- Chyba przyszedł czas, abym ja się teraz wytłumaczył. - zaczął Naharys po chwili ciszy, jaka nastała po tym, jakże niewinnym żarcie Lonyi na temat jej umaszczenia.
- Exan, ale ty... - Lonya zaczęła, ale przerwał jej natychmiast.
- Teraz ty siedź cicho. Lonya nie ma racji. Moja wina jest tak samo wielka, jak jej, ale szczerze powiem... Nie żałuję zajścia wczorajszego wieczora. Mojej siostrze zagroził basior, a mnie wpojono pewne zasady, których trzymam się po dziś dzień i z jednej wczoraj właśnie się wywiązałem. Obroniłem moją siostrę. Zabiłbym nawet, gdyby jej choć jeden rudy włos spadł z głowy, nie żałuję, że sprałem tych dwóch... zasłużyli. - Zatrzymał się na moment, jak gdyby zastanawiał się nad dalszymi słowami, westchnął cicho i znowu zwrócił się do alfy. - Nie jestem za przemocą. Problemy wolę rozwiązywać, jak na pacyfistę przystało; słowami, argumentami, ale w tamtym momencie, taki rodzaj ugody był niemożliwy. I niech inni spłonął w pył, a świat rozpadnie się na części, nikt ani nic, nie będzie ważniejsze od Lonyi.
Zakończywszy swą wypowiedź, szczerą aż do bólu, uwierzcie mi, moi drodzy, jakże prawdziwą, dotknął nosem policzka Lonyi.
- Mocne słowa. - skomentowała Alfa, wodząc swymi szmaragdowymi oczami nich, po czym wykrzywiła usta w łagodny uśmiech. - Doceniam i podziwiam twoje zamiłowanie do rodziny. Doceniam, że jest ci ona milsza, nawet jeśli masz się liczyć z koniecznością rozlewu krwi. Jeszcze zdecyduję, co z wami zrobić, a tymczasem cieszcie się sobą. Jak brat i siostra, bez znaczenia, czy jesteście powiązani więzami krwi, czy też nie... chrońcie się nawzajem, nie zostawiajcie się w potrzebie. Moja wataha potrzebuje takich wilków, jak wy. Do zobaczenia.
Naharys i Lonya z szacunkiem pokłonili się Alfie na do widzenia, a wychodząc, basior czuł się, jak całe napięcie i zdenerwowanie, spływają z niego wodospadem.
- No, powiem ci, żeś niezłe przemówienie strzelił. Doceniam, że jestem dla ciebie taka ważna.
- A ja doceniam, że jesteś. Moja ty zwariowana świrusko. - To rzekłszy, roześmiał się krótko.
Odpowiedź od Alfy dostali wczesnym popołudniem, gdy Naharys skończył obowiązkowe treningi, a Lonya była wolna od większości pacjentów. Gdy słońce powoli przesuwało się po pomarańczowym niebie ku zachodowi, ci szli w przeciwnym kierunku, w stronę miejsca, wyznaczonego przez Rene. A owym miejscem okazała się rozległa, wiosną mieniąca się orgią kwiecistych barw, a obecnie okryta śnieżną kołderką polana, gdzie zazwyczaj bawiło się młodsze pokolenie watahy. Rene spostrzegli siedzącą na szczycie niewielkiego pagórka i spoglądała z góry, na skrzydlatego młodzieńca, który bawił się w najlepsze. Naharys, widząc wesoły grymas, a w oczach lśniącą energię w fioletowych oczach, przypomniały się mu szczenięce czasy, gdy to wraz z Lonyą wywijali po poligonie, ku szczenięcej uciesze - pomimo potu, wyciskanego przez wojskowych rodziców, zawsze w przerwie od treningów, pozwalali im na chwilę zabawy.
- Chciałaś się z nami widzieć. - to było bardziej potwierdzenie, niż pytanie. Alfa obdarzyła ich spokojnym, aczkolwiek Naharys czuł, że za tym nie kryje się nic przyjemnego.
- Umiecie zadbać o bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo wspólne, ale brak wam odpowiedzialności. Jednakże wiedzcie, że wam ufam. Bo wszyscy jesteśmy, jak rodzina. Ufacie sobie, mimo, że nie dzielą was żadne więzy krwi, jeden za drugiego skoczyłby w ogień. - Z tymi słowy spojrzała na bawiącego się w dole Niko. - Mam ważne sprawy do załatwienia, a was postanowiłam nie zostawić bez konsekwencji. Zaopiekujecie się Niko pod moją nieobecność. Myślę, że zaopiekujecie się nim równie dobrze, jak o siebie samych. Myślę, że to was nauczy odpowiedzialności.
Zaskoczenie odebrało Naharysowi mowę, pomimo, że chciał zaprotestować. Nie miał zielonego pojęcia o opiece nad szczeniakami, a tym bardziej cudzymi! Lonya zareagowała podobnie - spojrzawszy z rozdziawioną gębą na Niko, zastygła w niemym krzyku.
- Ale... my nic nie wiemy o...- zaczął Naharys. Alfa przerwała mu uniesioną łapą.
- No dobrze. Zajmiemy się malcem. - Oznajmiła Lonya, lecz brat widział w jej oczach pewien rodzaj załamania i żalu.
- Dobrze. Jutro w południe powinnam wrócić do watahy. Wy tymczasem przypilnujcie Niko. Liczę, że z wami będzie bezpieczny.
Z tymi słowy, rozpostarła szeroko swe skrzydła o jaskrawych kolorach, wzbiła się w powietrze, niczym smoczyca i odleciała w kierunku zachodzącego słońca. Schodząc ze zbocza pagórka, Naharys zaczął się zastanawiać, jak malec zareaguje na nowinę - zakładał, że malec nieśmiało będzie podchodzić do tej sprawy - że ma nowych, tymczasowych opiekunów. Nie miał żadnego pojęcia o opiece nad szczeniakami, o ich wychowywaniu już nie wspominając. Stanęli przed malcem, który na ich widok, przestał brykać po zaśnieżonej łące i nieśmiało zwinął swe małe skrzydełka, wbił swe fioletowe oczka w ziemię, nie odezwał się ani słowem.
- Cześć. Jesteś Niko, prawda? - zaczął Naharys.
- W co się bawiłeś? - spytała Lonya.
- Ja... tak jestem Niko... właśnie bawiłem się w "Łapacza"
- A na czym ta zabawa polega?
- Na łapaniu... rzecz jasna. Wyobrażam sobie myszkę, którą później muszę złapać... - basiorek był tak nieśmiały, że z trudem panował nad słowami. Albo gubił literki w wypowiedziach, jąkał się strasznie, a na dodatek, dygotał cały, jakby z zimna.
- Nie musisz się nas bać. - oznajmiła Lonya. - Chciałbyś, abyśmy ci pomogli złapać myszkę?
- Jesteście... dorośli, złapiecie ją bez problemu. To na mnie spoczywa obowiązek w jej złapaniu.
- No w sumie... trafna uwaga, Niko. - rzekł Naharys. - Nie będziemy ci więc przeszkadzać.
- Tak po prawdzie to... trochę zgłodniałem... - mruknął Niko.
W tamtym momencie, Naharys wpadł w totalne zakłopotanie, bowiem nic nie mieli dla malucha, a na polowanie już było zbyt późno. Po zmroku trudno będzie o zwierzynę, a w spiżarni nie zostało prawie nic. Spojrzawszy znacząco na Lonyę, podrapał się w potylicę, a wadera zaś odezwała się szybko.
- Na mnie mnie patrz. Nie mam nic do jedzenia.
- A co tu się dzieje? - odezwał się za ich plecami znajomy głos, a gdy Naharys spojrzał za siebie, pierwsze, co wpadło mu w oko, to niezwykle bujna i długa grzywka Tsumi. Ukochana Atrehu i opiekunka szczeniąt. Pewnie niezbyt pozytywnie zareaguje, że on i Lonya ośmielają się zastępować ją w obowiązkach.
- Alfa kazała się nam zaopiekować Niko. I tak też czynimy. - oznajmił Naharys.
- Ale to leży w moim obowiązku!
- I nie mamy nic do twoich obowiązków! - wtrąciła się Lonya. - Nie mogliśmy odmówić Rene.
- Tsumi, nie masz u siebie jakiegoś jedzenia dla małego? Późno się robi.
- Widzę, że ani trochę nie macie pojęcia o opiece nad szczeniakami. - stwierdziła z satysfakcjonującym uśmiechem Tsumi. - Ale nie wiem, co Alfa powie, że wyręczam was z zadanej wam kary.
- Nikt nie musi wiedzieć, prawda? - powiedziała Lonya.
- Atrehu chyba ma u siebie kilka kąsków, których udało się mu upolować rankiem. Idziecie ze mną?
- Czemu nie. Jeśli oferujesz nam pomoc, nie będziemy odmawiać.
<Lonya/Tsumi?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1044
Ilość zdobytych PD: 552 + 5% (26 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 1534
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
niedziela, 12 grudnia 2021
Od Naharysa c.d / Atrehu / Piny/ Tsumi i Lonyi ~ Czas poznać teściów
Obudziło go głośne ziewanie jego partnerki, ale mimo wszystko, czuł się wypoczęty za wszystkie czasy. U boku tak wspaniałej wadery, jak Pina, wszystko wydawało się piękne. Złożył na jej policzku czuły pocałunek na dzień dobry, a ona zaś zareagowała przyjemnym mruknięciem.
- Wyspana? - mruknął jej do ucha dość uwodzicielskim tonem.
- Jak nigdy. Tylko ból w łapach pozostał po wczorajszym.
- Jak chcesz, mogę cię wziąć na barana, moja panno.
Ich śmiech odbił się od ścian jaskini, ale w tamtym momencie zorientowali się, że zostali sami wśród dziwnych, jaskiniowych kryształów, emitujących intensywnie światłem własnym. Rozejrzeli się dookoła, powstali, przeciągnęli się leniwie, ziewając głośno. W tamtym momencie z ciemnej odnogi jaskini wyłoniła się Lonya z grymasem konsternacji na pysku. -No już myślałem, że nas zostawiliście- Zerknął Naharys na Lonyę z widocznym uśmiechem, ignorując jej wyraz pyska, który zmienił się momentalnie. Odwzajemniła uśmiech, a Pina spojrzała zaś na nią pytająco.
- Gdzie tamta dwójka?
- Penetrują... jaskinię. - Zaśmiała się, jednocześnie Naharys zauważył, że starała się, aby jej śmiech był naturalny, po czym domyślił się o jaką "penetrację" chodziło Lonyi.
- Skoro już nie śpimy, może też nieco pozwiedzamy? Żal nie skorzystać z takiej okazji. - powiedział uśmiechem Naharys,
- Wiecie co... może poczekajmy tutaj na Tsumi i Atrehu?
- Są dorośli, chyba nie potrzebują naszej opieki. - Pina spojrzała na Lonyę zdumiona.
-Niby tak, ale sama miałam przyjemność chwilę pozwiedzać. Jest tam masa korytarzy i myślę, że dobrze, gdybyśmy tu na nich poczekali. Lepiej, żeby żadne z nich nie wpadło na pomysł, aby szukać nas na zewnątrz. Deszcz nadal kropi, więc raczej nie będą się kierować tropem.
-Zaraz wrócimy, chcę tylko zobaczyć, co jest za rogiem- dodała Pina, próbując zaciągnąć ze sobą Naharysa.
-Uwierz mi, jeżeli zobaczysz co jest za rogiem, nie będziesz chciała szybko wracać. Jeśli myślisz, że tu jest ładnie, to jesteś w błędzie. Szczęka Ci opadnie.
- Komu opadnie szczęka? - zabrzmiał w głębi znajomy głos. Znaleźli się nasi zagubieni~ pomyślał Naharys. Atrehu wyłonił się z jaskini, jak zwykle tryskający energią i obłędną aurą, a za nim szła Tsumi - oboje byli dziwnie zadowoleni. Exan spojrzał na nich znacząco, domyślając się już niektórych rzeczy, jakie miał w zwyczaju robić Atrehu, gdy pozostawał sam na sam z waderą.
-Lonya właśnie opowiadała nam, co widziała we wnętrzu jaskini. Podobno obłędny widok.
Parka spojrzała pytająco na Lonyę.
- Łaziliście tam dłużej ode mnie i nie powiecie mi, że to, co tam zastaliście, nie było godne zapamiętania.
- A tak, masz rację! Tej nocy szybko nie zapomnę. - Tsumi zaśmiała się słodko. Exan dałby sobie łeb uciąć, że w tamtym momencie Tsumi puściła Lonyi oczko, co na swój sposób wyglądało przeuroczo.
Basior spojrzał na swą siostrę, uśmiechnął się figlarnie.
- Lonya, coście ćpali?
- O co ci chodzi? - odparła Lonya. - Po prostu widzieliśmy coś, co przykuło naszą uwagę, ale że wy słodko spaliście, więc nie mieliśmy serca was budzić.
- To może wybierzemy się tam w całą piątkę? - zaproponował, ale Atrehu szybko wtrącił, nerwowo myśląc nad argumentem, co utwierdziło w przekonaniu Exana, że basior coś kręcił. - To się pojawia tylko nocą.
~ Ta, jasne. Nie ze mną te numery, Romeo - pomyślał Naharys, śmiejąc się w głębi duszy.
- A mimo to, wyglądacie na wypoczętych. Dobra, nieważne. Idziemy dalej. Czeka nas jeszcze sporo drogi.
I z tymi słowy, wyszli z głębokiej i jakże urokliwej groty, aby ruszyć w dalszą drogę przez leśną knieję, pełną powykręcanych w dziwaczne pozy drzewa. - Pina przyglądała się każdemu drzewu z uwagą i ciekawością, bowiem wyznała Naharysowi, że pierwszy raz znalazła się w takim lesie. Przez środek lasu przepływała szeroka rzeka, a przybrzeżne kamienie zatrzymywały rozmokłe gałęzie i zgniłą roślinność. Naharys pamiętał, że w pobliżu był zawalony pień, służący podróżnym wilkom za most, na tyle długi, że bez problemu łączył oba brzegi. Naharys poszedł pierwszy, a za nim Lonya, która powiodła za sobą Pinę i Tsumi, natomiast kolumnę zamykał Atrehu. Szli gęsiego, powoli, a co niektórzy niepewnie spoglądali na spokojnie płynący nurt czystej, górskiej wody, jakby z jej głębin zaraz miał wydostać się jakaś bestia. Gdy przedostali się na drugi brzeg, Tsumi i Pina odetchnęły z ulgą, a Atrehu oświadczył.
- Ja chcę jeszcze raz! - entuzjastycznie uniósł uszy.
Naharys wiedział, że za ścianą lasu iglastego, u którego byli skraja, skrywała widoki typowo krajobrazu północy. Wysokie góry, rozległe fiordy i dzikie, surowe doliny, ale szkopuł był jeden. Przeprawa przez las wynosiła dzień drogi. Zadarł łeb w górę i wiedział już, że nadchodzi południe, więc przejście na drugą stronę lasu powinno im zająć do północy - o ile nie będą urządzać zbyt częstych przerw na popas. Był to las spokojny, więc poza tym, że po drodze mijali przeróżne stworzenia i wędrujące samotnie, bądź grupy wilków, nie wydarzyło się nic ciekawego, więc północ zastała ich bez jakichkolwiek komplikacji. Wyczerpani dotarli na drugi koniec skraju lasu, po czym nie szukając daleko, zasnęli w cieniu wysokiej sosny.
Sen dla Naharysa był nawet przyzwoity. Śniło mu się, że idzie przez ukwieconą łąkę, a na swym grzbiecie niesie śpiącą Pinę. Po chwili jego oczom ukazuje się źródełko, zasilane wodą rzeczną, a w centrum tego, na małej wysepce rosło sobie drzewo brzoskwiniowe. Różowe płatki kwiatu unosiły się na błękitnej wodzie, w której pływały sumy. Jeden z nich wynurzył swój wąsaty pyszczek, poruszył żuchwą, jakby chciał coś wyszeptać. Naharys nachylił się, aby posłuchać, ale nie dane mu było, gdyż prędko zbudziło go głośne ziewanie Atrehu.
- Jak daleko jeszcze? - spytał
- Już nie długo. Musimy jeszcze przejść przez las między fiordem, a potem pokonać samotne wrzosowisko. I w sumie... jesteśmy na miejscu.
Tak, jak powiedział, tak było. Centrum watahy znajdowało się u podnóża gór, a należące do niej granice, ogrodzone były naturalnym, skalistym murem. Minęli czuwających wartowników, którzy bez problemu przepuścili ich, gdy jeden z nich rozpoznał Naharysa i Lonyę - było to całkiem fajne uczucie, znów spotkać znajome pyski.
- Fajnie tu macie. - przyznał Atrehu, przyglądając się strażnikom, stojącym na skalnej półce i obserwującym okolicę. Szybko utwierdził się w tym przekonaniu, gdy natknął się na grupkę trenujących wojowniczek pod przywództwem tarczowniczki - największy zaszczyt i ranga dla wadery w tej watasze. Basior szybko przebierał wzrokiem po zgrabnych, poruszających się z gracją ciałach wader. Naharys zwrócił się do niego.
- To nasze najlepsze wojowniczki. Widzisz te ubarwienia na pysku albo udzie? To oznacza, że zasłużyły się w niejednej bitwie. Dlatego radzę ci, gdy przyjdzie ci do głowy zagadnąć którąś, trzymaj ptaszka na uwięzi, inaczej szybko go stracisz. - I z tymi słowy klepnął go przyjacielsko w bok, śmiejąc się wesoło.
- Wydają się odważne, twarde... - odezwał się po chwili.
- Nasi wojownicy są najlepsi. Wierzymy bowiem, że śmierć w trakcie walki, to śmierć chwalebna, zapewniająca nam miejsce w niebie, gdzie toczy się wieczna bitwa, a po niej, huczna impreza. Taka myśl sprawia, że nasi wojownicy nie boją się śmierci. A gdy ona nadejdzie, z pasją spoglądają jej w oczy.
- Ciekawe. - skomentował basior, przyglądając się niskiej, młodej, karmelowej waderze z czerwonymi symbolami na pysku, która trenowała z wysoką, szarą wojowniczką. Tsumi, widząc jego zafascynowanie ruchami karmelowej, zdzieliła go w tył głowy, przywołując tym samym do porządku.
- A gdzie mieszka wasz Alfa? - zapytała Pina.
Naharys odwrócił się do swej ukochanej i obdarzył miłym spojrzeniem.
- U nas nie włada Alfa. Władzę i obowiązki przywódcy obejmują generałowie, czyli moi i Lonyi rodzice.
- Czyli, że jesteś jakby synem Alfy? - zapytał Atrehu.
- Nie. Alfy mają w sobie coś, czego nie mają moi rodzice. Nie mają tego, co masz ty, Atrehu. Tej mocy, której używają Alfy, gdy przemawiają w stronę poddanych.
- Dlaczego więc nie ma u was Alfy?
- Bo poprzedni został zdetronizowany. - odpowiedziała Lonya. - Tyranizował i brutalnie zarządzał swą watahą. Uznawał, że jest ponad prawem, gdyż to on je ustala. A robił to tak, aby jemu było najłatwiej. W końcu wilki wkurzyły się, wzięły sprawy we własne łapy i zrzuciły Alfę z tronu, uważając go jednocześnie za niegodnego ich zaufania i poświęcenia. Pewnie teraz gdzieś jego dusza błąka się w czeluściach piekieł.
- Kurcze, wszystko jest tutaj takie różnorodne. - powiedział zafascynowany Atrehu.
Naharys, idąc przodem, minął miejsce, gdzie ciężarne wadery były objęte czułą opieką watahy, pilnując aby nic im nie zabrakło - Wataha ta dbała o swe dzieci, nawet te, co jeszcze się nie narodziły. A potem obrali kierunek na kwaterę główną wojowników, gdzie zazwyczaj przebywali dowódcy - w tym jego rodzice. Na widok rosłego, dobrze zbudowanego basiora o brązowej sierści, Naharys mimowolnie uśmiechnął się szeroko. Ojciec nie wierząc własnym oczom, podbiegł do nich i jednym, mocnym chwytem, mogącym złamać niedźwiedzią kość, uścisnął syna i przybraną córkę, a następnie zmierzył pozostałych dość ciekawym wzrokiem.
- Miło was widzieć, moje dzieci. Kogo do nas przyprowadziłeś? - zapytał, zatrzymując wzrok na Pinie, która nieśmiało wbiła wzrok we własne łapy, zalewając się mocnym rumieńcem.
- Tato, chciałbym ci przedstawić moją elskerine. Moją ukochaną Pinę.
Ojciec ponownie przyjrzał się niskiej waderze, a na jego pysku pojawił się grymas ciepłego szczęścia i czułości, a następnie przywołał do siebie Eloney - Rodzicielka Exana i przybrana matka Lonyi. Pina z podziwem w oczach obserwowała przepełniony gracją chód śnieżnej wadery i zrozumiała już, po kim jej ukochany odziedziczył kolor sierści.
- Czy ty aby nie jesteś za młoda na naszego syna, Pino?- zwróciła się Eloney do Piny, po wstępnym powitaniu.
- Mamo, może przez jej wzrost wygląda, jak wygląda, ale daje wam słowo, że to dorosła i dojrzała wadera.
Rodzice pomimo tego, zaśmiali się głośno, ale nie miało to na celu zadrwienia z Piny, lecz okazać, iż pomimo ciężkiego charakteru, potrafią okazać radość.
- Pino - Eloney zwróciła się do Piny łagodnym, matczynym tonem. - Czy nasz syn jest dla ciebie dobry?
- Cóż... - zaczęła niska wadera, nie bardzo wiedząc, co w stresie powiedzieć. - On... Exan, jest dla mnie najlepszy... traktuje mnie z szacunkiem.
- Jak na wojownika przystało. - odparł Ramar. - A czy ona dla ciebie jest dobra, Exan?
- Codziennie dziękuję bogom, że ją mam. - odpowiedział z pasją Naharys. - Jest kochana.
Trójka w milczeniu przyglądała się tej sytuacji - Eloney, aby błogosławić nowej członkini rodziny, złożyła jej ciepły pocałunek w czoło, a Ramar zaś na znak pokoju i szacunku, naznaczył jej policzki niebieską farbą.
- Witaj w rodzinie, moja droga! - oświadczyła Eloney, a Ramar uśmiechnął się szeroko.
A potem już poszło gładko. Pina poznała mnóstwo znamienitych wojowniczek, otoczyły ją ciepłym towarzystwem, Atrehu i Tsumi pozwolono na zwiedzenie terenów watahy, a Naharys i Lonya mogli w spokoju nacieszyć się rodzinną atmosferą. Na treningu napotkali Asdana - ich starszego brata.
Naharys słyszał, że wzbił się na wyżyny swego stanowiska - w tym momencie uczył młodych wojowników podstaw bojowych i zwyczajów. Obok niego stała obca mu wadera o piaszczystej sierści, przez środek jej kręgosłupa przechodziła brązowa pręga, a policzki zaś zdobiły szkarłatne barwy. Spostrzegli, że była w ciąży.
- Bracie? - odezwali się jednocześnie.
Brązowy basior i jego towarzyszka odwrócili się nagle, szybko. Dla Asdana pewnie było zaskakującym przeżyciem, gdyż po tak sporym czasie w końcu ujrzał brata i przybraną siostrę całych i zdrowych.
- A więc zostałeś kapitanem?
- Tak. Poznajcie Miję, moją ukochaną. Za niedługo będziemy mieć swoje pociechy.
Naharys i Lonya przyjrzeli się waderze o nieśmiałym, ale łagodnym wyrazie pyszczka. I do tego mogła pochwalić się urodą. ~ Będzie z niej wspaniała matka. - Pomyślał Naharys.
Gdy Naharys wrócił do swej ukochanej, zobaczył, że na jej głowie spoczywał pokaźny i różnokolorowy wianek kwiatów, wydzielających przyjemne zapachy, a następnie wojowniczki otoczyły go szczelnym okręgiem i poprowadziły go ku Pinie, wyśpiewując głośno pieśni miłosne.
<Pina | Lonya | Tsumi | Atrehu?> Wiem, opowiadanie nie powala na kolana xD
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1822
Ilość zdobytych PD: 911 +5% (45 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 956
- Wyspana? - mruknął jej do ucha dość uwodzicielskim tonem.
- Jak nigdy. Tylko ból w łapach pozostał po wczorajszym.
- Jak chcesz, mogę cię wziąć na barana, moja panno.
Ich śmiech odbił się od ścian jaskini, ale w tamtym momencie zorientowali się, że zostali sami wśród dziwnych, jaskiniowych kryształów, emitujących intensywnie światłem własnym. Rozejrzeli się dookoła, powstali, przeciągnęli się leniwie, ziewając głośno. W tamtym momencie z ciemnej odnogi jaskini wyłoniła się Lonya z grymasem konsternacji na pysku. -No już myślałem, że nas zostawiliście- Zerknął Naharys na Lonyę z widocznym uśmiechem, ignorując jej wyraz pyska, który zmienił się momentalnie. Odwzajemniła uśmiech, a Pina spojrzała zaś na nią pytająco.
- Gdzie tamta dwójka?
- Penetrują... jaskinię. - Zaśmiała się, jednocześnie Naharys zauważył, że starała się, aby jej śmiech był naturalny, po czym domyślił się o jaką "penetrację" chodziło Lonyi.
- Skoro już nie śpimy, może też nieco pozwiedzamy? Żal nie skorzystać z takiej okazji. - powiedział uśmiechem Naharys,
- Wiecie co... może poczekajmy tutaj na Tsumi i Atrehu?
- Są dorośli, chyba nie potrzebują naszej opieki. - Pina spojrzała na Lonyę zdumiona.
-Niby tak, ale sama miałam przyjemność chwilę pozwiedzać. Jest tam masa korytarzy i myślę, że dobrze, gdybyśmy tu na nich poczekali. Lepiej, żeby żadne z nich nie wpadło na pomysł, aby szukać nas na zewnątrz. Deszcz nadal kropi, więc raczej nie będą się kierować tropem.
-Zaraz wrócimy, chcę tylko zobaczyć, co jest za rogiem- dodała Pina, próbując zaciągnąć ze sobą Naharysa.
-Uwierz mi, jeżeli zobaczysz co jest za rogiem, nie będziesz chciała szybko wracać. Jeśli myślisz, że tu jest ładnie, to jesteś w błędzie. Szczęka Ci opadnie.
- Komu opadnie szczęka? - zabrzmiał w głębi znajomy głos. Znaleźli się nasi zagubieni~ pomyślał Naharys. Atrehu wyłonił się z jaskini, jak zwykle tryskający energią i obłędną aurą, a za nim szła Tsumi - oboje byli dziwnie zadowoleni. Exan spojrzał na nich znacząco, domyślając się już niektórych rzeczy, jakie miał w zwyczaju robić Atrehu, gdy pozostawał sam na sam z waderą.
-Lonya właśnie opowiadała nam, co widziała we wnętrzu jaskini. Podobno obłędny widok.
Parka spojrzała pytająco na Lonyę.
- Łaziliście tam dłużej ode mnie i nie powiecie mi, że to, co tam zastaliście, nie było godne zapamiętania.
- A tak, masz rację! Tej nocy szybko nie zapomnę. - Tsumi zaśmiała się słodko. Exan dałby sobie łeb uciąć, że w tamtym momencie Tsumi puściła Lonyi oczko, co na swój sposób wyglądało przeuroczo.
Basior spojrzał na swą siostrę, uśmiechnął się figlarnie.
- Lonya, coście ćpali?
- O co ci chodzi? - odparła Lonya. - Po prostu widzieliśmy coś, co przykuło naszą uwagę, ale że wy słodko spaliście, więc nie mieliśmy serca was budzić.
- To może wybierzemy się tam w całą piątkę? - zaproponował, ale Atrehu szybko wtrącił, nerwowo myśląc nad argumentem, co utwierdziło w przekonaniu Exana, że basior coś kręcił. - To się pojawia tylko nocą.
~ Ta, jasne. Nie ze mną te numery, Romeo - pomyślał Naharys, śmiejąc się w głębi duszy.
- A mimo to, wyglądacie na wypoczętych. Dobra, nieważne. Idziemy dalej. Czeka nas jeszcze sporo drogi.
I z tymi słowy, wyszli z głębokiej i jakże urokliwej groty, aby ruszyć w dalszą drogę przez leśną knieję, pełną powykręcanych w dziwaczne pozy drzewa. - Pina przyglądała się każdemu drzewu z uwagą i ciekawością, bowiem wyznała Naharysowi, że pierwszy raz znalazła się w takim lesie. Przez środek lasu przepływała szeroka rzeka, a przybrzeżne kamienie zatrzymywały rozmokłe gałęzie i zgniłą roślinność. Naharys pamiętał, że w pobliżu był zawalony pień, służący podróżnym wilkom za most, na tyle długi, że bez problemu łączył oba brzegi. Naharys poszedł pierwszy, a za nim Lonya, która powiodła za sobą Pinę i Tsumi, natomiast kolumnę zamykał Atrehu. Szli gęsiego, powoli, a co niektórzy niepewnie spoglądali na spokojnie płynący nurt czystej, górskiej wody, jakby z jej głębin zaraz miał wydostać się jakaś bestia. Gdy przedostali się na drugi brzeg, Tsumi i Pina odetchnęły z ulgą, a Atrehu oświadczył.
- Ja chcę jeszcze raz! - entuzjastycznie uniósł uszy.
Naharys wiedział, że za ścianą lasu iglastego, u którego byli skraja, skrywała widoki typowo krajobrazu północy. Wysokie góry, rozległe fiordy i dzikie, surowe doliny, ale szkopuł był jeden. Przeprawa przez las wynosiła dzień drogi. Zadarł łeb w górę i wiedział już, że nadchodzi południe, więc przejście na drugą stronę lasu powinno im zająć do północy - o ile nie będą urządzać zbyt częstych przerw na popas. Był to las spokojny, więc poza tym, że po drodze mijali przeróżne stworzenia i wędrujące samotnie, bądź grupy wilków, nie wydarzyło się nic ciekawego, więc północ zastała ich bez jakichkolwiek komplikacji. Wyczerpani dotarli na drugi koniec skraju lasu, po czym nie szukając daleko, zasnęli w cieniu wysokiej sosny.
Sen dla Naharysa był nawet przyzwoity. Śniło mu się, że idzie przez ukwieconą łąkę, a na swym grzbiecie niesie śpiącą Pinę. Po chwili jego oczom ukazuje się źródełko, zasilane wodą rzeczną, a w centrum tego, na małej wysepce rosło sobie drzewo brzoskwiniowe. Różowe płatki kwiatu unosiły się na błękitnej wodzie, w której pływały sumy. Jeden z nich wynurzył swój wąsaty pyszczek, poruszył żuchwą, jakby chciał coś wyszeptać. Naharys nachylił się, aby posłuchać, ale nie dane mu było, gdyż prędko zbudziło go głośne ziewanie Atrehu.
- Jak daleko jeszcze? - spytał
- Już nie długo. Musimy jeszcze przejść przez las między fiordem, a potem pokonać samotne wrzosowisko. I w sumie... jesteśmy na miejscu.
Tak, jak powiedział, tak było. Centrum watahy znajdowało się u podnóża gór, a należące do niej granice, ogrodzone były naturalnym, skalistym murem. Minęli czuwających wartowników, którzy bez problemu przepuścili ich, gdy jeden z nich rozpoznał Naharysa i Lonyę - było to całkiem fajne uczucie, znów spotkać znajome pyski.
- Fajnie tu macie. - przyznał Atrehu, przyglądając się strażnikom, stojącym na skalnej półce i obserwującym okolicę. Szybko utwierdził się w tym przekonaniu, gdy natknął się na grupkę trenujących wojowniczek pod przywództwem tarczowniczki - największy zaszczyt i ranga dla wadery w tej watasze. Basior szybko przebierał wzrokiem po zgrabnych, poruszających się z gracją ciałach wader. Naharys zwrócił się do niego.
- To nasze najlepsze wojowniczki. Widzisz te ubarwienia na pysku albo udzie? To oznacza, że zasłużyły się w niejednej bitwie. Dlatego radzę ci, gdy przyjdzie ci do głowy zagadnąć którąś, trzymaj ptaszka na uwięzi, inaczej szybko go stracisz. - I z tymi słowy klepnął go przyjacielsko w bok, śmiejąc się wesoło.
- Wydają się odważne, twarde... - odezwał się po chwili.
- Nasi wojownicy są najlepsi. Wierzymy bowiem, że śmierć w trakcie walki, to śmierć chwalebna, zapewniająca nam miejsce w niebie, gdzie toczy się wieczna bitwa, a po niej, huczna impreza. Taka myśl sprawia, że nasi wojownicy nie boją się śmierci. A gdy ona nadejdzie, z pasją spoglądają jej w oczy.
- Ciekawe. - skomentował basior, przyglądając się niskiej, młodej, karmelowej waderze z czerwonymi symbolami na pysku, która trenowała z wysoką, szarą wojowniczką. Tsumi, widząc jego zafascynowanie ruchami karmelowej, zdzieliła go w tył głowy, przywołując tym samym do porządku.
- A gdzie mieszka wasz Alfa? - zapytała Pina.
Naharys odwrócił się do swej ukochanej i obdarzył miłym spojrzeniem.
- U nas nie włada Alfa. Władzę i obowiązki przywódcy obejmują generałowie, czyli moi i Lonyi rodzice.
- Czyli, że jesteś jakby synem Alfy? - zapytał Atrehu.
- Nie. Alfy mają w sobie coś, czego nie mają moi rodzice. Nie mają tego, co masz ty, Atrehu. Tej mocy, której używają Alfy, gdy przemawiają w stronę poddanych.
- Dlaczego więc nie ma u was Alfy?
- Bo poprzedni został zdetronizowany. - odpowiedziała Lonya. - Tyranizował i brutalnie zarządzał swą watahą. Uznawał, że jest ponad prawem, gdyż to on je ustala. A robił to tak, aby jemu było najłatwiej. W końcu wilki wkurzyły się, wzięły sprawy we własne łapy i zrzuciły Alfę z tronu, uważając go jednocześnie za niegodnego ich zaufania i poświęcenia. Pewnie teraz gdzieś jego dusza błąka się w czeluściach piekieł.
- Kurcze, wszystko jest tutaj takie różnorodne. - powiedział zafascynowany Atrehu.
Naharys, idąc przodem, minął miejsce, gdzie ciężarne wadery były objęte czułą opieką watahy, pilnując aby nic im nie zabrakło - Wataha ta dbała o swe dzieci, nawet te, co jeszcze się nie narodziły. A potem obrali kierunek na kwaterę główną wojowników, gdzie zazwyczaj przebywali dowódcy - w tym jego rodzice. Na widok rosłego, dobrze zbudowanego basiora o brązowej sierści, Naharys mimowolnie uśmiechnął się szeroko. Ojciec nie wierząc własnym oczom, podbiegł do nich i jednym, mocnym chwytem, mogącym złamać niedźwiedzią kość, uścisnął syna i przybraną córkę, a następnie zmierzył pozostałych dość ciekawym wzrokiem.
- Miło was widzieć, moje dzieci. Kogo do nas przyprowadziłeś? - zapytał, zatrzymując wzrok na Pinie, która nieśmiało wbiła wzrok we własne łapy, zalewając się mocnym rumieńcem.
- Tato, chciałbym ci przedstawić moją elskerine. Moją ukochaną Pinę.
Ojciec ponownie przyjrzał się niskiej waderze, a na jego pysku pojawił się grymas ciepłego szczęścia i czułości, a następnie przywołał do siebie Eloney - Rodzicielka Exana i przybrana matka Lonyi. Pina z podziwem w oczach obserwowała przepełniony gracją chód śnieżnej wadery i zrozumiała już, po kim jej ukochany odziedziczył kolor sierści.
- Czy ty aby nie jesteś za młoda na naszego syna, Pino?- zwróciła się Eloney do Piny, po wstępnym powitaniu.
- Mamo, może przez jej wzrost wygląda, jak wygląda, ale daje wam słowo, że to dorosła i dojrzała wadera.
Rodzice pomimo tego, zaśmiali się głośno, ale nie miało to na celu zadrwienia z Piny, lecz okazać, iż pomimo ciężkiego charakteru, potrafią okazać radość.
- Pino - Eloney zwróciła się do Piny łagodnym, matczynym tonem. - Czy nasz syn jest dla ciebie dobry?
- Cóż... - zaczęła niska wadera, nie bardzo wiedząc, co w stresie powiedzieć. - On... Exan, jest dla mnie najlepszy... traktuje mnie z szacunkiem.
- Jak na wojownika przystało. - odparł Ramar. - A czy ona dla ciebie jest dobra, Exan?
- Codziennie dziękuję bogom, że ją mam. - odpowiedział z pasją Naharys. - Jest kochana.
Trójka w milczeniu przyglądała się tej sytuacji - Eloney, aby błogosławić nowej członkini rodziny, złożyła jej ciepły pocałunek w czoło, a Ramar zaś na znak pokoju i szacunku, naznaczył jej policzki niebieską farbą.
- Witaj w rodzinie, moja droga! - oświadczyła Eloney, a Ramar uśmiechnął się szeroko.
A potem już poszło gładko. Pina poznała mnóstwo znamienitych wojowniczek, otoczyły ją ciepłym towarzystwem, Atrehu i Tsumi pozwolono na zwiedzenie terenów watahy, a Naharys i Lonya mogli w spokoju nacieszyć się rodzinną atmosferą. Na treningu napotkali Asdana - ich starszego brata.
Naharys słyszał, że wzbił się na wyżyny swego stanowiska - w tym momencie uczył młodych wojowników podstaw bojowych i zwyczajów. Obok niego stała obca mu wadera o piaszczystej sierści, przez środek jej kręgosłupa przechodziła brązowa pręga, a policzki zaś zdobiły szkarłatne barwy. Spostrzegli, że była w ciąży.
- Bracie? - odezwali się jednocześnie.
Brązowy basior i jego towarzyszka odwrócili się nagle, szybko. Dla Asdana pewnie było zaskakującym przeżyciem, gdyż po tak sporym czasie w końcu ujrzał brata i przybraną siostrę całych i zdrowych.
- A więc zostałeś kapitanem?
- Tak. Poznajcie Miję, moją ukochaną. Za niedługo będziemy mieć swoje pociechy.
Naharys i Lonya przyjrzeli się waderze o nieśmiałym, ale łagodnym wyrazie pyszczka. I do tego mogła pochwalić się urodą. ~ Będzie z niej wspaniała matka. - Pomyślał Naharys.
Gdy Naharys wrócił do swej ukochanej, zobaczył, że na jej głowie spoczywał pokaźny i różnokolorowy wianek kwiatów, wydzielających przyjemne zapachy, a następnie wojowniczki otoczyły go szczelnym okręgiem i poprowadziły go ku Pinie, wyśpiewując głośno pieśni miłosne.
<Pina | Lonya | Tsumi | Atrehu?> Wiem, opowiadanie nie powala na kolana xD
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1822
Ilość zdobytych PD: 911 +5% (45 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 956
piątek, 10 grudnia 2021
Od Lonyi c.d Artehu/ Naharys'a / Piny i Tsumi ~ Czas poznać teściów
Droga ciągnęła się jakby wieczność. Każdy krok przypominał o tym, jak daleką drogę przebyłam z bratem, by w końcu znaleźć swoje miejsce na tym dołującym padole życia. Spędziliśmy wiele tygodni w trasie, a teraz o ironio... Wracamy! W głębi serca czułam ulgę i radość na myśl o spotkaniu z najbliższymi. Chyba tylko to dawało mi siłę, aby na przemian przebierać łapami i wlec wycieńczone ciało dalej. Wszyscy szli w ciszy, chcąc całą energię skumulować w kończynach.
- Zrobimy może przerwę. - głos Artehu niespodziewanie wyrwał mnie z własnej głowy. Kątem oka zerknęłam na basiora, wręcz jak na bohatera. Jego bursztynowe oczy przyglądały się mojej sylwetce. Mimo prób zachowania pozorów niezwyciężonej zdawało się, iż wiedział, jak bardzo potrzebuję, chociaż chwilowego wytchnienia. Gdybym miała siłę, to pewnie wykrzesałabym cichy śmiech, widząc, jak wszyscy padają na ziemię w tym samym momencie. Przyglądałam się obydwu parom. - Naharys z Piną pomimo zmęczenia mieli siłę na żwawą konwersację, natomiast Artehu z Tsumi jak zawsze dogryzali sobie żartobliwie. Oni szczególnie wyglądali na dosyć intrygującą parę. Oczywiście nie ubliżając wybrance brata, ta dwójka tworzyła dosyć specyficzną aurę... niby wiele ich różniło, ale jednocześnie coś nie pozwalało im bez siebie egzystować. Fascynujące, zupełnie jak Philis i... Ech, nie będę więcej do tego wracać. Przeszłość służy tylko do tego, by wyciągać z niej lekcje i siłę.
Wszyscy zgodnie przystaliśmy na propozycje rudego samca o krótkiej drzemce, więc nie minął kwadrans kiedy cała czwórka smacznie spała, wtulona w partnerów. Ja w tym czasie leżałam, przyglądając się każdemu z osobna. Co jak co, ale odwykłam od sypiania pod gołym niebem. Złapałam się na tym, że mój wzrok zaskakująco długo wbity był w Artehu. Wyglądał, jakby nieco cierpiał, jednak zdawał się ignorować bolesny bodziec. Czemu akurat gapię się na niego? Może to dlatego, że tak jak ja dzieli los lisiego mieszańca. Ciekawe czy tak samo jak ja, miał spaprane dzieciństwo?
Bezszelestnie zbliżyłam się do śpiącej pary, próbując wybadać, skąd ta agonia.
- Atrehu? - rzuciłam niepewnie, patrząc wprost na zdezorientowanego samca
- O co chodzi?
- Mogę... To znaczy, czy mogę się położyć obok? - Konsternacja samca uświadomiła mi, jak bardzo moje pytanie było nie na miejscu. Trochę speszona nie wiedziałam jak z tego wybrnąć. - Jest naprawdę zimno...
Serio?! Nie mogłam wymyślić nic innego? Cóż za prostackie kłamstwo, aż walące po twarzy chęcią atencji.
- Pewnie. Śmiało. - Samiec zmienił nieco pozycję, robiąc mi miejsce tuż obok siebie.
Oby tylko Exan nie obudził się przed nami, bo ciężko będzie później się z tego wyłgać, kiedy ten wie, że nawet srogo minusowe temperatury nie robiły na mnie wrażenia, kiedy reszta rodziny nerwowo przebierała łapami, marząc o ciepłej jamie.
Nie mniej na moment delektowałam się tą krótką chwilą kontaktu fizycznego z innym wilkiem- krótką, bo nie trzeba było długo czekać, aż deszcz przeszkodzi nam w drzemce. Wszyscy przemoczeni, brnęliśmy za Artehu, który namierzył schronienie. Nie powiem, dostęp do jamy nie należał do najłatwiejszych, jednak po wejściu do niej mieliśmy pewność, że jesteśmy jedynymi żyjącymi osobnikami w tej części. Ten sektor był średniej wielkości ozdobiony kryształami mieniącymi się różnego rodzaju kolorami. Nikt z nas nie miał zamiaru penetrować dalszych korytarzy, toteż niedługo po wejściu każdy znalazł sobie skrawek podłogi i ponownie oddał się w ramiona Morfeusza. Ja ulokowałam się niedaleko wyjścia, pomiędzy kryształami dającymi kojący blask, a w akompaniamencie kropli deszczu uderzających o skały, nie można było odmówić sobie błogiego i przyjemnego snu. Trwał on dwie.. No może trzy godziny. Niespecjalnie miałam ochotę wnikać w szczegóły.
Rozejrzałam się po wnęce, sprawdzając, czy wszyscy moi towarzysze jeszcze śpią... Brakowało Artehu i Tsumi.
Zapewne postanowili zwiedzić jaskinię i dokładniej przyjrzeć się niecodziennym kamieniom. Sama nie mogąc przepuścić takiej okazji, ruszyłam jednym z korytarzy, podziwiając kolorowe instalacje świetlne.
- Co jest? - zastrzygłam uszami, słysząc jęki w głębi jamy. Kierując się źródłem dźwięku, błądziłam krętymi korytarzami, w końcu docierając do kolejnego sektora. Wyjrzałam zza zakrętu i to, co zobaczyły moje oczy... No tego się nie da odzobaczyć.
Stałam jak wryta z opuszczoną żuchwą, patrząc na powyginane ciała dwójki zakochanych, korzystających z chwili sam na sam. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, nie za bardzo wiedziałam, gdzie mam podziać oczy.
- Ty kretynko! Czemu po prostu się nie wycofałaś?! - skarciłam się w myślach. Dlaczego nie potrafię cofać czasu. Nerkę bym oddała, żeby to odzobaczyć i uniknąć tak niezręcznej atmosfery.
- Korytarz po twojej lewej. Idziesz kilka metrów do przodu, skręcasz zaś w lewo i cały czas prosto. Moja droga... trafisz sama, czy wolisz, żebyśmy Cię odprowadzili? - Artehu szybko odzyskał gardę i jak gdyby nigdy nic rozpoczął krótki instruktaż udania się do miejsca naszego spoczynku.
- Ja.. Nie przeszkadzajcie sobie.. Znaczy, tak pójdę... emmm... Dobranoc. - moje miotanie musiało wyglądać bardzo komicznie, bo gdy tylko zniknęłam za ścianą, cichy chichot Tsumi dotarł do moich uszu.
Całą drogę, próbowałam nie myśleć o tym, co właśnie zobaczyłam. Jak Artehu leżał na Tsumi i... Ku**a to jakiś żart? Po kiego ch**a ja tam poszłam? Parłam naprzód, nie do końca zwracając uwagę na drogę, toteż miałam więcej szczęścia jak rozumu, kiedy dojrzałam Naharysa i jego wybrankę, przeciągających się zaraz po przebudzeniu.
- No już myślałem, że nas zostawiliście. - brat zerknął na mnie z uśmiechem.
- Gdzie tamta dwójka? - Pina zerknęła na mnie pytająco, a ja ponownie miałam przyjemność odtworzyć sobie obrazy, które będą mnie zapewne prześladować do końca tej podróży.
- Penetrują... jaskinie. - zaśmiałam się, próbując być jak najbardziej naturalna.
- Skoro nie śpimy, może też nieco pozwiedzamy? Żal nie skorzystać z takiej okazji. - świetnie, oczywiście głos odkrywcy musiał odezwać się również w moim bracie.
Pina nie potrzebowała nawet mrugnąć, aby przystać na ten pomysł.
- Wiecie co... może poczekajmy tutaj na Tsumi i Artehu.
- Są dorośli, chyba nie potrzebują naszej opieki. - wadera spojrzała na mnie nieco zdumiona.
- Niby tak, ale sama miałam przyjemność chwilę pozwiedzać. Jest tam masa korytarzy i myślę, że dobrze, gdybyśmy tu na nich poczekali. Lepiej, żeby żadne z nich nie wpadło na pomysł, aby szukać nas na zewnątrz. Deszcz nadal kropi, więc raczej nie będą się kierować tropem.
- Zaraz wrócimy, chcę tylko zobaczyć, co jest za rogiem. - dodała Pina, ciągnąć swojego wybranka.
- Uwierz mi, jeżeli zobaczysz co jest za rogiem, nie będziesz chciała szybko wracać. Jeśli myślisz, że tu jest ładnie, to jesteś w błędzie. Szczęka Ci opadnie.
- Komu opadnie szczęka? - usłyszeliśmy w głębi znajomy głos. Artehu wyłonił się z ciemności wraz ze swoją wybranką. Obydwoje wyglądali na zadowolonych.
- Lonya właśnie opowiadała nam, co widziała we wnętrzu jaskini. Podobno obłędny widok.
Para, z którą związała mnie mała pikantna tajemnica, spojrzała na mnie pytająco, nie wiedząc ile, opowiedziałam bratu i mojej przyszłej siostrze.
- Łaziliście tam dłużej ode mnie i nie powiecie mi, że to co tam zastaliście, nie było godne zapamiętania.
- A tak, masz rację! Tej nocy szybko nie zapomnę. - Tsumi zaśmiała się słodko, puszczając mi oczko.
<Exan?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1097
Ilość zdobytych PD: 548+ 5% (27 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 575
- Zrobimy może przerwę. - głos Artehu niespodziewanie wyrwał mnie z własnej głowy. Kątem oka zerknęłam na basiora, wręcz jak na bohatera. Jego bursztynowe oczy przyglądały się mojej sylwetce. Mimo prób zachowania pozorów niezwyciężonej zdawało się, iż wiedział, jak bardzo potrzebuję, chociaż chwilowego wytchnienia. Gdybym miała siłę, to pewnie wykrzesałabym cichy śmiech, widząc, jak wszyscy padają na ziemię w tym samym momencie. Przyglądałam się obydwu parom. - Naharys z Piną pomimo zmęczenia mieli siłę na żwawą konwersację, natomiast Artehu z Tsumi jak zawsze dogryzali sobie żartobliwie. Oni szczególnie wyglądali na dosyć intrygującą parę. Oczywiście nie ubliżając wybrance brata, ta dwójka tworzyła dosyć specyficzną aurę... niby wiele ich różniło, ale jednocześnie coś nie pozwalało im bez siebie egzystować. Fascynujące, zupełnie jak Philis i... Ech, nie będę więcej do tego wracać. Przeszłość służy tylko do tego, by wyciągać z niej lekcje i siłę.
Wszyscy zgodnie przystaliśmy na propozycje rudego samca o krótkiej drzemce, więc nie minął kwadrans kiedy cała czwórka smacznie spała, wtulona w partnerów. Ja w tym czasie leżałam, przyglądając się każdemu z osobna. Co jak co, ale odwykłam od sypiania pod gołym niebem. Złapałam się na tym, że mój wzrok zaskakująco długo wbity był w Artehu. Wyglądał, jakby nieco cierpiał, jednak zdawał się ignorować bolesny bodziec. Czemu akurat gapię się na niego? Może to dlatego, że tak jak ja dzieli los lisiego mieszańca. Ciekawe czy tak samo jak ja, miał spaprane dzieciństwo?
Bezszelestnie zbliżyłam się do śpiącej pary, próbując wybadać, skąd ta agonia.
- Atrehu? - rzuciłam niepewnie, patrząc wprost na zdezorientowanego samca
- O co chodzi?
- Mogę... To znaczy, czy mogę się położyć obok? - Konsternacja samca uświadomiła mi, jak bardzo moje pytanie było nie na miejscu. Trochę speszona nie wiedziałam jak z tego wybrnąć. - Jest naprawdę zimno...
Serio?! Nie mogłam wymyślić nic innego? Cóż za prostackie kłamstwo, aż walące po twarzy chęcią atencji.
- Pewnie. Śmiało. - Samiec zmienił nieco pozycję, robiąc mi miejsce tuż obok siebie.
Oby tylko Exan nie obudził się przed nami, bo ciężko będzie później się z tego wyłgać, kiedy ten wie, że nawet srogo minusowe temperatury nie robiły na mnie wrażenia, kiedy reszta rodziny nerwowo przebierała łapami, marząc o ciepłej jamie.
Nie mniej na moment delektowałam się tą krótką chwilą kontaktu fizycznego z innym wilkiem- krótką, bo nie trzeba było długo czekać, aż deszcz przeszkodzi nam w drzemce. Wszyscy przemoczeni, brnęliśmy za Artehu, który namierzył schronienie. Nie powiem, dostęp do jamy nie należał do najłatwiejszych, jednak po wejściu do niej mieliśmy pewność, że jesteśmy jedynymi żyjącymi osobnikami w tej części. Ten sektor był średniej wielkości ozdobiony kryształami mieniącymi się różnego rodzaju kolorami. Nikt z nas nie miał zamiaru penetrować dalszych korytarzy, toteż niedługo po wejściu każdy znalazł sobie skrawek podłogi i ponownie oddał się w ramiona Morfeusza. Ja ulokowałam się niedaleko wyjścia, pomiędzy kryształami dającymi kojący blask, a w akompaniamencie kropli deszczu uderzających o skały, nie można było odmówić sobie błogiego i przyjemnego snu. Trwał on dwie.. No może trzy godziny. Niespecjalnie miałam ochotę wnikać w szczegóły.
Rozejrzałam się po wnęce, sprawdzając, czy wszyscy moi towarzysze jeszcze śpią... Brakowało Artehu i Tsumi.
Zapewne postanowili zwiedzić jaskinię i dokładniej przyjrzeć się niecodziennym kamieniom. Sama nie mogąc przepuścić takiej okazji, ruszyłam jednym z korytarzy, podziwiając kolorowe instalacje świetlne.
- Co jest? - zastrzygłam uszami, słysząc jęki w głębi jamy. Kierując się źródłem dźwięku, błądziłam krętymi korytarzami, w końcu docierając do kolejnego sektora. Wyjrzałam zza zakrętu i to, co zobaczyły moje oczy... No tego się nie da odzobaczyć.
Stałam jak wryta z opuszczoną żuchwą, patrząc na powyginane ciała dwójki zakochanych, korzystających z chwili sam na sam. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, nie za bardzo wiedziałam, gdzie mam podziać oczy.
- Ty kretynko! Czemu po prostu się nie wycofałaś?! - skarciłam się w myślach. Dlaczego nie potrafię cofać czasu. Nerkę bym oddała, żeby to odzobaczyć i uniknąć tak niezręcznej atmosfery.
- Korytarz po twojej lewej. Idziesz kilka metrów do przodu, skręcasz zaś w lewo i cały czas prosto. Moja droga... trafisz sama, czy wolisz, żebyśmy Cię odprowadzili? - Artehu szybko odzyskał gardę i jak gdyby nigdy nic rozpoczął krótki instruktaż udania się do miejsca naszego spoczynku.
- Ja.. Nie przeszkadzajcie sobie.. Znaczy, tak pójdę... emmm... Dobranoc. - moje miotanie musiało wyglądać bardzo komicznie, bo gdy tylko zniknęłam za ścianą, cichy chichot Tsumi dotarł do moich uszu.
Całą drogę, próbowałam nie myśleć o tym, co właśnie zobaczyłam. Jak Artehu leżał na Tsumi i... Ku**a to jakiś żart? Po kiego ch**a ja tam poszłam? Parłam naprzód, nie do końca zwracając uwagę na drogę, toteż miałam więcej szczęścia jak rozumu, kiedy dojrzałam Naharysa i jego wybrankę, przeciągających się zaraz po przebudzeniu.
- No już myślałem, że nas zostawiliście. - brat zerknął na mnie z uśmiechem.
- Gdzie tamta dwójka? - Pina zerknęła na mnie pytająco, a ja ponownie miałam przyjemność odtworzyć sobie obrazy, które będą mnie zapewne prześladować do końca tej podróży.
- Penetrują... jaskinie. - zaśmiałam się, próbując być jak najbardziej naturalna.
- Skoro nie śpimy, może też nieco pozwiedzamy? Żal nie skorzystać z takiej okazji. - świetnie, oczywiście głos odkrywcy musiał odezwać się również w moim bracie.
Pina nie potrzebowała nawet mrugnąć, aby przystać na ten pomysł.
- Wiecie co... może poczekajmy tutaj na Tsumi i Artehu.
- Są dorośli, chyba nie potrzebują naszej opieki. - wadera spojrzała na mnie nieco zdumiona.
- Niby tak, ale sama miałam przyjemność chwilę pozwiedzać. Jest tam masa korytarzy i myślę, że dobrze, gdybyśmy tu na nich poczekali. Lepiej, żeby żadne z nich nie wpadło na pomysł, aby szukać nas na zewnątrz. Deszcz nadal kropi, więc raczej nie będą się kierować tropem.
- Zaraz wrócimy, chcę tylko zobaczyć, co jest za rogiem. - dodała Pina, ciągnąć swojego wybranka.
- Uwierz mi, jeżeli zobaczysz co jest za rogiem, nie będziesz chciała szybko wracać. Jeśli myślisz, że tu jest ładnie, to jesteś w błędzie. Szczęka Ci opadnie.
- Komu opadnie szczęka? - usłyszeliśmy w głębi znajomy głos. Artehu wyłonił się z ciemności wraz ze swoją wybranką. Obydwoje wyglądali na zadowolonych.
- Lonya właśnie opowiadała nam, co widziała we wnętrzu jaskini. Podobno obłędny widok.
Para, z którą związała mnie mała pikantna tajemnica, spojrzała na mnie pytająco, nie wiedząc ile, opowiedziałam bratu i mojej przyszłej siostrze.
- Łaziliście tam dłużej ode mnie i nie powiecie mi, że to co tam zastaliście, nie było godne zapamiętania.
- A tak, masz rację! Tej nocy szybko nie zapomnę. - Tsumi zaśmiała się słodko, puszczając mi oczko.
<Exan?>
Ilość napisanych słów: 1097
Ilość zdobytych PD: 548+ 5% (27 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 575
niedziela, 5 grudnia 2021
Event Świąteczny!
Hej hej członkowie!
Mam nadzieję, że każdy z was był grzeczny w tym roku :)
Wasza kochana alfa przybywa z eventem, który ma na celu umilić wam czas oczekiwania na piękny dzień jakim jest Boże Narodzenie wraz z Wigilią!
Mam nadzieję, że każdy z was był grzeczny w tym roku :)
Wasza kochana alfa przybywa z eventem, który ma na celu umilić wam czas oczekiwania na piękny dzień jakim jest Boże Narodzenie wraz z Wigilią!
Śmiało możemy zacząć od dwóch konkursów artystycznych!
Konkurs numer 1
Wasza kochana alfa ostatnio dostrzegła w centrum watahy samotny świerk. Na myśl przyszedł jej pewien ciekawy pomysł. "A gdyby tak go jakoś ustroić?"
Tu moje kochane wilczki powierzam w wasze łapki pomysł na jego wygląd ^^
Waszym zadaniem będzie ozdobienie owego drzewka, jak tylko macie ochotę. Pomysł pozostawiam wam. Możecie śmiało narysować go swoim stylem lub wspomóc się świerkiem podanym poniżej ^^
❄Jedynym wymogiem jest to, aby drzewko nie miało tła ^^
Drugi konkurs polega na narysowaniu swojego ukochanego wilczka w świątecznym przebraniu ^^ Ogranicza was jedynie wasza wyobraźnia, pamiętajcie o tym moi kochani. Przebrać możecie się za Mikołaja, lecz inne kreatywne pomysły są również mile widziane.
❄Warunkiem jest to, by stroje były związane ze Świętami Bożego Narodzenia.
~~
❄Pamiętajcie! W konkursach artystycznych może wziąć udział każdy, bez wyjątków. Pod uwagę nie jest brany talent, a sam pomysł i kreatywność ^^. Im bardziej pomysł jest szalony ty lepiej!
Prace mogą być wykonane w programie lub na kartce ^^ Wybierz to płótno, które jest ci wygodniejsze ^^
❄Prace należy przesłać do 9 stycznia do mnie ^^
❄Możecie je wysyłać albo na mój discord albo na email asiulka180203@gmail.com
,,Zima zawitała na terenach watahy. Szczeniaki wesoło bawią się w śnieżnych zaspach, a dorośli często także towarzyszą im w zabawie. W końcu zima to czas, gdzie w każdym budzi się szczeniak, prawda? Każdy z nas spędza ten wyjątkowy czas oczekiwania w inny sposób. A jak ty spędzasz ten zimowy czas?"
❄Zadania i wymagania❄
Waszym zadaniem jest napisania opowiadania, w którym opiszecie w jaki sposób wasz wilczek spędza zimę. Wychodzi z innymi na spacery? Tarza się w śniegu?
-Tytuł opowiadania powinien brzmieć - "Śnieżna zabawa"
-Im więcej opowiadanie liczy słów tym lepsze nagrody!
-Bonus za słowa wynosi nie 5%, a 10%
-Opowiadanie powinno być oznaczone etykietką, która brzmi tak samo jak tytuł.
-Opowiadanie powinno liczyć minimum 150 słów
"Gdy wędrujesz przez las napotykasz na swej drodze stworzenie podobne do jelenia, lecz nieco się od niego różni... Po chwili uświadamiasz sobie, że jest to renifer. Kilka kroków dalej napotykasz innego przedstawiciela tego gatunku. Dziwi cię ten widok. Po chwili dostrzegasz w śniegu czyjeś ślady..."
❄Zadania i wymagania❄
Każdy może wziąć w nich udział ^^ Można także wziąć udział w konkursie artystycznym, gdy bierze się już udział w opowiadaniu pisanym.
Powodzenia!
Wasza Rene~
Tu moje kochane wilczki powierzam w wasze łapki pomysł na jego wygląd ^^
Waszym zadaniem będzie ozdobienie owego drzewka, jak tylko macie ochotę. Pomysł pozostawiam wam. Możecie śmiało narysować go swoim stylem lub wspomóc się świerkiem podanym poniżej ^^
❄Jedynym wymogiem jest to, aby drzewko nie miało tła ^^
Konkurs numer 2
Ho ho ho! Szukamy najwspanialszego wilczego Mikołaja!Drugi konkurs polega na narysowaniu swojego ukochanego wilczka w świątecznym przebraniu ^^ Ogranicza was jedynie wasza wyobraźnia, pamiętajcie o tym moi kochani. Przebrać możecie się za Mikołaja, lecz inne kreatywne pomysły są również mile widziane.
❄Warunkiem jest to, by stroje były związane ze Świętami Bożego Narodzenia.
~~
❄Pamiętajcie! W konkursach artystycznych może wziąć udział każdy, bez wyjątków. Pod uwagę nie jest brany talent, a sam pomysł i kreatywność ^^. Im bardziej pomysł jest szalony ty lepiej!
Prace mogą być wykonane w programie lub na kartce ^^ Wybierz to płótno, które jest ci wygodniejsze ^^
❄Prace należy przesłać do 9 stycznia do mnie ^^
❄Możecie je wysyłać albo na mój discord albo na email asiulka180203@gmail.com
Pora na konkurs dla tych, którzy wolą pisanie :)
Konkurs numer 1
❄Fabuła opowiadania konkursowego❄,,Zima zawitała na terenach watahy. Szczeniaki wesoło bawią się w śnieżnych zaspach, a dorośli często także towarzyszą im w zabawie. W końcu zima to czas, gdzie w każdym budzi się szczeniak, prawda? Każdy z nas spędza ten wyjątkowy czas oczekiwania w inny sposób. A jak ty spędzasz ten zimowy czas?"
❄Zadania i wymagania❄
Waszym zadaniem jest napisania opowiadania, w którym opiszecie w jaki sposób wasz wilczek spędza zimę. Wychodzi z innymi na spacery? Tarza się w śniegu?
-Tytuł opowiadania powinien brzmieć - "Śnieżna zabawa"
-Im więcej opowiadanie liczy słów tym lepsze nagrody!
-Bonus za słowa wynosi nie 5%, a 10%
-Opowiadanie powinno być oznaczone etykietką, która brzmi tak samo jak tytuł.
-Opowiadanie powinno liczyć minimum 150 słów
Konkurs numer 2
❄Fabuła do drugiego konkursu❄"Gdy wędrujesz przez las napotykasz na swej drodze stworzenie podobne do jelenia, lecz nieco się od niego różni... Po chwili uświadamiasz sobie, że jest to renifer. Kilka kroków dalej napotykasz innego przedstawiciela tego gatunku. Dziwi cię ten widok. Po chwili dostrzegasz w śniegu czyjeś ślady..."
❄Zadania i wymagania❄
Twoim zadaniem jest zbadanie, do kogo należą ślady i co się stało, że w lesie występuje tak wiele przedstawicieli reniferów.
-Tytuł opowiadania brzmi - "Tajemnice zimy"
-Im więcej opowiadanie liczy słów tym lepsze nagrody!
-Bonus za słowa wynosi nie 5%, a 10%
-Opowiadanie powinno być oznaczone etykietką, która brzmi tak samo jak tytuł.
-Opowiadanie powinno liczyć minimum 150 słów
~~
❄Prace należy wstawić do 9 stycznia
-Tytuł opowiadania brzmi - "Tajemnice zimy"
-Im więcej opowiadanie liczy słów tym lepsze nagrody!
-Bonus za słowa wynosi nie 5%, a 10%
-Opowiadanie powinno być oznaczone etykietką, która brzmi tak samo jak tytuł.
-Opowiadanie powinno liczyć minimum 150 słów
~~
❄Prace należy wstawić do 9 stycznia
Każdy może wziąć w nich udział ^^ Można także wziąć udział w konkursie artystycznym, gdy bierze się już udział w opowiadaniu pisanym.
Nagrody za wszystkie konkursy pozostają niespodzianką <3
Powodzenia moi kochani! Życzę wam dużo weny i wizji kochani!
W razie jakichkolwiek pytań piszcie śmiało do mnie!
Jestem gotowa odpowiedzieć na każde pytanie ^^
Powodzenia!
Wasza Rene~
Od Itami cd Atrehu/Itachi ~ Poszukiwanie miejsca
Itami stawiała ciężko kroki, czując, jak ból w podbrzuszu rozrywa jej wnętrzności, a na dodatek uczucie nieznośnego krwawienia, doprowadzało ją do szewskiej pasji. Postanowiła, że zajmie czymś myśli i zacznie opowiadać Atrehu i Itachiemu śmieszne i wymyślne krotochwile do czasu, aż nie dotarą do celu.- Itami? - Odezwał się Atrehu po chwili. Odwróciła się w jego stronę, a w jego oczach ujrzała znajome iskierki, całe jego zaś ciało drżało z trudno do wytłumaczenia wysiłku. Sama nie wiedziała, czy przez ciężar Itachiego, czy przez... jego męskie sprawy.
- Wiem, o czym myślisz. - Jego spojrzenie przybrały bardziej żywy kolor, zalśniły figlarnie.
~Ah, cały Atrehu, nigdy się nie zmieni - pomyślała i uśmiechnęła się znacząco - tym samym i basior skłonił się do tego.
- Czyżby? - zapytał, posyłając jej długie spojrzenie swych magicznych oczu, dla których chciało się ulec. Basior następnie uniósł jedną brew, jakby się nad czymś zastanawiał. Itami już dobrze wiedziała, nad czym, więc odparła ze śmiechem.
- Nie mam na myśli tego, co teraz chodzi ci po głowie. Chodziło mi raczej o twoje niezadane pytanie. - odparła z psotnym uśmieszkiem.
- Owszem, nie zadałem go, acz interesuje mnie, dlaczego sama go nie opatrzyłaś. - Itachi nastawił uszu, zerkając przez ramie na Itami. Oboje czekali na odpowiedź ze strony wadery.
- A co? Mojemu przyjacielowi jest za ciężko? - spytała słodko i niewinnie, ale zaraz dodała niespodziewanie ostro. - Itachi musi trafić do lecznicy, bo tam są wszystkie potrzebne rzeczy. Leki, narzędzia, wszystko. A poza tym, Lonya o wszystkim decyduje, bo jest starsza, bardziej doświadczona ode mnie.
- Hej, hej... Itami, spokojnie. - odparł Atrehu. - Chciałem tylko wiedzieć.
Teraz właśnie dotarło do wadery, jak ostro zareagowała na zadane pytanie. Odwróciła się znów do przyjaciela, podeszła bliżej i zadarła lekko głowę do góry, aby ich oczy się spotkały.
- Wybacz... nie powinnam tak mówić... to wszystko przez to skaranie boże... nie masz mi tego za złe?
- Nie, nie mam. Staram się nawet cię zrozumieć. Chodź, zanieśmy go do medyka. Ufff... ale on ciężki.
- Ja tu jestem! - odparł Itachi. - Wcale nie jestem tak ciężki.
Itami, na ten nagły odzew znajomego basiora, parsknęła śmiechem, po czym ruszyli dalej. Atrehu, zgodnie z jej prośbą, posadził Itachiego na stół operacyjny. Po jego minie widziała, że to wszystko się mu nie podobało, ani trochę.
- Zbadamy cię tylko. - powiedziała Itami, przejeżdżając palcem po jego policzku. Itachi zerknął na nią lekko zaskoczony tym gestem. Starała się, aby przez to się poczuł, że jest pod dobrą opieką.
Lonya, zgodnie z jej doświadczeniem, nakazała Itami zbadać basiora palpacyjnie, czy przez upadek nie złamał sobie czegoś.
- Możesz poruszać łapą? - zapytała Itami. Itachi zerknął chwilę na nią, a potem powiódł wzrokiem po swej tylnej łapie. Mięśnie uda pracowały prawidłowo, ale z wyraźnie malującym się grymasem bólu, starał unieść kończynę. Niestety nie dał rady, co też wyraźnie zmartwiło młodą medyczkę. Podeszła bliżej, opuszkami palców zaczęła badać miejsce stłuczenia. Dotykała ważne miejsca, pytała się, czy odczuwa jakiś ból. A gdy próbowała pomóc mu unieść kończynę, zareagował krzykiem.
- Już, już cicho! - próbowała uspokoić Itachiego. - Jesteś na prawdę twardym pacjentem, dasz radę.
- O ja pier**lę, jak to boli! - wysyczał przez zaciśnięte zęby Itachi.
- Przeprowadzę jeszcze kilka badań.
Z tymi słowy, próbowała dotknąć okolic pachwiny basiora. Tym samym, poprosiła Atrehu, aby lekko i w miarę, najdelikatniej jak potrafił, uniósł Itachiemu kończynę, zaś jej łapa zanurkowała wśród gęstwin futra. Itachi niemal zawył z bólu.
- Itachi, nie mam dla ciebie dobrych wieści. - zaczęła Itami, gdy skończyła badać połamanego basiora. - Podejrzewam, że masz złamaną szyjkę kości udowej. A to oznacza, że przez dłuższy czas nie ruszysz się z miejsca.
- No świetnie. - burknął basior i załamany, opuścił głowę na stół. - Ile to może potrwać?
- To zależy...
- Od czego? - basior starał się, żeby nie krzyknąć. W jego tonie wyraźnie jednak podkreślił napięcie i irytację, połączoną z załamaniem.
- Od rodzaju złamania, metod leczenia i czy nie została uszkodzona część talerza biodrowego. Wiem, że to będzie trudne dla ciebie, ale postaraj się nam zaufać. Ja i Lonya zaopiekujemy się tobą. Zgoda?
Itachi westchnął ciężko i pokiwał głową, na co, aby podnieść lekko basiora na duchu, uśmiechnęła się ciepło, po czym zwróciła się do Atrehu.
- Mogę cię prosić?
Basior bez słowa kiwnął głową, ale iskry w jego oczach nie przestały szaleć. Zaprowadziła go do osobnej odnogi jaskini, służącej jako schowek na zioła. Usiedli na przeciw siebie, Itami musiała znów poderwać głowę, aby utrzymać kontakt wzrokowy z o wiele wysokim od niej basiorem. W jego oczach czaiło się zapytanie, o co chodzi.
- Dziękuję ci za pomoc, Atrehu. - zaczęła i nagle ukłuło ją dziwne poczucie winy, za to, co zrobiła w lesie. - I jednocześnie chciałam przeprosić...
- Za co? - zapytał zdziwiony Atrehu.
- Za to. - dotknęła czule miejsca na policzku, gdzie uderzyła go bezceremonialnie. Basior obdarzył ją równie czułym spojrzeniem.
- Zasłużyłem. - odpowiedział. - Nie powinienem naruszać twej strefy intymności.
- Zrozum mnie... ten ból dobija mnie totalnie, ale, co nie oznacza, że czuję się winna. - Nie przestawała głaskać miejsca po uderzeniu, jednocześnie przyglądając się mu czule i ciepło. - I jeszcze raz ci dziękuję. Jesteś dobrym przyjacielem.
- A ty... - rzekł basior, zbliżając swój pysk, aż poczuła jego ciepły, przyjemny oddech. - Jesteś dobrą przyjaciółką i wspaniałą waderą. Wiedz, że zrobię wszystko, aby ci pomóc. - Jego usta niebezpiecznie zbliżały się do jej ust.
- Dzięki, doceniam... - W następnym momencie poczuła, jak fala gorąca ogarnia jej ciało, które po chwili zadrżało, gdy tylko pomyślała o tym, co się zaraz wydarzy. Atrehu przejechał kciukiem po jej dolnych wargach, rozwarł swe usta, wystawiając czubek języka. Zbliżał się powoli, a Itami nie protestowała... była zbyt opętana ciepłem i przyjemnym oddechem kochanka. Ich języki niemal zetknęły się ze sobą, gdy nagle zabrzmiał protestujący głos Lonyi.
- Te, gołąbki! Przykro mi, że przerywam, tę jakże uroczą i wywołującą oczny orgazm, scenę, ale nie zapominaj Itami, że pacjent ci umiera na stole!
- Tak, już idę. - odparła pośpiesznie Itami i odsunęła się od basiora, lekko zmieszana. Atrehu zaś szepnął coś wściekle pod nosem, a oczy zapłonęły z irytacji.
- Cieszy mnie to szalenie! - powiedziała Lonya i wróciła z powrotem do pracy.
- A mogło być tak pięknie. - burknął Atrehu.
- Uspokój się, Atrehu. Nie zatrzymuję cię już, bo pewnie też masz swoje obowiązki.
- Pieprzyć obowiązki... chciałbym zostać z tobą!
Z tymi słowy, Itami chciała jakoś rozładować jego napięcie, więc ułożyła swój policzek na jego klatce piersiowej, a ten swą silną łapą, objął ją czule. Tkwiła tak bez ruchu, przysłuchując się wyraźnemu biciu serca przyjaciela, jednocześnie ciesząc się jego ciepłem. Tego też właśnie teraz potrzebowała, aby ją ktoś objął, zauważył i zwrócił uwagę. Aby poczuć się bezpiecznie w czyichś ramionach, poczuć ciepło znajomej osoby. Czuła się na prawdę źle, gdy nagle Atrehu odsunął ją od siebie. Spoglądali na siebie i po chwili, basior rzekł ciepło, chwytając ją przyjaciółkę za ramiona.
- No, moja mała medyczko. Wracaj ratować innym życie, a ja wracam na patrol. Do zobaczenia.
Słabym, smutnym wzrokiem odprowadzała Atrehu, kroczącego wśród szalejącej śnieżycy, która nagle się rozpętała.
- Wszystko dobrze? -zwróciła się do Itachiego. - Potrzebujesz czegoś?
- Chciałbym coś przeciwbólowego i iść sobie.
- Jak ja uwielbiam, gdy pacjenci są, jak małe szczeniaki. - zachichotała pod nosem. - Pobędę tutaj z tobą, takie polecenie Lonyi. W sumie to nawet dobrze. Lepiej się poznamy i w ogóle.
<Itachi? Atrehu?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1159
Ilość zdobytych PD: 579 + 5% (28 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 607
- Wiem, o czym myślisz. - Jego spojrzenie przybrały bardziej żywy kolor, zalśniły figlarnie.
~Ah, cały Atrehu, nigdy się nie zmieni - pomyślała i uśmiechnęła się znacząco - tym samym i basior skłonił się do tego.
- Czyżby? - zapytał, posyłając jej długie spojrzenie swych magicznych oczu, dla których chciało się ulec. Basior następnie uniósł jedną brew, jakby się nad czymś zastanawiał. Itami już dobrze wiedziała, nad czym, więc odparła ze śmiechem.
- Nie mam na myśli tego, co teraz chodzi ci po głowie. Chodziło mi raczej o twoje niezadane pytanie. - odparła z psotnym uśmieszkiem.
- Owszem, nie zadałem go, acz interesuje mnie, dlaczego sama go nie opatrzyłaś. - Itachi nastawił uszu, zerkając przez ramie na Itami. Oboje czekali na odpowiedź ze strony wadery.
- A co? Mojemu przyjacielowi jest za ciężko? - spytała słodko i niewinnie, ale zaraz dodała niespodziewanie ostro. - Itachi musi trafić do lecznicy, bo tam są wszystkie potrzebne rzeczy. Leki, narzędzia, wszystko. A poza tym, Lonya o wszystkim decyduje, bo jest starsza, bardziej doświadczona ode mnie.
- Hej, hej... Itami, spokojnie. - odparł Atrehu. - Chciałem tylko wiedzieć.
Teraz właśnie dotarło do wadery, jak ostro zareagowała na zadane pytanie. Odwróciła się znów do przyjaciela, podeszła bliżej i zadarła lekko głowę do góry, aby ich oczy się spotkały.
- Wybacz... nie powinnam tak mówić... to wszystko przez to skaranie boże... nie masz mi tego za złe?
- Nie, nie mam. Staram się nawet cię zrozumieć. Chodź, zanieśmy go do medyka. Ufff... ale on ciężki.
- Ja tu jestem! - odparł Itachi. - Wcale nie jestem tak ciężki.
Itami, na ten nagły odzew znajomego basiora, parsknęła śmiechem, po czym ruszyli dalej. Atrehu, zgodnie z jej prośbą, posadził Itachiego na stół operacyjny. Po jego minie widziała, że to wszystko się mu nie podobało, ani trochę.
- Zbadamy cię tylko. - powiedziała Itami, przejeżdżając palcem po jego policzku. Itachi zerknął na nią lekko zaskoczony tym gestem. Starała się, aby przez to się poczuł, że jest pod dobrą opieką.
Lonya, zgodnie z jej doświadczeniem, nakazała Itami zbadać basiora palpacyjnie, czy przez upadek nie złamał sobie czegoś.
- Możesz poruszać łapą? - zapytała Itami. Itachi zerknął chwilę na nią, a potem powiódł wzrokiem po swej tylnej łapie. Mięśnie uda pracowały prawidłowo, ale z wyraźnie malującym się grymasem bólu, starał unieść kończynę. Niestety nie dał rady, co też wyraźnie zmartwiło młodą medyczkę. Podeszła bliżej, opuszkami palców zaczęła badać miejsce stłuczenia. Dotykała ważne miejsca, pytała się, czy odczuwa jakiś ból. A gdy próbowała pomóc mu unieść kończynę, zareagował krzykiem.
- Już, już cicho! - próbowała uspokoić Itachiego. - Jesteś na prawdę twardym pacjentem, dasz radę.
- O ja pier**lę, jak to boli! - wysyczał przez zaciśnięte zęby Itachi.
- Przeprowadzę jeszcze kilka badań.
Z tymi słowy, próbowała dotknąć okolic pachwiny basiora. Tym samym, poprosiła Atrehu, aby lekko i w miarę, najdelikatniej jak potrafił, uniósł Itachiemu kończynę, zaś jej łapa zanurkowała wśród gęstwin futra. Itachi niemal zawył z bólu.
- Itachi, nie mam dla ciebie dobrych wieści. - zaczęła Itami, gdy skończyła badać połamanego basiora. - Podejrzewam, że masz złamaną szyjkę kości udowej. A to oznacza, że przez dłuższy czas nie ruszysz się z miejsca.
- No świetnie. - burknął basior i załamany, opuścił głowę na stół. - Ile to może potrwać?
- To zależy...
- Od czego? - basior starał się, żeby nie krzyknąć. W jego tonie wyraźnie jednak podkreślił napięcie i irytację, połączoną z załamaniem.
- Od rodzaju złamania, metod leczenia i czy nie została uszkodzona część talerza biodrowego. Wiem, że to będzie trudne dla ciebie, ale postaraj się nam zaufać. Ja i Lonya zaopiekujemy się tobą. Zgoda?
Itachi westchnął ciężko i pokiwał głową, na co, aby podnieść lekko basiora na duchu, uśmiechnęła się ciepło, po czym zwróciła się do Atrehu.
- Mogę cię prosić?
Basior bez słowa kiwnął głową, ale iskry w jego oczach nie przestały szaleć. Zaprowadziła go do osobnej odnogi jaskini, służącej jako schowek na zioła. Usiedli na przeciw siebie, Itami musiała znów poderwać głowę, aby utrzymać kontakt wzrokowy z o wiele wysokim od niej basiorem. W jego oczach czaiło się zapytanie, o co chodzi.
- Dziękuję ci za pomoc, Atrehu. - zaczęła i nagle ukłuło ją dziwne poczucie winy, za to, co zrobiła w lesie. - I jednocześnie chciałam przeprosić...
- Za co? - zapytał zdziwiony Atrehu.
- Za to. - dotknęła czule miejsca na policzku, gdzie uderzyła go bezceremonialnie. Basior obdarzył ją równie czułym spojrzeniem.
- Zasłużyłem. - odpowiedział. - Nie powinienem naruszać twej strefy intymności.
- Zrozum mnie... ten ból dobija mnie totalnie, ale, co nie oznacza, że czuję się winna. - Nie przestawała głaskać miejsca po uderzeniu, jednocześnie przyglądając się mu czule i ciepło. - I jeszcze raz ci dziękuję. Jesteś dobrym przyjacielem.
- A ty... - rzekł basior, zbliżając swój pysk, aż poczuła jego ciepły, przyjemny oddech. - Jesteś dobrą przyjaciółką i wspaniałą waderą. Wiedz, że zrobię wszystko, aby ci pomóc. - Jego usta niebezpiecznie zbliżały się do jej ust.
- Dzięki, doceniam... - W następnym momencie poczuła, jak fala gorąca ogarnia jej ciało, które po chwili zadrżało, gdy tylko pomyślała o tym, co się zaraz wydarzy. Atrehu przejechał kciukiem po jej dolnych wargach, rozwarł swe usta, wystawiając czubek języka. Zbliżał się powoli, a Itami nie protestowała... była zbyt opętana ciepłem i przyjemnym oddechem kochanka. Ich języki niemal zetknęły się ze sobą, gdy nagle zabrzmiał protestujący głos Lonyi.
- Te, gołąbki! Przykro mi, że przerywam, tę jakże uroczą i wywołującą oczny orgazm, scenę, ale nie zapominaj Itami, że pacjent ci umiera na stole!
- Tak, już idę. - odparła pośpiesznie Itami i odsunęła się od basiora, lekko zmieszana. Atrehu zaś szepnął coś wściekle pod nosem, a oczy zapłonęły z irytacji.
- Cieszy mnie to szalenie! - powiedziała Lonya i wróciła z powrotem do pracy.
- A mogło być tak pięknie. - burknął Atrehu.
- Uspokój się, Atrehu. Nie zatrzymuję cię już, bo pewnie też masz swoje obowiązki.
- Pieprzyć obowiązki... chciałbym zostać z tobą!
Z tymi słowy, Itami chciała jakoś rozładować jego napięcie, więc ułożyła swój policzek na jego klatce piersiowej, a ten swą silną łapą, objął ją czule. Tkwiła tak bez ruchu, przysłuchując się wyraźnemu biciu serca przyjaciela, jednocześnie ciesząc się jego ciepłem. Tego też właśnie teraz potrzebowała, aby ją ktoś objął, zauważył i zwrócił uwagę. Aby poczuć się bezpiecznie w czyichś ramionach, poczuć ciepło znajomej osoby. Czuła się na prawdę źle, gdy nagle Atrehu odsunął ją od siebie. Spoglądali na siebie i po chwili, basior rzekł ciepło, chwytając ją przyjaciółkę za ramiona.
- No, moja mała medyczko. Wracaj ratować innym życie, a ja wracam na patrol. Do zobaczenia.
Słabym, smutnym wzrokiem odprowadzała Atrehu, kroczącego wśród szalejącej śnieżycy, która nagle się rozpętała.
- Wszystko dobrze? -zwróciła się do Itachiego. - Potrzebujesz czegoś?
- Chciałbym coś przeciwbólowego i iść sobie.
- Jak ja uwielbiam, gdy pacjenci są, jak małe szczeniaki. - zachichotała pod nosem. - Pobędę tutaj z tobą, takie polecenie Lonyi. W sumie to nawet dobrze. Lepiej się poznamy i w ogóle.
<Itachi? Atrehu?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1159
Ilość zdobytych PD: 579 + 5% (28 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 607
sobota, 4 grudnia 2021
Od Atrehu c.d Itachi'ego i Itami ~ Poszukiwanie miejsca
Cała ta sytuacja była wręcz absurdalna i byłem pewny, że szybko o niej nie zapomnę. W końcu nie codziennie dostaje się po pysku od kochanki, a zarazem najlepszej przyjaciółki. Choć z drugiej strony nie byłem pewny, za co dokładnie oberwałem. Wcześniej jej nie przeszkadzało, gdy dotykałem najczulszych miejsc, ale zaś wtedy nie było czuć tego anielskiego zapachu. Itami wydzielała specyficzne feromony. Woń niczym narkotyk przyciągała mnie do niej, do jej najskrytszego miejsca, w którym pragnąłem znaleźć ukojenie. To było zwyczajnie zbyt silne, by się temu oprzeć. Walczyłem, próbowałem. Głód był jednak silniejszy. Naprawdę powinienem poćwiczyć kontrolę nad sobą. To nie do pomyślenia, że kieruje mną jakaś cholerna chuć i chęć pieprzenia. Aczkolwiek tu zadziałało Zamglenie. Okres, w którym pożądanie atakuje znienacka, gdy potencjalna partnerka znajduje się blisko. Finał nie był jednak taki, jaki chciałem, aby był. Koniec końców dostałem za swoje. ~ Eh, samica zmienną jest. - pomyślałem, zerkając na nią spode łba, gdy dumnie wyprostowana, kroczyła obok mnie. Nigdy nie zrozumiem kobiet. Są zmienne jak pogoda. Raz pozwalają się do siebie zbliżyć, wybuchając ogniem niczym wulkan, innym zaś trzaskają ci łapą w pysk kompletnie bez powodu. No, może powód był, wszak pośladki należą do tej sfery nietykalnej, a ja ją bezceremonialnie naruszyłem. Czy można mnie jednak winić za to, że pokusa okazała się silniejsza? No i nie sądziłem, że tak źle to odbierze. Zwłaszcza że jakiś czas temu sama żądała, abym ją zaspokoił. Od tego czasu minęło jednak trochę i wszystko mogło się zmienić. I nie chodzi tu wcale o moją zranioną dumę, bo ta zanadto nie ucierpiała, ale... ~ Pieprzyć to, do cholery jasnej, muszę się ogarnąć! - warknąłem w myślach. W tej samej sekundzie coś gruchnęło o ziemię. Zatrzymałem się gwałtownie, a z mojego gardła wydobył się niski warkot. Itami się skuliła, chowając głowę między ramionami.
- Excuse-moi. - głos należał do samca, co tylko zwiększyło moją czujność. Wydawało mi się jednak, że już gdzieś go słyszałem, aczkolwiek nie pamiętałem gdzie. Odruchowo chciałem zasłonić Itami własnym ciałem, lecz wadera okazała się szybsza.
- Itachi? Co robiłeś na drzewie?! - zapytała, patrząc na przybysza wielkimi oczyma. ~ Czyli się znają. - uspokoiłem się nieco, lustrując go wzrokiem. Basior był zdecydowanie chudszy ode mnie, aczkolwiek podobnego wzrostu co ja, może nawet kilka centymetrów dłuższy, ale to raczej przez jego długi ogon. Białe futro zdobiła czerń na pysku i łapach, gdzie przy lewej przedniej dostrzec było można wyblakłe runy. Już coś kiedyś takiego widziałem. Symbole z pewnością zaczynają się jarzyć przy aktywowaniu swoich zdolności. Nie potrafiłem ich rozszyfrować z tej odległości, musiałabym podejść bliżej, by się przyjrzeć, a tego na razie nie zamierzałem robić. Co jeszcze przykuło moją uwagę, to czerwone wzory na piersi, układające się jakby w demoniczny uśmiech.
- Spałem. - głos basiora przywrócił mnie na ziemię. Potrząsnąłem głową, skupiając się na tym, co jest tu i teraz. - Ała! Moje biodro! - samiec skulił się, sycząc z bólu. Nie dziwiłem się, że go boli. W końcu zleciał z drzewa. Dość wysokiego dodam i to z wielkim hukiem. Warknąłem w myślach, a Itami zawtórowała mi siarczystym przeklnięciem, po czym spojrzała na mnie znacząco.
- Atrehu, pomożesz mi z nim? Musi go obejrzeć medyk. - nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż niedoszły samobójca poderwał się z miejsca.
- Nie, nie ma takiej potrzeby...
- To ja decyduję, czy jest potrzeba, czy nie! - uśmiechnąłem się delikatnie. Ta dziewczyna ma sobie ogień. Temu nie mogłem zaprzeczyć. Poza tym muszę sobie zapamiętać, by nie drażnić samic z okresem. Zamglenie to przy tym pikuś, zwłaszcza że działa ciut inaczej, acz wadery są tak samo wkurzone... Wracając, podszedłem do Itachiego, patrząc mu prosto w oczy. Wiedziałem, że pomysł z noszeniem go mu się nie spodobał. Był basiorem jak ja, wiedział, że jest to dość upokarzające. W końcu jednak dał się zaciągnąć na mój grzbiet, nie szczędząc niezadowolonych mruknięć. Nie miał wyjścia, przecież z trudem się podniósł. Ja sam nie byłem zbyt zachwycony. ~ Na wszystkich Bogów tego świata, ile on waży! - droga do lecznicy dłużyła się niemiłosiernie. Itachi nie należał do najspokojniejszych, co rusz się kręcił. Jak się okazało, rzeczywiście był dłuższy ode mnie, dlatego niesienie go na grzbiecie, było takie problematyczne. Itami zagadywała nas przez całą drogę, opowiadając śmieszne dowcipy. Nie powiem, na krótką metę przestawałem myśleć o rannym Itachim, choć on sam wydawał się niewzruszony całą tą sytuacją. Odetchnąłem z ulgą, gdy przed sobą dostrzegłem znajomą grotę. Nasze miejsce docelowe. Jaskinia medyka. W sumie zastanawiało mnie, dlaczego Itami sama go nie opatrzy. Jest przecież medykiem, powinna się znać na podstawach. Dlatego zatem, zamiast na miejscu go sprawdzić, szliśmy tu taki kawał.
- Itami?
- Wiem, o czym myślisz. - spojrzałem na nią, a moje oczy zalśniły figlarnie. Wiedziałem, że tylko ona mogła dostrzec te iskierki. I choć wcale nie myślałem o "tym", to uśmiech sam w sobie zagościł na moim pysku.
- Czyżby? - zapytałem, posyłając w jej stronę długie spojrzenie. Podniosłem jedną z brwi, zastanawiając się...
- Nie mam na myśli tego, co teraz chodzi ci po głowie. Chodziło mi raczej o twoje niezadane pytanie.
- Owszem, nie zadałem go, acz interesuje mnie, dlaczego sama go nie opatrzyłaś. - Itachi nastawił uszu, zerkając przez ramie na Itami. Oboje czekaliśmy na odpowiedź ze strony wadery.
- Cóż...
Itami, Itachi?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 836
Ilość zdobytych PD: 418
Obecny stan: 418
- Excuse-moi. - głos należał do samca, co tylko zwiększyło moją czujność. Wydawało mi się jednak, że już gdzieś go słyszałem, aczkolwiek nie pamiętałem gdzie. Odruchowo chciałem zasłonić Itami własnym ciałem, lecz wadera okazała się szybsza.
- Itachi? Co robiłeś na drzewie?! - zapytała, patrząc na przybysza wielkimi oczyma. ~ Czyli się znają. - uspokoiłem się nieco, lustrując go wzrokiem. Basior był zdecydowanie chudszy ode mnie, aczkolwiek podobnego wzrostu co ja, może nawet kilka centymetrów dłuższy, ale to raczej przez jego długi ogon. Białe futro zdobiła czerń na pysku i łapach, gdzie przy lewej przedniej dostrzec było można wyblakłe runy. Już coś kiedyś takiego widziałem. Symbole z pewnością zaczynają się jarzyć przy aktywowaniu swoich zdolności. Nie potrafiłem ich rozszyfrować z tej odległości, musiałabym podejść bliżej, by się przyjrzeć, a tego na razie nie zamierzałem robić. Co jeszcze przykuło moją uwagę, to czerwone wzory na piersi, układające się jakby w demoniczny uśmiech.
- Spałem. - głos basiora przywrócił mnie na ziemię. Potrząsnąłem głową, skupiając się na tym, co jest tu i teraz. - Ała! Moje biodro! - samiec skulił się, sycząc z bólu. Nie dziwiłem się, że go boli. W końcu zleciał z drzewa. Dość wysokiego dodam i to z wielkim hukiem. Warknąłem w myślach, a Itami zawtórowała mi siarczystym przeklnięciem, po czym spojrzała na mnie znacząco.
- Atrehu, pomożesz mi z nim? Musi go obejrzeć medyk. - nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż niedoszły samobójca poderwał się z miejsca.
- Nie, nie ma takiej potrzeby...
- To ja decyduję, czy jest potrzeba, czy nie! - uśmiechnąłem się delikatnie. Ta dziewczyna ma sobie ogień. Temu nie mogłem zaprzeczyć. Poza tym muszę sobie zapamiętać, by nie drażnić samic z okresem. Zamglenie to przy tym pikuś, zwłaszcza że działa ciut inaczej, acz wadery są tak samo wkurzone... Wracając, podszedłem do Itachiego, patrząc mu prosto w oczy. Wiedziałem, że pomysł z noszeniem go mu się nie spodobał. Był basiorem jak ja, wiedział, że jest to dość upokarzające. W końcu jednak dał się zaciągnąć na mój grzbiet, nie szczędząc niezadowolonych mruknięć. Nie miał wyjścia, przecież z trudem się podniósł. Ja sam nie byłem zbyt zachwycony. ~ Na wszystkich Bogów tego świata, ile on waży! - droga do lecznicy dłużyła się niemiłosiernie. Itachi nie należał do najspokojniejszych, co rusz się kręcił. Jak się okazało, rzeczywiście był dłuższy ode mnie, dlatego niesienie go na grzbiecie, było takie problematyczne. Itami zagadywała nas przez całą drogę, opowiadając śmieszne dowcipy. Nie powiem, na krótką metę przestawałem myśleć o rannym Itachim, choć on sam wydawał się niewzruszony całą tą sytuacją. Odetchnąłem z ulgą, gdy przed sobą dostrzegłem znajomą grotę. Nasze miejsce docelowe. Jaskinia medyka. W sumie zastanawiało mnie, dlaczego Itami sama go nie opatrzy. Jest przecież medykiem, powinna się znać na podstawach. Dlatego zatem, zamiast na miejscu go sprawdzić, szliśmy tu taki kawał.
- Itami?
- Wiem, o czym myślisz. - spojrzałem na nią, a moje oczy zalśniły figlarnie. Wiedziałem, że tylko ona mogła dostrzec te iskierki. I choć wcale nie myślałem o "tym", to uśmiech sam w sobie zagościł na moim pysku.
- Czyżby? - zapytałem, posyłając w jej stronę długie spojrzenie. Podniosłem jedną z brwi, zastanawiając się...
- Nie mam na myśli tego, co teraz chodzi ci po głowie. Chodziło mi raczej o twoje niezadane pytanie.
- Owszem, nie zadałem go, acz interesuje mnie, dlaczego sama go nie opatrzyłaś. - Itachi nastawił uszu, zerkając przez ramie na Itami. Oboje czekaliśmy na odpowiedź ze strony wadery.
- Cóż...
Itami, Itachi?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 836
Ilość zdobytych PD: 418
Obecny stan: 418
czwartek, 2 grudnia 2021
Podsumowanie miesiąca ~ Listopad
Ho Ho Ho!Pada śnieg, pada śnieg, ciągle sypie śnieżkami,A Mikołaj ze zmęczenia zasnął pod saniami.Idzie zima, idą święta, każdy wilczek to pamięta.Wszyscy uśmiech ładny mają i prezenty sobie dają.Czego pragniesz – niech się stanie. Każde z marzeń skrytych w głębi.Ile gwiazd na ciemnym niebie, Tyle życzeń dziś Ci ślemy!Witam serdecznie moje kochane wilczki!
Jak głosi wierszyk powyżej, zima na dobre zadomowiła się w naszej krainie. Temperatura wciąż spada, a na zewnątrz ziąb, mróz i chłód. Wiatr świszczy między drzewami, śniegu po kolana. W ten mroźny czas nie mogło jednak zabraknąć pozytywów. Wataha trzyma się dobrze, nawiązaliśmy w ostatnim czasie kilka sojuszy, nowe banerki ozdabiają zakładkę: Współpraca, a już niebawem pojawi się dawno oczekiwana fabuła bloga.
Kolejnym plusikiem jest przygotowywany przez naszą drogą Renesmee Event Bożonarodzeniowy, który pojawi się już niebawem. Trzymamy łapki za waszą aktywność, naprawdę warto wziąć w nim udział.♥
< PODSUMOWANIE MIESIĄCA ~ LISTOPAD >
Atrehu ~ Napisał łącznie 4 opowiadania, w tym jeden Quest. Zdobył 3378 PD i tym sposobem awansuje na poziom 4. Punkty umiejętności (również za Quest) są jeszcze do przydzielania;Naharys ~ Napisał łącznie 3 opowiadania, w tym jeden naprawdę długi Quest. Zdobył 3604 PD i tym samym awansuje na poziom 3. Punkty umiejętności (również za Quest) są jeszcze do przydzielenia;
Itami ~ 1 opowiadanie;
Lonya ~ 1 opowiadanie;
Renesmee ~ 0 opowiadań;
Tsumi ~ 0 opowiadań;
Pina ~ 0 opowiadań;
Niko ~ 0 opowiadań;
Nabi ~ 0 opowiadań;
Itachi ~ 0 opowiadań;
IceQueen ~ 0 opowiadań. Według autorki opowiadanie zostało napisane, lecz w dalszym ciągu nie pojawiło się na blogu, więc nie mogę zaliczyć czegoś, czego nie ma;
Eien ~ 0 opowiadań;
Bai lang ~ 0 opowiadań;
Tarou ~ 0 opowiadań;
No kochani, tego się nie spodziewałam. Aktywność na blogu spada w zastraszającym tempie, coraz mniej osób pisze. Administracja rozumie ten stan, więc nie martwcie się na zapas.♥ Listopad i Grudzień to ciężki czas, z tego też względu, aż do Stycznia zwalniamy was z obowiązku pisania opowiadań. Oczywiście mamy szczerą nadzieję, że nie zaprzestaniecie pisania i na blogu pojawi się coś od was.♥
< POZOSTAŁE >
- Capitan & Tristana ~ Ze względu na brak odzewu i jakiegokolwiek opowiadania, obydwie postacie zostają z dniem dzisiejszym wydalone z watahy. Jest nam bardzo przykro z tego powodu, lecz mamy nadzieję, że wrócicie do nas kiedyś z nowym zapałem, pełni weny i pomysłów.♥
< DODATKOWE INFORMACJE >
- Wataha zyskała nowe banerki. Dziękujemy z całego serduszka Tenebris♥
- Bestiariusz nie spodobał się Mooniś, dlatego postanowiła ona zrobić go inaczej. Prosimy o cierpliwość i wyrozumiałość dla tej nadgorliwej wariatki.
- Nawiązujemy coraz to nowsze sojusze, w tym także te discordowe.
- Fabuła bloga tworzy się mozolnie, ale powolutku do przodu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki