Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Podsumowanie sierpnia !

Witam was kochani w naszym pierwszym podsumowaniu miesiąca. Nie był on jakoś błyskotliwy, ale wiele się podczas niego działo na świecie. U nas też zaszły małe zmiany i blog przeżył swoją pierwszą aktualizację. Wszystko możecie przeczytać w tym poście ! ~Klik~ 

Oto przebieg naszego posumowania:

Aktywność wilków :

Renesmee - 3 opowiadania

Tarou - 4 opowiadania

Capitán - 3 opowiadania

Tristana - 2 opowiadania

Diegore - 1 opowiadanie 


Nagrody:


1. 60 WD + 20 pkt. doświadczenia - Tarou 

2. 40 WD + 15 pkt. doświadczenia - Renesmee i Capitán

3. 20 WD + 10 pkt. doświadczenia - Tristana 


Postarzenia:


Renesmee - 2 lata + 1 = 3 lata

Tarou - 3 lata + 1 = 4 lata

Fraesephidel - 3 miesiące = 1 rok! ~ należy przesłać formularz dorosłego!

Capitán - 3 lata + 1 = 4 lata

Tristana - 2 lata + 1 = 3 lata

Attano - 3 lata + 1 = 4 lata

Maestro - 4 lata + 1 = 5 lat

Diegore - 3 lata + 1 = 4 lata


Opowiadania 1000+:


Cieszę się i dziękuję wam za ten miesiąc. Liczę, że aktywność bloga wzroście i uda nam się przytrzymać go przy życiu. 

Pragnę podziękować Capitánowi, który wykazał się dużą aktywnością podczas tego miesiąca. Mam nadzieję, że miało spędziliście wakacje i nie martwcie się. Niedługo mamy święta! Będzie przygotowany na nie specjalny event. Mam nadzieję, że więcej osób weźmie w nim udział. 

Życzę wam dużo powodzeń w szkole/pracy. Spełniajcie swoje marzenia! 

~ Pozdrawiam cieplutko Renesmee

Od Tarou Cd. Tristany

    Tarou po wylądowaniu otrzepał się. Gdy samica położyła przed nim torbę, ob zignorował to i podszedł do niej uważnie jej się przyglądają. 
    - Jesteś cała? - spytał z troską. Tristana przytaknęła ledwo widocznym skinieniem pyszczka. Tarou podłożył swoją łapę pod jej pyszczek i skierował go tak, aby Tristana spojrzała w jego oczy. 
    - Mogłaś zrobić sobie ogromną krzywdę. - zauważył zabierając łapę. 
    - Wiem. - odparła cicho wadera. 
    - Dlaczego to zrobiłaś? 
    - Chciałam ci pomóc. - wyznała, a Tarou pokręcił głową. 
    - To była tylko torba. Nie musiałaś ryzykować by ją ściągnąć. - gdy basior to mówił, wadera znów spojrzała na swoje łapy. Samcowi zrobiło się jej żal. Chciała mu pomóc, to było naprawdę miłe z jej strony, ale nie chciał aby coś jej się stało.  Podszedł do niej bliżej i otarł się głową o jej futro. 
    - Dziękuję ci. - powiedział z delikatnym uśmiechem. Następnie wyprostował się. Przez chwilę spoglądał na Tristanę z uśmiechem, a następnie podszedł do swojej torby i ponownie założył ją na siebie. Spojrzał na waderę, która stała ciągle w tym samym miejscu i patrzyła na niego z ciągle złożonymi do tyłu uszami. Basior uśmiechnął się do niej. Tristana często wydawała mu się bardzo delikatna. nie tylko jako wilk z charakteru, ale i fizycznie. To było w niej naprawdę urocze. Jednak pomimo swojej delikatności, potrafiła błysnąć determinacją i wspiąć się na to drzewo. Taro nigdy nie pomyślałby o takim rozwiązaniu. 
    - Ruszamy dalej, czy chcesz jeszcze przez chwilkę odetchnąć? - spytał z czułym uśmiechem stając naprzeciw niej. 

Tristana? UwU


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 237
Ilość zdobytych PD: 118

sobota, 29 sierpnia 2020

Od Tristany Cd. Tarou

Tristana bacznie przyglądała się uciekającemu kitsune, który upuścił torbę na gałęziach drzewa. Oba wilki bezradnie obserwowały huśtającą się na drzewie torbę, Tarou wydał się bezradny na ten widok. Wadera zauważyła, że towarzysz lekko poruszył skrzydłami, jakby przez chwilę zastanawiał się czy dałby radę podlecieć po zgubę - jednak szybko przybrał zniesmaczony wyraz pyska.

- Kurcze. Moje pierwsze zadanie, a już zaliczyłem wpadkę. - odparł, po czym wciąż nie spuszczając wzroku z torby, usiadł pod drzewem. Tristana wciąż wpatrywała się w górę.

- A może spróbuję po nią się wdrapać? - zastanawiała się głośno. Tarou rzucił jej szybkie spojrzenie. 

- Za wysoko. Spadłabyś. - westchnął basior, upuszczając wzrok na swoje łapy. Gdy tak rozmyślał, nie zauważył, że wadera znajduje się już na drzewie i z determinacją w oczach wyskakuje w górę z wyciągniętymi łapami. Gwałtowny dźwięk wybudził skrzydlatego samca z namysłu i gdy zdezorientowany spojrzał w górę, z chwilowym przerażeniem zdał sobie sprawę, że śnieżnobiała wadera chwieje się na gałęzi, która balansowała w górę i w dół pod jej ciężarem. 

- Tristana! - krzyknął Tarou, wstając pospiesznie. Młoda wadera przycupnęła u skraju drzewa, a następnie zaczęła przesuwać się ku zawisłej na gałęzi powyżej torbie. Złapała ją delikatnie w zęby i lekko pociągnęła. Niestety, torba nie chciała się odczepić, przez co wadera wydała z siebie ciche warknięcie i szarpnęła mocniej. Gałąź na której wisiał przedmiot trzasnęła, po czym złamała się. Zaniepokojona waderka wzdrygnęła się i zsunęła tyłem z gałęzi. Kopiąc bezradnie w powietrzu piszczała, wciąż zawzięcie trzymając w pysku własność basiora. Tarou krzyknął, po czym uniósł się lekko nad ziemią. Nie mógł podlecieć niestety wystarczająco blisko śnieżnobiałej, więc wpadł na nieco nieprzemyślany pomysł, lecz jedyny, który mógłby pomóc samicy.

- Puść gałąź! - krzyknął do niej.

- Słucham!? - odparła przez zęby z niedowierzaniem Tristana, próbując zerknąć w dół.

- Zaufaj mi! - wykrzyknął samiec. Tristanie akurat w tej samej chwili łapy ześlizgnęły się całkiem z gałęzi i poleciała w dół. Udało się jej przekręcić w locie i nim się zorientowała, spadła na grzbiet Tarou. Basior pod wpływem uderzenia także poleciał w dół, lecz niewiele nad ziemią na szczęście odzyskał równowagę. Wylądował lekko, zniżając się aby zszokowana wadera mogła zejść. Trsitana zeskoczyła, wciąż trzymając torbę towarzysza. Położyła ją delikatnym ruchem przed basiorem.

- Dziękuję. - pochyliła głowę. Wiedziała, że to co zrobiła było dość głupie, ale przynajmniej zdobyła zgubę. Pochyliła uszy do tyłu, szykując się na to, że Tarou może skarcić waderę za bardzo nieodpowiedzialne zachowanie, przez które teraz mogą boleć go plecy. Chociaż jedynym szczęściem w tej sytuacji była waga i wielkość samicy. No, i odzyskana torba.

Tarou? ^^'

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 409
Ilość zdobytych PD: 204
Obecny stan: 343 + 204 = 547

piątek, 28 sierpnia 2020

Od Renesmee Cd. Capitána

    Po powrocie wadery do jaskini, nie miała ona już sił na nic więcej. Położyła się przy wejściu i z czasem zaczynała zasypiać. W końcu udało jej się zasnąć.
    Następnego dnia obudziły ją poranne promienie słońca, które raziły szarą po oczach. Mruknęła cicho i przewróciła się na bok, a następnie leniwym ruchem podniosła się na równe łapy. Przeciągnęła się, a następnie spojrzała w niebo. 
    - Zapowiada się pogodny dzień. - powiedziała sama do siebie. Powolnym krokiem ruszyła ku jaskiniom członków. Po drodze spotkała Tarou, który wstał razem ze słońce. Długo nie rozmawiali, ale alfa dowiedziała się o tym, że jaskinia medyczna gotowa jest przyjąć wilki, jeśli będzie taka potrzeba. Po pożegnaniu samica postanowiła sprawdzić, jak miewa się jej przyjaciel Capitán. 
    Gdy Renesmee była już przy wejściu, przyjazny głos Capitána przywitał ją. 
    - Witaj droga alfo! - odparł brązowy samiec. Następnie spojrzał on dumnie na jajo.
    - Widzę, że ma się u Ciebie dobrze - odparła Renesmee śmiejąc się. 
    - Tak. Jest ciepłe, myślę, że na dniach się wykluje. - odparł z podekscytowaniem samiec. - Mech ma za zadanie zachować ciepło podczas mojej nieobecności. - wadera przytaknęłam z wesołym uśmiechem,
    - Dobry pomysł. To może pora na śniadanie? - zaproponowała wadera, a samiec uśmiechnął się do niej.
    - Bardzo chętnie! Umieram z głodu! - odparł Capitán. 
    - Mogę zaproponować ci jelenie, albo coś o wiele ciekawszego. 
    - Co masz na myśli? - spytał Capitán, a Rene usłyszała w jego głosie zaciekawienie. 
    - W lesie Golden Grove, występują ich kuzyni. Są większe i szybsze od zwykłych jeleni, ale i smaczniejsze. - zapewniła wadera. 
    - Brzmi ciekawie. Możemy spróbować. - odparł. Ogon wadery drgnął lekko w geście zadowolenia. Pozostawili jajo w jaskini samca, a następnie skierowali się w kierunku Golden Grove. Droga minęła im naprawdę szybko i miło. Renesmee zatrzymała się na obrzeżach lasu. Razem z basiorem zaczęli poszukiwania. W pewnym momencie do ich nosów dotarł zapach ofiary. 
    - Proponuję zaskoczyć go z obu stron. - szepnęła Res. Capitán przytaknął na jej pomysł i po chwili oboje szykowali się do ataku. Gdy zajęli odpowiednia miejsca i oboje dali sobie nawzajem znaki gotowości, rozpoczęli atak. Byk długo walczył, lecz ostatecznie to oni wygrali. Z ran byka wypływała szkarłatna ciecz. Rene stała nad zdobyczą, ciężko dysząc. 
    - Zmęczona? - spytał Capitán wesoło.  Renesmee uśmiechnęła się.
    - Troszeczkę, ale było warto. - przyznała. Po chwili rozpoczęła posiłek, a samiec przyłączył się do niego. 
    Gdy Renesmee nasyciła się, odeszła od posiłku i przysiadła z boku. Zaczęła czyścić swoje łapy i pysk ze szkarłatnej cieczy. Metaliczny smak wypełnił jej podniebienie. Po chwili wadera zauważyła, że jej przyjaciel również skończył posiłek. Przysiadł nieopodal, a następnie położył się na plecach. Renesmee zaśmiała się na ten widok. Wstała i podeszła do Capitána od strony głowy tak, aby jej pysk znalazł się nad jego. 
    - Najedzony? - spytała z uśmiechem wadera.
    - Syty i szczęśliwy. - odparł basior rozbawiony. Renesmee zaśmiała się przyjaźnie i położyła się obok samca. Przewróciła się na grzbiet i spojrzała w niebo. Niebo było praktycznie czyste, tylko niekiedy pojawiały się pierzaste chmury. 
    - Zapowiada się piękny dzień. Praktycznie wcale nie ma chmur. - zagadała Renesmee. 
    - Masz rację. będzie ciepło, ale już niedługo nastanie zima.
    - Tak. Wtedy świat ozdobią białe barwy. Będzie można się wygłupiać w śniegu.
    - Tak. - odparł rozbawiony Capitán. - Będzie ciekawie. - dodał po chwili. 
    - Oby tylko nie było silnych śnieżyc. - odparła nieco smętnie. Basior przewrócił się z powrotem na brzuch i spojrzał na waderę. 
    - Patrząc na gorące lato, śnieżyce raczej nie będą silne. - odparł. Rene także przewróciła się na brzuch i spojrzała w kierunku basiora. 
    - Obyś się nie mylił. - odparła wstając i przeciągając się. - Zabrzmi to śmiesznie, ale mam ochotę poleniuchować. - powiedziała rozbawiona. Samiec spojrzał na waderę wesoło.
    - No to może pójdziemy na plażę? Mech raczej spełnia swoją rolę, więc mogę jeszcze trochę pospędzać czasu poza jaskinią. 
    - Jestem za. - odparła wadera wesoło. Wstali i ruszyli w kierunku plaży. Gdy dotarli na miejsce przysiedli na piachu, który już zdążył się nieco nagrzać od słońca. Wadera rozłożyła się wygodnie na piasku i ułożyła pysk na łapach. 
    Po dłuższej chwili tafla wody nagle uderzyła w waderę, co za skutkowało wybiciem się jej w powietrze. Basior spojrzał na nią zaskoczony. Renesmee stojąc na łapach ociekała z wody. był całkowicie mokra. Spojrzała w wodę. Po chwili jej oczom ukazał się rozbawiony całą sytuacją Hipokamp. Koń rżał wesoło i chlapał wodą we wszystkie strony.
    Wadera otrzepała się i ochlapała tym samym nieco basiora. 
    - Wybacz. - powiedziała patrząc na basiora. 

Capitan?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 701
Ilość zdobytych PD: 350

czwartek, 27 sierpnia 2020

Od Capitána Cd. Renesmee

Capitán wpatrywał się w tonące w spokojnej wodzie słońce, napawając się ostatnimi ciepłymi promykami. Zbliża się noc, na szczęście dzięki nagrzanej latem ziemi nie zapowiada się chłodna, choć już niedługo nastanie zima, podczas której noce będą długie i mroźne, a dni zdecydowanie za krótkie. Zniżające się ku horyzotowi słońce przyprawiało wilka o miłe uczucia, dzięki którym szybko zapomniał o nieubłaganie dobiegającym końca lecie.

- Uważam, że zachody słońca są piękne. - odpowiedział Capitán na zadane wcześniej pytanie Renesmee, wciąż przyglądając się z błyskiem w oczach majestatycznemu zachodowi. Po chwili zaśmiał się pod nosem. - Choć w zimę słońce mogłoby nie zachodzić wcale, albo chociaż nieco później.

- Trochę w tym racji jest. - przyznała mu Renesmee, uśmiechając się. Wadera posłała Capitánowi przyjazne, krótkie spojrzenie, pełne zachwytu rozgrywającą się przed dwójką wilków sceną. Basior odpowiedział jej miłym uśmiechem, a gdy wadera odwórciła głowę, Capitán dojrzał, jak cudownie wygląda jego towarzyszka, gdy ciepłe kolory oświetlają jej całą sylwetkę. Srebrzyste futro spowiły pomarańczowo czerwone barwy zachodu, nadając każdemu osobnemu włoskowi jakby ognistą poświatę. Płomienna grzywka i skrzykła wadery mieniły się jak ogień, tworząc niesamowity obraz wilka, otoczonego światłem, jak jarzącego się ogniem. W zielonych oczach samicy gorzał zaś  nieco inny ogień, rzucający światu pewność siebie młodej alfy, gotowej do każdego, nawet trudnego zadania, jakie los może przed nią postawić. Ta sceneria zdecydowanie pasowała do samicy - była odważna i zdeterminowana, a płomienne barwy jej skrzydeł tylko to podkreślały. Capitan wpatrzył się ponownie w spokojną taflę wody, szumiącej cicho, jakby nuciła kołysankę dla wszystkich morskich stworzeń. Wilki zamieniły jeszcze kilka zdań, grzejąc łapy w przyjemnie nagrzanym przez słońce piasku. Następnie bardzo powoli wstały i ruszyły w stronę lasu.

Skupione na zaciętej rozmowie o zwierzynie łownej, para wilków nie dostrzegła, że nastała już noc. Spacerowały powoli w stronę jaskiń, przysłuchując się koncertowi ukrytych w poszyciu świerszczy. Niespodziewanie nadleciał świetlik, który usiadł na nosie Renesmee. Wadera pierw podskoczyła lekko, kompletnie zdezorientowana całą sytuacją. Świecące stworzonko wystraszone nagłą reakcją wadery uciekło szybko. Capitán oczyma wielkimi ze zdumienia przyglądał się samicy, która po chwili wybuchnęła śmiechem. Basior także po chwili zaczął się śmiać. Oba wilki zauważyły dopiero, jak późno już jest. Ku zdziwieniu ciemnobrązowego samca, towarzyszka nie wykazywała oznak zmęczenia, a także on sam poczuł przypływ nowej energii. Wilki miały już ruszać, gdy nagle Capitán dostrzegł skupisko świetlików na średniego rozmiaru, wypukłym przedmiocie.

- A one co tam znalazły? - zapytała z zaciekawieniem Renesmee. Czekoladowo brązowy samiec ruszył w stronę świecących robaczków, podniósł łapę i ostrożnym ruchem przepędził zgromadzenie. Spod chmary stworzonek ukazało się wilkom spore, ciemne jajo. Capitán mruknął, przechylając głowę na bok, gdy wadera z zaciekawieniem podeszła bliżej niego.

- Jajo? Co w lesie robi jajo? - zastanawiała się na głos Renesmee, badawczo i ostrożnie przyglądając się znalezisku.

- Może sarny uznały, że składanie jaj będzie lepszym wyjściem.. - zażartował Capitán. - Coś mi ono przypomina...

- Hmm - mruknęła Renesmee, mrużąc oczy, jakby intensywanie szukała czegoś w głowie. Nagle wstrzymała oddech i cała resztywniała. - To jajo smoka.

- Smoka? - potworzył za nią basior. Capitán na całe szczęście nie miał w swoim krótkim życiu do czynienia ze smokami, lecz słyszał o nich wiele opowieści. Jedne ziały złowieszczo ogniem, drugie swymi wielkimi skrzydłami przewracały drzewa. Mogły wyglądać przeróżnie; różniły się kolorami, zdolnościami, wielkością, kształtami... ale wszytskie łączyło jedno: były wrogo nastawione do wilków, z których chętnie robiły sobie przystawki. Nawet jeśli wilki trzymały się w bezpiecznej odległości, smoki zjadały bądź przepędzały zwierzynę łowną, przez co psowate nie miały szans na przeżycie i umierały z głodu. A kościstych wilków, nawet głodny smok nie zamierzał zjeść. 

- Macie tutaj smoki? - zapytał Capitán jakby sam siebie i nie dając waderze czasu na odpowiedź dodał: - ten tutaj chyba nie będzie za wielki. Ciekawe skąd się tu wzięło to jajo, nie wyczuwam zapachu smoków. 

- Smoki występują u nas, ale nie w tych rejonach... - odparła ostrożnie Renesmee, uważnie rozglądając się na boki. Capitán powąchał z uwagą jajo, nastawiając uszy do przodu.

- Jest wciąż ciepłe, ale nie na tyle, aby mogło tutaj dłużej przetrwać. - powiedział cichym głosem, odwracając wzrok do towarzyszki. Wymienił z nią spojrzenia.

- Nie wiem czy to dobry pomysł.. - odpowiedziała ostrożnie srebrna wadera, jakby czytając w myślach Capitána. 

- Matka po nie nie wróci już. Jest tutaj długo. - stwierdził basior, ze współczuciem patrząc na ciemny kształt. 

- A jeśli stanie się niebezpieczny gdy się wykluje? - Renesmee wciąż nie wyglądała na przekonaną. Samiec nie dziwił jej się, sam nie wierzył w to, co zamierzał zrobić.

- Będzie mały, sama zobacz jak niewielkie jest jajo. Są smoki ogromne, no i są smoki mniejsze. Ten raczej należy do drugiej grupy. - mimowolnie, Capitán posłał przyjaciółce błagalne spojrzenie. Ta przyjrzała się z troską jaju, po czym z powrotem zerknęła na samca.

- No dobrze. Weź je, ale szanse, że w ogóle coś się z niego wykluje, chyba nie są za wielkie. - westchnęła, wąchając ostrożnie krzywy, owalny kształtcik. Capitán z nutą determinacji w oczach skoczył do rosnącej kilka kroków dalej paproci. Wyrwał z łatwością kilka długich liści, z których zrobił coś na typ torby, do której wturlał jajo. Uchwycił w zęby zawiniątko i z błyskiem radości spojrzał na Renesmee. 

- Postaram się, by przeżyło. - odpowiedział przez zęby, posyłając uśmiech do wadery.


Wilki pożegnały się, a Capitán ostrożnie wbiegł do jaskini. Ułożył jajo w legowisku pod skalną półką wewnątrz jaskini i owijając się dookoła, jak matka szczenięta, zasnął wtulony w znalezisko. 

Rano zbudził samca śpiew ptaków. Dzień zapowiadał się chłodniejszy niż poprzedni, a na niebie gdzie nie gdzie kłębiły się pojedyncze chmury. Poranny wiaterek kołysał koronami drzew, wprawiając je w kojący szum. Słońce dopiero wstawało, gdy Capitán przynosił z lasu do jaskini suchy mech, by obłożyć nim smocze jajo. Niemalże już prawie skończył, gdy usłyszał delikatne kroki u wejścia do jaskini, a do nozdrzy napłynął mu znajomy zapach. Renesmee.

- Witaj droga alfo! - odparł przyjaźnie brązowy samiec, łagodnie obracając się w stronę wadery. Z dumą przeniósł wzrok na jajo.

- Widzę, że ma się u Ciebie dobrze - zaśmiała się wadera. 

- Tak. Jest ciepłe, myślę, że na dniach się wykluje. - odparł z podekscytowaniem samiec. - Mech ma za zadanie zachować ciepło podczas mojej nieobecności. 

- Dobry pomysł. - przyznała szara samica. - To może pora na śniadanie?

- Bardzo chętnie! Umieram z głodu! - przyznał basior, czując gotowość do działania i radość na możliwość polowania w towarzystwie przyjaciółki.


Renesmee? :3


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1008
Ilość zdobytych PD: 504 + 5% (25 PD) za powyżej 1000 słów
Obecny stan: 1730

środa, 26 sierpnia 2020

Od Renesmee Cd. Capitána

Renesmee zaśmiała się wesoło. Mokre futro ani trochę jej nie przeszkadzało. 

- Nic nie szkodzi. Odrobina wody jeszcze nikomu nie zaszkodziła, prawda? - spytała wesoło. Basior przytaknął na jej słowa z uśmiechem. Jednak w Res obudził się skrywany przez nią szczeniak i sam ponownie podskoczyła w wodze. Tym razem woda ochlapała zarówno jej, jak i futro obecnego Capitána. Oboje zaczęli śmiać się i pluskać w wodzie. Renesmee odgoniła od siebie myśli, że skoro jest alfą, to takie wygłupy jej nie wypadają. Wolała skupić się na wesołych wygłupach z samcem. Należy dbać o dobre stosunki racja? A co najbardziej zbliża wilki? Wspólne wygłupy. Gdy skończyli taplanie się w wodzie wyszli na brzeg. Renesmee otrzepała swoje futro z resztek wody. Słońce było dosyć wysoko, a na dodatek było lato. Oba wilki miały w miarę ciemne odcienie sierści, więc nie musiały się obawiać, że ich futerka długo pozostaną mokre. Poza tym kto wie, czy znów ich futra się nie zmoczą. Kolejnym punktem wspólnego zwiedzania miały być południowe tereny. Jezioro i morze. Wcześniej jednak Rene postanowiła pokazać Capitánowi jeszcze jedno niezwykłe miejsce, jakim była Route Fleurie. Gdy ich sierść nieco podeschła, wadera zarządziła, aby ruszać dalej. Gdy dotarli do kwiecistej drogi spojrzała na basiora z uśmiechem. 

- Niezwykłe, co potrafi stworzyć matka natura, prawda? - spytała patrząc na Capitána. Basior uśmiechnął się i przytaknął skinieniem głowy. 

- Masz rację, to naprawdę niezwykłe. - odparł. Ruszyli drogą przed siebie, aby następnie okrężną droga powrócić na szlak. Udali się do jeziora Lac doré. Nie zabawili tam długo zwracając uwagę na to, że powoli zaczynało się ściemniać. 

- Chcesz jeszcze dziś skończyć zwiedzanie, czy resztę zostawimy na jutro? - spytała alfa. Capitán rozmyślał przez chwilę. 

- Może zakończmy je dziś? - zaproponował, a Renesmee przytaknęła. Gdy dotarli na plażę, słońce chyliło się ku zachodowi. 

- Plage Sud. Tak zwie się to miejsce. - powiedziała Renesmee przysiadając na piachu. Uwielbiała przyglądać się zachodowi słońca. Zazwyczaj rozmyślała przy nim czego dokonała w danym dniu. Co udało jej się osiągnąć i czy jest szczęśliwa, że właśnie tak go przeżyła. Z pewnością była zadowolona z tego dnia. Nie żałowała spotkania z basiorem, oprowadzania go, ani tego, że odeszła od rodziny i założyła własną watahę. Wiedziała, że teraz jest naprawdę szczęśliwa. 

- Co myślisz o zachodach słońca? - spytała zwracając się głową w kierunku Capitána. 


Capitán? :> 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 369
Ilość zdobytych PD: 184

Od Tarou Cd. Tristany

Tarou idąc obok wadery skupił się na dokładnym opisie poszukiwanych ziół i tych, których lepiej unikać. 

- Dużo wiesz na temat ziół. - zauważyła po chwili wadera. Komplement nieco onieśmielił samca. 

- Ciocia Hanako sporo mnie nauczyła. Choć w swoim dosyć krótkim życiu zdążyłem zaliczyć parę wpadek. 

- Naprawdę? - spytała Tristana, a Tarou uśmiechnął się.

- Tak. Na przykład kiedyś opowiadała mi o ziołach blisko pewnego lasu. Gdy skończyła poleciałem szukać jakichś ziół. Wspominała o Rechotce. Nie pamiętałem co dokładnie powodowała, ale przekonałem się później na swoim futrze. Zbliżenie do niej powodowało niekontrolowany napad śmiechu. Tak działał jej pyłek. 

- Musi być na to jakieś lekarstwo prawda?

- Tak. Wystarczy kąpiel w wodzie. Gdy zmyjesz z siebie jej pyłek, śmiech odpuści. 

- Niezwykłe. 

- Racja. Niestety nie znam się na wszystkich ziołach, ale szybko się uczę. - odparł Tarou z uśmiechem. Po chwili Tarou zauważył piękny kwiat. Białe płatki i złoty środek. 

- Mamy pierwsze zioło. 

 - Chodzi o rumianek, prawda? - spytała waderka, a basior uśmiechnął się do niej przyjaźnie. 

- Dokładnie. Mam ze sobą torbę, więc możliwe jest zebranie większej ilości. - odparł. Wilki zerwały kilka kwiatów. Nagle do nosa basiora dotarł zapach. Wyczuł w nim lisa, lecz nie był on do końca zwykły. Biegł w ich kierunku, ponieważ zapach stawał się coraz intensywniejszy. Po chwili stał przed nimi mały lisek o białym futrze z kilkoma ogonami. 

- Kitsune. - odparł Tarou. Lisek przyglądał im się przez chwilę, a następnie podbiegł do basiora. Stanął naprzeciw i zaczął machać ogonkami. Po chwili uciekł. Tarou zauważył, że nie posiada swojej torby.

- A to złodziej! - zawołał. Tristana spojrzała na Tarou.

- Lepiej go złapmy. - odparła. Już po chwili wilki goniły szkodnika po lesie, nim ten wskoczył na drzewo i upuścił na nim torbę. Pasek od niej zawisł na gałęzi. Drzewa były zbyt blisko siebie, aby móc pod nie podlecieć, więc Tarou od razu skreślił tą opcję z listy. 

- Kurcze. Moje pierwsze zadanie, a już zaliczyłem wpadkę. - powiedział siadając pod drzewem i patrząc na wiszącą, na gałęzi torbę. 

Tristana? ^^


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 318
Ilość zdobytych PD: 159