Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sininen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sininen. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2022

Od Sininen c.d Naharysa ~ "Zapomniana melodia"

Wspominanie i opowiadanie tamtego wydarzenia nigdy nie mogła nazwać przyjemnością i na wieki pozostanie jej kajaniem się — pokuta po wieki. To była tylko jej wina za to, że matki nie było z nimi, nawet jeśli znacznie po czasie zorientowała się, w kogo kreatura tak w zasadzie celowała. W tamtej chwili umysł musiał być otumaniony od adrenaliny i strachu, dalej trudno było jej to jasno i precyzyjnie określić. A jednak znowu znajdowała się w objęciach ojca, który w milczeniu ją pocieszał i starał się pomóc w łataniu rozwalonej po raz kolejny psychiki biednego dziewczęcia, Chmureczka podobnie. A ona? Przecież nie zasługiwała na to wsparcie, nie po tym, jak dowiedzieli się kluczowego szczegółu z porwania. Jakim cudem i dlaczego u licha traktowali ją jak ofiarę? Przecież to była tylko jej wina!
- Myślę, że oni coś kombinują! - Dopiero te słowa niejako sprowadziły ją na ziemię, gdyż znowu myślami błądziła we własnym umyśle. Ach, musieli rozmawiać o przybyszach i ich intencjach. Nic dziwnego, że rozmowa przekształciła się w niejaką naradę rodziny.
- A ty, Chmureczko? - Kolejne pytanie ojciec skierował w stronę najstarszej z trójki dzieci.
- Sama nie wiem. Może powinniśmy się przynajmniej dowiedzieć, o co chodzi z porwaniem Sini, dlaczego zamiast tego, mama została porwana?
- A ty, Sini? Co o tym myślisz?
Najmłodsza dobrą chwilę nie odzywała się, przez co Shori nieco nachyliła się w celu zobaczenia czy druga z sióstr przypadkiem nie usnęła w ramionach ojca od nadmiaru emocji, co ostatnimi czasami zdarzało się jej w postaci nagłego odpłynięcia.
- Część faktów się zgadza, część nie została wyjaśniona. - Mruknęła cicho bez ponoszenia głowy. - Jak dla mnie mówią prawdę i są na tyle zdesperowani, że podzielą się innymi ważnymi szczegółami całkiem szybko.
- Skąd ta pewność? - Zapytała się Shori. Być może nieco niepewnie, chociaż Nen w swoich osądach nigdy się nie myliła.
- Samo charakterystyczne umaszczenie jest dobrym dowodem. Znają też sporo szczegółów — odparła bez zmieniania tonacji głosu. Nabrała więcej powietrza w płuca, nim ponownie zabrała głos. Tym razem skierowała je do głowy rodziny. - Wygląda to mocno podejrzanie, wiem. To wygląda na zbyt chory przypadek losu i czasu.
- Czyli wszyscy jesteśmy zgodni, by dowiedzieć się więcej. Wolę nie zgłębiać się w ich plan nagłego przybycia i wyciągnięcia nas w ich tereny. Zwłaszcza was — dodał, spoglądając na siostry.
- Ale o co im chodziło z nami? - Zapytała się Shori, aż było słychać, jak nieco unosi brwi podczas zadawania pytania.
- Spoglądali głównie na skrzydła — odpowiedziała Nen w trakcie odsuwania się od ojca. Dopiero wtedy podniosła wzrok znad ziemi w kierunku starszej siostry. - Ma to jakiś związek, skoro tak bardzo potrzebują obecności którejś z nas, możliwie nawet obu.
- Prawie że tylko was — potwierdził Naharys. Zaraz zmarszczył brwi. - Ani na jotę mi się to nie podoba. Jako ojciec, wolałbym zamknąć ten temat i pogonić intruzów. Niestety, jako kapitan nie mogę tego tak zostawić.
- Konfrontacja? - Shori i Ereden zapytali się chórem. Największy wzrostem i rangą potwierdził to ruchem głowy.
- Pójdę z tobą — odezwała się nagle Sininen, co było rzadkością, żeby dobrowolnie przejmowała stery.
- Co? Nie! Tato, Sini zostaje — powiedziała nieco zdenerwowana Shori. Młodsza pokręciła głową.
- To najsensowniejsze rozwiązanie — odpowiedziała jej młodsza. - Ich najmłodszy kompan nie odważy się zaatakować ponownie, raz. Cała trójka wyraźnie jest zainteresowana w nas i skrzydłami, to dwa. A trzy, wygląda na to, że nie zamierzają nas w ogóle zranić. Poznali nas najszybciej i przekonali się, że nie warto z nami zadzierać. Powinniście zostać w jaskini, będziesz miała zapewnioną ochronę siostro. Wybacz, ale z wojennego punktu widzenia jesteś najsłabsza z naszego grona — głos Nen był, prawie że chłodny w kalkulacjach i niestety trzeba było przyznać jej rację. Ach te wyraźne sygnały bycia jedynym strategiem w watasze.
Shori wyraźnie próbowała się wykłócać, ale nie mogła przebić żelaznej logiki najmłodszej z rodziny, przez co zaraz westchnęła pokonana.
- Nie wątpię, że nie umiesz się bronić kochanie. - Odezwał się ciepło ojciec. - Ale Sini ma rację, Ereden zapewni ci bezpieczeństwo w razie kryzysu.
- Dlaczego się ot tak zgodziłeś na to, żebyście poszli sami do nich? - Teraz wtrącił się jedyny syn. Biały spojrzał na niego.
- Sprawa w znaczącej mierze dotyczy Sininen, która wykorzystując swój umysł, jasno wskazała kierunek celu przybyłych. Poza tym widziałem ją w akcji i nie w sposób nie uznać ją za wojownika. Dodatkowo nie wiem, czy zauważyłeś, ale to głównie ona ich interesowała od początku. Jak bardzo bym chciał temu zaprzeczyć, Sini jest solidną kartą przetargową w działaniu.
- Mówiąc kolokwialnie, do wykorzystania?
- Wolałbym tego tak nie nazywać — westchnął ciężko ojciec. Zaraz zwrócił się ku błękitnej. - Ruszamy moja droga?
- Chodźmy — kiwnęła głową. Obaj mieli rację: Sini zdawała się być świetnym materiałem do wyciągnięcia ważnych informacji przed podjęciem ogólnej decyzji w domostwie.

- Nie jesteś zła za to określenie? - Zapytał ojciec znaczny kawałek od opuszczenia jaskini. Pokręciła głową, gdyż miał tam rację. A nawet jeśli, zabranie ze sobą Nen było najrozsądniejszym wyborem pośród jego dzieci: była najspokojniejsza, z chłodnym opanowaniem badała sytuacje i potrafiła z nich wyjść prawie bez szkód, do tego faktycznie była świetna w walce, a także niemal bez słów rozumiała się z ojcem, także na linii zawodowej. Nagle westchnął. - Nawet nie wiesz, jak mi jest przykro, że tak potoczyło się twoje wolne.
- Nie przejmuj się ojcze. Sprawy watahy i rodzinne są ważniejsze — odparła, w myślach za to dodała "niż prywatnie odpoczynek". Najwyraźniej ojciec to wychwycił, gdyż zestrzygł uszami mimo braku zmiany wiatru i odgłosach dobiegających zewsząd. Oj, zdecydowanie wiele jeszcze minie nim uda się przemówić do rozsądku Sininen o odpowiednim odpoczynku, a nie dalszym popadaniu w skrajny pracoholizm.
Po bliżej nieokreślonym czasie do wyostrzonych uszu wadery dotarły odgłosy rozmowy trzech wilków. Zaraz podążyła głową w tamtym kierunku.
- Tam są — wskazała ruchem skrzydła w konkretną stronę. Faktycznie, zamierzali nocować na granicy w taki sposób, że miało to nie wzbudzać żadnego niepokoju w innych członkach watahy, którzy chyba nawet nie wiedzieli o ich nagłym przybyciu i obecności.
- Załatwmy to sprawnie — rzekł ku niej ojciec, po czym oboje ruszyli tamtym na ponowne spotkanie, tym razem w celu zdobycia informacji.
- Nie myślałem, że wyjdziecie nam na spotkanie, nawet jeśli w duchu na to liczyłem — odezwał się brązowy wilk. Adgur odezwał się po zauważeniu nadciągającej dwójki zza głazu. Mimo spokojnej figury ciała i spojrzenia, Sini niejako czuła pewnego rodzaju błysk w jego aurze. Letho i Saariel spojrzeli w ich kierunku, by zaraz zmienić zajmowane pozycje na siedzące. Definitywnie wyglądało na to, że wszelkie sprawy przybycia były załatwianie przez młodszego z braci, zdawał się odgrywać tę samą rolę, co ona sama.
- Przejdźmy do konkretów — odparł chłodno Naharys po zatrzymaniu się w komfortowej odległości między nimi, która wynosiła cztery metry. Adgur nie skomentował tego, najpewniej również badał grunt, na jakim się znalazł z przybyłymi. - Podajcie mi sensowne powody, by wierzyć, że jesteście spokrewnieni z Piną.
- Masz jej po swojej prawicy — odpowiedział mu Adgur, spoglądając na Sininen. - Identyczne rozłożenie umaszczenia jak u niej. Iskrzące się oczy jak u innych wader z naszej rodziny.
- Nie wierzę, że nie powiedziała chociaż raz, że twoja córka jest uderzająco podobna do naszej przodkini — dodał od siebie Letho po zbliżeniu się do brata. Obaj cały czas patrzyli na jedyną samicę w towarzystwie i najwyraźniej ich siostrzenicę. Nagle byli jeszcze metr bliżej. - Kropka w kropkę. Nie mówiąc już o tym, jak bardzo fizycznie przypomina matkę.
- Pina nie miała skrzydeł — zauważył sensownie ojciec wadery. Tamci pokręcili głowami.
- Prawda, ale zakładamy, że pojawiają się co drugie pokolenie u wader, jak w przypadku reszty rodzin w naszych stronach, ewentualnie skala mocy miesza w tym swoje palce. Nigdy nie ukrywała, że nie ma imponującego zasobu magicznego.
Chociaż ojciec nie wydawał się wzruszony, stojąca przy nim córka wychwyciła drobną zmianę w jego aurze. Kojarzyła, że słyszała żartowanie mamy odnośnie do jej mocy, gdzie Sini już za szczeniaka miała znacznie większe niż ona. Kolejne rzeczy, które przechylały szalę sprawy na korzyść przybyłej trójki.
- Załóżmy, że zaczynam wierzyć, że jesteście jej braćmi — odezwał się po chwili Naharys. Wbił wzrok w tamtych, prawie bezlitośnie ich lustrował. - Powiedzcie, o co chodzi z waszym przybyciem i koniecznością zabrania mojej rodziny do was?
- Tato, nie ma sensu zwlekać — żachnął się Saariel w trakcie dźwigania się do nich. - Chcą konkretów, aż za nadto to widać.
Mimo słów opisujących i skierowanych pod adresem tutejszego kapitana, cały czas obserwował Sininen. Trzy pary oczu na niej nie wzbudzały szczególnej zachęty do bratania się, absolutnie nic z tych rzeczy.
- Skoro tak — powiedział Adgur dobitnie, gdyż najmłodszy z nich najwyraźniej zburzył jego zbudowany sens sytuacyjny. Młodszy nieco się wzdrygnął. - Potrzebujemy waszej pomocy, zwłaszcza córek. Jesteśmy na skraju wojny z inną watahą, a potrzebujemy, by wadera czystej krwi wiatru wykonała rytuał uświęcający. Moja córka nie może temu podołać z uwagi na brak mocy oraz brzemienność.
- Skąd wiedzieliście o nas? - Nen w końcu zabrała głos od momentu przybycia.
- Twoja matka wysłała szept wiatrem, że założyła własną rodzinę — odparł jej Letho. - Ilość i płeć szczeniąt również.
- Czegoś nie rozumiem. - Wtrącił Naharys. - Nie możecie wrobić w to zadanie kogoś od was?
- Niestety nie. Naszą nadzieją była Pina i jej córki.
- Dlaczego? - Naciskał biały basior.
- Ponieważ Pina była naszą uświęconą kapłanką żywiołu, któremu wataha jest poświęcona. Wiatru — odparł Adgur.

Cdn.

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1479
Ilość zdobytych PD: 739 + 200% (1478)
Obecny stan: 4098

wtorek, 29 listopada 2022

Od Sininen c.d Shori ~ "Oszroniony ogień"

Rok przeleciał niczym w mgnieniu oka, stanowczo za szybko dla co niektórych, którzy nie byli w stanie się z tym faktem pogodzić. Było bardziej niż pewne, że ojciec pewnej gromady w liczbie sztuk trzech musiał przyswoić fakt, że jego dzieci nie są już malutkimi puchatymi pełnej słodyczy (oraz ciętego języka po mamusi), a pełnoprawnymi dorosłymi wilkami, które zamiast słodkich stały się dojrzałe i piękne w tym swoim osiągniętym cyklu życia (do tego momentami także pyskate, również po mamusi). Chociaż mieszkali w dalszym ciągu we wspólnej rodzinnej jaskini, byli pogrążeni we własnych sprawach, każdy żył swoim życiem.
Nie w sposób było wyobrazić sobie zaskoczenie bezskrzydłej wadery na usłyszenie tęsknoty w głosie starszej siostry za czasami dzieciństwa, które najwyraźniej bardzo jej ich brakowało. Kiedy wszystko było prostsze, co?
- Wiesz… wiem, że Cię to raczej nie bawi, ale czy mogłybyśmy pozbierać razem muszelki i bursztyny? Może znajdziemy coś ciekawego. Plaża jest dość rozległa i chyba nigdy jeszcze nie przeszłyśmy jej całej wzdłuż i wszerz.
Czy Chmureczka czuła się zaniedbana więzią, które obie dzieliły między sobą? Jakże do tego mogło dojść? Przecież stojąca tu ów Chmureczka zasługiwała na wszystko, co najlepsze! Sininen od zawsze powtarzała sobie w duchu, że świat może się walić, wilki srać, ale jej siostra będzie po wieki wieków amen szczęśliwa.
Mniejsza spojrzała w stronę bezkresnego horyzontu, przypominając sobie wiele chwil, które podzielały harmonicznie ich młode serca. Wspomnienia grały własną piękną melodię, które jedynie one były w stanie usłyszeć i pojąć cały ich sens. Pozwoliła sobie przymknąć na krótką chwilę oczy, doskonale słysząc, chociażby radosny śmiech starszej siostry na łące pełnej kwiatów podczas plecenia wianków i założenia sobie nawzajem kolorowych koron, których zapach wzbogacał powietrze tamtej pory roku. W końcu odwróciła głowę ku białej samicy z łagodnym, acz bystrym spojrzeniem.
- Myślę, że... to świetny pomysł. Jak zawsze, siostro.
- Naprawdę? Nie masz nic przeciwko? Nie musisz iść w sprawach zawodowych? Masz "czas wolny"? - Zaskoczenie w głosie Shori było więcej niż namacalne. Nic dziwnego: całą rodzina była naocznymi świadkami, jak najmłodsza pracuje bez przerwy, jak jakaś chora maszyna. Nawet nie musiałaby się zakładać jaki "pieszczotliwy" pseudonim do niej przywarł od pracoholizmu. Nen tymczasem w dalszym ciągu nie uważała się za dostatecznie dość dobrą, dlatego pozostawała dla siebie w pełni surowa w tematach kształcenia się dla stawania się przykładnym i przydatnym członkiem watahy.
- Oczywiście, że nic nie mam przeciwko. - Odparła spokojnie ta młodsza z wader. - Uszczęśliwi cię to, prawda?
- Tak — potwierdziła biała, skinąwszy głową bez zrywania kontaktu wzrokowego.
- Zatem tym bardziej się zgadzam.
- Nigdy nie zrozumiem twojego toku rozumowania. - Shori odezwała się teatralnie, wzdychając po chwili ciszy. Zaraz jednak zaśmiała się tak czysto perliście, że Nen sama lekko się uśmiechnęła na usłyszenie tego raju dla uszu. - No to co, Sini? Chodźmy!
- Mamy trochę do przejścia — zgodziła się z nią cicho młodsza.
Na plaży nie było nikogo, a nawet jeśli, nikt nie byłby w stanie naruszyć ten bliski moment obu sióstr między sobą, zupełnie jakby odcięły się od rzeczywistości i znalazły się we własnym świecie. Nic innego nie liczyło się dla nich jak oglądanie radosnego wyrazu na pyszczku u drugiej, ciesząc się słodką chwilą. W takich chwilach jak ta, siostry nie widziały świata poza sobą, co tylko dodawało wyjątkowości ich zamiłowania do siebie, nawet jeśli nie był jednej krwi. Sini zawsze powtarza, że Shori jest jej prawdziwą siostrą i nie zawaha się niczego w celu obrony jej oraz godności. Shori nawet raz zażartowała po treningu z nią i usłyszeniu tych słów, że mniejsza stanowi jednoosobową brygadę rozwalającą i współczuje każdemu, kto będzie ją miał za wroga — już pal licho sześć, że ojciec jednego razu po usłyszeniu raz jej pyskatości stwierdził po prostu, że bardzo wdała się w matkę (podobno aż mu się łezka zakręciła).
Chociaż myśli błądziły po umyśle młodej, nie zadręczała się nimi w tamtym momencie. Widok rozweselonej Shori, która dosłownie wyglądała, jak rozciągnięta wersja siebie za szczeniaka było jedynym jej obrazem. Kto by pomyślał, że mimo ładnego dorośnięcia już, skubana będzie miała swój moment powrotu do dzieciństwa. Początkowo szła, jak na dojrzałą waderę przystało, by już po kilku minutach biec przed siebie z donośnym śmiechem i skakać nad wodą.
- Co ja z tobą czasami mam — powiedziała cichym żartobliwym tonem podczas słuchania pisków starszej podczas skakania nad falami.
- Oj, nie bądź taka Sini! Nie możesz być wiecznie sztywna!
- Że ja jestem co?
- Sztywna! Też musisz trochę się zabawić! - Mówiąc to, Shori wycelowała w nią swoim skrzydłem. - Nawet nie wiesz, jak mnie świerzbi czasem, żeby cię prawie wytargać na spotkanie czy drobną imprezę. Jesteś młoda, piękna i piekielnie zdolna, tylko nie dostrzegasz tego! Osobiście dopilnuje tego, żebyś też miała trochę radochy w życiu.
- To zabrzmiało trochę jak groźba, zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? - Sini zapytała bez pardonu.
- Bo tak jest — odparła równie bezpośrednio druga.
- Och?... Siostro, co ty... Siostro, proszę! Nie!
Nie spodziewając się, że starsza ją prędko dopadnie, zaraz była ciągnięta w stronę wody. Shori naturalnie ignorowała jej dźwięczne protesty, dziarsko ciągnąc młodszą z suchego lądu, by na końcu ją dosłownie rzucić w morską pianę, skutecznie przy tym ją mocząc do cna.
- Zatem wszystkie chwyty dozwolone, co? - Kiedy wynurzyła się, z ociekając zewsząd z niej wodą i tym spojrzeniem, Shori odebrała to jako jedyny sygnał do brania łapy za pas, gdyż mogła tylko się domyślać, co młodsza jej zrobi w zamian za ten jakże uroczy gest.
- Przapraszaaaaam! Nie rób mi krzywdyyyyy! - Piszczała starsza podczas ucieczki od Sini. Oczywiście obie wiedziały, że nigdy sobie krzywdy nie zrobią, jednak dopadła je taka euforia, że było słychać tylko piski tej białej.
Było chyba jasne, że w biegu czy byle prędkości, Shori nie miała szans z Sini, która wówczas jej to dobitnie przypomniała — ona również dosłownie rzuciła siostrę w większą nadchodzącą falę.
- Zboczyła nieco z zamierzonego kursu — niższa powiedziała cicho do siebie, oglądając jak ostatnie z piór w skrzydłach siostry, znika w wodzie. Odliczyła równo trzy sekundy i idealnie o czasie Shori wynurzyła się. Zaraz podjęły dalszą zabawę.
W końcu ogłosiły remis, czy raczej zawieszenie broni, żeby móc legnąć sobie na piasku w celu podsuszenia się. Naturalnie umilały sobie czas rozmową, choć raczej to Shori mówiła, a Sini przysłuchiwała się jej, ale nie miał nic przeciwko temu staremu rozłożeniu. Kiedy w końcu futra w pewnej części podeschły, ponowiły przechadzkę po plaży, tym razem bardziej po piachu. Linia brzegowa miała bardzo ładne rzeczy do zaoferowania, przez to obie po dobrym kwadransie miał w małych kieszonkach trochę kolorowych muszelek różnej wielkości oraz kilka bursztynów.
- Już widzę nas w naszyjnikach z tymi cudeńkami — odezwała się uroczo, bo dziecięco, Shori.
- Do twarzy ci w nich będzie — potwierdziła cichym głosem Sini.
- To jak, siadamy do tego?
- Ja odpadam. Dobrze wiesz siostro, że moje zdolności manualne w tych kwestiach są okropne. Pamiętasz tamto plecenie wianków?
- Oj Sini, na pewno się poprawiłaś!
- To moja słabość przez życie. Nic się nie zmieniło, próbowałam — dodała, cicho parskając.
- Nie daj się prosić, no chodź. Na pewno nie będzie tak źle, a poza tym, liczą się chęci.
Już kilkanaście minut później obie podniosły głowy znad prób zrobienia naszyjników ze znalezionych morskich skarbów.
- Wow... Okej, nie kłamałaś. - Powiedziała Shori, spoglądając na wszystkie próbne muszelki, obecnie porozwalane całkiem.
- Mówiłam — Nen wzruszyła ramionami. Całe szczęście nie użyła tych ładnych sztuk. Spojrzała za to na naszyjnik starszej siostry. - Całe szczęście ty masz artystyczne łapy za nas dwie.
- Ach tak?
- Oczywiście — kiwnęła głową. - Każda twoja ręczna robótka jest piękna.
- Sini! - Shori pisnęła i jak za starych dobrych czasów, rzuciła się na szyję młodszej siostry, która nie miała nic przeciwko temu zachowaniu, gdyż znała postępowanie białej oraz była do niego przyzwyczajona. Kiedy wyższa nieco się cofnęła, obie zachichotały cicho.
- To jak, idziemy dalej przed siebie? - Zapytała Nen najdroższą krewną.

<Shori?>

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1255
Ilość zdobytych PD: 627 + 200% (1254 PD)
Obecny stan: 1881

piątek, 19 sierpnia 2022

Od Sininen ~ Egzekutor [Cz. 1]

Wzdycham ciężko i podobnie wypuszczam nagromadzone powietrze ustami, wzrok wodzi po pustej ciemności. Już dawno straciłam rachubę o ilości czasu, który przeminął, odkąd tu się znalazłam. Na pewno minęło sporo tego, już blisko po kilku latach przestałam liczyć. Nawet zapomniałam już, jak tu się znalazłam... Wszędzie tylko ta ciemność, która ogarnia mnie z każdej strony. Nigdzie nie ma jakiegoś punktu w celu zawieszenia wzroku. Kompletna pustka. Czasem, nieświadomie wyciągam swoją łapę i przejeżdżam nią po piórach, zastanawiając się przy tym, jak to się stało. Pamiętam, że znaczyły one wiele, były wychwalane, podziwiane... Nie pamiętam tylko ich imion oraz postaci, które wznosiły głośne okrzyki. Moja postać nawet w tej pustce straciła swoje barwy z czasów świetności, stałam się częściowo prześwitująca, kolory ciała również się rozproszyły.
Patrzę przed siebie całkiem często. Podobno miałam jakąś misję to wykonania, tą z rodzaju wielkich. Co przypominam sobie na tą chwilę? Od początku czekam na swojego następcę, dziedzica mającego przejąć pałeczkę i dokończyć moje zadanie, gdyż ja już nie mogę. Pozostaje mi tylko czekać na tego, kogo wybrał los.
Nie pamiętam, jak się właściwie nazywam. Miałam wiele imion, których nie mogę sobie przypomnieć. Ale jedno jest pewne. Jak mnie najczęściej nazywali.
Egzekutor.

*
Czasem spoglądam na swoje ciało i ciężko jest mi sobie wyobrazić, jak kiedyś wyglądałam. W obecnym stanie przypominam starego ducha pokrytego dodatkowo grubą warstwą kurzu, ponieważ inaczej trudno jest mi opisać zastałe barwy i tego typu rzeczy. Stałam się również nieco ciemniejsza i mogę się założyć, że oczy nie wyglądają w lepszym stanie. Niestety, tutaj nie ma żadnej formy zwierciadła na dostrzeżenie swego odbicia. Pozostają same wyobrażenia. Z jednej strony to dobre, gdyż pozwala na zajęcie myśli podczas pozostawania w stanie ciszy w tej ogromnej pustce, ale z drugiej na jak długo? Mogę jedynie tutaj czekać, nic więcej. Odczuwam jedynie cierpliwe oczekiwanie. Nie odczuwam przecież żadnych potrzeb fizjologicznych, zatem głód, pragnienie czy zmęczenie nie jest mi straszne.
Pewnie zastanawiasz się, czemu tak jest, prawda? Sprawa jest banalnie prosta.
Nie żyję od wielu lat.
Jestem jedynie pozostawionym cieniem po sobie samej.
Nie uskarżam się na swój los, nie. Cierpliwie czekam na wskazanego przez los spadkobiercę i będę pozostawać w oczekiwaniu tyle, ile tego wymaga. Może jeszcze się nie narodził? Albo nie obudził w pełni swoich mocy? A może jeszcze nie jest gotowy na zgłębienie się w siebie? Jest tak wiele możliwości... Lecz nie bój się, kimkolwiek jesteś lub gdzie jesteś, jestem od początku z ciebie bardzo dumna i nie mogę się doczekać naszego poznania. Na pewno mamy wiele wspólnego... Ach, sama myśl wywołuje lekki uśmiech na pysku!
Pospiesz się w miarę możliwości, mój drogi. Nie mogę już się ciebie doczekać...

*
W końcu coś zaczęło się zmieniać. Pustka, która do tej pory była ciemna, zaczęła przejaśniać swe barwy do ciemnej szarości. Było to o tyle niecodzienne zjawisko, że od razu wyłapałam powolną przemianę otoczenia, najpewniej z powodu długotrwałego zawieszenia tutaj w geście oczekiwania na całkiem niezrozumiały los w swoich warunkach. Znaczny czas później i moja postać stała się bardziej cienista, jakby mimowolnie pragnęła zrobić kolejny krok dalej w celu stania się jednością z otaczającą mnie pustką. Kontur ciała i wyraźne zaznaczenie każdej części z niego jednak cały czas pozostawał na swoim miejscu oraz w widoczności.
Podniosłam uszy. To musiał być znak, iż niedługo dane będzie mi poznać tego, na kogo od tak dawna czekam. Od razu poczułam iskrę oznaczającą pozytywne niemożność doczekania się.

*
To było niezwykle interesujące do oglądania, wiesz, o co mi chodzi? Moment, podczas którego twoja sylwetka zaczęła się pojawiać. Trochę to trwało, zdajesz sobie sprawę? Z początku to były bardzo słabe, gdyż ledwo widoczne błyski, które trwały najwyżej ułamek sekundy. Twoje ciało leżało w nieco zwiniętej pozie spania, tak bardzo przypominało mi to widok młodych szczeniąt przy bokach ich rodziców. Rozczulało to za każdym razem, zatem tym bardziej obserwowałam z podekscytowaną namiętnością twoje przybywanie. Nareszcie zaczęliśmy nawiązywać wspólny sygnał. Od początku byłam ciekawa, co było tego przyczyną. Ach, niedługo powiesz mi!
Twoje ja najwyraźniej było bardzo zagubione i nie znało tego miejsca, dlatego tak długo i krótkotrwale migało, nim zaczęło w pewien sposób rozumieć sytuację. Rozumiem to, nawet bardziej niż myślisz. Skłamałabym, gdybym ci powiedziała, że przeżyłam dokładnie to samo, bo tak nie było. Twoje wewnętrzne ja umysłu lub duszy może tu dobrowolnie wejść po usłyszeniu mojego zaproszenia, z kolei ja zostałam tu zapieczętowana, chociaż może raczej część mnie. I chociaż czekam tu na ciebie, decyzja nie należy do mnie, gdyż to ty zostałeś wskazany przez los na dokończenie mojego zadania. Mój najdroższy dziedzicu, tak długo na ciebie czekałam...
W końcu, twoje ja zaczęło stopniowo ostawać w pustce, gdzie i ja wiszę od niesłychanie dawna. Rozpoznałam to w momencie, gdy twoja postać stawała się bardzo powoli jaśniejsza i widoczna na około sekundę, aż w końcu całkiem cię mogłam widzieć. Możesz sobie myśleć i mówić co chcesz, ale z chwilą zobaczenia cię lepiej od razu wiedziałam, że cię kocham. To coś w stylu więzi rodzinnej, jeśli się zastanawiasz, kochałam cię od zawsze, jak matka swoje szczenię i to w dodatku wyczekiwane. Może jeszcze nie otworzyły się twoje oczy, ale natychmiast byłam pewna, że jesteś idealną personą, podświadomie to czułam i miałam niezachwianą pewność swojej racji. Wiesz, co było dla mnie jeszcze lepsze? Z każdym wyraźniejszym dostrzeżeniem twojej śpiącej sylwetki, coraz mocniej cię kochałam w pełni znaczenia tych słów.
W końcu, dostrzegam, jak otwierasz swoje oczy. Z początku powoli, zapewne musisz się czuć jak wybudzanie z głębokiego snu, ale tylko do momentu zorientowania się znajdowania się w ciemnoszarej pustce o niewiadomym pochodzeniu i celu. Po dotarciu tej informacji otwierasz gwałtownie oczy i podobnie zrywasz się z pozycji leżącej, żeby natychmiast rozejrzeć się wokół siebie. Odczuwasz strach, czy też raczej dyskomfort?
- Nie obawiaj się. - Odzywam się spokojnym głosem ku tobie. Dostrzegasz moją obecność, ale nie wykonuje ku tobie żadnego niepokojącego ruchu. - Krzywda cię tu nie spotka. Czekałam na ciebie od tak dawna...
- Kim jesteś? - Ach, mogłam się spodziewać tej nieufności w głosie i pozie. Uśmiecham się jedynie na tyle delikatnie, na ile mogę. Nie chcę cię przestraszyć.
- Już dawno zapomniałam moje faktyczne imię. Możesz mi mówić Egzekutor. Tak się cieszę, że udało nam się nawiązać kontakt...
Nie dane jest mi dokończyć i nacieszyć się twoją obecnością, gdyż nagle twoja postać wibruje i gwałtownie znika, równie szybko co się zmaterializowała w pełni. Coś musiało zerwać połączenie, może obudzenie się albo wyrwanie z własnych myśli? Ja się jednak nie martwię — skoro już udało nam się porozumieć, teraz pójdzie to znacznie prościej. Tylko czekać na zaśnięcie z twojej strony. Będę tu na ciebie czekać z radością. Nie mogę już wysiedzieć na samą myśl o poznaniu twojego imienia...

~*~
- Sininen! - Głos starszej siostry wyrwał młodszą z nieświadomej i mimowolnej drzemki za dnia. Wspomniała, natychmiast spojrzała na Chmureczkę, która spoglądała na nią z troską. - Wszystko gra? Pierwszy raz widzę, że przysypiasz poza nocą.
- Tak... Wszystko gra. Zamyśliłam się chyba — odpowiedziała jej po chwili zastanowienia. To był bardzo dziwny sen.
...
Bo to był sen, prawda?

Cdn.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1142
Ilość zdobytych PD: 571 + 10% (57 PD)
Obecny stan: 628

sobota, 30 lipca 2022

Od Sininen: Quest IV ~ Starzec

Wielu jest zdania, że panująca pogoda w ciągu dnia i mogąca się nagle zmienić jest w stanie reagować wspólnie na dziejące się sytuacje i wynikające z nich kumulacje. Jako taki przykład mogłaby być życzliwa relacja między dwojgiem, wtedy słońce rozkosznie grzeje na niebie pozbawionym byle chmur, tak by momentalnie zmienić się na sprawnie nadciągającą burzę jako wynik narastającej awantury między wspomnianą parą istot. Niby takie małe rzeczy, a tak pięknie oddawałyby symboliczne znaczenie.
Tego dnia było już całkiem ciepło od samego rana, niemal ogarniała zwodnicza duchota, na tyle, że podświadomie się wyciągało byle część ciała w stronę nieba z modleniem się o nadejście zbawiennej ochłody i wilgotności za pomocą deszczu. Pewna ciemna wadera była tego samego zdania, ta duchota zaczynała działać jej na nerwy zwłaszcza w momencie, kiedy po raz kolejny w przeciągu dziesięciu minut otarła sobie czoło z drażliwym pragnieniem przynajmniej umoczenia warg w chłodnej wodzie.
- Nosz ile można — mruknęła pod nosem podczas dojścia do wniosku, że wyjątkowo ciężko jest jej się skupić. - Zabiję za ochłodzenie.
Doskonale zdając sobie sprawę, że w stanie rozdrażnienia będzie się jej pracowało i myślało bardzo opornie, wyszła w stronę byle jakiego zbiornika wodnego, który uratowałby ją zbawienną niższą temperaturą. Im szybciej napije się i zanurzy się w pożądanej wodzie chociaż przez kilka minut, to będzie szukany oraz osiągnięty rewelacyjny wynik. Jeśli dałoby się w tamtej chwili i momencie zażartować, woda w oczach Sininen była niczym śpiewająca syrena, a ona sama zwykłym marynarzem. Może nie sprzedałaby duszę demonowi, wizja chłodnej wody to poddawała ten temat do żarliwej dyskusji. To właśnie było powodem, dla którego szła nieco szybszym krokiem, taka trochę narastająca desperacja. Potrzebowała się w miarę szybko schłodzić i w całości zanurzyć, bo nerwicy dostanie. I to jak najprędzej.
Kiedy dotarła do szukanego celu, jakim okazał się Lac doré, akurat opustoszały. Nawet nie starała się zachować godności — wskoczyła do wody po wykonaniu całkiem imponującego wyskoku, prawie wydając z siebie jęk na uczucie letniej wody, która moczyła jej sierść. Nie ma mowy, żeby wyszła po samym zmoczeniu, oj nie. Sininen w zasadzie siedziała w wodzie aż pod nos dobre kilkanaście minut z dbaniem o aktywne chłodzenie całego swego ciała.
- Na wszystkich bogów, czemu dziś jest taka duchota — wymamrotała pod nosem z powodu nie znoszenia wyższych temperatur. Jakby nie wystarczyło fatalne radzenie sobie w znacznych hałasach, to najpewniej od tego ciśnienia dostawała migreny. Po prostu pięknie. Dlatego to zamknęła w oczy i starała się wyciszyć wszelki myśli.
Ledwo opuściła zbawienny zbiornik wodny i już poczuła, jak na nowo atakuje ją parne powietrze, przez co od razu zwróciła głowę w kierunku tafli z utęsknieniem w duszy. Teraz duchota nabrała na sile.
W momencie chęci ponownego wkroczenia w jezioro zarejestrowała kątem oka kręcącą się w miejscu postać, tak po skosie od niej. Z całą pewnością mogłaby powiedzieć, że nie jest to jeden z tutejszych wilków w watasze. Powołując się na zakres obowiązków jako strateg, powietrzny zwiad oraz zwykły członek, natychmiastowo skierowała swoje kroki w stronę nieznajomego jej wilka. Kij wiedział, kogo tym razem tu przywiało.
Z każdym pomniejszaną odległością między nimi, zauważała więcej szczegółów. Był to dosyć stary wilk, gdyż siwość w znacznej części opanowała jego sierść, która w czasach swojej świetności musiała być barwy miedzianej. Już z dziesięć metrów przed nim dało się dostrzec mętne, niemal nieobecne spojrzenie oczu i niespokojne drżenie całego ciała.
Kiedy w końcu zbliżyła się na komfortową dla niej odległość między nimi, skierował ku niej swoją głowę z trudnością czy też wahaniem. Na jego oko był ślepe.
- Woda... Spadająca woda... - Mówił niezbyt głośno niczym modlitwę.
- Słucham? - Zapytała się go ciemna wadera. Mogła zauważyć, jak jego spojrzenie staje się bardziej wyraźne.
- Zabierz mnie do spadającej wody. Proszę... Mogę je zaoferować w podzięce za pomoc.
To powiedziawszy, upuścił kilka kolorowych kamyczków. Jego oczy z powrotem wydawały się zasłaniać mgłą pewnego rodzaju otępienia.
Prawdę mówiąc, zamierzała mu odmówić na tą prośbę. Nie wyjawił swojego imienia, nie zdradził, skąd pochodzi ani jakie ma zamiary podczas przebywania na terenach jej rodzinnej watahy. Zamiast tego stał przed nią raczej na pewno jakoś obłąkany starzec, z którym już było z góry wiadome o dosyć wyraźnie utrudnionym kontakcie, który nie umiał poprawnie wskazać jej dokładnego celu, do którego próbował się dostać.
"Żyj i daj żyć innym" chciałaby rzec. Już była skora zgrabnie, acz prosto z mostu powiedzieć mu, że mu nie pomoże i żeby opuścił terytorium watahy, kiedy odezwała się w niej cząstka empatii, która bywała najzwyczajniej w świecie całkiem upierdliwa. Podobno każdy dobry gest przybliża nam dobrą karmę, tak? Chociaż może raczej, ten głosik bardziej przypominał w odbiorze słodziutkie brzmienie, które trzyma ci pod twoim gardłem ostrze, grożąc nim. Tak, słodko i niebezpiecznie. Psia jego mać.
Niech zatem szlag trafi miękką stronę, która była również wpajana od młodego. Być może dlatego nie wdawała się obecnie w byle walki i tylko w ostateczności potrafiła solidnie skopać komuś tyłek. Ojciec byłby dumny.
- Czego dokładnie szukasz? - Zapytała się po wewnętrznym ciężkim westchnieniu.
- Spadająca woda... Spadająca woda... - Znowu zaczął powtarzać w kółko te dwa słowa.
- Chodzi ci o wodospad? - Mimo pytania, staruszek w żaden sposób nie odpowiedział, jedynie mówił jakby zacięty przed dalszą wiadomością. Nie mogąc doprosić się od niego o byle wiadomość zwrotną, tym razem westchnęła na głos. Odwróciła się do niego bokiem i wykonała ruch głową. - Chodź, poszukamy twojego celu.
Starzec zaczął za nią podążać z dziwnie wywijającym się ogonem na wszystkie strony, jakby chciał wytyczyć nowy kierunek świata. Czy trzeba było mówić, że z całą pewnością będzie na nim swoje pokłady cierpliwości?
- Jak masz na imię? - Zapytała po przejściu kilku metrów. Wilk w podeszłym wieku w dalszym ciągu majaczył. Samica westchnęła na to. Postanowiła zatem zwracać się do niego we własnych myślach per "staruszek". Dziadzio brzmiał niepokojąco.
Najbliższym punktem z wodospadem w ich obecnym położeniu był Cascade de rêve, bez słowa czy myśli niepewności skierowała się tam z bezimiennym towarzyszem. Co chwila musiała zaglądać przez ramię czy idzie w jej ślady, gdyż miała wrażenie, że w chwilach, gdy na niego nie patrzy to on albo stoi w miejscu, ewentualnie się zgubi. To dopiero byłoby ciężkie do wytłumaczenia.
Nie szli długo, może góra kwadrans z uwagi na częste postoje, nim dotarli na skraj miejsca z całkiem urokliwym wodospadem. Zrobiła krok w bok, tym samym dając lepszy widok podeszłemu wilkowi. Ten ruszał głową, jakby rozglądając się, ale jego oczy nie wyglądały obserwować. Nagle chwycił się za głowę i zaczął w sposób prędki się kołysać do przodu i do tyłu. Czyżby jakiś atak manii?
- Spadająca woda... Spadająca woda... - Mamrotał pod nosem.
- Jesteśmy przy niej. O to ci chodziło, prawda? - Zwróciła się do niego. Momentalnie wydał z siebie charczący zduszony krzyk, którego końcówka brzmiała już raczej jako pisk. Teraz jego ogon energicznie bił o glebę. Wadera w duchu czuła lekko pulsującą żyłkę na czole. Natomiast na głos to jedynie krótko skwitowała reakcję specyficznego staruszka. - Czyli nie tu. Sprawdźmy drugie miejsce.
To, czego była pewna, było to, że po odwiedzeniu jeszcze jednej lokacji, zaprowadzi go do lecznicy, gdyż starzec może mieć uszkodzoną głowę. Czy coś. Wydawał się na skraju załamania, manii, czy też zwykłego szaleństwa. Fantastyczne towarzystwo, czyż nie?
Skwar i duchota nabierały na sile.
Musiała go prowadzić, ale z powodu, iż co chwilę stawał w miejscu, sama się zatrzymywała. Gdyby nie fakt, że miała problem z obcym dotykiem (strach to raczej za dużo powiedziane, ale silny dyskomfort i brak bezpieczeństwa już tak), nie było mowy, by go chwyciła i w ten sposób poprowadziła w kierunku terenu znanym jako Douce Cascade, gdyż tylko ona jeszcze jej się kojarzył z jakimkolwiek wodospadem w watasze. Niestety duchota nie pozwalała na poprawne funkcjonowanie, dlatego zbliżyła się do większego drzewa w celu skrycia się w cieniu jego potężnych i bogatych w liście gałęzi po zbawienne jakieś odgrodzenie od zdradliwych promieni słonecznych. W geście ulżenia sobie przymknęła oczy, tylko na chwilę. Trwało to być może z minutę, więcej na pewno nie, kiedy przestała słyszeć nieco niemrawe tempo wiercenia się starego basiora, przez co otworzyła oczy. Faktycznie, znikł jej z pola widzenia.
Jakim cudem stary i być może obłąkany wilk nagle rozpłynął się w powietrzu w niecałą minutę? I to w dodatku przy Sininen o wyczulonym słuchu? NO JAKIM PRAWEM?
- Dziadku? Gdzie jesteś? - Zapytała się swoim nieco podniesionym głosem, który formalnie u innych wilków był normalną głośnością porozumiewania się. Samica wstała z pozycji siedzącej i rozejrzała się wokół. - Staruszku? Hej, dokąd poszedłeś? Wyjdź, przecież chciałeś naszą drugą spadającą wodę. Halo?... Nosz purwa — po czym ciemna wadera pięknie, acz soczyście, zaklęła.
I tym sposobem, samica zaczęła swój chód i ciche nawoływanie podeszłego wiekiem towarzysza. Musiała się sprężyć, żeby nie daj bogowie, ktoś z wilków ją spotkał albo tego staruszka. Nie będzie mogła spojrzeć we własne odbicie, jeśli to się wyda. Jaki kurde wstyd.
Swoje kroki skierowała w stronę Douce Cascade, łudząc się przy tym, że być może czystym przypadkiem tam go odnajdzie. Albo w drodze. A tam, pieprzyć szczegóły! Musiała jak najszybciej znaleźć wilka przed watahą, która i tak umierała na swój sposób od tego upału. Przynajmniej tak tłumaczyła sobie wyjątkowo panującą ciszę wszędzie w ciągu tego dnia.
Nie była pewna, czy jakieś bóstwo ją wysłuchało, czy co. Fakt faktem, ten bardziej siwy basior niż miedziany, kręcił się w kółko wokół najbardziej wysuniętych kamieni nad poziomem wody.
- Ach, więc tu się podziałeś — powiedziała swoim standardową głośnością po zatrzymaniu się na pięć metrów od staruszka. Ten stanął sam, jedynie ogon mu latał na wszystkie strony, podczas wpatrywania się w niewielki wodospad. Nagle wydał z siebie dźwięk śmiechu, który zdawał się go odmładzać przy tym.
Odwrócił głowę ku niej z całkiem przejrzystym spojrzeniem i uśmiechem.
- Dziękuję — powiedział, by następnie podrzucić w jej stronę te kilka kolorowych kamyczków.
- Tu nasze drogi się rozchodzą, co? - Spytała, sięgając po kamienie. Ten spojrzał na nią z zagadkowym wyrazem pyska przy przekrzywieniu głowy na swoje prawo.
- A czy kiedykolwiek się spotkały?
Zamknęła oczy.
- Naprawdę? Teraz mi to mówisz?

*
- Sini! Ile jeszcze będziesz siedzieć w tej wodzie? - Ciemna wadera otworzyła oczy na usłyszenie wołania starszej siostry, która stała na brzegu. - No dalej, wychodź, bo się zaziębisz!
Zamrugała oczami i się rozejrzała. Słońce było dalej wysoko na niebie, tylko szczęśliwie duchota nieco popuściła i dało się oddychać.
Czyżby miała właśnie sen, czy raczej halucynacje z tych temperatur?
W dalszym ciągu nienawidziła takiego ciepła.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1681
Ilość zdobytych PD: 840 + 10% (84 PD)
Nagroda za Quest: 400 PD +5 pkt inteligencja, +3 pkt zwinność, +4 pkt kondycja 
Obecny stan: 4 898

czwartek, 28 lipca 2022

Od Sininen c.d Niko ~ "Piórka"

~ Akcja rozgrywa się za szczenięcych lat~
Już jakiś czas temu pojęcie czasu stało się dla niej abstrakcyjne, dlatego nie zdawała sobie sprawy o ilości przeminiętych dni od pierwszego spotkania z młodym alfą. Musiało jednak minąć parę dni, co dla dorastającej waderki było dziwne w toku rozumowania, ponieważ pewnego popołudnia po powrocie z zajęć została zaskoczona przez ojca. Głowa rodziny sam wrócił z treningu wojaków.
- Jak się macie moje drogie? - Zapytał obie córki. Syn przebywał wówczas u ciotki. Chmureczka natychmiast zaczęła opowiadać o postępach, jakie zauważył jej opiekun. Kolejnym kamieniem milowym było pochwalenie się ówcześnie wyglądającą sytuacją z jej lataniem. Szczerze, Sininen uwielbiała słuchać siostry, nieważne na jaki temat. Widok jej radosnego pyszczka był wart wszystkich skarbów.
- Doskonała robota kochanie — powiedział dorosły wilk przy jednoczesnym głaskaniu najstarszej z jego własnej gromadki po głowie. - Z każdym dniem radzisz sobie lepiej. Tylko nie zapominaj o odpoczynku, on też jest bardzo ważny.
- To nie do mnie z tym — zażartowała Chmureczka i spojrzała znacząco na swoją młodszą siostrę. Tak, ona również zdawała sobie sprawę z chorego nakładania sobie obowiązków i każdej możliwej pracy do wykonywania. Naharys zaśmiał się krótko pod nosem.
- A tobie jak minęły zajęcia z Deusem? - Zapytał się ciemnej waderki.
- Z nauczycielem ćwiczymy przestrzennie. Mówi, że skupimy się w międzyczasie też na doskonaleniu słuchu — odparła cicho. Obserwowała, jak tata kiwa głową na znak przyjęcia do wiadomości. Zaraz jednak uśmiechnął się i przytulił ją delikatnie do siebie.
- Tak jak mówiłem przed chwilą, staraj się pamiętać o odpowiednim odpoczynku. To się tyczy każdego z osobna.
- Wycieńczony wilk nie jest odpowiednio pomocny — skwitowała to krótko młodsza. Miała na tyle specyficzne poczucie humoru, BARDZO specyficzne, ale i tak jej uwagi potrafiły bawić, jeżeli się przebywało na dłuższą metę z Sini albo znało się ją. Było to zatem powodem kolejnego cichego parsknięcia przez ojca.
- Miło jest mi słyszeć, że dopisuje ci nastawienie. Właśnie! Nie uwierzysz, z kim dziś rozmawiałem o tobie.
- Z kim? - Zapytały obie siostry jednocześnie.
- Z Niko.
- Młody przyszły alfa? - Sini zapytała się najpewniej dla upewnienia się co do słuszności swoich podejrzeń. Od ojca otrzymała potwierdzenie. Shori spojrzała na nią zaskoczona.
- Kto to? Skąd się znacie? - Zapytała zaciekawiona. Najwyraźniej starsza nie miała okazji go spotkać, o poznaniu nawet nie wspominając.
- Niedawno z nauczycielem trafiliśmy na niego podczas zajęć w terenie — odpowiedziała jej szybko. Tamta zdawała się szukać w pamięci, o który dzień chodziło. Biedna, sama pewnie miała urwanie głowy. Z ten czas zwróciła się do taty. - O co chodziło?
- Niko chciał mnie prosić o zgodę na wspólną zabawę z tobą. Całkiem sporo odwagi włożył w to pytanie o możliwość. Widać, że to nieśmiały chłopiec.
- Ale to urocze! - Zapiszczała radośnie Shori. W głębi ducha Sini zawsze rozczulało to wyraźne ukazywanie emocji przez starszą siostrę, kij z tym że była znacznie starsza od niej samej.
- Co mu powiedziałeś? - Ponownie zadał pytanie ku rodzicowi.
- Odparłem, że nie powinno być z tym problemu. Dostał moją zgodę, ale ostateczna decyzja o spędzaniu razem czasu należy do ciebie kochanie.
- O-och... - W środku poczuła lekkie mrowienie na usłyszenie, że może zdecydować czy chciałaby się kolegować z tamtym basiorkiem i wspólnie się bawić. Zresztą, mało kiedy słyszała, że jakaś decyzja końcowo jest zależna od niej.
- Możesz jutro się z nim pobawić. Po zajęciach Noiter będzie miał na was oko — dodał biały wilk.
- Trening czy ważne spotkanie? - Zapytała się ciekawa Shori.
Tata tylko się uśmiechnął. Czyli oba warianty.
Oh boi.

*
Następnego dnia, w jej odczuciu zajęcia trwały całkiem sprawnie i zakończyły się jeszcze szybciej. W głowie jednak miała totalny mętlik myśli, których za nic nie była w stanie uspokoić i posegregować. Z jednej strony cieszyła się na wiadomość, że ktoś inny niż z grona rodziny i opiekuna oraz nauczyciela chce z nią spędzać razem czas, ale z drugiej bała się czy nie będzie to ktoś w stylu "Ereden wersja 2.0". Nie dawała po sobie poznać posiadanych obaw. Nie w sposób było ich się pozbyć, mimo usilnego próbowania patrzenia na to z nadzieją na pozytywny finał.
Po zakończeniu zajęć skierowała się od razu w stronę Clairière Verte, gdzie miała się spotkać ze starszą siostrą oraz opiekunem. Spodziewała się, że Chmureczka już tam będzie, gdyż podobno jej mentor miał z nią lekcje w pobliżu miejsca docelowego. Co do opiekuna, tata wspomniał, że będzie na miejscu, podobno w celu socjalizacji z częścią watahy, zatem najpewniej tyczyło się to młodszej z sióstr.
Ledwo co wyszła zza roślinnej bariery oddzielającą Clairière Verte od innej części terenów watahy, a już została zauważona przez wyczekujące spojrzenie Chmureczki.
- Sini! Tutaj! - Bez cienia wstydu wydarła się i pomachała łapką, tym samym ściągając uwagę kilku wilków, które wydawały się, chociaż w niewielkim stopniu rozbawione siostrzaną więzią. Ciemna posłusznie potruchtała w kierunku starszej, która natychmiast zamknęła ją w uścisku.
- Ale zrobiła się z ciebie dziś przylepa — wymamrotała uwagę, na co Chmureczka zaśmiała się wesoło.
- Wybacz, tak mnie od rana nosi... Co porobimy?
- Umm...
- Wiem! Widziałam tu wcześniej taki fajny mięciutki mech. Zwiążemy go w kulkę i będziemy rzucać nią do siebie, co ty na to Sini?
- Brzmi ciekawie — odparła cicho młodsza, tym samym od razu dając się pociągnąć ku Noiterowi, który spoglądał z zaciekawieniem na nie.
- Witaj Sini. - Przywitał się z młodszą od razu z miłym uśmiechem. - To jak? Co wymyśliłyście za zabawę na dziś?
Chmureczka od razu przedstawiła swój pomysł i zapytała się o możliwą pomoc ze strony Noitera przy związaniu mchu, po który miała zaraz iść. W takich momentach nie miała możliwości w kwestii nadążeniu za siostrą, w którą wstępował niby diabeł. Czy to przeszkadzało Sini? Otóż nie! Jej serce cieszyło takie obrazki. Tym sposobem, już po kilku minutach oglądała trzymaną piłkę z mchu w łapach Chmureczki. Musiała być przyjemnie miękka i lekka, ale nie na tyle, żeby wiatr ją zdmuchnął z łatwością. Tak obie zaczęły nie tylko rzucać do siebie nową zabawką, turlanie również wchodziło w grę. Ciemna może i się nie odzywała, jednak na jej pyszczku malował się zarys delikatnego uśmiechu na spędzaniu czasu z ukochaną siostrą.
To była taka fajna zabawa, że ciemna niejako się wyłączyła z otaczającego ją świata na tyle, że podskoczyła zaskoczona słysząc swoje imię.
- Witaj Sininen. - Przywitał się cichym głosem Niko. Sini będąc zaskoczona natychmiast obróciła głowę ku niemu z szerszymi oczyma, spoglądając na stojącego obok skrzydlatego samczyka, którego skrzydła aktualnie częściowo opadały na ziemię, sam stał w pozie skrępowania z nieśmiałości.
- Sini, uważaj! - W tle krzyknęła Shori, która znajdowała się może dziesięć metrów dalej (zwiększały odległość między sobą z każdym rzutem), gdyż piłka od niej już słaniała się ku młodszej. Nawet nie wyciągnęła łapek, piłka zwyczajnie uderzyła ją miękko między uszami, by ostatecznie spocząć na trawie przed nią. To nawet nie bolało, było zdecydowanie bardziej zaskakujące. Shori już leciała ku niej. - Nic ci nie jest?!
- Przepraszam, to moja wina — powiedział Niko to tak cicho, że nawet bezskrzydła ledwo zarejestrowała jego głos pośród otaczających ich szumów. Teraz była pod ostrzałem spojrzeń z obojga stron.
- Nic się nie stało przecież. - Powiedziała cicho ku Chmureczce. Zaraz zwróciła do nowoprzybyłego. - I to nie była twoja wina.
- Możesz mnie uderzyć za to — powiedziała odważnie starsza z sióstr, wypinając klatkę ku niej i zaciskając oczy. Sini trzymała w łapkach winny przedmiot, spoglądała na piłkę, to na siostrę.
W końcu, po chwili zastanowienia, po prostu rzuciła lekko nią, przez co mech lekko pacnął futerko Shori na jej klatce. Otworzyła oczy i spojrzała z niedowierzaniem na młodszą, która wzruszyła ramionami.
- Jest mięciutka przecież. Nie zrobiłaby nikomu krzywdy.
- No ale... Dobra, nieważne. - Zaraz westchnęła. Po tym spojrzała na przybyłego. - Kim jesteś? Skąd znasz Sini?
- Jestem Niko. Sininen to moja przyjaciółka — odpowiedział jej niepewnie basiorek.
Nie byłoby błędem powiedzieć, że oczy Shori dosłownie zaświeciły na tyle, że oczy Sini przy jej wydawały się całkowicie mętne. Od razu się uradowała.
- Przyjaźnicie się? Sini, czemu nic mi nie mówiłaś?!
- No bo... - nawet wydukać nie była w stanie, w starszą z sióstr dosłownie wstąpił jakiś demon radości. Zaraz pobiegła w podskokach do opiekuna w celu podzielenia się radosną nowiną. Kiedy odeszła na kilkanaście metrów, Niko ponownie zwrócił się do ciemnej.
- Sininen?
- Tak?
- Mogę nazywać cię moją przyjaciółką?
Zapytał, z pewnością siląc się na odwagę wypowiedzenia tego pytania. Ona niepewnie spojrzała na oddalającą się siostrę, to na niego. Dopiero po chwili, w duchu zastanawiając się, czy dobrze wybrała, kiwnęła głową, co poskutkowało szczerym uśmiechem basiorka.
- Chcesz się z nami bawić? - Zapytała nagle Shori, która właśnie przybiegła z powrotem. Niko, jakby spanikował.
- Czy... Chcecie?
- Czemu nie? -Zapytała starsza, podczas gdy Sini tylko zerkała na niego bez zabrania głosu.
- No bo... Nie jestem... Wiecie, prawdziwym synem... I może nie chcecie się bawić z kimś takim... Jak ja...
- Żartujesz sobie?! To bez znaczenia, że ktoś jest adoptowany, czy nie. - Zaśmiała się, po czym poważnie dodała — Sama jestem "przybłędą". Nikomu nie powinno to robić różnicy. - Odpowiedziała, akcentując słowo przybłęda.
- Nie mów tak. Jesteś moją prawdziwą siostrą. - Dopiero wtedy Sini się odezwała, co zadziwiające, mówiła te słowa bez najmniejszego zawahania. Shori spojrzała na nią z wrażliwym uśmiechem. Nieme podziękowanie aż poczuła na sercu. Zaraz zwróciła się do jedynego samczyka. - Starsza siostra ma rację. Co w tym złego?
Nie była pewna, czy był poruszony ich słowami. Fakt faktem, coś się zmieniło w jego aurze.
- Waśnie! Ja się jeszcze nie przedstawiłam. Jestem Shori, starsza siostra Sininen — nadrobiła niezbędnym ujawnieniem swojego imienia. Zaraz uśmiechnęła się do niego. - To jak, zagrasz z nami?

*
Blisko dwie godziny bawili się piłką z mchu, zanim ciepły głos samicy alfa nie przywołał do siebie na chwilę Niko, wyrywając go tym samym z zabawy. Kiedy rozmawiali niezbyt głośno i to na uboczu, Shori szepnęła wesoło do ucha młodszej.
- Jest naprawdę uroczy.
- Myślisz? - Zapytała się ciszej. - Jak na to patrzysz?
- Ogólnie — zachichotała. Chmureczka przywykła do postrzegania świata przez ciemną, pewnie jej to wyjaśni z własnego rozumowania. - Twój przyjaciel to też mój przyjaciel.
- Dzień dobry dziewczynki. Wybaczcie moje drogie, ale muszę porwać waszego towarzysza — powiedziała podchodząca Renesmee z Niko częściowo za nią. Wydawał się skrępowany i zasmucony tą wiadomością.
- Możemy się pobawić później — powiedziała do niego cicho Sininen, na co podniósł uszy oraz wzrok na nią.
- To obietnica? - Zapytał z nadzieją w głosie i oczach. Było to za dużo jak dla niej, dlatego uciekła wzrokiem na bok i pokiwała głową w milczeniu na znak zgody.

Niko?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1670
Ilość zdobytych PD: 835 + 10% (83 PD)
Obecny stan: 3 574

środa, 27 lipca 2022

Od Sininen do Naharys'a ~ "Zapomniana melodia"

Słońce zbliżało się do osiągnięcia najwyższego punktu na niebie w ciągu dnia, podczas gdy Sininen kończyła segregację niezbędnych dokumentów, które na bieżąco aktualizowała w oparciu o własne informacje i zdobywane od innych. Ponieważ od rana ojciec miał na nią oko, czyli zrobił jej przymusowe wolne, waderze pozostawała tylko papierkowa robota, że coś w ogóle móc działać. Naharys zresztą przynajmniej raz w miesiącu pilnował ją przez dzień, żeby miała odpocząć, ostrzegał ją o tym od początku tylko bez podawania konkretnej daty wdrożenia tegoż planu. Tak teraz rysowała po piasku wysuniętym pazurem przedniej łapy drobne punkty terenów watahy i mając na uwadze rozmieszczenie różnych punktów, w milczeniu analizowała losowe warianty i najlepsze rozwiązania, później pewnie zabawi się w układanie kamieni albo też drobnych patyków.
Oczywiście, nie radowało to jej ojca, który właśnie ciężko westchnął.
- Nie miałabyś ochoty na spacer, moja droga? - Zapytał się w końcu po kilkunastu minutach obserwacji najmłodszej. - Wybacz mi, ale nie mogę patrzeć na twój wariant odpoczynku.
Ścisnęło ją w żołądku. Czy nawet odpoczywać nie umiała poprawnie?
- Gdzie byś chciał? - Zapytała się podczas podnoszenia do pozycji siedzącej, jednocześnie bardziej składając skrzydła. Poprzedniego wieczora bowiem rozmawiała z Kuki, którą też zaskoczyła kwestia tych silnych bólów przy przymusowej transformacji wyglądu i obie doszły do trudnego wniosku, jakim było na razie utrzymywanie się w prawdziwej formie.
Starszy posłał jej uśmiech na jej reakcję związaną ze zmianą pozycji ciała.
- Nasza tradycyjna trasa?
Musisz czytelniku wiedzieć pewną kwestię: Naharys już dawno zauważył, że jego młodsza z córek nie zapuszcza się na jedną polanę i nigdy z własnej woli tam nie postawiła łapy, niby blokada nie do zdarcia. Pewnie się zastanawiasz czemu i o jakie miejsce chodzi, prawda? Spieszę z wyjaśnieniem — to była dokładnie ta polana, gdzie doszło do uprowadzenia Piny oraz Tsumi. Wilki, które wiedziały o tym zachowaniu Sininen, zakładały, że to musi być sprawa ciężkiej traumy, gdyż udało się ją ściągnąć jedynie na granicę zieleniny tam i jedynie w ramionach ojca na silnych środkach uspokajających. Sama z siebie nigdy tam nie wróciła, prawdopodobnie nigdy do tego nie dojdzie.
Nie przeszkadzało to ojcu przy wybieraniu się na spacery z córką po odosobnionych częściach watahy, którą zawsze skrycie cieszyło wspólne spędzanie czasu z rodzicem. Nawet jeśli nie rozmawiali za dużo podczas chodzenia, zwyczajnie cenili swoje towarzystwo, mogli poruszać różne tematy również. W dużej mierze było to prawdopodobnie spowodowane, że Nen było daleko do słodkiej i niewinnej wadery, którą trzeba bronić na każdym kroku. Wiele czynników wskazywało na to, że raczej faktycznie była zimna, a jej serce pozostało skute grubym lodem, czyniąc ją wojenną chłopczycą.
W chwili wspominania imienia starszej siostry, którą raczej spotkają podczas spacerowania z uwagi na dzisiejszą wartę, z rozmowy wyrwał ich niespodziewany hałas dobiegający zza krzaków po częściowo skrywanym zboczu terenu, by w kolejnej chwili wypadł z niego obcy wilk wprost na Naharysa. Zaskoczenie było całkiem duże, ponieważ ojciec z córką dali radę jedynie się obrócić ku źródłowi, Sini jeszcze zrobić krok w bok, a i tak biały został częściowo zepchnięty do podłoża. Obcy po gwałtownym zetknięciu się z innym wilkiem, zaraz przyjął pozę oznajmiającą gotowość do starcia. Nie było mu dane jednak zaatakować Naharysa, gdyż momentalnie został w sposób brutalny zepchnięty z niego przez Sininen, która sama tym ruchem dała jasny sygnał o trzymaniu się z daleka.
To byłoby stanowczo zbyt piękne, żeby się skończyło. Jak to zatem wyglądało? W sposób całkiem prosty: obcy i Sininen natychmiast wpadli w żarliwy i szalony wir walki przeciwko sobie. Miała tylko jeden cel, niedopuszczenie do zranienia ojca. To było powodem, dla którego szybko i bez żadnej litości atakowała nieznajomego. Zwyczajnie nie miał szans przeciwko jej prędkości.
- SAARIEL! W TEJ CHWILI PRZESTAŃ! - Ryknęły chórem dwa głosy, znowu obce. Miało to miejsce w momencie, gdy wadera porządnym ruchem pozbawiła tamtego oddechu.
- Przychodzimy w pokoju! - Dodał gorączkowym tonem jeden z dwóch głosów, którzy właśnie wypadli zza gęstwiny. - Nie chcemy wojny, młody popełnił właśnie błąd! Saariel, w tej chwili się wycofaj! Mówię to jako twój przełożony!
Sininen wówczas zastanawiała się nad kwestią zlikwidowania agresora, który w tamtej chwili był bardziej zszokowany i walczył sztywniejszymi ruchami, ale się nie poddawał. Przez myśl przemknęło jej podobieństwo do starszej siostry i ich wspólnych treningów. Zamiast tego, wykorzystała siłę skrzydła i powaliła go na łopatki, nie dając mu szansy na dalszą walkę, gdyż przygniatała go nim.
- Sininen, przestań walczyć — wydał polecenie Naharys takim tonem, że brzmiało jak rozkaz niż prośba ojca.
Wadera posłusznie znieruchomiała i zaprzestała wykonywania kolejnych ciosów, jednak nie zwolniła nacisku skrzydła. Wpatrywała się lodowato i ostrzegawczo w przygwożdżonego samca, jak się okazało.
- Co tu robicie? Kim jesteście?- Zapytał spokojnie ze zmieszanym echo chłodu i złości pozostałej dwójki. Ten ciemny wydawał się co najmniej nie być zachwycony sposobem ich wejścia, za to brązowy nie pokazywał żadnych emocji na pysku.
- Szukamy pomocy i naszej młodszej siostry. Czy możesz przekonać swojego towarzysza, by zwolnił naszego? Zapewniamy czysto pokojowe zamiary — odezwał się ten brązowy o całkowicie spokojnym głosie. Nen jednak zorientowała się o aurze ku temu, któremu przyszpilała, że raczej będzie miał od niego kłopoty. Ona jednak czekała na kolejne polecenie kapitana wojska. Już nawet nie myślała, że oto kolejne jednostki pomyliły jej płeć, tym razem na pewno było to spowodowane przyjmowaną pozycją jej ciała, która nie pokazywała jej żeńskich atutów.
- Sininen — powiedział tylko, ale w takiej tonacji, że zrozumiała przekaz. Bez słowa cofnęła skrzydło i złożyła oba, po czym wycofała się do stania po prawicy białego. Wilk o imieniu Saariel ciężko dźwignął się do pozycji siedzącej.
- Ach, towarzyszki. Wybaczcie, mój błąd — zaraz poprawił się jaśniejszy obcy wilk po zorientowaniu się o właściwej płci skrzydlatego wilka.
- Ale masz zamach — wysapał i spojrzał na nią z błyskiem w oku. Zaraz oberwał w głowę od najwyższego z trójki wilków. - Ej! Za co to?!
Zaraz jednak uspokoił się, widząc spojrzenie brązowego samca, o tym samym sposobie umaszczenia. Musieli jak nic być spokrewnieni. Z widoczną niechęcią zebrał się do pozycji starszych, będąc dalej pod ostrzałem zimnego spojrzenia jedynej wadery z całego ów zgromadzenia.
- Tak jak wspominałem, szukamy pomocy i naszej krewnej z tego powodu. - Ponownie to brązowy zabrał głos, jakby był mózgiem pośród tej trójki. Podobnie jak najwyższy, cały czas nie spuszczał wzroku z niej. - Czy pozwolisz, by to spotkanie nie zostało odebrane i zapamiętane jako wypowiedzenie wojny?
- Niech będzie. - Odparł po chwili biały samiec. Spojrzała na ojca szybkim zerknięciem kąta oka i wróciła do obserwacji nieznajomych. - Zatem przedstawcie się. Kogo konkretnie szukacie?
Kiedy zerknął na nią pytająco na córkę, ta niezauważalnie pokręciła głową. Wyczuła w tym nieme pytanie, czy jest gdzieś dalej ukryte towarzystwo, ponieważ wadera miała znacznie bardziej wyostrzony słuch niż on i od razu by wychwyciła inne wilki. Widząc jej przekazaną informacje, biały wydawał się być spokojniejszy co do ich pozycji. Z kolei dwa starsze wilki po drugiej stronie na krótko wymienili się spojrzeniami i kiedy już mieli się odezwać, usłyszeli z góry znajomy głos.
- Co tu się dzieje? - Zapytała czujne Shori obcych w trakcie lądowania po drugiej stronie ojca.
- Jesteśmy w trakcie ustalania — odparł jej ojciec, na co teraz obie córki wpatrywały się w przybyłych.
Tylko jeszcze jego tu brakuje, pomyślała Sininen. Normalnie cyrk na kółkach. Co jeszcze, kogo tu jeszcze przywieje? Nawet jeśli to byłaby zwykła ciekawość, obcy mogą to odebrać jako alarmujące znaki o możliwym niebezpieczeństwie. Nawet jeśli sami nie zrobią czegoś durnego jak ten najmłodszy przed chwilą. No, ale w każdym razie...
Najstarszy czarny odchrząknął.
- Jestem Letho. To mój brat Adgur i jego syn Saariel.
- Jeszcze raz przepraszamy za jego wybryk — dodał brązowy bezemocjonalnym tonem głosu.
Ponownie wyczuła zmianę u ojca. Nie była pewna, ale czy przypadkiem nie wydawał się nieco poruszony? Dlaczego?
- ... Szukacie siostry, tak? Jak ma na imię? - Zapytał się uważnie.
- Pina. - Odparł Letho.
Momentalnie wszystkich jakby piorun trafił. To byłby zbyt duży zbieg okoliczności, żeby byłoby żartem. Zresztą, Nen kojarzyła od matki, że wychowywali ją dwójka starszych braci, gdyż kiedyś raz napomknęła w rozmowie. Nigdy jednak nie usłyszała ich imion, więc jedynie głowa rodziny mógłby potwierdzić bądź zaprzeczyć. Sądząc po jego reakcji, raczej skłaniało by się ku pierwszemu wariantowi.

*
- Dobrze rozumiem? Jesteście rodziną matki? - Zapytał się Ereden trojga przybyłych, zaraz po ich przedstawieniu się i ujawnieniu imion czwórki domowników jaskini, w której wszyscy obecnie przebywali. Samica alfa po usłyszeniu tego, co zaszło, zostawiła ich rodzinie, wierząc, że oni będą wiedzieć co zrobić.
Jedyny brązowy basior pokiwał głową.
- Sądząc po waszej reakcji, nie mówiła wam za dużo — stwierdził fakt. Młode pokolenie potwierdziło jego przypuszczenie. Świadczyło to o tym, że nigdy nie mieli okazji usłyszeć imion wujków.
- Kilka razy tylko wspomniała was w rozmowach — przytaknął Naharys. Tamci tylko westchnęli.
- Cała Pina...
- Naprawdę, jeszcze raz przepraszam za to wejście. - Bąknął Saariel. Zaraz zwrócił się do najniższej z uśmiechem. - Masz świetny prawy sierpowy, zwala z łap.
- Co się stało? - Zapytał się nagle Ereden, nie rozumiejąc sytuacji. Nic dziwnego, przebywał w jaskini i studiował zioła, zatem jako jedyny nie był w stanie zobaczyć więcej, niż samo przybycie gości.
- Pewien kretyn, - podkreślił Letho podczas spoglądania na najmłodszego towarzysza, - spadł ze stromego zejścia na twojego ojca i ze szczęścia go zaatakował. Twoja wojownicza siostra skopała mu tyłek w sposób pierwszorzędny.
- Wojownicza? - Zapytał Ereden.
- Że Sini? - Dodała aż nieco ogłupiona Shori. Wszyscy spojrzeli na nią, na co od razu uciekła wzrokiem, mocno niechętna do bycia w centrum uwagi.
- Świetny materiał na wojownika — dodał Adgur.
- Ale to strateg — powiedzieli chórem Naharys, Ereden i Shori. Tamci zdębieli.
- ... Ile macie lat? Przynajmniej trzy, prawda? - Zapytał słabo Saariel.
- Ereden i Sininen mają 2 lata, Shori jest starsza o pół roku — odpowiedział mu Naharys.
Kuzyn jęknął i zakrył pysk łapą, gdzie w tym samym momencie Letho wybuchnął głośnym śmiechem. Ponieważ nie uspokajał się, Adgur cierpliwie wyjaśnił, że jego syn to urodzony wojownik i takie stanowisko obrał w ich watasze, do tego ma trzy lata. To wystarczyło, żeby zrozumieć, jak właśnie jego najmłodsza kuzynka skutecznie zdeptała mu męskie ego.
Dopiero po uspokojeniu się, czyli po opływie kilku minut, Adgur ponownie zabrał głos.
- Zatem, gdzie możemy spotkać naszą młodszą siostrę? Wskażecie nam drogę? To pilna sprawa niecierpiąca zwłoki.
Na chwilę po drugiej stronie zapadła cisza. Dopiero ojciec ją przełamał.
- Obawiam się... To nie będzie możliwe -odezwał się nieco drętwym tonem głosu. Letho postawił uszy na widok, że żadne z jego siostrzeńców nie nawiązuje kontaktu wzrokowego.
- Dlaczego? - Zapytał się starszy z braci.
- Matka została porwana, dawno temu — mruknął Ereden. Letho wraz z Saarielem zrobili wielkie oczy po usłyszeniu tej wiadomości, gdzie Adgur tylko nieco otworzył szerzej oczy, ale nie dawał po sobie poznać głębszych emocji, które zapewne zawirowały w nim.
- Kto ją porwał? W jakim celu? - Zapytał się napięty Letho, nieco się pochylając do przodu przy tym w stronę tamtych.
- Nie wiemy — odparła cicho Shori. - To było nagłe i niespodziewane.
- Macie jakichś świadków tego wydarzenia? - Zapytał chłodnym tonem brązowy.
- Tylko jednego — odparł Naharys, po czym wraz z dwójką starszych dzieci spojrzał w kierunku najmłodszej, która wpatrywała się w swoje łapy.
Tamten incydent tak mocno wrył się w jej psychikę i odbił się dotkliwie na waderze, że aż ciężko było dobrać odpowiednie słowa, które ją opisywały. Wszystko pamiętała z przerażającą dokładnością, nawet o typ polnego kwiatu, na jakim osiadł się wówczas motyl, który przeleciał przed ówczesnym szczenięcym noskiem. Była zmuszona po raz kolejny szczegółowo opisać sceny, które prześladowały ją w koszmarach sennych oraz wizjach, kiedy nie mogła znaleźć sobie żadnego zajęcia do wykonywania. W momencie kończenia przerażającej historii, która była skuteczną traumą od dzieciństwa, poczuła, jak starsza siostra kładzie łapę na jej barku i patrzy na nią ze smutkiem, zapewne w geście pocieszenia. Jednak kiedy spojrzała na wujków, oni z kolei patrzyli na siebie z nutą strachu w oczach.
- Myślisz... - Zapytał Letho.
- Bez dwóch zdań. Jedno z dwóch. - Odparł mu młodszy brat. Po chwili spojrzeli na Sininen i brązowy wilk ponownie zabrał głos. - Zatem... Potwór od początku obrał za cel ciebie, ale to twoja matka została ostatecznie przypadkiem schwytana i zabrana, prawda?
- Tak — odparła cicho bez chwili zawahania się. To był szczegół, którego nawet ojcowi nie wspominała. W oczach błękitnej najważniejszą informacją było to, że to Pina została uprowadzona.
- Czyli nie ma mowy o pomyłce — westchnął ciężko Adgur. Po chwili zwrócił się do całej rodziny po drugiej stronie. - Obawiam się, że musimy was prosić, byście się udali z nami do naszej watahy, na miejscu wyjaśnilibyśmy wszystko o tym porwaniu. Skoro nie mamy Piny, jesteście naszą jedyną nadzieją. Szczególnie wasza dwójka — dodał, spoglądając na siostry. Zaraz wstał, w jego ślady poszedł starszy oraz syn. - Zostawimy was przez noc, musimy wyruszyć z samego rana. Odpocznijcie.
- Skąd ta pewność, że pójdę z moimi dziećmi z wami? - Zapytał się siedzący prosto Naharys. Letho lekko podniósł kącik ust.
- Dokonacie odpowiedniego wyboru. Pina byłaby tego samego zdania.
- Będziemy na granicy, gdzie się spotkaliśmy — dodał Saariel. To powiedziawszy, wyszli przy wcześniej poinformowaniu jednej z czujek nocnych.
Sininen przycisnęła do siebie mocniej swoje skrzydła, nie podnosząc wzroku z łap, teraz jedynie oparła się grzbietem o ścianę jaskini. Shori wcześniej pytała o powód tej formy, gdyż mało kiedy mogła ją widzieć, na co młodsza wyłgała się potrzebą przerwy od użytkowania tej konkretnej mocy.
- To, co zrobimy? - Zapytała się Chmureczka, która nie spuszczała łapy z barku siostry.
- Jaki plan? - Także i Ereden dodał swoje pytanie.
Najmłodsza milczała, nie chcąc się odezwać. Domyślała się, że ojciec zdawał sobie sprawę z położeniem sytuacyjnym. Była całkiem spora szansa, że wataha mocno odczuje nieobecność aż czworga wilków, ale z drugiej strony bracia rodzicielki musieli znać prawdę o tym incydencie i co do ciężkiego licha odebrało im matkę, jednak coś chcieli w zamian. Nawet jeśli cała trójka była dorosła, zostali dla wysłuchania opinii ojca na ten temat.

Naharys?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2218
Ilość zdobytych PD: 1109 + 20% (221 PD)
Obecny stan: 2656

wtorek, 26 lipca 2022

od Sininen cd Eredena~ "Tam, gdzie opadnie bitewny pył"

Jedną z umiejętności, które w stopniu niemal dominującym opanowała ze szczenięcych lat, była ta, że wadera miała nadzwyczaj wyczulony słuch, jeśli nie nad wyraz rozwinięty. Dawało to jej dodatkowe punkty przewagi w codziennym funkcjonowaniu i na pewno byłoby to jeszcze lepsze na polu walki. A jednak nie dawała po sobie tego poznać, więc bardzo łatwo można zostać ogłupionym. Pozwalało jej to utrzymywać przewagę i nie dać się zaskoczyć. Nie zmieniało to faktu, ze wewnętrznie była spięta w trakcie picia wody i jednocześnie czując na sobie jego wzrok. Zdawała sobie sprawę, że obserwuje ją od jakiegoś czasu od poranka i już ileś tam dni, jednak nigdy nie dawała mu do zrozumienia, że wie o tym. Nie było to jednak nic w stylu ukazania jej wyższości nad nim, jeśli tak czytelniku możesz odebrać. To był bardziej lęk przed tym, co mógłby zrobić. Tak, twoje podejrzenia są poprawne — Nen nigdy nie przyjęła do wiadomości całą tę przemianę basiora związanego więzami krwi, to mogły być nawet niejako urojenia na zasadzie uśpienia czujności i ponownego zaatakowania. Najwyraźniej miała tak spaczoną przez niego psychikę, że nie szło tego obrócić. Wydawała się nie dawać wiary w zmianę na lepsze, jakby jedno wydarzenie nie mogłoby w takiej sile odbić się na kimś. Cóż za hipokryzja z jej strony.Ciągłe utrzymywanie zajętej głowy pozwalało jej nie myśleć o pewnych kwestiach, które tak zażarcie usiłowała odepchnąć z aktualnie poruszanych od małego, przez co zwyczajnie popadała w pracoholizm i głowa rodziny dawała jej znać, subtelnie proponując zwolnienie tempa lub zrobienie sobie przerwy w działaniu. Z kolei starsza siostra dobitnie dopominała się o zrównoważone tempo pełnionej byle pracy czy treningu przez najmłodszą, ponieważ „zapracuje się na śmierć i co z tego będzie”, jak to nie raz potrafiła powiedzieć. Wadera o elektryzujących oczach potrzebowała czuć się po prostu przydatna i potrzebna, nie wahając się podjęcia kroków, które w imieniu dobra ogółu mogłyby osłabić daną jednostkę.
I co z tego miała? Jej rozpaczliwe chęci poczucia się niezbędną w watasze i w domu skutkowały tym, że w zasadzie wszyscy uważali ją za niezmiernie oziębłą i bezduszną wilczycę, pozbawioną wszelkich ciepłych uczuć czy też mimiki. Nie była głupia czy ślepa — doskonale zdawała sobie sprawę, jak mogła raczej na pewno być odbierana w oczach reszty członków i, co gorsze, niejako w domu rodzinnym również. Mimo głównych starań starszej siostry gasła nadzieja na ocieplenie wizerunku młodszej, nawet w postaci wspólnych babskich wypadów z innymi waderami. A właśnie Sininen tego chciała, tej akceptacji z uznawaniem jej za waderę, a nie chodzącą bryłę lodu. Niestety, najwyraźniej nikt nie był w stanie dostrzec tego, że ta widoczna lodowata twierdza była tak naprawdę sejfem, który zaciekle bronił prawdziwego oblicza Sininen jako tą bardzo wrażliwą, dokładną kontynuacją jej za szczeniaka. Jednak z biegiem czasu tak mocno usiłowała sprawiać wrażenie twardej, że zgubiła klucz do własnego serca i nie potrafiła go w pojedynkę otworzyć, tym samym pozbawiając się do własnej prawdy. Chociaż próbowała i potrzebowała pomocy, każdorazową odrzucała ze strachu na odkrycie, że nie jest taka, na jaką próbuje udawać na każdym zakręcie w funkcjonowaniu. Ot, taki paradoks.

Jednak wróćmy do jego sprawy. W zasadzie już dawno usłyszała od starszej siostry podczas którejś nocy z cichych rozmów między nimi, że w jedynym basiorze pośród całej ich trójki zaszły zmiany przez chorobę i próbuje zaskarbić sobie na uzyskanie przebaczenia za wszelkie swoje przewinienia. Sininen na spokojnie założyła, że nawet sama Chmureczka nie dawała temu wiary na samym początku, ich opiekun za szczenięcych lat pewnie także. Mimo to najstarsza z rodzeństwa czasem wspominała o tym najmłodszej, jak gdyby chciała wpłynąć na jej opinię o nim. Tymczasem nie mówiła jej, że sam nie odważył się z pierwszym krokiem ku niej.
„Powinnaś dać mu szansę” - taki był milczący przekaz Shori, który zawsze wisiał w powietrzu podczas rozmów, gdzie pojawiała się jego persona. Za każdym razem Sininen milczała w oczekiwaniu na zmianę tematu, co również zauważała starsza. Zawsze wtedy wzdychała cicho i faktycznie zaczynała mówić o czymś innym. Ojciec rzadziej niby przypadkiem też wtrącał jakieś informacje o swoim synu podczas samotnych spacerów z córką lub podczas treningów. Zupełnie jakby nie byli świadom tego, co się działo w jego wykonaniu. Postawa Shori zresztą wydawała się najbardziej być nie na miejscu — sama tak wiele razy oberwała psychicznie od niego w obronie młodszej, a teraz próbowała delikatnie zachęcić ją do samego przemyślenia nad wybaczeniem mu? Zresztą, to nie była sprawa Sininen czy starsza w ogóle mu wybaczy, czy też nie, zamierzała uszanować każdą jej decyzję pod tym względem. Tymczasem ona? To akurat śmieszna sprawa: dopóki nie odważy się sam osobiście poruszyć tego tematu, w ogóle nie zamierzała myśleć nad tym. Ten wredny głosik z tyłu jej głowy uwielbiał drwić z jedynego męskiego potomka ich ojca nad jego tchórzostwem, gdyż tylko do niej jeszcze nie poczynił żadnego kroku. Lubował się w tym jego zachowaniu, smakował brak odwagi, napawając się faktem, że nie był absolutnie w stanie zebrać się i przezwyciężyć te emocje. Dobry, sadystyczny byt.

*

- Dosyć na dziś. Zapamiętajcie dzisiejszą sesję treningową i wyciągnijcie z niej wnioski do samodoskonalenia się — ogłosił Naharys po skończonym treningu jak największej liczby członków z części militarnej watahy, którzy okazali się być dostępni. Ereden wraz z kilkoma wilkami nie dało rady się zjawić z powodu innych zajęć pełnionych obowiązków. Tymczasem z obecnymi prowadził mieszane walki z wyłączeniem użytkowania zdolności magicznych. Mówiąc kolokwialnie, było widać w jego oczach dumę z córki, która zwyczajnie dała radę pokonać każdego poza nim samym.
Nen otarła kropelki śliny z kącików ust podczas normowania oddechu, kosmiczny ogon delikatnie podrygiwał w związku z tymi emocjami. Nawet nie zwróciła uwagi na, to kiedy stała się silniejsza w bezskrzydłej formie, czego dowodem było spranie niemal wszystkich obecnych. Swoją drogą, była ciekawa na obecnie osiągnięty poziom w przypadku walki w prawdziwej formie, być może kiedyś się odważy pojawić tak na grupowych zajęciach. Tymczasem niemal słyszała myśli części wilków odnośnie do jej, że niby jest strategiem i należy do powietrznego zwiadu "a tu taki koks". Ich zaskoczenie musiało być ogromne z uwagi na to, iż pierwszy raz mogli zobaczyć ją w akcji i to grupowej.
- Świetna robota — pochwalił ją ojciec, kiedy zostali sami po odejściu reszty. - Nawet nie wiesz, z jaką radością oglądałem twój pogrom.
- Ciebie nie pokonałam — powiedziała swoim cichym głosem.
- Nie, ale byłaś na dobrej drodze. Zauważyłaś, jak długo tym razem walczyliśmy? Gdybyśmy dzierżyli te same gabaryty albo mocno zbliżone, czułbym się zagrożony i całkiem prawdopodobnie bym przegrał. Ale wiesz co? Z uwagi na twoje rozmiary i obecne umiejętności, jesteś już trudnym przeciwnikiem. - Uważnie przedstawił jej swoje spostrzeżenia.
- Urosnąć, już nie urosnę — podsumowała. - Jeszcze nie jestem dość silna.
- Nie jesteś dość silna? Córuś, zdajesz sobie sprawę, co tu zrobiłaś? W zasadzie zniszczyłaś wszystkich obecnych zmilitaryzowanych członków watahy. Mogę się założyć, że z nieobecnymi postąpiłabyś tak samo. Stałaś się potworem w walkach — dodał z czułością.
- Mówisz to jako komplement, ale w ustach starszej siostry zawsze brzmi to, jak strach — zauważyła, po czym delikatnie się uśmiechnęła na usłyszenie śmiechu ojca.
- Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak zawsze bała się ćwiczyć z tobą starcia i to się nie zmieni. Nie zmienia to faktu, że jestem z ciebie bardzo dumny z dzisiaj. Jesteś strategiem, ale okazałaś się być znacznie lepsza niż wojownicy czy paladyni. Boję się myśleć, jakby to wyglądało, gdybyś jednak poszła w karierę wojaka — dodał żartobliwie i delikatnie położył łapę na jej barku. Udało mu się usłyszeć od niej ciche parsknięcie.
- Wciąż mi daleko — powiedziała po chwili.
- Jestem dumny z twojego myślenia o cały czas szkoleniu się, ale pamiętaj Sini, już jesteś świetna. Musisz też odpoczywać. Chodź, wróćmy na kolację.
- Kiedy ja nie cierpię leniuchować. Zawsze muszę coś robić — odparła cicho już podczas wspólnego kierowania się do domu.
- To się nazywa pracoholizm — zażartował ojciec, którego sierść zaczynała przybierać ciemniejsze barwy w związku ze znikaniem słońca z linii horyzontu. - W końcu znajdę ci jakieś zajęcie, które cię odpręży, a mnie uspokoi.
- Powodzenia — sama zażartowała kilka metrów przed wejściem do jaskini rodziny.
Shori przywitała ich z radością i od razu zapytała o przebieg zajęć. Ereden też był w środku, jednak on tkwił po uszy w materiałach od ich ciotki i w zasadzie nie było możliwości kontaktowania się z nim, ojciec trafił na żelazną ścianę oporu. Najwyraźniej w genach jego dzieci leżała kwestia, że nie było mowy o nawiązaniu z nimi kontaktu podczas głębokiego pogrążenia się w myślach bądź nauce.
- Naprawdę? Wszystkich, poza tobą tato? - Najstarsza wręcz nie mogła uwierzyć w to, co miało miejsce na terenie ćwiczebnym i co w dodatku przegapiła. Ojciec pokiwał głową podczas przeżuwania swojego kawałka.
"Nie jestem dość dobra. Nic nie straciłaś" - chciałaby rzec, ale powstrzymała się, gdyż mogłoby to zostać odebrane jako żebranie o atencję, czego nienawidziła. Dlatego pozostawała cicha, skupiając się na jedzeniu i jedynie myślała nad chłodnymi okładami na swoje zdobyte siniaki czy drobne rany.
- I tak sobie pomyślałem, by cała wasza trójka spróbowała się zmierzyć ze sobą bez użycia magii — dodał Naharys.
Shori zadławiła się kawałkiem mięsa na usłyszenie tego. Po otrzymaniu pomocy w postaci energicznego poklepywania przez Sininen rzuciła ojcu spojrzenie pełnego czystego terroru.
- Mowy nie ma! Nie, nigdy, zapomnij!- Zaraz zaczęła wymachiwać łapami. - Co ty mi tak podle życzysz?
Udała płacz, ale zaraz się roześmiała.
- Tato, kocham cię, ale nie ma bata, żebym się z nimi zmierzyła, a co dopiero z tobą. Jak już Sini łoiła mi tyłek już na samym początku, teraz chcesz mnie pozbawić resztek nadziei o własne zdolności samoobrony? Po tym, jak dziś zmiotła wszystkich poza tobą?
- Nie mów tak, jakbym była, jakimś nie wiadomo jakim trudnym przeciwnikiem — wtrąciła cicho ciemna młodsza wadera, nie chcąc przy tym zaniżać samooceny siostry. - Sama masz spory potencjał, jedynie za każdym razem walczysz mechanicznymi sztywnymi ruchami, jak utartym schematem. Siostro, jestem pewna, że jak nauczysz się wyswobodzenia z tego, sama będziesz ciężkim orzechem do zgryzienia.
- Twoja siostra ma rację — wtrącił Naharys. - To twój największy problem, ale spodziewam się, że dasz radę się przełamać przez niego. Potrzebujesz czasu i odpowiednich kroków do osiągnięcia tego celu. Dlatego walczenie przeciwko różnym wilkom, a nie przeciw tylko jednego cały czas, jest tak ważne. Z tego powodu uważam, że jeśli będziesz miała wolny dzień, zorganizowałbym ponownie dzisiejsze mieszane starcia, to daje większe pole widzenia manewru sposobu radzenia sobie w różnych sytuacjach przez inne wilki i zbieranie doświadczenia.
- Zresztą, jedynymi zasadami było zakaz używania magii i jedynie dążenie do znokautowania przeciwnika, bez niebezpiecznego ranienia — dodała cicho najmłodsza z rodziny.
- Naprawdę? Tylko to? - Zapytała się bez przekonania starsza z sióstr.
- Gdyby było inaczej, Sininen miałaby poważne rany na ciele niż spore siniaki i otarcia — potwierdził Naharys.
- Zawsze możesz na razie tylko obserwować, jeżeli na razie nie chcesz brać udziału — dodała bezskrzydła wadera.
- Zastanowię się. - Powiedziała z wahaniem, by zaraz dodać z całą pewnością w kierunku Sininen. - Ale z tobą nie chcę walczyć. Daj mi zachować resztki godności.
- Ale przecież może akurat uda ci się mnie trafić — powiedziała, chcąc ją pocieszyć, co spotkało się z jękiem Chmureczki.
- Niedługo wrócę — powiedziała, wstając ciemna po skończonym posiłku. W oczach ojca zabłysnęło pytanie, czy chodziło jej o schłodzenie tych większych siniaków, co potwierdziła kiwnięciem głowy. W chwili wychodzenia z pieczary usłyszała, że pewien ktoś w końcu wygrzebał się z notatek i dotarło do niego powrót ojca, jednak nie usłyszała tego. Nen już truchtała do swojego sprawdzonego kąta, gdzie od razu weszła w średniej głębokości rzekę o wyjątkowo spokojniejszym nurcie, który jednak dalej był żwawy. Chłodna woda obmyła jej nieco obolałe ciało, które dopiero zaczynało doskwierać, gdy momentalnie poczuła ból przeszywający jej wnętrze. Momentalnie wyrzuciło ją do oryginalnej formy i poczęła gwałtownie wymiotować krwią wprost do rzeki, skrzydła ciężko jej opadły w koryto, pysk również pogrążył się w cieczy. Dopiero po zakończeniu wyrzucania z siebie płynów, udało się jej wygrzebać na brzeg i tam opaść, żeby z trudem oddychać, po tym, co właśnie miało miejsce. Poczuła się tak momentalnie wypompowana, że wiedziała o jutrzejszym nie zmienianiu wyglądu na nabyty, akurat mogła spędzić ten czas we własnych zwojach.
Nawet nie wiedziała, że to dopiero początek zachodzących w niej procesów.

*

Nie była nawet pewna, kiedy ani jak dotarła do jaskini, gdyż świadomość zawitała do niej dopiero następnego dnia, bezpośrednio przed śniadaniem. Podniosła głowę i przetarła sobie ślepia, co wykorzystał Naharys na podejście do córki.
- Miło widzieć na twój głęboki sen — powiedział z uśmiechem. Miał rację, to nie wydarzało się często, raczej ekstremalnie sporadycznie, na tyle, że mogła policzyć na jednej łapie ile razy spała tak mocno. - Dziś praca w domu?
- Tak — wstała w celu przeciągnięcia się. Ojciec zauważył zależność powrotu do normalnego wyglądu ze skrzydłami u córki, która w takie dni nie zamierzała wychodzić do innych wilków. Zupełnie jakby dalej się wstydziła, jaka naprawdę była i wolała się ukrywać z tą prawdą przed resztą.
- To do wieczora! - Nim się zorientowała, Shori już opuściła ich jaskinię w celu objęcia swojej warty. Nen była aż pod wrażeniem prędkości siostry, którą potrafiła osiągnąć przy wybieraniu się do swoich obowiązków. Że też nie widzi, że to byłaby świetna karta przetargowa w przypadku wdrożenia tej szybkości przy ćwiczeniach walki, ponieważ mało kiedy używała tej zdolności, przynajmniej w przypadku ćwiczenia z Sininen.
Nim się zorientowała, ojciec również wyszedł z jaskini, tym samym pozostawiając dwójkę rodzonego rodzeństwa w środku. Nie zamierzała poddać się niespokojnym myślom na ten temat, dlatego jednym skrzydłem przysunęła swoje niezbędniki do samodoskonalenia, a drugim wygładziła część z piaskiem, na której robiła prowizoryczne rysunki, żeby od razu pogrążyć się w nauce przy zachowaniu skrytej czujności przed Eredenem po drugiej stronie jaskini, który sam wydawał się pogrążony we własnym studiowaniu informacji.

Ereden?

PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 2213 
Ilość zdobytych PD: 1105 + 20% (221 PD) za długość powyżej 2000 słów 
Obecny stan: 1326 PD

środa, 8 czerwca 2022

Od Sininen: Quest I | II ~ Lisek | W pułapce

(Wydarzenia mają miejsce między wątkiem "Odwilż" a dołączeniem Pliszki)
Ciepłe promienie słońca w sposób nawet słodki padały na każdy z pysków oraz futra, rozkosznie pieszcząc swoją temperaturą wszystkie ciała, które postanowiły wyjść poza zamknięte przestrzenie, nie tyczyło się to jedynie wyłącznie wilków. Pewna wadera, która miała w zwyczaju ukrywać swoją parę skrzydeł pod fasadą ciemnej sylwetki z magicznym ogonem przypominającym namiastkę kosmosu, nie była odosobnionym przypadkiem. Wadera i tak miała trochę pracy do zrealizowania na świeżym powietrzu, zatem jakby nie patrzeć, można by powiedzieć, że zwyczajnie nie miała innej możliwości niż cieszenie się dopisującą pogodą. Nie zrozumcie jej źle: pozostałości po szczenięcej jaźni istniały i podświadomie cieszyła się, doceniając uroki coraz to cieplejszych dni, jednak utworzona maska skutecznie maskowała jej emocje, tym samym wszyscy wokół mogli ją uważać za nawet bezduszną wilczycę, gdyż zimną to raczej na pewno. Domyślała się, jak była widziana w oczach reszty watahy, jednak średnio się tym przejmowała. Opinia publiczna nie grała dla niej roli, dopóki mogła pożytecznie funkcjonować dla watahy i bronić dobrego imienia rodziny z ochroną ją, niekoniecznie interesowały ją inne rzeczy.
Przecież tak powinno być. Nie miała nawet prawa myśleć o własnym dobru, gdyż to by znaczyło tylko jedno, że była egoistką. Dobro ogółu było najważniejsze, a nie pojedynczej jednostki. Tak powinno być. Jej serce nie miało możliwości być istotne.
Z rozmyślań wyrwało ją nadciąganie jednego wilka, z którym już za szczeniaka miała sporo interakcji. Spojrzała na zbliżającą się sylwetkę osobnika, dopiero po cichym westchnięciu.
- Dzień dobry, Sininen! Piękny dziś mamy dzień, czyż nie? - Ciemny basior ze skrzydłami i rogami uśmiechał się wyraźniej z każdym krokiem w stronę swojej byłej podopiecznej. Wadera zatrzymała się, tym samym czekając na zbliżenie się przybyłego.
- Witaj opiekunie — przywitała się z lekkim skinięciem głowy. - Tak, to prawda. Szykuje się, że będzie jeszcze cieplej niż wczoraj. Spacerujesz?
- Tak, szukam sobie byle zajęcia. Odkąd cała wasza czwórka dorosła, nie mam co robić — po dodaniu ostatniego zdania w powietrzu zabrzmiał rozbawiony śmiech Noitera z całej tej sytuacji. Najwyraźniej ktoś tu się nie pogodził z leniwym życiem do momentu pojawienia się kolejnych małych łapek w watasze. Dosyć przykra sprawa, tak swoją drogą.
- Być może wkrótce będziesz miał znowu łapy pełne roboty? - Powiedziała po namyśle Nen, gdyż nie była pewna czy była na tyle z nim zaznajomiona, by spróbować pocieszyć go.
- Dziękuję za słowa wsparcia, doceniam. No, ale dość o mnie, co u ciebie? Też wyszłaś na spacer?
- Niekoniecznie, - zaprzeczyła delikatnym ruchem głowy. - Mam dziś trochę do zrobienia, w zasadzie wszystko w terenie. A tak poza tym, wszystko gra. Starsza siostra przypadkiem nie wpadła na ciebie kilka dni temu?
- Shori? Pewnie, że tak. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę. Wspomnienia wracają, wiesz, co mam na myśli? - Opiekun zdawał się rozmarzyć o tych wielu przypadkach, kiedy to opiekował się obiema siostrami i wymyślali wiele zabaw, które rozluźniały atmosferę i jednocześnie zacieśniały więzy między nimi.
- Coś w tym jest — zgodziła się zamyślona.
- Ach, co ja robię! Jesteś zajęta, a ja cię zatrzymuję... Już cię zostawię w spokoju. Pamiętaj Sininen, zawsze możemy powspominać sobie miłe momenty zabaw.
- Przekażę to też starszej siostrze. Do zobaczenia opiekunie.
Tak oto zakończyła się krótka rozmowa między dwojgiem wilków. Noiter jeszcze odchodząc, machał jej łapą na do widzenia z tym swoim uśmiechem, który łączył się z cichym śmiechem.
Spoglądała w jego kierunku podczas zwiększania dystansu między nimi, nagle sobie uświadamiając, jak dawno się nie śmiała. W sumie najwięcej takich zjawisk miało miejsce podczas spędzania czasu z ojcem i starszą siostrą, głównie z tą drugą. Dopiero jakiś czas temu zorientowała się, że chciała wydawać z siebie te radosne odgłosy, naprawdę! Nie umiała powiedzieć, czemu jakaś niewidzialna siła skutecznie blokowała ją w wyrażaniu emocji, tworząc łatkę niezdolnej do ukazywania innych odczuć niż chłód i zdystansowanie. Była tym zmęczona — ilekroć nie próbowała, nie znalazła jeszcze tego złotego środka na zrobienie dziury w twardej skorupie na swoim sercu. Doskonale wiedziała, że starsza siostra robiła wiele, by przywrócić ciepło szczerego spojrzenia z czasów szczenięcych, niestety, nie była w stanie zdziałać zbyt wiele. Kurtyna oddzielająca serce i umysł poranionej dotkliwie wadery była zbyt gruba.
- Jak to wszystko ssie — mruknęła pod nosem, gdy w jej oczach pojawił się przebłysk psychicznego zmęczenia tym wszystkim i samą sobą. Chyba nie trzeba było mówić, jak bardzo pragnęła wewnętrznie zmiany. Z drugiej strony obawiała się jej. Czy byłaby jeszcze przydatna? Jeśli nie będzie twarda, to jak do licha ciężkiego miałaby wyglądać? Nie będzie przecież potrzebna po czymś takim...
Z ponownego nagromadzania się ciemnych chmur w myślach wyrwał ją szelest w krzakach nieopodal siebie, a następnie jej uszu dobiegło ciche popiskiwanie, które brzmiało bardzo błagalnie. Nie brzmiało to w żaden sposób groźnie, lecz zastanawiająco, dlatego powolnym krokiem zbliżyła się do roślinności w celu zbadania ów hałasów. Jej brwi poszły tylko lekko w górę na widok kręcącego się młodego liska ze łzami w oczach. Gwałtownie podskoczył po zorientowaniu się, że dorosły przedstawiciel innego psowatego gatunku obserwuje go, po czym skulił się w formację zjeżonej i przerażonej kuleczki.
- Co tu robisz, mały? - Zapytała się go cichym głosem, starając się na wykrzesanie z siebie delikatności. Ruda kruszynka była już wystarczająco wystraszona, nie chciała dolewać oliwy do ognia. Mimo podjętej próby malutki lisek zaczął się delikatnie trząść ze strachu. Nie odrzucała jednak cichego mówienia bardzo delikatnym tonem, który nawet brzmiał z nutą słodkości. - Nie zrobię ci krzywdy, słowo.
- Moi rodzice... Zniknęli — wyszeptał młodziak, tym samym ujawniając swoją płeć. Ona jednak pokiwała głową na znak zrozumienia.
- Kiedy ich ostatnio widziałeś? Dlaczego tu się ukrywasz? - Wolnym ruchem zniżyła głowę ku osiągnięcia poziomu wystraszonego malca.
- Był... Dziwny hałas... Mama krzyknęła, żebym się ukrył i czekał. Od dawna ich nie ma — wyszeptał, a pojedyncza łza opuściła jego oko. Biedactwo.
- Mogę ich poszukać, ale nie chcę cię samego tutaj zostawiać. - Ponownie przemówiła łagodnym głosem. Ostrożnie opuściła górną część ciała, gestem proponując, by wdrapał się na jej własny ciemny grzbiet. - Zajmę się tobą na ten czas, jeśli pozwolisz. To jak? Pójdziemy po twoich rodziców?
Lisek podniósł nieco wzrok i zaraz po nim głowę ku waderze. Serce jej ściskało na ten widok, gdyż w jego postaci widziała rozpaczliwe wołanie o pomoc. W jego oczach widziała własne odbicie. Ku jej niejakiemu zdziwieniu, zgodził się na propozycję, po czym zaraz znalazł się na Sininen. Uśmiechnęła się delikatnie na to.
- Zuch chłopak. Poprowadzisz mnie do miejsca, gdzie ostatni raz widziałeś rodziców?
Kiedy usłyszała kolejne słowa na potwierdzenie, jeszcze raz posłała mu uśmiech i ruszyła przed siebie w stronę wskazaną przez młodego liska. Nie przeszła nawet kilkunastu metrów, nim poczuła się zżyta z towarzyszem, którego nosiła na własnych barkach. To musiał być szok dla możliwych świadków tego widoku zrelaksowanej i uśmiechniętej Sininen, która uchodziła za chłodną, podczas rozmawiania z małym kolegą podczas osobistego niesienia go.
Przyjemna rozmowa została przerwana w momencie natrafienia wzrokiem na leżącą częściowo ukrytą pułapką, która znajdowała się nie dalej niż metr przed kroczącą ciemną waderą.
- Co jest? - Zapytała się siebie bardzo cichym głosem, lustrując przedmiot. Jego ostrość nie wyglądała do najbardziej przyjaznych. To był powód, dla którego sięgnęła po pobliski patyk i ostrożnie wsunęła go w powietrzu nad pułapką. Zgodnie z przewidywaniem, przedmiot aktywował się i zatrzasnął z głośnym łoskotem. Lisek na jej grzbiecie aż podskoczył na usłyszenie tego.
- Jest tego więcej... Trzymaj się mnie mocno i nie puszczaj — powiedziała do niego cichszym tonem po bacznym rozejrzeniu się.
Kolejne kroki stawiała wolniej, z rozmysłem. Następne pułapki nie leżały w dalekiej odległości od siebie, nawet jeśli część z nich była odsłonięta, należało zachować ostrożność. Dziwne, pomyślała. Skąd tu nagle tyle przedmiotów do pochwycenia? Jeszcze kilka dni temu nie było ich tu to dlaczego teraz ich jest na pęczki?
Dygotanie malucha znajdującego się na jej grzbiecie wysnuło podejrzenie, że to ten dźwięk usłyszał przed utratą kontaktu z rodzicami. Kierując podejrzenie, zbliżała się do sedna problemu.
Trafiła ze swoją hipotezą w momencie, kiedy usłyszała słabe szamotanie się rozlegające się dziesięć metrów przed nią, tuż za tym ogromnym kamieniem. Mając kolejne podejrzenie na zastały widok, delikatnie odłożyła młodego między wystającymi korzeniami jednego drzewa.
- Zaczekaj tu, dobrze? Zaraz wrócę — obiecała mu. W następnej chwili wskoczyła na wspomniany głaz i spojrzała, co się za nim kryje.
Widok nie należał do przyjemnych. Dwa lisy znajdujące się w potrzasku, grunt zabarwiony powoli krzepnącą krwią, zaobserwowana słaba siła działania. Tylko bogowie wiedzą, ile spędzili w tym czasu. Mówili do siebie słabym słyszalnym głosem, zapewne w celu utrzymania się przytomnymi, nawet nie szamotali się: musieli dojść do wniosku, że zrobi im to więcej szkody niż pożytku.
- Jesteście rodzicami takiego małego liska? - Zapytała się, zeskakując do nich. Samica słabo podniosła wzrok na przybyłą wilczycę.
- Mój... Syn...?
- Jest za kamieniem. Zaczekajcie, pomogę wam.
Nie było sensu wkładać łap między ostrza, musiała sięgnąć po solidną gałąź i podważyć zamknięcie w celu otworzenia go. Koniecznym było zachowanie szczególnej ostrożności, gdyż mogła się spodziewać głębokich urazów w pochwyconych kończynach i pospieszenie się.
Nawet nie wiedziała o prędkości swojego działania. Nim się zorientowała, kończyła prowizorycznie opatrywać u lisiej pary po jednej łapie, która ucierpiała. Natychmiast zwróciła się do poszkodowanych.
- Zaznaczyłam bezpieczną trasę, idźcie cały czas prosto, aż do granicy lasu. Zaraz do was dołączę.
Spodziewała się raczej namiastki awantury, jednak została mile zaskoczona: oba lisy pokiwały głowami i cicho poszli we wskazanym przez nią kierunku. Na pewno zaraz spotkają swoje młode, jednak wadera miała co innego do zrobienia obecnie. Prędkim ruchem przeleciała się nad wszystkimi pułapkami i spowodowała ich zatrzaśnięcie się, które tym samym zlikwidowało wiszące zagrożenie. Dopiero po zrobieniu tego, dołączyła do lisiej rodziny, która faktycznie czekała na nią.
- Zaprowadzę was do naszych medyków. Zajmą się wami lepiej niż ja - zakomunikowała im.
Widząc jednak ich osłabienie, musiała zmodyfikować plan. Zamiast prowadzenia, pomagała im iść, ale to samicy pozwoliła się o siebie oprzeć, małego ponownie wzięła na swój grzbiet. W tym składzie dotarli po dłużących się minutach pod szukaną jaskinię, gdzie od razu trafili w wykwalifikowane łapy. Podczas badania i następnie rzetelnego opatrywania ran u poszkodowanej lisiej pary, Sininen bez dalszej zwłoki ruszyła zgłosić fakt pojawienia się niebezpiecznych przedmiotów, które ktoś inny mógł usunąć niż ona sama, nawet jeśli nie cierpiała tego pomysłu. Odbębniła to w ciszy, lisy nie zorientowały się nawet.
Dopiero kiedy wyszły z jaskini po szczodrym podziękowaniu wszystkim za okazaną pomoc i pomachały obecnym na pożegnanie, Sininen obiecała sobie jedno podczas odmachiwania im z lekkim uśmiechem. Jak tylko dorwie drania od pułapek to mu kończyny z dupy powyrywa za narażanie bezpieczeństwa innych.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1693
Ilość zdobytych PD: 846 + 5% (42 PD).
Nagroda za Questy: 550 PD  | + 4 pkt inteligencja | +1 spryt | +3 pkt zwinność
Obecny stan: 7428

wtorek, 7 czerwca 2022

Od Sininen: Quest VI | VIII | IX | X ~ W opałach | dziwny stwór | na ratunek | halucynacje [+16]

<Akcja dzieje się bezpośrednio przed wydarzeniami z początku "Odwilż">
To był zwykły dzień, taki jak inny. Sininen w swoim zwyczaju miała zjeść lekki posiłek na rozpoczęcie dnia, by następnie opuścić rodzinny przybytek w celach realizacji planów na resztę czasu za górowania słońca na nieboskłonie. Za kilka minut przybędzie na ogólnodostępny teren treningowy, zabawi tam długi czas, potem czeka ją robota papierkowa i inne powiązane z pełnioną funkcją, by na sam koniec dnia zostawić sobie tylko trening powietrzny — do jaskini i rodziny wróci najszybciej o zmierzchu, najpewniej jednak po zapadnięciu zmroku.
- Wszystko w porządku kochanie? - Usłyszała pytanie od ojca, który ją zatrzymał przed wyjściem z ich zajmowanej groty. Spojrzała na niego przez ramię, ponieważ nie była pewna o to, co miał na myśli. Biały basior uśmiechnął się delikatnie z nutą smutnego zatroskania w oczach podczas spoglądania na swoją najmłodszą ze wszystkich dzieci. - Jak się czujesz na nowym stanowisku?
- Wszystko w porządku ojcze. Cieszę się z tego wyboru — odparła mu ściszonym tonem.
- Wiem, że sobie poradzisz i to pierwszorzędnie, nie zrozum mnie źle. Jednak czy ta samotność ci nie przeszkadza?
W mig pojęła o chęć przekazanego sensu. Odkąd poprzedni strateg odszedł, który był jednocześnie mentorem Sininen, wadera po dorośnięciu została jedna w tym fachu. Serce w dalszym ciągu jej ściskało na myśl, że znikł jakiś czas temu, nim wadera dorosła na tyle, by oficjalnie zająć stanowisko. Bolał ją fakt, że ze swoim odejściem pozostawił watahę z pustką oraz fakt, że nie był świadkiem niejakiego przysięgania nikogo ze szczeniąt do swoich prac. Bardzo go lubiła, wiele mu zawdzięczała i zwyczajnie miała ciche i liche nadzieje, że będzie wtedy i kto wie? Może by jej pogratulował i życzył wspólnej owocnej współpracy? A tak... Była sama, zwyczajnie czuła ogłuszającą pustkę w części dla strategów, podczas gdy jej rodzeństwo przynajmniej miało cały czas okazję do otwierania pyska ku swoim wspólnikom — ci przynajmniej mieli chociaż jednego wilka do towarzystwa w głównej profesji. A co z nią? Gdyby nie fakt, iż poszła również w ślady powietrznego zwiadu, który tak swoją drogą zamierzała inaczej wykorzystywać pod własne preferencje i zdolności, to każdego dnia byłaby skazana na głuchą ciszę. Nawet jeśli samica alfa nie zawsze spotykała się z nią w kwestii tego zawodu, to tylko z nią najwięcej miała wspólnego. Renesmee często zagajała rozmową młodą, nie raz mówiąc jej, że na pewno jej własne strategie będą świetne, już nie mówiąc o połączeniu jej smykałki z innymi umysłami. Naturalnie, alfa dodawała, że wolałaby, aby nie doszło do takich czasów. Idylla w postaci panującego spokoju i miru watahy.
Zatrzymała się w trakcie spacerowego kroku ku miejscu odbywania swoich porannych ćwiczeń, starając się odeprzeć od siebie te myśli. Musiała aż zagryźć wargę do krwi w celu odzyskania przejrzystości własnego umysłu, by zaraz splunąć mieszankę krwi i śliny, która zalegała w jej ustach. W następnej chwili spojrzała ciężko przed siebie. Nie, nie powinna sprawiać problemu innym i mówić o takich żałosnych durnotach, przecież każdy ma własne problemy, jeszcze tylko niepotrzebnie dołoży im kolejnych trosk, z pewnością takich totalnie zbędnych.
Powinna była się skupić na świecie prawdziwym i realnych zadaniach do wykonywania, nie na marnym użalaniu się nad sobą. Musi być twarda. Musi być silna. Nie może być kimś słabym psychicznie i fizycznie, jak to miało miejsce za swoich szczenięcych lat, godne upodlenia. Zwłaszcza przez zachowania jednej persony, która zdefiniowała jej dzieciństwo jako podłe. Ciekawe jak teraz wyglądałaby sytuacja, gdyby faktycznie nie dopadło go to draństwo, przez które ojciec niemal nie zszedł ze strachu i obawy o niego, podobnie jako kilkoro innych wilków. Były dalej takim skończonym draniem? A może jeszcze gorzej?
To była interesująca kwestia — jak zareagowałby na tą chwilę, czy to po przeżyciu pasożyta, czy bez doświadczenia tego piekła, gdyby mu powiedziała wprost, że gdyby tamtego dnia ojciec nie zainterweniowałby między nimi, mając okazję poznać prawdziwe oblicze swego syna wobec jego sióstr, wtedy w stosunku do młodszej, Sininen tamtego wieczora zamierzała popełnić samobójstwo?
- Doprawdy, godne pogardy — mruknęła cicho do siebie, po kolejnym odepchnięciu od siebie tego typu myśli. Zdecydowanie, za dużo myślała o sobie. Zupełnie jakby była ważna lub miała większe znaczenie dla kogokolwiek bądź jakiegoś grona.
Przecież i tak zostałaby z niebanalną łatwością wymieniona w zamian za kogoś znacznie lepszego, zostając w sposób imponujący lekko zepchnięta na plan oficjalnie nieudanych planów. Nigdy nie będzie doskonała dla nikogo. Taka była prawda jaką się karmiła od najwcześniejszych dni.
Z tego wszystkiego, odruchowo zerwała bez patrzenia leśny owoc, który wrzuciła sobie do pyska w celu odświeżenia się. Zresztą, rzucie takich drobiazgów nawet działało kojąco na jej umysł. Wiedziała, że będzie tak i tym razem. Nie zdawała sobie jednak w jakiej skali.
Ostatnie co zapamiętała przed gwałtownie przybyłą falą czerni był rozmazany obraz leśnej ścieżki przed sobą.
...
Oh boi.
...

*
Poczuła ogarniający ją subtelny chłód pieszczący ją po futrze. To było w pierwszej chwili. Kolejnym zarejestrowanym faktem było to, że leżała niemal wyłożona w pozycji bocznej na czymś twardym, zdecydowanie obce podłoże. Leżąc na lewym boku, poczuła, jak prawe skrzydło na niej i dodatkowo obciążało ją i jej oddech. Moment. Kiedy się przemieniła w prawdziwy wariant wyglądu? Przecież od samego rana, ba, nawet dłużej pozostaje w formie nabytej za pomocą swojej mocy.
Zdecydowanie coś tu jej nie grało.
Nie wydawała z siebie żadnego odgłosu, podobnie jak nie zmieniała pozycji ciała, jedynie nasłuchiwała otaczającego ją świata, chcąc przy tym zebrać jak najwięcej informacji o zastałej sytuacji. Niestety, nie było dane jej poznać, ponieważ panowała cisza, mogąca śmiało uchodzić za spokojną. Postanowiła przeczekać jeszcze kilka minut, udając tan nieprzytomności, nim zmieni plan działania. Lecz i tu zaskoczył ją niezachwiany rozwój sytuacji, co spowodowało przymus zmiany pozycji z leżącej na stojącą, dzięki czemu mogła się rozejrzeć.
Dziwne, pomyślała sobie. Znajdowała się w jaskini, która była jej znajoma i jednocześnie obca. Jasne, miała okazję dojrzeć groty wchodzące w skład terenów watahy, w której się urodziła, ale z tą było coś konkretnie mocno nie tak. Każdy z nas zna to uczucie, kiedy coś swędzi na żołądku lub podobnego typu i podświadomie mówi, że coś nie gra w czymś? To było coś takiego w odczuciu skrzydlatej. Jej pierwszym ruchem było telepatyczne nawoływanie Kuki, bliskiego przyjaciela z grona duszków wiatru, ale nie spotkała się z żadną odpowiedzią mimo długo trwających prób uzyskania kontaktu. Z jej strony była jedynie głucha cisza. To nie było w stylu Kuki, oj nie.
Błękitna wadera zaryzykowała ciche wyjrzenie poza otoczenie groty, w jakiej się ocknęła, ostrożnie stawiała kroki w kierunku wyjścia. Nie było zaskoczeniem stwierdzić śmiało fakt, że na otwartej przestrzeni również panowała cisza, jedynie bzyczenie owadów i echo ćwierkania ptactwa ratowało nazwanie tego krajobrazu martwym. Nic innego nie mogła zarejestrować, chociaż nie zamierzała ani nie mogła sobie pozwolić na spuszczenie gardy. Dopóki nie dowie się co to za miejsce i co tu do ciężkiego licha robi, musi pozostać na baczności.
Zastanawiającym faktem było to, że nie dostrzegła żadnej polany bądź chociażby częściowo utartej ścieżki. Nie, oj nie. Zewsząd rozpościerał się ogromny i do tego gęsty las, którego jedynym wybrakowanym elementem w wystroju była ta jedna jaskinia, w której to samica się obudziła, co sprawdziła podczas obejścia groty wokół i następnie wejścia na wybrzuszenie gleby, które ją tworzyło.
- Co jest? - Zapytała się cicho samą siebie po realizacji faktycznego położenia i otaczających ją terenów. Przecież to nawet kupy się nie trzymało.
Labirynt bez wyjścia czy kij czort? Nie istniało na to żadne logiczne wytłumaczenie. No i, właśnie, najważniejsze pytanie — jak ona się tu znalazła i co tu w ogóle robi? Nie napawało ją to optymizmem, zdecydowanie.
Łagodnie zeskoczyła z wdziękiem na równiejsze podłoże i ponownie rozejrzała się wokół siebie. Nic to, zero jakiejkolwiek zmiany. Czyli co, ma siedzieć grzecznie na tyłku i liczyć na jakiś najmniejszy cud z wyjaśnieniem tego wszystkiego? Już zamierzała nazwać sytuację rodem z burdelu, jednak w porę się powstrzymała. Nie dajmy się zwariować, powiedziała sobie w duchu, musi pozbierać informacji o swoim obecnym położeniu. Zaraz... Czy powietrze od początku było takie ciężkie? Jakby coś chciało jej zwrócić uwagę o zachowaniu szczególnej ostrożności, co już sama pojęła od razu. Widmo zdawało się ją przed czymś ostrzec, ale wypadałoby poznać swojego przeciwnika, by się odpowiednio przygotować, czyż nie?
To był moment, w którym postanowiła wejść w leśną gęstwinę przed siebie, tym samym zostawiając jaskinię za sobą.
Drzewa, krzewy, wszystko możliwe z flory leśnej było położone jedno obok drugiego, co jednogłośnie dawało skojarzenie morza zieleni, nie było innej możliwości przychodzącej na myśl. Kwestia zagubienia się pośród przytłaczającej zieleniny była nazbyt realna do urzeczywistnienia, dlatego musiała obrać jakąś taktykę działania. Tym właśnie sposobem szła wyłącznie przed siebie, prosto bez skręcania na prawo czy w lewo. Obrane działanie było proste i tym samym nie powinna natrafić na jakieś trudności, trasa powrotna powinna być stosunkowo łatwa. Zawsze też zostawała możliwość wyłącznie kierowania się na którąś stronę przy nieprzerwanym kontaktem ogona z zieleniną.
- Ale tu wszystko zarosło — wyraziła pod nosem cichą uwagę, nie spuszczając wzroku z widoku przed sobą, mentalnie była napięta jak pajęcza nić między liśćmi kilku kwiatów. Bo czego mogła się spodziewać jak nieznanego? Poruszanie się w tej gęstwinie nakazywało poleganie w zasadzie wyłącznie na wzroku i słuchu, ale i tak wszystko zależało od szybkości reakcji. Nie było innego wyjścia niż to.
Wszystko uległo zmianie z chwilą, kiedy usłyszała całkiem nieznany jej hałas, który rozległ się może maksymalnie kilkanaście metrów od niej, tak gdzieś po prawej. Natychmiast się zatrzymała i mogła się niemal założyć, że i jej krew również zatrzymała swoje krążenie. Dosłownie po upłynięciu pięciu sekund miała okazję dojrzeć rzucany cień przez właściciela tego wydawanego hałasu.
Co to ma być?! To nie jest żadne ze zwierząt, jakie zna!
Podczas przeminięciu kilku kolejnych sekund istota poznana właśnie z wydawanego przez siebie hałasu i rzucanego cienia odeszła, tym samym pozostawiła Sininen w tyle. Poruszyła się dopiero po upewnieniu się, że kreatura jest na tyle daleko, że nie zorientuje się o fakcie, iż nie była sama tą chwilę temu. W pierwszym odruchu zrobiła krok w stronę istoty, kiedy dotarła do niej ta chęć działania.
Pójść i podążać za nieznanym bytem?
...
Nie ma mowy, spindala stąd z powrotem do tamtej jaskini.

*
Poza własnym oddechem i biciem serca rejestrowała odległe skapywanie kropel ze stalaktytów, gdzie ciesz opadała w sposób subtelny na mokrą posadzkę i gdzieniegdzie w kałuże, zaburzając panującą ciszę w jaskini. Musiała spędzić tam już przynajmniej trochę czasu, ale oświetlenie zewnątrz nie wyglądało by uległo zmianie. Sininen już dobrą godzinę temu doszła do wniosku, że to nie było normalne miejsce - niepokojąca dziwność tego wszystkiego wisiała w powietrzu, zupełnie jakby chciała z niej sobie drwić w najlepsze.
Co mogła robić? Nie miała żadnych informacji, była w nieznanym miejscu i jeszcze gdzieś w lesie krążyła jakaś istota o nieznanych dla niej intencjach. Chociaż szczerze nie chciała, musiała jakiś okres czasu przeczekać, zanim zdecyduje się na jakiś nowy krok w sprawie swojego położenia. Naprawdę chciała zdziałać coś więcej, a nie tylko siedzieć na tyłku w jakieś jaskini.
Przymknęła oczy i wypuściła powietrze nosem. Nawet jeśli opierała się grzbietem ścianę za sobą, próbowała myśleć na to z jasnej strony, tak jak starsza siostra ją usilnie usiłowała nauczyć. Przynajmniej grota nie była zimna, ta część za nią była tylko lekko chłodna mimo panującej wilgoci wewnątrz. To był kolejny szczegół, który nie miał ni joty sensu w tym wszystkim. Zresztą, ten spokój był zwyczajnie niepokojący — odczuwała niejako widmo aury, która wywoływała stopniowe mrowienie skóry na karku, chłód zdawał się ją ostrzegać przed chęcią przeszycia. Szósty zmysł wadery podpowiadał jej, że nieważne co, musi nie dać się zwariować i zastraszyć. Z kolei inna myśl stanąwszy przed jej oczami była taka, że prędzej padnie na zawał niż zaśmieje się beztrosko w tym miejscu. Krótko mówiąc, szło dostać kręćka.
Wsłuchując się w otaczającą ją scenerię, ponownie zamknęła oczy. Tym razem na dłużej.

*
Momentalna zmiana w otoczeniu wyrwała ją ze zbierania myśli niby w śnie, wszystko przez hałas. Brzmiało to zupełnie tak, jakby coś biegło z daleka i zbliżało się z dużą prędkością do miejsca, w którym błękitna obecnie przebywała. Wadera natychmiast stanęła w pewnej pozycji do działania wiedząc, że teraz to będzie tylko kwestia sekund do podjęcia każdej decyzji w celu ratowania siebie i nie tylko.
Coraz bliżej.
Zaraz najpewniej wpadnie do jaskini.
Już zaraz.
Wadera przeszyła szok na widok osobnika, który wpadł do jaskini. To był ktoś, kogo bała się nigdy nie zobaczyć więcej w swoim życiu. Oddech ugrzązł w jej gardle, serce zdawało się przestać bić w przeciągu ułamka milisekundy. Ów postać szybko rzuciła okiem na nią i tylko wpół krzyknęła jedną, acz prostą komendę do działania.
- W nogi, teraz!
Bez wahania, obie zaraz zaczęły biec w kierunku prowadzonym przez wcześniej przybyłą postać do pieczary. Sininen co prawda mogła zrozumieć czemu biegły coraz to głębiej w jamę, ale nie to, że napotkała tam obecność lekkiej zasłony mgielnej. Nawet nie musiała pytać o przyczynę biegu, a raczej ucieczki — gdzieś w tyle rozległ się ponownie ten hałas, który usłyszała jakiś czas temu w lesie. Tak, dokładnie ten, który spowodował jej prędki powrót do jaskini.
Gwałtownie skręciły w węższe przejście i tylko cudem uniknęły brutalnego wpadnięcia na ścianę, tylko po to, by ześlizgnąć się w tajemny przesmyk i zatrzymać się przy małym zbiorniku wodnym, który był oświetlany kryształami i latającymi świetlikami. Nie ruszały się, czekały na zapanowanie ciszy od tajemniczego stworzenia, przed którym zwyczajnie się uciekało. Dopiero po blisko minucie uzyskano pewność, że kryzys został tymczasowo zażegnany.
- Na razie mamy spokój — postać mruknęła, spluwając na bok po czym westchnęła. Spojrzała na skrzydlatą i czas znowu się zatrzymał. - Wszystko gra?
- Jakim cudem? - Sininen zapytała się głucho.
- To bardzo dobre pytanie — usłyszała w odpowiedzi, tym razem ciepłym tonem. - Też chcę poznać na to odpowiedź. Co tu robisz?
Czy wiecie, z kim rozmawiała? Kto stał przed nią jak gdyby nic?
- ... M-mamo - głos błękitnej nie tyle, co stał się w odczuciu chropowaty, ale również i głuchy. Miała głęboko w poważaniu powłokę silnej wadery, teraz była święcie przekonana, że było widoczne to jak na łapie, iż zwyczajnie balansuje na granicy łez.
Pina stała przed nią cała i zdrowa z tym swoim uśmieszkiem. Dokładnie taka, jaką wszyscy ją zapamiętali. Tego dnia, gdy ją stracili.
- No już, Sini. Czemu poszłaś za mną? Przecież wszystkim wam mówiłam, że to tylko moje zadanie. To było zwłaszcza do twojego ojca. Naprawdę, ciebie ostatnią podejrzewałam, że będziesz śledziła własną matkę.
Zaraz, co?
Sinen jak chwilę temu patrzyła na matkę ze wzruszeniem i możliwymi łzami w oczach, teraz była niczym po lodowatym prysznicu, w oczach lśniło wówczas niedowierzanie. Skąd u Piny ten niejaki relaks? Czemu zachowywała się jakby wszystko grało i wyszła jedynie na misję, a nie została porwała na oczach córki?
Przecież to się kupy nie trzymało — chciałoby się krzyknąć wyraźnie na głos. Przecież zniknęłaś! Odebrano nam cię!
- No, moja panno? - Fielotowooka zdawała się oczekiwać wyjaśnień od młodszej córki. Młodsza z wader tylko wpatrywała się w sylwetkę matki z minimalnie otwartym pyszczkiem usiłując zrozumieć, co tu się do jasnej ciasnej odwalało.
I wówczas dotarło do niej, że w tej sytuacji i całokształtu było mnóstwo nieścisłości. Coś było tu solidnie nie halo, jedynie nie można było tego jeszcze powiedzieć na glos i wprost. Mimo wyraźnych luk, w dalszym ciągu brakowało puzzli do pełnej układanki. Jedynym ruchem, na jaki mogła sobie pozwolić było tylko granie w tym przedstawieniu. Zamknęła usta i spojrzała na wilczyce przed sobą, starając się przy tym zachować zimną krew.
- Znasz ojca, bardzo się martwi za każdym razem jak chcesz w pojedynkę rozwiązywać problemy na misjach. Akurat miałam wyjście w teren to chciałam rzucić okiem, żeby potem mógł spokojnie trenować młode twarze.
Starsza zamyśliła się, ale pokiwała głową. Całe szczęście kupiła pierwszą wymówkę, na jaką skrzydlata wpadła. Zaraz westchnęła i zaśmiała się cicho.
- Skaranie boskie. Co ja mam zrobić z waszym ojcem, co?
Sininen wzruszyła ramionami, by zaraz się uśmiechnąć.
- Kochać. Czy to nie jest oczywiste?
Głośniejszy śmiech wywołał ścisk serca na samo usłyszenie go. Sini chciała tak bardzo w tamtej chwili odrzucić te udawane ruchy i zwyczajnie rzucić się w stronę matki, w jej objęcia. Płakać za wszystkie stracone czasy. Błagać o przebaczenie, że to z powodu jej żałosnej egzystencji została im odebrana przez jakieś chore gówniane monstrum. Wyć rozpaczliwie, by wróciła do nich. Żeby dała im jakiś znak o swoim losie.
A jednak musiała zachować to dla siebie. Musiała z całej siły powstrzymywać możliwe drżenie ciała i groźbę polania się łez za sprawą samego spoglądania na matkę.
Z wewnętrznego bicia się z własnymi myślami wyrwało ją usłyszenie ponownie dziwnego hałasu, który tym razem rozlegał się przy wnęce za zakrętem, w który wpadły i znalazły się w obecnej przestrzeni. Ty razem obie zerwały się czym prędzej na własne łapy, każda z nich gotowa do działania.
- Schowaj się za mną — mruknęła lub może nawet syknęła Pina w kierunku córki. - Nie bądź uparta jak twój brat, rób co mówię.
- Nie ma chowania się. Stajemy ramię w ramię — odparła dokładnie tak samo młodsza.
- Przypomnij mi, żebym przejęła od ojca nauczanie cię walk naziemnych. Stajesz się zbyt podobna do niego w tej kwestii - dodała schylając nieco przednią część ciała.
- Hah i kto to mówi?
Nie było im dane dalej żartować między sobą jak równe wojowniczki, a nie jak matka i córka, gdyż z wnęki wyłoniła się ta sama ciemna macka, co tamtego dnia. Na jej widok skrzydlata zamarzła wewnętrznie, dawne lęki i fobie wróciły z uderzającą siłą. Nie mogła się za nic ruszyć mimo okrzykiwania mentalnie, kompletnie nie docierało to do niej. I, tak jak wtedy, potwór natychmiast skierował swoje ruchy dokładnie w jej kierunku. Tak samo matka ją odepchnęła, tym razem na ścianę, ponownie biorąc atak tego monstrum na siebie. Sini ponownie mogła jedynie oglądać tę koszmarną powtórkę z przeszłości, która rozgrywała się na jej oczach, a ona sama kolejny raz najwyraźniej była skazana na przeżywanie na nowo tej przerażającej dokładności wydarzeń. Jak wtedy, gdy była bezbronnym szczenięciem. Bycie jeszcze raz świadkiem traumatycznego wydarzenia z przeszłości.
- NIE! - Skrzydlata wrzasnęła i wskoczyła przed matkę, by skrzydłem odbić atak tej piekielnej macki. Nie pozwoli na ponowienie się incydentu. Tym razem sięgnie po wszystkie środki, nawet te radykalne, ale nie pozwoli na kolejne oglądanie utraty matki.
- Sininen, odsuń się! Natychmiast! - Pina krzyknęła w stronę córki, ale spotkała się tylko z zablokowaniem przejścia do przodu, przed skrzydlatą.
Macka cofnęła się tylko w celu ponowienia ataku, który ponownie zablokowała skrzydłem, tym razem odepchnęła z drugim. Chciała wykorzystać chwilę otumanienia ze strony istoty i zaatakować z nauczonej od jakiegoś czasu umiejętności w postaci salwy ostrzy w kształcie piór, kiedy...
Nic nie wyszło. Zupełnie jakby nie posiadała takiej zdolności. Wyglądało na to jak bycie niemagicznym wilkiem, bez najmniejszej kropli ów możliwości.
To był błąd, że spojrzała z niedowierzaniem na swoje skrzydła. Następne co zarejestrowała to jednoczesny zagłuszony krzyk Piny i bycie pochwyconą przez mackę. Siła zacisku była tak mocna, że została pozbawiona powietrza z płuc. Nie trwało to długo. Zaraz coś ją cisnęło w wystające elementy kamienne z prędkością, która mogła zwiastować tylko jeden scenariusz.
Nie dotarł do niej już rozpaczliwy wrzask matki, która zobaczyła moment przeszywania czaszkę córki o rosnącym po skosie stalagmitu, plamiąc na głęboki szkarłat okolicę z cząstkami mózgu.

*
- Ach! - Sininen zerwała się z częściowo zduszonym wrzaskiem z lekkiego opierania się grzbietem o ścianę jaskini, kawałek od głównego wejścia. Gwałtownie dysząc, ciskała oczyma po otoczeniu, by zaraz szybko dotykać się łapami. Co to miało być?! Przecież dosłownie chwilę temu zginęła! I co się stało z mamą?!
- Jak drzemka? Zregenerowałaś siły? - Usłyszała pytanie po swojej prawej, gdzie natychmiast spojrzała wystraszona. Tam, tuż przy niej, siedziała Pina, zupełnie zrelaksowana na tyle, ile jej pozwalała sytuacja. To kontrast między nimi był nawet zabawny: młodsza spoglądała ku drugiej z przerażeniem i niedowierzaniem, natomiast starsza tylko posyłała jej łagodny uśmiech.
- ... Drzemka? - Zapytała się nie będąc pewna własnym i jej słowom. Pina z kolei pokiwała głową.
- Tak. Weszłyśmy tutaj z lasu i kilka minut temu zamknęłaś oczy. Za dużo mieniącej się w oczach zieleni, prawda? Dla mnie to też same oczopląsy. Nawet ci się nie dziwię, że potrzebowałaś chwilę uspokojenia wzroku.
- Mmmh. Chyba tak...
- Wszystko w porządku skarbie? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.
„Nawet nie wiesz, jak jesteś blisko prawdy” - pomyślała sobie skrzydlata podczas spoglądania na rodzicielkę. Wiedziała jednak, że musi udawać, by cały ten teatrzyk ciągnąć dalej. To był powód, dla którego machnęła łapą.
- Nawet nie wiem, jak to opisać... Nieważne, jaki mamy plan działania?
Nim zdążyła usłyszeć odpowiedź od matki, jej uszu dobiegł ponownie ten sam hałas. Tym razem jednak nie wahała się przy tym, jak Pina zawołała do niej o natychmiastowe podjęcie ucieczki. Po chwili obie biegły przed siebie, na nowo w stronę tego częściowo ukrytego zakrętu prowadzącego do małego punktu wodnego. Kiedy tam ponownie się znalazła, od razu się rozejrzała wokół i zbladła mentalnie. Tu nie było innego przejścia, to był ślepy zaułek. Czemu jej matka wybrała akurat takie miejsce? Nie dawało żadnych realnych szans w przypadku starcia, które w zasadzie było nieuniknione.
Spodziewała się powtórki z rozgrywki. Nie pomyliła się.
Ponownie w ich kierunku wyskoczyła ciemny smolisty twór, kolejny raz w stronę skrzydlatej wadery. I tym razem została odepchnięta z całej siły przez matkę, tym razem jednak nie rozbiła się o skalne formacje. Widziała za to, że w imię poświęcenia się Piny w celu ratowania córki, znowu została wciągnięta prędkim tempem w kierunku właściciela tejże macki. Sininen znowu krzyczała tak jak wtedy.
Ponownie była świadkiem uprowadzenia swojej matki przez tę demoniczną kreaturę.

*
Gwałtownie otworzyła oczy i rozejrzała się wokół otaczającej ją scenerii. Znowu była w tej pieprzonej jaskini. Po spojrzeniu kolejny raz na swoje prawo mogła jeszcze raz zobaczyć matkę, która teraz wynurzała się z głębszej części pieczary. Uśmiechnęła się nieco na widok obudzenia najmłodszego ze swoich dzieci w trakcie kierowania się ku niej.
- Widzę, że ktoś miał nie za fajną noc, hm? Naprawdę skarbie, powinnaś skonsultować to z którymś z medyków, może doradzą ci jakieś środki nasenne? Nie chcę żebyś się z tym męczyła. A nuż ci pomoże? Nie myśl, że nie widzę, jak bardzo słaby masz sen. Trzeba coś na to zaradzić i nie mów mi, że nie mam racji, bo zawsze ją mam.
- Tata o tym wie? - Wysiliła się na powiedzenie tych słów. Spotkały się z rozbawionym śmiechem matki.
- Oczywiście! Czego się spodziewałaś?
„Odpowiedzi, jakim cudem się zeszliście” pomyślała w duchu. Wadera wielokrotnie miała okazję usłyszeć, jak to jej ojciec nie był twardo stąpającym wilkiem i nie dawał sobą rządzić. Najwyraźniej nie dotyczyło jego partnerki a jej matki. Zresztą, ktoś kiedyś parsknął, że to faktycznie Pina rządziła w ich związku, w tym momencie miała niejako podstawy rozumieć, co ten ktoś miał na myśli. Gdyby nie cała ta dziwna sytuacja i aż niekomfortowe przebywanie z matką, która formalnie pozostawała porwana, mogłaby naturalnie się cieszyć ich przebywaniem oraz zwyczajnie śmiać się, jak zapewne chciała tego jej rodzicielka.
W kolejnej chwili znowu usłyszała hałas, dokładnie wtedy, gdy znowu telepatycznie próbowała przyzwać Kuki w celu nawiązania kontaktu, co próbowała od samego początku, w dalszym ciągu bez skutku. Ponownie się zerwały, jeszcze raz dała prowadzić się Pinie w już doskonale znanym kierunku — nieszczęsna ślepa uliczka.
Tym razem postanowiła w pełni wyprzedzić działanie matki o fioletowych oczach i całkiem wyskoczyła przed nią w celu osłonięcia. Ignorując jej ostrzeżenia i nakazy o wycofaniu się za nią i „przestaniu robienia z siebie durnego bohatera”, stanęła w pełnym rozkroku przy częściowym rozłożeniu skrzydeł. Skoro pierwszy plan i drugi nie wypaliły, to może trzeci coś zmieni?
Takiego wała.
Efektem było to, że uratowała matkę z chwytu smolistej macki, ale za to sama została zmiażdżona. Jak to już kwestia, o której wolała nie mówić.
Nosz purwa.

*
Otworzyła oczy bez nawet delikatnego wzdrygnięcia się, spojrzenie miała już matowe w pełni tego znaczenia. Po piątym podejściu w starciu z tą macką przestała liczyć, ile razy napotykała ją z matką w tej okrutnej pętli czasowej, czy jak to gówno nazwać. Zwyczajnie już nie, była wyczerpana psychicznie.
Ile jeszcze? Jak wiele razy ma to oglądać?
- Sini? - Głos matki przywołał ją do częściowego myślenia. Wolno odwróciła głowę ku niej tylko po to, by spotkać się z zatroskanym spojrzeniem. - Skarbie, wszystko w porządku?
- Nie masz myśli, że przeżywasz coś takiego w stylu déjà vu? - Zapytała się matki bezbarwnym tonem. Ta tylko podniosła brwi.
- O czym ty mówisz? Kochanie, nie poznaje cię. Tak bardzo chciałaś pójść ze mną na misję, a tylko zaczęłaś marudzić. Jeśli dalej będziesz tak smęcić, będziesz musiała wrócić do taty i rodzeństwa.
- Po prostu zapomnij — mruknęła skrzydlata. Zresztą, jak miała powiedzieć, że dosłownie poprzedni wariant scenki skończył się w taki sposób, że jej mama została zmiażdżona głazem, który na nią zleciał po ciosie macki? Jeszcze wcześniej została przeszyta na wylot. Innym razem macka oderwała jej głowę, i to na żywca. Nen była zwyczajnie chora widząc już tyle spełnionych scenariuszy z obserwacją morderstwa matki, siebie całkiem odstawiała na bok, chociaż też zaliczyła już sporo śmierci. Ilość zabójstw, porwań i nie tylko zwyczajnie przestawały mieć znaczenie.
Jak długo ma jeszcze odbębniać to przedstawienie? JAK DŁUGO CHCECIE JĄ TORTUROWAĆ?
Nawet nie zdziwiła się na usłyszenie ponownego hałasu, który nadciągał w ich stronę. Tym razem jednak złapała w porę matkę za ogon, tym samym blokując jej możliwość ucieczki.
- Sini, puszczaj! Podążaj za mną, w tej chwili!
- Nie mamo. Musimy wyjść temu czemuś na spotkanie — odparła nieco mechanicznie, by sama wyskoczyć z jaskini. Pina nie miała innego wyboru niż pobiec za córką.
Tak oto obie wadery znalazły się przed jaskinią, burząc wcześniej zbudowany schemat odbywający się w grocie. Być może młoda miała już serdecznie dosyć tych przeżyć, a może zwyczajnie straciła cierpliwość? Kto wie. Fakt faktem, nie zamierzała spędzić kolejnych sekund w tej piekielnej dziurze. To było tak silne, jak w poprzedniej sekwencji, gdzie to po prostu zaczęła tak solidnie przeklinać bogatym słownictwem, że Pinie wysiadły na tyle uszy i musiała za wszelką cenę uciszać córkę, gdyż miała znacznie większy zakres na określenia wszystkiego.
I teraz stały skierowane głowami w stronę tego tajemniczego lasu, mając za sobą jeszcze bardziej tajemniczą jaskinię, oczekując na rozwój sytuacji. Po prostu dajcie mi już spokój, myślała z rozpaczą, litości.
Nie było jej dane się rozkoszować rozpaczą i gromadzącymi się pokładami, które mogłyby spokojnie już dawno doprowadzić do podjęcia próby samobójczej, gdyż kreatura nadciągała z czeluści lasu.
- Zakończmy to — mruknęła do siebie i matki, dosłownie na kilak sekund przed ujrzeniem potwora.
W końcu dostrzegła go w pełnej okazałości i do tego w świetle dnia.
Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło jej na myśl było takie, że to kosmiczny robal. W przeciwieństwie do tego, co zapamiętała z dzieciństwa, ta bestia nie była czarna, lecz ciemnofioletowa z dwoma odmiennymi zestawami macek, które wyłaniały się z jej ciała. Pośrodku jakby serca unosiła się dziwna materia, która kojarzyła się jej z pustką.
- Calamity — usłyszała zduszoną nazwę, która padła z ust Piny na widok potwora. Sininen otworzyła szerzej oczy. Matka znała to coś?
- Nie daj się złapać przez macki! - Krzyknęły obie do siebie, po czym zaraz odskoczyły od siebie. Tym razem dwie macki ruszyły do ataku na wadery powiązane ze sobą krwią.
Skrzydlata radziła sobie wprost fenomenalnie w wykonywanie każdorazowego uniku przed pochwyceniem przez to coś zwane Calamity, czyli w rejonach matki uchodziło za nieszczęście, jeśli dobrze kojarzyła fakty. Pina była co prawda wolniejsza od córki, ale nie ustępowała jej w unikaniu bestii. Nawet nie była pewna za co walczy. Przecież i tak czas się znowu zresetuje do chwili pobudki podczas przebywania w jaskini, przed nadejściem potwora. Znowu ma przeżywać śmierć lub porwanie matki, ewentualnie własny żałosny los? A może tym razem posunie się do samobójstwa i z ochotą wysunie się ku kreaturze i da się zabić?
A jednak coś jej podpowiadało, że musi podjąć walkę przed jaskinią.
I niby co to zmieni?
Poddała się woli instynktu i postanowiła być gotową do faktycznego walczenia. Najwyżej zginie kolejny raz. Żadna nowość! To już nawet przestało niejako boleć.
Chociaż odczuwała niejakie zablokowanie, pewnego rodzaju nałożoną pieczęć na siebie, nie przestawała podejmować wysiłku w kwestii atakowania macek po wykonaniu byle uniku. Chociaż nie miała możliwości wykonywania ataków magicznych, zawsze pozostawały jej fizyczne, te, które się uczyła z dwóch źródeł w celu wykorzystania. Ponieważ potwór był dosyć szybki w działaniach, mogła w dużej mierze polegać na wykonywaniu ciosów skrzydłami i pazurami, przynajmniej na razie. Zauważyła pojedyncze miejsca, które zdawały się być bardziej wrażliwsze i przez to bardziej chronione, wszystko po zorientowaniu się w działaniu skrzydlatej. Istniała możliwość zadania obrażeń, być może i osłabienia potwora. To było to! Musiały spróbować odcinać macki!
- Matko! - Krzyknęła do naziemnej wadery, która dokładnie w tej samej chwili była zmuszona wykonać ślizg po glebie w celu uniknięcia próby pochwycenia przez chyba kończynę potwora, który również pozostawał w ruchu. Wyglądało na to, że nie był to twór o podłożu bezrozumnym, ponieważ dawał sygnały o posiadanej inteligencji. Dobry przeciwnik. A jaki jest dobry przeciwnik, jak to zwykle wojownicy mówią? Dobry przeciwnik to martwy przeciwnik. Najwyraźniej były zmuszone do podjęcia wyzwania o przekonaniu się prawdy tych słów.
W pewnej chwili Pina została złapana przez Calamity. Od tego momentu było już kwestią sekund przekonania się o dalszym potoczeniu się scenariusza. Jednak, podczas tego podejścia mowy nawet nie było, żeby po raz enty oglądała ten sam obrazek. Po jej trupie, i to całkiem dosłownie. Sininen sposób bardzo szybki zerwała się z miejsca gdzie się unosiła i zaczęła w zasadzie pikować w kierunku skrępowanej matki. Łapiąc ją, wysunęła jedno skrzydło pod kątem ostrym na tyle, że zaraz dobiegło ją zarazem błogie uczucie i odgłos bestii, by zaraz kolejnym dźwiękiem było głuche mlaśnięcie o grunt. Udało się jej. Dała radę przeciąć mackę i uratować rodzica.

Nieszczęście nie przestawało wydawać z siebie dźwięków obwieszczających przeokropny ból po brutalnym amputowaniu jednej z jego macek, skrzydlatej udało się jej zniszczyć koncentrację przeciwnika. Wadery wymieniły się spojrzeniami bez słowa, nawet nie musiały wymieniać się telepatycznie informacją, gdyż w mig ją pojęły. Musiały jak najszybciej wykorzystać dekoncentracje wroga, to była ich jedyna największa szansa na łudzenie się zwycięstwem. Skrzydlata po odłożeniu Piny na ziemię wzbiła się ponownie w powietrze, mając w głowie jeden cel: jak największe uszkodzenie macek i możliwie ponowienia pomyślnego ucięcia ich za pomocą skrzydeł, których ostrość wydawała się być dobrym atutem w tym. Planu jednak nie ułatwiał fakt, że po brutalnej amputacji reszta macek wydawała się oszaleć, miotały się agresywnie na wszystkie strony. Oczekiwał litości? Zapomnij. Zaraz pozna namiastkę wściekłości w sercu Sininen, która musiała już tyle razy oglądać w tym otoczeniu tragicznych zakończeń sytuacji o jednym i tym samym podłożu. Nie była łagodna, latała pośród macek z taką agresją w oczach, że to zwyczajnie paliło. Nie wahała się podczas atakowania skrzydłami każdej macek z osobna, miała jeden cel i zamierzała się go trzymać.
Opadła na grunt cała w mazi Calamity, dopiero po jego głuchym upadku, które oznaczało tylko i wyłącznie pozbawienie kreatury życia. Nen oddychała szybko i płytko, z każdą sekundą ciężar powietrza nabierał na sile. Stała nad truchłem wprost nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Zaraz doskoczyła do jej boku Pina. Co dziwne, nie odzywała się nic, ani ku córce, ani na temat potwora.
- Nie mogę w to uwierzyć. Wygrałyśmy, w końcu — powiedziała zdyszana błękitna. Ile to musiało upłynąć pętli czasowych dla bycia świadkiem takiego kwiatka? Poza tym, matka była cała i zdrowa tuż obok!
- Calamity to zmaterializowane nieszczęście w moich rodzinnych stronach. Mówiłam ci o nim legendy, pamiętasz? Jego pojawienie się zawsze wróży jakąś katastrofę. - Pina cicho powiedziała. Sininen natychmiast podniosła uszy i wzrok na matkę, która spoglądała na leżące przed nimi truchło. Cichy głosik w myślach krzyczał "zapamiętaj!".
- Co teraz zrobimy matko?
- Jak to "co"? To bardzo proste.- Głos starszej nagle stał się zniekształcony, a ona sama gwałtownie obróciła głowę w kierunku córki. Jej oczy w barwie fioletu nagle stały się czarne i puste, uśmiech przerażający. - Potrzebna jest ofiara dla obudzenia kolejnego Nieszczęścia.
Nim się zorientowała, ciało Sininen zostało przeszyte na wylot grubym iskrzącym się na fioletowo kolcem, który momentalnie wyrósł z ziemi, bezpośrednio pod nią. Z jej ust buchnęła krew i czarna ciecz, gwałtownie czuła żegnanie się ze światem. Chociaż całe ciało prędko opadło bezwładnie, ostatkiem sił wysiliła się na uniesienie głowy w stronę drugiej wadery. To już nie była Pina, to coś zaczynało niejako topić ciało jej matki, tym samym przemieniając się w twór rodem z najgorszych koszmarów.
- Jeszcze się spotkamy, mała dziwko — wyplute słowa brzmiały na powiedziane z obrzydzeniem i jednocześnie słodką obietnicą.
- Pierdo... - Nie dokończyła.
Oczy młodej dorosłej Sininen zgasły, a głowa bezwładnie opadła w kierunku ziemi, obwieszczając jej zgon.

*
Z głośnym świstem podniosła głowę, teraz już całkiem znerwicowana. Co tym razem?! Jakież jednak przeżyła zdziwienie, kiedy usłyszała inny głos.
- Dziewczyny! Obudziła się! - Nigdy by nie myślała, że tak wryje ją z zaskoczenia i radości widok Tarou. Zaraz ciotka Lonya znalazła się przy niej, która mimo poznania faktu o niechęci do dotyku młodszej, musiała ją sprawnym okiem obejrzeć. Podobno mimo niechęci, tylko ta wilczyca była jedynym osobnikiem, który dałby radę zbliżyć się do niej.
- Jak się czujesz? Jakieś zawroty, nudności? - Zapytała się ją cicho podczas skrupulatnego badania wzroku.
- Nie... Co się stało? Jakim cudem leżę... Lecznica? - Sininen rozejrzała się podczas słuchania i mówienia. Nie mogła zrozumieć o swoim położeniu, nawet jeśli znowu dostrzegła swoje ciemne barwy, obwieszczające bycie w drugiej formie. Co z tą jaskinią i lasem? A z matką?
Lonya westchnęła po cofnięciu się na odległość, która była już komfortowa dla bratanicy.
- Jakiś cymbał zabrał nam wysokoprocentowy wyciąg z rumianku i porozlewał go po krzewach z owocami, chyba w formie zastosowania jako nawozu. Musiałaś najpewniej zjeść coś z nich, bo jak Noiter cię przypadkiem znalazł to leżałaś jak śpiączce. Twój ojciec prawie zaczął odchodzić od zmysłów po usłyszeniu tego. Sama wiesz, to przez sprawę Eredena - dodała wzdychając.
- Jak długo leżę? - Zapytała się rzeczowo normalnym tonem głosu. W zasadzie nie czuła żadnej różnicy w związku z tym.
- Półtora dnia — usłyszała krótką odpowiedź.
Musiała podeprzeć się łapą, żeby głowa nie opadła raptownie na posłanie. Nawet nie wiedziała, jak powinna zareagować. To nie było prawdziwe, pomyślne nawiązanie kontaktu z Kuki tylko utwierdziło ją w tym przekonaniu.
- To były posrane halucynacje. Tylko durny sen — powtarzała sobie w kółko niczym mantrę. A jednak widmo ostatnich chwil, całej ostatniej sekwencji czasowej krążyły w jej głowie, niczym ptactwo nad smaczną padliną. Coś było na rzeczy. Już nawet pomijając nowy, świeżo poznany fakt, jak bardzo była podatna na środki usypiające.
Musiała jednak odłożyć to na dalszy plan, gdyż w pierwszej kolejności musiała stawić czoła zaniepokojonemu ojcowi, któremu musiał spory ciężar spaść z serca na widok przytomnej córki.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 5621
Ilość zdobytych PD: 2810 + 25% (702 PD)
Nagrody za Questy: 1600 PD +19 pkt obrona | +9 pkt siła | +12 pkt spryt | +6 pkt inteligencja
Obecny stan: 5990