Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tsumi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tsumi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Wadera momentalnie zastygła ciałem w chwili, gdy poczuła zetknięcie się ich ogonów oraz to, co nastąpiło bezpośrednio potem. Powolnymi i delikatnymi ruchami zaczął owijać swój wokół jej własnego. Serce na chwilę przestało jej bić, a oddech ugrzązł w gardle, by w następnej chwili przyspieszyć swoją pracę. Wolno odwróciła głowę ku niemu i zaraz potem w kierunku ich ogonów, jakby chciała się upewnić, czy zmysł dotyku ją nie oszukuje.
Otóż nie.
Przed oczyma stanął jej tamten i głowę zalały krótkie, acz treściwie wiadomości. Chce pewnie tego samego. Potraktuje ją podobnie. Znowu zostanie skrzywdzona... Oj, dużo tego się zaczęło w niej kłębić i dusić, coraz to bardziej.
Całe ciało jej się spięło, jakby została oblana gwałtownie i niespodziewanie lodowatą wodą.
- Wszystko gra? - Spytał basior jako odpowiedź na jej reakcję. Ogon wadery tylko się wzdrygnął, sygnał był czytelny i Yneryth cofnął swój, tym samym zwracając jej wolność.
- Nie nadaje się do tego. - mruknęła tylko.
*
Czas mijał nieubłaganie. Tsumi stopniowo wracała do życia watahy- nie była taka jak kiedyś, ale nie było już tragedii stanu psychicznego. Ot, była bardziej przygaszona. Oczywiście, chmury odsuwały się na bok w chwilach odwiedzania Piny, która to powiła swój pierwszy miot w ilości dwóch kulek, do tego adoptowana Shori. Tsumi wewnętrznie się rozpływała na widok tych szczeniąt i potrafiła niemal wygonić młodą matkę, tylko aby zajmować się kruszynkami. Będąc przy nich, coś w jej sercu topniało i się ogrzewało.
I wtedy, jednego dnia po uśpieniu małych, pewna myśl oświeciła umysł bursztynowookiej. Może wcale do szczęścia własnych szczeniąt, tych zrodzonych z własnej krwi? Przygarnięcie znajdki, jak dla przykładu taką Shori, przecież też może sprawić, że otoczy taką istotkę mnóstwem troski, ciepła i miłości. Być może... To właśnie było jej pisane? Pokazanie takiej smutnej duszy, że w pełni zasługuje na gorące uczucia?
To był moment, w którym Tsumi, po raz pierwszy od dawna, uśmiechnęła się delikatnie, a oczy nieco zmiękły jej.
Dokładnie taki widok zastał Yneryth, który cicho zapukał do wejścia jaskini Naharysa i Piny.
- Tsumi? - Spytał się cicho. Wspomniana wadera przeniosła na niego wzrok.- Jak będziesz mieć chwilę, przyjdź na polanę.
- Dobrze. - kiwnęła głową z cichą wiadomością. Aż dziwne było widzieć jego wyraz pyska jako reakcję na jej łagodny uśmiech i miękkie spojrzenie.

Yneryth?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 363
Ilość zdobytych PD: 181
Obecny stan: 1921

wtorek, 11 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Jej wzrok wrócił do pustej rezygnacji po odsunięciu łapy, jak i również otrzymaniu uszatego w celu zjedzenia. Naturalnie, podziękowała mu kiwnięciem głowy za pożywienie przed przystąpieniem do konsumpcji. Nie odczuwała przymusu szybkiego posilania się, jadła spokojnie, podczas gdy Yneryth siedział z zamkniętymi oczyma, prawdopodobnie rozmyślając nad czymś.
Rozmowa wznowiona, dopiero gdy wadera zjadła całego królika. Dopiero wówczas basior zapytał się z ciekawością o to, czy Tsumi posiada uzdolnienia magiczne, a jeśli tak to jakie.
- Nic specjalnego, w zasadzie to defensywa. I to raczej słaba. - powiedziała i w skrócie przedstawiła jej zakres magii.
- Brzmi ciekawie przecież. Moje bym zakwalifikował podobnie, do defensywy.
- Nie powiedziałabym. - mruknęła cicho i naprawdę, czystym przypadkiem ruchem łapy przywołała kwitnącą łodygę kwiatu. - Prędzej wspierające. Dobra podstawa do ataku przez innego wilka.
- Myślisz? - Zapytał się, patrząc na rosnącą roślinę przed Tsumi.
Kiwnęła głową.
- Byłbyś niezłą kartą w walkach w grupie na tyłach. - wzruszyła ramionami. - Nie wiem, czy to ma sens, nie siedzę w militariach i tego typu tematach.
- Ale jednak próbujesz mnie pocieszyć. - zajął pozycję częściowo leżącą obok i obserwował ją siedzącą. Zaraz odwróciła wzrok od niego i patrzyła przed siebie.
- Wyrażałam opinię jako zielona w tych sprawach, nie pocieszam. - poprawiła go. Wypuścił powietrze nosem w taki sposób, że przypominało to chichot.
- Znasz się na roślinach i tego typu rzeczach? - Zapytał się, spoglądając teraz uważniej na kwiat. Kiwnęła głową. Zaraz wskazał łapą. - Co symbolizuje ten?
Niska wadera podążyła za jego łapą i przyjrzała się teraz uważniej roślinie, którą wybrała instynktownie. Mały krzak azalii.
- Najczęściej tęsknotę. - powiedziała cicho. Całe szczęście to padło na azalie, a nie na Margaretki, gdyż symbolizowały cierpienie i krzywdę. Mogła odetchnąć z ulgą.
- Celowo taki kwiat wyczarowałaś? - Uniósł pytająco jedną brew. Pokręciła głową.
- Mogę powołać konkretne rośliny przy bezpośrednim myśleniu i wskazaniu ich. W innym przypadku jak ten rozkwita taki, jaki chce podświadomość.
-... Za czym tęsknisz? - Zapytał się po chwili milczenia z wahaniem. Przymknęła oczy.
-Nie wiem...
"Może za nieświadomością" ale tego już nie powiedziała, gdyż nie umiała wskazać jednoznacznej odpowiedzi.
- Zmieniając temat. - odezwała się po kilku sekundach. - wiem jaki kwiat by cię najlepiej symbolizował.
- Hm? Jaki?
Fiołek. - rzekła i w tej samej chwili wyrósł jej szukany, zaraz mu podała. - Są wierne sobie i czujne.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 360
Ilość zdobytych PD: 180
Obecny stan: 1740

poniedziałek, 10 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Umysł wadery zalał potok całkiem sprzecznych ze sobą myśli. Nie rozumiała tę dziwną siłę, która splotła ich ścieżki ze sobą i nie odpychała od siebie. Tak jak wcześniej była absolutnie przekonana, że nie chce widzieć się z nikim, ale potrzebuje bycia na zewnątrz, tak obecnie ciężko było jej pojąć, dlaczego ją pociesza i jest z nią cały ten czas.
Dziwne.
Część niej była wściekła za otwieranie się komukolwiek z tą sprawą, gdyż nawet jej najbliższa przyjaciółka pozostawała w niewiedzy, a tu proszę. Czuła, że zdradza tym postępowaniem Pinę. Z drugiej strony była w stanie porozumieć się z basiorem bez problemu, gdyż oboje byli po przejściach. Przerażało ją to na wskroś.
Nie rozumiała, czemu go zwyczajnie nie pogoniła, albo chociaż odepchnęła, kiedy łagodnie owinął swój puchaty ogon wokół niej. Zwyczajnie nie trzymało się to kupy. Przecież teraz zwyczajnie nie mogła wytrzymać, widząc żadnego basiora lub, co gorsza, być przy nim. A co tu mamy? Zbiór samych sprzeczności. Już zamierzała mu powiedzieć o cofnięciu się, przez same nadciągające myśli czuła się niekomfortowo, kiedy uderzył piorun, a tuż po nim rozległ się dźwięk grzmotu, po nim kolejny. Standardowe zjawisko obwieszczające okolicę pory wiosennej, jednak to reakcja samca była zgoła inna, niż można byłoby to zakładać — Yneryth przy drugim grzmocie zwyczajnie uciekł w popłochu w kierunku bliskiego lasu, był tak szybki, że miałby szansę na wygranie wyścigu z jej przyjaciółką. Nim się obejrzała była znowu sama, lecz jej mętny wzrok był skierowany w miejsce zniknięcia samca między drzewami.
Część niej mówiła "zostaw go, niech pójdzie jak najdalej", druga "trzeba sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku" i zanim się obejrzała, nie zrozumiała o przejściu już jednej trzeciej polany. Czemu? Tego nie wiedziała. Nie umiała również wytłumaczyć, czemu bezbłędnie odgadła jego trasę i dlaczego tak szybko, niemal z łatwizną go odnalazła.
Znajdował się w najbardziej zalesionej części pozbawionej widoku nieba, przez co było ciemniej. Siedział tam pochylony z przechyloną do dołu głową, tak spięty, że było to niemal widoczne i namacalne. Wydawał się z trudem oddychać.
Och.
Boi się burzy. Oboje po chwili zorientowali się, że zbliżyła się do niego i usiadła obok, patrząc pusto przed siebie, jej łapa sama poszła i znalazła się na jego grzbiecie.
- Tsumi, co tu robisz? - Spróbował się zapytać normalnie, ale jego napięcie było zbyt mocne do ukrycia. - N-nic się nie stało, wszystko gr-gra...
- Siedź cicho. - mruknęła nieco zbyt sucho, na co zaraz westchnęła. - Nie kłam jak wcześniej.
- O czym mówisz?
- Udawane emocje, nie wyszło ci.
- Ale... Och. - musiał zrozumieć, że wychwyciła ten drobny szczegół.
- Nie musisz mówić, czemu się boisz burzy, każdy się czegoś boi. - Zaraz westchnęła. - Ty poznałeś mój idiotyczny lęk.
- Nie jest...
- Jest, nawet jeśli historia za tym jest zgoła inna... Pozwól sobie pomóc i dać się pocieszyć.
Mówiąc to, zaczęła go delikatnie głaskać małą łapą w celu rozluźnienia jego napiętego ciała. Nie była świadoma, że podczas tego zabiegu, jej oczom wróciła cząstka ciepła.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 479
Ilość zdobytych PD: 239
Obecny stan: 1560

niedziela, 9 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Podniosła głowę z pustym wyrazem oczu na widok wykreowanych płatków śniegu z piachu wokół nich, które rozpoczęły wesołe pląsy na wietrze. Cała krew w waderze momentalnie zamarzła — dokładnie to samo zjawisko miało miejsce, gdy dowiedziała się o koszmarnej diagnozie i następujących po niej komplikacjach, będące w stanie roztrzaskać resztki jej serca i szczęścia.
- Przestań! - Krzyknęła tak gwałtownie i nie spodziewanie, iż płatki znikły z pola widzenia, a udający je piasek natychmiast opadł na glebę.
- Tsumi, wszystko gra?! - Zapytał się od razu na widok jej drżącego ciała i trzymanej głowy. Hiper wentylowała się.
- Zostaw mnie, zostaw mnie, zostaw mnie! - Powtarzała w kółko jak mantrę. Czując jego dotyk łapy na swoim barku, skamieniała, ale i jednocześnie podskoczyła. Po raz pierwszy mógł zobaczyć inną reakcję, gdy spojrzała na niego. Przerażenie. - Nie dotykaj mnie!
Następne co pamiętała to płacz wstrząsający jej ciałem w jaskini. Nie wiedziała, czy odepchnęła go albo, czy uciekła z podkulonym ogonem... Zupełnie jakby miała klapki na oczach lub lukę w pamięci.
*
Minął tydzień od tamtego niefortunnego zjawiska z iluzją Yneryth'a, a od poronienia całe dwa tygodnie. Można byłoby się spodziewać, że nie pojawi się na tamtej polanie, jednak potrafił zaskoczyć — był tam następnego dnia i to od rana. Basior wydawał się cały czas czekać na reakcje niskiej wadery, jakby obchodził się z jajkiem.
Sama Tsumi od czwartego dnia zaczynała bardzo stopniowo pokazywać się z daleka reszcie wilków, jednak do rozmów jeszcze nie dochodziło.
Czasem rozmawiali, czasem siedzieli w ciszy. Nie myślała o nim dotychczas jakoś bardziej, ot, nowa sztuka w watasze. Co innego on sam — zdawał się poświęcać jej uwagę i okazywać na różne sposoby swoje wsparcie, cały czas pilnując spełniania swoich słów sprzed tych kilku dni.
To samo działo się po zmroku, kiedy śnieg zniknął z pola widzenia. Wiosna zbliżała się coraz to wyraźniej. Tsumi spojrzała na wypełniającą się tarczę księżyca między chmurami.
- Marzyłeś kiedyś o czymś? Coś, co wykreowało cię przez większość część życia.
- Tak- westchnął, podnosząc głowę. - Jak to każdy. Jak z tobą?
- ... Zawsze marzyłam o znalezieniu ukochanego i posiadania wielkiej rodziny. - mówiła takim tonem, jakby miało zdradzić jej stan serca. - Od najstarszych wspomnień chciałam otoczyć swoje szczeniaki taką miłością i ciepłem, by wiedziały, jak jest to potężna siła.
- Rozumiem, musisz mieć do nich słabość. - zaczął delikatnie. - Co się stało?
-...J-ja... To nie jest już możliwe marzenie do spełnienia. Już nigdy nie będzie. - głos wyraźnie się jej zachwiał i zrobił się suchy, zwiastujący rychłe łzy u wadery. Zacisnęła oczy i cała się napięła, nie chcąc za nic wylać swoich łez publicznie.

Yneryth?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 416
Ilość zdobytych PD: 208
Obecny stan: 1321

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

To nie była najlepsza noc wadery. Ledwo co mrużyła oczy, zaraz czuła gromadzące się łzy i tak sporo przepłakała. Mimo iż wylała wiele łez, nie było po niej tego widać o poranku. Szybko zjadła część królika, gdyż coraz mniej odczuwała głodu, by wyjść na tamtą polanę. Można byłoby myśleć, że to jest forma radzenia sobie z depresją połączoną z załamaniem nerwowym i przełamania unikania reszty watahy. Całkiem prawdopodobne.
Dlatego nieźle się zdziwiła, widząc, jak dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj siedziała część popołudnia tego nowego, Yneryth'a. On wydawał się na coś lub kogoś czekać.
- Widzę, że lubisz to miejsce, mi też się spodobało. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że tu jestem. - powiedział zamiast przywitania się. Same słowa dały się odczuć jako zaskoczenie z jego strony.
- Co tu robisz? - Spytała mętnym głosem z podobnym spojrzeniem. Basior odchrząknął na widok jej zatrzymania się.
- Cóż, wyjaśniłem. A co z tobą? Co tu robisz? Nie odbieraj tego źle, ale pachniesz wieloma wilkami, a siedzisz tu sama. - zauważył z nutą pokory. Albo zawstydzenia. Kij wie.
- Tu jest tak cicho. - mruknęła, gdy usiadła metr od niego, tym razem przy większej skale. - Potrzebuję spokoju.
- Dlaczego? Stało się coś?
- To nie jest twoja sprawa. - odparła i zaraz westchnęła ciężko. Nawet jeśli to samiec, jest nowy i nie powinna go zrażać do życia watahy. Pochyliła głowę podczas zamykania oczu bez spojrzenia na niego, jedynie uniosła ku niemu łapkę. - Wydarzyło się kilka katastrofalnych dla mnie incydentów, nie jestem w stanie wrócić do spędzania czasu z innymi.
- Ekstrawertyk zmienił się w introwertyka? - Zapytał się w ten sposób, że aż bez patrzenia na niego czuła jak przekrzywiła głowę i lekkim zmarszczeniem brwi. Po chwili sam westchnął. - Okej, nie będę drążył tematu.
- Dzięki.
- Czyli co, nie przeszkadza ci moja obecność?
- Rób, co chcesz.
- Naprawdę sympatyczne podejście. - nie była pewna czy żartował, ale spojrzała na niego cięższym wzrokiem. Samiec podniósł łapy.- Nie, źle się wyraziłem. Chodziło mi, że nie szukasz uwagi, właściwie to ją unikasz i nie narzucasz o pytanie, co się stało. Lubię coś takiego. Bardzo odświeżające.
- ... Masz specyficzne grono zainteresowań. - odezwała się po chwili i utkwiła spojrzenie na linię drzew przed sobą.
- Mówię, jak jest. Szczerość to podstawa bytu i funkcjonowania?
Tsumi niekontrolowanie zaśmiała się sucho nieprzyjemnie, co na pewno przykuło jego uwagę.
- Ach tak? Zatem dlaczego jest porzucana w kąt i traktowana jak najgorszy śmieć i zło konieczne? Bo kłamstwo jest atrakcyjniejsze? Czy może bawienie się cudzym zaufaniem jest warte zniszczenia je w taki sposób zdradzenia?
- Tsumi? - Jego nieco zaniepokojone pytanie wybudziło ją z transu. Poczuwszy szkliste oczy, natychmiast odwróciła głowę w drugą stronę i dla pewności je otarła.
- Zapomnij o tym. - powiedziała beznamiętnie szybkim tonem.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 438
Ilość zdobytych PD: 219
Obecny stan: 1113

sobota, 8 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Działo się to tego samego dnia, chyba. Chyba, ponieważ Tsumi już straciła poczucie płynięcia czasu. Rozmowa z Atrehu była przed południem, wizyta u Piny i Renesmee możliwie zaraz po. Ostatecznie nie zdecydowała się na radykalny krok z odejściem, nie miała serca opuścić przyjaciółki. Poza tym... Czemu to ONA ma zniknąć z życia watahy, skoro to ona była tu ofiarą? O nie. Niech nie liczy, że ucieknie z podkulonym ogonem. To nawet da jej możliwość złorzeczenia na niego bez przerwy, o ile będzie miał trochę oleju w głowie, lub wręcz przeciwnie.
Znikło z niej całe ciepło, którym potrafiła emitować na odległość, sama jej sylwetka była przygaszona, a oczy zmatowiały. Nie miała ochoty na spędzanie czasu wśród innych, a i miała dosyć siedzenia bez przerwy w swojej jaskini, dlatego też znalazła się na tej opuszczonej polanie. Była jeszcze zima i chociaż nie było tak późne popołudnie, z wolna zaczynało się zbierać na ściemnianie nieboskłonu.
Śnieg leżał w ilości małej warstwy na ziemi i to miejscami, ale również i na drzewach i przez te drobne zaspy przedostawało się światło zniżającego się słońca. Musiało to wyglądać zapewne pięknie, ale Tsumi... Ona tego nie odczuwała. Nie umiała odczytać tego jak czegoś ujmującego, zwyczajnie czując się wyprana z wszelkich pozytywnych i ciepłych uczuć. Czuła się... No właśnie, jak? Jakby coś ją pozbawiło ważnej części jej egzystencji i wyrzucił jak nic niewarty śmieć.
Zwyczajnie chciało się jej płakać.
Niestety, nawet na opuszczonej polanie niedane było jej zaznać spokoju — ktoś nadchodził. Wadera spojrzała na bok, ze strony ktoś się zbliżał. Jej oczom ukazała się sylwetka nieznanego wilka, którego jeszcze w tych rejonach nie widziała. Czy przez te kilka dni siedzenia w jaskini, wataha się powiększyła? Nic nie wiedziała. Ba, nawet nie była chętna wiedzieć... Krew jej nieco zmarzła na zrozumienie, że to basior. Jeszcze lepiej.
Odezwał się, dopiero gdy usiadł obok niej w stosownej, acz bliskiej odległości.
- Hejka, przyszedłem się przywitać. - powiedział to na tyle miło a po nich reakcja oczu, że na pewno nie ogarnął, co zaszło i był zażenowany. Ona jednak patrzyła na niego z lekko przekrzywioną głową i wypłowiałym wzrokiem. Zaraz odchrząknął. - M? - Wydała z siebie krótki dźwięk.
- Jestem nowy, Yneryth. Dołączyłem gdzieś godzinę temu. Ty musisz być Tsumi, prawda?
Kiwnęła głową. Jej reagowanie wydawało mu się nie podobać z jakiejś przyczyny.
- Wszystko gra?
- Po prostu dziś nie czuję sił i chęci na towarzystwo. Zwłaszcza męskie- mruknęła, wstając. Naprawdę, całość samicy dawał jasny znak bycia wypalonym. Spojrzała na niego przez ramię ze słabą miną.- Witaj w watasze, każdy pomoże ci się odnaleźć.
- Ty nie? - Uniósł pytająco brew.
- Ja dziś odpadam. - mruknęła ciszej. - Do następnego razu Yneryth, miło było cię poznać.
Nie była w stanie wysilić się nawet na uśmiech, żeby nie odebrał jej zachowania negatywnie. Z drugiej jednak strony, nie nadawała się psychicznie tego dnia do nawet rozmów z nikim. Dlatego po pożegnaniu się, odeszła sunąc jak duch w kierunku swojego lokum.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 477
Ilość zdobytych PD: 238
Obecny stan: 894

piątek, 7 stycznia 2022

Od Tsumi ~ "Szał rozpaczy"

< Time speed ~ akcja w opowiadaniu dzieje się miesiąc po powrocie do watahy z wątku: "W głowie się nie mieści" > 

Tsumi zawsze marzyła o założeniu dużej i kochającej rodziny, odkąd tylko sięgała pamięcią za szczenięcych lat. Przyjemne silne ciepło, które ogarniało jej serce za każdym spojrzeniem na jej rodziców, cudowną miłość namacalną w ich wzroku ku sobie i na ich dzieci — to było coś, co Tsumi od zawsze pragnęła doświadczyć i ofiarować. Sama euforia myślenia nad tym była, jak bogata oaza dla spragnionego wędrowca na pustyni. Marzyła o posiadaniu ukochanego partnera i ich wspólnych dzieci, które zawsze otaczałaby najczulszą miłością bogatą w ciepło. Jej cały sens opierał się na posiadaniu własnej rodziny. Dlatego była zadowolona z faktu, że ten mały diament lub może nawet kilka, osiadły się na jej łonie. Była niezmiernie rada z siebie oraz Piny, która okazała się nosić owoc miłości. Pamiętała jak później wraz z Naharysem cieszyli się informacją o rychłym utworzeniu ich własnej rodziny. Wszyscy po spędzeniu trochę czasu w jego oraz Lonyi rodzinnej jaskini wracali w dobrych humorach. Pierwsze stadium ciąży dla wszystkich gatunków jest kluczowe. Niska wadera zawsze zgłębiała się na ten temat, nie było więc opcji, żeby coś ją zaskoczyło, była po prostu zbyt dobrze przygotowana. Znała swoje możliwości. A jednak pewien czas po powrocie, jednego poranka drogą poczty pantoflowej dotarło do niej, co Atrehu robił i to nie sam a na pewno z jedną samicą. Ten basior, o którym od razu myślała jako mocno prawdopodobna miłość. Dokładnie ten, który ją oczarował nawet w tamtym syfilisie, jakim był przy ich poznaniu. Nie byli razem ze sobą, ale wadera miała nadzieję na lepsze jutro. Przecież chciała mu wyznać swoje uczucia po powrocie. Zamierzała dokładnie tego dnia.
Do końca dnia była w dość dużym szoku, miała w dużej mierze za złe sobie, że się nie pospieszyła. Realizacja jednak nowej wiadomości zawahała nią — miał inną kochankę i to nie na świeżo, spotykali się co najmniej od jakiegoś czasu. Miała wrażenie, że serce rozdarło się jej częściowo.
Do końca dnia męczyły ją nieprzyjemne bóle brzucha, które spotęgowały się rankiem następnego dnia, aż nie mogła wytrzymać z bólu. Dotarła do jaskini medyków niemal w ostatniej chwili, gdyż opadła na ziemię wyjąc z bólu, po czym rozdzierający ból i wylała się z niej krew. Nie pamięta co wtedy się działo, jakby przez bardzo gęstą mgłę. Zasłona dymna została jednak gwałtownie rozchylona, kiedy Lonya drżącą łapą na barku Tsumi, przekazała jej dwie tragiczne wiadomości, które raz na zawsze obróciły w pył jej marzenia.

Poronienie.
Komplikacje okazały się na tyle duże, że nigdy nie będzie w stanie donosić żadnej kolejnej ciąży.

Cały jej wewnętrzny świat rozsypał się jak domek z kart. Ot tak, bardzo łatwo. Potworne wiadomości pociągnęły za sobą energicznie poćwiartowane serce i umysł, ogarnęła ją rozpacz. Negatywne emocje były tak silne, że nawet nie pamiętała, jak znalazła się z powrotem w swojej jaskini. Wszystko jakby stało się zniekształcone. Jak dotarła do watahy? Na jakim etapie poznała swoją przyjaciółkę Pinę? Cała jej pamięć została zaburzona. Z jaskini wyszła dopiero po kilku dniach, całkowicie inna od tej Tsumi, jaką wszyscy znali. A ona postanowiła pożegnać się z ciężarną mentalną siostrą i wrócić do rodzinnej watahy w celu lizania własnych ran.
Spotkała go po drodze, gdzie nie było nikogo innego. Bezczelny się uśmiechnął lekko, jakby nic się nie stało.
- Dzień dobry Tsumi, jak się dziś masz? Martwiłem się, jak przez te kilka dni nie wychodziłaś. Potrzebowałaś nacieszyć się spokojem, prawda?
- Zamilcz. - syknęła głucho. Jej spojrzenie stwardniało tylko, gdy go ujrzała. - To wszystko twoja wina. Jak śmiesz mi się pokazywać na oczy?! Ty męska zdradziecka szujo! Ufałam ci!
Nawet jeśli Tsumi nigdy nie umiała używać mocniejszego języka, jak na przykład Pina, z jej słów dobitnie ociekał jad i nienawiść zmieszana z żalem. Gardziła nim na tyle, że miała głęboko w poważaniu jego uczucia w tamtej chwili. Wszystko ciskało się w niej, by wyrzuciła z siebie wszystko w stosunku do niego.
- Jesteś łajdakiem. - jej głos stał się lodowaty z nienawiści.- Każdą tak traktujesz? Najpierw czułe słówka, a potem do przelecenia na jedną noc, może dwie? Zero odpowiedzialności za swoje czyny. Nawet, gdy powiedziałam ci o ciąży, ty... Wiem co cię łączy z Itami. - warknęła. - Wiem, co robiliście. A ja głupia chciałam ci wyznać miłość, podczas gdy ty sobie ją bzykałeś... Żałosne, doprawdy żałosne. I to nie tylko ja, ale i twoje zachowanie. Każdą kolejną waderę zamierzasz puknąć? Kretynie, czy kiedykolwiek wziąłeś pod uwagę uczucia każdej z osobna? Myślisz, że każda będzie ucieszona z takiego numerka? Nawet jeśli niską się cenią, dalej chcą więcej. A ty im tego nie dajesz, wręcz odbierasz. Jesteś dokładnym przeciwieństwem tego, co się szuka u drugiej połówki. Nie jesteś wart czegokolwiek. Haha, wiesz co? Nawet nie musisz się martwić o swoje młode. Poroniłam, przez ciebie. - powiedziała już niskim głosem. Nie w sposób było dokładnie wskazać, kogo wówczas bardziej nienawidziła, jego czy siebie.
- Zniszczyłeś mi wszystkie moje najgłębsze marzenia. Odebrałeś mi wszystko, czego pragnęłam. Ale hej, czy to cię obchodzi? Oczywiście, że nie! Myślisz tylko i wyłącznie nim. - wskazała łapą w kierunku jego przyrodzenia. - i w kwestii którą teraz puknąć. Nic więcej. Nie obchodzi cię nic poza własnym chorym niepohamowanym popędem seksualnym. Zero myślenia o konsekwencjach i cudzych uczuciach. Liczy się tylko seks, prawda? Co tam stan myśli i serc wader, na co to komu! Mają być tylko puste i bezmyślne, żeby sobie dogadzać. Ojej, czyżby cię to bolało? Pewnie duma, co? A wiesz co? Gówno mnie to obchodzi. - dodała słodszym tonem, tylko przez chwilę. - Przeleciałeś mnie przynajmniej raz, kiedy już miałeś Itami na boku. A może to ja byłam tą drugą? Bez różnicy. Nawet nie jest mi cię szkoda w tym stanie. Dupcz sobie dalej Itami i kolejne, przecież tylko to się dla ciebie liczy. Żal mi jedynie twoich podbojów, zwłaszcza po zorientowaniu się przez nie co sam sobą reprezentujesz. Ja umywam od tego łapy. Nie zamierzam cię już widzieć na oczy kiedykolwiek. Po lodowatym monologu pełnym nienawiści do Atrehu minęła go, w pełni ignorując. Pozostała jej jeszcze jedna kwestia przed rozmową z Renesmee.
Pina dopiero co budziła się z drzemki, była taka spokojna. Spojrzała zatroskana na przyjaciółkę z nutą niepokoju, widząc jej wzrok.
- Tsumi, co się dzieje? Wszystko gra?
- Chciałabym... wrócić do rodziny. - powiedziała łagodnie bursztynowooka. Mimo wszystko, wahanie w jej głosie było słyszane. - Potrzebuje ich bardziej niż kiedykolwiek.
- Wrócisz? - Spytała się Pina, lustrując ją uważnie.
- Nie... Nie wiem już. - odparła dopiero po chwili. Zaraz wysiliła się na ciepły uśmiech. - Masz teraz skupić się na Naharysie i waszych szczeniętach, rozumiesz? Zawsze będę przy tobie duchowo, jeśli odejdę.
- Tsumi, niepokoisz mnie. - powiedziała bez ogródek po zebraniu się do siadu. - Co się stało?
- Wiele rzeczy. - powiedziała wymijająco. - Niekoniecznie przyjemnych. Dlatego powinnam wrócić w swoje strony, zobaczę co i jak się potoczy. Chciałam ci jednak życzyć z całego szczerego serca co najlepsze na drodze macierzyństwa. Czasem nie będzie łatwo, ale to chyba wiesz. Nie poddawaj się, jesteś silna... Możliwe, że nie będziemy się widzieć. Na razie muszę cię jednak zostawić, w dobrych łapach twojego partnera. Trzymaj się moja droga mentalna siostro. Z tymi słowami opuściła lokum. Bolało ją to, że ukryła przed nią swoje poronienie i co dowiedziała się o Atrehu, ale nie wybaczyłaby sobie, gdyby Pina podzieliłaby jej los. Lepiej, żeby nie wiedziała. Jej szczęście było dla niej najważniejsze. Wkrótce była na krótkiej rozmowie z alfą o swoim pomyśle. Nie zatrzymywała jej, jedynie życzyła pomyślnej przyszłości i aby myślała o watasze.
Po wyjściu od Renesmee odwróciła głowę i ostatni raz spojrzała na jaskinię przyjaciółki, do której właśnie wchodził jej ukochany. Oj, ale jej zazdrościła. Cieszyła się z tej potoczenia historii. Jej jednak tu się kończyła. Chyba.
Nadszedł czas przeciąć więzy związania z watahą.
...
Ale czy na pewno to będzie dobre rozwiązanie?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1251
Ilość zdobytych PD: 625 + 5% (31) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 656

sobota, 23 października 2021

Od Tsumi c.d Piny, Atrehu, Naharys'a oraz Lonyi ~ Czas poznać teściów

Zawsze lubiła lekko drażnić basiorów, każdy tracił głowę dla jej flirciarskich psot. Potrafiła niemal każdego oczarować za wyznacznik, nie uważając to za nic złego. Dlaczego? Cały czas szukała w basiorach tej nienazwanej rzeczy, którą czuła u swoich rodziców. Powiedzieć, że była samiczym łamaczem serc, to nie byłby do końca trafiony punkt: fakt, flirtowała, ale nie znajdując tego czegoś, zawsze dawała jasno znaki, że nie będzie rozwinięcia akcji, lecz zawsze darzyła ciepłem każdego.
Atrehu był inny od pozostałych, to można było stwierdzić już na samym początku. Miał w sobie pewnego rodzaju płomień, przy którym nie szło przejść obojętnie. Był nie tylko bardzo atrakcyjny z wyglądu, nawet w brudzie przy pierwszym spotkaniu, w środku coś bez przerwy przyzywało do niego.
Tsumi z przyjemnością nawiązała z nim bliższą relację, która zapowiadała bardzo szybko owoce sukcesów...
Nie była zatem mniej zaskoczona niż on, gdy następnego dnia rano, czy która to była godzina, przed jaskinią zastali Naharysa i Pinę u jego boku. Wieść o ich związaniu ucieszyła dwójkę wilków, do których przyszli. Cudowna nowina dla przyjaciół oraz watahy, albowiem Tsumi nie słyszała tutaj wcześniej o żadnej parze, w końcu coś uległo zmianie! Nawet jeśli jakaś jej część w duchu liczyła na bycie tą pierwszą, nie narzekała. - Pina była dla niej niezmiernie ważna, jej szczęście było także i bursztynookiej. Coś jej nie pasowało do końca w zachowaniu jasnej, wydawała się zupełnie gdzie indziej duchowo, chociaż nikt z basiorów nie mógł tego wyłapać, zapewne to kwestia poznania doskonale na wylot Piny. Dlatego też nie odzywała się też w tym kierunku, radośnie rozmawiała z Atrehu i Naharysem, zerkała kątem oka na drugą waderę, która połowicznie reagowała, ale bez słowa własnego, bardziej zgadzając się na wszystko.
- Awww, to takie rozczulające jak wspólnie odlatujecie z tych cudownych wieści. - zagruchała w pewnej chwili podczas już grupowej wędrówki. Zaraz z Lonyą sobie chichotały między sobą.
To nie tak, że grała na dwa lub wiele frontów, była po prostu bardzo spostrzegawcza i umiała działać jednocześnie w kilku sprawach. Zwłaszcza w rozgryzaniu Piny, coś musiało ją gryźć. Postanowiła zadziałać jako dobra mentalna siostra i pomóc w tym temacie. Dlatego dała się porwać na ubocze i pozwolić, by to Pina zaczęła.
- Ha ha, nie myślałam, że tak szybko będziesz mnie chcieć. - zażartowała w celu rozluźnienia wiszącego w powietrzu napięcia albo niepokoju.
- A daj se spokój. - westchnęła jasna. Wyglądało, że potrzeba więcej zachęty, by sama z siebie to wyrzuciła.
- Co cię gryzie? To samo co wcześniej przed jaskinią?
- Skąd ty...
- Oj Pina, Pina. Przecież jesteśmy mentalnym rodzeństwem i znam cię na wylot. No już, powiedz mi, co ci leży na duszy, bo przysłania ci to radość bycia z ukochanym, czego, nawiasem mówiąc ci zazdroszczę nawet.
- Nie wiem jak ci odpowiedzieć na drugą część... Ale wiesz...- jej zawahanie było jak ta lina, której chcesz się kurczowo trzymać, by nie spaść.
- Tak?
- Chodzi mi, że wychowywali mnie bracia. - w końcu, zaczęła cicho.- Nie miałam żaden ciotki czy coś.
- Nadążam. - odparła kolorowa, słuchając i badając jej ruchy.
- Jestem w tych sprawach całkiem zielona. Nie wiem, co powinnam robić i reagować, o pokazywaniu nie wspominając. - zakończyła, mrucząc.
- Czekaj, niech zgadnę. Mówiąc to, boisz się, że Naharys zrezygnuje z was?
- To tak oczywiste? - Ten nerwowy śmiech aż powodował ból. Tsumi westchnęła.
- I tak i nie. Posłuchaj, to bardzo ważne. Wątpię, by Naharys był znawcą w tych sprawach, bez obrazy dla niego, zatem jesteście na tej samej pozycji. Teraz powiem coś, co chce swoim córkom przekazać: obojgu wam na sobie zależy i to jest ważne. Macie w sobie oparcie i zaufanie. Nie znam nikogo lepszego dla ciebie, serio Pinuś. Musisz zaufać sobie, będzie dobrze.
- A co jeśli...?
- Zawsze możesz z nim porozmawiać, od deski do deski. Jesteście przecież razem. Przecież cię nie zje.
W końcu, na pyszczek Piny zawitał lekki uśmiech.
- Kto by pomyślał, że w końcu zrewanżujesz się podobną mową do tej o wyborze stanowiska. - parsknęła cicho jasna. Faktycznie, Tsumi na start dołączenia panikowała, gdy nie mogła znaleźć odpowiedniego zajęcia sobie w watasze, co w końcu uratowała Pina. Tak, to był niejaki punkt nawiązania serdecznej relacji samic.
- Ha ha, ale dobra, żarty na bok. Jeżeli nasza rozmowa nie pomoże, musisz to z nim obgadać. Szczerze wątpię, żeby Naharys był typem, co wyśmieje podobne myśli. - dodała, patrząc przed siebie. Może i jej przyjaciółka była słodką, acz twardą waderą, ale zdecydowanie nieśmiała w temacie sercowym. Całkiem urocze co trzeba było przyznać przed samym sobą. Dobrze wiedziała, że nie ma sensu zmuszać ją do natychmiastowej rozmowy, w przeciwnym wypadku skończy się to na długiej i bogatej wiązance od Piny, przez co nie tylko uszy mogą zwiędnąć. Nie ma co się martwić, na pewno wkrótce jej niepewność zostanie poruszona i zażegnana z kryzysem.
A jednak Tsumi myślała o nowej sytuacji mentalnej siostry z nutą zazdrości. Oczywiście, że pragnęła poczuć miłość w związku od ukochanego i założyć z nim rodzinę — im większą, tym lepiej. Naturalnie nie zamierzała z pierwszym lepszym zrobić dokładnie to, ale czasem myślała, czy to jakaś złośliwość losu, że jeszcze nie trafił się ten odpowiedni.
I wówczas usłyszała męskie parsknięcie. Spojrzała w tamtym kierunku: Atrehu właśnie odkasłał po usłyszeniu jakieś celnej, acz zabawnej uwagi, sądząc po minie Lonyi. Ponownie skupiła swoją uwagę na rudzielcu i uśmiechnęła się z nutą flirtu. No no, kto wie, może ta znajomość ma jakieś szanse? Patrząc po wczorajszym...
Nim się obejrzała, Pina znikła z miejsca przy jej boku i kierowała się w stronę Exana. "Dajesz dziewczyno" pomyślała Tsumi, po czym sama ruszyła do Atrehu, gdyż Lonya właśnie opuściła jego towarzystwo. Poruszała się stonowanym krokiem z ciepłym wyrazem pyszczka, co Atrehu po zauważeniu tego, uśmiechnął się w swoim standardowym wykonaniu. Przysiadła do niego z ciepło-słodkim uśmiechem, trącając jego silną łapę koniuszkiem własnego ogona.
- Ktoś tu domaga się uwagi? - Cicho parsknął, ale patrzył z lekkim rozbawieniem na niską waderę. Puściła mu oczko.
- Jesteś zbyt pasjonującym wilkiem, to przecież wiesz. - odezwała się gładkim tonem, cały czas nieco łaskocząc go. Pozostała trójca towarzystwa była stosunkowo dalej, więc i tak rozmawiali przyciszonymi głosami. - Pokazałeś to nie raz.
- Do czego zmierzasz? - Basior zniżył głowę bardziej ku poziomu samicy. Bez lęku spojrzała mu prosto w oczy z nutą flirtu.
- Rano nie było możliwości. - zaczęła raczej niewinnie, by zaraz głos zmienił się w obietnicę przyjemności. - Ale kiedy reszta będzie głęboko spać, co powiesz w nocy na powtórkę?

Atreeehuu?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1032
Ilość zdobytych PD: 516 + 5% (26) za długość powyżej 1000 słów:
Obecny stan: 542

czwartek, 30 września 2021

Od Tsumi c.d Atrehu ~ Początek przygody

Chociaż nowo poznany kolega był cały umorusany w różnych brudach i błocie, przedstawiał się w sposób bardzo ciekawy dla oka, nie można było przejść obojętnie obok niego. Ot, taka prostota toku myślenia płci pięknej w temacie obserwacji samców. Cóż poradzić... Nie było zatem niczym dziwnym, że ochoczo zgodziła się na oprowadzenie Atrehu po terenach nowej watahy.
Bardzo łatwo nawiązali nić porozumienia na samym początku, prawdopodobnie dlatego, że oboje oddziaływali na podobnych falach. Albo jak taki magnez. W duchu uśmiechała się za każdym razem, gdy czuła na sobie jego spojrzenie: nie w sposób zaprzeczyć, że czuła się wybornie podczas tego, za każdym razem, kiedy jakiś basior oglądał się za nią. Powalająca większość wilków traciła głowę dla niej, doskonale to wiedziała i widziała na własne oczy. Czy była do tego przyzwyczajona? Tak. Czy umiała to wykorzystać? Oj tak. Aczkolwiek, ten umorusany wilk był pierwszy, z którym miała tak... dosłownie bliskie pierwsze spotkanie. Uroku to jednak mu nie odejmowało. Zresztą, było również strasznie wysoki jak na wilcze standardy! A co Tsumi uwielbia nade wszystko? Zgadliście, wielkie wilki! To był kolejny powód, dla którego z ochotą oprowadzała go po terenach nowego domu.
Wydawał się twardym orzechem do zgryzienia, ale bardzo chciała się z nim zaprzyjaźnić. Nie, nie chodziło o jakieś korzyści, nawet te dalekoprzyszłościowe: wadera zwyczajnie polubiła go, tyle. Zawsze lubiła towarzystwo porządnych istot, bez wahania mogła zaliczyć Atrehu do tej grupy. Kto wie, może naprawdę on okaże się jeszcze cenniejszym nabytkiem, niż już jest?
Może i myślała na wiele frontów, ale na razie obserwowała, jak ten wielki onieśmielający wilk właśnie skacze w morskich falach, śmiejąc się głośno jak najprawdziwszy szczeniak. Cóż poradzić, samo patrzenie na jego świetną zabawę ocieplało serce i poszerzał uśmiech. Oko z czasem zaczął porządnie cieszyć fakt, jak woda go obmyła, tym samym odsłaniając jego prawdziwy wygląd. Zaprawdę powiadam wam, Tsumi momentalnie miała problemy z oderwaniem od niego wzroku, był bardzo przystojny, jak jasny gwint. A kiedy jeszcze widząc, że idzie ku niej, bo została na piasku, mentalnie czuła śpiewane niebiańskie ballady.
Nie stawiała oporów, gdy wytrzepywał się z nadmiaru wody, przez co teraz ona ociekała słoną cieczą. Skoro nastał nastrój na zabawy to, czemu nie skorzystać z tego? W mig wskoczyła na niego z zamiarem złapania go za ucho i pociągnięcie na większe skupisko piasku, ale było zbyt ślisko i wylądowała na piasku, dość groźnie dla oka. Nim zdążyła otworzyć oczy i byle wykonać ruch, Atrehu zaraz nosem sprawdzał, czy w ogóle żyje.
- Tsumi, słońce ty moje, nic ci nie jest? - Zaczął niespokojnie nadawać jak nakręcona katarynka.- Powiedz coś!
- Czy ty...
- Tak?
- Czy ty... nazwałeś mnie swoim słońcem?- Spojrzałam na niego całkiem zaskoczona.
- Ja... To znaczy...
Nie mogła dłużej wytrzymać, widząc jego zawstydzenie wybuchła szczerym śmiechem. To było godne zapamiętania: ten onieśmielający wilk z tą miną zawstydzenia... O bogowie, rarytas! Kiedy ucichła, dotarła do niej całkiem zmniejszona odległość między nimi, a zaraz potem jak ją całował. Może krótkotrwale, ale miało smak zaproszenia po więcej. Po odsunięciu się patrzyła na niego słodko z ciepłym uśmiechem. Musiał odczytać to jako kontynuację, ponieważ zaraz znowu się zniżył, gdy położyła swoją łapkę mu na ustach.
- A-a-a-a-a panie czarujący, za krótko się znamy. - wyszeptała mu do ucha i w następnej chwili już oswobodziła się z jego łap. Zaraz stała i otrzepywała się z wody oraz piasku, celowo wkładając więcej energii w ruchy bioder i ogona. Ponownie spoglądając na niego, spokojnie mogła powiedzieć, że nie spuszczał z niej wzroku. Obróciła się do niego tyłem i puściła oczko z psotnym uśmieszkiem.
- To jak, ruszamy do twojej jaskini? Powitalna sarna pewnie czeka. - zachichotała. Ruszył od razu, pewnie dlatego, że chciał w końcu zobaczyć część mieszkalną. Opowiadała mu o pozostałych grotach, co jakiś czas lekko zaczepiając go dotykiem swojego ogona, to w łapę czy w bok...
Pod wejście dotarli z chwilą pierwszych zanikających promieni słonecznych za horyzontem. Dumnym krokiem weszła i pokazała okazałą sarnę na środku wnęki.
- No więc Atrehu, osobiście chce ci pogratulować dołączenia do watahy. Masz swoją drogą bardzo ładne mieszkanko... Ojojoj, nie wiedziałam nic o tym kurzu. - powiedziała, oglądając skalne formacje. - daj mi chwilę, zamiotę to.
Po czym uniosła ogon i wesoło merdając nim, zaraz gładkimi ruchami usuwała drobne śmieci, przy okazji zostawiając kilka pojedynczych włosów z jej ogona i całkiem możliwie jej zapach również. Nie zwracała uwagi, jedynie sobie cicho nuciła przyjemną melodię, podczas gdy rzuciła mu, aby zaczął spokojnie jeść posiłek na powitanie.

Atrehu? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 724
Ilość zdobytych PD: 362
Obecny stan: 195 + 362 = 557

niedziela, 12 września 2021

Od Tsumi c.d Atrehu ~ Początek przygody

Drzemała sobie w znalezionym zacisznym kącie w swojej ulubionej pozie dla odbicia sobie dziennej drzemki. Mała wadera rozkosznie się przeciągała, z przyjemnością napawając się ciepłym dniem i błogim spokojem a przy tym ciesząc się z faktu, że dane było jej dołączyć do watahy. To był już jej trzeci dzień? Chyba tak, ale samica niekoniecznie lubiła przywiązywać wagę do upływającego czasu, nawet mimo swoich celów, które chciała realizować. Mimo drzemania doskonale zdawała sobie sprawę z tego narastającego hałasu, ale liczyła, że ją to ominie. O jakże mogła się mylić. Zaraz poczuła silny nacisk na swój brzuch, przez który otworzyła oczy. Uniosła głowę i w niejakim osłupieniu spoglądała na wilka, który wylądował na niej, ale sam przy tym również był w szoku. Biedny, na dłoni było widać, że nie kontaktuje z rzeczywistością, ale próbuje do niej wrócić. To prawdopodobnie dlatego nie pisnęła słowem, gdy badał dotykiem swoje podłoże, czyli w tym wypadku jej brzuch. Zdanie zmieniła jednak tuż zaraz, kiedy to wysunął język i polizał ją. Dopiero wtedy wrzasnęła i całkowicie odruchowo kopnęła go w podbródek.
- Boże, za co... - wymamrotał obcy, cofając się i pocierając bolesne miejsce. Tsumi w tym czasie wycofała się na dobre dwa metry do tyłu. Basior zaraz otworzył oczy i widząc samicę oraz jej reakcję, w mig pojął, co się właśnie stało. - O mój...
- Co się stało?!- Alfa zaraz przybiegła, najpewniej na usłyszany krzyk mniejszej samicy. Widząc obcego, zasłoniła sobą Tsumi. - Kim jesteś i co zrobiłeś Tsumi?
- To był wypadek! Potknąłem się i wylądowałem na niej...
- To prawda. - przekazała cicho niska. Po kilku minutach wyjaśnień z obu stron i osiągnięciu spokoju alfa pewnie zaproponowała mu dołączenie, ale tego Tsumi nie była już pewna, gdyż awaryjnie musiała zniknąć na dłuższą chwilę. Kiedy wróciła, on stał tam dalej, a skrzydlata zniknęła.
- Przepraszam za tamto - mruknął nagle, podchodząc bliżej z opuszczonymi uszami i wkładając jej za ucho trzymanego kwiatka. Dopiero wtedy mogła mu się przyjrzeć: zdecydowanie był jednym z najwyższych wilków, jakie dane było jej poznać, gdyż musiała zadrzeć głowę do góry. - Nie chciałem ci zrobić krzywdy.
- Nic się nie stało - pokręciła głową z lekkim rumieńcem. Zaraz uśmiechnęła się do niego słodko. - Jestem Tsumi, a ty?
- Atrehu.
- No więc Atrehu, jeśli dalej się gryziesz mimo moich słów, to możesz zabrać mnie na wspólny posiłek i będziemy kwita.
- Kolacja wchodzi w grę? - Postawił uszy na jej propozycję.
- Jak najbardziej - ponownie się uśmiechnęła.

Atreeeehu? XD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 390
Ilość zdobytych PD: 195 

niedziela, 5 września 2021

Tsumi
Najczęściej Tsu, sporadycznie Mimi

Płeć: Wadera | Wiek: 3 lata | Rasa: Wilko-pies |
Ranga: Gamma | Poziom: 2 (20/3100 PD) |
Stanowisko: Opiekun |
Właściciel: [Howrse] Luna34 / [Discord] Tsumi & Pina Company  | Autor