:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
wtorek, 27 kwietnia 2021
Od Daevari Azariah Cd. Rodrigo
Gdy on zaczął iść, to i ja znów ruszyłam.
- Witaj. Jestem Rodrigo, strażnik tutejszych terenów. Znajdujesz się na terenach Watahy Renaissance - przedstawił się, sprawiając dość poważne wrażenie.
- Jestem Daevari... - zamyśliłam się na chwilę, czy powinnam ulec pewnej ochocie czy nie - Azariah. - dodałam po chwili.
Pozwoliłam sobie usiąść, nim kontynuowałam.
- Od niedawna jestem członkiem tej watahy, jednak jak widać, nie jestem jeszcze rozpoznawalna jako ktoś od was - westchnęłam, mocniej wciskając łapy w ziemię, aby wyczuć emocje Rodrigo.
Czułam, że jest ostrożny, ale też pewny siebie, oznak strachu zero, mogłam też wyczuć odrobinę ciekawości. Z niewiadomych mi przyczyn, podobały mi się one.
- Przy okazji, jestem też waszym szpiegiem. Co prawda nie widzę tak, jak inne wilki, ale za to mam o wiele bardziej przydatne w tej roli zmysły - dopowiedziałam spokojnym, aczkolwiek z lekka zdystansowanym tonem, aby się przypadkiem zbytnio nie spoufalać. W końcu niektórzy mogą nie przepadać za zbyt gwałtownymi zmianami w nowych znajomościach.
<Rodrigo?>
wtorek, 30 marca 2021
Od Daevari Azariah CD. Leonardo
Po dłuższym czasie poszukiwania upragnionego obiadu, udało mi się wytropić małe stado zajęcy. Zależało mi na młodym mięsie, które wymagało największego wkładu w prędkość. Jakość wymaga poświęcenia, tak? Użycie mocy byłoby najłatwiejsze, jednak magia krwi czy lodu psuje smak mięsa, więc byłam zmuszona zapolować czysto fizycznie, skoro zależało mi na rarytasie.
Dziś była pełnia, dlatego najlepszym sposobem na zakradnięcie się jak najbliżej, było stanie się niewidzialną. W taki sposób zbliżyłam się do celu, aby po chwili zgrabnie, a jednocześnie celnie i szybko wyskoczyć na ofiarę. Mimo wszystko musiałam poświęcić kilkanaście sekund na dogonienie zająca, moje miejsce startu nie było w odległości metra od legowiska zwierząt a co najmniej trzech metrów, dlatego miały jakikolwiek czas na reakcję.
Wraz ze swoją zdobyczą wróciłam w okolice Pont radial, aby po najedzeniu się nie mieć daleko do swojego schronienia.
Zawsze skóruję swoje ofiary za pomocą mocy, aby stworzyć sobie z nich swego rodzaju, miękkie legowisko, a jako że jestem tu od niedawna, swoją kolekcję skór dopiero rozpoczynam od skromnego zająca.
Po skończonym posiłku postanowiłam jeszcze odpocząć w tym samym miejscu, uprzednio zakopując niejadalne pozostałości kawałek dalej, a następnie oczyściłam swe futro poprzez ściągnięcie wszelkiego rodzaju brudu wodą zgromadzoną z powietrza.
W pewnym momencie dotarły do mnie drgania, czułam krążącego nieopodal wilka. Jakoś mnie to nie zmartwiło, praktycznie zawsze wilki zamiast podejść do mnie normalnie, wolały najpierw obczaić mnie z dala. Nie wiedziałam w sumie czym to jest spowodowane, nie czuję się jakaś wyjątkowa, niebezpieczna czy dziwna, żeby taka ostrożność była potrzebna, jednak starałam się udawać, że nie zdaję sobie sprawy z czyjejś obecności. Z resztą z tego co wiem, nie każdy jest obdarzony "ślepym widzeniem" wszystkiego w promieniu dwóch czy trzech kilometrów, przy dobrym terenie nawet i więcej, dlatego może lepiej jest nie eksponować tak swojego przystosowania do życia?
Po krótkim czasie mogłam już wyczuć, że jest to basior oraz że zdecydował się podejść. Byłam kapkę zmęczona po jedzeniu, więc mój entuzjazm był minimalny, wręcz znikomy. Przywitał się, ale też z lekka mnie oburzył, komentując mój wygląd a propos mojej funkcji w stadzie. Nie ukrywam, że nawet lekkie ocenianie książki po okładce mnie podirytowało. A mowa ciała samca... ewidentnie wskazywała na ciekawość, czułam najmniejszy ruch mięśni i mogłam też dzięki temu wyczytać, że być może czuje się też nieswojo przy mnie, ale niestety nie wiem czy to z powodu moich braków w ekspresji czy może z powodu mojej postawy.
- Cóż... Nie będę ci już przeszkadzał - basior powoli się oddalał, a ja się zastanawiałam, czy może udowodnić mu, że jestem stworzona do bycia szpiegiem.
Jednak łatwo nasunął mi odpowiedź, wraz ze słowami, że może mi pomóc. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Leonardo na pewno nie ma zamiaru mnie urazić, może po prostu nie ma obycia w takich tematach i wychodzi jak wychodzi, ale odebrałam to jako to, że rzucił mi wyzwanie. A ja zawsze podnoszę rękawicę.
Poczekałam aż wilk znów pójdzie w swoją stronę, by zaraz po tym wykorzystać aktualną fazę księżyca i skorzystać z pełni mocy.
Stałam się zupełnie niewidzialna, zazwyczaj towarzyszące mojej niewidzialności drobinki są podczas pełni nieobecne, dlatego niemożliwe jest zlokalizowanie mnie, również mój zapach na ten czas przestaje się unosić w powietrzu. Podążyłam za nowo poznanym, byłam ciekawa, czy postanowi jeszcze raz się za mną obejrzeć i fakt, zrobił to. Zgaduję, że początkowo było to po prostu zerknięcie okiem, ale gdy Leonardo spostrzegł moją nieobecność, nie mogłam powstrzymać nieco rozbawionego westchnięcia. Mój głos w niewidzialnej postaci był, no cóż, zdaniem mojej rodziny anielski, ale i tajemniczy, czasem budzący lęk, a czasem uczucie spokoju. Dla osobnika znajdującego się w pobliżu mnie zdaje się, że mój głos go otacza, że się niesie i niesie, jednak jest to tylko złudzenie.
- Sądzisz, że potrzebna byłaby mi pomoc, Leonardzie? - starałam się brzmieć przyjaźnie, ale też zależało mi, by było słychać nieco wyzywający wydźwięk. Chciałam wymusić na nim, by i on się popisał w swej roli.
- Każdy może jej potrzebować - odpowiedział Leonardo. Samiec zdawał się odrobinę zakłopotany, może postąpiłam zbyt agresywnie?
Jednak było mi mało, postanowiłam może i zachować się nie do końca przyzwoicie, ale miałam na to ogromną ochotę. Mianowicie zbliżyłam się na tyle blisko, by przejść dosłownie przed pyskiem Leonarda, z lekka ocierając się grzbietem o jego czubek nosa, w tym samym czasie stając się jak najbardziej widzialną.
- Skoro zakwestionowałeś moje predyspozycje, może sam zaprezentujesz, co umiesz, jakie masz moce? - końcówką ogona dotknęłam jego szyi, odchodząc metr dalej.
Ale dopiero teraz wyczułam właśnie końcówką ogona... coś na jego szyi. Nie był to z pewnością żaden magiczny amulet, pamiątka, cokolwiek pozytywnego. Czułam od tej rzeczy raczej negatywną energię.
