Gdy młodsza wadera opuściła mnie, pozostawiając po sobie echo ostatnich słów, stałam przez chwilę. Nie do końca wiedziałam dlaczego, ale jeszcze przez dobry moment wpatrywałam się w miejsce, w którym to przed chwilą stał intrygujący mnie młodzik. Westchnęłam, cicho i w typowy dla siebie sposób strzeliłam ogonem, niczym batem. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i udałam się w dalszą drogę, na spacer po okolicy.
– Ta dzisiejsza młodzież. Jacyż oni poważni… Gdybym ja tak do tego podchodziła, jeszcze długo kisiłabym się w domowej dziupli. – Dalej rozmyślając i nie rozumiejąc zachowań, i tak niewiele młodszych od siebie wilków, dotarłam nad jezioro Lac De Cristal. Tak na dobrą sprawę nie miałam daleko do domu. Ledwie dziesięć minut wzdłuż brzegu. Postanowiłam usiąść sobie na jednej z większych skał, do połowy zanurzonych w wodzie, by przez dobra chwilę móc rozkoszować się widokiem tego uroczego miejsca. Tak, długo się naprosiłam Renesme, aby dostać zgodę, na zamieszkanie w tej okolicy. Opłacało się jednak. Wody z tego jeziora zwiększają skuteczność eliksirów i maści leczniczych, które tu produkuję. Lisica Lonya, bardzo chwaliła maść znieczulającą, którą postanowiłam zanieść jej do przetestowania. Jutro będę przygotowywać dla niej więcej, tego preparatu. Zadowolona z mych pierwszych osiągnięć na tym terenie, nie zauważyłam, nawet kiedy coś z impetem we mnie wbiegło, sprawiając, że obydwoje znaleźliśmy się w wodzie.
– Co do kopo! – rzuciłam gniewnie, gdy tylko wynurzyłam się z lodowatej wody. Na brzegu dostrzegłam rozbawionego Rudego basiora, natomiast obok mnie wynurzyła się skrzydlata istota, której przemoczone futro powodowało, iż wyglądała ona jak utopiec albo inna upiorna postać z głębin. Jak się wkrótce okazało, była to uczennica, Atrehu.
– Shori, mówiłem, byś zwolniła. – zganił młodą basior. – Przepraszam Panią za tą, wielce nieprzyjemną sytuację. – Skłonił się i pocałował moją łapę. Uśmiechnęłam się i skinęłam lekko głową.
– Wybaczam, nic poważnego nam sienie stało. – oznajmiłam i szybkim gestem łapy zgarnęłam wodę z mojego futra, po czym uczyniłam podobnie, pomagając skrzydlatej.
– Przepraszam i dziękuję. Sini, wspominała, że tu dość ślisko. – Powiedziała energicznie wadera
– A więc Sininen to Twoja siostra? – Spytałam, a raczej stwierdziłam. – W ogóle nie jesteście do siebie podobne. No… Może puszyste ogony was łączą… – Zaśmiałam się, widząc, jak na moją uwagę zareagowała skrzydlata. Po wymianie jeszcze kilku zdań z czujką i jego uczennicą wróciłam do siebie.
END
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 366
Ilość zdobytych PD: 183
Obecny stan: 183
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Mango i Strateg". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Mango i Strateg". Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 czerwca 2022
niedziela, 24 kwietnia 2022
Od Sininen c.d Pawony ~ "Mango i Strateg"
Dorastająca wadera w okresie nastoletnim w zasadzie nie posiadała czegoś takiego jak życie społeczne. Przebywanie wspólnie z innymi wilkami było dla niej stanowczo za głośne, głównie z powodu rozwijającego się wrażliwszego słuchu, nie mogła tylko powiedzieć czy to ją bardziej męczyło, czy irytowało. Zaczynała mieć mieszane uczucia czy żywioł powietrza to faktycznie rodzinna radość od strony matki, czy tylko jej tak bardzo życie daje po tyłku. Chore zamiłowanie losu. I oto ona, ciemna samica w pozie półleżącej aktualnie robiła sobie solowy program z zakresu ćwiczeń na podstawie użycia białych oraz czarnych kamyczków z prowizorycznie narysowaną pazurem łapą mapą, o nieco zmodyfikowanych obszarach, mających na celu testowanie przy określonych niekorzystnych warunkach pogodowych.
Drobna przyjemność z hartowania własnego umysł, który miała zamiar męczyć stanowczo znacznie bardziej jeszcze następny dzień z powodu nocnych ćwiczeń z poprzedniego dnia — nauka latania i powietrznych stylów walk miał swój nieprzyjemny finał w postaci groźnego upadku w grunt, skutkiem tego był utrzymujący się paskudny ból w skrzydłach, odczuwała ten dyskomfort nawet w obecnej drugiej formie. Ten duszek, który znalazł się przy niej, zdiagnozował brak wszelakich złamań, ale dość poważne obicia i poturbowania, zalecił nieużywanie prawdziwej formy przez kilka dni. Z samego rana podczas ćwiczeń z ojcem doszedł kolejna fatalnie wyglądająca kontuzja, przez co miała problemy ze stawaniem na przedniej łapie z powodu kolejnego stłuczenia. Nawet krew z jej nosa leciała w znacznie większej ilości niż do tej pory.
Zdecydowanie to nie był jej szczęśliwy tydzień.
Wzrastająca temperatura tylko wywoływała wilki ze swoich grot na radosne cieszenie się potęgą wiosny w sposób integracyjny. Na wszystkie bóstwa tego świata. Nastolatce zajęło sporo czasu, nim znalazła kąt pozbawiony obecności innych i do tego z dala od nich w celu zmasowanego ćwiczenia umysłu w ciszy, naprawdę. Tylko ona, jej zabawki (w postaci zwojów, kamieni czy czego tam jeszcze) i niezmącony spokój na ciche snucie uwag pod adresem własnym...
- Nad czym tak myślisz młoda damo? - Obcy głos tuż za nią spowodował jej wzdrygnięcie całego ciała. Po obejrzeniu się dostrzegła całkiem nieznaną jej postać z lekkim uśmiechem. - Ach co za maniery. Jestem Pawona Shanar. Nowa alchemiczka watahy, ale możesz mówić mi po prostu Pawona. A Ty?
I nagle cały jej spokój sytuacyjny poszedł się pierniczyć.
Nosz kur...
- W porządku... - Odezwała się zwyczajnie. Skoro akurat pojawiła się nowa sylwetka i mogła zapomnieć o spokojnej samotności, należało uważnie przemyśleć przekazanie informacji, które najlepiej byłyby jedynie neutralne. - Jestem Sininen i grałam w taką grę logiczną.
- Gra logiczna mówisz? Lubię takie. Są rozwijające i pozwalają się zrelaksować. Mogę? - Zapytała się, na co dostała lekki znak głowy. Podczas gdy nowa analizowała przedmioty wspomnianej gry, młodsza uważnie przeanalizowała ją. Ostrożne działania to już był jej nawyk, jeśli nie sposób bycia. Pawona odezwała się dopiero po chwili, w momencie podniesienia głowy i ponownego spoglądania na ciemną — To dowódcy, a to wojska, tak?
- Owszem.
- Gdybym była dowódca czarnych, przesunęłabym siły w tę stronę. Oczywiście, jeśli uznamy, że jest to równinna łąka. Wtedy doszłoby do starcia, w wyniku którego jestem w stanie dostać się do dowódcy białych. Widzisz? Z tej strony jednostki są rzadziej rozmieszczone. Można je wyminąć.
„Całkiem nieźle jak na kogoś spoza grona strategów” pomyślała Sininen, ponieważ dosłownie minutę przed daniem o sobie znać przez drugą, niedbale posypała kamienie na grunt, który zamierzała nieco zmienić na raczej górzysty. Tamta miała łeb na karku.
- Masz rację. A co byś zrobiła w takiej sytuacji? - Ułożyła kamienie dokładnie tak jak jej mentor na pierwszej lekcji, czym sobie zasłużył wewnętrzny wyraz pyska ówczesnego szczenięcia pełnego niedowierzania w jej potencjał, który zwyczajnie uderzył w dumę.
- Wystawiłabym smoka.
- A jeśli nie masz wsparcia smoka? Wilki raczej się z nimi nie lubią. - odezwała się z uwagą o solidnym podłożu wiedzy międzygatunkowej.
- Poszukałabym alchemika z jakimś dymem obezwładniającym albo skrytobójcy, który prześlizgnąłby się między Twoimi wojownikami. - powiedziała przy widocznym zastanowieniu się. - Masz jakiś inny pomysł Sininen?
No proszę. Jakże miło spotkać umysł, który faktycznie został skalany myślą informacji wiedzy wojennej. Naturalnie, w życiu nie powiedziałaby czegoś takiego na głos. Zamiast tego, fizycznie nawet nie uniosła brwi.
- Masz na myśli inne propozycje ataku czy sugestia zmiany zajęcia? - Nawet po tym pytaniu, Pawona nie wydawała się mieć czegoś przeciw niej, jednak Sininen nie traciła gardy.
- Ta pierwsza opcja. Skoro bawisz się w to, z pewnością masz głębszą wiedzę.
- Ach- mruknęła, kątem oka zerkając na niedbale rozłożone kamyczki. W bokach ją uwierało, ale samica umiała doskonale maskować ból. Dowodem było to, jak jakiś czas temu ukryła przed ojcem fakt niemal skatowanego drugiego boku, efekt innego brutalnego upadku podczas dania się zaskoczyć w locie. Ow, to serio bolało, samo wspomnienie przywoływało mentalny ból. - Sprawny atak skrzydlatych wilków z powietrza.
- Hm? - Teraz Pawona wydawała się bardziej niż pochłonięta przez tę wizję. - Co przez to rozumiesz?
- Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wilki typu szybkiego lotu mogłoby bez problemowo przeprowadzić zmasowany atak na siły wroga. - powiedziała tonem przyzwyczajenia, co dla osobników niebędących zaznajomionych w pewnego rodzaju sortu relacji koegzystencji w militariach, zabrzmiałoby to, jak wywyższanie się lub całkowite olanie rozmówcy. Ta jednak starsza samica obok zdawała się mieć trochę oleju w głowie.
- Ach, faktycznie. Zupełnie nie wzięłam tego pod uwagę. Wyglądasz na wilka mocno analitycznego. - dodała po krótkiej chwili.
- Dziękuję. - odparła krótko, by zaraz sprawnie zgarnąć swoje zabawki do prostego woreczka i, po przewiązaniu go, rzucić sobie lekko na grzbiet w celu odniesienia ich. Szczęśliwie przedmiot ułożył się między dwoma największymi bólowymi miejscami.
Poradzi sobie, da radę na spokojnie. Chce i będzie twarda. Trochę bólu przecież ją nie rozłoży na łopatki niczym ona z nauczycielem zwoje u niego na kamiennym stole. Nie ruszyła się jeszcze z miejsca, jej wzrok ponownie spoczął na nowo poznanej członkini watahy.
- Jeśli chcesz poznać stopniowo pozostałych mieszkańców, sugeruję iść na twoje prawo i po wyjściu z zagajnika na północ, bez problemu trafisz przynajmniej na dwoje wilków. Jeśli wolisz od razu większą grupę, kieruj się na lewo i cały czas prosto.
- Nie odprowadzisz mnie? - Zapytała takim tonem, jakby dodatkowo chciała puścić jej oczko. Na Sininen nie zrobiło to wrażenia.
- Wracam na zajęcia, nie mam możliwości. - odparła po prostu.
Pawona zachichotała cicho.
- Nie wyglądasz mi na przedstawiciela pokroju motyl społeczny.
- Mam swoje sprawy do robienia. - grzecznie ucięła żartobliwy temat z uwagi.
- Oj, pracoholiczka. Kiedy zamierzasz odpocząć i dobrze się bawić? - Zapytała głośniej rozbawiona Pawona, kiedy to ciemna już była metr od niej podczas kierowania się do mentora.
- Pewnie po śmierci. - odpowiedziała nieco głośniej.
Pawona? Sini jest niefortunnie zajęta :D
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1041
Ilość zdobytych PD: 520 + 5% (26 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 546
Drobna przyjemność z hartowania własnego umysł, który miała zamiar męczyć stanowczo znacznie bardziej jeszcze następny dzień z powodu nocnych ćwiczeń z poprzedniego dnia — nauka latania i powietrznych stylów walk miał swój nieprzyjemny finał w postaci groźnego upadku w grunt, skutkiem tego był utrzymujący się paskudny ból w skrzydłach, odczuwała ten dyskomfort nawet w obecnej drugiej formie. Ten duszek, który znalazł się przy niej, zdiagnozował brak wszelakich złamań, ale dość poważne obicia i poturbowania, zalecił nieużywanie prawdziwej formy przez kilka dni. Z samego rana podczas ćwiczeń z ojcem doszedł kolejna fatalnie wyglądająca kontuzja, przez co miała problemy ze stawaniem na przedniej łapie z powodu kolejnego stłuczenia. Nawet krew z jej nosa leciała w znacznie większej ilości niż do tej pory.
Zdecydowanie to nie był jej szczęśliwy tydzień.
Wzrastająca temperatura tylko wywoływała wilki ze swoich grot na radosne cieszenie się potęgą wiosny w sposób integracyjny. Na wszystkie bóstwa tego świata. Nastolatce zajęło sporo czasu, nim znalazła kąt pozbawiony obecności innych i do tego z dala od nich w celu zmasowanego ćwiczenia umysłu w ciszy, naprawdę. Tylko ona, jej zabawki (w postaci zwojów, kamieni czy czego tam jeszcze) i niezmącony spokój na ciche snucie uwag pod adresem własnym...
- Nad czym tak myślisz młoda damo? - Obcy głos tuż za nią spowodował jej wzdrygnięcie całego ciała. Po obejrzeniu się dostrzegła całkiem nieznaną jej postać z lekkim uśmiechem. - Ach co za maniery. Jestem Pawona Shanar. Nowa alchemiczka watahy, ale możesz mówić mi po prostu Pawona. A Ty?
I nagle cały jej spokój sytuacyjny poszedł się pierniczyć.
Nosz kur...
- W porządku... - Odezwała się zwyczajnie. Skoro akurat pojawiła się nowa sylwetka i mogła zapomnieć o spokojnej samotności, należało uważnie przemyśleć przekazanie informacji, które najlepiej byłyby jedynie neutralne. - Jestem Sininen i grałam w taką grę logiczną.
- Gra logiczna mówisz? Lubię takie. Są rozwijające i pozwalają się zrelaksować. Mogę? - Zapytała się, na co dostała lekki znak głowy. Podczas gdy nowa analizowała przedmioty wspomnianej gry, młodsza uważnie przeanalizowała ją. Ostrożne działania to już był jej nawyk, jeśli nie sposób bycia. Pawona odezwała się dopiero po chwili, w momencie podniesienia głowy i ponownego spoglądania na ciemną — To dowódcy, a to wojska, tak?
- Owszem.
- Gdybym była dowódca czarnych, przesunęłabym siły w tę stronę. Oczywiście, jeśli uznamy, że jest to równinna łąka. Wtedy doszłoby do starcia, w wyniku którego jestem w stanie dostać się do dowódcy białych. Widzisz? Z tej strony jednostki są rzadziej rozmieszczone. Można je wyminąć.
„Całkiem nieźle jak na kogoś spoza grona strategów” pomyślała Sininen, ponieważ dosłownie minutę przed daniem o sobie znać przez drugą, niedbale posypała kamienie na grunt, który zamierzała nieco zmienić na raczej górzysty. Tamta miała łeb na karku.
- Masz rację. A co byś zrobiła w takiej sytuacji? - Ułożyła kamienie dokładnie tak jak jej mentor na pierwszej lekcji, czym sobie zasłużył wewnętrzny wyraz pyska ówczesnego szczenięcia pełnego niedowierzania w jej potencjał, który zwyczajnie uderzył w dumę.
- Wystawiłabym smoka.
- A jeśli nie masz wsparcia smoka? Wilki raczej się z nimi nie lubią. - odezwała się z uwagą o solidnym podłożu wiedzy międzygatunkowej.
- Poszukałabym alchemika z jakimś dymem obezwładniającym albo skrytobójcy, który prześlizgnąłby się między Twoimi wojownikami. - powiedziała przy widocznym zastanowieniu się. - Masz jakiś inny pomysł Sininen?
No proszę. Jakże miło spotkać umysł, który faktycznie został skalany myślą informacji wiedzy wojennej. Naturalnie, w życiu nie powiedziałaby czegoś takiego na głos. Zamiast tego, fizycznie nawet nie uniosła brwi.
- Masz na myśli inne propozycje ataku czy sugestia zmiany zajęcia? - Nawet po tym pytaniu, Pawona nie wydawała się mieć czegoś przeciw niej, jednak Sininen nie traciła gardy.
- Ta pierwsza opcja. Skoro bawisz się w to, z pewnością masz głębszą wiedzę.
- Ach- mruknęła, kątem oka zerkając na niedbale rozłożone kamyczki. W bokach ją uwierało, ale samica umiała doskonale maskować ból. Dowodem było to, jak jakiś czas temu ukryła przed ojcem fakt niemal skatowanego drugiego boku, efekt innego brutalnego upadku podczas dania się zaskoczyć w locie. Ow, to serio bolało, samo wspomnienie przywoływało mentalny ból. - Sprawny atak skrzydlatych wilków z powietrza.
- Hm? - Teraz Pawona wydawała się bardziej niż pochłonięta przez tę wizję. - Co przez to rozumiesz?
- Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wilki typu szybkiego lotu mogłoby bez problemowo przeprowadzić zmasowany atak na siły wroga. - powiedziała tonem przyzwyczajenia, co dla osobników niebędących zaznajomionych w pewnego rodzaju sortu relacji koegzystencji w militariach, zabrzmiałoby to, jak wywyższanie się lub całkowite olanie rozmówcy. Ta jednak starsza samica obok zdawała się mieć trochę oleju w głowie.
- Ach, faktycznie. Zupełnie nie wzięłam tego pod uwagę. Wyglądasz na wilka mocno analitycznego. - dodała po krótkiej chwili.
- Dziękuję. - odparła krótko, by zaraz sprawnie zgarnąć swoje zabawki do prostego woreczka i, po przewiązaniu go, rzucić sobie lekko na grzbiet w celu odniesienia ich. Szczęśliwie przedmiot ułożył się między dwoma największymi bólowymi miejscami.
Poradzi sobie, da radę na spokojnie. Chce i będzie twarda. Trochę bólu przecież ją nie rozłoży na łopatki niczym ona z nauczycielem zwoje u niego na kamiennym stole. Nie ruszyła się jeszcze z miejsca, jej wzrok ponownie spoczął na nowo poznanej członkini watahy.
- Jeśli chcesz poznać stopniowo pozostałych mieszkańców, sugeruję iść na twoje prawo i po wyjściu z zagajnika na północ, bez problemu trafisz przynajmniej na dwoje wilków. Jeśli wolisz od razu większą grupę, kieruj się na lewo i cały czas prosto.
- Nie odprowadzisz mnie? - Zapytała takim tonem, jakby dodatkowo chciała puścić jej oczko. Na Sininen nie zrobiło to wrażenia.
- Wracam na zajęcia, nie mam możliwości. - odparła po prostu.
Pawona zachichotała cicho.
- Nie wyglądasz mi na przedstawiciela pokroju motyl społeczny.
- Mam swoje sprawy do robienia. - grzecznie ucięła żartobliwy temat z uwagi.
- Oj, pracoholiczka. Kiedy zamierzasz odpocząć i dobrze się bawić? - Zapytała głośniej rozbawiona Pawona, kiedy to ciemna już była metr od niej podczas kierowania się do mentora.
- Pewnie po śmierci. - odpowiedziała nieco głośniej.
Pawona? Sini jest niefortunnie zajęta :D
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1041
Ilość zdobytych PD: 520 + 5% (26 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 546
niedziela, 27 marca 2022
Od Pawony do Sininen ~ "Mango i Strateg"
Po miesiącach drogi dotarłam na tereny kolejnej watahy. Uśmiechnęłam się pod nosem, starając się ustalić, co może mnie tu czekać. Uważnie obwąchałam okolicę, wyczuwając woń niezbyt licznej grupy wilków. ~Nawet lepiej, choć w razie nieprzyjemnej konfrontacji i tak nie wyjdę z tego cało. ~ Był piękny, słoneczny poranek. Na niebie nie dostrzegłam żadnej chmurki, a delikatny wiaterek przynosił wiele nowych informacji. Przeszłam kawałek, gdy do mych, sporej wielkości uszu doszły ciche szmery. Szybko zorientowałam się, że dobiegają one zza szeleszczących nieopodal zarośli. Zatrzymałam się i wyprostowałam. Na moim pysku gościł zawadiacki uśmiech.
- Witam. Z kim mam przyjemność? - powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie, a mym oczom ukazała się wadera o ognistych skrzydłach i z lekka zaskoczonym wyrazie pyska.
- Z Alfą. - powiedziała pewnie wilczyca, szybko dominując rozmowę. Po chwili dodała — Kim jesteś i co robisz na terenach mojej watahy?
- Oh, przepraszam — ukłoniłam się lekko, na tyle, na ile pozwalał mi bagaż w postaci skurzanych torb, na mych plecach. - Jestem Pawona Shanar z odległej watahy z południa. Poszukuję miejsca dla Alchemika. - odpowiedziałam z powagą. Przez chwilę obie mierzyłyśmy się wzrokiem.
- To by tłumaczyło Twoje uszy... Masz jakieś magiczne talenty, czy polegasz tylko na swojej wiedzy? – spytała, wskazując na moje wyposażenie. Z skór wydobywał się intensywny zapach suszonych ziół, kilka wiązanek wystawała spod prowizorycznego zamknięcia, mającego ochraniać moje skarby, przed deszczami. Po dłuższej chwili skrzydlata usiadła. Zrobiłam to samo, delikatnie zsuwając z grzbietu ciężary. Zaczęłam tłumaczyć, kim jestem. Nie było w końcu sensu, robić sobie wrogów.
-Wytwarzam niewielkie przedmioty z Kryształu, potrzebne do pracy alchemika. Przędzę też wodę. - powiedziałam, na co zaczęłam kreślić jeden ze schematów łapami. Zebrałam kilka kropel rosy z pobliskiego krzewu. Nadałam im kształt ptaka i sprawiłam, że latał chwile wkoło nas. Gdy zaprzestałam ruchu Łap, woda z pluskiem spadła na ziemię, wracając do ziemi. Skrzydlata wilczyca przytaknęła ze zrozumieniem. - Moim najbardziej znanym wytworem jest silny lek znieczulający i rozluźniający, ale w razie potrzeby zajmuje się też wytwarzaniem innych substancji takich jak maści, trucizny, czy nawet drobne bronie, w postaci krótkich ostrzy. Poszukujesz kogoś takiego do swojej watahy? - spytałam, przygotowując się do ruszenia w dalszą drogę, jednak odpowiedź wadery mnie zaskoczyła. Intensywnie myślała nad czymś, po czym cicho wydychając powietrze i jakby zgadzając się ze sobą, spojrzała na mnie poważnie. Uśmiechnęła się miło.
- Nadasz się idealnie na Alchemika w mojej watasze. Chodź, pokażę Ci jaskinię, w której możesz mieszkać. Mamy tam od razu mały zapas ziół. - powiedziała i wstała, czekając, aż do niej dołączę. Gdy również wstałam, zbierając sprzęt, uśmiechnęła się szerzej i powiedziała do mnie — jestem Renesme. Witaj w nowym domu Pawono Shanar.
< TIME SKIP — POPOŁUDNIE >
Po rozgoszczeniu się w jaskini oraz zapoznaniu się z zakresem zadań musiałam wymienić kilka zdań z czujkami. Gdy w końcu zostałam pozostawiona sama sobie, po szybkim polowaniu na jakże zacnego, młodego bażanta, udałam się na spacer po okolicy. Nogi i uszy poniosły mnie w kierunku niewielkiej polanki, jakieś trzy minuty od mojego nowego domu. Do mych uszu dotarł głosik młodej waderki.
- Nie, nie, nie. Przecież potrafię lepiej! - po chwili mym oczom ukazała się, zapewne roczna wadera o szarym umaszczeniu i nieziemskim ogonie. Przesuwała jakieś kamyki na ziemi. Była tak pochłonięta czynnością, że nawet nie zauważyła, kiedy podeszłam bliżej. Zatrzymałam się jakieś dwie długości ogona za waderą, po czym zagaiłam niby z lekkim śmiechem, ale i zainteresowaniem:
- Nad czym tak myślisz młoda damo? - wadera wzdrygnęła się, słysząc mój głos. Odwróciła pyszczek w moją stronę i przez chwilę mierzyła mnie wzrokiem, nerwowo przy tym ruszając końcówką swego pięknego ogona. - Ach co za maniery. Jestem Pawona Shanar. Nowa alchemiczka watahy, ale możesz mówić mi po prostu Pawona. A Ty? - uśmiechnęłam się przyjaźnie. Wilczyca rozchyliła lekko wargi, zapewne chcąc coś powiedzieć. Chwilę się wahała, po czym odpowiedziała.
- W porządku... - Jej głos był wyjątkowo neutralny, wyprany z większych emocji. - Jestem Sininen i — tu przerwała, zapewne zastanawiając się, czy może mi zdradzić coś więcej. — grałam w taką grę logiczną. - wyjaśniła, wskazując na ułożone w szyku kamyki. Jej ogon dalej lekko drgał, jednak głos niewiele zdradzał.
- Gra logiczna mówisz? Lubię takie. Są rozwijające i pozwalają się zrelaksować. Mogę? - spytałam, chcąc podejść i przyjrzeć się planszy. Sininen tylko przytaknęła ruchem głowy. Po krótkiej analizie stwierdziłam, że to coś na zasadzie pola bitwy. Kamyczki były czarnego i białego koloru. Miały mniej więcej tę sama wielkość. Wyróżniały się tylko dwa z nich, które były większe od pozostałych. - To dowódcy, a to wojska, tak? – spytała, chcąc upewnić się w swoich sugestiach.
- Owszem — waderka przytaknęła. Zamyśliłam się na moment, po czym nakreśliłam pazurem dwie strzałki.
- Gdybym była dowódca czarnych, przesunęłabym siły w tę stronę. Oczywiście, jeśli uznamy, że jest to równinna łąka. — wyjaśniłam, pokazując, o co mi chodzi. Sininen słuchała, uważnie analizując. - wtedy doszłoby do starcia, w wyniku którego jestem w stanie dostać się do dowódcy białych. Widzisz? - Przedstawiłam sytuację, żywo gestykulując − Z tej strony jednostki są rzadziej rozmieszczone. Można je wyminąć. - powiedziałam zadowolona z siebie. Faktycznie ciekawe zajęcie.
- Masz rację. A co byś zrobiła w takiej sytuacji? - spytała, przestawiając kamyki. Zabrała kilka czarnych i dołożyła parę białych. Zaśmiałam się, wiedząc, że bez wsparcia czarne jednostki nie miałyby szans.
- Wystawiłabym smoka — uśmiechnęłam się i przysunęłam jakiś liść, przypominający nieco krokodyla. Postawiłam „pionek” na naszym niewielkim polu bitwy. Kątem oka dostrzegłam zaintrygowane spojrzenie waderki.
- A jeśli nie masz wsparcia smoka? Wilki raczej się z nimi nie lubią — dodała po chwili.
- Poszukałabym alchemika z jakimś dymem obezwładniającym, albo skrytobójcy, który prześlizgnąłby się między Twoimi wojownikami. - stwierdziłam po chwili namysłu. - Masz jakiś inny pomysł Sininen? - spytałam, chcąc poznać zdanie młodszej, wyraźnie zafascynowanej strategiami wadery. Kącik ust wilczycy nieznacznie poszybował w górę, a jej łapy sprawnie przemieściły czarne kamyki. Na ziemi pojawiły się strzałki i niewielkie rowki, zapewne będące czymś w rodzaju fortyfikacji, albo pułapek. Młoda przedstawicielka watahy, coraz bardziej mnie intrygowała.
<Sininen?>
Czy tok rozumowania Pawony przypadł Ci do gustu? Może dowiesz się czegoś ciekawego w trakcie rozmów toczonych przy kamykach?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 943
Ilość zdobytych PD: 471
Obecny stan: 471
- Witam. Z kim mam przyjemność? - powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie, a mym oczom ukazała się wadera o ognistych skrzydłach i z lekka zaskoczonym wyrazie pyska.
- Z Alfą. - powiedziała pewnie wilczyca, szybko dominując rozmowę. Po chwili dodała — Kim jesteś i co robisz na terenach mojej watahy?
- Oh, przepraszam — ukłoniłam się lekko, na tyle, na ile pozwalał mi bagaż w postaci skurzanych torb, na mych plecach. - Jestem Pawona Shanar z odległej watahy z południa. Poszukuję miejsca dla Alchemika. - odpowiedziałam z powagą. Przez chwilę obie mierzyłyśmy się wzrokiem.
- To by tłumaczyło Twoje uszy... Masz jakieś magiczne talenty, czy polegasz tylko na swojej wiedzy? – spytała, wskazując na moje wyposażenie. Z skór wydobywał się intensywny zapach suszonych ziół, kilka wiązanek wystawała spod prowizorycznego zamknięcia, mającego ochraniać moje skarby, przed deszczami. Po dłuższej chwili skrzydlata usiadła. Zrobiłam to samo, delikatnie zsuwając z grzbietu ciężary. Zaczęłam tłumaczyć, kim jestem. Nie było w końcu sensu, robić sobie wrogów.
-Wytwarzam niewielkie przedmioty z Kryształu, potrzebne do pracy alchemika. Przędzę też wodę. - powiedziałam, na co zaczęłam kreślić jeden ze schematów łapami. Zebrałam kilka kropel rosy z pobliskiego krzewu. Nadałam im kształt ptaka i sprawiłam, że latał chwile wkoło nas. Gdy zaprzestałam ruchu Łap, woda z pluskiem spadła na ziemię, wracając do ziemi. Skrzydlata wilczyca przytaknęła ze zrozumieniem. - Moim najbardziej znanym wytworem jest silny lek znieczulający i rozluźniający, ale w razie potrzeby zajmuje się też wytwarzaniem innych substancji takich jak maści, trucizny, czy nawet drobne bronie, w postaci krótkich ostrzy. Poszukujesz kogoś takiego do swojej watahy? - spytałam, przygotowując się do ruszenia w dalszą drogę, jednak odpowiedź wadery mnie zaskoczyła. Intensywnie myślała nad czymś, po czym cicho wydychając powietrze i jakby zgadzając się ze sobą, spojrzała na mnie poważnie. Uśmiechnęła się miło.
- Nadasz się idealnie na Alchemika w mojej watasze. Chodź, pokażę Ci jaskinię, w której możesz mieszkać. Mamy tam od razu mały zapas ziół. - powiedziała i wstała, czekając, aż do niej dołączę. Gdy również wstałam, zbierając sprzęt, uśmiechnęła się szerzej i powiedziała do mnie — jestem Renesme. Witaj w nowym domu Pawono Shanar.
< TIME SKIP — POPOŁUDNIE >
Po rozgoszczeniu się w jaskini oraz zapoznaniu się z zakresem zadań musiałam wymienić kilka zdań z czujkami. Gdy w końcu zostałam pozostawiona sama sobie, po szybkim polowaniu na jakże zacnego, młodego bażanta, udałam się na spacer po okolicy. Nogi i uszy poniosły mnie w kierunku niewielkiej polanki, jakieś trzy minuty od mojego nowego domu. Do mych uszu dotarł głosik młodej waderki.
- Nie, nie, nie. Przecież potrafię lepiej! - po chwili mym oczom ukazała się, zapewne roczna wadera o szarym umaszczeniu i nieziemskim ogonie. Przesuwała jakieś kamyki na ziemi. Była tak pochłonięta czynnością, że nawet nie zauważyła, kiedy podeszłam bliżej. Zatrzymałam się jakieś dwie długości ogona za waderą, po czym zagaiłam niby z lekkim śmiechem, ale i zainteresowaniem:
- Nad czym tak myślisz młoda damo? - wadera wzdrygnęła się, słysząc mój głos. Odwróciła pyszczek w moją stronę i przez chwilę mierzyła mnie wzrokiem, nerwowo przy tym ruszając końcówką swego pięknego ogona. - Ach co za maniery. Jestem Pawona Shanar. Nowa alchemiczka watahy, ale możesz mówić mi po prostu Pawona. A Ty? - uśmiechnęłam się przyjaźnie. Wilczyca rozchyliła lekko wargi, zapewne chcąc coś powiedzieć. Chwilę się wahała, po czym odpowiedziała.
- W porządku... - Jej głos był wyjątkowo neutralny, wyprany z większych emocji. - Jestem Sininen i — tu przerwała, zapewne zastanawiając się, czy może mi zdradzić coś więcej. — grałam w taką grę logiczną. - wyjaśniła, wskazując na ułożone w szyku kamyki. Jej ogon dalej lekko drgał, jednak głos niewiele zdradzał.
- Gra logiczna mówisz? Lubię takie. Są rozwijające i pozwalają się zrelaksować. Mogę? - spytałam, chcąc podejść i przyjrzeć się planszy. Sininen tylko przytaknęła ruchem głowy. Po krótkiej analizie stwierdziłam, że to coś na zasadzie pola bitwy. Kamyczki były czarnego i białego koloru. Miały mniej więcej tę sama wielkość. Wyróżniały się tylko dwa z nich, które były większe od pozostałych. - To dowódcy, a to wojska, tak? – spytała, chcąc upewnić się w swoich sugestiach.
- Owszem — waderka przytaknęła. Zamyśliłam się na moment, po czym nakreśliłam pazurem dwie strzałki.
- Gdybym była dowódca czarnych, przesunęłabym siły w tę stronę. Oczywiście, jeśli uznamy, że jest to równinna łąka. — wyjaśniłam, pokazując, o co mi chodzi. Sininen słuchała, uważnie analizując. - wtedy doszłoby do starcia, w wyniku którego jestem w stanie dostać się do dowódcy białych. Widzisz? - Przedstawiłam sytuację, żywo gestykulując − Z tej strony jednostki są rzadziej rozmieszczone. Można je wyminąć. - powiedziałam zadowolona z siebie. Faktycznie ciekawe zajęcie.
- Masz rację. A co byś zrobiła w takiej sytuacji? - spytała, przestawiając kamyki. Zabrała kilka czarnych i dołożyła parę białych. Zaśmiałam się, wiedząc, że bez wsparcia czarne jednostki nie miałyby szans.
- Wystawiłabym smoka — uśmiechnęłam się i przysunęłam jakiś liść, przypominający nieco krokodyla. Postawiłam „pionek” na naszym niewielkim polu bitwy. Kątem oka dostrzegłam zaintrygowane spojrzenie waderki.
- A jeśli nie masz wsparcia smoka? Wilki raczej się z nimi nie lubią — dodała po chwili.
- Poszukałabym alchemika z jakimś dymem obezwładniającym, albo skrytobójcy, który prześlizgnąłby się między Twoimi wojownikami. - stwierdziłam po chwili namysłu. - Masz jakiś inny pomysł Sininen? - spytałam, chcąc poznać zdanie młodszej, wyraźnie zafascynowanej strategiami wadery. Kącik ust wilczycy nieznacznie poszybował w górę, a jej łapy sprawnie przemieściły czarne kamyki. Na ziemi pojawiły się strzałki i niewielkie rowki, zapewne będące czymś w rodzaju fortyfikacji, albo pułapek. Młoda przedstawicielka watahy, coraz bardziej mnie intrygowała.
<Sininen?>
Czy tok rozumowania Pawony przypadł Ci do gustu? Może dowiesz się czegoś ciekawego w trakcie rozmów toczonych przy kamykach?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 943
Ilość zdobytych PD: 471
Obecny stan: 471
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki