Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

środa, 27 lipca 2022

Adgur (NPC)
Dla przyjaciół Góra.

Płeć: Basior | Wiek: 7 lat | Rasa: Wilk | 
Ranga: Gamma Stanowisko: Strateg

Właściciel: Luna34#4667   

Letho (NPC)
Dla przyjaciół Toto.

Płeć: Basior | Wiek: 7 lat | Rasa: Wilk | 
Ranga: Beta Stanowisko: Zastępca dowódcy wojsk

Właściciel: Luna34#4667   

wtorek, 26 lipca 2022

Od Belief c.d. Yneryth’a [Cz. 16] ~ Biel rozjaśniająca ciemność


- PODKŁAD

Samica miała wrażenie, jakby szczęka zdrętwiała jej z emocji. Była w potrzasku, zupełnie bezradna. Kiedy samiec szedł w stronę Biesa, krzyczała, ale jej krzyk był stłumiony przez tajemniczą roślinność na tyle, iż basior nie mógł jej słyszeć, a jedyne co dobywało się do jego uszu, było jakby cicha muzyka utkana jej barwą głosu. Jednak Basior miał teraz ważniejsze problemy. Biała rzucała całym swoim ciałem o ściany nory, ale nic to nie dawało. Musiała czekać, choć trzęsła się cała i nie potrafiła sobie z tym poradzić. Nie mogła sobie wybaczyć tego, że nie może mu pomóc. Patrzyła uważnie na walkę, jednym okiem przez niewielką szparkę. Szczeknęła z emocji, gdy ujrzała, jak martwe ciało bestii spada wprost na Ynerytha. Podniosła się znów i przebierając niecierpliwie łapami, odkryła, że korzenie zaczęły się poruszać. ~ W końcu!~ Pomyślała i natychmiast, prześlizgnęła się pomiędzy nimi. Doskoczywszy do bestii, natychmiast łapała ją za różne fragmenty ciała, próbując za wszelką cenę wydobyć przyjaciela. Tak, Belief uważała go w tym momencie już nie za zwykłego kolegę, ale za przyjaciela, bo mógł przecież zostawić ją i odejść, prawda?
Chciała teraz ona go uratować, bo ciało było zdecydowanie zbyt ciężkie. Szarpiąc jedną z kończyn biesa, usłyszała cichy szept, a zaraz potem chichot. Podniosła głowę i rozejrzała się, jednak chichot przerodził się znów w ciszę. Wokoło latały tylko świetliki, które oświetlały wnętrze jaskini. Dopiero teraz biała dostrzegła, w jak pięknym miejscu się znajduje. Nie miała jednak teraz czasu na podziwianie uroków, więc krzyknęła.
- Kimkolwiek jesteś, chodź i pomóż mi! - krzyknęła, lecz nie uzyskała odpowiedzi. - Pomóż mi, proszę.... - szepnęła, niemalże jakby zaraz miała się rozpłakać. W głębokiej ciszy jaskini usłyszała jedynie cichuteńki szelest ptasich skrzydeł. Kiedy poczuła, jak pierwsza łza pociekła jej po policzku, spojrzała w górę i zobaczyła ptasi wzrok skierowany w jej stronę. Otarła łapą łzę, którą uroniła w swojej beznadziejnej sytuacji, sytuacji, w której nie potrafiła mu pomóc, choć z całego serca tego pragnęła.
- Potrafisz! - usłyszała głos, jakby gdzieś w głębi siebie, ale zarazem miała wrażenie, jakby przemówił do niej ptak. Przyjrzała mu się badawczo. Był to wielki czarny kruk, na oko samiec o wieloletnim stażu.
- Potrafię co? - szepnęła, nie będąc do końca pewna czy gada z ptakiem, czy sama ze sobą. Jednocześnie przypomniała sobie, jak pilnowała Ynerytha, po walce z Biesem.
~ On też gadał ze sobą, może ja też już oszalałam? ~ Pomyślała.
- Nie, nie oszalałaś.
Wyprostowała się. Nawet jeśli z kimś gadała, to w jaki sposób ten ktoś słyszał, o czym ona myśli! Tego było zbyt wiele.
- Kim jesteś? Czego chcesz?
- Pomóc Ci.
- To dlaczego nie pomagasz?
- Ależ pomagam złotko!
Wilczyca spojrzała na ciało biesa, które ani drgnęło. Usiadła.
- Ale tam jest mój przyjaciel! - krzyknęła do kruka z wyrzutami. - dlaczego nie pomożesz mi go podnieść? - kruk w odpowiedzi przekrzywił głowę na bok, a z jego dzioba wydobyło się jedynie wstrętne "KRAAA" Po tym zaraz wzbił się w powietrze, okrążył ciało stwora kilkakrotnie, po czym wylądował na grzbiecie Biesa i zakrakał znów paskudnie.
Wilczyca warknęła i wyskoczyła w stronę kruka, a on bawił się nią do woli, bowiem chciał z niej coś wykrzesać. W końcu, gdy białą zmęczyło uganianie się za krukiem, westchnęła i usiadła tyłem do Biesa. Miała dość tego miejsca. Spojrzała na miejsce skąd przyszli z samcem. Miała ochotę stąd wyjść, ale zaraz, co ona powie alphie? Jak spojrzy w oczy Naharysowi i innym członkom watahy. Zmroziło ją i sparaliżowało, przecież nie zrobi tego i nie wyjdzie sobie stąd tak po prostu! Nawet gdyby wyszła, pewnie po chwili by wróciła. Może on jeszcze żyje! Zastrzygła uchem, bowiem usłyszała coś, odwróciła się z uśmiechem.
-Yn?! - Odpowiedzi nie dostała, ale nabrała nowej nadziei i porządnego kopniaka z zakresu pewności siebie. Okrążyła bestię kilkakrotnie, badając uważnie każdy szczegół, po czym znów zaczęła szarpać się z jego kończynami oraz krukiem. W końcu wskoczyła na kamień nieopodal i z góry przyjrzała się wszystkiemu jeszcze raz. Rozejrzała się po jaskini i zaczęła intensywnie myśleć i wyobrażać sobie w głowie, rzeczy niemożliwe. To było jak jakiś rodzaj matematyki, każdy milimetr przesunięcia się jej oczu symbolizował kolejne działania matematyczne. Teraz naprawdę o niczym innym nie pragnęła tak mocno, jak o tym, by uwolnić samca, który miała nadzieję, że przeżył.
I nagle stało się, świetliki zawirowały w kole nad biesem. Ziemia delikatnie zadrżała, kamienie zaczęły zsuwać się i spadać, uderzając o kamienną podłogę, a z ziemi zaczęły wydobywać się korzenie, te same, które więziły wcześniej Biesa, te same, które uwięziły Belief, co nieco ją przestraszyło, jednak parła i patrzyła nadal z zapartym tchem. Korzenie zaczęły oplatać się o kończyny biesa, finalnie podnosząc go do góry, a gdy już potwór całkowicie unosił się nad ziemią, świetliki znów latały wokoło niego, tworząc jakby barierę. Kruk odezwał się raz jeszcze, swoim zadziornym "KRAA". Siedział ciągle wczepiony w grzbiet Biesa. I nagle, zupełnie niespodziewanie, dziobnął go i dokładnie w tej sekundzie rozbłysło się niesamowite światło, oświetlające całą grotę na biało. BIEL ROZJAŚNIAJĄCA CIEMNOŚĆ, po czym znów ciemność jaskini powróciła.
- Yneryth! - Biała jak tylko mogła, od razu zeskoczyła w dół i spojrzała w miejsce, gdzie leżał bies, okazało się, że pod ciałem był niewielki dołek skalny, w którym przez cały czas leżał samiec. Oddychał, ale nie był przytomny ze względu na czas, w którym to znajdował się bez powietrza, w więzieniu swojej ofiary.
- Brawo ! - usłyszała znów ten sam dziwny głos w głowie, a zaraz po tym czarny kruk zleciał na dół i wylądował na grzbiecie Ynerytha. Warknęła.
- Powstrzymaj ząbki złotko. Jestem duchem lasu, winnaś mnie szanować.

Skuliła się nieco, patrzyła wprost na zwykłego ptaka, który śmiał twierdzić, iż jest Panem lasów i kniei. Wierzyła w ducha lasu, ale jak go już spotkała, miała wrażenie, jakby ktoś robił sobie z niej żarty. Duch dostrzegł jej zwątpienie, po czym rozpostarł skrzydła, uniósł się magicznie bez ich użycia w powietrze i przematerializował się w postać właściwą. Teraz wyglądał dokładnie tak, jak uczono ją za młodu, dokładnie tak jak we wszystkich starych legendach. Przybrał bowiem kształt białego jelenia, z długą bródką i bardzo dostojną postawą.
- Belief, zdałaś dzisiaj egzamin.
Samica przekrzywiła badawczo głowę, nie rozumiejąc nic a nic, z tego, co mówił duch.
- Stałaś się Panią Natury, córką lasu, która czuje i rozumie las, jego potrzeby, a także jego pradawną siłę.
- Ale ja nic nie zrobiłam. - szepnęła ponownie, czując duży stres.
- Uwolniłaś przyjaciela, ja jedynie pomogłem Ci, wpaść na ten pomysł.
- Ja? Ale... nie rozumiem.
- Zrozumiesz wkrótce moja miła, zrozumiesz wszystko. - jego głos zdałby się zanikać, a postać jego jakby oddalała się. - Teraz musisz zaopiekować się swym towarzyszem, ponieważ bardzo dużo zrobił dla lasu, jest bohaterem, który pomógł pozbyć się złego ducha, zagrażającego tutejszej harmonii. I nagle zniknął, a Belief poczuła, że zrobiło jej się niedobrze i słabo. Upadła.

Jakby przez sen ze zmrużonymi oczami widziała jak potężny potwór, bierze ją i Ynerytha w łapska i niesie przez las. Kroki jego były tak płynne, że kołysały ją wręcz do snu, którego tak bardzo potrzebowała.
Obudziła się, zerwała na równe nogi, był świt, który delikatnie zaglądał do jej norki. Wyszła z zadowoleniem i spojrzała na lecznicze jezioro rozpościerające się nieopodal. Rozprostowała kości i pobiegła napić się wody, przyniosła do nory miskę z połowy kokosu, wypełnioną ziołami i gdy wchodziła, zamarła. Nie była sama. Rozejrzała się powoli, położyła miskę i zatopiła się w myślach. Długo spała i wydawało jej się, że o tym wszystkim śniła, tymczasem to wcale nie był sen. Yneryth leżał na posłaniu, jakie wcześniej miała przygotowane dla potencjalnych pacjentów. Była wyspana i pełna energii, dlatego od razu zabrała się do pracy, pobiegła po zioła i nieco materiałów na gąbkę. Wróciła z koszem wypełnionym po brzegi i od razu zabrała się za swoje sanitariuszkowe zadania. Obmyła rany z krwi, piachu i błota, a potem opatrzyła je i nałożyła kilka ziół. Wilk spał w najlepsze, więc miała pełne pole do popisu. Później, gdy skończyła, opatrzyła własną ranę, która piekła niemiłosiernie. Usztywniła sobie łapę i udo, po czym spojrzała na samca, nie bardzo wiedząc, co dalej powinna robić. Położyła się więc i czekała aż Yn obudzi się. Nie czekała zbyt długo, ocknął się jeszcze tego samego dnia. Nie bardzo wiedział gdzie, jest ani co się stało, jedyne co wiedział to fakt, że był spragniony, toteż bez zastanowienia sięgnął językiem do miseczki z wodą. Gdy ugasił pragnienie, zaczęli rozmawiać.
- Co tu robię? - samiec wstał, zatrzymał się przy wyjściu, obok Bel i wyjrzał na zewnątrz.
- Nie uwierzysz Yn, ale pokonałeś Biesa, a potem Duch lasu pomógł nam się wydostać, niósł nas przez las ogromny leśny stwór, wyglądał, jakby był żywym dębem, albo innym drzewem. - samica mówiła to z takim przekonaniem, że zdawało się, że może i faktycznie tak było, tylko że wilkowi wydawało się to jednak wciąż irracjonalne.

- I przyniósł mnie tutaj? - z lekkim powątpiewaniem spytał Yneryth, patrząc teraz na wilczycę.
- Dokładnie tak. - speszyła się nieco samica. - Jeśli Ci to przeszkadza, to ja Cię nie trzymam, ja tylko... - zawiesiła się na moment, nie wiedziała, co właściwie chciałaby, żeby usłyszał. Bała się, że palnie coś głupiego i wilk nie będzie już chciał z nią rozmawiać, a i tak ta cała historia brzmiała już wystarczająco dziwacznie. - ja tylko opatrzyłam Ci rany i pilnowałam, byś doszedł do siebie, to wszystko. - zdawało się, że samica posmutniała na moment. Z jednej strony cieszyła się z pierwszego pacjenta, z drugiej wciąż była podekscytowana wydarzeniami, jakie ich spotkały, z trzeciej strony, nadal była w szoku, że duch lasu powiedział, że zdała jakiś niezrozumiały egzamin, a z czwartej nie chciała wyjść na namolną idiotkę, przy którego samcu naprawdę i szczerze polubiła.
- Dziękuję. - skwitował basior, na co samica bezzwłocznie odpowiedziała.
- To ja dziękuję. Mogłeś mnie tam zostawić, wtedy w tej grocie, a jednak zrobiłeś to, zabiłeś biesa po raz drugi. - Kiedy wypowiedziała słowo "Bies" świecidełka w jaskini, które podtrzymywały jasność, lekko przymrużały. Wilki spojrzały po sobie ciekawsko, ale szybko zignorowały ten fakt, a przynajmniej Belief, po czym kontynuowała. - za co jestem Ci wdzięczna. Duch lasu również jest Ci wdzięczny, nazwał Cię nawet bohaterem lasu.
- Rozmawiałaś z nim? Widziałaś go?
- Tak, wyglądał zupełnie tak jak w legendach.
Samiec miał mieszane uczucia, z jednej strony chciał w to wszystko uwierzyć, ale z drugiej strony niedane było mu to zobaczyć, więc miał pewną trudność. Rozumiał jednak, że może Belief odkrywa właśnie swoje moce i być może w jej mocy jest widzenie takich istot jak duch lasu, zresztą, może dlatego duch przemówił do samca, właśnie poprzez jej ciało. Spojrzał jeszcze raz na wylot jej nory. Wyszedł, ona wyszła za nim, ciekawa, co też zrobi. Basior patrzył na rozciągające się przed nim w pewnej odległości duże jezioro Lac de Cristal i góry rozciągające się zaraz za nim. Wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze ze świstem, analizując krok po kroku w głowie wydarzenie ostatnich dwóch dni, które niemalże całe przypadkiem spędził z czarnouchą.

Yneryth? Co zrobisz dalej?

PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 1758
Ilość zdobytych PD: 879 PD (44 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 923

od Sininen cd Eredena~ "Tam, gdzie opadnie bitewny pył"

Jedną z umiejętności, które w stopniu niemal dominującym opanowała ze szczenięcych lat, była ta, że wadera miała nadzwyczaj wyczulony słuch, jeśli nie nad wyraz rozwinięty. Dawało to jej dodatkowe punkty przewagi w codziennym funkcjonowaniu i na pewno byłoby to jeszcze lepsze na polu walki. A jednak nie dawała po sobie tego poznać, więc bardzo łatwo można zostać ogłupionym. Pozwalało jej to utrzymywać przewagę i nie dać się zaskoczyć. Nie zmieniało to faktu, ze wewnętrznie była spięta w trakcie picia wody i jednocześnie czując na sobie jego wzrok. Zdawała sobie sprawę, że obserwuje ją od jakiegoś czasu od poranka i już ileś tam dni, jednak nigdy nie dawała mu do zrozumienia, że wie o tym. Nie było to jednak nic w stylu ukazania jej wyższości nad nim, jeśli tak czytelniku możesz odebrać. To był bardziej lęk przed tym, co mógłby zrobić. Tak, twoje podejrzenia są poprawne — Nen nigdy nie przyjęła do wiadomości całą tę przemianę basiora związanego więzami krwi, to mogły być nawet niejako urojenia na zasadzie uśpienia czujności i ponownego zaatakowania. Najwyraźniej miała tak spaczoną przez niego psychikę, że nie szło tego obrócić. Wydawała się nie dawać wiary w zmianę na lepsze, jakby jedno wydarzenie nie mogłoby w takiej sile odbić się na kimś. Cóż za hipokryzja z jej strony.Ciągłe utrzymywanie zajętej głowy pozwalało jej nie myśleć o pewnych kwestiach, które tak zażarcie usiłowała odepchnąć z aktualnie poruszanych od małego, przez co zwyczajnie popadała w pracoholizm i głowa rodziny dawała jej znać, subtelnie proponując zwolnienie tempa lub zrobienie sobie przerwy w działaniu. Z kolei starsza siostra dobitnie dopominała się o zrównoważone tempo pełnionej byle pracy czy treningu przez najmłodszą, ponieważ „zapracuje się na śmierć i co z tego będzie”, jak to nie raz potrafiła powiedzieć. Wadera o elektryzujących oczach potrzebowała czuć się po prostu przydatna i potrzebna, nie wahając się podjęcia kroków, które w imieniu dobra ogółu mogłyby osłabić daną jednostkę.
I co z tego miała? Jej rozpaczliwe chęci poczucia się niezbędną w watasze i w domu skutkowały tym, że w zasadzie wszyscy uważali ją za niezmiernie oziębłą i bezduszną wilczycę, pozbawioną wszelkich ciepłych uczuć czy też mimiki. Nie była głupia czy ślepa — doskonale zdawała sobie sprawę, jak mogła raczej na pewno być odbierana w oczach reszty członków i, co gorsze, niejako w domu rodzinnym również. Mimo głównych starań starszej siostry gasła nadzieja na ocieplenie wizerunku młodszej, nawet w postaci wspólnych babskich wypadów z innymi waderami. A właśnie Sininen tego chciała, tej akceptacji z uznawaniem jej za waderę, a nie chodzącą bryłę lodu. Niestety, najwyraźniej nikt nie był w stanie dostrzec tego, że ta widoczna lodowata twierdza była tak naprawdę sejfem, który zaciekle bronił prawdziwego oblicza Sininen jako tą bardzo wrażliwą, dokładną kontynuacją jej za szczeniaka. Jednak z biegiem czasu tak mocno usiłowała sprawiać wrażenie twardej, że zgubiła klucz do własnego serca i nie potrafiła go w pojedynkę otworzyć, tym samym pozbawiając się do własnej prawdy. Chociaż próbowała i potrzebowała pomocy, każdorazową odrzucała ze strachu na odkrycie, że nie jest taka, na jaką próbuje udawać na każdym zakręcie w funkcjonowaniu. Ot, taki paradoks.

Jednak wróćmy do jego sprawy. W zasadzie już dawno usłyszała od starszej siostry podczas którejś nocy z cichych rozmów między nimi, że w jedynym basiorze pośród całej ich trójki zaszły zmiany przez chorobę i próbuje zaskarbić sobie na uzyskanie przebaczenia za wszelkie swoje przewinienia. Sininen na spokojnie założyła, że nawet sama Chmureczka nie dawała temu wiary na samym początku, ich opiekun za szczenięcych lat pewnie także. Mimo to najstarsza z rodzeństwa czasem wspominała o tym najmłodszej, jak gdyby chciała wpłynąć na jej opinię o nim. Tymczasem nie mówiła jej, że sam nie odważył się z pierwszym krokiem ku niej.
„Powinnaś dać mu szansę” - taki był milczący przekaz Shori, który zawsze wisiał w powietrzu podczas rozmów, gdzie pojawiała się jego persona. Za każdym razem Sininen milczała w oczekiwaniu na zmianę tematu, co również zauważała starsza. Zawsze wtedy wzdychała cicho i faktycznie zaczynała mówić o czymś innym. Ojciec rzadziej niby przypadkiem też wtrącał jakieś informacje o swoim synu podczas samotnych spacerów z córką lub podczas treningów. Zupełnie jakby nie byli świadom tego, co się działo w jego wykonaniu. Postawa Shori zresztą wydawała się najbardziej być nie na miejscu — sama tak wiele razy oberwała psychicznie od niego w obronie młodszej, a teraz próbowała delikatnie zachęcić ją do samego przemyślenia nad wybaczeniem mu? Zresztą, to nie była sprawa Sininen czy starsza w ogóle mu wybaczy, czy też nie, zamierzała uszanować każdą jej decyzję pod tym względem. Tymczasem ona? To akurat śmieszna sprawa: dopóki nie odważy się sam osobiście poruszyć tego tematu, w ogóle nie zamierzała myśleć nad tym. Ten wredny głosik z tyłu jej głowy uwielbiał drwić z jedynego męskiego potomka ich ojca nad jego tchórzostwem, gdyż tylko do niej jeszcze nie poczynił żadnego kroku. Lubował się w tym jego zachowaniu, smakował brak odwagi, napawając się faktem, że nie był absolutnie w stanie zebrać się i przezwyciężyć te emocje. Dobry, sadystyczny byt.

*

- Dosyć na dziś. Zapamiętajcie dzisiejszą sesję treningową i wyciągnijcie z niej wnioski do samodoskonalenia się — ogłosił Naharys po skończonym treningu jak największej liczby członków z części militarnej watahy, którzy okazali się być dostępni. Ereden wraz z kilkoma wilkami nie dało rady się zjawić z powodu innych zajęć pełnionych obowiązków. Tymczasem z obecnymi prowadził mieszane walki z wyłączeniem użytkowania zdolności magicznych. Mówiąc kolokwialnie, było widać w jego oczach dumę z córki, która zwyczajnie dała radę pokonać każdego poza nim samym.
Nen otarła kropelki śliny z kącików ust podczas normowania oddechu, kosmiczny ogon delikatnie podrygiwał w związku z tymi emocjami. Nawet nie zwróciła uwagi na, to kiedy stała się silniejsza w bezskrzydłej formie, czego dowodem było spranie niemal wszystkich obecnych. Swoją drogą, była ciekawa na obecnie osiągnięty poziom w przypadku walki w prawdziwej formie, być może kiedyś się odważy pojawić tak na grupowych zajęciach. Tymczasem niemal słyszała myśli części wilków odnośnie do jej, że niby jest strategiem i należy do powietrznego zwiadu "a tu taki koks". Ich zaskoczenie musiało być ogromne z uwagi na to, iż pierwszy raz mogli zobaczyć ją w akcji i to grupowej.
- Świetna robota — pochwalił ją ojciec, kiedy zostali sami po odejściu reszty. - Nawet nie wiesz, z jaką radością oglądałem twój pogrom.
- Ciebie nie pokonałam — powiedziała swoim cichym głosem.
- Nie, ale byłaś na dobrej drodze. Zauważyłaś, jak długo tym razem walczyliśmy? Gdybyśmy dzierżyli te same gabaryty albo mocno zbliżone, czułbym się zagrożony i całkiem prawdopodobnie bym przegrał. Ale wiesz co? Z uwagi na twoje rozmiary i obecne umiejętności, jesteś już trudnym przeciwnikiem. - Uważnie przedstawił jej swoje spostrzeżenia.
- Urosnąć, już nie urosnę — podsumowała. - Jeszcze nie jestem dość silna.
- Nie jesteś dość silna? Córuś, zdajesz sobie sprawę, co tu zrobiłaś? W zasadzie zniszczyłaś wszystkich obecnych zmilitaryzowanych członków watahy. Mogę się założyć, że z nieobecnymi postąpiłabyś tak samo. Stałaś się potworem w walkach — dodał z czułością.
- Mówisz to jako komplement, ale w ustach starszej siostry zawsze brzmi to, jak strach — zauważyła, po czym delikatnie się uśmiechnęła na usłyszenie śmiechu ojca.
- Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak zawsze bała się ćwiczyć z tobą starcia i to się nie zmieni. Nie zmienia to faktu, że jestem z ciebie bardzo dumny z dzisiaj. Jesteś strategiem, ale okazałaś się być znacznie lepsza niż wojownicy czy paladyni. Boję się myśleć, jakby to wyglądało, gdybyś jednak poszła w karierę wojaka — dodał żartobliwie i delikatnie położył łapę na jej barku. Udało mu się usłyszeć od niej ciche parsknięcie.
- Wciąż mi daleko — powiedziała po chwili.
- Jestem dumny z twojego myślenia o cały czas szkoleniu się, ale pamiętaj Sini, już jesteś świetna. Musisz też odpoczywać. Chodź, wróćmy na kolację.
- Kiedy ja nie cierpię leniuchować. Zawsze muszę coś robić — odparła cicho już podczas wspólnego kierowania się do domu.
- To się nazywa pracoholizm — zażartował ojciec, którego sierść zaczynała przybierać ciemniejsze barwy w związku ze znikaniem słońca z linii horyzontu. - W końcu znajdę ci jakieś zajęcie, które cię odpręży, a mnie uspokoi.
- Powodzenia — sama zażartowała kilka metrów przed wejściem do jaskini rodziny.
Shori przywitała ich z radością i od razu zapytała o przebieg zajęć. Ereden też był w środku, jednak on tkwił po uszy w materiałach od ich ciotki i w zasadzie nie było możliwości kontaktowania się z nim, ojciec trafił na żelazną ścianę oporu. Najwyraźniej w genach jego dzieci leżała kwestia, że nie było mowy o nawiązaniu z nimi kontaktu podczas głębokiego pogrążenia się w myślach bądź nauce.
- Naprawdę? Wszystkich, poza tobą tato? - Najstarsza wręcz nie mogła uwierzyć w to, co miało miejsce na terenie ćwiczebnym i co w dodatku przegapiła. Ojciec pokiwał głową podczas przeżuwania swojego kawałka.
"Nie jestem dość dobra. Nic nie straciłaś" - chciałaby rzec, ale powstrzymała się, gdyż mogłoby to zostać odebrane jako żebranie o atencję, czego nienawidziła. Dlatego pozostawała cicha, skupiając się na jedzeniu i jedynie myślała nad chłodnymi okładami na swoje zdobyte siniaki czy drobne rany.
- I tak sobie pomyślałem, by cała wasza trójka spróbowała się zmierzyć ze sobą bez użycia magii — dodał Naharys.
Shori zadławiła się kawałkiem mięsa na usłyszenie tego. Po otrzymaniu pomocy w postaci energicznego poklepywania przez Sininen rzuciła ojcu spojrzenie pełnego czystego terroru.
- Mowy nie ma! Nie, nigdy, zapomnij!- Zaraz zaczęła wymachiwać łapami. - Co ty mi tak podle życzysz?
Udała płacz, ale zaraz się roześmiała.
- Tato, kocham cię, ale nie ma bata, żebym się z nimi zmierzyła, a co dopiero z tobą. Jak już Sini łoiła mi tyłek już na samym początku, teraz chcesz mnie pozbawić resztek nadziei o własne zdolności samoobrony? Po tym, jak dziś zmiotła wszystkich poza tobą?
- Nie mów tak, jakbym była, jakimś nie wiadomo jakim trudnym przeciwnikiem — wtrąciła cicho ciemna młodsza wadera, nie chcąc przy tym zaniżać samooceny siostry. - Sama masz spory potencjał, jedynie za każdym razem walczysz mechanicznymi sztywnymi ruchami, jak utartym schematem. Siostro, jestem pewna, że jak nauczysz się wyswobodzenia z tego, sama będziesz ciężkim orzechem do zgryzienia.
- Twoja siostra ma rację — wtrącił Naharys. - To twój największy problem, ale spodziewam się, że dasz radę się przełamać przez niego. Potrzebujesz czasu i odpowiednich kroków do osiągnięcia tego celu. Dlatego walczenie przeciwko różnym wilkom, a nie przeciw tylko jednego cały czas, jest tak ważne. Z tego powodu uważam, że jeśli będziesz miała wolny dzień, zorganizowałbym ponownie dzisiejsze mieszane starcia, to daje większe pole widzenia manewru sposobu radzenia sobie w różnych sytuacjach przez inne wilki i zbieranie doświadczenia.
- Zresztą, jedynymi zasadami było zakaz używania magii i jedynie dążenie do znokautowania przeciwnika, bez niebezpiecznego ranienia — dodała cicho najmłodsza z rodziny.
- Naprawdę? Tylko to? - Zapytała się bez przekonania starsza z sióstr.
- Gdyby było inaczej, Sininen miałaby poważne rany na ciele niż spore siniaki i otarcia — potwierdził Naharys.
- Zawsze możesz na razie tylko obserwować, jeżeli na razie nie chcesz brać udziału — dodała bezskrzydła wadera.
- Zastanowię się. - Powiedziała z wahaniem, by zaraz dodać z całą pewnością w kierunku Sininen. - Ale z tobą nie chcę walczyć. Daj mi zachować resztki godności.
- Ale przecież może akurat uda ci się mnie trafić — powiedziała, chcąc ją pocieszyć, co spotkało się z jękiem Chmureczki.
- Niedługo wrócę — powiedziała, wstając ciemna po skończonym posiłku. W oczach ojca zabłysnęło pytanie, czy chodziło jej o schłodzenie tych większych siniaków, co potwierdziła kiwnięciem głowy. W chwili wychodzenia z pieczary usłyszała, że pewien ktoś w końcu wygrzebał się z notatek i dotarło do niego powrót ojca, jednak nie usłyszała tego. Nen już truchtała do swojego sprawdzonego kąta, gdzie od razu weszła w średniej głębokości rzekę o wyjątkowo spokojniejszym nurcie, który jednak dalej był żwawy. Chłodna woda obmyła jej nieco obolałe ciało, które dopiero zaczynało doskwierać, gdy momentalnie poczuła ból przeszywający jej wnętrze. Momentalnie wyrzuciło ją do oryginalnej formy i poczęła gwałtownie wymiotować krwią wprost do rzeki, skrzydła ciężko jej opadły w koryto, pysk również pogrążył się w cieczy. Dopiero po zakończeniu wyrzucania z siebie płynów, udało się jej wygrzebać na brzeg i tam opaść, żeby z trudem oddychać, po tym, co właśnie miało miejsce. Poczuła się tak momentalnie wypompowana, że wiedziała o jutrzejszym nie zmienianiu wyglądu na nabyty, akurat mogła spędzić ten czas we własnych zwojach.
Nawet nie wiedziała, że to dopiero początek zachodzących w niej procesów.

*

Nie była nawet pewna, kiedy ani jak dotarła do jaskini, gdyż świadomość zawitała do niej dopiero następnego dnia, bezpośrednio przed śniadaniem. Podniosła głowę i przetarła sobie ślepia, co wykorzystał Naharys na podejście do córki.
- Miło widzieć na twój głęboki sen — powiedział z uśmiechem. Miał rację, to nie wydarzało się często, raczej ekstremalnie sporadycznie, na tyle, że mogła policzyć na jednej łapie ile razy spała tak mocno. - Dziś praca w domu?
- Tak — wstała w celu przeciągnięcia się. Ojciec zauważył zależność powrotu do normalnego wyglądu ze skrzydłami u córki, która w takie dni nie zamierzała wychodzić do innych wilków. Zupełnie jakby dalej się wstydziła, jaka naprawdę była i wolała się ukrywać z tą prawdą przed resztą.
- To do wieczora! - Nim się zorientowała, Shori już opuściła ich jaskinię w celu objęcia swojej warty. Nen była aż pod wrażeniem prędkości siostry, którą potrafiła osiągnąć przy wybieraniu się do swoich obowiązków. Że też nie widzi, że to byłaby świetna karta przetargowa w przypadku wdrożenia tej szybkości przy ćwiczeniach walki, ponieważ mało kiedy używała tej zdolności, przynajmniej w przypadku ćwiczenia z Sininen.
Nim się zorientowała, ojciec również wyszedł z jaskini, tym samym pozostawiając dwójkę rodzonego rodzeństwa w środku. Nie zamierzała poddać się niespokojnym myślom na ten temat, dlatego jednym skrzydłem przysunęła swoje niezbędniki do samodoskonalenia, a drugim wygładziła część z piaskiem, na której robiła prowizoryczne rysunki, żeby od razu pogrążyć się w nauce przy zachowaniu skrytej czujności przed Eredenem po drugiej stronie jaskini, który sam wydawał się pogrążony we własnym studiowaniu informacji.

Ereden?

PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 2213 
Ilość zdobytych PD: 1105 + 20% (221 PD) za długość powyżej 2000 słów 
Obecny stan: 1326 PD

Od Yneryth’a c.d. Eowiny ~ Zagubienie

- Witaj, czemu się tak przyglądasz?
- Witaj, niedawno tu dołączyłam. – Po chwili zastanowienia kontynuowała. – Poznaje społeczeństwo, do którego dołączyłam.
- Po szybkich przemyśleniach kontynuowała swoje, punktowo zadawane pytania. – Ciekawe, że poznajesz społeczeństwo z ukrycia i z odległości. Jesteś czujką, czy raczej preferujesz skrytobójstwo? – Odruchowo już przechylając głowę, w jeden z boków.
- Spojrzała na samca ze spokojem. - Zanim zaatakujesz, poznaj najsłabsze strony przeciwnika. - Jej wzrok nabrał wymowności. Jednak nie wiele ją interesowało, jak zostanie to zinterpretowane. - Zanim zacznę się integrować, wolałam najpierw przekonać z kim mam do czynienia. - Zamiotła leniwie ogonem ściółkę.
- Nieugięcie. – Zauważyłaś coś ciekawego? – Patrząc pusto w oczy wadery.
- Nic, co by wychodziło poza normy uznane przez większość społeczności. - Wzruszyła barkami. - Przynajmniej na razie. - Dodała, po czym przeniosła wzrok z powrotem na watahę.
- Zależy, o jakiej społeczności mówimy. Tak czy siak, chciałabyś podzielić się swoim imieniem? – Wstał i zasłonił resztę wędrującego stada.
- Eowina. - Krótko, zwięźle i na temat. - A co ty możesz o niej powiedzieć? - Wywnioskowała z rozmowy, że wilk jest jednym z członków watahy.
- Hmm, że za bardzo skupiłaś się na grupie, przegapiłaś kilka ciekawych rzeczy, chyba że norma oznacza dla ciebie coś innego. – Lekko wątpi we własne zdanie, z powodu braku relacji z innymi wilkami, lecz nie okazuje tego na swoim pysku. – Muszę przyznać, że masz ciekawe imię.
- Co masz na myśli? Jak możesz sprecyzować. - Spojrzała się znowu na wilka, podnosząc jedną brew. - Dziękuję. A jak brzmi twoje? - Teraz to na jej pysku zaczęły przejawiać się oznaki zainteresowania.
- Mam na myśli, że z takiej odległości nie zdołasz zauważyć wszystkich szczegółów. Na pewno mniej ciekawie niżeli twoje, moje imię to Yneryth. – Przedstawiając się, zniknął pod piaskową iluzją, by móc przenieść się, w mniej obserwowane miejsce. Chwilę, później pojawia się znów obok wadery.
- Ale również można zdobyć pewne informacje. - Powiedziała pewna swoich racji. - A tam, imię jak imię. - Powiedziała nonszalancko. - Miło poznać. - Kiwnęła w jego stronę łbem.
Widząc, iż wadera nie reaguje w ten sam, dość nudny dla samca sposób, zaciekawił się. Ta interakcja była dla niego, bardziej jak jakiegoś chorego typu zabawa. Yneryth ostatecznie widząc brak większego zaciekawienia, wobec jego osoby, lekko był zadziwiony. Nie spodziewał się takiej reakcji, a tym bardziej nie był na to gotowy. Wiedząc, że to on musiałby ciągnąć rozmowę, zaczął lekko się denerwować. Ostatecznie biały musiał postawić na swoim w jakikolwiek sposób. Wstał i ruszył równolegle z watahą. Nie chciał dać szansy, aby dać się znaleźć, lecz tego wymagała dana sytuacja. Nie do końca chciał znów ją spotkać, z drugiej strony ciekawość ciągnęła go do niej, jak ćmę do światła. Żółtooki wyjątkowo nie wiedział nic, co go interesowało. Pustka informacyjna była dla niego lekko niepokojąca. Decyzje dotyczącej nowej zostawi tak, jak zwykle temu, na co zawsze może liczyć. Los na razie jeszcze go nie zawiódł. Odchodząc, nic nie odpowiedział.

Eowina?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 454
Ilość zdobytych PD: 227
Obecny stan: 1449

niedziela, 24 lipca 2022

Od Mystic do Naharys'a ~ Sen

- Co będziemy robić? – zapytałem mały ja moją mamę. Prowadziła mnie ona do lasu. Pamiętam ten dzień.
- Zobaczysz kochanie – odpowiedziała mi wtedy. Wiem gdzie i po co szliśmy. Tylko nie mam bladego pojęcia, dlaczego ten dzień mi się śni? Zupełnie jakbym oglądał film. Wszystko się odtwarza.
Wreszcie dotarliśmy na rozległą polanę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, po co mama mnie tu przyprowadziła.
– Rozejrzyj się. Widzisz coś? – Spytała.
Zerknąłem na polanę. Coś ruszyło się w krzakach. Skupiłem wzrok i zobaczyłem małego króliczka. Uśmiechnąłem się.
- Małego puszystego królika. - rzekłem.
- Tak. Brawo. – Pochwaliła mnie mama – No dobrze. Wiesz, co będziemy dzisiaj robić? – „Tak” chciałem powiedzieć, ale z mojego gardła nic się nie wydobyło, więc pokręciłem głową.
- Będziemy pracować nad twoją moc. – uśmiechnęła się.
- Nareszcie! – Wykrzyknąłem i pobiegłem do króliczka. – Cześć mały. Co tam? – Spytałem, ale mi nie odpowiedział. - może nie lubisz, jak się Ciebie nazywa mały? No dobrze, wielkoludzie – mrugnąłem do niego, ale królik nadal nic nie mówił. Przestąpiłem z łapy na łapę. – Powiedz choćby słówko. – poprosiłem. Zero reakcji. Podeszła mama.
- Kochanie, co ty robisz? – Spytała. – Przecież z kolacją się nie rozmawia! Twoja moc nie umożliwia Ci rozmawiania ze zwierzętami. Będziemy pracować z roślinami.
Wtedy sen zmienił się w koszmar. Królik przemienił się w wilka, który zamordował mamę. Mama zaczęła skomleć. Nagle cała scena akcji się zmieniła. To Wszystko przypomniało mi, że straciłem rodziców. I wtedy mama przemieniła się w innego wilka i rzuciła na mnie. Błysnęły zęby. Szczeknąłem.

***
Obudziłem się cały spocony. Zdałem sobie sprawę, że przez sen przebierałem łapami, Bo teraz mnie mocno bolały. Postanowiłem przewietrzyć łeb. Wybiegłem z jaskini w stronę lasu. Dziś była pełnia. Pewnie jeszcze miesiąc temu bym się cieszył, lecz teraz przypomina mi się bolesna prawda. Nie mam już nikogo. Dawniej, moja wataha miała taki zwyczaj. Kiedy była pełnia, wszyscy wyli do księżyca w pełni, a potem okrążaliśmy nasz teren. Co prawda, trochę czasu to zajmowało, bo nasz teren był spory, ale taka była tradycja Wilków Księżyca. Więc teraz także zawyłem. W moim wyciu można było wyczuć pretensje do świata, niewytłumaczalny gniew, dlaczego los spowodował, że straciłem całą rodzinę?! Potem puściłem się truchtem.
Obiegłem dużą część lasu. Potem znów się położyłem, ale tym razem leżałem pod gołym niebem. Co prawda było zimno, ale gwiazdy w pewien sposób goiły moje rany.
Leżałem może pół godziny, a później usłyszałem szelest.
Zastygłem w bezruchu. Zastrzygłem uszami. Skorzystałem ze swojej mocy. Wsłuchałem się i skupiłem swoje zmysły. Niedaleko mnie coś większego, ktoś albo coś się zbliżało. I to z dużą prędkością. Za 3... 2... 1... Duża postać wilka wyłoniła się zza połaci drzew. Był czarna jak noc i kształtem przypominał... Nie, to nie może być on. ON był biały, a jednak...
- Naharys? – Spytałem niepewnie.
- Mystic! – Zawołał Naharys – Co ty tu robisz? Nie powinieneś być w jaskini?
- No więc...Eee, ja? – Plątały mi się słowa. Nie podobało mi się to. Zupełnie jakbym zrobił coś złego. A nie zrobiłem!
- Jasne, że ty. A kto inny? – rzekł.
- No tak... ja tu robię, eh. ~ Powiedzieć mu? Weź się w garść!
- Kiedy jeszcze żyła moja wataha zawsze, gdy pojawiał się księżyc, wyliśmy do niego, a później szliśmy na spacer. – palnąłem zmieszany
- Ah, nie wiedziałem. - Powiedział łagodnie Naharys. – Dobrze, rozumiem.
- Mogę się Ciebie coś spytać? – rzekłem.
- Jasne, śmiało – Uśmiechnął się.
- Dlaczego jesteś czarny? – zapytałem, a Naharys'owi uśmiech zszedł z pyska. - I co tu robisz? – dociekałem - Powiedz...
Naharys?

PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 550
Ilość zdobytych PD: 275 PD
Obecny stan: 275 PD

piątek, 22 lipca 2022

Od Yneryth’a c.d. Hattie ~ Wschód Słońca

- Nie zastanawiał się. – Hmm z tego, co wiem, o ile nie masz żadnych złowieszczych planów, powinno się udać. Z reguły raczej większość zostaję tu na dłużej, ale nie przekonasz się, dopóki nie spróbujesz. – Samiec, wychodząc z jeziora, otrzepał się z wody. – Skoro chcesz tu zostać, powinniśmy się udać do alfy.
Yneryth stanął na brzegu grzbietem skierowanym ku wodzie. Stojąc w bez ruchu, czekał, aż wadera również opuści wodę. Chwilę się zamyślił, niestety, ale nie pozbędzie się problemu związanego z odwiedzeniem centrum watahy. W głowie powoli układał sobie dalszy plan postępowania. Na szczęście większość, którą powinien przedstawić, już wypowiedział. Myśli białego, niczym bumerang odbiły się od granicy świadomości. Lekko się obrócił i zobaczył koło siebie, gotową już do drogi waderę.
- To, jak ruszamy? – Zapytała z podekscytowaniem Hattie.
Pomimo ładnie wybarwionych spojówek basior nieugięcie był sobą. Bez słowa odpowiedzi, ruszył do przodu, w kierunku jaskini Renesmee. Po chwili odpowiedział.
- Niestety nie mamy innego wyjścia, musimy się udać właśnie tam. – Lekko przymknął oczy.
Oboje szli przez znajome dla basiora tereny. Samiec znał okolice jak własną sierść, nie było tu dla niego zagadek. Hattie szła jednak równo za nim, wciąż się rozglądając i obserwując pobliskie otoczenie.

*
Wilki były już prawie w centrum. Kłopotów jednak nie było końca. Basior skrycie liczył, że uda się im przemknąć niezauważonymi. Zadanie to było jednak nie wykonywalne, bez dodatkowej pomocy. Gdyby nie to, że nowa szła tuż za nim. Yneryth pewnie schowałby się pod iluzją i wędrował niespostrzeżony. Myśl o tym, by od razu otwierać swoje karty, przed nowo poznaną wilczycą, zniechęciła go do wzniecenia piasku. Tak jak przewidział, po drodze napotkali kilka członków, z aktywnym trybem porankowym. Żółtookiego i Hattie nie ominęło spotkanie z Noiter’em, jak i Naharysem. Ten pierwszy był żywo zaciekawiony, nowo przybyłą waderą. Chwilę szedł razem z nimi, zadając różne pytania. Rogaczowi udało się wydobyć imię nieznajomej i na tym musiał skończyć, gdyż przypomniał sobie, o czymś, co powinien zrobić. Yneryth’owi od razu ulżyło, gdy zobaczył ściany tej jaskini. Przysiadł na dwóch łapach, naprzeciw wejścia, spoglądając w głąb ciemnej dziury.
- Tam znajdziesz, odpowiedzi na swoje pytania.
Widząc, iż Hattie weszła do jaskini, od razu schował się pod swoją iluzją. Przez chwilę, przez głowę przeszedł mu pomysł, by również wejść do jaskini. Z jego przypuszczeń, pod iluzją byłby nie zauważony, szczególnie z tą ilością światła, która tam występuje. Powstrzymał się jednak, do końca nie będąc pewien, co potrafi alfa. Obszedł się smakiem i czkał na odpowiedni moment. Wiedział, że głupio byłoby zostawić ją na pastwę stada. Nawet jemu samemu, nie do końca by się to nie spodobało. Położył się na trawie, czekając na rozwinięcie sprawy. Może decyzja Renesmee go dziś zaskoczy i będzie musiał dopilnować, aby Hattie już nigdy tu nie trafiła z powrotem. Zmarszczył jednak pysk, wiedząc, że na 99% to się nie wydarzy. A gdybania i marzenia czas pozostawić na inne, jego zdaniem lepsze czasy.

Hattie?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 473
Ilość zdobytych PD: 236
Obecny stan: 1222