Mawiano, że był surowy dla swych podopiecznych - Naharys nie chciał zbytnio zgodzić się z tym stwierdzeniem, bowiem surowym nie był on sam, ale jego metody szkolenia, których nauczył się na północy. Północy, gdzie panują surowe klimaty, a zimy są długie i lodowate, bezlitosne dla kogoś, kto nie urodził się w tamtejszych stronach. Wilk musiał być silny, aby bez wytchnienia znosić tamtejsze trudy, zdeterminowany w chwilach, gdy inni na pewno zwątpiliby w swe możliwości i nieustraszony w chwilach ekstremalnego strachu. Tego Naharys chciał nauczyć inne wilki, jako że nadano mu do tego prawo, z tytułu kapitana. Nie, w ogóle nie uważał się za surowego. Wtorkowy poranek nie był zbyt przyjemny przez nadciągający z północy porywisty wicher, ale gdzieś koło wczesnym południem, spod brzydkich, burych chmur wyłonił się złoty talon słońca, którego promienie już wcześniej przebijały się przez nie, ale jak to mawiał jego ojciec generał ~ Pogoda, humor czy złe samopoczucie, to nie powód do lenistwa. Dlatego w totalnej zawierusze, próbował całą swą uwagę poświęcić wilkom, trenującym pod jego okiem. W tym dniu zdecydował, że ten ranek przywitają długim biegiem od wzgórza za nimi, do ostro meandrującej rzeki, której wody zasilały leśny strumień przy jaskini, gdzie zazwyczaj trenowano "Wyostrzanie wzroku" - kolejne inspirujące zajęcie, które Naharys poznał na północy. Po tym zaś będzie wraz z innymi, trenować na kukłach bitewnych, aby utrwalić w niektórych sztukę uniku. Wiadome mu było, że byli lepsi, ale też w ich cieniu tkwili ci gorsi - A to się łączyło z faktem, iż wymagali większej uwagi i poświęconego czasu. Trening unikania trwał do południa i w trakcie godzinnej przerwy, doszło do ich pierwszego spotkania.
Stanął na środku stadionu, zwracał na siebie ciekawskie spojrzenia wilków, które zaczęły coś szeptać między sobą, a był to basior o cynamonowej sierści i niezwykle przenikliwych złotych oczach, lustrujących wszystko dookoła.
- Szukam Naharysa, jest tutaj?- zapytał głośno, jednocześnie wypatrując u kogoś wyczekiwaną reakcję.
- No i znalazłeś. To ja - Naharys wyszedł na środek, stając na przeciw obcemu basiorowi. - Czego chcesz?
Naharys zlustrował basiora swymi, z natury skrywającymi surowość, szmaragdowymi oczami i spostrzegł, że obcy wilk sięgał mu nosem do brody, ale za to jego umięśnione ciało robiło pozytywne wrażenie. Wzrokowo ocenił, że być może będzie z niego wojownik, albo najemnik. Inaczej po co miałby tu przychodzić i zawracać mu głowę?
- Przysłała mnie Alfa. Mam poddać się ocenie, czy coś w tym stylu - basior wypowiadał się niezbyt pewnie i nie patrzył na Naharysa, gdy do niego mówił. Naharys uśmiechnął się radośnie, bowiem na wstępie wiedział już, jak go ocenić. Obcy przełknął ślinę ~ Jest zaniepokojony - pomyślał Naharys i starał się go zrozumieć. Wiedział, że to jego pierwszy dzień, gdzie musi zapoznać się z kompletnie obcymi mu wilkami, jak to w zwyczaju miała Alfa, gdy rozprawiała się z nowymi członkami watahy.
- Jak Ci na imię? - zapytał Naharys.
- Ja? Oh, ta... nazywam się Dusław, panie.
Naharys wybuchnął krótkim, ale głośnym śmiechem.
- Żaden pan. Naharys jestem i jestem tutaj kapitanem. Zanim poddam cię ocenie, oprowadzę cię po stadionie i pokażę, jakie mamy możliwości treningów. Siłowe, zręcznościowe, czy też typowo rozbudowujące fizykę ciała. Jesteś gotowy?
- Tak... chyba - odparł Dusław. Niepewność nadal towarzyszyła mu z każdym wypowiedzianym słowem.
- Spokojnie, stary, głowa do góry i chodź ze mną. Tutaj są kukły bojowe - wskazał łapą na długie pionowe drągi, uzbrojone w parę odgałęzienia, których należy unikać, gdy kukły obracają się za pomocą magii. - Na nich trenujemy zwinność i wyrabiamy techniki uników oraz... moja najlepsza część, kontrataków. Kontratak, czyli atak, poprzedzony wcześniej obroną albo unikiem. Z początku będzie obracać się powoli, aby trenujący mógł wpaść w rytm.
- Rozumiem - potwierdził Dusław.
- A tu zaś... - Naharys wskazał podbródkiem na drewniany manekin, wyobrażający wilka. Na drewnianej nawierzchni, w trudno dostępnych miejscach, wyglądał mech, a wokół szyi i łap, owijał się czule dziki bluszcz - To jest nasz manekin treningowy. Na nim uczymy się technik walki i strategicznego przewidywania ruchów oponenta. Oprócz tego, trening na takim manekinie, wymaga jednak sporo zwinności i siły. Walkę z nim można porównać z prawdziwym przeciwnikiem... no z tym wyjątkiem, że ten drewniany, w najlepszym wypadku, spierze cię na kwaśny melon, jeśli nie będziesz uważny.
- Okej. Rozumiem... - powiedział Dusław - Czy to jest niebezpieczne?
- Teoretycznie rzecz biorąc, to nie, ale można się wzbogacić o parę sińców.
Dusław przyjrzał się uważnie drewnianemu wilkowi, zlustrował go badawczo swymi złotymi oczami.
- Jak ten manekin działa? - zapytał w końcu - Przecież się nie rusza.
- Już ci zademonstruję - odparł ochoczo Naharys.
Biały wilk podszedł pewnymi krokami do drewnianej imitacji wilka, który wyczuwszy jego obecność, poruszył nieco porośniętą mchem i czupryną bluszczu głową. Wstrząsnął ogonem i zaszeleścił liśćmi, wyrastających z wijącej się łodygi bluszczu. Zielonej, jak sama wiosenna trawa. Dusław zrobił zdumiony wytrzeszcz oczu, mrugnął z niedowierzaniem. Manekin podszedł do Dusława, stanął mu na przeciw i przekrzywił lekko łeb, jakby się mu ciekawsko przyglądając, potem zamarł w takowej pozycji.
- I co teraz? - zapytał Dusław, niepewnie przypatrując się miejscom, gdzie powinny być oczy drewnianego wilka.
- Powinieneś teraz powiedzieć "zmierz się ze mną" ale to później. Teraz pokażę Ci inne miejsca, gdzie możemy trenować.
- Oou, ciekawe - powiedział Dusław, sprawiający wrażenie ucieszonego, że nie musi wchodzić w konfrontację z drewnianym, napędzanym magią wilkiem.
Odeszli kawałek dalej, za błyskającą w świetle słońca wodą rzeki, a tam zaś czekały oparte o ścianę skalistego wzgórza, kamienne obciążniki, kształtem podobne do litery "C" ustawione ku dołowi.
- A to ustrojstwo wykorzystujemy do wyrabiania siły łap, barków, szyi i ud. Zademonstruję Ci, na czym zabawa polega!
Naharys podszedł do jednego z kamiennych, dziwnie wykreowanych obciążników i nałożywszy jedno na siebie, łukiem do grzbietu, zaczął wykonywać pompki.
Zrzucił je z siebie i spojrzał zachęcająco na Dusława.
- Chcesz spróbować? - zapytał.
- W sumie, czemu nie - odparł z uśmiechem Dusław.
Naharys uznał, że to dobra okazja, aby przyjrzeć się pracującym mięśniom nowo poznanego basiora, jakby chciał się przekonać, czy to nie wina jego puszystego futra, że Dusław wyglądał dość postawnie. Badawczo i dokładnie obserwował każdy ruch świeżego - mięśnie łap, ramion i ud znakomicie poruszały się pod skórą.
- Wystarczy! Jak Ci poszło? - zapytał.
- A czemu mnie o to pytasz? - odpowiedział pytaniem Dusław.
- Chcę poznać twoje zdanie - zachęcił go Naharys ciepłym uśmiechem.
- Cóż... lekkie to to nie jest, ale to chyba dobrze, prawda?
Naharys klasnął w łapy.
- Dobra, chcesz trochę potrenować z innymi, czy od razu chcesz się poddać ocenie? - zapytał jakby ożywiony i zdeterminowany, chociaż wiedział, że decyzję w tej sprawie ostatecznie przyznał świeżakowi. Uniósł brew wyczekująco, był też ciekaw, co powie Dusław.
<Dusław?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1045
Ilość zdobytych PD: 522 PD + 10% (52 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 1278 PD
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trudne początki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trudne początki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 marca 2022
sobota, 26 lutego 2022
Od Dusława c.d. Naharys ~ Trudne początki
Po miłej rozmowie z nowo poznaną waderą stanęli nareszcie przed Alfą. Zostali sami.
Dusław przedstawił się jej, wyjaśnił, kim jest i skąd się tu wziął, opowiedział o tym, jak wpadł w pułapkę oraz o obietnicy, którą złożył Lonyi. To było dosyć dużo na raz i Rene potrzebowała chwili, by się zastanowić. Gdy ta minęła, wróciła do niego, mówiąc, że podjęła decyzję. Został oficjalnie przyjęty do stada. Gdy już miał odchodzić, ta go zatrzymała:
- Poczekaj moment, gdzie tak pędzisz? Mam dla ciebie pierwsze zadanie. Musimy sprawdzić, z jakiej gliny jesteś ulepiony. Idź na plac treningowy, znajdziesz tam pewnie wilka imieniem Naharys. Zgłoś się do niego, jako nowy kadet, powiedz, że kazałam mu cię ocenić. Wszystko jasne? To leć.
Usłyszawszy pozwolenie, nie czekał, tylko ruszył na poszukiwania placu treningowego. Oczywiście duma nie pozwoliła mu wspomnieć, że nie ma pojęcia, gdzie się znajduję ono. Przecież to nie może być trudne, prawda?
3 godziny później
- Nareszcie na miejscu! – powiedział, przeciągając się, stojąc przed wejściem na plac treningowy.
~ Choć, gdyby nie ten biały basior, to pewnie bym jeszcze szukał ~ pomyślał, przypominając sobie wilka, który wskazał mu drogę. Był trochę ponury i niezbyt przyjazny, ale każdy ma gorsze dni.
Odsunął jednak rozmyślenia na bok, był tu w jasnym celu. Wszedł na plac, zwracając uwagę wszystkich wokół.
- Szukam Naharysa, jest tutaj? – spytał głośno, rozglądając się czy ktoś zareaguje.
- To ja – biały basior, który wyglądał okazale, wyszedł na środek – Czego chcesz?
- Przysłała mnie Alfa. Mam poddać się ocenie, czy coś w tym stylu – lekko przekręcił słowa Rene.
Jego rozmówca tylko się uśmiechnął radośnie. Dusław przełknął głośno ślinę. Ta mina mu się zdecydowanie nie podobała, co go spotka?
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 269
Ilość zdobytych PD: 134
Obecny stan: 134
Dusław przedstawił się jej, wyjaśnił, kim jest i skąd się tu wziął, opowiedział o tym, jak wpadł w pułapkę oraz o obietnicy, którą złożył Lonyi. To było dosyć dużo na raz i Rene potrzebowała chwili, by się zastanowić. Gdy ta minęła, wróciła do niego, mówiąc, że podjęła decyzję. Został oficjalnie przyjęty do stada. Gdy już miał odchodzić, ta go zatrzymała:
- Poczekaj moment, gdzie tak pędzisz? Mam dla ciebie pierwsze zadanie. Musimy sprawdzić, z jakiej gliny jesteś ulepiony. Idź na plac treningowy, znajdziesz tam pewnie wilka imieniem Naharys. Zgłoś się do niego, jako nowy kadet, powiedz, że kazałam mu cię ocenić. Wszystko jasne? To leć.
Usłyszawszy pozwolenie, nie czekał, tylko ruszył na poszukiwania placu treningowego. Oczywiście duma nie pozwoliła mu wspomnieć, że nie ma pojęcia, gdzie się znajduję ono. Przecież to nie może być trudne, prawda?
3 godziny później
- Nareszcie na miejscu! – powiedział, przeciągając się, stojąc przed wejściem na plac treningowy.
~ Choć, gdyby nie ten biały basior, to pewnie bym jeszcze szukał ~ pomyślał, przypominając sobie wilka, który wskazał mu drogę. Był trochę ponury i niezbyt przyjazny, ale każdy ma gorsze dni.
Odsunął jednak rozmyślenia na bok, był tu w jasnym celu. Wszedł na plac, zwracając uwagę wszystkich wokół.
- Szukam Naharysa, jest tutaj? – spytał głośno, rozglądając się czy ktoś zareaguje.
- To ja – biały basior, który wyglądał okazale, wyszedł na środek – Czego chcesz?
- Przysłała mnie Alfa. Mam poddać się ocenie, czy coś w tym stylu – lekko przekręcił słowa Rene.
Jego rozmówca tylko się uśmiechnął radośnie. Dusław przełknął głośno ślinę. Ta mina mu się zdecydowanie nie podobała, co go spotka?
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 269
Ilość zdobytych PD: 134
Obecny stan: 134
niedziela, 6 lutego 2022
Od Lonyi c.d Dusław ~ Trudne początki
Basior podarował mi niezwykle długą odpowiedź na moje pytanie. Nie znaczy to, że była ona nudna. Wręcz przeciwnie, z miłą chęcią wsłuchałam się w słowa, które Dusław dobierał z niezwykłą precyzją, nadając każdemu zdaniu wyjątkowe znaczenie.
- A, no to w końcu, jak się dołącza do klanu? Nigdy jakoś mi to potrzebne nie było, bo nie miałem planów zostać długo w jednym miejscu.
Chwila ciszy wyrwała mnie z przemyśleń, uświadamiając, że najwyższa pora, abym się odezwała, zanim weźmie mnie za wariatkę.
- Hierarchię watahy niejako zapewne znasz, każdą rządzi para, nazywana alfami. Jeśli jesteś gotowy dołączyć, powinieneś udać się w pierwszej kolejności do naszej przywódczynie imieniem Rene, inaczej pozostali członkowie zadbają, abyś szybko pożałował włóczęgostwa.
- Rozumiem, a więc gdzie mogę znaleźć tę waszą Rene?
- To właśnie musimy ustalić. Zapraszam. - skinęłam na wilka, a ten ruszył truchtem w moje ślady.
Za początkowy cel ustanowiłam polanę, gdzie alfa często przesiadywała z Niko, aby ten mógł się bawić.
- Gdy już dołączysz, na jakim stanowisku się widzisz? - droga nie należała do najkrótszych, dlatego podjęłam temat, aby przerwać niezręczne milczenie między nami.
- Stanowisku? - Dusław rzeczywiście niewiele wiedział o życiu, jakie prowadzi stado.
- Widzisz, każdy z członków ma jakąś funkcję, dzięki czemu przyczynia się do rozwoju watahy. Mamy czujki, patrolujące terytorium, opiekunów szczeniąt, aby ich rodzice mogli w spokoju wykonywać swoje obowiązki, zielarzy, wojowników... chyba nie muszę Ci objaśniać, na czym polega ich praca, a to zaledwie wierzchołek góry.
- Sporo tego. - mówiąc to, uniósł brwi.
- Może inaczej. Czym najczęściej zajmowałeś się w przeszłości?
- Wieloma rzeczami. Polowaniem, ochroną, walką. Wszystkim, co akurat było konieczne, mówiłem Ci.
- Mówiłeś, natomiast sądziłam, że twoje obowiązki były jakoś... ukierunkowane. Nie wyobrażam sobie, że jednego dnia przyjmujesz zlecenie na zabójstwo szalonej alfy, a następnego niańczysz szczeniaki.
- Bycie wielozadaniowym jest konieczne, kiedy prowadzisz życie samotnika.
- Doprawdy jesteś ciekawym osobnikiem. Rene nie będzie mieć z Tobą łatwo podczas przydziału. - rzuciłam z uznaniem w stronę samca.
- Jeśli mogę wiedzieć, ty czym się zajmujesz?
- Jestem tropicielem, ale w głównej mierze pracuję jako medyk.
- A więc medyk. - Dusław zamyślił się na chwilę. - Ciekawe połączenie.
Nie zdążyłam dopytać, co też tak ciekawego wydało się Dusławowi, albowiem kilka znanych mi wilków przecięło nam drogę. Każdy z nich życzliwie odpowiedział na przywitanie, jednak dopiero Itami, skusiła się na dłuższą pogawędkę.
- Kim jest Twój nowy towarzysz? - wadera zlustrowała samca swoimi oczami, nie szczędząc sobie zawieszenia oka na każdym calu jego ciała.
- Dusław, miło mi. - przedstawił się drugiej medyczce, na co ta odpowiedziała tym samym.
- Osobliwe imię. Jak się tu znalazłeś?
- Długa historia, ale pewnie z chęcią Ci ją opowie, kiedy następne lądowanie w dziurze zakończy się pobytem w lecznicy. - wtrąciłam, zanim basior miał przyjemność kolejny raz podzielić się swoją historią. - Najpierw musimy znaleźć Rene.
Itami wskazała gestem łapy kierunek, w którym powinniśmy odnaleźć skrzydlatą waderę. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że kierunek, który obraliśmy na początku, był prawidłowy, więc przyspieszyliśmy kroku, aby jak najszybciej dopełnić formalności.
- Witaj Rene. - skinęłam delikatnie głową, na co przywódczyni wykonała w odpowiedzi podobny gest, nadal patrząc na samca.
- Dusław, to właśnie jest nasza alfa. Tutaj kończy się moja rola, więc zostawię was samych.
<Dusław?>
- A, no to w końcu, jak się dołącza do klanu? Nigdy jakoś mi to potrzebne nie było, bo nie miałem planów zostać długo w jednym miejscu.
Chwila ciszy wyrwała mnie z przemyśleń, uświadamiając, że najwyższa pora, abym się odezwała, zanim weźmie mnie za wariatkę.
- Hierarchię watahy niejako zapewne znasz, każdą rządzi para, nazywana alfami. Jeśli jesteś gotowy dołączyć, powinieneś udać się w pierwszej kolejności do naszej przywódczynie imieniem Rene, inaczej pozostali członkowie zadbają, abyś szybko pożałował włóczęgostwa.
- Rozumiem, a więc gdzie mogę znaleźć tę waszą Rene?
- To właśnie musimy ustalić. Zapraszam. - skinęłam na wilka, a ten ruszył truchtem w moje ślady.
Za początkowy cel ustanowiłam polanę, gdzie alfa często przesiadywała z Niko, aby ten mógł się bawić.
- Gdy już dołączysz, na jakim stanowisku się widzisz? - droga nie należała do najkrótszych, dlatego podjęłam temat, aby przerwać niezręczne milczenie między nami.
- Stanowisku? - Dusław rzeczywiście niewiele wiedział o życiu, jakie prowadzi stado.
- Widzisz, każdy z członków ma jakąś funkcję, dzięki czemu przyczynia się do rozwoju watahy. Mamy czujki, patrolujące terytorium, opiekunów szczeniąt, aby ich rodzice mogli w spokoju wykonywać swoje obowiązki, zielarzy, wojowników... chyba nie muszę Ci objaśniać, na czym polega ich praca, a to zaledwie wierzchołek góry.
- Sporo tego. - mówiąc to, uniósł brwi.
- Może inaczej. Czym najczęściej zajmowałeś się w przeszłości?
- Wieloma rzeczami. Polowaniem, ochroną, walką. Wszystkim, co akurat było konieczne, mówiłem Ci.
- Mówiłeś, natomiast sądziłam, że twoje obowiązki były jakoś... ukierunkowane. Nie wyobrażam sobie, że jednego dnia przyjmujesz zlecenie na zabójstwo szalonej alfy, a następnego niańczysz szczeniaki.
- Bycie wielozadaniowym jest konieczne, kiedy prowadzisz życie samotnika.
- Doprawdy jesteś ciekawym osobnikiem. Rene nie będzie mieć z Tobą łatwo podczas przydziału. - rzuciłam z uznaniem w stronę samca.
- Jeśli mogę wiedzieć, ty czym się zajmujesz?
- Jestem tropicielem, ale w głównej mierze pracuję jako medyk.
- A więc medyk. - Dusław zamyślił się na chwilę. - Ciekawe połączenie.
Nie zdążyłam dopytać, co też tak ciekawego wydało się Dusławowi, albowiem kilka znanych mi wilków przecięło nam drogę. Każdy z nich życzliwie odpowiedział na przywitanie, jednak dopiero Itami, skusiła się na dłuższą pogawędkę.
- Kim jest Twój nowy towarzysz? - wadera zlustrowała samca swoimi oczami, nie szczędząc sobie zawieszenia oka na każdym calu jego ciała.
- Dusław, miło mi. - przedstawił się drugiej medyczce, na co ta odpowiedziała tym samym.
- Osobliwe imię. Jak się tu znalazłeś?
- Długa historia, ale pewnie z chęcią Ci ją opowie, kiedy następne lądowanie w dziurze zakończy się pobytem w lecznicy. - wtrąciłam, zanim basior miał przyjemność kolejny raz podzielić się swoją historią. - Najpierw musimy znaleźć Rene.
Itami wskazała gestem łapy kierunek, w którym powinniśmy odnaleźć skrzydlatą waderę. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że kierunek, który obraliśmy na początku, był prawidłowy, więc przyspieszyliśmy kroku, aby jak najszybciej dopełnić formalności.
***
Na miejscu zastaliśmy Rene w towarzystwie bawiącego się Niko. Gdy tylko nas zauważyła, uniosła się szybko, zerkając na nowego przybysza.- Witaj Rene. - skinęłam delikatnie głową, na co przywódczyni wykonała w odpowiedzi podobny gest, nadal patrząc na samca.
- Dusław, to właśnie jest nasza alfa. Tutaj kończy się moja rola, więc zostawię was samych.
<Dusław?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 524
Ilość zdobytych PD: 262 PD
Obecny stan: 1427 PD
Ilość napisanych słów: 524
Ilość zdobytych PD: 262 PD
Obecny stan: 1427 PD
sobota, 29 stycznia 2022
Od Dusława c.d. Lonyi ~ Trudne Początki
Dusław leżał zziajany na trawie. Słysząc, że wilczyca mu się przedstawia, odparł:
- Miło poznać. Serio, dzięki niebiosom, że byłaś w okolicy. - Ta na to tylko odparła:
- Nie ma za co. Tylko pamiętaj o naszej umowie, bo inaczej nie będziesz szczęśliwy, że mnie widzisz.
- Pamiętam, pamiętam. – stwierdził, po czym się namyślił. – A jak właściwie dołącza się do klanu?
- Ty tak na serio? Skądś tyś się urwał?
- O, to jest dobre pytanie. – odparł szczęśliwy, że może coś o sobie powiedzieć. Dawno z nikim o tym nie rozmawiał, zapomniał już jak lubi opowiadać swoją historię.
- A więc tak. Wszystko zaczęło się w spokojnej, małej dolinie. Jednak w tej dolinie gnieździły się dwa klany, które żyły w nieustępliwej walce o tereny. Dzieliła je rzeka, która była głównym polem walki, ciągle obserwowana za dnia i nocy, przez strażników obu stron. Tak się zdarzyło, że na samym krańcu doliny, rzeka się rozdzielała i tworzyła małą wysepkę, która była pilnowana tylko przez dwoje wilków. Pewnego razu jednak zdarzył się wypadek, przez który nieprzytomna wilczyca wylądowała w rzece. Zauważył ją młody basior u straży, wyciągnął z wody i zaopiekował się, nim się obudziła. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła wydusić słowa. W ukryciu opiekował się nią, przez następny miesiąc, nim w końcu mogła zacząć mówić. To wystarczyło, by między nimi narodził się prawdziwy ogień gorącej miłości. Gdy ta w końcu odzyskała głos, okazało się, że jest wilczycą z drugiej strony. Młodemu basiorowi było ciężko uwierzyć, że ktoś tak wspaniały, mógł być z przeciwnego klanu, jednak z trudem pozwolił jej odejść. Nie na długo, gdyż na tamtej właśnie wyspie, spotkali się jakiś czas później, nie mogąc żyć bez siebie. Spotykali się tak, przez jakiś rok, jednak wszystko zmieniło się, gdy wilczyca urodziła syna. Mnie! To jednak był początek problemów – chcieli uciec razem, jednak wilczyca została przyłapana przez własnego brata, który ją wydał. Zaczęła się pogoń. Razem z ojcem, starali się opuścić dolinę, jednak zostali złapani – to mówiąc, zasmucił się. – Jednak w ostatnim momencie, błagając o uratowanie jej dziecka, wilczyca wręczyła szczenię swojej matce, która z łamiącym się sercem postanowiła przyjąć małego. Razem z nim, uciekła z doliny, by nigdy do niej nie wrócić. Babka wychowała mnie, nauczyła wszystkiego, co trzeba, by przetrwać w lesie. Podróżowaliśmy przez wiele terenów, poznaliśmy wiele klanów, jednak nigdy nie zostaliśmy na długo w jednym miejscu. Z czasem staruszka zmarła, a ja zacząłem dorabiać sobie jako najemnik – zawsze jest potrzebny jakaś para łap do pomocy. Jednak nagrabiłem sobie przy ostatniej robocie, nawaliłem. To zaczęło łańcuch niefortunnych zdarzeń, który sprawił, że wylądowałem w dole.
Zakończył opowieść, zauważając zdziwienie wilczycy, która definitywnie nie spodziewała się takiej historii po tak prostym pytaniu.
- A, no to w końcu, jak się dołącza do klanu? Nigdy jakoś mi to potrzebne nie było, bo nie miałem planów zostać długo w jednym miejscu.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 460
Ilość zdobytych PD: 230
Obecny stan: 482
- Miło poznać. Serio, dzięki niebiosom, że byłaś w okolicy. - Ta na to tylko odparła:
- Nie ma za co. Tylko pamiętaj o naszej umowie, bo inaczej nie będziesz szczęśliwy, że mnie widzisz.
- Pamiętam, pamiętam. – stwierdził, po czym się namyślił. – A jak właściwie dołącza się do klanu?
- Ty tak na serio? Skądś tyś się urwał?
- O, to jest dobre pytanie. – odparł szczęśliwy, że może coś o sobie powiedzieć. Dawno z nikim o tym nie rozmawiał, zapomniał już jak lubi opowiadać swoją historię.
- A więc tak. Wszystko zaczęło się w spokojnej, małej dolinie. Jednak w tej dolinie gnieździły się dwa klany, które żyły w nieustępliwej walce o tereny. Dzieliła je rzeka, która była głównym polem walki, ciągle obserwowana za dnia i nocy, przez strażników obu stron. Tak się zdarzyło, że na samym krańcu doliny, rzeka się rozdzielała i tworzyła małą wysepkę, która była pilnowana tylko przez dwoje wilków. Pewnego razu jednak zdarzył się wypadek, przez który nieprzytomna wilczyca wylądowała w rzece. Zauważył ją młody basior u straży, wyciągnął z wody i zaopiekował się, nim się obudziła. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła wydusić słowa. W ukryciu opiekował się nią, przez następny miesiąc, nim w końcu mogła zacząć mówić. To wystarczyło, by między nimi narodził się prawdziwy ogień gorącej miłości. Gdy ta w końcu odzyskała głos, okazało się, że jest wilczycą z drugiej strony. Młodemu basiorowi było ciężko uwierzyć, że ktoś tak wspaniały, mógł być z przeciwnego klanu, jednak z trudem pozwolił jej odejść. Nie na długo, gdyż na tamtej właśnie wyspie, spotkali się jakiś czas później, nie mogąc żyć bez siebie. Spotykali się tak, przez jakiś rok, jednak wszystko zmieniło się, gdy wilczyca urodziła syna. Mnie! To jednak był początek problemów – chcieli uciec razem, jednak wilczyca została przyłapana przez własnego brata, który ją wydał. Zaczęła się pogoń. Razem z ojcem, starali się opuścić dolinę, jednak zostali złapani – to mówiąc, zasmucił się. – Jednak w ostatnim momencie, błagając o uratowanie jej dziecka, wilczyca wręczyła szczenię swojej matce, która z łamiącym się sercem postanowiła przyjąć małego. Razem z nim, uciekła z doliny, by nigdy do niej nie wrócić. Babka wychowała mnie, nauczyła wszystkiego, co trzeba, by przetrwać w lesie. Podróżowaliśmy przez wiele terenów, poznaliśmy wiele klanów, jednak nigdy nie zostaliśmy na długo w jednym miejscu. Z czasem staruszka zmarła, a ja zacząłem dorabiać sobie jako najemnik – zawsze jest potrzebny jakaś para łap do pomocy. Jednak nagrabiłem sobie przy ostatniej robocie, nawaliłem. To zaczęło łańcuch niefortunnych zdarzeń, który sprawił, że wylądowałem w dole.
Zakończył opowieść, zauważając zdziwienie wilczycy, która definitywnie nie spodziewała się takiej historii po tak prostym pytaniu.
- A, no to w końcu, jak się dołącza do klanu? Nigdy jakoś mi to potrzebne nie było, bo nie miałem planów zostać długo w jednym miejscu.
< Lonya? >
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 460
Ilość zdobytych PD: 230
Obecny stan: 482
piątek, 28 stycznia 2022
Od Lonyi c.d Dusław ~ Trudne początki
Ziewnęłam przeciągle, po długim, niczym niezmąconym śnie, kiedy do jaskini wdzierało się słabe światło, wczesnego południa. Rozespana zbliżyłam się do wyjścia, gdzie od razu uderzyła we mnie przyjemna bryza, bijąca od jeziora, przy którym mieści się moja jaskinia. - że też tak mało wilków decyduje się na zamieszkanie w jego pobliżu...
Skoro przespałam zacną część poranka, wolałam nie tracić czasu na rozmyślania o preferencjach mieszkaniowych innych członków watahy tylko zając się czymś praktyczniejszym, jak chociażby znalezieniem posiłku.
Do perfekcji opanowałam niewiele zdolności, a jedną z nich jest tropienie zwierzyny, toteż od razu w głowie pojawiły się słowa mojego dawnego instruktora.
" Węszyć to i byle pies potrafi"
Był to niezwykle rzeczowy basior, więc nigdy nie ubierał swoich słów w niepotrzebne ozdobniki. Gdy tylko widział, jak ktoś przez dłuższą chwilę wlepiał nos w trawę, wyglądał jak z wczesnym stadium wścieklizny.
Wedle wyuczonych zwyczajów, najpierw chwyciłam trop, a następnie przeczesywałam teren w poszukiwaniu śladów zostawionych przez zwierzynę. - ślady na ziemi, wgniecioną roślinność, czy ułamane gałązki, na których czasem powiewały kępki sierści. Pociągnęłam nosem jeszcze ze dwa razy i ruszyłam żwawym truchtem przed siebie, docierając na skraj lasu. Tam niewielkich rozmiarów zajęczak szczypał liście, przeżuwając dokładnie każdy kęs. Zadanie było o tyle trudniejsze, bo przy każdym rytualnym rozdrabnianiu zieleniny, nastawiał uszy i łypał oczami wkoło. Nic dziwnego skoro teren, jaki wybrał na stołowanie się, był gęsto porośnięty roślinnością, co dawało polującemu niewielką przewagę, zwłaszcza kiedy był moich rozmiarów.
Długie podchody zostały zwieńczone szybkim susem na ofiarę i zaciśnięciem szczęk na jej karku, pozostawiając na moich zębach krwawe ślady. Nim zdążyłam skosztować posiłku, tętent kopyt dotarł do moich uszu. W oddali, stado leśnych byków pędziło przed siebie, przecinając polanę, a towarzyszyły im kłęby kurzu.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby przed nimi nie pędziło coś innego. Ciemna, dużo mniejsza sylwetka powoli traciła przewagę, aby chwilę później zniknąć w unoszących się tumanach piasku.
Wrodzona ciekawość kazała mi obejrzeć miejsce rzezi, jednak trup poczeka, a żołądek domagał się kalorii, pretensjonalnym burczeniem. Niespiesznie odrywałam kęsy mięsa, cały czas wpatrując się w prawdopodobne miejsce zgonu tajemniczej istoty, zastanawiając się, co mogę tam zastać, toteż jakie było moje zdumienie, kiedy zamiast krwawej miazgi, dostrzegłam dosyć głęboki dół.
- Czy ktoś tam jest?! – z wnętrza, dobiegł obcy mi głos.
Zbliżyłam się do krawędzi, bacznie obserwując uwięzionego basiora, który wpatrywał się we mnie przez krótką chwilę w ciszy.
- Pomożesz mi?
- Jasne, ale najpierw mam do Ciebie kilka pytań. - uniosłam kąciki warg, obdarzając nieznajomego delikatnym uśmiechem.
- Nie możesz mi ich zadać, kiedy już stąd wyjdę? - na jego pysku ukazał się delikatny grymas.
- Lubię wiedzieć, komu pomagam. - mówiąc to, położyłam się na trawie, tak, że przednie łapy zwisały mi z nasypu. - Kim jesteś i co tu robisz?
- Nie odpuścisz, prawda?
- Nie mam tego w zwyczaju, poza tym za dużo obcych się tu ostatnio kręci, a jeśli chcesz stąd szybko wyjść, współpracuj.
Basior westchnął cicho, wiedząc, że bez sprezentowania mi krótkiej historii, nie ma co liczyć na rychłe opuszczenie pułapki. Swoją drogą jej obecność był zastanawiająca. Nie bywam w tej okolicy specjalnie często, jednak dziura w ziemi nie wyglądała jak przypadkowe dzieło natury. Była głęboka, a jej ściany strome, co uniemożliwi wyjście żadnemu stworzeniu.
- To jak? Teraz mi pomożesz? - dodał po skończeniu opowieści, patrząc na mnie wyczekująco.
- Pod jednym warunkiem. Dołączysz do watahy, albo nigdy więcej nie będziesz się zapuszczać na te tereny.
- Coś sporo warunków stawiasz
- Jestem w korzystniejszej sytuacji, to i pozwalam sobie na ten luksus. To jak, umowa stoi?
- Niech będzie.
Prześledziłam najbliższy teren w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby pomóc mi w uwolnieniu Dusława, bowiem tak przedstawił się nieznajomy. W pobliżu żywej duszy ani nawet spróchniałego pnia.
- Ile Ci brakuje do wyjścia?
- Jakiś metr
- Plan jest taki, przekopię trochę krawędź u góry, żeby nieco obniżyć poziom gruntu. Nie będzie to jakaś zabójcza ilość, ale powinna wystarczyć. Chwycisz mnie za ogon, tylko delikatnie, bo przysięgam, wrzucę Cię tam z powrotem, jeśli moja kita ucierpi. - zaśmiałam się w stronę wilka, po czym zajęłam się wykonywaniem planu.
Ziemia była wyjątkowo miękka, a co za tym idzie, kopanie szło gładko, toteż po niecałej godzinie udało się wykopać zadowalającą półkę, na której mogłam spokojnie się usadowić i spuścić ogony w dół. Dusław chwycił jeden z moich ogonów, co pozwoliło nam na mozolne wytarganie go z pułapki.
- Przy okazji, jestem Lonya. - dodałam po chwili, gdy obydwoje leżeliśmy zziajani na trawie.
<Dusław?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 711
Ilość zdobytych PD: 355 PD
Obecny stan: 1896 PD
Skoro przespałam zacną część poranka, wolałam nie tracić czasu na rozmyślania o preferencjach mieszkaniowych innych członków watahy tylko zając się czymś praktyczniejszym, jak chociażby znalezieniem posiłku.
Do perfekcji opanowałam niewiele zdolności, a jedną z nich jest tropienie zwierzyny, toteż od razu w głowie pojawiły się słowa mojego dawnego instruktora.
" Węszyć to i byle pies potrafi"
Był to niezwykle rzeczowy basior, więc nigdy nie ubierał swoich słów w niepotrzebne ozdobniki. Gdy tylko widział, jak ktoś przez dłuższą chwilę wlepiał nos w trawę, wyglądał jak z wczesnym stadium wścieklizny.
Wedle wyuczonych zwyczajów, najpierw chwyciłam trop, a następnie przeczesywałam teren w poszukiwaniu śladów zostawionych przez zwierzynę. - ślady na ziemi, wgniecioną roślinność, czy ułamane gałązki, na których czasem powiewały kępki sierści. Pociągnęłam nosem jeszcze ze dwa razy i ruszyłam żwawym truchtem przed siebie, docierając na skraj lasu. Tam niewielkich rozmiarów zajęczak szczypał liście, przeżuwając dokładnie każdy kęs. Zadanie było o tyle trudniejsze, bo przy każdym rytualnym rozdrabnianiu zieleniny, nastawiał uszy i łypał oczami wkoło. Nic dziwnego skoro teren, jaki wybrał na stołowanie się, był gęsto porośnięty roślinnością, co dawało polującemu niewielką przewagę, zwłaszcza kiedy był moich rozmiarów.
Długie podchody zostały zwieńczone szybkim susem na ofiarę i zaciśnięciem szczęk na jej karku, pozostawiając na moich zębach krwawe ślady. Nim zdążyłam skosztować posiłku, tętent kopyt dotarł do moich uszu. W oddali, stado leśnych byków pędziło przed siebie, przecinając polanę, a towarzyszyły im kłęby kurzu.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby przed nimi nie pędziło coś innego. Ciemna, dużo mniejsza sylwetka powoli traciła przewagę, aby chwilę później zniknąć w unoszących się tumanach piasku.
Wrodzona ciekawość kazała mi obejrzeć miejsce rzezi, jednak trup poczeka, a żołądek domagał się kalorii, pretensjonalnym burczeniem. Niespiesznie odrywałam kęsy mięsa, cały czas wpatrując się w prawdopodobne miejsce zgonu tajemniczej istoty, zastanawiając się, co mogę tam zastać, toteż jakie było moje zdumienie, kiedy zamiast krwawej miazgi, dostrzegłam dosyć głęboki dół.
- Czy ktoś tam jest?! – z wnętrza, dobiegł obcy mi głos.
Zbliżyłam się do krawędzi, bacznie obserwując uwięzionego basiora, który wpatrywał się we mnie przez krótką chwilę w ciszy.
- Pomożesz mi?
- Jasne, ale najpierw mam do Ciebie kilka pytań. - uniosłam kąciki warg, obdarzając nieznajomego delikatnym uśmiechem.
- Nie możesz mi ich zadać, kiedy już stąd wyjdę? - na jego pysku ukazał się delikatny grymas.
- Lubię wiedzieć, komu pomagam. - mówiąc to, położyłam się na trawie, tak, że przednie łapy zwisały mi z nasypu. - Kim jesteś i co tu robisz?
- Nie odpuścisz, prawda?
- Nie mam tego w zwyczaju, poza tym za dużo obcych się tu ostatnio kręci, a jeśli chcesz stąd szybko wyjść, współpracuj.
Basior westchnął cicho, wiedząc, że bez sprezentowania mi krótkiej historii, nie ma co liczyć na rychłe opuszczenie pułapki. Swoją drogą jej obecność był zastanawiająca. Nie bywam w tej okolicy specjalnie często, jednak dziura w ziemi nie wyglądała jak przypadkowe dzieło natury. Była głęboka, a jej ściany strome, co uniemożliwi wyjście żadnemu stworzeniu.
- To jak? Teraz mi pomożesz? - dodał po skończeniu opowieści, patrząc na mnie wyczekująco.
- Pod jednym warunkiem. Dołączysz do watahy, albo nigdy więcej nie będziesz się zapuszczać na te tereny.
- Coś sporo warunków stawiasz
- Jestem w korzystniejszej sytuacji, to i pozwalam sobie na ten luksus. To jak, umowa stoi?
- Niech będzie.
Prześledziłam najbliższy teren w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby pomóc mi w uwolnieniu Dusława, bowiem tak przedstawił się nieznajomy. W pobliżu żywej duszy ani nawet spróchniałego pnia.
- Ile Ci brakuje do wyjścia?
- Jakiś metr
- Plan jest taki, przekopię trochę krawędź u góry, żeby nieco obniżyć poziom gruntu. Nie będzie to jakaś zabójcza ilość, ale powinna wystarczyć. Chwycisz mnie za ogon, tylko delikatnie, bo przysięgam, wrzucę Cię tam z powrotem, jeśli moja kita ucierpi. - zaśmiałam się w stronę wilka, po czym zajęłam się wykonywaniem planu.
Ziemia była wyjątkowo miękka, a co za tym idzie, kopanie szło gładko, toteż po niecałej godzinie udało się wykopać zadowalającą półkę, na której mogłam spokojnie się usadowić i spuścić ogony w dół. Dusław chwycił jeden z moich ogonów, co pozwoliło nam na mozolne wytarganie go z pułapki.
- Przy okazji, jestem Lonya. - dodałam po chwili, gdy obydwoje leżeliśmy zziajani na trawie.
<Dusław?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 711
Ilość zdobytych PD: 355 PD
Obecny stan: 1896 PD
niedziela, 23 stycznia 2022
Od Dusława do kogoś ~ Trudne początki
Natura. Tak piękna i tak krucha. Powoli, lecz z niesłychaną nieustępliwością wyrywające się na wolność, kiełki młodych pędów, garnących się na powierzchnie. Cały las tętnił życiem, które powoli wychylało się na powierzchnie, gotowe powitać świat, po ustąpieniu surowej ręki zimy. Rośliny odżywały, zwierzęta się budziły. Niespiesznie, ale stanowczo, piął się malutki pęd drzewka, najprawdopodobniej buku. Pełen życia, wychylał się ku słońcu, radośnie łapiąc promienie słońca. Nagle jednak ten piękny akt został przerwany – ciężka łapa szybko go zgniotła. Wilk, odpowiedzialny za ten uczynek, zupełnie tego nieświadomy, zbyt zajęty polowaniem, by zauważyć takie szczegóły.
Niedawno wyczuł świeży zapach należący do Lisurki. Nie natknął się na nic innego, na co byłby w stanie zapolować w pojedynkę. Powoli przekradał się pomiędzy drzewami, widząc świeże ślady zostawione przez szkodnika, który zupełnie nie spodziewał się tego, co miało dla niego nadejść. Kroczek za kroczkiem, sekunda za sekundą, wilk znajdował się coraz bliżej swojej ofiary. Mijając małe i większe drzewa, przemieszczał się z gracją w groźnym tańcu polowania. Aromat świeżej zwierzyny upajał jego nos, ciągnąc go do przodu. Wtedy to też popełnił błąd, którego od razu pożałował, gdyż nawet początkujący mógł go się zawstydzić. Stanął on bowiem na gałęzi, która nie utrzymała jego ciężaru, pękając z głośnym trzaskiem. Lisurka, będąca już w zasięgu wzroku, obejrzała się i zauważywszy napastnika, rzuciła się do ucieczki na najbliższe drzewo. Ten próbował ją dogonić, jednak bez powodzenia – zwierzę uciekło na drzewo i spoglądało, szydząc z niego. Zezłoszczony, kopnął tylną łapą drzewo, w geście upustu swojej irytacji.
- Ciesz się, ciesz, ale ja cię jeszcze dorwę! – krzyknął w gniewie. W tym momencie, jakby sprawy nie mogły przybrać gorszego obrotu, usłyszał ciche rżenie po swojej lewej stronie. Obejrzał się i zobaczył parę leśnych byków, kawałek od niego. Wiedział, że nie da sobie z nimi radę w pojedynkę, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że miały nad nim przewagę liczebną. Powoli się wycofywał, próbując ich nie spłoszyć, jednakże było już za późno. Zwierzęta go dostrzegły i spanikowane zaczęły galopować prosto na niego. Dusław zrobił to, co zrobiłby każdy na jego miejscu. Uciekał, aż zanim kurz leciał. Jednak byki, były szybsze od niego, a w swojej panice, nie patrzyły na to, że biegną w tym samym kierunku co wilk, więc za chwilę były już tuż za nim. Kopyta dudniły, grożąc staranowaniem i roztrzaskaną czaszką, lub złamaną nogą, jeśli pozwoli sobie na słabość. Ledwo bo ledwo zdołał przyspieszyć i gdy ostatkiem sił już prawie zdołał się odgonić, potknął się i wpadł w dziurę, głęboką na kilka metrów. Zwierzęta popędziły dalej, więc przynajmniej je miał z głowy. Odetchnął głęboko.
Teraz jednak pojawił się nowy problem. Jak się wydostać? Próbował się wdrapać, jednak ściany były zbyt strome. Zabrakło mu z metr, by wydostać się na wolność. Był jednak zmęczony po biegu, więc nie próbował nawet po raz drugi. Rozejrzał się wokół, jednak dziura była pusta – wyglądała na opuszczoną norę, która zapadła się w głąb. Położył się zrezygnowany.
- Muszę odpocząć… - pomyślał zły na swojego pecha.
Przeleżał tak z dobry kawał czasu, zbierając energię. Nagle jednak usłyszał… czyjeś kroki?
- Czy ktoś tam jest?! – krzyknął z nadzieją.
Ktoś?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 504
Ilość zdobytych PD: 252
Obecny stan: 252
Niedawno wyczuł świeży zapach należący do Lisurki. Nie natknął się na nic innego, na co byłby w stanie zapolować w pojedynkę. Powoli przekradał się pomiędzy drzewami, widząc świeże ślady zostawione przez szkodnika, który zupełnie nie spodziewał się tego, co miało dla niego nadejść. Kroczek za kroczkiem, sekunda za sekundą, wilk znajdował się coraz bliżej swojej ofiary. Mijając małe i większe drzewa, przemieszczał się z gracją w groźnym tańcu polowania. Aromat świeżej zwierzyny upajał jego nos, ciągnąc go do przodu. Wtedy to też popełnił błąd, którego od razu pożałował, gdyż nawet początkujący mógł go się zawstydzić. Stanął on bowiem na gałęzi, która nie utrzymała jego ciężaru, pękając z głośnym trzaskiem. Lisurka, będąca już w zasięgu wzroku, obejrzała się i zauważywszy napastnika, rzuciła się do ucieczki na najbliższe drzewo. Ten próbował ją dogonić, jednak bez powodzenia – zwierzę uciekło na drzewo i spoglądało, szydząc z niego. Zezłoszczony, kopnął tylną łapą drzewo, w geście upustu swojej irytacji.
- Ciesz się, ciesz, ale ja cię jeszcze dorwę! – krzyknął w gniewie. W tym momencie, jakby sprawy nie mogły przybrać gorszego obrotu, usłyszał ciche rżenie po swojej lewej stronie. Obejrzał się i zobaczył parę leśnych byków, kawałek od niego. Wiedział, że nie da sobie z nimi radę w pojedynkę, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że miały nad nim przewagę liczebną. Powoli się wycofywał, próbując ich nie spłoszyć, jednakże było już za późno. Zwierzęta go dostrzegły i spanikowane zaczęły galopować prosto na niego. Dusław zrobił to, co zrobiłby każdy na jego miejscu. Uciekał, aż zanim kurz leciał. Jednak byki, były szybsze od niego, a w swojej panice, nie patrzyły na to, że biegną w tym samym kierunku co wilk, więc za chwilę były już tuż za nim. Kopyta dudniły, grożąc staranowaniem i roztrzaskaną czaszką, lub złamaną nogą, jeśli pozwoli sobie na słabość. Ledwo bo ledwo zdołał przyspieszyć i gdy ostatkiem sił już prawie zdołał się odgonić, potknął się i wpadł w dziurę, głęboką na kilka metrów. Zwierzęta popędziły dalej, więc przynajmniej je miał z głowy. Odetchnął głęboko.
Teraz jednak pojawił się nowy problem. Jak się wydostać? Próbował się wdrapać, jednak ściany były zbyt strome. Zabrakło mu z metr, by wydostać się na wolność. Był jednak zmęczony po biegu, więc nie próbował nawet po raz drugi. Rozejrzał się wokół, jednak dziura była pusta – wyglądała na opuszczoną norę, która zapadła się w głąb. Położył się zrezygnowany.
- Muszę odpocząć… - pomyślał zły na swojego pecha.
Przeleżał tak z dobry kawał czasu, zbierając energię. Nagle jednak usłyszał… czyjeś kroki?
- Czy ktoś tam jest?! – krzyknął z nadzieją.
Ktoś?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 504
Ilość zdobytych PD: 252
Obecny stan: 252
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki