Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

wtorek, 31 marca 2020

Od Tarou Cd. Frae

Tarou z początku był lekko zaskoczony czynem szczeniaka. Po chwili jednak uśmiechnął się. Frae wydał się mu w tym momencie naprawdę uroczy. 
- No mały zuchu, pora nam ruszać. - powiedział z delikatnym uśmiechem. Młody wilczek odsunął się od jego łap i spojrzał na basiora z wesołym wyrazem pyszczka. Tarou zaśmiał się cicho.
- Muszę ci przyznać, że jesteś uroczy. - powiedział rozbawiony. Po chwili mogli ruszyć na wspólne polowanie. Tarou skierował swoje kroki w stronę Golden Grove. Gdy tak szli, basior zerknął na Frae. Zauważył, że mały nie za bardzo za nim nadąża więc zwolnił kroku. 
- Nie męczysz się zbytnio? - spytał, a w jego głosie można było usłyszeć nutkę troski. Szczeniak spojrzał na starszego i pokręcił przecząco główką. Tarou westchnął i uśmiechnął się lekko. 
- No dobrze, ale gdy tylko poczujesz zmęczenie daj znać. - powiedział. Szczeniak przytaknął, a Tarou skierował swój wzrok przed siebie. Byli już niedaleko mostu. Jeszcze chwila drogi i powinni znaleźć się na miejscu. Tarou zaczął się zastanawiać nad posiłkiem. Może niech młody spróbuje swoich sił? W lesie roi się od szaraków, które są dosyć łatwym celem, ale czy nie za szybkim? Ewentualnie powinny znaleźć się też bażanty lub inne mniejsze zwierzęta. Tarou nie był do końca pewny, co nadałoby się na posiłek dla Frae. Jednak wolał nad tym myśleć już na miejscu. Wtedy może również spytać szczeniaka, prawda? Chwilę później dotarli do mostu. Przeszli przez niego na drugą stronę i znaleźli się na terenach złotego gaju. Tarou uśmiechnął się i spojrzał na Frae. 
- I co i tym myślisz? Podoba ci się? - spytał z uśmiechem. Szczeniak przytaknął skinieniem głowy. 
- Tak. - odpowiedział. Tarou machnął kilka razy ogonem zadowolony. 
- W takim razie witaj w Golden Grove. Ten gaj jest pełen zwierzyny łownej. Możesz wybrać na co tylko masz ochotę. - powiedział Tarou z uśmiechem. 

Frae? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 290
Ilość zdobytych PD: 145

Od Renesmee Cd. Capitána

Renesmee miło spędziła czas wraz z Capitánem. Miło zaskoczyło ją to, że basior był wychowany i taktowny. Odnosił się do niej z szacunkiem, co naprawdę ją mile zaskoczyło. Można powiedzieć, że udało mu się u niej zapunktować dzięki temu. Gdy basior udał się do swojej nowej jaskini, Renesmee udałam się do swojej. Droga minęła jej dosyć szybko. Weszła do środka i rozejrzała się. Ogromna przestrzeń, która była gotowa pomieścić całą watahę w razie zagrożenia. Mimo tego, że było to bardzo przydatne w czasie zagrożenia, obecnie przytłaczało to waderę. Obowiązki jakie przyjęła na siebie, gdy zdecydowała się zostać alfą również nieraz ją przerażały. Musiała się wszystkiego nauczyć, wypróbować. Tarou wspierał ją na każdym kroku. Czasem Res zastanawiała się, czy nie lepiej było oddać pałeczkę właśnie jemu. Jednak patrząc na to, że basior raczej nie był chętny do objęcia tego stanowiska wiedziała, że dobrze się stało. Nigdy nie chciała nikogo do niczego zmuszać. Ciągle pamiętała jak jej matka opowiadała o wspaniałej watasze jaką stworzyła. Rene uwielbiała słuchać jej historii. To właśnie dzięki temu odeszła i sama postanowiła stworzyć coś na wzór watahy matki. Pogrążona w myślach wadera, ułożyła się wygodnie na ziemi, a następnie położyła swój pysk na łapy. Z cichym westchnieniem zamknęła oczy. Uwolniła swój umysł od wszelakich myśli i udała się w objęcia Morfeusza. Następnego dnia obudziła się dosyć wcześnie. Nie wiedząc co może ze sobą począć, przeleżała prawie cały poranek rozmyślając. Z rozmyśleń wybudził ją znajomy głos. Res uśmiechnęła się i wstała, a następnie skierowała się do wyjścia. Gdy stanęła przed Capitánem spojrzała na niego z miłym uśmiechem.
- Witaj! Jak Ci minęła noc, droga Pani? Mam nadzieję, że nie budzę? - Rene słysząc to zaśmiała się delikatnie.
- Witaj. Spokojnie, nie budzisz mnie. Już od jakiegoś czasu nie śpię. - powiedziała. - A noc minęła mi naprawdę miło. - dodała po chwili.
- Cieszy mnie to. W takim razie może wyruszymy już? - spytał Capitán.
- Oczywiście. Im szybciej wyruszymy tym więcej uda nam się zobaczyć. - oznajmiła Renesmee. Po chwili wilki wyruszyły. Rene szła przed siebie pewnym krokiem, a Capitán dotrzymywał jej kroku. Waderę naprawdę cieszył fakt, że basior wraz ze swoją siostrą zasilili szeregi watahy. Będzie mogła to powtarzać bez końca. Im więcej wilków tym lepiej dla watahy. Może jeszcze nic takiego im nie zagraża, lecz z czasem owe zagrożenia nadejdą. Wtedy każdy wilk będzie się liczył. Idąc tak Renesmee ułożyła sobie w głowie mały plan kolejności terenów. Na sam koniec zostawiła najbardziej wyjątkowe miejsce w całej watasze. Teraz jednak skierowała swe kroki do centrum watahy. Miejsca jakże ważnego i zarazem miłego dla oka. Gdy znaleźli się u celu, Res zatrzymała się i spojrzała na Capitána.
- Już jesteśmy. - oznajmiła. Basior rozejrzał się. - Oto centrum naszej watahy. Zwie się ono Douce Cascade. To tu wygłaszam wszelkie mowy i przydzielam zadania.
- Rozumiem. Jest tu naprawdę pięknie.
- Cieszę się, że ci się podoba. - Powiedziała Renesmee i uśmiechnęła się. - Kolejnym miejscem, jakie chcę ci pokazać to Pont radial.
- Ciekawa nazwa. - zauważył basior. Renesmee uśmiechnęła się.
- Pont radial to promienisty most, który łączy ze sobą dwa lasy. Ten, w którym się obecnie znajdujemy, czyli Forêt de Vie z lasem Golden Grove. Jak sama nazwa wskazuje, drugi z lasów, do którego zmierzamy, jest pięknym złocistym gajem. Jest tam sporo zwierzyny łowieckiej. - zaczęła tłumaczyć z uśmiechem. Capitán przytaknął skinieniem głowy. Wadera była naprawdę zadowolona z postawy Capitána. Basior wydawał się słuchać każdego słowa, wypowiedzianego przez Rene z uwagą i skupieniem. Alfa poprowadziła basiora do kolejnego celu. Gdy znaleźli się na moście przystanęła na chwilę. Basior spojrzał w jej kierunku, a ona spojrzała na niego. Przez chwilę się wahała, jednak otrząsnęła się i otworzyła niepewnie swój pysk.
- Tak sobie pomyślałam, że skoro jest ranek to musisz być głodny. - zaczęła. Prawdą jest, że to alfa poczuła głód, lecz z początku nie chciała o tym mówić. Teraz skoro nadarzyła się okazja, chętnie z niej skorzysta. Basior również by na tym zyskał, więc nie dostrzegała w tym nic złego. - Kierujemy się teraz do naszego złotego gaju i chciałam się spytać, a raczej zaproponować ci wspólne polowanie. - dodała po chwili.

Capitán? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 662
Ilość zdobytych PD: 331

czwartek, 26 marca 2020

Od Attano

Przez wychudzone ciało Attano przeszedł dreszcz, który sprawił, iż wadera otworzyła szeroko błękitne ślepia. Napędzona kilkudniową głodówką wygrzebała się z prowizorycznego legowiska i leniwie rozciągnęła, strząsając przy okazji ze swego futra przylepione do niego grudki ziemi. Zerknęła na zapadłą gawrę, w której spędziła dwie ostatnie noce. Pomijając fakt, że niemal się w niej udusiła, gdy zaczęło padać i cała woda spłynęła właśnie tam, to była ona całkiem znośnym schronieniem.
Przez zmarkotniałe oblicze przemknął cień niezdecydowania, kiedy wprost przed jej oczyma przemknął wystraszony zając. Głód wygrał jednak z rozumem, odbierając mu resztki władzy nad ciałem wadery. Do wilczego nosa dotarł zapach króliczej szczeciny i zanim rudawy gach zniknął jej z oczu, w głowie miała go już oznaczonego jako kolejny cel. Resztkami sił zmusiła zesztywniałe mięśnie do karkołomnego biegu i ze świszczącym oddechem, poczęła gonić za swym dzisiejszym obiadem.
Luzige wędrowała nieustannie już od kilku dni, przemierzając dziennie tyle, na ile pozwalało jej własne ciało. Chciała się jak najszybciej oddalić od terenów, gdzie w pościg za nią ruszyły trzy wilki. Była pewna, że już dawno zrezygnowały z pościgu, upewniając się, że była tylko samotniczką i nie miała zamiaru ich zaatakować. Mimo mocnych argumentów i tak ostrożnie parła do przodu, czasami sprawdzając, czy nikt jej tropem nie podążą. Miała dość tej ciągłej tułaczki, ciągłego strachu o własną skórę i spania tam, gdzie popadnie. Oczywiście, jest w stanie wiele znieść, ale chyba już czas, aby w końcu znaleźć sobie miejsce na tej ziemi. Choćby na jakiś czas, aby tylko odzyskać siły. Wszystkie watahy, jakie spotykała po drodze, nie potrzebowały kolejnej gęby do wykarmienia czy miały pod dostatek członków. Czasem zdarzało się, że patrol złożony z kilku silnych basiorów przepędzał ją, za nim zdążyła otworzyć pysk, aby się odezwać. Miała dość innych przedstawicieli jej gatunku, choć wmawiała sobie, że to szybko przejdzie. Że to tylko chwilowa reakcja na jej niepowodzenia i za kilka dni znowu będzie próbować. Ale nawet ona sama jakoś w to nie wierzyła.
Wadera kłapnęła szczęką zbyt szybko i zając zdążył uskoczyć w bok, unikając śmiertelnego chwytu. Samica prychnęła niezadowolona, jednak nie zaprzestała pościgu. Miała świadomość, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to straci wszystkie zachowane pokłady energii i będzie w poważnych tarapatach. Nie miała niczego w pysku od kilku dni i nie ukrywała, była z tego powodu coraz słabsza. Głód się z każdą nocą nasilał, wzmagając także jej wściekłość. Przymknęła oczy i zmusiła się, aby spiąć mięśnie. Wydłużyła krok i w ostatnim przebłysku energii, skoczyła za zającem z rozwartym pyskiem. Dorwała go ostatnimi siłami, uderzając łapą w bok i tym samym wybijając z rytmu w jakim biegł. Zacisnęła zęby na grzbiecie zwierzaka i czując ciepłą krew, wiedziała, że niesforny uszaty należy już do niej. Gdyby tylko wolniej biegał, nie cierpiał by tak długo. Attano skręciłaby mu kark i zwierzątko szybko by umarło - teraz się męczyło, wyginając się w łuk w pysku wadery. Uradowana Attano nie przewidziała jednak skarpy, która pojawiła się, zanim biała zdążyła całkowicie wyhamować. Wybiegła wprost na nią i czując tym samym, jak traci grunt pod przednimi łapami, wpadła między skalne osuwisko.
Jakimś cudem upadła na ziemię. Wzięła głębszy oddech, czując jak całe jej ciało przeszywa ból. Dziękowała wszystkim siłom natury, że dane było jej zatrzymać się na skarpie pokrytej trawą a nie okrychami skalnymi. Stęknęła głucho i wstała niczym oparzona, bojąc się o własne zdrowie. Jeśli coś jej się stało, to nie ma większych szans na przeżycie... Ku uldze białoszarej, wszystkie łapy bez problemu jej się słuchały i nie czuła dużego bólu w żadnej kończynie. Niepocieszona stwierdziła jednak, że zgubiła swoją jedyną nadzieję na dzisiejszy posiłek.
Attano siadła pod drzewem, ogarnięta zmęczeniem i otępieniem spowodowanym upadkiem. Miała ochotę po prostu się położyć i zamknąć oczy, aby oddać się w łapy podnoszącego na duchu snu. Aby odpocząć... Z tychże zamiarów wyrwał ją szmer i dudniące kroki. Ktoś ewidentnie zmierzał w jej stronę. Gdy tylko zarys postaci zamajaczył jej się przed ślepiami, warknęła ostrzegawczo. A co jeśli to patrol wrogo nastawionej watahy? W takim stanie jest na siłach, aby walczyć. Byle szczenię by ją pokonało! Ogarnęła polanę wzrokiem, szukając ewentualnych dróg ucieczki.
— Kim jesteś? — krzyknęła w stronę postaci, szybko odganiając kłębiące się wokół niej chmury strachu. Musi być pewna siebie, musi pokazać, że jeszcze kłapnąć zębami potrafi.
Biaława sierść na jej grzbiecie mimowolnie stanęła na sztorc a wadera lekko przykucnęła, z szeroko otwartymi oczyma wpatrzonymi w potencjalnego przeciwnika. Wilk naprzeciwko niej wyglądał na najedzonego, pełnego energii i jeszcze ten pogodny wyraz pyska... Jak mu się sierść błyszczy! Oh, ile ona by dała, aby być teraz w jego skórze! Zerknął na Luzige, zapewne zdziwiony jej reakcją i podszedł o krok, na co Attano odsłoniła rząd białych zębów. Nieufność wygrała pojedynek z osądem osobnika stojącego kilkanaście kroków przed nią. Nieważne, jak przyjazne sygnały mógł wysyłać w jej stronę i tak zawsze będzie tym obcym.
— Nie chcę nikomu przeszkadzać. Jeśli tereny, na których stoimy, należą do Ciebie, niezwłocznie je opuszczę — powiedziała po chwili namysłu i otworzyła pysk, aby coś dodać, ale zmieszana zamilkła.
Strach zwyciężył. Lekko zgarbiona obserwowała najmniejszy ruch wilka oczyma pełnymi lęku. Wyglądała na jeszcze mniejszą, niż w rzeczywistości - mimo, że chciała uzyskać przeciwny efekt.

Ktośku?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 844
Ilość zdobytych PD: 422

środa, 25 marca 2020

Attano Luzige ~ Wojownik

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

OGÓLNE INFORMACJE 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

IMIĘ: Istota przed tobą zwie się Attano Luzige.

PRZEZWISKO: Wadera żadnych przezwisk czy zdrobnień nie toleruje i nic się nie zapowiada, aby to się zmieniło.

WIEK: Attano ma 8 lat.

DATA URODZIN: 20 stycznia

PŁEĆ: Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale Attano jest waderą.

STANOWISKO: Wojownik

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

WYGLĄD ZEWNĘTRZNY 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━


APARYCJA: Przy pierwszym spotkaniu z waderą, większość wilków cofa się o ten jeden krok. Samica odstrasza nie tylko postawą czy zachowaniem wobec potencjalnego rozmówcy, ale także paskudnym wyglądem ciała, szczególnie swego oblicza. Trzy widoczne szramy ciągną się po jej pysku i kończą dopiero zatopione w kufie, na wysokości przełyku. Mają obrzydliwy dla Luzige kolor. Jeśli jesteśmy już w temacie blizn, Luzige ma ich sporą kolekcję na karku czy grzbiecie, choć te zarosły już krótką szczeciną i widać je nieco mniej. Spojrzenie ślepi o barwie morskiej toni ma czujne a spiczaste uszy prawie zawsze postawione na sztorc, wysłuchując niepokojących dźwięków. Jej krok jest zawsze silny i pewny, choć brak jej tej gracji, charakterystycznej dla wader - między innymi dla tego wiele wilków bierze ją za mniejszego przedstawiciela płci przeciwnej. Nie zalicza się też do wilków wysokich o potężnym ciele, ale mała też nie jest. Ma smukłe ciało, gdzie oprócz blizn, można jeszcze dostrzec delikatny zarys mięśni . Jedyne co w sobie tak naprawdę lubi, to bujna i miła w dotyku sierść. Prawie cała bielutka, jedynie na pysku i kufie przechodzi w szarość.

ZNAKI SZCZEGÓLNE:

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

CHARAKTERYSTYKA 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

OSOBOWOŚĆ: Zacznijmy może od tych lepszych cech, jakie posiada w sobie Attano. Wiele wilków, oceniając ją przez pryzmat jej wyglądu, nie ma większej chęci, by zawrzeć z nią choćby przelotną znajomość. Takie zachowanie nie rani Luzige, ale mimowolnie sprawia, że czuje się nieco gorsza. Wadera może wydawać się chłodna w obyciu, ale uwielbia słuchać wszelakich rozmów. Jest typem obserwatora zbierającego informację i dopiero, gdy usłyszy ich wystarczająco wiele, sama zawsze głos w dyskusji. Na jej opinię nie wpłynie nic, czego sama nie doświadczy czy odkryje. Może to czynić ją trochę upartą, choć wadera rzadko się myli i nigdy nie osądza kogoś bez wiarygodnych dowodów. Jej słowom zawsze możesz ufać, nie skala swego pyska kłamstwem bez wyraźnego powodu. Wyrażą się... zależy od sytuacji. Zwykle mówi spokojnie, ale bardzo łatwo jest wytrącić ją z równowagi. Nie zaczyna wtedy krzyczeń czy rzucać obelg na lewo i prawo, lecz skupia się na rozmówcy by zetrzeć go w proch na jego poziomie. Jest bardzo pewna siebie, choć ma czasami przebłyski nieśmiałości które skutecznie maskuje. Zdradę uważa za najbardziej haniebny czyn na świecie i twierdzi, że takie wilki powinno się niemal od razu eliminować z watahy. Będąc szczerym, Attano jest strasznie nieufna. Potrzeba naprawdę dużo czasu, aby zaakceptowała w swoim otoczeniu obecność nieznanych jej wilków. O ile potrafi się przywitać, to poprowadzenie samej rozmowy idzie jej już o wiele gorzej. Tak, czuje strach przed innymi wilkami i bardzo ukrywa pod maską chłodu czy złości - tak jest po prostu łatwiej. Wizja ponownej tułaczki w samotności, w okowach śmierci bliskich i zdrady sprawia, że w jej oczach pojawia się prawdziwy lęk. Jeśli wadera rozluźni w twojej obecności gotowe do ataku mięśnie, to wiedz, że jeszcze trochę i przestanie cię czujnie obserwować na każdym kroku. Niby mało znaczące sygnały, ale jeśli zdobędziesz uznanie Attano, zdobędziesz wiernego przyjaciela, służącego ci za cenę własnej krwi. Nie zostawi cię w potrzebie i pomoże, kiedy będzie trzeba. Gdy zrobisz coś ryzykownego, pierwsza cię wyzwie ale w duchu dziękować będzie, że nic ci się nie stało. Ciężko zmusić ją do rozmowy na jakikolwiek temat i ona sama musi tego chcieć, by powiedzieć te kilka słów więcej niż zazwyczaj. Jej mentalność... jest w miarę stała i dosyć prosta w rozumowaniu - zabij każdego, kto chce zabić ciebie. Nie lubi być wystawiona na widoku, woli ciszę i spokój.

RODZINA: Na tym świecie nie stąpa już nikt z rodu jej matki i na każde pytanie o swych bliskich, Attano, najzwyklej w świecie, nie odpowie. Jej matka, Aviano, zginęła w ataku na jej poprzednią watahę wraz z ojcem i rodzeństwem

HISTORIA: Jej szczenięce życie było istnym rajem na świecie. Wraz z trójką rodzeństwa byli dziećmi radosnymi i aktywnymi, stanowiąc zarazem oczko w głowie całej watahy. Lubił ich każdy i nie było wilka, który by ich nie zbeształ za robienie hałasu czy głupich kawałów innym członkom grupy. O ile matka była szanowaną (i zbyt poważną) zastępcą alfy, to ojciec był zielarzem i to jego najbardziej kochało zwariowane trio. Zawsze potrafił dla nich znaleźć czas i uczył szczeniaki wszystkiego, co tylko sam wiedział - oczywiście, z przerwami na zabawę. To właśnie wtedy malutka Attano kwitła, miała wielu towarzyszy zabaw i nie bała się do nikogo zagadać, zgrywając zawsze tą najsilniejszą w szczenięcych zabawach. Otoczona miłością z każdej strony miała do tego idealne warunki.
Jej dawna wataha znajdowała się na południu, gdzie tereny były obfite w pożywienie nawet podczas lekkich, zimowych chłodów - nikt więc nie głodował i każdy mógł się rozwijać we własnym kierunku. Gdy Luzige i jej rodzeństwo miało rok, zaczęli szkolenie pod kątem zielarstwa, mimo głośnych sprzeciwów matki. Avion chciała, by choć Luzige, która miała sporą wiarę w siebie i predyspozycje fizyczne, została wojowniczką. Wataha nie potrzebowała aż trzech wilków zajmujących się ziołolecznictwem w tym samym czasie, lecz Wirano zdążył zarazić swoją pasją własne dzieci. Uwagę matki, od przyszłości swoich ukochanych dzieci, odciągnęło jednak wtargnięcie obcych wilków na tereny zajmowane przez watahę Luzige.
I wtedy całe życie Attano się posypało. 
Atak nastąpił niewiarygodnie szybko, pod osłoną bezksiężycowej nocy. Attano do dzisiaj pamięta mrok wymieszany z czerwienią i charakterystyczną wonią krwi. Przedarli się nagle, bez uprzedzenia, atakując z trzech stron w słabych punktach. Wrogie wilki wiedziały co czynić, aby rozłożyć na łopatki cały, dobrze dopracowany system obrony stworzony przez ich alfę. Stary wilczur bronił swej wielkiej rodziny do samego końca, by potem na jej oczach zginąć okrutną śmiercią. Zamordowany wraz z matką i całą starszyzną pokazowo, na podwyższeniu, aby przypadkiem reszta członków nie zaczęła się nagle buntować. Attano i jej rodzeństwo także chciano zabić i zrobiono to chwilę potem, dosłownie - mogli przecież upominać się o władzę jako dzieci zastępcy, prawda? Brązowy wilczur, o oczach szarych jak stal, podszedł do nich od razu, kiedy tylko zabił młodziutką córkę starego alfy - Attano na zawsze zapamięta jego ślepia. Oprócz ojca, nikt z zebranych przyjaciół czy czy dalszej rodziny, nie chciał ich ratować. Nastawiali się już pewnie na zmianę przywództwa i nikt podpaść silnemu, młodemu alfie nie chciał. Gdy Wirano skonał, dusząc się własną krwią na oczach Hansa, Vero i Luzige, w małej waderze coś pękło. Całe jej postrzeganie świata brutalnie się zakrzywiło i w oczach pierwszy raz w życiu zawitała czysta nienawiść. Chciała poczuć gorącą krew z ciała atakujących, chciała widzieć ich poskręcane karki a w głowie mieć tylko ich agonalne jęki. Chciała śmierci tych wojowników, bolesnej i najbardziej okrutnej. Gdy jej brat rzucił się na wilka, ten bez najmniejszego problemu odrzucił go w tył, zapewne przy okazji zabijając. Siostra w popłochu uciekła w tłum dawnej watahy i znikła wszystkim z pola widzenia. Wtedy basior zaatakował Luzige. Przejechał jej ogromnym łapskiem po pysku, zostawiając krwawe szramy. Źle wycelował i zamiast od razu trafić w gardło, zaorał Attano pysk. Młoda, mimo ogromnego bólu i bezsilności, rzuciła się w las zostawiając za sobą wszystko, co znała i darzyła miłością.
Samotnikiem była przez dwa lata, gdyż żadna grupa wilków nie chciała przyjąć ją w swe szeregi. Dopiero wataha Renaissance otworzyła przed nią swe wrota i wadera nie ma zamiaru takiej okazji zmarnować.

PARTNER: Na stan aktualny nikogo na oku nie ma, choć kto wie, czy to się kiedyś nie zmieni.

POTOMSTWO: Nie posiada.

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

MAGIA

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

ŻYWIOŁ: Zimno i umysł.
MOCE:
- Nikt i nic nie jest w stanie dostać się do jej głowy, nieważne, jak mocno by się starał i wysilał swe moce. Nie działają na nią żadne manipulacje czy inne umysłowe sztuczki ze strony innych wilków. Jest też w stanie dostrzec prawdziwe oblicze stworzonej przez kogoś iluzji. Staje się też niewyczuwalna dla innych wilków, które potrafią przez umysł dojrzeć inne osobniki.
- Attano jest w stanie poruszać się w niewiarygodnie niskiej temperaturze bez większych problemów związanych z odpornością na zimno. Odmrożenia nie sprawiają jej dużego bólu i nie ranią w tak dużej skali jak inne wilki. Zazwyczaj temperatura jej ciała jest też o kilka stopni niższa od tej, jaką mają inni przedstawiciele jej gatunku. Natomiast za wysoka temperatura sprawia jej ból.

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

STATUS I STAN

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━


POZIOM: 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Inteligencja: 30
Siła: 25
Szybkość: 25
Obrona: 10
Moce: 10
Razem: 120 (20 do dowolnego rozdzielnia)

PUNKTY ZDROWIA: 100/100

STAN PSYCHICZNY: ◉◉◉◉◉◉◉◉◉◉

GŁÓD: 5/5

CHOROBA: - 

DOŚWIADCZENIE: 25 pkt

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

INNE

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

CIEKAWOSTKI: 
- Czuje silny strach przed morską głębią; bardzo słabo też pływa.
- Jest strasznie przewrażliwiona jeśli chodzi o swoją sprawność fizyczną, uważa stać ją na o wiele więcej i ciągle 
ćwiczy.
- Niewiarygodnie uprzedzona do obcych wilków, które podczas pierwszego spotkania staną zbyt blisko.

WŁAŚCICIEL: Szczygieł; Nowik#3334

niedziela, 22 marca 2020

Od Frae Cd Tarou

Gdy następnego dnia szczeniak otworzył oczy zauważył, że śpi obok starszego wilka praktycznie przytulony do jego łap. Jak się można domyśleć młody wilczek wtulił się w niego jeszcze bardziej w końcu dostając trochę uwagi i bezpieczeństwa której jak wiadomo każde dziecko potrzebowało. Jednak widząc ruch Frae także i Tarou poniósł głowę bo w sumie nie spał już dłuższą chwilę ale nie chciał obudzić wilczka nagłym ruchem więc większość poranka po prostu przeleżał.
—  Dzień dobry — stwierdził basior podnosząc się i przeciągając, po krótkiej chwili młody wilczek zrobił dokładnie to samo. — Z pewnością jesteś głodny, co powiesz na polowanie? — dopytał po chwili na co szczeniak zastrzygł uszami.
— Czyli mogę tu zostać ? —zapytał podekscytowany.
— Jasne, że tak, co prawda pod moją opieką ale to chyba i tak lepsze niż nic — zaśmiał się basior na co szczeniak praktycznie odrazu przytulił się do jego łap z uśmiechem i cicho dziskując. Nie mogl6w to uwierzyć. Znowu miał dom.

Tarou?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 152
Ilość zdobytych PD: 76

piątek, 20 marca 2020

Od Capitána Cd. Renesmee

Ogon Capitána zadrgał lekko i samiec spokojnym krokiem ruszył przed siebie. Wybrał średniej wielkości jaskinię na podwyższeniu, z licznymi półkami skalnymi w środku. Zadowolony podbiegł do Renesmee, widocznie napawającej się wieczornym spokojem, który zawładnął lasem.

- Tamta jaskinia będzie idealna. - oznajmił z zadowoleniem, wskazując głową niewysoki i łagodny strop. - Gdzie w razie, gdyby nastała potrzeba, mogę Cię znaleźć, Renesmee?

- Jaskinia Alf znajduje się po tamtej stronie. - odparła, obracając się we wskazanym kierunku. - Jest na tyle spora, że w razie potrzeby, służy jako budowla ochronna dla całej watahy. Nie sposób jej przeoczyć.

- Świetnie, dziękuję Renesmee. - Capitán skłonił głowę przed przywódczynią. - Tak sobie pomyślałem.. czy nie znalazłabyś jutro odrobiny czasu, by mniej więcej opowiedzieć mi o terytorium watahy?

- Myślę, że rano znajdę chwilkę. - uśmiechnęła się wadera.

- Wybornie. To do jutra. - Capitán odwzajemnił uśmiech. Pożegnał się z Renesmee i oddalił do swojej jaskini, rozmyślając gdzie w tej chwili może być jego siostra. Mimowolnie powęszył w powietrzu i odczuwając nie tak daleką woń Tristany, poczuł ukojenie i spokój, a każda obawa jaka naszła jego głowę - zniknęła.

Noc nie była chłodna, a mimo, iż na niebie chmury kłębiły się srogo, zwiastując deszcz w nocy, srebrny księżyc, wznoszący się monotonnie na niebo, od czasu do czasu oświetlał swym nikłym blaskiem korony drzew. Młody samiec zagnieździł się na jednej z niższych skalnych wypustek. Przymknął oczy i zmęczony, niemalże natychmiast poddał się błogiemu snu. Następny dzień zapowiadał się pełen nowych przygód i doświadczeń, Capitán chciał też w najbliższym czasie poznać resztę wilków z watahy.
Gdy słońce wzeszło, Capitána obudziły liczne, chaotyczne śpiewy przeróżnych ptaków. Ziewnął porządnie, wyciągając to przód swego ciała, to tylne łapy. Usiadł, rozglądając się sennie po jaskini. Noc była deszczowa, do nosa brązowego samca dobiegły zapachy zroszonej zieleni. Gdy wyjrzał z jaskini, słabe promienie słońca na ułamek sekundy oślepiły go, przynosząc wiadomość o nadchodzącej wiośnie.

- Zapowiada się słoneczny dzień. - mruknął z zadowoleniem pod nosem. Dostrzegł niewielką kałużę z deszczu i napił się łapczywie. Zdał sobie sprawę, że wcale nie jest tak wcześnie jakby przypuszczał, więc rytmicznie ruszył we wskazanym wczoraj przez Renesmee kierunku. Polubił alfę Watahy Renaissance i liczył na spotkanie z resztą jej przedstawicieli w najbliższym czasie. Gdy dotarł pod Grotte Alpha, przystanął i rozejrzał się po monumentalnej skale. Szara wadera miała rację, nie sposób przeoczyć tej jaskini. Podszedł nieco bliżej, węsząc dookoła.
- Renesmee? Jesteś tam? - zawołał nie za głośno. Ku uldze basiora, wadera z uśmiechem wyszła chwilę później. Capitán odwzajemnił uśmiech. - Witaj! Jak Ci minęła noc, droga Pani? Mam nadzieję, że nie budzę?


Renesmee? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 409
Ilość zdobytych PD: 204

czwartek, 19 marca 2020

Od Tarou Cd. Frae

Po tym, jak Renesmee zarządziła, aby Tarou zabrał małego do jaskiń, by ten odpoczął, basior bez żadnych sprzeciwów był gotów wykonać to polecenie. Jednak pojawił się mały problem. Szczeniak nie miał już siły i był zbyt zmęczony. Tarou westchnął cicho i wziął szczeniaka w swój pysk. Postanowił, że zaniesie go do jaskiń. Idąc tak rozmyślał co będzie dalej. Jeśli nie znajdzie się nikt, kto zaopiekuje się malcem, będzie on musiał zostać tu. Tarou nie widział w tym nic złego. Jedynie martwił się, że on razem z kuzynką nie dadzą rady zapewnić małemu odpowiedniej opieki. On nie miał nigdy szczeniaków, nawet się nie zakochał podobnie jak Res. Patrząc na to z innej strony Renesmee jest waderą, więc raczej powinna z czasem ukazać matczyne zachowania. Oj gdyby jego kuzynka usłyszała teraz jego myśli, pewnie już nie mógłby cieszyć się życiem. Raczej jego dusza biegałaby wśród zmarłych. Dlatego cieszył się, że Res nie czyta w myślach. To było dla niego poniekąd ratunkiem. W końcu dotarł do jaskiń.  Wszedł do jednej z nich, która znajdowała się najbliżej jaskini medycznej i położył małego na ziemi. Frae zwinął się w kłębek, co wydało się starszemu bardzo urocze.
- Kolorowych snów młody. - powiedział Tarou i położył się obok malca. Nie miał zamiaru zasypiać. Chciał po prostu mieć na szczeniaka oko. Może trochę się o niego obawiał. Nie miał nigdy doczynienia ze szczeniakiem. No, nie licząc czasów, gdy on sam był rozbrykanym szczeniakiem. Po jakimś czasie wyczuł zapach zbliżającej się Renesmee. Wadera weszła do środka jaskini i usiadła gdzieś z boku. Spojrzała najpierw na Frae, a następnie na swojego kuzyna.
- Myślisz, że to dobry pomysł by z nami został? - spytała. Tarou spojrzał na malucha i uśmiechnął się.
- Dobrze, by znalazł w końcu dom. Przecież nie zostawisz go na pastwę losu.
- No dobrze. Jest tylko jedno ale.
- Jakie?
- To ty będzie robił za opiekunkę. - odparła i wyszła z jaskini. Tarou pokręcił rozbawiony głową i spojrzał na Frae.
- No to prawdopodobnie zostajesz z nami młody. - powiedział cicho, aby nie obudzić szczeniaka.

Frae?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 330
Ilość zdobytych PD: 165