„Dwie miarki suszonej pokrzywy, jedna miarka liści dziurawca, zagotować, ostudzić, podawać po śniadaniu. Sok z żurawiny po każdym posiłku”. Słowa te wybrzmiewały w umyśle Shani jak mantra. Jesień była w pełni, co oznaczać mogło tylko jedno: sezon na drobne infekcje, a w konsekwencji — pełne łapy roboty. Wilczyca nie mogła przestać myśleć o pracy nawet teraz, gdy planowała wykorzystać wolne popołudnie na leniwy spacer po okolicy. Coś jej nie pasowało w tych zaleceniach, tylko co? Myśli tak bardzo pochłonęły naszą medyczkę, że dopiero w momencie, gdy jej ciało boleśnie zetknęło się z czymś ciepłym i twardym, wróciła do rzeczywistości.
„Niedźwiedź!” - Krzyknęła ta najbardziej pierwotna część jej umysłu, szybsza w swoich osądach niż racjonalne, krytyczne myślenie. Wilczyca odruchowo odskoczyła do tyłu, jeżąc jednocześnie futro na karku i wystawiając na światło dzienne swe śnieżnobiałe, ostre kły.
Czarna masa futra poruszyła się leniwie, jakby zderzenie z ciałem Shani było dla niej jedynie drobną niedogodnością. Kształt zaczął rozwijać się, ukazując w końcu niebieskie uszy i nos. Wadera zorientowała się, że jest to wilk. Napięcie w jej mięśniach trochę zelżało, ale nie zniknęło kompletnie. Wciąż był to nieznajomy, w dodatku wyjątkowo postawny. Shani przełknęła głośno ślinę. Bała się go czy nie, musiała wypełnić swój obowiązek.
- Znajdujesz się na terenach watahy Renaissance. W jakim celu tu przybywasz?
Wilk, nieco jeszcze zaspany, spojrzał na Shani spod powiek, które walczyły, by nie skleić się znowu… Patrzył nie prosto na jej pysk, jak by się spodziewała. Ustawił własną kufę bokiem, tak, że widziała tylko jedną stronę jego twarzy. Wilczyca nie miała pewności, jak zinterpretować ten gest. Czy było to lekceważenie z jego strony? Nieśmiałość? A może chciał patrzeć jednocześnie na nią i coś innego, groźnego? Szara przestąpiła nerwowo z łapy na łapę.
- Watahy? – Głos nieznajomego był melodyjny i przyjemny dla ucha. – Cóż, to chyba nic tu po mnie, przepraszam za kłopot.
Czarny wilk zaczął się podnosić. Jego głowa cały czas pozostawała we wcześniejszej pozycji względem medyczki. Dopiero gdy basior wstał, Shani dostrzegła całość jego sylwetki. Z tak wysokim osobnikiem nie miała jeszcze do czynienia.
- Zaczekaj! Jeśli chcesz, możesz odejść. Nie trzymamy nikogo na siłę. Ale u nas dla każdego znajdzie się miejsce.
Przez twarz (a raczej tę połowę, którą Shani widziała) basiora na sekundę przemknęło coś… jakieś nieuchwytne uczucie, jakby jedna niechciana myśl na ten ułamek sekundy przejęła władzę nad jego ekspresją. Równie szybko jednak pysk wrócił do swego normalnego stanu.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł – oznajmił basior, spuszczając nieco głowę.
- Mogę zaprowadzić cię do alfy. Porozmawiasz z nią i zdecydujesz. Bez zobowiązań. Co ty na to? – Wilczyca próbowała sprzedać swą „ofertę” szerokim uśmiechem.
- Mogę spróbować – odparł nieznajomy po chwili jakby bez przekonania.
- Świetnie. To w tę stronę. Jestem Shani, medyczka. A ciebie jak zwą?
- Drago Ergon.
Wilk ruszył za Shani niespiesznie. Nie umknęło jej uwadze, iż tak ustawił swoje ciało względem niej, by podczas wędrówki cały czas widziała tę samą stronę jego pyska, co wcześniej. Zaciekawiło to wilczycę. Co mogła skrywać druga połowa jego oblicza? Czy było to coś niebezpiecznego? A może szpetnego i wstydliwego? Shani nie mogła się powstrzymać przed obmyślaniem sposobów na dojrzenie tajemniczego elementu. Wierzyła, że ma w sobie na tyle przyzwoitości, by nie wcielić ich w życie, choć wiedziała też, że bardzo łatwo byłoby jej przekroczyć tę linię.
- A więc, Drago, skąd przybywasz?
Drago?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 539
Ilość zdobytych PD: 269 + 200% (538 PD)
Obecny stan: 4962
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
niedziela, 13 listopada 2022
piątek, 11 listopada 2022
Od Nasari c.d Amber ~ Przybycie z przytupem
Nasari była zdumiona nietypowym towarzyszem Amber oraz zdziwiona jej gościnnością. W końcu dopiero co się poznały, a ona już proponuje jej nocleg u siebie. Oczywiście to było bardzo miłe z jej strony, lecz zarazem dość naiwne. Nasa rzecz jasna nie miała złych zamiarów wobec nowo poznanej koleżanki, jednak... Co, gdyby na miejscu czarnofutrej był osobnik o nieczystych intencjach? Mógłby chcieć ją skrzywdzić, a niebieskooka pewnie nawet nie zorientowałaby się, że ten stanowi dla niej zagrożenie. Wizja, iż gość, którego przyjęło się szlachetnie pod swój dach, mógłby stać się oprawcą tej osoby, wydała się Nasie makabryczna. A może to właśnie Nasari powinna się martwić? Może to Amber nie ma szczerych, dobrych intencji względem Nasari?
Wilczyca spojrzała na koleżankę zamyślona. Nie sprawiała wrażenia, jakby coś planowała, ale przecież nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Z drugiej jednak strony na zewnątrz lało, wiało i szalała burza, a wizja ponownego spotkania niedźwiedzia bardzo nie uśmiechała się różowookiej. I co tu robić? Nasari ostatecznie podjęła decyzję.
- Uhm, jeśli nie będzie to problem... Mogłabym zostać na noc...
- Żaden problem. - Amber radośnie zamerdała ogonem i doskoczyła do sterty siana, którą zaczęła rozdzielać.
- Jesteś... Jesteś samotniczką? - spytała Nasia, kończąc jeść rybę.
- A skądże! To tereny watahy Renaissance, do której należę od niedawna. - Amber mówiąc to, nie odrywała wzroku od siana. - Taka ilość starczy na wygodne legowisko?- spytała, pokazując Nasari oddzieloną górkę siana.
- Wataha? - różowooka natychmiast się ożywiła, ignorując późniejsze pytanie znajomej, a jej ogon zadrżał radośnie. Bardzo chciała mieć stałe miejsce zamieszkania i znajomych, gdyż to dawało jej poczucie bezpieczeństwa, a po upadku watahy, do której należała wcześniej, poczuła się zagrożona. Nie widziała siebie w roli samotniczki.
W momencie, gdy Nasari chciała wyrazić chęć dołączenia do grupy wilków i dopytać o parę interesujących ją szczegółów z zewnątrz dało się słyszeć dziwne dźwięki. Teraz prócz burzy, deszczu i wiatru dało się słyszeć czyjeś ryki i krzyki. Obie wadery od razu spojrzały wpierw na wyjście z jaskini, a później na siebie nawzajem. Amber gwałtownie ruszyła z miejsca, zabierając ze sobą Boba i kładąc go na swojej głowie, i wypadła z jaskini, aby zobaczyć, co się dzieje.
- Amber! - zawołała Nasari, a po chwili zawahania także wybiegła na zewnątrz.
Zaczęła szukać swojej koleżanki, co, nawet mimo jej specyficznego koloru futra, było ciężkie przez warunki panujące na dworze. Lęk przed ciemnością także nie ułatwiał jej zadania. Wypatrzyła ją jednak jakoś na niewielkiej polance pozbawionej drzew, jednak nie była całkowicie pusta. W ulewie i mroku dostrzegła... niedźwiedzia. Dokładnie tego samego, który wcześniej gonił ją przez las. Tym razem jednak rozjuszona bestia była zajęta walką z dwoma, obcymi jej wilkami.
- Naharys! Yeneryth! Już biegnę! - Krzyknęła Amber i od razu ruszyła w stronę niedźwiedzia.
- Poczekaj! Amber! Zrobisz sobie krzywdę! - zawołał basior o ciemnym futrze, robiąc jednocześnie unik przed atakiem niedźwiedzia.
Nasari była zdezorientowana, jednak odruchowo, mimo strachu, także rzuciła się w kierunku rozwścieczonego stwora. Było to głupie posunięcie z bardzo wielu powodów, jednak najboleśniej skrzydlata wilczyca przekonała się o tym w momencie, gdy misiek, chcąc zaatakować jednego z wilków przygrzmocił jej w głowę. Nasari padła na ziemię nieprzytomna, słysząc niewyraźnie swoje imię wykrzyczane przez Amber.
Leżała tak przez pewien czas, choć nie była pewna jak długo, ale w pewnym momencie zaczęła coś czuć. Coś mokrego na jej czole, a konkretniej krysztale. Otworzyła powoli różowe oczy, sycząc z bólu. Wpierw obraz był zbyt rozmazany, aby nazwać jakikolwiek przedmiot, czy osobę, lecz po chwili ujrzała coś jasnoróżowego i mokrego, co przylepiło jej się do czoła. Odskoczyła z krzykiem, jednak przez zawroty głowy znów padła na ziemię. Ujrzała przed sobą Boba, który akurat chował swój język do buzi.
- B-bob! Czemu polizałeś mój klejnot?! - zawołała zdumiona.
- Cóż, to nie jedyny klejnot, jaki zdołał polizać... - mruknął ciemny wilk o złotych tęczówkach.
Nasari spojrzała wpierw na nieznajomego, później na jego białego kolegę i na Amber. Zdezorientowana rozejrzała się po okolicy i po chwili dostrzegła martwego niedźwiedzia leżącego w trawie z licznymi ranami na ciele. Wtedy dopiero przypomniała sobie o wcześniejszych wydarzeniach z tego wieczoru. Powoli podniosła się na równe łapy, ale po chwili zdecydowała się usiąść, gdyż zawroty głowy utrudniały jej utrzymanie równowagi. Otuliła ogon wokół swojego ciała i podniosła na chwilę głowę.
- C-co tu się stało?- Spytała zdezorientowana, patrząc na Amber, a następnie spojrzała na dwa wilki obok. - I... kim jesteście?
<Amber?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 703
Ilość zdobytych PD: 351
Obecny stan: 631
Wilczyca spojrzała na koleżankę zamyślona. Nie sprawiała wrażenia, jakby coś planowała, ale przecież nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Z drugiej jednak strony na zewnątrz lało, wiało i szalała burza, a wizja ponownego spotkania niedźwiedzia bardzo nie uśmiechała się różowookiej. I co tu robić? Nasari ostatecznie podjęła decyzję.
- Uhm, jeśli nie będzie to problem... Mogłabym zostać na noc...
- Żaden problem. - Amber radośnie zamerdała ogonem i doskoczyła do sterty siana, którą zaczęła rozdzielać.
- Jesteś... Jesteś samotniczką? - spytała Nasia, kończąc jeść rybę.
- A skądże! To tereny watahy Renaissance, do której należę od niedawna. - Amber mówiąc to, nie odrywała wzroku od siana. - Taka ilość starczy na wygodne legowisko?- spytała, pokazując Nasari oddzieloną górkę siana.
- Wataha? - różowooka natychmiast się ożywiła, ignorując późniejsze pytanie znajomej, a jej ogon zadrżał radośnie. Bardzo chciała mieć stałe miejsce zamieszkania i znajomych, gdyż to dawało jej poczucie bezpieczeństwa, a po upadku watahy, do której należała wcześniej, poczuła się zagrożona. Nie widziała siebie w roli samotniczki.
W momencie, gdy Nasari chciała wyrazić chęć dołączenia do grupy wilków i dopytać o parę interesujących ją szczegółów z zewnątrz dało się słyszeć dziwne dźwięki. Teraz prócz burzy, deszczu i wiatru dało się słyszeć czyjeś ryki i krzyki. Obie wadery od razu spojrzały wpierw na wyjście z jaskini, a później na siebie nawzajem. Amber gwałtownie ruszyła z miejsca, zabierając ze sobą Boba i kładąc go na swojej głowie, i wypadła z jaskini, aby zobaczyć, co się dzieje.
- Amber! - zawołała Nasari, a po chwili zawahania także wybiegła na zewnątrz.
Zaczęła szukać swojej koleżanki, co, nawet mimo jej specyficznego koloru futra, było ciężkie przez warunki panujące na dworze. Lęk przed ciemnością także nie ułatwiał jej zadania. Wypatrzyła ją jednak jakoś na niewielkiej polance pozbawionej drzew, jednak nie była całkowicie pusta. W ulewie i mroku dostrzegła... niedźwiedzia. Dokładnie tego samego, który wcześniej gonił ją przez las. Tym razem jednak rozjuszona bestia była zajęta walką z dwoma, obcymi jej wilkami.
- Naharys! Yeneryth! Już biegnę! - Krzyknęła Amber i od razu ruszyła w stronę niedźwiedzia.
- Poczekaj! Amber! Zrobisz sobie krzywdę! - zawołał basior o ciemnym futrze, robiąc jednocześnie unik przed atakiem niedźwiedzia.
Nasari była zdezorientowana, jednak odruchowo, mimo strachu, także rzuciła się w kierunku rozwścieczonego stwora. Było to głupie posunięcie z bardzo wielu powodów, jednak najboleśniej skrzydlata wilczyca przekonała się o tym w momencie, gdy misiek, chcąc zaatakować jednego z wilków przygrzmocił jej w głowę. Nasari padła na ziemię nieprzytomna, słysząc niewyraźnie swoje imię wykrzyczane przez Amber.
Leżała tak przez pewien czas, choć nie była pewna jak długo, ale w pewnym momencie zaczęła coś czuć. Coś mokrego na jej czole, a konkretniej krysztale. Otworzyła powoli różowe oczy, sycząc z bólu. Wpierw obraz był zbyt rozmazany, aby nazwać jakikolwiek przedmiot, czy osobę, lecz po chwili ujrzała coś jasnoróżowego i mokrego, co przylepiło jej się do czoła. Odskoczyła z krzykiem, jednak przez zawroty głowy znów padła na ziemię. Ujrzała przed sobą Boba, który akurat chował swój język do buzi.
- B-bob! Czemu polizałeś mój klejnot?! - zawołała zdumiona.
- Cóż, to nie jedyny klejnot, jaki zdołał polizać... - mruknął ciemny wilk o złotych tęczówkach.
Nasari spojrzała wpierw na nieznajomego, później na jego białego kolegę i na Amber. Zdezorientowana rozejrzała się po okolicy i po chwili dostrzegła martwego niedźwiedzia leżącego w trawie z licznymi ranami na ciele. Wtedy dopiero przypomniała sobie o wcześniejszych wydarzeniach z tego wieczoru. Powoli podniosła się na równe łapy, ale po chwili zdecydowała się usiąść, gdyż zawroty głowy utrudniały jej utrzymanie równowagi. Otuliła ogon wokół swojego ciała i podniosła na chwilę głowę.
- C-co tu się stało?- Spytała zdezorientowana, patrząc na Amber, a następnie spojrzała na dwa wilki obok. - I... kim jesteście?
<Amber?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 703
Ilość zdobytych PD: 351
Obecny stan: 631
wtorek, 8 listopada 2022
Od Amber c.d Nasari ~ Przybycie z przytupem
Miał być dziś piękny dzień, a zbierało się na burzę. Nazbierałam dużo pnącza i korzeni do swojej jaskini. Później razem z Bobem szukaliśmy gliny. Chciałam mu zrobić glinianą miskę do kąpieli błotnej, wiedziałam, że je kocha. Niestety by takowa powstała musiałam upleść z korzeni i pnączy coś na jej kształt, później obsmarować wszystko gliną i pozostawić do wyschnięcia.
- Karmel jak myślisz, czy miska wyschnie przed deszczem - zapytałam, zbierając glinę do wielkiego liścia.
- Wątpię, lecz możesz skorzystać z ciepła ogniska — odparła.
- O ! Dobry pomysł dziękuję — spojrzałam na żabkę na grzbiecie.
Może inni by powiedzieli, że jest pusta i głupiutka, ale na samą myśl dziś o kąpieli błotnej widziałam w jego oczach błysk. Po uzbieraniu limitu gliny na liściu zawiązałam go i wzięłam zawiązana część do pyska. Zaniosłam do jaskini, myślałam, czego jeszcze brakuje mojemu żabiemu towarzyszowi. Odstawiłam go na miejsce.
- Generale Bob z pół tłustej komisji wyborczej ma pan zadanie — schyliłam się do niego — Pilnować pnączy i glinki. Ja pójdę po gałęzie na ogień i skocze po coś dobrego dla Ciebie i dla mnie — odparłam i zasalutowałam mu.
Ruszyłam na poszukiwanie przedmiotów, które wymieniłam. Sterta patyków była już usadowiona w jaskini, czas było połapać robaczki, zawsze jak zaczynało padać, wychodziły, i nie myliłam się każdego, każdego łapałam i umieszczałam w liściu (oczywiście martwego już). Deszcz zaczął padać niemiłosiernie, więc postanowiłam szybkim truchtem wrócić z robaczkami do jaskini.
- Wróciłam - odparłam, kładąc w kąt robaki.
- Nie zapomniałaś o czymś? - odparła Karmel.
- Nie, a co? - zapytałam.
- Co będziesz jeść? - powiedziała zaniepokojonym głosem.
- Mam jeszcze gdzieś schowane jagody i rybę, dam radę — uśmiechnęłam się do siostry.
Zrobiłam ze sterty patyków stos na ognisko, wokoło poukładałam kamienie, które zawsze miałam w jaskini, czemu? No właśnie nie wiem, codziennie pojawiał się o jeden więcej z niewiadomego powodu. Przygotowałam już wszystko by zacząć robić miskę. Nagle poczułam, że ktoś na mnie wpadł, odwróciłam się i ujrzałam czarno białą wilczycę o różowych oczach, oraz nosku. Na czole miała kryształ, który też był tego samego co oczy i nos. Była bardzo szczupła, co wskazywało na to, że jest Waderą, była strasznie urocza. Krzyknęła i wycofała się w głąb jaskini. Czy ja ją przestraszyłam? Nie wiedziałam czemu się mnie boi. Po chwili potknęła się o Boba, który jak zwykle pilnował miejsca swojego. Wadera znów krzyknęła i uciekła pod ścianę. Ja z przerażaniem i smutkiem podbiegłam do Boba.
- Generale Bob nic ci nie jesteś — wzięłam go na ręce — Musisz go przeprosić — odparłam i zrobiłam gniewną minę. Choć w moim przypadku, wygalało to bardziej na focha małego dziecka.
- J-ja...- Odparła wadera, była wyraźnie zlękniona- J-ja przepraszam! Nie wiedziałam, że ktoś tu jest! Myślałam, że jaskinia jest pusta i... i nagle zobaczyłam cię, wystraszyłam się, a-a potem... PRZEPRASZAM- powiedziała bardzo szybko niemal na jednym oddechu.
Spojrzałam na Boba, a ten jednym okiem patrzył na mnie, a drugim na Waderę.
- Jestem Amber, a to jest Bob — odparłam i uśmiechnęłam się, położyłam żabę na głowie.
Czarno futra wyraźnie się zmieszała, jednak grzecznie odpowiedziała:
- Uhm, N-Nasari... Miło mi was... poznać...
- Jesteś głodna ?- zapytałam, rozpalając ognisko.
- No... może trochę- Wadera nieco się rozluźniła.
- Dobrze usiądź i się osusz, ja poszukam czegoś, mam nadzieje, że lubisz ryby- poszłam na poszukiwanie w sianie ryby i jagód. Gdy je znalazłam, przyniosłam je do ogniska. Posadziłam obok siebie Boba i poszłam po jego jedzonko, podałam mu otwartego liścia z robakami.
- Ja wezmę jagody, ty częstuj się rybką — powiedziałam z uśmiechem.
- Oh... dziękuję- Nasari uśmiechnęła się uprzejmie i podeszła bliżej ogniska. Kątem oka spojrzała też na Boba, którego zachowanie, jak i ogólna obecność wywoływała u niej zdziwienie na pysku- Ummm... Nie chcę, aby to zabrzmiało niemiło, ale... Czy wszystko w porządku z oczami Boba?- Spytała z troską.
- Ah oczywiście, zawsze był taki. Inny od reszty swoich, ale mi to nie przeszkadza, jest najukochańszy na świecie — doparłam i zaczęłam jeść jagody — A Ciebie co sprowadza na te piękne tereny?
- Ja... po prostu podróżowałam przez ostatnie kilka dni i tak jakoś trafiłam tutaj- spuściła nieco pysk i odwróciła wzrok, powoli przeżuwając rybę.
Widziałam, że nie chciała o tym mówić, nie chciałam naciskać. Nim się zorientowałam, Bob zjadł już swoje jedzonko.
- Bob łakomczuszku — odparłam — Jeżeli chcesz, możesz tutaj zostać na noc, mam dużo siana więc starczy na dwa legowiska.
Nasari ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 697
Ilość zdobytych PD: 348
Obecny stan: 678
- Karmel jak myślisz, czy miska wyschnie przed deszczem - zapytałam, zbierając glinę do wielkiego liścia.
- Wątpię, lecz możesz skorzystać z ciepła ogniska — odparła.
- O ! Dobry pomysł dziękuję — spojrzałam na żabkę na grzbiecie.
Może inni by powiedzieli, że jest pusta i głupiutka, ale na samą myśl dziś o kąpieli błotnej widziałam w jego oczach błysk. Po uzbieraniu limitu gliny na liściu zawiązałam go i wzięłam zawiązana część do pyska. Zaniosłam do jaskini, myślałam, czego jeszcze brakuje mojemu żabiemu towarzyszowi. Odstawiłam go na miejsce.
- Generale Bob z pół tłustej komisji wyborczej ma pan zadanie — schyliłam się do niego — Pilnować pnączy i glinki. Ja pójdę po gałęzie na ogień i skocze po coś dobrego dla Ciebie i dla mnie — odparłam i zasalutowałam mu.
Ruszyłam na poszukiwanie przedmiotów, które wymieniłam. Sterta patyków była już usadowiona w jaskini, czas było połapać robaczki, zawsze jak zaczynało padać, wychodziły, i nie myliłam się każdego, każdego łapałam i umieszczałam w liściu (oczywiście martwego już). Deszcz zaczął padać niemiłosiernie, więc postanowiłam szybkim truchtem wrócić z robaczkami do jaskini.
- Wróciłam - odparłam, kładąc w kąt robaki.
- Nie zapomniałaś o czymś? - odparła Karmel.
- Nie, a co? - zapytałam.
- Co będziesz jeść? - powiedziała zaniepokojonym głosem.
- Mam jeszcze gdzieś schowane jagody i rybę, dam radę — uśmiechnęłam się do siostry.
Zrobiłam ze sterty patyków stos na ognisko, wokoło poukładałam kamienie, które zawsze miałam w jaskini, czemu? No właśnie nie wiem, codziennie pojawiał się o jeden więcej z niewiadomego powodu. Przygotowałam już wszystko by zacząć robić miskę. Nagle poczułam, że ktoś na mnie wpadł, odwróciłam się i ujrzałam czarno białą wilczycę o różowych oczach, oraz nosku. Na czole miała kryształ, który też był tego samego co oczy i nos. Była bardzo szczupła, co wskazywało na to, że jest Waderą, była strasznie urocza. Krzyknęła i wycofała się w głąb jaskini. Czy ja ją przestraszyłam? Nie wiedziałam czemu się mnie boi. Po chwili potknęła się o Boba, który jak zwykle pilnował miejsca swojego. Wadera znów krzyknęła i uciekła pod ścianę. Ja z przerażaniem i smutkiem podbiegłam do Boba.
- Generale Bob nic ci nie jesteś — wzięłam go na ręce — Musisz go przeprosić — odparłam i zrobiłam gniewną minę. Choć w moim przypadku, wygalało to bardziej na focha małego dziecka.
- J-ja...- Odparła wadera, była wyraźnie zlękniona- J-ja przepraszam! Nie wiedziałam, że ktoś tu jest! Myślałam, że jaskinia jest pusta i... i nagle zobaczyłam cię, wystraszyłam się, a-a potem... PRZEPRASZAM- powiedziała bardzo szybko niemal na jednym oddechu.
Spojrzałam na Boba, a ten jednym okiem patrzył na mnie, a drugim na Waderę.
- Jestem Amber, a to jest Bob — odparłam i uśmiechnęłam się, położyłam żabę na głowie.
Czarno futra wyraźnie się zmieszała, jednak grzecznie odpowiedziała:
- Uhm, N-Nasari... Miło mi was... poznać...
- Jesteś głodna ?- zapytałam, rozpalając ognisko.
- No... może trochę- Wadera nieco się rozluźniła.
- Dobrze usiądź i się osusz, ja poszukam czegoś, mam nadzieje, że lubisz ryby- poszłam na poszukiwanie w sianie ryby i jagód. Gdy je znalazłam, przyniosłam je do ogniska. Posadziłam obok siebie Boba i poszłam po jego jedzonko, podałam mu otwartego liścia z robakami.
- Ja wezmę jagody, ty częstuj się rybką — powiedziałam z uśmiechem.
- Oh... dziękuję- Nasari uśmiechnęła się uprzejmie i podeszła bliżej ogniska. Kątem oka spojrzała też na Boba, którego zachowanie, jak i ogólna obecność wywoływała u niej zdziwienie na pysku- Ummm... Nie chcę, aby to zabrzmiało niemiło, ale... Czy wszystko w porządku z oczami Boba?- Spytała z troską.
- Ah oczywiście, zawsze był taki. Inny od reszty swoich, ale mi to nie przeszkadza, jest najukochańszy na świecie — doparłam i zaczęłam jeść jagody — A Ciebie co sprowadza na te piękne tereny?
- Ja... po prostu podróżowałam przez ostatnie kilka dni i tak jakoś trafiłam tutaj- spuściła nieco pysk i odwróciła wzrok, powoli przeżuwając rybę.
Widziałam, że nie chciała o tym mówić, nie chciałam naciskać. Nim się zorientowałam, Bob zjadł już swoje jedzonko.
- Bob łakomczuszku — odparłam — Jeżeli chcesz, możesz tutaj zostać na noc, mam dużo siana więc starczy na dwa legowiska.
Nasari ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 697
Ilość zdobytych PD: 348
Obecny stan: 678
poniedziałek, 7 listopada 2022
Od Nasari do Amber ~ Przybycie z przytupem
Chłodny, acz duszny, dzień pomału chylił się ku końcowi. Słońce, choć jeszcze obecne na niebie, już dawno ukryło się za ciemnymi chmurami, zwiastującymi nadejście burzy. Jednak nawet gdyby nie chmury, promienie słoneczne i tak miałyby problem, aby przedrzeć się przez gałęzie drzew w lesie, w którym przebywała Nasari. Wszechobecny półmrok najprawdopodobniej wywołałby u wilczycy niepokój, lecz tym razem było inaczej.
Nasa szła z nisko opuszczonym pyskiem, uszami położonymi na karku i wzrokiem wbitym w ziemię. Była zbyt przygnębiona, aby myśleć o swoich fobiach. Kilka dni wcześniej opuściła ją jej kochana, przybrana córka, która zdecydowała się nie szukać nowego miejsca zamieszkania, a przygód. Nasa nie do końca wiedziała jak poradzić sobie z tą nową sytuacją i bardzo martwiła się o swoje dziecko. Czy poradzi sobie w tym okrutnym świecie? Czy jej naiwność i natura lekkoducha stanie się kiedyś przyczyną jej zguby? Znała ją doskonale i bała się, że trafi na nieodpowiednie stado, które ją skrzywdzi, lub sama Leilani wykaże się nieostrożnością i przyczyni się do uszczerbku na własnym zdrowiu.
Wkrótce jednak jej przemyślenia zostały ukrócone, gdy zdała sobie sprawę z tego, że rozpoczęła się burza. Nagle lunął deszcz, a widoczność została bardzo ograniczona. Nasari była zdezorientowana i wystraszona. Co prawda nie obawiała się deszczu, ani nawet samej burzy, jednak takie warunki z całą pewnością nie są pożądane w podróży, zwłaszcza na nieznanym terenie i zwłaszcza nocą. No właśnie, słońce zachodziło, a Nasią aż trzęsło na samą myśl o włóczeniu się w kompletnej ciemności. Zaczęła biegać i rozglądać się, szukając w okolicy jaskini lub jakiegokolwiek bezpiecznego miejsca, w którym mogłaby spokojnie przespać tę burzliwą noc. Skręcała raz w jedną i potem w drugą stronę. Zatrzymała się na chwilkę, aby móc lepiej przypatrzyć się nowemu otoczeniu, jednak deszcz i narastający mrok wspólnie grali na jej niekorzyść.
Nagle usłyszała tuż za sobą złowrogie pomruki, lecz niestety nie była to burza. Gdy Nasari odwróciła się zamarła, widząc kilka metrów od siebie wielkiego niedźwiedzia, który wcale nie wyglądał, jakby zamierzał sobie stamtąd pójść. Wilczyca wydała z siebie głośny, wystraszony pisk i zaczęła uciekać wszędzie, gdzie tylko poniosły ją łapy. Kątem oka zauważyła, że misiek ruszył za nią w pogoń. Nie wiedziała, czy chciał ją jedynie przegonić, czy może pożreć, ale czuła, że nie powinna się zatrzymywać, ani nawet oglądać za siebie. Cały czas biegła, potykając się o wystające z ziemi korzenie drzew, błagając bogów o ratunek. Coraz mniej rozumiała, co dzieje się dookoła. Obraz stale się rozmazywał, a po chwili zyskiwał poprzednią ostrość, w której jednak wszystko tonęło przez padający deszcz. Serce biło coraz szybciej, łapy robiły się obolałe, a z oczu sączyły się niewielkie strużki srebrzystej substancji, będące jej łzami. Była coraz bardziej wyczerpana, jednak gdy na chwilę odwróciła głowę, zauważyła, że niedźwiedź zniknął z zasięgu jej wzroku, choć dalej zdawała się słyszeć jego ciche ryki.
Przebiegła jeszcze kawałek i ku swojej radości okazało się, że znalazła wydrążoną w skale jaskinię. Przemoczona i zmęczona wbiegła do środka, długo się nie namyślając. Tam jednak niemal od razu wpadła na coś, co przypominało... wilka? I to różowego? Krzyknęła przestraszona i wycofała się bardziej w głąb jaskini, gdzie jednak nagle potknęła się o coś leżącego na ziemi. Krzyknęła ponownie i uciekła pod ścianę, zdając sobie sprawę z tego, że jej drugie potknięcie wywołała... żaba. Patrzyła na czarnofutrą zobojętniałym wzrokiem, a później odwróciła go, jak gdyby nigdy nic. Nasari spojrzała więc na różową wilczycę wyraźnie zmartwioną swoim żabim towarzyszem.
<Amber?> Sory za wjazd na rewir ^^'
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 560
Ilość zdobytych PD: 280
Obecny stan: 280 PD
Nasa szła z nisko opuszczonym pyskiem, uszami położonymi na karku i wzrokiem wbitym w ziemię. Była zbyt przygnębiona, aby myśleć o swoich fobiach. Kilka dni wcześniej opuściła ją jej kochana, przybrana córka, która zdecydowała się nie szukać nowego miejsca zamieszkania, a przygód. Nasa nie do końca wiedziała jak poradzić sobie z tą nową sytuacją i bardzo martwiła się o swoje dziecko. Czy poradzi sobie w tym okrutnym świecie? Czy jej naiwność i natura lekkoducha stanie się kiedyś przyczyną jej zguby? Znała ją doskonale i bała się, że trafi na nieodpowiednie stado, które ją skrzywdzi, lub sama Leilani wykaże się nieostrożnością i przyczyni się do uszczerbku na własnym zdrowiu.
Wkrótce jednak jej przemyślenia zostały ukrócone, gdy zdała sobie sprawę z tego, że rozpoczęła się burza. Nagle lunął deszcz, a widoczność została bardzo ograniczona. Nasari była zdezorientowana i wystraszona. Co prawda nie obawiała się deszczu, ani nawet samej burzy, jednak takie warunki z całą pewnością nie są pożądane w podróży, zwłaszcza na nieznanym terenie i zwłaszcza nocą. No właśnie, słońce zachodziło, a Nasią aż trzęsło na samą myśl o włóczeniu się w kompletnej ciemności. Zaczęła biegać i rozglądać się, szukając w okolicy jaskini lub jakiegokolwiek bezpiecznego miejsca, w którym mogłaby spokojnie przespać tę burzliwą noc. Skręcała raz w jedną i potem w drugą stronę. Zatrzymała się na chwilkę, aby móc lepiej przypatrzyć się nowemu otoczeniu, jednak deszcz i narastający mrok wspólnie grali na jej niekorzyść.
Nagle usłyszała tuż za sobą złowrogie pomruki, lecz niestety nie była to burza. Gdy Nasari odwróciła się zamarła, widząc kilka metrów od siebie wielkiego niedźwiedzia, który wcale nie wyglądał, jakby zamierzał sobie stamtąd pójść. Wilczyca wydała z siebie głośny, wystraszony pisk i zaczęła uciekać wszędzie, gdzie tylko poniosły ją łapy. Kątem oka zauważyła, że misiek ruszył za nią w pogoń. Nie wiedziała, czy chciał ją jedynie przegonić, czy może pożreć, ale czuła, że nie powinna się zatrzymywać, ani nawet oglądać za siebie. Cały czas biegła, potykając się o wystające z ziemi korzenie drzew, błagając bogów o ratunek. Coraz mniej rozumiała, co dzieje się dookoła. Obraz stale się rozmazywał, a po chwili zyskiwał poprzednią ostrość, w której jednak wszystko tonęło przez padający deszcz. Serce biło coraz szybciej, łapy robiły się obolałe, a z oczu sączyły się niewielkie strużki srebrzystej substancji, będące jej łzami. Była coraz bardziej wyczerpana, jednak gdy na chwilę odwróciła głowę, zauważyła, że niedźwiedź zniknął z zasięgu jej wzroku, choć dalej zdawała się słyszeć jego ciche ryki.
Przebiegła jeszcze kawałek i ku swojej radości okazało się, że znalazła wydrążoną w skale jaskinię. Przemoczona i zmęczona wbiegła do środka, długo się nie namyślając. Tam jednak niemal od razu wpadła na coś, co przypominało... wilka? I to różowego? Krzyknęła przestraszona i wycofała się bardziej w głąb jaskini, gdzie jednak nagle potknęła się o coś leżącego na ziemi. Krzyknęła ponownie i uciekła pod ścianę, zdając sobie sprawę z tego, że jej drugie potknięcie wywołała... żaba. Patrzyła na czarnofutrą zobojętniałym wzrokiem, a później odwróciła go, jak gdyby nigdy nic. Nasari spojrzała więc na różową wilczycę wyraźnie zmartwioną swoim żabim towarzyszem.
<Amber?> Sory za wjazd na rewir ^^'
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 560
Ilość zdobytych PD: 280
Obecny stan: 280 PD
sobota, 5 listopada 2022
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki