:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
wtorek, 3 listopada 2020
Od Keneven'a - ,,Samotna wadera" cz.3
- Jasne, że nie! - odparł Keneven - W sumie tak było by rozsądnie... - jeszcze wyszeptał
- Wiedziałam! Na ciebie nie można liczyć! Wiedziałam, że powiedziałeś o wszystkim twojemu Alfie! A twój Alfa przysłał ciebie, byś mnie zabił! W końcu jestem na waszych terenach...I jesteś mordercą! Egh...Mogłam się domyślić... - Luthia zaczęła płakać i szemrać jeszcze jakieś pojedyncze słowa.
- Nie wiesz tego
- Pewnie, że wiem - rozpłakała się jeszcze bardziej - Przecież gdy turlikaliśmy się ze zbocza nie miałeś tego noża przy łapie
- Znalazłem... Znalazłem go po drodze i nie...
- I tak ci nie wierzę! - przerwała mu wadera. Po chwili niespodziewanie rzucił się na Ken'a lecz nie w celu powalenia go jak wroga. Z bardzo mocnym uściskiem wtuliła się w niego. Ken zdziwiony jęknął jak szczeniak. Luthia miała nadzieję, że zdoła tylną łapą sięgnąć noża przywiązanego do tylnej łapy Keneven'a. Ken, choć wydaje się mądry, myślał, że wilczyca chce go przytulić i przeprosić. Luthii udało się chwycić łapą nóż, ale musiała jeszcze odczepić go tak, by basior tego nie poczół. Nie było to łatwym zadaniem. Ken był bardzo ostrożny jeśli chodzi o Luthię. Waderze się powiodło. Nóż był w jej łapach, więc odskoczyła od Ken'a i powiedziała:
- Patrz!
- Eeeeeeee... - Keneven'owi zabrakło języka w pysku
- Jeśli sprawa tak się potoczyła... To teraz ja mam przewagę i ja mogę cię zabić!
Zielarz ~ Bai Lang
Płeć: Basior | Wiek: 6 lat | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 2 (2047/3100 PD) | Stanowisko: Zielarz |
Właściciel: [Gmail] maxxter107@gmail.com |
poniedziałek, 2 listopada 2020
Od Tarou Cd. Tsuki
Tarou zamrugał kilka razy, a następnie spojrzał w bok.
- Pewnie. Przyda się kilka nowych półek na zioła. - powiedział cicho, lecz waderze udało się usłyszeć jego słowa. Zostawiła mu kilka Kawałków drewna, a następnie odeszła. Tarou odprowadził ją nieśmiało wzrokiem. Po chwili westchnął i zabrał się za przygotowanie z drewna półek, które z pewnością się przydadzą. Zbliżała się zimna, więc potrzebowali wielu ziół, by w razie nagłego wypadku było jak pomóc poszkodowanym. Musieli to gdzieś trzymać, a obecne półki pękały od nadmiaru i ciężaru. Samiec w miarę szybko przygotował półki, a następnie umocował je w odpowiednich miejscach. Położył na nich zioła, odpowiednio je wcześniej segregując. Zachowanie porządku, było w tym zawodzie wręcz wskazane. Mała pomyłka mogła zadecydować o czyimś życiu. Tarou dobrze o tym wiedział, dlatego przygotował sobie odpowiednie rozdzielenie. Zioła mające złe skutki uboczne składał w jednym miejscu, a te z brakiem skutków ubocznych, a leczniczymi właściwościami w innym. Taka harmonia mogła pozwolić basiorowi czuć się pewnie w tym, że nie poda nikomu przez przypadek zioła na przeczyszczenie. Taka sytuacja byłaby raczej nieodpowiednia w fachu medycznym. Medyk po zakończeniu pracy wyszedł przed jaskinie. Zauważył, że dosyć sporo liści zdążyło ją nieco przysypać. Spojrzał na swoje ogony, a następnie nieco je wokół siebie obwinął. Dzięki temu zyskał coś na wzór jednego puchatego ogona, który posłużył mu jako miotła lub też grabie. Zaczął zmiatać liście sprzed wejścia do jaskini medycznej, aby innym było wygodniej się tu dostać. Zmitając mógł zauważyć kilku członków watahy. Samyę, która z uśmiechem kierowała się do swojej jaskini. Tristanę, która wesoło bawiła się z Frae oraz Renesmee, która jak zawsze zdawała się być przygotowana na wszystko. Kątem oka dojrzał również nowopoznaną waderę. Tsuki siedziała gdzieś z boku i przyglądała się z pewnym znudzeniem otoczeniu. Wydawało się, że wszystko co działo się w koło było jej zupełnie obojętne. Po chwili wadera wstała i skierowała swoje kroki w pewnym kierunku, po chwili znikając z jego pola widzenia. Tarou może nie poznał jej za dobrze, ale widząc jej sposób zachowania domyślał się, że w jej życiu stało się coś istotnego albo urodziła się w ciekawym miejscu, że przyjęła taki charakter. Sam Tarou wiedział, że miejsce pobytu mocno wpływa na wilka. Pamiętał dni spędzone z ojcem, ciężkie, pracowite i wykańczające, a dni spędzone u cioci Hanako, miłe, dobre i godne zapamiętania. W duchu Tarou często się obwiniał, że nie jest taki, jakim ojciec chciał go uczynić, lecz cóż poradzić. Nigdy nie pałał zamiłowaniem do walki czy agresji. Wolał uczyć się o ziołach u Hanako, słuchać jej historii i bawić się z kuzynostwem. Wspomnienia o rodzinie, zaczęły przywoływać wszelkie emocje i myśli. Tarou zaczął się zastanawiać co dzieje się w domu. Co z Shi i matką? Co z rodzicami Renesmee? Wszystko było mu niewiadome, lecz miał nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. W końcu wyrwał się z myśli i zauważył, że wykonał swoją pracę. Uśmiechnął się zadowolony i wszedł do jaskini. Ogarnął ją jeszcze na szybko, a następnie widząc, że nie ma już więcej w niej do roboty postanowił wrócić do swojej jaskini. W Watasze Renaissance zapadła ciemna noc. Gwiazdy pięknie rozświetlały mroczne niebo, nadając mu wyjątkowy i miły dla oka widok. Tarou uśmiechnął się i spokojnym krokiem skierował się do swojej jaskini. Pogrążył się w myślach, związanych ze zdrowiem innych. Zaczął się martwić o zapasy, lecz wiedział, że nie były one jakoś ubogie. Na zimę powinno wystarczyć, lecz basior miał pewne obawy. Cóż... Kto ich nie ma. Zwłaszcza gdy się jest za coś odpowiedzialnym. Gdy znalazł się w swojej jaskini ułożył się wygodnie na swoim posłaniu, aby następnie udać się w objęcia Morfeusza. Noc była chwilą, w której Taro mógł zapomnieć o całym świecie i oddać się krainie marzeń sennych.
Tsuki?
Szpieg ~ Andzia
WIEK: 6 lat
DATA URODZIN: 2 listopada
APARYCJA: Wadera jest drobnej budowy i może się wydawać, że w walce na się pewną wygraną, jednak Andzia potrafi wykorzystać swoją zwinność i ciężar przeciwnika na swoją korzyść. Wilczyca jest w odcieniach szarości, ułożenie kolorów jest dość specyficzne i nie powtarzalne. Można zauważyć, że grzbiet z ogonem i karkiem są nakrapiane. Za oczami ma jakiś znak, ale sama nie wiem co to dokładnie jest.
Po paru latach była już przyzwyczajona do życia jako samotnik, spodobało jej się to. Podczas polowania na sarnę natknęła się na watahę, która ją przyjęła pod swoje skrzydła.
MOCE:
- tworzenie ruchomych rzeźb z lody np. niedźwiedź, który może kogoś zaatakować (oczywiście nie członków watahy)
- zamrażanie za pomocą dotyku bądź podmuchu
- możliwość panowania nad lodem i zamrażaniem go w dowolny sposób
- pokazywanie iluzji zawierającej obawy innych
- wywieranie presji- spojrzeniem może wywierać presje przez którą wilk nie jest w stanie nic zrobić
- panowanie na czyimś strachem
Inteligencja: 20
Siła: 15
Szybkość: 15
Obrona: 25
Moce: 25
Razem: 100
STAN PSYCHICZNY: ◉◉◉◉◉◉◉◉◉◉
GŁÓD: 5/5
CHOROBA: -
- uwielbia zapach lawendy
- ma kolekcje piór i sztyletów
- czasami nosi bandaże na łapach
Od Tsuki Cd. Tarou
Przypomniała sobie słowa Yamisa jakiś czas potem, kiedy była w trakcie sprzątania syfu w drewnie, kiedy natknęła się na małą sztukę, która wolno wyrastała z ziemi. "Z najsłabszych cząstek wyrastają najsilniejsze drzewa", tak to szło. Na chwilę zapatrzyła się w młodziutkie drzewko, dopiero po chwili wyrwała się z transu. Ponownie spojrzała na otoczenie i odgarnęła śmieci wokół drzewka. Niech rośnie sobie w spokoju i sile.
Przerzuciła solidniejsze kawałki drewna na prowizoryczne salki, czy jak to nazwać, i ruszyła do reszty watahy, prawdopodobnie komuś się to przyda. Faktycznie, idąc sobie nieco niedbałym krokiem, troje wilków wzięło sobie po kawałku na jakieś półki czy coś takiego. Przechodząc obok jaskini medyków, zajrzała do środka. Tarou coś robił przy ziołach chyba.
-Hej, potrzebujesz czegoś w formie półek czy podpórek?- Zapytała się z progu. Basior omal nie podskoczył słysząc jej głos, zaraz się obrócił. Uniosła łapę na szybki znak powitania wchodząc a transport zostawiając przed wejściem. Jego wzrok spoczął na opatrunku. Podążyła za nim spojrzeniem widząc, jaki był umorusany.- A, tym się nie przejmuj.
-Jak rana?- Zapytał trochę ciszej basior podchodząc bliżej.
-Nie dokucza jeśli o to pytasz- wzruszyła ramionami.- Nic nie boli. Może nie czuje całkiem bólu.
-Mam nadzieję, że nie zrobisz sobie innej krzywdy dla sprawdzenia tego- przegryzł wargę zaniepokojony. Machnęła łapą.
-Oj tam. Najwyżej częściej będę tu bywać.
-Nie powiesz mi, że lubisz być ranna- spojrzał na nią zaskoczony. Uniósł kącik ust.
-Nie ale chyba polubię ten twój kącik.
-Co to znaczy?- Przekrzywił ucho gdy ta odwracała się do wyjścia. Spojrzała na niego przez ramię.
-Twoje towarzystwo jest całkiem ciekawe... To jak, chciałbyś trochę drewna do wystroju?
<Tarou?>
Od Tsuki Cd. Renmier'a
-Mamy noc, czego się spodziewasz?
-Że dasz mi spokój- powiedział bez ogródek nawet nie spoglądając w jej kierunku. Uniosła nieco kącik ust.
-Awww, co to? Już tak szybko chcesz zostawić nową znajomą z watahy?
-Zawsze jesteś taka upierdliwa?- Nie patrzył na nią ale czuła jak przewraca oczami.
-Zawsze taka zrzędliwa maruda z ciebie?- Odgryzła się idąc zadowolona. Westchnął ciężko. Hah, no to zapowiada się dość ciekawie.
Nie mniej jednak, zaprowadziła go do alfy, którą poznała przelotnie, o dziwo to jeszcze nie spała. Szybko dokonano formalności i zaprowadzono basiora na spoczynek, tym samym kończąc zajęcie wadery. ostatecznie i ona udała się na spoczynek.
Następnego dnia wróciła do pomagania wilkom, co już zaczęła zeszłego późnego popołudnia. Tym sposobem z niedbałą miną zajmowała się wsparciem w transporcie cięższych materiałów po różnych lokacjach, głównie zaopatrzenie jaskiń. Ostatnie rzeczy miały iść do części medycznej, podobno były to do uzupełnienia legowisk dla chorych czy coś. Było jej to obojętne co to właściwie jest - byle zanieść na miejsce, reszta jej wisiała.
Nie mogła powiedzieć, że nieco ją rozbawił widok wilka z wczoraj w jaskini medycznej. W świetle dnia lepiej było można zobaczyć jego rudawe ubarwienie, szczególnie ten grymas na pysku. Mina mu nieco zrzekła na widok jej przybycia.
-O, do legowisk?- Zapytał inny medyk, który podszedł się przyjrzeć na dostarczony asortyment. Wzruszyła ramionami.
-Ponoć coś takiego.
-Właśnie! Renmier, to Tsuki, pomocnik, dołączyła tuż przed tobą. Tsuki, to Renmier, nowy medyk.
-Poznaliśmy się w nocy- odparła, chociaż omal nie zwróciła się do rudego "zrzęda".
-Świetnie, czyli tak ta upierdliwość się nazywa- przewrócił oczyma.
-Ciebie tez miło poznać, panie wielka marudo- rzuciła żartem.- Lecę dalej.
Od Keneven'a - „Samotna wadera” cz.2
Keneven dysząc stanął nad brzegiem. Szukał wadery w otchłani wody. Nie było mu jej szkoda. Odwróciwszy się mokra łapa złapała go za ogon. Ken zląkł się. Okazało się, że wadera zdołała wypłynąć na powierzchnię.
- Puść mnie! - ugryzł ją w łapę. Wadera wyskoczyła z wody i wylądowała przed Keneven'em.
- Śmiesz mnie gryźć? - prychnęła wilczyca
- Nie jesteś nikim wartym uwagi - powiedziawszy to Ken zwiał. Jedynie w oddali siedziała błękitna wadera nie próbując go gonić.
- Jeszcze się okaże - rzuciła na koniec, a gdy Ken zniknął jej z oczu, sama udała się do kryjówki. Na następny dzień wilczyca postanowiła poszukać Keneven'a. Po długiej wędrówce, padła ze zmęczenia i zasnęła. Szybko zasnęła... Ale nie na długo. Ziewając jeszcze dojrzała czarną sylwetkę stojącą nad nią. Podskoczyła i znów ujrzała czarnego, potężnego i ponurego Keneven'a. Ken z niechęcią zrzucił przed nią zwierzynę i wyszeptał jej:
- Uważaj lepiej. Jesteś na terenach Watahy Renaissance. Gdy cię złapią będzie niedobrze. Albo jeszcze gorzej... Złapią mnie z tobą
- Watahy Renaissance?
- Ta. Należę do niej. - po tych słowach Ken'a wadera zaczęła jeść i podziękowała mu. Po posiłku wilczyca zbliżyła się i tajemniczo wyszeptała:
- Jestem Luthia - po tych słowach przytuliła się do czarnego basiora i zaczęła nucić jakąś piosenkę. Ken'owi się to nie podobało i jęknął:
- Musisz? - Luthia nie przestawała, aż do tego momentu, gdy nie ujrzała czegoś co Ken ma przywiązane przy łapie.
Chętny?



Szczeniaki



