Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

piątek, 17 grudnia 2021

Shori
Chmureczka/Chmurka – od umaszczenia 
Płeć: Wadera | Wiek: 2 lata i 6 miesięcy | Rasa: Wilk | 
Ranga: Gamma | Poziom: 3 (1709/3200 PD) | Stanowisko: Czujka dzienna | Szpieg
Właściciel: [Doggi]CookieAlpaka / [DG] Wka122#1755 |
Autor: CookieAlpaka - art należy do właściciela wilka

czwartek, 16 grudnia 2021

Od Niko ~ Mała wielka jednostka cz.1

Dni mijały, a Niko wciąż myślał o Sone, która odeszła. Dlaczego postanowiła to zrobić? Nie chciała już się nim zajmować? Miała go dość? Wszelkie złe myśli krążyły po jego główce i z trudem odpędzał je, by nie przejmować się sytuacją, w jakiej został postawiony. Odkąd został oddany w łapy Rene, nie opuszczał jej jaskini. Bał się nowego miejsca, nowych wilków i tego, co czeka go gdy tylko ktoś spuści z niego oko. Jak to miał w już w zwyczaju, martwił się na zapas. W jaskini miał swoje ulubione miejsce. Był to niewielki, ale ciepły kąt, w którym zazwyczaj leżał, gdy tylko Rene opuszczała swoje lokum. Niko nie przepadał za byciem sam, bał się samotności i braku kogoś przy sobie, lecz na szczęście nigdy nie został całkiem sam. W jaskini mieszkała jeszcze jedna istota. Renesmee mówiła jej Vaim. Był to śmiesznie wyglądający duszek, który zawsze latał po całej powierzchni jaskini. Cieszył się i okazywał radość codziennie w różnych sytuacjach. Niko żałował, że nie był na tyle odważny, by rozpocząć z nim zabawę. Dostrzegał owe chęci u istoty, lecz nieśmiałość sprawiała, że szczeniak grzecznie dziękował i przepraszał. Mimo odmowy Vaim kładła się niedaleko i spoglądała na niego swoim dużymi, święcącymi oczkami.
Tego dnia Renesmee znów przygotowywała się, by wyruszyć na patrol. Jednak dziś jej zazwyczaj rutynowy poranek wyglądał nieco inaczej. Gdy zakończyła spożywanie posiłku, spojrzała na Niko z uśmiechem.
- Może dziś wyruszysz razem ze mną Niko? Poznasz nieco okolicę. - jej głos był ciepły i zdecydowanie zachęcał do opuszczenia dobrze już znanego Niko miejsca. Samiec wahał się, lecz spokojny wyraz pyska starszej samicy udzielił się młodemu wilkowi. Serce uspokoiło się i Niko przystanął na propozycję Alfy. Gdy zbliżyli się do wyjścia, samczyk zatrzymał się z zachwytu. Tereny otaczające jaskinię były pokryte grubą warstwą białego puchu. Krajobraz stawał się w ten sposób niezwykle magiczny i fascynujący. Wadera stanęła tuż obok i z uśmiechem spoglądała na zahipnotyzowanego basiorka.
- Niezwykły widok, prawda?
- Pierwszy raz widzę coś takiego. - odparł zachwycony. Gdy położył łapę na śniegu, cofnął ją, czując zimno. Zaskoczony spojrzał na Rene, która rozczulona uśmiechała się, a w duchu coraz bardziej żałowała, że wcześniej nie opiekowała się szczeniakami.
- To jest śnieg. Niezwykle zimny, ale sprawia, że świat nabiera nowego piękna.
- Jest bezpieczny?
- Nie masz się czego bać Niko. Jestem przy tobie, więc nic ci nie grozi, ale nie możesz się oddalić, dobrze?
- Dobrze. - odparł i posłusznie skinął głową. Wadera wyszła, a jej łapy zetknęły się z puchem. Jej śladami podążył malec, który z początku lekko krzywił pyszczek, jednak po chwili przyzwyczaił się do nowego odczucia. Szli razem przez tereny. Niko czasem był zmuszony skakać przez wielkie dla niego zaspy śniegu. Rene zaproponowała mu pomoc, z której chętnie skorzystał. Z jej grzbietu Niko mógł skupić się na krajobrazie. Dodatkowo odczuwał ciepło płynące ze skrzydeł alfy. Zaciekawiło go to, lecz nie był pewny, czy zadanie pytania na ich temat, będzie odpowiednie. Po chwili zrezygnował i dalej przyglądał się drzewom, ziemi i skałom. Wszystko wyglądało inaczej, wręcz bajkowo. Wreszcie dotarli do terenów, które były nieco mniej zaśnieżone. Tam Niko mógł swobodnie iść na własnych łapkach. Czasem zdarzyło się, że potknął się o skrzydła, lecz szybko wstawał i truchtem gonił Rene, by jej nie zgubić. Pamiętał także jej prośbę o nieoddalanie się. Zatrzymali się przy jaskini medycznej, tam Niko zauważył dwóch samców, którzy zdawali się ciągle chodzić w kółko. Jednego z nich kojarzył, ponieważ czasem przychodził do Renesmee. Raz także przybył do Niko, by obejrzeć go i upewnić się, że jest zdrowy.
- Tao, wszystko w porządku? - spytała Rene wchodząc do środka. Niko niepewnie ruszył za nią.
- Tak, tak. Po prostu przekładamy zioła i nie mogliśmy zorientować się, gdzie niektóre leżą. - odparł skrzydlaty basior. Po chwili zauważył także jej małego towarzysza.
- Witaj Niko. - odparł, pochylając się, by jego pysk znalazł się na wysokości pyszczka szczeniaka. Niko milczał niepewny, lecz po chwili nieco się przemógł i zdołał odpowiedzieć starszemu.
- Dzień dobry.
- Jest dziś dosyć zimno, prawda? - Niko skinął w odpowiedzi jedynie pyszczkiem. Dorosłe wilki zaczęły rozmowę, a niezbyt zainteresowany nią Niko, zaczął rozglądać się wokół. Spoglądając na wyjście z jaskini, zauważył, że na zewnątrz zaczęły zbierać się ptaszki o żółtych brzuchach. Zaciekawiony zbliżył się do wyjścia, jednak nie opuszczał jaskini. Przysiadł na skraju jej wyjścia i z uśmiechem patrzył na grupkę sikorek, które latały i szukały pokarmu dla siebie. Niekiedy szczeniakowi zdawało się, że owe skrzydlate stworzonka tańczą na śniegu i pozostawiają na nim swoje ślady. Niestety śnieg, który zsunął się z jaskini, wystraszył je. Basiorek nieco zawiedziony wrócił do rozmawiających wilków. Gdy przysiadł obok łapy Rene, rozmowa zdawała się dobiec końca.
- W takim razie wołaj mnie, gdy tylko pojawią się jakieś problemy. - odparła wadera i spojrzała na szczeniaka z uśmiechem. - Jeśli chcesz, możesz zostać u Tao. - odpowiedziała. Niko wahał się, lecz ostatecznie skinął głową. Renesmee pożegnała się z kuzynem i ruszyła do wyjścia. Wtem myśl zawitała w głowie Niko, powodując, że samczyk podbiegł szybko do wadery i wtulił się w jej łapę. Zaskoczona alfa spojrzała na niego z troską.
- Coś się stało Niko?
- Wrócisz po mnie, prawda? - spytał z nadzieją. Samica uśmiechnęła się czule.
- Oczywiście Niko. Opiekuję się tobą i obiecuję, że wrócę w okamgnieniu. W tym czasie możesz popatrzeć na pracę medyka. Tarou z chęcią ci o wszystkim opowie, prawda? - odparła, a medyk, który usłyszał jej słowa, przytaknął z uśmiechem.
Wadera odeszła, a Tarou zbliżył się do Niko, który ciągle za nią spoglądał.
- Spokojnie Niki, wróci po ciebie. Nie musisz się martwić. - zapewnił go. Szczeniak wstał i spojrzał na niego. Tao zaproponował, by weszli głębiej, gdzie będzie cieplej. Tam medyk zaczął pokazywać i tłumaczyć jasno dla szczeniaka, czym tak naprawdę się zajmuje. Mimo początkowej niepewności Niko słuchał, a z czasem zaczął się niezwykle interesować jego słowami. Rozważał każde z nich, myślał nad różnymi sytuacjami. Najbardziej podobał mu się moment, w którym Tarou zaczął opowiadać szczeniakowi, o niektórych przypadkach pacjentów. Szczeniak domyślił się, że niektóre historie były zmyślone, gdyż trudno uwierzyć w to, że wilk został ugryziony przez wiewiórkę i razem z nią przyszedł do medyka. W tym czasie młody basior poznał także zielarza Bai Langa, który towarzyszył Tarou w pracy. Czas w towarzystwie dwóch basiorów szybko mijał. Nim Niko zdołał się obejrzeć, alfa wróciła. Na jej widok szczeniak zaszczekał z radości i natychmiast podbiegł do jej łap. Zaczął się w nie wtulać, a Rene z uśmiechem zaczęłam lizać go po pyszczku. Podziękowała kuzynowi za opiekę nad nim. Wolnym krokiem razem z Niko zaczęła wracać do domu. Szczeniak zachęcony przez nią, zaczął opowiadać jej o tym, co usłyszał od „wujka”. Rene z uśmiechem słuchała go uważnie i czasem dopytywała o szczegóły. W duchu była wdzięczna bogom za tak wspaniały dar, którym stał się dla niej mały Nikuś.

Cdn.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1096
Ilość zdobytych PD: 548 PD + 5% (27) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 575 PD

środa, 15 grudnia 2021

Od Naharysa c.d Nabi ~ Na jedno kopyto

~ A niech mnie... a żeby mnie kulawa zebra kopnęła, albo garbate wszy oblazły... - pomyślał Naharys, karcąc się jednocześnie w duchu. Jak mógł tego nie zauważyć? Matowe oczy, głąbie! No tak, że też wcześniej tego nie spostrzegł. W pewnym momencie, serce basiora wstrząsnęło żalem do wadery, która wydawała się mu tak sympatyczna z pyszczka i charakteru. Teraz spoglądała na niego lekko przymrużonymi oczami z łagodnie kreślącym się uśmiechem. Oczywiście śledziła go wzrokiem, gdy wydawał jakiś dźwięk, ale... trudno mu było opisać wstyd, jaki teraz czuł.
- Ja... nie wiedziałem, że ty... jesteś niewidoma. Jak to się stało? - zapytał Naharys.
- To przez groźną chorobę. - odparła. Exan wyczuł w głosie, że nie bardzo ma ochotę o tym wspominać. gruncie rzeczy, kto chciałby poruszać temat czegoś, przez co nie wie się nawet, z kim się ma w tej chwili do czynienia. A gdy przeczesywał w pamięci pewne wydarzenia i zrozumiał już, że odpowiedź na słowa basiora o zmianie sierści po zapadnięciu zmierzchu, nie było aktem niedowierzania, lecz pewnej niemożliwości.
- Przykro mi z tego powodu.
- Nie ma czego. Chodzę, żyję, oddycham i funkcjonuję, jak inni. Daję sobie radę.
- W to nie wątpię - oznajmił basior. - To jak? Gdzie chciałabyś się wybrać?
- Hmm, a gdzie proponujesz?
- Cóż... może pójdziemy nad wodospad, który jest całkiem ciekawym miejscem.
- Niech zgadnę. Wodospad życzeń?
Jakby czytała w mej głowie ~ mruknął w myślach i uśmiechnął się łagodnie.
- Dokładnie tam.
W trakcie zimy, miejscówka przez nich zwiedzona, nie wyglądała tak samo, jak wiosną. Była jeszcze bardziej cudna. Zlodowaciała woda, niczym błękitna ściana, ostała się w korycie, lśniąc w blasku księżyca. Woda pod grubą warstwą lodu wydawała się taka ciemna i nieruchoma.
~ Czego mógłbym sobie życzyć? - pomyślał przez chwilę. Niczego mi nie brakuje. Mam kochającą przybraną siostrę, związek z Piną wyśmienicie się mi układał, a za niedługo zima przez moc natury, ustąpi wiośnie. Pytanie było teraz następujące. Czego życzyła sobie Nabi? Co było jej takim najskrytszym marzeniem.
Mocą mroku rozerwał grubą powłokę lodu na drobne kawałki, a woda zaś zachlupotała charakterystycznie. Następnie podał waderze kamyk do łapy.
- Czego ty sobie życzysz? - zapytał i zachęcająco zacisnął jej palce na zimnym, pokrytym szronem kamyku. Na początku niewidoma wadera stała w bez ruchu, oczy wbiła w nieznany punkt przed sobą, jakby zastanawiała się nad życzeniem. Naharys usiadł i cierpliwie, zamiatając od czasu do czasu śnieżne podłoże swym puchatym, czarnym ogonem. Po chwili matowe oczy wadery drgnęły i wrzuciła kamyk do przerębla, który z donośnym pluskiem, zniknął w mrocznej otchłani lodowatej wody.
- I jak? - spytał po chwili. - Czego sobie zażyczyłaś?
- Nie mogę powiedzieć. - odparła półszeptem Nabi. - Inaczej się nie spełni.
- Wybacz. Zgłodniałaś?
- Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę.
Naharys przytaknął ochoczo, po czym wbiwszy wzrok swych złotych oczu, zastanawiał się nad tematem, którym mógłby uraczyć waderę. Jednakże ta była szybsza od basiora, bo zapytała.
- Urodziłeś się w tej watasze?
- Nie. Moja rodzinna wataha znajduje się daleko na północy. Tam, gdzie panuje surowy klimat, gdzie nie każdy jest w stanie wytrzymać jego warunków. Teren jest bogaty w lasy i góry... w sensie, są tam lasy skaliste, które są niebezpieczne ze względu na sporadyczne lawiny, dlatego charakterystyczne są tam zawalone drzewa, ale najwspanialsze są tam fiordy. Z nich możesz obserwować morski bezkres. Nie przynudzam?
- Nie, nie. Mów dalej, słucham cię uważnie.
- Moja wataha słynie z wojowniczości i ceni sobie odwagę, honor i rodzinę. Tam nikt nie zostawi kogoś w potrzebie... cóż, brzmi jak piękna utopijna bajka, ale to prawda. Rodzina przede wszystkim jest dla nas najważniejsza.
- Bardzo ciekawą masz watahę, Naharys.
- Przyjaciele mówią mi Exan. Ty też możesz mi tak mówić.
- Czyli już zapisałeś mnie na liście przyjaciół? - zapytała zaskoczona wadera.
- A czemu nie? Jest jakiś powód, dla którego nie powinienem tego czynić?
- Znamy się zaledwie chwilę. - mruknęła, rysując coś łapą w śniegu.
- To może teraz ty opowiesz coś o sobie?

<Nabi?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 621
Ilość zdobytych PD: 310 PD
Obecny stan: 1844 PD

wtorek, 14 grudnia 2021

Od Itachi'ego c.d Itami ~ Poszukiwanie Miejsca

Odwrócił od samicy pysk, nie chciałem się lepiej poznawać. Nie byłem w tych sprawach za dobry. Tym bardziej, gdy widziałem, jak zachowuje się w stosunku do drugiego wilka, miał imię Atheru. Nie zręcznie się jeszcze czułem, jak mnie badała.
- Ile zajmie wyleczenie mnie ? - zapytałem, odwracając pysk z powrotem do wadery.
- Takie złamanie jest dość poważnym urazem. Myślę, że poleżysz u nas jakieś 4 miesiące.
- To jakieś żarty?! - wrzasnąłem, - Yh. - położyłem pysk na zimnej ziemi.
- Więc co ci strzeliło do głowy, żeby dorosły basior spał na drzewie, jak misiek koala?
- Zawsze śpię na drzewie... Tylko tym razem spałem bez czujności, może dlatego spadłem... - odparłem.
- Wybacz, dla mnie ten argument jest kaleki. Następnym razem pomyśl, zanim zaczniesz znowu zgrywać drzewołaza. - burknęła Itami.
- Spałem tak od urodzenia, nie zmienię miejsca, tylko dlatego, że mogłem przestać chodzić... Czuje się tam bezpieczniej. - mruknąłem.
- Jak to od urodzenia? - zapytała zdziwiona, uniosła brwi wysoko.
- Chowałem się tam przed starszym bratem. - odparłem. - Choć musiałem najpierw się nauczyć wspinać, przyszło mi to łatwo...
Itami usiadła obok, dobierając odpowiednią ilość ziół uśmierzających ból.
- No to teraz czeka cię operacja. W sensie... będziesz mieć nastawianą kość. Czemu chowałeś się przed starszym bratem? Jeśli to nie tajemnica, oczywiście.
Nie lubiłem się zbytnio zwierzać, szczególnie z mojej przeszłości... lecz nie miałem innego pomysłu jak by tu ją zbyć.
- Ojciec uczył nas na zabójców. Ja nie umiałem zabijać, dlatego byłem postrzegany przez ojca i brata za słabą jednostkę i chętnie pozwoliłby bratu mnie zabić.
Nie bardzo rozumiała sensu tego, co mówił basior o swej przeszłości. ~ Myślałam, że zabójcy powinni trzymać się razem, a nie wyznaczać się na tych lepszych i gorszych.
- Rozumiem. Musiało być ci ciężko.
- Było minęło. - przypomniałem sobie wtedy o siostrze, co musi teraz przez nas przeżywać. Zakryłem pysk łapą, by nie było widać łez.
- Hej, co ci jest? - zapytała z nieudawaną troską i podeszła do basiora. Przejechała delikatnie palcami po przedramieniu łapy, którą zakrył swój pysk, aby okazać mu swe zmartwienie. - Będzie dobrze.
Nie wiedziałem, czy żyje, czy jest z nią dobrze. Mogłem tylko mieć nadzieje i modlić się by było dobrze. Wytarłem łapą łzy i spojrzałem na nią.
- Może teraz ty opowiesz coś ze swojego życia? - zapytałem.
- Cóż... - zaczęła dość niepewnie z tego względu, że nie wiedziała, jak zareaguje na fakt, że miała dość ułożone dzieciństwo od niego. - Nigdy nie poznałam swojej mamy, bo umarła przy porodzie, ale przy mnie i przy mojej siostrze, Muiri, zawsze czuwał ojciec. Totalny dowcipniś i luzak, ale też porządny basior. Poznał nową waderę, która urodziła mu syna. Ja i siostra z początku nie mogłyśmy się przyzwyczaić do nowego obiektu zainteresowania naszego taty, więc lekko nas to irytowało, ale potrzebowałyśmy czasu, żeby go zaakceptować.
- Rozumiem. - odparłem i pomyślałem o Matce i Ojczymie. U mnie taka sama sytuacja wystąpiła, lecz ja chciałem dobra matki. Po tym, co przeżyła, zasłużyła na bycie szczęśliwą.
- A potem. - kontynuowała, nadal mieszając coś przy ziołach. Dobieranie proporcji ziół znieczulających wymagało skupienia, więc trudno jej było przywołać pewne wydarzenia. - Nastała zmiana władzy. Niestety na tę gorszą. Mój przyjaciel został wygnany, a gdy Alfa dowiedział się, że miałam z nim jakiekolwiek kontakty, postanowił ulżyć sobie na mnie i mojej rodzinie. Tatę, macochę i rodzeństwo wtrącił do ciemnicy, a mnie... eh... - na samo wspomnienie o tym, zdenerwowanie spotęgowało w niej do tego stopnia, że trzasnęła łapą o stół. Zioła pospadały na ziemię, Itami zaklęła cicho pod nosem. Zerknęła ukosem na przyglądającego się jej basiora.
Nie mogłem ruszać tylnymi częściami, lecz doczołgałem się do niej i pomogłem pozbierać zioła.
- Jeżeli nie chcesz, nie musisz o tym mówić, wiem, że niektóre wspomnienia bolą i trudno o nich wspominać i mówić. - odparłem, podając waderze zioła.
- Itachi, nie ruszaj się! Możesz tylko pogorszyć swoją sytuację! - powiedziała pośpiesznie i pomogła basiorowi ułożyć się w wygodnej dla niego pozycji, ale gdy utkwiła w nim swój wzrok, był całkowicie wyzbyty gniewu. Lśnił w nich natomiast smutek i przygnębienie, a następnie łagodnie musnęła palcami jego policzka. - Każdy miał w swym życiu trudne sprawy. Na tym świecie chyba nie ma wilka, który nie zaznał w życiu cierpienia.
- Tak to prawda, lecz trzeba iść naprzód. Jeśli zatrzymamy się, zostaniemy zabici przez to przez ból wspomnień dawnych. - dodałem do jej wypowiedzi. - I nie musisz się martwić o mnie, nie jednokrotnie miałem coś łamane.
- Muszę. Inaczej Lonya łeb mi urwie. Jesteś teraz pod moją opieką. Spróbuj się zrelaksować. Rozmowa sprawia, że szybko mija czas. Rozmowa pomaga. Więc no... a co z twoją rodziną? Znałeś swoją matkę? Czy wychowywał cię surowy ojciec?
- Znam swoją matkę, lecz nie byłem zbyt do niej przywiązany... wręcz przeciwnie było z siostrą Irmą. Z nią miałem więź porozumienia. Ojciec bardziej szkolił nas na zabójców i morderców, niż wychowywał. Matkę traktował jak inkubator... - zacisnąłem zęby ze złości.
- Ciii, już spokojnie. Nie kochał ją szczerze? Rozumiem. No cóż... - zebrała odpowiednie ilości ziół i przytknęła je basiorowi pod pysk. - Masz, one ci pomogą pokonać ból. Przeżuj je, a potem połknij.
Zgodnie z jej zaleceniami, basior brał po kolei podawane rośliny do ust, choć czynił to niechętnie. - Co się potem z nią stało?
- Mieszka teraz szczęśliwa ze swoim nowym partnerem. - odparłem. - Od wielu lat nie widziałem jej takiej szczęśliwej. - dodałem. - A co z Twoją rodziną ?
- Cóż, jak już mówiłam. Zostali pojmani. Nie jestem pewna, co się z nimi teraz dzieje. Pewnie nadal siedzą w ciemnej jaskini, bez cienia nadziei na lepsze jutro, albo błąkają się na wygnaniu. - Gdy o tym tak mówiła, zaczęła zachodzić w głowę, co tak naprawdę dzieje się z jej rodziną. Mam nadzieję, że jeszcze żyją. ~ szepnęła w myślach z nadzieją.
- Wiem, że Alfa może na takie coś nie przystać, lecz możesz spróbować i spytać się, czy by nie odratowali ich. - oznajmiłem. Nie byłem pewny, jakie reguły tu panują, lecz wydawałoby się, że każdy z każdym jest po przyjacielsku nastawiony.
- Nie jestem tego pewna. Nie chcę angażować watahy w rodzinne sprawy. - odparła dość niepewnie. - I jak? Zioła działają? Czujesz jakiś ból? - dodała, podchodząc do miejsca złamania. Pewnymi ruchami łapy dotykała miejsce stłuczenia, a także próbowała dostać się do okolicy złamania. Zdawała sobie sprawę, że to dla basiora może być niezręczne.
- Niee.... - odparłem, a na mojej twarzy pokazał się wyraźny rumieniec. - Czy mogłabyś mnie tam nie dotykać... ?
- Wybacz, chciałam sprawdzić, czy twój próg bólowy się zmniejszył. To dobrze! - klasnęła w łapy. - Czyli jesteś gotowy na kolejny etap badań!
- Co jaki ? - w moich oczach pojawiło się przerażenie.
Itami spojrzała mu w oczy. Kotłowało się w nich przerażenie i niepewność tego, co będzie dalej.
- Będziemy musieli cię operować. Wybacz Itachi, ale jesteś znieczulony, nic nie poczujesz. Nie będziesz miał prawa czuć, bo jesteś pod wpływem ziół znieczulających, dodatkowo będziesz nieprzytomny. Wiesz... nie będziesz musiał znosić ciężkich chwil operacji. Wszystko będzie dobrze, szybko się z tym uwiniemy. Zobaczysz. Spróbujemy zespolić ci te dwa złamane części za pomocą narzędzi. A potem będziemy musieli unieruchomić ci kończynę.
- Oh przechodziłem już przez takie rzeczy, więc na spokojnie, nie muszę mieć narkozy. - odparłem dumnie, by pokazać, że nie jestem łamagą.
- Nie masz wyjścia. Zjadłeś środek usypiający wraz z tymi ziołami. Wybacz, że nie dałam ci możliwości sprawdzenia swego męstwa. Może innym razem. - Zaśmiała się wesoło medyczka, poklepując go lekko w bark. - Ale dla odważnych są specjalne nagrody.
Itami ujrzała pytający wyraz na pysku basiora, uniósł lekko brew, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło.
- Nic, nic... Za chwilę powinieneś czuć otępienie. Zaraz potem zapadniesz w sen, a ja i Lonya będziemy mogły działać.
-Widać, że nie mam wyjścia. - ułożyłem łeb wygodnie na ziemi. - Będę czekał na nagrodę od razu po przebudzeniu. - spojrzałem na Waderę pustym wzrokiem i zamknąłem oczy. Po paru minutach zasnąłem.

Itami ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1240
Ilość zdobytych PD: 620 + 5% (35 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 655 PD

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Od Nabi c.d Naharysa ~ Na jedno kopyto

– Nie wierzysz mi? Spotkajmy się dziś po zmierzchu. Przekonasz się, że to nie żart. To jak? Jesteśmy umówieni?
Miałam mu powiedzieć, że i tak nie zauważę różnicy, ale ugryzłam się w język. Powinnam poznać więcej wilków, a to świetna okazja. W dodatku... Exan, tak Exan wydawał się ciekawy, jak pewnie każdy wilk w tej watasze. Może też po prostu nie chciałam odmawiać. Nie ważne jaki powód, ważne, że po chwili zbędnego namysłu w końcu się odezwałam.
– Oczywiście. Będę tutaj czekać. Wolę się zbytnio nie oddalić, żeby wrócić na czas.
– Jasne, do zobaczenia.
Kiwnęłam głową na pożegnanie i wróciłam do swoich spraw. Przyjemne odgłosy otoczenia sprawiły, że praca nie była nudna. Nie, żeby segregowanie ziół było jakoś nudne na co dzień. Drgnęłam uchem. Słyszałam zbliżający się deszcz, poczułam także charakterystyczny zapach. Dopóki jeszcze było sucho, postanowiłam pokręcić się po okolicy i pozbierać jeszcze trochę krwawnika. Poruszyłam nosem.
Gdy wracałam z rośliną w pysku, zaczęły spadać pierwsze krople. Z tego, co poczułam, to był to przelotny deszcz, ale wolałam wrócić do siebie, żeby zbytnio nie zmoknąć. Odłożyłam zioła na miejsce i udałam się na chwilowy spoczynek.
Nie chciałam zasypiać, zwyczajnie leżałam, dopóki nie słyszałam, że ktoś coś do mnie mówi. Zjawił się ktoś jeszcze po garść jarzębin, ale poza tym spokój. Zaczęłam się zastanawiać, jak powiedzieć Naharysowi, żeby nie wyszło niezręcznie. Nie chciałam kłamać, jedynie wymijałam się od prawdy. Ale to przecież nie koniec świata. Chociaż z drugiej strony dziwnie robić z siebie "kalekę" dosłownie o tym mówiąc. Czy zbytnio to analizuję?
Moje myśli przerwał znajomy głos. Nie byłam skupiona i przegapiłam moment, kiedy mogłam usłyszeć jego chód. Drgnęłam uchem.
– Hej Nabi. Czekałem chwilę na ciebie, ale postanowiłem podejść.
– Dobry wieczór, jak mniemam – chciałam zacząć subtelnie, ale dziwnie się czułam, owijając w bawełnę.
– Tak, pełny gwiazd.
– Racja – uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. – Exan. Nie chcę, żeby wyszło dziwnie. Nie, że ci nie wierzę, że twoje futro zmienia kolor, ale... Nie jestem w stanie cię zobaczyć ani niczego wokół. Tylko tyle. W sumie skoro mamy ładny wieczór to... – westchnęłam cicho. – Miło by było się przejść. Jeśli masz ochotę. Pomimo że wiem, jak się poruszać, to super mieć kogoś, kto mnie asekuruje. No i nie znam tu prawie nikogo, to tak – przerwałam. Miałam nadzieję, że zrozumiał, że po prostu chciałam się zapoznać, bo tak głupio odwoływać spotkanie. Chyba zmęczyłam tłumaczeniem się, więc w ciszy czekałam na odpowiedź.

Naharys? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196

niedziela, 12 grudnia 2021

Od Naharysa c.d Lonyi/Reneesme ~ Zakute Łby

- Chyba przyszedł czas, abym ja się teraz wytłumaczył. - zaczął Naharys po chwili ciszy, jaka nastała po tym, jakże niewinnym żarcie Lonyi na temat jej umaszczenia.
- Exan, ale ty... - Lonya zaczęła, ale przerwał jej natychmiast.
- Teraz ty siedź cicho. Lonya nie ma racji. Moja wina jest tak samo wielka, jak jej, ale szczerze powiem... Nie żałuję zajścia wczorajszego wieczora. Mojej siostrze zagroził basior, a mnie wpojono pewne zasady, których trzymam się po dziś dzień i z jednej wczoraj właśnie się wywiązałem. Obroniłem moją siostrę. Zabiłbym nawet, gdyby jej choć jeden rudy włos spadł z głowy, nie żałuję, że sprałem tych dwóch... zasłużyli. - Zatrzymał się na moment, jak gdyby zastanawiał się nad dalszymi słowami, westchnął cicho i znowu zwrócił się do alfy. - Nie jestem za przemocą. Problemy wolę rozwiązywać, jak na pacyfistę przystało; słowami, argumentami, ale w tamtym momencie, taki rodzaj ugody był niemożliwy. I niech inni spłonął w pył, a świat rozpadnie się na części, nikt ani nic, nie będzie ważniejsze od Lonyi.
Zakończywszy swą wypowiedź, szczerą aż do bólu, uwierzcie mi, moi drodzy, jakże prawdziwą, dotknął nosem policzka Lonyi.
- Mocne słowa. - skomentowała Alfa, wodząc swymi szmaragdowymi oczami nich, po czym wykrzywiła usta w łagodny uśmiech. - Doceniam i podziwiam twoje zamiłowanie do rodziny. Doceniam, że jest ci ona milsza, nawet jeśli masz się liczyć z koniecznością rozlewu krwi. Jeszcze zdecyduję, co z wami zrobić, a tymczasem cieszcie się sobą. Jak brat i siostra, bez znaczenia, czy jesteście powiązani więzami krwi, czy też nie... chrońcie się nawzajem, nie zostawiajcie się w potrzebie. Moja wataha potrzebuje takich wilków, jak wy. Do zobaczenia.
Naharys i Lonya z szacunkiem pokłonili się Alfie na do widzenia, a wychodząc, basior czuł się, jak całe napięcie i zdenerwowanie, spływają z niego wodospadem.
- No, powiem ci, żeś niezłe przemówienie strzelił. Doceniam, że jestem dla ciebie taka ważna.
- A ja doceniam, że jesteś. Moja ty zwariowana świrusko. - To rzekłszy, roześmiał się krótko.
Odpowiedź od Alfy dostali wczesnym popołudniem, gdy Naharys skończył obowiązkowe treningi, a Lonya była wolna od większości pacjentów. Gdy słońce powoli przesuwało się po pomarańczowym niebie ku zachodowi, ci szli w przeciwnym kierunku, w stronę miejsca, wyznaczonego przez Rene. A owym miejscem okazała się rozległa, wiosną mieniąca się orgią kwiecistych barw, a obecnie okryta śnieżną kołderką polana, gdzie zazwyczaj bawiło się młodsze pokolenie watahy. Rene spostrzegli siedzącą na szczycie niewielkiego pagórka i spoglądała z góry, na skrzydlatego młodzieńca, który bawił się w najlepsze. Naharys, widząc wesoły grymas, a w oczach lśniącą energię w fioletowych oczach, przypomniały się mu szczenięce czasy, gdy to wraz z Lonyą wywijali po poligonie, ku szczenięcej uciesze - pomimo potu, wyciskanego przez wojskowych rodziców, zawsze w przerwie od treningów, pozwalali im na chwilę zabawy.
- Chciałaś się z nami widzieć. - to było bardziej potwierdzenie, niż pytanie. Alfa obdarzyła ich spokojnym, aczkolwiek Naharys czuł, że za tym nie kryje się nic przyjemnego.
- Umiecie zadbać o bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo wspólne, ale brak wam odpowiedzialności. Jednakże wiedzcie, że wam ufam. Bo wszyscy jesteśmy, jak rodzina. Ufacie sobie, mimo, że nie dzielą was żadne więzy krwi, jeden za drugiego skoczyłby w ogień. - Z tymi słowy spojrzała na bawiącego się w dole Niko. - Mam ważne sprawy do załatwienia, a was postanowiłam nie zostawić bez konsekwencji. Zaopiekujecie się Niko pod moją nieobecność. Myślę, że zaopiekujecie się nim równie dobrze, jak o siebie samych. Myślę, że to was nauczy odpowiedzialności.
Zaskoczenie odebrało Naharysowi mowę, pomimo, że chciał zaprotestować. Nie miał zielonego pojęcia o opiece nad szczeniakami, a tym bardziej cudzymi! Lonya zareagowała podobnie - spojrzawszy z rozdziawioną gębą na Niko, zastygła w niemym krzyku.
- Ale... my nic nie wiemy o...- zaczął Naharys. Alfa przerwała mu uniesioną łapą.
- No dobrze. Zajmiemy się malcem. - Oznajmiła Lonya, lecz brat widział w jej oczach pewien rodzaj załamania i żalu.
- Dobrze. Jutro w południe powinnam wrócić do watahy. Wy tymczasem przypilnujcie Niko. Liczę, że z wami będzie bezpieczny.
Z tymi słowy, rozpostarła szeroko swe skrzydła o jaskrawych kolorach, wzbiła się w powietrze, niczym smoczyca i odleciała w kierunku zachodzącego słońca. Schodząc ze zbocza pagórka, Naharys zaczął się zastanawiać, jak malec zareaguje na nowinę - zakładał, że malec nieśmiało będzie podchodzić do tej sprawy - że ma nowych, tymczasowych opiekunów. Nie miał żadnego pojęcia o opiece nad szczeniakami, o ich wychowywaniu już nie wspominając. Stanęli przed malcem, który na ich widok, przestał brykać po zaśnieżonej łące i nieśmiało zwinął swe małe skrzydełka, wbił swe fioletowe oczka w ziemię, nie odezwał się ani słowem.
- Cześć. Jesteś Niko, prawda? - zaczął Naharys.
- W co się bawiłeś? - spytała Lonya.
- Ja... tak jestem Niko... właśnie bawiłem się w "Łapacza"
- A na czym ta zabawa polega?
- Na łapaniu... rzecz jasna. Wyobrażam sobie myszkę, którą później muszę złapać... - basiorek był tak nieśmiały, że z trudem panował nad słowami. Albo gubił literki w wypowiedziach, jąkał się strasznie, a na dodatek, dygotał cały, jakby z zimna.
- Nie musisz się nas bać. - oznajmiła Lonya. - Chciałbyś, abyśmy ci pomogli złapać myszkę?
- Jesteście... dorośli, złapiecie ją bez problemu. To na mnie spoczywa obowiązek w jej złapaniu.
- No w sumie... trafna uwaga, Niko. - rzekł Naharys. - Nie będziemy ci więc przeszkadzać.
- Tak po prawdzie to... trochę zgłodniałem... - mruknął Niko.
W tamtym momencie, Naharys wpadł w totalne zakłopotanie, bowiem nic nie mieli dla malucha, a na polowanie już było zbyt późno. Po zmroku trudno będzie o zwierzynę, a w spiżarni nie zostało prawie nic. Spojrzawszy znacząco na Lonyę, podrapał się w potylicę, a wadera zaś odezwała się szybko.
- Na mnie mnie patrz. Nie mam nic do jedzenia.
- A co tu się dzieje? - odezwał się za ich plecami znajomy głos, a gdy Naharys spojrzał za siebie, pierwsze, co wpadło mu w oko, to niezwykle bujna i długa grzywka Tsumi. Ukochana Atrehu i opiekunka szczeniąt. Pewnie niezbyt pozytywnie zareaguje, że on i Lonya ośmielają się zastępować ją w obowiązkach.
- Alfa kazała się nam zaopiekować Niko. I tak też czynimy. - oznajmił Naharys.
- Ale to leży w moim obowiązku!
- I nie mamy nic do twoich obowiązków! - wtrąciła się Lonya. - Nie mogliśmy odmówić Rene.
- Tsumi, nie masz u siebie jakiegoś jedzenia dla małego? Późno się robi.
- Widzę, że ani trochę nie macie pojęcia o opiece nad szczeniakami. - stwierdziła z satysfakcjonującym uśmiechem Tsumi. - Ale nie wiem, co Alfa powie, że wyręczam was z zadanej wam kary.
- Nikt nie musi wiedzieć, prawda? - powiedziała Lonya.
- Atrehu chyba ma u siebie kilka kąsków, których udało się mu upolować rankiem. Idziecie ze mną?
- Czemu nie. Jeśli oferujesz nam pomoc, nie będziemy odmawiać.

<Lonya/Tsumi?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1044
Ilość zdobytych PD: 552 + 5% (26 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 1534

Od Naharysa c.d / Atrehu / Piny/ Tsumi i Lonyi ~ Czas poznać teściów

Obudziło go głośne ziewanie jego partnerki, ale mimo wszystko, czuł się wypoczęty za wszystkie czasy. U boku tak wspaniałej wadery, jak Pina, wszystko wydawało się piękne. Złożył na jej policzku czuły pocałunek na dzień dobry, a ona zaś zareagowała przyjemnym mruknięciem.
- Wyspana? - mruknął jej do ucha dość uwodzicielskim tonem.
- Jak nigdy. Tylko ból w łapach pozostał po wczorajszym.
- Jak chcesz, mogę cię wziąć na barana, moja panno.
Ich śmiech odbił się od ścian jaskini, ale w tamtym momencie zorientowali się, że zostali sami wśród dziwnych, jaskiniowych kryształów, emitujących intensywnie światłem własnym. Rozejrzeli się dookoła, powstali, przeciągnęli się leniwie, ziewając głośno. W tamtym momencie z ciemnej odnogi jaskini wyłoniła się Lonya z grymasem konsternacji na pysku. -No już myślałem, że nas zostawiliście- Zerknął Naharys na Lonyę z widocznym uśmiechem, ignorując jej wyraz pyska, który zmienił się momentalnie. Odwzajemniła uśmiech, a Pina spojrzała zaś na nią pytająco.
- Gdzie tamta dwójka?
- Penetrują... jaskinię. - Zaśmiała się, jednocześnie Naharys zauważył, że starała się, aby jej śmiech był naturalny, po czym domyślił się o jaką "penetrację" chodziło Lonyi.
- Skoro już nie śpimy, może też nieco pozwiedzamy? Żal nie skorzystać z takiej okazji. - powiedział uśmiechem Naharys,
- Wiecie co... może poczekajmy tutaj na Tsumi i Atrehu?
- Są dorośli, chyba nie potrzebują naszej opieki. - Pina spojrzała na Lonyę zdumiona.
-Niby tak, ale sama miałam przyjemność chwilę pozwiedzać. Jest tam masa korytarzy i myślę, że dobrze, gdybyśmy tu na nich poczekali. Lepiej, żeby żadne z nich nie wpadło na pomysł, aby szukać nas na zewnątrz. Deszcz nadal kropi, więc raczej nie będą się kierować tropem.
-Zaraz wrócimy, chcę tylko zobaczyć, co jest za rogiem- dodała Pina, próbując zaciągnąć ze sobą Naharysa.
-Uwierz mi, jeżeli zobaczysz co jest za rogiem, nie będziesz chciała szybko wracać. Jeśli myślisz, że tu jest ładnie, to jesteś w błędzie. Szczęka Ci opadnie.
- Komu opadnie szczęka? - zabrzmiał w głębi znajomy głos. Znaleźli się nasi zagubieni~ pomyślał Naharys. Atrehu wyłonił się z jaskini, jak zwykle tryskający energią i obłędną aurą, a za nim szła Tsumi - oboje byli dziwnie zadowoleni. Exan spojrzał na nich znacząco, domyślając się już niektórych rzeczy, jakie miał w zwyczaju robić Atrehu, gdy pozostawał sam na sam z waderą.
-Lonya właśnie opowiadała nam, co widziała we wnętrzu jaskini. Podobno obłędny widok.
Parka spojrzała pytająco na Lonyę.
- Łaziliście tam dłużej ode mnie i nie powiecie mi, że to, co tam zastaliście, nie było godne zapamiętania.
- A tak, masz rację! Tej nocy szybko nie zapomnę. - Tsumi zaśmiała się słodko. Exan dałby sobie łeb uciąć, że w tamtym momencie Tsumi puściła Lonyi oczko, co na swój sposób wyglądało przeuroczo.
Basior spojrzał na swą siostrę, uśmiechnął się figlarnie.
- Lonya, coście ćpali?
- O co ci chodzi? - odparła Lonya. - Po prostu widzieliśmy coś, co przykuło naszą uwagę, ale że wy słodko spaliście, więc nie mieliśmy serca was budzić.
- To może wybierzemy się tam w całą piątkę? - zaproponował, ale Atrehu szybko wtrącił, nerwowo myśląc nad argumentem, co utwierdziło w przekonaniu Exana, że basior coś kręcił. - To się pojawia tylko nocą.
~ Ta, jasne. Nie ze mną te numery, Romeo - pomyślał Naharys, śmiejąc się w głębi duszy.
- A mimo to, wyglądacie na wypoczętych. Dobra, nieważne. Idziemy dalej. Czeka nas jeszcze sporo drogi.
I z tymi słowy, wyszli z głębokiej i jakże urokliwej groty, aby ruszyć w dalszą drogę przez leśną knieję, pełną powykręcanych w dziwaczne pozy drzewa. - Pina przyglądała się każdemu drzewu z uwagą i ciekawością, bowiem wyznała Naharysowi, że pierwszy raz znalazła się w takim lesie. Przez środek lasu przepływała szeroka rzeka, a przybrzeżne kamienie zatrzymywały rozmokłe gałęzie i zgniłą roślinność. Naharys pamiętał, że w pobliżu był zawalony pień, służący podróżnym wilkom za most, na tyle długi, że bez problemu łączył oba brzegi. Naharys poszedł pierwszy, a za nim Lonya, która powiodła za sobą Pinę i Tsumi, natomiast kolumnę zamykał Atrehu. Szli gęsiego, powoli, a co niektórzy niepewnie spoglądali na spokojnie płynący nurt czystej, górskiej wody, jakby z jej głębin zaraz miał wydostać się jakaś bestia. Gdy przedostali się na drugi brzeg, Tsumi i Pina odetchnęły z ulgą, a Atrehu oświadczył.
- Ja chcę jeszcze raz! - entuzjastycznie uniósł uszy.
Naharys wiedział, że za ścianą lasu iglastego, u którego byli skraja, skrywała widoki typowo krajobrazu północy. Wysokie góry, rozległe fiordy i dzikie, surowe doliny, ale szkopuł był jeden. Przeprawa przez las wynosiła dzień drogi. Zadarł łeb w górę i wiedział już, że nadchodzi południe, więc przejście na drugą stronę lasu powinno im zająć do północy - o ile nie będą urządzać zbyt częstych przerw na popas. Był to las spokojny, więc poza tym, że po drodze mijali przeróżne stworzenia i wędrujące samotnie, bądź grupy wilków, nie wydarzyło się nic ciekawego, więc północ zastała ich bez jakichkolwiek komplikacji. Wyczerpani dotarli na drugi koniec skraju lasu, po czym nie szukając daleko, zasnęli w cieniu wysokiej sosny.
Sen dla Naharysa był nawet przyzwoity. Śniło mu się, że idzie przez ukwieconą łąkę, a na swym grzbiecie niesie śpiącą Pinę. Po chwili jego oczom ukazuje się źródełko, zasilane wodą rzeczną, a w centrum tego, na małej wysepce rosło sobie drzewo brzoskwiniowe. Różowe płatki kwiatu unosiły się na błękitnej wodzie, w której pływały sumy. Jeden z nich wynurzył swój wąsaty pyszczek, poruszył żuchwą, jakby chciał coś wyszeptać. Naharys nachylił się, aby posłuchać, ale nie dane mu było, gdyż prędko zbudziło go głośne ziewanie Atrehu.
- Jak daleko jeszcze? - spytał
- Już nie długo. Musimy jeszcze przejść przez las między fiordem, a potem pokonać samotne wrzosowisko. I w sumie... jesteśmy na miejscu.
Tak, jak powiedział, tak było. Centrum watahy znajdowało się u podnóża gór, a należące do niej granice, ogrodzone były naturalnym, skalistym murem. Minęli czuwających wartowników, którzy bez problemu przepuścili ich, gdy jeden z nich rozpoznał Naharysa i Lonyę - było to całkiem fajne uczucie, znów spotkać znajome pyski.
- Fajnie tu macie. - przyznał Atrehu, przyglądając się strażnikom, stojącym na skalnej półce i obserwującym okolicę. Szybko utwierdził się w tym przekonaniu, gdy natknął się na grupkę trenujących wojowniczek pod przywództwem tarczowniczki - największy zaszczyt i ranga dla wadery w tej watasze. Basior szybko przebierał wzrokiem po zgrabnych, poruszających się z gracją ciałach wader. Naharys zwrócił się do niego.
- To nasze najlepsze wojowniczki. Widzisz te ubarwienia na pysku albo udzie? To oznacza, że zasłużyły się w niejednej bitwie. Dlatego radzę ci, gdy przyjdzie ci do głowy zagadnąć którąś, trzymaj ptaszka na uwięzi, inaczej szybko go stracisz. - I z tymi słowy klepnął go przyjacielsko w bok, śmiejąc się wesoło.
- Wydają się odważne, twarde... - odezwał się po chwili.
- Nasi wojownicy są najlepsi. Wierzymy bowiem, że śmierć w trakcie walki, to śmierć chwalebna, zapewniająca nam miejsce w niebie, gdzie toczy się wieczna bitwa, a po niej, huczna impreza. Taka myśl sprawia, że nasi wojownicy nie boją się śmierci. A gdy ona nadejdzie, z pasją spoglądają jej w oczy.
- Ciekawe. - skomentował basior, przyglądając się niskiej, młodej, karmelowej waderze z czerwonymi symbolami na pysku, która trenowała z wysoką, szarą wojowniczką. Tsumi, widząc jego zafascynowanie ruchami karmelowej, zdzieliła go w tył głowy, przywołując tym samym do porządku.
- A gdzie mieszka wasz Alfa? - zapytała Pina.
Naharys odwrócił się do swej ukochanej i obdarzył miłym spojrzeniem.
- U nas nie włada Alfa. Władzę i obowiązki przywódcy obejmują generałowie, czyli moi i Lonyi rodzice.
- Czyli, że jesteś jakby synem Alfy? - zapytał Atrehu.
- Nie. Alfy mają w sobie coś, czego nie mają moi rodzice. Nie mają tego, co masz ty, Atrehu. Tej mocy, której używają Alfy, gdy przemawiają w stronę poddanych.
- Dlaczego więc nie ma u was Alfy?
- Bo poprzedni został zdetronizowany. - odpowiedziała Lonya. - Tyranizował i brutalnie zarządzał swą watahą. Uznawał, że jest ponad prawem, gdyż to on je ustala. A robił to tak, aby jemu było najłatwiej. W końcu wilki wkurzyły się, wzięły sprawy we własne łapy i zrzuciły Alfę z tronu, uważając go jednocześnie za niegodnego ich zaufania i poświęcenia. Pewnie teraz gdzieś jego dusza błąka się w czeluściach piekieł.
- Kurcze, wszystko jest tutaj takie różnorodne. - powiedział zafascynowany Atrehu.
Naharys, idąc przodem, minął miejsce, gdzie ciężarne wadery były objęte czułą opieką watahy, pilnując aby nic im nie zabrakło - Wataha ta dbała o swe dzieci, nawet te, co jeszcze się nie narodziły. A potem obrali kierunek na kwaterę główną wojowników, gdzie zazwyczaj przebywali dowódcy - w tym jego rodzice. Na widok rosłego, dobrze zbudowanego basiora o brązowej sierści, Naharys mimowolnie uśmiechnął się szeroko. Ojciec nie wierząc własnym oczom, podbiegł do nich i jednym, mocnym chwytem, mogącym złamać niedźwiedzią kość, uścisnął syna i przybraną córkę, a następnie zmierzył pozostałych dość ciekawym wzrokiem.
- Miło was widzieć, moje dzieci. Kogo do nas przyprowadziłeś? - zapytał, zatrzymując wzrok na Pinie, która nieśmiało wbiła wzrok we własne łapy, zalewając się mocnym rumieńcem.
- Tato, chciałbym ci przedstawić moją elskerine. Moją ukochaną Pinę.
Ojciec ponownie przyjrzał się niskiej waderze, a na jego pysku pojawił się grymas ciepłego szczęścia i czułości, a następnie przywołał do siebie Eloney - Rodzicielka Exana i przybrana matka Lonyi. Pina z podziwem w oczach obserwowała przepełniony gracją chód śnieżnej wadery i zrozumiała już, po kim jej ukochany odziedziczył kolor sierści.
- Czy ty aby nie jesteś za młoda na naszego syna, Pino?- zwróciła się Eloney do Piny, po wstępnym powitaniu.
- Mamo, może przez jej wzrost wygląda, jak wygląda, ale daje wam słowo, że to dorosła i dojrzała wadera.
Rodzice pomimo tego, zaśmiali się głośno, ale nie miało to na celu zadrwienia z Piny, lecz okazać, iż pomimo ciężkiego charakteru, potrafią okazać radość.
- Pino - Eloney zwróciła się do Piny łagodnym, matczynym tonem. - Czy nasz syn jest dla ciebie dobry?
- Cóż... - zaczęła niska wadera, nie bardzo wiedząc, co w stresie powiedzieć. - On... Exan, jest dla mnie najlepszy... traktuje mnie z szacunkiem.
- Jak na wojownika przystało. - odparł Ramar. - A czy ona dla ciebie jest dobra, Exan?
- Codziennie dziękuję bogom, że ją mam. - odpowiedział z pasją Naharys. - Jest kochana.
Trójka w milczeniu przyglądała się tej sytuacji - Eloney, aby błogosławić nowej członkini rodziny, złożyła jej ciepły pocałunek w czoło, a Ramar zaś na znak pokoju i szacunku, naznaczył jej policzki niebieską farbą.
- Witaj w rodzinie, moja droga! - oświadczyła Eloney, a Ramar uśmiechnął się szeroko.
A potem już poszło gładko. Pina poznała mnóstwo znamienitych wojowniczek, otoczyły ją ciepłym towarzystwem, Atrehu i Tsumi pozwolono na zwiedzenie terenów watahy, a Naharys i Lonya mogli w spokoju nacieszyć się rodzinną atmosferą. Na treningu napotkali Asdana - ich starszego brata.
Naharys słyszał, że wzbił się na wyżyny swego stanowiska - w tym momencie uczył młodych wojowników podstaw bojowych i zwyczajów. Obok niego stała obca mu wadera o piaszczystej sierści, przez środek jej kręgosłupa przechodziła brązowa pręga, a policzki zaś zdobiły szkarłatne barwy. Spostrzegli, że była w ciąży.
- Bracie? - odezwali się jednocześnie.
Brązowy basior i jego towarzyszka odwrócili się nagle, szybko. Dla Asdana pewnie było zaskakującym przeżyciem, gdyż po tak sporym czasie w końcu ujrzał brata i przybraną siostrę całych i zdrowych.
- A więc zostałeś kapitanem?
- Tak. Poznajcie Miję, moją ukochaną. Za niedługo będziemy mieć swoje pociechy.
Naharys i Lonya przyjrzeli się waderze o nieśmiałym, ale łagodnym wyrazie pyszczka. I do tego mogła pochwalić się urodą. ~ Będzie z niej wspaniała matka. - Pomyślał Naharys.
Gdy Naharys wrócił do swej ukochanej, zobaczył, że na jej głowie spoczywał pokaźny i różnokolorowy wianek kwiatów, wydzielających przyjemne zapachy, a następnie wojowniczki otoczyły go szczelnym okręgiem i poprowadziły go ku Pinie, wyśpiewując głośno pieśni miłosne.

<Pina | Lonya | Tsumi | Atrehu?> Wiem, opowiadanie nie powala na kolana xD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1822
Ilość zdobytych PD: 911 +5% (45 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 956