Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

środa, 13 kwietnia 2022

Shani
Jeszcze żadne do niej nie przylgnęło

Płeć: Wadera | Wiek: 3 lata | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 4 (1716/3300 PD) | 
Stanowisko: Medyk | Właściciel: [DC] 
Fer#0750
AutorLineart - Eredhys


poniedziałek, 11 kwietnia 2022

Od Yneryth’a c.d Kotori’ego ~ Gość

Na niebie panował mrok. Powietrze było zaskakująco zimne. Las rozjaśniała jedynie łuna księżyca. Biały wilk spacerował, rozglądał się po terenach, które miał patrolować. Las był taki sam jak zwykle, nic ciekawego się nie działo. Zwierzęta były stanowczo ospałe i zmęczone. Yneryth przemierzał las w iluzji. Wilk cenił sobie prywatność i benefity płynące ze swojego kamuflażu oraz możliwości kreowania obrazów. Spacerując w kierunku morza, przypomniał sobie o jednym z wilków, który również powinien teraz patrolować. Szybko doszedł do wniosku, iż może przyspieszyć przeszukiwanie terenu, po czym znaleźć czas na analizę pobratymca. Żółte oczy ujawniły się spomiędzy krzewów. Basior opuścił swoją sztuczkę, aby przyspieszyć patrol. Yneryth wydobył z siebie powietrzę. Tlen i woda oziębiły się pod wpływem talentu. Krople wody zaczęły osiadać na łapach wilka, tworząc wzmocnienie łapy i przedłużenie pazurów. Lodowe szpony wgniotły się w ziemię. Wilk przeciągnął się, spoglądając prosto w niebo. Oczy kierowały się w oczywiste miejsce. W centrum całego obrazu. Księżyc to on był dziś królem niebios. Opuszczając swoją głowę, był już skupiony na celu. Łapy rozpoczęły cwał prosto w kierunku wody. Wilk, biegnąc, wykonywał różne manewry. Przeskakiwał nad obalonymi drzewami, wymijał drzewa, przedzierał się przez krzewy. W pewnym momencie drogę zablokowała duża skała. Z oddali mogło to wyglądać groźnie, Yneryth jednak nie miał myśli, by się zatrzymać. Przed wilkiem wyrosło kilka kamiennych kolców. Wszystkie tworzyły pewnego rodzaju schody. Biały przeskakiwał z jednego na drugi, z gracją wspinając się nad głaz. Udało się, skoczył. Basior przeskoczył nad skałą. Jego skok był jednak uprzedzony trzaskiem. Lodowe wzmocnienie łap, pokruszyło się podczas manewru. Lądując, piasek zaczął się podnosić. Za Yneryth’em ciągnęła się smuga piasku, podążająca za jego ogonem. Wilk przystanął na skraju lasu. Drobinki kwarcu i pyłu zaczęły otaczać i spowijać wilka. Po chwili nie było już nikogo. Obraz znów był wolny od życia. Cisza znów spowiła las.
Yneryth przysiadł tuż za lasem, bieg i ciągłe skupienie, lekko go zmęczyły. Siedział i podziwiał fale rozchodzące się na wodzie. Fale uderzały o brzeg, tworząc bajeczne kształty akumulowanego piasku. Spojrzenie skakało z dołu do góry. Przyroda fascynowała wilka i właśnie to zawsze było jego ostoją. Po krótkiej przerwie zastanowił się, po co właściwie tak się śpieszył. Piękny krajobraz musiał ewidentnie wpłynąć na jego myślenie.
- Aaa no tak Kotori, już pamiętam. Hmm gdzie go znajdę. – Przymrużył lekko oczy z zastanowieniem.
Wilk wstał, nie miał zbytnio pojęcia gdzie może znaleźć, czarnego basiora. Niestety lub i stety nie znał jego zapachu. Zlokalizowanie go nie należało do banalnych. Ruszył więc w celu zlokalizowania wilka.
Po dłuższych poszukiwaniach niż przewidywał Yneryth, udało się znaleźć Kotori’ego. Biały trafił na niego, akurat, gdy tamten przyglądał się śpiącemu łosiowi. Lekki uśmiech pokrył pysk wilka, Kotori nie wyglądał na głodnego, żółtookiemu żal jednak było zwierzyny. Nie czekał ani chwili. Wiedział, że łoś nie jest w stanie mu zagrozić. W razie ostateczności kopytny zostałby spętany skałą, aż by się nie uspokoił.
- Witaj towarzyszu! – Krzyknął zza pleców, mając na celu obudzić łosia.
Kotori błyskawicznie spanikował. Zaczął się rozglądać i poszukiwać rogatego.
- Możesz siedzieć cicho.- Warknął ze zdenerwowaniem.

… (rozmowa we wcześniejszym fragmenci)
Kotori skoczył na Yneryth’a. Oboje wylądowali kawałek dalej. Łoś przebiegł dalej, uciekając od czworonogów. Biały spojrzał tylko, gdzie wylądował. Oboje znajdowali się w jakimś błocie. Żółtooki zdenerwował się, nie chciał jednak zachowywać się jak wilk, który myśli tylko o swoim wyglądzie i jest zadufany w sobie.
- Ooo, ale, że na mój widok od razu chcesz się przytulać. – Powiedział złośliwym tonem, po czym strącił z siebie czarnego. Otrzepał się z błota i spojrzał Kotori’emu w oczy. – Nie musisz mnie bronić, ale dziękuję. To jak mija ci patrol ? – Zapytał tym razem miło.
Czarnemu ewidentnie się to nie spodobało.

Kotori?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 598
Ilość zdobytych PD: 299
Obecny stan: 299

niedziela, 10 kwietnia 2022

Od Belief: Quest XIIII ~ Melodia

"Za nami dom, przed nami świat,
I ścieżki, których nasz znaczy ślad,
Przez cień i mrok, po nocy brzask,
Aż gwiazd na niebie zalśni blask
Mgła i zmierzch,
Chmury i cień,
Rozwieją się...
Rozwieją się... "
Piosenka, którą biała często śpiewała razem z bratem w ich podróżach. Belief siedziała sobie na wzgórzu, z którego widziała rozciągające się ogromne połacie lasów i nuciła pieśń tak bliską jej sercu. Dołączyła do watahy zaledwie kilka dni temu, ale wciąż jeszcze nie znalazła sobie miejsca, ani nikogo o kogo mogłaby się oprzeć lub porozmawiać. Na razie obserwowała zachowania członków stada i stopniowo się klimatyzowała. Jej wnętrze było rozrywane każdego dnia okrutną samotnością. Chciała jak najszybciej to zmienić i znaleźć wśród nowej watahy jak najwięcej przyjaciół, jednak z początku postawiła na samotne zwiedzanie terenów stada. Gdy skończyła swoją codzienną pieśń, spojrzała w dal, a wieczorny wietrzyk delikatnie poruszył jej futrem. Zastrzygła uszami — poczuła nagle czyjąś obecność. Odwróciła się powoli. Jej wzrok zatrzymał się na dziwnej postaci na skraju lasu, nieopodal białej. Robiło już się ciemno, a Bel pomyślała, że to ze zmęczenia coś jej się przywidziało. Wstała, by to sprawdzić i podeszła bliżej ściany drzew, a wtem to małe coś poruszyło się i czmychnęło w zarośla.
- Hej! Zaczekaj! - krzyknęła i kilkoma susami znalazła się między gęstymi drzewami, gdzie było już zdecydowanie dużo ciemniej. Zatrzymała się jak wryta, widząc łunę światła ZA SOBĄ! Obejrzała się ponownie i ujrzała teraz wyraźnie leśną nimfę w blasku jej własnej mocy. Miała kolorowe skrzydła niczym u motyla a ciało dziwne i przypominające człowieka, lecz skórę całkiem zieloną. Unosiła się lekko nad ziemią i nuciła piosenkę Bel, tą samą, którą wilczyca śpiewała wcześniej przy zachodzącym słońcu. Samica oniemiała, nie wiedziała co powiedzieć, a serce zabiło mocniej, kiedy słyszała swą ukochaną pieśń. Gdy nimfa skończyła, nachyliła się nad samicą i szepnęła jej na ucho:
- Nie ty jedyna śpiewasz tę pieśń w tej ćwiartce ziemi — zachichotała i wzbiła się wyżej.
Serce białej znów zabiło:
- Poczekaj! Chcesz powiedzieć, że wiesz, gdzie jest mój brat?
Postać okręciła się wokół własnej osi, wesoło chichocząc i zaczęła się oddalać, aż całkowicie zniknęła. Po tym, jak zniknęła, zadźwięczał w uszach ostatni raz jej szept:
- Musisz tu zostać Bel, On Cię odnajdzie!
Wilczyca stała w bezruchu jeszcze przez kilkanaście minut, zanim pojęła, co się w ogóle stało.
- Niech mnie ktoś uszczypnie, to na pewno mi się śniło. - Potrząsnęła głową i w tym momencie szyszka spadła jej na głowę. Skierowała wzrok ku górze, widząc beztroskie wiewiórki układające się do snu. Zdała sobie sprawę, że jest już całkowicie ciemno. Ruszyła więc w stronę stada bez większego namysłu. Idąc, rozmyślała o tym, co ją spotkało i zastanawiała się nad słowami leśnego duszka. Czy rzeczywiście powinna tutaj zostać i poczekać? „Nie zaszkodzi spróbować”. - pomyślała i podniosła łeb wyżej z zadowoleniem. Gdy doszła na miejsce, skinęła łbem na znak szacunku alfie i ułożyła się do snu. Wciąż jednak miała głowę pełną różnych myśli.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 478
Ilość zdobytych PD: 239
Nagroda za Quest: 150 PD + 3pkt inteligencja 
Obecny stan: 389
Piosenka

Od Itachi'ego c.d Copycat ~ Pierwsze kroki

Oprowadziłem waderę po pięknych terenach watahy, trochę też o nich po opowiadałem, to co wiedziałem. Sam byłem nie długo tutaj, wiec nie miałem dużo do gadania. Ostatnie miejsce, jakie jej pokazałem to Plage Sud, była to plaża na południu terenów watahy, akurat zdążyliśmy na zachód słońca. Przepiękne płomienne niebo zachwyciło moje i mojej towarzyszki oczy. Płonęło niczym feniks, który dopiero odrodził się z popiołu.
- Wybacz, że tak mało dziś mówiłem o terenach, lecz sam je jeszcze poznaje. Oraz nie Lubie dużo mówić. - usiadłęm na ciepłym pisaku i zacząłem przeszukiwać piach w poszukiwaniu kamieni.
- Nie szkodzi. Pokazałeś mi wystarczająco.
Wadera usiadła niedaleko wilka, jednak w bezpiecznej odległości, by mu nie przeszkadzać w poszukiwaniach.
- Tu jest pięknie. - westchnęła z zachwytem, wpatrując się w bezbrzeżną wodę przed nią.
- Wiele tu kamyków przepięknych, historycznych i niezrozumiałych dla innych. Dużo można się tu dowiedzieć.
- Z kamieni możesz się czegoś dowiedzieć? - spytała zdziwiona.
Rozejrzała się dookoła i spostrzegła ładny biały kamyk.
- Ten tu ma jakąś historię? - traciła nosem skałę.
Podszedłem bliżej i przyjrzałem się bliżej kamieniowi. Spojrzałem na waderę i powiedziałem.
- Znalazłaś bardzo ciekawy kamień. - odparłem i wziąłem go do pyska, poszedłem znaleźć większy głaz, gdy znalazłem, rzuciłem białym kamieniem o większy i przyniosłem połówkę waderze. Podałem jej do łapy połówkę skały.
Dopiero po chwili wadera zauważyła, że ma otwarty pysk. Czym prędzej go zamknęła i zaczęła uważnie badać kamyk.
- Skąd to tu się wzięło? To wygląda extra! - powiedziała podekscytowana, merdając ogonem.
- Amonit Peryshinctes, wymarły rodzaj dużych amonitów z rzędu Ammonitida, żyjących w okresie jurajskim- odpowiedziałem, patrząc na kamień. - Juta, która trwała od 201 do 145 milionów lat temu. Można by rzec, że trzymasz 145 milion letni kamień. - spojrzałem jej w oczy. Moje usta niestety nie drgnęły z uśmiechu, gdyż nie umiałem tego robić, lecz w środku byłem tak samo, jak ona podekscytowany.
- Niesamowite…tyle lat, tak mało danych, tyle informacji! - Copy spojrzała na niego z podziwem.
- Skąd tyle wiesz o kamieniach?
- Eh... ja. - odparłam i odwróciłem wzrok. - Zawsze byłem inny niż moje rodzeństwo, oni lubili mordować i szpiegować bądź polować. Ja za to lubiłem samotność, wtedy właśnie zacząłem interesować się skałami i kamieniami, poznałem ich mnóstwo i każdy jest wyjątkowy, może nie dla każdego tak będzie, lecz gdy ty wiesz, że kiedyś był wielki, a koło niego stąpały dinozaury, napawa Cię to zainteresowaniem i szacunkiem do nich. - gdy zauważyłem, jak patrzy na mnie, zasłoniłem twarz łapami ze wstydu.

Copycat?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 521


Od Itachi'ego c.d Itami ~ Poszukiwanie Miejsca

- Jesteście bardzo zżyci. - odparłem do samicy. - Musicie się bardzo lubić. - dodałem.
Wadera zrobiła wielkie oczy i przełknęła ślinę.
- Jak już opowiadałam, pochodzimy z jednej watahy. Atrehu to spoko przyjaciel, co tu dużo gadać?
- Rozumiem. - spojrzałem na swój tył. - za niedługo będę mógł chodzić tak ?
- Minęło zaledwie kilka dni od wypadku. - zaśmiała się wadera. - Niestety, do wiosny możesz zapomnieć o chodzeniu.
- Czy mógłbym, chociaż gdzieś indziej przeczekać to... nie lubię przebywać w pobliżu dużej ilości wilków, a w lecznicy dużo ich tu się szwęda...
- Pewnie. Zawsze możemy przenieść cię do zaciemnionej części lecznicy, jeśli tylko tego chcesz. Chociaż radziłabym, jako medyczka, pozostać w oświetlonej części jaskini. Światło słońca dobrze wpływa na samopoczucie pacjentów, poza tym, nie musisz się wstydzić swojego złamania. Tutaj każdy jest w potrzebie.
Gdyby tylko wiedziała jakie załamania mam... Nie każdy ma takie jak ja. Nie chciałbym w nowym miejscu pokazać od razu swoją ciemną stronę.
Złapałem za swoją sakiewkę i wyciągnąłem z niej kamień, a bardziej naszyjnik z kryształem górskim.
- Dobrze... Postaram się wytrzymać tu. - odparłem z niepokojem w głosie.
- Jeśli nie czujesz się dobrze, przebywając w szerszym gronie wilków, możemy cię przenieść. To jutro rano. Nie dam rady przenieść cię sama, na inne łóżko. Musisz wytrzymać. - Wadera, zerknąwszy z ciekawością na naszyjnik z kryształem, dodała. - To jakaś pamiątka po kimś? Jest bardzo piękny.
- Kamień jest od mojej starszej siostry, a resztę zrobiłem sam. - odparłem. - dzięki niemu czuje jakby była przy mnie.
- Solidny kunszt i piękny. A więc miej go przy sobie, jeśli czujesz się z nim dobrze. Normalnie Lonya, na czas leczenia, okazuje zabezpieczać takie drogie kamienie. Wiesz, w trosce o pacjentów, dbamy o to, aby im czegoś nie skradziono. Dlatego trzymaj go przy sobie, nikomu nie pokazuj, dobrze?
- Dobrze. - odparłem i schowałem do sakiewki.
Jeszcze przez chwile rozmawialiśmy, lecz samica musiała już iść. Pożegnałem ją łapą i miło ułożyłem do spania. Nie wiem, kiedy zasnąłem snem głębokim.

~ 3 miesiące później ~
Wyzdrowiałem, by móc chodzić, lecz dostałem zakaz wspinania się po drzewach. Nie wiedziałem, jak miałbym spać na ziemi znów! Chciałem wrócić do spania na drzewach, lecz wymyśliłem cos, dzięki czemu będę mógł. Zbuduje własny hamak! Prace w szukaniu dobrych materiałów, które mnie utrzymają i moje kosztowności było trudne, lecz nie poddawałem się. W międzyczasie myślałem, czy może nie lepiej platformę, by móc mieć miejsce na rzeczy i na spanie. Wiele pomysłów mało czasu. Ah! Zapomniałbym, musiałem się jakoś odwdzięczyć Lonyi oraz Itami za opiekę i leczenie. Poszedłem na poszukiwanie wspaniałych kryształów. Znalazłem opuszczoną jaskinię, wydawała się być głęboka. Stworzyłem swojego klona, który poszedł po grzybki z substancją fluorescencyjną. Mój klon trzymał je w pysku, a ja szedłem za nim, rozglądając się dookoła, szukając kryształów. Lonya miała złociste oczy, więc wybrałem odpowiedni kryształ do jej oczu, za to Itami miała błękitne niczym morska bryza.
Znalazłem po parunastu minutach. Widziałem, że mój klon dłużej się nie utrzyma, więc wziąłem od niego grzyby i odesłałem go. Ruszyłem do wyjścia. Wyplułem grzyby, miały dziwny ohydny posmak.
Poszedłem nad morze, by opłukać kamienie w wodzie i od razu oszlifować je trochę, lecz nie za bardzo by pozostawiły piękny wygląd. Wykombinowałem skórę, by zrobić łańcuszek i ozdobienia. Ruszyłem w stronę lecznicy. Niestety zastałem tam tylko Lonye, więc wręczyłem jej naszyjnik i podziękowałem za opiekę. Ruszyłem przed siebie, nie wiedziałem, gdzie była Itami. Poczułem znajomy zapach, byłem w okolicy jaskini Atrehu. Chciałem się spytać, czy nie widział Itami, lecz zanim się wyłoniłem, zza krzaków usłyszałem głos samicy. Zakradłem się po cichu do krzaków i przez nie zobaczyłem, jak całuje się z Atheru. Postanowiłem wrócić do Lonyi i spytać się, czy by nie przekazała ode mnie prezentu z podziękowaniem dla Itami, gdyż nie mogłem jej znaleźć.
Wadera zgodziła się go wziąć.
Ja poszedłem smętnym krokiem, jak zawsze nad morze, usiadłem daleko od wody i zacząłem szukać kamyki i układać je na kupkach, każde inne. Jedne to bursztyny, drugie to skamieliny, a trzecie zwykłe kamyki. Była jeszcze czwarta kupka z kamykami o niezwykłych barwach.

Itami?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 650
Ilość zdobytych PD: 325
Obecny stan: 325

sobota, 9 kwietnia 2022

Belief
Bel lub Belka

Płeć: Wadera | Wiek: 4 lata | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 7 (400/3600 PD) | 
Stanowisko: Posłaniec/Sanitariusz | Właściciel: [DC] JennaPL#0754
AutorLineart - AREOT, Postać - Moja(JennaPL=jenna1xd)


piątek, 8 kwietnia 2022

Od Kotori'ego c.d Yneryth'a ~ Gość

Po tym, co usłyszałem, gotowało się w moich żyłach, czułem wściekłość, lecz wiedziałem jedno, nie warto było zużywać pazurów na takiego kogoś. Kompletnie olałem, co wilk powiedział i poszedłem w swoją stronę. Postanowiłem czuwać przy najniebezpieczniejszych terenach watahy, by nie spotykać owego osobnika. Musiałem się jakoś najpierw uspokoić usiadłem nad jeziorem.
~~
Gdy nastała noc postanowiłem przyszykować się do patrolu. Zjadłem pożywne jedzenie i się napiłem. Po chwili zacząłem ćwiczenia na rozciąganie. Gotowy byłem pół godziny przed czasem, ruszyłem do Alfy, by spytać się, jak mam patrolować. Niestety wiedziałem, z kim będę to robił, dlatego zacząłem od końca, by nie spotkać owego typa. Ruszyłem w stronę Vallée Sombre. Była cisza i spokój jak na noc przystało. Nagle po moim grzbiecie przeszły ciarki, gdy usłyszałem, jak sowa pohukuje. Ruszyłem więc szybkim truchtem, by być na miejscu. Sprawdziłem tylko zapach podłoża czy nikt obcy nie przechodził tędy. Nagle zauważyłem, jak śpi łoś. Nie chciałem mieć kłopotów z jego strony, wiec po cichu się oddalałem. Pech chciał, że Yneryth mnie znalazł.
- Witaj towarzyszu ! - krzyknął
Zatkałem m natychmiast pysk i sprawdziłem, czy łoś się obudził. Co mnie zszokowało to, że nie było go już w tamtym miejscu. W panice zacząłem się rozglądać.
- Możesz siedzieć cicho. - warknąłem zdenerwowany.
- Wyluzuj, szukałem Cię, bo nie patrolowałeś, tak jak mieliśmy. - odparł.
- Wiem, gdyż nie chciałem na Ciebie wpaść, jesteś jak wrzód na dupie. - mruknąłem pod nosem.
- O jak miło haha. - zaśmiał się.
Ja dalej rozglądając się i próbując wywęszyć zwierzynę, lecz na nic.
- Co ty taki spięty. - zapytał.
- Spojrzałem na niego. - wzdychnąłem ciężko i zacząłem. - tam był Łoś, który spał, a ty go obudziłeś. Nie jestem pewny czy odszedł, czy nie. - dodałem.
Nagle zza pleców wilka z krzaków wyleciał Łoś. Szybko zareagowałem i odrzuciłem siebie i znajomego na bok przed szarżującym stworzeniem.

Yneryth ? Krótkie niestety :c

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 293
Ilość zdobytych PD: 146
Obecny stan: 146