Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

sobota, 30 stycznia 2021

Od Vyan do Revenge'a

Vyan była zadowolona z pochmurnego dnia. Było to dość dziwne, ponieważ mało kto cieszy się z brzydkiej pogody. Ten dzień chciała wykorzystać na wycieczkę do Golden Grove. Wyruszyła z samego rana. Przecież nie miała na co czekać. Chciała iść sama, bo tylko tak mogła zaznać spokoju. Tak naprawdę interesował ją tylko most Pont radial. Ciekawiło ją, czy naprawdę jest złoty. No więc, gdy tylko tam dotarła, z hukiem wskoczyła na most. Spłoszyła chyba wszystkie zwierzęta. Niezbyt się tym przejęła. Interesowało ją tylko to jej zwiedzanie. Chwilę tam postała. Prawdą było, iż most jest złoty. Las również błyszczał, pomimo śniegu i nisko zawieszonej mgły. W pewnym momencie Vylla zeszła z Pont radial i wkroczyła do lasu Golden Grove. Pomiędzy drzewami dojrzała coś czarnego. Przeszły ją ciarki. Nie umiała się dobrze bronić. Niemożliwe, by obroniła się przed dorosłym wilkiem lub agresywnym stworzeniem. Powoli podeszła do... czegoś. Im bliżej, tym to coś bardzie przypominało wilka. Zaczęła przyśpieszać. Coś ją tam ciągnęło. W końcu biegła tak szybko, że nie zdążyła wyhamować i... wpadła na drugiego wilka. Pozbierała się z ziemi i natychmiast powiedziała:- Przepraszam, to było niechcący.

Revenge?

piątek, 29 stycznia 2021

Od Raquel Cd. Renesmee

- Renesmee... - westchnęła alchemiczka. - To naprawdę nie była twoja wina. Uratowałaś mnie, nie zrobiłaś nic złego... Proszę, nie obwiniaj się o to, że ciągle przychodzę do jaskini medycznej. - pod koniec swojej wypowiedzi Raquel lekko się uśmiechnęła, dając tym samym znać, że mówi to żartobliwie.

Alfa milczała z zatroskaną miną, jednak spróbowała odwzajemnić uśmiech Raquel.

- Muszę na chwilę cię opuścić. Mam ważną sprawę do załatwienia... Która mam nadzieję cię uratuje - powiedziała w końcu Res.

- Próbka? - domyśliła się ranna wadera.

Rene pokiwała głową.

- Jeśli mogę coś zasugerować, a ty faktycznie nie chcesz zabijać ośmiornicy, to próbką idealną byłby kawałek ramienia, na którym widziałam śluz. Nie wiem, czy całe stworzenie było zainfekowane, a zbadanie tej części przyniesie pewne rezultaty. - alchemiczka mówiła trochę ciszej, ponieważ wciąż nie wróciły jej siły.

Renesmee ponownie dała znak głową, że rozumie słowa towarzyszki. Udała się w stronę Tarou, zamieniła z nim kilka słów, wyszła z jaskini i wzbiła się w powietrze. Medyk podszedł do rannej samicy.

- Czujesz się trochę lepiej? - mówił, jednocześnie oglądając okład z ziół, który wcześniej przygotował.

- Średnio... - sapnęła Raquel.

- Rene poleciała po Capitána i Ice Queen. Chyba podjęła decyzję o pobraniu próbki szybciej, niż myślałem... - kontynuował Tarou. - Mam nadzieję, że dzięki temu będę mógł podać ci zioła, które naprawdę pomogą. Tylko będę musiał najpierw zbadać to coś... - podrapał się po głowie.

- Jeśli będę w stanie, chętnie pomogę. Myślę, że to może być moja dziedzina, w końcu całymi dniami siedzę w laboratorium.

- No nie wiem... Jak będziemy potrzebowali twojej rady, to z pewnością o nią poprosimy, jednakże nie chcę, żebyś za bardzo się przy tym męczyła. I wstawała.

Raquel zacisnęła usta. Wyglądało na to, że stała się kaleką, która niewiele może zdziałać.

***

Minęło trochę czasu, alchemiczka cały czas odpoczywała na swoim posłaniu. Tarou i Bai Lang stali w drugim kącie jaskini i rozmawiali. Raquel czuła się coraz gorzej. Od jakiegoś czasu zaczęło jej być bardzo gorąco, jednak o dziwo wracały jej siły. Miała problem z koncentracją, myśli strasznie jej błądziły.

- Tarou... - jęknęła po raz kolejny.

Medyk i zielarz byli bardzo zaniepokojeni jej stanem. Wypatrywali Renesmee, która mogła w każdej chwili wrócić z próbką. Cały czas powstrzymywali się od dawania Raquel "mocniejszych" lekarstw, które mogły jej nawet zaszkodzić.

- Raquel, słyszysz mnie? - do wadery dochodził głos białego basiora, poznawała go, jednak obraz i dźwięk był coraz bardziej rozmyty.

- Cholera, Bai! Popatrz na ranę!

- Zielony śluz... - głos Langa wydawał się przerażony, ale alchemiczka nie potrafiła zrozumieć, dlaczego. Zielony śluz? Co to oznaczało? Gdzie ona właściwie była? Kim były wilki, które grzebały przy jej boku? Może chcieli jej zrobić krzywdę?

Raquel zerwała się z miejsca i obnażyła kły. Dwóch basiorów aż podskoczyło. Rzuciła się na mniejszego z nich. Lepiej, żeby to ona zabiła ich pierwsza, zanim oni zabiją ją.

<Renesmee?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 448
Ilość zdobytych PD: 224

środa, 27 stycznia 2021

Od Kuroi Hone Cd. Raquel



Rozmowa jego i Gutou przypominała ich zwykłe, cóż, możliwe, że Kuroi był trochę bardziej wnerwiony niż zazwyczaj.

- Kuroi... - odchrząknęła Raquel. Po tych słowach Czarny basior obrócił łeb w jej stronę, z resztą Gutou także.- Dziękuję, że mi pomogłeś. Bez ciebie nie odnalazłabym Halcóna... - Dodała.

- Drobiazg - odparł Hone.

- No i przede wszystkim dziękuję, że uratowałeś mi życie. - wadera uśmiechnęła się lekko.

Czarny basior spojrzał na Raquel lekko zaskoczony, nie spodziewał się podziękowań za to. W zasadzie oprócz jego brata, któremu niejednokrotnie musiał ratować tyłek, nie słyszał od nikogo takich podziękować. Na jego pysku malował się lekki uśmiech, ale jego ogólna postawa niezbyt to pokazywała.

-Nie musisz dziękować.- Powiedział, patrząc na waderę.

Ta natomiast nic mu nie odpowiedziała. Chwilę potem Gutou zagrzebał się w futrze Kuroiego, a Halcón siedział obok swojej właścicielki.

-Proponuję jak najszybciej stąd wyjść, niezbyt widzi mi się, zostanie tu choćby chwili dłużej.- Powiedział, przelatując po popieszczeniu wzrokiem.

-Mhm, więc ruszajmy.- Odparła.

Dwa wilki zaczęły iść bezsłowna w stronę wyjścia, które była małe, ale przy tym na tyle duże by mogli pojedynczo przez nie przejść. Gdy byli już tuż przy wyjściu, mieli już wyjść, jednak Hone wziął głęboki wdech i zaczął mówić.

-Puszczę cię wolno pod jednym warunkiem...- Powiedział ostrym tonem, spoglądając na waderę.

-J-jakim..?- Odparła lekko przestraszona alchemiczka.

-...Że nikomu nie wyjawisz mojego sekretu.- Dopowiedział spokojniej.

Raquel? :3

Od Kuroi Hone Cd. Tarou

 Kuroiemu niezbyt podobało się to, że medyk chce wyciągnąć z niego informacje o walce z pumą. Gdyby nie była to ta walka, prawdopodobnie rzuciłby pierwsze lepsze kłamstwo, jakie wpadło mu do głowy. Jednak sam to sobie skomplikował, mówiąc o pumie.

-Ehh... nie przeszkadzałoby mi, gdybyśmy oboje leżeli trupem... Najwyraźniej miałem pecha.- Powiedział niechcący swoje myśli na głos.

-Hm? Oboje? Masz na myśli, że zabiłeś tę pumę?- Odpowiedział medyk, patrząc na czarnego basiora.

'Brawo. Po prostu brawo Kuroi.'- Pomyślał. Czując na sobie wzrok dwóch wilków, zrobił niezadowoloną minę i kiwnął potwierdzająco głową. Przy tym przewrócił dodatkowo oczami.

-Chociaż tyle się dowiedzieliśmy... Ale nadal nie wyjaśniliśmy, dlaczego ją zaatakowałeś.

-Nie wasza sprawa. I co zmieni ta wiedza? To czy będzie wiadomo, dlaczego to zrobiłem, zmienia jakoś to, jak zamierzacie mnie leczyć? Nie mam pojęcia, dlaczego tak, - Powiedział nieprzyjemnym tonem.

Dodatkowo "obdarzył" dwójkę wilków niezbyt miłym spojrzeniem.

-Tsk... I tak spędziłem tu zbyt dużo czasu.- Dodał z niezadowoleniem wymalowanym na pysku.- Cóż dziękuję za uratowanie mi życia...- Dopowiedział zobojętniałym tonem.

Kuroi Hone miał już wyjść z jaskini medycznej, ale zatrzymał go kremowy basior. Dodatkowo miał na ogonie alfę watahy oraz medyka.

Tarou? ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 188
Ilość zdobytych PD: 94

sobota, 23 stycznia 2021

Od Raquel Cd. Kuroi Hone



Alchemiczka poczuła przypływ nadziei, kiedy w zasięgu jej wzroku ukazały się dziwne stworzenia przypominające motyle. Zwierzątka były jednak od tych owadów dużo większe i silniejsze, Raquel przekonała się o tym, kiedy dwa z nich uniosły ją w powietrze. Halcón leciał obok, wydając z siebie dźwięki wskazujące na jego zaniepokojenie.

Chwilę później wadera została położona przez motyle na trawie na zewnątrz jaskini. Powoli odzyskiwała siły, nie chciała jednak zbyt szybko wstawać. Wreszcie wydostała się z niebezpiecznej sytuacji, mogła leżeć bez obawy o swoje życie.

- Jesteś cała? - nagle zapytał Kuroi Hone.

Samica zwróciła się w jego stronę, lekko unosząc ciało. Basior ponownie stał się "normalną" wersją siebie, kości z powrotem obrosły czarnym futrem.

- Chyba tak... Jak twoja noga? - powiedziała trochę niepewnie.

Płatny morderca skierował wzrok na kończynę.

- Przeżyję - oznajmił bez wyrazu.

Ostatni motyl odleciał. Dwa wilki znajdowały się teraz w towarzystwie swoich towarzyszy. Dwa małe smoki siedziały przy swoich właścicielach jak stróże.

- Halcón wariacie, coś ty wymyślił? - Raquel przybrała nieco bardziej groźną minę.

Towarzysz pisnął i podkulił ogon. Następnie wtulił się w futro alchemiczki. Ta pokręciła głową i również przytuliła smoka. Zauważyła, że Kuroi również wszedł w interakcję z Gutou, nie słyszała od nich jednak żadnego dźwięku, domyśliła się więc, że prowadzą rozmowę telepatycznie.

- Kuroi... - odchrząknęła Raquel.

Basior i jego towarzysz spojrzeli w jej stronę. Policzki oblały jej się rumieńcem, poczuła się głupio, ponieważ pewnie przerwała im w środku zdania.

- Dziękuję, że mi pomogłeś. Bez ciebie nie odnalazłabym Halcóna... - zaczęła.

- Drobiazg - odparł Hone.

- No i przede wszystkim dziękuję, że uratowałeś mi życie. - wadera uśmiechnęła się lekko.

<Kuroi? Przepraszam, że tak długo nie odpisywałam ^^'>

piątek, 22 stycznia 2021

Od Hinaty Cd. Tristany

 


Hinata był pod wielkim wrażeniem piękna widoku, jaki było mu dane zobaczyć. Fale szalejące na morzu wyglądały bajecznie. Nie miał okazji nigdy przyjrzeć się morzu tak bardzo. Co prawda w dawnej watasze było morze oraz chodził tam wraz z rodziną za czasów szczeniaka, ale nigdy nie przyłożył do tego większej uwagi. Zawsze to było zwykle pluskanie się w wodzie z rodzeństwem, a czasem i z rodzicami. Po upadku Watahy Najskrytszych Marzeń, rodzice Hinaty osiedlili się bliżej gór niż morza. Dlatego od tamtej pory nie było mu dane spojrzenie na nie z tak bliska. Gdy spojrzał w boku jego oczom ukazał się kolejny niebywały widok. Zapatrzona w dal Tristana wydała mu się wyglądać niesamowicie na tle morze. Basior uśmiechnął się, co musiała zauważyć kątem oka samica, gdyż odwróciła pyszczek w jego kierunku. 

- Coś się stało? - spytałam pogodnym tonem. 

- Byłem świadkiem nieprawdopodobnego widoku. - odparł szczerze. Cóż, nie był pewny, czy wadera pomyśli o samej sobie czy też i morzu.  Jego wypowiedź dotyczyła obu tych sytuacji. Więc mogła swobodnie zinterpretować jego słowa. Hinata zerknął ponownie przed siebie i pozwolił zimnemu powietrzu dostać się do jego płuc. 

Tristana ? ^^

Od Tarou Cd. Tsuki

Tarou zaskoczył się zachowaniem samicy. Cóż, doceniał to, że zależało jej by odpoczął, jednak wiedział, że jego praca nie pozwala na zbyt dużo odpoczynku. Tsuki jednak jasno dawała mu znak, że nie odpuści. Po chwili basior zrezygnowany ułożył się na jednym z posłań. Dotarło do niego, że będzie musiał uporać się z szukaniem później. 

- Nie wolno ci się przemęczać. Zmęczony zbyt dużo nie zdziałasz. - odparła. W jej słowa była ukryta prawda. Jednak powodem, dla którego Tarou tak właśnie wyglądał, była jego praca. Wilki codziennie odwiedzały jaskinię medyczną licząc na pomoc medyka, a Tao nie mógł ich zawieść. Zależało mu by każdy otrzymał pomoc, gdy tylko będzie jej potrzebował. Swoje potrzeby zawsze odkładał na drugi plan. 

- Jesteś pewna Tsuki? Wiem, że powinienem się zdrzemnąć, ale praca... 

- Poczeka. Nikt nie umiera, więc jest dobrze. - odparła jasnym tonem, który wskazywał na to, że Tarou nie ma co próbować przekonywać jej do tego, że musi pracować. Położył się wygodnie i ułożył pysk na łapach. 

- Muszę znaleźć tę fiolkę. - szepnął do siebie, jednak Tsuki usłyszała jego słowa. 

- O jaką fiolkę chodzi? 

- Jest w niej przygotowane antidotum na rany. Renesmee prosiła bym jej ją dostarczył, gdyż jej zwierzątko Vaim miała mały wypadek. Źle znosi opatrunki, więc zaproponowałem jej fiolkę pełną soku z ziół. 

- Jaki kolor ma ten wywar? I jak wygląda fiolka? - spytała wadera. Samiec ziewnął i zmęczonym spojrzeniem spojrzał na towarzyszkę. 

- Nieco zaokrąglona fiolka, z różowym płynem. Wiem, że brzmi to dziwnie, lecz dodałem tam wcześniej płatków róż, dzięki czemu ma taki kolor. Tworzona była podczas wiosny, dlatego nie mam pojęcia, gdzie mogłem ją dać. - odparł sennie samiec. 

- Rozumiem. W takim razie idź spać. Ja jej poszukam. - powiedziała Tsuki. Tarou otworzył już pysk, chcąc powiedzieć, że wadera nie musi tego robić. Ta jednak go wyprzedziła. - Nie przyjmuje sprzeciwów. Spać. - nakazała. Tarou nieco się zaniepokoił, ale po chwili przymknął oczy i zasnął. 
Gdy zbudził się, zauważył, że słońce jest już wysoko na niebie. Musiał spać dosyć długo. Podniósł się z pozycji leżącej i rozciągając nieco, rozejrzał się po jaskini. Zauważył siedzącą w końcu Tsuki. Nieco zaskoczyła go jej widok. 

- Tsu? To ty nadal tu jesteś? 

- Tak, nie chciałam pozwolić ci wyjść szybciej, póki się porządnie nie wyśpisz. - odparła z obojętnością. Tarou zamrugał kilkakrotnie, ale po chwili uśmiechnął się. 

- Dziękuję ci za twoją troskę. To naprawdę miłe. - odparł z uśmiechem. 

Tsuki? ^^ 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 383
Ilość zdobytych PD: 191