Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

piątek, 25 lutego 2022

Od Naharysa c.d Yneryth ~ Początek

Ostatni taki wyczyn na treningu widział, już jako nastolatek, gdy jeden z młodych wojowników, którego, jak to według prawa rozwojowego, rozpierała niesamowita energia, dosłownie mocą ognia spopielił masywne wahadło, po którym pozostał jedynie smętnie zwisająca liana i kupka popiołu. Podobnie było z Ynerythem, tyle że ten egzemplarz skończył nieco gorzej. Naharys ukrył jednak podziw pod maską niczego niewzruszonego basiora, kiwnął tylko głową, prezentując Yneryth'owi aprobatę.
- Widzisz te kukły treningowe? - zapytał Naharys, wskazując łapą na nieruchomą drewnianą imaginację wilka. Yneryth spojrzawszy niepewnie na rzeźbiony twór, mruknął powątpiewająco i stanął na przeciwko kukły. Drewniany wilk drgnął. Wpierw poruszył swym ogonem, skrzypienie i trzaskanie jego kończyn brzmiało, jak pękające gałęzie i wysypująca się ziemia. Potrząsnął łbem, jakby chciał wstrząsnąć z futra długoletni pył czasu i zalegający w przestrzeniach pęknięć zielony mech. Jednakże miast futra, jego ciało pokrywała gruba warstwa bluszczu. Stanął na przeciwko Ynerytha, przekrzywił łeb, jakby się mu dokładnie przyglądając, a potem znieruchomiał, czekając na polecenie.
- Co mam teraz zrobić? - zapytał niepewnie, przyglądając się manekinowi.
- Powiedz "zmierz się ze mną". Na początku manekin będzie dawał Ci fory, abyś wpadł w rytm bojowy i przyzwyczaił się do niego, a potem trening stanie się coraz intensywniejszy. Staraj się go pokonać, bez używania mocy i bezwzględnego niszczenia. Proces tworzenia tych manekinów jest niezwykle trudny i czasochłonny.
- Zmierz się ze mną! - powtórzył basior. Manekin z początku nie zareagował od razu - postąpił wpierw kilka kroków do tyłu, zaszeleścił liśćmi dzikiego bluszczu, jakby sygnalizował, że zaraz przystąpi do ataku. Następnie zaczął powoli zachodzić Ynerytha z lewego boku, obserwując go bez przerwy. Chwilę później rzucił się do ataku, z początku robił to, jakby ospale i powoli, ale jak Naharys zaznaczał, to tylko spokojny początek. Manekin przystępował do ataku, a potem szybko odstępował, bawił się z Ynerythem, aby go zmęczyć i rozproszyć jego skupienie. Basior natomiast odskakiwał i gotował się do uników, ale gdy walka powoli przybierała coraz to intensywniejszy charakter, manekin nie litował się już nad Ynerythem. Szybkimi i silnymi ciosami okładał basiora, a on miał za zadanie obronić się przed nimi, a także, wyczuć odpowiedni moment na kontratak. Walka z manekinem wydawała się być banalnie prosta i przyjemna, ale w rzeczywistości oberwać drewnianą łapą przez łeb, to jak zarwać rzuconym kamieniem. Naharys pamiętał swą pierwszą potyczkę z podobnym tworem w swej watasze, to przez tydzień szumiało mu w stłuczonej na kwaśny melon głowie. Nie wspomni też godzin spędzonych u medyka, bowiem raz czy dwa, zakończył potyczkę z podejrzeniem o wstrząśnienie mózgu.
W końcu Yneryth wyczuł odpowiedni moment i przygotował się do kontrataku, ale to też nie było takie proste, gdyż drewniany wilk wykonywał zręczne uniki, a jeszcze szybciej wyprowadzał kontrataki w czułe punkty trenującego. Łapa drewnianego wilka zaliczyła spotkanie z odsłoniętym miękkim miejscem na brzuchu Ynerytha, co niestety skończyło się bolesnym urazem.
- Wszystko okej? - zapytał Naharys, pomagając Ynerythowi powstać na równe łapy, ale przez dojmujący ból, kulił się z wyraźnym wymalowanym gniewem na pysku.
- A to diabelstwo... - skomentował Yneryth.
- Koniec walki! - krzyknął biały wilk w stronę manekinu, który momentalnie znieruchomiał i znów stał się tylko kawałkiem oskrobanego drewna. Następnie zwrócił się do Ynerytha.
- Jesteś za wolny. Będziemy musieli popracować nad twoją zwinnością.
- Jestem zwinny! - sprzeciwił się Yneryth - Ale ten drewniany szmaciarz mnie przechytrzył.
- Nie powinieneś się przejmować. To tylko kawałek drewna, zasilany magią i niczym innym więcej.
- Nie przejmuję się! - odparł Yneryth - Chcę spróbować jeszcze raz.
Naharys uniósł lekko brew zdziwiony.
- Nie potrzebujesz iść z tym do medyka? Wiesz... brzuch, a zwłaszcza jeśli jest pełny, może być w opłakanym stanie.
Yneryth jednak, nim przystąpił do kolejnego treningu, musiał pobiec w krzaki, bowiem cios manekina był tak mocny, że musiał zwrócić śniadanie. W trakcie tego wszystkiego, Naharys z niepokojem przyglądał się drewnianej kukle - To ma aż taką moc? ~ Pomyślał z niedowierzaniem.
- Cholera, dopiero co się najadłem... - poskarżył się Yneryth.
- Noo, to przynajmniej dokończysz tę sarnę, co ją tak porzuciłeś, o ile wcześniej nie ubiegną cię kruki.
- Jakiej sarny... a tę sarnę... no jasne.
Naharys podszedł do znieruchomiałej w miejscu kukły, przyjrzał się zadrapaniom po pazurach i zębach Ynerytha na drewnianej szyi i ramieniu, po czym zwrócił się do basiora.
- Powiem Ci, że ty masz uzębienie. To drewno jest strasznie twarde - z tymi słowy, zapukał kostkami w drewno. - Hebanowe drzewa do miękkich nie należą.
- Cóż, najwidoczniej nie tak twarde dla moich zębów.
Yneryth błysnął swymi białymi zębami, gdy jego usta wykrzywiły się niesforny uśmiech.
- Możesz jeszcze trenować? Jeśli tak, wiesz, co trzeba powiedzieć?