Bardziej mnie w sumie interesowało jakich technik używa basior, gdyż te prymitywne... raczej mnie zawodziły. Miałam nadzieję, że Leonardo mnie zaskoczy, niżeli zawiedzie, skoro nie wyglądam na szpiega.
- To na twojej szyi... w czymś ci pomaga..? - mruknęłam, stając naprzeciwko samca, a swoje łapy mocniej przytwierdziłam do ziemi, aby lepiej poznać jego ciało.
Do pomocy wytężyłam również swój szafir, który ewidentnie dał mi znać o metalu z wyżłobionym w nim numerze.
<Leo?>
piątek, 26 marca 2021
Od Daevari Azariah
Powoli przemierzałam Golden Grove w poszukiwaniu łatwej zdobyczy, miałam ochotę na drobną, delikatną przekąskę, choćby w postaci zająca. W promieniu najbliższych kilkuset metrów nie wyczuwałam niestety nic wartego uwagi, dlatego dotychczasową drogę mogę nazwać spacerkiem.
Czułam się na tych terenach jeszcze obco, w prawdzie nikogo tak właściwie nie znałam, ani nie kojarzyłam. Również nie byłam pewna, czy to aby na pewno miejsce dla mnie. W końcu przez tyle lat nie czułam się na tyle swobodnie, by naprawdę chcieć gdzieś zostać. Kolejną powiązaną sprawą jest też to, że nikt zbytnio nie chciał mnie zatrzymywać - wiele alf widziało we mnie konkurencję, mimo to, że przecież uciekłam od swojej rodziny, byleby właśnie nie być alfą, ale też nie każdy miał tę świadomość. W końcu nigdy nie byłam zbyt wylewna na swój temat.
Nagle do moich stóp dotarła charakterystyczna informacja - całkiem niedaleko znajdował się wilk. Po chwili poczułam też woń pewnego osobnika i z pewnością należał do watahy. Postanowiłam więc iść w kierunku woni i drgań, wypadałoby się w końcu z kimkolwiek przywitać i przy okazji nie być uznaną za intruza. Być może poznam bratnią duszę..?
<ktosiu? Żeby obyło się bez nieporozumień, proszę daj znać w komentarzu jak zdecydujesz się przejąć wątek!>
wtorek, 23 marca 2021
Szpieg ~ Daevari Azariah
PRZEZWISKO: W młodości zakochane basiory często wołały na nią Vi, źle kojarzy jej się to przezwisko, jednak tylko najbliższi mogą sobie pozwolić na skrócenie jej dumnego imienia do tej formy. Na co dzień nie używa swojej drugiej części imienia, nie chce by ktokolwiek zgłębiał jego pochodzenie, choć zawsze na początku przedstawia się oboma.
WIEK: 7 lat
DATA URODZIN: 28 marzec
PŁEĆ: Wadera
STANOWISKO: Szpieg
Ciało ma wyjątkowo długie, tak jak uszy pomagające jej w funkcjonowaniu, ogon będący idealnym narzędziem do ataku za pomocą lodu i proporcjonalnie długie, szczupłe nogi. Szafirowe oczy zniewolą najtwardszego, bezuczuciowego basiora, w pewnym sensie są zaklęte, jednak Daevari używa ich tylko w wyjątkowych sytuacjach - z pewnością nie miłosnych.
Szyja i klatka piersiowa pokryte są dłuższą i gęstszą sierścią niż reszta ciała, jest to z pewnością przystosowanie biologiczne, aby wadera nie odniosła poważnych obrażeń w tych obszarach.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Na czole wadery znajduje się połyskujący, magiczny szafir. Można rzec, że jest jej trzecim okiem, jednakże wadera jest ślepa, więc jest jej jedynym. Funkcją szafiru jest odbieranie wszelakich fal, drgań, zmian w otoczeniu, których nie odczuwa za pomocą reszty ciała, dzięki czemu normalnie może funkcjonować bez zmysłu wzroku.
Ciemniejsze i jaśniejsze kształty wokół jej oczu są znamieniem potężnej więzi Daevari z mocą duchową - ich wygląd zmienia się z wiekiem, na wskutek przepływu magii i jej zmian. Czasem można zauważyć błękitny błysk przepływające przez znaki, jednak mało kto uzna, że nie było to przewidzenie się.
Na poduszce tylnej, prawej łapy znajduje się różowe znamię w kształcie półksiężyca.
OSOBOWOŚĆ: Na pierwszy rzut oka widać skrytość Daevari, może i nieśmiałość. Nie jest jednak nieśmiała, a po prostu stara ukryć swoje "ja" jak najdalej od innych. Jedynie w swojej rodzimej watasze mogła być sobą, zachowywać się beztrosko i nie ukrywać ani siebie ani swoich mocy, dlatego jest nieufna nawet i po dłuższej znajomości. Wprawdzie jest niesamowitą marzycielką, romantyczką, uwielbia przygody, spacery po malowniczych krainach, a zwłaszcza obserwowanie nocnego nieba*(wytłumaczone w ciekawostkach). Mimo wszystko poszukuje też prawdziwej przyjaźni czy miłości, gdyż odczuwa potrzebę posiadania bliskich.
Daevari od zawsze uwielbiała intrygi, ale też jest genialna w rozstrzyganiu sporów i planowaniu taktyk. Stara się być obiektywna i oceniać sprawiedliwie, jest sprytna, inteligentna, sprawiedliwa - dlatego kiedyś sądzono, że zostanie alfą. Tak się stało, że odeszła od swojej watahy w poszukiwaniu szczęścia i na swej drodze służyła jako mediator. Również nikomu nie pokazała swojego pełnego potencjału, gdyż nigdy nie chciała być alfą, a co najwyżej doradcą.
W głębi duszy jest niezwykle wrażliwa i emocjonalna, ale stara się to ukryć, postrzegając wrażliwość jako słabość. Pragnie harmonii w swoim życiu i do niej dąży; kiedy jej duchowa równowaga zostaje zachwiana, staje się rozdrażniona, oschła i marudliwa.
Co do siebie ma ogromne wymagania, od szczenięcia dążyła do nieosiągalnego ideału, przez co jej samoocena nie należy do wysokich, choć zdaje sobie sprawę ze swoich wdzięków i potrafi je wykorzystać. Niestety w rzeczywistości wygląda to tak, że Daevari nie czuje się spełniona, zadowolona, szczęśliwa. Sądzi, że może osiągnąć więcej i więcej, ale też wie, że nigdy nie będzie z siebie zadowolona, nie ważne co osiągnie. Dlatego obawia się, że nigdy nie będzie szczęśliwa, zwłaszcza, że wartości dla niej najważniejsze takie jak honor, wierność i lojalność są mało ważne w tych czasach, bezustannie jednak poszukuje szczęścia, pogrążając się w swoim nieszczęściu.
RODZINA: Nie można odmówić rodzicom Daevari tego, że byli wspaniali, wymarzeni, a przynajmniej dla niej. Jej matka Nimraan przewodziła watahą nomadów, natomiast ojciec Aethan był najwyższym duchownym. Oboje cierpliwi, spokojni i rozważni. Rodzice emanujący miłością do dzieci. Daevari ma również czwórkę rodzeństwa, starszy o 2 lata Niel oraz trójka z tego samego miotu, dwóch braci - Vell, Rian - oraz siostrę Marshe. Niestety tylko z najstarszym bratem ma dobre stosunki, z resztą braci dość neutralne, a wrogie z siostrą. Relacje te wynikają z błędu rodziców. Namaszczenie Daevari przez Bóstwo Księżyca sprawiło, że rodzice poświęcali swoją uwagę tylko Azariah. Traktowali ją niczym małego urodzonego Boga, chronili przed światem i też szykowali do przejęcia watahy. Czy Daevari tego chciała? Nie, ale rodzeństwo nie miało żalu do rodziców, a właśnie do niej. Starszy brat na szczęście nie doświadczył zepchnięcia na drugi plan, wychowywał się sam i miał wolną rękę od małego.
HISTORIA: Miejsce urodzenia Daevari jest istną krainą z bajki. Setki wodospadów, górzysty teren z płasko niżem między górami, na którym znajdowały się łąki, pastwiska, jeziora i rzeki. Jednak początek życia nie zaczął się zbyt żywo. Daevari urodziła się martwa. Martwe, piękne szczenię posiadające na swym ciele niebieskie znaczenia przez które wyraźnie przepływała moc. Szamani czym prędzej zabrali jej ciało do księżycowego źródła, miejsca, gdzie według legend jej watahy, Księżyc podzielił się swoją mocą z przodkami. Gdy tylko drobne ciało szczenięcia zetknęło się z legendarnym źródłem, księżyc dotychczas znajdujący się za chmurami, przebił się, oświetlając silnym światłem Daevari. Wokół źródła pojawiły się małe cząstki magii, a wtedy kiedy księżyc znów schował się za chmurami, szczenię otworzyło przepiękne szafirowe, błyszczące oczy. Dopiero co narodzony szczeniak otworzył oczy - wszystkich to zadziwiło, jednak wkrótce odkryto, że nie widzi.
Azariah, to słowo zostało dodane do imienia Daevari, miało ono przypominać jej oraz uświadamiać innych o tym, co się wydarzyło w dniu jej urodzin.
Cała wataha, rodzina, uznały to za znak z niebios, że Daevari Azariah doprowadzi do wiecznego pokoju na świecie. Jednak prawda jest taka, że to tylko przekonania wywodzące się z mitów i legend. Daevari została naznaczona przez Księżyc, otrzymała jego moc, jego życie. W przyszłości może i będzie musiała spłacić swój dług.
Swoje młodociane życie spędziła na nauce i szkoleniach. Mało czasu miała na zabawę czy towarzystwo rówieśników. Była izolowana od zwykłej warstwy watahy, zawsze szła z przodu, ogrodzona przez najwyżej usadowione w hierarchii wilki. Przez to jak bardzo niedostępna była dla reszty watahy, była uznawana za wyzwanie dla młodych basiorów. Wielu próbowało, żadnemu się nie udało. Każdy ją widział, żaden jej nie znał. I to ją bolało, że zainteresowanie wynika z jej pozycji w stadzie i wyglądu, nie z jej charakteru. Trzeba też zauważyć, że faktycznych interesujących kandydatów, którzy nie liczyli na zabawę, a faktyczne uczucie było niewielu. Jednak każdy, który miał chociaż cień szansy, poszedł w swoją stronę.
Wadera nienawidziła bycia gwiazdeczką do wygwizdania i oglądania, zależało jej na szacunku, którego niestety od rozwydrzonych samców nie mogła oczekiwać. Oczywiście w późniejszych latach zostali wystarczająco dobrze nakierowani przez dorosłych, lecz Daev wciąż pamiętała.
Daevari wraz z dorosłością opuściła rodzimą watahę. Nie mogła znieść ciążącego na niej obowiązku zostania alfą i najwyższym kapłanem jako jedna osoba, w dodatku tak młoda. Również jej rodzeństwo nie sprawiało wrażenia, aby chcieli żeby Daevari z nimi została. Zbyt wiele stracili przez nią, zostali zepchnięci na drugi, a nawet trzeci plan. Największy uraz jednak miała jej siostra. Z wyglądu zwyczajna, biała, o silnej budowie wadera. Niezwykle zażarta i chciwa, a przede wszystkim potwornie zazdrosna o siostrę. Sama tak właściwie doprowadziła Daevari do chęci ucieczki, gdyż robiła wszystko, by uprzykrzyć jej życie. Ostatnie spotkanie dwóch sióstr skończyło się walką, z powodu aranżowanego związku. Daevari lada dzień miała poznać swojego przyszłego partnera, a w ciągu tygodnia przejąć stanowisko alfy. Los poprowadził ciąg wydarzeń niefortunnie, gdyż basiorem, który został dla Daevari wybrany, był obiekt westchnień Marshy. Biała samica była wściekła, że przez Daevari nie może nawet się związać z kim chce. Przyrzekła sobie, że ją zabije. Nie było do tego nawet blisko, mimo że Daevari czysto fizycznie jest słaba niczym szczenię, to jednak została obdarowana potężną mocą. Nie chciała zrobić krzywdy wściekłej siostrze, mimo wszystko kochała ją, dlatego tylko się broniła. Za pomocą magii mogła wywołać niewielkie fale uderzeniowe, które odrzucały atakującą waderę, lecz było to niezwykle wyczerpujące dla młodej, niedoświadczonej w walce Daevari. Zemdlała więc, a Marsha, pozbawiona wszelkich wartości, nie zamierzała sobie odpuścić. Za wszelką cenę pragnęła pozbawić Daevari życia; chciała skręcić jej kark, lecz w momencie kiedy wbiła kły w szyję siostry, do akcji wkroczył Niel. Marsha nie mogła się z nim równać, był za duży, za silny, niczym góra, ale wiedziała, że jej nie skrzywdzi. Dlatego ruszyła z zębami na brata.
Wątek w rodzimej watasze zakończył się po prostu ucieczką Daevari, gdy ocknęła się w grocie medyków. Nikt nie zauważył uciekającej, niby przyszłej alfy stada.
Daevari włóczyła się latami przez stepy, mroźne krainy, dżungle, pustynie. Po drodze tymczasowo zatrzymywała się w watahach. Była im potrzebna jako kapłan, sędzia czy mediator. Lubiła to, naprawdę to lubiła, lecz w końcu doszła do wniosku, że tryb życia jej rodzimej watahy nie jest do końca dla niej. Bycie nomadem do końca życia nie wpasowywało się w ambicje Daev, dlatego zaczęła szukać miejsca dla siebie, miejsca z czystym startem.
PARTNER: Nie może się doczekać prawdziwej miłości, nigdy nie związała się z nikim, a w głębi serca czuje, że potrzebuje drugiej połówki.
POTOMSTWO: Nie posiada i nie zamierza mieć, choć dla swojego partnera byłaby skora zmienić zdanie.
ŻYWIOŁ: Woda (żywioł pochodzący od Księżyca), Wieczny Lód
MOCE: Daevari doskonale manipuluje wodą oraz lodem. Siła jej mocy powiązanych z Księżycem (domyślnie woda, ale i drobne fizyczne umiejętności wymienione niżej) zależy od jego faz. Podczas pełni prezentuje największą możliwą dla niej moc.
Daevari dzięki Księżycowi może z lekka naginać prawa fizyki, tzn. może kontrolować ciśnienie, wytwarzać pole magnetyczne, fale uderzeniowe, przenosić niezbyt duże przedmioty siłą woli. Są to raczej umiejętności wywodzące się z pochodzenia żywiołu, niżeli moce.
Faktyczne moce Daevari są mniej powszechne niż drobne odepchnięcia czy przeniesienie na dwa metry kamyczka. Oto one:
Daevari może stać się niewidzialna w czasie od ostatniej kwadry do pierwszej kwadry, jednak jej obecność mogą zdradzić niebieskie drobinki światła przypominające z daleka niebieskie świetliki. Podczas pełni drobinki się nie pojawiają.
Daevari dzięki astralnym siłom może poznać historię dowolnej rzeczy, istoty podczas pełni.
Dzięki opanowaniu wody i lodu, potrafi wykorzystywać je w tym samym momencie. Jej klasycznym stylem walki jest otoczenie przeciwnika wodą, następnie zamrożenie. Może również dzięki temu nietopniejące mosty (wieczny lód topnieje jedynie pod wpływem użytkownika tego żywiołu, można go też zniszczyć za pomocą żywiołu natury, znacznie ciężej i dłużej pod wpływem ognia) czy proste budowle - Daev jeszcze nie szkoliła się na architekta, ale prowizoryczną grotę potrafi wytworzyć.
Najważniejszą ofensywną mocą Azariah jest magia krwi wywodząca się od magii wody. Jest ona jak najbardziej zależna od księżyca, jednak pełną moc osiąga tylko podczas czerwonego księżyca (występującego co 4-6 miesięcy).Może jej używać podczas każdej fazy, jednak tylko podczas pełni może jej używać dłużej niż kilka minut. W trakcie nowiu może tkać krew najwyżej w małym zwierzęciu, efekt na innych wilkach kończy się na nieznacznym bólu podobnym do zakwasów i może na paru sekundowych dreszczach. Podczas czerwonego księżyca i w pełni sił może zabić, jednak podczas korzystania z magii krwi i po, jest całkowicie bezbronna, gdyż wykorzystuje ona absolutnie całą energię wadery bez znaczenia na siłę efektu.
UMIEJĘTNOŚCI:
Siła: 0
Szybkość: 30
Obrona: 1
Moce: 30
Razem: 100
DOŚWIADCZENIE: 20
CIEKAWOSTKI: Daevari wie jak wygląda świat, mimo że nigdy na własne oczy go nie widziała. Zna kolory, faktyczne kształty ze szczegółami. A to wszystko dzięki jej mocy poznawania przeszłości. Może przejrzeć własną przeszłość, dzięki czemu przebywanie pod gołym niebem i teoretyczne obserwowanie nieba ma sens, ponieważ mimo teraźniejszego czasu, może widzieć to, co się wydarzyło ponad minutę wcześniej. Niestety jest to dość wyczerpujące, zwłaszcza jeśli robi się to na bieżąco, dlatego przegląd nieba z przeszłości przypomina sobie czasem przed snem.
Daevari ma bardzo wrażliwe poduszki, może nimi wyczuwać pobliskie przedmioty, o ile stykają się z ziemią. Nie są one skuteczne, jeśli dana rzecz jest lekka lub w powietrzu, od wykrywania ich jest szafir.
Trzeba wspomnieć o jej stale zmieniającym się wyglądzie. Im starsza Daevari jest, tym ciemniejsze staje się jej futro, a białe znaczenia zanikają. Na ten moment zmiany nie zachodzą tak intensywnie jak w przeszłości. W młodości jej fenotyp prezentował się zupełnie inaczej niż teraz, a jej szafir był jeszcze nieobecny.
W okresie jej największego podróżowania, w niektórych miejscach na ciele jej sierść przekształciła się w pewnego rodzaju pióra - były one efektem zebrania dużej ilości energii duchowej i mocy. Ich funkcją było amortyzowanie upadków z dużej wysokości. Aby je zachować musiałaby dalej podróżować po świecie.
Szafir po paru dniach stał się nieodłączną częścią ciała Daev, faktycznie miał duchową moc, która połączyła się z waderą i umożliwiła jej stały przekaz informacji na temat otoczenia na lądzie jak i w powietrzu.
Daevari jest słaba fizycznie w dosłownym znaczeniu. Obciążenie kilkukilogramowe jest dla niej sporym problemem, nie wspominając już o braku jakiejkolwiek szansy na wygranie starcia bez użycia mocy.
Można powiedzieć, że jest pacyfistką. Unika starć i konfliktów, a swoich ofensywnych mocy używa dopiero w ostateczności, gdy ucieczka nie jest opcją.
Nawiązując do w/w ciekawostki, została szpiegiem tylko i wyłącznie dlatego, bo nie widzi się w roli medyka, alchemika czy kapłana. Woli amatorsko się tym zajmować i nie być do tego zobowiązaną.



Szczeniaki



