Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

sobota, 15 stycznia 2022

Od Naharysa c.d Lonya ~ Zakute łby

Naharys mógłby się założyć, że Lonya bardziej odczuła karę niż on sam, bowiem wiedział, iż jego przyszywana słodka siostra nie miała zbyt dobrych relacji ze szczeniakami - Ale z drugiej strony, Niko nie był wcale takim złym młodzieńcem. Owszem, był jakiś taki wycofany, wstydliwy, ale próbował nawiązywać z nimi konwersacje, jednakże bawić się, to już wolał jednak w samotności. "Łapacz" czy "Odkrywca" - Naharys podejrzewał, że owe zabawy autorstwa tego małego smyka, polegają na samotnej rozgrywce, ale ani on, ani Lonya nie chcieli mu w tym przeszkadzać. Okres poważnego skomplikowania nadszedł, gdy wadera zapowiedziała mu, że musi odbyć tę karę samemu przez dwie godziny.
- Exan, przepraszam, ale nie mogę zajmować się dłużej małym.
- Żartujesz sobie? Zostawiasz mnie samego?!
- Mam pacjentów. Nie mogę go ze sobą zabrać do lecznicy. Zarazi się czymś, a wtedy Renee urwie nam te zakute łby. Poza tym nie będę młodemu ryć psychiki flakami i wystającymi kości. Nie zostawię Itami samej. Jest dobra, ale nie da rady ogarnąć wszystkiego sama.
- Ech... rzeczywiście to są argumenty nie do podważenia. - Naharys wiedział, że jego pozycja jest dość kiepska.
- Zróbmy tak. Zajmij się małym jeszcze przez dwie godziny, postaram uwinąć się, jak najszybciej i Cię zmienię. W ramach zadośćuczynienia biorę brzdąca do siebie na noc.
- Na noc? Od kiedy jesteś taka hojna wobec dzieci? - Naharys zaśmiał się głośno.
- Powiedzmy, że jestem miłośnikiem kompromisów.
Zanim jednak dotarło do basiora, że w późnym popołudniu jest jednak większa szansa, że raczej lecznica jest wolna od pacjentów i w pewnym momencie, Naharys ostro wkurzył się na Lonyę, że go tak wkręciła. Z drugiej strony, to że była wolna od pacjentów, nie oznacza, że Ci, co wymagają większej opieki, nie zwalnia ją z obowiązków. W ostatecznym rozrachunku wybaczył siostrze i spojrzał na bawiącego się w najlepsze małego brzdąca.
- No dobrze, co więc chciałbyś robić, Niko?
Mały wilk spojrzał na niego w lekkiej zadumie, jakby szukał w pamięci sposobu na dobrą zabawę.
- Sam nie wiem. Pobawię się może w tego " Łapacza" to jest mega wciągające.
- A może tym razem ja zaproponuję jakąś zabawę? - wtrącił się Exan dość łagodnym tonem, ale także z nutką luźnego przekonania. - Znam dobrą, idealną dla dwóch wilków zabawę, którą znam ze swoich stron. Nazywa się " Prawdy i kłamstwa". Polega to na odgadnięciu, czy dana osoba kłamie, czy też mówi prawdę.
- A skąd ja mogę wiedzieć, kiedy będziesz kłamał? - zapytał Niko.
- Można się tego nauczyć. Pokażę Ci, jak rozpoznać kłamcę. Chcesz? - Naharys zniżył się, aby wzrokiem dorównać oczom Niko. Miały piękną, ametystową barwę.
Szczeniak podrapał się chwilę po głowie, westchnął cicho, zastanawiając się chwilkę, ale Naharys był pewien, że nie będzie musiał zbyt długo czekać, bo Niko odparł.
- Zgoda!
Naharys zapoznał szczeniaka z zasadami i dla przykładu zademonstrował mu, jak powinna ona wyglądać. Uczestnicy nie spuszczają z siebie wzroku, bowiem na tym to polega - rozpoznać kłamstwo.
- Jeśli utracisz ze mną kontakt wzrokowy, mogę mieć pewne wątpliwości, że nie mówisz mi całej prawdy. - wytłumaczył Naharys cierpliwie. - A resztę dowiesz się w trakcie zabawy. Gotowy?
- Tak! - zawołał rozentuzjazmowany Niko.
- Pamiętaj! Kontakt wzrokowy. - upomniał go spokojnie Exan, gdy ten zauważył, że szczeniak pokierował wzrokiem gdzieś indziej.
- A więc... Gdy byłem mały, jadłem sporo jagód po których bardzo bolał mnie brzuch. - powiedział basior, będąc ciekaw, czy Niko będzie miał na tyle bystre oko, że dostrzeże jakiś znak, świadczącym o kłamstwie.
- Hmmm... kłamstwo?
- Dlaczego tak uważasz?
- No bo... skoro bolał cię po nich brzuch, to czemu więc jadłeś je i jadłeś?
- Noo... słuszna uwaga, ale to nie na tym to polega. Masz odczytać z ruchów mego ciała, czy mówię prawdę. Ale tak! Masz rację, to było kłamstwo. Teraz ty.
Basiorek zastanowił się chwilkę, przymrużając lekko lewe oko i westchnął cicho.
- Lubię stokrotki - powiedział, nie spuszczając oczy z Naharysa, który badawczo się mu przyglądał, starał się wychwycić coś, co da mu powody do podejrzeń. Jednak nic takiego nie ujrzał.
- Prawda? - spytał więc, gdyż taka była zasada.
- Tak! To prawda!
Naharys i Niko migiem złapali wspólny język, nawet był z siebie dumny, że zdołał zapewnić brzdącowi popołudnie pełne rozrywki i ciekawej zabawy. Długo wymieniali się słowami, za którymi stało kłamstwo, czy też szczera prawda, ale basior lubił myśleć, że dzięki temu, przyswoił młodemu ważną lekcję.
- A teraz uważaj: W trakcie polowania udało się mi ujrzeć białego kruka, który z wyczekiwaniem spoglądał na możliwy posiłek. Kruk ten miał czarne końcówki na piórach, a na nóżce widniała szrama.
Niko, w czasie, gdy Naharys opowiadał to i owo, starał coś wyczytać z jego mowy ciała. Naharys przebierał łapami, kręcił oczami od czasu do czasu - to jednak wystarczyło, aby Niko rozpoznał w nim kłamcę.
- Kłamstwo! Ty kłamiesz!
- A dlaczego? - zapytał Naharys, wyczekując w duchu prawidłowej odpowiedzi ze strony malca.
- Nie utrzymywałeś kontaktu wzrokowego, a twoje łapy jakoś tak dziwnie się wierciły.
- Dobrze! - zawołał i poczochrał młodego po brązowej czuprynce. - Teraz twoja kolej.
Naharys, tym razem dostrzegł sygnały, jakie wysyłał mu szczeniak. W trakcie swej przemowy, lekko poczerwieniały mu policzki, jego kontakt wzrokowy, a kącik ust po lewej stronie, dziwnie się unosił.
- Kłamiesz. Wiesz dlaczego? Czerwienisz się, nie patrzysz na mnie, wiercisz się niespokojnie.
- Kurczę pieczone, muszę poćwiczyć.
Naharys zaśmiał się wesoło.
- Mam nadzieję, że będziesz ćwiczył, jak rozpoznać kłamcę, a nie, jak być kłamcą?
- No, jak rozpoznać właśnie. - odparł żywo basiorek.
- I znowu kłamiesz! - roześmiał się basior.
- Kurczę pieczone, razy dwa! - burknął Niko.
W ramach końcowych, wymienili się jeszcze dwoma zdaniami i wyszło, że obaj kłamali, ale było przy tym mnóstwo śmiechu i zabawy, a uśmiech na pyszczku Niko sprawił, że Naharys w pewnym sensie był dumny z siebie, że sprostał wyzwaniu, jakie wiąże się z opieką nad szczeniakiem. Stwierdził, że nie to proste zadanie, ale przyznasz mój czytelniku, że Naharys poradził sobie całkiem, całkiem. Wiedział bowiem, że opieka, to nie tylko zapewnienie Niko wyżywienia i spokojnego snu - to też odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo. Za bezpieczeństwo osoby, która nie jest w stanie się obronić.
Gdy skończyli zabawę, Naharys spoważniał i spojrzał Niko prosto w oczy.
- Niko, chcę, abyś wiedział, że nie bez powodu nauczyłem cię tej zabawy. Życie każdemu z nas, prędzej czy później, nakazuje kroczyć ścieżkami nie do końca bezpiecznymi i prostymi, jakbyśmy sobie tego życzyli. Wiedz, że w swoim życiu spotkasz wiele wilków, ale to od ciebie zależy, czy rozpoznasz w nich prawdziwych przyjaciół, czy przebiegłych kłamców, a uwierz mi, że tych dwóch jest znacznie więcej.
- Dobrze, postaram się uważać...
- Nie masz się starać. - odparł stanowczo basior. - Musisz na siebie uważać. Zgoda?
- Tak. Zgoda.
Lonya wróciła pod wieczór nieco zrezygnowana po południowej, skończonej pracy, a że starczyło jej energii, aby zająć się młodym, rzekła z usilnym entuzjazmem.
- No to co? Zmiana warty, bracie? Maszeruj do tej swojej Piny, a ja zajmę się malcem.
- Nie ma mowy. Zostanę z tobą, bo siedzimy w tym razem.

<Lonya?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1100 
Ilość zdobytych PD: 550 PD + 5% (27 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 1660 PD

Od Naharysa c.d Nabi ~ Na jedno kopyto

 Czego ja mógłbym chcieć~ Pomyślał przelotnie Naharys, spoglądając na taflę zimnej, czarnej wody. ~ Chyba tylko tego, aby cofnąć czyny, których się żałuje do tego czasu... 
Spojrzał na niewidomą waderę, uśmiechnął się przyjaźnie, przybliżając się nieznacznie. 
- Wiesz, cokolwiek sobie życzyłem, spełniło się już dawno, a czego pragnę, tego już raczej nie da się spełnić. Można by rzec, są marzenia i pragnienia, których lepiej żeby się nie spełniały. Z życzeniami trzeba ostrożnie.
- Prawda. - oznajmiła wadera po chwili. 
- Chodźmy się jeszcze przejść... na przykład nad kryształową rzekę, co? Lubię posłuchać szumu płynącej wody, ale pewnie też skuta jest grubym lodem. 
- Skąd o tym możesz wiedzieć, skoro jeszcze tego nie sprawdziłeś? - odparła wadera, spoglądając na basiora swymi mętnymi, ale też lśniącymi w srebrzystym blasku księżyca. 
- Możemy to sprawdzić. Chodźmy. 
W czasie drogi, Naharys zasypywał Nabi opowiadaniami z jego stron, tam gdzie basiory wraz z waderami na równi są szkoleni bojowo- to daje świadectwo, iż wadera może czuć się tam traktowana z równym szacunkiem i równymi szansami, co basior. Nikogo nie obchodzi wątła postura, ani co miesięczne krwawienie - zdobywała chwałę, walcząc, albo okrywała się hańbą, uciekając. W tej kwestii nie było wyjątków. Naharys także poruszył temat ciężarnych wader - tamtejsze przyszłe matki obejmuje się czułą i ciepłą opieką - powiedziałoby się, że one, jak i seniorzy, były nieoceniane. Seniorzy wiadomo, szanuje się za ich doświadczenie i mądrość, a przyszłe matki, za to, że pod swymi sercami chowają pokolenia wojowników, którzy w przyszłości będą, jak tarcza, osłaniać dolinę północy i chlubą rodziny. Nabi słuchała go z niekłamanym zainteresowaniem, trzymając się blisko towarzysza. 
  Gdy stanęli nad bardzo stromym wzgórzem, zagradzającym im przejście na drugą stronę, Naharys zwrócił się do samicy. 
- Może pozwolisz, że wezmę cię na barana? 
- Może lepiej zawróćmy? - odparła luźno Nabi. 
- Serio? Chcesz odpuścić? Chodź będzie super. 
Z tymi słowy, za pozwoleniem Naharysa, Nabi wskoczyła na jego grzbiet i zaczęli krótką, choć męczącą dla basiora wspinaczkę.
~ Mięśnie pamiętają. - pomyślał, gdy wspiął się na szczyt grzbietu szerokiego wzgórza. Nabi zeskoczyła na skutą szronem trawę i w tamtym momencie do uszach Naharysa zadźwięczała melodia płynącego nurtu kryształowej rzeki. Lac de Cristal? Tak to się nazywało? Basior nie miał pojęcia, kto wymyślił tak dziwaczne nazwy, ale nie miał zamiaru komentować tego przykładu kompletnej bezsensowności.  
- No! Już jesteśmy. Ah! Szkoda, że tego nie możesz zobaczyć, Nabi. - powiedział Naharys z żalem, klepiąc przyjacielsko waderę po ramieniu. 
- Aaa może spróbuję wyobrazić sobie. Co widzisz?
 Widział, jak srebrzysty blask księżyca odbija się od krystalicznie czystej wody, pieniącej się przy jej korycie i rozbijającą się o wystające kamienie, a w jej tafli odbijał się obraz drzew, za którymi rozpościerało się pasmo wysokich gór o zaostrzonych szczytach, niczym zębiska groźnego potwora. Tenże opis, Naharys przedstawił niewidomej waderze. 
- Jestem w stanie sobie to wyobrazić i powiem, że obrazowo mi to wszystko opisałeś. 
- Nie ma za co. Mi też się tutaj podoba. - oznajmił Naharys.
 Przybrzeżne kamienie zatrzymywały rozmokłe gałęzie i liście, które upadły jesienią, a sama woda zaś, była lodowata, ale dla Naharysa to był przyjemny chłód - od razu przepłynęły po nim ciarki, gdy spróbował zanurzyć łapę w rwącym nurcie. - Ponadto basior słyszał, że woda ma ponoć właściwości lecznice i chciał się o tym przekonać. Tylna łapa dokuczała mu po tym, jak raz udało się Naharysowi ją zwichnąć tydzień temu na treningu. Wszedł do wody po kolana i poza porażającym zimnem nie czuł nic. Być może trzeba do niej wchodzić i brać kąpiele dzień po dniu? Nie chciało mu się nad tym teraz zastanawiać. 
- No i jak? - zapytała Nabi. 
- Poza tym, że woda jest niebywale piękna i zimna, to nic więcej. 
 Gdy już mieli odwrócić się i wracać drogą powrotną do watahy, basior ujrzał też bardzo ciekawy widok - od wschodniej strony lasu, przez zamarznięte wrzosowisko, kroczyło coś, co kształtem przypominało konia, otoczonego srebrzystym obłokiem, widocznym nawet z kilkunastu metrów. Wyglądał, niczym ten duch marzeń, wymieniany w opowieściach i mitach, ale co on tu robił? Zawsze takie zjawiska widzi się o... północy? 
Była już północ. Koniec dnia i początek następnego. Nie miał zamiaru sprawdzać dokładnie, co to za stwór, ale Nabi spytała po chwili...
- Co tam widzisz? 
 Naharys uniósł lewy kącik ust wysoko, próbując znaleźć i dobrać dobre słowa, odpowiadające opisowi temu czemuś. 
- Jakiś srebrzysty koń przechadza się przez wrzosowisko. 
- Żartujesz sobie ze mnie? - spytała wadera. 
- No nie, mówię ci serio. Chodźmy stąd, zanim z krzaków wyleci coś gorszego. 
Naharys nie był pewien, czy spacer z nowo poznaną waderą mógł zaliczyć do udanych, bowiem nie uważał, aby w trakcie tego, wydarzyło się coś nadzwyczajnego, poza spotkaniem ze srebrzystym koniem. Chociaż z drugiej strony, fajnie było wyrwać się na nocne, rześkie powietrze i odetchnąć od obowiązków - powinno to być dobre także i dla Nabi. Cały dzień bez opuszczania jaskini wydawało się takie przygnębiające. Gdy byli już blisko jaskini Nabi, basior zapytał się niepewnie. 
- Dotrzesz sama, czy dotrzymać Ci kroku do końca? 
- Myślę, że spokojnie dam radę. Zapachy mnie poprowadzą. 
- Noo, jak chcesz. Widzimy się jutro? 
Dotarło do niego, że słowo "Widzimy" nie było zbyt trafnie, po czym przeklął się w myślach za swoją głupotę, ale wadera jakby nie dostrzegając nieścisłości, odpowiedziała. 
- Nie wiem, jak będzie jutro z zapotrzebowaniem na zioła, ale zawsze jesteś mile widziany. 
- No to super. Wpadnę jutro o tej samej porze. Być może Lonya, albo Itami będą potrzebować więcej ziół dla pacjentów. 
- W takim razie będę czekać, tylko proszę cię, nie pod tym samym wpływem, co dzisiaj, proszę. - I tutaj dodała żartobliwie. - Zioła nie znoszą roztaczającego się w ich otoczeniu zapachu alkoholu.
- Wybacz, musiałem robić z siebie wtedy kompletnego kretyna. - odpowiedział i także zaśmiał się, ale dość zdawkowo. - Luźno się wilk czuje, gdy trochę wypije. Jakbyś chciała kiedyś... z Lonyą i ze mną wybrać się na małe co nieco, mów śmiało. 
- Dzięki, zapamiętam. - rzekła nieco onieśmielona, dało się słyszeć w jej głosie wycofanie i lekką niechęć. No cóż. Naharys nie zamierzał zmuszać. Chociaż już nastała ich noc, Naharys nie miał ochoty jeszcze odchodzić, w głowie rodziły się myśli, z którymi chciał się z kimś podzielić, albo zamienić parę zdań z nowo zapoznaną osobą, ale Nabi okazała się szybsza, bowiem rzekła po chwili. 
- Dobranoc, Naharys i dziękuję za ten wieczór. 
- Oczywiście, polecam się na przyszłość. - odparł, puszczając psotnie oczko, wiedząc, że wadera tego nie mogła zobaczyć. 

<Nabi?>



PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1017
Ilość zdobytych PD:508 + 5% (25 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 1083 PD


środa, 12 stycznia 2022

Od Yneryth’a c.d Naharysa ~ Początek

Yneryth nie wiele spał, myśl o tym, gdzie jest, nie dawała mu spokoju. Zamiast spać, dobrze zaplanował każdy ruch, na nie znanym terenie. W planach na ten dzień miał dość dużo, był przyzwyczajony, że robi, co mu się podoba i kiedy chce. Wilk wcześniej sam był kowalem swojego losu, los jednak mu nie sprzyjał, wystawiał na próby każdego pojedynczego dnia, a teraz, teraz los sobie z niego kpi, pogrywa mu na nosie. Basior znalazł wilki, wcześniej myślał, że jest chociaż wyjątkowy, niestety mylił się jak zwykle. Nowo poznany wilk imieniem Naharys też miał własne zdolności, których Yneryth nie rozumiał.
Widząc brata swojego kompana w podróżach, był rozczarowany, widząc słońce, lekko się uśmiechnął. To było coś wyjątkowego, nowy wilk, którego poznał, miał umiejętności, słońce, dawno już niewidziane przez wilka, to zapewne przez jego nocny tryb życia. Basior czym prędzej wyszedł z przyjemnego pół mroku na blask słońca. Wsłuchał się w otoczenie, słyszał dużo, co najmniej 10 wilków w okolicy, od razu poszedł je po podglądać, szukając odpowiedzi na nowo powstałe pytania. Po drodze rozglądał się, ile tylko się dało, chciał dobrze zapamiętać teren, przy okazji przyglądał się tutejszej florze, podobał mu się wygląd roślin i kwiatów za dnia, było to coś zupełnie innego, w nocy są one zupełnie inne, tak jakby miały dwa oblicza. Myśląc nad motywem dwóch stron medalu, pomyślał o 2 formach Naharysa, nie wiedział, co to zmienia. Wilk miał wiele teorii, jedną z nich było, że Naharys jest jakiegoś typu mieszańcem, inna, że jego wygląd zależy od emocji, najbardziej prawdopodobną była jednak forma dzienna i nocna. Yneryth potrzebował więcej czasu na analizę jednego wilka, tamta chwila nie starczyła mu, aby móc określić charakter i zdolności wilka. Szedł tak zamyślony, miał wiele nie jedno kierunkowych myśli.
Znalazł się, jakby na placu treningowym, inne wilki pokonywały przeszkody, sparingowały się, niektóre używały dziwnych zdolności. Basior miał ochotę skoczyć w sam środek i zacząć rywalizować, po chwili zauważył jak jeden z nich, łapą od niechcenia wywraca drugiego, nie chciał ryzykować upokorzenia 1 dnia, więc pozostał w ukryciu. Wszystko, co zobaczył w tamtym momencie Yneryth zmroziło go, przerastała go myśl, że nie jest wyjątkowy. Miał ochotę coś zabić, po prowokować pobratymców, wszystko, czego teraz chciał, to odciąć się od swoich emocji i myśli, chciał być jak maszyna, idealny i zabójczy. Yneryth nie tolerował myśli, że jakiś wilk mógłby go pokonać. W głowie zaczął układać plan, jak wspiąć się w hierarchii, tak by go to zadowalało. Jedną z rzeczy, które uważał za obowiązkowe, to pokonać dość silnego wilka, by pokazać, co potrafi, niestety nie miał jeszcze planu jak walczyć z magicznymi wilkami, a jego umiejętności bardziej służyły do obrony lub atakowania z zaskoczenia. Powoli kreował mu się pomysł, jak może to wykorzystać, w zasadzie jego plan opierał się na agresji i sile przeciwnika, to nawet lepiej. Teraz wystarczało znaleźć odpowiedniego kandydata.
Wracając do jaskini, aby przeleżeć resztę dnia, spotkał go Naharys. Wilk nawet nie pamiętał jego imienia. Normalnie Yneryth czułby się obrażony, ale po co, szkoda było czasu na wilka, który nie miał żadnych planów. Szybko porozmawiali, uzgodnili między sobą, ze Naharys zaprowadzi go do alfy. Po drodze zrozumiał, że alfa to chyba wilk, a w tej sytuacji akurat wilczyca. Pomyślał, że jeżeli ona tu rządzi, musi być potężna, zaczął się lekko obawiać, tym razem nie mógł sobie pozwolić na bycie niegrzecznym. Mogło, by to być dla niego fatalne w skutkach.
Basior gdy ujrzał waderę, bardzo się zdziwił, ona miała skrzydła, jego intuicja czuła, jak parząca jest jej aura, wyglądało na to, że jej zdolności są oparte na ogniu, co potwierdzał jej wygląd, była ona istnie gorąca. Podczas rozmowy z alfą, Yneryth dostał polecenie, by poznał swoich nowych kompanów. Szczerze próbował się sprzeciwić, ale nie wiele to dało. Jego zajęciem w watasze od teraz było pilnowanie jej terenów w nocy. Ponoć drugim nocnym strażnikiem jest nieobliczalny Kotori. Yneryth z samej opowieści o nim go polubił, stwierdził, że albo będą się lubić, albo będą skakać sobie do gardeł przy każdej okazji. Po wyjściu z jaskini alfy Naharys i Yneryth musieli się rozdzielić, gdyż Naharys miał własne zadania. Yneryth cieszył się z tego, że zostaje sam, nie miał ochoty na towarzystwo, aczkolwiek nie podobało mu się, że musi z każdym teraz pogadać. Wilk zaczął swoją wycieczkę po obszarze, pierwszym z odwiedzonych przez niego wilków był Kotori, a ostatnia Tsumi.

<Naharys?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 714
Ilość zdobytych PD: 357 PD
Obecny stan: 2738 PD

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Yneryth po zadaniu pytania lekko się odprężył, nie czuł już presji. Wsłuchany w głos wadery, próbował zilustrować sobie, co potrafi. Było mu miło, że uznała go za użytecznego, sam siebie nie widział na tyłach, broniąc innych, wolałby być na froncie i pustoszyć, gromić wrogów, byłoby to idealne, mógłby zacząć w ten sposób brutalne przesłuchania, które może choć trochę zbliżyłyby go do prawdy. Niestety na ten moment nie posiadał czegoś, czym mógłby atakować fizycznie w zwarciu. Położył się obok Tsumi, lekko zamyślony, lecz dalej wsłuchany, spojrzał na nią, licząc na ciekawą reakcję. Wadera odwróciła się do przodu, a on lekko zachichotał pod nosem z jej reakcji.
Wszystkie umiejętności Tsumi nie były groźne, Yyneryth’a kusiło, żeby powiedzieć, że wadera może kaleczyć serca wrogów słodkimi widokami, gdyby dalej na niego patrzyła tym samym wzrokiem co przed chwilą, powiedziałby:
- Mnie byś zraniła, te piękne kwiaty mogłyby mi zrobić krzywdę.
W momencie, gdy usłyszał te słowa, w głowie, zauważył u siebie jakieś emocje, nie mógł sobie na nie pozwolić, nie teraz, to zły moment. Yneryth kochał naturę, ale nie chciał tego okazywać. Słysząc, że Tsumi zna się na roślinach, musiał ją sprawdzić. Zapytał ją, czemu pozwoliła wyrosnąć i dlaczego akurat taki. Basior dowiedział się, że wadera podobnie do niego również używa emocji jako magiczny ster. Czy jej magiczny statek mógł zatonąć ? Wilk nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie. Wilczyca wyczarowała kwiatek, a dokładniej azalię, tak jak powiedziała, symbolizował on tęsknotę. Za czymś tęskniła. Tsumi okłamała go, czuł to po tonie i mowie ciała. Nie był na nią zły, sam kłamał. Kłamstwo było już dla niego normalnością, to rodzaj ucieczki od czegoś, na co nie jest się jeszcze gotowym, tak przynajmniej uważał. On był raczej z zewnątrz zły, ale w środku był widać małe światło, tak jak gdyby połknął przez sen świetlika. Ona była zgoła inna, była dobra, lecz w środku niej iskrzył mrok, szukał ujścia, lecz dobra dusza Tsumi trzymała go na smyczy, jak hades swoje cerbery, jak szatan swoje ogary, jak pies patyk, jak wiewiórka orzech. Miała pełną władzę nad swoim mrokiem, lecz jeszcze tego nie widziała. Oba wilki były jak Ying i Yang, nie zgadzało się tylko jedno, kolor futer wilków, choć Yneryth widział, że da się zmieniać jego kolor, ale czy Yneryth i Tsumi nie widzieli bez siebie świata ?
Tsumi po prezentacji swoich umiejętności, dała podarek Yneryth’owi, taki, który uważała za pasujący do niego. Był to Fiołek, mały fioletowy kwiatek pasował nie tylko z wyglądu, ale także ze znaczenia. Fiołek symbolizuję wierność i czujność. Basior odebrał od niej kwiatka i się uśmiechnął, było mu miło, że ma ktoś o nim dobre zdanie. Nie świadomie, podczas dalszych rozmów wilków, ich ogony się do siebie zbliżały, jak dwa motyle lecące w kierunku jednego kwiatu.
Był to już wieczór, na niebie było widać już gwiazdy, księżyc wychylał się za drzew delikatnie. Wilki rozmawiały teraz o miejscu, w którym się znajdują. W tym momencie ich ogony się dotknęły. Puszysty Ogon Yneryth’a powoli i delikatnie obwijał się wokoło drobnego ogona Tsumi. W tym momencie Tsumi obróciła się delikatnie i powoli jak gdyby chciała coś powiedzieć. Siedzieli obok siebie pod niebem pełnym gwiazd, nie wiedząc o tym, padał na nich tylko lekki blask księżyca.

Tsumi ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 530
Ilość zdobytych PD: 265
Obecny stan: 2381

wtorek, 11 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Jej wzrok wrócił do pustej rezygnacji po odsunięciu łapy, jak i również otrzymaniu uszatego w celu zjedzenia. Naturalnie, podziękowała mu kiwnięciem głowy za pożywienie przed przystąpieniem do konsumpcji. Nie odczuwała przymusu szybkiego posilania się, jadła spokojnie, podczas gdy Yneryth siedział z zamkniętymi oczyma, prawdopodobnie rozmyślając nad czymś.
Rozmowa wznowiona, dopiero gdy wadera zjadła całego królika. Dopiero wówczas basior zapytał się z ciekawością o to, czy Tsumi posiada uzdolnienia magiczne, a jeśli tak to jakie.
- Nic specjalnego, w zasadzie to defensywa. I to raczej słaba. - powiedziała i w skrócie przedstawiła jej zakres magii.
- Brzmi ciekawie przecież. Moje bym zakwalifikował podobnie, do defensywy.
- Nie powiedziałabym. - mruknęła cicho i naprawdę, czystym przypadkiem ruchem łapy przywołała kwitnącą łodygę kwiatu. - Prędzej wspierające. Dobra podstawa do ataku przez innego wilka.
- Myślisz? - Zapytał się, patrząc na rosnącą roślinę przed Tsumi.
Kiwnęła głową.
- Byłbyś niezłą kartą w walkach w grupie na tyłach. - wzruszyła ramionami. - Nie wiem, czy to ma sens, nie siedzę w militariach i tego typu tematach.
- Ale jednak próbujesz mnie pocieszyć. - zajął pozycję częściowo leżącą obok i obserwował ją siedzącą. Zaraz odwróciła wzrok od niego i patrzyła przed siebie.
- Wyrażałam opinię jako zielona w tych sprawach, nie pocieszam. - poprawiła go. Wypuścił powietrze nosem w taki sposób, że przypominało to chichot.
- Znasz się na roślinach i tego typu rzeczach? - Zapytał się, spoglądając teraz uważniej na kwiat. Kiwnęła głową. Zaraz wskazał łapą. - Co symbolizuje ten?
Niska wadera podążyła za jego łapą i przyjrzała się teraz uważniej roślinie, którą wybrała instynktownie. Mały krzak azalii.
- Najczęściej tęsknotę. - powiedziała cicho. Całe szczęście to padło na azalie, a nie na Margaretki, gdyż symbolizowały cierpienie i krzywdę. Mogła odetchnąć z ulgą.
- Celowo taki kwiat wyczarowałaś? - Uniósł pytająco jedną brew. Pokręciła głową.
- Mogę powołać konkretne rośliny przy bezpośrednim myśleniu i wskazaniu ich. W innym przypadku jak ten rozkwita taki, jaki chce podświadomość.
-... Za czym tęsknisz? - Zapytał się po chwili milczenia z wahaniem. Przymknęła oczy.
-Nie wiem...
"Może za nieświadomością" ale tego już nie powiedziała, gdyż nie umiała wskazać jednoznacznej odpowiedzi.
- Zmieniając temat. - odezwała się po kilku sekundach. - wiem jaki kwiat by cię najlepiej symbolizował.
- Hm? Jaki?
Fiołek. - rzekła i w tej samej chwili wyrósł jej szukany, zaraz mu podała. - Są wierne sobie i czujne.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 360
Ilość zdobytych PD: 180
Obecny stan: 1740

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Z tamtego dnia, Basior pamięta nie wiele, czuję, że dużo się wydarzyło, ale wszystkie jego wspomnienia są jakby potraktowane siekierą, porozrywane i porąbane. Wszystko jest nie kompletne, ale nagle, nagle jest ten moment, kiedy wszystko jest jasne, to wtedy wadera delikatnie zaczęła go głaskać po plecach. W tamtym momencie Yneryth’owi udało się wyrwać z klatki własnej głowy, wcześniej biegał po omacku, obijał się o ściany swojego labiryntu, biegał po nim w koło, bez celu. Łapy wadery były mięciutkie i małe. Basior błyskawicznie odprężył się fizycznie, w głowie jednak dalej czół barierę.
W tamtym momencie wilk podziękował Tsumi za pomoc, delikatnie zsuwając jej łapkę, nie chciał być pocieszany, ani nie chciał pomocy, to nie w jego stylu. Spytał, czy może, coś dla niej zrobić. W tamtym momencie, waderze delikatnie zaburczało w brzuchu. Basior wtedy poczuł potrzebę, aby jej pomóc. Yneryth ostrzegł waderę, aby nie ruszała się, nie chciał jej zrobić krzywdy. Ostrzegł ją, że będzie używał umiejętności. Wstał, zamknął oczy i wsłuchał się w ciszę. Tsumi nie wiedziała, co robił. Po kilku minutach wilk wyczuł królika w pobliżu, powoli zbliżył się na odpowiednią odległość, skupił się bardziej. Jego celem było zabicie królika, a nie brutalne rozszarpanie go na strzępy, tak aby jego narządy były na wszystkich drzewach w pobliżu metra, a osocze i krew, prysła jak woda w kałuży, gdy ktoś w nią wskakuje. Biedny króliczek nie miał pojęcia, co się święci, błyskawicznie 4 lodowe igły przeszyły go na wylot, nie zdążył nawet wydać dźwięku. Tsumi wydawała się zaskoczona. Yneryth uderzył przednimi łapami w gładkie miejsca kolców, aby nie wyrządzić sobie krzywdy. Kolce pokruszyły się jak różne zioła w moździerzu. Basior zabrał zdobycz i oddał ją głodnej wilczycy. Poczekał, aż zje w spokoju, a następnie spytał jej, jakie ona ma zdolności, o ile je ma.

Tsumi ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 295
Ilość zdobytych PD: 147
Obecny stan: 2116

Od Naharysa cd Yneryth' a ~ Początek

  Yneryth nie wydawał się mu zbyt groźną osobą, ale życie nauczyło go, że nawet takie pozory trzeba brać pod uwagę, nieważne czy one są mniej czy bardziej istotne. Nie miałby nic przeciwko, aby basior przespał się u niego, ale... 
Gdy Pina urodziła mu dwa zdrowe i piękne szczeniaki, na dodatek pod swe skrzydła przygarnęli podrzutka, Naharys nie mógł mieć pewności, czy w obecności Yneryth'a poczuliby się bezpiecznie, ale też nie pozostawił obcego bez schronienia. Znaleźli po drodze jakiś pustostan, nieużywany już od zamierzchłych czasów, a mimo tego, Yneryth nie miał nic przeciwko. 
W drodze powrotnej, Naharys marzył już tylko o tym, aby zakopać się pod ciepłe futra i przytulić ucho do piersi Piny, aby posłuchać pieśni jej serca.
Szczeniaki po wieczornym karmieniu, spały spokojnie przytulone do matki, Pina natomiast leżała z grymasem zmęczenia... - jakby przebiegła całodniowy maraton, ale gdy jej partner stanął w wejściu, uniosła głowę i nie musiała nic mówić, że tęskniła za nim. Jej wzrok mówił wszystko. "Czekałam na ciebie". 
Shori tymczasem wróciła z dodatkowych zajęć u Atrehu, bowiem lisi basior poza rzetelną nauką, zapewniał jej wiele rozrywek - dosłownie, jakby waderka miała wielu ojców - pomyślał i zaśmiał się wesoło. 
W tamtym momencie żadna inna myśl, nie miała miejsca w jego głowie, poza rodziną i ich bezpieczeństwie. 
Naharys opowiedział Shori przed snem ciekawą bajkę o " Lisie i jaskółce", wiedział bowiem, że to jej ulubiona i uwielbiała ją słuchać, a Naharys zakładał, że to jedyny sposób, aby waderkę złożył spokojny, szybki sen. Shori przymykała powoli oczy, basior po skończonej opowieści, uraczył przybraną córkę ciepłym pocałunkiem w czoło, po czym wtulił policzek w ciepłą pierś Piny. 
Nie śniło się mu nic specjalnie dziwnego ~ sen mógłby potraktować jako retrospekcję z dzieciństwa. Mile przebiegnięte na poligonie u boku jego przybranej siostry, a potem scena treningu walki pod czujnym okiem mistrza bitwy i ojca. Ojciec był w szczególności dla nich bardzo surowy, jeśli chodziło o nieudolność - nie karał ich biciem, ale kazał biegać po skalistym, nierównym terenie, zwanym Torem Skał, gdzie nie trudno było o złamaną łapę.
 Obudził go świt, a wraz z nim pierwsze oznaki wschodzącego słońca - niebo na wschodnim horyzoncie poczęło jaśnieć, przybierając złoto żółtą barwę. Ziewnął cicho, ale przeciągle i rozejrzał się wokół. Shori wraz z Eredenem i Shininem jeszcze spali, a Pina zaś gdzieś zniknęła. Okazało się, że oprawiała wczoraj upolowanego zająca na śniadanie, więc nie martwiąc się zbytnio, postanowił, że prześpi się jeszcze trochę. 
Pomijając rodzinne rytuały i codzienną rutynę, Naharys wyszedł wczesnym rankiem z jaskini w kierunku, gdzie wojownicy zazwyczaj trenowali swe zdolności. Po drodze natknął się na tego basiora, którego spotkał wczoraj... jak on miał na imię? Miał takie krótkie, ale niezwykle oryginalne imię, zaczynające się na "Y". 
- Cześć ponownie...Yyyy- zaczął Naharys, ale nadal szukał w pamięci jego imienia.
- Yneryth. - przypomniał mu żółtooki basior. 
- Chcesz, mogę ci towarzyszyć w drodze do Alfy. 


<Yneryth?>


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 467
Ilość zdobytych PD: 233 PD
Obecny stan: 550