<Yneryth?>

Ilość napisanych słów: 723
Ilość zdobytych PD: 361 PD
Obecny stan: 11185 PD

środa, 23 lutego 2022

Lawrence Luzige
Laurent

Płeć: Basior | Wiek: 4 lata | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 1 (0/3000 PD) | Stanowisko: Wojownik/Atakujący |
Właściciel: Gmail – biszkopciki.somfajne@gmail.com 
Autor: Gveanel


Attano Luzige
Lauren

Płeć: Wadera | Wiek: 4 lata | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 1 (795/3000 PD) | Stanowisko: Wojownik/Atakujący |
Właściciel: Gmail – biszkopciki.somfajne@gmail.com 
Autor: ZakraArt


wtorek, 22 lutego 2022

Od Yneryth’a c.d Noiter’a ~ Niespodzianka

- A teraz musisz mi zaufać. - Powiedział Noiter, wskakując w taflę.
Yneryth stał w miejscu w bezruchu przez kilka sekund. Słowa „teraz musisz mi zaufać”, były dla niego bardzo ciężkie do zrozumienia. Sam nigdy nikomu nie ufał, każde słowa prowadzone ku innemu wilkowi, przechodziły przez wewnętrzne sito. Wilk nie mówił o sobie ani o swoich uczuciach, których sam nie rozumiał. Z czarnym nawiązał już jednak jakąś więź. Jakby nie patrzeć był on jednym z dwóch wilków znających jego możliwości. Całą chwilę zwątpienia, potęgował znikający w śnie Noiter. Biały wilk nie śmiele dotknął łapą tafli. Woda ani drgnęła, na tafli nie było nawet minimalistycznej falki. Ciecz miała jakiś dziwny stan, była bardziej, jakby niematerialna. Nie miał wyjścia. Wskoczył w kałużę, z zamkniętymi oczami. Gdy otworzył je, był już po drugiej stronie. Młody stał wesoły i pewny siebie. Zaczął od pokazania okien i mniej więcej wytłumaczenia co się za nimi znajduje. Zaciekawiony Yneryth chodził między nimi i przyglądał się przeróżnymi widokami w każdym z nich. Okien było wiele, nie mógł ich zliczyć. Chwilę po tym drugi dorzucił, że na to nie wszystkie na dole jest ich jeszcze więcej. Noiter zaczął opisywać niektóre rzeczy w oknach, w których już był. Opowiadaniom nie było końca. W jednym z nich były olbrzymie magiczne ptaki. Każde zwierciadło kryło coś specjalnego. Biały wyłapał dwa najbardziej interesujące go miejsca. Okno, za którym krył się pokryta lodem pustka. Śnieg i lód spowijał cały obszar i krajobraz w wizerunku krainy. Najbardziej zapamiętał ten wymiar, do którego nie chce trafić. Tamten był dla niego przerażający. Kryły się w nim stawonogi, robaki i pająki. W momencie, gdy stał przy obrazie, dosłownie przed nim przewinął się ogromny pająk w kolorach zieleni. Jego odnóża pokryte były włoskami, odwłok był wielkości połowy wilka. Zaskoczony i wystraszony odskoczył do tyłu. Pech chciał, że odskakując, wskoczył do jednego z otwartych okien.
Przez chwilę spadał w dół bezwładnie. Nie wiedział, co się dzieje. Opadając, obrócił się, by spojrzeć, czemu spada. Kraina, którą podziwiał, teraz z lotu ptaka była ogromna. Widoki były zachwycające. Podziwianie natury przerwało mu zderzenie z wodą. Yneryth miał szczęście, z impetem wpadł w jezioro. Szok termiczny wywołał u niego szybką zmianę charakteru. Wyskoczył z wody z zaskoczeniem i lekką złością. Obejrzał się dookoła. Widział w oddali bagna. Na prawo rozprze ścierały się olbrzymie góry. Za nim rosły pokaźne drzewa, ich liście były masywne i grube. Flora w tym wymiarze sennym była mu zupełnie nie znana, żadna z widocznych roślin nie była mu znajoma. Pomyślał tylko:
- Tsumi by się tu spodobało.
Z cienia lasu wyszedł czarny wilk, zdawał być się uradowany znalezieniem drugiego. Szybko podbiegł i zapytał:
- Jesteś cały ?
- Niestety tak, jeszcze się ze mną pomęczysz. - Powiedział z uśmiechem.
Ciekawą rozmowę przerwał dźwięk. Głos rozdzierał powietrze i dudnił w górach echem. Obaj spoważnieli, nie mieli pojęcia, co to było, ale nie śpieszyło się im by się dowiedzieć. Ziemia zaczęła się trząść i wibrować regularnie.
- Nie wiem jak ty, ja chyba zniknę. - Mówił, znikając w iluzji.
- To dobry plan. - Noiter wskoczył w cień nieznanego drzewa.
Leżeli obok siebie przez pewien okres czasu w ciszy, czekając na rozwinięcie się sytuacji. Oboje byli lekko zestresowani. Nie wiedzieli, co ich może tu spotkać. Zaczęli szeptać między sobą co dalej. Czarny wytłumaczył w skrócie jak wrócić do komnaty z oknami. Musieli znaleźć coś w stylu środka krainy, gdzie bariera między obecnym światem a głównym snem była najcieńsza. Mieli już wstawać i zacząć poszukiwanie oraz zwiedzanie krainy, gdy coś wybiegło z lasu. Mały niedźwiadek wybiegł z gąszczu, kierował swoje kroki do wody. Coś było jednak nie tak, wyglądało, jakby przed czymś uciekał. Swój szaleńczy bieg kierował ku wodzie. Wskoczył w nią bez ani sekundy zastanowienia. Leżał już w wodzie plecami do dna. Ciężko oddychał, jego tętno i stan nie były w najlepszym możliwym wariancie. Przed basiorami i małym misiem, pojawiała się para oczu. Ślepia wpatrywały się w malucha. Oczy biły nienawiścią z dala, biały znał tę aurę. Stworzenie w gęstwinie nie miało pokojowych zamiarów. Znów rozległ się ten przeraźliwy dźwięk. Teraz był dużo bardziej pofalowany i szczytowy. Krótki, ale przeraźliwy. Istota obróciła się i odeszła szybkim krokiem w nieznanym kierunku. Ziemia znów pełna była tętna. Misio odsapnął, wydawał się być szczęśliwy i spokojny. Bał się jednak opuścić wodę. Przechadzał się przy brzegu jeziora. Wypatrywał czegoś w lesie, błądził wzrokiem po podłożu i koronach drzew. Zaistniała sytuacja zaniepokoiła dwójkę. Z niechęcią opuścili niewidoczną zasłonę. Noiter wychodząc z cienia, pokazał się pierwszy. Mały miś, widząc czarno skrzydlatego wilka, nie zląkł się. Stopniowo ujawniający się biały tym bardziej nie był zaskoczeniem. Niedźwiadek szybko powiedział:
- Chodźcie do mnie szybko. - Jego głos był szybki i pełny obaw.
- Stój. - Powiedział bezpośrednio do Noiter’a. - Czemu mamy ci ufać misiu ? - Z pogardą zapytał poważnie Yneryth.
- Hhhyyy, ty chyba nie wiesz, o czym mówisz. Jesteś nietutejszy?- Miś powiedział rozbawionym głosem.
- Nie twoja sprawa. - Sparował błyskawicznie.
- Jesteśmy z daleka. - Odpowiedział złamanym głosem czarny.
- To wszystko tłumaczy. Jeśli nie chcecie, stójcie poza wodą. - Uśmiech małego gwałtownie się poszerzył. Głos wydany przez ssaka był głośny.
- Nie będę się brudził. - Jedno znacznie Yneryth.
- Po co mielibyśmy do niej wchodzić? - Zapytał zmartwiony Noiter.
Z lasu otaczającego jeziorko wydobył się chór różnobarwnych głosów. Przestraszony rogacz wskoczył do wody, w okamgnieniu. Biały stał nie ugięcie, wpatrując się w las. Nie był spokojny, ów dźwięk przeszywał jego duszę i zwiększał szybkość bicia jego serca. Jego krew była cieplejsza i szybciej przemierzała jego układ. Dźwięk zmienił się w ciszę. Otoczenie jakby zatrzymało się w czasie, żaden z trójki nie odzywał się. Miś i Noiter siedzieli w wodzie nie widzieć dlaczego. Yneryth stał skupiony przed krawędzią tafli w bezpiecznej odległości od lasu. Wczuwając się w otoczenie, nie wiele wiedział i rozumiał. Cały ten świat był jakby inaczej zbudowany. Tak jakby struktura była mu zupełnie obca. Wyczuwał tylko zbliżające się niebezpieczeństwo z 3 kierunków. Biały basior nie chciał jednak ryzykować, nie wiedział, czy takie zjawiska senne mogą mu zaszkodzić, poza snem. Wchodził do wody powoli, cofając się. Przed nim w puszczy było widać już rosnące kontury. Dwie istoty przed nim szybko się zbliżały. Przyglądanie się im przerwał jednak trzeci. Za pleców wilka z lasu wyskoczyło jedno z nich.
- Za tobą! - Krzyknął Czarny.
- Wejdź do wody! Szybko ! - Wrzeszczał misio.
Yneryth upadł, wykonując unik, następnie wturlał się do wody. Miał ochotę coś zabić. Cały był upaprany w mule, wodzie i piasku. Nie miał jednak siły się kłócić, gdy przed nim stało...

Noiter?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1047
Ilość zdobytych PD: 523 + 5% (26) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 3731

sobota, 19 lutego 2022

Od Yneryth’a do Maluma ~ Żądza

Tego dnia wilk nie spał. Ciągłe głosy i szepty nie pozwalały mu się skupić, ani nawet zasnąć. Dziś na szczęście, gdzieś wywiało czarnego basiora. Noiter nie potrzebował dziś pomocy białego. Yneryth leżąc pod drzewem, wciąż myślał o ołtarzu i znakach wypalonych w trawie. Próbował poukładać wszystkie myśli, nie wychodziło to tak łatwo, jakby sobie tego życzył. Symbol wiecznego mrozu mógł się wiązać z jego przeszłością, nic jednak nie wiedział. Nic nie było pewne. Myśli wiązały się i plotły, składały w przeróżne kłęby. Szelesty w głowie rozpraszały go, nie potrafił się do nich przyzwyczaić. Zniesmaczony stanem rzeczy, wstał. Rozejrzał się po okolicy. Drzewa na skraju polany były już inne. Wiosna zmieniała całe otoczenie. Najlepszym plusem wiosny, zdaniem wilka, były ćwierkające ptaki i powoli wzrastające kwiaty. Napawał się widokiem nieustannie zmieniającej się flory i fauny. Stwierdził, że znajdzie sobie jakieś zajęcie. Nie był w najlepszym stanie psychicznym, nie udał się więc trenować. Kroki wilka zmierzały w las, tam, gdzie kiedyś zabijał wszystko, co stawało mu na drodze. Idąc leśną ścieżką, spoglądał to w lewo, to w prawo. Pamiętał każdą smugę krwi na drzewie, ziemi i kamieniach. Ów ślady, już zastygły i nie było ich zbytnio widać. Jedynym znakiem był ledwo wyczuwalny zapach zastygłej krwi oraz leżące gdzieniegdzie resztki kamiennych kolców. Wspominając swój gniew i inne negatywne uczucia, szedł dumnym krokiem przepełnionym zdecydowaniem i pewnością siebie. Gdy napawał się obrazami w swojej wyobraźni, głosy ustawały lekko. Czuł lekką ulgę. Jednak dalej nie dawały mu one spokoju. Co mogły oznaczać.
Idąc obraną drogą, jak kiedyś, wyczuł zapach świeżej krwi. Ktoś lub coś krwawiło w pobliżu. Patrzył przed siebie. Piasek powoli zaczął się wznosić. Wilk w mgnieniu oka zniknął w piaszczystej iluzji. Dystans do celu zmniejszał się. Im bliżej, tym więcej czuł i słyszał. Nie wiedząc, co go spotka, pozostawał skupiony na wszelki wypadek. Nie zdziwił go widok, który zaobserwował. Przed nim leżał martwy łoś. Ciało było pocięte i pogryzione, stąd taka ilość krwi. Powodem śmierci kopytnego nie było wykrwawienie, szyja była zmiażdżona. Na niej było widać 8 śladów po kłach. Zwierzę zostało zabite najprawdopodobniej przez innego wilka. Yneryth widząc taką ilość śladów, wiedział, że łoś nie poddał się bez walki. Musiał szarpnąć się w momencie pierwszego ugryzienia. Spowodowało to rozluźnienie, jeszcze niezaciśniętych szczęk. Po chwili nastąpiło drugie ugryzienie, to było już ostateczne. Jedynym problemem w analizie był fakt, że łoś nie był tknięty. Ktoś zabił go bez powodu. Mięso leżało i czekało na kogoś, kto mógłby je zjeść. Nie namyślając się, wgryzł się i poczęstował darem natury.
Posiłek wypełnił żołądek wilka. Biały wilk mimo wszystko był wściekły. Jakieś wilczysko zabiło ssaka tak o. Wczuł się w woń powietrza, wiedział już, gdzie podąża ten gagatek. Rozpłynął się w powietrzu, ale było widać, jak wystartował, biegnąc za zapachem. Z ziemi unosił się pył za jego tylnymi łapami. Biegnąc przed siebie, planował, co zrobi z brakiem szacunku wobec natury. Tego wilka nie znał jeszcze na tyle, by móc ocenić jego zachowanie. Znał jego zapach, ale chyba nie rozmawiał z nim jeszcze. Planowanie sprawiedliwości przerwał mu zapach czerwonego płynu, płynącego we wszystkim, co żywe. Zdenerwował się jeszcze bardziej, wiedział, co będzie musiał zrobić. Zamierzał powstrzymać pobratymca przed mordem.
Stał już na skarpie przed wilkiem. Zdziwiony stał i nie ruszał się. Malum chyba oszalał, stał przed rannym misiem, warczał na niego. Ślina ciekła mu z pyska w dużych ilościach. Miś był ranny, futro ubrudzone w swojej i jego krwi. Szramy po pazurach znajdowały się bardziej na plecach. Oznaczało to, że miś nic nie czuł, jedynie był rozwścieczony. Wilk skakał, drapał i próbował gryźć. Misia nie uda mu się jednak tak łatwo załatwić. Yneryth ciekaw obrotu spraw, usiadł w iluzji, był gotowy na ewentualną pomoc. Wolał jednak dać się wykazać drugiemu. Podziwiał jego ruchy i agresję. Wilka zdawał się być nieustraszony, jego ruchy jednak nie były przemyślane. Basior reagował agresją, w każdej chwili mógł trafić pod łapy dużego futrzaka, co prowadziłoby do nagłej i bolesnej śmierci. Po analizie stylu walki pobratymca, z niechęcią wstał. Uważał, że wilkowi należy się kara, nie on jednak jest za to odpowiedzialny. Yneryth kierował się tak jak zawsze tym samym, losem. Dzisiejszy dzień był lekko inny, jeśli nie pomógłby, mógłby mieć go na sumieniu. Biały wilk zaczął pojawiać się w opadającym piasku. Jego wejście było efektowne. Malum nawet nie zwrócił na niego uwagi, wpatrywał się wciąż na masywnego przeciwnika. Miś po zauważeniu kolejnego wilka, stanął na dwóch łapach, po czym próbował uderzyć przednimi kończynami z impetem o pobliskiego wilka. Pysk ciemnego skrzywił się o 45 stopni w lewo i otworzył pysk. Kły wilka były pokaźne i dość masywnie wyglądające. Sytuacja wyglądała na kryzysową, miś kierujący całą siłę zwiększoną o masę ciała napędzanego siłą opadania wprost w głowę basiora. Biały zareagował bez zastanowienia, między zwierzętami wyrosła kamienno-lodowa ściana. Zaraz po tym już jej nie było. Lód rozprysnął się dynamicznie w każdym kierunku. Nawet Yneryth dostał lodową szpilą. Całe podbrzusze misia było najeżone lodowymi odłamkami. A on sam był zdezorientowany. Biały wilk nie chcąc wydłużać cierpień dużego zwierzęcia, znów użył mocy. Kamienny kolec wysunął się spod niego, przebił brzuch, przeszył serce i wystawał kawałek nad głową. Wilk dołożył wszelkich starań, by nie cierpiał za długo. Po wyprowadzeniu zdolności spoglądał na pobratymca. On jednak zachowywał się, jakby nic się nie wydarzyło. Obrócił się sucho, bez emocji. Puste błękitne oczy wpatrywały się w Yneryth’a. Malum nie przestał warczeć, pysk dalej był rozchylony i gotowy do działania. Wtedy wilk dodał dwa do dwóch. Coś się nie zgadzało. Nienawiść i złość płynęła z postawy drugiego wilka. Zauważywszy to, Yneryth napiął mięśnie na wszelki wypadek. Głosy w głowie lekko zmalały. Teraz brzmiały bardziej jak melodia śpiewana przez ptaki. Skupił się, ale nie chciał używać siły. Mógł jednak nie mieć wyboru.
Wilki bez słów krążyły wokół siebie w ciszy, żaden z nich nie chciał zacząć rozmowy. Biały wpadł na nie do końca mądry plan, chciał jakoś sprowokować wilka i unieruchomić. Nie podjął jednak decyzji tak aroganckiej, jak z Kotorim. Maluma nie znał prawie w ogóle, słyszał jedynie jego imię i znał jego zapach, tak, jak każdego innego wilka. Jego obowiązkiem było rozróżnianie obcych od swoich po zapachu, była to dla niego podstawa. Chciał być obojętny, jego emocje były jednak inne. Emanujący złością wilka zapytał:
- Czemu zabijasz bez powodu ?- Warcząc.
Drugi nie odpowiedział, podniósł lekko ogon, zdawać by się mogło, że szykuje się do skoku.

Malum?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1043
Ilość zdobytych PD: 521 + 5% (26) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 3182

Od Noiter'a c.d Yneryth'a ~ Niespodzianka

- Wracając, będąc w moim śnie, jakby mogłeś go kontrolować. Czułem, że otoczenie nie zmienia się jak w innych snach. Mam pomysł, spróbuj zawładnąć moim snem i pokaż mi swój sen. – Powiedział Yneryth.
Nim Noiter zdążył wyjaśnić, że działanie snów jest o wiele bardziej skomplikowane oraz to nie tak jak mu się wydaje, tamten już zaczął kłaść się do snu. Westchnął, po czym podszedł do wilka przygotowującego się do snu, z zamiarem wyjaśnienia podstaw:
- Dobra, powinieneś jednak wiedzieć podstawy, nim zaczniemy – zaczął wyjaśniać – Jeśli chcesz, bym miał kontrolę nad snem, musisz mnie zaakceptować, jakby przyjąć do środka. Wyobraź sobie, że twój sen to twoja nora, ty sobie ustalasz, jak ona wygląda i co się w niej znajduje. Jednak gdy ją z kimś dzielisz, macie nad tym wspólną kontrolę. Gdy wchodzę do czyich snów bez ich wiedzy, to tak jakbyś miał intruza w niej. Nie wiesz o nim, ale to nie znaczy, że go tam nie ma – wciąż ma on wpływ na swoje otoczenie. – Tu przerwał na moment, by zebrać myśli – Gdy mnie wpuścisz jako świadomego gościa, dajesz mi swobodniejszą łapę, gdyż twój umysł odbiera mnie jak część snu, a nie jak obcy element. – widząc, że ten nie rozumie, postanowił inaczej to wytłumaczyć. — Po prostu ty jesteś dla mnie drogą w świat snów, przez które przejdziemy do mojego snu. Wszystko jasne? Dobrze, a więc zaczynajmy – powiedział, nie czekając na odpowiedź, usypiając wilka.

W krainie snów
Noiter znalazł się na tej samej polanie, na której ostatnio skończyli sen. Tuż obok niego był Yn. Powoli wstał z ziemi, otrzepując się z kurzu.
- Więc tak, choć za mną, musimy znaleźć jakąś tafle wody — oznajmił niecierpliwie, ruszając od razu w kierunku, w którym miał przeczucie, że znajdzie to, czego szuka. Po chwili spaceru znaleźli swój cel podróży. Stanęli przed kałużą średnich rozmiarów.
- A teraz musisz mi zaufać — powiedział, nim skoczył prosto w kałuże, z zamkniętymi oczami.
Po chwili spadania znalazł się w znajomym sobie miejscu. Obok niego na ziemi leżały miękkie futra, ułożone w centrum jaskini. Zaraz za nim wylądował Yneryth. Noiter z ciężkim sercem rozglądał się wokół — nie był w tym miejscu od czasu… Jej śmierci… Westchnął głęboko, po czym przypomniał sobie, że obok jest jego nowy przyjaciel, patrzy na niego i go ocenia. Nie chciał wyjść na słabego, więc przybrał z trudem uśmiech na twarz.
- Witaj więc, w moich skromnych progach. Polecam widok, jest cudny — stwierdził, wskazując okna, które znajdowały się na ścianach wokół. Za każdym z nich ciągnęły się fantastyczne krajobrazy, jego własne krainy, które tak długo tworzył z matką.
- Oprowadzić cię? – spytał, widząc, że Yn wciąż próbuję pojąć, gdzie właściwie jest. – Mamy do wyboru wiele krain. - każde okno to inny świat. A i spójrz tu na bok, masz tu zejście w dół, tam na dole jest więcej okien.
Spojrzał na pierwsze okno, przy którym stał, po czym zagłębił się w przemyśleniach. Każda z tych krain była wyjątkowa na swój sposób. Powstawały one z opowieści innych, wszystko, co było warte jego uwagi, od razu znajdowało się za oknem. Oprócz historii, które znał od matki, były jeszcze te usłyszane od wędrowców, przez co ich różnorodność była wielka. Możesz tu znaleźć od gorącej pustyni równikowych poprzez wielkie oceany aż do lodowych połaci mroźnej północy. Innymi słowy, od wyboru do koloru. Każdy z tych światów jest zamieszkiwany przez swoje własne stworzenia. Znajdziesz tu zwyczajne króliki, wielkie ptaszyska, czy małe lisy lub inne normalne stworzenia, jednak to dopiero początek. Są tu latające ryby, wielkie niedźwiedzie, magiczne ptaki, olbrzymie wilki oraz robaki wszelkich kolorów i kształtów. Znajdziesz tu dosłownie wszystko.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 582
Ilość zdobytych PD: 291
Obecny stan: 508

piątek, 18 lutego 2022

Od Naharysa c.d Sininen ~ "Pogardzona niewinność 2.cz"

Świat rozmalował się złotymi barwami mocno grzejącego słońca, a także świeżą zielenią - wiosna! W końcu wiosna, a mimo tego, Naharys przeczuwał w głębi siebie, że coś jest nie tak. Pierwsze oznaki partaczenia się tego dnia, dawały mu wilki, które zaczęły odstawiać fuszerkę na treningach.
- Cholerne wahadło! - warknął Hinata po tym, jak na oczach Naharysa, zaliczył potężny cios w głowę od szalejącego pniaka, który wywijał agresywnie na wszystkie strony.
- Powinien to obejrzeć medyk - powiedział z niepokojem Naharys - nie chcę ryzykować.
- Nic mi nie jest, mogę dalej trenować! - trzymał się dzielnie Hinata - To tylko draśnięcie.
Naharys pokręcił stanowczo głową, zlustrował miejsce uderzenia poważnym wzrokiem.
- Możesz przez to mieć wstrząśnienie mózgu. Chodź, zaprowadzę cię do mojej siostry, a ona załatwi resztę. Ruszaj, a reszta niech ćwiczy dalej! - Następnie zwrócił się do grupki wilków.
- Nie przejmuj się zbytnio. Pamiętam, jak sam oberwałem solidnie od tego bydlaka. Żebra i mostek czuję do tej pory, uwierz mi. - Naharys, mając nadzieję, że to, co mówi, w jakimś stopniu poprawi się humor basiorowi, ale ten wyraźnie dawał sygnały, iż nie był zbytnio zadowolony z przerwanego treningu, więc biały wilk nie odezwał się już więcej.
Kolejną oznakę partaczącego się dnia ujrzał niedaleko jaskini medyka, a był to owe ciche chlipanie, dobiegające spod pochyłej wierzby, niedaleko stawiku, gdzie zazwyczaj chorzy i ranni chadzali się napić. Naharys nakazał Hinatowi iść dalej samemu, a on sam, podążając w stronę tajemniczego płaczu, usłyszał też głośny śmiech, który o dziwo był mu dobrze znany. Gdy pojawił się na szczycie grzbietu niewielkiego pagórka, ujrzał takowy widok; Ereden stał nad kulącą się w jego cieniu Sininen, która płacząc, zakrywała pyszczek swymi łapkami. Następnie jego syn powiedział coś, co w żadnym wypadku nie spodziewał się ich usłyszeć, akurat od niego. Największy jednak gniew wzbudził w nim fakt, że Ereden mówił do swej siostry, Sini.
- Jesteś żałosnym dziwolągiem, który potrafi tylko płakać. Nie wiem, co bogowie myśleli, żeby dawać Ci te ohydne skrzydła. Wstyd mi, że mam taką siostrę!
Tego było już za wiele. Naharys zmarszczył pysk i twarz, poczynił kilka kroków w stronę syna, po czym warknął.
- Ereden!
Basiorek podskoczył jak spanikowany kot i odnalazł go swymi oczami, w których z sekundy na sekundę rodził się przestrach przed wściekłym rodzicem. Jego wzrok mówił "zbliżają się kłopoty"
~ I bardzo dobrze, że myślisz o kłopotach, bo właśnie się w nie wpakowałeś po uszy, synu.
- Co ty robisz?! - kontynuował Naharys z niedowierzaniem w głosie - Czy tak się powinno traktować siostrę?! Spójrz na nią... SPÓJRZ-NA-NIĄ! Jak możesz! A może teraz ja się pośmieję z ciebie. Za to, że straszna z ciebie miernota... hahahaha... i co? Przyjemnie Ci jest?
Ereden skulony, siedział potulnie z owiniętym ogonem wokół łap.
- Tato... ja...
- No zakładam, że nie! Nie jest Ci przyjemnie, a teraz pomyśl, jak się czuje siostra. Twoja siostra, Ereden! Czy to nic dla ciebie nie znaczy?! W tym momencie, na moich oczach, masz przeprosić swoją siostrę, za te głupie słowa! Czekam. Ja mam czas.
Basiorek spojrzał jednak na swoją siostrę, która w dalszym ciągu kuliła się i drżała z trawiącego ją żalu i rozbrajającej rozpaczy. Jej łzy lśniły w blasku słońca na jej policzkach i trawie, na którą skapywały z drobnego podbródka Sini. Następnie zbliżył się nieznacznie do Sininen i widocznie starał się, jak mógł, aby słowa przeprosin przecisnąć przez gardło.
- Przepraszam cię, siostro...
Naharys usłyszał wyraźną niechęć. Ereden spojrzał na ojca.
- A teraz idziesz ze mną i możesz zapomnieć o kolacji...
Ereden powstał jednak z miną niedowierzania.
- Jak to! Przecież przeprosiłem!
Exan jednak powstrzymał jego narastającą brawurę głośnym tupnięciem łapą. Ereden znowu upadł na tyłek i z przerażeniem w oczach, wyczekiwał na dalszą część reprymendy.
- A więc tak ze mną pogrywasz. Przeprosiłeś z myślą, że unikniesz kary, nie z dobrą intencją. Teraz to na pewno możesz zapomnieć o kolacji. Nie mam zamiaru karmić szczeniaka, który widzi czubek własnego nosa. Nie chcę syna egoisty i rozwydrzonego rasisty. A teraz idziesz ze mną i powiesz mamie, co zrobiłeś.
Podszedł najpierw do Sini. Czule i delikatnie chwycił ją i pomógł usadowić się na jego grzbiecie, a syna zaś, złapał za kark i w następnej chwili, byli już w drodze do domu.
~ Nie mogę uwierzyć własnym uszom. Ereden, co w ciebie wstąpiło?! Ale nie martw się. Osobiście dopilnuję tego, żeby takie zachowanie wywietrzało Ci z głowy. Z pewnością miesiąc treningu dobrze ci zrobi. - Z takowymi myślami zaszedł do jaskini, gdzie jak dotychczas czekała na niego Pina, ale gdy ujrzała płaczącą Sininen, przerażonego Eredena, zwisającego z pyska wściekłego Naharysa, natychmiast zaniepokoiła się tym stanem.
- Skarbie? Coś się stało? - zapytała Pina, patrząc w zielone oczy Naharysa. Basior odstawił syna na ziemię, koło swych łap, po czym obrzucając go wściekłym spojrzeniem, wycedził przez zęby.
- No wytłumacz swej mamie, co zrobiłeś Sininen!
Po dodatkowej ostro udzielonej reprymendzie od Piny, Naharys zabrał swą nadal smutną i milczącą córkę nad rzekę - nie wiedząc jednocześnie, że to tam Sini spędzała czas w udręce, wyrywając pióra ze swych skrzydeł i ciskając w nurt płynącej wody.
- Tato, czy wy mnie jeszcze kochacie? - zapytała po chwili przepełniona żalem Sininen.
Naharys wiele w życiu słyszał; Srogi głos krytyki jego rodziców, po skończonym, niekoniecznie udanym treningu na poligonie, krzyki szczęścia jego przybranej siostry Lonyi, ale płaczliwy ton córki niemal zwalił go z łap.
- Skarbie, co to za pytanie. Oczywiście, że z mamą cię kochamy...
- Nie prawda... mówisz tak, a w rzeczywistości uważacie mnie za dziwoląga, jak Ereden...
Naharys odstawił córkę na trawiastą ziemię, uniósł łapą jej podbródek, aby spojrzała swymi zaszklonymi od łez oczami w niego.
- Sini. Ty, Ereden i Shori jesteście naszymi skarbami, bezcennym cudem i darem od bogów - Powiem ci w prawdzie jedną rzecz. Ufasz mi, skarbie?
Sininen pokiwała głową.
- Ereden dokucza ci z powodu skrzydeł? Ale prawda jest taka, że one czynią z ciebie kimś normalnym, nie dziwolągiem. Skrzydła nikogo nie czynią odmieńcem, a wiesz dlaczego? Na świecie pełno jest wilków, które szybują po nieboskłonie. Nie jesteś wyjątkiem.
Następnie uniósł swoją córkę do góry jedną łapą. Była tak drobna, że bez problemu utrzymałaby się na jego masywnej kończynie.
- Nie wmawiaj sobie i nie bierz do serca słów, że jesteś dziwolągiem. Ja i mama kochamy cię mocno ze skrzydłami, czy też bez. Nikomu cię nie oddamy, ani nie pozwolimy, abyś myślała, że stanowisz jakiś ciężar dla rodziny. Nie, jesteś naszą córką. Upragnionym cudem od gwiazd.
Po tych słowach, Sini wtuliła się w futro ojca, szlochając głośno.
Następne kilka godzin, Naharys spędził na zabawie z córką, kompletnie zapominając przy tym o całym świecie - O trenujących wilkach na poligonie, o basiorze, który zarwał od szalonego wahadłowca - totalnie o wszystkim. Na początku trudno było Naharysowi poprawić humor, ale idealnie nadawały się sztuczki z płomieniami. Exan, biorąc jakieś suche liście z poprzedniej jesieni, pozwalał, aby trawiący go płomień przybierał kształty różnych zwierząt, które po chwili wypalały się, jak zapałki. Następnie bawił Sini zagadkami i grą w " Prawda i kłamca", w którą nauczył kiedyś grać Niko (wątek Zakute Łby).
- Pamiętaj, co ci mówiłem. Jesteś w pełni normalną waderką, a skrzydła to żaden powód do odmienności. Następnym razem, jak Ereden znów cię będzie dręczył, wspomnij moje słowa. Dobrze, skarbie?

<Sininen?>

Ilość napisanych słów: 1159
Ilość zdobytych PD: 579 + 10% (57 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 10824 PD