Spałem do południa, wykończyły mnie wczorajsze łowy. Goniłem zasranego królika pół mili, lecz w końcu udało mi się zatopić w nim kły, smakował nawet całkiem. Wstałem i otrzepałem się z kurzu. Rozciągnąłem swoje kończyny i ziewnąłem. Ruszyłem przed siebie, nie wiedziałem gdzie, lecz coś mnie ciągnęło przed siebie, gdy dotarłem do pięknych gór, obok których było jezioro z krystalicznie czystą wodą. Wyczuwałem wokoło wiele śladów wilków, wiec znalazłem się na terenach jakiejś watahy. Nie wiedziałem, co mnie tu sprowadziło, moja pamięć ? Może wspomnienia? Nie wiedziałem....
Usiadłem na brzegu wody, wpatrując się w swoją twarz. Kim byłem...? Gdzie moja rodzina... ? Jak mam na imię? Nie wiedziałem.... Nadałem sobie imię Kotori po tym, jak obudziłem się na środku pustyni, a przede mną leżał kamień z krwistym napisem właśnie Kotori. To nie była moja krew, więc nie wiedziałem czyja. Po pustyni szlajałem się z parę dni, szukając wyjścia. Gdy wyszedłem z tej pustynnej pułapki, próbowałem sobie cokolwiek, lecz jedną rzecz, która pamiętam, są moje moce. Kim byłem... Jak się zachowywałem, takie pytania ciągle krążyły mi po głowie. Położyłem się przy wodzie i zamknąłem oczy, byłem w stanie czuwania, lecz najmniejszy hałas mógł mnie obudzić i tak było tym razem, gdy usłyszałem łamanie gałęzi, mój instynkt obronny się uaktywnił. Odwróciłem się i nie patrząc czy przeciwnik jest większy ode mnie, czy nie rzuciłem się na niego. Okazało się to mniejszą ode mnie samicą, lekko zapiszczała, gdyż moja jedna łapa przytrzymała jej skrzydło. Nie chciałem się wdzierać w bójkę, gdyż byłem na terenach watahy, musiałem to pamiętać. Szybko się opamiętałem i odskoczyłem na bok, najeżyłem się i zawarczałem. Nie wiedziałem, jakie ma wilk zamiary.
Wadera wstała i zachowała znaczny odstęp ode mnie, ciągle patrzyła na mnie uważnym wzrokiem.
- Kim jesteś? - odparła.
- Wilkiem nie widać? - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Skąd się wziąłeś ? - zapytała.
- Co Ciebie to obchodzi. - warknąłem.
- Słuchaj, nie jesteś tutaj na swoim terenie, więc odpowiedz, albo przegonię cię. - odparła.
Warknąłem pod nosem.
- Kotori tak się zwę, nie wiem skąd, pochodzę, lecz wiem, że coś mnie tu przyciągnęło...
Rene ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 332
Ilość zdobytych PD: 166
Obecny stan: 166
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
sobota, 8 stycznia 2022
Od Yneryth’a do Tsumi ~ "Polana"
Był to pierwszy dzień Yneryth’a w stadzie, był już po rozmowie z alfą i dostał, swój pierwszy przydział. Jego pierwszym ruchem w watasze, co mu się nie podobało, było, aby poznał inne wilki. Basior był rozerwany emocjonalnie na pół, co prawda był to dla niego „zwykły wtorek”, jednak myśl o tym, że jest w swoim pierwszym stadzie, nie dawała mu ani chwili, aby mógł odsapnąć i pomyśleć o sobie i „swojej misji” . Pierwsza myśl, która wpadła mu do głowy, to uciekać stąd jak szybko się da, na ten plan było już za późno, większość wilków znała już jego zapach. Plan ucieczki nie miał żadnych szans na udanie się. Yyneryth udał się więc zgodnie z wolą alfy na spotkanie z innymi wilkami. Na szczęście jednego wilka miał już z głowy Naharysa.
Wilka wciąż nurtowała jedna rzecz, wiedział już, że nie jest jedyny. Po rozmowie, z alfą, był pewien, że ona też coś potrafi, to logiczne, że normalne wilki nie mają skrzydeł. Powoli, chyba uświadamiał sobie, w co się wpakował. Tym razem było to coś, czego nie da rady po prostu zabić, czy oszukać. Te wilki również mają zdolności. Irytowała go tylko jedna rzecz, czemu też nie dostał skrzydeł, tylko jakieś kolce. Nie zamierzał chwalić się swoją zdolnością, chciał ją zostawić na potem, jak asa w rękawie. W takim obrocie spraw, na pewno musi wrócić do treningów, by w razie czego obronić się przed nimi, lub podobnymi do nich.
Większość doznań, których zaznał, rozmawiając z pobratymcami, były mu szczerze obojętne, albowiem nie zamierzał zostać tu na dłużej. To tylko przerwa w jego życiu i podróży, która może mieć znaczenie, albo nie. Wilk najlepiej z wszystkich pobratymców zapamiętał tego jednego, było po nim widać tylko dwie rzeczy, że jest zadbany i jest dość umięśniony i tak samo, jak sam Yneryth nie przepadał za tym, co obrzydzające, plugawych stawonogów i innych niegodziwych bytów na tej planecie. Basior nawet go polubił, ale nie tak bardzo, aby zostać tu na dłużej. Wilk ten zwał się Atrehu. Ostatnim wilkiem, mianowicie waderą, była Tsumi. Z rozmów z innymi wilkami wiedział już gdzie ją znajdzie, było to miejsce, które wydawało mu się, że polubi, albowiem przyroda i jej podziwianie to już jego życie.
W celu znalezienia Tsumi udał się tam, gdzie poleciły mu inne wilki, była to polana, w środku lasu, nie jest to na pewno jego wymarzone miejsce, ponieważ jest zbyt na widoku. Aczkolwiek musiał z nią porozmawiać. Yneryth wychodząc z lasu i wkraczając na polane, zatrzymał się. To, co zauważył, zaskoczyło go. Widział wielką polanę otoczoną lasem i na środku drzewo jabłoni, widok ten był nie do opisania, basior na chwilę przysiadł, bo dobrze zapamiętać ten widok. Siedział w bez ruchu przez około 10 minut, po chwili zorientował się, że trochę się zawiesił, otrząsnął się i zastanowił, co miał robić. Czego on tu szukał ? Spojrzał w kierunku drzewa i dojrzał małą jak na wilka waderę, błyskawicznie sobie przypomniał
- No tak Tsumi, po to tu przyszedłem.
Skierował swoją drogę w kierunku wadery. Podczas swojej drogi podziwiał, jak śnieg znika już powoli z jego otoczenia, wielce cieszył się, że to już koniec „białego gówna”. Spod śniegu, było już widać trawę. Yneryth nie mógł napatrzeć się, na to piękne zjawisko.
Wracając wzrokiem w kierunku drzewa, zaczął próbować zrozumieć, co wadera robi sama w takim nostalgicznym miejscu. W głowie ułożył sobie już wiele scenariuszy, żadnego nie mógł odrzucić, gdyż nie wiedział, co spotka go pod jabłonią. Był już w odległości 20 metrów od drzewa, czuł już woń wadery, dostrzegał już kolor jej futra. W głowie układał już plan, co jej powie, jak zacznie rozmowę, plany pokrzyżowała mu jednak wadera. Obróciła się w jego kierunku, a basior stanął w miejscu zaskoczony. Przez głowę przebiegło mu najgorsze, co jeśli, on ma dar i słyszy, co myślał, nie mógł pozbyć się tej myśli. W takiej sytuacji wilk stwierdził, że musi podkreślić swoje plany i zamiary, a co by zmieszać waderę, jeśli go słyszała.
Yneryth przysiadł obok, wadery, miał zamiar powiedzieć cos w stylu:
- Cześć, jestem tu nowy, przyszedłem się przywitać.
Z pyska wilka jednak wyszło coś zupełnie innego, mianowicie:
- Hejka, przyszedłem się poznać.
Basior był zażenowany tym, co wyszło z jego pyska, nie mógł już tego cofnąć, czego bardzo żałował, przez chwilę nawet nie słuchał wadery, gdyż zastanawiał się, co właśnie się stało. Szybko otrzepał się ze swoich myśli, nie mógł już nic zmienić.
Tsumi ?
PODUSMOWANIE
Ilość napisanych słów: 721
Ilość zdobytych PD: 360
Obecny stan: 718
Wilka wciąż nurtowała jedna rzecz, wiedział już, że nie jest jedyny. Po rozmowie, z alfą, był pewien, że ona też coś potrafi, to logiczne, że normalne wilki nie mają skrzydeł. Powoli, chyba uświadamiał sobie, w co się wpakował. Tym razem było to coś, czego nie da rady po prostu zabić, czy oszukać. Te wilki również mają zdolności. Irytowała go tylko jedna rzecz, czemu też nie dostał skrzydeł, tylko jakieś kolce. Nie zamierzał chwalić się swoją zdolnością, chciał ją zostawić na potem, jak asa w rękawie. W takim obrocie spraw, na pewno musi wrócić do treningów, by w razie czego obronić się przed nimi, lub podobnymi do nich.
Większość doznań, których zaznał, rozmawiając z pobratymcami, były mu szczerze obojętne, albowiem nie zamierzał zostać tu na dłużej. To tylko przerwa w jego życiu i podróży, która może mieć znaczenie, albo nie. Wilk najlepiej z wszystkich pobratymców zapamiętał tego jednego, było po nim widać tylko dwie rzeczy, że jest zadbany i jest dość umięśniony i tak samo, jak sam Yneryth nie przepadał za tym, co obrzydzające, plugawych stawonogów i innych niegodziwych bytów na tej planecie. Basior nawet go polubił, ale nie tak bardzo, aby zostać tu na dłużej. Wilk ten zwał się Atrehu. Ostatnim wilkiem, mianowicie waderą, była Tsumi. Z rozmów z innymi wilkami wiedział już gdzie ją znajdzie, było to miejsce, które wydawało mu się, że polubi, albowiem przyroda i jej podziwianie to już jego życie.
W celu znalezienia Tsumi udał się tam, gdzie poleciły mu inne wilki, była to polana, w środku lasu, nie jest to na pewno jego wymarzone miejsce, ponieważ jest zbyt na widoku. Aczkolwiek musiał z nią porozmawiać. Yneryth wychodząc z lasu i wkraczając na polane, zatrzymał się. To, co zauważył, zaskoczyło go. Widział wielką polanę otoczoną lasem i na środku drzewo jabłoni, widok ten był nie do opisania, basior na chwilę przysiadł, bo dobrze zapamiętać ten widok. Siedział w bez ruchu przez około 10 minut, po chwili zorientował się, że trochę się zawiesił, otrząsnął się i zastanowił, co miał robić. Czego on tu szukał ? Spojrzał w kierunku drzewa i dojrzał małą jak na wilka waderę, błyskawicznie sobie przypomniał
- No tak Tsumi, po to tu przyszedłem.
Skierował swoją drogę w kierunku wadery. Podczas swojej drogi podziwiał, jak śnieg znika już powoli z jego otoczenia, wielce cieszył się, że to już koniec „białego gówna”. Spod śniegu, było już widać trawę. Yneryth nie mógł napatrzeć się, na to piękne zjawisko.
Wracając wzrokiem w kierunku drzewa, zaczął próbować zrozumieć, co wadera robi sama w takim nostalgicznym miejscu. W głowie ułożył sobie już wiele scenariuszy, żadnego nie mógł odrzucić, gdyż nie wiedział, co spotka go pod jabłonią. Był już w odległości 20 metrów od drzewa, czuł już woń wadery, dostrzegał już kolor jej futra. W głowie układał już plan, co jej powie, jak zacznie rozmowę, plany pokrzyżowała mu jednak wadera. Obróciła się w jego kierunku, a basior stanął w miejscu zaskoczony. Przez głowę przebiegło mu najgorsze, co jeśli, on ma dar i słyszy, co myślał, nie mógł pozbyć się tej myśli. W takiej sytuacji wilk stwierdził, że musi podkreślić swoje plany i zamiary, a co by zmieszać waderę, jeśli go słyszała.
Yneryth przysiadł obok, wadery, miał zamiar powiedzieć cos w stylu:
- Cześć, jestem tu nowy, przyszedłem się przywitać.
Z pyska wilka jednak wyszło coś zupełnie innego, mianowicie:
- Hejka, przyszedłem się poznać.
Basior był zażenowany tym, co wyszło z jego pyska, nie mógł już tego cofnąć, czego bardzo żałował, przez chwilę nawet nie słuchał wadery, gdyż zastanawiał się, co właśnie się stało. Szybko otrzepał się ze swoich myśli, nie mógł już nic zmienić.
Tsumi ?
PODUSMOWANIE
Ilość napisanych słów: 721
Ilość zdobytych PD: 360
Obecny stan: 718
Yneryth c.d Naharys'a ~ Początek
- Idziemy. To tylko taka nostalgia. Nie przejmuj się mną.- odpowiedział szybko i celnie, bez chwili zawahania.
Yneryth szedł za nowo poznanym wilkiem, oglądał go i analizował jego wygląd. Idąc, za Naharysem, resztę drogi w ciszy, chyba że nowy basior o coś pytał, wtedy Yneryth odpowiadał wymijająco. Wilk nie mógł zrozumieć jakim cudem zgubił wilka i jak od razu go nie wyczuł. Stwierdził, że musi wrócić do treningów nad skupieniem, ewidentnie dziś się rozkojarzył, a na to nie ma tutaj miejsca, w innej sytuacji mógłby już leżeć w śniegu, którym niestety już jest pokryty. Po pewnej chwili wymyślił pomysł, czemu zgubił wilka, mianowicie może on też posiada jakieś umiejętności. Świat Ynerytha stanął do góry nogami, nie dość, że nowy wilk to jeszcze z mocami. Basior nigdy się tak nie cieszył, że nie zaczął walki. Nowo poznany wilk starał się, być dla niego miły, nawet obiecał pomóc, ale była jedna rzecz, która bardziej go zmartwiła niż to, że dziś poniósł klęskę, okazało się, że idą do stada, co gorsza będzie musiał porozmawiać z alfą, czym, kimkolwiek jest. Księżyc już zachodził, a futro wilka zmieniało kolor, szukając, nowo poznanego wilka zauważył, że on też zmienił kolor. Wtedy był pewien w 100%, ten wilk też ma zdolności.
- Dziękuję, ci bardzo za pomoc. – Powiedział cicho, lecz z odrobiną emocji Yneryth.
- Nie ma za co, tutaj możesz przenocować. Tylko bez numerów. - Kiwnął głową w kierunku jaskini.
- Oczywiście, nic nie będę kombinował. Dobranoc.
- Miłych snów.
Basior położył się w rogu, jak najdalej od środka, dalej robił te same czynności, nawet przed głupim snem, próbował się ukrywać. Leżąc na zimnych skałach, rozmyślał o jutrzejszym dniu i o tym, co go spotka. Myślał, czym do diabła jest alfa. Nic dla niego nie było już pewne. Jedyną rzeczą jak coś mu teraz da to przespanie nocy i ponowienie działań o wschodzie słońca, a dokładniej za parę godzin. Zwinął się w kłębek i próbował zasnąć. Ostatnią myślą przed zaśnięciem, było czy są inni tacy jak on, czy jest ich więcej, ilu ich jest, do czego są zdolni. Yneryth tego dnia nie poznał na nie odpowiedzi.
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 344
Ilość zdobytych PD: 172
Obecny stan: 358
Yneryth szedł za nowo poznanym wilkiem, oglądał go i analizował jego wygląd. Idąc, za Naharysem, resztę drogi w ciszy, chyba że nowy basior o coś pytał, wtedy Yneryth odpowiadał wymijająco. Wilk nie mógł zrozumieć jakim cudem zgubił wilka i jak od razu go nie wyczuł. Stwierdził, że musi wrócić do treningów nad skupieniem, ewidentnie dziś się rozkojarzył, a na to nie ma tutaj miejsca, w innej sytuacji mógłby już leżeć w śniegu, którym niestety już jest pokryty. Po pewnej chwili wymyślił pomysł, czemu zgubił wilka, mianowicie może on też posiada jakieś umiejętności. Świat Ynerytha stanął do góry nogami, nie dość, że nowy wilk to jeszcze z mocami. Basior nigdy się tak nie cieszył, że nie zaczął walki. Nowo poznany wilk starał się, być dla niego miły, nawet obiecał pomóc, ale była jedna rzecz, która bardziej go zmartwiła niż to, że dziś poniósł klęskę, okazało się, że idą do stada, co gorsza będzie musiał porozmawiać z alfą, czym, kimkolwiek jest. Księżyc już zachodził, a futro wilka zmieniało kolor, szukając, nowo poznanego wilka zauważył, że on też zmienił kolor. Wtedy był pewien w 100%, ten wilk też ma zdolności.
- Dziękuję, ci bardzo za pomoc. – Powiedział cicho, lecz z odrobiną emocji Yneryth.
- Nie ma za co, tutaj możesz przenocować. Tylko bez numerów. - Kiwnął głową w kierunku jaskini.
- Oczywiście, nic nie będę kombinował. Dobranoc.
- Miłych snów.
Basior położył się w rogu, jak najdalej od środka, dalej robił te same czynności, nawet przed głupim snem, próbował się ukrywać. Leżąc na zimnych skałach, rozmyślał o jutrzejszym dniu i o tym, co go spotka. Myślał, czym do diabła jest alfa. Nic dla niego nie było już pewne. Jedyną rzeczą jak coś mu teraz da to przespanie nocy i ponowienie działań o wschodzie słońca, a dokładniej za parę godzin. Zwinął się w kłębek i próbował zasnąć. Ostatnią myślą przed zaśnięciem, było czy są inni tacy jak on, czy jest ich więcej, ilu ich jest, do czego są zdolni. Yneryth tego dnia nie poznał na nie odpowiedzi.
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 344
Ilość zdobytych PD: 172
Obecny stan: 358
piątek, 7 stycznia 2022
Od Naharysa c.d Yneryth ~ Początek
Nastał późny wieczór, a wraz z nim północny wicher, który wstrząsał gałęziami okolicznych drzew. Naharys już jakiś czas przebywał w jaskini Nabi w usilnym poszukiwaniu wspomnianych przez Lonyę ziół, potrzebnych dla pacjentów. Głównie dla jakiegoś nowego basiora - Itami przedstawiała go, jako Itachi, który stale potrzebował leków na złamaną kość. Nabi, mimo, że niewidoma, to idealnie radziła sobie w poszukiwaniach - wydawałoby się, że wadera zna tę jaskinię, jak własną kieszeń. Przetrząsnęli całą jaskinię, ale w końcu znaleźli. Tuzin lubczyku, pęczek mięty pieprzowej oraz mendel rozmarynu. Przyjął zbiór ziół, podziękował jej kiwnięciem głowy, ale w porę zorientował się, że wadera tego nie widziała, więc powiedział.
- Dziękuję ci. W imieniu pacjentów też. - dodał z uśmiechem.
Nabi zachichotała uroczo i cicho. Przed wejściem pożegnała go jeszcze krótkim pachnięciem łapą, po czym wróciła do swych obowiązków.
Słońce już zanikało za linią horyzontu. Wtedy Naharys odniósł nieprzyjemne wrażenie, że wokół niego roznosiła się nieprzyjemna aura. Starał sobie tłumaczyć tym, że to było naturalne, że odczuwał dyskomfort ze spaceru po lesie, którego ogarniał z chwili na chwilę coraz głębszy mrok - lecz ostatecznie zmienił nastawienie, gdy niedaleko niego usłyszał dziwny szelest i chrzęst śniegu.
~ Ktoś sobie jaja ze mnie robi? - pomyślał z przekąsem i rozejrzał się dokładnie. Swym powoli złotym wzrokiem lustrował okolicę. Futro na czubku ogona zaczynało przybierać granatowy kolor, wypierał powoli biel i począł rozprzestrzeniać się dalej. Przyspieszył kroku, aby zgubić dowcipnisia, którego z resztą zdążył wyczuć w powietrzu, wskoczył bezszelestnie w cień głębokiego jaru i wypatrywał jakiejś sylwetki. Zapach, roztoczony przez wilka wydawał się mu nieznajomy - obcy! Nieproszony gość rozglądał się, jakby nerwowo, po czym obrał kierunek na wschód. Naharys napiął mięśnie, zmrużył lekko oczy i zaczął podążać za nieznajomym, a robiąc to, nie wydawał z siebie żadnego dźwięku, jakby jego łapy były zbudowane z mroku. Mroku, którym właśnie się stał, a pomimo tego, wilk wyczuł jego obecność i spanikowany puścił się biegiem.
Naharys instynktownie ruszył w pogoń za obcym, zręcznie lawirując między drzewami pod postacią niematerialnego mroku. ~ Nie uciekniesz mi... - pomyślał Naharys, gdy nagle zobaczył, że wilk zaniechał dalszej ucieczki. Basior przybrał materialną formę, odstawił na bok zioła i wyłonił się z mroku, stając oko w oko z wilkiem. Nie był zbyt spokojny, bowiem Naharys słyszał wyraźnie rytm jego serca... Czyżby zgubił się? Jakie to miało teraz znaczenie? Naharys przyłapał go na śledzeniu.
Następnie, co obcy basior ujrzał, to rozpływającego się w mroku Exana, a po chwili jakaś siła przygwoździła go do ziemi.
- Co ci strzeliło do głowy, co? - spytał z napięciem basior. - Dlaczego mnie śledziłeś?
- Nie śledziłem... chciałem tylko wiedzieć, gdzie idziesz. Chcę poznać waszego przywódcę.
Naharys poderwał brew i wyzwolił basiora spod swego uścisku, pomógł wstać, po czym zapytał.
- Chciałbyś do nas dołączyć?
- W pewnym sensie. - odparł nieznajomy.
- Dlaczego w pewnym sensie?
- W sensie... chciałbym przenocować, a następnego dnia udać się do waszej Alfy.
- Rozumiem cię. No dobrze, powiedzmy, że ci wierzę, bo w takim razie nie mam już podstaw, żeby podejrzewać cię o cokolwiek. Chodź ze mną, pokażę ci miejsce, gdzie mógłbyś przenocować, a jutro, jeśli będziesz chciał, zaprowadzę cię do Renee. Ona zdecyduje, czy cię przyjąć. W porządku?
Nieznajomy kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Zanim Naharys wziął z powrotem zioła, dokładnie zlustrował basiora złotymi oczami. Był z lekka mniejszy od niego, sierść nieco krótsza i połyskująca w świetle księżyca, nabierająca błękitu, a łapy zaś wyglądały na mocno zbudowane, co oznaczało, że jego mięśnie pamiętały niejedno starcie. Żółte drobne oczy obserwowały Naharysa badawczo, jakby chciały wyczytać następny jego ruch.
- Naharys jestem. Dla przyjaciół Exan.
Nieznajomy kiwnął głową.
- Może teraz ty się mi przedstawisz, czy wolisz zachować swe imię w tajemnicy?
- Mów mi Yneryth.
- Hmmm... skąd jesteś? Bo przyznam ci, że imię masz dość unikatowe.
Basior, jakby próbując uniknąć tematu, spojrzał z utęsknieniem na księżyc w drugiej kwadrze.
- Wolałbym ominąć ten temat.
- Rozumiem cię. Twoja wola. Idziemy, czy chcesz, abym usiadł i podziwiał księżyc wraz z tobą?
<Yneryth?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 635
Ilość zdobytych PD: 317 PD
Obecny stan: 317 PD
- Dziękuję ci. W imieniu pacjentów też. - dodał z uśmiechem.
Nabi zachichotała uroczo i cicho. Przed wejściem pożegnała go jeszcze krótkim pachnięciem łapą, po czym wróciła do swych obowiązków.
Słońce już zanikało za linią horyzontu. Wtedy Naharys odniósł nieprzyjemne wrażenie, że wokół niego roznosiła się nieprzyjemna aura. Starał sobie tłumaczyć tym, że to było naturalne, że odczuwał dyskomfort ze spaceru po lesie, którego ogarniał z chwili na chwilę coraz głębszy mrok - lecz ostatecznie zmienił nastawienie, gdy niedaleko niego usłyszał dziwny szelest i chrzęst śniegu.
~ Ktoś sobie jaja ze mnie robi? - pomyślał z przekąsem i rozejrzał się dokładnie. Swym powoli złotym wzrokiem lustrował okolicę. Futro na czubku ogona zaczynało przybierać granatowy kolor, wypierał powoli biel i począł rozprzestrzeniać się dalej. Przyspieszył kroku, aby zgubić dowcipnisia, którego z resztą zdążył wyczuć w powietrzu, wskoczył bezszelestnie w cień głębokiego jaru i wypatrywał jakiejś sylwetki. Zapach, roztoczony przez wilka wydawał się mu nieznajomy - obcy! Nieproszony gość rozglądał się, jakby nerwowo, po czym obrał kierunek na wschód. Naharys napiął mięśnie, zmrużył lekko oczy i zaczął podążać za nieznajomym, a robiąc to, nie wydawał z siebie żadnego dźwięku, jakby jego łapy były zbudowane z mroku. Mroku, którym właśnie się stał, a pomimo tego, wilk wyczuł jego obecność i spanikowany puścił się biegiem.
Naharys instynktownie ruszył w pogoń za obcym, zręcznie lawirując między drzewami pod postacią niematerialnego mroku. ~ Nie uciekniesz mi... - pomyślał Naharys, gdy nagle zobaczył, że wilk zaniechał dalszej ucieczki. Basior przybrał materialną formę, odstawił na bok zioła i wyłonił się z mroku, stając oko w oko z wilkiem. Nie był zbyt spokojny, bowiem Naharys słyszał wyraźnie rytm jego serca... Czyżby zgubił się? Jakie to miało teraz znaczenie? Naharys przyłapał go na śledzeniu.
Następnie, co obcy basior ujrzał, to rozpływającego się w mroku Exana, a po chwili jakaś siła przygwoździła go do ziemi.
- Co ci strzeliło do głowy, co? - spytał z napięciem basior. - Dlaczego mnie śledziłeś?
- Nie śledziłem... chciałem tylko wiedzieć, gdzie idziesz. Chcę poznać waszego przywódcę.
Naharys poderwał brew i wyzwolił basiora spod swego uścisku, pomógł wstać, po czym zapytał.
- Chciałbyś do nas dołączyć?
- W pewnym sensie. - odparł nieznajomy.
- Dlaczego w pewnym sensie?
- W sensie... chciałbym przenocować, a następnego dnia udać się do waszej Alfy.
- Rozumiem cię. No dobrze, powiedzmy, że ci wierzę, bo w takim razie nie mam już podstaw, żeby podejrzewać cię o cokolwiek. Chodź ze mną, pokażę ci miejsce, gdzie mógłbyś przenocować, a jutro, jeśli będziesz chciał, zaprowadzę cię do Renee. Ona zdecyduje, czy cię przyjąć. W porządku?
Nieznajomy kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Zanim Naharys wziął z powrotem zioła, dokładnie zlustrował basiora złotymi oczami. Był z lekka mniejszy od niego, sierść nieco krótsza i połyskująca w świetle księżyca, nabierająca błękitu, a łapy zaś wyglądały na mocno zbudowane, co oznaczało, że jego mięśnie pamiętały niejedno starcie. Żółte drobne oczy obserwowały Naharysa badawczo, jakby chciały wyczytać następny jego ruch.
- Naharys jestem. Dla przyjaciół Exan.
Nieznajomy kiwnął głową.
- Może teraz ty się mi przedstawisz, czy wolisz zachować swe imię w tajemnicy?
- Mów mi Yneryth.
- Hmmm... skąd jesteś? Bo przyznam ci, że imię masz dość unikatowe.
Basior, jakby próbując uniknąć tematu, spojrzał z utęsknieniem na księżyc w drugiej kwadrze.
- Wolałbym ominąć ten temat.
- Rozumiem cię. Twoja wola. Idziemy, czy chcesz, abym usiadł i podziwiał księżyc wraz z tobą?
<Yneryth?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 635
Ilość zdobytych PD: 317 PD
Obecny stan: 317 PD
Od Tsumi ~ "Szał rozpaczy"
< Time speed ~ akcja w opowiadaniu dzieje się miesiąc po powrocie do watahy z wątku: "W głowie się nie mieści" >
Tsumi zawsze marzyła o założeniu dużej i kochającej rodziny, odkąd tylko sięgała pamięcią za szczenięcych lat. Przyjemne silne ciepło, które ogarniało jej serce za każdym spojrzeniem na jej rodziców, cudowną miłość namacalną w ich wzroku ku sobie i na ich dzieci — to było coś, co Tsumi od zawsze pragnęła doświadczyć i ofiarować. Sama euforia myślenia nad tym była, jak bogata oaza dla spragnionego wędrowca na pustyni. Marzyła o posiadaniu ukochanego partnera i ich wspólnych dzieci, które zawsze otaczałaby najczulszą miłością bogatą w ciepło. Jej cały sens opierał się na posiadaniu własnej rodziny. Dlatego była zadowolona z faktu, że ten mały diament lub może nawet kilka, osiadły się na jej łonie. Była niezmiernie rada z siebie oraz Piny, która okazała się nosić owoc miłości. Pamiętała jak później wraz z Naharysem cieszyli się informacją o rychłym utworzeniu ich własnej rodziny. Wszyscy po spędzeniu trochę czasu w jego oraz Lonyi rodzinnej jaskini wracali w dobrych humorach. Pierwsze stadium ciąży dla wszystkich gatunków jest kluczowe. Niska wadera zawsze zgłębiała się na ten temat, nie było więc opcji, żeby coś ją zaskoczyło, była po prostu zbyt dobrze przygotowana. Znała swoje możliwości. A jednak pewien czas po powrocie, jednego poranka drogą poczty pantoflowej dotarło do niej, co Atrehu robił i to nie sam a na pewno z jedną samicą. Ten basior, o którym od razu myślała jako mocno prawdopodobna miłość. Dokładnie ten, który ją oczarował nawet w tamtym syfilisie, jakim był przy ich poznaniu. Nie byli razem ze sobą, ale wadera miała nadzieję na lepsze jutro. Przecież chciała mu wyznać swoje uczucia po powrocie. Zamierzała dokładnie tego dnia.
Do końca dnia była w dość dużym szoku, miała w dużej mierze za złe sobie, że się nie pospieszyła. Realizacja jednak nowej wiadomości zawahała nią — miał inną kochankę i to nie na świeżo, spotykali się co najmniej od jakiegoś czasu. Miała wrażenie, że serce rozdarło się jej częściowo.
Do końca dnia męczyły ją nieprzyjemne bóle brzucha, które spotęgowały się rankiem następnego dnia, aż nie mogła wytrzymać z bólu. Dotarła do jaskini medyków niemal w ostatniej chwili, gdyż opadła na ziemię wyjąc z bólu, po czym rozdzierający ból i wylała się z niej krew. Nie pamięta co wtedy się działo, jakby przez bardzo gęstą mgłę. Zasłona dymna została jednak gwałtownie rozchylona, kiedy Lonya drżącą łapą na barku Tsumi, przekazała jej dwie tragiczne wiadomości, które raz na zawsze obróciły w pył jej marzenia.
Poronienie.
Komplikacje okazały się na tyle duże, że nigdy nie będzie w stanie donosić żadnej kolejnej ciąży.
Cały jej wewnętrzny świat rozsypał się jak domek z kart. Ot tak, bardzo łatwo. Potworne wiadomości pociągnęły za sobą energicznie poćwiartowane serce i umysł, ogarnęła ją rozpacz. Negatywne emocje były tak silne, że nawet nie pamiętała, jak znalazła się z powrotem w swojej jaskini. Wszystko jakby stało się zniekształcone. Jak dotarła do watahy? Na jakim etapie poznała swoją przyjaciółkę Pinę? Cała jej pamięć została zaburzona. Z jaskini wyszła dopiero po kilku dniach, całkowicie inna od tej Tsumi, jaką wszyscy znali. A ona postanowiła pożegnać się z ciężarną mentalną siostrą i wrócić do rodzinnej watahy w celu lizania własnych ran.
Spotkała go po drodze, gdzie nie było nikogo innego. Bezczelny się uśmiechnął lekko, jakby nic się nie stało.
- Dzień dobry Tsumi, jak się dziś masz? Martwiłem się, jak przez te kilka dni nie wychodziłaś. Potrzebowałaś nacieszyć się spokojem, prawda?
- Zamilcz. - syknęła głucho. Jej spojrzenie stwardniało tylko, gdy go ujrzała. - To wszystko twoja wina. Jak śmiesz mi się pokazywać na oczy?! Ty męska zdradziecka szujo! Ufałam ci!
Nawet jeśli Tsumi nigdy nie umiała używać mocniejszego języka, jak na przykład Pina, z jej słów dobitnie ociekał jad i nienawiść zmieszana z żalem. Gardziła nim na tyle, że miała głęboko w poważaniu jego uczucia w tamtej chwili. Wszystko ciskało się w niej, by wyrzuciła z siebie wszystko w stosunku do niego.
- Jesteś łajdakiem. - jej głos stał się lodowaty z nienawiści.- Każdą tak traktujesz? Najpierw czułe słówka, a potem do przelecenia na jedną noc, może dwie? Zero odpowiedzialności za swoje czyny. Nawet, gdy powiedziałam ci o ciąży, ty... Wiem co cię łączy z Itami. - warknęła. - Wiem, co robiliście. A ja głupia chciałam ci wyznać miłość, podczas gdy ty sobie ją bzykałeś... Żałosne, doprawdy żałosne. I to nie tylko ja, ale i twoje zachowanie. Każdą kolejną waderę zamierzasz puknąć? Kretynie, czy kiedykolwiek wziąłeś pod uwagę uczucia każdej z osobna? Myślisz, że każda będzie ucieszona z takiego numerka? Nawet jeśli niską się cenią, dalej chcą więcej. A ty im tego nie dajesz, wręcz odbierasz. Jesteś dokładnym przeciwieństwem tego, co się szuka u drugiej połówki. Nie jesteś wart czegokolwiek. Haha, wiesz co? Nawet nie musisz się martwić o swoje młode. Poroniłam, przez ciebie. - powiedziała już niskim głosem. Nie w sposób było dokładnie wskazać, kogo wówczas bardziej nienawidziła, jego czy siebie.
- Zniszczyłeś mi wszystkie moje najgłębsze marzenia. Odebrałeś mi wszystko, czego pragnęłam. Ale hej, czy to cię obchodzi? Oczywiście, że nie! Myślisz tylko i wyłącznie nim. - wskazała łapą w kierunku jego przyrodzenia. - i w kwestii którą teraz puknąć. Nic więcej. Nie obchodzi cię nic poza własnym chorym niepohamowanym popędem seksualnym. Zero myślenia o konsekwencjach i cudzych uczuciach. Liczy się tylko seks, prawda? Co tam stan myśli i serc wader, na co to komu! Mają być tylko puste i bezmyślne, żeby sobie dogadzać. Ojej, czyżby cię to bolało? Pewnie duma, co? A wiesz co? Gówno mnie to obchodzi. - dodała słodszym tonem, tylko przez chwilę. - Przeleciałeś mnie przynajmniej raz, kiedy już miałeś Itami na boku. A może to ja byłam tą drugą? Bez różnicy. Nawet nie jest mi cię szkoda w tym stanie. Dupcz sobie dalej Itami i kolejne, przecież tylko to się dla ciebie liczy. Żal mi jedynie twoich podbojów, zwłaszcza po zorientowaniu się przez nie co sam sobą reprezentujesz. Ja umywam od tego łapy. Nie zamierzam cię już widzieć na oczy kiedykolwiek. Po lodowatym monologu pełnym nienawiści do Atrehu minęła go, w pełni ignorując. Pozostała jej jeszcze jedna kwestia przed rozmową z Renesmee.
Pina dopiero co budziła się z drzemki, była taka spokojna. Spojrzała zatroskana na przyjaciółkę z nutą niepokoju, widząc jej wzrok.
- Tsumi, co się dzieje? Wszystko gra?
- Chciałabym... wrócić do rodziny. - powiedziała łagodnie bursztynowooka. Mimo wszystko, wahanie w jej głosie było słyszane. - Potrzebuje ich bardziej niż kiedykolwiek.
- Wrócisz? - Spytała się Pina, lustrując ją uważnie.
- Nie... Nie wiem już. - odparła dopiero po chwili. Zaraz wysiliła się na ciepły uśmiech. - Masz teraz skupić się na Naharysie i waszych szczeniętach, rozumiesz? Zawsze będę przy tobie duchowo, jeśli odejdę.
- Tsumi, niepokoisz mnie. - powiedziała bez ogródek po zebraniu się do siadu. - Co się stało?
- Wiele rzeczy. - powiedziała wymijająco. - Niekoniecznie przyjemnych. Dlatego powinnam wrócić w swoje strony, zobaczę co i jak się potoczy. Chciałam ci jednak życzyć z całego szczerego serca co najlepsze na drodze macierzyństwa. Czasem nie będzie łatwo, ale to chyba wiesz. Nie poddawaj się, jesteś silna... Możliwe, że nie będziemy się widzieć. Na razie muszę cię jednak zostawić, w dobrych łapach twojego partnera. Trzymaj się moja droga mentalna siostro. Z tymi słowami opuściła lokum. Bolało ją to, że ukryła przed nią swoje poronienie i co dowiedziała się o Atrehu, ale nie wybaczyłaby sobie, gdyby Pina podzieliłaby jej los. Lepiej, żeby nie wiedziała. Jej szczęście było dla niej najważniejsze. Wkrótce była na krótkiej rozmowie z alfą o swoim pomyśle. Nie zatrzymywała jej, jedynie życzyła pomyślnej przyszłości i aby myślała o watasze.
Po wyjściu od Renesmee odwróciła głowę i ostatni raz spojrzała na jaskinię przyjaciółki, do której właśnie wchodził jej ukochany. Oj, ale jej zazdrościła. Cieszyła się z tej potoczenia historii. Jej jednak tu się kończyła. Chyba.
Nadszedł czas przeciąć więzy związania z watahą.
...
Ale czy na pewno to będzie dobre rozwiązanie?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1251
Ilość zdobytych PD: 625 + 5% (31) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 656
Tsumi zawsze marzyła o założeniu dużej i kochającej rodziny, odkąd tylko sięgała pamięcią za szczenięcych lat. Przyjemne silne ciepło, które ogarniało jej serce za każdym spojrzeniem na jej rodziców, cudowną miłość namacalną w ich wzroku ku sobie i na ich dzieci — to było coś, co Tsumi od zawsze pragnęła doświadczyć i ofiarować. Sama euforia myślenia nad tym była, jak bogata oaza dla spragnionego wędrowca na pustyni. Marzyła o posiadaniu ukochanego partnera i ich wspólnych dzieci, które zawsze otaczałaby najczulszą miłością bogatą w ciepło. Jej cały sens opierał się na posiadaniu własnej rodziny. Dlatego była zadowolona z faktu, że ten mały diament lub może nawet kilka, osiadły się na jej łonie. Była niezmiernie rada z siebie oraz Piny, która okazała się nosić owoc miłości. Pamiętała jak później wraz z Naharysem cieszyli się informacją o rychłym utworzeniu ich własnej rodziny. Wszyscy po spędzeniu trochę czasu w jego oraz Lonyi rodzinnej jaskini wracali w dobrych humorach. Pierwsze stadium ciąży dla wszystkich gatunków jest kluczowe. Niska wadera zawsze zgłębiała się na ten temat, nie było więc opcji, żeby coś ją zaskoczyło, była po prostu zbyt dobrze przygotowana. Znała swoje możliwości. A jednak pewien czas po powrocie, jednego poranka drogą poczty pantoflowej dotarło do niej, co Atrehu robił i to nie sam a na pewno z jedną samicą. Ten basior, o którym od razu myślała jako mocno prawdopodobna miłość. Dokładnie ten, który ją oczarował nawet w tamtym syfilisie, jakim był przy ich poznaniu. Nie byli razem ze sobą, ale wadera miała nadzieję na lepsze jutro. Przecież chciała mu wyznać swoje uczucia po powrocie. Zamierzała dokładnie tego dnia.
Do końca dnia była w dość dużym szoku, miała w dużej mierze za złe sobie, że się nie pospieszyła. Realizacja jednak nowej wiadomości zawahała nią — miał inną kochankę i to nie na świeżo, spotykali się co najmniej od jakiegoś czasu. Miała wrażenie, że serce rozdarło się jej częściowo.
Do końca dnia męczyły ją nieprzyjemne bóle brzucha, które spotęgowały się rankiem następnego dnia, aż nie mogła wytrzymać z bólu. Dotarła do jaskini medyków niemal w ostatniej chwili, gdyż opadła na ziemię wyjąc z bólu, po czym rozdzierający ból i wylała się z niej krew. Nie pamięta co wtedy się działo, jakby przez bardzo gęstą mgłę. Zasłona dymna została jednak gwałtownie rozchylona, kiedy Lonya drżącą łapą na barku Tsumi, przekazała jej dwie tragiczne wiadomości, które raz na zawsze obróciły w pył jej marzenia.
Poronienie.
Komplikacje okazały się na tyle duże, że nigdy nie będzie w stanie donosić żadnej kolejnej ciąży.
Cały jej wewnętrzny świat rozsypał się jak domek z kart. Ot tak, bardzo łatwo. Potworne wiadomości pociągnęły za sobą energicznie poćwiartowane serce i umysł, ogarnęła ją rozpacz. Negatywne emocje były tak silne, że nawet nie pamiętała, jak znalazła się z powrotem w swojej jaskini. Wszystko jakby stało się zniekształcone. Jak dotarła do watahy? Na jakim etapie poznała swoją przyjaciółkę Pinę? Cała jej pamięć została zaburzona. Z jaskini wyszła dopiero po kilku dniach, całkowicie inna od tej Tsumi, jaką wszyscy znali. A ona postanowiła pożegnać się z ciężarną mentalną siostrą i wrócić do rodzinnej watahy w celu lizania własnych ran.
Spotkała go po drodze, gdzie nie było nikogo innego. Bezczelny się uśmiechnął lekko, jakby nic się nie stało.
- Dzień dobry Tsumi, jak się dziś masz? Martwiłem się, jak przez te kilka dni nie wychodziłaś. Potrzebowałaś nacieszyć się spokojem, prawda?
- Zamilcz. - syknęła głucho. Jej spojrzenie stwardniało tylko, gdy go ujrzała. - To wszystko twoja wina. Jak śmiesz mi się pokazywać na oczy?! Ty męska zdradziecka szujo! Ufałam ci!
Nawet jeśli Tsumi nigdy nie umiała używać mocniejszego języka, jak na przykład Pina, z jej słów dobitnie ociekał jad i nienawiść zmieszana z żalem. Gardziła nim na tyle, że miała głęboko w poważaniu jego uczucia w tamtej chwili. Wszystko ciskało się w niej, by wyrzuciła z siebie wszystko w stosunku do niego.
- Jesteś łajdakiem. - jej głos stał się lodowaty z nienawiści.- Każdą tak traktujesz? Najpierw czułe słówka, a potem do przelecenia na jedną noc, może dwie? Zero odpowiedzialności za swoje czyny. Nawet, gdy powiedziałam ci o ciąży, ty... Wiem co cię łączy z Itami. - warknęła. - Wiem, co robiliście. A ja głupia chciałam ci wyznać miłość, podczas gdy ty sobie ją bzykałeś... Żałosne, doprawdy żałosne. I to nie tylko ja, ale i twoje zachowanie. Każdą kolejną waderę zamierzasz puknąć? Kretynie, czy kiedykolwiek wziąłeś pod uwagę uczucia każdej z osobna? Myślisz, że każda będzie ucieszona z takiego numerka? Nawet jeśli niską się cenią, dalej chcą więcej. A ty im tego nie dajesz, wręcz odbierasz. Jesteś dokładnym przeciwieństwem tego, co się szuka u drugiej połówki. Nie jesteś wart czegokolwiek. Haha, wiesz co? Nawet nie musisz się martwić o swoje młode. Poroniłam, przez ciebie. - powiedziała już niskim głosem. Nie w sposób było dokładnie wskazać, kogo wówczas bardziej nienawidziła, jego czy siebie.
- Zniszczyłeś mi wszystkie moje najgłębsze marzenia. Odebrałeś mi wszystko, czego pragnęłam. Ale hej, czy to cię obchodzi? Oczywiście, że nie! Myślisz tylko i wyłącznie nim. - wskazała łapą w kierunku jego przyrodzenia. - i w kwestii którą teraz puknąć. Nic więcej. Nie obchodzi cię nic poza własnym chorym niepohamowanym popędem seksualnym. Zero myślenia o konsekwencjach i cudzych uczuciach. Liczy się tylko seks, prawda? Co tam stan myśli i serc wader, na co to komu! Mają być tylko puste i bezmyślne, żeby sobie dogadzać. Ojej, czyżby cię to bolało? Pewnie duma, co? A wiesz co? Gówno mnie to obchodzi. - dodała słodszym tonem, tylko przez chwilę. - Przeleciałeś mnie przynajmniej raz, kiedy już miałeś Itami na boku. A może to ja byłam tą drugą? Bez różnicy. Nawet nie jest mi cię szkoda w tym stanie. Dupcz sobie dalej Itami i kolejne, przecież tylko to się dla ciebie liczy. Żal mi jedynie twoich podbojów, zwłaszcza po zorientowaniu się przez nie co sam sobą reprezentujesz. Ja umywam od tego łapy. Nie zamierzam cię już widzieć na oczy kiedykolwiek. Po lodowatym monologu pełnym nienawiści do Atrehu minęła go, w pełni ignorując. Pozostała jej jeszcze jedna kwestia przed rozmową z Renesmee.
Pina dopiero co budziła się z drzemki, była taka spokojna. Spojrzała zatroskana na przyjaciółkę z nutą niepokoju, widząc jej wzrok.
- Tsumi, co się dzieje? Wszystko gra?
- Chciałabym... wrócić do rodziny. - powiedziała łagodnie bursztynowooka. Mimo wszystko, wahanie w jej głosie było słyszane. - Potrzebuje ich bardziej niż kiedykolwiek.
- Wrócisz? - Spytała się Pina, lustrując ją uważnie.
- Nie... Nie wiem już. - odparła dopiero po chwili. Zaraz wysiliła się na ciepły uśmiech. - Masz teraz skupić się na Naharysie i waszych szczeniętach, rozumiesz? Zawsze będę przy tobie duchowo, jeśli odejdę.
- Tsumi, niepokoisz mnie. - powiedziała bez ogródek po zebraniu się do siadu. - Co się stało?
- Wiele rzeczy. - powiedziała wymijająco. - Niekoniecznie przyjemnych. Dlatego powinnam wrócić w swoje strony, zobaczę co i jak się potoczy. Chciałam ci jednak życzyć z całego szczerego serca co najlepsze na drodze macierzyństwa. Czasem nie będzie łatwo, ale to chyba wiesz. Nie poddawaj się, jesteś silna... Możliwe, że nie będziemy się widzieć. Na razie muszę cię jednak zostawić, w dobrych łapach twojego partnera. Trzymaj się moja droga mentalna siostro. Z tymi słowami opuściła lokum. Bolało ją to, że ukryła przed nią swoje poronienie i co dowiedziała się o Atrehu, ale nie wybaczyłaby sobie, gdyby Pina podzieliłaby jej los. Lepiej, żeby nie wiedziała. Jej szczęście było dla niej najważniejsze. Wkrótce była na krótkiej rozmowie z alfą o swoim pomyśle. Nie zatrzymywała jej, jedynie życzyła pomyślnej przyszłości i aby myślała o watasze.
Po wyjściu od Renesmee odwróciła głowę i ostatni raz spojrzała na jaskinię przyjaciółki, do której właśnie wchodził jej ukochany. Oj, ale jej zazdrościła. Cieszyła się z tej potoczenia historii. Jej jednak tu się kończyła. Chyba.
Nadszedł czas przeciąć więzy związania z watahą.
...
Ale czy na pewno to będzie dobre rozwiązanie?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1251
Ilość zdobytych PD: 625 + 5% (31) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 656
NOWE SZCZENIAKI W WATASZE!
Cześć i czołem moje wilczęta♥
Administracja z radością w sercach i łzami szczęścia w oczach informuje, że nareszcie nadszedł ten czas! Pina urodziła młode, tym samym młodsze pokolenie watahy rośnie w siłę! Powitajmy gorąco Ereden'a oraz Sininen♥
Serdecznie gratulujemy rodzicom tych uroczych szczeniąt!
NOTKA: W historii został zastosowany tak zwany time speed - przyśpieszenie czasu, by akcja mogła ruszyć ciut do przodu. Główny wątek zostaje jednak nienaruszony i będzie kontynuowany w swoim zwyczajnym tempie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki