Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

niedziela, 9 stycznia 2022

Od Itami .cd Itachi/Atrehu ~ Poszukiwanie miejsca

 - Ah... - odparł i jego oczy momentalnie przygasły, jakby wpadając w zadumę, spoglądał chwilę na waderę i rzekł wtedy. - Jeśli masz ochotę, to opowiedz mi o sobie co nieco i Atrehu, jak dobrze pamiętam jego imię.
- Przecież opowiedziałam ci już wszystko o sobie. Wczorajszego dnia. Oj, Itachi, coś mi się zdaje, że upadek nie tylko zadziałał na twe kości, ale i na pamięć. - rzekła z uśmiechem Itami, choć wcale tak do śmiechu jej nie było. Ból świdrował jej wnętrze, to niemiłe uczucie krwawienia doprowadzał ją do szału. Ból promieniował silnymi, a raz słabymi falami. 
- Chodziło mi... co lubisz? - sprecyzował Itachi. 
- Lubię śpiewać... pamiętam wiele pieśni, których mogę cię uraczyć podczas pobytu w lecznicy, ale nie umiem polować. Nie mam do tego talentu... nie wiem sama, dlaczego... powinnam mieć to zakodowane w genach, ale to jedno jest u mnie upośledzone. Zaręczam Ci, z łapą na sercu, że wielu próbowało mnie nauczyć polowania, ale zawsze kończyło się to fiaskiem. A co Atrehu... cóż... ja i on urodziliśmy się w tej samej watasze, tylko że różnimy się nieco. Ja wywodzę się normalnej, prostej rodziny medyków. Mój ojciec był szanowanym medykiem, a matka ponoć była zielarką. Atrehu natomiast pochodzi z rodziny Alfy. Odkąd pamiętam zawsze lubił dostrzegać w waderze to, co najpiękniejsze. Ponadto lubił pomagać, nie unosił się nad nikim, traktował poddanych swego ojca z szacunkiem... łączy nas nawet wspólna historia. Jako szczeniak, nie byłam zbyt lubiana wśród rówieśników. Małe waderki marzyły o kwiatkach i zapachach, a basiorki zaś starali się, jak mogli, aby pokazać który spośród nich jest najsilniejszy. Mnie natomiast interesowało co innego. Zawsze chciałam przewyższać wszystkich wiedzą, dlatego dla nauczycieli byłam pupilkiem, a wśród rówieśników - dziwadłem...
~ Wiem, że cię w połowie oszukuję, Itachi. ~ Pomyślała Itami. Tak na prawdę szydzono ze mnie z powodu mojego problemu. Odkryli, że panicznie boję się bólu. Nie znoszę go, nawet teraz, gdy świdruje mnie w okolicy brzucha. 
- ... pewnego razu zaczepiła mnie grupka starszych basiorów. Pogrywali ze mną, mówiąc jaka to jestem mała i słaba. Chciałam odejść, ale ich było czterech. Czterech masywnych basiorów, którzy zamknęli mnie w kręgu. I nagle pojawił się Atrehu wraz ze swoim ojcem. On użył swego głosu, odziedziczonego po Alfie i rozkazał typom zostawić mnie. Nie mieli innego wyjścia, jak odejść z podkulonymi ogonami no i tak zaczęła się nasza... przyjaźń? Koleżeństwo? Sama nie wiem, jak to nazwać, ale chyba to pierwsze, bo do teraz jest dla mnie bardzo miły...
- Podoba ci się? - dopytał Itachi. 
~ Tak... - pomyślała przelotnie Itami. 
- Nie - odparła natychmiast. - Skąd to pytanie? - zaśmiała się cicho.
- A nic, nic takie niewinne pytanie. To widzę, że długo się znacie. I przykro, że miałaś tak niełatwe dzieciństwo. 
- Ty miałeś chyba gorzej ode mnie, prawda? 
Basior nie odpowiedział. Nie miał ochoty, albo zbyt długo zastanawiał się nad odpowiedzią, ale jedno Itami wiedziała. Nie chciał poruszać tego tematu. 
- O czym tak gaworzycie? - zapytał nagle znajomy jej miękki, bogaty w męski baryton głos. Atrehu stał w wejściu do lecznicy z nieruchomo zwisającym z jego pyska zającem. 
- Ah, o niczym szczególnym. - odparła pośpiesznie i udała, że zajęta jest swymi obowiązkami. Przygotowała podstawowe leki dla Itachiego, ale przed tym przeprowadziła jeszcze wodny zabieg na złamanej kończynie basiora. Woda posłusznie, zgodnie z jej wolą, wniknęła w głąb kremowego futra Itachiego, który ten zareagował z początku dość gwałtownie. Zacisnął zęby, zmarszczył wargi, a mięśnie zaś napięły się nieznacznie. Potem rozluźnił się momentalnie, gdy poczuł, jak chłodna woda przenika do jego mięśni, powięzi i kości. 
- Za moment dostaniesz leki, dobrze? 
Basior pokiwał głową i westchnął ciężko. 
- Będzie dobrze, nie martw się na zapas. - poklepała go przyjacielsko po barku. - Co cię do mnie sprowadza, Atrehu? - zwróciła się do przyjaciela.
- Przyniosłem ci śniadanie. Sam najlepszy kąsek tylko dla ciebie. - odparł figlarnym tonem samiec i złożył zająca u jej łap, uśmiechając się ciepło. - Dobrze wiem, że z polowaniem radzisz sobie, jak niedźwiedź z nadwagą. 
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne, Atrehu!- wycedziła przez zęby Itami, prezentując udawaną złość, ale po chwili uśmiechnęła się wdzięcznie. - Dziękuję ci. Bardzo ci dziękuję. 
- No wiesz... czego się nie robi dla mojej uroczej towarzyszki. - Atrehu następnie obdarzył Itachiego znaczącym spojrzeniem. - Jak się czujesz? 
- Dobrze. O dziwo dobrze... - odparł samiec. Woda nadal wpływała na jego łapę, wywołując błogi spokój i miłe uczucie w złamanej kości. 
- Itami, musimy pogadać. - Atrehu tym razem zwrócił się do niej dość poważnym tonem, co nie specjalnie się to spodobało Itami. Złapała za zająca i przeszli do jaskini dalej, gdzie dzień wcześniej spożywali sarnę. Gdy dotarli na miejsce, usiadła na przeciwko basiora z narastającym niepokojem w oczach. 
- Co się stało, Atrehu? No mówże. 
- Nie jestem pewien, ale... Itami, to jest dziwne, ale w powietrzu zwietrzyłem zapach twojej macochy. Była gdzieś w pobliżu. Dało się wyczuć jej strach. 
~ Zuri uciekła? Bo nie wierzę, że brat Atrehu mógłby ją po prostu wypuścić. Na te wieści, Itami wytrzeszczyła swe oczy, zamrugała nerwowo. 
- Skąd wiesz, że to ona? Ten zapach mógł należeć do każdej...
- Itami, zapach zapachowi nierówny... mówię Ci, jak jest. Ona gdzieś tutaj się kręci i niewątpliwie szuka ciebie. 
- Na prawdę... Atrehu, wiesz, dziękuję ci, że mi to powiedziałeś. 
Wstała, podeszła powoli do samca i złożyła mu ciepły, wdzięczny pocałunek na jego policzku. Atrehu zarumienił się lekko, ale Itami tego nie zauważyła. Była pochłonięta przez potok myśli, które kłębiły się w jej głowie. 
~ Czemu ona mnie szuka? Sama nie wiem... no... nie widziałyśmy się bardzo dawno, ale jakim cudem się wydostała spod niewoli Lupusa? 
- Najpierw zjedz, a potem spróbujemy ją znaleźć, albo jeśli wychwyci twój zapach, sama do ciebie przyjdzie. 
- Tak, tak... zjedzmy najpierw. - postanowiła Itami. 

Po zjedzonym pośpiesznie posiłku, Itami poprosiła Lonyę, aby ją zastąpiła, a ta niebyt chętnie to przyjęła. Pokręciła głową, wykrzywiła minę, ale ostatecznie zgodziła się, ale przestrzegła ją, aby wracała jak najszybciej. Przed wyjściem jednak, Itami odwróciła się w stronę Itachiego i ich oczy się spotkały. 
- Itachi, zaraz wracam. - powiedziała i pognała w ślad za Atrehu. 
Pogoda nie zmieniła się ani na jotę. Mróz ciągnął się wraz z północnym wiatrem i szarpał ich futra. Jej ciało, przyzwyczajone wcześniej do ciepła lecznicy, zalała fala dreszczy. Drżała z zimna, ale bieg pomagał jej częściowo to zwalczyć. Biegli w stronę lasu granicznego, przebiegli przez zamarzniętą rzekę i zagłębili się dalej w dolinę, w ślad za zapachem. Atrehu był pewien każdego kroku, jakby potrafił wychwycić woń Zuri z odległości kilku mil. Dotarli na łąkę, o ukształtowaniu dość pofałdowanym oraz skutą lodem. Długa zamarznięta trawa chrzęściła im pod łapami. 
W następnej chwili Itami także to poczuła...
~ Woń świeżej jabłoni, delikatna niczym skrzydło motyla i zarazem ostra, jak szpony orła...
Była tutaj i jest niedaleko. Skręciła na zachód i tym razem to Itami poszła przodem, a Atrehu w ślad za nią. 
~ Nie mogę uwierzyć, że w końcu ją zobaczę, przywitam i przytulę się do niej, jak do matki. Tak jej teraz tego brakowało. Nie wypuszczę jej z objęć... nawet poproszę Renee, aby przyjęła ją do nas... błagam, żeby się zgodziła. 
Z każdym pokonanym dystansem, zapach stawał się coraz to silniejszy, a gdy pokonała kurtynę skutej lodem trawy, ujrzała ją. Była niewiele większa od niej, oczy koloru świeżej zieleni wyglądały na nich, spod nawiasów cienkich brwi. Sierść długa i gęsta była nieco karmelowa, przemieszana z barwą kremu i beżu, falowała w rytmie wiatru. 
- Zuri... mamo!- zawołała Itami i podbiegła do niej, wtulając się w jej sierść na piersi. Ta lekko zaskoczona, a następnie wielce uradowana, objęła mocno swą przybraną córkę łapą. - Tak bardzo mi cię brakowało, mamo...
- Już dobrze, jestem przy tobie. Widzę, że nie jesteś sama. Jest ktoś, kto się tobą opiekuje. - odparła łagodnie macocha i spojrzała na Atrehu swymi przenikliwymi oczami. 
Nie chciała wypuszczać jej z objęć. Nie chciała jej stracić ponownie. Kochała ją jak matkę. Matkę, której nigdy nie miała. 
- Jak udało ci się uciec? - zapytała Itami. 
Zuri spojrzała na nią, wytarła jej łzy szczęścia z policzków. 
- A czy to ważne w tym momencie? Widzę, że rozkwitłaś na prawdziwą waderę. Krwawisz. 
- To też nie istotne w tym momencie. Jak uciekłaś? 
- Przekupiłam strażnika. Nie pytaj nawet jak. Moja to tajemnica. 
- A co z tatą, Muiri i Aromem? 
W tamtym momencie Zuri posmutniała lekko, przytuliła ponownie Itami do swej piersi i powiedziała.
- Są bezpieczni... Lupus nic im nie zrobił, ale nadal przebywają w ciemnicy. Twoja siostra również zakwitła na dojrzałą waderę, a twój brat, Arom wydoroślał. Przybrał na mięśniach i urodzie... zobaczysz, jeszcze niejednej waderze zakręci w głowie. - zaśmiała się cicho. 
Atrehu trzymał się na uboczu, obserwując całą tę scenę z wyraźnym uśmiechem. 
- Chodźmy do mnie. Tam jest ciepło i sporo jedzenia. Ogrzejecie się. - powiedział w końcu Atrehu. - Zuri, na pewno jesteś głodna. 
Zuri jednak musiała się cieszyć ciepłem i jedzeniem w samotności, gdyż Itami i Atrehu mieli oczywiście swoje obowiązki, których nie mogli zaniedbywać - Basior był na tyle miły, że pozwolił przespać się jej macosze u siebie. Nabrać energii. Itami była mu za to niezmiernie wdzięczna.
- Dziękuję, że pozwoliłeś jej zostać u siebie. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. - powiedziała do basiora, gdy ten odprowadzał ją do lecznicy. 

<Atrehu/Itachi?> 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1471 
Ilość zdobytych PD: 735 + 5% (36 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 771 PD

Od Kotori c.d Yneryth ~ Gość

Noc była bardzo przyjemna, wspiąłem się na Sommets interdits, by mieć lepszy widok na tereny. Nic na szczęście nie widziałem, więc postanowiłem się przejść po terenach. Moim najczęściej uczęszczanym miejscem było Vallée Sombre, choć było niebezpieczne to i tak je lubiłem. Było tam mrocznie i cicho, lecz zawsze jakiś szelest dodawał gęsiej skórki, lubiłem dreszczyk emocji. Tym razem nie zamierzałem tam kończyć swojego patrolu. Chciałem ujrzeć wschód słońca nad Plage Sud. Zimny piasek miło wchodził pod moje opuszki, nie lubiłem tego uczucia, było bardzo dziwne. Usiadłem wpatrzony w fale, które jeszcze były czarne niczym noc, lecz rozjaśniał je światło księżyca. Spojrzałem ostatni raz na niebo, by ujrzeć gwiazdy i konstelację dużej niedźwiedzicy. Usłyszałem jakiś szelest za sobą, gdy akurat słońce zaczęło wschodzić. Chciałem ujrzeć wschód, lecz obowiązek wzywał, ruszyłem w pośpiechu w miejsce, gdzie szelest dobiegał i rzuciłem się bez opamiętania na kogokolwiek, kto tam był. Przygwoździłem go do ziemi, on dość szybko odepchnął mnie z siebie tylnymi łapami. Staliśmy tak naprzeciwko siebie,
- Kim jesteś i co tu robisz. - warknąłem.
- Aaa, powiedzmy, że jestem tu nowy. - odparł nieznajomy.
- Nie jestem Twoim kolegą. - odparłem i się najeżyłem. - Odpowiadaj!
- Dobrze, a więc jestem Yneryth. - odparł.
- I co tu robisz? - warknąłem ze złością w oczach.
- Znalazłem się tu przez przypadek, jeszcze nie wiem, czy tu zostanę. Wiem jedno, szukam odpowiedzi na coś, co nurtuję mnie od dawna.
W tej chwili dotarło do mnie, że ja też szukam odpowiedzi nie jednej a wielu. Musiałem mu powiedzieć to, co kazała mi Alfa mówić do obcych.
- Jeżeli chcesz przebywać na tych terenach, musisz mieć zgodę Alfy. - odparłem i usiadłem

Yneryth ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 263
Ilość zdobytych PD: 131
Obecny stan: 297

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

To nie była najlepsza noc wadery. Ledwo co mrużyła oczy, zaraz czuła gromadzące się łzy i tak sporo przepłakała. Mimo iż wylała wiele łez, nie było po niej tego widać o poranku. Szybko zjadła część królika, gdyż coraz mniej odczuwała głodu, by wyjść na tamtą polanę. Można byłoby myśleć, że to jest forma radzenia sobie z depresją połączoną z załamaniem nerwowym i przełamania unikania reszty watahy. Całkiem prawdopodobne.
Dlatego nieźle się zdziwiła, widząc, jak dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj siedziała część popołudnia tego nowego, Yneryth'a. On wydawał się na coś lub kogoś czekać.
- Widzę, że lubisz to miejsce, mi też się spodobało. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że tu jestem. - powiedział zamiast przywitania się. Same słowa dały się odczuć jako zaskoczenie z jego strony.
- Co tu robisz? - Spytała mętnym głosem z podobnym spojrzeniem. Basior odchrząknął na widok jej zatrzymania się.
- Cóż, wyjaśniłem. A co z tobą? Co tu robisz? Nie odbieraj tego źle, ale pachniesz wieloma wilkami, a siedzisz tu sama. - zauważył z nutą pokory. Albo zawstydzenia. Kij wie.
- Tu jest tak cicho. - mruknęła, gdy usiadła metr od niego, tym razem przy większej skale. - Potrzebuję spokoju.
- Dlaczego? Stało się coś?
- To nie jest twoja sprawa. - odparła i zaraz westchnęła ciężko. Nawet jeśli to samiec, jest nowy i nie powinna go zrażać do życia watahy. Pochyliła głowę podczas zamykania oczu bez spojrzenia na niego, jedynie uniosła ku niemu łapkę. - Wydarzyło się kilka katastrofalnych dla mnie incydentów, nie jestem w stanie wrócić do spędzania czasu z innymi.
- Ekstrawertyk zmienił się w introwertyka? - Zapytał się w ten sposób, że aż bez patrzenia na niego czuła jak przekrzywiła głowę i lekkim zmarszczeniem brwi. Po chwili sam westchnął. - Okej, nie będę drążył tematu.
- Dzięki.
- Czyli co, nie przeszkadza ci moja obecność?
- Rób, co chcesz.
- Naprawdę sympatyczne podejście. - nie była pewna czy żartował, ale spojrzała na niego cięższym wzrokiem. Samiec podniósł łapy.- Nie, źle się wyraziłem. Chodziło mi, że nie szukasz uwagi, właściwie to ją unikasz i nie narzucasz o pytanie, co się stało. Lubię coś takiego. Bardzo odświeżające.
- ... Masz specyficzne grono zainteresowań. - odezwała się po chwili i utkwiła spojrzenie na linię drzew przed sobą.
- Mówię, jak jest. Szczerość to podstawa bytu i funkcjonowania?
Tsumi niekontrolowanie zaśmiała się sucho nieprzyjemnie, co na pewno przykuło jego uwagę.
- Ach tak? Zatem dlaczego jest porzucana w kąt i traktowana jak najgorszy śmieć i zło konieczne? Bo kłamstwo jest atrakcyjniejsze? Czy może bawienie się cudzym zaufaniem jest warte zniszczenia je w taki sposób zdradzenia?
- Tsumi? - Jego nieco zaniepokojone pytanie wybudziło ją z transu. Poczuwszy szkliste oczy, natychmiast odwróciła głowę w drugą stronę i dla pewności je otarła.
- Zapomnij o tym. - powiedziała beznamiętnie szybkim tonem.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 438
Ilość zdobytych PD: 219
Obecny stan: 1113

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Był to początek tego dnia, a ilość problemów Yneryth’a jednak nie chciała maleć, wręcz przeciwnie. Cała ta iście niebanalna sytuacja, powoli przerastała go. Nigdy nie spodziewał się, że życie w stadzie jest tak irytujące, męczące, a zarazem dziwnie przyjemne, na jego dziwny specyficzny sposób bycia. Rozmowa z Tsumi była zdecydowanie najkrótszą rozmową i najprzyjemniejszą, ze wszystkich, które dziś odbył, ale coś było nie tak. Basior nie rozumiał czemu wadera, od której było czuć zmieszane zapachy innych wilków, w dość dużej ilości, siedzi sama, na środku pustej polany. Wilk nie rozumiał czemu była smutno-zniechęcona, żaden inny wilk tak się nie zachowywał, nawet on sam nie jest tak, nie czuły i zamknięty na innych. Badawczo obrócił się wzrokiem za waderą. Ujrzał coś, co wcale mu nie pomogło, widział, jak Tsumi dreptała smutnym i powolnym krokiem, w nie znanym mu jeszcze kierunku. Cała analiza wadery, zupełnie nic mu nie dała. Na dodatek zostało mu najważniejsze pytanie, co ona robiła tu sama. Nie miał już siły o tym myśleć, miał swoje inne problemy. Na dodatek niepokoiło go, że komuś udało się obejść jego instynkt. Yneryth nie wiedział, czy to wina tego, że jest za słaby, czy tego, że z nią było coś nie tak. Otrząsnął się i odwrócił wzrok z powrotem do przodu.
Jednoznacznie potrzebował odpoczynku oraz samotności. Z tego dnia wyciągnął już dużo wniosków, ale dalej nie był nimi wystarczająco zadowolony. Widząc resztki śniegu, trawę, drobne kałuże, podziwiał, jak przemija zima. Podjął decyzję, na szczęście nią nie musiał się przejmować, było to tak oczywiste, że wilk nie widział innej opcji. Zamierzał zasnąć pod tym drzewem i obudzić się wieczorem, nic nie stało mu już na drodze. Basior rozejrzał się czy nikt go nie widzi, niestety było tu pełno wilków, co było minusem, jak i plusem tej sytuacji. Nigdy wcześniej nie odważyłby się spać na środku takiej polany, ale teraz wiedział, że jak coś będzie mu zagrażało, może liczyć na innych. Był to nonsens dla Yneryth’a, dlaczego wilki, które nie mają pojęcia, kim jest, pomagają mu, a tym bardziej, dlaczego pozwoliły mu tu zostać. Położył się pod drzewem i jak za starych dobrych czasów sam sobie życzył:
- Kolorowych snów Yneryth. - w głowie, usłyszał głos Eleshara, nigdy tak dobrze, go sobie nie wyobraził, jak teraz.
Księżyc właśnie wschodził, na niebie, było widać pojedyncze chmury. Wilk obudził się sam z siebie, spojrzał w górę i zobaczył swój ulubiony widok, był to księżyc. Basior leżał w miejscu i podziwiał go jak za dawnych szczenięcych lat. W otoczeniu ciszy i harmonii otaczającej go nagle coś ją zerwało. Dźwięk rozdarł okolicę i powietrze, było to wycie wilka. Yneryth mógł zareagować tylko w jeden sposób:
- Yyyy, a było tak dobrze. - warknął z niechęcią, wstając.
Zastanawiał się, który z jego nowych „przyjaciół” jest taki zabawny. Emocje basiora było mocno zmieszane, wilk, który zawył, miał szczęście, że był w odpowiedniej odległości. Wilk udał się za resztkami śladu, który pozostawiła Tsumi, może nie wróciła do domu. Wadera bardzo go zainteresowała, ponieważ nie mógł się pozbyć jej ze swojej głowy, wciąż i wciąż, czemu jej nie zrozumiał, co skrywała pod swoim brązowym futrem mała wadera. Musiał się dowiedzieć, ponieważ nie dawało mu to spokoju. Szedł i szedł, w głąb ciemnego gaju. Po pół godzinnej drodze trop Tsumi się urwał. Basior stanął w miejscu zniesmaczony i zdenerwowany, znów znikł mu wilk sprzed nosa. Był to już drugi raz, uniósł pysk do góry, zamknął oczy i skupił się na zapachu wadery. Niestety nie wyczuł jej, tym razem to nie jego wina, dobrze pamiętał, że ona pachniała wieloma wilkami, nie było szans, by ją wywęszył. Yneryth wrzał już wewnątrz, wypełniony wszystkimi emocjami, które go wypełniały.
Usłyszał szelest, w niewielkiej odległości od niego, zauważył królika. Wilka stwierdził, że historia znów zatacza koło. Nie wierzył w los, więc nie zrobił tego tak jak za młodości, był oryginalny. Skupił się na wszystkich negatywnych emocjach, po chwili usłyszał tylko pisk królika rozrywanego żywcem, na dwa kawałki. Powiedział krótko:
- Pysznie, tego mi dziś brakowało. - powiedział, otwierając oczy i rozkoszując się widokiem rozlanej krwi.
Księżyc powoli zachodził, a wilk był już najedzony. Niestety, musiał po sobie posprzątać, dwa kawałki kamieni, skrzyżowane 30 cm nad ziemią, w miejscu, w którym królik zawisnął w powietrzu. Był to jeden z najdłuższych dni tego roku. Yneryth stwierdził, że nie będzie spał w jaskini, jak inne wilki, on jest samotnikiem, skierował więc swoją podróż z powrotem na polanę, gdzie zamierzał przespać najjaśniejszą porę dnia, a następnie udać się, by porozmawiać z alfą i przekazać informację o wykonaniu rozkazu.
Znajdował się już pod drzewem jabłoni, które nie wyglądało, już tak majestatycznie, o wschodzie słońca, jak w nocy. Położył się i zasnął. Nie minęło wiele czasu. Basior zbudził się, gdyż słyszał delikatne powolne kroki, nie sposób, by było, żeby ich nie wyczuł, coś lub ktoś, zbliżało się i nie próbowało ukrywać swoich dźwięków. Po chwili Yneryth przypomniał sobie, że wie, kto chodzi w ten sposób, wczorajszego dnia. Tsumi, dosłownie takim krokiem znikała na skraju lasu. Za sekundę miał się dowiedzieć, czy się nie pomylił i czy to naprawdę ona. Ku swojemu zdziwieniu nie pomylił się, to była ona, zaskoczony przywitał się:
- Widzę, że lubisz to miejsce, mi też się spodobało. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że tu jestem. -powiedział zmieszany, gdyż nie wiedział, jak powinien zareagować.

Tsumi ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 870
Ilość zdobytych PD: 435
Obecny stan: 1153

Od Shori c.d Atrehu ~ Nowy dom

Schowałam się za rudym basiorem. Wyglądałam za niego ostrożnie i przyglądałam się stworzeniu. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką istotą. Z wyglądu przypominała sporego łosia. Jej poroża i ogólnie ciało pokrywała roślinność. Tak jak otoczenie była à la zimowa. Istotę pokrywał szron, sprawiając, że w mych oczach wyglądała majestatycznie. Zielone, świecące ślepia wybijały się znacząco. Wyrażały one mądrość, ale i wyższość. Atrehu stał gotowy chyba na wszystko, co mogłoby się stać. Ja natomiast stałam za nim. Czułam strach, choć wiedziałam, że lisi basior nie pozwoliłby mnie skrzywdzić. Czułam też wielki respekt przed stworzeniem, którego obecności czułam się niegodna. Istota patrzyła na nas spokojnie. Mruknęła przeciągle, jakby dając do zrozumienia otoczeniu, że ma nastać cisza.
Tak też się stało. Nagle wszystko ucichło. Ptaki przestały śpiewać, wszystko jakby zamarło w oczekiwaniu. Nawet ta niesforna wiewiórka, którą dostrzegłam wcześniej kątem oka. Słychać było tylko nasze oddechy oraz bicia serc. Stworzenie zrobiło krok w naszą stronę, na co oboje cofnęliśmy się nieznacznie. Majestatyczna istota ponownie mruknęła, a ja nie wiedząc jak, znalazłam się pół metra przed Atrehu. Basiora też najwidoczniej zaskoczyła nagła zmiana mojego położenia. Chciał bowiem znowu mnie sobą zasłonić, jednak łosio-podobna istota mruknęła karcąco na ową próbę i zagrodziła rudemu wilkowi drogę kopytem. Zerknęłam na basiora ze wzrokiem mówiącym "będzie dobrze", choć sama nie bardzo w to wierzyłam. Atrehu najwidoczniej też mi nie uwierzył, zrezygnował jednak z ponownej próby przesunięcia się do mnie. Żadne z nas nie wiedziało, co zrobiłoby stworzenie. Widziałam, jak napięte mięśnie wilka drżały. Były gotowe do gwałtownego ruchu. Basior bacznie obserwował poczynania łosio-podobnej istoty. Siedziałam ni to sparaliżowana strachem, ni to zahipnotyzowana. Wpatrywałam się w zielone ślepia dziwnego zwierzęcia. Stworzenie również wpatrywało się w moje oczy. Nie wiem, ile to trwało, czas dookoła jakby zwolnił. Tylko ja i łosio-podobna istota istnieliśmy swoim tempem. Nagle usłyszałam niski, przeszywający głos. Jego ton był wyniosły, nieprzyjemny w odczuciu, a jednak sprawiał, że czułam wewnętrzny spokój.
- "Lumen subductum sideribus. Ignis viam ambulas. Cave virtutem eius, nam ignis omnia consumet." - powiedział głos, a istota tknęła mnie nosem, po czym zniknęła, dosłownie rozmywając się gdzieś w powietrzu. Atrehu momentalnie do mnie doskoczył, zasypał mnie pytaniami, przyglądając mi się uważnie. Nie dotarł do mnie żaden konkretny zlepek słów spośród tych, które ewidentnie wilk skierował do mnie. Czułam, że to, co się stało było zbyt nietypowe, nawet jak na standardy magicznej watahy.
- Słyszałeś to? - Spytałam, przypatrując się reakcji basiora. Wilk zaprzeczył ruchem głowy.
- Dobrze się czujesz? - spytał zatroskany, po czym ciszej, jakby do siebie, dodał. - Powinienem coś słyszeć? Duch lasu wyglądał, jakby rzucał jakiś urok... - Gorąc. Poczułam nieprzyjemny gorąc. Ni to we wnętrzu siebie, ni to napływający z otoczenia. Wstałam, gwałtownie odsuwając się od Atrehu. Odniosłam wrażenie, że rudą sierść wilka trawił ogień. Wiedziałam, że to złudzenie, ale było tak prawdziwe, że poczułam potrzebę ucieczki. Atrehu spojrzał na mnie zaniepokojony. Nie wiedział, co się stało, a ja nie potrafiłam i nie chciałam mu tego wyjaśnić. Złudzenie zniknęło równie szybko, co się pojawiło, a jednak niepokój pozostał.
- Gwiazda, ogień, strzeż się. Gwiazda, ogień strzeż się... - mruczałam, jak mantrę. Pokręciłam głową sfrustrowana tym, że nie zapamiętałam dokładnie słów głosu. Gdy w końcu pozbierałam myśli, nieznacznie podeszłam do swojego mentora, który nadal analizował moje, zapewne niepokojące zachowanie. Zatrzymałam się i spojrzawszy w coraz bardziej zaniepokojone oczy Atrehu, powiedziałam.
- Gwiazda, ogień, strzeż się... Nie wiem, co to znaczy. Nie zrozumiałam i nie zapamiętałam reszty tekstu. Był w innym języku. Mam złe przeczucia co do tego, a to spotkanie musiało być ostrzeżeniem. - Powiedziałam z pewnością, jakiej nigdy bym po sobie się nie spodziewała. Podświadomie wiedziałam, że moje oczy i znaki zażyły się, jakby gniewnie. Czułam tę energię, ale i niepokój. Kto lub co jest tym ogniem? Atrehu przez dłuższą chwilę analizował to wszystko, po czym...

<Atrehu?>

W prawdzie to nie błogosławieństwo, a raczej przestroga, która po polsku ma brzmieć: "Światełko skradzione gwiazdom. Kroczysz drogą ognia. Strzeż się jego potęgi, albowiem ogień pożre wszystko." Stwierdziłam, że to świetna okazja, by zakreślić już zarys przyszłych losów Shori, które ściśle powiązane będą z watahą. Mam nadzieję, że nie będziesz mieć mi tego za złe. Liczę na to, że Atrehu pomoże zrozumieć sens tych słów i że wesprze waderę na "drodze ognia" ;3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 618
Ilość zdobytych PD: 309
Obecny stan: 309

sobota, 8 stycznia 2022

Od Itachi'ego c.d Itami ~ Poszukiwanie Miejsca

Byłem wdzięczny Itami za płaszcz, był bardzo ciepły i pasował do mojej sakiewki. Gdy udało mi się zasnąć, miałem straszny koszmar. Śniło mi się, że ojciec torturuje siostrę, a brat poszedł na łowy na matkę. Obudziłem się z potem, było wcześnie rano, nie widziałem jeszcze nikogo. Próbowałem się uspokoić, lecz mało to skutkowało. Użyłem mocy i przywołałem swojego klona, on przyniósł mi wodę i pomógł załatwić. Również pomógł mi z umyciem się, na szczęście nie uszkodził przy tym sakiewki ani płaszczu. Przypomniało mi się, że Itami miała "te dni", więc na pewno było jej ciężko. Wiedziałem coś o tym, gdy byłem jeszcze szczeniakiem, byłem ciekawski, wiec pytałem o wszystko swoją siostrę. Wyjaśniła mi, że wtedy kobieta jest nieobliczalna, lecz warto sprawić na jej buzi uśmiech czymś słodkim oraz przytulić. Nie rozumiałem, jak coś słodkiego mogło pomóc... Nigdy nie zrozumiem kobiet. Postanowiłem użyć klona, by przyniósł do czystej misy miód oraz do drugiej jagody tylko jadalne oczywiście. Schowałem je za sobą, by wadera nie widziała ich, jak przyjdzie. Płaszcz klon złożył w kostkę i położył trochę dalej, by się nie ubrudził, gdy już skończył, odwołałem go i położyłem psyk na łapie. Rozmyślałem nad Irmą oraz matką. Gdy nagle usłyszałem głos Itami.
- Hej, jak się spało?
- Ah Itami. - podniosłem łeb, by spojrzeć na nią. - Jest w porządku. - nie chciałem mówić o koszmarze to, był mój problem.
- To dobrze. - odparła i usiadła przy mnie.
- Mam coś Dla Ciebie. - odparłem i przysunąłem łapą zza siebie dwie miski. Jedna z miodem druga z jagódkami.
Wadera spojrzała ze sporym zaskoczeniem na zgromadzone miski pełne tych kuszących dobroci. Uniosła następnie brew, zmierzyła samca dość podejrzliwym wzrokiem.
- Skąd to masz?
Itachi, jakby myślał nad odpowiedzią, odbił oczami od niej na wystający kamień z podłoża jaskini.
- Użyłem mocy... Mogę stworzyć swoją kopię, której kazałem zdobyć to wszystko.
- Noo wiesz... - mruknęła dość zmieszana tą całą sytuacją. - Dziękuję.
~ Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo ratujesz mi życie... - pomyślała i zaczęła zajadać jagody, zmieszane z miodem.
- Może i nie rozumiem u was tych dni i czemu akurat lubicie słodkości i przytulasy wtedy, lecz nie mi to oceniać nie znam się na waderach... - wzdychnąłem i położyłem znów głowę, ciągle miałem myśli gdzieś indziej.
Gdy przełknęła jagódki z miodem, oblizała wargi z osadzonego cukru i spojrzała na basiora.
- Takie już jesteśmy...
Itami podziękowała jeszcze raz basiorowi, zapytała, jak leży na nim jego zasłużona nagroda. Basior kiwnął pozytywnie głową. Wadera jednak zastanawiała się, dlaczego Itachi jest taki... hmmm... nie mogła znaleźć słowa... nieobecny. Jeszcze nigdy nie ujrzała basiora uśmiechniętego.
Kątem oka widziałem, jak na mnie spogląda, więc podniosłem głowę i spojrzałem na nią.
- Coś nie tak ? - zapytałem. - Chcesz tego przytulasa ? - dodałem ciszej.
Z tymi słowy basior doprowadził Itami do kompletnego zdziwienia. Wadera starała się stłumić nieco emocje, ale nie potrafiła powstrzymać swych oczu, które momentalnie wytrzeszczyła. Następnie uniosła kącik ust i spojrzała łagodnie na Itachiego, który nadal spoglądał na nią, jakby nadal proponował jej kontakt. Podeszła więc do niego i wtuliła się w jego szorstkie, ale jakże przyjemne futro. Na dodatek wokół niego roztaczał się przyjemny zapach... jakby lawenda albo lubczyk.
- Myślałem, że będziesz protestować.
- Nie przesadzaj. Przytulasy są tak słodkie. I potrzebne, nawet pacjentom.
- Tak, a dlaczego? - zapytał.
- Jesteśmy już tak zaprogramowani, że w trakcie kontaktu, w naszym organizmie wydziela się hormon, odpowiadający za dobre samopoczucie. Wiesz... mięśnie się rozluźniają, zmniejsza się uczucie stresu, poprawia humor.
- Ah.. - odparłem, moje oczy momentalnie zgasły. Ja nie miałem takiego uczucia, nie czułem szczęścia czy poprawy humoru, czy byłem na coś chory? Może po prostu zepsuty.... - Jeśli masz ochotę, to opowiedz mi o sobie co nieco i Atheru jak dobrze pamiętam jego imię. - odparłem

Itami ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 597
Ilość zdobytych PD: 298
Obecny stan: 540

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Działo się to tego samego dnia, chyba. Chyba, ponieważ Tsumi już straciła poczucie płynięcia czasu. Rozmowa z Atrehu była przed południem, wizyta u Piny i Renesmee możliwie zaraz po. Ostatecznie nie zdecydowała się na radykalny krok z odejściem, nie miała serca opuścić przyjaciółki. Poza tym... Czemu to ONA ma zniknąć z życia watahy, skoro to ona była tu ofiarą? O nie. Niech nie liczy, że ucieknie z podkulonym ogonem. To nawet da jej możliwość złorzeczenia na niego bez przerwy, o ile będzie miał trochę oleju w głowie, lub wręcz przeciwnie.
Znikło z niej całe ciepło, którym potrafiła emitować na odległość, sama jej sylwetka była przygaszona, a oczy zmatowiały. Nie miała ochoty na spędzanie czasu wśród innych, a i miała dosyć siedzenia bez przerwy w swojej jaskini, dlatego też znalazła się na tej opuszczonej polanie. Była jeszcze zima i chociaż nie było tak późne popołudnie, z wolna zaczynało się zbierać na ściemnianie nieboskłonu.
Śnieg leżał w ilości małej warstwy na ziemi i to miejscami, ale również i na drzewach i przez te drobne zaspy przedostawało się światło zniżającego się słońca. Musiało to wyglądać zapewne pięknie, ale Tsumi... Ona tego nie odczuwała. Nie umiała odczytać tego jak czegoś ujmującego, zwyczajnie czując się wyprana z wszelkich pozytywnych i ciepłych uczuć. Czuła się... No właśnie, jak? Jakby coś ją pozbawiło ważnej części jej egzystencji i wyrzucił jak nic niewarty śmieć.
Zwyczajnie chciało się jej płakać.
Niestety, nawet na opuszczonej polanie niedane było jej zaznać spokoju — ktoś nadchodził. Wadera spojrzała na bok, ze strony ktoś się zbliżał. Jej oczom ukazała się sylwetka nieznanego wilka, którego jeszcze w tych rejonach nie widziała. Czy przez te kilka dni siedzenia w jaskini, wataha się powiększyła? Nic nie wiedziała. Ba, nawet nie była chętna wiedzieć... Krew jej nieco zmarzła na zrozumienie, że to basior. Jeszcze lepiej.
Odezwał się, dopiero gdy usiadł obok niej w stosownej, acz bliskiej odległości.
- Hejka, przyszedłem się przywitać. - powiedział to na tyle miło a po nich reakcja oczu, że na pewno nie ogarnął, co zaszło i był zażenowany. Ona jednak patrzyła na niego z lekko przekrzywioną głową i wypłowiałym wzrokiem. Zaraz odchrząknął. - M? - Wydała z siebie krótki dźwięk.
- Jestem nowy, Yneryth. Dołączyłem gdzieś godzinę temu. Ty musisz być Tsumi, prawda?
Kiwnęła głową. Jej reagowanie wydawało mu się nie podobać z jakiejś przyczyny.
- Wszystko gra?
- Po prostu dziś nie czuję sił i chęci na towarzystwo. Zwłaszcza męskie- mruknęła, wstając. Naprawdę, całość samicy dawał jasny znak bycia wypalonym. Spojrzała na niego przez ramię ze słabą miną.- Witaj w watasze, każdy pomoże ci się odnaleźć.
- Ty nie? - Uniósł pytająco brew.
- Ja dziś odpadam. - mruknęła ciszej. - Do następnego razu Yneryth, miło było cię poznać.
Nie była w stanie wysilić się nawet na uśmiech, żeby nie odebrał jej zachowania negatywnie. Z drugiej jednak strony, nie nadawała się psychicznie tego dnia do nawet rozmów z nikim. Dlatego po pożegnaniu się, odeszła sunąc jak duch w kierunku swojego lokum.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 477
Ilość zdobytych PD: 238
Obecny stan: 894