Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Misja ratunkowa". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Misja ratunkowa". Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief/Noiter ~ "Misja ratunkowa"

Biały basior do tej pory raczej nie zdążył się rozerwać. Walka z jaszczurami, nie usatysfakcjonowała go tak, jak sobie to wyobrażał. Niemal każdy wilk wchodził mu w drogę, próbując, jak oni to nazywali "pomagać”. W głowie samiec wyobrażał sobie, jak przez przypadek przebija swoich pobratymców w ferworze walki. Wizje te ograniczyły go do wywierania nacisku w sposób ściśle fizyczny.
Po całym zamieszaniu, z rozczarowaniem rozejrzał się po okolicy, widząc pobojowisko spływające krwią i kawałkami wyszarpanego miejsca. Yneryth jednak bardziej przejął się śladami pozostawionymi na biernie żyjącym otoczeniu. Walka nie przytoczyła mu tyle nie zadowolenia, co całe te "emocjonalne” głupoty. Lekko mówiąc, nie mógł się powstrzymać, by przerwać im tą jakże słodką pogawędkę. Zdawało się, że pobratymcy zrozumieli, o co mu chodziło i niemalże od razu udali się kontynuując dalszą część swojego planu.
Żółtooki wysłuchał całego tego jakże teatralnego występu, lecz gdy zdawało mu się, że to już koniec, Osear się lekko zdenerwował. Mówił coś tam o jakiś wyborach i innych głupotach, może gdyby basior bardziej się na tym skupił, to wiedziałby, o co mu chodziło. Niestety, lecz to nie był jeszcze koniec. Osear zdematerializował się, wilk dosłownie sam otoczył całą brygadę. W tamtym momencie Yneryth poczuł, że będzie jeszcze okazja, by się wykazać. Samcowi pojawiła się gęsia skórka i znaczne podekscytowanie. Zaczął napinać się, by być gotowym na następną rudne. Nim zdążył się rozluźnić, chmura się zmaterializowała, a Osear uderzył go od boku. Yneryth, jak zdmuchnięty przez wiatr odleciał z miejsca, zatrzymując się dopiero na ścianie jaskini. Uderzając o kamień, wilkowi lekko zakręciło się w głowie, przynajmniej tak mu się zdawało. Czarna mglista chmura wypełniała jaskinie, wręcz wyciekając z niej na zewnątrz. Żółte oczy ledwo dostrzegały w niej pozostałych pobratymców. Z konturów jedynie wyróżniali się dwaj skrzydlaci i wadera. Yneryth zatrzymał się pod ścianą z lekkim bólem głowy, próbując przeanalizować na nowo sytuację. Z tego miejsca nie był w stanie dostrzec Osear, jedynym pewnikiem jego obecności były warczenia i wykrzyknienia, nie zapominając o odgłosach uderzeń oraz zderzeń pazurów. Ten zły dosłownie pojawiał się z mgły i zaraz zmów znikał niespostrzeżony. Nie było jak z nim walczyć. Haos rozprzestrzeniający się do uszu Yneryth’a znacznie odcinał go od możliwości skupienia się. Odchodząc od ściany w głąb walki, znów oberwał, teraz przesuwając się jedynie po ziemi. Taka walka, nie miała dla niego żadnego sensu. Za każdym otrzymanym ciosem słabł, zresztą tak jak jego sojusznicy. Rozjuszony tchórzliwością, a zarazem sprytem czarnego, wykrzyknął.
- Nie tylko ty umiesz się chować! – Biały zaciskając łapy na podłożu, zaczął robić to, co szło mu najlepiej. Skała, na której stali zaczęła pękać, rozchodząc się do bocznych ścian. Z pęknięć zaczęły wyłaniać się kamyczki, które podnosząc się nad szczelinę, rozpadały się w skalny pył. Piach owinął całą szóstkę. W tym momencie jaskinia zdawała się dosłownie pusta. Wypełniona jedynie ciemną zawiesiną. – Ciekawe jak zaatakujesz z ukrycie coś, czego nie widzisz. Belief, Noiter, Aries, Manu, Farim, nie ruszajcie się!
Dało się słyszeć jedynie kaszlnięcie Belief, której piach wpadł w nozdrza i podrażnił nieco gardło. Nie wszyscy znali Yneryth’a, ale musieli mu w tym momencie zaufać. Pozostali w bezruchu, mimo wahań, tylko Bel mocno wierzyła, że biały samiec doskonale wie, co robi. Osear zaśmiał się ochrypłym głosem, po czym zawył. Drżące wycie dobiegło do uszu bohaterów, nie polepszając ich morali. Głos ten, dosłownie wprawił powietrze w drżenie. Ciemna powietrzna masa zaczęła się mieszać, aż w pewnym momencie, niczym fala przelała się przez wilki, wylewając na zewnątrz jaskini. Yneryth podniósł wzrok, widząc już to, co powinien. Nie zdając sobie sprawy, że sam znów jest widoczny, ruszył ku niemu. Będąc tuż przy nim, rozszerzył swoją szczękę i złapał go za kark, gwałtownie zaciskając, na nim swoje zęby. Obrócił się i przerzucił bokiem postać. Osear z trzaskiem uderzył o jeden ze zwisających z sufitu stalaktytów. Po uderzeniu wystrzeliła z niego niczym z rozdeptywanej purchawki, mgła. Upadając na ziemie, Osear zmienił swoją formę. Czarne kolory zaczęły znikać z jego futra, a łapy blakły. Wszyscy zdziwili się, gdy zobaczyli leżącego i krwawiącego Farima.
- Myślałeś, że tak łatwo wam pójdzie? – Zapytał wychodzący z tłumu Farim. Wychodząc z grupy, jego futro też zaczęło zmieniać kolor. Zdawać by się mogło, że jego futro pali się i blaknie, a ciemny dym unosi znad jego ciała. – Skoro jednego już mamy z głowy, chyba mogę zacząć się starać.
Czas nagle zaczął przyspieszać, a wydarzenia dookoła traciły sens. Yneryth błyskawicznie poczuł przeszywający jego grzbiet chłód. Nie zdążył zareagować ani nic powiedzieć, pazury jednego z nieznanych mu lepiej wilków przejechały po nim, drąc skórę, niczym zęby bobra młode drzewo. Zaraz po przeszywającym bólu wyminął go rudy basior, od razu kierując się w stronę Osear. Tamten nawet się nie ruszył. W odpowiednim momencie wykonał zwód i przewinął się nad rudym, lądując gładko na swoich nogach. Machnął głową i skierował wzrok przeciwko reszcie. Oczy wypełniły się ciemnym kolorem, a on sam stanął w miejscu. Powietrze w jaskini zaczęło jakby gęstnieć, stawiając opór. Noiter wraz z Ariesem od razu zaczęli próbować się poruszyć, było to jednak na daremne. Grawitacja zaczęła dociążać ich ciała, dociskając ich do podłoża. Jako pierwsi na ziemie opadł Manu i Yneryth. Zanim upadał Belief i dwójka skrzydlatych. Ciało jeszcze żyjącego Farima zaczęło rozlewać się po podłodze. Krew wypływała jak woda z górskiego źródła. Czas uciekał, a bohaterowie zaczęli zdawać sobie sprawę, że jeżeli nic się nie wydarzy, to również skończą jak, z trudem wstrzymujący się od piszczenia Farim. Belief przesuwała powoli łapami po skalnym podłożu, próbując doczołgać się do jedynego stojącego i szczęśliwego tu wilka. Yneryth będąc na przedzie, nie był w stanie dostrzec walczących z rzeczywistością znajomych. Widział jedynie Manu, który spoglądał albo na niego, albo na Oseara, oczami wypełnionymi nienawiścią. Biały rzucił okiem na ledwo żywego Farima, który umierał właśnie jakby nie patrzeć przez niego. Pysk żółtookiego rozwarł się, ukazując zębiska, obie łapy zaczęły się napinać, a pazury trzeć o wilgotną od krwi podłogę. Oczy basiora rozlśniły, a on sam podniósł się do pół siadu.
- To koniec. – Powiedział oziębłym tonem. – Błyskawicznie lodowy kolec wyrósł od lewego boku Oseara, przebijając go na wylot, wychodząc szyją.
Od razu po tym, ciśnienie w jaskini wróciło do normalności. Noiter i Aries wręcz wystrzelili z podłoża. Belief wraz Manu wstali, Manu od razu skierował się do reszty. Yneryth gładko wstając, zaczął iść prosto ku Osearowi. Łapy zaczęły zamarzać, wyżej niż dotychczas. Praktycznie cała prawa łapa pokryła się ciemnym lodem. Basior, kończąc, cały ten jakże problematyczny dzień, uderzył pełną łapą w głowę, czarnego. Trzask pękającego lodu, od razu doszedł do pozostałych, przerywany jedynie krzykiem.
- Nie, nie możesz! Nie masz prawa!
Ciało Oseara bezwładnie prześliznęło się po zakrwawionej podłodze, zatrzymując się dopiero na ciele Farima. Yneryth dalej przepełniony złością powiedział krótko.
- Mamy go z głowy. Powinniście zająć się przyjacielem, choć nie wiem, czy to cokolwiek da. – Rozgląda się po jaskini, patrząc na strugę płynącej i powoli zastygającej krwi.
Belief wraz Ariesem od razu rzucili się ku Farimowi w celu pomocy. Manu wystrzelił ku Yneryth’owi naładowany nie do końca przyjacielskimi zamiarami. Noiter zareagował intuicyjnie.
- To nie jego wina, zostaw go.
Biały rzucił spojrzenie biegnącemu ku niemu Manowi.
- Chyba na mnie pora. – Oczy przestały lśnić, wracając do normalnego koloru, po czym basior rozpłynął się w powietrzu.
Manu znów przeleciał przez swój cel, ponownie zatrzymując się bez powodzenia. Biały zniknął, lecz było widać odciskające się w krwi łapy, oraz pozostawiane krwawe ślady na suchym podłożu, kierujące się ku wyjściu.

END (Kontynuacja nastąpi w jednym z opowiadań)

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1208
Ilość zdobytych PD: 604 + 10% (60 PD)
Obecny stan: 815

środa, 30 listopada 2022

Od Belief c.d. Yneryth/Noiter’a ~ „Misja ratunkowa” (+16)

W tym samym czasie Belief z Ynerythem znaleźli dogodny punkt oczekiwań na postępy Noitera. Było to wzgórze, nieopodal terenów stada czarnego wilka, z którego było widać las i część odsłoniętych polan, które były otoczone z każdej strony wielkimi bagnami. Było to terytorium Oseara oraz Ariesa, który był tam uwięziony. Samica stała długo na wzniesieniu i spoglądała w dół, widząc w oddali jakieś wilki. Bardzo mocno im współczuła, ale jeszcze bardziej cieszyła się, że ich koszmar wkrótce się zakończy. Zerknęła kątem oka na swojego przyjaciela, który intensywnie usiłował w tym czasie znaleźć im jakąś bezpieczną kryjówkę. Uśmiechnęła się do siebie, po czym usiadła i wróciła do obserwacji terenów watahy. Delikatny nocny wietrzyk, smagał jej poplątane błotem futro. Samica westchnęła, bowiem martwiła się całym sercem o Noitera. Znała go zaledwie od dziś, ale jednak jej instynkt i wrodzona troskliwość nakazywała jej martwić się o swoich współtowarzyszy. Nie tylko o Noitera się troskała. Martwił ją również Yneryth. Sprowadziła tu ich oboje do pomocy w walce ze złem. Ale czy słusznie postąpiła? Czy nie powinna wziąć więcej wilków? Czy dadzą sobie radę w trójkę? Belief pogrążyła się w niepewnościach, które zaprzątnęły jej głowę. Nie było już odwrotu. Przybyli taki kawał drogi, że nierozsądnie byłoby teraz się wycofać. Bała się, lecz stłumiła strach w sercu, przełykając ślinę. Przecież jest po naszej stronie jeszcze wataha, która o niczym innym nie pragnie jak o wyzwoleniu. "Damy radę... na pewno" pomyślała, jednak w tym samym momencie ktoś wytrącił ją z zamyślenia.
- Belief? Belief! - Dopiero dwukrotne wypowiedzenie jej imienia, spowodowało, że samica zwróciła się w stronę samca. Jednak jego widać nie było. Biała otrzeźwiała i zaczęła zastanawiać się, czy aby wilk znów nie użył jednej ze swych sztuczek z iluzją.
- Yn, potrzebujemy prawdziwego schronienia. - rzekła nieco smutno jak na nią.
- No przecież takowe znalazłem. Schyl się, tutaj jestem.
Posłusznie wykonała polecenie i faktycznie pod jedną z bujnych iglastych drzewek zobaczyła parę oczu należących do białego samca.
- Oh, wybacz, już idę. - rzekła, wstała, po czym obeszła drzewko na około i położyła się, po czym wczołgała się pod jego bujną suknię. Oparła się o pień drzewa bokiem i spojrzała na samca. Nie było tam zbyt wiele miejsca, więc oboje położyli łby na łapach i oddali się leniwemu oczekiwaniu.

W tym samym czasie Aries, który odprowadzał Timbada, czuł się okropnie. Mimo iż nowy samiec wyglądał na wrednego typa, coś mu jednak w tym wszystkim nie pasowało.
- Kolejny nieszczęśnik.. Och Ariesie, bardzo ubolewam. Tak bardzo chciałem mu powiedzieć, aby uważał na naszego alphę... tak bardzo chciałem. - jęczał biały samiec.
- Wiem Timbadzie. Ja również mam ochotę powiedzieć o tym każdemu nowemu, ale kara, która nas za to spotyka, jest gorsza niż cokolwiek na tym świecie.
Biały samiec zatrzymał się i spojrzał z dołu Ariesowi prosto w oczy.
- Czy Ty wierzysz w to, że Twoja siostra przybędzie nas uratować?
Samiec przez moment wydawał się, jakby dostał w pysk czymś ciężkim i twardym. Wypuścił powietrze ze świstem. "Właściwie to dawno jej nie widziałem, może się zmieniła... może nie dopełni obietnicy" Pomyślał, po czym naprędce odparł białemu.
- Ależ oczywiście. Wiara Timbadzie to ostatnie co nam pozostało, więc należy trzymać się każdej, najdrobniejszej nadziei. - zaśmiał się na koniec i dodał myśl, która przyszła mu do głowy. - Być może teraz właśnie nas ratuje. - zażartował, jednak widząc minę przyjaciela, odpuścił i westchnął. - Wybacz. - spojrzał mu w oczy głęboko i szczerze. - Jestem przekonany, że Belief przybędzie. Jej imię zobowiązuje do dotrzymania obietnicy, w którą my tak mocno wierzymy.
Biały chwilę pomyślał, po czym przytulił po przyjacielsku Ariesa.
- Dziękuję Ci skrzydlaty wilku za tak pokrzepiające słowa. Bez Ciebie my już dawno byśmy się poddali. Jesteś naszą iskierką w tym wielkim mroku.
- Nie ma sprawy. A teraz idź Timbadzie do swoich synów i dodaj im otuchy, bo tego z pewnością najbardziej potrzebują.
Biały kiwnął głową i ruszył prędko w stronę swojego domu. Wydawałby się teraz zupełnie innym samcem. Pełnym odwagi i hartu, a nie tym samym, który przed chwilą trząsł się cały podczas łatania ran Retiona w jaskini Oseara.
Aries odprowadził go wzrokiem i gdy zniknął mu z oczu w cieniu swej groty, szary odwrócił się. Stwierdził bowiem że to dobry moment, aby wrócić w pobliże groty Oseara i sprawdzić co się dzieje. Czuł w kościach, że coś się szykuje. Że być może będzie komuś potrzebna jego pomoc. Jak pomyślał, tak też zrobił.
Kiedy zbliżał się do groty, poczuł dziwny i niepokojący zapach. Jakby coś się paliło albo gotowało. Lecz tutaj na bagnach to naprawdę dziwna sytuacja. Samiec przyspieszył odruchowo, szybko kierując swoje łapy w kierunku głównej jaskini. Gdy dotarł na miejsce, nie mógł uwierzyć, w to, co widzi. Z groty Oseara wydobywał się błękitny dym. Ostatnim razem coś takiego widział, kiedy był młodym szczeniakiem i pokazywano mu magiczne sztuczki. Wciągnął woń w nozdrza. Pachniało bagniście, ale i nieco inaczej jakby ziołowo. Zerwał jakiś liść i zatkał sobie nim nos, po czym odważył się, by wejść do środka groty. Na głównej hali, dokładnie tam, gdzie jeszcze niedawno, Timbad opatrywał rany strudzonemu wędrowcowi, leżeli oni. Retion i Osear. Aries nie mógł uwierzyć, w to, co właśnie zobaczył. Machnął skrzydłem, by odgonić kłębki dymu sprzed oczu, co pozwoliło mu zobaczyć dziwny krąg z ogniskiem pośrodku. Czyżby jakiś rytuał? Czyżby marzenia Oseara się spełniły? Być może, ale to, co Ariesowi najbardziej zadziałało teraz w głowie to alarm. Przecież Osear leżał, nieważne z jakiego powodu, ale spał jak mops i to była ta chwila, w której powinni zaatakować jaszczury, który w tej chwili nie były kontrolowane. Aries otwarł szeroko oczy i natychmiast odwrócił się i wybiegł z groty, po czym rozwinął skrzydła i poleciał w stronę centrum watahy. Gdy stał już na ziemi, zawył donośnie, co sprawiło, że pozostałe wilki wyszły ze swoich domostw.
- Co się Stało? Nie wolno nam wyć! - krzyknął Timbad, który zasłonił łapą swoją córkę, która ciekawsko również wyjrzała z jego groty.
- To nasza szansa, musimy zaatakować jaszczury. Teraz! Szybko! - krzyczał Aries, jakby kompletnie postradał zmysły.
- Na pewno? - spytała jedna z samic, która była wojowniczką.
- Na pewno Isir. Osear zasnął z tym nowym, chyba jakiś rytuał... szybko, bo nie wiadomo ile mamy czasu.
Wilki zawyły radośnie i rozpierzchły się we wszystkich kierunkach. Szczenięta oddano pod opiekę partnerce Timbada, białego medyka. Ona jako jedyna pozostałaby chronić ich dzieci. Aries biegł przodem wraz z Timbadem oraz szarym. - Farimem i rudym. - Manu, z którymi najczęściej przyszło mu pracować. Wbiegli na bagna i atakowali wszystko, co choć trochę przypominało jaszczury. Cała wataha Oseara rzuciła się niczym jedno ciało na wielką wojnę przeciwko bestiom swojego władcy.

**

Do nozdrzy białej dobiegła dziwna woń. Jakby zioła, kwiaty i chwasty... zaraz, zaraz... kwiaty!
Podniosła gwałtownie łeb do góry, co spowodowało szum, gdyż włożyła głowę w igliwie. - Noiter! - szepnęła bardzo głośno i poderwała się do przodu, zostawiając za sobą zamglonego znudzeniem w oczekiwaniu i nieco zaskoczonego samca. Biała, wydostawszy się z zarośli podeszła na szczyt wzniesienia, z którego było widać zalesione terytorium Oseara. Samica odwróciła się do Ynerytha.
- Czujesz? Tak pachniały kwiaty Noitera. Jestem przekonana, że daje nam sygnał. - Po chwili ujrzeli wydobywający się z lasu gęsty błękitno niebieski dym.
- Albo na obiad będziemy jeść Noiter'a. - lekko się uśmiechnął
Spojrzała na samca i skarciła go wzrokiem.
- To nie czas, na żarty Yn. Chodź, musimy iść. - Poczekała aż samiec, wygrzebie się, spod choinki. - Biegnij za mną, dam znać stadu, a potem wspólnie ruszymy na jaszczury.
- Już idę. - Biały wygrzebał się powoli spod choinki, po czym otrzepał się z igieł i ruszył w ślad, za białą towarzyszką.
Zbiegali z górki bardzo szybko, biała biegła, jakby miała zaraz potracić łapy. Nawet na treningu u Naharysa nie biegła aż tak szybko i intensywnie. Teraz walczyła przecież nie tylko o uwolnienie wilków z watahy, ale przede wszystkim walczyła o Noitera, nowego przyjaciela. Zacisnęła zęby i przeskoczyła z gracją zwalony pień, który pojawił się na jej drodze. Słyszała tętent łap za sobą, co świadczyło o tym, że jej towarzysz dotrzymuje jej kroku. Teraz kierowali się w stronę centrum watahy. Wadera, wbiegając już w ten teren, zdała sobie sprawę, że jest zbyt cicho i zbyt pusto. Zbyt pusto. W końcu zatrzymała się, obserwując uważnie pobliskie groty i nory. Yneryth uważnie obserwował wyraźne ślady po jeszcze niedawno obcujących w tej okolicy wilkach. Zniżył łeb i zaczął wąchać.
- Gdzie są wszyscy? - spytał po chwili.
- Nie mam pojęcia. - Samica bezradnie wypatrywała oczu, które zazwyczaj obserwowały każdy jej krok, gdy była w pobliżu. Jednakże bezskutecznie. Nagle jej uwagę przykuło chrząknięcie Ynerytha. Spojrzała na niego, a gdy ten dał jej znak, by spojrzała przed niego, ujrzała starszą od siebie waderę, a wokoło jej łap pokaźne stado młodych szczeniąt.
- Belief? Czy to naprawdę Ty? - Spytała obca samcowi samica, spoglądając na niego raz po raz nieufnie.
- Tak! To ja, co tu się stało? Gdzie się wszyscy podziali?
- Czyli... Ty nie wiesz? -spytała i cofnęła się krok w głąb groty, schylając głowę ze smutkiem.
- Co się stało? Opowiedz mi, proszę!
- Aries.... Aries nam obiecywał, że przybędziesz, ale chyba już za późno.
Wadera była przekonana, że Osear wpędził wilki w pułapkę specjalnie, wyczuwając obecność Belief.
- Nie rozumiem, dlaczego za późno? Wszystko szło zgodnie z planem. - Odezwał się Yneryth zirytowanym tonem.
- Gdzie jest Aries? - Ponowiła pytanie Belief, tym razem jednak była o wiele bardziej przekonująca i stanowcza.
- Aries przybiegł tu przed chwilą i oznajmił, że Osear zasnął razem z jakimś nowym przybyszem. I że to szansa jedyna na pokonanie jaszczurów. - Na twarzach pary wilków pojawiły się uśmiechy. " Czyli Noiter wykonał misję" - Nie rozumiem. Co was bawi? To na pewno pułapka, jesteśmy zgubieni.
Belief spojrzała na Ynerytha, po czym posłała samicy pokrzepiający uśmiech.
- O nic się nie martw Pani. Jeszcze tego poranka wasze stado będzie uwolnione.
- Nie wiesz o czym, mówisz. młoda damo.
- Wiem aż za dobrze.
- To była część naszego planu. - dodał Yneryth.
- Uśpienie czujności Oseara, by móc zabić jaszczury a później stoczyć z nim walkę... równą walkę.
- Ale... - zaczęła stara wadera, jednak Belief nie dała jej dokończyć.
- Musimy biec, pomóc waszemu stadu w walce z tymi paskudami. Zostań tu i pełnij straż nad waszymi dziećmi. Niech w Twojej myśli będą wasi najwspanialsi wojownicy.
Yneryth wymienił się z Belief porozumiewawczym spojrzeniem, po czym nie dając już wilczycy prawa głosu, odwrócili się i pobiegli w kierunku bagien.
- Oh... powodzenia kochani. - Wadera zniżyła łeb do szczeniąt i weszła do groty, by położyć się i ogrzać swoim ciałem szczeniaki, które tłumnie ją otoczyły, szukając ciepła w tę zimną noc.
Bel i Yn znów biegli. Nie było czasu do stracenia, toteż starali się nie robić już żadnych przerw. Do ich uszu zaczęły dobiegać odgłosy walki. Zaraz po tym wbiegli na niewielką polanę, gdzie rozgrywały się sceny niczym z prawdziwej wojny. Wilki różnych umaszczeń rozszarpywały ciała potężnych, lecz nieco niegramotnych jaszczurów na strzępy. Zdecydowanie wilki prowadziły do zwycięstwa.
- Popatrz, jakie są otumanione.
- Huh? - spojrzał na nią, ledwie powstrzymując się od rzucenia się do walki.
- Bez Oseara, są jakieś takie... jakby nie wiedziały, co się dzieje.
- To chyba lepiej dla nas. - posłał jej uśmiech, po czym spojrzał na jaszczura, który nadbiegał w stronę Belief i rzucił się na niego, nim on zdążył zrobić cokolwiek. Belief natychmiast odskoczyła, warcząc i pomogła samcowi powalić przeciwnika. Jednak zza drzew przybiegały kolejne i kolejne zwabione zapachem krwi i dźwiękami walk. Nie były trudnymi przeciwnikami, toteż szło całkiem sprawnie. Belief rzuciła się na dwa kolejne, zręcznie unikając ich ciosów ogonami, zaś Yneryth pognał na większe stadko. Użył swojej zdolności z odłamkami lodu, którymi obrzucił kilka z nich. Pokaleczone, stały się jeszcze łatwiejszymi przeciwnikami. Walka trwała. Wiele wilków żyjących na bagnach angażowało się z całych sił, podczas gdy Osear i Noiter leżeli w wielkiej grocie otoczeni szczelnie błękitnym dymem, pachnącym kwiatami z bagien. Osear co jakiś czas podrygiwał łapami, zupełnie tak jak pies, gdy śni o czymś bardzo intensywnie. Zapewne za sprawą Noitera, który potrafił bardzo dobrze to kontrolować.
Kiedy wilki wybiły wszystkie jaszczury na polanie, rozdzielono się, by sprawdzić każdy zakamarek terenów. Dobijano każdą bestię, jaką tylko znaleziono w sporym promilu od terenów ich stada, by żaden na tych bagnach nie przetrwał. Gdy już ukończono akcję, wilki powróciły do centrum watahy. Na samym końcu przybyła Belief z Ynerythem. Aries wyszedł z tłumu im naprzeciw.
- Oh siostrzyczko. - Przytulił ją, nie zważając na to, że wszyscy byli brudni od krwi bestii, jak i swoich. - Przez chwilę wątpiłem, że faktycznie się zjawisz.
- Nie mogłam pozwolić cierpieć tylu wspaniałym istotom. No i Tobie braciszku.
- Kim jest Twój przyjaciel?
- To jest Yneryth. Ufam mu, ponieważ przeżyliśmy już wspólnie jedną przygodę. Jest z nami jeszcze wilk, który leży z Osearem.
- Retion? Nie wyglądał na przyjaznego. - zmartwił się skrzydlaty samiec.
Bel zaśmiała się cicho i spojrzała na Ynerytha, który stał niewzruszony jak miał w zwyczaju.
- Będziesz miał jeszcze okazję go poznać, może zmienisz o nim zdanie.
- Wybaczcie, ale nie czas i nie pora na pogaduszki. Nasz słodki przyjaciel czeka. - przerwał im Yneryth.
- Słodki? - przekrzywił głowę Aries.
Yneryth, jedynie wyszczerzył kły w uśmiechu i ruszył wraz z Belief w stronę jaskini Oseara. Aries wezwał do siebie Manu i Farima. Najdostojniejszych wojowników, po czym ruszyli za swymi wybawcami. Teraz czekała ich już tylko walka z głównym bosem. - Osearem. Szli w milczeniu przez dłuższy czas. Dopiero gdy dotarli na miejsce i stali przed grotą, odezwał się większy szary wilk, Farim:
- To, musimy zaczekać, aż się obudzą?
- Czy zabijamy go we śnie? - dodał rudy.
- Manu!... To, że on z nami pogrywał, nie znaczy, że my tego chcemy. Po tylu latach, przemocy wobec całej naszej watahy, pragnę jedynie zemsty. Pragnę zatopić kły w jego gardzieli i poczuć jak jego duch odchodzi.
- Racja.
- Zabicie go we śnie oznaczałoby wielki ból dla naszego przyjaciela. - Wtrącił się Yneryth. - Musimy stanąć do otwartej walki.
Samica kiwnęła głową.
- A więc chodźmy.
Weszli do środka i stanęli w kole, pośrodku mając dogasające ognisko oraz leżących samców. Wszyscy w napięciu oczekiwali wielkiej pobudki.
W końcu nadszedł ten moment. Najpierw obudził się Noiter. Spojrzał zamglonym wzrokiem po grocie, widząc kilkoro wilków, bardziej i mniej sobie znanych, po czym wymamrotał powoli.
- Ugh... Zrobiliście swoje? Udało się?
- Udało się, Noiter wspaniale się spisałeś. - oznajmiła dumnie Belief.
- Dobrze... - wymamrotał i potrząsnął głową, dochodząc powoli do siebie, przypominając sobie wydarzenia. - Bądzcie gotowi, może być ciężko! - krzyknął, krzywo stając na łapy, widząc, że zaraz po jego obudzeniu, drgnął również Osear. Otworzył najpierw jedno później drugie oko, po czym podniósł łeb.
- O cholera! Śniło mi się, że... - przerwał bowiem, zdał sobie sprawę, z tego, że nie ma w nim mocy. Mocy która, dawała mu potęgę. Potęgę nad jego dziećmi, nad jaszczurami. - Co się stało? - zaczął nerwowo spoglądać na siebie, jakby szukał jakiejś cząstki samego siebie, która mu nagle uciekła.
Wszyscy przyglądali mu się w milczeniu. Nawet Noiter znieruchomiał, znajdując się naprzeciw niego.
- Już wiem, to Twoja wina, to ten zasrany rytuał, który chyba Ci się nie udał Retion!
- Oj, nie pamiętasz chyba końcówki swojego pięknego snu. - powiedział skrzydlaty, zadowolony, że jego przyjaciele nie poznają całej prawdy. Uśmiechnął się. - Rytuał, był zmyślony. A te kwiatki? Jak pewnie wiesz, działają dobrze na sen, ale nic poza tym. No, chyba że dla kogoś, kto potrafi, powiedzmy, wejść w twoje sny... Przyznaje się do winy. Choć ja tylko wcisnąłem odpowiednie guziczki, a resztę zrobiłeś za mnie sam. Choć twój przyjaciel był męczący... - Noiter znów się rozgadał, jednak wrócił do rzeczywistości, widząc karcący wzrok Yna. - W dużym skrócie, ty przegrałeś, my wygraliśmy, oddaje głos innym.
Czarny zaczął warczeć gardłowo i nieprzyjemnie. Dopiero teraz dostrzegł, że nie są sami z Retionem. Spostrzegł znajome pyski oraz jednego nieznanego białego samca.
- Dalej Farim, czego tak stoicie? Aries? Manu? Brać ich! Są dla nas zagrożeniem.
- Nie zagrożeniem, lecz wybawieniem Panie. - rzekł ze stoickim spokojem Farim, najstarszy i największy z samców.
- To koniec, nadszedł dzień wyzwolenia! - zagaił Manu, stojący obok Farima.
- Myślałeś, że wiecznie będziesz władał tymi bagnami, a wilki poprzez cierpienie będą Ci posłuszne? - Odezwała się Belief, która stała za plecami Oseara. Ten odwrócił się do niej, a jego oczy zaświeciły się jaskrawofioletowym blaskiem. Wciąż drzemała w nim moc i siła, jaka posiada wilk, cień. Choć brakowało w nim ducha, który dawał mu największą potęgę i władzę nad bestiami z bagien.
- Belief, śliczna Belief. Ty też przeciwko mnie?
Biała spojrzała na Ynerytha, później na swojego brata, na koniec prosto w oczy Oseara.
- Nie mów tak do mnie. - warknęła cicho, lecz stanowczo, jeżąc przy tym sierść na grzbiecie.
- Widzę, że tak stawiacie sprawę. No cóż... nie pozostawiacie mi wyboru. - Osear nagle po prostu zniknął, dematerializując się w cień i kopcący się dym. Oplótł się pomiędzy wilkami, po czym pojawił się ponownie, tym razem wgryzając kły w jednego ze stojących tam samców. Osear rozpoczął atak i tym samym ostateczną walkę.

Yneryth? Jak potoczy się walka? Który wilk rozpocznie Twój odpis z zębami Oseara w tyłku? (xD)

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2719
Ilość zdobytych PD: 1359 + 200% (2718 PD)
Obecny stan: 4077

niedziela, 27 listopada 2022

Od Noitera c.d. Belief/Yneryth’a ~ „Misja ratunkowa” [+16]

Noiter uśmiechnął się, po tym, jak Yn przeszedł swoim krokiem władczy i poczucia wyższości. Poczekał, aż się oddali od nich tak, żeby ich nie słyszał. Po czym zwrócił się do swojej nowej przyjaciółki:
- Widzisz, plan działa! Już podejrzewa nas o jakieś niecne działania. Choć muszę przyznać, że nie bez powodu zaproponowałem bagno… - powiedział, brzmiąc, jakby z lekką skruchą przyznając się do niewinnej manipulacji sytuacją, rozglądając się przy tym po ziemi w okolicach kamienia, na którym stał – Chciałem upiec dwie wiewiórki na jednym ogniu, wiesz, o co mi chodzi prawda, Belief? Tylko teraz muszę je znaleźć…
Samica przekrzywiła lekko łeb, wpadając w niemałą zadumę. Troszkę to wszystko, choć łatwe z pozoru, wydawało jej się teraz nieco skomplikowane. W końcu poznała ona Noitera zaledwie tego samego dnia i jeszcze nie wiedziała, czego się powinna po nim spodziewać. Zwłaszcza że Yneryth przedstawił go jako groźnego osobnika, na którego wcale nie wyglądał. Belief milczała dłuższą chwilę i dopiero usłyszawszy swoje imię, oprzytomniała:
- Ach tak, znaczy... domyślam się, o co chodzi, ale nie wiem, czy Yneryth również nie wytnie nam psikusa. - zrobiła pauzę. - on chyba nawet to lubi.
- Naaah, nie wierzę w to! - powiedział, przeskakując na inny kamień. - Znam go już trochę czasu, Yn nie robi psikusów! Yn się tylko mści w mniej lub bardziej brutalny sposób, hahaha... - zaśmiał się szczerze, co jednak dla Bel mogło brzmieć jak niezbyt stabilny śmiech.
- Psikus czy mszczenie się? - dodała zamyślona, jednak z delikatnym uśmiechem. - Jednako wygląda to w jego wykonaniu. - również zaśmiała się pod nosem cicho. Nie dane jej było rozmyślać głębiej, gdyż skrzydlaty krzyknął radośnie:
- AHA! Znalazłem! - powiedział, sięgając łapą pod pień i wyciągając parę smętnie wyglądających kwiatów. Zaczął wyjaśniać. - Rosną tylko na bagnach, a są niezwykle przydatne... Do różnych celów.
W relacji na jego krzyk, Bel zastrzygła uchem w jego stronę i zmusiła się do spojrzenia wprost na niego i się zatrzymała. – Na przykład, do jakich celów? - spytała, obserwując z zaciekawieniem roślinkę.
- A takie różne ciekawe. - odparł wymijająco, chowając kwiatek pod swoje skrzydła ułożone na plecach, mrugając do Bel psikuśnie. - Niczego nie widziałaś, jakby ktoś pytał. A teraz w drogę, musimy dogonić naszą śnieżynkę! - zakrzyknął, przeskakując na kolejny głaz.
Ta kiwnęła głową, nie mając innego wyjścia, westchnęła cichutko i ruszyła dalej przed siebie, starając się nieco przyspieszyć kroku, mimo otaczających mokrych utrudnień. Po przejściu przez bagno, czy tam jego przeskoczeniu, jeśli chodzi tu o Noitera, zastali wylegującego się Ynerytha, oczekujących ich z bezmiernym znudzeniem. Po jego głosie słychać było, że był podejrzliwy i zezłoszczony spotkaniem z błotem.
- Błoto? Prawie go tam nie było, jeśli nie twój krzyk, to mógłbym przejść suchą łapą! Wystarczyło chcieć – powiedział zadowolony z siebie rogacz – Świetna zabawa swoją drogą. Poza tym zobacz jakie widoki! Cudow… – stwierdził, rozgarniając bujne zarośla łapą, odsłaniając… więcej błota. Stał tam zbaraniały, nim Belief mu wskazała na drugą stronę dyskretnie. Przeszedł, jakby nic się nie stało, na drugą stronę i odsłonił zarośla ukazujące dolinę zalaną światłem zachodzącego słońca. Na samym jej końcu ukrytą w cieniu naturalnych formacji znajdował się cel ich podróży.
- Kiedy ty byłeś zajęty, my z Bel doszliśmy do wniosku, że to nie pora na wielkie wejście, skoro ma to być niespodzianka! Podobno mają tu problem z jaszczurkami, którymi trzeba się zająć przed rozmową z tym Osaerem? Oseame? Nie ważne, miał dziwne imię, ale liczy się to, co mam zrobić ja! Jak Bel powiedziała, wykonam najlepszego psikusa i zadbam o to, żeby dobrze się wyspał hihi! - wytłumaczył Noiter.
- Spróbuj nie uśpić i nas, przy okazji. - Odpowiedział tamten, odwracając się w kierunku Belief.
Ta zaśmiała się, wyraźnie rozbawiona i dodała — No i żebyś Ty nam nie zasnął Noiterku, bo bez Ciebie sobie nie poradzimy! - posłała mu szczere i nieco rozbawione spojrzenie.
Chciał wyprowadzić ją z błędu, ale gdzieś w głębi głowy, ten cichy głos, który milczał już od tak dawna, zagłuszony przez falę zmian, wrócił, podszeptując mu okropną myśl. „Dowie się o tobie i co dalej? Co, jeśli też znała kogoś, kto umarł na śpiącą zarazę? Tak, przecież to wydarzyło się daleko stąd, ale co jeśli jednak? Nie ważne jak dobrze udajesz przed sobą, wiesz przecież, że na początku się ciebie bała. Tak jak inni. Może miała powód? Może nie być tak szczęśliwie, jak to było z Ynerythem”. Otrząsnął się.
- Oczywiście, że nie zasnę, dopóki nie zrobię swojego wielkiego psikusa. A resztę zrobimy zgodnie z planem. Powinniśmy się rozstać teraz prawda? Z całej zabawy nici, jeśli poczuje twój zapach na mnie, prawda Bel? – stwierdził radośnie rogacz.
- Oczywiście — mówiąc to, samica zatrzymała się jednocześnie, pozwalając Noiterowi oddalić się nieco. Rozejrzała się w poszukiwaniu Ynerytha, gdyż musieli się gdzieś schować i poczekać aż Noiter "załatwi” sprawę, by mogli działać.
- Okej, ale jest jeszcze jedna sprawa, coś, co musimy zrobić, żeby plan mógł się udać – podszedł do Ynerytha – Potrzebuje, żebyś mnie uderzy-
- Jeju, czekaj, ja się w to nie mieszam. Nie chcę być narażony na Copycat. – odezwał się biały basior, cały czas stojący obok wadery, na czyjego słowa ta podskoczyła w strachu, spodziewając się, że ten już tam stał. Szybko jednak się otrząsnęła, gdy usłyszała część o uderzeniu — Jak to uderzyć? Nie ciągnęłam was taki kawał, żebyście tutaj teraz ze sobą walczyli!
- Nie z całą siłą oczywiście. Wiesz, tylko tak, żeby było widać ślady walki. Mam wyglądać jak ktoś, kto potrzebuje pomocy, ale nie jak ktoś, kto jest zbyt słaby, by marnować na niego czasu. Prawda? Więc zrób coś, wykaż się kreatywnością!
- Myślę, że nie potrzebujesz mojej pomocy. Biegaj w kółko i zadziała.
- Haha, bardzo zabawne, serio, ale staram się wczuć w rolę. Mogę ich przekonać, że jestem groźny, ale ranny, okej? Aktorem jestem świetnym, nie zapominaj — powiedział, brzmiąc odrobinę jak nie Noiter. Zbyt... Sucho. Zaraz jednak wrócił do siebie — Ale spokojna twoja rozczochrana, to tylko jeden wielki akt, jeden z najlepszych psikusów! Jednak żeby zadziałał, potrzebuje twojej pomocy. - widząc, że ten się wacha, znów zmienił lekko ton, tym razem na drwiący — No, chyba że jesteś cykor, który nie umie dobrego ciosu zadać, wtedy to co innego. Udowodnij choć raz, że umiesz zrobić coś dobrze i wal!
Biały wilk jakby sprzeciwiając się prowokacji, odpuszcza. - Bel możesz go uciszyć, głowa mnie zaczyna boleć.
Noiter zdążył tylko otworzyć usta, chcąc kontynuować prowokację, jednak biały tylko czekał, aż rogacz zacznie mówić, uderzając go błyskawicznie w pysk, tak mocno, że aż zatoczył się pod uderzeniem i splunął na ziemię, lekko zdziwiony. Jednak nie dał tego po sobie poznać. Podszedł do Ynerytha:
- Dzięki za pomoc, ale — Przywalił mu z czaszki — Jednak to wygląda, jakbym oberwał po kłótni z ukochaną, a nie w prawdziwej walce. Postaraj się lepiej!
Nie przyjął tego dobrze. Natychmiastowo przygwoździł czarnego do ziemi za pomocą kamieni. Po czym zaczyna ciąć jego ciało własnymi pazurami.
- Mam nadzieję, że drugi raz nie powtórzysz swojego zachowania.
- Spokojnie, nie planuje tego, ale osiągnąłem cel, nieprawdaż? – powiedział, wyciągając ociekający krwią cień z boku przyjaciela, po czym wytarł go w swoje futro, przed puszczeniem wolno – Teraz wygląda, jakbym miał prawdziwą walkę, więc możesz już przestać, twoje pazury są zbyt głęboko-
- Hmmm. – Yneryth jeszcze go nie puścił. Wyciągnął swoje pazury i przeciągnął nimi po lewym skrzydle rogacza, tak by było to widoczne, lecz bez większej szkody dla jego sprawności — Od razu lepiej, w końcu skrzydła to bardzo łatwy cel.
- Racja, przecież normalnie trzymałbym je luźno — przyznał, lekko się szamocząc, nerwowy, że Yn dotyka jego skrzydeł — Możesz już mnie wypuścić? Im szybciej ruszę, tym lepiej.
- Musisz jeszcze poczekać. Musimy się jeszcze oddalić. Choć Bel musimy się zmyć. – Samiec odchodzi, zostawiając spętanego Noiter'a przygwożdżonego do ziemi. Ta tylko kiwnęła głową. Widok walczących na niby samców nie był dla niej miłym doświadczeniem, więc rzuciła tylko krótkie „Powodzenia Noiter”, po czym ruszyła w ślad, za białym basiorem. Chwilę po zniknięciu przyjaciół z jego widoku, kamienie się poluzowały. Gdy ten upewnił się, że jego grupa odeszła, usiadł na moment, by przetrwać ból. Nie było to dla niego żadna nowość, musiał tylko wrócić pamięcią do starych czasów, założyć na chwilę maskę nicości, tą, którą dostał od Niego. Nosił ją z trudem, bał się wręcz jej, gdyż wiązały się z tym wspomnienia, lecz wciąż jednak ona go wołała. Chciałby powiedzieć, że nienawidzi tej maski kameleona, ale skłamałby. Dawała mu ona poczucie bezpieczeństwa i kontroli, w takich właśnie sytuacjach. Nie zakładał ją od dłuższej chwili, nie od czasu, gdy mógł być Noiterem, tym samym, którego kochała ona. Czy jednak był to prawdziwy on? To nie jednak nie było teraz ważne, jedyne co się liczyło w tej sytuacji to zrobienie psikusa, który pomoże jego przyjaciołom. Nie robił tego dla siebie, lecz dla nich. Jednak… kto powiedział, że zabawa i obowiązek się nie mogą mieszać? Ten jeden ostatni raz, wyjątkowo, dopuści tę część do głosu, chociaż w części. Uśmiechnął się powoli, rozciągając skrzydła, ukazując leżącą pod nimi torbę z kwiatami na wierzchu. Torba zostaje założona z uśmiechem na pysku. Jakiego rodzaju jest to uśmiech? Kogoś, kto ma do zorganizowania cudowny występ, z całą masą nowych kukiełek.
Po dojściu, na tereny watahy Oseara, tuż po zajściu ostatnich promieni słońca, realnie zmęczony Noiter, z trudem stawiał kroki, poprzez gęste zarośla, których gałęzie okropnie smagały jego rany, jednak on nie zwracał na nie uwagi. Z tego, co słyszał od Belief, jego cel cenił sobie siłę i żerował na słabości. W dodatku rogacz musi sprzedać swój akt, a nie ma nic ważniejszego niż udany ‘psikus’. Czuł już obce wonie bardzo mocno, więc wiedział, że jest na miejscu. Czuł też ten dziwny zapach, który krył swoją prawdziwą naturę przed zwyczajnym podróżnikiem. Pachniało jak… nie sen. Nie umiałby tego lepiej wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie miał zetknięcia ze snem w takim stopniu jak on. Rozpoznałby ten zapach wszędzie, ale to nie był on. Jednak nic innego nie pachnie w ten sposób, więc cała ta sytuacja była podejrzana, lecz powinna być bezpieczna dla niego, jeśli zachowa ostrożność. Gdy tak rozmyślał, poczuł, że zapach się zbliża — przywiał mu go wiatr. Pora na wstęp. Wleciał na drzewo i usadowił się na grubej gałęzi starego dębu. Nie minęło dużo czasu, nim do jego uszu dotarło głośne tłuczenie łap po ziemi, przedzierający się przez gęste zalesienie. Poprawił się na gałęzi, upewniając się, że ładunek jest bezpieczny. Wkrótce dostrzegł swojego przeciwnika w słabym świetle księżyca. Wyglądało jak jaszczurka, ale znacznie większą i brzydsza. Do tego czuł bijącą od niej dziwną energię i z bliska zrozumiał po części, czym był ten dziwny zapach. Ta siła więziła ją w stanie załamanej prawdziwości, wpływała na ich zmysły, pokazując, to co było potrzebne, zmieniając uczucia na obce. Zrobiło mu się żal tego stworzenia, ale jednocześnie uświadomił sobie, że jest przez to wielokrotnie groźniejsze. Nie dał jednak temu się wybić z rytmu, wiedząc, że może być obserwowany i zachował się tak, jak charakter tego wymagał:
- Zostaw mnie w spokoju, stworze! Ostrzegam, skończy się to dla ciebie źle. – warknął groźnie.
Zwierzę kontynuowało swój atak na drzewo, bezmyślenie. W pewnej chwili jednak, jakby za natchnieniem, przypomniało sobie, że potrafi się wspinać. Powoli darło się w górę. Skrzydlaty jednak tylko czekał, aż stworzenie będzie wystarczająco wysoko, gdy wykonał swój plan, używając cieni, by odepchnąć stwora od pnia drzewa w momencie, gdy ten przechodził między gałęziami i miał słabą równowagę. Tylko patrzył, jak stwór opada w dół, dobre 30 metrów, głową skierowaną w dół, jednak odwrócił wzrok na moment przed uderzeniem. Gdy usłyszał tylko głośny trzask, otworzył ponownie oczy, widząc ciało jaszczura na ziemi. Nie miał pewności czy jaszczur żyje, nie znał tego gatunku. Wiedział, że za chwilę nadejdzie ich więcej, ale zwykły podróżnik by o tym nie wiedział. Zszedł więc z drzewa i ruszył dalej przed siebie. Wkrótce nadbiegły kolejne jaszczury. Próbował utrzymać maskę jeszcze trochę, jednak przerażenie wzięło uwagę i ta powoli zaczęła spadać. Panika pojawiła się w jego głowie, przez co popełnił błąd i nie zauważył jaszczura wyłaniającego się zza zakrętu. Został staranowany przez rozpędzonego gada, ale zdążył się przekręcić tak, by upadek nie zrobił mu większej krzywdy. Spostrzegł norę, pod leżącym wrakiem drzewa i skorzystał z okazji, rzucając się w dół, wciskając w ciasną przestrzeń. Odetchnął na moment, jednak panika szybko wróciła, gdy zorientował się, iż gady zaczęły rozkopywać ziemię. Próbował się cofnąć, jednak odkrył, iż skrzydłami dotyka ściany, jedynie odruchowo zakrył skrzydłami pysk. Nim zdążył coś wymyślić, usłyszał piski, odgłosy pazurów przerywających mięso oraz tupot uciekających stóp. Uspokoił się, wiedząc, co to znaczy. Nadszedł czas by się popisać. Usłyszał niski, chropowaty głos, który przywodził mu na myśl grzechot rozłupywanych kości:
- Możesz wyjść przybyszu, przegnałem te przeklęte stwory.
Rysy rogacza natychmiast się utwardziły, sprawiając wrażenie, jakby miał doświadczenie wypisane na pysku. Wyszedł z nory, mocnymi, lecz zgrabnymi ruchami, pewnymi siebie w każdym calu, odgarniając korzenie. Obrzucił swojego wybawcę najgroźniejszym spojrzeniem w swoim arsenale, przez dłuższy czas utrzymując kontakt wzrokowy, nim po chwili ukłonił się z gracją i wyniosłością.
- Dziękuję Ci twą pomoc nieznajomy, zostałem wzięty z zaskoczenia. Twe imię?
- Możesz mi mówić Osear. - przedstawił się łaskawie cienisty wilk z białymi łatkami na łapach. Skrzywił się na chwilę, oceniając rany skrzydlatego — Wyglądasz, jakbyś potrzebował pomocy. Zaprowadzę cię do naszej watahy, załatamy cię… twoje imię?.
- Retion. – odparł wyniośle, powstrzymując ochotę nazwania go Panem -Jesteś pewien? Już raz przyszedłeś mi w potrzebie, a ja jestem tylko prostym podróżnikiem.
- Nonsens, ten rejon i tak jest zbyt niebezpieczny. Jak pójdziesz teraz samotnie, to umrzesz pewnie straszną śmiercią. Odpoczniesz trochę, a może akurat ci się u nas spodoba
- Skoro tak powiadasz, powinienem zaufać więc mojemu wybawcy. Jeszcze raz wyrażam swą wdzięczność, choć muszę przyznać, jestem ciekaw, jak przegoniłeś zagrożenie?
- Nie lubię się chwalić, ale nie bez powodu dowodzę watahą mój drogi. - wybuchnął śmiechem, w którym dało się wyczuć nutkę czegoś niepokojącego. - Ale nie bądź taki skromny. Widziałem, jak urządziłeś jednego z tych gadów. Jesteś może wojownikiem?
- Oh nie mój wybawco, żaden ze mnie wojownik – powiedział skromnie, jednocześnie brzmiąc jakby, nie była to cała prawda – Jestem podróżnikiem, który zna kilka sztuczek. Jestem zwykłym bajarzem, strzegącym historii i… zapomnianej wiedzy.
- Twoje rany – powiedział, prowadząc czarnego w stronę swoich terenów mieszkalnych – Nie wyglądają mi one na robotę jaszczurów. Mam też całkiem sprawny nos i czuję ten słaby zapach innego wilka. Zmieszany ze starszą krwią. Wyjaśnisz mi to?
- Nie ma czego wyjaśniać. Zatrzymałem się w miejscu, w którym nie doceniają takich jak ja. Mrok przeraża wielu – odparł poważnie.
- Ale mnie nie – odparł natychmiastowo i szczerze Osear – Mrok to droga do celu, lecz niewielu go zna. Ty i ja wcale się nie różnimy tak bardzo, wiem dokładnie, co czujesz. Nie chciałbyś o tym opowiedzieć komuś, kto to rozumie?
Noiter w środku poczuł, jakby coś starało się przygasić się światło w jego głowie. Myśląc szybko, postanowił zrobić coś ryzykownego. Zgasić wszelki blask, zostawiając jedynie mały promyk świecy, zamykając się szczelnie w środku.
- Tak… Nawet nie wiesz Osearze, jak ciężko być takim jak my. Ja po prostu widzę, że czasami tylko mroczna droga, prowadzi do światła na końcu tunelu, jeśli wiesz, o co mi chodzi. — powiedział Retion głosem, w którym słychać było nutkę szaleństwa — Ciemność jednak żąda ofiar, a kim jestem ja, by jej ich odmówić?
- Hm, a więc taki z ciebie typ – mruknął pod nosem Osear. Chciał spytać o coś jeszcze, gdyż byli już niedaleko miejsca docelowego, jednak nagle ktoś im przeszkodził, wyłaniając się z krzaków.
- Ah, Aries, jakie wspaniałe wyczucie – stwierdził Osear, starając się ukryć irytację – Odprowadzam tutaj tego właśnie młodego podróżnika do mojej jaskini, w celu lepszego zapoznania. Uwierzysz, że samodzielnie pozbył się, bez najmniejszego zadrapania, jaszczura? Ah, gdzie moje maniery, poznajcie się. Aries – Retion, Retion – Aries. – przedstawił ich sobie.
Aries bez wahania wyczuł, że coś tu nie gra. Samiec wyglądał dość nietypowo i do tego w jego zapachu można było wyczuć znajomy pierwiastek. „Czyżby to obiecana odsiecz?” pomyślał naprędce, po czym złożył skrzydła i zachowując się całkowicie naturalnie, ukłonił się w stronę zbliżającego się Oseara i jego nowego towarzysza. - Witaj Retionie w naszych szeregach. - posłał mu nieco współczujący uśmiech, jak to miał w zwyczaju. Choć czuł podekscytowanie, to zachowywał się całkowicie normalnie. Nie mógł sobie teraz pozwolić na żaden błąd. - Faktycznie interesujące, tutejsze bestie są bardzo sprytne. - W istocie takie nie były, ale Aries wiedział, że nie może ich krytykować w obecności Oseara.
Retion tylko zimno spojrzał na niego, przeszywając go wzrokiem, w którym było coś nienaturalnego, bardzo nieprzyjemnego, obcego wręcz. Osear zwrócił się do Ariesa:
- Potrzebuje, żebyś znalazł kogoś, kto może Retiona połatać, przyprowadź medyka do mojej jaskini.
Basior pomyślał chwilę i skarcił się za poprzednią myśl i nadzieję ratunku, najwidoczniej był w błędzie kolejny raz. Przecież jego siostra nie sprowadziłaby na ratunek kogoś w takim stanie. Spojrzał na Retiona i widząc dopiero teraz jego rany, skinął głową w stronę gościa. - Oczywiście. Zaraz go przyprowadzę. - Aries odwrócił się naprędce, po czym zniknął im szybko z oczu.
Cienisty basior ruszył dalej, dając znać rogatemu, że to już niedaleko. Zaczął ponownie rozmowę, podchwytliwym pytaniem:
- A więc poznałeś Ariesa… Polubiłeś go?
- Z całym szacunkiem Osearze, ale wymieniliśmy tylko jedno zdanie. – powiedział grzecznie Retion – Jednak… Jeśli mam się podzielić swoimi odczuciami, to nie wydaje mi się, żebym go polubił.
Ten obdarzył go oceniającym wzrokiem, po czym przyznał:
- Jeśli ja mam być szczery, to sam go nie lubię. Trzymam go tylko dlatego, że potrzebuje siły roboczej. Dobrze podtrzymuje morale innych. Wiesz, przynajmniej na coś się przyda, a jak nie, to zawsze można go zastąpić.
- Czy gdybym dołączył do stada, to też bym był zastępowalny? – spytał poważnie rogacz. Jego rozmówca przez chwilę milczał.
- To zależy od tego, czy jesteś przydatny… Na razie dużo mi o sobie nie powiedziałeś Retionie. Muszę więcej wiedzieć o wilkach, jeśli mam zdecydować ich wartość, a ty wyglądasz mi na obiecującego kandydata, lecz jeśli będziesz milczał…
- Co byś chciał wiedzieć?
- Co ci się dokładniej przytrafiło? Czym się zajmujesz i co zrobiłeś, że cię tak potraktowali? – powiedział, przychylając się do młodzika z czarującym uśmiechem, mówiącym ‘’Zaufaj mi”.
- Cóż… Nie powiedziałbym tego komukolwiek innemu, ale czuję, jakbym mógł się tobie zwierzyć, gdyż myślę, że jesteś kimś, kto zrozumie – odparł Retion, „przełamując się” – Dołączyłem do watahy niejakiej ‘Rene’. Żadna z typowych posad do mnie nie pasowała, więc wybrałem coś prostego. Zawsze uwielbiałem dzielić się swoją wiedzą o mistycznym i tajemnym świecie, którzy inni tylko widzieli jako legendy i mity. Jednak taka wiedza wymaga swojej ceny… Jeden pewien bardzo irytujący młodzik próbował mnie otruć, po odkryciu mojego prawdziwego ja. Przetrwałem, jednak niewiernych spotyka smutny los, któremu tylko odrobinkę pomogłem. Nikt niczego nawet nie podejrzewał, gdyby nie jego wścibska siostra. Próbowałem im wytłumaczyć, lecz oni nie rozumieli. Zaatakował mnie ktoś, kto wydawał się to rozumieć, lecz oszukiwać samego siebie. Nie miałem z nim szans, gdyż moim sposobem walki nie jest bezpośredniość. Zgubiłem jednak pogoń na bagnach, na których zostałem przez jakiś czas.
- Widzę więc… Jestem bardzo ciekawy co do twojej wiedzy, o której wcześniej wspomniałeś. – zatrzymał się, wskazując łapą na pokaźną jaskinię, lekko zalaną mrokiem. – Wejdź do środka i czuj się jak u siebie, będziemy mogli sobie na spokojnie porozmawiać na wszystkie ciekawe tematy.
Retion posłuchał, rozglądając się na boki. Główna komnata jaskini, która wyglądała na przytulną, lecz także dawała wrażenie… sztucznej? Nie było w niej jednak nic, co by mogło wywołać zwątpienie w jej przyjemne zimno. Jednak ze skrytej odnogi, Retion wyczuwał coś dziwnego, nieznajomego, lecz jednocześnie wołającego go po cichu. Udawał jednak, że nic nie czuje, układając się pod ścianą przy wejściu. Tuż za nim wszedł pewnie Osear, spoczywając naprzeciwko. Nim jednak zdążył coś powiedzieć, od strony wejścia dało się usłyszeć czyjeś kroki.
U wejścia groty pojawił się skrzydlaty samiec, w towarzystwie białego, nieco wystraszonego wilka. Był to tutejszy medyk, który wyraźnie lękał się wejścia do groty, jednak Aries wydawał się uspokajać, nieco mniejszego białego towarzysza. Po chwili weszli oboje, Aries zrobił jednak miejsce, by medyk mógł wyjść nieco naprzód. - Oto i nasz medyk, Timbad. - rzucił z lekkim uśmiechem Aries, po czym usiadł obok wyjścia. Natomiast biały ukłonił się do Oseara i spytał nieco drżącym głosem: - W czym mogę pomóc? - Jego sierść była umazana nieco zaschniętą krwią, której nie zdążył jeszcze najwidoczniej obmyć.
Osear przybrał swój najbardziej obłudny uśmiech, witając przybysza:
- Ach, Timbadzie jak dobrze, że jesteś! Jak widzisz, mamy gościa, który wymaga pilnej opieki medycznej. Wypadałoby, żebyś mu pomógł, prawda?
Biały przełknął ślinę, lekko zestresowany, zerkając na wielkiego ciemnego rogacza, który nie wyglądał zbyt przyjaźnie.
- J-już się robi — wydukał cicho, podchodząc do rannego. Zaczął oglądać jego obrażenia, starając się go nie dotykać zbytnio. - Potrzebowałbym go opatrzyć i *ymm* zastosować zioła. Mam wszystko... Chyba?
- A więc to zrób — rozkazał Osear, starając się ukryć irytację.
- Oczywiście, już, tak — biedny biały wilk, przygotował swoje materiały, starając się opanować emocje. Wszystko szło dobrze, do momentu, w którym medyk postanowił zdjąć torbę z pacjenta, chcąc zobaczyć czy nie ma pod nim ran. Retion zerwał się, agresywnie odtrącając Timbada, który potknął się, zataczając do tyłu.
Aries rozłożył odruchowo skrzydła na ułamek sekund, po czym pomógł biednemu medykowi się podnieść. Nie czekali długo na komentarz.
- Co robisz ofermo!? Miałeś go leczyć, a nie zgrywać ofiarę. - warknął nieco niecierpliwie Osear, a medyk podszedł ponownie do rannego wilka, tym razem już nie dotykając jego torby. Retion westchnął, spoczywając ponownie, by móc dać się opatrzyć. Wyjął zioła i w miejsca które tego najbardziej wymagały, zaczął je bez słowa przykładać i po prostu robić swoje. Aries wówczas uważnie przyglądał się sytuacji. Lubił białego wilka i martwił się o niego, ponieważ doskonale wiedział, przez jakie okrucieństwa z łap Oseara przebrnął. Widać było, że Timbad jest zestresowany i robi wszystko w pośpiechu, jakby od tego miało zależeć jego życie. Widoczne było, że pod wpływem nerwów jego precyzja mocno spadła, tracąc delikatność całkowicie. Retion pozostawał jednak niewzruszony jak głaz, pełen chłodu i czegoś dziwnego. Dwa skrzydlate basiory nawiązały ze sobą kontakt wzrokowy i Aries poczuł się, jakby zaglądał w mroźną głębię oceanu. Na chwilę coś mu mignęło, jakby zobaczył tam jakiś błysk współczucia, jednak natychmiastowo on zgasł, zostawiając wilka, niepewnego czy tego sobie tylko nie uwidział. Wkrótce Timbad skończył łatanie, odchodząc jak najszybciej od rannego.
- Możecie odejść — oznajmił Osear, odprawiając ich łapą. Ci posłuchali z pokorą, odchodząc prędko. Na odchodnym Retion tylko dostrzegł kątem oka, jak skrzydlaty wspiera swojego białego przyjaciela, który wyglądał jakby za chwilę, miał się przewrócić ze stresu. To było tak-
- A więc Retionie, teraz gdy jesteśmy sami, powiedz mi towarzyszu niedoli – powiedział Osear z iskrą w oku – Mówiłeś coś o zakazanej, tajemnej wiedzy… O co dokładnie ci chodziło?
Po chwili milczenia odparł cicho:
- O wiedzę, którą przekazali nam przodkowie, a my obróciliśmy ją w oszustwo. Każdy z nas zna legendy, mity, opowieści… lecz większość sądzi, że to kłamstwa, zwykłe bajki wymyślone dla dzieci lub historyjki mające przekazać morał. Jednak magia jest wokół nas, czeka na kogoś, kto potrafi słuchać i odkryć prawdę chowającą się za opowieścią. Tym kimś jestem ja.
- Czyli mówisz, że – wymsknęło się z nadzieją w głosie Osearowi, którą jednak szybko zataił – Załóżmy, że poszukuje czegoś specyficznego z mocą zdolną zaburzyć naturalny bieg rzeczy. Czy wiesz coś o takich przypadkach?
- Oczywiście, że tak, musisz być dokładniejszy, jeśli chodzi ci o coś specyficznego.
- Otóż ja i moja wataha poszukujemy czegoś specjalnego. Czegoś, co może przywrócić kogoś, kto już nie jest z nami.
- Ach, wskrzeszanie zmarłych, dawno nie słyszałem tego tematu. Oczywiście, że znam sposoby, ale… jesteś pewien, że ten, kogo chcesz przywrócić, tego chce?
- Jak to czy jestem pewien, oczywiście, że tak! – oburzył się Osear.
- Wierzę ci, spokojnie, ale – uspokoił go Retion, po czym wyjaśnił – Istnieje pewien artefakt, lecz żeby go użyć, należy być czystym. A ty, Osearze, takowy nie jesteś, pętają cię więzy słabości. Jednak nim się zezłościsz – uprzedził go rogacz – Mam dla ciebie też dobre wieści. Istnieje rytuał, który może cię oczyścić. Mam nawet rzadkie rośliny w mojej torbie, potrzebne do jego przeprowadzenia. Jednak moim zdaniem musisz jeszcze poczekać, zazwyczaj do rytuału, potrzebny jest ogrom treningu swojego umysłu oraz swej duszy.
- Czyli mógłbyś przeprowadzić go teraz? – spytał ostro Osear, podchodząc do Retiona.
- Oczywiście, ale rzekłem jasno, musisz czek-
- NIKT NIE BĘDZIE KAZAŁ MI CZEKAĆ! – ryknął mroczny alfa, odrzucając swoją grę w miłego gospodarza na bok. Rzucił się na rannego rogacza i przyszpilił go do ziemi, nim ten zdążył jakkolwiek zareagować. Przycisnął swoją łapę do rany na skrzydle swojej ofiary, cedząc powoli – Zapomniałeś. Swojego. Miejsca. Wiem lepiej, na co jestem gotów. Teraz przygotujesz rytuał. Natychmiast. Zrozumiano?!
Retion tylko przytaknął cicho, bez jakichkolwiek dźwięków. Został wypuszczony z bolesnego uścisku. Natychmiast wyciągnął kwiaty ze swojej torby, swoją najładniejszą miseczkę, którą zdołał przemycić, brunatną farbę oraz kilka kolorowych kryształów. Rozłożył je w kręgu, rysując między nimi linie i symbole, które wyglądały na losowe. Następnie rozpalił małe ognisko, na środku kręgu. Właśnie miał przystąpić do miażdżenia kwiatów, gdy Osear go zatrzymał.
- Tak, Osearze?
- Pokaż mi te kwiaty.
- Nie ufasz mi… Dobrze – rzekł z uśmiechem Retion, podając mu kwiaty do inspekcji.
Osear nie był mistrzem z zielarstwa, jednak nawet on wiedział, że te kwiaty są bezużyteczne. Poprawiają jedynie jakoś snów, sprawiając, że sny są bardziej swobodne. Nic groźnego, jednak co jeśli mają jakąś ukrytą truciznę?
- Ty też zjesz jednego – oznajmił Osear, podając mu kwiaty z powrotem. Rogacz tylko się zaśmiał.
- Mój drogi, one nie są do jedzenia – powiedział dziwnym tonem Retion, wsypując je do ognia. – One są do wdychania. A teraz wygodnie się ułóż, to będzie prawdziwa podróż.
- Jaka podróż? O czym… Ty mówisz? – groźny wilk ugiął się pod ciężarem swoich łap, lądując na ziemi. – Kwiaty…
- Oh, o podróży w głąb ciebie, przyjacielu! – powiedział radośnie skrzydlaty wilk. – I nie obwiniaj kwiatów, to nie one cię uśpiły. To byłem ja. A teraz słodkich snów, mój gniewny koleżko. Miłego seansu!
Osear bezsilnie odpłynął w krainę snów, zastygając z grymasem na twarzy.
- Ufff, to było trudne, ale się namęczyłem. Nie sądziłem, że może być aż tak trudny, moja wina. – zaśmiał się Noiter, wychodząc przed jaskinie, by zebrać drewno. Musiał się pospieszyć, gdyż za chwilę potrzebował dołączyć do Oseara, gdyż inaczej ten by się obudził. Szybko zgarnął chrust i inne palne rośliny, układając je w bezkształtną kupę. Wrócił się w pędzie do jaskini, wracając z ogniem. Użył go, by podpalić stos. Następnie sięgnął do torby i rzucił jakiś proszek w ognisko. Natychmiast zaczął się wydalać silny, błękitny dym.
- To powinno być odpowiednim znakiem – wydyszał zmęczony, po czym popędził z powrotem do swojej ofiary. Rzucając ostatnim wzrokiem na wyjscię, westchnął, po czym zagłębił się w bezdenne otchłanie nieprzytomności Oseara w celu stoczenia kolejnej walki. Zrobił, co mógł. Był tylko ciekaw, jak jego przyjaciele sobie radzą…

Belief? Niemożliwe wiem!

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 4301
Ilość zdobytych PD: 2150 + 200% (4300 PD)
Obecny stan: 6450

piątek, 16 września 2022

Od Yneryth’a c.d Noitera/Belief [Cz.5] ~ „Misja ratunkowa”

Obecność dwóch wilków, nie do końca wiązało się z marzeniami basiora. Mimo wszystko powinien pomóc swojej „przyjaciółce”. Nie miał pojęcia, co miało to oznaczać. Lekko zmieszały go te wszystkie zbędne słowa. W głowie plotły mu się pomysły, o co dokładnie chodziło waderze. W głębi liczył, że nie miała na celu go obrazić. Znów musiał komuś zaufać, a to zupełnie mu nie pasowało. Zniecierpiał, kiedy musiał oddać swój los i personę w cudze łapy. Gdy wilki wstałyby ruszyć w drogę, ucieszył się, że cała ta akcja nabrała odpowiedniego tempa. Wstając, słyszał, jak Noiter zaczął rozmawiać z Belief. Uprzedzając pytania padające ku jego osobie, owinął się pisakiem i ukrył w otaczającym ich tle. Tak jak się spodziewał, nie minęło wiele czasu, a oboje zaczęli rozmawiać.
- Noiter zauważając, że jego przyjaciel zniknął, widocznie ich unikając, podszedł do Bel i wyszeptał tak by tylko ona uslyszała: - Pst, Yn będzie nas podsłuchiwał, zamiast jak normalny wilk gadać z nami. Nie chcę dostawac palpitacji serca za każdym razem, gdy znikąd nagle się odzywa jego głos, więc co ty na to, by dać mu nauczkę? Wiesz, przyjacielski psikus edukacyjny, hihihi.
- Słysząc szept i czując, że samiec zbliżył się nieco, postawiła uszy na sztorc i jedno skierowała w jego stronę, by lepiej słyszeć, co mówi. Zaśmiała się w myślach i uśmiechnęła się zadziornie, odpowiadając: - a jaki to psikus... edukacyjny masz na myśli? - łypnęła na niego rozbawionym spojrzeniem.
- Zaśmiał się cicho. - - Myślę, że musimy go po prostu nauczyć, że przyjaciół się nie podsłuchuje, wiesz wkręcić go w usłyszenie czegoś, czego nie powinien. - Uśmiechnął się na samą myśl o tym. - Wiesz, będzie coś w stylu, o Yn poszedł, zaczniemy sobie gadać i nagle temat zajdzie na nasze sekrety, które oczywiście nie będą prawdziwe, lecz on o tym wiedzieć nie będzie hihi.
- Plan dobry, tylko co takiego musiałby usłyszeć, aby było to dla niego nauczką? – Spytała, gdyż nie miała w tym momencie żadnego pomysłu.
- Hm, w sumie to nie wiem jakie sekrety go ruszą. Yn jest bardzo... Stabilny. Choć w sumie jest też podejrzliwy... - powiedział i aż można było usłyszeć, jak trybiki w jego głowie przeskakują. - Hej, co jeśli będziemy na głos dyskutować jakiś mega skomplikowany psikus... , ale tak naprawdę nigdy go nie zrobimy? Wiesz, wykorzystamy jego podejrzliwość i on sam będzie się męczył! My nie będziemy musieli robić nic! Co ty na to?
- Stabilny i skomplikowany zarazem. - Skwitowała samica, nie szczędząc sobie tego, gdyż nigdy nie wiedziała tak naprawdę, czego się można po białym spodziewać. -Spróbujmy więc- Mrugnęła porozumiewawczo do skrzydlatego okiem, po czym gwałtownie podniosła łeb i zaczęła się teatralnie rozglądać, że aż w końcu się zatrzymała. Wodząc wzrokiem dookoła, jakby czegoś szukała. -CHWILA... - Podniosła ton. - Gdzie jest Yneryth? - Zagrała zdziwienie, najlepiej jak potrafiła.
- Słysząc pytanie, odpowiada. - Tu jestem, nie widzisz mnie? - Zapytał ironicznym tonem.
- Oh byłeś tu cały czas? Czyli nie słyszałeś o fa. - Przerwał, zerkając przepraszająco na Bel. - O naszym fantastycznym planie podróży! Dokładnie, tak było, wcale nie planujemy niczego brudne, znaczy złego. Tak?
- To, gdzie zaplanowaliście się udać?
- No jak to gdzie? Przecież tyle to wałkowaliśmy. - Zaśmiała się, nie będąc pewna, czy na pewno mówi do Yneryth’a, czy może coś już jej się w główce poprzestawiało- idziemy odbić mojego brata! - rzekła teatralnie z dużą dozą ekscytacji.
- Tylko planowaliśmy, którędy przejść by było... Czysto! Dokładnie tak! Więc prowadź Bel, idę tuż za tobą! - powiedział bardzo entuzjastycznie.
- Dokładnie tak było. - w uśmiechu pokazała wszystkie swoje zęby, choć nie miała bladego pojęcia, z której strony jest teraz Yneryth. Przekręciła więc pyskiem we wszystkich kierunkach, co samo w sobie musiało wyglądać dość komicznie. - Podążajcie za mną!
Żółtooki niechętni zwolnił, już teraz nie lubił iść za kimś. Poczekał, aż nieświadomie Noiter wraz z Belief go wyprzedzą i zaczną prowadzić w znanym jedynie przez waderę kierunku. Basior przez całą drogę szedł w narzuconym przez nich tempie. Czasem musiał się zatrzymać, bo czarny rozkojarzony otoczeniem odbiegł raz w lewo, a raz w prawo, rozglądając się za ciekawymi dla niego widokami. Dokładając oliwy do ognia, przez całą podróż oboje rozmawiali między sobą. Samcowi brakowało dogodnej dla niego ciszy. Pomimo wielkich starań i ciężkiej walki ze sobą wytrzymał bez komentowania zbędnych rzeczy. Białego dziwiło to, że miał chęć odezwania się, co prawda może nie taką czystą, a interesowną, ale ją posiadał. Słowa „daleko jeszcze?” wypływały mu między zaciśniętymi zębami.
Po trzech godzinach spaceru doszli do początku bagnistego terenu. Ziemia była wilgotna i miękka, a drzewa pochylały się od własnego ciężaru. Basior, widząc przeprawę, wyłonił się z pisaków.
- Naprawdę chcecie tędy iść? – Zapytał.
- Bel mówiła, że to najszybsza droga, a chyba się śpieszymy, tak mnie, poganiałeś przecież. - Powiedział, balansując na kłodzie, o dziwo nie używając skrzydeł, by go lepiej złapać. Zeskoczył krzywo z niej. - Poza tym zobacz, jaka tu przyjemna atmosfera, jest tak wilgotno i przytulnie! I jaki ciekawy widok.
- Zgadzam się, jest tu wyjątkowo urokliwie. Dajcie mi chwile, zaraz do was dołączę, muszę rozciągnąć kości po tym spacerze. – Uśmiechając się, zaczyna się rozciągać, czekając, aż oboje powędrują po mokrej glebie.
- Oki, tylko nie oddalaj się za daleko. - Mówi Noiter, wskakując na kamień, a następnie oddalając się, skacze na kolejną kłodę, bawiąc się świetnie.
- Spojrzała najpierw na Yneryth’a, później na poczynania Noitera i westchnęła cicho, po czym jak gdyby nigdy nic, bezceremonialnie ruszyła naprzód, brodząc łapami po wilgotnej i niekiedy wręcz gąbczasto nasiąkniętym podłożu, mocząc je.
- Yneryth widząc poczynania obojga, był zadowolony. Przed wejściem musiał się tylko upewnić, że Noiter się wypaprze. Wykrzyczał z całych sił, by odgłos jego wycia poniósł się jak najdalej. – Uważaj Noiter za tobą. – Lekko przestraszonemu czarnemu pominęła noga. Zsunęła się z kamienia i wylądowała w błocie. Nie był to zadowalający efekt, lecz musiało mu to wystarczyć. – Wybaczcie, ale ja nie będę się męczył tak jak wy. – Powiedział, po czym zaczął działać.
Yneryth spokojnie wypuścił zebrane w sobie powietrze. Wydawało się, że zionął lodowatym powietrzem. Zimna mgła osadzała się pod jego nogami, do momentu, aż basior nie zamknął paszczy. Gdy już zakończył, zaczął iść przed siebie, jak gdyby nigdy nic. Błoto zamarzało pod jego nogami, tworząc swego rodzaju most, pośrodku bagnistego osadu. Basior nie musiał się starać, by bez problemowo dogonić Bel, męczyła się w zasysającym ją podłożu. Widząc zdziwienie swoich kompanów, uśmiechnął się. Cieszył się, że nie musi się przejmować jakimś głupim bagnem.

*
Biały leżał już po drugiej stronie bagna, w oczekiwaniu na pozostałą dwójkę. Gdy zobaczył Belief wraz z Noiter’em, ucieszył się szczerze. Cieszył go fakt, że nie będzie musiał dalej leżeć i się nudzić.
- W końcu jesteście. Zdążyłem się nawet za wami stęsknić. – Uśmiechnął się. – Błoto było mokre? Następnym razem jak będziecie próbować coś kombinować, pomyślcie dwa razy. - Podsumował. - Znam teren pobliskiej watahy i wiem, jak odbiliśmy w bok. Chyba że się mylę?

Noiter?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1097
Ilość zdobytych PD: 548 + 10% (55 PD)
Obecny stan: 1031

niedziela, 11 września 2022

Od Belief c.d. Yneryth/Noitera [Cz.4] ~ „Misja ratunkowa” [+16]

Belief wyłoniła się zza kamienia, żeby zobaczyć, co się stało i nieruchomieje na dłuższą chwilę, robiąc komiczną minę, poruszając jedynie oczami na lewo i prawa z samca na samca, powoli dochodząc do siebie po tym, co właśnie zobaczyła.
Noiter, kiedy się potknął i upadł, wyglądał mniej więcej tak:

Natomiast reakcja Belief, przypominała ten obrazek:

Tymczasem Yneryth wychodzi z piaskowej iluzji i mówi.
- Widzisz, mówiłem, że trzeba uważać. - po czym posyła samicy perfidny uśmiech, na który ona nawet nie zwraca uwagi, gdyż nadal jest w ciężkim szoku. Rogacz zauważył białego i krzyknął:
-Yn! Wieki cię nie widziałem! Przyprowadziłeś ze sobą przyjaciółkę? A może coś więcej? - uśmiecha się wymownie.
Biały, udając, że nie słyszał pytania, szturchnął ogonem Bel i szepnął.
- Jesteś tam, Bel?
Noiter nie daje jednak za wygraną i zbliża się do przyjaciela, również szepcząc mu na ucho:
- Czy z twoją przyjaciółką wszystko okej? Wiesz, nie ma problemu, jeśli ktoś nie ma wszystkich klapek, wciąż może być coś z tego.
- Noiter!
- Ja tylko mówię, że ja tam lubię wszystkich bez wyjątku, nie wiem, co ci przeszkadza.
- Żyję... znaczy... chyba. - wymamrotała w końcu powoli, nadal wodząc oczami z Ynerytha na Noitera. - Znaczy... Dzień Dobry, miło mi Cię poznać. - przełknęła ślinę, nadal nie będąc pewna czy aby to nie kolejny z jej dziwnych snów.
Noiter zadowolony uśmiechnął się do wadery:
- A więc umiesz mówić! Miło słyszeć, przyjemny masz głos, przypomina mi głos mojej ciotki Plumy, niezbyt miła osoba, ale głos miała cudny. Oh, nie przedstawiłem się jeszcze, ale głupio z mojej strony. Zaskoczyło mnie po prostu twoje milczenie, ha. - ukłonił się, używając do tego skrzydeł. - Jestem Noiter, tutejszy opiekun szczeniąt oraz artysta z powołania. Jeśli szukasz artystycznych materiałów, nie znajdziesz lepszego miejsca w watasze, gdzie ceny są zawsze przystępne! No, skoro mamy to już za sobą... Powiedz mi coś o sobie! Najlepiej z wieloma szczegółami, chce znać wszystkie! Możemy zacząć od tego, jak masz na imię, a później jakoś się rozkręcisz. A więc?
Belief posłała Ynerythowi dość znaczące spojrzenie, jakby szukała na jego pysku odpowiedzi na parę dość nietypowych pytań, które w tym momencie zaprzątnęły całą jej głowę. - Nazywam się Belief. - spojrzała ponownie na rozmówcę. - Opiekun szczeniąt, chyba o Tobie słyszałam. Ja jestem posłańcem i sanitariuszem w podróży, ale to teraz nie istotne, będzie dość czasu, by się poznać. - posłała mu delikatny uśmiech, wciąż niepewnie zerkając na białego samca, stojącego nieopodal w milczeniu. - Yneryth mówił, że możesz nam pomóc.
- Oh, Yn mnie polecił? - spytał pozytywnie zdziwiony. - To niezwykle mile jak na niego. Dobrze, a więc z czym potrzebujesz pomocy? Trzeba ci uszyć kocyk? Zrobić zabawki? Potrzebujesz, by Ci coś namalować? Może potrzebujesz rozrywki i chcesz posłuchać jakiejś historii! No, chyba że potrzebujesz... Specjalnego towaru. - powiedział, zniżając głos. - Wiesz, mam na stanie świeże materiały, idealne do wycięcia kawału jakiemuś wilkowi. Tylko lepiej unikaj Naharysa. Powiedział, że jak jeszcze raz zobaczy moje psikusy, to mi piórka powyrywa i wsadzi, wiadomo gdzie, ale tak to mam całkiem szeroki wybór. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Kawału? Jaki to kawał można wyciąć innemu wilkowi tym sposobem? - spytała zaciekawiona.
- Mam dużo sposobów na kawały! Jednak to są tajne informacje, rozumiesz, jak wszyscy się dowiedzą o tym, czego się spodziewać, to już nie będzie zaskoczenia. A więc interesują cię psikusy, tak?
Bel kiwnęła głową, jednak na chwilę odwróciła się w kierunku pierwszego z towarzyszy i rzekła:
- Yneryth! - zmierzyła go zirytowanym spojrzeniem. - Masz coś do powiedzenia?
- Mhyy zdaje mi się, że nie. - dalej słucha, jak gdyby nigdy nic.
-Yn! Miałeś mi pomóc, a jak na razie tylko stoisz. - szepnęła, podchodząc bliżej niego. - i nic nie mówisz, podobno znasz go lepiej, więc... pomóż mi i wytłumacz mu to jakoś.
- Ahh. Sprawa jest skomplikowana. Belief potrzebuje naszej pomocy. Musimy pomóc jej dostać się do sąsiedniego stada, by mogła odzyskać brata. - Mówił, omijając ważne szczegóły.
- Oh, a co się stało, że tam utknął? Złamał nogę i nie może się ruszyć? Uuu, a może nie może sam odbyć tej podróży? W sumie nie wiem, na ile mogę się przydać, ale to zawsze jakaś przygoda. Muszę tylko załatwić parę spraw i mogę się z wami wybrać. Zgaduje, że idziemy pieszo? - powiedział, patrząc na grzbiety wilków. - Pytam, by wiedzieć, co spakować.
- Idziemy pieszo. Bez bagażu. - Powiedział stanowczo Yneryth.
- Chwila jak to bez bagażu. Gdzie wsadzę bandaże, przekąski, napoje i resztę potrzebnych przedmiotów? To są same podstawy, bez których ani rusz.
- Bez bagażu! - wywarczał przez zaciśnięte zęby.
- Spokojnie Yn, nie tak ostro. - zagaiła niepewnie Bel.
- Hmph, jak sobie życzysz. - powiedział urażony, mając jednak plan. - Okej, to skoro to mamy z głowy, to... Proszę, pomożecie mi?
Biała skuliła uszy i spojrzała na Ynerytha wymownie. Już zaczęło jej się w głowie mieszać. Przed czym niby wilk tak ją ostrzegał? Spojrzała znów na skrzydlatego. - Pomoc za pomoc. Co mamy zrobić?
- Pomóc mi się pozbyć tego? - powiedział, wyciągając łapę i wskazując na przyklejony przedmiot do jego pleców. - Nie mogę w tym stanie nigdzie iść, haha!
Wadera wychyliła się na bok, aby lepiej zobaczyć grzbiet samca. Faktycznie wilk nadal był przyozdobiony w bardzo niepokojąco dziwne przedmioty. Bel słyszała z opowieści, że mamy w watasze sympatycznego opiekuna szczeniąt, ale Yneryth twierdził, że jest on wyjątkowo niebezpieczny. Patrzyła na białego, raz po raz szukając odpowiedzi i szczerze powiedziawszy, miała ochotę pogadać z nim na osobności, ale teraz nie było to możliwe. Uśmiechnęła się więc koślawo, nie bardzo wiedząc, co powinna mówić, a czego lepiej unikać i wydusiła w końcu. - Hmm czy chodzi o... o ten... tą jakby kaczkę?
- Najlepiej wszystko, jeśli się da. - westchnął, przypominając sobie, jak trudne jest czyszczenie w tych miejscach. - Niestety, mimo że skrzydła są bardzo użyteczne, to potrafią być problemem i tak jest w tej sytuacji. Więc pomożecie mi, proszę? - spytał, robiąc słodkie oczka szczeniaczka.
Samica przyglądnęła się dokładnie sytuacji na jego grzbiecie i kiwnęła głową.
- No dobra, zdejmę z Ciebie te skóry na początek, Yneryth... Zajmiesz się kaczką? - posłała białemu złośliwy uśmiech, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że wolałby pewnie się nie ubrudzić, po czym podeszła niepewnie od tyłu do Noitera i patrząc jeszcze chwilę niepewnie, zastanawiała się, czy oby na pewno takiej pomocy potrzebowała, do uratowania brata. Westchnęła po chwili i schyliła łeb, by złapać delikatnie w zęby różową skórę i tym samym poczuła okropnie dziwny smak, jakby ziół owoców i nie wiadomo czego jeszcze.
~ Mam nadzieję, że to nie jest pułapka i skóra maczana w truciznach Pomyślała, po czym zrobiło jej się niedobrze.
Basior wziął głęboki oddech i podszedł do rogatego. Zaczął odcinać sierść razem z kaczką, za pomocą lodowych pazurów. - Może zaboleć, więc się nie wierć i szybki będziemy mieć to za sobą. - Powiedział prawie spokojnym głosem.
Czując, co się dzieje, na jego tyle, odskakuje natychmiastowo, nim jego sierść zdążyła bardzo na tym ucierpieć, przez działania jego "przyjaciela". Jedynie mały kłębek sierści opadł na ziemię.
Odskoczyła również ze skórą w pysku, uwalniając zestresowanego samca. Wypluła ją nieopodal jego groty i uśmiechnęła się rozbawiona poczynaniami samców.
- Yn, co ty przepraszam, robisz?! - zapytał zdenerwowany. - Prosiłem was o pomoc ze zdjęciem tego, a nie z obstrzyżeniem mnie na łyso!
- Spokojnie nietoperzu, jeśli wolisz, to mogę ci to oderwać.
- To w końcu świeży klej, powinno zejść, jeśli pociągniesz, nie zdążył się związać! Więc nie rozumiem, czemu próbujesz mnie uciąć na łyso.
- Jak wolisz. - Wsuwa pazury pod kawałek drewna i podważa.
Noiter czuję, że po chwili ciężar opada z jego pleców.
-Widzisz? Dało się! Teraz zostało uwolnić łapę.
Kiedy pozbyli się kaczki, czas był na miskę. - Na to chyba nie mam pomysłu. - Zachichotała cichutko.
- No nic, będziemy musieli ją amputować. - Otworzył pysk, ujawniając zębiska.
- Eh?! - wydał dźwięk zdziwienia. - Nie da się inaczej? Przepłukać czymś? Proszę?
- Agh no niech ci będzie. - Podnosi nogę Noiter'a i próbuje wytrzepać miskę. Zamyka pysk ze znudzeniem.
Noiter, mimo że pozytywny nie wierzył, że to się uda, gdyż już wielokrotnie trzepał łapą, wychodząc z jaskini. Jednakże Yn udowodnił mu ponownie, że się myli. Nie wiedział co to za magia, ale był zadowolony z wyzwolenia łapy.
- Jeju dziękuje wam bardzo. Obiecuje, że pomogę wam, jak tylko umiem! Po szybkiej kąpieli oczywiście. - powiedział, kierując się do swojej jaskini.
Samica kiwnęła głową i usiadła, oplatając ogonem przednie łapy. Kiedy upewniła się, że skrzydlaty samiec oddalił się, skierowała spojrzenie na białego, strzygący uważnie uszami. - Yneryth, nadal chcesz mi wmówić, że on jest niebezpieczny? - rzekła ani głośno, ani cicho, tak by tylko biały ją usłyszał.
- Nie muszę. Po prostu nie zawsze można wierzyć w to, co się słyszy. - Odwrócił głowę w kierunku Belief i się uśmiechnął.
- Co myślisz na jego temat? - zapytał z zainteresowaniem.
Przekrzywiła głowę. - Chcesz mi powiedzieć, że zrobiłeś mi taki żarcik? - zrobiła groźną minę. - Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, stroisz sobie ze mnie żarty? -fuknęła pod nosem i dorzuciła szeptem. - Uważaj, żebyś kiedyś nie dostał żarciku ode mnie. - samica pogroziła mu półżartem, bo nie chciała się teraz kłócić, kiedy potrzebuje od niego pomocy w czymś o wiele ważniejszym. Westchnęła. - Jest przesympatyczny, aż za bardzo, ale... Dlaczego akurat jego wybrałeś na tak niebezpieczną wyprawę? Trochę się o niego martwię.... jednak to nie będzie spacer po łące i wąchanie kwiatów tylko dość poważna sprawa. - Mówiąc to, spoglądała na drewnianą kaczkę, leżącą nieopodal, która wcześniej tkwiła na plecach szarego samca.
- Nie nazwałbym tego żartem, ale skoro chcesz się na mnie za to obrazić, to rozumiem. - Samiec spuścił wzrok na kawałek skały. - Wolę podróżować z kimś takim jak on, niż z kimś, kto będzie mi dawał lekcję, jak powinienem się zachowywać. - Przymyka oczy, wspominając inne poznane wilki.
- Nie, to nie tak, wybacz Yn, po prostu... nie spodziewałam się, że możesz mnie wkręcać. - również spuściła łeb i wbiła wzrok w ziemię. To nie był czas ani miejsce na takie wyznania, ale sytuacja do tego zmusiła. - Po prostu jesteś moim przyjacielem. - wymamrotała w końcu i podniosła wzrok, by spojrzeć mu prosto w oczy. - Być może gdzieś się pomyliłam w ocenie tej relacji. - skuliła uszy, wyraźnie zakłopotana. Nie chciała, by rozmowa poszła w tym kierunku, a już na pewno nie chciała prowadzić do rozczarować ich obojga. - Przepraszam Yn.
- Basior skierował swoje żółte oczy na waderę. Pustym wzrokiem spoglądał jej teraz w oczy. – Też cię polubiłem, ale nie mam pojęcia, co nazywacie przyjaźnią. Nie masz za co przepraszać. – Na koniec dodał. - Chyba powinienem się cieszyć.
Skuliła uszy po sobie i wlepiła chłodne spojrzenie znów w drewnianą kaczkę. - Przyjaźń to szczerość, zaufanie i wzajemny szacunek. - rzekła cicho, zrobiła pauzę, po czym kontynuowała. - Jest to ktoś, z kim dobrze się rozumiemy i pomagamy sobie w trudnych chwilach. - wyjaśniwszy, znów zrobiła pauzę i podniosła wzrok na kilka sekund, by upewnić się, że samiec nadal jest i jej słucha. - Nie odmówiłeś mi pomocy w trudnych momentach ani wcześniej, ani dziś. Pamiętasz tamtą tajemniczą jaskinię? Mogłeś mnie tam zostawić, a jednak.... uratowałeś mnie. Teraz znów idziesz ze mną na wyprawę. Więc nie zważywszy na to, czy czujesz do mnie przyjaźń, czy nie, jestem Twoją dłużniczką Yn. - spojrzała znów na samca nieco smutnym wzrokiem, po czym powędrowała nim w stronę jaskini Noitera. Zastanawiała się, ile jeszcze przyjdzie im czekać, więc nie czekając długo, położyła się.
- Nie musisz się smucić. - Powiedział z dozą empatii, na co Bel postanowiła już nie odpowiadać. Nie chciała psuć atmosfery, choć i tak już zrobiła się dość dziwna. W tym momencie jednak uratował ją Noiter, który właśnie pojawił się ponownie u wejścia do swojej groty.
- Witajcie, towarzysze drogi! Jestem w zupełności gotowy na tę wyprawę, oczywiście mentalnie, gdyż fizycznie miałem nic nie zabierać. - zaśmiał się Noiter, wychodząc z przytupem z jaskini. - Oh, przeszkadzam w czymś?
- Nie czemu tak uważasz? - spytał biały.
- Tak jakoś, było czuć coś w powietrzu. Hm może to klej jeszcze czuć. - stwierdził, przechodząc obok nich, dziwnie zestresowany. - A więc, komu w drogę temu czas?
Podniosła się do siadu, wzięła parę głębszych oddechów i rzekła. - po prostu rozmawialiśmy. Możemy już iść, tylko chciałam spytać, czy macie jakieś pomysły? Od czego zaczniemy, gdy już tam dotrzemy? - spojrzała na Noitera, który nie miał pojęcia jeszcze, na co się pisze. - Musimy zwieść pewnego wilka, musimy mu zrobić dowcip, albo zająć go czymkolwiek, byleby nie domyślił się, po co tak naprawdę przybyliśmy. Jakieś pomysły?
- Powinniśmy zacząć od rozpoznania terenu, żeby głupio nie władować się w jakiś problem. - rzuca wzrokiem na czarnego.
- Jakby, musimy go zająć tak? Mogę udawać podróżnego bajarza i zająć go ciekawymi historiami! Kiedy będzie zajęty, wy uprowadzicie brata! Znaczy... Odzyskacie. Idealny plan, jeśli mam być szczery. - powiedział podekscytowany, zapominając o swoich nerwach.
- Albo mogę mu spróbować sprzedać kaczkę. - powiedział, wskazując na wciąż leżącą na ziemi kwaczkę.
- Wytropienie 3 wilków i jednego mu znanego to jak kaszka z mlekiem. Nie ma sensu go porywać, bo i tak nas znajdzie.
- No nic, droga daleka. - przerwała, nie dając Noiterowi nawet czasu na reakcję. - ruszajmy, omówimy wszystko w drodze. - Wstała, rozprostowała kończyny i rozejrzała się, po czym obrała odpowiedni kierunek, jakim był zachód i ruszyła, jednak po chwili odwróciła się, by spojrzeć czy wilki również zbierają się do drogi.
- Tak jest, mój przyjacielu wilczasty, najlepszy na świecie! - powiedział Noiter bardzo entuzjastycznie, gotowy do drogi.
Kiwnęła głową. - Zatem w drogę, ku przygodzie. - zaśmiała się cicho, dla dodania im otuchy.
Wilki ruszyły w długą drogę. Nie spieszyły się. Szły rozważnie, a ich krokom towarzyszyła od czasu do czasu rozmowa. Musieli bowiem wytłumaczyć Noiterowi wszystkie szczegóły, no może poza jednym.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2165
Ilość zdobytych PD: 1082 + 10% (108 PD)
Obecny stan: 1190

piątek, 9 września 2022

Od Noitera c.d. Belief/Yneryth’a [Cz.3] ~ „Misja ratunkowa” [+16]

Dwójka odważnych wilków stała przed ciemnym wejściem do groty, czekając na reakcje, tego, kto był w środku. Zaraz po uderzeniu przez białego wilka w ścianę, usłyszeli okropny łoskot, po którym rozległ się okropny ryk. Jasny samiec, wyraźni lekko się zdziwił tym, co usłyszał. Przechylił lekko głowę, tak aby lepiej słyszeć dochodzące ze środka dźwięki, jego towarzyszka zaś słysząc trzask, ledwo utrzymała swoje serce w piersi. Skuliła się i cofnęła kilka kroków, jednocześnie chowając się nieco za białym samcem, szepnęła:
- Yn, Czy to na pewno dobry pomysł?
- Nie po to tu przyszliśmy, by teraz wracać.
Wadera wyprostowała się i wypuściła powietrze ze świstem, stabilizując oddech.
- Wybacz, po prostu nie spodziewałam się tego dźwięku. - przyznała niechętnie, zwykle była bardziej odważna, ale Yneryth naopowiadał jej takich rzeczy, że czuła się, jakby mieli się spotkać z samym diabłem.
Po chwili usłyszeli rumor i nierówny stukot, niepasujący do kroków. Wydawało się, jakby coś wlokło swoją nogę, szurając o podłogę czymś twardym. Dźwięk bardzo przypominał szuranie… pazurów? Cała ta sytuacja była dziwna. Dźwięk ustał, nim dotarł do nich. Nastała chwila ciszy.
- Yn? Co się – zaczęła pytać towarzysza.
W tym momencie ze środka rozlał się fioletowy blask, który ukazał sylwetkę tego, kto znajdował się w środku. Na ścianie jaskini można było rozpoznać wielkie kręcone rogi, ostre wielkie zęby rozwarte w uśmiechu, pokaźne skrzydła oraz dziwne nienaturalne kształty, których nie dało się przypisać niczemu naturalnemu.
- Yn! Schowajmy się! - rzuciła przestraszona wadera do samca i skryła się za pobliską skałą, przekonana, że bies z ich nocnego koszmaru powrócił, by się zemścić.
Tymczasem jej towarzysz spogląda tylko na nią z uśmiechem na samice, po czym rozmywa się w powietrzu, zostawiając ją tylko ze słowami na pożegnanie:
- Strach jest pierwszym krokiem do porażki.
Stuk. Szur. Stuk. Szur. Stuk. Za każdym razem coraz bliżej. Samotna ofiara, pozostawiona przez swojego partnera na łasce losu, przygotowuje się do walki. Jej całe ciało jest zgięte w gotowości. Stuk. Stuk. Stuk. Może już usłyszeć oddech tego stwora. Wtem…
Noiter wypadł ze swojej jaskini, po tym, jak się potknął i ledwie złapał równowagę.
- A niech to wiewiórka – wymamrotał pod nosem, zbierając się z ziemi. Miał na sobie kawałek farbowanych różowych skór, przerzucony przez pas. Z jego głowy ściekała niebieska farba, do pleców miał przylepioną wystruganą drewnianą kaczkę, a jego łapa utknęła mu w misce. Zobaczył, że jego gość stoi przed nim i nawet nie zwrócił uwagę na obronną pozycję wadery, gdy się odezwał:
- O rany, ale mnie wystraszyłaś! Pracowałem nad nowym modelem zabawki, gdy usłyszałem łomot, przez co spadł na mnie przypadkiem mój regał z materiałami i uderzył w rogi, niestety bardzo wrażliwe. Chyba się jeszcze nie znamy, jak się nazywasz?
Dopiero czekając na odpowiedź, zwrócił uwagę na bojową postawę nowej znajomej:
- Chwila coś się stało? Jest tu jakiś potwór czy coś? Jejku, może wejdziesz do środka? U mnie jest bezpiecznie, dopóki trzymasz się z daleka od mebli, haha – roześmiał się.

Belief? 🙃

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 474
Ilość zdobytych PD: 237
Obecny stan: 237

środa, 7 września 2022

Od Yneryth’a c.d. Noiter’a/Belief [Cz.2] ~ „Misja ratunkowa” [+16]

- Naprawdę? - samica wyraźnie się ożywiła i zamachała ogonem. - Kogo?
- Basior uśmiechnął się w swój jakże ikoniczny sposób. Nie udzielając głębszej odpowiedzi, wymruczał. – Jest taki jeden, ale musimy na niego uważać. – Ciężko było mu zachować powagę, wypowiadając te słowa. Dał jednak radę, lecz nie było mu łatwo.
Yneryth zawinął się sam wokół siebie, ruszając tam, gdzie spodziewał się znaleźć Noiter’a. Pomimo tego, że wiedział, że ta misja spłynie im z głów, niczym kropla po pniu drzewa, zachowywał śmiertelną powagę. Próbował nawet zwalniać, aby dało się wyczuć, iż nie śpieszy mu się do tego celu. W głębi liczył, że uda mu się nastraszyć waderę i lekko pograć na jej emocjach. W ostatnim czasie brakowało mu takiego typu rozrywki, także nie mógł pozwolić, aby soczysty kąsek umknął mu sprzed pyska. Wilki powoli kierowały się do jaskini rogacza. Samiec, wędrując, szukał kolejnych słów, aby wyprowadzić myśli Belief w pole. Niezbyt wiedział, jak mógłby lepiej pograć tak wykreowaną sytuacją, lecz wpadł jeszcze na jeden nieoczywisty pomysł.
- Jesteśmy już blisko. Musimy zrobić jeszcze jedną rzecz. – Powiedział dość stanowczo. – Musimy zdobyć coś, za co będziemy mogli się wkupić w jego łaski. – Biały spojrzał w pobliski gąszcz, próbując dojrzeć jakikolwiek ruch.
- Chodzi ci o to, żeby przynieść mu coś do jedzenia? – Zapytała niepewna czy dobrze zrozumiała.
- Tak, dokładnie o to. Co ty na to, by zrobić sobie małe zawody? Kto pierwszy coś upoluje i tu przyniesie, ten wygrywa. Stoi?
- Pewnie! – Odpowiedziała już bardziej entuzjastycznie.
- No to star! – Wykrzyczał, już biegnąc w las.
Białe wilki wbiegły prędko pomiędzy drzewa, zupełnie nie myśląc o płoszeniu leśnych stworzeń. Basiorowi zalśniły oczy. Ciężko było stwierdzić, czy jest to związane z aktywacją przepływu magii przez jego ciało, czy zwyczajnie przez odbicie promieni świetlnych. Oboje zniknęli w zacienionym lesie w poszukiwaniu zwierzyny.
Yneryth liczył na szybkie rozstrzygnięcie wyścigu, na jego korzyść. Żółtooki wspiął się na jedno z bardziej rozgałęzionych i starych drzew. We wspinaczce pomogły mu kamienne ostrza, tworzące kamienne schody wokół drzewa. Basior, znajdując się w liściastej koronie, zaczął delikatnie stąpać i rozważnie stawiać kolejne kroki. Skradał się wręcz przytulony do gałęzi drzewa. Ogon obijał się o rozgałęzienia, strzepując odpadłe już liście. Wilk zatrzymał się na samym końcu. Na sąsiednim drzewie spostrzegł czarną wiewiórkę, spokojnie pałaszującą orzeszki. Lekko uśmiechnął się, widząc jakże szczęśliwy zbieg okoliczności. Spokojnie zamknął swoje powieki i nastroszył uszy. Dźwięki dochodziły do niego z całego otoczenia. Szelest krzaków w oddali niemal zagłuszał małego ssaka. Zajęło mu chwile, zrozumienie całego pobliskiego otoczenia, ale gdy już miał pewność co do dokładnej lokalizacji wiewióra. Łapy zacisnęły się mu samoczynnie na gałęzi, a pobliskie drzewo wręcz upadło. Yneryth zeskoczył z gracją na kamień pod nim tak, aby rozkoszować się widokiem swojego dzieła. Co prawda drzewo ucierpiało w dość dużym stopniu, jak na ofiarę takiego pokroju, ale biały był spokojny o to, iż nie będzie musiał gonić i męczyć za takim futrzakiem. Zszedł z kamienia i wymijając połamane gałęzie, skalne okruchy, dostał się do sterty krzyżujących się skał. Dźwięki i ruchy dochodzące spod kamieni, nie pocieszyły samca. Z zamkniętymi oczami Yneryth nastąpił na kamiennie, czekając, aż nastąpi błoga cisza. Gdy już usłyszał to, czego pragnął, a raczej nie usłyszał, rozsunął łapami kamienie i wyciągnął spod nich martwą już wiewiórkę.
Biały zadowolony z siebie, lecz z lekkim zmieszaniem, dotyczącym tego, czego dokonał. Wyszedł z lasu, tam skąd przybył. Nie ukrywając ani fragmentu swojego pyska, zdziwił się na widok samicy stojącej już z przysmakiem. Posmutniał, zdając sobie sprawę, że to nie on dziś został numerem jeden.

*
Znajdowali się już pod grotą Noiter’a. Biały przypomniał jej, aby zważała na słowa i czyny, gdyż ten zawodnik jest dość nieprzewidywalny. Po czym uderzył łapą mocno o ścianę jaskini.

Noiter?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 600
Ilość zdobytych PD: 300
Obecny stan: 300

wtorek, 30 sierpnia 2022

Od Belief do Ynerytha | Noitera ~ "Misja ratunkowa"

Kiedy dotarła do swojej norki, położyła się i pogrążyła w zamyśleniu. Pragnęła odbić brata z jego beznadziejnej sytuacji. Przecież on cierpiał każdego dnia, przez swojego Alphę, który najpierw uratował mu życie, a teraz dręczy jego i inne wilki swoimi chorymi ambicjami. Biała przypomniała sobie nudne lekcje z rodzinnej watahy o wilkach-cieniach, które potrafiły igrać sobie z innych. Że jeśli taki wilk będzie kierował się złem, to można go pokonać, ale potrzeba wiele sprytu i podstępu. Samica, leżąc na plecach, pomyślała, nie wiadomo, dlaczego o Noiterze, samcu, którego niedawno poznała nad jednym z mniejszych jezior. Byłby idealny do wprowadzenia Oseara w jakiś błąd lub mały podstęp. Jednak czy będzie prosić samca, którego ledwo zna o narażanie siebie na niebezpieczeństwo. Potrząsnęła głową. Nie mogłaby, więc kogo ma poprosić o pomoc? Naharysa? Kapitan, zaraz pytałby alphę o zgodę, a chyba ta sytuacja nie wymaga rozgłosu. Doskonale wiedząc, że nie może sobie pozwolić na samotny powrót, musiała coś wymyślić. Masując delikatnie czarną łapą ziemię w swojej norze, Belief w końcu poddała się snu.
Kiedy się przebudziła, jasne światło zmieszane z promieniami słońca wpadało jej do nory. Podniosła się i otrzepała się, dochodząc do wniosku, że jej futro jest nadal pokryte grubą warstwą zaschniętego błota i gliny. Wyszła z nory i napiła się chłodnej wody, wyglądała zdecydowanie okropnie. Usiadła jednak ze smutkiem, nie przejmując się faktem brudu. Znów zatopiła się w myślach na temat tego, kogo powinna poprosić o pomoc. Nagle jej umysł pojaśniał. Wpadła na pomysł, jednak zanim gdziekolwiek ruszyła, wstała i spojrzała na taflę jeziora. Uśmiechnęła się półgębkiem, ponieważ osobie, o której pomyślała, nie spodobałby się jej wygląd i posklejane futro.
- On przecież ceni sobie nad wszystko czystość! - Wskoczyła więc do wody i urządziła sobie porządną i długą kąpiel. Pływała w tę i nazad. Chwilami musiała zanurkować, by obmyć również głowę. Co chwila wychodziła i wchodziła z powrotem, ponieważ znajdowała jeszcze jakieś niedomyte fragmenty błotka. W końcu się udało, była czysta jak łza, bez śladu błota. Usiadła zmęczona na kamieniu i otrzepała futro. Położyła się, bowiem kąpiel tak długa ją znużyła. I znów zasnęła na chwilę, jednak szybko się przebudziła, ponieważ do jej nosa dobiegł zapach pędzącego nieopodal zwierzątka. Błyskawicznie wstała, dopadła go i zabiła, po czym szybko zjadła i obmyła znów pysk. Była jeszcze nieco wilgotna, ale mimo to ruszyła zadowolona na południe w stronę ulubionej polanki samca.
Gdy była już wystarczająco blisko, zaczęła węszyć, gdyż znała jego sztuczkę ze znikaniem. Węszyła kilka chwil, aż w końcu udało jej się złapać w miarę świeży trop. Wystrzeliła więc wesołym biegiem na przód. Yneryth faktycznie leżał sobie teraz okryty iluzją, aby mieć trochę świętego spokoju, ponieważ sporo wilków przechodziło dzisiejszego dnia przez jego polanę i było to dla niego męczące. Samica nie mając pojęcia o obecności wilka, postanowiła nagle skrócić sobie troszkę trasy i skręciła wprost na niewidzialnego Ynerytha, który nawet nie zdążył zareagować, kiedy samica krzyknęła i mało nóg nie potraciła w teatralnym locie. Zanim wilk wstał i zrozumiał, co się stało, po potężnym łupniu w plecy, wadera już ryła pyskiem o trawę i leżała chwilę w niezłym szoku. Samiec wyraźnie poczuł się winny, więc podszedł, do poszkodowanej samicy, dopiero po chwili poznając ją.
- Belief? - spytał niepewnie. - nic Ci się nie stało?
Samica ocknęła się po chwili i podniosła łeb, plując źdźbłami trawy. Potrząsnęła głową na boki i kiedy obraz w głowie jej się ustabilizował, niepewnie zaczęła się podnosić. Troszkę ją bolała jedna z łap, ale to nie było nic poważnego, trzeba było to tylko rozchodzić. Sprawdziwszy, czy wszystko jest ok, odszukała wzrokiem rozmówcy i nawet nie zdajecie sobie sprawy, z tego, jak bardzo się ucieszyła, widząc właśnie jego.
- Yneryth! Szukałam Cię.
Samiec, starając się ukryć fakt, że samica potknęła się właśnie o jego grzbiet, uśmiechnął się niewinnie.
- Tak, ale... czy wszystko w porządku ? Bo potknęłaś się dość poważnie...
- No właśnie. - rozejrzała się, szukając przeszkód. - o co ja się potknęłam.. tu nic nie ma. - wydała się zamyślona przez chwilkę, po czym machnęła łapą. - a niech tam, może mi się łapki poplątały. Posłuchaj, mam problem, czy chciałbyś może mi pomóc?
- Zależy, o co chodzi, opowiedz mi. - odparł samiec i oboje usiedli i pochłonęli się długą rozmową, w której między innymi to Belief prowadziła opowieść. Opowiedziała mu o całej sytuacji z jej bratem, jego watahą, w której włada zły cień. Nie wspomniała jedynie o fakcie, że alpha tamten chciał się targnąć ze złym zamiarem na nią samą. Zrobiła tylko znaczącą pauzę w tym momencie opowieści, postanawiając zatrzymać ten fragment dla samej siebie.
- Tak więc tamte wilki są w więzieniu Yn, obiecałam im pomóc.
- Ale to nie wygląda na bezpieczne.
- Tak, ale tylko wilki z zewnątrz mogą im pomóc. Aries obiecał zorganizować całą watahę na dzień wielkiego buntu, by w momencie naszej akcji, mieszkańcy rzucili się na te smokowate paskudy, dając nam większe szanse. Bo jeśli Osear wezwałby je na nas, to nie byłoby łatwo.
Samiec pokiwał głową, na znak, że zrozumiał.
- Ale wilk-cień.. Jeśli go nie zwabimy w jakąś zasadzke, to on zawsze będzie sprytniejszy, trzeba go będzie przechytrzyć.
- Mnie zna i zdaje się, że mnie polubił, można to wykorzystać, a także przydałby się ktoś, kto odegrałby scenę, zagadał go jakoś.. Mogłabym przyprowadzić was do niego, jako wilki, które chciałyby dołączyć?
- Sam nie wiem, zapach watahy Renesmee jest zbyt silny, mógłby się domyślić podstępu. - samiec spoglądał w dal, w poważnym zamyśleniu. Podobała mu się myśl o walce, w końcu coś by się działo, ale miał pojęcia, jakiej taktyki powinni użyć.
- Trzeba obmyślić plan, ale powiedz mi tylko Yneryth, czy mogę na Ciebie liczyć?
- Jasne. - odparł krótko. - jeśli zamiast tego miałbym się nadal nudzić, wolę iść z Tobą na akcję wartą zapamiętania.
- Tylko jest jeden problem Yn.
- Jaki?
- Pełnia była wczoraj, więc jutro na pewno będzie ciemna i czarna noc. - spojrzała na niego. - będziemy się mocno wyróżniać.
Samiec uśmiechnął się półgębkiem i odetchnął z ulgą.
- Nic się nie martw, coś wymyślimy, jak dla mnie to nawet lepiej, że nie będzie pełni. Mam też nawet pomysł, kogo możemy ze sobą zabrać.
- Naprawdę? - samica wyraźnie się ożywiła i zamachała ogonem. - Kogo?
Samiec uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.

Yneryth? (Później Noiter)

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1001
Ilość zdobytych PD: 500 + 5% (25 PD)
Obecny stan: 1937