda jest taka, że one czynią z ciebie kimś normalnym, nie dziwolągiem. Skrzydła nikogo nie czynią odmieńcem, a wiesz dlaczego? Na świecie pełno jest wilków, które szybują po nieboskłonie. Nie jesteś wyjątkiem.
Następnie uniósł swoją córkę do góry jedną łapą. Była tak drobna, że bez problemu utrzymałaby się na jego masywnej kończynie.
- Nie wmawiaj sobie i nie bierz do serca słów, że jesteś dziwolągiem. Ja i mama kochamy cię mocno ze skrzydłami, czy też bez. Nikomu cię nie oddamy, ani nie pozwolimy, abyś myślała, że stanowisz jakiś ciężar dla rodziny. Nie, jesteś naszą córką. Upragnionym cudem od gwiazd.
Po tych słowach, Sini wtuliła się w futro ojca, szlochając głośno.
Następne kilka godzin, Naharys spędził na zabawie z córką, kompletnie zapominając przy tym o całym świecie - O trenujących wilkach na poligonie, o basiorze, który zarwał od szalonego wahadłowca - totalnie o wszystkim. Na początku trudno było Naharysowi poprawić humor, ale idealnie nadawały się sztuczki z płomieniami. Exan, biorąc jakieś suche liście z poprzedniej jesieni, pozwalał, aby trawiący go płomień przybierał kształty różnych zwierząt, które po chwili wypalały się, jak zapałki. Następnie bawił Sini zagadkami i grą w " Prawda i kłamca", w którą nauczył kiedyś grać Niko (wątek Zakute Łby).
- Pamiętaj, co ci mówiłem. Jesteś w pełni normalną waderką, a skrzydła to żaden powód do odmienności. Następnym razem, jak Ereden znów cię będzie dręczył, wspomnij moje słowa. Dobrze, skarbie?
<Sininen?>
- Cholerne wahadło! - warknął Hinata po tym, jak na oczach Naharysa, zaliczył potężny cios w głowę od szalejącego pniaka, który wywijał agresywnie na wszystkie strony.
- Powinien to obejrzeć medyk - powiedział z niepokojem Naharys - nie chcę ryzykować.
- Nic mi nie jest, mogę dalej trenować! - trzymał się dzielnie Hinata - To tylko draśnięcie.
Naharys pokręcił stanowczo głową, zlustrował miejsce uderzenia poważnym wzrokiem.
- Możesz przez to mieć wstrząśnienie mózgu. Chodź, zaprowadzę cię do mojej siostry, a ona załatwi resztę. Ruszaj, a reszta niech ćwiczy dalej! - Następnie zwrócił się do grupki wilków.
- Nie przejmuj się zbytnio. Pamiętam, jak sam oberwałem solidnie od tego bydlaka. Żebra i mostek czuję do tej pory, uwierz mi. - Naharys, mając nadzieję, że to, co mówi, w jakimś stopniu poprawi się humor basiorowi, ale ten wyraźnie dawał sygnały, iż nie był zbytnio zadowolony z przerwanego treningu, więc biały wilk nie odezwał się już więcej.
Kolejną oznakę partaczącego się dnia ujrzał niedaleko jaskini medyka, a był to owe ciche chlipanie, dobiegające spod pochyłej wierzby, niedaleko stawiku, gdzie zazwyczaj chorzy i ranni chadzali się napić. Naharys nakazał Hinatowi iść dalej samemu, a on sam, podążając w stronę tajemniczego płaczu, usłyszał też głośny śmiech, który o dziwo był mu dobrze znany. Gdy pojawił się na szczycie grzbietu niewielkiego pagórka, ujrzał takowy widok; Ereden stał nad kulącą się w jego cieniu Sininen, która płacząc, zakrywała pyszczek swymi łapkami. Następnie jego syn powiedział coś, co w żadnym wypadku nie spodziewał się ich usłyszeć, akurat od niego. Największy jednak gniew wzbudził w nim fakt, że Ereden mówił do swej siostry, Sini.
- Jesteś żałosnym dziwolągiem, który potrafi tylko płakać. Nie wiem, co bogowie myśleli, żeby dawać Ci te ohydne skrzydła. Wstyd mi, że mam taką siostrę!
Tego było już za wiele. Naharys zmarszczył pysk i twarz, poczynił kilka kroków w stronę syna, po czym warknął.
- Ereden!
Basiorek podskoczył jak spanikowany kot i odnalazł go swymi oczami, w których z sekundy na sekundę rodził się przestrach przed wściekłym rodzicem. Jego wzrok mówił "zbliżają się kłopoty"
~ I bardzo dobrze, że myślisz o kłopotach, bo właśnie się w nie wpakowałeś po uszy, synu.
- Co ty robisz?! - kontynuował Naharys z niedowierzaniem w głosie - Czy tak się powinno traktować siostrę?! Spójrz na nią... SPÓJRZ-NA-NIĄ! Jak możesz! A może teraz ja się pośmieję z ciebie. Za to, że straszna z ciebie miernota... hahahaha... i co? Przyjemnie Ci jest?
Ereden skulony, siedział potulnie z owiniętym ogonem wokół łap.
- Tato... ja...
- No zakładam, że nie! Nie jest Ci przyjemnie, a teraz pomyśl, jak się czuje siostra. Twoja siostra, Ereden! Czy to nic dla ciebie nie znaczy?! W tym momencie, na moich oczach, masz przeprosić swoją siostrę, za te głupie słowa! Czekam. Ja mam czas.
Basiorek spojrzał jednak na swoją siostrę, która w dalszym ciągu kuliła się i drżała z trawiącego ją żalu i rozbrajającej rozpaczy. Jej łzy lśniły w blasku słońca na jej policzkach i trawie, na którą skapywały z drobnego podbródka Sini. Następnie zbliżył się nieznacznie do Sininen i widocznie starał się, jak mógł, aby słowa przeprosin przecisnąć przez gardło.
- Przepraszam cię, siostro...
Naharys usłyszał wyraźną niechęć. Ereden spojrzał na ojca.
- A teraz idziesz ze mną i możesz zapomnieć o kolacji...
Ereden powstał jednak z miną niedowierzania.
- Jak to! Przecież przeprosiłem!
Exan jednak powstrzymał jego narastającą brawurę głośnym tupnięciem łapą. Ereden znowu upadł na tyłek i z przerażeniem w oczach, wyczekiwał na dalszą część reprymendy.
- A więc tak ze mną pogrywasz. Przeprosiłeś z myślą, że unikniesz kary, nie z dobrą intencją. Teraz to na pewno możesz zapomnieć o kolacji. Nie mam zamiaru karmić szczeniaka, który widzi czubek własnego nosa. Nie chcę syna egoisty i rozwydrzonego rasisty. A teraz idziesz ze mną i powiesz mamie, co zrobiłeś.
Podszedł najpierw do Sini. Czule i delikatnie chwycił ją i pomógł usadowić się na jego grzbiecie, a syna zaś, złapał za kark i w następnej chwili, byli już w drodze do domu.
~ Nie mogę uwierzyć własnym uszom. Ereden, co w ciebie wstąpiło?! Ale nie martw się. Osobiście dopilnuję tego, żeby takie zachowanie wywietrzało Ci z głowy. Z pewnością miesiąc treningu dobrze ci zrobi. - Z takowymi myślami zaszedł do jaskini, gdzie jak dotychczas czekała na niego Pina, ale gdy ujrzała płaczącą Sininen, przerażonego Eredena, zwisającego z pyska wściekłego Naharysa, natychmiast zaniepokoiła się tym stanem.
- Skarbie? Coś się stało? - zapytała Pina, patrząc w zielone oczy Naharysa. Basior odstawił syna na ziemię, koło swych łap, po czym obrzucając go wściekłym spojrzeniem, wycedził przez zęby.
- No wytłumacz swej mamie, co zrobiłeś Sininen!
Po dodatkowej ostro udzielonej reprymendzie od Piny, Naharys zabrał swą nadal smutną i milczącą córkę nad rzekę - nie wiedząc jednocześnie, że to tam Sini spędzała czas w udręce, wyrywając pióra ze swych skrzydeł i ciskając w nurt płynącej wody.
- Tato, czy wy mnie jeszcze kochacie? - zapytała po chwili przepełniona żalem Sininen.
Naharys wiele w życiu słyszał; Srogi głos krytyki jego rodziców, po skończonym, niekoniecznie udanym treningu na poligonie, krzyki szczęścia jego przybranej siostry Lonyi, ale płaczliwy ton córki niemal zwalił go z łap.
- Skarbie, co to za pytanie. Oczywiście, że z mamą cię kochamy...
- Nie prawda... mówisz tak, a w rzeczywistości uważacie mnie za dziwoląga, jak Ereden...
Naharys odstawił córkę na trawiastą ziemię, uniósł łapą jej podbródek, aby spojrzała swymi zaszklonymi od łez oczami w niego.
- Sini. Ty, Ereden i Shori jesteście naszymi skarbami, bezcennym cudem i darem od bogów - Powiem ci w prawdzie jedną rzecz. Ufasz mi, skarbie?
Sininen pokiwała głową.
- Ereden dokucza ci z powodu skrzydeł? Ale prawda jest taka, że one czynią z ciebie kimś normalnym, nie dziwolągiem. Skrzydła nikogo nie czynią odmieńcem, a wiesz dlaczego? Na świecie pełno jest wilków, które szybują po nieboskłonie. Nie jesteś wyjątkiem.
Następnie uniósł swoją córkę do góry jedną łapą. Była tak drobna, że bez problemu utrzymałaby się na jego masywnej kończynie.
- Nie wmawiaj sobie i nie bierz do serca słów, że jesteś dziwolągiem. Ja i mama kochamy cię mocno ze skrzydłami, czy też bez. Nikomu cię nie oddamy, ani nie pozwolimy, abyś myślała, że stanowisz jakiś ciężar dla rodziny. Nie, jesteś naszą córką. Upragnionym cudem od gwiazd.
Po tych słowach, Sini wtuliła się w futro ojca, szlochając głośno.
Następne kilka godzin, Naharys spędził na zabawie z córką, kompletnie zapominając przy tym o całym świecie - O trenujących wilkach na poligonie, o basiorze, który zarwał od szalonego wahadłowca - totalnie o wszystkim. Na początku trudno było Naharysowi poprawić humor, ale idealnie nadawały się sztuczki z płomieniami. Exan, biorąc jakieś suche liście z poprzedniej jesieni, pozwalał, aby trawiący go płomień przybierał kształty różnych zwierząt, które po chwili wypalały się, jak zapałki. Następnie bawił Sini zagadkami i grą w " Prawda i kłamca", w którą nauczył kiedyś grać Niko (wątek Zakute Łby).
- Pamiętaj, co ci mówiłem. Jesteś w pełni normalną waderką, a skrzydła to żaden powód do odmienności. Następnym razem, jak Ereden znów cię będzie dręczył, wspomnij moje słowa. Dobrze, skarbie?
<Sininen?>
Ilość napisanych słów: 1159
Ilość zdobytych PD: 579 + 10% (57 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 10824 PD
czwartek, 17 lutego 2022
Od Sininen c.d Eredena ~ "Pogardzona niewinność, cz. 2"
Błagała w myślach i duchu, by Shori nie pognała za nią. Przecież już dosyć miała z nią problemu, najmłodsza była jedynie ciężarem całej rodziny. Ona, w przeciwieństwie do mniejszej, była silniejsza i potrafiła jakoś się obronić przed rozbeczeniem się z powodu Eredena. Podziwiała ją za to i ogólny silniejszy charakter. Sini miała zdecydowanie najdelikatniejszą psychikę z całej trójki, co niestety przynosiło więcej negatywnych skutków, niżby chciała. Nie rozumiała, czemu nienawidzi z taką namiętnością siostry i dlaczego z mściwą satysfakcją znęcał się nad rodzoną młodszą krewniaczką. Wprost uwielbiał wyrażać mocno negatywne emocje, tym samym terroryzując siostrę, która po prostu nie była w stanie się jakkolwiek obronić przed nim. Jeszcze gdy działo się to przy starszej adoptowanej Shori, brała jego agresję na siebie, lub raczej próbowała. Efekt był zawsze ten sam — Sini czuła się całkowicie sponiewierana psychicznie i totalnie bezwartościowa. Może lepiej by było, gdyby całkiem zniknęła?
- Ale on był wstrętny. - Kuki wyraziła swe zdenerwowanie, podczas gdy jej, pewnego rodzaju, podopieczna wyrażała głęboki ból serca i całej swe miernej egzystencji. - Jak tak można traktować własną rodzinę?! Wy naprawdę jesteście spokrewnieni?
- Ja naprawdę nie pasuje do nich. - głos jej drżał okrutnie od tego incydentu oraz i płaczu. Nie miała siły nawet podnieść łapki w celu otarcia łez, bardzo szybko spływały jej po małym pyszczku.- Byłoby lepiej, gdybym się nie urodziła!
- Ćśśś, ani słowa. - Światełko natychmiast znalazło się przed nią i osiadło na przemoczonym nosku.- Nie mów tak. Ten mały drań nie potrafi docenić, jaki ma skarb, posiadając takie siostry, w tym własną rodzoną. Pożałuje tego.
Mała w tym momencie zaśmiała się w sposób histeryczny.
- On? Pożałuje? On mówi prawdę o mnie. Jestem dziwadłem, który nigdy nie powinien się pojawiać komukolwiek na oczy! Nawet śmieć jest więcej wart niż ja. - po tych słowach ponownie jej wątłe ciałko wstrząsnęły spazmy szlochu.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że według niego była nie tyle, co samym błędem egzystencji, ale również, iż prawdopodobnie odbierał ją jako podmiankę przy narodzinach. Że nawet określenie "miernota" nie pasuje do niej, gdyż jest zbyt wysokie. Zwyczajnie nie zasługuje na nic.
Jedynie na wymazanie z życia.
- Kiedyś będzie cię błagał o przebaczenie. Na klęczkach ze łzami w oczach. Osobiście dopilnuje tego. - Kuki wydawała się całkiem wściekła na agresora sytuacji, w której to jej kruszyna została doprowadzona do łez.
- Nie jestem tego warta. - powiedziała nagle słabym głosem, równie cichym co wypartym z emocji. - On ma rację. Nie powinnam w ogóle być tu czy tam. Nigdzie.
- Maleńka...
Kuki starała się przemówić jej do rozsądku, iż same takie myślenie ma sobie natychmiast wybić z głowy i coś o życzeniu lepszego brata czy coś — nie mogłaby powtórzyć, taki język czasem jej mama używała przy byciu bardzo zdenerwowaną.
Nie dałaby radę jej powstrzymać przed tym, skoro sama od dłuższego czasu myślała nad wprowadzeniem planu w realizację.
Tamto miejsce znalazła podczas jednej z wielu ucieczek od brata z buchającymi oczyma od łez. Było całkiem odosobnione: milczący zagajnik z wysokim drzewem, pod którym rozcierała się chmara ostrych kamieni, kawałek dalej był zakręt gwałtowniejszego nurtu rzeki. Trzy możliwości, do wyboru do koloru. Wszystko zależałoby od jej odwagi i desperacji w wykonaniu tego kroku, pozwalającego Eredenowi w odetchnięciu od jej istnienia. Na dobre. Shori też nie będzie musiała jej już bronić, rodzicom ulży od ciężaru w wychowywaniu takiego dziwoląga. Wszyscy na tym skorzystają całkiem dobrze...
Kuki z pewnością byłaby przerażona, jak bardzo to szczenię w tak młodym wieku miało zniszczoną psychikę i dokańczało plan własnego samobójstwa. Minęła dłuższa chwila nim przestała płakać i doprowadziła się do porządku. Latająca kompanka za wszelką cenę próbowała rozweselić małą, na próżno. Sininen wracała z pustym wyrazem spojrzenia do jaskini, gdzie w milczeniu od razu schroniła się w kącie, gdzie to zaczęła w sposób specyficzny układać odruchowo kamyczki przed sobą, tak, że z żadnej strony nie byłoby przerwy.
Trochę jej zejdzie, nim zrozumie, iż stawia nie mur swojego biednego serduszka a genialną taktykę obronną. Na razie kładła każdy z osobna jasnoszary gładki kamień nieco bezmyślnie, dla zajęcia jej łap. Rodzice zawsze uważali tę zabawę za kształcącą, z kolei Shori wydawała się niepokoić, jak bardzo najmłodsza potrafiła zagłębić się w zabawę. Całkiem możliwe, ze znając prawdziwy stosunek Eredena do nich, Sini odizolowywała się od całego świata na swój własny sposób. Tylko jak długo?
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 694
Ilość zdobytych PD: 347 PD
Obecny stan: 991 PD
- Ale on był wstrętny. - Kuki wyraziła swe zdenerwowanie, podczas gdy jej, pewnego rodzaju, podopieczna wyrażała głęboki ból serca i całej swe miernej egzystencji. - Jak tak można traktować własną rodzinę?! Wy naprawdę jesteście spokrewnieni?
- Ja naprawdę nie pasuje do nich. - głos jej drżał okrutnie od tego incydentu oraz i płaczu. Nie miała siły nawet podnieść łapki w celu otarcia łez, bardzo szybko spływały jej po małym pyszczku.- Byłoby lepiej, gdybym się nie urodziła!
- Ćśśś, ani słowa. - Światełko natychmiast znalazło się przed nią i osiadło na przemoczonym nosku.- Nie mów tak. Ten mały drań nie potrafi docenić, jaki ma skarb, posiadając takie siostry, w tym własną rodzoną. Pożałuje tego.
Mała w tym momencie zaśmiała się w sposób histeryczny.
- On? Pożałuje? On mówi prawdę o mnie. Jestem dziwadłem, który nigdy nie powinien się pojawiać komukolwiek na oczy! Nawet śmieć jest więcej wart niż ja. - po tych słowach ponownie jej wątłe ciałko wstrząsnęły spazmy szlochu.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że według niego była nie tyle, co samym błędem egzystencji, ale również, iż prawdopodobnie odbierał ją jako podmiankę przy narodzinach. Że nawet określenie "miernota" nie pasuje do niej, gdyż jest zbyt wysokie. Zwyczajnie nie zasługuje na nic.
Jedynie na wymazanie z życia.
- Kiedyś będzie cię błagał o przebaczenie. Na klęczkach ze łzami w oczach. Osobiście dopilnuje tego. - Kuki wydawała się całkiem wściekła na agresora sytuacji, w której to jej kruszyna została doprowadzona do łez.
- Nie jestem tego warta. - powiedziała nagle słabym głosem, równie cichym co wypartym z emocji. - On ma rację. Nie powinnam w ogóle być tu czy tam. Nigdzie.
- Maleńka...
Kuki starała się przemówić jej do rozsądku, iż same takie myślenie ma sobie natychmiast wybić z głowy i coś o życzeniu lepszego brata czy coś — nie mogłaby powtórzyć, taki język czasem jej mama używała przy byciu bardzo zdenerwowaną.
Nie dałaby radę jej powstrzymać przed tym, skoro sama od dłuższego czasu myślała nad wprowadzeniem planu w realizację.
Tamto miejsce znalazła podczas jednej z wielu ucieczek od brata z buchającymi oczyma od łez. Było całkiem odosobnione: milczący zagajnik z wysokim drzewem, pod którym rozcierała się chmara ostrych kamieni, kawałek dalej był zakręt gwałtowniejszego nurtu rzeki. Trzy możliwości, do wyboru do koloru. Wszystko zależałoby od jej odwagi i desperacji w wykonaniu tego kroku, pozwalającego Eredenowi w odetchnięciu od jej istnienia. Na dobre. Shori też nie będzie musiała jej już bronić, rodzicom ulży od ciężaru w wychowywaniu takiego dziwoląga. Wszyscy na tym skorzystają całkiem dobrze...
Kuki z pewnością byłaby przerażona, jak bardzo to szczenię w tak młodym wieku miało zniszczoną psychikę i dokańczało plan własnego samobójstwa. Minęła dłuższa chwila nim przestała płakać i doprowadziła się do porządku. Latająca kompanka za wszelką cenę próbowała rozweselić małą, na próżno. Sininen wracała z pustym wyrazem spojrzenia do jaskini, gdzie w milczeniu od razu schroniła się w kącie, gdzie to zaczęła w sposób specyficzny układać odruchowo kamyczki przed sobą, tak, że z żadnej strony nie byłoby przerwy.
Trochę jej zejdzie, nim zrozumie, iż stawia nie mur swojego biednego serduszka a genialną taktykę obronną. Na razie kładła każdy z osobna jasnoszary gładki kamień nieco bezmyślnie, dla zajęcia jej łap. Rodzice zawsze uważali tę zabawę za kształcącą, z kolei Shori wydawała się niepokoić, jak bardzo najmłodsza potrafiła zagłębić się w zabawę. Całkiem możliwe, ze znając prawdziwy stosunek Eredena do nich, Sini odizolowywała się od całego świata na swój własny sposób. Tylko jak długo?
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 694
Ilość zdobytych PD: 347 PD
Obecny stan: 991 PD
Od Eredena c.d Sininen ~ "Pogardzona niewinność cz.1"
Ereden odkąd pamięta, zawsze postrzegał swoje dwie siostry za jakieś dziwactwa. - obserwował i porównywał je do rodziców, nie mających żadnych skrzydeł, których mogłyby po nich odziedziczyć. Basiorek nie był głupim szczeniakiem i potrafił dostrzec różnice i analizować. Zwłaszcza, jeśli chodzi o więzy krwi między nim a Shori. - i powiedzmy sobie szczerze, że według niego takowych nie było. Miała inny zapach, a na dodatek jej futro było podejrzanie obce. I odkąd pamięta, Ereden zawsze czerpał satysfakcję z dręczenia sióstr przez pryzmat tego, jak wyglądają. Nie było dnia, w którym nie naśmiewał się z ich skrzydeł, wytykał odmienność w bardzo niegrzeczny sposób. Bywały też czasy, gdy ograniczał się jedynie do wzgardliwych spojrzeń w kierunku najdrobniejszej z wader. - Sininen i to ją lubił najbardziej dręczyć. Nie mógł znieść, iż mimo więzów krwi, jego jedyna siostra (powiedzmy sobie szczerze, że Shori była jego przybraną siostrą, jedynie z nazwy) nie wiadomo po kim, odziedziczyła te wstrętne skrzydła. Raz Ereden jednak podsłuchał rozmowę rodziców, do której wracali od czasu do czasu.
- Skarbie, jesteś pewna, że te...
- Tak, tak. - odparła niechętnie Pina. - W mojej rodzinie, tylko moja babcia miała skrzydła. Nie ma, co drążyć tematu. Wiedz, że tylko ciebie kocham. Nie mogłabym spojrzeć na nikogo innego...
- Dobrze, już dobrze. - powstrzymał ją Naharys, jego ojciec. - Nie było tematu. Też cię kocham, skarbie.
Tylko do rodziców odczuwał znaczący szacunek. - widział, że mają normalny wygląd, bez wszelkich zbędnych dodatków do wyglądu, ale mimo tego... nie mógł zrozumieć, jak to jest możliwe, że jego siostra Sininen jest inna!! I nie wiedział czemu, czuł wobec niej w szczenięcym rozumowaniu niechęć.
A Sininen co na to? Miała tyle okazji, aby poskarżyć się rodzicom za wybryki Eredena, ale według niego chyba się bała. - lubił wmawiać sobie, że jego siła perswazji zdziałała cuda.
Pewnej nocy, widząc okazję na wymknięcie się z jaskini; Rodzice słodko spali wtuleni w siebie, ta wstrętna Shori leżała na szczycie grzbietu ojca, zwinięta w kuleczkę, więc nie widział żadnych problemów. Nagle zatrzymał go głos jego rodzonej siostry.
- Gdzie ty idziesz?
Ereden odwróciwszy się, obrzucił pogardliwym wzrokiem siostrę. Nawet ślepiec mógłby odczytać w nich "Na nic nie zasługujesz, dziwolągu"
- Nie twój interes. - syknął przez zęby, odpowiednio cicho, aby nie zbudzić rodziców.
- Nie idź nigdzie. Rodzice zakazali...
Ereden przerwał jej, gdyż zbliżając się, przyłożył swą łapkę do głowy siostry i silnie przyszpilił ją do ziemi, aż jego uszy zarejestrowały rozpaczliwy, cichy pisk siostry.
- I niczego się nie dowiedzą, rozumiesz? - wycedził jej do ucha. - A jeśli ośmielisz się kiedykolwiek poskarżyć o coś rodzicom, to pożałujesz! Pożałujesz, że kiedykolwiek coś powiedziałaś...
Zabrał łapę, ale przed tym, złośliwie jeszcze ścisnął mocno, aby upewnić się, czy Sininen zrozumiała jego ostrzeżenie. I bez dalszych słów, opuścił jaskinię, aby podziwiać nocne niebo.
I podobnie było pewnego dnia, gdy Sininen wróciła do jaskini, po tym, jak Ereden otwarcie powiedział jej, że wolałby być bratem wiewiórki, niż latającego ścierwa. - wiadomo, wiewiórki nie mają skrzydeł, po czym zwymyślał ją od odmieńców. - aby zaprezentować swą nową umiejętność. Spojrzał wtedy nań bez specjalnego zaskoczenia, mimo że widział ją wtedy pierwszy raz z takim wyglądzie. Miała szarą, zmieszaną z ziemistym brązem futro, a jej opuszki zaś mieniły się zimnymi odcieniami niebieskiego.
- Jest czego gratulować? Odmieniec zawsze pozostanie odmieńcem z tymi paskudnymi skrzydłami. - zadrwił i przechodząc obok Sini, celowo trącił ją swym barkiem, najsilniej jak umiał. Sini straciła równowagę i upadła na siedzenie z głośnym piskiem.
- Ereden! Zachowuj się! - skarciła go Shori, pomagając Sininen wstać, po czym zwróciła się do niej. - W porządku? Niech no ja powiem...
- Nie! - szepnęła. - Nikomu nic nie mów...
Ereden, usłyszawszy jej zlękniony ton, odwrócił się do najniższej.
- Boisz się kablować?! I bardzo dobrze... - podszedł blisko Sininen. -... widzę, że Ci dostatecznie jasno wyjaśniłem, dziwolągu!
- Nie mów tak do niej! - warknęła Shori.
- Bo co mi zrobisz! - krzyknął basiorek, zbliżając się niebezpiecznie ku Shori. - Może poskarżysz? Albo zbijesz mnie? Możesz spróbować! Żałosna jesteś, tak samo, jak moja niewydarzona siostra.
- Ja też jestem twoją siostrą! - zauważyła Shori.
- Uważasz, że jestem głupi? Jesteś dla mnie nikim! Zerem. Albo nie... mniej niż zero.
Sininen po czymś takim, uciekłaby z płaczem, ale Shori to nie to samo. Po usłyszeniu tych słów, gniewnie wygięła usta i groźnie nastroszyła pióra skrzydeł, ale i to nie wystarczyło, aby wystraszyć Eredena.
- Dlaczego nas tak traktujesz! - krzyknęła Sininen z oczami pełnymi łez. - Czemu jesteśmy dla ciebie gorsze od śmieci!
- Bo mi się tak podoba! - warknął na siostrę, a ona skuliła uszy po sobie. - Nie podoba ci się? Możesz stąd uciekać, nikt tu odmieńców nie potrzebuje!
Zgodnie z tym, co Ereden przypuszczał, najniższa siostra mrugnęła, roniąc obfite strugi łez, po czym odwróciwszy się, wydała z siebie płaczliwy dźwięk. Basiorek z satysfakcją w oczach spoglądał, jak Sininen oddalając się z każdą chwilą, po chwili znika za najbliższym wzgórzem ~ Pewnie tam chodzi, żeby ryczeć. Żałosne.
- Jesteś potworem, Ereden! - krzyknęła Shori.
- Oj, uważaj, bo się zaraz popłaczę, jak moja parszywa siostrzyczka. Ty też chcesz płakać? No to biegnij za nią! Nie zależy mi na was.
<Shininen?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 808
Ilość zdobytych PD: 404
Obecny stan: 404
- Skarbie, jesteś pewna, że te...
- Tak, tak. - odparła niechętnie Pina. - W mojej rodzinie, tylko moja babcia miała skrzydła. Nie ma, co drążyć tematu. Wiedz, że tylko ciebie kocham. Nie mogłabym spojrzeć na nikogo innego...
- Dobrze, już dobrze. - powstrzymał ją Naharys, jego ojciec. - Nie było tematu. Też cię kocham, skarbie.
Tylko do rodziców odczuwał znaczący szacunek. - widział, że mają normalny wygląd, bez wszelkich zbędnych dodatków do wyglądu, ale mimo tego... nie mógł zrozumieć, jak to jest możliwe, że jego siostra Sininen jest inna!! I nie wiedział czemu, czuł wobec niej w szczenięcym rozumowaniu niechęć.
A Sininen co na to? Miała tyle okazji, aby poskarżyć się rodzicom za wybryki Eredena, ale według niego chyba się bała. - lubił wmawiać sobie, że jego siła perswazji zdziałała cuda.
Pewnej nocy, widząc okazję na wymknięcie się z jaskini; Rodzice słodko spali wtuleni w siebie, ta wstrętna Shori leżała na szczycie grzbietu ojca, zwinięta w kuleczkę, więc nie widział żadnych problemów. Nagle zatrzymał go głos jego rodzonej siostry.
- Gdzie ty idziesz?
Ereden odwróciwszy się, obrzucił pogardliwym wzrokiem siostrę. Nawet ślepiec mógłby odczytać w nich "Na nic nie zasługujesz, dziwolągu"
- Nie twój interes. - syknął przez zęby, odpowiednio cicho, aby nie zbudzić rodziców.
- Nie idź nigdzie. Rodzice zakazali...
Ereden przerwał jej, gdyż zbliżając się, przyłożył swą łapkę do głowy siostry i silnie przyszpilił ją do ziemi, aż jego uszy zarejestrowały rozpaczliwy, cichy pisk siostry.
- I niczego się nie dowiedzą, rozumiesz? - wycedził jej do ucha. - A jeśli ośmielisz się kiedykolwiek poskarżyć o coś rodzicom, to pożałujesz! Pożałujesz, że kiedykolwiek coś powiedziałaś...
Zabrał łapę, ale przed tym, złośliwie jeszcze ścisnął mocno, aby upewnić się, czy Sininen zrozumiała jego ostrzeżenie. I bez dalszych słów, opuścił jaskinię, aby podziwiać nocne niebo.
I podobnie było pewnego dnia, gdy Sininen wróciła do jaskini, po tym, jak Ereden otwarcie powiedział jej, że wolałby być bratem wiewiórki, niż latającego ścierwa. - wiadomo, wiewiórki nie mają skrzydeł, po czym zwymyślał ją od odmieńców. - aby zaprezentować swą nową umiejętność. Spojrzał wtedy nań bez specjalnego zaskoczenia, mimo że widział ją wtedy pierwszy raz z takim wyglądzie. Miała szarą, zmieszaną z ziemistym brązem futro, a jej opuszki zaś mieniły się zimnymi odcieniami niebieskiego.
- Jest czego gratulować? Odmieniec zawsze pozostanie odmieńcem z tymi paskudnymi skrzydłami. - zadrwił i przechodząc obok Sini, celowo trącił ją swym barkiem, najsilniej jak umiał. Sini straciła równowagę i upadła na siedzenie z głośnym piskiem.
- Ereden! Zachowuj się! - skarciła go Shori, pomagając Sininen wstać, po czym zwróciła się do niej. - W porządku? Niech no ja powiem...
- Nie! - szepnęła. - Nikomu nic nie mów...
Ereden, usłyszawszy jej zlękniony ton, odwrócił się do najniższej.
- Boisz się kablować?! I bardzo dobrze... - podszedł blisko Sininen. -... widzę, że Ci dostatecznie jasno wyjaśniłem, dziwolągu!
- Nie mów tak do niej! - warknęła Shori.
- Bo co mi zrobisz! - krzyknął basiorek, zbliżając się niebezpiecznie ku Shori. - Może poskarżysz? Albo zbijesz mnie? Możesz spróbować! Żałosna jesteś, tak samo, jak moja niewydarzona siostra.
- Ja też jestem twoją siostrą! - zauważyła Shori.
- Uważasz, że jestem głupi? Jesteś dla mnie nikim! Zerem. Albo nie... mniej niż zero.
Sininen po czymś takim, uciekłaby z płaczem, ale Shori to nie to samo. Po usłyszeniu tych słów, gniewnie wygięła usta i groźnie nastroszyła pióra skrzydeł, ale i to nie wystarczyło, aby wystraszyć Eredena.
- Dlaczego nas tak traktujesz! - krzyknęła Sininen z oczami pełnymi łez. - Czemu jesteśmy dla ciebie gorsze od śmieci!
- Bo mi się tak podoba! - warknął na siostrę, a ona skuliła uszy po sobie. - Nie podoba ci się? Możesz stąd uciekać, nikt tu odmieńców nie potrzebuje!
Zgodnie z tym, co Ereden przypuszczał, najniższa siostra mrugnęła, roniąc obfite strugi łez, po czym odwróciwszy się, wydała z siebie płaczliwy dźwięk. Basiorek z satysfakcją w oczach spoglądał, jak Sininen oddalając się z każdą chwilą, po chwili znika za najbliższym wzgórzem ~ Pewnie tam chodzi, żeby ryczeć. Żałosne.
- Jesteś potworem, Ereden! - krzyknęła Shori.
- Oj, uważaj, bo się zaraz popłaczę, jak moja parszywa siostrzyczka. Ty też chcesz płakać? No to biegnij za nią! Nie zależy mi na was.
<Shininen?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 808
Ilość zdobytych PD: 404
Obecny stan: 404
niedziela, 13 lutego 2022
Od Sininen do Ereden'a ~"Pogardzona niewinność cz.1"
Jedno z najwcześniejszych wspomnień, jakie pamięta, poza ciepłem futra mamy, były trzy pary oczu, każdy o innej barwie. Najwięcej ciekawości było w srebrnych oczach, co spoglądały z różnych kątów na nią i drugie ciałko. Ciepło było wyczuwalne z dwóch pozostałych par.
Rodzina.
Gdy tylko była w stanie funkcjonować o własnych siłach, Shori wzięła ją w obroty i bawiła się ze znacznie mniejszą istotą. Można to odebrać jako słabość do najmłodszej i najmniejszej z grona? Albo kwestia podobieństw między nimi. Ten jeden element, który już na tamtym etapie okazał się w katastrofalny w swych skutkach.
Rodzice podobno od samego początku debatowali, skąd u licha wzięły się skrzydła u Sininen. Matka szczeniąt mówiła, że jest lustrzanym odbiciem jej babki bodajże, ale czy na pewno posiada taką parę skrzydeł? Jasne, młoda nie wątpiła w to, iż jest związana krwią z Piną — umaszczenie, lub raczej jego rozłożenie, miały dokładnie identyczne i niepodważalne. Wredny mały głosik, ten taki głęboko utkwiony w głowie, bez przerwy powtarzał, że to ona najbardziej do tej rodziny. Gdyby nie rozłożenie barw jej futerka, z pewnością jej powiązania z tymi wilkami stałoby się do podważenia, tylko to ją w zasadzie ratowało. Żeby nie było — nigdy jej przez myśl nie przeszło, że jej matka zdradziłaby swojego ukochanego, ponieważ była pomiędzy nimi tak silna więź, iż zwyczajnie nie było mowy o takim posunięciu. Rodzice kochali wszystkie swoje dzieci, zrodzone oraz przygarnięte.
To wszystko zaczęło się od Eredena, od samego początku zachowywał się bardzo źle w stosunku do sióstr. Jego postępowanie tylko się pogorszyło, kiedy to rodzice przeprowadzili poważną rozmowę o adopcji Shori. Największym paradoksem było to, że mimo gorszego traktowania, to biała stawała w obronie niebieskiej w trakcie wyrażania pewnego rodzaju nienawiści przez jedynego brata. Najmłodsza czuła się zawsze potwornie żałośnie z powodu niemożności wstawienia się za starszą wilczycą, którą od początku uważała za prawdziwą siostrę.
Dziwadło.
Przecież była tego świadoma! Nie tylko los ją pokarał takim dziwnym dodatkiem do wyglądu, oj nie. Jeszcze ten „dar” był na tyle uciążliwy w swej faktycznej wadze w porównaniu do jej małego ciałka, że zwyczajnie bardzo łatwo się męczyła. To był jeden z kilku powodów, dla których nie opuszczała rodzinną jaskinię, najczęściej zaszywając się w kącie nad kamyczkami do turlania lub zwojami do czytania. W tamtej chwili jednak rozłożyła swoje za duże skrzydła i spoglądając nań ze złością zmieszanym ze wstrętem, chwyciła w małą łapkę garść piór, po czym je wyrwała. Gest ten wykonała z cichym zapiszczeniem z bólu, lecz to nie powstrzymało ją przed ciśnięciem piór przed siebie, wprost do płynącego nurtu rzeki.
- Dlaczego nie mogę być normalna? - Wyszeptała z bólem podczas płaczu. Czuła się jak jakieś chodzące nieszczęście, zbędne wszystkim. Może faktycznie byłoby lepiej dla wszystkich, jakby zniknęła? Ereden często wydawał mieć to na myśli przy dręczeniu najmłodszej z całej trójki.
- Bo normalność jest przereklamowana. - odezwał się cichy, acz melodyjny głosik. Mała gwałtownie podskoczyła i rozejrzała się wokół siebie, zauważając unoszące się małe białe światełko, przypominające znacznie przerośniętego świetlika. - Czemu płacze księżniczko?
- C-co? Kim jesteś? - Zapytała się nieco wystraszona mimo ciepłej aury od tej istotki. Wydała z siebie cichy chichot.
- Kuki, jestem duszkiem wiatru. A ty jak się nazywasz, mała księżniczko?
- Sininen. - powiedziała cichutko, po czym pokręciła głową. - I nie jestem księżniczką. Proszę, nie nazywaj mnie tak.
- Jesteś. Wiesz, ile jest w stanie zobaczyć czy porozumiewać się z duchami żywiołów? Niewielu, w dodatku jesteś pierwszą, która na mnie zareagowała. Zatem jesteś taką małą księżniczką.
- Nie rozumiem. - powiedziała, czując się na granicy łez. Światełko podleciało bliżej i dotknęło jej noska. Wytwarzało ciekawe ciepło.
- Może nie odkryłaś jeszcze swoich mocy, ale twoim żywiołem jest powietrze. Masz do tego wielką wrażliwość żywiołową, czuję to. Nie zdziwię się zatem jeśli będziesz w stanie zobaczyć innych, ale na razie nie myśl o tym księżniczko. Jesteś bardzo słodka, że aż muszę!
- Zaraz, ale co... - nie dokończyła, albowiem oślepiło ją światło barwy duszka. Po krótkiej chwili światełko latało jakby uradowane, natomiast ona sama czuła się dziwnie. - Co się stało?
- Spójrz na swoje odbicie. - odparła melodyjnie Kuki.
Mała posłusznie zbliżyła się do rzeki i oniemiała. W tafli patrzyło się na nią całkiem obce szczenię w barwie brązu z niesamowicie niecodziennym ogonem oraz z niebieskim futerkiem w uszach. Jedynie oczy wydawały się być znajome. Kto to jest?! To nie może być ona, wygląda zupełnie inaczej i ma te skrzydła!
- Ach! To ty. - rzuciła Kuki, widząc totalny szok. - Masz bardzo ciekawą moc.
- ... To ja mam moc? - Zapytała się, absolutnie nie dowierzając w to, co widzi. Światełko wydawało się jakby kiwnąć „głową".
- Nawet kilka, najwyraźniej są obecnie uśpione. A przemiana wyglądu aż buzowała do użycia. Wyglądasz uroczo księżniczko. - dodała pogodnym głosem. - Na tyle, że nie chcę cię zostawiać. A w sumie, teraz i wcześniej wyglądasz równie słodko.
- Umm... Dziękuję? - Powiedziała bez przekonania, najpewniej dalej zaskoczona. Ostatecznie otarła swój pyszczek przed ponownym zabraniem głosu. - Dlaczego to robisz? Czemu jesteś dla mnie taka miła?
- Bo jesteś słodka i cię lubię. - odparła z łatwością. - No i wyjątkowa. Naprawdę, jesteś pierwszą, z którą mogę się porozumieć. Wiesz, jak długo czekałam na ten moment? Za długo! Teraz nie zamierzam tego kończyć, co to, to nie! Od teraz zacznij się do mnie przyzwyczajać księżniczko.
Dziwnie to zabrzmi i jest do przetrawienia, ale kolejne co zapamiętała to wracanie do rodzinnej groty w towarzystwie Kuki oraz nowym wyglądem, ponieważ duszek upierał się, że powinna się pochwalić pierwszą odkrytą mocą. Sini nie była pewna odnośnie reakcji na to, co się właśnie stało i dzieje, działa raczej mechanicznie.
- A-ale... Co moi rodzice powiedzą na twój widok?
- Och? Nic.
- Jak to?
- W całej tej okolicy, nazywacie to watahą tak właśnie, tylko ty dajesz inną aurę. Tylko ty mnie widzisz i rozmawiasz. Moment, nie zauważyłaś kochana?
- Ale czego?
- Spójrz tutaj. - światełko zbliżyło się do średniej wielkości kałuży. Zaraz poleciła, żeby patrząc w taflę, coś powiedziała. - Teraz rozumiesz?
- A-ale jak to jest możliwe?
Wiecie, na czym polegał kolejny szok Sininen? Uważnie się obserwując w odbiciu kałuży, nie tylko nie widziała Kuki, ale również nie widziała ruchu warg. Rozmawiały telepatycznie i nawet nie była tego faktu świadoma? Ale jakim cudem? Kuki stwierdziła, że to norma przy kontaktowaniu się z duchami żywiołów, nawet jeśli było grono wilków, które było w stanie normalnie rozmawiać i być słyszanym przez innych.
Kolejne co nastąpiło to niepewne wejście do jaskini i nieco niepewny głos skierowany do obecnej matki szczenięcia. Pina była zaskoczona, ale dumna z pierwszej, nowoodkrytej mocy przez córkę, na tyle, że zaraz wyszła po głowę rodziny w celu przyprowadzeniu go.
- Brawo Sini! - Shori podbiegła i zaraz zamknęła młodszą w czułym uścisku. - Jestem z ciebie taka dumna!
Nie zdążyła jednak zareagować, gdyż jedyny brat wydał z siebie głośny dźwięk „tch".
- Jest czego gratulować? Odmieniec zawsze pozostanie odmieńcem z tymi paskudnymi skrzydłami. - zadrwił i celowo szturchnął boleśnie najmniejszą podczas przechodzenia obok.
- Ereden, zachowuj się! - Chmurka skarciła go, ale nie robił sobie z tego nic. Całkowicie je zignorował. Zaraz spojrzała zaniepokojona na obecnie brązową kulkę. - W porządku? Niech no ja tylko powiem...
- Nie... - szepnęła z bólem w oczach. - Nie mów nikomu.
To był moment, w którym Sini postanowiła jak najdłużej zostawać w tej formie.
>Ereden?<
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1228
Ilość zdobytych PD: 614 + 5% (30 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 644 PD
Rodzina.
Gdy tylko była w stanie funkcjonować o własnych siłach, Shori wzięła ją w obroty i bawiła się ze znacznie mniejszą istotą. Można to odebrać jako słabość do najmłodszej i najmniejszej z grona? Albo kwestia podobieństw między nimi. Ten jeden element, który już na tamtym etapie okazał się w katastrofalny w swych skutkach.
Rodzice podobno od samego początku debatowali, skąd u licha wzięły się skrzydła u Sininen. Matka szczeniąt mówiła, że jest lustrzanym odbiciem jej babki bodajże, ale czy na pewno posiada taką parę skrzydeł? Jasne, młoda nie wątpiła w to, iż jest związana krwią z Piną — umaszczenie, lub raczej jego rozłożenie, miały dokładnie identyczne i niepodważalne. Wredny mały głosik, ten taki głęboko utkwiony w głowie, bez przerwy powtarzał, że to ona najbardziej do tej rodziny. Gdyby nie rozłożenie barw jej futerka, z pewnością jej powiązania z tymi wilkami stałoby się do podważenia, tylko to ją w zasadzie ratowało. Żeby nie było — nigdy jej przez myśl nie przeszło, że jej matka zdradziłaby swojego ukochanego, ponieważ była pomiędzy nimi tak silna więź, iż zwyczajnie nie było mowy o takim posunięciu. Rodzice kochali wszystkie swoje dzieci, zrodzone oraz przygarnięte.
To wszystko zaczęło się od Eredena, od samego początku zachowywał się bardzo źle w stosunku do sióstr. Jego postępowanie tylko się pogorszyło, kiedy to rodzice przeprowadzili poważną rozmowę o adopcji Shori. Największym paradoksem było to, że mimo gorszego traktowania, to biała stawała w obronie niebieskiej w trakcie wyrażania pewnego rodzaju nienawiści przez jedynego brata. Najmłodsza czuła się zawsze potwornie żałośnie z powodu niemożności wstawienia się za starszą wilczycą, którą od początku uważała za prawdziwą siostrę.
*
Ważnym kamieniem milowym było pewne spotkanie w lesie, kiedy to zaszyła się w celu wypłakania swych oczu z powodu zachowania Eredena ku niej. Malutka samiczka siedziała gdzieś pod wielkim krzakiem, cicho pochlipując. Wiedziała, że jest odmieńcem, nie musiał jej tego przypominać. A jednak czerpał mściwą satysfakcję ze znęcania się na młodszą siostrą i dobitnemu pokazywaniu, że byle śmieć w jego oczach ma więcej szacunku od niej samej.Dziwadło.
Przecież była tego świadoma! Nie tylko los ją pokarał takim dziwnym dodatkiem do wyglądu, oj nie. Jeszcze ten „dar” był na tyle uciążliwy w swej faktycznej wadze w porównaniu do jej małego ciałka, że zwyczajnie bardzo łatwo się męczyła. To był jeden z kilku powodów, dla których nie opuszczała rodzinną jaskinię, najczęściej zaszywając się w kącie nad kamyczkami do turlania lub zwojami do czytania. W tamtej chwili jednak rozłożyła swoje za duże skrzydła i spoglądając nań ze złością zmieszanym ze wstrętem, chwyciła w małą łapkę garść piór, po czym je wyrwała. Gest ten wykonała z cichym zapiszczeniem z bólu, lecz to nie powstrzymało ją przed ciśnięciem piór przed siebie, wprost do płynącego nurtu rzeki.
- Dlaczego nie mogę być normalna? - Wyszeptała z bólem podczas płaczu. Czuła się jak jakieś chodzące nieszczęście, zbędne wszystkim. Może faktycznie byłoby lepiej dla wszystkich, jakby zniknęła? Ereden często wydawał mieć to na myśli przy dręczeniu najmłodszej z całej trójki.
- Bo normalność jest przereklamowana. - odezwał się cichy, acz melodyjny głosik. Mała gwałtownie podskoczyła i rozejrzała się wokół siebie, zauważając unoszące się małe białe światełko, przypominające znacznie przerośniętego świetlika. - Czemu płacze księżniczko?
- C-co? Kim jesteś? - Zapytała się nieco wystraszona mimo ciepłej aury od tej istotki. Wydała z siebie cichy chichot.
- Kuki, jestem duszkiem wiatru. A ty jak się nazywasz, mała księżniczko?
- Sininen. - powiedziała cichutko, po czym pokręciła głową. - I nie jestem księżniczką. Proszę, nie nazywaj mnie tak.
- Jesteś. Wiesz, ile jest w stanie zobaczyć czy porozumiewać się z duchami żywiołów? Niewielu, w dodatku jesteś pierwszą, która na mnie zareagowała. Zatem jesteś taką małą księżniczką.
- Nie rozumiem. - powiedziała, czując się na granicy łez. Światełko podleciało bliżej i dotknęło jej noska. Wytwarzało ciekawe ciepło.
- Może nie odkryłaś jeszcze swoich mocy, ale twoim żywiołem jest powietrze. Masz do tego wielką wrażliwość żywiołową, czuję to. Nie zdziwię się zatem jeśli będziesz w stanie zobaczyć innych, ale na razie nie myśl o tym księżniczko. Jesteś bardzo słodka, że aż muszę!
- Zaraz, ale co... - nie dokończyła, albowiem oślepiło ją światło barwy duszka. Po krótkiej chwili światełko latało jakby uradowane, natomiast ona sama czuła się dziwnie. - Co się stało?
- Spójrz na swoje odbicie. - odparła melodyjnie Kuki.
Mała posłusznie zbliżyła się do rzeki i oniemiała. W tafli patrzyło się na nią całkiem obce szczenię w barwie brązu z niesamowicie niecodziennym ogonem oraz z niebieskim futerkiem w uszach. Jedynie oczy wydawały się być znajome. Kto to jest?! To nie może być ona, wygląda zupełnie inaczej i ma te skrzydła!
- Ach! To ty. - rzuciła Kuki, widząc totalny szok. - Masz bardzo ciekawą moc.
- ... To ja mam moc? - Zapytała się, absolutnie nie dowierzając w to, co widzi. Światełko wydawało się jakby kiwnąć „głową".
- Nawet kilka, najwyraźniej są obecnie uśpione. A przemiana wyglądu aż buzowała do użycia. Wyglądasz uroczo księżniczko. - dodała pogodnym głosem. - Na tyle, że nie chcę cię zostawiać. A w sumie, teraz i wcześniej wyglądasz równie słodko.
- Umm... Dziękuję? - Powiedziała bez przekonania, najpewniej dalej zaskoczona. Ostatecznie otarła swój pyszczek przed ponownym zabraniem głosu. - Dlaczego to robisz? Czemu jesteś dla mnie taka miła?
- Bo jesteś słodka i cię lubię. - odparła z łatwością. - No i wyjątkowa. Naprawdę, jesteś pierwszą, z którą mogę się porozumieć. Wiesz, jak długo czekałam na ten moment? Za długo! Teraz nie zamierzam tego kończyć, co to, to nie! Od teraz zacznij się do mnie przyzwyczajać księżniczko.
Dziwnie to zabrzmi i jest do przetrawienia, ale kolejne co zapamiętała to wracanie do rodzinnej groty w towarzystwie Kuki oraz nowym wyglądem, ponieważ duszek upierał się, że powinna się pochwalić pierwszą odkrytą mocą. Sini nie była pewna odnośnie reakcji na to, co się właśnie stało i dzieje, działa raczej mechanicznie.
- A-ale... Co moi rodzice powiedzą na twój widok?
- Och? Nic.
- Jak to?
- W całej tej okolicy, nazywacie to watahą tak właśnie, tylko ty dajesz inną aurę. Tylko ty mnie widzisz i rozmawiasz. Moment, nie zauważyłaś kochana?
- Ale czego?
- Spójrz tutaj. - światełko zbliżyło się do średniej wielkości kałuży. Zaraz poleciła, żeby patrząc w taflę, coś powiedziała. - Teraz rozumiesz?
- A-ale jak to jest możliwe?
Wiecie, na czym polegał kolejny szok Sininen? Uważnie się obserwując w odbiciu kałuży, nie tylko nie widziała Kuki, ale również nie widziała ruchu warg. Rozmawiały telepatycznie i nawet nie była tego faktu świadoma? Ale jakim cudem? Kuki stwierdziła, że to norma przy kontaktowaniu się z duchami żywiołów, nawet jeśli było grono wilków, które było w stanie normalnie rozmawiać i być słyszanym przez innych.
Kolejne co nastąpiło to niepewne wejście do jaskini i nieco niepewny głos skierowany do obecnej matki szczenięcia. Pina była zaskoczona, ale dumna z pierwszej, nowoodkrytej mocy przez córkę, na tyle, że zaraz wyszła po głowę rodziny w celu przyprowadzeniu go.
- Brawo Sini! - Shori podbiegła i zaraz zamknęła młodszą w czułym uścisku. - Jestem z ciebie taka dumna!
Nie zdążyła jednak zareagować, gdyż jedyny brat wydał z siebie głośny dźwięk „tch".
- Jest czego gratulować? Odmieniec zawsze pozostanie odmieńcem z tymi paskudnymi skrzydłami. - zadrwił i celowo szturchnął boleśnie najmniejszą podczas przechodzenia obok.
- Ereden, zachowuj się! - Chmurka skarciła go, ale nie robił sobie z tego nic. Całkowicie je zignorował. Zaraz spojrzała zaniepokojona na obecnie brązową kulkę. - W porządku? Niech no ja tylko powiem...
- Nie... - szepnęła z bólem w oczach. - Nie mów nikomu.
To był moment, w którym Sini postanowiła jak najdłużej zostawać w tej formie.
>Ereden?<
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1228
Ilość zdobytych PD: 614 + 5% (30 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 644 PD
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki