Umysł wadery zalał potok całkiem sprzecznych ze sobą myśli. Nie rozumiała tę dziwną siłę, która splotła ich ścieżki ze sobą i nie odpychała od siebie. Tak jak wcześniej była absolutnie przekonana, że nie chce widzieć się z nikim, ale potrzebuje bycia na zewnątrz, tak obecnie ciężko było jej pojąć, dlaczego ją pociesza i jest z nią cały ten czas.
Dziwne.
Część niej była wściekła za otwieranie się komukolwiek z tą sprawą, gdyż nawet jej najbliższa przyjaciółka pozostawała w niewiedzy, a tu proszę. Czuła, że zdradza tym postępowaniem Pinę. Z drugiej strony była w stanie porozumieć się z basiorem bez problemu, gdyż oboje byli po przejściach. Przerażało ją to na wskroś.
Nie rozumiała, czemu go zwyczajnie nie pogoniła, albo chociaż odepchnęła, kiedy łagodnie owinął swój puchaty ogon wokół niej. Zwyczajnie nie trzymało się to kupy. Przecież teraz zwyczajnie nie mogła wytrzymać, widząc żadnego basiora lub, co gorsza, być przy nim. A co tu mamy? Zbiór samych sprzeczności. Już zamierzała mu powiedzieć o cofnięciu się, przez same nadciągające myśli czuła się niekomfortowo, kiedy uderzył piorun, a tuż po nim rozległ się dźwięk grzmotu, po nim kolejny. Standardowe zjawisko obwieszczające okolicę pory wiosennej, jednak to reakcja samca była zgoła inna, niż można byłoby to zakładać — Yneryth przy drugim grzmocie zwyczajnie uciekł w popłochu w kierunku bliskiego lasu, był tak szybki, że miałby szansę na wygranie wyścigu z jej przyjaciółką. Nim się obejrzała była znowu sama, lecz jej mętny wzrok był skierowany w miejsce zniknięcia samca między drzewami.
Część niej mówiła "zostaw go, niech pójdzie jak najdalej", druga "trzeba sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku" i zanim się obejrzała, nie zrozumiała o przejściu już jednej trzeciej polany. Czemu? Tego nie wiedziała. Nie umiała również wytłumaczyć, czemu bezbłędnie odgadła jego trasę i dlaczego tak szybko, niemal z łatwizną go odnalazła.
Znajdował się w najbardziej zalesionej części pozbawionej widoku nieba, przez co było ciemniej. Siedział tam pochylony z przechyloną do dołu głową, tak spięty, że było to niemal widoczne i namacalne. Wydawał się z trudem oddychać.
Och.
Boi się burzy. Oboje po chwili zorientowali się, że zbliżyła się do niego i usiadła obok, patrząc pusto przed siebie, jej łapa sama poszła i znalazła się na jego grzbiecie.
- Tsumi, co tu robisz? - Spróbował się zapytać normalnie, ale jego napięcie było zbyt mocne do ukrycia. - N-nic się nie stało, wszystko gr-gra...
- Siedź cicho. - mruknęła nieco zbyt sucho, na co zaraz westchnęła. - Nie kłam jak wcześniej.
- O czym mówisz?
- Udawane emocje, nie wyszło ci.
- Ale... Och. - musiał zrozumieć, że wychwyciła ten drobny szczegół.
- Nie musisz mówić, czemu się boisz burzy, każdy się czegoś boi. - Zaraz westchnęła. - Ty poznałeś mój idiotyczny lęk.
- Nie jest...
- Jest, nawet jeśli historia za tym jest zgoła inna... Pozwól sobie pomóc i dać się pocieszyć.
Mówiąc to, zaczęła go delikatnie głaskać małą łapą w celu rozluźnienia jego napiętego ciała. Nie była świadoma, że podczas tego zabiegu, jej oczom wróciła cząstka ciepła.
Yneryth?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 479
Ilość zdobytych PD: 239
Obecny stan: 1560
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
poniedziałek, 10 stycznia 2022
Od Lonyi c.d Naharysa ~ Zakute łby
Decyzja alfy zamurowała mnie tak samo jak Exana. Staliśmy tak zerkając na siebie, licząc, że Renee zaraz się zaśmieje i powie, że to tylko żart mający dać nam nauczkę, która przestrzeże przed kolejnymi głupstwami. Niestety skrzydlata wilczyca mówiła śmiertelnie poważne, więc aby oszczędzić sobie kłopotów, przerwałam tłumaczenia brata, zgadzając się na zaopiekowanie malcem.
Kompletnie zieloni w opiece nad szczeniętami, zbliżyliśmy się do młodego samca, który brykał radośnie wśród trawy.
- Cześć. Jesteś Niko, prawda? - zaczął Naharys.
- W co się bawiłeś? - podjęłam kontynuację rozmowy.
- Ja... tak jestem Niko... właśnie bawiłem się w "Łapacza" - dodał niepewnie
- A na czym ta zabawa polega?
- Na łapaniu... rzecz jasna. Wyobrażam sobie myszkę, którą później muszę złapać... -
- Nie musisz się nas bać. Chciałbyś, abyśmy ci pomogli złapać myszkę?
- Jesteście... dorośli, złapiecie ją bez problemu. To na mnie spoczywa obowiązek w jej złapaniu.
- No w sumie... trafna uwaga, Niko. - rzekł Naharys. - Nie będziemy ci więc przeszkadzać.
- Tak po prawdzie to... trochę zgłodniałem... - mruknął Niko.
Zerknęłam lekko przerażona na brata. Jak mogłam zapomnieć, że szczenięta również potrzebują się posilać. To doskonale świadczyło o tym, jak tragiczne zdolności posiadam w opiece nad szczeniakami. Gdyby nie Tsumi, oferująca nam w tym momencie pomoc pewnie bylibyśmy zmuszeni położyć Niko do spania na głodnego, o ile, któryś z bogów nie ulitował się nad nami, i zesłał nam ranną sarnę tuż pod nasze łapy.
Nie zwlekając ruszyliśmy za waderą do jamy, gdzie szczeniak od razy rzucił się na oferowaną porcję zwierzyny.
- Dziękujemy Tsumi. Ratujesz nam życie. - dodałam, nie spuszczając podopiecznego alfy z oczu.
- Nie ma o czym mówić. Nadal jednak się zastanawiam, dlaczego to właśnie wy opiekujecie się młodym. - wadera westchnęła cicho, obdarzając nas lekkim uśmiechem.
- Powiedzmy, że trochę narozrabialiśmy i... niepotrzebnie zaczęliśmy mówić o więzi rodzinnej. - dodałam zakłopotana.
- Było się nie odzywać i sprzątać sarnie bobki. - Exan jęknął, wbijając wzrok w waderę.
- Przynajmniej poćwiczysz. - puściłam mu oko, na co ten parsknął przekornie.
- Najedzony? - uśmiechnęłam się delikatnie do brązowego wilczka, który podszedł do nas, oblizując pyszczek.
Ten skinął delikatnie głową, tym samym dając znać, że możemy opuścić jamę, aby nie nadużywać gościnności i dobroci Tsumi.
- Co chcesz teraz robić, mały? - mój brat położył się na trawie, by zrównać się ze szczeniakiem.
- Chyba... chyba, pobawiłbym się w "odkrywcę"
- Brzmi ciekawie. A na czym ta zabawa polega? - spytałam, rzeczywiście zaintrygowana.
- Na odkrywaniu oczywiście. Będziemy szukać skarbu. Muszę tylko... złapać tę myszkę... ma mapę.. ona. - szczeniak wyraźnie miał trudności w rozmowie z obcymi, toteż jego zdania były nieco dziwnie złożone.
- Zdaję mi się, że ta myszka czai się w tych krzewach. Spróbuj cichutko się do niej podkraść, tylko stawiaj łapki bardzo ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć. - szepnęłam malcowi do ucha, wskazując na krzaki znajdujące się kilka metrów od nas. - My nie podejdziemy, bo jesteśmy za duzi i myszka od razu nas zauważy.
Maluch skinął głową i według wskazówek zaczął zbliżać się do wyimaginowanej myszki, pozwalając mi na chwilę rozmowy z bratem.
- Exan, przepraszam, ale nie mogę dłużej zajmować się małym
- Żartujesz? Zostawisz mnie z nim samego?!
- Mam pacjentów. Nie mogę go ze sobą zabrać do lecznicy. Zarazi się czymś, a wtedy Renee urwie nam te zakute łby. Poza tym nie będę młodemu ryć psychiki flakami i wystającymi kośćmi. Nie zostawię Itami samej. Jest dobra, ale nie ogarnie wszystkiego sama.
- Ech.. rzeczywiście to są argumenty nie do podważenia. - Naharys wiedział, że jest na straconej pozycji. Z takimi argumentami nie dało się dyskutować.
- Zróbmy tak. Zajmij się małym jeszcze przez dwie godziny. Postaram się uwinąć jak najszybciej i Cię zmienię. W ramach zadośćuczynienia biorę brzdąca do siebie na noc.
- Na noc? Od kiedy jesteś taka hojna wobec dzieci? - zaśmiał się.
Brat doskonale wiedział, że nie pałam wielką sympatią do młodzików. Zapewne wywodzi się to stąd, że nie posiadam genetycznie wbudowanej instrukcji obsługi szczeniąt. Mimo to Niko nie wydawał się kłopotliwym w opiece szczeniakiem. Wyglądał na nieco zagubionego w rozmowie z obcymi, jednak stawiał czoła wyzwaniu, podejmując z nami próbę konwersacji.
- Powiedzmy, że jestem miłośnikiem kompromisów, poza tym ty możesz bajerować Pinę przez całą noc, która może zakończyć się w jej objęciach. - wystawiłam mu język.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 662
Ilość zdobytych PD: 331 PD
Obecny stan: 907 PD
Kompletnie zieloni w opiece nad szczeniętami, zbliżyliśmy się do młodego samca, który brykał radośnie wśród trawy.
- Cześć. Jesteś Niko, prawda? - zaczął Naharys.
- W co się bawiłeś? - podjęłam kontynuację rozmowy.
- Ja... tak jestem Niko... właśnie bawiłem się w "Łapacza" - dodał niepewnie
- A na czym ta zabawa polega?
- Na łapaniu... rzecz jasna. Wyobrażam sobie myszkę, którą później muszę złapać... -
- Nie musisz się nas bać. Chciałbyś, abyśmy ci pomogli złapać myszkę?
- Jesteście... dorośli, złapiecie ją bez problemu. To na mnie spoczywa obowiązek w jej złapaniu.
- No w sumie... trafna uwaga, Niko. - rzekł Naharys. - Nie będziemy ci więc przeszkadzać.
- Tak po prawdzie to... trochę zgłodniałem... - mruknął Niko.
Zerknęłam lekko przerażona na brata. Jak mogłam zapomnieć, że szczenięta również potrzebują się posilać. To doskonale świadczyło o tym, jak tragiczne zdolności posiadam w opiece nad szczeniakami. Gdyby nie Tsumi, oferująca nam w tym momencie pomoc pewnie bylibyśmy zmuszeni położyć Niko do spania na głodnego, o ile, któryś z bogów nie ulitował się nad nami, i zesłał nam ranną sarnę tuż pod nasze łapy.
Nie zwlekając ruszyliśmy za waderą do jamy, gdzie szczeniak od razy rzucił się na oferowaną porcję zwierzyny.
- Dziękujemy Tsumi. Ratujesz nam życie. - dodałam, nie spuszczając podopiecznego alfy z oczu.
- Nie ma o czym mówić. Nadal jednak się zastanawiam, dlaczego to właśnie wy opiekujecie się młodym. - wadera westchnęła cicho, obdarzając nas lekkim uśmiechem.
- Powiedzmy, że trochę narozrabialiśmy i... niepotrzebnie zaczęliśmy mówić o więzi rodzinnej. - dodałam zakłopotana.
- Było się nie odzywać i sprzątać sarnie bobki. - Exan jęknął, wbijając wzrok w waderę.
- Przynajmniej poćwiczysz. - puściłam mu oko, na co ten parsknął przekornie.
- Najedzony? - uśmiechnęłam się delikatnie do brązowego wilczka, który podszedł do nas, oblizując pyszczek.
Ten skinął delikatnie głową, tym samym dając znać, że możemy opuścić jamę, aby nie nadużywać gościnności i dobroci Tsumi.
- Co chcesz teraz robić, mały? - mój brat położył się na trawie, by zrównać się ze szczeniakiem.
- Chyba... chyba, pobawiłbym się w "odkrywcę"
- Brzmi ciekawie. A na czym ta zabawa polega? - spytałam, rzeczywiście zaintrygowana.
- Na odkrywaniu oczywiście. Będziemy szukać skarbu. Muszę tylko... złapać tę myszkę... ma mapę.. ona. - szczeniak wyraźnie miał trudności w rozmowie z obcymi, toteż jego zdania były nieco dziwnie złożone.
- Zdaję mi się, że ta myszka czai się w tych krzewach. Spróbuj cichutko się do niej podkraść, tylko stawiaj łapki bardzo ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć. - szepnęłam malcowi do ucha, wskazując na krzaki znajdujące się kilka metrów od nas. - My nie podejdziemy, bo jesteśmy za duzi i myszka od razu nas zauważy.
Maluch skinął głową i według wskazówek zaczął zbliżać się do wyimaginowanej myszki, pozwalając mi na chwilę rozmowy z bratem.
- Exan, przepraszam, ale nie mogę dłużej zajmować się małym
- Żartujesz? Zostawisz mnie z nim samego?!
- Mam pacjentów. Nie mogę go ze sobą zabrać do lecznicy. Zarazi się czymś, a wtedy Renee urwie nam te zakute łby. Poza tym nie będę młodemu ryć psychiki flakami i wystającymi kośćmi. Nie zostawię Itami samej. Jest dobra, ale nie ogarnie wszystkiego sama.
- Ech.. rzeczywiście to są argumenty nie do podważenia. - Naharys wiedział, że jest na straconej pozycji. Z takimi argumentami nie dało się dyskutować.
- Zróbmy tak. Zajmij się małym jeszcze przez dwie godziny. Postaram się uwinąć jak najszybciej i Cię zmienię. W ramach zadośćuczynienia biorę brzdąca do siebie na noc.
- Na noc? Od kiedy jesteś taka hojna wobec dzieci? - zaśmiał się.
Brat doskonale wiedział, że nie pałam wielką sympatią do młodzików. Zapewne wywodzi się to stąd, że nie posiadam genetycznie wbudowanej instrukcji obsługi szczeniąt. Mimo to Niko nie wydawał się kłopotliwym w opiece szczeniakiem. Wyglądał na nieco zagubionego w rozmowie z obcymi, jednak stawiał czoła wyzwaniu, podejmując z nami próbę konwersacji.
- Powiedzmy, że jestem miłośnikiem kompromisów, poza tym ty możesz bajerować Pinę przez całą noc, która może zakończyć się w jej objęciach. - wystawiłam mu język.
<Naharys, Niko?>
Ilość napisanych słów: 662
Ilość zdobytych PD: 331 PD
Obecny stan: 907 PD
Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"
Tamten dzień, dzień, który nie miał znaczenia, wilk po szukaniu samego siebie, spotkał kogoś, kto zgubił się w sobie. Tsumi była pełna żalu, smutku, a zarazem pusta. Cała sytuacja była napięta, słowa padały w odstępach, przelane morzem uczuć wewnątrz obojga. Słońce wyszło już zza drzew, jego promienie świeciły wprost na wilki. Yneryth oślepiony z zewnątrz przez światło, był zarazem oślepiony uczuciami z wewnątrz i dookoła. Pierwszy raz od dawna poczuł coś, było to współczucie, a zarazem smutek. Wilk mimo całego bólu i cierpienia starał się być miły. Wyczerpany poświecił swoją nieczułość, aby rozweselić Tsumi. W momencie, gdy udało mu się z iluzją, w końcu był dumny z siebie, pierwszy raz w swoim ciężkim życiu, przelanym krwią wszystkiego, co stanęło mu na drodze, w osiągnięciu swojego celu. Jednak całe jego poświęcenie nie było nic warte tego dnia. Drobne płatki śniegu wywołały na Tsumi zupełnie inny skutek. Wadera zawyła z wewnętrznie odczuwanego bólu, iluzja pękła, Tsumi uciekła. Tamten dzień przypomniał Yneryth’owi o jego misji, celu, który musi osiągnąć. Wszystko, czego pragnął, dalej nie było w zasięgu jego łap. Nawet basior, który dał mu nadzieje, wyglądał, na to, że nic nie wie. Całe 3 lata szukania sprawiedliwości, nic nie dały. Yneryth dalej stał jak za szczenięcych lat sam pośrodku niczego. Jedyne, na co mógł liczyć, to on sam, ale to już nie wystarczało. Sam nie dałby rady w obronie pokonać, każdego wilka z watahy, może nawet znalazłyby się wadery, które byłyby w stanie rozszarpać go na strzępy. Nie miał ochoty ani siły, by iść za wilczycą i próbować jej pomóc. Tego dnia Yneryth pogrążał się, tonął w odmętach swojego ja, nie mogąc prosić nikogo o pomoc, był sparaliżowany strachem jak tamtego dnia. Położył pysk na łapach, oczy zakrył ogonem. Zasnął. Ostatnim co zostało po jego iluzji, był on sam, puchaty biały wilk.
Obudził się. Dalej czuł to samo uczucie, spojrzawszy w niebo, ujrzał jedyną rzecz, która przynosiła mu ukojenie. Był to on, kompan i przyjaciel w podróży, rzecz, która nigdy go nie zawiodła, zostawiła. Basior spoglądał w księżyc, nie szukając już odpowiedzi, tym razem był wściekły na samego siebie. Nie akceptował tego, kim jest, czym się stał. Powstał, ruszył w kierunku lasu. Nie zastanawiał się nad niczym. Był skupiony jak nigdy dotąd. Używał swojej aury i rozszarpywał wszystko, co żywe i co zauważył. W końcu zatrzymał się, doszedł do rzeki. Yneryth patrząc na swoje odbicie w tafli wody, widział wiele kolorów, było to przyczyną krwią w różnych stanach, miał na sobie całą paletę czerwieni, dalej było widać niebieski odcień, lecz bieli, bieli już nie było. Wszedł do wody i się opłukał. Sprawdził, czy na pewno dalej nie ma na nim skazy, resztek życia, którego nie chciał mieć, w swoim otoczeniu.
Wracając z powrotem, musiał po sobie posprzątać, nie chciał, aby ktoś wiedział, że jest niebezpieczny, kiedy podejdzie na odpowiedni dystans. Miał wiele roboty, zajęło mu to całą noc, i poranek. W końcu wrócił na polanę, położył się i znów zasnął.
Od tego dnia, każdy dzień Yneryth poświęcił na trenowanie, zamrażał rzekę, zmieniał swoje skalne dzieła w piasek, zauważył, że za dnia może używać lodowych kolców, ponieważ one same się sprzątają. Trzeciego dnia Basior nauczył się robić kolce z mieszaniny skał i lodu, były one diabelnie skuteczne. Kolec przebijający sarnę łamał się, zostawiając po sobie poważne szkody, zwierzę przebite takim kolcem nie mogło ujść z życiem. Czwartego dni Yneryth wrócił do normalnego życia, zdążył się już ogarnąć i dopracować technikę
Tydzień po incydencie, przyszła do niego Tsumi, chciała porozmawiać, było mu to obojętne, już pozbył się swoich problemów, nie był w stanie już mu zaszkodzić biernie. Wilk mimo pustki, w sobie, która go stabilizował, czuł dalej współczucie, nie był pewien dlaczego. W momencie, gdy ich dialog się urwał, było widać, że ledwo powstrzymuję swoje łzy. Yneryth usiadł bliżej jej, objął małą waderę swoim ogonem, tak jakby chciał ją przytulać. Jedyne co wpadło mu do głowy, to zmienienie tematu, zaczął opowiadać Tsumi swoją historię, z którą dawno się już pogodził, udawał emocje, aby ona się nie zorientowała, nie chciał komplikować sytuacji. Wszystko szło gładko, wadera wydawała się, że coraz mniej szlocha. Wtedy, gdy Yneryth wspomniał o swoich rodzicach, znikąd uderzył piorun. Basior odskoczył wystraszony, nagle wszystko wróciło, znów widział scenę, gdzie dwa wilki zostawiają go. Zmieszał się, piorun znów uderzył, wilk nie wytrzymał, rzucił się w las jak opętany, zostawiając Tsumi samą.
Tsumi ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 718
Ilość zdobytych PD: 359
Obecny stan: 1969
Obudził się. Dalej czuł to samo uczucie, spojrzawszy w niebo, ujrzał jedyną rzecz, która przynosiła mu ukojenie. Był to on, kompan i przyjaciel w podróży, rzecz, która nigdy go nie zawiodła, zostawiła. Basior spoglądał w księżyc, nie szukając już odpowiedzi, tym razem był wściekły na samego siebie. Nie akceptował tego, kim jest, czym się stał. Powstał, ruszył w kierunku lasu. Nie zastanawiał się nad niczym. Był skupiony jak nigdy dotąd. Używał swojej aury i rozszarpywał wszystko, co żywe i co zauważył. W końcu zatrzymał się, doszedł do rzeki. Yneryth patrząc na swoje odbicie w tafli wody, widział wiele kolorów, było to przyczyną krwią w różnych stanach, miał na sobie całą paletę czerwieni, dalej było widać niebieski odcień, lecz bieli, bieli już nie było. Wszedł do wody i się opłukał. Sprawdził, czy na pewno dalej nie ma na nim skazy, resztek życia, którego nie chciał mieć, w swoim otoczeniu.
Wracając z powrotem, musiał po sobie posprzątać, nie chciał, aby ktoś wiedział, że jest niebezpieczny, kiedy podejdzie na odpowiedni dystans. Miał wiele roboty, zajęło mu to całą noc, i poranek. W końcu wrócił na polanę, położył się i znów zasnął.
Od tego dnia, każdy dzień Yneryth poświęcił na trenowanie, zamrażał rzekę, zmieniał swoje skalne dzieła w piasek, zauważył, że za dnia może używać lodowych kolców, ponieważ one same się sprzątają. Trzeciego dnia Basior nauczył się robić kolce z mieszaniny skał i lodu, były one diabelnie skuteczne. Kolec przebijający sarnę łamał się, zostawiając po sobie poważne szkody, zwierzę przebite takim kolcem nie mogło ujść z życiem. Czwartego dni Yneryth wrócił do normalnego życia, zdążył się już ogarnąć i dopracować technikę
Tydzień po incydencie, przyszła do niego Tsumi, chciała porozmawiać, było mu to obojętne, już pozbył się swoich problemów, nie był w stanie już mu zaszkodzić biernie. Wilk mimo pustki, w sobie, która go stabilizował, czuł dalej współczucie, nie był pewien dlaczego. W momencie, gdy ich dialog się urwał, było widać, że ledwo powstrzymuję swoje łzy. Yneryth usiadł bliżej jej, objął małą waderę swoim ogonem, tak jakby chciał ją przytulać. Jedyne co wpadło mu do głowy, to zmienienie tematu, zaczął opowiadać Tsumi swoją historię, z którą dawno się już pogodził, udawał emocje, aby ona się nie zorientowała, nie chciał komplikować sytuacji. Wszystko szło gładko, wadera wydawała się, że coraz mniej szlocha. Wtedy, gdy Yneryth wspomniał o swoich rodzicach, znikąd uderzył piorun. Basior odskoczył wystraszony, nagle wszystko wróciło, znów widział scenę, gdzie dwa wilki zostawiają go. Zmieszał się, piorun znów uderzył, wilk nie wytrzymał, rzucił się w las jak opętany, zostawiając Tsumi samą.
Tsumi ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 718
Ilość zdobytych PD: 359
Obecny stan: 1969
Od Nabi c.d Naharysa ~ Na jedno kopyto
Wodospad życzeń. Przez chwilę skupiłam się na chodzeniu, ale doszło do mnie to, że powinnam wymyślić jakieś życzenie... ale czego pragnę? Zapewne dla niektórych odpowiedź byłaby jasna, ale przyzwyczaiłam się do życia bez używania oczu, że chyba dziwnie mi by było teraz do tego wrócić. To też nie tak, że o tym nie pomyślałam, bo to pierwsze wpadło mi do głowy. Czego mogłabym pragnąć...?
Nawet nie zorientowałam się, kiedy byliśmy na miejscu. Na pewno woda była zamarznięta, chociaż w pewnym momencie usłyszałam, jak lód się roztrzaskał i wpadł do wody. Pewnie była to sprawka mojego kompana, który chwilę później wręczył mi kamyk do łapy.
– Czego ty sobie życzysz? – zapytał mnie zachęcająco.
Poczułam, że zacisnął palce mojej łapy na zimnym kamyku. Stanęłam i znowu wdałam się w zamyślenie. Z tyłu głowy narodziła mi się kiedyś myśl, którą tłumiłam aż do teraz. "Życzę sobie mieć kogoś, kto mnie pokocha i nigdy nie zostawi, jak ja zostawiłam moją starą watahę." Pomyślałam, westchnęłam cicho i rzuciłam kamyk do wody.
– I jak? – zapytał. – Czego sobie zażyczyłaś?
– Nie mogę powiedzieć – odparłam półszeptem. – Inaczej się nie spełni – uśmiechnęłam się delikatnie.
– Wybacz. Zgłodniałaś?
– Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę – westchnęłam znowu i wsłuchałam się w szumy wokół mnie.
Przez chwilę otoczyła nas cisza. Pomyślałam o moim życzeniu. "Na pewno się nie spełni." Przemknęło mi przez myśli. "Chociaż to wielkie życzenie. Kto wie, co się stanie." Może głupio mi było myśleć o miłości, ale bez tego kogoś bliskiego czułam się trochę... w sumie nie wiem jak.
Zaciekawił mnie jednak wilk będący koło mnie, chciałam się więcej o nim dowiedzieć.
– Urodziłeś się w tej watasze? – zapytałam.
Zaczęłam słuchać o pochodzeniu Naharysa. Wydawało się zbyt idealne, żeby było prawdziwe, chociaż nie mówię, żeby kłamał. Po prostu chciałabym mieć takie szczęście jak on.
– To może teraz ty opowiesz coś o sobie? – poruszyłam uchem na to pytanie.
– No dobrze – chrząknęłam i przestałam bawić się śniegiem. – Urodziłam się w pewnej watasze, gdzie każdy miał wyjątkowe oczy. Nie było wilka, który albo nie wyróżniał się ich barwą, albo kształtem źrenicy czy tęczówki. Ja oczywiście nie byłam wyjątkiem – zamyśliłam się na chwilę, co dalej powiedzieć.
– Niesamowite – usłyszałam w odpowiedzi, co przywróciło mnie do rzeczywistości.
– Od zawsze interesowałam się zielarstwem i chciałam objąć związane z tym stanowisko. Niestety plany pokrzyżowała mi... choroba, o której ci wcześniej wspomniałam. To znaczy, dla mnie utrata wzroku nie oznaczała od razu, że nie mogę wykonywać tego, co lubiłam, ale wszyscy poza moimi braćmi widzieli to jako znak od bogów. Jakbym była nagle przeklęta – warknęłam ostatnie zdanie pod nosem. – Naciskali, abym była kimś, kim nie chciałam, więc odeszłam. Widać takie było moje przeznaczenie – uśmiechnęłam się delikatnie. – A i... miło mi, że jestem kogoś przyjaciółką – dodałam po chwili. – Przepraszam, że tak długo mówiłam.
– Nie musisz przepraszać. Dobrze mi się ciebie słuchało, chociaż ciężko też myśleć, że ktoś jeszcze próbuje wymusić coś na kimś.
– Racja. Dobrze, że na razie poznaję same akceptujące mnie wilki – uśmiechnęłam się bardziej w kierunku wilka. – Och, zanim zapomnę.
– Tak?
– A ty chcesz coś sobie życzyć? Czy chcemy ruszyć gdzieś dalej?
Naharys? Przepraszam, że tak długo czekałeś...
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 502
Ilość zdobytych PD: 251
Obecny stan: 422
Nawet nie zorientowałam się, kiedy byliśmy na miejscu. Na pewno woda była zamarznięta, chociaż w pewnym momencie usłyszałam, jak lód się roztrzaskał i wpadł do wody. Pewnie była to sprawka mojego kompana, który chwilę później wręczył mi kamyk do łapy.
– Czego ty sobie życzysz? – zapytał mnie zachęcająco.
Poczułam, że zacisnął palce mojej łapy na zimnym kamyku. Stanęłam i znowu wdałam się w zamyślenie. Z tyłu głowy narodziła mi się kiedyś myśl, którą tłumiłam aż do teraz. "Życzę sobie mieć kogoś, kto mnie pokocha i nigdy nie zostawi, jak ja zostawiłam moją starą watahę." Pomyślałam, westchnęłam cicho i rzuciłam kamyk do wody.
– I jak? – zapytał. – Czego sobie zażyczyłaś?
– Nie mogę powiedzieć – odparłam półszeptem. – Inaczej się nie spełni – uśmiechnęłam się delikatnie.
– Wybacz. Zgłodniałaś?
– Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę – westchnęłam znowu i wsłuchałam się w szumy wokół mnie.
Przez chwilę otoczyła nas cisza. Pomyślałam o moim życzeniu. "Na pewno się nie spełni." Przemknęło mi przez myśli. "Chociaż to wielkie życzenie. Kto wie, co się stanie." Może głupio mi było myśleć o miłości, ale bez tego kogoś bliskiego czułam się trochę... w sumie nie wiem jak.
Zaciekawił mnie jednak wilk będący koło mnie, chciałam się więcej o nim dowiedzieć.
– Urodziłeś się w tej watasze? – zapytałam.
Zaczęłam słuchać o pochodzeniu Naharysa. Wydawało się zbyt idealne, żeby było prawdziwe, chociaż nie mówię, żeby kłamał. Po prostu chciałabym mieć takie szczęście jak on.
– To może teraz ty opowiesz coś o sobie? – poruszyłam uchem na to pytanie.
– No dobrze – chrząknęłam i przestałam bawić się śniegiem. – Urodziłam się w pewnej watasze, gdzie każdy miał wyjątkowe oczy. Nie było wilka, który albo nie wyróżniał się ich barwą, albo kształtem źrenicy czy tęczówki. Ja oczywiście nie byłam wyjątkiem – zamyśliłam się na chwilę, co dalej powiedzieć.
– Niesamowite – usłyszałam w odpowiedzi, co przywróciło mnie do rzeczywistości.
– Od zawsze interesowałam się zielarstwem i chciałam objąć związane z tym stanowisko. Niestety plany pokrzyżowała mi... choroba, o której ci wcześniej wspomniałam. To znaczy, dla mnie utrata wzroku nie oznaczała od razu, że nie mogę wykonywać tego, co lubiłam, ale wszyscy poza moimi braćmi widzieli to jako znak od bogów. Jakbym była nagle przeklęta – warknęłam ostatnie zdanie pod nosem. – Naciskali, abym była kimś, kim nie chciałam, więc odeszłam. Widać takie było moje przeznaczenie – uśmiechnęłam się delikatnie. – A i... miło mi, że jestem kogoś przyjaciółką – dodałam po chwili. – Przepraszam, że tak długo mówiłam.
– Nie musisz przepraszać. Dobrze mi się ciebie słuchało, chociaż ciężko też myśleć, że ktoś jeszcze próbuje wymusić coś na kimś.
– Racja. Dobrze, że na razie poznaję same akceptujące mnie wilki – uśmiechnęłam się bardziej w kierunku wilka. – Och, zanim zapomnę.
– Tak?
– A ty chcesz coś sobie życzyć? Czy chcemy ruszyć gdzieś dalej?
Naharys? Przepraszam, że tak długo czekałeś...
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 502
Ilość zdobytych PD: 251
Obecny stan: 422
niedziela, 9 stycznia 2022
Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"
Podniosła głowę z pustym wyrazem oczu na widok wykreowanych płatków śniegu z piachu wokół nich, które rozpoczęły wesołe pląsy na wietrze. Cała krew w waderze momentalnie zamarzła — dokładnie to samo zjawisko miało miejsce, gdy dowiedziała się o koszmarnej diagnozie i następujących po niej komplikacjach, będące w stanie roztrzaskać resztki jej serca i szczęścia.
- Przestań! - Krzyknęła tak gwałtownie i nie spodziewanie, iż płatki znikły z pola widzenia, a udający je piasek natychmiast opadł na glebę.
- Tsumi, wszystko gra?! - Zapytał się od razu na widok jej drżącego ciała i trzymanej głowy. Hiper wentylowała się.
- Zostaw mnie, zostaw mnie, zostaw mnie! - Powtarzała w kółko jak mantrę. Czując jego dotyk łapy na swoim barku, skamieniała, ale i jednocześnie podskoczyła. Po raz pierwszy mógł zobaczyć inną reakcję, gdy spojrzała na niego. Przerażenie. - Nie dotykaj mnie!
Następne co pamiętała to płacz wstrząsający jej ciałem w jaskini. Nie wiedziała, czy odepchnęła go albo, czy uciekła z podkulonym ogonem... Zupełnie jakby miała klapki na oczach lub lukę w pamięci.
*
Minął tydzień od tamtego niefortunnego zjawiska z iluzją Yneryth'a, a od poronienia całe dwa tygodnie. Można byłoby się spodziewać, że nie pojawi się na tamtej polanie, jednak potrafił zaskoczyć — był tam następnego dnia i to od rana. Basior wydawał się cały czas czekać na reakcje niskiej wadery, jakby obchodził się z jajkiem.
Sama Tsumi od czwartego dnia zaczynała bardzo stopniowo pokazywać się z daleka reszcie wilków, jednak do rozmów jeszcze nie dochodziło.
Czasem rozmawiali, czasem siedzieli w ciszy. Nie myślała o nim dotychczas jakoś bardziej, ot, nowa sztuka w watasze. Co innego on sam — zdawał się poświęcać jej uwagę i okazywać na różne sposoby swoje wsparcie, cały czas pilnując spełniania swoich słów sprzed tych kilku dni.
To samo działo się po zmroku, kiedy śnieg zniknął z pola widzenia. Wiosna zbliżała się coraz to wyraźniej. Tsumi spojrzała na wypełniającą się tarczę księżyca między chmurami.
- Marzyłeś kiedyś o czymś? Coś, co wykreowało cię przez większość część życia.
- Tak- westchnął, podnosząc głowę. - Jak to każdy. Jak z tobą?
- ... Zawsze marzyłam o znalezieniu ukochanego i posiadania wielkiej rodziny. - mówiła takim tonem, jakby miało zdradzić jej stan serca. - Od najstarszych wspomnień chciałam otoczyć swoje szczeniaki taką miłością i ciepłem, by wiedziały, jak jest to potężna siła.
- Rozumiem, musisz mieć do nich słabość. - zaczął delikatnie. - Co się stało?
-...J-ja... To nie jest już możliwe marzenie do spełnienia. Już nigdy nie będzie. - głos wyraźnie się jej zachwiał i zrobił się suchy, zwiastujący rychłe łzy u wadery. Zacisnęła oczy i cała się napięła, nie chcąc za nic wylać swoich łez publicznie.
Yneryth?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 416
Ilość zdobytych PD: 208
Obecny stan: 1321
- Przestań! - Krzyknęła tak gwałtownie i nie spodziewanie, iż płatki znikły z pola widzenia, a udający je piasek natychmiast opadł na glebę.
- Tsumi, wszystko gra?! - Zapytał się od razu na widok jej drżącego ciała i trzymanej głowy. Hiper wentylowała się.
- Zostaw mnie, zostaw mnie, zostaw mnie! - Powtarzała w kółko jak mantrę. Czując jego dotyk łapy na swoim barku, skamieniała, ale i jednocześnie podskoczyła. Po raz pierwszy mógł zobaczyć inną reakcję, gdy spojrzała na niego. Przerażenie. - Nie dotykaj mnie!
Następne co pamiętała to płacz wstrząsający jej ciałem w jaskini. Nie wiedziała, czy odepchnęła go albo, czy uciekła z podkulonym ogonem... Zupełnie jakby miała klapki na oczach lub lukę w pamięci.
*
Minął tydzień od tamtego niefortunnego zjawiska z iluzją Yneryth'a, a od poronienia całe dwa tygodnie. Można byłoby się spodziewać, że nie pojawi się na tamtej polanie, jednak potrafił zaskoczyć — był tam następnego dnia i to od rana. Basior wydawał się cały czas czekać na reakcje niskiej wadery, jakby obchodził się z jajkiem.
Sama Tsumi od czwartego dnia zaczynała bardzo stopniowo pokazywać się z daleka reszcie wilków, jednak do rozmów jeszcze nie dochodziło.
Czasem rozmawiali, czasem siedzieli w ciszy. Nie myślała o nim dotychczas jakoś bardziej, ot, nowa sztuka w watasze. Co innego on sam — zdawał się poświęcać jej uwagę i okazywać na różne sposoby swoje wsparcie, cały czas pilnując spełniania swoich słów sprzed tych kilku dni.
To samo działo się po zmroku, kiedy śnieg zniknął z pola widzenia. Wiosna zbliżała się coraz to wyraźniej. Tsumi spojrzała na wypełniającą się tarczę księżyca między chmurami.
- Marzyłeś kiedyś o czymś? Coś, co wykreowało cię przez większość część życia.
- Tak- westchnął, podnosząc głowę. - Jak to każdy. Jak z tobą?
- ... Zawsze marzyłam o znalezieniu ukochanego i posiadania wielkiej rodziny. - mówiła takim tonem, jakby miało zdradzić jej stan serca. - Od najstarszych wspomnień chciałam otoczyć swoje szczeniaki taką miłością i ciepłem, by wiedziały, jak jest to potężna siła.
- Rozumiem, musisz mieć do nich słabość. - zaczął delikatnie. - Co się stało?
-...J-ja... To nie jest już możliwe marzenie do spełnienia. Już nigdy nie będzie. - głos wyraźnie się jej zachwiał i zrobił się suchy, zwiastujący rychłe łzy u wadery. Zacisnęła oczy i cała się napięła, nie chcąc za nic wylać swoich łez publicznie.
Yneryth?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 416
Ilość zdobytych PD: 208
Obecny stan: 1321
Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"
Yneryth siedząc pod drzewem, sam nie dowierzał, Tsumi, wadera o skomplikowanym sposobie bycia, okazała się mieć nie lada problemy. Pytanie, które zadał, aby podkreślić swój styl bycia, odbiło się echem z wnętrza wadery. Wilczyca emocjonalnie pękła, uczucia wylały się z niej, jak krew z rozrywanego królika, jak woda, z pękającej tamy, zbudowanej przez bobry. Co prawda basior nie miał tego na celu, nigdy nie chciał nikomu sprawiać przykrości, a tym bardziej doprowadzać go do emocjonalnej eksplozji. Niestety było już za późno. Zaniepokojony szybko powiedział jej imię, licząc na to, że się uspokoi. Jedyne co pamięta z chwili, która się wydarzyła, to to, że wspominała o zdradzie, braku zaufania, najbardziej zmartwiły go słowa „Porzucana w kąt i traktowana jak najgorszy śmieć i zło konieczne?” . Basior nie wiedział, jak powinien zareagować, na szczęście Tsumi powiedziała ,,zapomnij o tym” . To rozwiązało problem przynajmniej na razie, zachował się, tak jak uważał, że będzie dobrze. Nie chciał rozdrapywać ran, więc zmienił temat:
- Ja przychodzę tu, aby podziwiać naturę, oraz ten piękny widok. Czyż nie jest on śliczny? – Powiedział nostalgicznym głosem.
- Ja... Już sama nie wiem- Westchnęła cicho, patrząc przed siebie Tsumi.
Wilki razem spoglądają na polanę. Nie widać już na niej śniegu, nie ma już zwisających sopli lodu z drzew, widać mniejsze kamienie, rozsiane w niewiadome wzory. Najważniejszym detalem widoku, były promienie słońca wychodzące za drzew. Promienie te raziły Yneryth’a, lecz wadera nawet nie zwróciła na nie większej uwagi. Basior był zaskoczony, że taki widok nie robi na niej wrażenia.
- Moim zdaniem, w ciągu nocy jest tu ładniej, widać gwiazdy a w szczególności księżyc, jest to widok nie do opisania, za każdym razem tak samo piękny. Może powinnaś spróbować przyjść tu o zmroku? –Powiedział delikatnie, lecz dalej dało się wyczuć lekko smutny głos basiora.
- Bywałam... Kiedyś była noc pozbawiona chmur, a księżyc zdawał się połyskiwać błękitem. Gwiazdy... one migały bardziej niż zwykle- uniosła matowe spojrzenie na kilka chmur. Zaraz dodała bardziej melancholijnie.- Teraz nie mogę odnaleźć tego szczęścia. Zgubiłam je gdzieś po drodze...
Yneryth po tych słowach, wiedział już, co trapi waderę. Był głupi, że przegapił tak oczywistą opcję, Tsumi miała złamane serce, nie, gorzej, serce połamane na tysiące kawałków, jak gdyby, spadł na nie głaz z wysokości drzewa. Sama myśl, jak podle ona się czuje, przeszyła go na wskroś. Wilk nie wiedział co powiedzieć.
- Basior kładzie pysk na przednich łapach. -Chyba znam to odczucie. Pustka, której nie w sposób wypełnić, pożerająca wszystko, co się posiada, a to i tak jej nie wystarcza. Mylę się ?- Zamknął oczy w poszukiwaniu obrazu, którego brakowało mu w tym momencie.
- Ta sama, kiedy coś tracisz, czym żyłeś całe życie? Masz wrażenie, że straciłeś ważną część swojego jestestwa i jesteś tylko pustą skorupą, cieniem dawnego siebie. I chociaż nie jesteś w stanie się z tym pogodzić, musisz się trzymać i modlić, choćby o uzyskanie odrobiny spokoju z odmętów przeszłości. To... A co jeśli to nigdy nie nastąpi?- Zwiesiła głowę, zamykając oczy, otaczała ich przygnębiająca aura.
- Już rozumiem, czemu tu siedzisz, ale nie martw się, nie jesteś sama. Ja będę siedział tu każdego ranka, może nawet i późnymi wieczorami. Pomogę o ile dam radę.-Powiedział złamanym głosem Yneryth, nie miał siły już udawać, te 2 dni dały mu mocno w kość.
Basior po tych słowach zamyka oczy, próbując udać się, w stan skupienia, który pozwala mu kierunkować swoją magię. Po chwili piasek w otoczeniu wilków zaczyna się podnosić. Yneryth zmienia iluzją piasek w płatki śniegu, licząc, że tym zjawiskiem rozweseli Tsumi.
Tsumi?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 571
Ilość zdobytych PD: 285
Obecny stan: 1610
- Ja przychodzę tu, aby podziwiać naturę, oraz ten piękny widok. Czyż nie jest on śliczny? – Powiedział nostalgicznym głosem.
- Ja... Już sama nie wiem- Westchnęła cicho, patrząc przed siebie Tsumi.
Wilki razem spoglądają na polanę. Nie widać już na niej śniegu, nie ma już zwisających sopli lodu z drzew, widać mniejsze kamienie, rozsiane w niewiadome wzory. Najważniejszym detalem widoku, były promienie słońca wychodzące za drzew. Promienie te raziły Yneryth’a, lecz wadera nawet nie zwróciła na nie większej uwagi. Basior był zaskoczony, że taki widok nie robi na niej wrażenia.
- Moim zdaniem, w ciągu nocy jest tu ładniej, widać gwiazdy a w szczególności księżyc, jest to widok nie do opisania, za każdym razem tak samo piękny. Może powinnaś spróbować przyjść tu o zmroku? –Powiedział delikatnie, lecz dalej dało się wyczuć lekko smutny głos basiora.
- Bywałam... Kiedyś była noc pozbawiona chmur, a księżyc zdawał się połyskiwać błękitem. Gwiazdy... one migały bardziej niż zwykle- uniosła matowe spojrzenie na kilka chmur. Zaraz dodała bardziej melancholijnie.- Teraz nie mogę odnaleźć tego szczęścia. Zgubiłam je gdzieś po drodze...
Yneryth po tych słowach, wiedział już, co trapi waderę. Był głupi, że przegapił tak oczywistą opcję, Tsumi miała złamane serce, nie, gorzej, serce połamane na tysiące kawałków, jak gdyby, spadł na nie głaz z wysokości drzewa. Sama myśl, jak podle ona się czuje, przeszyła go na wskroś. Wilk nie wiedział co powiedzieć.
- Basior kładzie pysk na przednich łapach. -Chyba znam to odczucie. Pustka, której nie w sposób wypełnić, pożerająca wszystko, co się posiada, a to i tak jej nie wystarcza. Mylę się ?- Zamknął oczy w poszukiwaniu obrazu, którego brakowało mu w tym momencie.
- Ta sama, kiedy coś tracisz, czym żyłeś całe życie? Masz wrażenie, że straciłeś ważną część swojego jestestwa i jesteś tylko pustą skorupą, cieniem dawnego siebie. I chociaż nie jesteś w stanie się z tym pogodzić, musisz się trzymać i modlić, choćby o uzyskanie odrobiny spokoju z odmętów przeszłości. To... A co jeśli to nigdy nie nastąpi?- Zwiesiła głowę, zamykając oczy, otaczała ich przygnębiająca aura.
- Już rozumiem, czemu tu siedzisz, ale nie martw się, nie jesteś sama. Ja będę siedział tu każdego ranka, może nawet i późnymi wieczorami. Pomogę o ile dam radę.-Powiedział złamanym głosem Yneryth, nie miał siły już udawać, te 2 dni dały mu mocno w kość.
Basior po tych słowach zamyka oczy, próbując udać się, w stan skupienia, który pozwala mu kierunkować swoją magię. Po chwili piasek w otoczeniu wilków zaczyna się podnosić. Yneryth zmienia iluzją piasek w płatki śniegu, licząc, że tym zjawiskiem rozweseli Tsumi.
Tsumi?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 571
Ilość zdobytych PD: 285
Obecny stan: 1610
Od Yneryth’a c.d Kotori'ego ~ Gość
- Jeżeli chcesz przebywać na tych terenach, musisz mieć zgodę Alfy.
- Hmmm, rozumiem. W ogóle nie spodziewałem się, że wilk, który wygląda na groźnego i nie powstrzymanego, będzie się chciał od razu przytulić. – Odpowiedział, ironizując Yneryth.
Nowo poznany wilk zwany tutaj Kotorim ewidentnie nie spodziewał się takiego odzewu. Yneryth zauważył, że wspomnienie o swoim celu, zmieszało wilka. Zamierzał wykorzystać to, aby dowiedzieć się, czemu tak zareagował, spytał więc:
- A ty, czego szuka taki samotnik, w stadzie ? - Spodziewał się, że nie usłyszy odpowiedzi, ale zapytał dla zasady.
- Odpowiedzi, które mnie nurtują – prychnął.
Basior był zaskoczony podobieństwem ich celów, kolejne pytania nic by mu nie dały, stwierdził, że należy zmienić taktykę.
- Hmm, zaskakująco podobnie, nie będę cię męczył, oboje raczej nie chcemy się męczyć towarzystwem siebie nawzajem prawda?- Lekko się uśmiechnął, aby pokazać, że też jest samotnikiem.
- Tak, ale i tak muszę Cię zaprowadzić do Alfy, by wydała ci pozwolenie na pozostanie tu. - Odparł i wstał Kotori. – ruszajmy.
- Patrząc na idącego wilka, zachichotał. - Hhaha
Obrócił się w swoim kierunku, nie zamierzając iść za Kotorim. Był pewien, że reakcja tego wilka będzie warta poświecenia i odkrycia jednej ze swoich kart. Basior, nawet specjalnie, zamiótł śnieg ogonem, by tamten go usłyszał. Dumny z siebie Yneryth, czekał tylko na złość wilka. Wsłuchiwał się w otoczenie, aby usłyszeć moment szybkiego obrotu nowo poznanego basiora. W momencie, gdy usłyszał szarżę wilka, skrupulatnie liczył czas. Planem wilka było pograć sobie na emocjach Kotoriego. Gdy wilk był w połowie drogi do Yneryth’a, zaczął donośnym głosem mówić;
- Byłem już u alfy. Przyszedłem się tylko przywitać. Tak czy siak, raczej będziemy się częściej widzieć, też jestem nocną czujką, a więc przyzwyczaj się do mojego zapachu, jeszcze nie raz go poczujesz.
Yneryth dumny krokiem kontynuował swoją drogę z powrotem w las. Widział, że ten wilk go nie zapomni. Zastanawiał się, co zrobi zmieszany/ bądź wściekły wilk, na wszelki wypadek pozostawał skupiony, by obronić się przed ewentualnym napadem wściekłości Kotoriego. W zasadzie nawet nie dał wyboru wilkowi, ponieważ zdecydował schować się w piaskowej iluzji, nie chciał już pierwszego dnia sprawdzać, co umieją pobratymcy. Był zadowolony, ze swojej prezentacji.
Kotori ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 345
Ilość zdobytych PD: 172
Obecny stan: 1325
- Hmmm, rozumiem. W ogóle nie spodziewałem się, że wilk, który wygląda na groźnego i nie powstrzymanego, będzie się chciał od razu przytulić. – Odpowiedział, ironizując Yneryth.
Nowo poznany wilk zwany tutaj Kotorim ewidentnie nie spodziewał się takiego odzewu. Yneryth zauważył, że wspomnienie o swoim celu, zmieszało wilka. Zamierzał wykorzystać to, aby dowiedzieć się, czemu tak zareagował, spytał więc:
- A ty, czego szuka taki samotnik, w stadzie ? - Spodziewał się, że nie usłyszy odpowiedzi, ale zapytał dla zasady.
- Odpowiedzi, które mnie nurtują – prychnął.
Basior był zaskoczony podobieństwem ich celów, kolejne pytania nic by mu nie dały, stwierdził, że należy zmienić taktykę.
- Hmm, zaskakująco podobnie, nie będę cię męczył, oboje raczej nie chcemy się męczyć towarzystwem siebie nawzajem prawda?- Lekko się uśmiechnął, aby pokazać, że też jest samotnikiem.
- Tak, ale i tak muszę Cię zaprowadzić do Alfy, by wydała ci pozwolenie na pozostanie tu. - Odparł i wstał Kotori. – ruszajmy.
- Patrząc na idącego wilka, zachichotał. - Hhaha
Obrócił się w swoim kierunku, nie zamierzając iść za Kotorim. Był pewien, że reakcja tego wilka będzie warta poświecenia i odkrycia jednej ze swoich kart. Basior, nawet specjalnie, zamiótł śnieg ogonem, by tamten go usłyszał. Dumny z siebie Yneryth, czekał tylko na złość wilka. Wsłuchiwał się w otoczenie, aby usłyszeć moment szybkiego obrotu nowo poznanego basiora. W momencie, gdy usłyszał szarżę wilka, skrupulatnie liczył czas. Planem wilka było pograć sobie na emocjach Kotoriego. Gdy wilk był w połowie drogi do Yneryth’a, zaczął donośnym głosem mówić;
- Byłem już u alfy. Przyszedłem się tylko przywitać. Tak czy siak, raczej będziemy się częściej widzieć, też jestem nocną czujką, a więc przyzwyczaj się do mojego zapachu, jeszcze nie raz go poczujesz.
Yneryth dumny krokiem kontynuował swoją drogę z powrotem w las. Widział, że ten wilk go nie zapomni. Zastanawiał się, co zrobi zmieszany/ bądź wściekły wilk, na wszelki wypadek pozostawał skupiony, by obronić się przed ewentualnym napadem wściekłości Kotoriego. W zasadzie nawet nie dał wyboru wilkowi, ponieważ zdecydował schować się w piaskowej iluzji, nie chciał już pierwszego dnia sprawdzać, co umieją pobratymcy. Był zadowolony, ze swojej prezentacji.
Kotori ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 345
Ilość zdobytych PD: 172
Obecny stan: 1325
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki