Czerwonego basiora dobiegły pogłoski o nowym wilku, który podobnie jak on zdecydował się podjąć funkcji szpiega. Samiec postanowił więc, iż musi sprawdzić, z kim też przyjdzie mu współpracować. Jakież więc było jego zaskoczenie kiedy przed sobą zobaczył ciemną, elegancką waderę, która swoją posturą raczej nie przywoływała na myśl szpiega. Leo skrzywił się nieznacznie, mimo wszystko starając się nie ukazać swojego rozczarowania. Basior jeszcze przez chwilę krążył w oddali, przyglądając się waderze, być może było coś, czego nie dostrzegał? Być może jej magiczne umiejętności sprawiły, że zechciała ona podjąć się funkcji szpiega. Po kilku minutach Leonardo uznał, że niczego się nie dowie jeśli będzie jedynie przyglądać się wszystkiemu z daleka. Wilk zbliżył się więc, opuszczając swoją bezpieczną dotychczas kryjówkę.- Ty jesteś tym nowym szpiegiem? - Zapytał, przyglądając się waderze.
Z bliska wilczyca sprawiała dość podobne wrażenie. Dumna wadera, która niezbyt przypominała wilka gotowego wytarzać się w piasku tylko po to, aby zamaskować swoją obecność.
- Owszem. - Odparła wilczyca, nawet nie spoglądając na basiora. - Daevari Azariah
Wilk machnął ogonem, przez głowę przebiegła mu myśl, że samica go ignoruje. Nie potrzebował jakiejś szczególnej atencji z jej strony, ale taktownym byłoby, chociaż na chwilę nawiązać kontakt wzrokowy.
- Leonardo. - Odparł po chwili wilk i po chwili milczenia dodał - Nie obraź się, ale nie wyglądasz na szpiega.
Wilczyca wstała i przeniosła swój wzrok na Leo. Basior wzdrygnął się pod niczego niewyrażającym wyrazem pyska wadery.
- Nie musisz się tym martwić. - Powiedziała Daevari.
Pomiędzy wilkami zapadło milczenie. Leonardo nie wiedział, co więcej mógłby powiedzieć. Pomimo iż kompetencje wilczycy wciąż stały dla niego pod znakiem zapytania, to nie miał on zamiaru zrażać jej do siebie już na początku znajomości, tym bardziej że nie miał on żadnych twardych dowodów na poparcie swoich słów, a jedynie wątpliwości.
- Cóż... - Zaczął samiec po chwili, kładąc uszy po sobie. - Nie będę ci już przeszkadzał.
Nie czekając na odpowiedź wadery, Leonardo zaczął się oddalać. Zatrzymał się jednak chwilę później i jeszcze raz spojrzał na czarną samicę.
- Zawsze mogę pomóc... jeśli będzie taka potrzeba.
Basior nie był zbyt dobry w mówieniu tego co ma na myśli. Zdawał sobie z tego sprawę, więc postanowił nic już więcej nie mówić, a jedynie cicho się oddalić, mając nadzieję, że Daevari nie zrozumie jego propozycji pomocy jako ataku.
Daevari, zechcesz dokończyć? ^^
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
piątek, 26 marca 2021
środa, 24 marca 2021
Od Vyan Cd. Revenge'a
Usłyszawszy słowa samca, Vyan uniosła głowę wyżej. Słyszała o nim złe rzeczy. Mogła trafić gorzej. Z aprobatą skinęła głową i wstała z mokrej ziemi. Niedaleko nich dojrzała pochylone drzewo. Zawołała do Revenge'a:
- Spójrz! Schowajmy się tam! - widocznie wilk nie zwrócił uwagi na jej słowa. Podeszła więc do niego i stanęła mu przed nosem:
- Ty też możesz zmoknąć - zaczęła przyglądać się futru - Zresztą już zamokło, ale skoro nie chcesz... - przestała naciskać i zaczęła oddalać się ku drzewu. Gdy dotarła na miejsce, położyła się na, już nawet trochę zamoczonej, ziemi. Samiec nadal tam siedział. *Szkoda mi go* - stęknęła w myślach. Po krótkim namyślaniu, wyszła z powrotem na deszcz i stanęła koło basiora. Jej futro szybko stało się ciężkie od nadmiaru wody. Spojrzała na Revenge'a soczystymi oczyma.
- Co robisz? - usłyszała ponury głos. Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć, więc siedziała cicho. Usłyszała ponownie głos samca, ale również nie dała odzewu. Po prostu nie chciała, by jej nowo poznany wilk moknął sam.
Revenge?
- Spójrz! Schowajmy się tam! - widocznie wilk nie zwrócił uwagi na jej słowa. Podeszła więc do niego i stanęła mu przed nosem:
- Ty też możesz zmoknąć - zaczęła przyglądać się futru - Zresztą już zamokło, ale skoro nie chcesz... - przestała naciskać i zaczęła oddalać się ku drzewu. Gdy dotarła na miejsce, położyła się na, już nawet trochę zamoczonej, ziemi. Samiec nadal tam siedział. *Szkoda mi go* - stęknęła w myślach. Po krótkim namyślaniu, wyszła z powrotem na deszcz i stanęła koło basiora. Jej futro szybko stało się ciężkie od nadmiaru wody. Spojrzała na Revenge'a soczystymi oczyma.
- Co robisz? - usłyszała ponury głos. Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć, więc siedziała cicho. Usłyszała ponownie głos samca, ale również nie dała odzewu. Po prostu nie chciała, by jej nowo poznany wilk moknął sam.
Revenge?
wtorek, 23 marca 2021
Szpieg ~ Daevari Azariah
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
OGÓLNE INFORMACJE
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
IMIĘ: Daevari Azariah [czyt. dewari azariah]PRZEZWISKO: W młodości zakochane basiory często wołały na nią Vi, źle kojarzy jej się to przezwisko, jednak tylko najbliższi mogą sobie pozwolić na skrócenie jej dumnego imienia do tej formy. Na co dzień nie używa swojej drugiej części imienia, nie chce by ktokolwiek zgłębiał jego pochodzenie, choć zawsze na początku przedstawia się oboma.
WIEK: 7 lat
DATA URODZIN: 28 marzec
PŁEĆ: Wadera
STANOWISKO: Szpieg
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
AUTOR: DA Snow-body
Ciało ma wyjątkowo długie, tak jak uszy pomagające jej w funkcjonowaniu, ogon będący idealnym narzędziem do ataku za pomocą lodu i proporcjonalnie długie, szczupłe nogi. Szafirowe oczy zniewolą najtwardszego, bezuczuciowego basiora, w pewnym sensie są zaklęte, jednak Daevari używa ich tylko w wyjątkowych sytuacjach - z pewnością nie miłosnych.
Szyja i klatka piersiowa pokryte są dłuższą i gęstszą sierścią niż reszta ciała, jest to z pewnością przystosowanie biologiczne, aby wadera nie odniosła poważnych obrażeń w tych obszarach.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Na czole wadery znajduje się połyskujący, magiczny szafir. Można rzec, że jest jej trzecim okiem, jednakże wadera jest ślepa, więc jest jej jedynym. Funkcją szafiru jest odbieranie wszelakich fal, drgań, zmian w otoczeniu, których nie odczuwa za pomocą reszty ciała, dzięki czemu normalnie może funkcjonować bez zmysłu wzroku.
Ciemniejsze i jaśniejsze kształty wokół jej oczu są znamieniem potężnej więzi Daevari z mocą duchową - ich wygląd zmienia się z wiekiem, na wskutek przepływu magii i jej zmian. Czasem można zauważyć błękitny błysk przepływające przez znaki, jednak mało kto uzna, że nie było to przewidzenie się.
Na poduszce tylnej, prawej łapy znajduje się różowe znamię w kształcie półksiężyca.
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
CHARAKTERYSTYKA
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
OSOBOWOŚĆ: Na pierwszy rzut oka widać skrytość Daevari, może i nieśmiałość. Nie jest jednak nieśmiała, a po prostu stara ukryć swoje "ja" jak najdalej od innych. Jedynie w swojej rodzimej watasze mogła być sobą, zachowywać się beztrosko i nie ukrywać ani siebie ani swoich mocy, dlatego jest nieufna nawet i po dłuższej znajomości. Wprawdzie jest niesamowitą marzycielką, romantyczką, uwielbia przygody, spacery po malowniczych krainach, a zwłaszcza obserwowanie nocnego nieba*(wytłumaczone w ciekawostkach). Mimo wszystko poszukuje też prawdziwej przyjaźni czy miłości, gdyż odczuwa potrzebę posiadania bliskich.
Daevari od zawsze uwielbiała intrygi, ale też jest genialna w rozstrzyganiu sporów i planowaniu taktyk. Stara się być obiektywna i oceniać sprawiedliwie, jest sprytna, inteligentna, sprawiedliwa - dlatego kiedyś sądzono, że zostanie alfą. Tak się stało, że odeszła od swojej watahy w poszukiwaniu szczęścia i na swej drodze służyła jako mediator. Również nikomu nie pokazała swojego pełnego potencjału, gdyż nigdy nie chciała być alfą, a co najwyżej doradcą.
W głębi duszy jest niezwykle wrażliwa i emocjonalna, ale stara się to ukryć, postrzegając wrażliwość jako słabość. Pragnie harmonii w swoim życiu i do niej dąży; kiedy jej duchowa równowaga zostaje zachwiana, staje się rozdrażniona, oschła i marudliwa.
Co do siebie ma ogromne wymagania, od szczenięcia dążyła do nieosiągalnego ideału, przez co jej samoocena nie należy do wysokich, choć zdaje sobie sprawę ze swoich wdzięków i potrafi je wykorzystać. Niestety w rzeczywistości wygląda to tak, że Daevari nie czuje się spełniona, zadowolona, szczęśliwa. Sądzi, że może osiągnąć więcej i więcej, ale też wie, że nigdy nie będzie z siebie zadowolona, nie ważne co osiągnie. Dlatego obawia się, że nigdy nie będzie szczęśliwa, zwłaszcza, że wartości dla niej najważniejsze takie jak honor, wierność i lojalność są mało ważne w tych czasach, bezustannie jednak poszukuje szczęścia, pogrążając się w swoim nieszczęściu.
RODZINA: Nie można odmówić rodzicom Daevari tego, że byli wspaniali, wymarzeni, a przynajmniej dla niej. Jej matka Nimraan przewodziła watahą nomadów, natomiast ojciec Aethan był najwyższym duchownym. Oboje cierpliwi, spokojni i rozważni. Rodzice emanujący miłością do dzieci. Daevari ma również czwórkę rodzeństwa, starszy o 2 lata Niel oraz trójka z tego samego miotu, dwóch braci - Vell, Rian - oraz siostrę Marshe. Niestety tylko z najstarszym bratem ma dobre stosunki, z resztą braci dość neutralne, a wrogie z siostrą. Relacje te wynikają z błędu rodziców. Namaszczenie Daevari przez Bóstwo Księżyca sprawiło, że rodzice poświęcali swoją uwagę tylko Azariah. Traktowali ją niczym małego urodzonego Boga, chronili przed światem i też szykowali do przejęcia watahy. Czy Daevari tego chciała? Nie, ale rodzeństwo nie miało żalu do rodziców, a właśnie do niej. Starszy brat na szczęście nie doświadczył zepchnięcia na drugi plan, wychowywał się sam i miał wolną rękę od małego.
HISTORIA: Miejsce urodzenia Daevari jest istną krainą z bajki. Setki wodospadów, górzysty teren z płasko niżem między górami, na którym znajdowały się łąki, pastwiska, jeziora i rzeki. Jednak początek życia nie zaczął się zbyt żywo. Daevari urodziła się martwa. Martwe, piękne szczenię posiadające na swym ciele niebieskie znaczenia przez które wyraźnie przepływała moc. Szamani czym prędzej zabrali jej ciało do księżycowego źródła, miejsca, gdzie według legend jej watahy, Księżyc podzielił się swoją mocą z przodkami. Gdy tylko drobne ciało szczenięcia zetknęło się z legendarnym źródłem, księżyc dotychczas znajdujący się za chmurami, przebił się, oświetlając silnym światłem Daevari. Wokół źródła pojawiły się małe cząstki magii, a wtedy kiedy księżyc znów schował się za chmurami, szczenię otworzyło przepiękne szafirowe, błyszczące oczy. Dopiero co narodzony szczeniak otworzył oczy - wszystkich to zadziwiło, jednak wkrótce odkryto, że nie widzi.
Azariah, to słowo zostało dodane do imienia Daevari, miało ono przypominać jej oraz uświadamiać innych o tym, co się wydarzyło w dniu jej urodzin.
Cała wataha, rodzina, uznały to za znak z niebios, że Daevari Azariah doprowadzi do wiecznego pokoju na świecie. Jednak prawda jest taka, że to tylko przekonania wywodzące się z mitów i legend. Daevari została naznaczona przez Księżyc, otrzymała jego moc, jego życie. W przyszłości może i będzie musiała spłacić swój dług.
Swoje młodociane życie spędziła na nauce i szkoleniach. Mało czasu miała na zabawę czy towarzystwo rówieśników. Była izolowana od zwykłej warstwy watahy, zawsze szła z przodu, ogrodzona przez najwyżej usadowione w hierarchii wilki. Przez to jak bardzo niedostępna była dla reszty watahy, była uznawana za wyzwanie dla młodych basiorów. Wielu próbowało, żadnemu się nie udało. Każdy ją widział, żaden jej nie znał. I to ją bolało, że zainteresowanie wynika z jej pozycji w stadzie i wyglądu, nie z jej charakteru. Trzeba też zauważyć, że faktycznych interesujących kandydatów, którzy nie liczyli na zabawę, a faktyczne uczucie było niewielu. Jednak każdy, który miał chociaż cień szansy, poszedł w swoją stronę.
Wadera nienawidziła bycia gwiazdeczką do wygwizdania i oglądania, zależało jej na szacunku, którego niestety od rozwydrzonych samców nie mogła oczekiwać. Oczywiście w późniejszych latach zostali wystarczająco dobrze nakierowani przez dorosłych, lecz Daev wciąż pamiętała.
Daevari wraz z dorosłością opuściła rodzimą watahę. Nie mogła znieść ciążącego na niej obowiązku zostania alfą i najwyższym kapłanem jako jedna osoba, w dodatku tak młoda. Również jej rodzeństwo nie sprawiało wrażenia, aby chcieli żeby Daevari z nimi została. Zbyt wiele stracili przez nią, zostali zepchnięci na drugi, a nawet trzeci plan. Największy uraz jednak miała jej siostra. Z wyglądu zwyczajna, biała, o silnej budowie wadera. Niezwykle zażarta i chciwa, a przede wszystkim potwornie zazdrosna o siostrę. Sama tak właściwie doprowadziła Daevari do chęci ucieczki, gdyż robiła wszystko, by uprzykrzyć jej życie. Ostatnie spotkanie dwóch sióstr skończyło się walką, z powodu aranżowanego związku. Daevari lada dzień miała poznać swojego przyszłego partnera, a w ciągu tygodnia przejąć stanowisko alfy. Los poprowadził ciąg wydarzeń niefortunnie, gdyż basiorem, który został dla Daevari wybrany, był obiekt westchnień Marshy. Biała samica była wściekła, że przez Daevari nie może nawet się związać z kim chce. Przyrzekła sobie, że ją zabije. Nie było do tego nawet blisko, mimo że Daevari czysto fizycznie jest słaba niczym szczenię, to jednak została obdarowana potężną mocą. Nie chciała zrobić krzywdy wściekłej siostrze, mimo wszystko kochała ją, dlatego tylko się broniła. Za pomocą magii mogła wywołać niewielkie fale uderzeniowe, które odrzucały atakującą waderę, lecz było to niezwykle wyczerpujące dla młodej, niedoświadczonej w walce Daevari. Zemdlała więc, a Marsha, pozbawiona wszelkich wartości, nie zamierzała sobie odpuścić. Za wszelką cenę pragnęła pozbawić Daevari życia; chciała skręcić jej kark, lecz w momencie kiedy wbiła kły w szyję siostry, do akcji wkroczył Niel. Marsha nie mogła się z nim równać, był za duży, za silny, niczym góra, ale wiedziała, że jej nie skrzywdzi. Dlatego ruszyła z zębami na brata.
Wątek w rodzimej watasze zakończył się po prostu ucieczką Daevari, gdy ocknęła się w grocie medyków. Nikt nie zauważył uciekającej, niby przyszłej alfy stada.
Daevari włóczyła się latami przez stepy, mroźne krainy, dżungle, pustynie. Po drodze tymczasowo zatrzymywała się w watahach. Była im potrzebna jako kapłan, sędzia czy mediator. Lubiła to, naprawdę to lubiła, lecz w końcu doszła do wniosku, że tryb życia jej rodzimej watahy nie jest do końca dla niej. Bycie nomadem do końca życia nie wpasowywało się w ambicje Daev, dlatego zaczęła szukać miejsca dla siebie, miejsca z czystym startem.
PARTNER: Nie może się doczekać prawdziwej miłości, nigdy nie związała się z nikim, a w głębi serca czuje, że potrzebuje drugiej połówki.
POTOMSTWO: Nie posiada i nie zamierza mieć, choć dla swojego partnera byłaby skora zmienić zdanie.
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
MAGIA
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
ŻYWIOŁ: Woda (żywioł pochodzący od Księżyca), Wieczny Lód
MOCE: Daevari doskonale manipuluje wodą oraz lodem. Siła jej mocy powiązanych z Księżycem (domyślnie woda, ale i drobne fizyczne umiejętności wymienione niżej) zależy od jego faz. Podczas pełni prezentuje największą możliwą dla niej moc.
Daevari dzięki Księżycowi może z lekka naginać prawa fizyki, tzn. może kontrolować ciśnienie, wytwarzać pole magnetyczne, fale uderzeniowe, przenosić niezbyt duże przedmioty siłą woli. Są to raczej umiejętności wywodzące się z pochodzenia żywiołu, niżeli moce.
Faktyczne moce Daevari są mniej powszechne niż drobne odepchnięcia czy przeniesienie na dwa metry kamyczka. Oto one:
Daevari może stać się niewidzialna w czasie od ostatniej kwadry do pierwszej kwadry, jednak jej obecność mogą zdradzić niebieskie drobinki światła przypominające z daleka niebieskie świetliki. Podczas pełni drobinki się nie pojawiają.
Daevari dzięki astralnym siłom może poznać historię dowolnej rzeczy, istoty podczas pełni.
Dzięki opanowaniu wody i lodu, potrafi wykorzystywać je w tym samym momencie. Jej klasycznym stylem walki jest otoczenie przeciwnika wodą, następnie zamrożenie. Może również dzięki temu nietopniejące mosty (wieczny lód topnieje jedynie pod wpływem użytkownika tego żywiołu, można go też zniszczyć za pomocą żywiołu natury, znacznie ciężej i dłużej pod wpływem ognia) czy proste budowle - Daev jeszcze nie szkoliła się na architekta, ale prowizoryczną grotę potrafi wytworzyć.
Najważniejszą ofensywną mocą Azariah jest magia krwi wywodząca się od magii wody. Jest ona jak najbardziej zależna od księżyca, jednak pełną moc osiąga tylko podczas czerwonego księżyca (występującego co 4-6 miesięcy).Może jej używać podczas każdej fazy, jednak tylko podczas pełni może jej używać dłużej niż kilka minut. W trakcie nowiu może tkać krew najwyżej w małym zwierzęciu, efekt na innych wilkach kończy się na nieznacznym bólu podobnym do zakwasów i może na paru sekundowych dreszczach. Podczas czerwonego księżyca i w pełni sił może zabić, jednak podczas korzystania z magii krwi i po, jest całkowicie bezbronna, gdyż wykorzystuje ona absolutnie całą energię wadery bez znaczenia na siłę efektu.
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
STATUS I STAN
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
UMIEJĘTNOŚCI:
Inteligencja: 39
Siła: 0
Szybkość: 30
Obrona: 1
Moce: 30
Razem: 100
DOŚWIADCZENIE: 20
CIEKAWOSTKI: Daevari wie jak wygląda świat, mimo że nigdy na własne oczy go nie widziała. Zna kolory, faktyczne kształty ze szczegółami. A to wszystko dzięki jej mocy poznawania przeszłości. Może przejrzeć własną przeszłość, dzięki czemu przebywanie pod gołym niebem i teoretyczne obserwowanie nieba ma sens, ponieważ mimo teraźniejszego czasu, może widzieć to, co się wydarzyło ponad minutę wcześniej. Niestety jest to dość wyczerpujące, zwłaszcza jeśli robi się to na bieżąco, dlatego przegląd nieba z przeszłości przypomina sobie czasem przed snem.
Daevari ma bardzo wrażliwe poduszki, może nimi wyczuwać pobliskie przedmioty, o ile stykają się z ziemią. Nie są one skuteczne, jeśli dana rzecz jest lekka lub w powietrzu, od wykrywania ich jest szafir.
Trzeba wspomnieć o jej stale zmieniającym się wyglądzie. Im starsza Daevari jest, tym ciemniejsze staje się jej futro, a białe znaczenia zanikają. Na ten moment zmiany nie zachodzą tak intensywnie jak w przeszłości. W młodości jej fenotyp prezentował się zupełnie inaczej niż teraz, a jej szafir był jeszcze nieobecny.
Siła: 0
Szybkość: 30
Obrona: 1
Moce: 30
Razem: 100
DOŚWIADCZENIE: 20
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
INNE
━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
CIEKAWOSTKI: Daevari wie jak wygląda świat, mimo że nigdy na własne oczy go nie widziała. Zna kolory, faktyczne kształty ze szczegółami. A to wszystko dzięki jej mocy poznawania przeszłości. Może przejrzeć własną przeszłość, dzięki czemu przebywanie pod gołym niebem i teoretyczne obserwowanie nieba ma sens, ponieważ mimo teraźniejszego czasu, może widzieć to, co się wydarzyło ponad minutę wcześniej. Niestety jest to dość wyczerpujące, zwłaszcza jeśli robi się to na bieżąco, dlatego przegląd nieba z przeszłości przypomina sobie czasem przed snem.
Daevari ma bardzo wrażliwe poduszki, może nimi wyczuwać pobliskie przedmioty, o ile stykają się z ziemią. Nie są one skuteczne, jeśli dana rzecz jest lekka lub w powietrzu, od wykrywania ich jest szafir.
Trzeba wspomnieć o jej stale zmieniającym się wyglądzie. Im starsza Daevari jest, tym ciemniejsze staje się jej futro, a białe znaczenia zanikają. Na ten moment zmiany nie zachodzą tak intensywnie jak w przeszłości. W młodości jej fenotyp prezentował się zupełnie inaczej niż teraz, a jej szafir był jeszcze nieobecny.
W okresie jej największego podróżowania, w niektórych miejscach na ciele jej sierść przekształciła się w pewnego rodzaju pióra - były one efektem zebrania dużej ilości energii duchowej i mocy. Ich funkcją było amortyzowanie upadków z dużej wysokości. Aby je zachować musiałaby dalej podróżować po świecie.
Swój szafir zdobyła, gdy poznała szamana z drugiego końca świata około roku temu. Na wieść, że Daevari nie ma bladego pojęcia o istnieniu ptaków i latających owadów, postanowił sprezentować jej kamień, który będzie pasował do duszy, umysłu i znaków zapisanych przed narodzinami.
Szafir po paru dniach stał się nieodłączną częścią ciała Daev, faktycznie miał duchową moc, która połączyła się z waderą i umożliwiła jej stały przekaz informacji na temat otoczenia na lądzie jak i w powietrzu.
Daevari jest słaba fizycznie w dosłownym znaczeniu. Obciążenie kilkukilogramowe jest dla niej sporym problemem, nie wspominając już o braku jakiejkolwiek szansy na wygranie starcia bez użycia mocy.
Można powiedzieć, że jest pacyfistką. Unika starć i konfliktów, a swoich ofensywnych mocy używa dopiero w ostateczności, gdy ucieczka nie jest opcją.
Nawiązując do w/w ciekawostki, została szpiegiem tylko i wyłącznie dlatego, bo nie widzi się w roli medyka, alchemika czy kapłana. Woli amatorsko się tym zajmować i nie być do tego zobowiązaną.
Szafir po paru dniach stał się nieodłączną częścią ciała Daev, faktycznie miał duchową moc, która połączyła się z waderą i umożliwiła jej stały przekaz informacji na temat otoczenia na lądzie jak i w powietrzu.
Daevari jest słaba fizycznie w dosłownym znaczeniu. Obciążenie kilkukilogramowe jest dla niej sporym problemem, nie wspominając już o braku jakiejkolwiek szansy na wygranie starcia bez użycia mocy.
Można powiedzieć, że jest pacyfistką. Unika starć i konfliktów, a swoich ofensywnych mocy używa dopiero w ostateczności, gdy ucieczka nie jest opcją.
Nawiązując do w/w ciekawostki, została szpiegiem tylko i wyłącznie dlatego, bo nie widzi się w roli medyka, alchemika czy kapłana. Woli amatorsko się tym zajmować i nie być do tego zobowiązaną.
Od Tsuki do Renesmee
Nie patrzyła na swoje pomoce mierzenia czasu kiedy przychodziła kwestia, od jakiego czasu jest w watasze. Kwartał? Więcej, mniej? Na pewno nie pół roku. Hah, ciężko było to określić, wadera zwyczajnie nie przykładała wielkiej wagi do czasu spędzonego w watasze. Zamiast siedzenia przed jakąkolwiek formą kalendarza, samica żyła sobie praktycznie w tym otoczeniu. Nigdy na nic się nie skarżyła - w sumie dalej aż tak nie wydawała się rozmowna albo to kwestia otaczającej ją aury? Kto wie. Istotne było to, że mogła napawać się normalnym życiem. Normalnym, tak na pewno?
Hah, tylko do pewnego momentu.
To było gdzieś na początku miesiąca. W okolicy południa, Tsuki była w trakcie wypełniania obowiązku związanym ze swoim stanowiskiem, kiedy pojawiła się sylwetka strażnika, jakim był Rodrigo. Zwięźle przekazał szarej waderze informacje, że alfa chciałaby z nią jak najprędzej rozmawiać. Niebieskowłosa myślała, że to może chodzi o jakąś misję czy coś w tym stylu, dlatego zaraz już podążała ku jaskini przywódcy. Niemal będąc na miejscu, Ice Queen ukazała się w progu jaskini i zaraz dała znać, żeby przybyła podążyła za nią.
-Alfa powiedziała, że przybyła para wilków w imieniu watahy z propozycją sojuszu. Mają ten sam znak co ty, więc możesz ich znać- poinformowała ją krótko cichym głosem. Tsu kiwnęła głową.
-Tak więc, Wataha Siły Księżyców... Musimy naradzić się- usłyszała głos samicy alfa.
Oho, czyli jednak ktoś z godnej pożałowania watahy jakimś cudem tu zawędrował. Było to ciekawe bo wadera pamiętała istotną informację, że obecna WSK była oporna na nawiązywanie sojuszów bez wcześniejszego wysyłania zwiadów. Coś musiało być na rzeczy, skoro od razu z propozycją współpracy przyszli. Co to wróżyło?
-Och, jesteście już- skrzydlata wadera skierowała swoje słowa do idącej pierwszej Ice, która weszła do miejsca w którym odbywały się rozmowy. Z tego co kojarzyła szara, była to nieco większa salka jaskiniowa niż zwykła i w zasadzie nie posiadała wystroju.- Myślałam, że może byś chciała...
-Co wy tu robicie?- Tsuki odezwała się po wejściu i zobaczeniu przybyłych tak lodowym głosem, że aż wewnętrznie mogło zmrozić. Tamta dwójka wilków na chwilę straciła pozory bycia poselstwem.
-Co TY tu robisz?- Jej żałosny ojciec gwałtownie wstał i ruszył w kierunku samicy. Tsuki natychmiast zajęła pozycję gotowości, gdy on się zbliżał.- Jak śmiesz pokazywać mi się na oczy?
-Trzymaj język za zębami, to nie jest twój dom- warknęła ostrzegawczo.
-Mero!- Erot tonem głosu zamierzał go jakoś opanować ale duma wzięła swoje.
-Ty mała suko- wysyczał ojciec i zaraz podniósł łapę do wykonania ciosu ale Tsuki byłą szybsza. Gwałtownie pochwyciła jego kończynę w zęby i silnym ciosem rzuciła nim w kierunku ściany.
-Żałosny śmieciu, pożałujesz tego- po czym i Erot zamierzał zaatakować samicę ale i jego natychmiast powaliła jednym ciosem.
-Co to ma być?! Pozwalacie mieć w szeregach szalonego wilka, co postradał rozum?!- Mero udał oburzenie po wstaniu w kierunku najwyższej dwójki wilków w hierarchii. - Nasza wataha nie wybaczy takiej zniewagi w kierunku delegacji!
-Proszę się natychmiast uspokoić- beta podniósł głos, podczas gdy rozdzielano trójce od siebie. Tsuki dobrowolnie poddała się zabiegowi ale cały czas wydawała z siebie warczenie.
Spotkanie postanowiono zakończyć dla stabilizacji sytuacji, wszyscy zaczęli opuszczać lokum. Po wyjściu, bracia cicho coś uzgodnili, przy czym Erot nagle podszedł w kierunku Tsuki i ruchem pozbywania się odpadku, rzucił małe zawiniątko pod łapy samicy.
-To chyba będzie twoje- splunął z szatańskim uśmiechem. "Zachowaj spokój" powtarzała sobie. Była bardziej niż pewna, że naprawdę chcą się jej pozbyć. Patrząc jednak na nieznany pakunek odnosiła wrażenie, że to coś, co bardzo dobrze zna. Prostym ruchem rozwiązała guz, by móc patrzeć na kawałek ucha co zaczął śmierdzieć rozkładem. Świat wtedy ucichł, jakby zmarł. Kolor futra i charakterystyczny znak wyszarpania...
-Ty...- zaczęła szybciej oddychać. Cały widok stał się czerwony. Pamiętała uczucie, że oni się uśmiechali zwycięsko.- Wy... Zabiliście Yamisa... ZAMORDUJE WAS GDNIDY!
W Tsuki wstąpił niby demon, gwałtownie doskoczyła na dwóch krewnych w jasnym celu zaatakowania. Nie pamięta tylko jak długo zajęło kilku członkom watahy odciągnięcie samicy w której, jak się okazało, były potężne siły rodowitego wojownika. Coś chyba brzmiało jak okrzyki pełne nienawiści i chyba wypowiedzeniu wojny, też chyba było o nakazie pozbycia się jej.
To, co pamięta już bardzo dokładnie to siedzenie w kącie najbliższej jaskini i przytulając jak największy skarb ucho jej opiekuna.
-Tsuki, co to było? Co ja mam z tobą zrobić?- Rene westchnęła oddalona o kilka metrów od szarej. Ona to na pewno musiała być osłupiała potęgą tkwiącą w oznaczonej księżycem.
-Nie obchodzi mnie to- powiedziała głucho.- Możecie mnie wyrzucić z watahy, zabić. Cokolwiek. Tylko... Tylko pozwólcie mi pochować, co zostało z Yamisa- spojrzała wzrokiem pełnych szczerych łez na alfę.- O nic więcej nie proszę. Moje życie jest mi obojętne.
-Tsuki... Dlaczego?- Zapytała zaniepokojona skrzydlata wadera robiąc krok ku niej. Z oczu szarej zaczęły kapać łzy.
-Błagam, pozwól mi go pochować- powtarzała jak mantrę tuląc do swej piersi kawałek ucha.
Wkrótce stała nad prowizorycznym i skromnym grobem, który osobiście wykopała. Z największą starannością wygładzała świeżą ziemię i położyła coś na wzór wiązanki nań. Z namaszczeniem pogładziła łapą po małej imiennej tabliczce. Bydlaki zabili jej najdroższego opiekuna. Nigdy im tego nie wybaczy. Z rozkoszą by ich wybiła w pień za to i za tamto, co jej zgotowali z resztą żałosnej rodziny.
Po oddaniu należytej czci pod kontrolą innego członka watahy, w formie zachowania szczególnej ostrożności z nią, mechanicznym krokiem wróciła do alfy. Renesmee miała wydać wyrok nad losem Tsuki i zdecydować o możliwości sojuszu z Watahą Siły Księżyców. Niebiekowłosej było to absolutnie obojętne. Wzrok miała iście martwy, pozbawiony jakiejkolwiek iskry. Zajęła miejsce siedzące po jednej stronie, naprzeciw siedzieli mocno poranieni Mero z Erotem.
-To twój koniec suko. W końcu- zasyczeli. Nie zareagowała. Patrzyła martwo przed siebie. Przynajmniej godnie pochowała co zostało z jej mistrza ale nie obroniła go na schyłku jego egzystencji. I teraz ona siedzi w oczekiwaniu na swój los. Ale czy tak miało być? Czy to był dobry pomysł, by tu faktycznie dołączyć? Co by Yamis w tej chwili powiedziałby? Czy zganiłby ją za pozostawienie go na łaskę wykonania rzeźni jej ojca i wuja? Miałby jej za złe to wszystko? Czy może też by żałował, że pomógł jej wtedy na początku?
Nie prościej było po prostu dać się zabić już dawno?
Hah, tylko do pewnego momentu.
To było gdzieś na początku miesiąca. W okolicy południa, Tsuki była w trakcie wypełniania obowiązku związanym ze swoim stanowiskiem, kiedy pojawiła się sylwetka strażnika, jakim był Rodrigo. Zwięźle przekazał szarej waderze informacje, że alfa chciałaby z nią jak najprędzej rozmawiać. Niebieskowłosa myślała, że to może chodzi o jakąś misję czy coś w tym stylu, dlatego zaraz już podążała ku jaskini przywódcy. Niemal będąc na miejscu, Ice Queen ukazała się w progu jaskini i zaraz dała znać, żeby przybyła podążyła za nią.
-Alfa powiedziała, że przybyła para wilków w imieniu watahy z propozycją sojuszu. Mają ten sam znak co ty, więc możesz ich znać- poinformowała ją krótko cichym głosem. Tsu kiwnęła głową.
-Tak więc, Wataha Siły Księżyców... Musimy naradzić się- usłyszała głos samicy alfa.
Oho, czyli jednak ktoś z godnej pożałowania watahy jakimś cudem tu zawędrował. Było to ciekawe bo wadera pamiętała istotną informację, że obecna WSK była oporna na nawiązywanie sojuszów bez wcześniejszego wysyłania zwiadów. Coś musiało być na rzeczy, skoro od razu z propozycją współpracy przyszli. Co to wróżyło?
-Och, jesteście już- skrzydlata wadera skierowała swoje słowa do idącej pierwszej Ice, która weszła do miejsca w którym odbywały się rozmowy. Z tego co kojarzyła szara, była to nieco większa salka jaskiniowa niż zwykła i w zasadzie nie posiadała wystroju.- Myślałam, że może byś chciała...
-Co wy tu robicie?- Tsuki odezwała się po wejściu i zobaczeniu przybyłych tak lodowym głosem, że aż wewnętrznie mogło zmrozić. Tamta dwójka wilków na chwilę straciła pozory bycia poselstwem.
-Co TY tu robisz?- Jej żałosny ojciec gwałtownie wstał i ruszył w kierunku samicy. Tsuki natychmiast zajęła pozycję gotowości, gdy on się zbliżał.- Jak śmiesz pokazywać mi się na oczy?
-Trzymaj język za zębami, to nie jest twój dom- warknęła ostrzegawczo.
-Mero!- Erot tonem głosu zamierzał go jakoś opanować ale duma wzięła swoje.
-Ty mała suko- wysyczał ojciec i zaraz podniósł łapę do wykonania ciosu ale Tsuki byłą szybsza. Gwałtownie pochwyciła jego kończynę w zęby i silnym ciosem rzuciła nim w kierunku ściany.
-Żałosny śmieciu, pożałujesz tego- po czym i Erot zamierzał zaatakować samicę ale i jego natychmiast powaliła jednym ciosem.
-Co to ma być?! Pozwalacie mieć w szeregach szalonego wilka, co postradał rozum?!- Mero udał oburzenie po wstaniu w kierunku najwyższej dwójki wilków w hierarchii. - Nasza wataha nie wybaczy takiej zniewagi w kierunku delegacji!
-Proszę się natychmiast uspokoić- beta podniósł głos, podczas gdy rozdzielano trójce od siebie. Tsuki dobrowolnie poddała się zabiegowi ale cały czas wydawała z siebie warczenie.
Spotkanie postanowiono zakończyć dla stabilizacji sytuacji, wszyscy zaczęli opuszczać lokum. Po wyjściu, bracia cicho coś uzgodnili, przy czym Erot nagle podszedł w kierunku Tsuki i ruchem pozbywania się odpadku, rzucił małe zawiniątko pod łapy samicy.
-To chyba będzie twoje- splunął z szatańskim uśmiechem. "Zachowaj spokój" powtarzała sobie. Była bardziej niż pewna, że naprawdę chcą się jej pozbyć. Patrząc jednak na nieznany pakunek odnosiła wrażenie, że to coś, co bardzo dobrze zna. Prostym ruchem rozwiązała guz, by móc patrzeć na kawałek ucha co zaczął śmierdzieć rozkładem. Świat wtedy ucichł, jakby zmarł. Kolor futra i charakterystyczny znak wyszarpania...
-Ty...- zaczęła szybciej oddychać. Cały widok stał się czerwony. Pamiętała uczucie, że oni się uśmiechali zwycięsko.- Wy... Zabiliście Yamisa... ZAMORDUJE WAS GDNIDY!
W Tsuki wstąpił niby demon, gwałtownie doskoczyła na dwóch krewnych w jasnym celu zaatakowania. Nie pamięta tylko jak długo zajęło kilku członkom watahy odciągnięcie samicy w której, jak się okazało, były potężne siły rodowitego wojownika. Coś chyba brzmiało jak okrzyki pełne nienawiści i chyba wypowiedzeniu wojny, też chyba było o nakazie pozbycia się jej.
To, co pamięta już bardzo dokładnie to siedzenie w kącie najbliższej jaskini i przytulając jak największy skarb ucho jej opiekuna.
-Tsuki, co to było? Co ja mam z tobą zrobić?- Rene westchnęła oddalona o kilka metrów od szarej. Ona to na pewno musiała być osłupiała potęgą tkwiącą w oznaczonej księżycem.
-Nie obchodzi mnie to- powiedziała głucho.- Możecie mnie wyrzucić z watahy, zabić. Cokolwiek. Tylko... Tylko pozwólcie mi pochować, co zostało z Yamisa- spojrzała wzrokiem pełnych szczerych łez na alfę.- O nic więcej nie proszę. Moje życie jest mi obojętne.
-Tsuki... Dlaczego?- Zapytała zaniepokojona skrzydlata wadera robiąc krok ku niej. Z oczu szarej zaczęły kapać łzy.
-Błagam, pozwól mi go pochować- powtarzała jak mantrę tuląc do swej piersi kawałek ucha.
Wkrótce stała nad prowizorycznym i skromnym grobem, który osobiście wykopała. Z największą starannością wygładzała świeżą ziemię i położyła coś na wzór wiązanki nań. Z namaszczeniem pogładziła łapą po małej imiennej tabliczce. Bydlaki zabili jej najdroższego opiekuna. Nigdy im tego nie wybaczy. Z rozkoszą by ich wybiła w pień za to i za tamto, co jej zgotowali z resztą żałosnej rodziny.
Po oddaniu należytej czci pod kontrolą innego członka watahy, w formie zachowania szczególnej ostrożności z nią, mechanicznym krokiem wróciła do alfy. Renesmee miała wydać wyrok nad losem Tsuki i zdecydować o możliwości sojuszu z Watahą Siły Księżyców. Niebiekowłosej było to absolutnie obojętne. Wzrok miała iście martwy, pozbawiony jakiejkolwiek iskry. Zajęła miejsce siedzące po jednej stronie, naprzeciw siedzieli mocno poranieni Mero z Erotem.
-To twój koniec suko. W końcu- zasyczeli. Nie zareagowała. Patrzyła martwo przed siebie. Przynajmniej godnie pochowała co zostało z jej mistrza ale nie obroniła go na schyłku jego egzystencji. I teraz ona siedzi w oczekiwaniu na swój los. Ale czy tak miało być? Czy to był dobry pomysł, by tu faktycznie dołączyć? Co by Yamis w tej chwili powiedziałby? Czy zganiłby ją za pozostawienie go na łaskę wykonania rzeźni jej ojca i wuja? Miałby jej za złe to wszystko? Czy może też by żałował, że pomógł jej wtedy na początku?
Nie prościej było po prostu dać się zabić już dawno?
<Renesmee?>
+1000
Od Revenge'a cd. Vyan
Samiec nie był zadowolony z tego, że ktoś na niego wpadł. Wstał i usłyszawszy przeprosiny prychnął. Po kilku sekundach podwyższonym głosem dał odzew:- Jeśli niechcący, to dobrze - po chwili dodał -My się chyba nie znamy?
- Chyba nie - usłyszał odpowiedź
- W takim razie jestem Revenge - zmrużył oczy, odwrócił się
- Ja jestem Vyan - przedstawiła się wadera. Po tym przedstawianiu się między nimi powstała cisza. Nikt się nie odzywał. W pewnym momencie Revenge podniósł ogon z ziemi i oglądając się za siebie, zaczął powolutku iść przed siebie. Z każdym krokiem dziwił się bardzo na to spotkanie. Chodziło o paskudną aurę. Czyżby nowa poznana wilczyca też wolała brzydką pogodę? Samiec zatrzymał się, gdy coś mokrego spadło mu na nos. Już kolejne na plecy. Oznaczało to deszcz. Po raz kolejny oglądnął się za siebie. Dojrzał tam nadal siedzącą Vyan. Zaczął myśleć, czy może nie powiedzieć waderze, by schowała się przed deszczem. Byłoby to dość dziwne i niepodobne do niego, ale postanowił to powiedzieć:
- Yyyy... Może ... Może powinnaś gdzieś schować się przed deszczem?
Vyan?
poniedziałek, 15 marca 2021
Od Hinaty Cd. Tristany
Na słowa wadery biały samiec zarumienił się i zaniemówił. Chciał powiedzieć cokolwiek, ale dziwne poczucie nie pozwalało mu wypowiedzieć ni słowa. Prawdą było, że wadera zdała się także mu wyjątkowa i naprawdę polubił ją oraz jej towarzystwo. Może było to spowodowane chwilą, może słowami Tristany. Hinata przełknął ślinę i spojrzał na swoje łapy.
- J-Ja też uważam, że jesteś dla mnie szczególna. - odparł cicho. Samica jednak chyba usłyszała jego słowa. Cisza między nimi zmieniała się w nieco krępującą. Hinata westchnął i zebrał w sobie odwagę, by spojrzeć na opiekunkę.
- Cieszę się, że dane mi było cię spotkać. Pomogłaś mu odnaleźć się tutaj. Bez ciebie nie mógłbym spoglądać na to miejsce jak teraz. Mimo iż mam tu kuzynostwo, miejsce to byłoby dla mnie nieco obce. Ty jednak przybliżyłaś mi je znacznie. - wyznał. Czuł jak coś ściska go w gardle. Słowa coraz trudniej wychodziły z jego pyska. Hinata znów spojrzał na swoje łapy. Nie przepadał za sobą za takie zachowanie. Był niezwykle odważny do pewnego momentu, póki nie zostanie zawstydzony. Wtedy nie może się wysłowić i ciągle czuję się zawstydzony. Nie chciał wypaść źle przed waderą. Naprawdę stała się mu bliska. Przy niej czuł się znacznie inaczej. Czuł się tak miło. Miał wtedy znacznie więcej energii i chęci do zrobienia czegokolwiek. Była niczym źródło energii działania dla Hinaty. Basior chciał, by Tristana nie zniechęciła się jego osobą.
Tristana?
Od Renesmee Cd. Capitána
Wadera spojrzała na szaraka, a następnie spojrzała na basiora. Uśmiechnęła się przechylając lekko głowę na bok. Zdawać by się mogło, że jest także nieco zarumienuona, choć futro uniemożliwiało dojrzenie tego.
- Dziękuję ci, ale naprawdę nie musiałeś. - powiedziała z wdzięcznością. Basior uśmiechnął się i machnął łapą na jej słowa.
- To naprawdę nic takiego. - odparł. Po chwili odszedł, aby wrócić z kolejnym zającem dla siebie. Po posiłku wilki znów poczęły przemierzać tereny watahy. Renesmee ciągle podziwiała, jak to jej ziemie pięknie prezentują się w bieli. Niedługo jednak obraz ten zaniknie. Nadejdzie wiosna, a z nią cieplejsze dni. Alfa nie mogła się ich doczekać. Uwielbiała spoglądać na kwitnące kwiaty i budzącą się do życia naturę.
- Czas naprawdę szybko leci. - powiedziała w pewnym momencie na głos. Capitán spojrzał na nią z uśmiechem.
- Masz rację. Wszystko zmienia się z biegiem czasu.
- Pamiętam jeszcze dzień, w którym postanowiłam założyć tą watahę. Nigdy nie spodziewałam się, że ktoś zechce dołączyć.
- Oj Rene. - zaczął basior. Samica spojrzała na niego z uśmiechem.
- Cieszę się, że tu jesteś. - powiedziała i znów spojrzała w niebo. - Zrobiłeś dla mnie tak wiele. Jak nikt inny. Zawsze mogę na tobie polegać. Doceniam to. - wyznała przysiadając na moment. Znajdowali się obecnie na Côte Focheuse. Skalisty wybrzeże było niezwykłe. Renesmee spoglądała w morze. Niewielkie fale wody posuwały się ku brzegu. Wadera uśmiechnęła się.
- Może zostaniemy tu dłuższą chwilę? - zaproponowała. Capitán uśmiechnął się. - Chciałabym zobaczyć zachód słońca. - dodała po chwili.
- Dziękuję ci, ale naprawdę nie musiałeś. - powiedziała z wdzięcznością. Basior uśmiechnął się i machnął łapą na jej słowa.
- To naprawdę nic takiego. - odparł. Po chwili odszedł, aby wrócić z kolejnym zającem dla siebie. Po posiłku wilki znów poczęły przemierzać tereny watahy. Renesmee ciągle podziwiała, jak to jej ziemie pięknie prezentują się w bieli. Niedługo jednak obraz ten zaniknie. Nadejdzie wiosna, a z nią cieplejsze dni. Alfa nie mogła się ich doczekać. Uwielbiała spoglądać na kwitnące kwiaty i budzącą się do życia naturę.
- Czas naprawdę szybko leci. - powiedziała w pewnym momencie na głos. Capitán spojrzał na nią z uśmiechem.
- Masz rację. Wszystko zmienia się z biegiem czasu.
- Pamiętam jeszcze dzień, w którym postanowiłam założyć tą watahę. Nigdy nie spodziewałam się, że ktoś zechce dołączyć.
- Oj Rene. - zaczął basior. Samica spojrzała na niego z uśmiechem.
- Cieszę się, że tu jesteś. - powiedziała i znów spojrzała w niebo. - Zrobiłeś dla mnie tak wiele. Jak nikt inny. Zawsze mogę na tobie polegać. Doceniam to. - wyznała przysiadając na moment. Znajdowali się obecnie na Côte Focheuse. Skalisty wybrzeże było niezwykłe. Renesmee spoglądała w morze. Niewielkie fale wody posuwały się ku brzegu. Wadera uśmiechnęła się.
- Może zostaniemy tu dłuższą chwilę? - zaproponowała. Capitán uśmiechnął się. - Chciałabym zobaczyć zachód słońca. - dodała po chwili.
Capitánie? ^^
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 233
Ilość zdobytych PD: 116
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki






