Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

wtorek, 29 marca 2022

Od Niko do Sininen ~ "Piórka"

Wiosenne poranki stały się słabością brązowego samczyka. Gdy tylko słońce zawitało na sklepieniu nieba, on wyruszał za zgodą Renesmee na mały spacer. Nie oddalał się bardzo, gdyż wciąż nie znał watahy na tyle dobrze, lecz kilka kroków w głąb wystarczyło, by odebrać szczeniakowi mowę z zachwytu. Gorące słońce, swym czerwonym blaskiem obejmowało zieleń rosnącą wkoło. Drzewa, jak i krzewy przyodziewały się w zielone liście, które na ten moment przyjmowały barwę narzuconą przez gwiazdę. Fioletowe ślepia starały się zapamiętać ten niezwykły obraz, który każdego dnia różnił się od poprzedniego. Może i nie były to spore różnice, lecz wystarczyły, by Niko dostrzegał osobne piękno każdego ranka.
Tego ranka również udał się na krótką wędrówkę, która miała na celu poznania nowego oblicza rozpoczynającego się dnia. Samczyk wolnym krokiem przemierzał gęstwiny lasu. Złociste promienie zdawały się przecinać niebo i zdawały się sięgać poprzez gałęzie drzew w jego kierunku. Tak, jakby wielka gwiazda pragnęła chwycić go owymi promieniami i zabrać ze sobą. Widok był naprawdę niezwykły. Niezwykły krajobraz wzbogacały melodyjne śpiewy ptaków, które swymi pieśniami zwiastowały, nastanie wiosny. Niko dojrzał niektóre z przedstawicieli ptasiego królestwa wśród gałęzi wysokich drzew. Samiec przystanął na moment. Spojrzał na swoje skrzydła, a następnie jego wzrok znów zawędrował na ptaszki, które wesoło ćwierkały. Wzajemnie goniły się pośród gałęzi i wzbijały się w powietrze na swych drobnych skrzydełkach.
- Ja natomiast jestem skazany na ziemię. - szepnął Niko sam do siebie. Prawdą było, że jego opiekunka nie jednokrotnie zachęcała go do nauki lotu. Szczeniak jednak nigdy nie czuł odwagi i gotowości do tego zadania. Dlatego zawsze starał się uniknąć tej lekcji. Wiedział, że Renesmee umie wspaniale latać. Wiele razy miał okazję podziwiać alfę podczas lotu. Jej skrzydła tak pięknie wtedy się mieniły. Natomiast Niko nie posiadał zdolności lotu i bał się jej nabycia. Mimo licznych zachęt. Dlaczego nie mógłby być odważny jak inne szczeniaki w jego wieku? Westchnął i z opuszczoną głową poszedł dalej. Jego myśli zaczęły krążyć wokół jego maleńkiej osoby i jego pewności siebie. Przecież odwaga jest ważną cechą przywódców, prawda? Rene ciągle mu powtarza, że kiedyś to on będzie opiekował się watahą, lecz jak ma to uczynić, jeśli bezie się bać nawet własnego cienia? W pewnym momencie zorientował się, że nie rozpoznaje terenów, na które właśnie wkroczył. Gdy się obrócił, także nie mógł rozpoznać, którędy przybył. Serce przyśpieszyło, a niepokój opanował jego maleńkie ciało.
- Gdzie... gdzie ja jestem? - szepnął, rozglądając się wkoło. Jednak było to daremne. Wiedział, że Renesmee będzie się o niego martwić, jeśli zaraz nie wróci do domu. Bał się, że może go także nie odnaleźć. Niko zbliżył się do najbliższego drzewa i położył się u jego podnóży. Starał się odpędzić straszne obrazy i skupić się na tym co istotne. Jednak po chwili, usłyszał w oddali czyjeś głosy. Niepewnie wstał i wolnym krokiem, ostrożnie zaczął wyglądać za źródłem ich pochodzenia. Zza krzewów, które znajdowały się nieopodal niego, wyłoniły się dwie postacie wilków. Śnieżnobiały basior, a tuż obok niego maleńka waderka. Idąc, rozmawiali ze sobą, lecz Niko nie był na tę chwilę w stanie zorientować się, co jest tematem ich rozmowy. Postanowił zebrać w sobie odwagę i poprosić wilki o pomoc, jeśli nie są bardzo zajęte. Niepewnie zaczął iść w ich kierunku. Gdy znalazł się kilka kroków od nich, nieśmiało stanął w miejscu. Basior zauważył jego osóbkę i zatrzymał się w miejscu. Zaraz za nim zatrzymała się waderka i spojrzała na skrzydlatego samczyka. Niko poczuł, jak szybko i mocno bije jego serce.
- Dzień dobry. - przywitał się nieśmiało. Po chwili samczyk zorientował się, że wypowiedział te słowa niezwykle cicho i samiec wraz z samiczką mogli ich nie usłyszeć.
- Dzień dobry mały. - odpowiedział basior. Dzięki temu lekka ulga zawitała u Niko. Czyli jednak nie wypowiedział tych słów na tyle cicho, by ich nie usłyszano. Waderka, która stała przy starszym odpowiedziała mu równie cicho, co Niko, przez co samczyk domyślił się, że ona także jest dosyć nieśmiałą. - Coś się stało? - słowa basiora sprawiły, że Niko znów spojrzał na niego.
- Ja... - zaczął niepewnie i zaczął lekko grzebać łapą w ziemi. - Zgubiłem się. - dodał. Czując narastający gorąc w jego ciele, przez chwilę postanowił nic nie mówić.
- Możemy ci pomóc. Gdzie jest twój dom? - śnieżnobiały samiec lekko się uśmiechał. Pomogło to nieco Niko poczuć się pewniej. Uśmiech dodawał mu otuchy, lecz gdzieś tam z tyłu karcił się za to, że nie mógł rozmawiać tak swobodnie, jakby chciał.
- Ja... Mieszkam razem z Renesmee. Rano udałem się na spacer i ... - tu Niko znów urwał i spojrzał w ziemię. Czuł się winny temu, że nie potrafił skupić się na drodze. Przecież to było najważniejsze, pilnowanie drogi.
- Zgubiłeś się, tak? - na te słowa jedynie skinął nieśmiało główką.
- Pomożemy ci. - słowa te padły z pyszczka waderki. Spowodowało to, że Niko podniósł na nią swoje smutne spojrzenie.
- Nie chcę sprawiać kłopotów. - odparł cicho. Samiczka zrobiła kilka kroków w przód, lecz wciąż trzymała się blisko starszego samca.
- To żaden problem. - zapewnił samiec.
- Dziękuję panu. - odpowiedział wdzięcznie. Spojrzał na waderkę. Gdy ta również spojrzała w jego kierunku, uśmiechnął się do niej nieśmiało. Zbliżył się nieco bliżej, wciąż lekko niepewnie się uśmiechając.
- Jestem Niko. - powiedział i lekko pochylił się w jej kierunku. Przypominało to nieco ukłon, lecz szczeniak nie mógł się bardziej pochylić z powodu swoich niesfornych skrzydełek, które utrudniały niektóre rzeczy, czy też ruchy. Podczas ukłonu lekko je rozłożył, a gdy na nowo się wyprostował, ułożył je ponownie wygodnie, by nie przeszkadzały mu podczas ruchu. Skrzydła od zawsze były dla niego kłopotliwą sprawą, zwłaszcza gdy nie potrafił opanować ich na tyle dobrze, by te nie zsuwały się, czy też nie odpowiadały za jego upadki. W duchu samczyk miał nadzieję, że dobrze postąpił, gdyż chciał w odpowiedni sposób się przywitać. Pamiętał słowa Sone, która zapewniała go, że wadery są tymi delikatnymi istotami, które wzbogacają świat o swoje uroki. Niko wtedy zapamiętał, że bez względu na wiek powinien szanować każdą samiczkę. Renesmee także mu o tym wspominała kilkakrotnie, lecz w nieco innej postaci.
Niko wciąż się uśmiechał i liczył na to, że nie zraził do siebie nowej koleżanki. Nie chciał tego nawet przez chwilę. Patrzył na nią z wyczekiwaniem i lekkim zaciekawieniem, które można było odczytać z jego fioletowych oczek.

<Sininen? ^^>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1005
Ilość zdobytych PD: 502 + 5% (25 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 2010 PD

Od Naharysa c.d Yneryth'a ~ Początek

- Wydaje mi się, że nie mam już ochoty na wygłupianie się z zabawkami. – Szorstko odparł biały. W oczach Naharysa, basior wyglądał na zmęczonego, ale i odrobinę sfrustrowany tą całą sytuacją. Wścieka się, bo oberwał od manekina? Śmiechu warte - no cóż, Yneryth widocznie był osobnikiem, który aż nadto przywiązał się do zwycięstw, że nie potrafił znieść porażki. Basior wstał, zamiatając wściekle ogonem, co skutkowało wzbiciem się piasku, które później, uformowało się w gęstą zasłonę, a w niej, kontury Yneryth'a zamazały się przed oczami Naharysa. Już miał wściekle przywołać go do siebie, ale z drugiej strony, nie miał zamiaru łazić za rozwydrzonym samcem, więc odmachnął tylko łapą i powrócił do grupy. Swój obowiązek względem Yneryth'a wykonał bez dyskusji, a czy to się mu spodobało, czy nie, średnio go to interesowało. Ponadto, Yneryth to dorosły wilk i swą niekompetencję bierze na własną odpowiedzialność. Kiedy powrócił, zastał Atrehu wśród trenujących wader - a ten oczywiście swoje - pomyślał przelotnie Naharys, kręcąc z uśmiechem głową. I tak popołudnie przeminęło im w słonecznej atmosferze, pełnej śmiechu - a zwłaszcza wśród płci pięknej, będące zasypywane puszczanymi oczkami ze strony Atrehu - więc wszyscy rozstali się z uśmiechami na pyskach. Lecz tamten moment był jednak końcem szczęścia, a przedsmakiem złych wieści.
Noiter zastał go w drodze do swej jaskini, z wyraźnie przerażoną miną i zadyszką - musiał pędzić, co sił w łapach, ale Naharys'a zastanawiało jedno - po co biegł, skoro mógł przylecieć? Jednak takowa myśl momentalnie wymazała się mu z głowy, po tym, co od niego usłyszał.
- Sini i Shori... one... zaginęły!
Naharys, jak na rozkaz przybrał stanowczą postawę, napiął mięśnie od narastającego niepokoju, ale starał zachować trzeźwy umysł.
- Że co? Jak do tego doszło? - zapytał stanowczo.
- Uczyłem Shori latać, Sini też chciała, więc się zgodziłem, ale... wiatr był zbyt mocny i spychał je na wschodnią stronę. Shori zderzyła się z Sininen w powietrzu i obie spadły, z bardzo dużej wysokości! Korony drzew zamortyzowały jednak upadek, ale nigdzie nie mogłem je znaleźć! Naharys, ja strasznie cię przepraszam...
- Nie przepraszaj, każdemu może się zdarzyć. Chodź, poszukamy je razem - odparł pokrzepiającym tonem Naharys, klepiąc Noiter'a po ramieniu - Może nie upadły gdzieś daleko.
Jednak Naharys nie wiedział, jak bardzo, w tamtym momencie się mylił, bowiem srebrny talon księżyca zastał ich na granatowym niebie, a oni zaś nie zdołali odnaleźć ani jednej waderki.
- Co się mogło z nimi stać?- rzekł zrezygnowany Noiter.
- Rozdzielmy się - odparł Naharys - Idź przeszukać wschodnią część lasu, ja zajmę się na zachodnią, a potem przeczeszemy teren na północy, gdy nie złapiemy żadnego tropu.
Potem, jak się okazało, Naharys za bardzo poszedł na zachód, przez co wytyczona przez siebie ścieżka, wypchnęła go na skraj lasu, gdzie stamtąd rozciągał się piękny widok, zatopionej w srebrzystym księżycowym blasku łąki. A na tej łące, wśród samotnie rosnącego głogu, stał nie kto inny, jak Yneryth. Prawdę powiedziawszy, Naharys myślał, że ten basior to ostatnia osoba, z którą chciałby się teraz widzieć. Powiedzmy sobie, że nie wilk niezbyt dobrze wpływał na jego humor, ale nie zamierzał zwracać na niego uwagi. Do czasu, aż ten coś powiedział, ale Naharys nie bardzo słuchał.
- Co tu robisz i co to był za hałas ? – zapytał ze zdenerwowaniem.
Exan zmierzył go jedynie, swymi bursztynowi oczami i już miał coś odpowiedzieć, ale nagle jego nos zarejestrował znajomy zapach, i odwrócił głowę w jego kierunku. Wyminął Yneryth'a, który zaczął przyglądać się mu, ze zdezorientowaną miną i nie wiedzieć czemu, pognał za Naharysem.
- Shori!? Sini? - zawołał Naharys.
- Czego się tak wydzierasz?! - zawołał za nim.
- Córki mi zniknęły! - warknął gniewnie Naharys.
Sam nie wiedział, po co ten wilk za nim biegł, ale nie interesował się tym - najważniejszy był teraz los jego córek. Jednak zapach, który wcześniej zwietrzył, stał się nieco słabszy... jakby trochę mętny i niewyraźny, a przez co Naharys zyskiwał na niepewności. Zatrzymał się nagle i rozejrzał się wokół - skalował wszystko dokładnie wzrokiem, ale poza wysoką trawą, kołyszącą się w rytmie zachodniego wiatru, samotnie rosnących jesionów i krzewów głogu, i ostrokrzewu, nie widział nic.
- Shori! Sini! - zawołał znowu Naharys - Sini! Shori... Cholera! Gdzie one są?!
Po chwili pojawił się Noiter.
- I co? Znalazłeś jakiś trop? - zapytał Naharys.
- Niestety nie. Jakby zamiast spaść, rozpłynęły się w powietrzu. Oh! Yneryth, nie zauważyłem Cię! Nie natknąłeś się może na córki Naharysa? Dwie skrzydlate waderki. Widziałeś je?

<Yneryth?> 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 701
Ilość zdobytych PD: 350 
Obecny stan: 5502 PD

poniedziałek, 28 marca 2022

Od Sininen c.d Noiter'a | Shori ~ "Oszroniony ogień"

Przekręciła głowę w jego stronę po usłyszeniu kilku propozycji na spędzenie czasu podczas wesołych psot Shori w morskich falach, która aktualnie próbowała je przeskakiwać. Sini przez jej wzrost mogła zapomnieć o zabawie na tej głębokości. Niepokoił ją fakt zmieniania się siły nurtu wody, dlatego z jej piersi chciał się wydrzeć krzyk, by starsza siostra podeszła bliżej. Co z tego, że znajdowała się na głębokości do połowy jej łap? Niska wiedziała, że z żywiołem wody nie ma żartów, podobnie jak z pozostałymi.
- Czy... Są tu muszelki? - Zapytała się niepewnie. Opiekun kiwnął głową z uśmiechem.
- Mogę się założyć, że są na pewno. Idziemy je poszukać? Jeśli chciałabyś zbudować coś z piasku, muszelki sprawdzą się jako ozdoby i to jako strzał w dziesiątkę. - dodał nieco podekscytowany. Najwyraźniej już się napalił na tego typu formy spędzania czasu.
- Dobrze. - powiedziała cichutko na znak zgody.
- To na co czekamy? Chodźmy po ładne muszelki!
Tak jak postanowił, tak zaraz poszli. Mała waderka trzymała się znacznie bliżej brzegu, ale pozwalała na zanurzanie łap do wysokości nadgarstków, nie bardziej. Być może Noiter uważał to za lęk przed wodą, jednak szanował jej wybór i sam nieco ją osłaniał przed falami. Dalej od nich radośnie śmiała się Shori i to w najlepsze.
Opiekun nie mylił się co do możliwości odnalezienia na tutejszym piasku morskich skarbów w postaci muszli: wiele małych niemal przyglądały zza pisku niby przebiśniegi, niemal kusząc na wyjęcie je z pseudo ukrycia. Wszystkie całe i ładniejsze wkładali do przygotowanego woreczka przez dorosłego, zaprzestali tej czynności po pełnym wypełnieniu sakiewki. Mając tak bogaty wybór, Noiter zaraz zaproponował budowanie z użyciem piasku. Sini bez słowa podążyła za nim w kierunku dogodnego miejsca, które zaraz zajęli i rozpoczęli zabawę. To nie były żadne kamyczki, co było efektem zwykłego tworzenia usypywanego kopca. Nie czuła żadnej siły wyobraźni, co ją zasmuciło, ponieważ poczuła się wybrakowana z tego typu standardowych możliwości. Noiter wydawał się wyczuć jej cichą zmianę nastawienia.
- To bardzo ładny kopiec. Co powiesz na udekorowanie go muszelkami? Możemy też zrobić taki most między naszymi. - zaproponował skrzydlaty, po czym sam pokazał własny kopczyk, tylko trochę większy od jej. - Mamy wystarczająco dużo muszelek, a i tak zostaną.
- Jak? - Spytała się nieco głośniej niż do tej pory, czyli cichutko. Podczas zadania tegoż pytania sięgnęła po losową muszelkę z wierzchniej warstwy i spoglądała na nią.
- Masz na myśli wzorzec? Co powiesz na taki okrężny?
- Tak jak zwinięty wąż?
- Coś w tym rodzaju. Jeśli nie chcesz, możemy to zrobić inaczej.
- Jest w porządku. - powiedziała szybko i cicho, mając sobie za złe za to przerwanie, jednak on nie wydawał się brać tego jako pewnego rodzaju obelga czy inna zniewaga.
Opiekun cały czas wydawał się skupiać na próbach zaskarbienia sobie poczucia komfortu przy sobie u zamkniętego w sobie szczenięcia. Młoda sama się z tym dziwnie czuła, że ktoś inny niezwiązany z nią w nijaki sposób chce, żeby czuła się przy nim spokojnie, Shori się nie zaliczała do tej kategorii z prostej przyczyny — została adoptowana w rodzinę. Zresztą, z nią od razu nawiązała silną i bliską relację, najpewniej przez fakt posiadania przez obie skrzydeł oraz dręczenia przez Eredena. Nigdy nikomu nie powiedziała tego, ale to przy Shori czuła się dobrze i to ją najwyraźniej uważała za prawowite rodzeństwo niżby właśnie brata.
Shori w końcu wyszła zasapana z wody dokładnie wtedy, kiedy Noiter wraz z Sininen kończyli konstruowanie mostu pod wodzą szczeniaka.
- Musicie wejść do wody! Jest przyjemna!
- Może później, jeśli uda nam się przekonać twoją siostrę. - zażartował dorosły wilk i spojrzał przyjaźnie na szukaną waderkę.
Starsza się wesoło uśmiechnęła i otrzepała z nadmiaru wody we własnym futrze i dopiero po tym podeszła do nich. Oczy jej zabłysły na widok ukończonej pracy duetu.
- Ale to super wam wyszło! Sini, to ty wymyśliłaś ten most?
- Pan opiekun zaproponował. - szybko bąknęła. Noiter się roześmiał z uwagą, aby nie zranić uczuć małej.
- Wystarczy opiekun lub Noiter, bez żadnego pana, dobrze? Ale wiesz Shori, twoja siostra zajęła się kontrolowaniem tworzenia tego mostu.
- To naprawdę wygląda fajnie zrobione. Mogę dać dodatkową na górę? - Spojrzała na parę.
- Jak myślisz? - Noiter zapytał się życzliwie młodszej z sióstr.
- W porządku. - potwierdziła to kiwnięciem głowy.
Shori miała na tyle dużo styczności do tej pory z umiejętnościami Sininen, że bez strachu umieściła nawet pięć sztuk, a most nawet nie zadrżał. Ciemnobrązowa kulka dopiero z czasem zda sobie sprawę, że Shori po prostu wierzyła w jej zdolności i jej solidność, zawsze pokazując to w czynnościach, ponieważ słowa peszyły młodszą.
Na plaży spędzili jeszcze sporo czasu w zasadzie do zachodu słońca. Sini przez ten czas wykorzystywała zabawianie się z użyciem maskotki podczas wspólnych gier na piachu wraz z opiekunem oraz siostrą, jednak dalej wykazywała lekką niepewność przy dorosłym. Miała nadzieję, że się przełamie do niego z czasem, przez wzgląd na jego starania ku niej. Tego wieczora zasnęła zwinięta w kłębek przy boku rodziców i jednoczesnym wtulaniu się w pluszowy prezent.

< Czas obecny >

Minęło już sporo czasu od traumatycznego wydarzenia w postaci porwania matki miotu wraz z jej przyjaciółką. Poszukiwania w dalszym ciągu nie przynosiły pomyślnych wieści, zresztą zdawały się słabnąć w ilości ich prowadzenia. Wszyscy zdawali się coraz przyswajać myśl, że nigdy ich nie odzyskają...
- Dobra! Poddaję się! Nigdy nie wygram z tobą. - powiedziała dobitym głosem pełnym porażki Shori, która po padnięciu na plecy, podniosła przednie łapy i zaczęła nimi machać. Najdziwniejsze było to, że była bardzo zmęczona, znaczniej bardziej niż Sini, która wydawała się nie po entym ćwiczebnym starciu z nią. Wspomniana podeszła do niej w formie bezskrzydłej i wystawiła łapę w geście pomocy wstania.
- Walczysz cały czas sztywnymi metodami, siostro. - powiedziała spokojnie. - Nie obserwujesz przeciwnika i się odsłaniasz przy próbie wykonania ciosu.
- Wiem, Atrehu mówi mi w kółko to samo. - jęknęła po wstaniu. Zaraz przybrała udawany głos jej nauczyciela.- Walczysz na ślepo i myślami jesteś w chmurach.
- Ma rację. - zauważyła, kiedy Shori parsknęła śmiechem po własnym udanym żarcie.
- Ale serio Sini. Jesteś stanowczo za szybka i zwinna. Cokolwiek nie zrobię, czego nie spróbuje, to wydajesz się wiedzieć. Jak ja mam cię w ogóle dotknąć?
- Za długo patrzysz w jeden punkt przed wykonaniem ruchu, to cię też zdradza.
- Wychodzi na to, że właśnie zdobywam kolejnego nauczyciela walki. Tata naprawdę tak uczy?
- Też. - dodała ogólnie młodsza. To, że ćwiczyła używanie skrzydeł i to nie tylko w formie lotu, ale też i walk powietrznych było jej sekretem.
- Chyba że tak. - powiedziała starsza jakby myślami gdzie indziej.
- Jeszcze raz?
- Ehh... No dobrze. Spróbuje wziąć twoje uwagi do serca. Teraz ty zaczynasz!
Ciemnobrązowa waderka kiwnęła głową po zajęciu ich pozycji i zaraz ruszyła na siostrę, tylko po to, żeby czmychnąć na bok w chwili jej podniesienia łapy do oczywistego wykonania ruchu. Znowu odsłoniła swój bok, tym razem musiała to wykorzystać. To właśnie dlatego ponownie rozpoczęła szarżę ku niej i w połowie zmieniła wygląd, aby skrzydłami skutecznie, acz bezboleśnie podciąć jej łapy przy znurkowaniu pod nią. Efekt był łatwy do przewidzenia — Shori ponownie została powalona na glebę. Teraz to nie trwało nawet dziesięciu sekund.
- Na wszystkich bogów! Czemu musisz być taka szybka? - Wydała z siebie głośniejszy jęk w geście pokonania. Sini już była zwrócona ku niej w drugiej formie i gotowa pomóc wstać. - Co to w ogóle za  użycie skrzydeł?
- Wykorzystanie atutów nigdy nie jest złym rozwiązaniem. Trzeba tylko wiedzieć jak. - wzruszyła ramionami. Odkąd zaczęła objawiać się u niej znacznie spotęgowana szybkość, warunki prowadzonych ćwiczebnych walk zmieniły się na jej korzyść.
- To oficjalne postanowienie: nigdy cię nie pokonam. - powiedziała w końcu podczas wstawania.
- Siostro, zawsze może ci się w końcu uda zablokować jakiś mój ruch. - powiedziała najpewniej w geście pocieszenia, ale to tylko pogrążyło starszą.
To było późne popołudnie, dlatego w jaskini zjawiły się w okolicach zachodu słońca i tylko na posiłek, ponieważ Shori była zbyt zmęczona ćwiczeniami z Sininen i dosyć szybko położyła się spać w swoim ulubionym kącie.
Sini obudziła się w środku nocy przez ciche płakanie i drżenie starszej siostry, co się zdarzało, odkąd straciły matkę. W takich chwilach, ponieważ spały blisko siebie i tylko młodsza wiedziała o tych cięższych nocnych incydentach, zajmowała się Shori. Cicho się zbliżyła do niej i wsunęła między jej przednie łapy swojego króliczka, by następnie przytulić się do siostry z ułożeniem głowy na jej grzbiecie. Zamknęła oczy dopiero po usłyszeniu ustabilizowaniu oddechu Shori.

Shori?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1343
Ilość zdobytych PD: 671 + 5% ( 33 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 4272 PD

niedziela, 27 marca 2022

Od Noitera c.d. Sininen ~ „Oszroniony Ogień”

Noiter krzątał się w swojej jaskini, starając się jak najlepiej przygotować na przybycie sióstr. Przyszykował farby, wyjął ze składziku dodatkowe skóry, wytrzepał legowiska, po czym zabrał się za ogólne sprzątniecie głównego pokoju swej jaskini. Pozanosił niepotrzebne rupiecie do magazynu, a narzędzie schował do swojej pracowni. Musiał przyznać, że niezły z niego bałaganiarz, a nie mógł się pokazać z tej strony przed innymi wilkami, szczególnie jego podopiecznymi, w końcu daje im przykład swoim zachowaniem. Właśnie skończył organizacje, gdy usłyszał odgłosy kogoś, kto nadchodził. Wyszedł im na powitanie.
- Dzień dobry! Jak się macie? Mamy cały dzień na wyłączność. – stwierdził nastawiony pozytywnie. Poprzednią noc przespał z Ynerythem, więc ta go aż rozpierała.
Shori przywitała się z nim radośnie, zaś Sini była widocznie zestresowana.
- Co powiecie na jakieś zabawy w jaskini? Wszystko jest do waszej dyspozycji. - uśmiechnął się zapraszająco.
- Sini, idziemy malować? Narysuje ci coś! – Na te słowa Noiter ruszył po wcześniej przygotowane przyrządy do rysowania. Farby czekały już pod ścianą, więc jedyne czego potrzebowały to para pędzli.
- Hola hola, zwolnij wodze Shori. Zostawisz nas w tyle. – zażartował, podając jej upragnione pędzle, po czym spytał z ciekawością - Co chcecie namalować?
Po zadaniu tego pytania, spojrzał na nie rozmyślając. Shori była oczywiście tą prowadzącą, zaś Sini po cichu zdawała się na wszystko zgadzać. Wydawało się, jakby towarzystwo basiora ją zniechęcało. Miał ochotę się zapytać, czy to przez jego wygląd, jednak postanowił nic nie mówić. Po chwili, skończyły, zostawiając na jego ścianie odrobinę krzywą, ale jednak dającą się rozpoznać konwalię.
- Bardzo ładny kwiatek wam wyszedł. - pochwalił je, gdy te odsunęły się, by ocenić swój rysunek - Powinniśmy zobaczyć kwitnące konwalie w sezonie. Niestety, to nie jest ta chwila.
- Jak to? - Shori zapytała zdziwiona i nieco zawiedziona.
- Konwalia jeszcze nie zaczęła kwitnąć, trzeba poczekać. – poklepał Shori po głowie, z dużą ilością czułości. Ach ta szczenięca niewinność, to były czasy. Cały świat wydawał się taki niesamowity.
- P-pójdźmy ją zobaczyć, gdy się pojawią kwiatki. - powiedziała cichutko Sini, zaskakując tym delikatnie basiora.
- Twoja siostra dobrze mówi i na pewno zobaczysz tegoroczne konwalie. - zapewnił ją Noiter. - Pachną świetnie, mogę was zapewnić.
- Rodzice się na pewno zgodzą. - dodała cicho mniejsza. Widać było, jak bardzo troszczy się o siostrę.
Po chwili postanowił zająć czymś Shori, więc zaproponował, iż stworzy im maskotki. Chmurka, natychmiast na to przystała, więc zaprowadził ją do swojego magazynu, gdzie zaczęła przegrzebywać jego zapasy skóry. Wyciągnęła stamtąd kawałki beżowej skóry, której pochodzenia Noiter nie był pewien. Nie pamiętał, skąd ją wziął. Na pewno dostał od kogoś, ale nie mógł przypiąć jej do żadnego wilka. Może później sobie przypomni.
- Co byś z nich chciała? - Zapytał się przyjaźnie mniejszej, która dalej wydawała się nieco skrępowana.
- Um... Może... Króliczek?
- A jakie oczka dla niego? Co powiesz na fioletowe? – spytał, sięgając po farbę, by mieć ją już gotową.
Następnie wziął się do roboty. Sięgnął po swoje zapasy nici z jelit jelenich, po czym nawlekł na końcówkę skalnego kawałka igły. Następnie podniósł cieniem igłę i zabrał się za szycie. Po chwili pracy miał już przed sobą, dosyć fikcyjną wizualizację króliczka. W środku był wypchany miękką roślinnością, wcześniej przyszykowaną do tych celów. Całość zakończył, dorysowując twarzyczkę, fioletową farbą.- Super wygląda!
- T-tak. - wyjąkała nieco zaskoczona waderka. Noiter uśmiechnął się, widząc jej reakcję, był szczęśliwy, że małej się podobała. Ojciec zawsze się śmiał z niego, gdy wraz z matką praktykował szycie, nazywając to czynnością dla wader, mówiąc, że nigdy mu się w życiu nie przyda, a tu proszę. Bardziej się cieszył tym, że mógł uszczęśliwić małą kulkę, niż przejmował tym, iż wykonywał czynność dla wader. Uwielbiał widzieć uśmiech maluchów, szczególnie takich zamkniętych w sobie malców jak Sini. Widząc, jak się w nią wtula wiedział, że mała zyskała właśnie nowego przyjaciela. Zauważył, iż cieknie jej łezka, ale postanowił nie zwracać na to głośno uwagi, jeszcze by ją spłoszył. Dał jej chwilę dla siebie, gdy sam próbował znaleźć coś dla Shori, jednak ta była bardzo wybredna i nic jej nie przypadało do gustu.

<Jakiś czas później>
Właśnie kończyli grać w „Kółko krzyżyk” na ścianie, gdy zobaczył, że na zewnątrz się odrobinę przejaśnia. Widząc jak Shori nie ma szans, ciągle przegrywając z Sini, Noiter postanowił, że to pora na spacer. Powiedział o tym pomyśle siostrom, które przystały na jego propozycję. Już po chwili byli na łapach, przemierzając tereny watahy. Trzymali się bezpiecznych ścieżek, wędrując po pobliskim lesie. Po zbieraniu różnych kwiatków z Noiterem, Shori poprosiła, by zabrać ją na plaże. Ten przystał na to z uśmiechem. Poszli więc tam, choć zajęło im to chwilę. W końcu jednak stanęli na piasku, otoczeni szumem fal oraz skrzekiem mew. Shori z radością wbiegła w wodę, rozchlapując ją na boki.
- Tylko nie zagłębiaj się za daleko! – krzyknął za nią Noiter. Zauważył, że druga siostra, stoi niepewnie przy brzegu.
- Coś się stało? Boisz się wody? – spytał powoli basior z troską – Jeśli tak to nie ma się co wstydzić, nie każdy lubi morze. Możemy zostać na brzegu i próbować ulepić jakiś ładny teren z piasku. Słyszałem jak to lubisz strategię, możemy później wziąć kamyczki i poudawać, że to wilki. Tylko nie miej wysokich oczekiwań, strateg ze mnie marny – zaśmiał się z siebie Noiter. – To jak?

<Sini? Pobawimy się?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 839
Ilość zdobytych PD: 419
Obecny stan: 3705

Od Pawony do Sininen ~ "Mango i Strateg"

Po miesiącach drogi dotarłam na tereny kolejnej watahy. Uśmiechnęłam się pod nosem, starając się ustalić, co może mnie tu czekać. Uważnie obwąchałam okolicę, wyczuwając woń niezbyt licznej grupy wilków. ~Nawet lepiej, choć w razie nieprzyjemnej konfrontacji i tak nie wyjdę z tego cało. ~ Był piękny, słoneczny poranek. Na niebie nie dostrzegłam żadnej chmurki, a delikatny wiaterek przynosił wiele nowych informacji. Przeszłam kawałek, gdy do mych, sporej wielkości uszu doszły ciche szmery. Szybko zorientowałam się, że dobiegają one zza szeleszczących nieopodal zarośli. Zatrzymałam się i wyprostowałam. Na moim pysku gościł zawadiacki uśmiech.
- Witam. Z kim mam przyjemność? - powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie, a mym oczom ukazała się wadera o ognistych skrzydłach i z lekka zaskoczonym wyrazie pyska.
- Z Alfą. - powiedziała pewnie wilczyca, szybko dominując rozmowę. Po chwili dodała — Kim jesteś i co robisz na terenach mojej watahy?
- Oh, przepraszam — ukłoniłam się lekko, na tyle, na ile pozwalał mi bagaż w postaci skurzanych torb, na mych plecach. - Jestem Pawona Shanar z odległej watahy z południa. Poszukuję miejsca dla Alchemika. - odpowiedziałam z powagą. Przez chwilę obie mierzyłyśmy się wzrokiem.
- To by tłumaczyło Twoje uszy... Masz jakieś magiczne talenty, czy polegasz tylko na swojej wiedzy? – spytała, wskazując na moje wyposażenie. Z skór wydobywał się intensywny zapach suszonych ziół, kilka wiązanek wystawała spod prowizorycznego zamknięcia, mającego ochraniać moje skarby, przed deszczami. Po dłuższej chwili skrzydlata usiadła. Zrobiłam to samo, delikatnie zsuwając z grzbietu ciężary. Zaczęłam tłumaczyć, kim jestem. Nie było w końcu sensu, robić sobie wrogów.
-Wytwarzam niewielkie przedmioty z Kryształu, potrzebne do pracy alchemika. Przędzę też wodę. - powiedziałam, na co zaczęłam kreślić jeden ze schematów łapami. Zebrałam kilka kropel rosy z pobliskiego krzewu. Nadałam im kształt ptaka i sprawiłam, że latał chwile wkoło nas. Gdy zaprzestałam ruchu Łap, woda z pluskiem spadła na ziemię, wracając do ziemi. Skrzydlata wilczyca przytaknęła ze zrozumieniem. - Moim najbardziej znanym wytworem jest silny lek znieczulający i rozluźniający, ale w razie potrzeby zajmuje się też wytwarzaniem innych substancji takich jak maści, trucizny, czy nawet drobne bronie, w postaci krótkich ostrzy. Poszukujesz kogoś takiego do swojej watahy? - spytałam, przygotowując się do ruszenia w dalszą drogę, jednak odpowiedź wadery mnie zaskoczyła. Intensywnie myślała nad czymś, po czym cicho wydychając powietrze i jakby zgadzając się ze sobą, spojrzała na mnie poważnie. Uśmiechnęła się miło.
- Nadasz się idealnie na Alchemika w mojej watasze. Chodź, pokażę Ci jaskinię, w której możesz mieszkać. Mamy tam od razu mały zapas ziół. - powiedziała i wstała, czekając, aż do niej dołączę. Gdy również wstałam, zbierając sprzęt, uśmiechnęła się szerzej i powiedziała do mnie — jestem Renesme. Witaj w nowym domu Pawono Shanar.

< TIME SKIP — POPOŁUDNIE >

Po rozgoszczeniu się w jaskini oraz zapoznaniu się z zakresem zadań musiałam wymienić kilka zdań z czujkami. Gdy w końcu zostałam pozostawiona sama sobie, po szybkim polowaniu na jakże zacnego, młodego bażanta, udałam się na spacer po okolicy. Nogi i uszy poniosły mnie w kierunku niewielkiej polanki, jakieś trzy minuty od mojego nowego domu. Do mych uszu dotarł głosik młodej waderki.
- Nie, nie, nie. Przecież potrafię lepiej! - po chwili mym oczom ukazała się, zapewne roczna wadera o szarym umaszczeniu i nieziemskim ogonie. Przesuwała jakieś kamyki na ziemi. Była tak pochłonięta czynnością, że nawet nie zauważyła, kiedy podeszłam bliżej. Zatrzymałam się jakieś dwie długości ogona za waderą, po czym zagaiłam niby z lekkim śmiechem, ale i zainteresowaniem:
- Nad czym tak myślisz młoda damo? - wadera wzdrygnęła się, słysząc mój głos. Odwróciła pyszczek w moją stronę i przez chwilę mierzyła mnie wzrokiem, nerwowo przy tym ruszając końcówką swego pięknego ogona. - Ach co za maniery. Jestem Pawona Shanar. Nowa alchemiczka watahy, ale możesz mówić mi po prostu Pawona. A Ty? - uśmiechnęłam się przyjaźnie. Wilczyca rozchyliła lekko wargi, zapewne chcąc coś powiedzieć. Chwilę się wahała, po czym odpowiedziała.
- W porządku... - Jej głos był wyjątkowo neutralny, wyprany z większych emocji. - Jestem Sininen i — tu przerwała, zapewne zastanawiając się, czy może mi zdradzić coś więcej. — grałam w taką grę logiczną. - wyjaśniła, wskazując na ułożone w szyku kamyki. Jej ogon dalej lekko drgał, jednak głos niewiele zdradzał.
- Gra logiczna mówisz? Lubię takie. Są rozwijające i pozwalają się zrelaksować. Mogę? - spytałam, chcąc podejść i przyjrzeć się planszy. Sininen tylko przytaknęła ruchem głowy. Po krótkiej analizie stwierdziłam, że to coś na zasadzie pola bitwy. Kamyczki były czarnego i białego koloru. Miały mniej więcej tę sama wielkość. Wyróżniały się tylko dwa z nich, które były większe od pozostałych. - To dowódcy, a to wojska, tak? – spytała, chcąc upewnić się w swoich sugestiach.
- Owszem — waderka przytaknęła. Zamyśliłam się na moment, po czym nakreśliłam pazurem dwie strzałki.
- Gdybym była dowódca czarnych, przesunęłabym siły w tę stronę. Oczywiście, jeśli uznamy, że jest to równinna łąka. — wyjaśniłam, pokazując, o co mi chodzi. Sininen słuchała, uważnie analizując. - wtedy doszłoby do starcia, w wyniku którego jestem w stanie dostać się do dowódcy białych. Widzisz? - Przedstawiłam sytuację, żywo gestykulując − Z tej strony jednostki są rzadziej rozmieszczone. Można je wyminąć. - powiedziałam zadowolona z siebie. Faktycznie ciekawe zajęcie.
- Masz rację. A co byś zrobiła w takiej sytuacji? - spytała, przestawiając kamyki. Zabrała kilka czarnych i dołożyła parę białych. Zaśmiałam się, wiedząc, że bez wsparcia czarne jednostki nie miałyby szans.
- Wystawiłabym smoka — uśmiechnęłam się i przysunęłam jakiś liść, przypominający nieco krokodyla. Postawiłam „pionek” na naszym niewielkim polu bitwy. Kątem oka dostrzegłam zaintrygowane spojrzenie waderki.
- A jeśli nie masz wsparcia smoka? Wilki raczej się z nimi nie lubią — dodała po chwili.
- Poszukałabym alchemika z jakimś dymem obezwładniającym, albo skrytobójcy, który prześlizgnąłby się między Twoimi wojownikami. - stwierdziłam po chwili namysłu. - Masz jakiś inny pomysł Sininen? - spytałam, chcąc poznać zdanie młodszej, wyraźnie zafascynowanej strategiami wadery. Kącik ust wilczycy nieznacznie poszybował w górę, a jej łapy sprawnie przemieściły czarne kamyki. Na ziemi pojawiły się strzałki i niewielkie rowki, zapewne będące czymś w rodzaju fortyfikacji, albo pułapek. Młoda przedstawicielka watahy, coraz bardziej mnie intrygowała.

<Sininen?>
Czy tok rozumowania Pawony przypadł Ci do gustu? Może dowiesz się czegoś ciekawego w trakcie rozmów toczonych przy kamykach?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 943
Ilość zdobytych PD: 471
Obecny stan: 471
Pawona Shanar
Piwonia, Pawona, Shanar

Płeć: Wadera | Wiek: 2 lata 6 miesięcy | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 2 (82/3100 PD) | Stanowisko:Alchemik
Właściciel: [GM] alpakacookie@gmail.com | [DC] Wka122#1755 | [DG] CookieAlpaka
AutorCookieAlpaka


sobota, 26 marca 2022

Od Niko ~ Mała wielka jednostka cz.2

Czas upływał. Mijające dni zmieniły się w miesiące. Nastała długo wyczekiwana wiosna. Czas, w którym wszystko budziło się do życia. Niko mógł dostrzec to już w pobliżu jaskini alf. Gdy wychodził wraz z Renesmee, dostrzegał, że rośliny rosnące wokół jaskini z początku nabierały bardziej żywych, zielnych barw, a teraz? Teraz pojawiały się na nich pąki. Samczyk kilkukrotne podchodził do nich i z zaciekawieniem przyglądał im się. Renesmee tłumaczyła szczeniakowi, na czym polega pojawianie się owych ślicznych, maleńkich pączków. Były to przyszłe owoce tych roślinek. Z nich w przyszłości będą większe krzaczki i roślinki. Młody basior podziwiał roślinki za taką pomysłowość. Zawsze, gdy przebywał w gronie roślin, czuł spokój. Nie wiedział, czy jest to spowodowane czymś konkretnym, ale w ich towarzystwie czuł się najlepiej.
- Niko? - głos alfy odbijał się echem po jaskini, gdy ta szukała swojego podopiecznego. Skrzydlaty szczeniak schował się między skałami i starał się zachowywać, najciszej jak umiał. Alfa rozglądała się na wszystkie strony. Szczeniak starał się dobrze ukryć. Jednak skrawek skrzydła wystawał między skałami. Przez to alfa zauważyła go i z uśmiechem podeszła do owego miejsca, w którym się skrył.
- Mam cię! - jej głos wyrażał rozbawienie i radość. Niko zaśmiał się i uśmiechając się, spojrzał na swoją opiekunkę. Jej zielone oczy śmiały się przyjemnie do niego. Szczenię pisnęło radośnie i podbiegło do jej łap. Spojrzał na nią, a ta pochyliła się, aby liznąć jego ucho.
- Teraz twoja kolej. - powiedział radośnie.
- Nikoś, bawimy się już naprawdę długo. - odparła, kładąc się powoli. Szczeniak westchnął i wdrapał się na jej grzbiet.
- Tak wiem, ale uwielbiam zabawę z tobą!
- Doceniam to kochanie, ale jestem już troszkę zmęczona. - odparła rozbawiona. Niko wgramolił się między jej przednie łapy i ułożył się w nich wygodnie.
- Może chcesz spędzić trochę czasu z wujkiem Tarou? - zaproponowała, lecz skrzydlaty samczyk zaprzeczył ruchem głowy.
- Nie chcę mu przeszkadzać. Wiem, że wujek Tarou jest zajęty. Zwłaszcza że dużo czasu było mu smutno.
- Masz rację kochanie. - głos Rene się zmienił. Był smutny i cichy. Niko wiedział, że nie tylko Tarou był przygnębiony z powodu odejścia Bai Langa. Renesmee także czuła smutek z odejściem każdego członka. By odciągnąć jej myśli od tych obaw, samczyk postanowił coś zdziałać. Odwrócił się i przednimi łapkami oparł się o jej puchatą pierś. Rene spojrzała na niego z uśmiechem.
- Kiedy dorosnę, to ja zaopiekuję się tobą Renesmee. Będziesz mogła odpocząć. - jego uśmiech rozczulił alfę. Czule polizała czubek jego głowy. Mały Niko zaczął machać nią na boki.
- Dziękuję ci. Teraz wiem, że mogę czuć się bezpieczna.
- Oczywiście! Nie pozwolę, by cię skrzywdzono. - odparł stanowczo. Po chwili jednak jego wyobraźnia przedstawiła mu okropne obrazy. Zaczął się martwić, przez co jego uszka się położyły.
- Coś się stało Niko? - spytała z troską. Szturchnęła go delikatnie i spojrzała prosto w jego fioletowe oczka. Niko westchnął, skulił się i spojrzał przed siebie.
- Przepraszam cię Renesmee, ale... Boję się... Chyba nie dam rady... - wyznał, spuszczając wzrok. Był gotów na słowa pogardy od strony wadery, był pewny, że będzie się z niego śmiać, lecz ona wciąż uśmiechała się życzliwie.
- Każdy się czegoś boi Niko. Nie możemy od tego uciec.
- Naprawdę? - spytał zaskoczony. Wadera zaśmiała się krótko i skinęła głową.
- Tak, każdy ma lęki i wielu stara się je zwalczać, lecz w obawach nie ma nic złego. Czasem są nam potrzebne, by ukazać, jak naprawdę odważni jesteśmy i ile się dla nas liczy. - słowa Renesmee wydały się mu przepełnione mądrością, której nie był jeszcze w stanie zrozumieć. Renesmee zaśmiała się cicho.
- To nic, że się boisz kochanie. Zajmę się tobą tak długo, ile będziesz tego potrzebował. - powiedziała, tuląc go do siebie. Niko zamerdał ogonkiem zadowolony i również się w nią wtulił. Po krótkim czasie jego osóbkę spowił sen.
~
Samczyk znajdował się na pięknej polance. Gdy rozglądał się wkoło, dostrzegł, że jest ona w centrum wielkiego lasu. Drzewa były pochylone w dziwny sposób. Zdawało się, że były niczym kraty, jak w więzieniu. Otaczając polanę, uniemożliwiały z niej ucieczkę. Niko dostrzegł ma środku polany kwiat. Był to piękny biały kwiatek, który zdawał się świecić. Samczyk niepewnie się zbliżył. Zauważył, że kwiatek miał jeszcze dwa pączki przy sobie. Delikatnie i niepewnie powąchał je. Miały przyjemny zapach, który lekko łaskotał go w nosek.
- Niko - rozległ się cichy głos. Basiorek zaczął się rozglądać. Jednak nikogo nie zauważył. Noc panowała w koło, a blask roślinki, która okazała się być różą, rozpraszał pobliski mrok. Niko przysiadł, a głos znów zawołał.
- Niko, to ja. - jednak on nie rozpoznawał owego głosu. Nie miał pojęcia, kto do niego mówi i dlaczego.
- Ktoś tu jest? - spytał niepewnie. Jednak teraz odpowiedziała mu tylko cisza. Szczeniak niepewnie zaczął spacerować wkoło róży. Po chwili zauważył, że z każdym krokiem, dziwny pyłek zaczynał unosić się ponad trawą. Piękne srebrne ziarenka unosiły się w powietrzu. Niko zatrzymał się. Kilka z nich opadło na jego nosek, co spowodowało kichnięcie.
- Co to za miejsce? - starał się dowiedzieć, gdzie się znajduje i jak ma wrócić. Zaczął powolutku panikować. Wciąż krążył wokół róży, przez co w pewnym momencie potknął się o skrzydło i upadł. Cichy pisk rozniósł się po polance. Fioletowe łzy pojawiły się w kącikach jego oczu.
- Renesmee... proszę... pomóż mi... - pisnął, zakrywając się skrzydłami. Po chwili poczuł przyjemne ciepło. Niepewnie zabrał skrzydła i ujrzał przed sobą ognik. Zdziwiony przyglądał się mu. Gdy się nieco zbliżył, ognik odleciał kawałek dalej. Gdy Niko patrzył na niego, zdawało się mu, że ogień swoimi ruchami zapraszał go do dalszej pogoni. Tak więc basiorek truchtem gonił swojego nowego przyjaciela. Nagle znaleźli się przy drzewach, które wydawały się Niko bardzo mroczne. Samiec stanął, lecz gdy ognik przybliżył się do drzew, jego blask rozpraszał mrok. Tym samym dodał Niko odwagi. Razem przemierzali las, aż do fioletowych oczek dotarł dziwny blask. Im bliżej niego byli, tym bardziej oślepiał on szczeniaka. Gdy blask był na tyle silny, że Niko nic nie widział... obudził się.
~
Niko obudził się. Szybko rozejrzał się wkoło, lecz jego oczka nie zdążyły przyzwyczaić się do ciemności, jaka panowała w jaskini. Po chwili zorientował się, że leży w łapach Renesmee. Wadera smacznie spała, a Nikoś poczuł ulgę. Wtulił się bardziej w jej miękkie futro.
- Martwiłem się, że już cię nie będzie... - szepnął. Wiedział, że jego opiekunka śpi, ale nie chciał jej budzić. Dlatego ułożył się ponownie. Nagle Rene drgnęła. Niko wystraszony zaczął udawać, że śpi. Po chwili wadera się zbudziła. Ziewnęła i sennym spojrzeniem przeleciała wokół siebie. Spojrzała na Niko i się uśmiechnęła.
- Kochany skarb. - szepnęła i znów liznęła jego główkę. Następnie ponownie się położyła. Niko starał się zasnąć, lecz nie udawało się mu to. Nie chciał spędzić nocy sam, dlatego niepewnie szturchnął kilkukrotnie alfę. Gdy ta się obudziła i spojrzała na niego, dostrzegła strach w jego oczach. Uśmiechnęła się pogodnie.
- Miałeś zły sen?
- Tak... Śniło mi się, że byłem sam na polanie... Bałem się...
- Spokojnie kochanie. Jestem tuż obok ciebie. Nic ci nie grozi.
- Wiem, ale... Martwiłem się Rene...
- Rozumiem cię kochanie. Nie masz już się czego bać. Jestem tu. - jej uśmiech był bardzo przekonujący. Niko szybko zapomniał o strachu. Przez to mógł na nowo wtulić się w jej miękkie futro i oddać krainie snów.
Teraz już koszmary nie męczyły jego osoby. Mógł spokojnie rozkoszować się cudownymi snami, a gdy zbudził się następnego dnia, czuł się spokojnie. Wciąż leżał w łapach swojej opiekunki, która wpatrywała się w wyjście od jaskini. Nie zauważył, że Niko już nie śpi. Jej zielone ślepia zdawały się uważnie czemuś przyglądać. Szczeniak ziewnął, tym samym zwracając na siebie uwagę Renesmee. Wadera spojrzała na niego. Jej zielone oczy zetknęły się z fioletowymi oczkami Niko. Uśmiech zagościł na jej pysku.
- Dzień dobry Niko.
- Dzień dobry Renesmee
- Wiesz, że możesz do mnie mówić po prostu Rene. - zaśmiała się. Niko uśmiechnął się.
- Tak, pamiętam o tym. - na jego słowa wadera skinęła głową. Niko zaśmiał się i wygramolił z jej łap. Alfa ziewnęła i wstała leniwie na cztery łapy.
- Co dziś będziemy robić? - zapytał wesoło szczeniak. Alfa uśmiechnęła się. Na jej oczach Niko zmieniał się każdego dnia. Dostrzegała, że z małego, nieśmiałego i strachliwego wilczka, zmieniał się w odważnego malca. Z czasem z pewnością będzie najodważniejszych ze wszystkich, z pewnością będzie odważniejszy nawet od niej.
- Może zobaczę, jak radzisz sobie w terenie? - zaproponowała samica. Maluch pisnął radośnie i truchtem zbliżył się do wyjścia z jaskini. Spoglądał wesoło na witający go obraz wiosny. Drzewa przyjemnie trzeszczały, gdy lekki wiaterek popychał je w różne kierunki. Ptaki budziły się i rozpoczynały śpiewy swych ballad, które tak bardzo fascynowały Niko. Po chwili malca wyminęła Rene, która ziewając, starała się całkiem rozbudzić. Rozłożyła swoje piękne, ogniste skrzydła i machnęła nimi kilkukrotnie. Niko przyglądał się temu z zainteresowaniem. Spojrzał na swoje dużo mniejsze skrzydełka i machnął nimi. Przyjemny powiew wiatru opatulił jego ciałko, powodując dreszcze.
- A więc gotowy? - senny głos Renesmee spowodował, że malec skupił swoją uwagę na jej osobie. Samica lekko machała swoim ogonem na boki. Niko uśmiechnął się szeroko i skinął głową. Wykonał kilka skoków i znalazł się tuż pod jej łapami.
- Tak! Jestem gotów ! - oznajmił radośnie. Został obdarowany czułym uśmiechem alfy. Następnie ruszyła ona wolnym krokiem przed siebie, a Niko starał się dorównać jej kroku. Było to nie lada wyzwanie, dla szczeniaka, lecz on się nie poddawał. Wciąż truchtem gonił swoją opiekunkę. Znaleźli się w centrum watahy. Renesmee machnęła głową na boki, strzepując kurz z karku. Niko wpatrywał się w nią i kodował w swojej maleńkiej główce wszystko, co robiła. To właśnie ją wybrał za swój wzór. Chciał być jak ona...
- Zacznijmy od tropienia, zgoda? - spytała. Szczeniak skinął głową i przystawił nos do ziemi. Kilka woni udało mu się wyłapać. Zdecydował się na jedną z nich i wolnym krokiem podążył za nią. Droga nie była długa i trudna. Jego wybrana ofiara musiała preferować proste ukształtowanie terenu. Niko zboczył z wydeptanej wcześniej ścieżki w krzaki. Tam odnalazł ciekawie wyglądającego owada. Miał on wygląd przypominający patyk.
- To patyczak. - wtrąciła Rene, która pilnie podążała za swoim podopiecznym.
- Patyczak? - Niko przekręcił głowę na bok. - Wygląda śmiesznie. - stwierdził, przyglądając się małej istotce.
- Masz rację. - odpadła Rene z uśmiechem. Nie zmienia to jednak faktu, że ma swoje miejsce w kręgu życia.
- Krąg życia? Co to takiego? - zaciekawione oczka szczeniaka spoglądały na Renesmee, która zaczęła zastanawiać się jak wytłumaczyć im owo pojęcie, w jak najprostszy sposób. Samica nakreśliła łapą na ziemi okrąg. Odcisnęła na okręgu cztery odciski łap. Spojrzała na samca, który z zaciekawieniem obserwował jej poczynania.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie Niko. - Wskazała na pierwszy odcisk.
- To są roślinożercy. Ofiary i nasze główne źródło pokarmu. Dzięki nim żyjemy.
- Przez to, że je jemy? - spytał, spoglądając z uwagą na starszą.
- Tak. To ma duży wpływ na nas. Między nami i nimi istnieje wspólna harmonia. - jej uśmiech był delikatny. Niko skinął głową na znak porozumienia. - To my. Wilki. Istoty mięsożerne. Drapieżniki. - powiedziała, wskazując drugi odcisk łapy. - Naszym celem jest zdobywanie pokarmu i posiadanie potomstwa. Poprzez polowanie żyjemy. Gdy nasze życie dobiega końca, odchodzimy do krainy spokoju. Natomiast nasze ciała pozostają tu. Jednoczą się z ziemią, dzięki temu ukazuje się harmonia między nami i ziemią.
- Co jest następne? - Niko przekrzywił główkę na bok. Renesmee wskazała trzeci odcisk łapy.
- Gdy łączymy się z ziemią, na naszym ciele wyrasta trawa i wszelkie rośliny. Natomiast ten odcisk oznacza, roślinożerców. - wskazała ostatnią łapę.
- Dlatego, że one zjadają trawę? - spytał samczyk. Wadera uśmiechnęła się i skinęła głową.
- Tak. Jesteś naprawdę mądrym szczeniakiem Niko.
- Dziękuję Renesmee. Teraz już chyba rozumiem, na czym to polega.
- Tak, dlatego należy uważać z tym co dzieje się wokół nas. Tylko bogowie wiedzą, co nas czeka.
- Nie zdaje ci się to czasem zbyt skomplikowane? - spytał szczeniak, patrząc na odciski i krąg.
- Cóż, czasem jest mi trudno zrozumieć niektóre sytuacje... Jednak wiem, że wszystko ma coś na celu. Nic nie dzieje się bez przyczyny. - uśmiechnęła się delikatnie i zachęciła szczeniaka do dalszej drogi. Niko rozglądał się w koło. Zapamiętywał wiele rzeczy. Los chciał, by został on dobrym wzrokowcem. Potrafił dostrzegać wiele drobiazgów w terenie. Dotarli do najbardziej niezwykłego miejsca na ziemi. Wielki wodospad, który słynął ze swojego piękna znajdował się tuż przed małym Niko. Szczeniak wpatrywał się w niego zahipnotyzowany gracją wody, która rozbijała się o skały z szumem. Jej melodyjny głos pieścił zmysł słuchu. Brązowy basiorek wolnym krokiem zbliżył się ku brzegowi, w którym stykały się krystalicznie czysta woda i urodzajna ziemia. Zaciekawiło go jego odbicie w owej wodzie. Gdy mu się przyglądał, w pewnym momencie zdawało mu się, że na jego oku ukazała się blizna. Przyłożył sobie łapkę do oka, lecz nic nie poczuł. Zdziwiony spojrzał na opiekunkę.
- Renesmee? - Wadera zbliżyła się spokojnym krokiem.
- O co chodzi Niko?
- Czy ja mam coś na oku? - spytał, patrząc na nią. Rene zdziwiła się, lecz po chwili uśmiechnęła.
- Oprócz twoich ślicznych oczek, słodkiego noska i pięknego uśmiechu nic nie dostrzegam nowego. - Niko widocznie się zawstydził i spojrzał znów w wodę. Prawdą jest, że do tej pory nie umie on przyjmować komplementów. Nie wiem jak zareagować, by drugiej osobie było miło. Często przez to czuł się niepewnie podczas takich chwil.
- Dziękuję Renesmee. - odparł. - Dlaczego w tej wodzie mam bliznę? - spytał zaciekawiony. Spojrzał na Rene. Zdziwił się, gdyż pierwszy raz od dłuższego czasu zauważył u niej niepokój.
- W tej wodzie widzisz to odbicie? - spytała. Niko skinął głową. - Blizna jest poważna?
- Um... Nie mam pojęcia. To linia przechodząca przez oko. Co to oznacza?
- To magiczny wodospad. Nie przejmuj się nim. Pokazuje nam, co może się kiedyś zdążyć, ale nie jest to w stu procentach pewne. - odparła z uśmiechem. Niko zauważył, że jej uśmiech nie był szczerym. Wyczuł także, że jej słowa nie były do końca prawdziwe. Nie chciał jednak drążyć tematu. Znów przyjrzał się odbiciu w tafli wody. Nic się nie zmieniło. Widoczna blizna biegła przez jego lewe oko. Odeszli. Renesmee była widocznie czymś zmartwiona. Niko szukał tematu, który by nieco rozluźnił atmosferę.
- Renesmee?
- O co chodzi? - spytała, spoglądając na niego.
- Jeśli chodzi o krąg życia... To obowiązkiem jest, byśmy posiadali własne potomstwo, by zapewnić dużą ilość przedstawicieli naszego gatunku, tak?
- To raczej nasz życiowy cel. Nie obowiązek i nie względem kręgu życia. Troszkę źle zrozumiałeś, ale to nic.
- Rene...
- Tak?
- A ty? Nie chciałabyś mieć własnych dzieci? - spojrzał na nią w tym momencie. Renesmee była widocznie zaskoczona pytaniem i nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Niko przystanął i patrzył na nią uważnie. Nie wiedział czemu, ale to pytanie smuciło go. Chwila milczenia była nie do zniesienia. Niko usiadł, a łzy stanęły w jego oczach. Sam nie wiedział dlaczego? Może obawiał się odpowiedzi? Gdyby wadera przyznała, że pragnie własnego potomstwa, oznaczałoby to, że w przyszłości mógłby zostać starszym bratem. Jednak, czy on tego chciał? Jak każdy szczeniak martwił się tym, że Rene pokocha swoje dzieci bardziej od niego. Miała do tego prawko. W końcu on jest przybłędą...
- Niko... - zaczęła, a szczeniak spojrzał w jej zielone oczy. - Posiadanie własnego potomstwa z pewnością jest cudownym uczuciem. Jednak ja już je poczułam. - odparła, podchodząc do niego. Niko wciąż wpatrywał się w nią z małym zaskoczeniem.
- Jesteś dla mnie jak własny syn. Pokochałam cię od momentu, gdy ofiarowano mi cię pod opiekę. Stałeś się moim oczkiem w głowie. Nie mogłabym sobie teraz wyobrazić życia bez ciebie. - jej uśmiech był szczery. Tego Niko był pewny w stu procentach. Starał się powstrzymać łzy, lecz ma marne. Zaczęły spływać z jego oczu i moczyły futerko na pyszczku. Renesmee szturchnęła go pocieszająco nosem. Niko w mgnieniu oka znalazł się przy niej i wtulił się w jej osobę.
- Ja ciebie również kocham Rene. - odparł. Trwali tak dłuższą chwilę. Następnie wrócili do jaskini alfy. Niko ułożył się na ziemi, a Rene udała się po posiłek. Wróciła z dwoma szarakami. Położyła je przy pyszczku Niko.
- Dziękuję. - powiedział z uśmiechem. Alfa odwzajemniła uśmiech.
- Nie masz za co dziękować. To mój obowiązek jako twojej opiekunki. Muszę dbać o ciebie, być wyrósł na wspaniałego samca. Wtedy ty będziesz zajmować się starą Rene. - odparła, śmiejąc się wesoło. Niko również się zaśmiał i zamyślił. Po posiłku nadeszła pora na sen. Szczeniak powoli kroczył w kierunku legowiska. Alfa zdążyła go wyprzedzić i ułożyć się na nim. Niko natomiast wtulił się w jej ciepły bok. Otulił się skrzydłami i ogonem. Jego pyszczek otworzył się podczas ziewania.
- Widzę, że dzisiejszy dzień bardzo cię zmęczył. - Odparła spokojnym, miłym dla ucha głosem.
- Tak, jestem padnięty. - odparł Niko z uśmiechem układając się wygodniej.
- W takim razie pora spać. Dobranoc Niko. - Szepnęła i polizała czubek jego główki.
- Dobranoc mamusiu. - odparł z uśmiechem Niko i po chwili zasnął. Nie było dane mu ujrzeć łez wzruszenia, które wywołały te dwa słowa u starszej wadery. Zdecydowanie ten dzień był jednym z najpiękniejszych.

C.D.N

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2696
Ilość zdobytych PD: 1348 + 10% (135 PD) za długość powyżej 2000 słów
Obecny stan: 1483 PD