Witajcie moi drodzy.
Dziś pragnę was poinformować o powrocie dwóch postaci. Są nimi Capitán oraz Tristana.
Witajcie moi drodzy.
Dziś pragnę was poinformować o powrocie dwóch postaci. Są nimi Capitán oraz Tristana.
Tristana z nutą ekscytacji przebrała łapami w miejscu. Pomysł Tarou niebywale przypadł jej do gustu.
- Masz na myśli te cudowne stworzenia z legend, przypominające konie? - odparła z uśmiechem.
- Dokładnie tak. Ponoć ujrzeć je można jedynie o północy. - kiwnął głową basior.
- Świetny pomysł! Niebawem nastanie wieczór, ale do północy jeszcze sporo czasu. - stwierdziła wadera, oglądając się za siebie ku wejściu do jaskini.
- Racja. Wciąż mamy odpowiednio dużo czasu aby dojść do wodospadów i zająć tam dobre miejsce do obserwacji. - odparł Tarou, siadając przed waderą. Wyglądał na zamyślonego. Tristana machnęła ogonem i wypowiedziała myśli samca na głos.
- Są płochliwe. Możliwe, że nie uda nam się do nich podejść. - rzuciła mu spokojne spojrzenie.
- Dokładnie tak. A przynajmniej nie za pierwszym razem. - westchnął basior. Białofutra nabrała powoli powietrza, a potem gwałtownie je wypuściła, sygnalizując, że wpadła na pomysł.
- Zajmiemy miejsce w odpowiedniej odległości, ale muszą nas widzieć.. i wiedzieć o naszej obecności. Przy odrobinie szczęścia.. może same do nas podejdą? - skoczyła na równe łapy z uśmiechem.
- Możliwe. - przynał jej rację Tarou. Rzucił waderze lekko podekscytowane spojrzenie. - To jak, ruszamy powoli?
- Oczywiście, że tak! - Tristana podskoczyła na przednich łapach, sygnalizując, że nie może się już doczekać nowej przygody.
Tarou? c:




Tristana rozpromieniła się na propozycje Tarou. Wspólne polowanie to zawsze dobry pomysł, szczególnie gdy nie jest się w tym najlepszym.
- Brzmi świetnie! - odparła, przebiegając w podskokach do basiora. Wilki ruszyły przez las, rozmawiając między innymi o tym jak minęła im noc, o czym śnili. W tym samym momencie zastrzygły nagle uszami, przerywając wymianę zdań. Bezszelestnie podkradli się w wyższych trawach, obserwując dwa młode jelenie, zajęte młodzieńczymi potyczkami.
- Jeden nam powinien starczyć - stwierdził Tarou, po czym dał znak głową Tristanie, aby ubezpieczała go z boku. Samiec wykorzystał uwagę młodych jeleni i podkradał się bardzo blisko. Wyskoczył, płosząc oba stworzenia, lecz było już za późno - bez większego problemu złapał jednego z nich, nie dając mu szansy na ucieczkę. Tristana doskoczyła do wierzgającego jelenia i pomogła Tarou z nim.
Po posileniu się, wilki postanowiły zmierzyć ku Clairière Verte, by ugasić pragnienie w małym strumyczku. Polana mieniła się soczystymi zieleniami w ostatnich promieniach lata. Tristana westchnęła, na co Tarou rzucił jej pytające spojrzenie.
- Nadchodzi jesień. Niedługo zacznie brakować takiego słonka. - odparła, łagodnie pokazując na polanką, która zachęcała wilki samym wyglądem do drzemki.
- Masz rację.. ale po każdej jesieni i zimie nadchodzi wiosna. - uśmiechnął się Tarou.
- Racja. A wiosna oznacza czas na powrót do życia roślinności, nowe istoty przychodzą na świat.. - wymieniała wadera, z miłym uczuciem mrużąc oczy.
- Wiesz, że ta polana to najlepsze miejsce do zabawy dla szczeniąt? - uśmiechnął się basior.
- Tak? Oo, masz racje. Wygląda na bezpieczną i.. jest tutaj po prostu pięknie. - stwierdziła śnieżnobiała. Oba wilki napiły się ze strumyka i zmierzyły ku środkowi Clairière Verte.
- To jak, może drzemka? - uśmiechnęła się Tristana, przeciągając w promieniach słońca.
Tarou? ;3
Tarou? :')
Opiekuńcza postawa Tarou sprawiła, że Tristanie zrobiło się miło i mimowolnie zaczęła się uśmiechać pod nosem. Przestąpiła z łapy na łapę.
- Możemy ruszać dalej. - odparła odwzajemniając czuły uśmiech samca. Tarou odwrócił się, dając znać, że ruszają w tym kierunku. Wadera podeszła do niego pospiesznie, wpatrując się w swoje łapy. Czuła się swobodniej przy nowym znajomym, polubiła jego towarzystwo. Otwartość na jakąkolwiek nową relacje z nieznanym wilkiem zdziwiła waderę, lecz podobało jej się, że tak jest - w końcu jaki nudny byłby świat bez przyjaciół?
Słońce już zachodziło, gdy dwójka wilków podążała wzdłuż leśnej polany, ukrywając się pod koronami drzew. Nazbierali wiele różnych ziół, z których jak najwięcej nazw oraz działania, biała wadera starała się zapamiętać. Właśnie skończyli zbierać zioła, które ponoć są świetne na ból brzucha i ruszyli w stronę środku lasu. Zmierzali już do jaskiń, gdyż lada moment miała nastać noc.
- Nie mam pojęcia jak możesz to wszystko zapamiętywać! Jest tego tak wiele, w życiu bym nie dała rady. - zaśmiała się przyjaźnie Tristana.
- Z czasem to wszystko zaczyna przychodzić coraz łatwiej. - odparł Tarou zerkając na obficie wypełnioną roślinami torbę. Oba wilki zebrały zapasy, które powinny starczyć na całą nadchodzącą zimę. Tristana rzuciła przyjazne spojrzenie na samca, który wydawał się być bardzo zadowolony z ich dzisiejszych zbiorów. Widocznie więcej łap do pomocy przydało się medykowi.
Tarou? :3
Tristana bacznie przyglądała się uciekającemu kitsune, który upuścił torbę na gałęziach drzewa. Oba wilki bezradnie obserwowały huśtającą się na drzewie torbę, Tarou wydał się bezradny na ten widok. Wadera zauważyła, że towarzysz lekko poruszył skrzydłami, jakby przez chwilę zastanawiał się czy dałby radę podlecieć po zgubę - jednak szybko przybrał zniesmaczony wyraz pyska.
- Kurcze. Moje pierwsze zadanie, a już zaliczyłem wpadkę. - odparł, po czym wciąż nie spuszczając wzroku z torby, usiadł pod drzewem. Tristana wciąż wpatrywała się w górę.
- A może spróbuję po nią się wdrapać? - zastanawiała się głośno. Tarou rzucił jej szybkie spojrzenie.
- Za wysoko. Spadłabyś. - westchnął basior, upuszczając wzrok na swoje łapy. Gdy tak rozmyślał, nie zauważył, że wadera znajduje się już na drzewie i z determinacją w oczach wyskakuje w górę z wyciągniętymi łapami. Gwałtowny dźwięk wybudził skrzydlatego samca z namysłu i gdy zdezorientowany spojrzał w górę, z chwilowym przerażeniem zdał sobie sprawę, że śnieżnobiała wadera chwieje się na gałęzi, która balansowała w górę i w dół pod jej ciężarem.
- Tristana! - krzyknął Tarou, wstając pospiesznie. Młoda wadera przycupnęła u skraju drzewa, a następnie zaczęła przesuwać się ku zawisłej na gałęzi powyżej torbie. Złapała ją delikatnie w zęby i lekko pociągnęła. Niestety, torba nie chciała się odczepić, przez co wadera wydała z siebie ciche warknięcie i szarpnęła mocniej. Gałąź na której wisiał przedmiot trzasnęła, po czym złamała się. Zaniepokojona waderka wzdrygnęła się i zsunęła tyłem z gałęzi. Kopiąc bezradnie w powietrzu piszczała, wciąż zawzięcie trzymając w pysku własność basiora. Tarou krzyknął, po czym uniósł się lekko nad ziemią. Nie mógł podlecieć niestety wystarczająco blisko śnieżnobiałej, więc wpadł na nieco nieprzemyślany pomysł, lecz jedyny, który mógłby pomóc samicy.
- Puść gałąź! - krzyknął do niej.
- Słucham!? - odparła przez zęby z niedowierzaniem Tristana, próbując zerknąć w dół.
- Zaufaj mi! - wykrzyknął samiec. Tristanie akurat w tej samej chwili łapy ześlizgnęły się całkiem z gałęzi i poleciała w dół. Udało się jej przekręcić w locie i nim się zorientowała, spadła na grzbiet Tarou. Basior pod wpływem uderzenia także poleciał w dół, lecz niewiele nad ziemią na szczęście odzyskał równowagę. Wylądował lekko, zniżając się aby zszokowana wadera mogła zejść. Trsitana zeskoczyła, wciąż trzymając torbę towarzysza. Położyła ją delikatnym ruchem przed basiorem.
- Dziękuję. - pochyliła głowę. Wiedziała, że to co zrobiła było dość głupie, ale przynajmniej zdobyła zgubę. Pochyliła uszy do tyłu, szykując się na to, że Tarou może skarcić waderę za bardzo nieodpowiedzialne zachowanie, przez które teraz mogą boleć go plecy. Chociaż jedynym szczęściem w tej sytuacji była waga i wielkość samicy. No, i odzyskana torba.
Tarou? ^^'