Ciemność i pustka... Czy tak wygląda śmierć? Nie mogłam tego stwierdzić, albowiem żyłam, a utwierdziło mnie w tym przekonaniu lekkie szturchnięcie oraz czyjeś głosy...
- Jesteś pewna, że nie potrzebujemy medyka? - Zapytał wyraźnie nieprzekonany do czegoś męski głos.
- Spokojnie. Zaraz powinna się obudzić. - Oznajmił miły głos o kobiecym brzmieniu. Po chwili znowu mnie szturchnięto, a przez moje myśli przeszło jedno ważne pytanie. ~ Gdzie ja jestem? ~ Otworzyłam oczy, po czym szybko się podniosłam. Zakręciło mi się trochę w głowie, ale to nic. Miałam na wpół rozłożone skrzydła, chcą zwiększyć nieco swoją wielkość, a moja sierść się zjeżyła. Zmarszczyłam lekko nos, tak jak to robiła Lilith, gdy Ezekiel nie zrobił tego, co mu rozkazała.
- Kim jesteście i co tu robię? - Spytałam, a w międzyczasie wyostrzył mi się wzrok na tyle, że byłam w stanie dostrzec, iż stałam pod ścianą jaskini, a od wyjścia oddzielały mnie wilki. Basior o lisim wyglądzie oraz zdecydowanie niższa od niego wadera. Oboje patrzeli na mnie przez dłuższą chwilę, jakby nie bardzo wiedzieli, co mają teraz zrobić. Czułam, jak moje serce waliło jak oszalałe. W pewnym momencie jednak wadera uśmiechnęła się miło i spokojnym głosem powiedziała:
- Jestem Pina, a to... - Przedstawiła się, po czym ogonem wskazała na basiora — To Atrehu. Nie musisz się nas bać. - powiedziała, po czym usiadła, odsuwając się nieco od wyjścia z jaskini, tak, że byłabym w stanie przebiec obok niej, gdybym była tylko nieco silniejsza, to mogłabym bez problemu uciec, na zewnątrz. Nie ukrywam, kusząca propozycja, jednak nie byłam w stanie stwierdzić, co mogłoby się stać, gdy jednak zdecydowali się mnie złapać. Przestałam marszczyć nos i przechyliłam lekko głowę.
- Nie muszę? - Spytałam, na co i basior usiadł. Patrzył na mnie swoimi intrygującymi oczyma. Nie było w nich ani krzty grozy. Przytaknął lekko głową, w odpowiedzi na moje pytanie.
- Athreu Cię znalazł, śpiącą i wyziębioną w lesie. Przyniósł Cię, byś nie zamarzła. - powiedziała poważnie wadera. Przez chwilę patrzyłyśmy sobie prosto w oczy. Byłam w stanie wyczytać z nich szczere współczucie. Widząc to, złożyłam skrzydła, przytulając je ciasno do siebie i również usiadłam.
- Dziękuję. - odpowiedziałam cicho, przenosząc wzrok na podłogę. Słowo, chociaż krótkie i z pozoru proste, było szczere. Przez myśl przeszły mi czarne scenariusze, na których zobrazowanie tylko przeszły mnie ciarki. Nie umknęło to czujnemu oku rudego basiora. Atrehu odezwał się pierwszy raz od dłuższego czasu:
- Dlaczego nie jesteś ze swoją rodziną? Zgubiłaś się? - zapytał. A w jego oczach przez dosłownie ułamek sekundy widziałam zawahanie. ~ Czyżby nie wiedział, jak powinien sformować pytanie? Możliwe. ~ pomyślałam. Milczałam, nie wiedząc, czy chcę odpowiedzieć na to pytanie.
- Zo... - urwałam. Nie byłam w stanie powiedzieć tego na głos. Oczy mi się zaszkliły. Szybko starłam łzy, ale jednocześnie ukryłam pysk pod łapami. - Zostawili mnie. - wyszeptałam, łamiącym się głosem. Nie chciałam płakać, a już szczególnie przy nieznajomych, ale to było silniejsze ode mnie. Niemo szlochałam. Widać było tylko jak moi ciałem, od czasu do czasu wstrząsało, gdy nabierałam gwałtownie powietrza. Pomiędzy łzami wyczułam zmieszanie wilków. Najpewniej nie chcieli wywołać u mnie takiej relacji. Gdzieś w powietrzu padło słowo "biedactwo", a po chwili oba wilki ostrożnie gładziły mnie po plecach, starając się jakoś mnie uspokoić.
Minęło sporo czasu. Skończyły mi się łzy i nie miałam już siły na płacz. Wilki wytrwale siedziały u mego boku, co jakiś czas gładząc mnie, delikatnie i powtarzając "ciii" lub "spokojnie, wszystko się ułoży". W ich głosach faktycznie było coś przekonującego, co dotarło do mnie, dopiero gdy się uspokoiłam. Ostrożnie usiadłam, a wilki lekko się odsunęły. Spojrzały na mnie współczująco, ale milczały w oczekiwaniu na to, co zamierzam zrobić. Spojrzałam na nich. Wahałam się przez chwilę, wstałam i przeszłam kawałek dalej, gdzie usiadłam, po czym odwróciwszy pysk w stronę wilków, powiedziałam:
- Nazwano mnie Shori, choć nie wygrałam walki o miłość rodziców... - zaczęłam, a wyczuwszy roznoszący się po jaskini i okolicy lekki zapach innych wilków, dodałam. - Czy... Mogłabym dołączyć do Waszej watahy?
Minęła noc i nastał poranek od chwili, gdy zadałam pytanie o dołączenie do watahy. Byłam w drodze od Alfy o imieniu Renesme. Pina i jej partner, którego poznałam jeszcze wczorajszego wieczoru, zgodzili się wziąć mnie pod swoją opiekę, za co byłam im wdzięczna. Alfa była równie miło nastawiona co poznane przeze mnie wilki. Podano mi króliczą nogę do zjedzenia oraz wskazano miejsce, gdzie mogłam się napić. Alfa spytała mnie również o to, co chciałabym robić w przyszłości dla watahy. Stwierdziłam, że chcę kroczyć ścieżką militarną i zostałam kadetem, a Atrehu zgłosił się na mojego mentora. Zgodziłam się. Obecnie szłam u boku rudego basiora, który odprowadził ze mną moich nowych rodziców do naszej jaskini, po czym wraz ze mną udał się na oprowadzanie po terenach watahy, w ramach patrolu i pierwszej lekcji.
- Atrehu? - zapytałam niepewnie, znienacka, zatrzymując się na wydeptanej w śniegu ścieżce. Naszły mnie paskudne myśli i obrazy. - Nie zostawicie mnie, prawda? - Spojrzałam na lisiego basiora ze strachem w oczach...
<Atrehu?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 792
Ilość zdobytych PD: 396
Obecny stan: 396
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
niedziela, 19 grudnia 2021
sobota, 18 grudnia 2021
Od Itami cd Itachi/Atrehu ~ Poszukiwanie miejsca
Stała tak przez chwilę nad śpiącym Itachim, biorąc głębokie wdechy i wydechy, jak to mieli w zwyczaju robić medycy i chirurdzy, przed ważną operacją - jednakże ból w podbrzuszu nie bardzo jej w tym pomagał. - jednocześnie przyglądała się wyrazowi pyska śpiącego basiora. Jego twarz zastygła w spokojny i łagodny grymas.
~ Będzie dobrze Itachi, to zaledwie kilka cięć i pozbieramy cię do kupy. - pomyślała. Kiwnęła głową, jakby komuś dawała znak, że jest gotowa, po czym zawołała Lonyę.
- Jesteś gotowa? - spytała starsza medyczka, przygotowując odpowiednie narzędzia chirurgiczne.
- Tak, nawet nie wiesz, jak bardzo. - odparła pewnie Itami.
- I to ja rozumiem. - oznajmiła Lonya.
Z początku wszystko szło gładko, gdy Lonya skalpelem torowała sobie drogę do złamanej kończyny - najbardziej starały się, aby nie uszkodzić najważniejszej tętnicy i poważnych splotów nerwowych, aby nie doprowadzić do niedowładu. Stłuczone mięśnie i inne tkanki dawały swe znaki, przybierając barwę intensywnej czerwieni. Nie wyglądało to dobrze. Krótko mówiąc, był to fatalny widok. Prócz złamanej szyjki, kość udowa wydawała się być pęknięta - Zinterpretowała to Itami po wąskich szramach na powierzchni okostnowej.
~ Itachi, coś ty najlepszego narobił! - miała ochotę wybudzić basiora i wykrzyczeć mu, że jest nieodpowiedzialnym szczeniakiem.
Zgodnie z zasadami, Itami i Lonya spoiły ze sobą złamania, a na pękniętą kość, młodsza medyczka zamontowała specjalny wkład, aby nie doprowadzić do jeszcze większego uszkodzenia w trakcie rehabilitacji.
Gdy nakładały szwy na ranę pooperacyjną, dosłownie kamień spadł z serca Itami, opadając ciężko tyłkiem na ziemię - było jej bardzo gorąco i mimo obecnej zimy, lało się z niej, jak z fontanny. Kolejny, nieznośny efekt okresu, pomyślała z przekąsem.
Po nałożeniu grubego gipsu na kończynę Itachiego, wzięły się do niezbędnego porządkowania stanowiska operacyjnego. Brudne narzędzia do sterylizacji, zużyte waciki do wyrzucenia, a potrzebne leki i zioła zostały schowane do schowka.
~ Powinien za niedługo się obudzić.
W tamtym momencie zorientowała się, że to już wczesne popołudnie. Dosłownie wywaliła oczy na wierzch, gdy zorientowała się, że operacja trwała nieco dłużej niż przypuszczała - w myślach docięła sobie, że musi się jeszcze wiele rzeczy nauczyć.
Później do lecznicy wpadł Atrehu po odpracowaniu swej służby. Ciągnął za sobą upolowaną sarnę, uśmiechając się na widok Itami.
- Muszę czuwać nad pacjentem. - odparła Itami, gdy ten luźno jej zaproponował, czy nie zjadłaby z nim.
- Możecie iść na zaplecze. Twój pacjent jeszcze śpi, a ja mam tylko jednego pacjenta. Spokojnie zjedzcie sobie, tylko zostawicie coś dla mnie. - dodała Lonya ze znaczącym uśmiechem i zniknęła za ścianą. W trakcie posiłku, rozmyślała, co by mogła wręczyć Itachiemu, jako obiecaną nagrodę. Nie wiedziała kiedy, pojawił się obok niej rudy samiec.
- Nad czym tak myślisz? - wyszeptał jej do ucha. Czuła jego oddech, zapach zimna na jego futrze, ale gdy ta się do niego przytuliła, moment pojęła, że jego ciało jest niewiarygodnie ciepłe. Gotów była stwierdzić, że Atrehu ma gorączkę.
- Myślę... - zaczęła, wpatrując się w sarnie futro, a basior zaś kombinował jak mógł, aby zbliżyć się jeszcze bardziej do przyjaciółki.
- Mam! - wyrwała i podniosła się z miejsca, w trakcie, gdy Atrehu próbował złożyć pocałunek na jej policzku. - Atrehu, pomożesz mi zdjąć to futro z sarny?
- Po co ci to? - zapytał, gdy tak oddzielali porządny kawał skóry od mięsa i kości sarny.
- Obiecałam nagrodę dla Itachiego.
- Ah.
Usiadła na chwilę, mając przed sobą świeżo zdjętą skórę. Trzeba ją zakonserwować, to na pewno.
- Myślałam, żeby zrobić... Atrehu, co ty robisz? - zapytała, gdy poczuła, że masywna i mocna łapa basiora delikatnie masuje ją w okolicy powyżej lewego pośladka. Odsunęła się nieznacznie. Basior zrobił zmieszaną minę, ale rumieniec nie schodził mu z policzków.
- Wybacz, tak pięknie pachniesz, Itami.
- To tylko okres, nie przejmuj się. - odparła z figlarnym uśmieszkiem.
- A może zrobimy z tego porządną pościel? - zaproponował przyjaciel. A może kochanek? Sama już nie wiedziała, jak miała tytułować Atrehu. Owszem, nadal gorąco wspominała wydarzenie z jesieni i miała na to wciąż ochotę, ale... Atrehu ma już swoją miłość. Kim by była, gdyby stanęła na drodze, między Tsumi a nim? Zwyczajną szm**ą, dla której nie liczą się uczucia wyższe. Z takim myśleniem, odrzuciła łapę Atrehu, która próbowała dotknąć jej pośladka.
- Przestań! - powiedziała ostro Itami.
- Wybacz.
Westchnęła ciężko. Chciałabym znów poczuć, że Atrehu jest blisko mnie... jak wtedy ~ Pomyślała z żalem. Potrząsnęła głową, odganiając się od natrętnych myśli.
- Albo, stwórzmy dla niego ciepły płaszcz. Znasz się na tym? - zwróciła się do basiora, z miłym dla oka uśmiechem, jakby przed chwilą się nic nie stało.
- Zobaczymy, co da się zrobić. - oznajmił ochoczo basior i wziął się do dzieła. Itami była niezmiernie ciekawa, skąd Atrehu znał się na robotach skórkowych, a musiała przyznać, że szło mu nawet dobrze. Gdy zobaczyła jego dzieło, z wrażenia padła ciężko na zad i zaklaskała mu głośno.
- Dobra robota, przyjacielu!
Przyjacielu? Czy aby na pewno?!- odezwał się pewien głos w jej duszy. Cholera jasna. Znowu wyrzuty sumienia odzywają się, gdy krzyknie, albo zacznie winić swego przyjaciela za niewinne przekomarzanie - cóż, taki już jest i nie miała zamiaru go za to winić.
- Atrehu. Wybacz, że zachowuję się wobec ciebie, jak jędza. Po prostu... eh nieważne. - powiedziała i schyliła głowę nisko. ~ Żałuję, że nie stać mnie na twoje serce. - pomyślała z żalem.
<Atrehu, Itachi?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 828
Ilość zdobytych PD: 414
Obecny stan: 1021 PD
~ Będzie dobrze Itachi, to zaledwie kilka cięć i pozbieramy cię do kupy. - pomyślała. Kiwnęła głową, jakby komuś dawała znak, że jest gotowa, po czym zawołała Lonyę.
- Jesteś gotowa? - spytała starsza medyczka, przygotowując odpowiednie narzędzia chirurgiczne.
- Tak, nawet nie wiesz, jak bardzo. - odparła pewnie Itami.
- I to ja rozumiem. - oznajmiła Lonya.
Z początku wszystko szło gładko, gdy Lonya skalpelem torowała sobie drogę do złamanej kończyny - najbardziej starały się, aby nie uszkodzić najważniejszej tętnicy i poważnych splotów nerwowych, aby nie doprowadzić do niedowładu. Stłuczone mięśnie i inne tkanki dawały swe znaki, przybierając barwę intensywnej czerwieni. Nie wyglądało to dobrze. Krótko mówiąc, był to fatalny widok. Prócz złamanej szyjki, kość udowa wydawała się być pęknięta - Zinterpretowała to Itami po wąskich szramach na powierzchni okostnowej.
~ Itachi, coś ty najlepszego narobił! - miała ochotę wybudzić basiora i wykrzyczeć mu, że jest nieodpowiedzialnym szczeniakiem.
Zgodnie z zasadami, Itami i Lonya spoiły ze sobą złamania, a na pękniętą kość, młodsza medyczka zamontowała specjalny wkład, aby nie doprowadzić do jeszcze większego uszkodzenia w trakcie rehabilitacji.
Gdy nakładały szwy na ranę pooperacyjną, dosłownie kamień spadł z serca Itami, opadając ciężko tyłkiem na ziemię - było jej bardzo gorąco i mimo obecnej zimy, lało się z niej, jak z fontanny. Kolejny, nieznośny efekt okresu, pomyślała z przekąsem.
Po nałożeniu grubego gipsu na kończynę Itachiego, wzięły się do niezbędnego porządkowania stanowiska operacyjnego. Brudne narzędzia do sterylizacji, zużyte waciki do wyrzucenia, a potrzebne leki i zioła zostały schowane do schowka.
~ Powinien za niedługo się obudzić.
W tamtym momencie zorientowała się, że to już wczesne popołudnie. Dosłownie wywaliła oczy na wierzch, gdy zorientowała się, że operacja trwała nieco dłużej niż przypuszczała - w myślach docięła sobie, że musi się jeszcze wiele rzeczy nauczyć.
Później do lecznicy wpadł Atrehu po odpracowaniu swej służby. Ciągnął za sobą upolowaną sarnę, uśmiechając się na widok Itami.
- Muszę czuwać nad pacjentem. - odparła Itami, gdy ten luźno jej zaproponował, czy nie zjadłaby z nim.
- Możecie iść na zaplecze. Twój pacjent jeszcze śpi, a ja mam tylko jednego pacjenta. Spokojnie zjedzcie sobie, tylko zostawicie coś dla mnie. - dodała Lonya ze znaczącym uśmiechem i zniknęła za ścianą. W trakcie posiłku, rozmyślała, co by mogła wręczyć Itachiemu, jako obiecaną nagrodę. Nie wiedziała kiedy, pojawił się obok niej rudy samiec.
- Nad czym tak myślisz? - wyszeptał jej do ucha. Czuła jego oddech, zapach zimna na jego futrze, ale gdy ta się do niego przytuliła, moment pojęła, że jego ciało jest niewiarygodnie ciepłe. Gotów była stwierdzić, że Atrehu ma gorączkę.
- Myślę... - zaczęła, wpatrując się w sarnie futro, a basior zaś kombinował jak mógł, aby zbliżyć się jeszcze bardziej do przyjaciółki.
- Mam! - wyrwała i podniosła się z miejsca, w trakcie, gdy Atrehu próbował złożyć pocałunek na jej policzku. - Atrehu, pomożesz mi zdjąć to futro z sarny?
- Po co ci to? - zapytał, gdy tak oddzielali porządny kawał skóry od mięsa i kości sarny.
- Obiecałam nagrodę dla Itachiego.
- Ah.
Usiadła na chwilę, mając przed sobą świeżo zdjętą skórę. Trzeba ją zakonserwować, to na pewno.
- Myślałam, żeby zrobić... Atrehu, co ty robisz? - zapytała, gdy poczuła, że masywna i mocna łapa basiora delikatnie masuje ją w okolicy powyżej lewego pośladka. Odsunęła się nieznacznie. Basior zrobił zmieszaną minę, ale rumieniec nie schodził mu z policzków.
- Wybacz, tak pięknie pachniesz, Itami.
- To tylko okres, nie przejmuj się. - odparła z figlarnym uśmieszkiem.
- A może zrobimy z tego porządną pościel? - zaproponował przyjaciel. A może kochanek? Sama już nie wiedziała, jak miała tytułować Atrehu. Owszem, nadal gorąco wspominała wydarzenie z jesieni i miała na to wciąż ochotę, ale... Atrehu ma już swoją miłość. Kim by była, gdyby stanęła na drodze, między Tsumi a nim? Zwyczajną szm**ą, dla której nie liczą się uczucia wyższe. Z takim myśleniem, odrzuciła łapę Atrehu, która próbowała dotknąć jej pośladka.
- Przestań! - powiedziała ostro Itami.
- Wybacz.
Westchnęła ciężko. Chciałabym znów poczuć, że Atrehu jest blisko mnie... jak wtedy ~ Pomyślała z żalem. Potrząsnęła głową, odganiając się od natrętnych myśli.
- Albo, stwórzmy dla niego ciepły płaszcz. Znasz się na tym? - zwróciła się do basiora, z miłym dla oka uśmiechem, jakby przed chwilą się nic nie stało.
- Zobaczymy, co da się zrobić. - oznajmił ochoczo basior i wziął się do dzieła. Itami była niezmiernie ciekawa, skąd Atrehu znał się na robotach skórkowych, a musiała przyznać, że szło mu nawet dobrze. Gdy zobaczyła jego dzieło, z wrażenia padła ciężko na zad i zaklaskała mu głośno.
- Dobra robota, przyjacielu!
Przyjacielu? Czy aby na pewno?!- odezwał się pewien głos w jej duszy. Cholera jasna. Znowu wyrzuty sumienia odzywają się, gdy krzyknie, albo zacznie winić swego przyjaciela za niewinne przekomarzanie - cóż, taki już jest i nie miała zamiaru go za to winić.
- Atrehu. Wybacz, że zachowuję się wobec ciebie, jak jędza. Po prostu... eh nieważne. - powiedziała i schyliła głowę nisko. ~ Żałuję, że nie stać mnie na twoje serce. - pomyślała z żalem.
<Atrehu, Itachi?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 828
Ilość zdobytych PD: 414
Obecny stan: 1021 PD
piątek, 17 grudnia 2021
Shori
Chmureczka/Chmurka – od umaszczenia
Płeć: Wadera | Wiek: 2 lata i 6 miesięcy | Rasa: Wilk |
Ranga: Gamma | Poziom: 3 (1709/3200 PD) | Stanowisko: Czujka dzienna | Szpieg
Właściciel: [Doggi]CookieAlpaka / [DG] Wka122#1755 |
Płeć: Wadera | Wiek: 2 lata i 6 miesięcy | Rasa: Wilk |
Ranga: Gamma | Poziom: 3 (1709/3200 PD) | Stanowisko: Czujka dzienna | Szpieg
Właściciel: [Doggi]CookieAlpaka / [DG] Wka122#1755 |
Autor: CookieAlpaka - art należy do właściciela wilka
czwartek, 16 grudnia 2021
Od Niko ~ Mała wielka jednostka cz.1
Dni mijały, a Niko wciąż myślał o Sone, która odeszła. Dlaczego postanowiła to zrobić? Nie chciała już się nim zajmować? Miała go dość? Wszelkie złe myśli krążyły po jego główce i z trudem odpędzał je, by nie przejmować się sytuacją, w jakiej został postawiony. Odkąd został oddany w łapy Rene, nie opuszczał jej jaskini. Bał się nowego miejsca, nowych wilków i tego, co czeka go gdy tylko ktoś spuści z niego oko. Jak to miał w już w zwyczaju, martwił się na zapas. W jaskini miał swoje ulubione miejsce. Był to niewielki, ale ciepły kąt, w którym zazwyczaj leżał, gdy tylko Rene opuszczała swoje lokum. Niko nie przepadał za byciem sam, bał się samotności i braku kogoś przy sobie, lecz na szczęście nigdy nie został całkiem sam. W jaskini mieszkała jeszcze jedna istota. Renesmee mówiła jej Vaim. Był to śmiesznie wyglądający duszek, który zawsze latał po całej powierzchni jaskini. Cieszył się i okazywał radość codziennie w różnych sytuacjach. Niko żałował, że nie był na tyle odważny, by rozpocząć z nim zabawę. Dostrzegał owe chęci u istoty, lecz nieśmiałość sprawiała, że szczeniak grzecznie dziękował i przepraszał. Mimo odmowy Vaim kładła się niedaleko i spoglądała na niego swoim dużymi, święcącymi oczkami.
Tego dnia Renesmee znów przygotowywała się, by wyruszyć na patrol. Jednak dziś jej zazwyczaj rutynowy poranek wyglądał nieco inaczej. Gdy zakończyła spożywanie posiłku, spojrzała na Niko z uśmiechem.
- Może dziś wyruszysz razem ze mną Niko? Poznasz nieco okolicę. - jej głos był ciepły i zdecydowanie zachęcał do opuszczenia dobrze już znanego Niko miejsca. Samiec wahał się, lecz spokojny wyraz pyska starszej samicy udzielił się młodemu wilkowi. Serce uspokoiło się i Niko przystanął na propozycję Alfy. Gdy zbliżyli się do wyjścia, samczyk zatrzymał się z zachwytu. Tereny otaczające jaskinię były pokryte grubą warstwą białego puchu. Krajobraz stawał się w ten sposób niezwykle magiczny i fascynujący. Wadera stanęła tuż obok i z uśmiechem spoglądała na zahipnotyzowanego basiorka.
- Niezwykły widok, prawda?
- Pierwszy raz widzę coś takiego. - odparł zachwycony. Gdy położył łapę na śniegu, cofnął ją, czując zimno. Zaskoczony spojrzał na Rene, która rozczulona uśmiechała się, a w duchu coraz bardziej żałowała, że wcześniej nie opiekowała się szczeniakami.
- To jest śnieg. Niezwykle zimny, ale sprawia, że świat nabiera nowego piękna.
- Jest bezpieczny?
- Nie masz się czego bać Niko. Jestem przy tobie, więc nic ci nie grozi, ale nie możesz się oddalić, dobrze?
- Dobrze. - odparł i posłusznie skinął głową. Wadera wyszła, a jej łapy zetknęły się z puchem. Jej śladami podążył malec, który z początku lekko krzywił pyszczek, jednak po chwili przyzwyczaił się do nowego odczucia. Szli razem przez tereny. Niko czasem był zmuszony skakać przez wielkie dla niego zaspy śniegu. Rene zaproponowała mu pomoc, z której chętnie skorzystał. Z jej grzbietu Niko mógł skupić się na krajobrazie. Dodatkowo odczuwał ciepło płynące ze skrzydeł alfy. Zaciekawiło go to, lecz nie był pewny, czy zadanie pytania na ich temat, będzie odpowiednie. Po chwili zrezygnował i dalej przyglądał się drzewom, ziemi i skałom. Wszystko wyglądało inaczej, wręcz bajkowo. Wreszcie dotarli do terenów, które były nieco mniej zaśnieżone. Tam Niko mógł swobodnie iść na własnych łapkach. Czasem zdarzyło się, że potknął się o skrzydła, lecz szybko wstawał i truchtem gonił Rene, by jej nie zgubić. Pamiętał także jej prośbę o nieoddalanie się. Zatrzymali się przy jaskini medycznej, tam Niko zauważył dwóch samców, którzy zdawali się ciągle chodzić w kółko. Jednego z nich kojarzył, ponieważ czasem przychodził do Renesmee. Raz także przybył do Niko, by obejrzeć go i upewnić się, że jest zdrowy.
- Tao, wszystko w porządku? - spytała Rene wchodząc do środka. Niko niepewnie ruszył za nią.
- Tak, tak. Po prostu przekładamy zioła i nie mogliśmy zorientować się, gdzie niektóre leżą. - odparł skrzydlaty basior. Po chwili zauważył także jej małego towarzysza.
- Witaj Niko. - odparł, pochylając się, by jego pysk znalazł się na wysokości pyszczka szczeniaka. Niko milczał niepewny, lecz po chwili nieco się przemógł i zdołał odpowiedzieć starszemu.
- Dzień dobry.
- Jest dziś dosyć zimno, prawda? - Niko skinął w odpowiedzi jedynie pyszczkiem. Dorosłe wilki zaczęły rozmowę, a niezbyt zainteresowany nią Niko, zaczął rozglądać się wokół. Spoglądając na wyjście z jaskini, zauważył, że na zewnątrz zaczęły zbierać się ptaszki o żółtych brzuchach. Zaciekawiony zbliżył się do wyjścia, jednak nie opuszczał jaskini. Przysiadł na skraju jej wyjścia i z uśmiechem patrzył na grupkę sikorek, które latały i szukały pokarmu dla siebie. Niekiedy szczeniakowi zdawało się, że owe skrzydlate stworzonka tańczą na śniegu i pozostawiają na nim swoje ślady. Niestety śnieg, który zsunął się z jaskini, wystraszył je. Basiorek nieco zawiedziony wrócił do rozmawiających wilków. Gdy przysiadł obok łapy Rene, rozmowa zdawała się dobiec końca.
- W takim razie wołaj mnie, gdy tylko pojawią się jakieś problemy. - odparła wadera i spojrzała na szczeniaka z uśmiechem. - Jeśli chcesz, możesz zostać u Tao. - odpowiedziała. Niko wahał się, lecz ostatecznie skinął głową. Renesmee pożegnała się z kuzynem i ruszyła do wyjścia. Wtem myśl zawitała w głowie Niko, powodując, że samczyk podbiegł szybko do wadery i wtulił się w jej łapę. Zaskoczona alfa spojrzała na niego z troską.
- Coś się stało Niko?
- Wrócisz po mnie, prawda? - spytał z nadzieją. Samica uśmiechnęła się czule.
- Oczywiście Niko. Opiekuję się tobą i obiecuję, że wrócę w okamgnieniu. W tym czasie możesz popatrzeć na pracę medyka. Tarou z chęcią ci o wszystkim opowie, prawda? - odparła, a medyk, który usłyszał jej słowa, przytaknął z uśmiechem.
Wadera odeszła, a Tarou zbliżył się do Niko, który ciągle za nią spoglądał.
- Spokojnie Niki, wróci po ciebie. Nie musisz się martwić. - zapewnił go. Szczeniak wstał i spojrzał na niego. Tao zaproponował, by weszli głębiej, gdzie będzie cieplej. Tam medyk zaczął pokazywać i tłumaczyć jasno dla szczeniaka, czym tak naprawdę się zajmuje. Mimo początkowej niepewności Niko słuchał, a z czasem zaczął się niezwykle interesować jego słowami. Rozważał każde z nich, myślał nad różnymi sytuacjami. Najbardziej podobał mu się moment, w którym Tarou zaczął opowiadać szczeniakowi, o niektórych przypadkach pacjentów. Szczeniak domyślił się, że niektóre historie były zmyślone, gdyż trudno uwierzyć w to, że wilk został ugryziony przez wiewiórkę i razem z nią przyszedł do medyka. W tym czasie młody basior poznał także zielarza Bai Langa, który towarzyszył Tarou w pracy. Czas w towarzystwie dwóch basiorów szybko mijał. Nim Niko zdołał się obejrzeć, alfa wróciła. Na jej widok szczeniak zaszczekał z radości i natychmiast podbiegł do jej łap. Zaczął się w nie wtulać, a Rene z uśmiechem zaczęłam lizać go po pyszczku. Podziękowała kuzynowi za opiekę nad nim. Wolnym krokiem razem z Niko zaczęła wracać do domu. Szczeniak zachęcony przez nią, zaczął opowiadać jej o tym, co usłyszał od „wujka”. Rene z uśmiechem słuchała go uważnie i czasem dopytywała o szczegóły. W duchu była wdzięczna bogom za tak wspaniały dar, którym stał się dla niej mały Nikuś.
Cdn.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1096
Ilość zdobytych PD: 548 PD + 5% (27) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 575 PD
Tego dnia Renesmee znów przygotowywała się, by wyruszyć na patrol. Jednak dziś jej zazwyczaj rutynowy poranek wyglądał nieco inaczej. Gdy zakończyła spożywanie posiłku, spojrzała na Niko z uśmiechem.
- Może dziś wyruszysz razem ze mną Niko? Poznasz nieco okolicę. - jej głos był ciepły i zdecydowanie zachęcał do opuszczenia dobrze już znanego Niko miejsca. Samiec wahał się, lecz spokojny wyraz pyska starszej samicy udzielił się młodemu wilkowi. Serce uspokoiło się i Niko przystanął na propozycję Alfy. Gdy zbliżyli się do wyjścia, samczyk zatrzymał się z zachwytu. Tereny otaczające jaskinię były pokryte grubą warstwą białego puchu. Krajobraz stawał się w ten sposób niezwykle magiczny i fascynujący. Wadera stanęła tuż obok i z uśmiechem spoglądała na zahipnotyzowanego basiorka.
- Niezwykły widok, prawda?
- Pierwszy raz widzę coś takiego. - odparł zachwycony. Gdy położył łapę na śniegu, cofnął ją, czując zimno. Zaskoczony spojrzał na Rene, która rozczulona uśmiechała się, a w duchu coraz bardziej żałowała, że wcześniej nie opiekowała się szczeniakami.
- To jest śnieg. Niezwykle zimny, ale sprawia, że świat nabiera nowego piękna.
- Jest bezpieczny?
- Nie masz się czego bać Niko. Jestem przy tobie, więc nic ci nie grozi, ale nie możesz się oddalić, dobrze?
- Dobrze. - odparł i posłusznie skinął głową. Wadera wyszła, a jej łapy zetknęły się z puchem. Jej śladami podążył malec, który z początku lekko krzywił pyszczek, jednak po chwili przyzwyczaił się do nowego odczucia. Szli razem przez tereny. Niko czasem był zmuszony skakać przez wielkie dla niego zaspy śniegu. Rene zaproponowała mu pomoc, z której chętnie skorzystał. Z jej grzbietu Niko mógł skupić się na krajobrazie. Dodatkowo odczuwał ciepło płynące ze skrzydeł alfy. Zaciekawiło go to, lecz nie był pewny, czy zadanie pytania na ich temat, będzie odpowiednie. Po chwili zrezygnował i dalej przyglądał się drzewom, ziemi i skałom. Wszystko wyglądało inaczej, wręcz bajkowo. Wreszcie dotarli do terenów, które były nieco mniej zaśnieżone. Tam Niko mógł swobodnie iść na własnych łapkach. Czasem zdarzyło się, że potknął się o skrzydła, lecz szybko wstawał i truchtem gonił Rene, by jej nie zgubić. Pamiętał także jej prośbę o nieoddalanie się. Zatrzymali się przy jaskini medycznej, tam Niko zauważył dwóch samców, którzy zdawali się ciągle chodzić w kółko. Jednego z nich kojarzył, ponieważ czasem przychodził do Renesmee. Raz także przybył do Niko, by obejrzeć go i upewnić się, że jest zdrowy.
- Tao, wszystko w porządku? - spytała Rene wchodząc do środka. Niko niepewnie ruszył za nią.
- Tak, tak. Po prostu przekładamy zioła i nie mogliśmy zorientować się, gdzie niektóre leżą. - odparł skrzydlaty basior. Po chwili zauważył także jej małego towarzysza.
- Witaj Niko. - odparł, pochylając się, by jego pysk znalazł się na wysokości pyszczka szczeniaka. Niko milczał niepewny, lecz po chwili nieco się przemógł i zdołał odpowiedzieć starszemu.
- Dzień dobry.
- Jest dziś dosyć zimno, prawda? - Niko skinął w odpowiedzi jedynie pyszczkiem. Dorosłe wilki zaczęły rozmowę, a niezbyt zainteresowany nią Niko, zaczął rozglądać się wokół. Spoglądając na wyjście z jaskini, zauważył, że na zewnątrz zaczęły zbierać się ptaszki o żółtych brzuchach. Zaciekawiony zbliżył się do wyjścia, jednak nie opuszczał jaskini. Przysiadł na skraju jej wyjścia i z uśmiechem patrzył na grupkę sikorek, które latały i szukały pokarmu dla siebie. Niekiedy szczeniakowi zdawało się, że owe skrzydlate stworzonka tańczą na śniegu i pozostawiają na nim swoje ślady. Niestety śnieg, który zsunął się z jaskini, wystraszył je. Basiorek nieco zawiedziony wrócił do rozmawiających wilków. Gdy przysiadł obok łapy Rene, rozmowa zdawała się dobiec końca.
- W takim razie wołaj mnie, gdy tylko pojawią się jakieś problemy. - odparła wadera i spojrzała na szczeniaka z uśmiechem. - Jeśli chcesz, możesz zostać u Tao. - odpowiedziała. Niko wahał się, lecz ostatecznie skinął głową. Renesmee pożegnała się z kuzynem i ruszyła do wyjścia. Wtem myśl zawitała w głowie Niko, powodując, że samczyk podbiegł szybko do wadery i wtulił się w jej łapę. Zaskoczona alfa spojrzała na niego z troską.
- Coś się stało Niko?
- Wrócisz po mnie, prawda? - spytał z nadzieją. Samica uśmiechnęła się czule.
- Oczywiście Niko. Opiekuję się tobą i obiecuję, że wrócę w okamgnieniu. W tym czasie możesz popatrzeć na pracę medyka. Tarou z chęcią ci o wszystkim opowie, prawda? - odparła, a medyk, który usłyszał jej słowa, przytaknął z uśmiechem.
Wadera odeszła, a Tarou zbliżył się do Niko, który ciągle za nią spoglądał.
- Spokojnie Niki, wróci po ciebie. Nie musisz się martwić. - zapewnił go. Szczeniak wstał i spojrzał na niego. Tao zaproponował, by weszli głębiej, gdzie będzie cieplej. Tam medyk zaczął pokazywać i tłumaczyć jasno dla szczeniaka, czym tak naprawdę się zajmuje. Mimo początkowej niepewności Niko słuchał, a z czasem zaczął się niezwykle interesować jego słowami. Rozważał każde z nich, myślał nad różnymi sytuacjami. Najbardziej podobał mu się moment, w którym Tarou zaczął opowiadać szczeniakowi, o niektórych przypadkach pacjentów. Szczeniak domyślił się, że niektóre historie były zmyślone, gdyż trudno uwierzyć w to, że wilk został ugryziony przez wiewiórkę i razem z nią przyszedł do medyka. W tym czasie młody basior poznał także zielarza Bai Langa, który towarzyszył Tarou w pracy. Czas w towarzystwie dwóch basiorów szybko mijał. Nim Niko zdołał się obejrzeć, alfa wróciła. Na jej widok szczeniak zaszczekał z radości i natychmiast podbiegł do jej łap. Zaczął się w nie wtulać, a Rene z uśmiechem zaczęłam lizać go po pyszczku. Podziękowała kuzynowi za opiekę nad nim. Wolnym krokiem razem z Niko zaczęła wracać do domu. Szczeniak zachęcony przez nią, zaczął opowiadać jej o tym, co usłyszał od „wujka”. Rene z uśmiechem słuchała go uważnie i czasem dopytywała o szczegóły. W duchu była wdzięczna bogom za tak wspaniały dar, którym stał się dla niej mały Nikuś.
Cdn.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1096
Ilość zdobytych PD: 548 PD + 5% (27) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 575 PD
środa, 15 grudnia 2021
Od Naharysa c.d Nabi ~ Na jedno kopyto
~ A niech mnie... a żeby mnie kulawa zebra kopnęła, albo garbate wszy oblazły... - pomyślał Naharys, karcąc się jednocześnie w duchu. Jak mógł tego nie zauważyć? Matowe oczy, głąbie! No tak, że też wcześniej tego nie spostrzegł. W pewnym momencie, serce basiora wstrząsnęło żalem do wadery, która wydawała się mu tak sympatyczna z pyszczka i charakteru. Teraz spoglądała na niego lekko przymrużonymi oczami z łagodnie kreślącym się uśmiechem. Oczywiście śledziła go wzrokiem, gdy wydawał jakiś dźwięk, ale... trudno mu było opisać wstyd, jaki teraz czuł.
- Ja... nie wiedziałem, że ty... jesteś niewidoma. Jak to się stało? - zapytał Naharys.
- To przez groźną chorobę. - odparła. Exan wyczuł w głosie, że nie bardzo ma ochotę o tym wspominać. gruncie rzeczy, kto chciałby poruszać temat czegoś, przez co nie wie się nawet, z kim się ma w tej chwili do czynienia. A gdy przeczesywał w pamięci pewne wydarzenia i zrozumiał już, że odpowiedź na słowa basiora o zmianie sierści po zapadnięciu zmierzchu, nie było aktem niedowierzania, lecz pewnej niemożliwości.
- Przykro mi z tego powodu.
- Nie ma czego. Chodzę, żyję, oddycham i funkcjonuję, jak inni. Daję sobie radę.
- W to nie wątpię - oznajmił basior. - To jak? Gdzie chciałabyś się wybrać?
- Hmm, a gdzie proponujesz?
- Cóż... może pójdziemy nad wodospad, który jest całkiem ciekawym miejscem.
- Niech zgadnę. Wodospad życzeń?
Jakby czytała w mej głowie ~ mruknął w myślach i uśmiechnął się łagodnie.
- Dokładnie tam.
W trakcie zimy, miejscówka przez nich zwiedzona, nie wyglądała tak samo, jak wiosną. Była jeszcze bardziej cudna. Zlodowaciała woda, niczym błękitna ściana, ostała się w korycie, lśniąc w blasku księżyca. Woda pod grubą warstwą lodu wydawała się taka ciemna i nieruchoma.
~ Czego mógłbym sobie życzyć? - pomyślał przez chwilę. Niczego mi nie brakuje. Mam kochającą przybraną siostrę, związek z Piną wyśmienicie się mi układał, a za niedługo zima przez moc natury, ustąpi wiośnie. Pytanie było teraz następujące. Czego życzyła sobie Nabi? Co było jej takim najskrytszym marzeniem.
Mocą mroku rozerwał grubą powłokę lodu na drobne kawałki, a woda zaś zachlupotała charakterystycznie. Następnie podał waderze kamyk do łapy.
- Czego ty sobie życzysz? - zapytał i zachęcająco zacisnął jej palce na zimnym, pokrytym szronem kamyku. Na początku niewidoma wadera stała w bez ruchu, oczy wbiła w nieznany punkt przed sobą, jakby zastanawiała się nad życzeniem. Naharys usiadł i cierpliwie, zamiatając od czasu do czasu śnieżne podłoże swym puchatym, czarnym ogonem. Po chwili matowe oczy wadery drgnęły i wrzuciła kamyk do przerębla, który z donośnym pluskiem, zniknął w mrocznej otchłani lodowatej wody.
- I jak? - spytał po chwili. - Czego sobie zażyczyłaś?
- Nie mogę powiedzieć. - odparła półszeptem Nabi. - Inaczej się nie spełni.
- Wybacz. Zgłodniałaś?
- Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę.
Naharys przytaknął ochoczo, po czym wbiwszy wzrok swych złotych oczu, zastanawiał się nad tematem, którym mógłby uraczyć waderę. Jednakże ta była szybsza od basiora, bo zapytała.
- Urodziłeś się w tej watasze?
- Nie. Moja rodzinna wataha znajduje się daleko na północy. Tam, gdzie panuje surowy klimat, gdzie nie każdy jest w stanie wytrzymać jego warunków. Teren jest bogaty w lasy i góry... w sensie, są tam lasy skaliste, które są niebezpieczne ze względu na sporadyczne lawiny, dlatego charakterystyczne są tam zawalone drzewa, ale najwspanialsze są tam fiordy. Z nich możesz obserwować morski bezkres. Nie przynudzam?
- Nie, nie. Mów dalej, słucham cię uważnie.
- Moja wataha słynie z wojowniczości i ceni sobie odwagę, honor i rodzinę. Tam nikt nie zostawi kogoś w potrzebie... cóż, brzmi jak piękna utopijna bajka, ale to prawda. Rodzina przede wszystkim jest dla nas najważniejsza.
- Bardzo ciekawą masz watahę, Naharys.
- Przyjaciele mówią mi Exan. Ty też możesz mi tak mówić.
- Czyli już zapisałeś mnie na liście przyjaciół? - zapytała zaskoczona wadera.
- A czemu nie? Jest jakiś powód, dla którego nie powinienem tego czynić?
- Znamy się zaledwie chwilę. - mruknęła, rysując coś łapą w śniegu.
- To może teraz ty opowiesz coś o sobie?
<Nabi?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 621
Ilość zdobytych PD: 310 PD
Obecny stan: 1844 PD
- Ja... nie wiedziałem, że ty... jesteś niewidoma. Jak to się stało? - zapytał Naharys.
- To przez groźną chorobę. - odparła. Exan wyczuł w głosie, że nie bardzo ma ochotę o tym wspominać. gruncie rzeczy, kto chciałby poruszać temat czegoś, przez co nie wie się nawet, z kim się ma w tej chwili do czynienia. A gdy przeczesywał w pamięci pewne wydarzenia i zrozumiał już, że odpowiedź na słowa basiora o zmianie sierści po zapadnięciu zmierzchu, nie było aktem niedowierzania, lecz pewnej niemożliwości.
- Przykro mi z tego powodu.
- Nie ma czego. Chodzę, żyję, oddycham i funkcjonuję, jak inni. Daję sobie radę.
- W to nie wątpię - oznajmił basior. - To jak? Gdzie chciałabyś się wybrać?
- Hmm, a gdzie proponujesz?
- Cóż... może pójdziemy nad wodospad, który jest całkiem ciekawym miejscem.
- Niech zgadnę. Wodospad życzeń?
Jakby czytała w mej głowie ~ mruknął w myślach i uśmiechnął się łagodnie.
- Dokładnie tam.
W trakcie zimy, miejscówka przez nich zwiedzona, nie wyglądała tak samo, jak wiosną. Była jeszcze bardziej cudna. Zlodowaciała woda, niczym błękitna ściana, ostała się w korycie, lśniąc w blasku księżyca. Woda pod grubą warstwą lodu wydawała się taka ciemna i nieruchoma.
~ Czego mógłbym sobie życzyć? - pomyślał przez chwilę. Niczego mi nie brakuje. Mam kochającą przybraną siostrę, związek z Piną wyśmienicie się mi układał, a za niedługo zima przez moc natury, ustąpi wiośnie. Pytanie było teraz następujące. Czego życzyła sobie Nabi? Co było jej takim najskrytszym marzeniem.
Mocą mroku rozerwał grubą powłokę lodu na drobne kawałki, a woda zaś zachlupotała charakterystycznie. Następnie podał waderze kamyk do łapy.
- Czego ty sobie życzysz? - zapytał i zachęcająco zacisnął jej palce na zimnym, pokrytym szronem kamyku. Na początku niewidoma wadera stała w bez ruchu, oczy wbiła w nieznany punkt przed sobą, jakby zastanawiała się nad życzeniem. Naharys usiadł i cierpliwie, zamiatając od czasu do czasu śnieżne podłoże swym puchatym, czarnym ogonem. Po chwili matowe oczy wadery drgnęły i wrzuciła kamyk do przerębla, który z donośnym pluskiem, zniknął w mrocznej otchłani lodowatej wody.
- I jak? - spytał po chwili. - Czego sobie zażyczyłaś?
- Nie mogę powiedzieć. - odparła półszeptem Nabi. - Inaczej się nie spełni.
- Wybacz. Zgłodniałaś?
- Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę.
Naharys przytaknął ochoczo, po czym wbiwszy wzrok swych złotych oczu, zastanawiał się nad tematem, którym mógłby uraczyć waderę. Jednakże ta była szybsza od basiora, bo zapytała.
- Urodziłeś się w tej watasze?
- Nie. Moja rodzinna wataha znajduje się daleko na północy. Tam, gdzie panuje surowy klimat, gdzie nie każdy jest w stanie wytrzymać jego warunków. Teren jest bogaty w lasy i góry... w sensie, są tam lasy skaliste, które są niebezpieczne ze względu na sporadyczne lawiny, dlatego charakterystyczne są tam zawalone drzewa, ale najwspanialsze są tam fiordy. Z nich możesz obserwować morski bezkres. Nie przynudzam?
- Nie, nie. Mów dalej, słucham cię uważnie.
- Moja wataha słynie z wojowniczości i ceni sobie odwagę, honor i rodzinę. Tam nikt nie zostawi kogoś w potrzebie... cóż, brzmi jak piękna utopijna bajka, ale to prawda. Rodzina przede wszystkim jest dla nas najważniejsza.
- Bardzo ciekawą masz watahę, Naharys.
- Przyjaciele mówią mi Exan. Ty też możesz mi tak mówić.
- Czyli już zapisałeś mnie na liście przyjaciół? - zapytała zaskoczona wadera.
- A czemu nie? Jest jakiś powód, dla którego nie powinienem tego czynić?
- Znamy się zaledwie chwilę. - mruknęła, rysując coś łapą w śniegu.
- To może teraz ty opowiesz coś o sobie?
<Nabi?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 621
Ilość zdobytych PD: 310 PD
Obecny stan: 1844 PD
wtorek, 14 grudnia 2021
Od Itachi'ego c.d Itami ~ Poszukiwanie Miejsca
Odwrócił od samicy pysk, nie chciałem się lepiej poznawać. Nie byłem w tych sprawach za dobry. Tym bardziej, gdy widziałem, jak zachowuje się w stosunku do drugiego wilka, miał imię Atheru. Nie zręcznie się jeszcze czułem, jak mnie badała.
- Ile zajmie wyleczenie mnie ? - zapytałem, odwracając pysk z powrotem do wadery.
- Takie złamanie jest dość poważnym urazem. Myślę, że poleżysz u nas jakieś 4 miesiące.
- To jakieś żarty?! - wrzasnąłem, - Yh. - położyłem pysk na zimnej ziemi.
- Więc co ci strzeliło do głowy, żeby dorosły basior spał na drzewie, jak misiek koala?
- Zawsze śpię na drzewie... Tylko tym razem spałem bez czujności, może dlatego spadłem... - odparłem.
- Wybacz, dla mnie ten argument jest kaleki. Następnym razem pomyśl, zanim zaczniesz znowu zgrywać drzewołaza. - burknęła Itami.
- Spałem tak od urodzenia, nie zmienię miejsca, tylko dlatego, że mogłem przestać chodzić... Czuje się tam bezpieczniej. - mruknąłem.
- Jak to od urodzenia? - zapytała zdziwiona, uniosła brwi wysoko.
- Chowałem się tam przed starszym bratem. - odparłem. - Choć musiałem najpierw się nauczyć wspinać, przyszło mi to łatwo...
Itami usiadła obok, dobierając odpowiednią ilość ziół uśmierzających ból.
- No to teraz czeka cię operacja. W sensie... będziesz mieć nastawianą kość. Czemu chowałeś się przed starszym bratem? Jeśli to nie tajemnica, oczywiście.
Nie lubiłem się zbytnio zwierzać, szczególnie z mojej przeszłości... lecz nie miałem innego pomysłu jak by tu ją zbyć.
- Ojciec uczył nas na zabójców. Ja nie umiałem zabijać, dlatego byłem postrzegany przez ojca i brata za słabą jednostkę i chętnie pozwoliłby bratu mnie zabić.
Nie bardzo rozumiała sensu tego, co mówił basior o swej przeszłości. ~ Myślałam, że zabójcy powinni trzymać się razem, a nie wyznaczać się na tych lepszych i gorszych.
- Rozumiem. Musiało być ci ciężko.
- Było minęło. - przypomniałem sobie wtedy o siostrze, co musi teraz przez nas przeżywać. Zakryłem pysk łapą, by nie było widać łez.
- Hej, co ci jest? - zapytała z nieudawaną troską i podeszła do basiora. Przejechała delikatnie palcami po przedramieniu łapy, którą zakrył swój pysk, aby okazać mu swe zmartwienie. - Będzie dobrze.
Nie wiedziałem, czy żyje, czy jest z nią dobrze. Mogłem tylko mieć nadzieje i modlić się by było dobrze. Wytarłem łapą łzy i spojrzałem na nią.
- Może teraz ty opowiesz coś ze swojego życia? - zapytałem.
- Cóż... - zaczęła dość niepewnie z tego względu, że nie wiedziała, jak zareaguje na fakt, że miała dość ułożone dzieciństwo od niego. - Nigdy nie poznałam swojej mamy, bo umarła przy porodzie, ale przy mnie i przy mojej siostrze, Muiri, zawsze czuwał ojciec. Totalny dowcipniś i luzak, ale też porządny basior. Poznał nową waderę, która urodziła mu syna. Ja i siostra z początku nie mogłyśmy się przyzwyczaić do nowego obiektu zainteresowania naszego taty, więc lekko nas to irytowało, ale potrzebowałyśmy czasu, żeby go zaakceptować.
- Rozumiem. - odparłem i pomyślałem o Matce i Ojczymie. U mnie taka sama sytuacja wystąpiła, lecz ja chciałem dobra matki. Po tym, co przeżyła, zasłużyła na bycie szczęśliwą.
- A potem. - kontynuowała, nadal mieszając coś przy ziołach. Dobieranie proporcji ziół znieczulających wymagało skupienia, więc trudno jej było przywołać pewne wydarzenia. - Nastała zmiana władzy. Niestety na tę gorszą. Mój przyjaciel został wygnany, a gdy Alfa dowiedział się, że miałam z nim jakiekolwiek kontakty, postanowił ulżyć sobie na mnie i mojej rodzinie. Tatę, macochę i rodzeństwo wtrącił do ciemnicy, a mnie... eh... - na samo wspomnienie o tym, zdenerwowanie spotęgowało w niej do tego stopnia, że trzasnęła łapą o stół. Zioła pospadały na ziemię, Itami zaklęła cicho pod nosem. Zerknęła ukosem na przyglądającego się jej basiora.
Nie mogłem ruszać tylnymi częściami, lecz doczołgałem się do niej i pomogłem pozbierać zioła.
- Jeżeli nie chcesz, nie musisz o tym mówić, wiem, że niektóre wspomnienia bolą i trudno o nich wspominać i mówić. - odparłem, podając waderze zioła.
- Itachi, nie ruszaj się! Możesz tylko pogorszyć swoją sytuację! - powiedziała pośpiesznie i pomogła basiorowi ułożyć się w wygodnej dla niego pozycji, ale gdy utkwiła w nim swój wzrok, był całkowicie wyzbyty gniewu. Lśnił w nich natomiast smutek i przygnębienie, a następnie łagodnie musnęła palcami jego policzka. - Każdy miał w swym życiu trudne sprawy. Na tym świecie chyba nie ma wilka, który nie zaznał w życiu cierpienia.
- Tak to prawda, lecz trzeba iść naprzód. Jeśli zatrzymamy się, zostaniemy zabici przez to przez ból wspomnień dawnych. - dodałem do jej wypowiedzi. - I nie musisz się martwić o mnie, nie jednokrotnie miałem coś łamane.
- Muszę. Inaczej Lonya łeb mi urwie. Jesteś teraz pod moją opieką. Spróbuj się zrelaksować. Rozmowa sprawia, że szybko mija czas. Rozmowa pomaga. Więc no... a co z twoją rodziną? Znałeś swoją matkę? Czy wychowywał cię surowy ojciec?
- Znam swoją matkę, lecz nie byłem zbyt do niej przywiązany... wręcz przeciwnie było z siostrą Irmą. Z nią miałem więź porozumienia. Ojciec bardziej szkolił nas na zabójców i morderców, niż wychowywał. Matkę traktował jak inkubator... - zacisnąłem zęby ze złości.
- Ciii, już spokojnie. Nie kochał ją szczerze? Rozumiem. No cóż... - zebrała odpowiednie ilości ziół i przytknęła je basiorowi pod pysk. - Masz, one ci pomogą pokonać ból. Przeżuj je, a potem połknij.
Zgodnie z jej zaleceniami, basior brał po kolei podawane rośliny do ust, choć czynił to niechętnie. - Co się potem z nią stało?
- Mieszka teraz szczęśliwa ze swoim nowym partnerem. - odparłem. - Od wielu lat nie widziałem jej takiej szczęśliwej. - dodałem. - A co z Twoją rodziną ?
- Cóż, jak już mówiłam. Zostali pojmani. Nie jestem pewna, co się z nimi teraz dzieje. Pewnie nadal siedzą w ciemnej jaskini, bez cienia nadziei na lepsze jutro, albo błąkają się na wygnaniu. - Gdy o tym tak mówiła, zaczęła zachodzić w głowę, co tak naprawdę dzieje się z jej rodziną. Mam nadzieję, że jeszcze żyją. ~ szepnęła w myślach z nadzieją.
- Wiem, że Alfa może na takie coś nie przystać, lecz możesz spróbować i spytać się, czy by nie odratowali ich. - oznajmiłem. Nie byłem pewny, jakie reguły tu panują, lecz wydawałoby się, że każdy z każdym jest po przyjacielsku nastawiony.
- Nie jestem tego pewna. Nie chcę angażować watahy w rodzinne sprawy. - odparła dość niepewnie. - I jak? Zioła działają? Czujesz jakiś ból? - dodała, podchodząc do miejsca złamania. Pewnymi ruchami łapy dotykała miejsce stłuczenia, a także próbowała dostać się do okolicy złamania. Zdawała sobie sprawę, że to dla basiora może być niezręczne.
- Niee.... - odparłem, a na mojej twarzy pokazał się wyraźny rumieniec. - Czy mogłabyś mnie tam nie dotykać... ?
- Wybacz, chciałam sprawdzić, czy twój próg bólowy się zmniejszył. To dobrze! - klasnęła w łapy. - Czyli jesteś gotowy na kolejny etap badań!
- Co jaki ? - w moich oczach pojawiło się przerażenie.
Itami spojrzała mu w oczy. Kotłowało się w nich przerażenie i niepewność tego, co będzie dalej.
- Będziemy musieli cię operować. Wybacz Itachi, ale jesteś znieczulony, nic nie poczujesz. Nie będziesz miał prawa czuć, bo jesteś pod wpływem ziół znieczulających, dodatkowo będziesz nieprzytomny. Wiesz... nie będziesz musiał znosić ciężkich chwil operacji. Wszystko będzie dobrze, szybko się z tym uwiniemy. Zobaczysz. Spróbujemy zespolić ci te dwa złamane części za pomocą narzędzi. A potem będziemy musieli unieruchomić ci kończynę.
- Oh przechodziłem już przez takie rzeczy, więc na spokojnie, nie muszę mieć narkozy. - odparłem dumnie, by pokazać, że nie jestem łamagą.
- Nie masz wyjścia. Zjadłeś środek usypiający wraz z tymi ziołami. Wybacz, że nie dałam ci możliwości sprawdzenia swego męstwa. Może innym razem. - Zaśmiała się wesoło medyczka, poklepując go lekko w bark. - Ale dla odważnych są specjalne nagrody.
Itami ujrzała pytający wyraz na pysku basiora, uniósł lekko brew, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło.
- Nic, nic... Za chwilę powinieneś czuć otępienie. Zaraz potem zapadniesz w sen, a ja i Lonya będziemy mogły działać.
-Widać, że nie mam wyjścia. - ułożyłem łeb wygodnie na ziemi. - Będę czekał na nagrodę od razu po przebudzeniu. - spojrzałem na Waderę pustym wzrokiem i zamknąłem oczy. Po paru minutach zasnąłem.
Itami ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1240
Ilość zdobytych PD: 620 + 5% (35 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 655 PD
- Ile zajmie wyleczenie mnie ? - zapytałem, odwracając pysk z powrotem do wadery.
- Takie złamanie jest dość poważnym urazem. Myślę, że poleżysz u nas jakieś 4 miesiące.
- To jakieś żarty?! - wrzasnąłem, - Yh. - położyłem pysk na zimnej ziemi.
- Więc co ci strzeliło do głowy, żeby dorosły basior spał na drzewie, jak misiek koala?
- Zawsze śpię na drzewie... Tylko tym razem spałem bez czujności, może dlatego spadłem... - odparłem.
- Wybacz, dla mnie ten argument jest kaleki. Następnym razem pomyśl, zanim zaczniesz znowu zgrywać drzewołaza. - burknęła Itami.
- Spałem tak od urodzenia, nie zmienię miejsca, tylko dlatego, że mogłem przestać chodzić... Czuje się tam bezpieczniej. - mruknąłem.
- Jak to od urodzenia? - zapytała zdziwiona, uniosła brwi wysoko.
- Chowałem się tam przed starszym bratem. - odparłem. - Choć musiałem najpierw się nauczyć wspinać, przyszło mi to łatwo...
Itami usiadła obok, dobierając odpowiednią ilość ziół uśmierzających ból.
- No to teraz czeka cię operacja. W sensie... będziesz mieć nastawianą kość. Czemu chowałeś się przed starszym bratem? Jeśli to nie tajemnica, oczywiście.
Nie lubiłem się zbytnio zwierzać, szczególnie z mojej przeszłości... lecz nie miałem innego pomysłu jak by tu ją zbyć.
- Ojciec uczył nas na zabójców. Ja nie umiałem zabijać, dlatego byłem postrzegany przez ojca i brata za słabą jednostkę i chętnie pozwoliłby bratu mnie zabić.
Nie bardzo rozumiała sensu tego, co mówił basior o swej przeszłości. ~ Myślałam, że zabójcy powinni trzymać się razem, a nie wyznaczać się na tych lepszych i gorszych.
- Rozumiem. Musiało być ci ciężko.
- Było minęło. - przypomniałem sobie wtedy o siostrze, co musi teraz przez nas przeżywać. Zakryłem pysk łapą, by nie było widać łez.
- Hej, co ci jest? - zapytała z nieudawaną troską i podeszła do basiora. Przejechała delikatnie palcami po przedramieniu łapy, którą zakrył swój pysk, aby okazać mu swe zmartwienie. - Będzie dobrze.
Nie wiedziałem, czy żyje, czy jest z nią dobrze. Mogłem tylko mieć nadzieje i modlić się by było dobrze. Wytarłem łapą łzy i spojrzałem na nią.
- Może teraz ty opowiesz coś ze swojego życia? - zapytałem.
- Cóż... - zaczęła dość niepewnie z tego względu, że nie wiedziała, jak zareaguje na fakt, że miała dość ułożone dzieciństwo od niego. - Nigdy nie poznałam swojej mamy, bo umarła przy porodzie, ale przy mnie i przy mojej siostrze, Muiri, zawsze czuwał ojciec. Totalny dowcipniś i luzak, ale też porządny basior. Poznał nową waderę, która urodziła mu syna. Ja i siostra z początku nie mogłyśmy się przyzwyczaić do nowego obiektu zainteresowania naszego taty, więc lekko nas to irytowało, ale potrzebowałyśmy czasu, żeby go zaakceptować.
- Rozumiem. - odparłem i pomyślałem o Matce i Ojczymie. U mnie taka sama sytuacja wystąpiła, lecz ja chciałem dobra matki. Po tym, co przeżyła, zasłużyła na bycie szczęśliwą.
- A potem. - kontynuowała, nadal mieszając coś przy ziołach. Dobieranie proporcji ziół znieczulających wymagało skupienia, więc trudno jej było przywołać pewne wydarzenia. - Nastała zmiana władzy. Niestety na tę gorszą. Mój przyjaciel został wygnany, a gdy Alfa dowiedział się, że miałam z nim jakiekolwiek kontakty, postanowił ulżyć sobie na mnie i mojej rodzinie. Tatę, macochę i rodzeństwo wtrącił do ciemnicy, a mnie... eh... - na samo wspomnienie o tym, zdenerwowanie spotęgowało w niej do tego stopnia, że trzasnęła łapą o stół. Zioła pospadały na ziemię, Itami zaklęła cicho pod nosem. Zerknęła ukosem na przyglądającego się jej basiora.
Nie mogłem ruszać tylnymi częściami, lecz doczołgałem się do niej i pomogłem pozbierać zioła.
- Jeżeli nie chcesz, nie musisz o tym mówić, wiem, że niektóre wspomnienia bolą i trudno o nich wspominać i mówić. - odparłem, podając waderze zioła.
- Itachi, nie ruszaj się! Możesz tylko pogorszyć swoją sytuację! - powiedziała pośpiesznie i pomogła basiorowi ułożyć się w wygodnej dla niego pozycji, ale gdy utkwiła w nim swój wzrok, był całkowicie wyzbyty gniewu. Lśnił w nich natomiast smutek i przygnębienie, a następnie łagodnie musnęła palcami jego policzka. - Każdy miał w swym życiu trudne sprawy. Na tym świecie chyba nie ma wilka, który nie zaznał w życiu cierpienia.
- Tak to prawda, lecz trzeba iść naprzód. Jeśli zatrzymamy się, zostaniemy zabici przez to przez ból wspomnień dawnych. - dodałem do jej wypowiedzi. - I nie musisz się martwić o mnie, nie jednokrotnie miałem coś łamane.
- Muszę. Inaczej Lonya łeb mi urwie. Jesteś teraz pod moją opieką. Spróbuj się zrelaksować. Rozmowa sprawia, że szybko mija czas. Rozmowa pomaga. Więc no... a co z twoją rodziną? Znałeś swoją matkę? Czy wychowywał cię surowy ojciec?
- Znam swoją matkę, lecz nie byłem zbyt do niej przywiązany... wręcz przeciwnie było z siostrą Irmą. Z nią miałem więź porozumienia. Ojciec bardziej szkolił nas na zabójców i morderców, niż wychowywał. Matkę traktował jak inkubator... - zacisnąłem zęby ze złości.
- Ciii, już spokojnie. Nie kochał ją szczerze? Rozumiem. No cóż... - zebrała odpowiednie ilości ziół i przytknęła je basiorowi pod pysk. - Masz, one ci pomogą pokonać ból. Przeżuj je, a potem połknij.
Zgodnie z jej zaleceniami, basior brał po kolei podawane rośliny do ust, choć czynił to niechętnie. - Co się potem z nią stało?
- Mieszka teraz szczęśliwa ze swoim nowym partnerem. - odparłem. - Od wielu lat nie widziałem jej takiej szczęśliwej. - dodałem. - A co z Twoją rodziną ?
- Cóż, jak już mówiłam. Zostali pojmani. Nie jestem pewna, co się z nimi teraz dzieje. Pewnie nadal siedzą w ciemnej jaskini, bez cienia nadziei na lepsze jutro, albo błąkają się na wygnaniu. - Gdy o tym tak mówiła, zaczęła zachodzić w głowę, co tak naprawdę dzieje się z jej rodziną. Mam nadzieję, że jeszcze żyją. ~ szepnęła w myślach z nadzieją.
- Wiem, że Alfa może na takie coś nie przystać, lecz możesz spróbować i spytać się, czy by nie odratowali ich. - oznajmiłem. Nie byłem pewny, jakie reguły tu panują, lecz wydawałoby się, że każdy z każdym jest po przyjacielsku nastawiony.
- Nie jestem tego pewna. Nie chcę angażować watahy w rodzinne sprawy. - odparła dość niepewnie. - I jak? Zioła działają? Czujesz jakiś ból? - dodała, podchodząc do miejsca złamania. Pewnymi ruchami łapy dotykała miejsce stłuczenia, a także próbowała dostać się do okolicy złamania. Zdawała sobie sprawę, że to dla basiora może być niezręczne.
- Niee.... - odparłem, a na mojej twarzy pokazał się wyraźny rumieniec. - Czy mogłabyś mnie tam nie dotykać... ?
- Wybacz, chciałam sprawdzić, czy twój próg bólowy się zmniejszył. To dobrze! - klasnęła w łapy. - Czyli jesteś gotowy na kolejny etap badań!
- Co jaki ? - w moich oczach pojawiło się przerażenie.
Itami spojrzała mu w oczy. Kotłowało się w nich przerażenie i niepewność tego, co będzie dalej.
- Będziemy musieli cię operować. Wybacz Itachi, ale jesteś znieczulony, nic nie poczujesz. Nie będziesz miał prawa czuć, bo jesteś pod wpływem ziół znieczulających, dodatkowo będziesz nieprzytomny. Wiesz... nie będziesz musiał znosić ciężkich chwil operacji. Wszystko będzie dobrze, szybko się z tym uwiniemy. Zobaczysz. Spróbujemy zespolić ci te dwa złamane części za pomocą narzędzi. A potem będziemy musieli unieruchomić ci kończynę.
- Oh przechodziłem już przez takie rzeczy, więc na spokojnie, nie muszę mieć narkozy. - odparłem dumnie, by pokazać, że nie jestem łamagą.
- Nie masz wyjścia. Zjadłeś środek usypiający wraz z tymi ziołami. Wybacz, że nie dałam ci możliwości sprawdzenia swego męstwa. Może innym razem. - Zaśmiała się wesoło medyczka, poklepując go lekko w bark. - Ale dla odważnych są specjalne nagrody.
Itami ujrzała pytający wyraz na pysku basiora, uniósł lekko brew, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło.
- Nic, nic... Za chwilę powinieneś czuć otępienie. Zaraz potem zapadniesz w sen, a ja i Lonya będziemy mogły działać.
-Widać, że nie mam wyjścia. - ułożyłem łeb wygodnie na ziemi. - Będę czekał na nagrodę od razu po przebudzeniu. - spojrzałem na Waderę pustym wzrokiem i zamknąłem oczy. Po paru minutach zasnąłem.
Itami ?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1240
Ilość zdobytych PD: 620 + 5% (35 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 655 PD
poniedziałek, 13 grudnia 2021
Od Nabi c.d Naharysa ~ Na jedno kopyto
– Nie wierzysz mi? Spotkajmy się dziś po zmierzchu. Przekonasz się, że to nie żart. To jak? Jesteśmy umówieni?
Miałam mu powiedzieć, że i tak nie zauważę różnicy, ale ugryzłam się w język. Powinnam poznać więcej wilków, a to świetna okazja. W dodatku... Exan, tak Exan wydawał się ciekawy, jak pewnie każdy wilk w tej watasze. Może też po prostu nie chciałam odmawiać. Nie ważne jaki powód, ważne, że po chwili zbędnego namysłu w końcu się odezwałam.
– Oczywiście. Będę tutaj czekać. Wolę się zbytnio nie oddalić, żeby wrócić na czas.
– Jasne, do zobaczenia.
Kiwnęłam głową na pożegnanie i wróciłam do swoich spraw. Przyjemne odgłosy otoczenia sprawiły, że praca nie była nudna. Nie, żeby segregowanie ziół było jakoś nudne na co dzień. Drgnęłam uchem. Słyszałam zbliżający się deszcz, poczułam także charakterystyczny zapach. Dopóki jeszcze było sucho, postanowiłam pokręcić się po okolicy i pozbierać jeszcze trochę krwawnika. Poruszyłam nosem.
Gdy wracałam z rośliną w pysku, zaczęły spadać pierwsze krople. Z tego, co poczułam, to był to przelotny deszcz, ale wolałam wrócić do siebie, żeby zbytnio nie zmoknąć. Odłożyłam zioła na miejsce i udałam się na chwilowy spoczynek.
Nie chciałam zasypiać, zwyczajnie leżałam, dopóki nie słyszałam, że ktoś coś do mnie mówi. Zjawił się ktoś jeszcze po garść jarzębin, ale poza tym spokój. Zaczęłam się zastanawiać, jak powiedzieć Naharysowi, żeby nie wyszło niezręcznie. Nie chciałam kłamać, jedynie wymijałam się od prawdy. Ale to przecież nie koniec świata. Chociaż z drugiej strony dziwnie robić z siebie "kalekę" dosłownie o tym mówiąc. Czy zbytnio to analizuję?
Moje myśli przerwał znajomy głos. Nie byłam skupiona i przegapiłam moment, kiedy mogłam usłyszeć jego chód. Drgnęłam uchem.
– Hej Nabi. Czekałem chwilę na ciebie, ale postanowiłem podejść.
– Dobry wieczór, jak mniemam – chciałam zacząć subtelnie, ale dziwnie się czułam, owijając w bawełnę.
– Tak, pełny gwiazd.
– Racja – uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. – Exan. Nie chcę, żeby wyszło dziwnie. Nie, że ci nie wierzę, że twoje futro zmienia kolor, ale... Nie jestem w stanie cię zobaczyć ani niczego wokół. Tylko tyle. W sumie skoro mamy ładny wieczór to... – westchnęłam cicho. – Miło by było się przejść. Jeśli masz ochotę. Pomimo że wiem, jak się poruszać, to super mieć kogoś, kto mnie asekuruje. No i nie znam tu prawie nikogo, to tak – przerwałam. Miałam nadzieję, że zrozumiał, że po prostu chciałam się zapoznać, bo tak głupio odwoływać spotkanie. Chyba zmęczyłam tłumaczeniem się, więc w ciszy czekałam na odpowiedź.
Naharys? :3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196
Miałam mu powiedzieć, że i tak nie zauważę różnicy, ale ugryzłam się w język. Powinnam poznać więcej wilków, a to świetna okazja. W dodatku... Exan, tak Exan wydawał się ciekawy, jak pewnie każdy wilk w tej watasze. Może też po prostu nie chciałam odmawiać. Nie ważne jaki powód, ważne, że po chwili zbędnego namysłu w końcu się odezwałam.
– Oczywiście. Będę tutaj czekać. Wolę się zbytnio nie oddalić, żeby wrócić na czas.
– Jasne, do zobaczenia.
Kiwnęłam głową na pożegnanie i wróciłam do swoich spraw. Przyjemne odgłosy otoczenia sprawiły, że praca nie była nudna. Nie, żeby segregowanie ziół było jakoś nudne na co dzień. Drgnęłam uchem. Słyszałam zbliżający się deszcz, poczułam także charakterystyczny zapach. Dopóki jeszcze było sucho, postanowiłam pokręcić się po okolicy i pozbierać jeszcze trochę krwawnika. Poruszyłam nosem.
Gdy wracałam z rośliną w pysku, zaczęły spadać pierwsze krople. Z tego, co poczułam, to był to przelotny deszcz, ale wolałam wrócić do siebie, żeby zbytnio nie zmoknąć. Odłożyłam zioła na miejsce i udałam się na chwilowy spoczynek.
Nie chciałam zasypiać, zwyczajnie leżałam, dopóki nie słyszałam, że ktoś coś do mnie mówi. Zjawił się ktoś jeszcze po garść jarzębin, ale poza tym spokój. Zaczęłam się zastanawiać, jak powiedzieć Naharysowi, żeby nie wyszło niezręcznie. Nie chciałam kłamać, jedynie wymijałam się od prawdy. Ale to przecież nie koniec świata. Chociaż z drugiej strony dziwnie robić z siebie "kalekę" dosłownie o tym mówiąc. Czy zbytnio to analizuję?
Moje myśli przerwał znajomy głos. Nie byłam skupiona i przegapiłam moment, kiedy mogłam usłyszeć jego chód. Drgnęłam uchem.
– Hej Nabi. Czekałem chwilę na ciebie, ale postanowiłem podejść.
– Dobry wieczór, jak mniemam – chciałam zacząć subtelnie, ale dziwnie się czułam, owijając w bawełnę.
– Tak, pełny gwiazd.
– Racja – uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. – Exan. Nie chcę, żeby wyszło dziwnie. Nie, że ci nie wierzę, że twoje futro zmienia kolor, ale... Nie jestem w stanie cię zobaczyć ani niczego wokół. Tylko tyle. W sumie skoro mamy ładny wieczór to... – westchnęłam cicho. – Miło by było się przejść. Jeśli masz ochotę. Pomimo że wiem, jak się poruszać, to super mieć kogoś, kto mnie asekuruje. No i nie znam tu prawie nikogo, to tak – przerwałam. Miałam nadzieję, że zrozumiał, że po prostu chciałam się zapoznać, bo tak głupio odwoływać spotkanie. Chyba zmęczyłam tłumaczeniem się, więc w ciszy czekałam na odpowiedź.
Naharys? :3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki