:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
wtorek, 27 kwietnia 2021
Od Daevari Azariah Cd. Rodrigo
Gdy on zaczął iść, to i ja znów ruszyłam.
- Witaj. Jestem Rodrigo, strażnik tutejszych terenów. Znajdujesz się na terenach Watahy Renaissance - przedstawił się, sprawiając dość poważne wrażenie.
- Jestem Daevari... - zamyśliłam się na chwilę, czy powinnam ulec pewnej ochocie czy nie - Azariah. - dodałam po chwili.
Pozwoliłam sobie usiąść, nim kontynuowałam.
- Od niedawna jestem członkiem tej watahy, jednak jak widać, nie jestem jeszcze rozpoznawalna jako ktoś od was - westchnęłam, mocniej wciskając łapy w ziemię, aby wyczuć emocje Rodrigo.
Czułam, że jest ostrożny, ale też pewny siebie, oznak strachu zero, mogłam też wyczuć odrobinę ciekawości. Z niewiadomych mi przyczyn, podobały mi się one.
- Przy okazji, jestem też waszym szpiegiem. Co prawda nie widzę tak, jak inne wilki, ale za to mam o wiele bardziej przydatne w tej roli zmysły - dopowiedziałam spokojnym, aczkolwiek z lekka zdystansowanym tonem, aby się przypadkiem zbytnio nie spoufalać. W końcu niektórzy mogą nie przepadać za zbyt gwałtownymi zmianami w nowych znajomościach.
<Rodrigo?>
piątek, 16 kwietnia 2021
Od Renesmee Cd. Capitána
niedziela, 11 kwietnia 2021
Podsumowanie marca!
Aktywność wilków:
Nagrody:
Postarzenia:
Aktualności:
Ogłoszenia:
środa, 31 marca 2021
Od Rodrigo Cd. Daevari Azariah
Rodrigo zaczął ten dzień obudzony przez siostrę. Była zachwycona, ponieważ był to pierwszy raz od dawna, kiedy wreszcie było ciepło i nie było ani śladu śniegu. W rodzinnych stronach rodzeństwa było to typowe, jednak samiec dużo czasu spędził później na ośnieżonych terenach. Zmiana pogody nie była dla niego specjalnie fascynująca. Ale cóż, wstać trzeba było i tak. Patrol, bo w końcu Rodrigo był strażnikiem terenów, sam się nie zrobi.
Mruknął do Raquel, co miało oznaczać w jego wykonaniu "miłego dnia" i wyszedł z jaskini. Rzeczywiście dało się wyczuć zmiany w przyrodzie. Pojawiało się coraz więcej ptaków. Dopiero to ucieszyło basiora, ponieważ zrozumiał, że pojawi się również więcej zwierzyny, na którą będzie mógł polować.
Zadumany Rod szedł w kierunku Golden Grove. Dlaczego by nie wykorzystać okazji i nie upolować drobnego zająca na śniadanie? Na tą myśl wilkowi aż zaburczało w brzuchu. Skrzywił się i przyspieszył do truchtu. Nie minęło wiele czasu, aż znalazł się na moście do złotego lasu będącego istnym rogiem obfitości w zwierzynę oraz (jakby dodała Raquel) w rozmaite owoce i zioła. Młodsza siostra naprawdę się nie myliła, było tam bardzo przyjemnie.
Nagle samiec usłyszał trzask patyka. Momentalnie zastygł w miejscu i powoli odwrócił się w stronę dźwięku. Zbliżył się trochę do podłoża, żeby być mniej widocznym. Strażnik dostrzegł w oddali skrawki ciemnego futra, postać wyglądała, jakby szła w jego kierunku, ale zatrzymała się przez - w sumie wydany przez siebie - odgłos łamanej gałązki. Rodrigo podniósł się, zrozumiał, że musi być to wilk. Były dwie opcje. Ktoś nowy lub intruz. W przypadku intruza miał kolejne dwie opcje: przyjaźnie nastawiony lub wróg. Każdą możliwość trzeba było sprawdzić, ale basior postawił na przyjazne powitanie. Oczywiście na tyle przyjazne, na jakie był w stanie się zdobyć.
Postać zareagowała na jego nagłe przyspieszenie i również się podniosła. Przed Rodrigo stała wysoka wadera o ciemnym futrze z tajemniczym kamieniem połyskującym na czole. Basiora zaintrygował jednak nie sam kamień, ale jej oczy - miały piękny kolor, jednak wydawały się dość nietypowe. Zupełnie tak, jakby wadera nie reagowała nimi na obraz, który rejestrują.
- Witaj. Jestem Rodrigo, strażnik tutejszych terenów. Znajdujesz się na terenach Watahy Renaissance - powtórzył swoją standardową formułkę. Odpowiedź tajemniczej wilczycy może wytłumaczyć jej zamiary.
<Daevari?>
wtorek, 30 marca 2021
Od Daevari Azariah CD. Leonardo
Po dłuższym czasie poszukiwania upragnionego obiadu, udało mi się wytropić małe stado zajęcy. Zależało mi na młodym mięsie, które wymagało największego wkładu w prędkość. Jakość wymaga poświęcenia, tak? Użycie mocy byłoby najłatwiejsze, jednak magia krwi czy lodu psuje smak mięsa, więc byłam zmuszona zapolować czysto fizycznie, skoro zależało mi na rarytasie.
Dziś była pełnia, dlatego najlepszym sposobem na zakradnięcie się jak najbliżej, było stanie się niewidzialną. W taki sposób zbliżyłam się do celu, aby po chwili zgrabnie, a jednocześnie celnie i szybko wyskoczyć na ofiarę. Mimo wszystko musiałam poświęcić kilkanaście sekund na dogonienie zająca, moje miejsce startu nie było w odległości metra od legowiska zwierząt a co najmniej trzech metrów, dlatego miały jakikolwiek czas na reakcję.
Wraz ze swoją zdobyczą wróciłam w okolice Pont radial, aby po najedzeniu się nie mieć daleko do swojego schronienia.
Zawsze skóruję swoje ofiary za pomocą mocy, aby stworzyć sobie z nich swego rodzaju, miękkie legowisko, a jako że jestem tu od niedawna, swoją kolekcję skór dopiero rozpoczynam od skromnego zająca.
Po skończonym posiłku postanowiłam jeszcze odpocząć w tym samym miejscu, uprzednio zakopując niejadalne pozostałości kawałek dalej, a następnie oczyściłam swe futro poprzez ściągnięcie wszelkiego rodzaju brudu wodą zgromadzoną z powietrza.
W pewnym momencie dotarły do mnie drgania, czułam krążącego nieopodal wilka. Jakoś mnie to nie zmartwiło, praktycznie zawsze wilki zamiast podejść do mnie normalnie, wolały najpierw obczaić mnie z dala. Nie wiedziałam w sumie czym to jest spowodowane, nie czuję się jakaś wyjątkowa, niebezpieczna czy dziwna, żeby taka ostrożność była potrzebna, jednak starałam się udawać, że nie zdaję sobie sprawy z czyjejś obecności. Z resztą z tego co wiem, nie każdy jest obdarzony "ślepym widzeniem" wszystkiego w promieniu dwóch czy trzech kilometrów, przy dobrym terenie nawet i więcej, dlatego może lepiej jest nie eksponować tak swojego przystosowania do życia?
Po krótkim czasie mogłam już wyczuć, że jest to basior oraz że zdecydował się podejść. Byłam kapkę zmęczona po jedzeniu, więc mój entuzjazm był minimalny, wręcz znikomy. Przywitał się, ale też z lekka mnie oburzył, komentując mój wygląd a propos mojej funkcji w stadzie. Nie ukrywam, że nawet lekkie ocenianie książki po okładce mnie podirytowało. A mowa ciała samca... ewidentnie wskazywała na ciekawość, czułam najmniejszy ruch mięśni i mogłam też dzięki temu wyczytać, że być może czuje się też nieswojo przy mnie, ale niestety nie wiem czy to z powodu moich braków w ekspresji czy może z powodu mojej postawy.
- Cóż... Nie będę ci już przeszkadzał - basior powoli się oddalał, a ja się zastanawiałam, czy może udowodnić mu, że jestem stworzona do bycia szpiegiem.
Jednak łatwo nasunął mi odpowiedź, wraz ze słowami, że może mi pomóc. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Leonardo na pewno nie ma zamiaru mnie urazić, może po prostu nie ma obycia w takich tematach i wychodzi jak wychodzi, ale odebrałam to jako to, że rzucił mi wyzwanie. A ja zawsze podnoszę rękawicę.
Poczekałam aż wilk znów pójdzie w swoją stronę, by zaraz po tym wykorzystać aktualną fazę księżyca i skorzystać z pełni mocy.
Stałam się zupełnie niewidzialna, zazwyczaj towarzyszące mojej niewidzialności drobinki są podczas pełni nieobecne, dlatego niemożliwe jest zlokalizowanie mnie, również mój zapach na ten czas przestaje się unosić w powietrzu. Podążyłam za nowo poznanym, byłam ciekawa, czy postanowi jeszcze raz się za mną obejrzeć i fakt, zrobił to. Zgaduję, że początkowo było to po prostu zerknięcie okiem, ale gdy Leonardo spostrzegł moją nieobecność, nie mogłam powstrzymać nieco rozbawionego westchnięcia. Mój głos w niewidzialnej postaci był, no cóż, zdaniem mojej rodziny anielski, ale i tajemniczy, czasem budzący lęk, a czasem uczucie spokoju. Dla osobnika znajdującego się w pobliżu mnie zdaje się, że mój głos go otacza, że się niesie i niesie, jednak jest to tylko złudzenie.
- Sądzisz, że potrzebna byłaby mi pomoc, Leonardzie? - starałam się brzmieć przyjaźnie, ale też zależało mi, by było słychać nieco wyzywający wydźwięk. Chciałam wymusić na nim, by i on się popisał w swej roli.
- Każdy może jej potrzebować - odpowiedział Leonardo. Samiec zdawał się odrobinę zakłopotany, może postąpiłam zbyt agresywnie?
Jednak było mi mało, postanowiłam może i zachować się nie do końca przyzwoicie, ale miałam na to ogromną ochotę. Mianowicie zbliżyłam się na tyle blisko, by przejść dosłownie przed pyskiem Leonarda, z lekka ocierając się grzbietem o jego czubek nosa, w tym samym czasie stając się jak najbardziej widzialną.
- Skoro zakwestionowałeś moje predyspozycje, może sam zaprezentujesz, co umiesz, jakie masz moce? - końcówką ogona dotknęłam jego szyi, odchodząc metr dalej.
Ale dopiero teraz wyczułam właśnie końcówką ogona... coś na jego szyi. Nie był to z pewnością żaden magiczny amulet, pamiątka, cokolwiek pozytywnego. Czułam od tej rzeczy raczej negatywną energię.
Bardziej mnie w sumie interesowało jakich technik używa basior, gdyż te prymitywne... raczej mnie zawodziły. Miałam nadzieję, że Leonardo mnie zaskoczy, niżeli zawiedzie, skoro nie wyglądam na szpiega.
- To na twojej szyi... w czymś ci pomaga..? - mruknęłam, stając naprzeciwko samca, a swoje łapy mocniej przytwierdziłam do ziemi, aby lepiej poznać jego ciało.
Do pomocy wytężyłam również swój szafir, który ewidentnie dał mi znać o metalu z wyżłobionym w nim numerze.
<Leo?>
Od Capitána Cd. Renesmee
- Oczywiście. - Capitán uśmiechnął się, po czym rozejrzał dookoła, wypatrując odpowiedniego miejsca, w którym wilki mogłyby odczekać tę chwilę czasu do zachodu słońca. Dostrzegł najwyższe miejsce na skalistych wzniesieniach. Wskazał je łapą. - Co myślisz o tym, aby stamtąd obejrzeć zachód słońca?
- Świetny pomysł. Wiatr ustał, więc będzie przyjemnie. - uśmiechnęła się Renesmee.
Krótkiej wędrówce wilków na płaski szczyt wzniesienia towarzyszył przyjemny, spokojny szum fal. Capitán z zamysłem zauważył, jak bardzo hipnotyzujący jest ten dźwięk.
- Niesamowite. - mruknął pod nosem na jednym wdechu.
- Co takiego? - Alfa spojrzała na niego ukradkiem. Wilki akurat dotarły na miejsce, więc zaczęły się sadowić, by odczekać tutaj aż do zachodu słońca.
- Ten szum fal. Mam czasem wrażenie, że gdybyśmy przyprowadzili tutaj najbardziej niesforne szczenięta w watasze, to nawet je by ten dźwięk mógł ukoić do snu. - uśmiechnął się i westchnął lekko basior.
- Możliwe. - odparła samica, po czym ziewnęła. - Chyba nawet nie tylko szczenięta.
- Masz racje. - zaśmiał się, choć chwilowe uczucie potrzeby zapadnięcia w błogi sen ogarnęło całe jego ciało. Wzdrygnął się.
Słońce leniwie przesuwało się po horyzoncie, zbliżając się ku tafli wody. Niedługo nastąpi zachód - pomyślał. Lekka, dotychczas nieznana obawa owinęła cały umysł samca, niczym ciemna, gęsta mgła.
- Myślisz czasem o przyszłości, Rene? Co będzie następnej zimy, kolejnej wiosny..? - westchnął Capitán, nie odrywając wzroku od tafli wody. Wadera spojrzała na niego, jakby nieco zamyślona.
Rene?
Obecny stan: 5508
Od Tristany Cd. Hinaty
- Także jesteś dla mnie wyjątkowy. Tak bardzo się cieszę, że tutaj jesteś. - wyszeptała wadera Hinacie do ucha.
Ten wieczór i noc oba wilki spędziły w niewielkiej gawrze tuz obok plaży. Następne dni mijały waderze niezwykle szybko, codziennie miała przyjemność spędzać czasem więcej, czasem mniej czasu z Hinatą. Wiosna zaczęła dawać o sobie znać - zrobiło się cieplej, ustały opady deszczu i śniegu, a wszelkie ptactwo ćwierkało wesoło w koronach drzew.
Nastał ciepły poranek, Tristana zachęcona leśnymi odgłosami przeciągnęła się i leniwie wyszła z jaskini. Przyjemne ciepło uderzyło ją jak grom z nieba. Tristana uśmiechnęła się i ruszyła biegiem przez leśne poszycie. Przeskoczyła powalone, stare drzewo i z poślizgiem zatrzymała się na jednej z leśnych polan. Słońce oświetlało jej futro, zadowolona spojrzała w niebo - było błękitne, jedynie kilka chmurek po nim leniwie płynęło. Nagle znajomy zapach owinął waderę. Z błyskiem w oczach spojrzała w stronę drzew. Hinata spokojnym krokiem szedł w stronę Tristany.
- Hinata! - Śnieżnobiała opiekunka podskoczyła z radości i ruszyła biegiem w stronę basiora. Skoczyła, zacisnęła w powietrzu.. i przetoczyła się z samcem po ziemi.
Hinataaa? :3
PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 199
Ilość zdobytych PD: 99
Obecny stan: 2157 + 99 = 2256



Szczeniaki



