Wodospad życzeń. Przez chwilę skupiłam się na chodzeniu, ale doszło do mnie to, że powinnam wymyślić jakieś życzenie... ale czego pragnę? Zapewne dla niektórych odpowiedź byłaby jasna, ale przyzwyczaiłam się do życia bez używania oczu, że chyba dziwnie mi by było teraz do tego wrócić. To też nie tak, że o tym nie pomyślałam, bo to pierwsze wpadło mi do głowy. Czego mogłabym pragnąć...?
Nawet nie zorientowałam się, kiedy byliśmy na miejscu. Na pewno woda była zamarznięta, chociaż w pewnym momencie usłyszałam, jak lód się roztrzaskał i wpadł do wody. Pewnie była to sprawka mojego kompana, który chwilę później wręczył mi kamyk do łapy.
– Czego ty sobie życzysz? – zapytał mnie zachęcająco.
Poczułam, że zacisnął palce mojej łapy na zimnym kamyku. Stanęłam i znowu wdałam się w zamyślenie. Z tyłu głowy narodziła mi się kiedyś myśl, którą tłumiłam aż do teraz. "Życzę sobie mieć kogoś, kto mnie pokocha i nigdy nie zostawi, jak ja zostawiłam moją starą watahę." Pomyślałam, westchnęłam cicho i rzuciłam kamyk do wody.
– I jak? – zapytał. – Czego sobie zażyczyłaś?
– Nie mogę powiedzieć – odparłam półszeptem. – Inaczej się nie spełni – uśmiechnęłam się delikatnie.
– Wybacz. Zgłodniałaś?
– Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę – westchnęłam znowu i wsłuchałam się w szumy wokół mnie.
Przez chwilę otoczyła nas cisza. Pomyślałam o moim życzeniu. "Na pewno się nie spełni." Przemknęło mi przez myśli. "Chociaż to wielkie życzenie. Kto wie, co się stanie." Może głupio mi było myśleć o miłości, ale bez tego kogoś bliskiego czułam się trochę... w sumie nie wiem jak.
Zaciekawił mnie jednak wilk będący koło mnie, chciałam się więcej o nim dowiedzieć.
– Urodziłeś się w tej watasze? – zapytałam.
Zaczęłam słuchać o pochodzeniu Naharysa. Wydawało się zbyt idealne, żeby było prawdziwe, chociaż nie mówię, żeby kłamał. Po prostu chciałabym mieć takie szczęście jak on.
– To może teraz ty opowiesz coś o sobie? – poruszyłam uchem na to pytanie.
– No dobrze – chrząknęłam i przestałam bawić się śniegiem. – Urodziłam się w pewnej watasze, gdzie każdy miał wyjątkowe oczy. Nie było wilka, który albo nie wyróżniał się ich barwą, albo kształtem źrenicy czy tęczówki. Ja oczywiście nie byłam wyjątkiem – zamyśliłam się na chwilę, co dalej powiedzieć.
– Niesamowite – usłyszałam w odpowiedzi, co przywróciło mnie do rzeczywistości.
– Od zawsze interesowałam się zielarstwem i chciałam objąć związane z tym stanowisko. Niestety plany pokrzyżowała mi... choroba, o której ci wcześniej wspomniałam. To znaczy, dla mnie utrata wzroku nie oznaczała od razu, że nie mogę wykonywać tego, co lubiłam, ale wszyscy poza moimi braćmi widzieli to jako znak od bogów. Jakbym była nagle przeklęta – warknęłam ostatnie zdanie pod nosem. – Naciskali, abym była kimś, kim nie chciałam, więc odeszłam. Widać takie było moje przeznaczenie – uśmiechnęłam się delikatnie. – A i... miło mi, że jestem kogoś przyjaciółką – dodałam po chwili. – Przepraszam, że tak długo mówiłam.
– Nie musisz przepraszać. Dobrze mi się ciebie słuchało, chociaż ciężko też myśleć, że ktoś jeszcze próbuje wymusić coś na kimś.
– Racja. Dobrze, że na razie poznaję same akceptujące mnie wilki – uśmiechnęłam się bardziej w kierunku wilka. – Och, zanim zapomnę.
– Tak?
– A ty chcesz coś sobie życzyć? Czy chcemy ruszyć gdzieś dalej?
Naharys? Przepraszam, że tak długo czekałeś...
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 502
Ilość zdobytych PD: 251
Obecny stan: 422
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nabi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nabi. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 stycznia 2022
niedziela, 2 stycznia 2022
Od Nabi c.d Atrehu ~ Prawdziwy dom
Poczułam obcy zapach, a wkrótce odbyła się moja pierwsza rozmowa z Alfą mojej nowej watahy. Byłam wdzięczna, że był ze mną Atrehu. Nie czułam może stresu, przygotowywałam się na tę rozmowę, ale nie chciałam zepsuć swojego pierwszego wrażenia. Odetchnęłam z ulgą, kiedy alfa pozwoliła mi zostać. Skupiłam się na jej krokach, kiedy odchodziła i następnie zwróciłam głowę w stronę Atrehu.
– No cóż, w takim razie czas ruszać. Zapraszam! – usłyszałam, jak wstawał. – Pokażę ci twój nowy dom.
– Prowadź! – odpowiedziałam szybko i spokojnie ruszyłam za nim, aby chwilę później się z nim zrównać.
Przez chwilę szliśmy w przyjemnej ciszy, ale zaczęłam się nad czymś zastanawiać.
– Jak wygląda Renesmee?
– Jest wysoka o szarym futrze. Na pewno rozpoznałabyś ją z daleka.
– Ach tak? Teraz mnie zaciekawiłeś – uśmiechnęłam się zachęcająco, aby opowiedział mi więcej.
– Posiada wielkie skrzydła oraz grzywkę w ognistych kolorach, a do tego towarzyszą jej szmaragdowe oczy.
– Nigdy nie widziałam wilka ze skrzydłami – westchnęłam. – Racja, rozpoznałabym ją z daleka. Jako Alfa się wyróżnia.
– O tym samym pomyślałem – uśmiechnęłam się na naszą zgodność.
– Dziękuję, że byłeś ze mną. Czułam się trochę pewniej.
– Nie ma sprawy.
Czułam tyle nowych zapachów, że podekscytowałam się trochę na myśl, że będę tu mieszkać. W końcu doszliśmy na miejsce. Rzeczywiście okolica wydawała się spokojna i pełna różnych ziół. Słyszałam ich szelest przez lekki wiatr, który przemknął między trawami.
– Trafię już do środka, spokojnie – zaśmiałam się cicho. – Leć na spotkanie, dam sobie radę się zaaklimatyzować. Jakby co wiesz, gdzie mnie szukać, na razie – weszłam powoli i zaczęłam nucić sobie, aby wyczuć, gdzie jest koniec jaskini.
– Oczywiście, do zobaczenia – zwróciłam na chwilę uszy w jego stronę, ale szybko powróciłam do zwiedzania jaskini.
Było dużo miejsca na różne zioła czy szyszki albo inne owoce. Znalazłam też miejsce do spania, najgłębiej, aby przypadkiem nie zmarznąć. Westchnęłam głęboko i udałam się na spoczynek. Musiałam odsapnąć, a za zbieranie ziół mogłam zabrać się nawet jutro. Rozluźniłam mięśnie i się położyłam. Przez jakiś czas nie mogłam zasnąć, bo zastanawiałam się, o czym będzie rozmowa Atrehu z Renesmee, ale w końcu zmęczenie wzięło górę i udałam się na drzemkę.
Atrehu?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 342
Ilość zdobytych PD: 171
Obecny stan: 171
– No cóż, w takim razie czas ruszać. Zapraszam! – usłyszałam, jak wstawał. – Pokażę ci twój nowy dom.
– Prowadź! – odpowiedziałam szybko i spokojnie ruszyłam za nim, aby chwilę później się z nim zrównać.
Przez chwilę szliśmy w przyjemnej ciszy, ale zaczęłam się nad czymś zastanawiać.
– Jak wygląda Renesmee?
– Jest wysoka o szarym futrze. Na pewno rozpoznałabyś ją z daleka.
– Ach tak? Teraz mnie zaciekawiłeś – uśmiechnęłam się zachęcająco, aby opowiedział mi więcej.
– Posiada wielkie skrzydła oraz grzywkę w ognistych kolorach, a do tego towarzyszą jej szmaragdowe oczy.
– Nigdy nie widziałam wilka ze skrzydłami – westchnęłam. – Racja, rozpoznałabym ją z daleka. Jako Alfa się wyróżnia.
– O tym samym pomyślałem – uśmiechnęłam się na naszą zgodność.
– Dziękuję, że byłeś ze mną. Czułam się trochę pewniej.
– Nie ma sprawy.
Czułam tyle nowych zapachów, że podekscytowałam się trochę na myśl, że będę tu mieszkać. W końcu doszliśmy na miejsce. Rzeczywiście okolica wydawała się spokojna i pełna różnych ziół. Słyszałam ich szelest przez lekki wiatr, który przemknął między trawami.
– Trafię już do środka, spokojnie – zaśmiałam się cicho. – Leć na spotkanie, dam sobie radę się zaaklimatyzować. Jakby co wiesz, gdzie mnie szukać, na razie – weszłam powoli i zaczęłam nucić sobie, aby wyczuć, gdzie jest koniec jaskini.
– Oczywiście, do zobaczenia – zwróciłam na chwilę uszy w jego stronę, ale szybko powróciłam do zwiedzania jaskini.
Było dużo miejsca na różne zioła czy szyszki albo inne owoce. Znalazłam też miejsce do spania, najgłębiej, aby przypadkiem nie zmarznąć. Westchnęłam głęboko i udałam się na spoczynek. Musiałam odsapnąć, a za zbieranie ziół mogłam zabrać się nawet jutro. Rozluźniłam mięśnie i się położyłam. Przez jakiś czas nie mogłam zasnąć, bo zastanawiałam się, o czym będzie rozmowa Atrehu z Renesmee, ale w końcu zmęczenie wzięło górę i udałam się na drzemkę.
Atrehu?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 342
Ilość zdobytych PD: 171
Obecny stan: 171
poniedziałek, 13 grudnia 2021
Od Nabi c.d Naharysa ~ Na jedno kopyto
– Nie wierzysz mi? Spotkajmy się dziś po zmierzchu. Przekonasz się, że to nie żart. To jak? Jesteśmy umówieni?
Miałam mu powiedzieć, że i tak nie zauważę różnicy, ale ugryzłam się w język. Powinnam poznać więcej wilków, a to świetna okazja. W dodatku... Exan, tak Exan wydawał się ciekawy, jak pewnie każdy wilk w tej watasze. Może też po prostu nie chciałam odmawiać. Nie ważne jaki powód, ważne, że po chwili zbędnego namysłu w końcu się odezwałam.
– Oczywiście. Będę tutaj czekać. Wolę się zbytnio nie oddalić, żeby wrócić na czas.
– Jasne, do zobaczenia.
Kiwnęłam głową na pożegnanie i wróciłam do swoich spraw. Przyjemne odgłosy otoczenia sprawiły, że praca nie była nudna. Nie, żeby segregowanie ziół było jakoś nudne na co dzień. Drgnęłam uchem. Słyszałam zbliżający się deszcz, poczułam także charakterystyczny zapach. Dopóki jeszcze było sucho, postanowiłam pokręcić się po okolicy i pozbierać jeszcze trochę krwawnika. Poruszyłam nosem.
Gdy wracałam z rośliną w pysku, zaczęły spadać pierwsze krople. Z tego, co poczułam, to był to przelotny deszcz, ale wolałam wrócić do siebie, żeby zbytnio nie zmoknąć. Odłożyłam zioła na miejsce i udałam się na chwilowy spoczynek.
Nie chciałam zasypiać, zwyczajnie leżałam, dopóki nie słyszałam, że ktoś coś do mnie mówi. Zjawił się ktoś jeszcze po garść jarzębin, ale poza tym spokój. Zaczęłam się zastanawiać, jak powiedzieć Naharysowi, żeby nie wyszło niezręcznie. Nie chciałam kłamać, jedynie wymijałam się od prawdy. Ale to przecież nie koniec świata. Chociaż z drugiej strony dziwnie robić z siebie "kalekę" dosłownie o tym mówiąc. Czy zbytnio to analizuję?
Moje myśli przerwał znajomy głos. Nie byłam skupiona i przegapiłam moment, kiedy mogłam usłyszeć jego chód. Drgnęłam uchem.
– Hej Nabi. Czekałem chwilę na ciebie, ale postanowiłem podejść.
– Dobry wieczór, jak mniemam – chciałam zacząć subtelnie, ale dziwnie się czułam, owijając w bawełnę.
– Tak, pełny gwiazd.
– Racja – uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. – Exan. Nie chcę, żeby wyszło dziwnie. Nie, że ci nie wierzę, że twoje futro zmienia kolor, ale... Nie jestem w stanie cię zobaczyć ani niczego wokół. Tylko tyle. W sumie skoro mamy ładny wieczór to... – westchnęłam cicho. – Miło by było się przejść. Jeśli masz ochotę. Pomimo że wiem, jak się poruszać, to super mieć kogoś, kto mnie asekuruje. No i nie znam tu prawie nikogo, to tak – przerwałam. Miałam nadzieję, że zrozumiał, że po prostu chciałam się zapoznać, bo tak głupio odwoływać spotkanie. Chyba zmęczyłam tłumaczeniem się, więc w ciszy czekałam na odpowiedź.
Naharys? :3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196
Miałam mu powiedzieć, że i tak nie zauważę różnicy, ale ugryzłam się w język. Powinnam poznać więcej wilków, a to świetna okazja. W dodatku... Exan, tak Exan wydawał się ciekawy, jak pewnie każdy wilk w tej watasze. Może też po prostu nie chciałam odmawiać. Nie ważne jaki powód, ważne, że po chwili zbędnego namysłu w końcu się odezwałam.
– Oczywiście. Będę tutaj czekać. Wolę się zbytnio nie oddalić, żeby wrócić na czas.
– Jasne, do zobaczenia.
Kiwnęłam głową na pożegnanie i wróciłam do swoich spraw. Przyjemne odgłosy otoczenia sprawiły, że praca nie była nudna. Nie, żeby segregowanie ziół było jakoś nudne na co dzień. Drgnęłam uchem. Słyszałam zbliżający się deszcz, poczułam także charakterystyczny zapach. Dopóki jeszcze było sucho, postanowiłam pokręcić się po okolicy i pozbierać jeszcze trochę krwawnika. Poruszyłam nosem.
Gdy wracałam z rośliną w pysku, zaczęły spadać pierwsze krople. Z tego, co poczułam, to był to przelotny deszcz, ale wolałam wrócić do siebie, żeby zbytnio nie zmoknąć. Odłożyłam zioła na miejsce i udałam się na chwilowy spoczynek.
Nie chciałam zasypiać, zwyczajnie leżałam, dopóki nie słyszałam, że ktoś coś do mnie mówi. Zjawił się ktoś jeszcze po garść jarzębin, ale poza tym spokój. Zaczęłam się zastanawiać, jak powiedzieć Naharysowi, żeby nie wyszło niezręcznie. Nie chciałam kłamać, jedynie wymijałam się od prawdy. Ale to przecież nie koniec świata. Chociaż z drugiej strony dziwnie robić z siebie "kalekę" dosłownie o tym mówiąc. Czy zbytnio to analizuję?
Moje myśli przerwał znajomy głos. Nie byłam skupiona i przegapiłam moment, kiedy mogłam usłyszeć jego chód. Drgnęłam uchem.
– Hej Nabi. Czekałem chwilę na ciebie, ale postanowiłem podejść.
– Dobry wieczór, jak mniemam – chciałam zacząć subtelnie, ale dziwnie się czułam, owijając w bawełnę.
– Tak, pełny gwiazd.
– Racja – uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. – Exan. Nie chcę, żeby wyszło dziwnie. Nie, że ci nie wierzę, że twoje futro zmienia kolor, ale... Nie jestem w stanie cię zobaczyć ani niczego wokół. Tylko tyle. W sumie skoro mamy ładny wieczór to... – westchnęłam cicho. – Miło by było się przejść. Jeśli masz ochotę. Pomimo że wiem, jak się poruszać, to super mieć kogoś, kto mnie asekuruje. No i nie znam tu prawie nikogo, to tak – przerwałam. Miałam nadzieję, że zrozumiał, że po prostu chciałam się zapoznać, bo tak głupio odwoływać spotkanie. Chyba zmęczyłam tłumaczeniem się, więc w ciszy czekałam na odpowiedź.
Naharys? :3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196
poniedziałek, 25 października 2021
Od Nabi c.d Atrehu ~ Prawdziwy dom
Samiec potrafił sprawić, że się zarumieniłam. Było to coś, czego chyba dawno nie doświadczyłam. W takim momencie bardzo żałowałam, że nie mogłam go po prostu zobaczyć. Nie, żebym się nad sobą użalała. Z tego, jak ja i on się opisał, wynika, że jest wyjątkowym wilko-lisem. Pewnie jego kolor futra i oczu wyglądał tak pięknie, jak jesienne liście.
– No, ale mniejsza o mnie, może teraz ty opowiesz coś o sobie? – z myśli wyrwało mnie pytanie rudego wilka.
– Więc z tego, co pamiętam, mam jasne futro – zaczęłam, ale szybko i cicho się zaśmiałam. Atrehu przekazał mi trochę swojej pozytywnej energii, to na pewno. – A tak na poważnie, jeśli mówimy o wyjątkowych oczach, zapewne zauważyłeś, że moje są dwukolorowe. W mojej watasze każdy miał wyjątkowe oczy. Każdy przez to wyglądał ślicznie – uśmiechnęłam się na to wspomnienie. – Ale gdy zachorowałam i... straciłam wzrok – zatrzymałam się na chwilę, westchnęłam na to wspomnienie i ruszyłam dalej. – To moje oczy zbladły i przez to inni członkowie watahy uznali, że to znak od bogów. Albo jakaś kara, w sumie już nie pamiętam. Miałam się oddać modlitwom i zostać kapłanką, co nie było mi na łapę. Chcieli odwieść mnie od mojej pasji.
– Trochę dziwne podejście ze strony twojej dawnej watahy – zatrzymał się na chwilę. – W sumie jestem ciekaw, czym się pasjonujesz – odparł z zainteresowaniem, chyba aby zmienić lekko temat.
– Od zawsze lubiłam wszelkiego rodzaju zioła – chętnie zaczęłam. Wolałam bardziej rozmawiać o moich zainteresowaniach niż o watasze. – Moje moce pomagają mi w zgłębianiu tego tematu. Na przykład – odwróciłam głowę w lewo i pociągnęłam nosem. – Rosną tu rośliny, które pomagają w leczeniu chorób skórnych i na przeziębienie. Gdzieś niedaleko rośnie też coś trującego.
– Skąd to wiesz? Po zapachu?
– Dostaję jakby impuls czasem od zapachu, czasem od dotyku. Znam jedynie właściwości niektórych roślin, ale dalej nie wiem, jak wyglądają czy się nazywają, dopóki bliżej ich nie zbadam. To w sumie nic takiego – odparłam spokojnie, ale lekko się zarumieniłam.
– Myślę, że to przydatna moc – usiadłam nieco bliżej samca.
Zrobiło mi się ciepło na sercu. Naprawdę miło było słyszeć jego akceptujący ton i chęć do rozmowy. Chyba żaden wilk, jeszcze nie sprawił na mnie tak dobrego wrażenia, a znam się z nim krócej niż z niektórymi wilkami z mojego starego domu.
– Dziękuję. Bardzo miło mi to słyszeć, serio – uśmiechnęłam się. – Inni nie byli aż tak dobrzy, ciągle na mnie naciskali. Mówili mi, co mam robić i kim być, więc postanowiłam odejść – nagle znowu jakoś wróciłam do tematu historii.
– Czy było ci ciężko odejść? – jego ton wydał się może bardziej... zamyślony?
– Poza dobrą relacją z moimi braćmi, to nikt mnie tam nie trzymał. Po części było ciężko, bo nie dość, że musiałam zostawić trzech braci, to ymm... bałam się? Nie wiem, jak to inaczej określić, ale przez chwilę czułam, że sama nie dam sobie rady. Chociaż nikomu o tym nie powiedziałam, gdy pewnego dnia po prostu poszłam do lasu i już nie wróciłam – zazwyczaj nie wylewałam z siebie aż tyle przemyśleń, ale poczułam, że samiec mnie zrozumie. Może to też dlatego, że od paru tygodni nie rozmawiałam z drugim wilkiem i przyjemnie było chociaż raz się wygadać.
Zapadła chwila ciszy. Nie wiedziałam, czy powiedziałam coś nie tak, czy samiec na serio się zamyślił. Sama oddałam się w rozmyślania o dawnym życiu. Pamiętam jeszcze uśmiechy moich trzech głupków. Przed chorobą, przed tym całym chaosem. Wyrwałam się jednak od tych myśli. Było, minęło. Nie warto było tego roztrząsać, bo nic mi to nie da. Przydała mi się zmiana otoczenia i wilków, którymi mam nadzieję, będę się otaczać.
– Ta rozmowa była... odświeżająca. Może powinniśmy się zbierać – chrząknęłam i wstałam. – Możemy potem pogadać, jeśli chciałbyś mnie potem oprowadzić po terenach watahy – uśmiechnęłam się zachęcająco.
Atrehu?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 606
Ilość zdobytych PD: 303
Obecny stan: 664
– No, ale mniejsza o mnie, może teraz ty opowiesz coś o sobie? – z myśli wyrwało mnie pytanie rudego wilka.
– Więc z tego, co pamiętam, mam jasne futro – zaczęłam, ale szybko i cicho się zaśmiałam. Atrehu przekazał mi trochę swojej pozytywnej energii, to na pewno. – A tak na poważnie, jeśli mówimy o wyjątkowych oczach, zapewne zauważyłeś, że moje są dwukolorowe. W mojej watasze każdy miał wyjątkowe oczy. Każdy przez to wyglądał ślicznie – uśmiechnęłam się na to wspomnienie. – Ale gdy zachorowałam i... straciłam wzrok – zatrzymałam się na chwilę, westchnęłam na to wspomnienie i ruszyłam dalej. – To moje oczy zbladły i przez to inni członkowie watahy uznali, że to znak od bogów. Albo jakaś kara, w sumie już nie pamiętam. Miałam się oddać modlitwom i zostać kapłanką, co nie było mi na łapę. Chcieli odwieść mnie od mojej pasji.
– Trochę dziwne podejście ze strony twojej dawnej watahy – zatrzymał się na chwilę. – W sumie jestem ciekaw, czym się pasjonujesz – odparł z zainteresowaniem, chyba aby zmienić lekko temat.
– Od zawsze lubiłam wszelkiego rodzaju zioła – chętnie zaczęłam. Wolałam bardziej rozmawiać o moich zainteresowaniach niż o watasze. – Moje moce pomagają mi w zgłębianiu tego tematu. Na przykład – odwróciłam głowę w lewo i pociągnęłam nosem. – Rosną tu rośliny, które pomagają w leczeniu chorób skórnych i na przeziębienie. Gdzieś niedaleko rośnie też coś trującego.
– Skąd to wiesz? Po zapachu?
– Dostaję jakby impuls czasem od zapachu, czasem od dotyku. Znam jedynie właściwości niektórych roślin, ale dalej nie wiem, jak wyglądają czy się nazywają, dopóki bliżej ich nie zbadam. To w sumie nic takiego – odparłam spokojnie, ale lekko się zarumieniłam.
– Myślę, że to przydatna moc – usiadłam nieco bliżej samca.
Zrobiło mi się ciepło na sercu. Naprawdę miło było słyszeć jego akceptujący ton i chęć do rozmowy. Chyba żaden wilk, jeszcze nie sprawił na mnie tak dobrego wrażenia, a znam się z nim krócej niż z niektórymi wilkami z mojego starego domu.
– Dziękuję. Bardzo miło mi to słyszeć, serio – uśmiechnęłam się. – Inni nie byli aż tak dobrzy, ciągle na mnie naciskali. Mówili mi, co mam robić i kim być, więc postanowiłam odejść – nagle znowu jakoś wróciłam do tematu historii.
– Czy było ci ciężko odejść? – jego ton wydał się może bardziej... zamyślony?
– Poza dobrą relacją z moimi braćmi, to nikt mnie tam nie trzymał. Po części było ciężko, bo nie dość, że musiałam zostawić trzech braci, to ymm... bałam się? Nie wiem, jak to inaczej określić, ale przez chwilę czułam, że sama nie dam sobie rady. Chociaż nikomu o tym nie powiedziałam, gdy pewnego dnia po prostu poszłam do lasu i już nie wróciłam – zazwyczaj nie wylewałam z siebie aż tyle przemyśleń, ale poczułam, że samiec mnie zrozumie. Może to też dlatego, że od paru tygodni nie rozmawiałam z drugim wilkiem i przyjemnie było chociaż raz się wygadać.
Zapadła chwila ciszy. Nie wiedziałam, czy powiedziałam coś nie tak, czy samiec na serio się zamyślił. Sama oddałam się w rozmyślania o dawnym życiu. Pamiętam jeszcze uśmiechy moich trzech głupków. Przed chorobą, przed tym całym chaosem. Wyrwałam się jednak od tych myśli. Było, minęło. Nie warto było tego roztrząsać, bo nic mi to nie da. Przydała mi się zmiana otoczenia i wilków, którymi mam nadzieję, będę się otaczać.
– Ta rozmowa była... odświeżająca. Może powinniśmy się zbierać – chrząknęłam i wstałam. – Możemy potem pogadać, jeśli chciałbyś mnie potem oprowadzić po terenach watahy – uśmiechnęłam się zachęcająco.
Atrehu?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 606
Ilość zdobytych PD: 303
Obecny stan: 664
niedziela, 24 października 2021
Od Nabi c.d Atrehu ~ Prawdziwy dom
– Kim jesteś? – zapytał nieznajomy po krótkiej ciszy.
Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Tak długo czekałam na tę chwilę, a kiedy w końcu doszło do tego, że spotkałam wilka i to w dodatku samca o mocnym zapachu szczególnie dla mojego nosa, po prostu stałam się nieśmiała a może nawet lekko przestraszona? "Czy mam po prostu się przedstawić?" Przemknęło mi przez myśli. Gdy wilk chrząknął, aby przypomnieć o swoim pytaniu, drgnęłam uchem.
– Ja... jestem Nabi. Zwykła wadera, która poszukuje nowego domu, w którym czułaby się sobą – położyłam po sobie uszy, aby dodatkowo pokazać, że nie mam złych zamiarów.
Chociaż zapewne basior o tym wiedział. Powiedzmy, że poczułam jego spokojniejszą aurę. Nie zaatakował mnie, więc był to dobry znak.
– Ja jestem Atrehu. W porządku, zaprowadzę cię do naszej alfy – odpowiedział pogodnym tonem.
Uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. Mogłam się bardziej rozluźnić i odetchnęłam z ulgą. Zastanawiałam się, kiedy zapyta się o moją niepełnosprawność, ale o dziwo samiec po prostu poczekał, żebym do niego dołączyła. "Miła odmiana." Chociaż gdyby się zapytał, to mogłoby być niezręcznie.
Ruszyłam powolnym i bezpiecznym krokiem przed siebie. Nie chciałam zbytnio się zamyślać, gdyż jednak musiałam skupiać się na chodzeniu. Nastroszyłam uszy i sprawnie wyminęłam drzewo. Przy okazji słyszałam spokojne stąpanie łap Artehu, szum wody tuż za mną i szelest spadających liści. Było tak spokojnie.
W pewnym momencie jeden z liści spadł na mój nos i lekko się wzdrygnęłam. Potrząsnęłam głową i podbiegłam do basiora. Panowała przyjemna przynajmniej dla mnie cisza. Mogłam napawać się dźwiękami lasu, przez który przelatywał wiatr. Pomyślałam jednak, że byłoby dobrze poznać mojego towarzysza.
– Może to dziwne pytanie, ale – zaczęłam i chrząknęłam.
– Tak?
– Jak wyglądasz? Nie byłam niewidoma od urodzenia, więc możesz mówić różne kolory i tak dalej. Jestem ciekawa – przez chwilę pomyślałam, że to głupie, ale nie wycofałam się.
W sumie był jak na razie jedynym wilkiem, którego poznałam na tych terenach. "Być może uda mi się załatwić jakąś wycieczkę po terenach, jeśli alfa zechce, żebym tu została." Na tę myśl znowu lekko się uśmiechnęłam.
Atrehu?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 331
Ilość zdobytych PD: 165
Obecny stan: 361
Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Tak długo czekałam na tę chwilę, a kiedy w końcu doszło do tego, że spotkałam wilka i to w dodatku samca o mocnym zapachu szczególnie dla mojego nosa, po prostu stałam się nieśmiała a może nawet lekko przestraszona? "Czy mam po prostu się przedstawić?" Przemknęło mi przez myśli. Gdy wilk chrząknął, aby przypomnieć o swoim pytaniu, drgnęłam uchem.
– Ja... jestem Nabi. Zwykła wadera, która poszukuje nowego domu, w którym czułaby się sobą – położyłam po sobie uszy, aby dodatkowo pokazać, że nie mam złych zamiarów.
Chociaż zapewne basior o tym wiedział. Powiedzmy, że poczułam jego spokojniejszą aurę. Nie zaatakował mnie, więc był to dobry znak.
– Ja jestem Atrehu. W porządku, zaprowadzę cię do naszej alfy – odpowiedział pogodnym tonem.
Uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. Mogłam się bardziej rozluźnić i odetchnęłam z ulgą. Zastanawiałam się, kiedy zapyta się o moją niepełnosprawność, ale o dziwo samiec po prostu poczekał, żebym do niego dołączyła. "Miła odmiana." Chociaż gdyby się zapytał, to mogłoby być niezręcznie.
Ruszyłam powolnym i bezpiecznym krokiem przed siebie. Nie chciałam zbytnio się zamyślać, gdyż jednak musiałam skupiać się na chodzeniu. Nastroszyłam uszy i sprawnie wyminęłam drzewo. Przy okazji słyszałam spokojne stąpanie łap Artehu, szum wody tuż za mną i szelest spadających liści. Było tak spokojnie.
W pewnym momencie jeden z liści spadł na mój nos i lekko się wzdrygnęłam. Potrząsnęłam głową i podbiegłam do basiora. Panowała przyjemna przynajmniej dla mnie cisza. Mogłam napawać się dźwiękami lasu, przez który przelatywał wiatr. Pomyślałam jednak, że byłoby dobrze poznać mojego towarzysza.
– Może to dziwne pytanie, ale – zaczęłam i chrząknęłam.
– Tak?
– Jak wyglądasz? Nie byłam niewidoma od urodzenia, więc możesz mówić różne kolory i tak dalej. Jestem ciekawa – przez chwilę pomyślałam, że to głupie, ale nie wycofałam się.
W sumie był jak na razie jedynym wilkiem, którego poznałam na tych terenach. "Być może uda mi się załatwić jakąś wycieczkę po terenach, jeśli alfa zechce, żebym tu została." Na tę myśl znowu lekko się uśmiechnęłam.
Atrehu?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 331
Ilość zdobytych PD: 165
Obecny stan: 361
sobota, 9 października 2021
Od Nabi do kogoś ~ Prawdziwy dom
Obudziłam się raczej wczesnym rankiem. Mroźny wiatr przejechał po moim futrze. Wyszłam z małej jaskini, którą znalazłam parę dni temu. Musiałam się ruszyć, bo jeszcze trochę i łapy by mi zamarzły. Podniosłam uszy i zaczęłam nasłuchiwać otoczenia. Było raczej spokojnie, trochę dalej usłyszałam kroki czegoś większego — być może jeleń albo sarna i szum wody. Wstałam, przeciągnęłam się i mocno ziewnęłam. Nie miałam szansy upolować tak wielkiego zwierza, a akurat zaczęło burczeć mi w brzuchu. Zaczęłam wąchać w poszukiwaniu jakichś malin albo ziół, które zmniejszają apetyt. Ruszyłam powoli, kierując się głównie zapachem. Z każdą sekundą czułam, jak robiłam się coraz bardziej głodna. Miałam nadzieję, że niedługo moje poszukiwania się skończą, że znajdę kogoś, kto będzie mógł zapewnić mi nowy dom. Czy brzmi to samolubnie? Raczej wolę myśleć o tym, że ja pomogę w sprawach zielarskich, a ktoś zaoferuje mi na przykład królicze mięso. Chociaż przebywanie tylko z naturą ma swoje plusy. Zawsze jest tak cicho, słychać przyjemne dźwięki środowiska i nikt nie kłapie mi nad głową, co powinnam, a czego nie powinnam robić.
W pewnym momencie poczułam, że zbliżyłam się do wody. Zniżyłam łeb i się napiłam. Woda była zimna, ale pomogło na poranne suche gardło. Skupiłam się i usłyszałam niedaleko siebie parę ryb. Oblizałam się. "To moja szansa na śniadanie." Przeszło mi przez myśli. Chociaż łowy nigdy nie były moją najlepszą stroną, to ostatnie tygodnie wyraźnie pokazały, że muszę chociaż trochę się tego nauczyć. Przybrałam pozycję łowną i zaczęłam skradać się wzdłuż brzegu. Drgnęło mi prawe ucho i rzuciłam się do wody. Przeszły mnie dreszcze. "Ta woda naprawdę jest zimna!" Udało mi się jednak jakimś cudem złapać jedną z ryb. Bardzo się wyrywała, więc szybko wyszłam na brzeg, aby przypadkiem mi nie uciekła.
– Nie wierzę, że się udało – powiedziałam do siebie, gdy odłożyłam rybę na ziemię.
Otrzepałam się z resztek wody i zabrałam za jedzenie. Nie chciałam więcej odpoczywać, więc zaczęłam dalej maszerować. Szkoda, że nie mogłam podziwiać przyrody, jak normalny wilk, ale las, w którym przebywałam, był wypełniony tyloma zapachami i jak wcześniej wspomniałam — te dźwięki są wspaniałe. Lekko się uśmiechnęłam.
Szłam już trochę czasu i znowu spragniona doszłam chyba do strumyku. Napiłam się wody i usłyszałam szmery z jakiejś odległości. Zaraz po tym poczułam obcego wilka. Drgnęłam uchem i usiadłam nad brzegiem rzeki. Nie było sensu uciekać, bo mógł to być członek jakiejś watahy. Czekałam, aż się do mnie zbliży.
Ktoś? :3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 392
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196
W pewnym momencie poczułam, że zbliżyłam się do wody. Zniżyłam łeb i się napiłam. Woda była zimna, ale pomogło na poranne suche gardło. Skupiłam się i usłyszałam niedaleko siebie parę ryb. Oblizałam się. "To moja szansa na śniadanie." Przeszło mi przez myśli. Chociaż łowy nigdy nie były moją najlepszą stroną, to ostatnie tygodnie wyraźnie pokazały, że muszę chociaż trochę się tego nauczyć. Przybrałam pozycję łowną i zaczęłam skradać się wzdłuż brzegu. Drgnęło mi prawe ucho i rzuciłam się do wody. Przeszły mnie dreszcze. "Ta woda naprawdę jest zimna!" Udało mi się jednak jakimś cudem złapać jedną z ryb. Bardzo się wyrywała, więc szybko wyszłam na brzeg, aby przypadkiem mi nie uciekła.
– Nie wierzę, że się udało – powiedziałam do siebie, gdy odłożyłam rybę na ziemię.
Otrzepałam się z resztek wody i zabrałam za jedzenie. Nie chciałam więcej odpoczywać, więc zaczęłam dalej maszerować. Szkoda, że nie mogłam podziwiać przyrody, jak normalny wilk, ale las, w którym przebywałam, był wypełniony tyloma zapachami i jak wcześniej wspomniałam — te dźwięki są wspaniałe. Lekko się uśmiechnęłam.
Szłam już trochę czasu i znowu spragniona doszłam chyba do strumyku. Napiłam się wody i usłyszałam szmery z jakiejś odległości. Zaraz po tym poczułam obcego wilka. Drgnęłam uchem i usiadłam nad brzegiem rzeki. Nie było sensu uciekać, bo mógł to być członek jakiejś watahy. Czekałam, aż się do mnie zbliży.
Ktoś? :3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 392
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki