Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quest 5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quest 5. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Od Rodrigo - Quest 5

Strażnik akurat patrolował tereny watahy. Znajdował się w lesie Forêt de Vie tuż przy zachodniej granicy. Basior rozkoszował się promieniami słońca, które sprawiały, że początek zimy stawał się przyjemniejszy. Cieszył się z przyjemnej pogody, jednak zachował typową dla siebie poważną twarz. Stąpał twardo po leśnej ściółce, depcząc pozostałe po jesieni brązowe już liście. Co jakiś czas przystawał, żeby monitorować nietypowe zachowania istot wokół. Przyszedł czas na kolejną taką przerwę od marszu. Rodrigo ukrył się między drzewami i znieruchomiał. Wpatrywał się w jeden punkt przed nim. Była to technika zwiadowcza, której nauczył go jeszcze ojciec. Wpajał synowi, że obserwując jeden punkt, dostrzeże każdy ruch wokół siebie. Był to zdecydowanie lepszy sposób niż błądzenie wzrokiem. Rod stał nieruchomo, żeby z kolei inni nie zauważyli go tym samym sposobem, chodziło w końcu, żeby wyczuć poruszanie się obcych.

Stał kilka minut. Kiedy już chciał pójść dalej, gdyż stwierdził, że nic się nie dzieje, zauważył kątem oka coś po swojej prawej. Delikatnie obrócił się w tamtą stronę, żeby przyjrzeć się zjawisku. Kilka metrów od niego szedł powoli stary wilk. Rozglądał się niepewnie, jednak nie zauważył czarnego samca, który już szedł w jego stronę.

- Przepraszam, znajduje się pan na terenach Watahy Re... - zaczął Rodrigo.

- Ojojoj, nie szukam żadnego re, młodzieńcze... Szukam Groty. - starcowi drżał głos, jednak wilk był bardzo spokojny i uśmiechnął się do strażnika.

- Em... Nie wiem, o jaką grotę chodzi, ale znajduje się pan na terenach innych wilków. - "młodzieniec" próbował inaczej wytłumaczyć sytuację przybyszowi.

- To nie jest jakaś grota, to Grota. - poważnie oznajmił starzec.

Rodrigo spojrzał na niego jak na wariata. Czuł się dziwnie, zastanawiał się, czy to nie jest jakiś żart i zza krzaków zaraz nie wyskoczy Diegore, który oznajmi mu, że został wkręcony.

- Proszę pana... - odezwał się po kilku głębszych wdechach.

- Nie musisz się zwracać tak oficjalnie, młodzieńcze... Jestem Bizarre.

- Dobrze... Bizarre. Pomóc panu... Znaczy ci... W jakiś sposób? - zająknął się Rod.

- Już mówiłem. Szukam Groty. - wyszczerzył się do strażnika.

Rodrigo westchnął i nakrył oczy łapami. W końcu zebrał myśli i spojrzał na Bizarre'a.

- Dobrze. Grota. Jak ją znajdziemy? - zapytał.

- Jak ją znajdziemy, dam ci nagrodę. - starzec pokazał cztery niewielkie kamienie w kolorze zieleni. Były nienaturalnie gładkie, Rodrigo nie miał pojęcia, czym są. Jednak nie na taką odpowiedź liczył i musiał walczyć ze sobą, żeby pozostać opanowanym.

- Bizarre. - wbił wzrok w oczy przybysza. - Jak mamy dotrzeć do twojej Groty?

- To proste. Wystarczy poszukać.

Rodrigo uśmiechnął się nerwowo. W myślach powtarzał sobie "Pamiętaj, że jest stary i słaby. Pamiętaj, że jest stary i słaby".

- Dobrze, to proszę prowadzić. - oznajmił.

Starzec ochoczo zwrócił się w stronę terenów watahy i zaczął dziarsko maszerować. Rodrigo zmarszczył czoło, jednak pomyślał sobie, że intruz pod jego nadzorem nie wyrządzi żadnych szkód. Szli kilka minut, aż zbliżyli się do jaskiń członków watahy. Starzec zatrzymał się przed jaskinią Tarou, Hinaty i Bai Langa.

- To ona. - oczy aż mu się zaświeciły.

- Proszę pa... Znaczy Bizarre. - poprawił się Rod. - To nieporozumienie. To prywatne mieszkanie trzech basiorów, z pewnością nie jakaś Grota.

Starzec tylko się uśmiechnął i wszedł do jaskini.

- Hej! Proszę opuścić tę jaskinię. Wyprowadzam pana z terenów watahy. - rzucił ostro i zatrzymał starca.

W środku "Groty" nie było jej lokatorów. Nie było tam też nic takiego, co mogłoby sprowadzić tam obcego wilka. Starzec wziął głęboki wdech i głośno odetchnął.

- Jak przyjemnie... - rozmarzył się, jakby samo powietrze dawało mu jakieś korzyści.

Rodrigo kompletnie nie wiedział już, co się dzieje. Może wilk był chory psychicznie?

- Pora wracać. - objął Bizarre'a i wyprowadził go z jaskini, używając siły.

Strażnik prowadził starca aż do zachodniej granicy, przy której go spotkał.

- Dalej możesz iść sam. - Rodrigo w końcu go puścił. - I proszę, nie nawiedzaj już naszych jaskiń...

- Nie muszę. Taka wizyta w Grocie mi wystarczy. - Bizarre wyglądał na zadowolonego. - Proszę, oto twoja zapłata.

Podał Rodrigo cztery zielone kamyczki i odszedł na zachód. Strażnik chwilę stał w miejscu, próbując zrozumieć to, co się wydarzyło. W końcu udał się do laboratorium Raquel. Może jego siostra zidentyfikowałaby te kamyczki.

Gdy basior już tam dotarł, opowiedział alchemiczce o całej sytuacji. Ta w tym czasie badała jego "zapłatę".

- Rod... - odezwała się w końcu. - To są kawałki szkła wyjęte z morza - roześmiała się tak, że z oka poleciała jej aż łza.

Quest zaliczony!

niedziela, 6 grudnia 2020

Od Tuisku - Quest 5

 Tuisku wolnym krokiem przemierzał graniczne tereny watahy. Mimo, że nie do końca do jego zadań należały patrole, jednak czuł się zobowiązany aby co jakiś czas upewniać się, że żadne nieproszone stworzenie nie biega po okolicy. Noc była ciepła jak na tę porę roku, a przynajmniej jemu, przyzwyczajonemu do niskich temperatur tak się zdawało. Było cicho, tak naprawdę jedynym odgłosem jaki słyszał był szelest liści oraz gałęzi pod jego łapami. Taka cisza nie była normalna. Basior zatrzymał się i podniósł głowę węsząc, jednak nie udało mu się ustalić żadnego niepokojącego zapachu. Lekko zmrużył oczy i nastawił uszy czekając dalej w bezruchu, może i nie był w stanie wywęszyć tu nikogo, ale definitywnie czuł czyjąś obecność i nie było to tylko puste przeczucie. 


Samiec położył po sobie uszy słysząc cichy szelest z krzaków parę metrów od niego i gdy już miał zamiar zabrać się za atak do jego nosa dotarł zapach wilka. Jakim cudem wcześniej go nie poczuł? 

Tui podszedł odrobinę bliżej, a zza krzewów wyłoniła się postać wilka. Była to widocznie starsza wadera, o szaro rudym futrze z wieloma znaczeniami oraz nienaturalnie długich uszach zakończonych pędzlami jak u rysi. Jej pysk był w dużym stopniu pokryty ranami tak, że na pierwszy rzut oka można było uznać, że została ona oślepiony, a jasne, zamglone oczy tylko to potwierdzały. 

Stara wilczyca zrobił krok w kierunku białego basiora i podniósł głowę węsząc. 


— Ktoś tu jest? — zapytała co chwilę zmieniając ułożenie uszu jakby sprawdzając skąd mógłby dojść dźwięk. Przypominała przez to Tuisku trochę nietoperza. 

— Witaj, znalazłeś się na terenach watahy Ranaissance. — zaczął obojętnym tonem z przyzwyczajenia mówić basior już wyuczonej przez niejedno spotkanie z wilkami z zewnątrz regułki. 

— Ah, witaj...witaj… Nie chcę żadnych problemów z wchodzeniem na tereny innych watah. Poszukuję pewnego miejsca, ale przez panującą tu ciszę całkowicie straciłam orientację w terenie… — zaczęła mówić starsza wadera po czym zrobiła na chwilę pauzę. 

— Zwę się Ilmestys. — dodała lekko skłaniając głowę. Mimo, że sama wadera tego nie mogła zobaczyć Tui wykonał ten sam gest. Biały wilk skądś kojarzył imię jakim przedstawiła się wadera, wydawało mu się w jakiś sposób znajome. 

— Ja nazywam się Tuisku — powiedział, a na dźwięk jego imienia Ilmestys wyraźnie zareagowała. 

— Nie jesteś stąd, prawda młodziku? Te imię… wyraźnie słychać, że nie jesteś stąd… Z której to z północnych watah pochodzisz mój drogi? — powiedziała przekręcając głowę i siadając na ziemi. 

— Z nad Naonneis. — powiedział widocznie o wiele bardziej zainteresowany rozmową, oraz nowo poznaną wilczycą. Jednak gdy ta usiadła zobaczył na jej szyi oraz brzuchu długie oraz wyglądające na poważne rany. Mimo to nie wyglądały one ani na zagojone, ani na otwarte. 

— Jesteś ranna, potrzebujesz może pomocy medyka? — zapytał od razu jednak starsza wilczyca zaśmiała się tylko. 

— Żaden medyk już tu nie pomoże… jednak przydałaby mi się pomoc w znalezieniu pewnego miejsca...nie powinno być daleko stąd… — powiedziała po czym ponownie się podniosła. Tui sam nie wiedział co ma myśleć, w pewnym sensie była dziwna i niepokojącą, ale z drugiej strony to tylko stara wilczyca, a starsze wilki nie raz miały swoje dziwactwa, możliwe, że te rany, które widział tylko mu się przy widziały, ostatnio zdecydowanie za mało spał… 

— Naonneis — powiedziała Ilmestys wyrywając Tuisku z przemyśleń. 

— Doskonale pamiętam tamto miejsce… Kraina tak zimna, że wydawałoby się, że nic dobrego nie można tam spotkać, a mimo to nie pamiętam czy gdziekolwiek indziej spotkałam wilki o tak ciepłych sercach… — westchnęła, a Tuisku uśmiechnął się lekko na wspomnienie o domu. 

— Nie spodziewam się, żeby któryś z tamtejszych wilków chciał po, prostu stamtąd odejść… Mam nadzieję, że nie jesteś tu dlatego, że coś się stało z twoją poprzednią watahą? — powiedziała zmartwionym tonem stara wataha co odrobinę białe my basiorowi przypominało jego babcie, przez co cicho się zaśmiał. 

Jednak nie miał serca powiedzieć staruszce, że wataha, która tak dobrze wspomina już nie istnieje. 

— Nie, nie nic się nie stało, po prostu… Lubię odkrywać nowe miejsca. Mówiłaś, że szukasz pewnego miejsca, jeśli pozwolisz, chętnie ci w tym pomogę. — powiedział, a szara wadera uśmiechnęła się w odpowiedzi. 

— Oh dziękuję, bardzo miły z ciebie młodzieniec! Szukam wodospadu, jednak nie jest to zwykły wodospad,według starej legendy ma on - 

— Spełniać życzenia — biały basior przerwał Ilmestysie w środku zdania sam je kończąc. 

— Słyszałem już tą legendę parę razy, doskonale wiem gdzie to jest, proszę za mną — powiedział po czym ruszył wolnym krokiem w kierunku wodospadu co chwilę upewniając się, że na tyle mocno szeleści liśćmi, aby wadera mogła bez problemu za nim podążać. 


Nawet nie zwrócił uwagi, że niedługo zacznie świtać. Kolejna nieprzespana noc odhaczona. Większość drogi minęła w ciszy. Do tej pory przyjaźnie nastawiona Ilmestys, która wydawała mu się być miłą babcią zrobiła się pochmurniejsza, jakby wiedziała, że ma się stać coś złego. Dotarcie na miejsce nie trwało długo, jednak gdy już tam byli powoli niebo zaczynało robić się coraz jaśniejsze. 

— Jesteśmy. — powiedział, a wilczyca podeszła do niego i zostawiła przed nim parę dziwnie wyglądających kamieni, które zdawały się odbijać światło podobnie jak i jego futro. 

— Dziękuję. — Ilmestys skłoniła głowę po czym odwróciła się do Tuisku i ruszyła w kierunku niezbyt dużego kamienia, o nienaturalnie kanciaste kształcie leżącego w wodzie niedaleko brzegu jeziora. Stanęła przed nim i pochylając się dotknęła go nosem mówiąc coś niezrozumiale, w prawdopodobnie innym języku. Na chwilę coś oślepiło białego basiora, mimo, że pierwsze promienie słońca dotykały ledwie korony drzew, nagle musiał on zamknąć oczy, przez światło, które w nie uderzyło. Gdy je znowu otworzył wadery nie było już przy kamieniu, a jedynym śladem po tym, że naprawdę istniała, było pięć niewielkich kamieni, które Tui zabrał mimo wszystko ze sobą, nawet nie próbując zrozumieć co się właśnie stało. 

— Voi vittu… — zaklął cicho ruszaj w kierunku domu licząc, że jak w końcu się wyśpi to wszystko nabierze większego sensu. I było dokładnie tak jak sądził. Dopiero następnego dnia zrozumiał, że nie spotkał prawdziwej wadery, a z pewnością nie żywej, słowo Ilmestys nie było mu znajome dlatego, że znał kogoś o takim imieniu. Nie, znał je ponieważ w jego ojczystym języku oznaczało "zjawę"... 


1000+

Quest zaliczony!


piątek, 6 listopada 2020

Od Keneven'a - Quest 5

Keneven zbliżał się do wejścia do lasu. Jednak Delta go zatrzymała:
- Hej! Może pójdę z tobą?
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo nie!
- No dobra. Idź! - Delta miała nadzieję, że Ken nie będzie chciał być samotny. Niv wyszedł, ale czuł się obserwowany. Co chwilę odwracał się, ale nikogo za nim nie było. Myślał, że Tuisku - nowy członek, go śledzi. Nie czuł żadnego zapachu wilka, więc nie przejmował się tym zbytnio. Pomyślał, że mógłby na coś zapolować. Postanowił tak zrobić. Na drodze stanęła mu Lisurka. Widocznie nie bała się go. Basior z łatwością ją zabił. Chcąc zanieść ją do watahy, zauważył, że na drodze stał inny wilk. Prawdopodobnie ten, co go śledził. Podszedł do niego trochę. Wróg podniósł głowę. Ten basior był stary i strasznie głośny. Nie byłby w stanie go śledzić. Jednak zdołał coś powiedzieć:
- Hej, ty! Młodzieńcze! - Ken nie był zadowolony z tego "przezwiska"
- Śmiesz mnie tak nazywać, starcze!?
- Nie jestem starcem. Mam zaledwie 266 lat - uśmiechnął się
- Niemożliwe. Wilki tyle nie żyją
- Co? Widocznie wszystko się tu pozmieniało. Niestety i tak jestem już za stary. Mógłbyś mi coś obiecać?
- Jasne, że nie! Sam se pomóż!
- Ooo... Jaka z ciebie wojownicza dusza - Niv miał dość tych pogaduszek i zaczął się oddalać od nieznajomego. Starzec to zauważył:
- Czekaj. Proszę, pomóż mi!
- Niech ci będzie! Czego chcesz?
- Jest taki zamek...
- Zamek?
- Jest taki zamek. Został dawno zburzony. Za moich czasów oczywiście. Jest tam dolina. W dolinie Kwiat Młodości. Zerwij Kwiat, a zginiesz lecz gdy zerwiesz Kwiat Śmierci przeżyjesz i otworzą się przed tobą wrota do Błękitnej Skały. Przewal ją, a cel odnajdziesz - Czarny basior spojrzał z niedowierzaniem na obcego, ale gdy zaczął mówić o nagrodzie, Ken wsłuchał się bardziej - Czeka cię nagroda. Ja nie dam rady tam pójść, ale ty tak. Chcesz nagrody. Oto ona - wilk wyciągnął z torby kawałek szmaty. Gdy go odsłonił ukazały mu się kamyczki. Zdziwiony zapytał:
- Kamyki? Na cóż mi kamyki?
- Przyjmujesz zadanie?
- No...
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć
- ...Tak - skończył Ken, ale starzec już zniknął. Gdy Niv uniósł głowę zobaczył białego wilka. Rozpoznał go z łatwością - był to właśnie Tuisku. Ken go zaczepił:
- Ej! Nowoniaszku! - Tui obrócił głowę i zrobił zaskoczoną minę. Po chwili podszedł do czarnego wilka i się spytał:
- Kim, jesteś?
- Jak to? Nie wiesz?
- Nie wiem
- Nazywam się... Zawsze Ponury Ken albo jak wolisz - Pogromca Słabiaków Ken
- Yyyy... Ok. A masz jakieś normalne imię?
- Tak właściwie, to jestem Keneven
- O. Miło mi poznać - uśmiechnął się Tuisku, a następnie opowiedział Ken'owi dowcip
- Czemu się nie śmiejesz, przecież to był najśmieszniejszy dowcip jaki znam! - Ken nadal stał ponuro:
- Ja się nie śmieje ani się nie uśmiecham, a teraz chciałbym odejść, bo mam własną misję do wykonania.
- Mogę iść z tobą?
- Nie
- Czemu?
- Egh... No dobra - basiory ruszyły dalej to tej "dolinki". Prawie się do siebie nie odzywali. Przynajmniej Niv się nie odzywał. Dopiero na miejscu Tuisku zaczął się wypytywać:
- Po co poszliśmy do tej doliny?
- Nie twa sprawa - i Ken zaniechał odpowiadania na kolejne, irytujące go pytania. Starzec miał rację, były tam dwa Kwiaty. Tylko który był był który? Jeden był czerwony, a drugi czarny. Ken pomyślał, że czarny jest Śmierci i go wyrwał. Żadne wrota się nie otwarły. Jedynie przed nimi stanęły cztery Górskie Koty. Tuisku się przeraził, a Ken nawet nie drgnął. Niv zamknął oczy i natychmiast zabił koty dzięki łatwemu posługiwaniu się żywiołem śmierci. Nie zastanawiając się długo, wyrwał drugi Kwiat. Jakieś wrota może i się nie otwarły, ale przesunął się kamień. Wilki weszły do środka, a głaz z powrotem się zasłonił.
- O nie! Zostaliśmy uwięzieni! - Tui nie wydawał się zadowolony
- Patrz na ten kamień. To zapewne ten "Błękitny" - Ken podszedł do świecącego kamienia i odwalił go bez trudu. Pod tym kamieniem znajdował się malutki, świecący kamyczek. Gdy Ken złapał go, głaz szybko odsuną się z powrotem i wilki wyszły stamtąd. Teraz tylko musieli odnaleźć tego starca. Po drodze basiory upolowały Gryfa. Niespodziewanie starzec pojawił się przed wilkami rzekł:
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć, Alfo!
- Ja nie jestem Alfą - odrzekł Keneven
- A kim?
- Tak właściwie to Płatnym Mordercą
- Nic nie szkodzi. Masz, oto twoja nagroda - po czym starzec wyciągnął te same kamyczki, a świecący kamień schował. Ken spojrzał na kamienie... Nic nie trzymał w łapie. Niv zrozumiał, że stary wilk go oszukał, póki nie usłyszał przestraszonego Tuisku:
- Keneven? Z kim ty rozmawiałeś?

Quest zaliczony !
Nagroda: 35 pkt doświadczenia, 55 WD