Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

czwartek, 7 kwietnia 2022

Od Noiter’a c.d Shori ~ „Rzut piórem”

< Kilka tygodni później >
Wyszedł ze swojej jaskini, zakładając właśnie na siebie swoją torbę. Miał w niej zapakowane najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak przekąski, bandaże i tego typu rzeczy, które mogą się przydać podczas wycieczki, na którą planował zabrać Shori. Nadszedł ten czas, by sprawdzić, czy jest dobrym nauczycielem. Truchtem udał się na miejsce spotkania, skąd miał odebrać córkę od Naharysa. Zastał ich tam, już czekających na niego.
- Witam Pana – przywitał się z wilkiem, którego kojarzył tylko z treningów, na które musiał się stawiać. Nie były one łatwe, ale młodzik rozumiał, że są ważne.
- Jakiego Pana, mówiłem ci, żebyś mi mówił Naharys.
- Przepraszam Pa- Cię Naharys – poprawił się, po czym zwrócił się do małej kulki, która widocznie nie mogła się doczekać, aż ktoś zwróci na nią uwagę – I jak Shori? Gotowa na naszą powietrzną wycieczkę?
- Tak, tak, tak! – wykrzyknęła chmurka z radością – Czekałam na to tak długo! To będzie ekstra!
- Tylko na nią uważaj – dodał Naharys – Jesteś przygotowany na wszystko?
- Mam zapas smacznych przekąsek na wypadek, jeśli zgłodniejemy, mam zapakowane bandaże i podstawowe lecznicze zioła – nie jestem lekarzem, ale podstawowy opatrunek umiem wykonać. Sprawdziłem tereny, w które będziemy się zapuszczać i się z nimi zaznajomiłem, więc nie ma możliwości, że się zgubimy. Więc raczej tak, wszystko jest gotowe, jak i ja. – pochwalił się Noiter wykonaniem swoich obowiązków.
- Dobrze, zaufam ci – stwierdził Naharys.
- Chodźmy już! A raczej lećmy! – podekscytowana mała nie mogła się już doczekać.
- Na pewno jesteś gotowa Shori? To będzie długa droga. Jeśli nie czujesz się gotowa, to zawsze możemy przełożyć to na inny dzień. To jak będzie?

<Shori?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 257
Ilość zdobytych PD: 128
Obecny stan: 128

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Od Shori c.d Sininen/Noiter ~ Oszroniony Ogień

*Akcja toczy się przed "Anatomia obłędu 3cz."*
- Nieee! - Zawołałam rozpaczliwie, gdy sylwetka jasnoszarej wadery zaczęła rozpływać się w czarnej mgle. Skoczyłam w jej kierunku, chcąc ją złapać i przytulić. - Nie zostawiaj mnie... - w mych oczach pojawiły się łzy. - Ma... Mamo... - Pina przeleciała mi przez łapy, jak piasek na plaży, a nim całkiem zniknęła, uśmiechnęła się do mnie. Był to taki sam uśmiech, jak tego dnia, w którym oznajmiła, że stanie się moją rodziną. Opadłam na ziemię, szlochając w najlepsze. Nie dany był mi jednak spokój. Wszystko pokryła czerń, a ja straciłam grunt pod łapami. Chciałam użyć skrzydeł, ale nie mogłam, chciałam krzyczeć, ale i to nie było mi dane. Spadałam w otchłań, nie wiedząc, czy i kiedy sięgnęła jej dna. Po pewnym czasie jakaś siła szarpnęła mną, a ja pokiwałam się za kłócącymi się Eredenem i Sininen.
- To wszystko Twoja wina dziwolągu! - krzyczał basior i pluł przy tym takim jadem, że aż przeszły mnie ciarki. - Lepiej by było, gdybyś się nie urodziła! - kontynuował, a mniejszej puściły nerwy.
- Słusznie! Nie musiałabym się patrzeć na ten Twój głupi pysk! - warknęła, a ja nie mogłam tego dalej oglądać. Wskoczyłam między nich.
- Przestańcie! Jesteście rodzeństwem na bogów! - Jednak Ci nie zareagowali. Zupełnie, jakby mnie nie było. Usłyszałam kroki, obraz zawirował i znów pokrył się czernią. Scena się zmieniła. Stałam przed jaskinią Medyków. Trzy długości ogona przede mną siedział załamany Naharys.
- Tato. - podbiegłam, chciałam się do niego przytulić. Nawet nie dostrzegłam, że ten w ogóle nie zareagował na mój głos. Stanęłam przed nim — Tato! - powtórzyłam. Basior jednak wpatrywał się pustym wzrokiem w dal. Chciałam go szturchnąć, aby na mnie spojrzał, jednak moje działania na nic się nie zdały. Zupełnie tak, jakby nie czuł mojego dotyku, jakby mnie nie widział, ani nie słyszał — Tato... - skomlał, zaczynając pogrążać się w rozpaczy. ~ Dlaczego mnie ignorują? Nie słyszą mnie? Co się stało? A może to ja zrobiłam coś nie tak?~ Obraz zmienił się po raz kolejny. Siedziałam na plaży, a wkoło mnie wściekle latała kometa. Kątem oka dostrzegłam jakiś cień, nienależący do żadnego ze znanych mi wilków. Już miałam odwrócić się w stronę postaci, gdy coś jakby ukuło mnie w bok. Przez mój grzbiet przeszedł dreszcz. Poderwałam się do siadu, ciężko dysząc.
- Ciii... Oddychaj. To tylko zły sen. - wyszeptała waderka, gładząc mnie po plecach. Potrzebowałam chwili, by zorientować się, że zaciskałam łapki na pluszowym króliczku, a Sininen próbowała mnie uspokoić. Zapewne obudziłam ją, gdy się wierciłam, a może słyszała, jak mruczałam coś. W sumie nieważne. Obudziłam Sini i koniecznie chciałam ją za to przeprosić. Odwróciłam pysk w stronę siostry, ale waderka tylko wtuliła się we mnie i szeptała
- Nic się nie stało... Nie spałam — przytuliłam ją swoim skrzydłem i oparłam pyszczek na jej głowie, powoli się uspokajając.
- Dziękuję — wyszeptałam, kątem oka rozejrzałam się nieznacznie po naszej jaskini. Tato spał twardo. Dawno nie widziałam go tak spokojnego. Ereden dalej przebywał u cioci Lony, zapewne wciąż nie odzyskawszy przytomności. Na niebie księżyc pomału zmierzał ku horyzontowi. Westchnęłam cicho. Zerknęłam na Sininen, ale waderka miała przymknięte oczy. Nie w sposób było mi ocenić, czy zasnęła, czy czuwa nade mną, jak to miała ostatnio w zwyczaju. Zamknęłam oczy i nie wiedząc, kiedy zasnęłam.
*~*~*
Obudziłam się rano, jakieś dwie godziny po świcie. W powietrzu czuć było nieco już zwietrzałą woń Naharysa, który pewnie równo ze wstającym słońcem, udał się do lecznicy, a później wybierze się na szkolenie. Sininen również nie było u mego boku. Nie wiem, jak wydostała się z mych objęć, ale zrobiła to perfekcyjnie. Tylko Króliczek pozostał w moich łapkach. Właśnie wstawiłam, gdy u wejścia do jaskini pojawiła się Sini w bezskrzydłej formie, ze sporym kawałkiem jeleniny. Położyła mięso na kamiennym stole i uśmiechnąwszy się delikatnie, powiedziała charakterystycznym dla siebie, cichym głosikiem
- Mamy dzisiaj wolne. Wspólne śniadanie to fajny pomysł, prawda siostro? Dawno nie jadłyśmy razem. - oznajmiła, a ja przytaknęłam skinieniem głowy. Obie zasiadłyśmy do posiłku. Życzyłyśmy sobie smacznego, po czym zjadłyśmy jakże smaczną potrawę. Po załatwieniu podstawowych potrzeb udałyśmy się na spacer w kierunku pobliskiego strumienia.
- Nie miałabyś ochoty polecieć tam ze mną? Byłybyśmy szybciej i dłużej mogłybyśmy cieszyć się łapaniem żab — spytałam, przerywając w pewnym momencie nawet przyjemną ciszę. Spojrzałam na Sini idącą w swej bezskrzydłej formie. Waderka cicho spuściła powietrze z płuc, po czym nie spoglądając na mnie, odpowiedziała.
- Shori, nie zaczynaj znowu tego tematu. Przecież już Ci mówiłam, dlaczego nie chcę używać skrzydeł. - zrezygnowana spuściłam głowę.
- Dobrze — odpowiedziałam. Reszta drogi minęła nam w ciszy, gdzie od czasu do czasu podskakiwałam i szybowałam przez kilka metrów. Od kiedy uczę się latać, wolę ten sposób poruszania się w towarzystwie wilków idących. Odnoszę wrażenie, że jest on o wiele korzystniejszy niż zwykłe stąpanie po ziemi.
*~*~*
Dotarłyśmy na miejsce po niecałej godzinie spaceru. Napiłyśmy się wody i zaczęłyśmy tropienie jakiekolwiek żaby. Gdy stworzenie zostało znalezione, zaszyłyśmy się w wysokiej już trawie.
- Ta, która ją złapie, wygrywa jutrzejszy „dzień na tak". - zameldowałam, szepcząc. Czekałam na reakcję Sininen. Po krótkiej analizie waderka skinęła głową, na znak zgody. Rozeszłyśmy się, otaczając naszą ofiarę. Sininen całkiem zniknęła w wysokiej już trawie, tak że tylko wyczuwałam jej delikatną woń. Przycisnęłam skrzydła do siebie, nie chcąc poruszyć zbytnio roślinnością. Wolnym krokiem zbliżałam się do szarozielonej żabki. Gdy znalazłam się dwie długości ogona za nią. Wyskoczyłam, rozkładając skrzydła i usiłowałam ją pochwycić w łapy. Stworzonko jednak sprawnie wyskoczyło z mego uścisku. Zaaferowana zwierzątkiem nawet nie zauważyłam, kiedy wpadłam do płytkiej wody, wydając przy tym donośny plusk. Fuknęłam poirytowana, gdy żaba wskoczyła mi na nos i uciekła, po próbie złapania jej. Straciłam swą ofiarę z oczu. Podniosłam się i nie minęła nawet minuta, gdy do mych uszu dotarło radosne stwierdzenie
- Wygrałam - Oznajmiła Sini i wesoło zamerdała ogonem. W siedziała i starannie trzymała żabkę lekko przyciśniętą do ziemi, by ta jen nie uciekła. Skinęłam głową, akceptując swoją przegraną. Błękitnooka wypuściła stworzonko, które błyskawicznie uciekło do wody. Odpoczywałyśmy chwilę, leżąc i rozmawiając.
- Jak ją złapałaś? - zapytałam, przewracając się na brzuch i patrząc w błękitne oczy Sini.
- Wiedziałam, że jeśli nie uda Ci się jej złapać, to ją spłoszysz. Musiałam tylko obserwować Twoją taktykę i czekać.
- Nie wolałaś mieć 100% pewności na wygraną? Przecież mogłam ją złapać. - zagaiłam, rozmyślając nad taktyką młodszej. Wadera uśmiechnęła się zadziornie, odwracając się na brzuch.
- T o by było za proste.
*~*~*
Reszta dnia minęła nam na spacerowaniu. Wieczorem Sininen miała jeszcze trening z Tatą, po czym wspólnie zjedliśmy kolację. Po o dziwo spokojnie przespanej nocy nastał dzień kolejny, który to mieliśmy spędzić z Noiterem. Pamiętając o umowie między mną, a Sininen, grzecznie oczekiwałam jej decyzji. Pierwszą z nich był najzwyczajniejszy w świecie spacer do groty naszego opiekuna.
- Dzień dobry — przywitałyśmy się chórem, chociaż Sini ciszej ode mnie. Rogaty basior uśmiechnął się do nas szczerze i gestem zaprosił do jaskini.
- Dzień dobry moje drogie. Co chciałybyście dzisiaj porobić? - zapytał, a ja spojrzałam na Sini, oczekując jej odpowiedzi.

<Sininen?>
Co zamierzasz robić? Nie zapomnij, że Shori dziś na wszystko mówi "Tak" ;3

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1118
Ilość zdobytych PD: 559 + 5% (28 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 587

Event Wielkanocny

"Niech zajączek szczodry będzie i z jajeczkiem do Was przybędzie.
Niech święconka smaczna będzie, a w dyngusa woda wszędzie."

Witajcie kochani członkowie!
Mamy zaszczyt ogłosić rozpoczęcie Eventu Wielkanocnego!
Wielkanoc to pora szukania i malowania ślicznych pisanek i prób przyłapanie zajączka na ich ukrywaniu, lecz zaraz... O nie!
W tym roku Wielkanoc jest zagrożona! I to w waszych łapkach jest jej los!

Event rozpoczyna się od dnia dzisiejszego, czyli 4 kwietnia i będzie on trwać aż do 31 maja! Więc macie sporo czasu, by wykazać się swoją kreatywnością! Lecz chwila moment... O co tak właściwie chodzi w naszym małym wydarzeniu? Już tłumaczymy !

"Wiewiórka Wielkanocna odpowiedzialna za dostawę jajek przepadła! Nikt nie wie, gdzie może się podziewać, ani co tak naprawdę się stało. Przez jej zaginięcie zajączek zaczął panikować. Brak jajek zdecydowanie opóźni Wielkanoc! Na dodatek przez panikę upuszcza swoje farby, którymi miał pomalować pisanki. Teraz wszystko znajduje się na trawie, a on nie ma możliwości odzyskania farb! Co za nieszczęście! Czy to oznacza koniec Wielkanocy tuż przed jej rozpoczęciem? Tak nie może być!"
Event składa się z dwóch części:
Artystycznej - dla uzdolnionych artystów, którzy chcą przelać wszystko w piękny obraz
Pisemnej - dla tych co wolą przelać wszystko w słowa i niezwykłą historię

CZĘŚĆ PISEMNA
I. Poszukiwania rudej kity ~ Tak ja mowa była we wprowadzeniu, Wiewiórka Wielkanocna zaginęła. Zajączek wielkanocny ma problemy i to Ciebie prosi o pomoc!
Zadaniem jest napisanie opowiadania, w którym wasz wilczek podejmuje się próby odnalezienia wiewiórki, zdobycia nowych farb dla zająca i uratowania Wielkanocy!
Lecz uważajcie! Ktoś bardzo nie chce, by wam się udało, więc miejcie oczy i uszy szeroko otwarte!
II. Pisankowe szaleństwo ~ Każdy uwielbia szukanie pisanek! Cóż za świetna zabawa, gdy cała wataha wspólnie organizuje polowanie na kolorowe jajeczka! Komu uda się zebrać ich najwięcej?
Opisz jak wygląda twoja przygoda z konkursem, który zorganizowała alfa. Komu udało się zebrać najwięcej pisanek? Tobie, czy może innemu wilkowi? Może coś innego przeszkodziło we wspólnej zabawie? Ogranicza cię tylko wyobraźnia!
III. Dowolny ~ Opisz, jak tylko chcesz ten wyjątkowy dzień. Cóż robiła twoja postać?

CZĘŚĆ ARTYSTYCZNA
I. Moja kolorowa pisanka;
Zadanie - narysuj w programie lub na kartce swoją pisankę. W jaki sposób udekorujesz swoje jajeczko? Nie możemy się doczekać, by to zobaczyć!
II. Wilczy zajączek;
Narysuj swojego wilczka w stroju zajączka wielkanocnego, pisanki lub naszej unikatowej wiewiórki! To ty decydujesz, czy wolisz rysować na tablecie, kartce, czy telefonie!
III. Dowolny;
Wykonaj dowolny rysunek o tematyce wielkanocnej. Daj ponieść się wyobraźni!
Wykonanie na kartce lub w programie.
PORA WSPOMNIEĆ O NAGRODACH
Konkurs artystyczny: W zależności od długości oraz miejsca na podium ~ 500 - 800 PD + statystyki dla waszych postaci;
Konkurs pisarski: W zależności od długości oraz miejsca na podium ~ 400 - 700 PD + statystyki dla waszych postaci oraz 50% Booster za długość powyżej 1000 słów.
ZASADY I WYMAGANIA
  • Najważniejsza zasada to dobra zabawa!
  • Minimum 500 słów w opowiadaniach konkursu pisarskiego
  • Wysyłając pracę, upewnij się, że w tytule zawarłeś: Imię swojego wilka ~ Event Wielkanocny (Artystyczny lub Pisarski ~ temat opowiadania)
  • Prace mają zostać wysłane na email: tittelle.tittelle@gmail.com / asiulka180203@gmail.com lub email watahy: wataharenaissance@gmail.com
  • Każdy może wysłać tyle prac, ile tylko będzie chciał.
  • Rysunki nie muszą wyglądać niczym obrazy Matejki. Każdy z nas rysuje inaczej - jedni lepiej, drudzy troszkę gorzej, lecz każdy ma do rysowania talent!
  • Rysunki i opowiadania będą oceniane przez waszą kochaną Renesmee oraz Mooni pod wieloma względami, więc każdy będzie miał równe szanse.
  • Termin nadesłania prac przypada na: 31.05.2022
NIECH MOC I WENA BĘDĄ Z WAMI. BAWCIE SIĘ DOBRZE♥

niedziela, 3 kwietnia 2022

Od Ereden'a c.d Noiter'a ~ Rogata znajomość

Pieczenie jamy ustnej, a potem swędzenie całej skóry, poprzedzane drętwieniem i mrowieniem kończyn. A później występują dreszcze z zimnym potem, źrenice zwężające się i rozszerzające, zaczynają powoli reagować na światło, co skutkuje powstanie światłowstrętu i zaburzenie widzenia. Takich objawów spodziewał się Ereden u opiekuna, gdy ten, bez cienia podejrzeń - co z resztą było błędnym posunięciem - przyjął od niego tę niepozorną, niewinnie wyglądającą "Puszkę Pandory". Ereden, udając, że sprząta bałagan, który sam narobił, ukradkiem spoglądał na opiekuna, doszukując się wyżej wymienionych objawów - choćby drobny ślad, świadczący o zatruciu tojadem. Nie może być, gdyż Noiter trzymał kwiat w zębach przez dobrą minę, przyglądając się fioletowym, pięknie ułożonym płatkom - no i szczerze powiedziawszy, doczekał się ich. Noiter począł oddychać z widocznym trudem, a na łapach utrzymywał się sztywno, chwiejnie, a jego wzrok stał się niewyraźny i zmęczony.
- Wiesz co, Shori? Chyba miałaś rację – powiedział ostatkiem sił. – Chyba potrzebna mi pomoc.
Z tymi słowy, wykonał jeszcze kilka chwiejnych kroków, opierając się lewym skrzydłem o zimną ścianę jaskini. Potknął się o wystający kamień, zwalił się ciężko na ziemię, rąbiąc głową o wystającą część skały w ścianie. Zastygł w bezruchu.
- No i leżysz, rogaczu! - zawołał dumny z siebie Ereden, wskakując na nieprzytomnego Noitera i wykonując taniec zwycięstwa.
- Coś ty narobił, potworze! - krzyknęła przez łzy Shori - Zabiłeś go!
Ereden przestał tańczyć i spojrzawszy na bladość, która aż przebijała się przez granat sierści Noiter'a, przekrzywił usta nieco. Potem wzruszył ramionami i odparł z dumą.
- Dostał to, na co zasłużył!
- Czy Noiter nie żyje? - zapytała wystraszona Sininen - Zabiłeś go!
Prawdę mówiąc, Ereden nie myślał o żadnym zabijaniu, a krzyki sióstr sprowadziły go twardo na realistyczny grunt. ~ A co, jeśli na prawdę zabiłem tego dziwaka? - pomyślał po chwili Ereden, z nutką grozy.
- Dobra, Shori, trzeba lecieć po ciocię Lonyę! - rzucił pośpiesznie, zeskakując z brzucha opiekuna.
- Szkoda, że nie pomyślałeś o tym wcześniej, leszczu! - warknęła Shori.
- Byłem na niego wściekły! Nie prosiłem się o jego opiekę, już wolałem, żeby nas pilnowała wiewiórka, niż... on! - wrzasnął Ereden, spoglądając z pogardą na nieprzytomnego Noitera - A poza tym, im dłużej się kłócimy, tym niewiele czasu mu zostało. No leć, na tych swoich ohydnych skrzydłach i sprowadź tu ciocię Lonyę! I pamiętaj, jeśli powiesz cokolwiek cioci, albo rodzicom, wyprę się wszystkiego i zrzucę winę na ciebie!
- Na mnie, jak niby? - warknęła Shori.
- Co taka głupia, skrzydlata myszka, jak ty, może mieć pojęcie o roślinach. Nie wiedziałaś, że to trujące, więc zerwałaś i dałaś Noiterowi. Inscenizacja piękna, ale tylko wtedy, gdy się na mnie poskarżysz, rozumiesz?! - syknął groźnie Ereden na swą przybraną siostrę - Ruszaj!
Shori zmarszczyła pysk i czoło, okazując niezadowolenie ze słów brata, ale nie miała zamiaru sprzeczać się z tym nieznośnym, małym demonem - wybiegła z jaskini, powarkując pod nosem szczenięce wyzwiska. Następnie basiorek spojrzał groźnie na Sininen, skrytą gdzieś w mroku, trzęsąc się na widok nieprzytomnego ciała Noiter'a.
- Ciebie to też dotyczy. Spróbuj pisnąć rodzicom albo ciotce, choćby słówko, a pożałujesz! - wycedził przez zęby malec, zbliżając pysk do ucha siostry.
                                                                                                                                                    ***
<Akcja się dzieje po wydarzeniach z wątku "Anatomia obłędu"> 

Wydarzenia, jakie miały miejsce sprzed kilku dni, mocno odbiły się na Ereden'ie, ale czy na dobre? Z tym będzie musiał się niewątpliwie zmierzyć. Nastały nowe zmiany i nowe obietnice, złożone siostrom i samemu sobie - Nigdy więcej pogardy. Pierwszą próbę przemiany zaliczył w jaskini medycznej, owego dnia, gdy odzyskał władzę ciała i świadomość. Spodziewał się odrzucenia ze strony Shori - tyle czasu przez niego, wraz z Sininen wycierpiała i nie spodziewał się, że z aprobatą przyjmie jego przeprosiny - ale miło został zaskoczony. Co prawda, nie dostał od przybranej siostry natychmiastowego przebaczenia, ale dała mu sporo powodu, aby zacząć zmianę na lepsze.
Nabrał porządny haust powietrza w płuca, stojąc tak przed wejściem do jaskini Noiter'a. Ereden już nieco podrósł, mierzył już sześćdziesiąt centymetrów w kłębie i przybrał nieco mięśni, jak na nastolatka przystało. Westchnął jeszcze raz, przygładził łapą lekko rozczochraną grzywkę do tyłu, po czym wkroczył do norki opiekuna. Pomieszczenie było dość przytulne, intensywnie oświetlane przez grzyby fluorescencyjne - z początku musiał pokonać wąski korytarz wejściowy, który doprowadził go do jaskini głównej - co prawda, dość zagracony przez drewniane zabawki, którymi Noiter bawił Shori i Sini... i pamiętał też, jak nimi obrywały, gdy Ereden wpadał we wściekłość.
Bez słowa ominął leżące na podłodze drewniane imitacje zwierząt i ruszył w stronę odnogi, gdzie Noiter sypiał. Zastał go zwiniętego w kłębek, dodatkowo z pyskiem skrytym pod jednym ze swoich skrzydeł, zakopany pod stertą futer.
Ereden usiadł na moment, wpatrując się w smacznie śpiącego Noiter'a z miejsca, okrytego gęstym mrokiem. ~ Myślę, że nie będzie zły z niezapowiedzianej wizyty - pomyślał z uśmiechem Ereden.
Minęło niecałe półgodziny, gdy Noiter wybudził się ze słodkiego snu, przeciągnął się pod futrzaną kołderką i ziewnął głośno.
- Jak się spało? - zapytał łagodnie Ereden.
Mina opiekuna była nieziemska; Z pozycji leniwego przeciągania, wyprostował się nagle, jakby ktoś zmusił go przed chwilą, do połknięcia długiego patyka i wytrzeszczając szeroko oczy, rozglądał się za źródłem dźwięku.
- Kto tu jest? - zapytał zaniepokojony Noiter.
Ereden wyłonił się z mroku, powoli i spokojnie, zaczął zbliżać się do opiekuna, który powitał go niezbyt pewnym spojrzeniem, ale potrzebna mu była chwila, aby się opanować. Usiadł po chwili, ale jego skrzydła, nagle opadły na ziemię, z szelestem szurając piórami.
- Witaj, Ereden - powiedział Noiter, ale nastolatek wyczuł w głosie pewną dawkę urazy, w pełni uzasadnioną - bowiem niezbyt dobrze zakończyło się ich spotkanie.
- Nie będę owijał bez sensu w bawełnę - zaczął Ereden, siadając przed basiorem, wpatrując się bez przerwy w jego jasnobłękitne oczy - Wiesz dlaczego tu jestem?
Noiter, jak to on, przekrzywił nieco usta w grymasie nieufności, mrugnął podejrzliwie oczami, ale nic nie odpowiedział, bowiem wyczuł retorykę w pytaniu.
- Zapewne pamiętasz to wydarzenie z tojadem, to jakim nieznośnym bachorem byłem... znaczy się, co nieco zostało po staremu, ale zmieniłem się tu i ówdzie... - Ereden nie był przyzwyczajony do wygłaszania dłuższych wypowiedzi, a także trudno było mu wykrzesać je prosto z serca, dlatego urwał w połowie zdania. Westchnął ciężko, zastanawiając się nad dalszym ciągiem - Noiter, chciałbym cię bardzo przeprosić za ten incydent. Jeszcze mocniej chciałem cię przeprosić, za to, jak jechałem po twojej odmienności... znaczy się, nie to, że jesteś inny... ale... cholera! No wybacz. I nie, nie mam nigdzie ukrytego podejrzanego kwiatka, ani innych pachnideł - dodał pośpiesznie machając wolnymi łapami przed oczami Noitera - Tym razem szczerze proszę cię o wybaczenie. No więc? Jak będzie? Sztama? - Ereden wyciągnął w stronę basiora swą łapę.

<Noiter?>

Ilość napisanych słów: 1046
Ilość zdobytych PD: 523 + 5% ( 26 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 1134 PD

sobota, 2 kwietnia 2022

Od Lonyi c.d Atrehu | Naharys | Pina | Tsumi ~ W głowie się nie mieści

Tsumi jest w ciąży?! Słowa brata wwierciły się w mój umysł, przez chwilę nie dopuszczając żadnego innego dźwięku, jakby świat wokół mnie zamarł. Łapy nie pozwoliły postąpić kolejnego kroku, a jedyne na co pozwalało mi ciało to bezradne obserwowanie jak Naharys wygraża się leżącemu pod nim Atrehu.
Ostatnie chłodne spojrzenie brata w moją stronę wyrwało mnie z paraliżu. Dlaczego tak się czułam? Dlaczego te słowa tak zabolały? Nie, przecież to nie może być prawda. Atrehu... on nie jest taki, nie może być. Nie zrobiłby jej tego.
- Atrehu? -W głowie miałam pustkę, a jednocześnie miliony myśli, chaotycznie wirujących w umyśle. W tamtej chwili, byłam w stanie jedynie wymówić jego imię.
Basior odpowiedział na zawołanie, kierując na mnie swój wzrok. Nie byłam w stanie jednak spojrzeć w jego oczy. Nie odzywał się, tylko cierpliwie czekał, aż w końcu się wysłowię, ponieważ od dłuższej chwili w mojego pyska nie był w stanie wyłonić się nawet jeden dźwięk. Bezcelowo poruszałam żuchwą, licząc, że to coś da. Trudno było mi zapanować nad zagubionym umysłem i ciałem, którego mięśnie w żaden sposób nie chciały dać się zdyscyplinować. Najtrudniej jednak było zapanować nad sercem, którego od dłuższego czasu uderzało w rytm racic spłoszonego stada saren. Nie wiem ile czasu tak stałam, robiąc z siebie wariatkę, jednak Atrehu w końcu doczekał się reakcji z mojej strony-zbliżyłam się na sztywnych nogach, siadając blisko niego.. - To, co mówił Naharys...To prawda, że Tsumi jest w ciąży z Twoimi szczeniakami?
Teraz to on stał jak wryty. Czułam jego zakłopotanie, a raczej widziała, gdyż mięśnie żuchwy drgały, zaciskając się i na zmianę rozluźniając, jednak nie zajęło mu to tyle czasu co mi, aby opanować nerwy i posadzić zad na ziemi, gdzie jeszcze chwilę wcześniej, mój brat wyrzucał ze swego pyska jad. Nie wiem, czy zrobił to przypadkiem, czy może jednak celowo, ale przytknął swój bark do mojego, dbając o ich zetknięcie. Nie protestowałam, a może jednak powinnam?
- Tak - dodał po chwili.
Poczułam mrowienie wzdłuż kręgosłupa. Nie to, które poprzedniej nocy wprowadzało mnie w euforyczny stan. - I uprzedzając Twoje niezadane pytanie. Dowiedziałem się o tym tuż po tym, gdy odprowadziłem Cię wczoraj do jaskini...
Nie zrobił, więc tego celowo. Serce pierwszy raz od dłuższej chwili spowolniło ten szalony galop w klatce piersiowej. Strach ustąpił teraz miejsca złości. Ogromnej wściekłości, którą pałałam do brata. Uważałam go za rozsądniejszego, a już na pewno nie za kogoś, kto rzuca się z kłami w stronę przyjaciela na podstawie źle wyciągniętych wniosków. Pozwolił, aby emocje wzięły górę. Tak nie powinien robić syn przywódców watahy szczycącej się osiągnięciami bojowymi.
Furia kotłowała się w mnie, zwłaszcza kiedy rudy wilk starał się bronić Exana. Nie miałam zamiaru kryć mojej niechęci wobec brata. Nie po tym, co zrobił. Zrobiło mi się szkoda mojego towarzysza. Poturbowany, zaszczuty przez bliskiego mu wilka, a mimo to nadal pozostał mu wierny, broniąc jego stanowiska.
Teraz również chciał coś powiedzieć, jednak oparł łeb o moją pierś, po czym momentalnie zamilkł. Ponownie ogarnęła nas cisza, którą wykorzystałam na czerpanie przyjemności z czułego dotyku drugiego wilka.
***
Wsłuchałam się w historię Atrehu, który zdecydował się podzielić ze mną swoją przeszłością, która jak można było się spodziewać po poznaniu sekretu jak jego matka próbowała przed nim zataić, nie była usłana różami. Może w fazie wstępu, gdzie jego ówczesna wybranka była dla niego całym światem.
Podstępnie skradła jego serce, wykorzystując uczucie jakim ją obdarzył do pozyskiwania zachcianek. Ciało Atrehu zdradzało jego emocje. Pewnie nawet nie był świadomy, jak w niektórych momentach jego głos wręcz niezauważalnie się załamywał, a pazury wżynały się w ziemię. Ponownie dało się zauważyć jak los skopał basiora. Żył w bańce, którą cała jego rodzina stworzyła wokół niego, tylko po to, by w kluczowym momencie ją rozbić i uświadomić mu, jak długo był robiony w ch*ja.
-... Tsumi... jest w ciąży i nie zamierzam jej zostawiać. Zaopiekuję się nią i szczeniakami. Wezmę odpowiedzialność, za swoje czyny. Nawet jeśli to nie miłość. Jestem pewny, że z czasem się w sobie zakochamy. Może...
-Rozumiem- przerwałam mu, wtulając się w jego łeb. Ostatnie słowa cholernie mnie zabolały. Czemu? Kur*a czemu?! Przecież... nie znamy się. To tylko jeden niezobowiązujący raz... a jednak. Mimo kojącego i ciepłego głosu Atrehu, nie miałam ochoty słyszeć ani jednego słowa.
Patrzyliśmy na siebie przez moment. Żadne z nas nie powiedziało już nic. Patrzył mi prosto w oczy, a ja gapiłam się w jego. Czułam, że samiec podjął już decyzję, w której nie widziałam dla siebie miejsca. Nie odbiorę szczeniakom ojca. Wpiłam się nieśmiało w usta samca, na co ten w jednej chwili nasilił dotyk swoich warg o moje, zamieniając niewinny pocałunek w gorący i jakże namiętny, godny zapamiętania.
Zerknęłam na niego, obdarowując go najcieplejszym spojrzeniem, jaki mogłam z siebie wykrzesać.
- Spotkamy się później. Musimy się powoli zbierać. Renesmee nie będzie czekać na nas w nieskończoność- zerwałam się stanowczo z przysiadu, ruszając w stronę groty.
- Lonya? - jego głos ponownie przywołał moje spojrzenie.
Z trudem kolejny raz spojrzałam w jego stronę. Nie potrafiłam wykrzesać z siebie już żadnego pozytywnego uczucia. Mogłabym przybrać maskę, którymi obdarowywałam mniej znaczące dla mnie wilki, dla zyskania korzyści, ale nie tym razem. Nasze losy splotły się, zostawiając widoczną szramę w moim umyśle... hmm.. a może i nawet sercu. Nie zasłużył, aby kolejny raz ktoś go oszukał.
- Obiecaj, że nie pójdziesz do niego.
- Spokojnej nocy, Atrehu - dodałam łagodnie, zostawiając go za plecami.
Nie odpowiedziałam już na kolejne wołanie. Z każdym kolejnym, szczęki zaciskały się coraz mocniej, nie pozwalając na ujście emocjom, które szaleńczo kotłowały się w moim ciele. Złość, a właściwie szał, dezorientacja, żal, który z każdym krokiem, sekundą zamieniał się w rozpacz.
Powrót miał nastąpić kolejnego dnia zaraz po świcie. Nie mogłam, a w zasadzie nie chciałam zgodzić się na marsz w takim towarzystwie. Na pewno nie teraz, kiedy wszystkie emocje, których w sobie nie znosiłam brały górę.
Drżące łapy kierowały w stronę jaskini, która została mi przydzielona podczas pierwszego dnia. Wieczór był młody, toteż wiele wilków radośnie krzątało się po okolicy, obdarzając mnie wymownym spojrzeniem. Nikt się nie odezwał słowem, ale spojrzenia jasno dawały znać, że wieść o zwadzie rodzeństwa się rozeszła.
Spojrzenia wszystkich skierowane były w moją stronę. Czułam się, jakbym była winna całemu złu, jakie opanowało świat. Kolejny raz stałam się wyrzutkiem, tą która znowu jest wytykana. To pierd***ne uczucie, które towarzyszyło mi w dzieciństwie. Czy ja ku*wa mogę w końcu przestać być stygmatyzowana?! Cholerna wataha, cholerna kłótnia, do diabła z wami wszystkimi! Nie musiałam szukać potwierdzenia w swoim odbiciu- wiedziałam, że moje przeważnie złote tęczówki, skąpały się teraz w karmazynie. Działo się tak zawsze, gdy furia ogarniała moją osobę.
Ciało kipiało ze złości, nie godnej nikogo mojego statusu, czy też profesji. Kipiało kiedy przechodziłam koło gwarzących wilków, jednak te zamilkły, gdy tylko napotkały moją sylwetkę. Kipiało, gdy wkraczałam na ścieżkę, prowadzącą ku grotom, gdzie wilki idące w przeciwnym kierunku schodziły mi z drogi. Kipiało nawet wtedy, gdy przekroczyłam próg jamy, znikając w ciemności przed spojrzeniami gapiów. Stałam na środku, dysząc ciężko i wlepiając spojrzenie we własne pazury, które zaciskałam na skalnym podłożu. Moje mięśnie drżały, niczym u rozdygotanego szczenięcia. Różnica była taka, że w przypadku takiego szczeniaka, robił to z zimna lub ze strachu, mnie od środka rozsadzała wściekłość i rozpacz- obydwie w równym stopniu nieokiełznane, szukające jak najrychlej ujścia.
Emocje przejęły kontrolę nad czynami, siejąc zamęt w jaskini. Wcześniej starannie poukładane pakunki, fruwały niekontrolowanie po grocie, rozsypując swoją zawartość po podłodze, podobnie skończyły gliniane dzbany, które roztrzaskiwały się o skalne ściany, nanosząc na nie kleiste mazie, znajdujące się w ich wnętrzu. Do moich nozdrzy wdarła się silna woń maści mlaskających o skalne powierzchnię i im bardziej zapach stawał się silniejszy tym głośniej wyrzucałam z siebie nieprzyzwoite epitety.
- Wszystko w...
- Won! - ryknęłam dziko na wchodzącego do środka wilka.
Wbiłam rozsierdzone spojrzenie w bursztynowego basiora, który po pobieżnym rzuceniu okiem na stan wnętrza, wycofał się na zewnątrz, nie chcąc skończyć jak ruchomy cel.
- Na ch*j się pyta! - warknęłam poirytowana w myślach, rozprawiając nad irracjonalnym tokiem myślenia samca.
Sam fakt jego wtargnięcia, na nowo rozniecił chęć dalszej destrukcji, czego ofiarami stały się półki z wcześniej równo ułożonymi zwojami ze skór. W tej chwili niczym płatki śniegu wirowały w powietrzu odbijając się głuchym dźwiękiem od wszystkiego co napotkały na drodze lotu.
Gdy każda rzecz, która fizycznie miała możliwość zmienienia swojego stałego miejsca pobytu, runęłam na stertę skór robiących mi za posłanie. Nie, nie po to żeby odpocząć- wyłącznie po to, aby kopać w nie z bezsilności i kontynuować swoje wrzaski, które tym razem były stłumione w materiale.
-Lonya!- znajomy mi głos dotarł do mnie z progu jamy.
W tym momencie chwyciłam najbliżej leżący mnie przedmiot i cisnęłam nim w kierunku brata.
Instynktownie zrobił unik, przed nacierającym w jego stronę ciężki zwojem, który zapewne opisywał wszelkie znane lekarzom mięśnie, ich zaklasyfikowanie i ewentualne formy terapii przy uszkodzeniu.
-Co ty do cholery robisz?!- ryknął zdezorientowany, przybierając pozycję gotową do wykonania ewentualnego uniku.
- Jeszcze krok, a kolejny trafi Cię między oczy - syknęłam w jego stronę, wpatrując się gniewnie w sylwetkę brata.
-Z resztą nieważne, i tak nie przemówię Ci do rozumu- prychnął, zastygając u wejścia.
- Do rozumu? Śmiesz kur*a przemawiać MI do rozumu!? Rzuciłeś się na Atrehu jak bezrozumna bestia! Nie masz prawa "przemawiać" mi do rozumu- chwyciłam kawałek gliny, który jeszcze kwadrans temu był naczyniem i cisnęłam nim o podłogę, nie chcąc, aby w ten sposób skończyła głowa brata.
-Zrobiłem, co musiałem i zabiłbym tego drania za to, co Ci zrobił! Czy ty tego nie widzisz?! Ten suczy syn potraktował Cię, jak pierwszą lepszą. Jeśli myślisz, że przeszedłbym obok obojętnie, to jesteś w srogim błędzie.
-Żartujesz ze mnie?! Jestem dorosła i podjęłam decyzję sama. Przespałam się z nim, bo tak mi było na rękę, bo tego chciałam. A TY zamiast załatwić sprawę między nami, wolałeś zabawić się w troskliwego brata omal nie masakrując go o skały. Co z Tobą do kur*y nędzy kierowało, wiedząc, że Tsumi ma urodzić jego szczeniaki?!
Naharys zacisnął zęby ze wściekłości, aż zadrżały mu żwacze. Widząc, że nie mam pod ręką żadnego przedmiotu służącego za pocisk, podszedł stanowczo w moją stronę. Jego lśniące oczy wisiały nade mną, obdarzając mnie zabójczym spojrzeniem.
- Ty kur*a sama nie rozumiesz co mówisz. Zabiłbym go, BO CIĘ KOCHAM IDIOTKO! Chyba zamieniłaś się z baranem na rozum, jeśli myślisz, że tylko się zgrywałem. A co do Tsumi to nie rozumiesz nadal?! Jak ty zaciążysz , to mu się znudzisz, tak samo jak Tsumi i w podskokach powędruje do innej. Czy ty się w ogóle szanujesz? Z resztą... Jesteś dorosła- dodał z sarkazmem, odsuwając się nieznacznie.
Może i dobrze, bo jego butny ton zaczął na nowo wzbudzać we mnie chęć mordu, którą od samego początku doskonale podsycał. Zmarszczyłam paskudnie nos, ukazując ostrzegawczo zęby i lustrując go wzrokiem z niemała złością.
- Masz rację, jestem dorosła! To chwila, której nie żałuję. Przez moment ktoś się mną zainteresował i nie oczekiwałam niczego więcej. Poczuć chociaż przez moment, że jestem dla kogoś całym światem. Wiedziałbyś o tym, gdybyś ruszył łbem i porozmawiał ze mną, zamiast skakać mu do gardła. Masz Pinę, z którą zapewne niedługo zadbasz o powiększenie swojej rodziny. Ja nie mam nikogo i nawet to mi postanowiłeś odebrać! Jesteś buc... Buc i baran, bo straciłeś przyjaciela, który oddałby za Ciebie życie. Za Ciebie i za te cholerne szczeniaki, dla których będzie z Tsumi, żeby pomóc je wychować...- urwałam na moment, czując, że nawet nie mam już sił na ukrywanie łez, które od pożegnania się z Atrehu cisnęły mi się do oczu. -Gotów jest zrobić dla nich wszystko i zapewnić im normalne dzieciństwo, którego żadne z nas nie miało. Jutro wszystko wróci do normy. Ty z Piną zamieszkacie razem, on zaopiekuje się Tsumi, tak jak na to zasłużyła, a ja wrócę do lecznicy,z której nie będę mieć powodów, aby szybko wychodzić.
- Błagam Cię zastanów się, co ty mówisz. Tak mam rodzinę, do której należysz w równym stopniu i nikt, ani nic tego nie zmieni. Pomyśl też, dlaczego postąpiłem tak, a nie inaczej? Powtarzam: kocham Cię, siostro. Kocham Cię i jesteś całym moim światem. Myślisz, że dla byle łajzy bym poświęcił taką przyjaźń? Przyjaźń, która w ostatecznym rozrachunku okazała się gówno wartą kupą gówna! Jesteś warta kogoś, kto szczerze Cię pokocha, a nie obdarzy złudnym uczuciem na chwilę. Tym kimś nie jest Atrehu. On myśli tylko o sobie i o tym, jak się zaspokoić.
Prychnęłam z bezsilności, wlepiając wzrok w przestrzeń obok basiora.
-Ty naprawdę nie rozumiesz, że podejmujesz decyzję w chwilach, które Cię nie dotyczą. Doprawdy uważasz, że gdyby on mnie wykorzystał dla własnej satysfakcji, uszłoby mu to płazem? Uwierz mi, że gdyby tak się stało, to nie wymyślono jeszcze słów na to jak bardzo by cierpiał. Nie doceniasz mnie braciszku i to nie pierwszy raz w życiu. Dlatego nie zasłaniaj się moim dobrem, angażując się w sprawy, które nie wymagają Twojej ingerencji. Czasy, kiedy byliśmy szczeniakami, a ja nie potrafiłam o siebie zadbać już dawno minęły. Już nie jestem byle psiną, która podkula ogon na widok kpiących spojrzeń. Teraz sama potrafię przejąć kontrolę nad sytuacją. Nikt mnie już nie skrzywdzi, unikając konsekwencji. Będę najgorszym koszmarem tego kto stanie mi na drodze do osiągnięcia celu. Bez wyjątku - ponownie wbiłam spojrzenie w basiora, któremu posłałam jakże wymowne spojrzenie.
- Mówisz, że jesteś twarda, nieustępliwa, umiejąca upomnieć się o swoją krzywdę. Czemu więc tego nie robisz? Czemu nie zareagujesz na to, że olewa Twoje uczucia i wierność Tsumi i powędrował do Ciebie. Pomyśl, że z jego nasienia urodzisz szczeniaki, którymi się nie zainteresuje. Dopiero wtedy zareagujesz?
-Zdaje mi się, czy to chodzi o TWOJĄ krzywdę, bo ja w całej sytuacji nie czuję się jak ofiara. Żadne z nas nie deklarowało sobie związku. Przyszedł tu z Tsumi i z nią stąd odejdzie. Byłam tego świadoma tamtej nocy, jak i teraz, stojąc przed Tobą! Olewa moje uczucia? Które? Wk**wienie, które mną miota od dłuższego czasu? O to uczucie Ci chodzi? Możesz być pewien, że to nie on jest powodem mojej furii. Ubzdurałeś sobie coś i brniesz w ten bezsensowny spór, który nie miałby prawa bytu, gdybyś trzymał swoje nadęte ego na smyczy!
- Moją krzywdę? Że bronię Cię przed pohańbieniem? Przed splamieniem honoru? Zapomniałaś już o naukach naszych rodziców? Oddanie, waleczność, chwała i HONOR!- basior począł wymieniać hasła wpajane nam od dziecka akcentując ostatnie z nich- Wku*wiasz się, że omal nie zabiłem drania, który w moim mniemaniu, potraktował Cię jak... nie wypowiem tego słowa, przez względem na naszych rodziców. Tak, naszych rodziców, a ty jesteś moją siostrą!. Ch*j, że przyszywaną, ale kochamy Cię bardzo, czy to się dla ciebie nie liczy?... Zaczynam już w to powątpiewać. Idź "dorosła" wadero, zostawiam Cię samą ze swym gniewem, ale przemyśl to, co Ci powiedziałem... być może zrozumiesz. A jak nie, to nie... Skończyłem z Tobą rozmawiać.
Mówiąc to, odwrócił się powoli i wyszedł, a raczej wybiegł z jaskini. Ruszyłam za nim, jednak zatrzymałam się w wejściu odprowadzając go wzrokiem i słowami.
-Zrozumiem, o ile ty w końcu pojmiesz, że to moje życie i nie masz prawa się w nie wtrącać!- mój krzyk przeszył okolicę, a spojrzenia wszystkich, do których dotarł owy wrzask, skierowały się na moją sylwetkę. Wszystkich z wyjątkiem brata, który konsekwentnie kłusował przed siebie.
-Nawet się buc nie zatrzymał- prychnęłam do siebie, wodząc na ślepo kółka po grocie. Lawirując tak wśród zgliszczy jamy, analizowałam nasz spór. To na pewno nie pomagało mi ujarzmić nerwów siejących spustoszenie w mojej głowie. Niczym pozbawione rozumu zwierzę, barbarzyńsko potraktowałam wyposażenie mojej nory. Teraz miałam ogromną ochotę zatopić pazury w bracie, który ingerując w moje prywatne sprawy, zanegował tym samym moją wolność i niezależność, jakbym był chłystkiem. Pierwszym lepszym kadetem, który potrzebuje podążać za swym mistrzem, ślepo przyjmując każde polecenie. Ponownie całą złość przelałam na zmięty pergamin, walający mi się pod łapami, precyzyjnie wymierzając w niego kopniaka.
-Kim ja, ku*wa jestem, że możesz się tak do mnie zwracać- ponownie fuknęłam sama do siebie.
Kłótnia pomogła mi podjąć decyzję, która jeszcze kwadrans temu zdawała się tylko kaprysem zrodzonym z emocji. Teraz kipiąca gniewem, nie miałam złudzeń, że ta myśl była jedyną, jaką mogłam obecnie podjąć.
Ponownie ruszyłam w stronę wyjścia, tym razem za cel obierając sobie grotę moich rodziców. Podążałam dobrze znaną mi ścieżką, nie zwracając uwagi na inne osobniki, napotykane na drodze.
- Lonya - głos matki powitał mi w progu.
Starała się, aby był on jak najbardziej naturalny, jednak zatroskanie było wyraźnie wyczuwalne.
- Wyruszam. Tej nocy - spojrzałam w jej oczy, aby chwilę później napotkać wzrok ojca.
- Droga jest długa i na pewno nieprzyjazna nocą. O co wam poszło?- Ramar zrównał się ze swoją partnerką.
- Nie sądzę, że powinniście być zaangażowani w nasz spór. W każdym razie przyszłam się z wami pożegnać. Przykro mi, że w takich okolicznościach, jednak sytuacja nie pozwala mi zrobić tego w inny sposób.
- Nie powinnaś iść sama. To zbyt niebezpieczne- Eloney pokręciła głową, postępując krok w moją stronę.- A tobą kieruje złość. To zły towarzysz w takiej podróży.
-Dobry, czy nie, na pewno jakiś. Mam swoje zobowiązania, których muszę dotrzymać, tego mnie uczyliście prawda? Nie mniej, dziękuję wam za gościnę, miło było was znowu zobaczyć po takim czasie. Do zobaczenia- skłoniłam się w geście szacunku, po czym odwróciłam się zwinnie w stronę wylotu z jamy.
Chociaż zatroskani, nie podjęli próby zatrzymania mnie. Czułam jak ich wzrok odprowadza mnie po ścieżce prowadzącej w dół. Dopiero u podnóża wzgórza usianego jamami, będącymi schronieniem dla watahy, spojrzałam w górę, gdzie nadal stali moi przyszywani rodzice.
Nie wiem czemu, ale wtedy poczułam się jakbym miała pożegnać ich na zawsze.
***
Noc była nieco pochmurna, także księżyc, będący jedynym źródłem światła znikał wśród czarnych peleryn otulających niebo. Zwiastowało to chłodną i wilgotną noc, podczas której przyszło mi podjąć wędrówkę
-Bardziej parszywej aury nie mogłam napotkać- rzuciłam w myślach, jednak stanowczo trzymałam się podjętej decyzji. Nie zważając na warunki atmosferyczne gotowa byłam brnąc w śniegu i ulewie, byle późnym porankiem móc zadekować się w mojej własnej grocie.
-Lonya!
-Co tym razem? -Miałam już dosyć towarzystwa, a tym bardziej opóźniania mojego marszu, dlatego obróciłam się zrezygnowana w kierunku wołającego mnie wilka. Dopiero, kiedy dostrzegłam kim jest ów basior, zaniechałam okazania swojego znużenia towarzystwem.
Ku mnie kroczył Atrehu, zwalniając tempa, kiedy był bliżej mnie.
Serce zabiło mocniej, a kąciki warg uniosły się delikatnie, wysilając moją mimikę na słaby uśmiech.
- Gdzie się wybierasz?- zapytał zdyszany
- Zapewne słyszałeś co zaszło między mną, a bratem
- Chyba każdy słyszał- jego uszy przywarły do boków ciała, a wzrok skierował obok mnie.- Szczerze, nie dało się słyszeć, jeśli było się w okolicy z całkiem dobrym słuchem.
- Więc zapewne nie zdziwi Cię, że wracam.
- Ale.. ale jak to? Nie gadaj głupot, przecież możesz wrócić z nami
-Atrehu- przerwałam mu, patrząc na niego ciepło.- Wiele się dzisiaj wydarzyło. Naprawdę to będzie bardzo niezręczne dla mnie i jestem pewna, że dla Ciebie też. Cudownie było spotkać się z rodziną, a noc z Tobą... Ja... Cieszę się, że tu byłeś. Naprawdę muszę już iść.
- Nie musisz. Nawet nie powinnaś. Nie pozwolę, żebyś plątała się taki kawał sama i to jeszcze w nocy
- I co zostawisz Tsumi samą? Exan jest świetnym wojem, ale na wypadek zagrożenia, nie będzie w stanie odeprzeć wroga i zapewnić bezpieczeństwo dwóm ciężarnym waderom. Tak będzie lepiej. Pamiętaj, że masz zobowiązanie wobec Tsumi. Będę tylko przeszkadzać, więc jeśli będziesz chciał porozmawiać zrobimy to już na terenach Rene, wiesz gdzie mnie szukać.
- Lonya, naprawdę nie ma powodów, żebyś się wymykała w środku nocy. Nie będzie tak źle- basior próbował mnie przekonać, jednak bez skutku.
Wbiłam w niego ślepia, ponownie pozwalając, aby na moim pysku zakwitł uśmiech dedykowany specjalnie dla niego. Nie do końca wiedziałam czemu miał on służyć- jego zadaniem było pocieszenie samca, zapewnienie go, że bez problemu poradzę sobie z trudami podróży w pojedynkę... a może po prostu chciałam zamaskować swoje prawdziwe emocje.
- Powinieneś skupić się na Tsumi. Ona i szczeniaki powinny być dla Ciebie teraz priorytetem. Może nie znam Cię tak dobrze jak mój brat, ale sądzę, że moja obecność będzie dla Ciebie utrudnieniem . Masz sposobność w pełni skupić się na niej i zadbać o wasz związek. Naprawdę muszę już iść, a ty nie powinieneś rozpraszać się przed podróżą. Jeżeli będziesz chciał ze mną porozmawiać, wiesz gdzie mnie znaleźć. Do zobaczenia, Atrehu.
Postąpiłam kilka kroków w tył, nadal wpatrując się w samca. Nie wyglądał, jakby chętnie przystawał na mój pomysł, jednak uszanował moją decyzję.
Będąc pewna, że nie podąży za mną, odwróciłam się energicznie, co pozwoliło mi na uniknięcie kolejnych świadków łez cisnących się do moich oczu. Nabierały na sile, wzbierając się na dolnych powiekach, jednak stanowcze pokręcenie głową na nowo ustawiło je w ryzach, każąc się im wycofać. Dlaczego tak chętnie napierały do ślepi? Przecież nic sobie nie obiecywaliśmy! Nie powinny mnie teraz rozpraszać, tak samo jak nic innego, bowiem przede mną długa i męcząca wędrówka.
Czas wrócić do domu.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 3417
Ilość zdobytych PD: 1708 + 15% (256 PD) za długość powyżej 3000 słów
Obecny stan: 1964 PD

Od Eredena ~ Anatomia obłędu cz. 3

 XII dzień choroby

Dwunasty dzień choroby. Dwunasty dzień stał się przedsmakiem końca tego obłędu, a mimo to, Ereden, w oświetlonej przez słoneczne światło części jaskini, leżał bez cienia świadomości. Jego oczy nie ruszały się, ani na jotę, wpatrując się w leżące na osamotnionym kamieniu suchy pęk ziół - co jakiś czas, młoda medyczka, Itami krzątała się obok niego, doglądając, czy wszystkie potrzeby malca zostały zaspokojone. W świetle pozostał ciałem, a umysł dalej spowijała czarna mgła, a w niej zaś czaiła się bestia.
Szeptała coś do niego niewyraźnie - Jakby ów twór przemawiał do niego ściszonym głosem, z drugiego końca jaskini, a do niego zaś docierały jedynie rozlane echo - nie był w stanie się bać. Jego emocje, układ nerwowy... cały jego mózg był w stanie kompletnego uśpienia.
Nie czuł nawet tego, jak Itami zabierała malca na codzienne masaże, aby zapobiec ewentualnym zanikom mięśni - wadera po prostu brała malca delikatnie na swój grzbiet, aby przenieść go, na zewnętrzny plac lecznicy, gdzie zazwyczaj pacjenci są poddawani rehabilitacji, a on zaś leżał bez ruchu, ze smętnie zwisającą główką - żaden bodziec, delikatny powiew wiatru... kompletnie nic. Czas mijał nieubłagalnie.

XIII dzień choroby

Wydarzyło się to, podczas popołudniowego masażu - Itami, jak nakazała Lonya, zabrała malca na dwór, gdzie miała się nim zaopiekować. Ledwo dotknąwszy futra Ereden'a ten wybudził się nagle, jak z gęstego snu, unosząc wysoko głowę i wciągając głośno powietrze. Wadera odskoczyła momentalnie, przerażona reakcją basiorka - zaskoczona, przyglądała się malcowi, jak haustami wciąga powietrze przez pysk, jakby przed chwilą przebiegł milowy maraton - Ereden natomiast odzyskał pełną świadomość. Czuł ulgę, tęsknotę, strach i rozpacz jednocześnie. Ulga przyszła nagle po wybudzeniu - cieszył się, że nie musiał znosić już towarzystwa tworów i istot, będących kreacją chorobowych zwidów. Potem pojawił się strach. Bał się, że gdy tylko przez moment zazna spokoju, gdzieś zza krzewu albo pleców młodej medyczki, wyskoczą demony jego podświadomości. Kiedy się zorientował, że nic takiego nie będzie mieć już miejsca, odczuł tęsknotę - Chciałby zobaczyć swojego ojca, siostry i mamę, przytulić się do nich, poczuć ciepło i zapach ich futer. Rozpacz pojawiła się na końcu, kiedy pomyślał o siostrach - zwłaszcza o Shori. Gdy sięgał pamięcią do obrazów, widzianych pod wpływem gorączki - Krzyki bólu i lejące się łzy, zaszklone oczy sióstr - to jemu samemu chciało się zamknąć w mroku, zostać tam i... i się rozpłakać. Jego osobistym i skrytym marzeniem było zniknąć wszystkim z życia, rozpocząć nowy los, jako nienamacalny byt - po prostu, zapaść się pod ziemię...
- Ereden! Nareszcie! - zawołała jego ciotka Lonya, a przy jej prawicy szła, nadal będąca pod wpływem zdumienia Itami. - Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Nic cię nie boli? Nie mdli cię?
- Ciociu... ja... ze mną wszystko jest dobrze, ale... trochę mnie głowa boli i czuję się paskudnie.
Ale Lonya zdawała się go nie słuchać, tylko momentalnie zaczęła wdrażać działania rehabilitacyjne - co też wiązało się z piciem mleka, trzy razy dziennie, aby zregenerować poziom białka i wapnia. Poranna i popołudniowa nauka chodzenia, aby sprawdzić, czy układ, unerwiający jego narządy ruchu nie są nienaruszone. Poza leczeniem, Ereden'a odwiedzał codziennie ojciec w towarzystwie Shori - Sininen nie odwiedziła go, ani raz i szczeniak doskonale to rozumiał. Miała prawo chować urazę do niego. Nie mógł zabronić jej gniewać się na niego, bowiem dopiero teraz zauważył, jakim był dla niej dupkiem. Dla niej, jak i dla Shori. Shori...
-... Chciałbym cię przeprosić, siostrzyczko - zaczął Ereden, gdy spostrzegł, że nadeszła dogodna okazja. Pewniej i odważniej się czuł, gdy pozostał z Shori sam na sam. - Chciałbym cię przeprosić, za piekło, jakie sprawiłem tobie i Sini. Masz prawo się na mnie gniewać i myśleć, że zapewne się zgrywam, ale uwierz mi, że przepraszam cię z własnej inicjatywy.
Owe słowa, Shori przyjęła nie tak, jak basiorek sobie to wyobrażał - z początku, dość niepewnie, spojrzała na niego, jak na kogoś, kto powiedział przed chwilą dość beznadziejny żart, a potem, jakby zmieszana, odbiła wzrokiem na pobliski kamień. Ereden zastanawiał się, że to nie może być takie łatwe - Shori w przeciwieństwie do Sininen, mężnie znosiła jego ataki i zaczepki, ale też najmocniej obrywała i to się ciągnęło przez wiele miesięcy, aż do teraz, gdy w końcu pojął to, co wielu starało się mu wpoić. Przez tyle czasu była obrażana, że trudno będzie jej zmienić podejście do brata. Po paru sekundach, ktore ciągnęły się jak godziny odpowiedziała
-Jeszcze długo będziesz pracować na przebaczenie - z tymi słowy podniosła się i zmierzyła ku wyjściu, ale nim zeszła mu z oczu, dodała - Daję Ci jedną jedyną szansę... nie zmarnuj jej.
- Nie odchodź. Poczekaj. - zawołał Ereden, zeskakując ze stołu niezdarnie, ugiął się pod własnymi łapami i uderzył podbródkiem o podłoże, ale szybko pozbierał się do kupy. Jego kroki pozbawione były tamtej szczenięcej gracji i wyrwy, utykając, ślamazarnie zbliżył się do Shori.
- Dziękuję Ci za szansę, nie zmarnuję jej - to rzekłszy, przytulił się do swej przybranej siostry.
Shori zesztywniała momentalnie, niczym twardy kamień, ale takowa reakcja była do przewidzenia - Ereden nigdy wcześniej nie obdarzył Shori szczerym objęciem, uciekał się jedynie do wyzwisk. Malec błagał w duchu, aby wadera nie odtrąciła go od siebie... nie odwróciła się od niego, gdy ten ją tak bardzo potrzebuje. Nie widział już jej skrzydeł - będące wcześniej świadectwem wynaturzenia - chciał jedynie przebaczenia.

~ Słyszałeś! Dostałeś szansę i nie zmarnuj jej. Musisz ciężko zapracować na przebaczenie. 
Shori mimo tego, wbrew temu, co pomyślałby sobie ojciec, albo Sininen - podejrzewał, że z nią będzie nieco trudniej - odwzajemniła objęcie. Poczuł wtedy nieodzowne ciepło i radość, gdy Shori przytuliła do szyi jego policzek. Ereden wzmógł uścisk, próbując cieszyć się każdą sekundą tej chwili, gdyż w końcu poznał się na uczuciu, na które zamykał się do tego czasu. Miłość i ciepło rodziny.
- Ale teraz... - powiedziała po chwili Shori, odsuwając się od niego nieznacznie - przemyśl sobie to, co Ci powiedziałam. Jestem gotowa Ci wybaczyć, ale nie teraz. Ciężka praca cię czeka.
- Co mam zrobić? - zapytał Ereden
- Na początku wyzbądź się tych komentarzy na temat naszego wyglądu. Niczemu nie jesteśmy winne, że mamy skrzydła. Tak samo Noiter, to dobry wilk i opiekun, a ty go tak chamsko potraktowałeś. Powinieneś przeprosić i jego. Rozumiesz już, jak bardzo twoje słowa były dla nas krzywdzące? Dla nas dziwolągów, jak zwykłeś na nas mówić...
- Nie, nie jesteście dziwolągami... przepraszam Was za te słowa. Już się to nigdy nie powtórzy, obiecuję...
Ereden mógł przysiąc, że w tamtym momencie ujrzał delikatny uśmiech Shori ~ Zmierzam w dobrym kierunku. Trzeba się postarać.
- Wierzę Ci - odparła wadera, odwracając się ku wyjściu - i cieszę się, że w końcu postrzegasz nas już, jak zwyczajne wilki. Nie, jak coś odmiennego i paskudnego. Jak na razie Ci wychodzi i tak trzymaj, bracie.
Słowo "bracie" zabrzmiało w uszach Ereden'a, jak coś, co chciał usłyszeć od dawien dawna, lecz nigdy nie było po temu okazji, bowiem ani Shori, ani Sininen nie miały w zwyczaju go tak nazywać. Dla tego słowa teraz powinien się starać o nowe zmiany.

KONIEC

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1116 
Ilość zdobytych PD: 558 PD +5% (27 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 585

Podsumowanie miesiąca ~ Marzec + Wyniki Eventu Walentynkowego

Mówi zając do baranka,
jaka piękna ta pisanka.
Wtem z jajeczka wyszła kurka,
nastroszyła swoje piórka,
teraz biega, głośno krzyczy,
że wesołych świąt życzy!

Hej kochani!
To już kolejne podsumowanie na naszym blogu i jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, mogąc udostępnić Wam następny z naszych wpisów♥ Marzec już dobiegł końca, czas powitać "ciepły" Kwiecień. Mamy nadzieję, że temperatura za oknem i niespodziewane opady śniegu nie zniechęcą waszych wilczych duszyczek do dalszej aktywności. Wszakże wczoraj obchodziliśmy Prima Aprilis, a już niebawem smak Żurku i kiełbaski rozpływać się będą w waszych pyszczkach. Wierzymy, że nie daliście się zwieźć na manowce i bawiliście się na całego. W końcu do watahy świat należy. Przygotujcie się również na nadchodzące święta i mnóstwo kolorowych pisanek <3

A no właśnie, jeśli już mowa o tych kolorowych jajeczkach...
Wiewiórka Wielkanocna odpowiedzialna za dostawę jajek przepadła! Zając z przerażeniem i zniecierpliwieniem odlicza sekundy do świąt. Z nerwów upuścił swoje farby do malowania. Co za bałagan! Czy zdołasz mu pomóc i uratować Wielkanoc, nim upłynie czas? Wbij się w strój detektywa i rusz na poszukiwania. Nie zapomnij oczywiście swojego sprzętu! Więcej o evencie w oddzielnym poście.

Tymczasem przyszła pora na coś również ważnego!
Administracja ze szczerego serca wita w naszych szeregach Pawonę - kremowowłosą piękność o nietypowym podejściu do upodobań, jakimi są rośliny. Oczywiście mowa tu o tych uzależniających, których z pewnością nie jeden wilczek spróbuje. Nie odlećcie tylko za daleko♥ Mamy nadzieję, że Pawona pozostanie na naszym watahowym łonie, jak najdłużej.

Tam, gdzie jest światło, musi również być i cień.
Porwanie członkiń naszej rodziny ~ Poszukiwania trwają! Z wyboru naszej Luny, jej wadery (Pina&Tsumi) zostają - w wyniku porwania przez zmutowane coś - zawieszone i usunięte z zakładki NPC. Ich zniknięcie spędza sen z naszych powiek, ale mamy nadzieję, że w końcu uda się je odnaleźć całe i zdrowe. Jesteśmy świadomi marnych szans, lecz nadzieja dodaje nam sił!

Nastoletni bunt, czyli dorosłość jest tuż tuż! Nowy miesiąc niesie ze sobą niezwykłe zmiany!
Wszystkie szczeniaki zostają postarzone o rok i automatycznie wkraczają w wiek nastoletni! Czas na odkrywanie swoich zdolności i kształcenie charakterów. Niech ścieżka ku dorosłości przyniesie im doświadczenie i wiedzę.

Nim przejdziemy do podsumowania i nowego eventu, pozostała jedna kwestia:
Event Walentynkowy zostaje oficjalnie zakończony! W zabawie wzięło udział 3 członków bloga! Co za tym idzie, wszyscy zdobywają 1 miejsce♥ Dziękujemy za starania i ciężką pracę, jaką włożyliście w ten event. Uczestnicy otrzymali już swoje nagrody i mamy nadzieję, że sprostały ich oczekiwaniom. Oby Event Wielkanocny był również tak aktywny.

OPOWIADANIA I PRACE WALENTYNKOWE
Itami ~ Walentynkowy szał (Pisarski - Dowolony)
Yneryth ~ Walentynkowy szał (Pisarski - Niezrównoważony Kupidyn)
Itachi ~ Walentynkowy szał (Artystyczny)
< PODSUMOWANIE MIESIĄCA ~ MARZEC >
  • Atrehu ~ Napisał 2 opowiadania, w tym 8 Questów (łączonych). Postać zdobyła 30.081 PD i tym samym awansuje na poziom 15 (z 7). Od 15 poziomu otrzymuje również 20% Booster do opowiadań (za 1000 słów) i łącznie 540 pkt do um. Punkty zostały już przydzielone;
  • Noiter ~ Napisał 7 opowiadań, w tym jeden Quest. Nasz rogaty przyjaciel awansuje na 2 poziom! Punkty zostały już przydzielone;
  • Naharys ~ Napisał 6 opowiadań, zdobył 5502 PD i tym sposobem awansuje na 10 poziom. Zyskuje także kolejny 5% Booster do opowiadań i 80 pkt do umiejętności. Punkty umiejętności zostały już przydzielone;
  • Sininen ~ Napisała łącznie 5 opowiadań! Postać awansuje na 3 poziom! Punkty umiejętności zostały już przydzielone;
  • Ereden ~ Napisał 5 opowiadań i awansuje na 2 poziom! Mały diabeł rośnie w siłę! Punkty umiejętności zostały już przydzielone;
  • Yneryth ~ 5 opowiadań, w tym jedno eventowe. Postać awansuje na poziom 6. Punkty umiejętności zostały już przydzielone;
  • Lonya ~ 3 opowiadania. Postać awansuje na poziom 4. Punkty umiejętności są jeszcze do przydzielenia;
  • Itami ~ 1 eventowe opowiadanie, za które otrzymała 800 PD oraz 20 pkt do wszystkich statystyk.
  • Copycat ~ 2 opowiadania;
  • Shori ~ 1 opowiadanie;
  • Niko ~ 1 opowiadanie;
  • Pawona ~ 1 opowiadanie;
< POZOSTALI >
  • Renesmee ~ 0 opowiadań;
  • Dusław ~ 0 opowiadań;
  • Itachi ~ 0 opowiadań. W ramach eventu walentynkowego, za artystyczną pracę, zdobywa 800 PD oraz 40 Pkt do wszystkich statystyk;
  • Nabi ~ 0 opowiadań;
  • Kotori ~ 0 opowiadań;
  • Lawrence Luzige ~ 0 opowiadań;
  • Malum ~ 0 opowiadań;
  • Attano Luzige ~ 0 opowiadań;
  • Deus ~ 0 opowiadań;
< INNI >
  • Itachi & Kotori & Dusław & Nabi wciąż są na wakacjach. Kończą im się środki, dlatego mamy nadzieję na ich szybki powrót♥
  • Lonya nam zachorowała i źle się czuję. W związku z tym jest na zwolnieniu lekarskim. Życzmy jej wszystkiego dobrego i by szybko wróciła do zdrowia♥
  • Renesmee powoli wraca do życia. Jej aktywność na blogu stale wzrasta!
< DODATKOWE INFORMACJE >
  • Na blogu szykują się kolejne zmiany!
  • Mechanika zostanie niedługo w pełni udostępniona.
  • Fabuła przejdzie małą korektę.
  • Żywioł Magmy zgubił się w czasoprzestrzeni, ale z pomocą Alfy, udało się umieścić go w odpowiednim miejscu.
  • Wszystkie szczeniaki zostaną w niedzielę postarzone o rok i przeniesione do zakładki głównej.