Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Fale". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Fale". Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 października 2022

Od Visali c.d Shori ~ "Fale"

– Chodźmy, powinnyśmy zdążyć przed popołudniowymi zadaniami – powiedziała Shori. Visala miała wątpliwości, czy to naprawdę najlepszy pomysł. Pomimo tego skinęła głową w stronę nowo poznanej wadery o wiele pewniej, niż się czuła. Ruszyły dosyć pospiesznym tempem. Na szczęście Shori nie odezwała się więcej, najwyraźniej wyczuwając małomówność Visali (albo być może sama była niezbyt rozmownym typem). Dało to Vis aż nadto czasu na introspekcję. Czuła, że drży trochę z niepokoju, a w pysku wyschło jej, jakby nie piła od tygodnia. Zaledwie kilka miesięcy temu opuściła swoją rodzinną sforę, żeby oszczędzić im niepokoju i zapewnić bezpieczeństwo przed katastrofą naturalną, jaką była ona sama. A teraz co? Miała tak po prostu dołączyć do nowej watahy jak gdyby nigdy nic? Z pewnością tutejsze wilki równie szybko zorientują się, że jest zagrożeniem? Z drugiej jednak strony, jakie inne opcje miała w tej sytuacji? Mogła jedynie spróbować uciec tam skąd przyszła, ryzykując ponowne spotkanie z basiorami z wcześniej. Zresztą musiała przyznać, że zmęczenie przeszywało ja do kości – potrzebowała schronienia, a wataha gwarantowała bezpieczeństwo. Jednocześnie w pamięci miała spokój i ulgę, które ogarnęły ją nad jeziorem zaledwie kilka chwil wcześniej. Być może to nie był aż taki zły pomysł. Spróbuje powstrzymać swój “dar” jak najdłużej, a później po prostu odejdzie, kiedy nie będzie to już możliwe. “Może sytuacja wcale nie jest taka tragiczna” – pocieszała się w myślach.
Zwracając nieco baczniejszą uwagę na swoje otoczenie, Visala dostrzegła, że zbliżają się ponownie do lasu. Mieszanina zapachów innych wilków stawała się coraz bardziej wyczuwalna, a w pewnej odległości słychać było szum wody. Zapewne z małego wodospadu lub płytkiego strumienia. Spojrzała na swoją towarzyszkę, ta jednak wyraźnie skupiała się na swoim zadaniu, gdyż była niemal całkowicie od niej odwrócona. Visala była prawie pewna, że między drzewami mignęła jej jakaś szaro-niebieska wadera. W końcu obydwie wilczyce zatrzymały się przed masywną formacją skalną, najwyraźniej jaskinią Alfy. Vis poczuła, jak niepokój bulgocze jej w żołądku, kiedy Shori skinęła zachęcająco głowa w stronę wejścia. Biorąc głęboki oddech, Visala weszła do środka. Powitał ją widok raczej przyjemnej jamy oraz wadery o futrze jedynie trochę jaśniejszym od jej własnego. Alfa spojrzała na nią wyczekująco, chociaż wyraz jej pyska wydawał się przyjazny. Zanim jednak miała szansę coś powiedzieć, Visala odchrząknęła dwukrotnie i chichocząc nerwowo, zaczęła mówić:
– Ja, hm, eee... Shori? To znaczy tak, Shori mnie tutaj, emm, przy-p-prowadziła. Do Alfy, to znaczy to cie-ciebie. Oczywiście do ciebie, ha ha. Bo prze-prze-przekroczyłam granice. Niespecjalnie o-oczywiście! P-p-po prostu biegłam i nagle by-byłam tutaj, i zobaczyłam to jezioro, i później zobaczyłam Shori i... – Visala mówiła coraz szybciej i szybciej, aż w końcu zamilkła, łapiąc oddech. Stojąca przed nią Alfa uniosła brew, wyglądając na raczej rozbawioną.
– I jak masz na imię? – odezwała się po raz pierwszy. Mimochodem Visala zauważyła, że jej głos był naprawdę przyjemny, prawie melodyjny. Przestąpiła nerwowo z łapy na łapę.
– Vi-visala. Visala z rodu Lukerrid, hm, pani Alfo proszę pani.
– Renesmee w zupełności wystarczy. – Uśmiechnęła się. Visala czuła bulgoczące w niej zakłopotanie. Postanawiając się wreszcie zamknąć, wbiła wzrok w niezwykle interesujący zielonkawy kamień leżący tuż obok jej łapy. Widząc to, Renesmee w końcu przerwała niezręczną ciszę: – A więc co cię tu sprowadza Visalo?
– Ja... To znaczy, jakby szukam schronie-enia. Tak myślę? To znaczy, nie musisz mnie tu wcale witać czy coś, mo-mogę sobie pójść!
– Hmm. W czym jesteś szczególnie dobra w takim razie?
To pytanie Visala mogła całkowicie zrozumieć – zresztą ona sama nie miała nic przeciwko byciu przydatną dla lokalnej społeczności, skoro już chciała skorzystać z ich gościnności. Nie zmieniało to jednak faktu, że w jej mózgu pojawiła się pustka. Nic, cisza, biały szum, zero. Odlegle pomyślała, że nikt wcześniej jej o to nie zapytał. Nikt nigdy nie musiał pytać. Czując presję narastającego milczenia, odezwała się:
– Ja, hm, ekhem, to znaczy, eee... Medycyna? Tak myślę. To znaczy, nie jestem jakaś wybitna
czy, hm, czy coś, ale szkoliłam się w domu i...
– W takim razie, może spróbujesz swoich sił jako sanitariusz – Renesmee przerwała jej, zanim zdążyła na dobre się rozkręcić w swojej chaotycznej paplaninie. – Kiedy już się zadomowisz, to znaczy. Poznasz kilka innych wilków, znajdziesz suche miejsce do spania.
Wtedy możesz się zgłosić do Belief, ona cię odpowiednio pokieruje.
– Och! Ja, hm, dziękuję. To b-bardzo uprzejme z twojej s-s-strony!
Renesmee uśmiechnęła się miło, co Visala entuzjastycznie odwzajemniła.
– Witamy w Watasze Renaissance.
Visala nigdy nie sądziła, że zostanie tak ciepło przyjęta. “Ale jak zawsze pozytywne nastawienie to podstawa” – pomyślała zadowolona. Następnie reflektując się, że niepotrzebnie przedłuża rozmowę, szybko odezwała się:
– Myślę, że cz-cz-czas już na mnie, ekhem. Jeszcze raz, hm, dziękuję. – Po czym pospiesznie wycofała się na zewnątrz. Była prawie pewna, że za sobą usłyszała serdeczny śmiech. Zmrużyła nieco oczy na oślepiające słońce na zewnątrz jaskini.
— Hej Visalo, jak poszło? — odezwała się Shori. Visala spojrzała na nią zaskoczona, że wciąż tam jest. Szczerze spodziewała się, że Shori ruszy dalej bez chwili zawahania po wykonaniu swojego obowiązku, zostawiając ją samą sobie. Vis musiała przyznać, że było to przyjemne, choć obce uczucie. Uśmiechając się, odpowiedziała:
– Renesmee powiedziała, hm, że mogę się tu zatrzymać. I że mogę zbadać okolicę.
– W takim razie cieszę się, że zostajesz z nami. – Po czym z wahaniem dodała: – Niestety muszę już lecieć. Patrol, sama rozumiesz.
– Och, jasne, hm, pewnie, rozumiem. To ja może już, hm, pójd… – pospiesznie wydukała
Visala.
– Mogłabyś iść ze mną! Pokażę ci trochę terenów w drodze, a później rozejrzysz się sama –
przerwała jej Shori.
– O. Ja, hm, tak, pewnie. – Nieśmiały uśmiech wpełzł na jej pysk. To byłoby naprawdę miły gest ze strony nowo poznanej wadery. – W takim razie, hm, prowadź. Shori rozpromieniła się i wskazując łbem w kierunku południa, ruszyła umiarkowanym krokiem.
– Chodź, pokażę ci trochę wybrzeża. – Po chwili wahania dodała: – Miałaś morze w swoich rodzinnych stronach?
– Je, eee, nie, nie bardzo. To znaczy, mieszkaliśmy głównie w górach, więc hm, dużo, dużo
drzew i bardzo mało wody. Poza strumykami to znaczy. – Visala zaśmiała się nerwowo.
Shori jedynie skinęła twierdząco, przyspieszając nieco tempo. Między waderami zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie trzaskiem gałęzi, kiedy przedzierały się przez gęstsze krzewy. Visala przestąpiła niespokojnie, łamiąc sobie głowę w poszukiwaniu tematu do rozmowy. Jej myśli wydawały się jednak kręcić w koło, bez żadnego ładu i składu, z jedynym spójnym pytaniem “Co powiedzieć dalej?” na czele. Kątem oka mogła dostrzec, że druga wilczyca również czuje się raczej niewygodnie w tej sytuacji. Desperacko rozejrzała
się dookoła, szukając jakiejkolwiek inspiracji, a znajdując jedynie trochę zielonych liści, pożółkłych igieł i ładne, ale niezbyt pomocne jezioro. A może…
– Jaki jest twój ulu… – odezwała się Visala, w tym samym momencie, w którym Shori
zaczęła mówić:
– Więc właśnie mija…
Obydwie zamilkły, uśmiechając się do siebie niezręcznie.
– Mo-hm-może ty pierwsza – wypaliła Vis.
– O, chciałam tylko powiedzieć, że mijamy Lac doré. Nie robi teraz wrażenia, ale jeśli wrócisz o zachodzie słońca, możesz być zaskoczona. Więc… o co chciałaś zapytać? Wzrok Visali powędrował niespokojnie w bok, uświadomiwszy sobie, jak głupie było wymyślone przez nią naprędce pytanie. Czując się niezwykle kretyńsko, że nawet wypowiada je na głos, wydukała zarumieniona:
– Ja, hm, to znaczy, jaki jest twój, eee, ulubiony kolor?

Shori?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1166
Ilość zdobytych PD: 583 + 5% (29 PD)
Obecny stan: 612

piątek, 5 sierpnia 2022

Od Shori c.d Visali ~ “Fale”

Od dobrych kilku minut obserwowałam poczynania ciemnej, niewysokiej wilczycy z błękitnym księżycem na czole. Równie błękitne oczy wadery wyglądały, jakby były zatracone w toni jeziora, nad którym to stałyśmy od dłuższego czasu. Nie mam pojęcia, jakim cudem dostała się tak daleko, w głąb watahy, ale jeśli Rene dowie się, że miało to miejsce na mojej zmianie, to nie chcę wiedzieć, jakie konsekwencje mogę ponieść, za "wpuszczenie szpiega w nasze progi". Wzdrygnęłam się, po czym sprawnie zmieniłam, pozycję, przemieszczając się o kilka metrów w kierunku północnym. Na moje nieszczęście i wiatr i moje futro zdradziły moją obecność. Słysząc nawoływanie wilczycy i dostrzegając gwałtowne napięcie mięśni, wyszłam napuszona, niczym lemur katta. Wyprostowana, wysoko uniesiona głowa, na wpół rozłożone, uniesione w górę skrzydła, z klatką wypiętą oraz pewnym siebie krokiem ukazałam się, zmniejszając dystans między nieznajomą. Nie pytajcie, czemu się tak nastroszyłam, sama nie wiem, może to kwestia zbliżającej się gwałtownej zmiany pogody bowiem wiatr zawiał nieco gwałtowniej.
- Nie wyglądasz na kogoś, kto lubi walczyć. - Stwierdziłam. Wadera nie wyglądała na słabą, jednak jej budowa ciała nie przypominała sylwetki żadnej ze znanych mi wojowniczek. W obecnej chwili dobrze zarysowane mięśnie łap, przywoływały na myśl raczej pozycję zwiadowcy. Wilczyca musi mieć świetną kondycję i zajmować się czymś, gdzie oczekuje się od niej przebywania sporych dystansów w stosunkowo niedługim czasie. Być może się myliłam, ale takie były moje pierwsze wrażenia. Biorąc sobie do serca rady Kropelki, postanowiłam odwlekać ewentualną walkę, gdyż jeszcze nie poprawiłam się wystarczająco. Niebieskooka milczała, obserwując mnie uważnie.
- Od dłuższego czasu znajdujesz się na terenach Watahy Rennaisance. Zgubiłaś się? Szukasz czegoś lub kogoś? - Zapytałam, zatrzymując się jakieś trzy metry przed wilczycą. Uważnie obserwowałyśmy nawzajem swoje ruchy. Za wilczycą znajdowało się kilka drzew, na skraju intensywnie zalesionych gór. Po jej lewej znajdował się brzeg jeziora. Ja natomiast stałam niby z prawej niby na wprost wadery. Nieznacznie ograniczyłam drogę ewentualnej ucieczki niebieskookiej, która w razie podjęcia, zmusiłaby ją do odwrotu w kierunku granicy, a następnie za nią.
- Ja, hm, Nie wiedziałam, że jestem na terenach czyjejś watahy. Hm...
- Czyli się zgubiłaś? - Spytałam, nieznacznie przechylając głowę.
- Nie zupełnie. - Wyznała. - Szukam, hm, schronienia. - dodała po chwili.
- Ach tak? - Wilczyca bardzo mnie tym zaskoczyła. Widząc moją nader specyficzną reakcję, wadera odezwała się ponownie.
- Jestem Visala z rodu Lukerrid. - Przedstawiła się.
- Shori... po prostu Shori. - Skinęłam głową. - Powinnyśmy się udać do Alfy w Twojej sprawie. - Stwierdziłam, Wzbiłam się na jakieś trzy metry nad ziemię, po czym dodałam. - Chodźmy, powinnyśmy zdążyć, przed popołudniowymi zadaniami. - Oznajmiłam, uogólniając i pomijając informacje, że mam wtedy patrol, połączony z treningiem powietrznym wraz ze Stormy. Wilczyca Zadarła nieco pysk, by na mnie spojrzeć, widząc niemą zgodę i gotowość, ruszyliśmy w kierunku jaskini Rene oraz Nico. Po jakichś czterdziestu minutach intensywnego marszu odbyła się krótka rozmowa, ciemniejszych ode mnie wader. Gdy Visala, wyszła z jaskini, jakby spokojniejsza zaczepiłam ją w przyjazny i topy dla siebie sposób.
- Hej Visalo, Jak poszło? - Niebieskooka spojrzała na mnie i miło się uśmiechnęła.
- Renesme powiedziała...

<Visala?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 484
Ilość zdobytych PD: 242
Obecny stan: 242

wtorek, 2 sierpnia 2022

Od Visali do Shori – “Fale”

Im starsza się stawała, tym mniej pewna była czegokolwiek. Aż wreszcie pewnego dnia jej niepewność zaczęła ją definiować. Visala wyraźnie pamiętała jednak pierwszy raz, kiedy zaczęła mieć wątpliwości. Było to nieco ponad pół roku po tym, jak dostała swoje dary. Popołudnie było słoneczne, a ona i jej bracia bawili się niedaleko wejścia do ich rodzinnej jaskini, korzystając z wolnej chwili, kiedy nikt nie potrzebował ich pomocy. W powietrzu było słychać ich radosny śmiech. Liriel właśnie podtoczył do niej szyszkę, kiedy z pobliskich krzewów usłyszała zbliżające się głosy:
– ...jestem pewien, że Ellenis nie będzie miała nic przeciwko.
– Mam taką nadzieję, ostatnim razem szczeniak był bardzo pomocny – odparł Gael, w tamtym czasie dowódca polowań w stadzie.
– Tak, może jego brat też by się nam na coś dzisiaj przydał. Visala pacnęła bez przekonania szyszkę, bardziej skupiając się na podsłuchiwaniu rozmowy. Dorosłe wilki zawsze były takie tajemnicze! Gdzieś nad nimi dzięcioł zaczął stukać w drzewo.
– Pewnie tak, ale lepiej, żeby został z tą dziewuchą. Nie chcemy się przecież wszyscy potopić. – Myślałem, że Ellenis mówiła ostatnio o tym, jak dziewczynie udało się przemienić wodę w śnieg. Podobno zrobiła to celowo.
– Tak, zrobiła śnieżkę, rzeczywiście bardzo przydatna umiejętność – prychnął Gael. – Zapamiętaj moje słowa, jeśli do tego czasu nie udało się jej zrobić nic ze sobą, to nie ma już na co liczyć. Właśnie wtedy po raz pierwszy Visala zwątpiła w siebie. Oczywiście wcześniej wiedziała, że różni się od swoich braci i matka jest dla niej bardziej surowa, ale nigdy nie widziała tego jako słabości. Jak się wydawało, była jedyną. Jednak w tej chwili, patrząc na delikatne fale jeziora, po raz pierwszy od lat czuła spokój. Odkąd opuściła swoje stado, cały czas ciążył na niej żal, a nieprzyjemne uczucie bulgotało w dole jej brzucha. Teraz do napięcia dołączyło coś innego, coś jak ulga. Przez kilka minut poczuła się prawie wolna. Nad taflą wody zerwał się gwałtowny wiatr, przyjemnie chłodząc bok jej pyska. Nagle nos Visali drgnął. Wydawało jej się, że zwęszyła w powietrzu nową woń. Bezwiednie odwróciła głowę w stronę, z której myślała, że coś wychwyciła. Wytężyła wzrok i słuch, i przez sekundę znowu dostrzegła kątem oka błysk bieli w pobliskich krzakach. W momencie, w którym wiatr się zmienił, słodki zapach innego wilka stał się wyraźnie wyczuwalny. Visala była jednak pewna, że zapach ten nie miał nic wspólnego z Calebem czy jakkolwiek tam nazywał się basior (naprawdę starała się raczej zapomnieć o tym nieprzyjemnym spotkaniu). Nie zmieniało to faktu, że po wcześniejszych wydarzeniach dnia była nieufna. Już i tak było wystarczająco źle, że po raz kolejny ktoś się do niej podkradł bez jej wiedzy. “No naprawdę, z takim nieuważnym podejściem do otoczenia można by pomyśleć, że ledwo wyszłam ze swoich szczenięcych lat” – pomyślała z irytacją. Odchrząknęła, poświęcając najpierw kilka chwil na zebranie się w sobie, po czym odezwała się jako pierwsza:
– Halo? Wiem, że tam, hm, jesteś. Ni-nie wiem, czemu tylko, hm, stoisz i patrzysz, ale lepiej wyjdź! Tylko po-hm-powoli! Zanim nawet zdążyła skończyć, z lasu z wysoko podniesioną głową wyłoniła się biała wadera. Już z daleka było widać, że jest tylko trochę wyższa od Visali, ale jej duże skrzydła dodawały jej dobrych kilka centymetrów, przez co wyglądała na znacznie większą. Swoim wyglądem od razu przywodziła na myśl puszystą chmurkę. Pozory jednak mogą mylić, dlatego nie chcąc znowu dać się zaskoczyć, Visala naprężyła się gotowa do ruchu. W końcu to głos nieznajomej przerwał napięcie pomiędzy nimi:
– ...

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 562
Ilość zdobytych PD: 281
Obecny stan: 1224