Obudziłam się raczej wczesnym rankiem. Mroźny wiatr przejechał po moim futrze. Wyszłam z małej jaskini, którą znalazłam parę dni temu. Musiałam się ruszyć, bo jeszcze trochę i łapy by mi zamarzły. Podniosłam uszy i zaczęłam nasłuchiwać otoczenia. Było raczej spokojnie, trochę dalej usłyszałam kroki czegoś większego — być może jeleń albo sarna i szum wody. Wstałam, przeciągnęłam się i mocno ziewnęłam. Nie miałam szansy upolować tak wielkiego zwierza, a akurat zaczęło burczeć mi w brzuchu. Zaczęłam wąchać w poszukiwaniu jakichś malin albo ziół, które zmniejszają apetyt. Ruszyłam powoli, kierując się głównie zapachem. Z każdą sekundą czułam, jak robiłam się coraz bardziej głodna. Miałam nadzieję, że niedługo moje poszukiwania się skończą, że znajdę kogoś, kto będzie mógł zapewnić mi nowy dom. Czy brzmi to samolubnie? Raczej wolę myśleć o tym, że ja pomogę w sprawach zielarskich, a ktoś zaoferuje mi na przykład królicze mięso. Chociaż przebywanie tylko z naturą ma swoje plusy. Zawsze jest tak cicho, słychać przyjemne dźwięki środowiska i nikt nie kłapie mi nad głową, co powinnam, a czego nie powinnam robić.
W pewnym momencie poczułam, że zbliżyłam się do wody. Zniżyłam łeb i się napiłam. Woda była zimna, ale pomogło na poranne suche gardło. Skupiłam się i usłyszałam niedaleko siebie parę ryb. Oblizałam się. "To moja szansa na śniadanie." Przeszło mi przez myśli. Chociaż łowy nigdy nie były moją najlepszą stroną, to ostatnie tygodnie wyraźnie pokazały, że muszę chociaż trochę się tego nauczyć. Przybrałam pozycję łowną i zaczęłam skradać się wzdłuż brzegu. Drgnęło mi prawe ucho i rzuciłam się do wody. Przeszły mnie dreszcze. "Ta woda naprawdę jest zimna!" Udało mi się jednak jakimś cudem złapać jedną z ryb. Bardzo się wyrywała, więc szybko wyszłam na brzeg, aby przypadkiem mi nie uciekła.
– Nie wierzę, że się udało – powiedziałam do siebie, gdy odłożyłam rybę na ziemię.
Otrzepałam się z resztek wody i zabrałam za jedzenie. Nie chciałam więcej odpoczywać, więc zaczęłam dalej maszerować. Szkoda, że nie mogłam podziwiać przyrody, jak normalny wilk, ale las, w którym przebywałam, był wypełniony tyloma zapachami i jak wcześniej wspomniałam — te dźwięki są wspaniałe. Lekko się uśmiechnęłam.
Szłam już trochę czasu i znowu spragniona doszłam chyba do strumyku. Napiłam się wody i usłyszałam szmery z jakiejś odległości. Zaraz po tym poczułam obcego wilka. Drgnęłam uchem i usiadłam nad brzegiem rzeki. Nie było sensu uciekać, bo mógł to być członek jakiejś watahy. Czekałam, aż się do mnie zbliży.
Ktoś? :3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 392
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
sobota, 9 października 2021
piątek, 8 października 2021
Nowa para w watasze
Kochani członkowie,
Mam zaszczyt ogłosić, że w naszej watasze pojawiła się druga para. Są nimi Bai Lang oraz Tarou. Tym samym są pierwszą homoseksualną parą w watasze. Mam nadzieję, że coraz częściej będę mogła wstawiać posty z tak przyjemnymi ogłoszeniami ^^
Gorące gratulacje dla kolejnej pary!
Mam zaszczyt ogłosić, że w naszej watasze pojawiła się druga para. Są nimi Bai Lang oraz Tarou. Tym samym są pierwszą homoseksualną parą w watasze. Mam nadzieję, że coraz częściej będę mogła wstawiać posty z tak przyjemnymi ogłoszeniami ^^
Gorące gratulacje dla kolejnej pary!
Od Tarou c.d Bai Langa ~ Los naszym panem
Tarou spoglądał na Bai Langa i przetwarzał w myślach jego słowa. Nie był początkowo pewny, czy aby na pewno dobrze zrozumiał ich znaczenie. Jednak widok zawstydzonego przyjaciela i atmosfera, jaka zapanowała wokół nich, przekonały go o tym, że to naprawdę się dzieje. Serce zabiło szybciej, powodując również trudności z wypowiedzeniem tego, co leży na duszy. Wziął głęboki wdech i wydech, by się nieco uspokoić. Podszedł do kremowego basiora i stanął tuż przy nim. Pochylił głowę do przodu i złożył uszy.
- Bai... Ja... - zaczął, lecz poczuł, że jego głos drga od nerwów. - Ja też cię lubię... Bardziej niż przyjaciela... - wyznał. Kremowy samiec spojrzał niepewnie w jego kierunku. Między nimi można było poczuć aurę niepewności. Tak jakby każdy z nich bał się, że jednym słowem może przegonić drugiego. Bynajmniej tak odczuwał sytuację Tarou. Serce ciągle biło jak szalone. Nocne odgłosy dodawały chwili nieco magii, choć sama w sobie była magiczna. Przez chwilę Tarou wpatrywał się w złote oczy Bai'a. Zawsze widział w nich dobroć i delikatność. Teraz dostrzegał także obawę, ale było to w stu procentach zrozumiałe. W końcu medyk zebrał się w sobie.
- Bai... Już od dłuższego czasu nad wszystkim rozmyślałem... Wiem, że to dosyć... niespotykane... Sam nie byłem wszystkiego pewien, ale teraz już jestem pewny. - odparł i przystopował na chwilę, by nie zasypać zielarza toną słów. Zbliżył się bardziej, tak że prawie stykali się nosami. Uszy medyka ciągle zdradzały jego niepewność, jego obawę. - Zakochałem się w tobie Bai... - wyznał i przysiadł przed nim. Dostrzegał zaskoczenie u zielarza. Rozumiał je w całości. Spojrzał prosto w jego oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- Chcę cię o coś zapytać... Zważywszy na sytuację, w jakiej obaj jesteśmy... na to, co przed chwilą miało miejsce... - zaczął, ale w pewnym momencie zrozumiał, że zbyt wszystko przeciąga. Dlatego zebrał się w sobie całkowicie, odtrącił lęk i niepewność. Nie pozwolił im zdominować swoich uczuć. - Zostaniesz moim partnerem Bai? - spytał, a serce już dawno biło mu w gardle. Bai Lang milczał, niestety medyk mógł się jedynie domyślać z jakiego powodu. Może nie chciał, by to wszystko działo się tak szybko? Może chciał jeszcze poczekać? Podobne myśli krążyły po głowie starszego. Po chwili kremowy samiec niepewnie skinął głową. Następnie uśmiechnął się.
- T-tak. - odparł. Tarou poczuł ulgę i narastającą w nim radość. Wstał i przytulił już nie swojego przyjaciela, a ukochaną osobę, która nadała mu nowy sens życia. Gdy nieco się cofnęli, Tarou polizał partnera po nosie.
- Jestem najszczęśliwszym basiorem na świecie. - wyznał. Oczy Langa zdawały się błyszczeć w świetle gwiazd. Powodowało to u starszego niezwykły zachwyt jego pięknem i sama całą osobą. Od dawna wiedział, że nie spotka drugiego takiego wilka jak Bai Lang. Tylko on zdawał mu się tak wyjątkowy. Dopiero z czasem Tarou, który nigdy wcześniej nie miał styczności z miłością, zrozumiał, że uczucia względem kremowego basiora nie oznaczały tylko przyjaźni, a narodziła się między nimi miłość. Teraz gdy wiedział, że nie tylko on to czuł, wiedział, że gotów jest oddać za Bai Langa życie. Tarou otarł swój pysk, o pyszczek partnera. Ku jego zaskoczeniu, Bai wykonał podobny ruch. Serce znów biło jak szalone, a myśli pozostały chaotyczne, lecz wszystkie krążyły wokół jednej osoby, jaką był Bai Lang.
- Może już powoli wracajmy? - zaproponował medyk, choć prawda była taka, że wolał już na zawsze pozostać w tym pięknym miejscu u boku Langa. Młodszy zgodził się i razem ruszyli w drogę powrotną. Gdy dotarli do jaskini Hanako, wszyscy domownicy już spali. Dlatego cicho położyli się na swoich legowiskach. Rankiem, gdy tylko świt zagościł w jaskini, wszyscy zaczęli wstawać. Tarou wiedział, że muszą razem z Bai Langiem ruszyć wcześniej, by przejść jak najwięcej drogi. Hanako ciągle wokół nich krążyła i wypytywała, czy aby na pewno wszystko ze sobą wzięli. Tao ciągle upewniał ją, że mają wszystko, co niezbędne. W pewnym momencie, gdy Hanako odeszła na moment do Guree, medyk podszedł do kremowego samca.
- Zanim odejdziemy, powinniśmy im powiedzieć. - szepnął. Bai nieco się zaskoczył, ale niepewnie przytaknął skinieniem głowy. W tym momencie był w oczach medyka niezwykle uroczy. Tarou szturchnął go bokiem, by nieco go ośmielić, następnie wykonał typowe chrząknięcie, aby zwrócić na siebie uwagę. Dwoje wilków spojrzało w ich kierunku z uśmiechami. Tarou zerknął na Bai'a, a następnie z uśmiechem przysiadł. Podobnie uczynił kremowy samiec, a zaraz, zanim zbliżyli się Hanako i Guree, by także przysiąść przed nimi.
- Ciociu, wujku. Chciałbym wam o czymś powiedzieć. - zaczął Tarou. Może i brzmiał na pewnego siebie, ale w duszy czuł się tak, jakby miał zaraz zemdleć.
- Słuchamy cię kochanie. - odpowiedziała Hanako z zachęcającym uśmiechem. Widocznie wyczuła niepewność medyka, co tak naprawdę ani trochę go nie zdziwiło. Przywyknął do tego, że wadera zdawała się mieć coś na wzór szóstego zmysłu.
- Ja i Bai Lang... od wczoraj jesteśmy... - odparł, lecz niedane mu było skończyć, ponieważ Hanako rzuciła się na niego w celu przytulenia go. Równie szybko znalazła się przy kremowym basiorze.
- Tak się cieszę! Moje kochane słoneczka! Ja wiedziałam, że jesteście sobie pisanie! - zaczęła radośnie wołać i skakać wokół basiorów. Guree uśmiechnął się i spojrzał na medyka oraz zielarza.
- Gratuluję wam. - odparł.
- Oboje wam gratulujemy!- dodała szybko Hanako. - Wiedziała, że tak będzie! Ja ci to kochanie mówiłam. - zwróciła się do białego samca, który z rozbawieniem spoglądał na swoją partnerkę. - Już się nie mogę doczekać waszej kolejnej wizyty! - zawołała i migiem znalazła się przy zielarzu.
- Kiedy zamierzacie wrócić? Ponieważ jeszcze nas odwiedzicie, prawda? Musicie! Mamy tak wiele do opowiedzenia! Będziesz się opiekował naszym Tao, prawda? Chociaż mam nadzieję, że i on otoczy cię opieką. Moje dwa małe skowronki. A będziecie planować pociechy? Wiadomo, że raczej waszych się niestety nie doczekam, ale może uda wam się jakieś przygarnąć? Chciałabym już je poznać. Będziecie wspaniałą parą! Widzę przed wami świetlaną przyszłość! - wadera zdawała się mówić wszystko na jednym wdechu. Biedny Lang został jej "ofiarą", a Tarou wraz z Guree siedzieli z boku, starając się nie roześmiać z danej sytuacji. Jednak w końcu samiec wstał i postanowił wesprzeć swojego partnera. Usiadł zaraz obok niego i uśmiechał się ciepło, a następnie oparł głowę o jego bok. Czuł się szczęśliwy, ponieważ poczuł, że w końcu jego życie jest w stu procentach kompletne. Pewnie, gdyby nie jego nieśmiałość, wykrzyczałby całemu światu, że jest najszczęśliwszy i zakochany. W pewnym momencie przez głowę przebiegła mu myśl. Jak na to wszystko zareagowałby jego ojciec Shi? Sam przecież wcześniej miał partnera, ale po rozstaniu poznał matkę skrzydlatego samca i wiadomo, co się potem stało. Możliwe jest, że uczucia tak szybko gasną?
- Bai... Ja... - zaczął, lecz poczuł, że jego głos drga od nerwów. - Ja też cię lubię... Bardziej niż przyjaciela... - wyznał. Kremowy samiec spojrzał niepewnie w jego kierunku. Między nimi można było poczuć aurę niepewności. Tak jakby każdy z nich bał się, że jednym słowem może przegonić drugiego. Bynajmniej tak odczuwał sytuację Tarou. Serce ciągle biło jak szalone. Nocne odgłosy dodawały chwili nieco magii, choć sama w sobie była magiczna. Przez chwilę Tarou wpatrywał się w złote oczy Bai'a. Zawsze widział w nich dobroć i delikatność. Teraz dostrzegał także obawę, ale było to w stu procentach zrozumiałe. W końcu medyk zebrał się w sobie.
- Bai... Już od dłuższego czasu nad wszystkim rozmyślałem... Wiem, że to dosyć... niespotykane... Sam nie byłem wszystkiego pewien, ale teraz już jestem pewny. - odparł i przystopował na chwilę, by nie zasypać zielarza toną słów. Zbliżył się bardziej, tak że prawie stykali się nosami. Uszy medyka ciągle zdradzały jego niepewność, jego obawę. - Zakochałem się w tobie Bai... - wyznał i przysiadł przed nim. Dostrzegał zaskoczenie u zielarza. Rozumiał je w całości. Spojrzał prosto w jego oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- Chcę cię o coś zapytać... Zważywszy na sytuację, w jakiej obaj jesteśmy... na to, co przed chwilą miało miejsce... - zaczął, ale w pewnym momencie zrozumiał, że zbyt wszystko przeciąga. Dlatego zebrał się w sobie całkowicie, odtrącił lęk i niepewność. Nie pozwolił im zdominować swoich uczuć. - Zostaniesz moim partnerem Bai? - spytał, a serce już dawno biło mu w gardle. Bai Lang milczał, niestety medyk mógł się jedynie domyślać z jakiego powodu. Może nie chciał, by to wszystko działo się tak szybko? Może chciał jeszcze poczekać? Podobne myśli krążyły po głowie starszego. Po chwili kremowy samiec niepewnie skinął głową. Następnie uśmiechnął się.
- T-tak. - odparł. Tarou poczuł ulgę i narastającą w nim radość. Wstał i przytulił już nie swojego przyjaciela, a ukochaną osobę, która nadała mu nowy sens życia. Gdy nieco się cofnęli, Tarou polizał partnera po nosie.
- Jestem najszczęśliwszym basiorem na świecie. - wyznał. Oczy Langa zdawały się błyszczeć w świetle gwiazd. Powodowało to u starszego niezwykły zachwyt jego pięknem i sama całą osobą. Od dawna wiedział, że nie spotka drugiego takiego wilka jak Bai Lang. Tylko on zdawał mu się tak wyjątkowy. Dopiero z czasem Tarou, który nigdy wcześniej nie miał styczności z miłością, zrozumiał, że uczucia względem kremowego basiora nie oznaczały tylko przyjaźni, a narodziła się między nimi miłość. Teraz gdy wiedział, że nie tylko on to czuł, wiedział, że gotów jest oddać za Bai Langa życie. Tarou otarł swój pysk, o pyszczek partnera. Ku jego zaskoczeniu, Bai wykonał podobny ruch. Serce znów biło jak szalone, a myśli pozostały chaotyczne, lecz wszystkie krążyły wokół jednej osoby, jaką był Bai Lang.
- Może już powoli wracajmy? - zaproponował medyk, choć prawda była taka, że wolał już na zawsze pozostać w tym pięknym miejscu u boku Langa. Młodszy zgodził się i razem ruszyli w drogę powrotną. Gdy dotarli do jaskini Hanako, wszyscy domownicy już spali. Dlatego cicho położyli się na swoich legowiskach. Rankiem, gdy tylko świt zagościł w jaskini, wszyscy zaczęli wstawać. Tarou wiedział, że muszą razem z Bai Langiem ruszyć wcześniej, by przejść jak najwięcej drogi. Hanako ciągle wokół nich krążyła i wypytywała, czy aby na pewno wszystko ze sobą wzięli. Tao ciągle upewniał ją, że mają wszystko, co niezbędne. W pewnym momencie, gdy Hanako odeszła na moment do Guree, medyk podszedł do kremowego samca.
- Zanim odejdziemy, powinniśmy im powiedzieć. - szepnął. Bai nieco się zaskoczył, ale niepewnie przytaknął skinieniem głowy. W tym momencie był w oczach medyka niezwykle uroczy. Tarou szturchnął go bokiem, by nieco go ośmielić, następnie wykonał typowe chrząknięcie, aby zwrócić na siebie uwagę. Dwoje wilków spojrzało w ich kierunku z uśmiechami. Tarou zerknął na Bai'a, a następnie z uśmiechem przysiadł. Podobnie uczynił kremowy samiec, a zaraz, zanim zbliżyli się Hanako i Guree, by także przysiąść przed nimi.
- Ciociu, wujku. Chciałbym wam o czymś powiedzieć. - zaczął Tarou. Może i brzmiał na pewnego siebie, ale w duszy czuł się tak, jakby miał zaraz zemdleć.
- Słuchamy cię kochanie. - odpowiedziała Hanako z zachęcającym uśmiechem. Widocznie wyczuła niepewność medyka, co tak naprawdę ani trochę go nie zdziwiło. Przywyknął do tego, że wadera zdawała się mieć coś na wzór szóstego zmysłu.
- Ja i Bai Lang... od wczoraj jesteśmy... - odparł, lecz niedane mu było skończyć, ponieważ Hanako rzuciła się na niego w celu przytulenia go. Równie szybko znalazła się przy kremowym basiorze.
- Tak się cieszę! Moje kochane słoneczka! Ja wiedziałam, że jesteście sobie pisanie! - zaczęła radośnie wołać i skakać wokół basiorów. Guree uśmiechnął się i spojrzał na medyka oraz zielarza.
- Gratuluję wam. - odparł.
- Oboje wam gratulujemy!- dodała szybko Hanako. - Wiedziała, że tak będzie! Ja ci to kochanie mówiłam. - zwróciła się do białego samca, który z rozbawieniem spoglądał na swoją partnerkę. - Już się nie mogę doczekać waszej kolejnej wizyty! - zawołała i migiem znalazła się przy zielarzu.
- Kiedy zamierzacie wrócić? Ponieważ jeszcze nas odwiedzicie, prawda? Musicie! Mamy tak wiele do opowiedzenia! Będziesz się opiekował naszym Tao, prawda? Chociaż mam nadzieję, że i on otoczy cię opieką. Moje dwa małe skowronki. A będziecie planować pociechy? Wiadomo, że raczej waszych się niestety nie doczekam, ale może uda wam się jakieś przygarnąć? Chciałabym już je poznać. Będziecie wspaniałą parą! Widzę przed wami świetlaną przyszłość! - wadera zdawała się mówić wszystko na jednym wdechu. Biedny Lang został jej "ofiarą", a Tarou wraz z Guree siedzieli z boku, starając się nie roześmiać z danej sytuacji. Jednak w końcu samiec wstał i postanowił wesprzeć swojego partnera. Usiadł zaraz obok niego i uśmiechał się ciepło, a następnie oparł głowę o jego bok. Czuł się szczęśliwy, ponieważ poczuł, że w końcu jego życie jest w stu procentach kompletne. Pewnie, gdyby nie jego nieśmiałość, wykrzyczałby całemu światu, że jest najszczęśliwszy i zakochany. W pewnym momencie przez głowę przebiegła mu myśl. Jak na to wszystko zareagowałby jego ojciec Shi? Sam przecież wcześniej miał partnera, ale po rozstaniu poznał matkę skrzydlatego samca i wiadomo, co się potem stało. Możliwe jest, że uczucia tak szybko gasną?
Bai? <3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1056
Ilość zdobytych PD: 528 + 5% (26 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 906
czwartek, 7 października 2021
Od Lonyi c.d Naharys'a ~ Zakute łby
Chrys rozpoczął nasz śmiertelny taniec pierwszy. Jak na basiora przystało za punkt honoru, objął sobie prowadzenie tego duetu. Pazury cięły powietrze, świszcząc blisko mojego pyska. Na swój sposób brzmiało to, jak rytm muzyki, który wyznaczał mi kroki. - unik w lewo, jeszcze raz, teraz prawo, obrót i ponownie unik w lewo. Przez swoje gabaryty, nie miałam większej szansy w bezpośrednim starciu z tak doświadczonym i osobnikiem rozmiarami przewyższającego przeciętnego przedstawiciela wilkowatych. Obrałam, więc za taktykę zmęczenie go i wypatrzenie słabego punktu, by wykorzystać go w najlepszej chwili. Wirowałam z gracją wokół złotego basiora, co jakiś czas sprzedając mu bat jednym z czterech ogonów.
- Widzę, co próbujesz zrobić. Nie zmęczysz mnie, mieszańcu! - Chrys łypnął na mnie z boku, zlizując nadmiar krwi nadal spływającej po moim ugryzieniu.
- Mieszańcu? Liczyłam na czulsze słówka po ostatniej ku*wie. - posłałam złośliwy uśmiech w stronę przeciwnika.
- Tym jesteś. Powinnaś się cieszyć, że ktoś w końcu zwrócił na Ciebie uwagę.
- Mam większe wymagania niż zapijaczony byle buc spod jabłonki. Przeciętny warchlak jest od Ciebie atrakcyjniejszy, chociaż przez ten ubytek na ryju w końcu zaczynasz wyglądać jak facet.
Oczy basiora zapłonęły nienawiścią. Takiego szału nie widziałam od chwili, gdy bracia wykręcili mi, jak im się wydawało zabawny żart. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy oblepili moje dwa ogony żywicą. Nie mniej furia, z jaką zaczął wyprowadzać ciosy, dodała mu szybkości.
Wykonując unik w lewo przed jego zębami, liczyłam, że i tym razem ujdę bez szwanku, jednak adrenalina i urażona duma, będące w tej chwili motorem napędowym złotego dostrzegły na czas moje zamiary. - kły samca zatonęły na kilka cali w mojej skórze. Uścisk nie zwalniał, a sam Chrys niespiesznie opierał cały ciężar swojego ciała na mnie, stawiając łapy na brzuchu. Nie było szansy, żeby moje patykowate poparzone nogi były w stanie zepchnąć takie cielsko z siebie. Na pomoc Exana nie było co liczyć. I tak miał już walkę z dwoma przygłupami, ujadającymi wokół niego jak rozpuszczone szczeniaki. Z pomocą przyszedł mi róg, robiący za kielich, a właściwie jego zawartość. Kałuża trunku moczyła kitę mojego ogona i nie powiem, normalnie pewnie bluzgałabym jak dzika na myśl o kilku godzinach spędzonych w sadzawce, by pozbyć się przebarwień z sierści, jednak tym razem, pozwoliłam sobie na wymoczenie dokładnie każdego ogona. W jednej chwili na ich końcach powstały lodowe ostrza, które raz po raz wsuwałam w ciało złotego wilka. Ten jęknął cicho, puszczając moją szyję, co dało mi szansę na uwolnienie się z pułapki i szybkie ocenienie strat. Sierść na linii obojczyków obrała szkarłatny kolor. Czułam, jak nieprzyjemne ciepło posoki zaczyna rozchodzić się coraz niżej.
Tkwiliśmy tak w zawieszeniu. On skanował wzrokiem moją nową broń, ja natomiast szukałam możliwości, aby jej użyć co jakiś czas, drgając jednym z ogonów, aby myślał, że zaraz wymierzę kolejny cios. Teraz to ja byłam górą, więc zanim zdążył rozszyfrować system moich ruchów, dostał jeszcze dwa razy, cudem oszczędzając mu gałkę oczną.
Wtem głos Naharysa wyrwał mnie żądzy mordu i to była sekunda, gdzie Chrys dowiódł swoich zdolności bojowych i dowiódł, że jest godny swojej rangi bitewnej. Z gracją wyminął moje dwa ogony i ponownie sprowadził mnie do parteru.
Niespiesznie zbliżył do mnie swój paskudny ryj, by chwilę później otrzeć się nim o mój policzek.
- W sumie, to nawet dobrze, że wygryzłaś mi tę wargę, słodziutka. Będę mógł cię bardziej posmakować.
- Słodziutka? A gdzie się podziała ta kur*wa? Nie skorzystam. Już wolę oddać się stadu jeleni, niż całować twój szpetny, pocięty pysk!
Mówiąc to, użyłam całej swojej złości i siły, aby przeszyć bark basiora. Aż miło było zobaczyć agonalny ból na jego pysku. Wściekłe, w obecnej chwili czerwone oczy wlepiłam w Chrysa, marząc, o "ukąszeniu" go jeszcze kilka razy którymś z ostrzy.
"Staw skokowy, pachwina, kręgosłup w odcinku lędźwiowym" ustalałam w myślach kolejność kolejnych pchnięć, jednak wtedy głos brata wyrwał mnie z myśli.
Oczywiście jak to prawy basior, namówił mnie do opatrzenia ich, więc nieszczególnie zadowolona z tego pomysłu udałam się z bratem i tymi kalekami do groty, gdzie z podjęłam się opatrywania ich.
Chrys był nieprzytomny, jednak młodzik był w stanie kontaktować.
- Nadal nie rozumiem, czemu pozwoliłam Ci się namówić, żeby marnować na nich swój czas, nie wspominając o zapasach. - fuknęłam, przy oglądaniu młodego wilka.
- Może to dlatego, że jestem śmiertelnie przekonujący. - Exan siedział pod ścianą, próbując mnie zabawiać rozmową, jednak mam wrażenie, że pilnował mnie, abym nie ukróciła życia drugiemu pacjentowi.
- Śmiertelnie... wyborny dobór słów, braciszku. A dla Ciebie to ja nie mam dobrych wiadomości. Ranę przy żuchwie będzie trzeba przypalić, nos masz złamany, więc szykuj się na nastawianie, no i zwichnięte śródstopie. Co do reszty to się wyliżesz. - zwróciłam się do pierwszego pacjenta, na co ten patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. - Od czego zaczynamy? Ach, zapomniałam, że chciałeś zabić mi brata, wybacz, ale jednak nie masz prawa wyboru. Exan, trzymaj go!
Brat w jednej chwili przygwoździł delikwenta do podłoża, aby chwilę później słyszeć jego wrzask po nastawieniu mu nosa. Opatrzenie kończyny obyło się bez większych dolegliwości bólowych, jednak punkt kulminacyjny w postaci opalenia rany nie należy do najprzyjemniejszych, toteż Naharys ponownie musiał wsłuchiwać się w okrzyki bólu, towarzyszące młodemu basiorowi...
- Nie możesz mu dać czegoś przeciwbólowego? Strasznie się drze. - Exan skulił po sobie uszy, próbując ignorować lament samca.
- Powiedziałam, że im pomogę, a nie że nie będzie boleć. Już i tak wykonałam większość roboty za ich medyka. - spojrzałam surowo na wilka, mniej więcej w naszym wieku.
Ten bez słowa wbił wzrok w ziemię, aby chwilę później zerknąć na mnie z niedowierzaniem, albowiem tuż pod jego nosem wylądował podłużny suszony liść w żółte plamki.
- Kroton bardzo ciężko jest zdobyć, więc gdy tylko skończę z Tym furiatem, liczę, że w podskokach stąd znikniecie. Żuj go przez kilka minut, a później połknij, będzie działać dłużej.
Ten wedle zaleceń wpakował ostrożnie roślinę do paszczy, próbując nie rozwierać jej zbyt szeroko, aby jak najmniej odczuwać skutki ostatniego zabiegu. Ja tymczasem patrzyłam na nieprzytomnego wilka, zastanawiając się nad jego dalszym losem.
- Zacząć zabieg teraz, żeby wykopać ich z naszych terenów jak najszybciej, czy jednak lepiej jest poczekać, aby się obudził i dać mu lekcję życia?
- Myślę, że nie ma co dumać nad tym truchłem i lepiej załatwić sprawę od razu, póki Renesmee nie odkryła intruzów na swoim terenie.
- Ech, gdy tylko chcę się trochę zabawić, w Tobie odzywa się głos rozsądku.
- Mógłbym powiedzieć to samo.
Po oględzinach ciała Chrysa zaczęłam zbierać potrzebne materiały. Igły sosnowe, krwawnik, wosk pszczeli… Exan musiał się trochę nabiegać, aby przenieść wszystko do legowiska poturbowanego.
- Od czego zaczynamy?
- Wrzuć igły sosnowe do soku z Sylfionu… do białej, cuchnącej mazi. - konsternacja brata przypomniała mi, że ten pomimo podstawowej wiedzy medycznej nieszczególnie odnajduje się w botanice.
W tym wypadku oszczędzę szczegółów leczenia mojego wroga, albowiem chyba nikt nie chce słuchać o grzebaniu we wnętrzu jego barku, by doprowadzić jego kończynę do stanu użytkowego. Tak przez godzinę paprałam się w krwi, przy okazji dając bratu lekcję medycyny. Basior nigdy nie potrafił odpuścić sobie zdobywania wiedzy w tego typu sytuacjach. Nawet dostał możliwość założenia dwóch mniej skomplikowanych szwów i nałożenia na nie wosku.
- Jeszcze trochę i pozwolę Ci szperać w moich zapasach. - zaśmiałam się, widząc jego zaangażowanie i radość.
- Chyba będziesz musiała, bo ty też wymagasz opatrzenia. - ku naszemu zdziwieniu złoty basior przemówił w końcu, odzyskując świadomość. -Doceniam, że najpierw zajęłaś się mną.
- Te byle draśnięcia u mnie mogą poczekać, Twoje obrażenia już nieszczególnie. - prychnęłam, patrząc na swoją pierś.
<Exan?>
- Widzę, co próbujesz zrobić. Nie zmęczysz mnie, mieszańcu! - Chrys łypnął na mnie z boku, zlizując nadmiar krwi nadal spływającej po moim ugryzieniu.
- Mieszańcu? Liczyłam na czulsze słówka po ostatniej ku*wie. - posłałam złośliwy uśmiech w stronę przeciwnika.
- Tym jesteś. Powinnaś się cieszyć, że ktoś w końcu zwrócił na Ciebie uwagę.
- Mam większe wymagania niż zapijaczony byle buc spod jabłonki. Przeciętny warchlak jest od Ciebie atrakcyjniejszy, chociaż przez ten ubytek na ryju w końcu zaczynasz wyglądać jak facet.
Oczy basiora zapłonęły nienawiścią. Takiego szału nie widziałam od chwili, gdy bracia wykręcili mi, jak im się wydawało zabawny żart. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy oblepili moje dwa ogony żywicą. Nie mniej furia, z jaką zaczął wyprowadzać ciosy, dodała mu szybkości.
Wykonując unik w lewo przed jego zębami, liczyłam, że i tym razem ujdę bez szwanku, jednak adrenalina i urażona duma, będące w tej chwili motorem napędowym złotego dostrzegły na czas moje zamiary. - kły samca zatonęły na kilka cali w mojej skórze. Uścisk nie zwalniał, a sam Chrys niespiesznie opierał cały ciężar swojego ciała na mnie, stawiając łapy na brzuchu. Nie było szansy, żeby moje patykowate poparzone nogi były w stanie zepchnąć takie cielsko z siebie. Na pomoc Exana nie było co liczyć. I tak miał już walkę z dwoma przygłupami, ujadającymi wokół niego jak rozpuszczone szczeniaki. Z pomocą przyszedł mi róg, robiący za kielich, a właściwie jego zawartość. Kałuża trunku moczyła kitę mojego ogona i nie powiem, normalnie pewnie bluzgałabym jak dzika na myśl o kilku godzinach spędzonych w sadzawce, by pozbyć się przebarwień z sierści, jednak tym razem, pozwoliłam sobie na wymoczenie dokładnie każdego ogona. W jednej chwili na ich końcach powstały lodowe ostrza, które raz po raz wsuwałam w ciało złotego wilka. Ten jęknął cicho, puszczając moją szyję, co dało mi szansę na uwolnienie się z pułapki i szybkie ocenienie strat. Sierść na linii obojczyków obrała szkarłatny kolor. Czułam, jak nieprzyjemne ciepło posoki zaczyna rozchodzić się coraz niżej.
Tkwiliśmy tak w zawieszeniu. On skanował wzrokiem moją nową broń, ja natomiast szukałam możliwości, aby jej użyć co jakiś czas, drgając jednym z ogonów, aby myślał, że zaraz wymierzę kolejny cios. Teraz to ja byłam górą, więc zanim zdążył rozszyfrować system moich ruchów, dostał jeszcze dwa razy, cudem oszczędzając mu gałkę oczną.
Wtem głos Naharysa wyrwał mnie żądzy mordu i to była sekunda, gdzie Chrys dowiódł swoich zdolności bojowych i dowiódł, że jest godny swojej rangi bitewnej. Z gracją wyminął moje dwa ogony i ponownie sprowadził mnie do parteru.
Niespiesznie zbliżył do mnie swój paskudny ryj, by chwilę później otrzeć się nim o mój policzek.
- W sumie, to nawet dobrze, że wygryzłaś mi tę wargę, słodziutka. Będę mógł cię bardziej posmakować.
- Słodziutka? A gdzie się podziała ta kur*wa? Nie skorzystam. Już wolę oddać się stadu jeleni, niż całować twój szpetny, pocięty pysk!
Mówiąc to, użyłam całej swojej złości i siły, aby przeszyć bark basiora. Aż miło było zobaczyć agonalny ból na jego pysku. Wściekłe, w obecnej chwili czerwone oczy wlepiłam w Chrysa, marząc, o "ukąszeniu" go jeszcze kilka razy którymś z ostrzy.
"Staw skokowy, pachwina, kręgosłup w odcinku lędźwiowym" ustalałam w myślach kolejność kolejnych pchnięć, jednak wtedy głos brata wyrwał mnie z myśli.
Oczywiście jak to prawy basior, namówił mnie do opatrzenia ich, więc nieszczególnie zadowolona z tego pomysłu udałam się z bratem i tymi kalekami do groty, gdzie z podjęłam się opatrywania ich.
Chrys był nieprzytomny, jednak młodzik był w stanie kontaktować.
- Nadal nie rozumiem, czemu pozwoliłam Ci się namówić, żeby marnować na nich swój czas, nie wspominając o zapasach. - fuknęłam, przy oglądaniu młodego wilka.
- Może to dlatego, że jestem śmiertelnie przekonujący. - Exan siedział pod ścianą, próbując mnie zabawiać rozmową, jednak mam wrażenie, że pilnował mnie, abym nie ukróciła życia drugiemu pacjentowi.
- Śmiertelnie... wyborny dobór słów, braciszku. A dla Ciebie to ja nie mam dobrych wiadomości. Ranę przy żuchwie będzie trzeba przypalić, nos masz złamany, więc szykuj się na nastawianie, no i zwichnięte śródstopie. Co do reszty to się wyliżesz. - zwróciłam się do pierwszego pacjenta, na co ten patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. - Od czego zaczynamy? Ach, zapomniałam, że chciałeś zabić mi brata, wybacz, ale jednak nie masz prawa wyboru. Exan, trzymaj go!
Brat w jednej chwili przygwoździł delikwenta do podłoża, aby chwilę później słyszeć jego wrzask po nastawieniu mu nosa. Opatrzenie kończyny obyło się bez większych dolegliwości bólowych, jednak punkt kulminacyjny w postaci opalenia rany nie należy do najprzyjemniejszych, toteż Naharys ponownie musiał wsłuchiwać się w okrzyki bólu, towarzyszące młodemu basiorowi...
- Nie możesz mu dać czegoś przeciwbólowego? Strasznie się drze. - Exan skulił po sobie uszy, próbując ignorować lament samca.
- Powiedziałam, że im pomogę, a nie że nie będzie boleć. Już i tak wykonałam większość roboty za ich medyka. - spojrzałam surowo na wilka, mniej więcej w naszym wieku.
Ten bez słowa wbił wzrok w ziemię, aby chwilę później zerknąć na mnie z niedowierzaniem, albowiem tuż pod jego nosem wylądował podłużny suszony liść w żółte plamki.
- Kroton bardzo ciężko jest zdobyć, więc gdy tylko skończę z Tym furiatem, liczę, że w podskokach stąd znikniecie. Żuj go przez kilka minut, a później połknij, będzie działać dłużej.
Ten wedle zaleceń wpakował ostrożnie roślinę do paszczy, próbując nie rozwierać jej zbyt szeroko, aby jak najmniej odczuwać skutki ostatniego zabiegu. Ja tymczasem patrzyłam na nieprzytomnego wilka, zastanawiając się nad jego dalszym losem.
- Zacząć zabieg teraz, żeby wykopać ich z naszych terenów jak najszybciej, czy jednak lepiej jest poczekać, aby się obudził i dać mu lekcję życia?
- Myślę, że nie ma co dumać nad tym truchłem i lepiej załatwić sprawę od razu, póki Renesmee nie odkryła intruzów na swoim terenie.
- Ech, gdy tylko chcę się trochę zabawić, w Tobie odzywa się głos rozsądku.
- Mógłbym powiedzieć to samo.
Po oględzinach ciała Chrysa zaczęłam zbierać potrzebne materiały. Igły sosnowe, krwawnik, wosk pszczeli… Exan musiał się trochę nabiegać, aby przenieść wszystko do legowiska poturbowanego.
- Od czego zaczynamy?
- Wrzuć igły sosnowe do soku z Sylfionu… do białej, cuchnącej mazi. - konsternacja brata przypomniała mi, że ten pomimo podstawowej wiedzy medycznej nieszczególnie odnajduje się w botanice.
W tym wypadku oszczędzę szczegółów leczenia mojego wroga, albowiem chyba nikt nie chce słuchać o grzebaniu we wnętrzu jego barku, by doprowadzić jego kończynę do stanu użytkowego. Tak przez godzinę paprałam się w krwi, przy okazji dając bratu lekcję medycyny. Basior nigdy nie potrafił odpuścić sobie zdobywania wiedzy w tego typu sytuacjach. Nawet dostał możliwość założenia dwóch mniej skomplikowanych szwów i nałożenia na nie wosku.
- Jeszcze trochę i pozwolę Ci szperać w moich zapasach. - zaśmiałam się, widząc jego zaangażowanie i radość.
- Chyba będziesz musiała, bo ty też wymagasz opatrzenia. - ku naszemu zdziwieniu złoty basior przemówił w końcu, odzyskując świadomość. -Doceniam, że najpierw zajęłaś się mną.
- Te byle draśnięcia u mnie mogą poczekać, Twoje obrażenia już nieszczególnie. - prychnęłam, patrząc na swoją pierś.
<Exan?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1211
Ilość zdobytych PD: 605 + 5% (30 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 635
Od Bai Langa c.d Tarou ~ Los naszym panem
Chociaż Bai i Tarou chcieliby zostać w tym miejscu na dłużej, musieli wracać, ponieważ nie chcieli oni martwić Hanako. “Może powinienem teraz spróbować?” - zadał sobie sam pytanie.
- Tarou, ja chciał. - Jednak w tym momencie głos medyka przerwał mu. Najwyraźniej musiał go nie usłyszeć.
- Myślę, że to już czas, by wracać. Już południe.- Powiedział Tarou. - Jeżeli nie będziemy długo wracać, Hanako będzie się o nas martwić.
- Mhm.- Odparł jedynie Bai.
- Oh, mówiłeś coś wcześniej? Przepraszam, że ci przerwałem, dopiero teraz sobie o tym przypomniałem! - Przeprosił pośpiesznie Tarou, Bai nawet się tego nie spodziewał. Myślał, że medyk niczego nie zauważył. - To było coś ważnego?
- Nie, nie, nic ważnego. - Odpowiedział lekko zmieszany Bai. Po prostu pomyślałem, że aż szkoda już wracać.- Dodał, uśmiechając się.
- Ha, ha, też tak sądzę, ale musimy wracać, mimo to.
- W takim razie, w drogę?
- W drogę.
Już chwilę później obydwoje szli w drogę powrotną.
~-~
Kiedy wrócili, po opowiedzeniu Hanako jak wyglądało miejsce, do którego zleciła im iść, udali się na polowanie.
Już po posiłku Bai wpadł na pewien pomysł, jednak nie widział nigdzie Tarou. Na całe szczęście dosyć szybko go wyśledził wzrokiem i już do niego szedł.
- Tarou… zaczekaj chwilkę! - Powiedział, doganiając medyka, który szedł za Hanako. - Możemy spotkać się wieczorem? Wiesz, nad tym strumykiem. - Zaczął niepewnie Bai.
- Hm? Oh, pewnie. - Odparł mu z uśmiechem medyk.
- Czyli wieczorem.- Powiedział, także delikatnie uśmiechając się Bai.
- Tak, oczywiście. - Miał coś jeszcze najwyraźniej dodać, jednak Hanako go zawołała. - To widzimy się później. - Powiedział jeszcze, odchodząc.
Później Bai nie tyle, co unikał medyka, a bardziej nie udawało im się na siebie wpaść. Oboje zajmowali się zupełnie innymi sprawami. Bai przez większość tego czasu pomagał w przygotowaniach do powrotu jego i Taoru, a medyk głównie przebywał z Hanako.
Nastał już wieczór. Słońce jedynie zachodziło powoli by ustąpić miejsca księżycowi, ale do tego jeszcze miało minąć trochę czasu. Lang znajdował się już w umówionym miejscu. Basior doskonale słyszał szum strumienia czy szelesty liści. Nadal było tu bardzo spokojnie niczym w małym raju. Mimo to Bai cały czas przestępował z łapy na łapę, starając się uspokoić. “Muszę się jakoś uspokoić, bo inaczej nie wyduszę z siebie słowa!” - pomyślał, kładąc się na ziemi. Od razu położył łeb na wilgotnej już od rosy trawie, a jego wzrok powędrował na leniwie płynący strumień. Leżał tak przez kilka minut, nawet nie poruszając się, a przysłuchując się naturze wokół niego.
- Bai, jesteś tu? - Udało mu się usłyszeć znajomy głos osoby, z którą był umówiony, oczywiście Tarou.
- Ah! T-tak! - Odpowiedział, szybko podnosząc się z ziemi.
- Nie spóźniłem się zbytnio? - Zapytał lekko zmartwionym tonem.
- Nie, oczywiście, że nie. - Odparł mu przyjaźnie Bai.
- Jeżeli mogę zapytać, dlaczego chciałeś się tu za mną spotkać? - To pytanie dosyć zaskoczyło Baiego, przez co się trochę zakłopotał, trochę inaczej sobie to wyobrażał, jak miało się to potoczyć, najwyraźniej będzie musiał lekko improwizować.
“No dalej Bai, weź się w garść!” - krzyknął sam na siebie w myślach. Tak naprawdę sam nie wiedział co powiedzieć. Wcześniej w głowie wymyślił wiele możliwych sposobów jakby to powiedzieć medykowi. Teraz jednak czuł się jakby, nie wiedział dosłownie nic, a był z czegoś pytany. Przez chwilę jąkał się, ale w końcu zaczął mówić.
- Tarou… um, ja chciałembyś tu, przyszedł, bo… b.. - Widocznie mu się wszystko poplątało. Można powiedzieć, że trema go zjadła. - Chodzi mi o to, że ja cię lubię… - Medyk w tym momencie spojrzał na niego dosyć pytająco. “A co jeżeli moje uczucia są jednostronne?” - zdał sobie sam pytanie, przez co sam sprawił sobie uczucie, jakby był wystraszoną sarenką, jednak i tak zamierzał spróbować, bo może być to jego jedyna szansa. - Chodzi mi o to, że ja lubię cię… ale tak lubię… - Aż przez chwilę zaciął się i nic nie powiedział. W tej chwili Tarou miał coś powiedzieć, ale Bai ponownie zebrał się w sobie i ponownie zabrał głos. - Ja lubię cię nie tylko jako przyjaciela! - Nieumyślnie Lang poniósł głos. Szczerze to nawet nie chciał siebie teraz słyszeć, ponieważ pewnie nie zabrzmiał zbyt pewnie. Po wypowiedzeniu tych obrócił łeb i schował go w futrze, jedynie czekając na odpowiedź Tarou.
Tarou? :D
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 668
Ilość zdobytych PD: 334
Obecny stan: 334
- Tarou, ja chciał. - Jednak w tym momencie głos medyka przerwał mu. Najwyraźniej musiał go nie usłyszeć.
- Myślę, że to już czas, by wracać. Już południe.- Powiedział Tarou. - Jeżeli nie będziemy długo wracać, Hanako będzie się o nas martwić.
- Mhm.- Odparł jedynie Bai.
- Oh, mówiłeś coś wcześniej? Przepraszam, że ci przerwałem, dopiero teraz sobie o tym przypomniałem! - Przeprosił pośpiesznie Tarou, Bai nawet się tego nie spodziewał. Myślał, że medyk niczego nie zauważył. - To było coś ważnego?
- Nie, nie, nic ważnego. - Odpowiedział lekko zmieszany Bai. Po prostu pomyślałem, że aż szkoda już wracać.- Dodał, uśmiechając się.
- Ha, ha, też tak sądzę, ale musimy wracać, mimo to.
- W takim razie, w drogę?
- W drogę.
Już chwilę później obydwoje szli w drogę powrotną.
~-~
Kiedy wrócili, po opowiedzeniu Hanako jak wyglądało miejsce, do którego zleciła im iść, udali się na polowanie.
Już po posiłku Bai wpadł na pewien pomysł, jednak nie widział nigdzie Tarou. Na całe szczęście dosyć szybko go wyśledził wzrokiem i już do niego szedł.
- Tarou… zaczekaj chwilkę! - Powiedział, doganiając medyka, który szedł za Hanako. - Możemy spotkać się wieczorem? Wiesz, nad tym strumykiem. - Zaczął niepewnie Bai.
- Hm? Oh, pewnie. - Odparł mu z uśmiechem medyk.
- Czyli wieczorem.- Powiedział, także delikatnie uśmiechając się Bai.
- Tak, oczywiście. - Miał coś jeszcze najwyraźniej dodać, jednak Hanako go zawołała. - To widzimy się później. - Powiedział jeszcze, odchodząc.
Później Bai nie tyle, co unikał medyka, a bardziej nie udawało im się na siebie wpaść. Oboje zajmowali się zupełnie innymi sprawami. Bai przez większość tego czasu pomagał w przygotowaniach do powrotu jego i Taoru, a medyk głównie przebywał z Hanako.
Nastał już wieczór. Słońce jedynie zachodziło powoli by ustąpić miejsca księżycowi, ale do tego jeszcze miało minąć trochę czasu. Lang znajdował się już w umówionym miejscu. Basior doskonale słyszał szum strumienia czy szelesty liści. Nadal było tu bardzo spokojnie niczym w małym raju. Mimo to Bai cały czas przestępował z łapy na łapę, starając się uspokoić. “Muszę się jakoś uspokoić, bo inaczej nie wyduszę z siebie słowa!” - pomyślał, kładąc się na ziemi. Od razu położył łeb na wilgotnej już od rosy trawie, a jego wzrok powędrował na leniwie płynący strumień. Leżał tak przez kilka minut, nawet nie poruszając się, a przysłuchując się naturze wokół niego.
- Bai, jesteś tu? - Udało mu się usłyszeć znajomy głos osoby, z którą był umówiony, oczywiście Tarou.
- Ah! T-tak! - Odpowiedział, szybko podnosząc się z ziemi.
- Nie spóźniłem się zbytnio? - Zapytał lekko zmartwionym tonem.
- Nie, oczywiście, że nie. - Odparł mu przyjaźnie Bai.
- Jeżeli mogę zapytać, dlaczego chciałeś się tu za mną spotkać? - To pytanie dosyć zaskoczyło Baiego, przez co się trochę zakłopotał, trochę inaczej sobie to wyobrażał, jak miało się to potoczyć, najwyraźniej będzie musiał lekko improwizować.
“No dalej Bai, weź się w garść!” - krzyknął sam na siebie w myślach. Tak naprawdę sam nie wiedział co powiedzieć. Wcześniej w głowie wymyślił wiele możliwych sposobów jakby to powiedzieć medykowi. Teraz jednak czuł się jakby, nie wiedział dosłownie nic, a był z czegoś pytany. Przez chwilę jąkał się, ale w końcu zaczął mówić.
- Tarou… um, ja chciałembyś tu, przyszedł, bo… b.. - Widocznie mu się wszystko poplątało. Można powiedzieć, że trema go zjadła. - Chodzi mi o to, że ja cię lubię… - Medyk w tym momencie spojrzał na niego dosyć pytająco. “A co jeżeli moje uczucia są jednostronne?” - zdał sobie sam pytanie, przez co sam sprawił sobie uczucie, jakby był wystraszoną sarenką, jednak i tak zamierzał spróbować, bo może być to jego jedyna szansa. - Chodzi mi o to, że ja lubię cię… ale tak lubię… - Aż przez chwilę zaciął się i nic nie powiedział. W tej chwili Tarou miał coś powiedzieć, ale Bai ponownie zebrał się w sobie i ponownie zabrał głos. - Ja lubię cię nie tylko jako przyjaciela! - Nieumyślnie Lang poniósł głos. Szczerze to nawet nie chciał siebie teraz słyszeć, ponieważ pewnie nie zabrzmiał zbyt pewnie. Po wypowiedzeniu tych obrócił łeb i schował go w futrze, jedynie czekając na odpowiedź Tarou.
Tarou? :D
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 668
Ilość zdobytych PD: 334
Obecny stan: 334
środa, 6 października 2021
Nowa para w watasze
Kochani członkowie,
Pragnę w imieniu całej naszej społeczności, gorąco pogratulować nasze nowej i pierwszej parze w watasze. Są nimi Pina i Naharys!
Dużo szczęścia kochani!
Jeszcze raz gorące gratulacje!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki

