Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Itachi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Itachi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 czerwca 2022

Event Wielkanocny ~ Część artystyczna

 ITACHI & KOTORI

BELIEF

PAWONA

YNERYTH


SININEN

EREDEN

ATREHU


CUAN

SUSLON 

Komentarz: Kochana osóbka może i nie jest członkiem bloga, ale otrzymaliśmy od niego taką prackę ♥ 

niedziela, 10 kwietnia 2022

Od Itachi'ego c.d Copycat ~ Pierwsze kroki

Oprowadziłem waderę po pięknych terenach watahy, trochę też o nich po opowiadałem, to co wiedziałem. Sam byłem nie długo tutaj, wiec nie miałem dużo do gadania. Ostatnie miejsce, jakie jej pokazałem to Plage Sud, była to plaża na południu terenów watahy, akurat zdążyliśmy na zachód słońca. Przepiękne płomienne niebo zachwyciło moje i mojej towarzyszki oczy. Płonęło niczym feniks, który dopiero odrodził się z popiołu.
- Wybacz, że tak mało dziś mówiłem o terenach, lecz sam je jeszcze poznaje. Oraz nie Lubie dużo mówić. - usiadłęm na ciepłym pisaku i zacząłem przeszukiwać piach w poszukiwaniu kamieni.
- Nie szkodzi. Pokazałeś mi wystarczająco.
Wadera usiadła niedaleko wilka, jednak w bezpiecznej odległości, by mu nie przeszkadzać w poszukiwaniach.
- Tu jest pięknie. - westchnęła z zachwytem, wpatrując się w bezbrzeżną wodę przed nią.
- Wiele tu kamyków przepięknych, historycznych i niezrozumiałych dla innych. Dużo można się tu dowiedzieć.
- Z kamieni możesz się czegoś dowiedzieć? - spytała zdziwiona.
Rozejrzała się dookoła i spostrzegła ładny biały kamyk.
- Ten tu ma jakąś historię? - traciła nosem skałę.
Podszedłem bliżej i przyjrzałem się bliżej kamieniowi. Spojrzałem na waderę i powiedziałem.
- Znalazłaś bardzo ciekawy kamień. - odparłem i wziąłem go do pyska, poszedłem znaleźć większy głaz, gdy znalazłem, rzuciłem białym kamieniem o większy i przyniosłem połówkę waderze. Podałem jej do łapy połówkę skały.
Dopiero po chwili wadera zauważyła, że ma otwarty pysk. Czym prędzej go zamknęła i zaczęła uważnie badać kamyk.
- Skąd to tu się wzięło? To wygląda extra! - powiedziała podekscytowana, merdając ogonem.
- Amonit Peryshinctes, wymarły rodzaj dużych amonitów z rzędu Ammonitida, żyjących w okresie jurajskim- odpowiedziałem, patrząc na kamień. - Juta, która trwała od 201 do 145 milionów lat temu. Można by rzec, że trzymasz 145 milion letni kamień. - spojrzałem jej w oczy. Moje usta niestety nie drgnęły z uśmiechu, gdyż nie umiałem tego robić, lecz w środku byłem tak samo, jak ona podekscytowany.
- Niesamowite…tyle lat, tak mało danych, tyle informacji! - Copy spojrzała na niego z podziwem.
- Skąd tyle wiesz o kamieniach?
- Eh... ja. - odparłam i odwróciłem wzrok. - Zawsze byłem inny niż moje rodzeństwo, oni lubili mordować i szpiegować bądź polować. Ja za to lubiłem samotność, wtedy właśnie zacząłem interesować się skałami i kamieniami, poznałem ich mnóstwo i każdy jest wyjątkowy, może nie dla każdego tak będzie, lecz gdy ty wiesz, że kiedyś był wielki, a koło niego stąpały dinozaury, napawa Cię to zainteresowaniem i szacunkiem do nich. - gdy zauważyłem, jak patrzy na mnie, zasłoniłem twarz łapami ze wstydu.

Copycat?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 521


Od Itachi'ego c.d Itami ~ Poszukiwanie Miejsca

- Jesteście bardzo zżyci. - odparłem do samicy. - Musicie się bardzo lubić. - dodałem.
Wadera zrobiła wielkie oczy i przełknęła ślinę.
- Jak już opowiadałam, pochodzimy z jednej watahy. Atrehu to spoko przyjaciel, co tu dużo gadać?
- Rozumiem. - spojrzałem na swój tył. - za niedługo będę mógł chodzić tak ?
- Minęło zaledwie kilka dni od wypadku. - zaśmiała się wadera. - Niestety, do wiosny możesz zapomnieć o chodzeniu.
- Czy mógłbym, chociaż gdzieś indziej przeczekać to... nie lubię przebywać w pobliżu dużej ilości wilków, a w lecznicy dużo ich tu się szwęda...
- Pewnie. Zawsze możemy przenieść cię do zaciemnionej części lecznicy, jeśli tylko tego chcesz. Chociaż radziłabym, jako medyczka, pozostać w oświetlonej części jaskini. Światło słońca dobrze wpływa na samopoczucie pacjentów, poza tym, nie musisz się wstydzić swojego złamania. Tutaj każdy jest w potrzebie.
Gdyby tylko wiedziała jakie załamania mam... Nie każdy ma takie jak ja. Nie chciałbym w nowym miejscu pokazać od razu swoją ciemną stronę.
Złapałem za swoją sakiewkę i wyciągnąłem z niej kamień, a bardziej naszyjnik z kryształem górskim.
- Dobrze... Postaram się wytrzymać tu. - odparłem z niepokojem w głosie.
- Jeśli nie czujesz się dobrze, przebywając w szerszym gronie wilków, możemy cię przenieść. To jutro rano. Nie dam rady przenieść cię sama, na inne łóżko. Musisz wytrzymać. - Wadera, zerknąwszy z ciekawością na naszyjnik z kryształem, dodała. - To jakaś pamiątka po kimś? Jest bardzo piękny.
- Kamień jest od mojej starszej siostry, a resztę zrobiłem sam. - odparłem. - dzięki niemu czuje jakby była przy mnie.
- Solidny kunszt i piękny. A więc miej go przy sobie, jeśli czujesz się z nim dobrze. Normalnie Lonya, na czas leczenia, okazuje zabezpieczać takie drogie kamienie. Wiesz, w trosce o pacjentów, dbamy o to, aby im czegoś nie skradziono. Dlatego trzymaj go przy sobie, nikomu nie pokazuj, dobrze?
- Dobrze. - odparłem i schowałem do sakiewki.
Jeszcze przez chwile rozmawialiśmy, lecz samica musiała już iść. Pożegnałem ją łapą i miło ułożyłem do spania. Nie wiem, kiedy zasnąłem snem głębokim.

~ 3 miesiące później ~
Wyzdrowiałem, by móc chodzić, lecz dostałem zakaz wspinania się po drzewach. Nie wiedziałem, jak miałbym spać na ziemi znów! Chciałem wrócić do spania na drzewach, lecz wymyśliłem cos, dzięki czemu będę mógł. Zbuduje własny hamak! Prace w szukaniu dobrych materiałów, które mnie utrzymają i moje kosztowności było trudne, lecz nie poddawałem się. W międzyczasie myślałem, czy może nie lepiej platformę, by móc mieć miejsce na rzeczy i na spanie. Wiele pomysłów mało czasu. Ah! Zapomniałbym, musiałem się jakoś odwdzięczyć Lonyi oraz Itami za opiekę i leczenie. Poszedłem na poszukiwanie wspaniałych kryształów. Znalazłem opuszczoną jaskinię, wydawała się być głęboka. Stworzyłem swojego klona, który poszedł po grzybki z substancją fluorescencyjną. Mój klon trzymał je w pysku, a ja szedłem za nim, rozglądając się dookoła, szukając kryształów. Lonya miała złociste oczy, więc wybrałem odpowiedni kryształ do jej oczu, za to Itami miała błękitne niczym morska bryza.
Znalazłem po parunastu minutach. Widziałem, że mój klon dłużej się nie utrzyma, więc wziąłem od niego grzyby i odesłałem go. Ruszyłem do wyjścia. Wyplułem grzyby, miały dziwny ohydny posmak.
Poszedłem nad morze, by opłukać kamienie w wodzie i od razu oszlifować je trochę, lecz nie za bardzo by pozostawiły piękny wygląd. Wykombinowałem skórę, by zrobić łańcuszek i ozdobienia. Ruszyłem w stronę lecznicy. Niestety zastałem tam tylko Lonye, więc wręczyłem jej naszyjnik i podziękowałem za opiekę. Ruszyłem przed siebie, nie wiedziałem, gdzie była Itami. Poczułem znajomy zapach, byłem w okolicy jaskini Atrehu. Chciałem się spytać, czy nie widział Itami, lecz zanim się wyłoniłem, zza krzaków usłyszałem głos samicy. Zakradłem się po cichu do krzaków i przez nie zobaczyłem, jak całuje się z Atheru. Postanowiłem wrócić do Lonyi i spytać się, czy by nie przekazała ode mnie prezentu z podziękowaniem dla Itami, gdyż nie mogłem jej znaleźć.
Wadera zgodziła się go wziąć.
Ja poszedłem smętnym krokiem, jak zawsze nad morze, usiadłem daleko od wody i zacząłem szukać kamyki i układać je na kupkach, każde inne. Jedne to bursztyny, drugie to skamieliny, a trzecie zwykłe kamyki. Była jeszcze czwarta kupka z kamykami o niezwykłych barwach.

Itami?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 650
Ilość zdobytych PD: 325
Obecny stan: 325

czwartek, 31 marca 2022

Itachi ~ Walentynkowy szał (Artystyczny) [Event]

PODSUMOWANIE
Nagroda za Event: 800 PD + 40 pkt do wszystkich statystyk
Obecny stan: 800 PD

sobota, 8 stycznia 2022

Od Itachi'ego c.d Itami ~ Poszukiwanie Miejsca

Byłem wdzięczny Itami za płaszcz, był bardzo ciepły i pasował do mojej sakiewki. Gdy udało mi się zasnąć, miałem straszny koszmar. Śniło mi się, że ojciec torturuje siostrę, a brat poszedł na łowy na matkę. Obudziłem się z potem, było wcześnie rano, nie widziałem jeszcze nikogo. Próbowałem się uspokoić, lecz mało to skutkowało. Użyłem mocy i przywołałem swojego klona, on przyniósł mi wodę i pomógł załatwić. Również pomógł mi z umyciem się, na szczęście nie uszkodził przy tym sakiewki ani płaszczu. Przypomniało mi się, że Itami miała "te dni", więc na pewno było jej ciężko. Wiedziałem coś o tym, gdy byłem jeszcze szczeniakiem, byłem ciekawski, wiec pytałem o wszystko swoją siostrę. Wyjaśniła mi, że wtedy kobieta jest nieobliczalna, lecz warto sprawić na jej buzi uśmiech czymś słodkim oraz przytulić. Nie rozumiałem, jak coś słodkiego mogło pomóc... Nigdy nie zrozumiem kobiet. Postanowiłem użyć klona, by przyniósł do czystej misy miód oraz do drugiej jagody tylko jadalne oczywiście. Schowałem je za sobą, by wadera nie widziała ich, jak przyjdzie. Płaszcz klon złożył w kostkę i położył trochę dalej, by się nie ubrudził, gdy już skończył, odwołałem go i położyłem psyk na łapie. Rozmyślałem nad Irmą oraz matką. Gdy nagle usłyszałem głos Itami.
- Hej, jak się spało?
- Ah Itami. - podniosłem łeb, by spojrzeć na nią. - Jest w porządku. - nie chciałem mówić o koszmarze to, był mój problem.
- To dobrze. - odparła i usiadła przy mnie.
- Mam coś Dla Ciebie. - odparłem i przysunąłem łapą zza siebie dwie miski. Jedna z miodem druga z jagódkami.
Wadera spojrzała ze sporym zaskoczeniem na zgromadzone miski pełne tych kuszących dobroci. Uniosła następnie brew, zmierzyła samca dość podejrzliwym wzrokiem.
- Skąd to masz?
Itachi, jakby myślał nad odpowiedzią, odbił oczami od niej na wystający kamień z podłoża jaskini.
- Użyłem mocy... Mogę stworzyć swoją kopię, której kazałem zdobyć to wszystko.
- Noo wiesz... - mruknęła dość zmieszana tą całą sytuacją. - Dziękuję.
~ Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo ratujesz mi życie... - pomyślała i zaczęła zajadać jagody, zmieszane z miodem.
- Może i nie rozumiem u was tych dni i czemu akurat lubicie słodkości i przytulasy wtedy, lecz nie mi to oceniać nie znam się na waderach... - wzdychnąłem i położyłem znów głowę, ciągle miałem myśli gdzieś indziej.
Gdy przełknęła jagódki z miodem, oblizała wargi z osadzonego cukru i spojrzała na basiora.
- Takie już jesteśmy...
Itami podziękowała jeszcze raz basiorowi, zapytała, jak leży na nim jego zasłużona nagroda. Basior kiwnął pozytywnie głową. Wadera jednak zastanawiała się, dlaczego Itachi jest taki... hmmm... nie mogła znaleźć słowa... nieobecny. Jeszcze nigdy nie ujrzała basiora uśmiechniętego.
Kątem oka widziałem, jak na mnie spogląda, więc podniosłem głowę i spojrzałem na nią.
- Coś nie tak ? - zapytałem. - Chcesz tego przytulasa ? - dodałem ciszej.
Z tymi słowy basior doprowadził Itami do kompletnego zdziwienia. Wadera starała się stłumić nieco emocje, ale nie potrafiła powstrzymać swych oczu, które momentalnie wytrzeszczyła. Następnie uniosła kącik ust i spojrzała łagodnie na Itachiego, który nadal spoglądał na nią, jakby nadal proponował jej kontakt. Podeszła więc do niego i wtuliła się w jego szorstkie, ale jakże przyjemne futro. Na dodatek wokół niego roztaczał się przyjemny zapach... jakby lawenda albo lubczyk.
- Myślałem, że będziesz protestować.
- Nie przesadzaj. Przytulasy są tak słodkie. I potrzebne, nawet pacjentom.
- Tak, a dlaczego? - zapytał.
- Jesteśmy już tak zaprogramowani, że w trakcie kontaktu, w naszym organizmie wydziela się hormon, odpowiadający za dobre samopoczucie. Wiesz... mięśnie się rozluźniają, zmniejsza się uczucie stresu, poprawia humor.
- Ah.. - odparłem, moje oczy momentalnie zgasły. Ja nie miałem takiego uczucia, nie czułem szczęścia czy poprawy humoru, czy byłem na coś chory? Może po prostu zepsuty.... - Jeśli masz ochotę, to opowiedz mi o sobie co nieco i Atheru jak dobrze pamiętam jego imię. - odparłem

Itami ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 597
Ilość zdobytych PD: 298
Obecny stan: 540

niedziela, 2 stycznia 2022

Od Itachi'ego c.d Copycat ~ Pierwsze kroki

Szedłem po terenach watahy, ciągle w głowie słyszałem te przeklęte głosy. Znów chciały, bym kogoś skrzywdził, lecz ja nie chciałem. Postanowiłem, znaleźć sobie zajęcie. Znalazłem kilka ciekawych kamyków, więc poszedłem na poszukiwania idealnego znaleziska, zajmowałem wtedy głowę czymś innym niż tymi głosami. Szedłem ścieżką, uważnie patrząc na nią, może na niej będą jakieś ładne kolorowe kamyczki? Niestety myliłem się, nie było żadnego, ale dalej podążałem ścieżką, nie patrząc przed siebie i wokoło. Parę mil od plaży, lecz nagle moje nozdrza wyczuły zapach, zapach mi obcy. Zacząłem iść więc wolniej, nie wiedziałem, czy jest to nowa osoba z watahy, czy może ktoś obcy. Moje instynkty mordercy powoli się aktywowały. Wystawiłem pazury i użyłem swojej mocy klona, by zrobić swoją kopię za danym wilkiem. Usłyszałem krzyk, wtedy wiedziałem, że dany osobnik przestraszył się mnie za sobą i jest skupiony na klonie. Szybko się odwróciłem i z furią w oczach rzuciłem się na wilka. Wilk okazał się szyki, gdyż odskoczył na bok. Stałem naprzeciwko niej najeżony, mój klon również to zrobił, lecz zaczął ją otaczać, by nie miała jak uciec.
- Hej nie szukam kłopotów. - krzyknęła.
Głosy w mojej głowie kazały mi nie słuchać tego, co mówi i zaatakować. Skuliłem się i łapami złapałem się za głowę, wbiłem pazury w nią. Zacisnąłem zęby i cicho mówiłem.
- Przestańcie. Przestańcie.
Podeszła do mnie powoli, nie widziałem jaj wzroku, gdyż skupiłem się na jednym punkcie w ziemi. Usiadła koło mnie.
- Wszystko dobrze? Mogę jakoś pomoc? - zapytała niepewnie.
Szybko wyszukałem ze swojej sakiewki na grzbiecie kamienia, był to kryształ górski. Oplotłem go niegdyś znalezionym drutem i z pozostałości łańcuszka zrobiłem naszyjnik, lecz nigdy go nie zakładałem, gdyż bałem się, że ktoś w walce może to wykorzystać na swoją korzyść. Dlatego trzymałem go w sakiewce zrobionej z króliczej skóry.
Ucałowałem kryształ górski i oplotłem sobie na wysokości łokcia. Wypowiadałem jakieś słowa.
- لطفا اورا، دعای مرا بشنو. صداهای شیطانی را از سرم بیرون کن تا به کسی صدمه نزنم.
"Proszę Aura, wysłuchaj moją modlitwę. Odpędź złe głosy z mojej głowy, bym nie skrzywdził nikogo wokoło"
Wadera odskoczyła w tym i nie wiedziała co zrobić.
- Nie chce Ci nic zrobić! Nie szukam problemów, tylko domu! Nie chcę walczyć.
Gdy kryształ lekko zaświecił, poczułem ulgę, głosy w mej głowie ustały. Wstawałem i spojrzałem mętnym wzrokiem na waderę.- Wybacz.. Nie chciałem, by ktokolwiek widział mnie w tym stanie... - odparłem bez emocji.
Wadera milczała dalej, była przerażona i gotowa do ucieczki, na wszelki wypadek.
- Jest tutaj wataha, może ona będzie twoim domem?
Oczy zaświeciły się wilczycy na wiadomość o watasze, jednak najpierw odpowiedziała basiorowi.
- Nic się nie stało. Jeśli zdenerwowałeś się przeze mnie, to przepraszam.
Czując, że kryzys został zażegnany, usiadła i spojrzała na wilka stojącego przed nią.
- Myślisz, że mogłabym dołączyć? - spytała niepewnie. - Byłabym przeszczęśliwa, ale sama do końca nie wiem, jak działają watahy i dołączanie do nich. - dodała wyraźnie zawstydzona.
- Jak mnie przyjęli to raczej Ciebie również powinni — odparłem. - Mogę zaprowadzić cię pod jaskinie Alfy, jeżeli chcesz

Copycat?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 485
Ilość zdobytych PD: 242
Obecny stan: 242

wtorek, 14 grudnia 2021

Od Itachi'ego c.d Itami ~ Poszukiwanie Miejsca

Odwrócił od samicy pysk, nie chciałem się lepiej poznawać. Nie byłem w tych sprawach za dobry. Tym bardziej, gdy widziałem, jak zachowuje się w stosunku do drugiego wilka, miał imię Atheru. Nie zręcznie się jeszcze czułem, jak mnie badała.
- Ile zajmie wyleczenie mnie ? - zapytałem, odwracając pysk z powrotem do wadery.
- Takie złamanie jest dość poważnym urazem. Myślę, że poleżysz u nas jakieś 4 miesiące.
- To jakieś żarty?! - wrzasnąłem, - Yh. - położyłem pysk na zimnej ziemi.
- Więc co ci strzeliło do głowy, żeby dorosły basior spał na drzewie, jak misiek koala?
- Zawsze śpię na drzewie... Tylko tym razem spałem bez czujności, może dlatego spadłem... - odparłem.
- Wybacz, dla mnie ten argument jest kaleki. Następnym razem pomyśl, zanim zaczniesz znowu zgrywać drzewołaza. - burknęła Itami.
- Spałem tak od urodzenia, nie zmienię miejsca, tylko dlatego, że mogłem przestać chodzić... Czuje się tam bezpieczniej. - mruknąłem.
- Jak to od urodzenia? - zapytała zdziwiona, uniosła brwi wysoko.
- Chowałem się tam przed starszym bratem. - odparłem. - Choć musiałem najpierw się nauczyć wspinać, przyszło mi to łatwo...
Itami usiadła obok, dobierając odpowiednią ilość ziół uśmierzających ból.
- No to teraz czeka cię operacja. W sensie... będziesz mieć nastawianą kość. Czemu chowałeś się przed starszym bratem? Jeśli to nie tajemnica, oczywiście.
Nie lubiłem się zbytnio zwierzać, szczególnie z mojej przeszłości... lecz nie miałem innego pomysłu jak by tu ją zbyć.
- Ojciec uczył nas na zabójców. Ja nie umiałem zabijać, dlatego byłem postrzegany przez ojca i brata za słabą jednostkę i chętnie pozwoliłby bratu mnie zabić.
Nie bardzo rozumiała sensu tego, co mówił basior o swej przeszłości. ~ Myślałam, że zabójcy powinni trzymać się razem, a nie wyznaczać się na tych lepszych i gorszych.
- Rozumiem. Musiało być ci ciężko.
- Było minęło. - przypomniałem sobie wtedy o siostrze, co musi teraz przez nas przeżywać. Zakryłem pysk łapą, by nie było widać łez.
- Hej, co ci jest? - zapytała z nieudawaną troską i podeszła do basiora. Przejechała delikatnie palcami po przedramieniu łapy, którą zakrył swój pysk, aby okazać mu swe zmartwienie. - Będzie dobrze.
Nie wiedziałem, czy żyje, czy jest z nią dobrze. Mogłem tylko mieć nadzieje i modlić się by było dobrze. Wytarłem łapą łzy i spojrzałem na nią.
- Może teraz ty opowiesz coś ze swojego życia? - zapytałem.
- Cóż... - zaczęła dość niepewnie z tego względu, że nie wiedziała, jak zareaguje na fakt, że miała dość ułożone dzieciństwo od niego. - Nigdy nie poznałam swojej mamy, bo umarła przy porodzie, ale przy mnie i przy mojej siostrze, Muiri, zawsze czuwał ojciec. Totalny dowcipniś i luzak, ale też porządny basior. Poznał nową waderę, która urodziła mu syna. Ja i siostra z początku nie mogłyśmy się przyzwyczaić do nowego obiektu zainteresowania naszego taty, więc lekko nas to irytowało, ale potrzebowałyśmy czasu, żeby go zaakceptować.
- Rozumiem. - odparłem i pomyślałem o Matce i Ojczymie. U mnie taka sama sytuacja wystąpiła, lecz ja chciałem dobra matki. Po tym, co przeżyła, zasłużyła na bycie szczęśliwą.
- A potem. - kontynuowała, nadal mieszając coś przy ziołach. Dobieranie proporcji ziół znieczulających wymagało skupienia, więc trudno jej było przywołać pewne wydarzenia. - Nastała zmiana władzy. Niestety na tę gorszą. Mój przyjaciel został wygnany, a gdy Alfa dowiedział się, że miałam z nim jakiekolwiek kontakty, postanowił ulżyć sobie na mnie i mojej rodzinie. Tatę, macochę i rodzeństwo wtrącił do ciemnicy, a mnie... eh... - na samo wspomnienie o tym, zdenerwowanie spotęgowało w niej do tego stopnia, że trzasnęła łapą o stół. Zioła pospadały na ziemię, Itami zaklęła cicho pod nosem. Zerknęła ukosem na przyglądającego się jej basiora.
Nie mogłem ruszać tylnymi częściami, lecz doczołgałem się do niej i pomogłem pozbierać zioła.
- Jeżeli nie chcesz, nie musisz o tym mówić, wiem, że niektóre wspomnienia bolą i trudno o nich wspominać i mówić. - odparłem, podając waderze zioła.
- Itachi, nie ruszaj się! Możesz tylko pogorszyć swoją sytuację! - powiedziała pośpiesznie i pomogła basiorowi ułożyć się w wygodnej dla niego pozycji, ale gdy utkwiła w nim swój wzrok, był całkowicie wyzbyty gniewu. Lśnił w nich natomiast smutek i przygnębienie, a następnie łagodnie musnęła palcami jego policzka. - Każdy miał w swym życiu trudne sprawy. Na tym świecie chyba nie ma wilka, który nie zaznał w życiu cierpienia.
- Tak to prawda, lecz trzeba iść naprzód. Jeśli zatrzymamy się, zostaniemy zabici przez to przez ból wspomnień dawnych. - dodałem do jej wypowiedzi. - I nie musisz się martwić o mnie, nie jednokrotnie miałem coś łamane.
- Muszę. Inaczej Lonya łeb mi urwie. Jesteś teraz pod moją opieką. Spróbuj się zrelaksować. Rozmowa sprawia, że szybko mija czas. Rozmowa pomaga. Więc no... a co z twoją rodziną? Znałeś swoją matkę? Czy wychowywał cię surowy ojciec?
- Znam swoją matkę, lecz nie byłem zbyt do niej przywiązany... wręcz przeciwnie było z siostrą Irmą. Z nią miałem więź porozumienia. Ojciec bardziej szkolił nas na zabójców i morderców, niż wychowywał. Matkę traktował jak inkubator... - zacisnąłem zęby ze złości.
- Ciii, już spokojnie. Nie kochał ją szczerze? Rozumiem. No cóż... - zebrała odpowiednie ilości ziół i przytknęła je basiorowi pod pysk. - Masz, one ci pomogą pokonać ból. Przeżuj je, a potem połknij.
Zgodnie z jej zaleceniami, basior brał po kolei podawane rośliny do ust, choć czynił to niechętnie. - Co się potem z nią stało?
- Mieszka teraz szczęśliwa ze swoim nowym partnerem. - odparłem. - Od wielu lat nie widziałem jej takiej szczęśliwej. - dodałem. - A co z Twoją rodziną ?
- Cóż, jak już mówiłam. Zostali pojmani. Nie jestem pewna, co się z nimi teraz dzieje. Pewnie nadal siedzą w ciemnej jaskini, bez cienia nadziei na lepsze jutro, albo błąkają się na wygnaniu. - Gdy o tym tak mówiła, zaczęła zachodzić w głowę, co tak naprawdę dzieje się z jej rodziną. Mam nadzieję, że jeszcze żyją. ~ szepnęła w myślach z nadzieją.
- Wiem, że Alfa może na takie coś nie przystać, lecz możesz spróbować i spytać się, czy by nie odratowali ich. - oznajmiłem. Nie byłem pewny, jakie reguły tu panują, lecz wydawałoby się, że każdy z każdym jest po przyjacielsku nastawiony.
- Nie jestem tego pewna. Nie chcę angażować watahy w rodzinne sprawy. - odparła dość niepewnie. - I jak? Zioła działają? Czujesz jakiś ból? - dodała, podchodząc do miejsca złamania. Pewnymi ruchami łapy dotykała miejsce stłuczenia, a także próbowała dostać się do okolicy złamania. Zdawała sobie sprawę, że to dla basiora może być niezręczne.
- Niee.... - odparłem, a na mojej twarzy pokazał się wyraźny rumieniec. - Czy mogłabyś mnie tam nie dotykać... ?
- Wybacz, chciałam sprawdzić, czy twój próg bólowy się zmniejszył. To dobrze! - klasnęła w łapy. - Czyli jesteś gotowy na kolejny etap badań!
- Co jaki ? - w moich oczach pojawiło się przerażenie.
Itami spojrzała mu w oczy. Kotłowało się w nich przerażenie i niepewność tego, co będzie dalej.
- Będziemy musieli cię operować. Wybacz Itachi, ale jesteś znieczulony, nic nie poczujesz. Nie będziesz miał prawa czuć, bo jesteś pod wpływem ziół znieczulających, dodatkowo będziesz nieprzytomny. Wiesz... nie będziesz musiał znosić ciężkich chwil operacji. Wszystko będzie dobrze, szybko się z tym uwiniemy. Zobaczysz. Spróbujemy zespolić ci te dwa złamane części za pomocą narzędzi. A potem będziemy musieli unieruchomić ci kończynę.
- Oh przechodziłem już przez takie rzeczy, więc na spokojnie, nie muszę mieć narkozy. - odparłem dumnie, by pokazać, że nie jestem łamagą.
- Nie masz wyjścia. Zjadłeś środek usypiający wraz z tymi ziołami. Wybacz, że nie dałam ci możliwości sprawdzenia swego męstwa. Może innym razem. - Zaśmiała się wesoło medyczka, poklepując go lekko w bark. - Ale dla odważnych są specjalne nagrody.
Itami ujrzała pytający wyraz na pysku basiora, uniósł lekko brew, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło.
- Nic, nic... Za chwilę powinieneś czuć otępienie. Zaraz potem zapadniesz w sen, a ja i Lonya będziemy mogły działać.
-Widać, że nie mam wyjścia. - ułożyłem łeb wygodnie na ziemi. - Będę czekał na nagrodę od razu po przebudzeniu. - spojrzałem na Waderę pustym wzrokiem i zamknąłem oczy. Po paru minutach zasnąłem.

Itami ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1240
Ilość zdobytych PD: 620 + 5% (35 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 655 PD

czwartek, 28 października 2021

Od Itachi'ego c.d Itami/Atheru ~ Poszukiwanie Miejsca

Wadera wydawała się bardzo miłą i ciepłą sobą, lecz nie mogłem wykluczyć, że to tylko pozory. Od małego byłem uczony, by nikomu nie ufać. Miała racje, że przez moje ubrudzone futro mogło, by się wydawać, że coś mi jest.
- Nic mi nie jest, chyba że brud się do tego zalicza — odparłem niewzruszonym tonem.
- Znam miejsce, gdzie możesz spokojnie wziąć kąpiel — zaproponowała.
- Z miłą chęcią skorzystam, nie wypada w takim stanie rozmawiać z Alfą — odparłem.
Doszliśmy w tym czasie do małej rzeczki, dotknąłem lekko łapą wody i była bardzo zimna. Nie miałem wyboru jak w niej wziąć kąpiel. Odłożyłem swój skarb na kamieniu tak, by się nie pomoczył. Wszedłem powoli i zgrabnie do rzeki, mimo iż czułem zimno, nie robiło to żadnego wrażenia, na mnie. Kiedyś kąpałem się w wodzie lodowcowej. Wtedy była ona zimna i umiała wywołać na mojej twarzy przeraźliwy wyraz twarzy. Zacząłem tarzać się w wodzie, by umyć sobie plecy, starałem się jak najdokładniej to zrobić. Gdy już myślałem, że to wszystko zapomniałem o pysku. Zanurzyłem głowę w wodzie i przez chwile nie wyciągałem. Gdy to zrobiłem, zacząłem trzepać się na wszystkie strony, by jako tako wysuszyć futro. Gdy było już lekko wysuszone, zacząłem je łapą układać. W kołtunach przecież nie pójdę. Założyłem znów na plecy skórę zająca i spojrzałem na Waderę, która, podczas gdy brałem kąpiel, cały czas się na mnie patrzyła.
- Możemy ruszać dalej. - odparłem bez uczuć.
- Dobrze. - odparła.
Ruszyliśmy dalej w stronę jaskini Alfy. Jaskinia wydawała się duża i przestronna. Przypominała mi zamek lub twierdzę. Stanąłem przed nią i westchnąłem. Wiedziałem, że czeka mnie rozmowa, a ja dalej nie byłem pewny czy zostać tu.
- Powodzenia. - odparła wadera. - Jeśli chcesz, mogę wejść z Tobą. - uśmiechnęła się miło.
Ja tylko przewróciłem oczami i wszedłem w głąb jaskini. W środku było czuć ciepło, które ogrzewało moje łapy i ciało. Znalazłem się w wielkim pomieszczeniu, było tam dużo siana. Wydawało się, że była to komnata do spania. Miękkie siano wydawało się komfortowe do spania. Zza rogu drugiego korytarza wyszła lekko niższa ode mnie Wadera. Jej futro było szare, łapy wyglądały na bardzo dobrze zbudowane. Przykuły moją uwagę jej wielkie skrzydła o kolorach ognia, również jej grzywka była o tym samym kolorze. Oczy miała koloru zielonego jak wiosenna trawa.
- Dzień Dobry. - odparła. - Jestem Alfą Watahy Renaissance. - dodała.
- Witam. - uchyliłem lekko w dół głowę, by okazać szacunek. - Jestem Itachi, pochodzę z Watahy Kamun.
- Przyszedłeś z propozycją sojuszu? - zapytała i usiadła na miękkim sianie.
- Nie.. Odszedłem stamtąd. Błąkałem się wszędzie po świecie, trafiłem na wasze tereny i znalazła mnie wadera. - moja pamięć mnie nigdy nie zawodzi, więc szybko przypomniałem sobie imię wadery. - Zwała się Itami.
- Ah wiem, która to. - odparła z uśmiechem.
Czemu innym wilkom tak łatwo przychodzi się uśmiechanie? Mi nigdy się nie zdarzyło to. Może dlatego, że nigdy nie czułem szczęścia ? Nie miałem szansy się zastanowić nad tym i rozmyślać, gdyż usłyszałem głos Alfy, przedzierający się przez głosy w mojej głowie.
- Więc czego szukasz na naszych terenach ? - spytała.
- Szczerze nie wiem, szukam swojego miejsca, gdzie mógłbym dożyć starości. Mógłbym jakiś czas zostać tu ? - spytałem.
- Najlepiej by było, gdybyś się określił. - odparła poważnie.
- Rozumiem to nastawienie, możemy się umówić, że Pani da mi trzy dni na zastanowienie się, czy chcę dołączyć. Jeśli nie odejdę, jeśli mi się tu spodoba, zostanę i dołączę. - odparłem.
Alfa chwile się zastanawiała, chyba słowo "Pani" ją trochę speszyło. Niestety ja stałem niewzruszony.
- Dobrze może tak być, widzimy się za trzy dni. - odparła.
- Dziękuje Ci. - ukłoniłem się i wyszedłem.
Promienie światła lekko mnie oślepiły, lecz oczy się od razu przystosowały. Rozejrzałem się i nie zauważyłem, tamtej wadery. Możliwe, że wróciła do obowiązków. Ruszyłem zwiedzać tereny, było to dość łatwe, gdyż tam, gdzie one były, czuć było ślady wilków. Oczywiście za świeżymi śladami nie podążałem, nie chciałem spotkać kogoś innego. Gdy znalazłem jakiś wielki kamień, usiadłem koło niego i zdjąłem z pleców futro. Zacząłem wyrabiać przedmiot. Tak dokładnie to w poprzedniej watasze miałem dwie role mordownie i tworzenie rzeczy z futer, skór i innych materiałów. Nie miałem pojęcia co robie, lecz naszła mnie ochotą na zrobienie naramiennika. Długo mi to zajęło, gdyż aż do zmierzchu, gdy był już gotowy, założyłem i zacisnąłem lekko, by się dopasował. Zacząłem chodzić, by zobaczyć czy nie jest za ciasno. Patrzyłem na moją lewą nogę, gdzie był ów wyrób. Na szczęście pasował, świetnie. Nie miałem gdzie spać, więc wspiąłem się na największe drzewo, bym zmieścił swoje cielsko na gałęzi i położyłem się na plecach. Patrzyłem przez już prawie gołą kopułę drzewa na gwiazdy. Jesień szybko przyszła i szybko pójdzie, zima nadejdzie. Nie martwiłem się tym za bardzo.
Lubiłem zimę, nie było wtedy kwiatów, które drażniły mój nos. Patrząc w niebo na gwiazdy, zastanawiałem się co u matki...co u siostry, czy wszystko w porządku. Byłem też ciekaw, ile będę miał nowych braci i sióstr. Może kiedyś odwiedzę ich, lecz najpierw muszę znaleźć miejsce dla siebie. Czemu musi być to takie trudne. W każdej watasze było tak samo... Wszyscy byli szczęśliwi i radośni, prócz mnie. Tylko ja byłem odrzynkiem, dlatego nie mogłem się odnaleźć w żadnej. Nie umiałem być szczęśliwy, lecz strachu też nie czułem. Gdy stanąłem w obronie matki przed ojcem, nie bałem się oberwać od niego. Szybko zasnąłem z myślą, jak będzie tutaj.
Nie miałem udanej nocy, śniły mi się koszmary związane z tym, że moja siostra Irma i matka zostały zamordowane przez ojca z zemsty tak samo ojczym i moje nienarodzone siostry i bracia. Z przyzwyczajenia owinąłem siebie ogonem i gałąź bym nie spadł. Koszmary trwały cała noc, a ja nie mogłem się obudzić z nich, to było najgorsze. Pod koniec koszmaru był tylko ciemna przestrzeń i ktoś, kto szeptał mi do ucha " zabij... ich.. " oraz " zabij ich wszystkich". Zaczynałem czuć, że wariuje..
Obudziły mnie poranne promienie słońca, strasznie raziły mnie w oczy, więc próbowałem zakryć je ogonem, by dalej móc spać. Zapomniałem, że to on trzymał mnie w równowadze na gałęzi. Szybko spadłem z drzewa, udało mi się na szczęście wylądować na boku, by nie uszkodzić kręgosłupa. Gdy otworzyłem lekko oczy, ujrzałem łapy jakiegoś wilka. Szybko pozbierałem się do kupy i otrzepałem futro z liści.
- Excuse-moi - odparłem

Itami , Atheru :3 ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1008
Ilość zdobytych PD: 504 + 5% (25) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 1437

poniedziałek, 11 października 2021

Od Itachi'ego do Kogoś ~ Poszukiwanie miejsca

~~3 dni przed odejściem~~
Poczułem miłe ciepło, lecz nagle światło przemieściło się na moje oczy. Lekko otworzywszy oczy, spojrzałem czy jest już dzień. Byłem tak zaspany, że nie wiedziałem, jaka jest godzina. Leniwym ruchem podniosłem głowę i rozejrzałem się po jaskini, nie znalazłem tu ani żywej duszy. Spojrzałem w stronę wyjścia i ujrzałem piękną wiosnę. Czułem zapach liści oraz świeżej trawy. Mój nos również wyczuł zapach kwiatów, przy czym od razu kichnąłem. Nie lubiłem tego zapachu, przetarłem łapą nos. Wyciągnąłem się i wstałem na równe łapy. Ani trochę nie chciało mi się ruszać z jaskini, niestety mój brzuch zaprotestował głośnym burczeniem. Mruknąłem pod nosem, by się zamknął, gdy już miałem się odwrócić od wyjścia i zagłębić się gdzieś, gdzie jest miły zimny cień, poczułem zapach krwi, nie była to byle jaka krew była ona lekko przypalona, przez zapach mój brzuch zaczął pożerać siebie ze złości. Byłem zmuszony ruszyć w kierunku pysznego mięsa. Powolnym ruchem kierowałem się za zapachem. Nie obchodziło mnie nic, co się działo wokoło mnie, mimo iż instynkt zachowałem, by w razie pułapki szybko uniknąć zagrożenia, to nie interesowała mnie piękna pogoda i przyroda, jaka mnie otacza. Wyszedłem z lasu na polanę, tam siedział ojczym i piekł lekko jelenia, którego upolował. Szukałem wzrokiem matki, niestety jej nie widziałam. Wiedziałem, że muszę zjeść mój brzuch, nie wytrzymałby dłużej bez jedzenia. Niestety nie chciałem konfrontacji z Joel'em. Od razu zawróciłem do lasu, by mnie nie zauważył. Uknułem plan, by się zakraść jak najbliżej i ukraść trochę jedzenia. Użyłem do tego klona matki. Ona miał odwrócić jego uwagę, a ja zjeść. Mój klon podchodził do niego powoli i z gracją, jak to zawsze robiła moja mama.
- Witaj ukochana. - oznajmił z uśmiechem.
Mimo że chciał dobrze i mieć kontakt ze mną to ja nie mogłem go jakoś zaakceptować. Zakradałem się bezszelestnie do upieczonego mięsa. Mój klon zagadywał basiora. Gdy już miałem wykraść wystarczającą ilość mięsa, by zjeść, nastała cisza. Wiedziałem, że się zorientował, gdyż nawet mój klon nic nie mówił. Przełknąłem cicho ślinę, niestety mój brzuch postanowił mnie wydać. Zaburczał tak, jakby miał zaraz skonać z głodu.
- Itachi? - zapytał, stojąc nade mną z poważną miną.
- Witaj Joel. - odparłem i wstałem od razu, nie chciałem patrzeć mu w oczy, dlatego patrzyłem na zwierzynę.
- Czemu się skradałeś i użyłeś klona, by odwrócić moją uwagę? Przecież wiesz, że traktuję cię jak swojego syna, nie musisz mnie się bać. - odparł.
- Ja... Nie chciałem ci przeszkadzać. - mruknąłem
Wzdychnął i wyrwał duży kawałek udaa jelenia, rzucił mi pod nogi. Nie odparł nic, tylko zaczął przyrządzać dalej mięso. Nie prostowałem jadłem ze smakiem mięso, było przepyszne, że nikt wcześniej w poprzedniej watasze nie pomyślał od podpiekaniu mięsa. Szybko odszedłem, by nie przeszkadzać mu, zapewne też będzie chciał spożyć i zanieść matce.

~~ Dzień odejścia ~~~
Czemu Joel tak bardzo chciał się do mnie zbliżyć, wiem, że może być to spowodowane, że chciał się przypodobać mojej mamie bardziej, albo ona mu kazała, lecz nie potrzebowałem tego. Gdy medytowałem wśród drzew, naszła mnie myśl, czy by nie wrócić do ojca. Wiedziałem, że to będzie się liczyć z tym, że mogą mnie zamordować, lecz została tam osoba dla mnie ważna również jak matka. Irma była starsza ode mnie, lecz zawsze mnie wspierała. Może nie wtedy, gdy ojciec karcił matkę. Każdy się go bał, lecz ja jakoś tego lęku nie miałem. Odkąd pamiętam, nie miałem lęku przed bólem. Mimo że odczuwałem, jak ranił mnie, dlatego że broniłem matki, to nie czułem strachu i bólu. Do niego samego czułem tylko obojętność, lecz jakbym wrócił, to by się Irmie oberwało, mogłaby być narażona, nie mogłem do tego dopuścić. Niestety tu też nie mogłem zostać, nie czułem się tu dobrze. Musiałem znaleźć swoje miejsce na świecie. Nagle usłyszałem szelest krzaków. Nie wyczuwałem zapachem nikogo obcego, dlatego kontynuowałem medytacje. Postać wyłoniła się zza krzaków i stanęła naprzeciwko mnie.
- Itachi. - odparł bardzo delikatny i miły głos, wiedziałem, że należał do mojej matki Kalii.
Otworzyłem oczy powoli by na nią spojrzeć, lecz musiałem uważać, by słońce nie oślepiło moich oczu, musiały się one przyzwyczaić do światła.
- Tak? - zapytałem i wyciągnąłem się, parę godzin w tej samej pozycji robiło swoje.
- Czemu nie dajesz szansy Joel'owi? - zapytała zmartwiona.
- Nie ufam mu. - odparłem i spuściłem głowę. - wiem, że go kochasz i jesteś z nim szczęśliwa, lecz ja nie mogę mu zaufać. - spojrzałem w jej oczy.
- Dlaczego? Jest miły, dobry opiekuńczy i co najważniejsze z własnej inicjatywy, chce się z Tobą zaprzyjaźnić. Może nie chce, byś go nazwał ojcem, ale chce, byście mieli dobre relacje.
- Właśnie dlatego mu nie ufam, od kiedy jakiś obcy wilk chciałby mieć dobre relacje z nie swoim szczeniakiem. - odparłem i odwróciłem się od matki i usiadłem. Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć, nie chciałem, by przeze mnie między nimi było źle.
- Sam nie wiem, czemu nie ufam... -odparłem
Matka podeszła do mnie i usiadła do mnie.
- Rozumiem, lecz i tak ciesze się, że chociaż te parę słów ze sobą wymieniacie. Nie jesteś agresywny do niego i go akceptujesz, to mi wystarczy. - polizała mnie w policzek.
- Dziękuje, to ważne dla mnie, byś była szczęśliwa. - odparłem, dalej mając opanowany wyraz twarzy.
- Itachi chodź ze mną. - odparła i ruszyła w stronę jaskini.
Powoli za nią ruszyłem, nie wiedziałem, co miała mi do powiedzenia, dobra wiadomość? A może przeciwnie... Po kilku minutach zaleźliśmy się przed jaskinią. Czekał tam już Joel, czy to była pułapka matki byśmy się zaprzyjaźnili? Stanąłem w miejscu, nie chciałem dalej iść, mama stanęła koło basiora.
Otarła swój pysk w jego i spojrzała na mnie.
- Musimy ci coś powiedzieć. - odparła z uśmiechem i spojrzała na Joel'a.
- Wiedz, że związek z Twoją matką biorę bardzo na poważnie, kocham ją ponad życie. I przysięgam ci, że nie pozwolę, by ktokolwiek ją skrzywdził, sam też nie podniosę na nią łapy. - powoli zaczął swoją wypowiedź.
- Postanowiliśmy, że założymy rodzinę. Oczywiście, jeżeli chcesz, możesz należeć do niej również, lecz wiem, że mi nie ufasz i nie zmuszam cię do niczego.
Nie rozumiałem nic z tej wypowiedzi. Spojrzałem na matkę, wiedziałem, że zrozumie, co mam na myśli.
- Joel chciał powiedzieć, że jestem brzemienna! - uśmiechnęła się. - Będziesz starszym bratem Itachi. - odparła ze łzami w oczach.
Nagle poczułem dziwne uczucie w brzuchu, niby ciepło, ale jednocześnie czułem, jakbym miał zaraz zemdleć. Chwiałem się na nogach ledwo, lecz postanowiłem usiąść.
- Cieszy mnie to matko. - odparłem i patrzyłem, jak Joel wyciera jej łzy. - Muszę też wam cos powiedzieć...
- Tak? Słuchamy. - odparła Kalia.
- Nie czuje, by tu było moje miejsce, nie chcę, byście się obrazili, lub źle to odebrali, lecz... - nie mogłem dokończyć, te dziwne uczucie rosło w moim brzuchu.
- Rozumiem, że chcesz poszukać swojego miejsca. - odparł Joel.
- Czyli chcesz odejść?! - zdziwiła się matka.
- Tak. - wiedziałem, że ją zasmucę tą wiadomością.
Spojrzeli na siebie, a basior z uśmiechem kiwnął do niej. Po chwili ona również się uśmiechnęła i odkiwnęła mu.
- Rozumiemy to, obyś znalazł swoje miejsce, w którym będziesz czuł się dobrze. - odparła matka i podeszłą do mnie. - Będziemy tęskinić. - polizała mnie w policzek i przytuliła.
Joel również podszedł, wiedział pewnie, że nie chce, by mnie przytulał i tylko podał mi łapę. Gdy matka przestała mnie przytulać pochyliła głowę w moją stronę, ja również to zrobiłem. Dotknęliśmy się czołami i zamknęliśmy oczy. To była nasza tradycja ze starej watahy. Każdy, kto odchodził, by znaleźć miejsce dla siebie, był tak żegnany przez najbliższych.
- Na zawsze. - powiedziałem.
- W naszych sercach. - odparła moja mama.
Gdy wyprostowaliśmy się, spojrzałem na Joel'a.
- Opiekuj się nią i moim rodzeństwem, inaczej nie wybaczę ci. - odparłem i zacząłem odchodzić, lecz zatrzymałem się i odwróciłem łeb dodajac. - Tato.

~~ Teraz ~~
Był to już dwunasty bądź trzynasty dzień wędrówki, nie znalazłem nic poza samotnymi wilkami, oczywiście nie chciałem kłopotów, dlatego omijałem ich, jak mogłem. Zdarzyło się parę razy, że pomogłem komuś, lecz powiedziałem, że chcę przysługę za to. I tak natrafiłem na ślad pewnej watahy. Z tego, co inne wilki mówiły, miała ładne tereny. Mimo iż dla mnie tereny nie miały znaczenia, chciałem się przekonać, jak w niej jest. Czy to będzie miejsce dla mnie, czy może nie? Kolejne dni wędrówki uświadomiły mnie o tym, że nie jadłem od kilku dni. Nie wiedziałem co konkretnie zjeść, na duże zwierzę nie dałbym rady sam zapolować. Aktualnie znajdowałem się na jakimś pustkowiu, na którym nie było trawy. Najlepiej byłoby znaleźć wodę i trawę, tam będzie zwierzyna. Zacząłem węszyć nosem, może jakiś trop złapię. Niestety na próżno to robiłem, mój nos nie wywęszył żadnego zapachu. Szedłem bez konkretnego celu, nie wiedziałem, gdzie mnie łapy zaprowadzą. Byłem tak głodny i odwodniony, że myślałem tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb. Nie zauważyłem, kiedy znalazłem się w pięknym złocistym gaju. Zauważyłem przed sobą sarnę z młodym się przechadzającą. Nie miałem dość siły, by zapolować na, chociażby młodego. Postanowiłem wywęszyć mniejszą zwierzynę. Udało mi się! Znalazłem trop królika. Wiedziałem, że są to bojaźliwe zwierzęta, więc zanim na niego zapolowałem, znalazłem jego norę i ją zatkałem kamieniem. Nie miał już, gdzie się schować. Użyłem swojego klona, by obszedł królika od przodu, wtedy gdy zacząłby uciekać przed nim, wpadłby na moje kły. Plan był prosty i oczywiście zakończył się powodzeniem. Mięso, królika może i nie było wyśmienite jak te, które przyrządził mój ojczym, ale chociaż dawało energię i najedzony brzuch. Skórę królika postanowiłem sobie zostawić, ładnie ją wyczyściłem, byłem spragniony, jak i moje trofeum chciałem umyć w wodzie. Wziąłem w pysk skórę i ruszyłem na poszukiwania wody. Napotkałem wiele małych zwierząt takich jak bażanty czy łasiczki. Niestety szybko się płoszyły. Niekiedy na swej drodze spotykałem różnorodne grzyby, może to dziwne, ale nigdy nie widziałem grzyba na oczy. Zawsze o nich słyszałem, lecz w miejscach, gdzie dorastałem — nie było ich. Słyszałem tylko opowieści o nich, że niektóre są trujące a inne jadalne, lecz najtrudniej je rozróżnić. Postanowiłem nie sprawdzać na własnej skórze tego i z daleka je tylko obserwowałem. W końcu po parunastu minutach poszukiwań znalazłem to, czego szukałem. Mały wodospadzik, pierwszą myślą było wskoczenie do niego. Nie chciałem jednak zabrudzić wody. Moje futro nie było w dobrym stanie, wyglądałem, jakbym był brązowo podpalanym wilkiem. Położyłem z boku łapy futro i nachyliłem się do wody, by się napić. Napełniłem swoje ciało wodą i czułem się o wiele lepiej. Wziąłem więc ponownie skórę i namaczać ja w wodzie potrząsałem lekko, by się wyczyściło. Nagle usłyszałem trzask gałęzi, postawiłem uszy i odwróciłem się w stronę dużych krzaków. Stanąłem przed nimi i zarzuciłem sobie na głowę futro. Wyszczerzyłem kły i warczałem, nie wiedziałem, czy to ktoś obcy, czy jakieś zwierzę. Jednak, gdyby się okazało, że to przeciwnik, któremu nie dam rady, byłem przyszykowany, by uciec.

Ktoś?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1731
Ilość zdobytych PD: 865 + 5% ( 43 PD) za długość powyżej 1000 słówl
Obecny stan: 908

środa, 29 września 2021

Itachi
Może być to skrót imienia lub też przezwisko, jakie zdobył bohater
Płeć: Basior | Wiek: 4 lata | Rasa: Wilk | Ranga: Delta |
Poziom: 2 (953/3100 PD) | Stanowisko: Płatny morderca |
Właściciel: [Howrse]Ross / [Gmail] shiru.wilczek@gmail.com [DC] MARVEL#2968 |