Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

środa, 31 marca 2021

Od Rodrigo Cd. Daevari Azariah

Rodrigo zaczął ten dzień obudzony przez siostrę. Była zachwycona, ponieważ był to pierwszy raz od dawna, kiedy wreszcie było ciepło i nie było ani śladu śniegu. W rodzinnych stronach rodzeństwa było to typowe, jednak samiec dużo czasu spędził później na ośnieżonych terenach. Zmiana pogody nie była dla niego specjalnie fascynująca. Ale cóż, wstać trzeba było i tak. Patrol, bo w końcu Rodrigo był strażnikiem terenów, sam się nie zrobi.

Mruknął do Raquel, co miało oznaczać w jego wykonaniu "miłego dnia" i wyszedł z jaskini. Rzeczywiście dało się wyczuć zmiany w przyrodzie. Pojawiało się coraz więcej ptaków. Dopiero to ucieszyło basiora, ponieważ zrozumiał, że pojawi się również więcej zwierzyny, na którą będzie mógł polować.

Zadumany Rod szedł w kierunku Golden Grove. Dlaczego by nie wykorzystać okazji i nie upolować drobnego zająca na śniadanie? Na tą myśl wilkowi aż zaburczało w brzuchu. Skrzywił się i przyspieszył do truchtu. Nie minęło wiele czasu, aż znalazł się na moście do złotego lasu będącego istnym rogiem obfitości w zwierzynę oraz (jakby dodała Raquel) w rozmaite owoce i zioła. Młodsza siostra naprawdę się nie myliła, było tam bardzo przyjemnie.

Nagle samiec usłyszał trzask patyka. Momentalnie zastygł w miejscu i powoli odwrócił się w stronę dźwięku. Zbliżył się trochę do podłoża, żeby być mniej widocznym. Strażnik dostrzegł w oddali skrawki ciemnego futra, postać wyglądała, jakby szła w jego kierunku, ale zatrzymała się przez - w sumie wydany przez siebie - odgłos łamanej gałązki. Rodrigo podniósł się, zrozumiał, że musi być to wilk. Były dwie opcje. Ktoś nowy lub intruz. W przypadku intruza miał kolejne dwie opcje: przyjaźnie nastawiony lub wróg. Każdą możliwość trzeba było sprawdzić, ale basior postawił na przyjazne powitanie. Oczywiście na tyle przyjazne, na jakie był w stanie się zdobyć.

Postać zareagowała na jego nagłe przyspieszenie i również się podniosła. Przed Rodrigo stała wysoka wadera o ciemnym futrze z tajemniczym kamieniem połyskującym na czole. Basiora zaintrygował jednak nie sam kamień, ale jej oczy - miały piękny kolor, jednak wydawały się dość nietypowe. Zupełnie tak, jakby wadera nie reagowała nimi na obraz, który rejestrują.

- Witaj. Jestem Rodrigo, strażnik tutejszych terenów. Znajdujesz się na terenach Watahy Renaissance - powtórzył swoją standardową formułkę. Odpowiedź tajemniczej wilczycy może wytłumaczyć jej zamiary.

<Daevari?>

wtorek, 30 marca 2021

Od Daevari Azariah CD. Leonardo

Po dłuższym czasie poszukiwania upragnionego obiadu, udało mi się wytropić małe stado zajęcy. Zależało mi na młodym mięsie, które wymagało największego wkładu w prędkość. Jakość wymaga poświęcenia, tak? Użycie mocy byłoby najłatwiejsze, jednak magia krwi czy lodu psuje smak mięsa, więc byłam zmuszona zapolować czysto fizycznie, skoro zależało mi na rarytasie. 

Dziś była pełnia, dlatego najlepszym sposobem na zakradnięcie się jak najbliżej, było stanie się niewidzialną. W taki sposób zbliżyłam się do celu, aby po chwili zgrabnie, a jednocześnie celnie i szybko wyskoczyć na ofiarę. Mimo wszystko musiałam poświęcić kilkanaście sekund na dogonienie zająca, moje miejsce startu nie było w odległości metra od legowiska zwierząt a co najmniej trzech metrów, dlatego miały jakikolwiek czas na reakcję.

Wraz ze swoją zdobyczą wróciłam w okolice Pont radial, aby po najedzeniu się nie mieć daleko do swojego schronienia. 

Zawsze skóruję swoje ofiary za pomocą mocy, aby stworzyć sobie z nich swego rodzaju, miękkie legowisko, a jako że jestem tu od niedawna, swoją kolekcję skór dopiero rozpoczynam od skromnego zająca.

Po skończonym posiłku postanowiłam jeszcze odpocząć w tym samym miejscu, uprzednio zakopując niejadalne pozostałości kawałek dalej, a następnie oczyściłam swe futro poprzez ściągnięcie wszelkiego rodzaju brudu wodą zgromadzoną z powietrza. 

W pewnym momencie dotarły do mnie drgania, czułam krążącego nieopodal wilka. Jakoś mnie to nie zmartwiło, praktycznie zawsze wilki zamiast podejść do mnie normalnie, wolały najpierw obczaić mnie z dala. Nie wiedziałam w sumie czym to jest spowodowane, nie czuję się jakaś wyjątkowa, niebezpieczna czy dziwna, żeby taka ostrożność była potrzebna, jednak starałam się udawać, że nie zdaję sobie sprawy z czyjejś obecności. Z resztą z tego co wiem, nie każdy jest obdarzony "ślepym widzeniem" wszystkiego w promieniu dwóch czy trzech kilometrów, przy dobrym terenie nawet i więcej, dlatego może lepiej jest nie eksponować tak swojego przystosowania do życia?

Po krótkim czasie mogłam już wyczuć, że jest to basior oraz że zdecydował się podejść. Byłam kapkę zmęczona po jedzeniu, więc mój entuzjazm był minimalny, wręcz znikomy. Przywitał się, ale też z lekka mnie oburzył, komentując mój wygląd a propos mojej funkcji w stadzie. Nie ukrywam, że nawet lekkie ocenianie książki po okładce mnie podirytowało. A mowa ciała samca... ewidentnie wskazywała na ciekawość, czułam najmniejszy ruch mięśni i mogłam też dzięki temu wyczytać, że być może czuje się też nieswojo przy mnie, ale niestety nie wiem czy to z powodu moich braków w ekspresji czy może z powodu mojej postawy. 

- Cóż... Nie będę ci już przeszkadzał - basior powoli się oddalał, a ja się zastanawiałam, czy może udowodnić mu, że jestem stworzona do bycia szpiegiem. 

Jednak łatwo nasunął mi odpowiedź, wraz ze słowami, że może mi pomóc. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Leonardo na pewno nie ma zamiaru mnie urazić, może po prostu nie ma obycia w takich tematach i wychodzi jak wychodzi, ale odebrałam to jako to, że rzucił mi wyzwanie. A ja zawsze podnoszę rękawicę.

Poczekałam aż wilk znów pójdzie w swoją stronę, by zaraz po tym wykorzystać aktualną fazę księżyca i skorzystać z pełni mocy. 

Stałam się zupełnie niewidzialna, zazwyczaj towarzyszące mojej niewidzialności drobinki są podczas pełni nieobecne, dlatego niemożliwe jest zlokalizowanie mnie, również mój zapach na ten czas przestaje się unosić w powietrzu. Podążyłam za nowo poznanym, byłam ciekawa, czy postanowi jeszcze raz się za mną obejrzeć i fakt, zrobił to. Zgaduję, że początkowo było to po prostu zerknięcie okiem, ale gdy Leonardo spostrzegł moją nieobecność, nie mogłam powstrzymać nieco rozbawionego westchnięcia. Mój głos w niewidzialnej postaci był, no cóż, zdaniem mojej rodziny anielski, ale i tajemniczy, czasem budzący lęk, a czasem uczucie spokoju. Dla osobnika znajdującego się w pobliżu mnie zdaje się, że mój głos go otacza, że się niesie i niesie, jednak jest to tylko złudzenie.

- Sądzisz, że potrzebna byłaby mi pomoc, Leonardzie? - starałam się brzmieć przyjaźnie, ale też zależało mi, by było słychać nieco wyzywający wydźwięk. Chciałam wymusić na nim, by i on się popisał w swej roli. 

- Każdy może jej potrzebować - odpowiedział Leonardo. Samiec zdawał się odrobinę zakłopotany, może postąpiłam zbyt agresywnie?

Jednak było mi mało, postanowiłam może i zachować się nie do końca przyzwoicie, ale miałam na to ogromną ochotę. Mianowicie zbliżyłam się na tyle blisko, by przejść dosłownie przed pyskiem Leonarda, z lekka ocierając się grzbietem o jego czubek nosa, w tym samym czasie stając się jak najbardziej widzialną.

- Skoro zakwestionowałeś moje predyspozycje, może sam zaprezentujesz, co umiesz, jakie masz moce? - końcówką ogona dotknęłam jego szyi, odchodząc metr dalej.

Ale dopiero teraz wyczułam właśnie końcówką ogona... coś na jego szyi. Nie był to z pewnością żaden magiczny amulet, pamiątka, cokolwiek pozytywnego. Czułam od tej rzeczy raczej negatywną energię. 

Bardziej mnie w sumie interesowało jakich technik używa basior, gdyż te prymitywne... raczej mnie zawodziły. Miałam nadzieję, że Leonardo mnie zaskoczy, niżeli zawiedzie, skoro nie wyglądam na szpiega. 

- To na twojej szyi... w czymś ci pomaga..? - mruknęłam, stając naprzeciwko samca, a swoje łapy mocniej przytwierdziłam do ziemi, aby lepiej poznać jego ciało.

Do pomocy wytężyłam również swój szafir, który ewidentnie dał mi znać o metalu z wyżłobionym w nim numerze. 

<Leo?>

Od Capitána Cd. Renesmee



- Oczywiście. - Capitán uśmiechnął się, po czym rozejrzał dookoła, wypatrując odpowiedniego miejsca, w którym wilki mogłyby odczekać tę chwilę czasu do zachodu słońca. Dostrzegł najwyższe miejsce na skalistych wzniesieniach. Wskazał je łapą. - Co myślisz o tym, aby stamtąd obejrzeć zachód słońca?

- Świetny pomysł. Wiatr ustał, więc będzie przyjemnie. - uśmiechnęła się Renesmee. 

Krótkiej wędrówce wilków na płaski szczyt wzniesienia towarzyszył przyjemny, spokojny szum fal. Capitán z zamysłem zauważył, jak bardzo hipnotyzujący jest ten dźwięk. 

- Niesamowite. - mruknął pod nosem na jednym wdechu. 

- Co takiego? - Alfa spojrzała na niego ukradkiem. Wilki akurat dotarły na miejsce, więc zaczęły się sadowić, by odczekać tutaj aż do zachodu słońca. 

- Ten szum fal. Mam czasem wrażenie, że gdybyśmy przyprowadzili tutaj najbardziej niesforne szczenięta w watasze, to nawet je by ten dźwięk mógł ukoić do snu. - uśmiechnął się i westchnął lekko basior. 

- Możliwe. - odparła samica, po czym ziewnęła. - Chyba nawet nie tylko szczenięta. 

- Masz racje. - zaśmiał się, choć chwilowe uczucie potrzeby zapadnięcia w błogi sen ogarnęło całe jego ciało. Wzdrygnął się. 

Słońce leniwie przesuwało się po horyzoncie, zbliżając się ku tafli wody. Niedługo nastąpi zachód - pomyślał. Lekka, dotychczas nieznana obawa owinęła cały umysł samca, niczym ciemna, gęsta mgła.

- Myślisz czasem o przyszłości, Rene? Co będzie następnej zimy, kolejnej wiosny..? - westchnął Capitán, nie odrywając wzroku od tafli wody. Wadera spojrzała na niego, jakby nieco zamyślona.

Rene?


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 215
Ilość zdobytych PD: 107
Obecny stan: 5508

Od Tristany Cd. Hinaty

Zarumieniona wadera przytuliła się pyszczkiem do samca. Towarzyszył jej szeroki uśmiech i przemiłe uczucie w klatce piersiowej. Tristana drżała lekko, czuła się zachwycona trwającą chwilą.
- Także jesteś dla mnie wyjątkowy. Tak bardzo się cieszę, że tutaj jesteś. - wyszeptała wadera Hinacie do ucha.
Ten wieczór i noc oba wilki spędziły w niewielkiej gawrze tuz obok plaży. Następne dni mijały waderze niezwykle szybko, codziennie miała przyjemność spędzać czasem więcej, czasem mniej czasu z Hinatą. Wiosna zaczęła dawać o sobie znać - zrobiło się cieplej, ustały opady deszczu i śniegu, a wszelkie ptactwo ćwierkało wesoło w koronach drzew.
Nastał ciepły poranek, Tristana zachęcona leśnymi odgłosami przeciągnęła się i leniwie wyszła z jaskini. Przyjemne ciepło uderzyło ją jak grom z nieba. Tristana uśmiechnęła się i ruszyła biegiem przez leśne poszycie. Przeskoczyła powalone, stare drzewo i z poślizgiem zatrzymała się na jednej z leśnych polan. Słońce oświetlało jej futro, zadowolona spojrzała w niebo - było błękitne, jedynie kilka chmurek po nim leniwie płynęło. Nagle znajomy zapach owinął waderę. Z błyskiem w oczach spojrzała w stronę drzew. Hinata spokojnym krokiem szedł w stronę Tristany.
- Hinata! - Śnieżnobiała opiekunka podskoczyła z radości i ruszyła biegiem w stronę basiora. Skoczyła, zacisnęła w powietrzu.. i przetoczyła się z samcem po ziemi.

Hinataaa? :3

PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 199
Ilość zdobytych PD: 99
Obecny stan: 2157 + 99 = 2256

niedziela, 28 marca 2021

Od Kuroi Hone Cd. Raquel

Wyjście z lasu było już naprawdę blisko. Raczej nic złego nie powinno ich tu spotkać. Nie licząc spotkania z mrocznym bykiem, zagubioną duszą bądź z wężem mroku, ale nie powinno im się to przydarzyć. W końcu ile razy, w tak nie tak dużym odstępie czasu, może spotkać ich coś złego? Zresztą Kuroi był już nieźle zmęczony, nie wspominając o Raquel. Jednak… przy pomocy dwóch towarzyszy Hone byłby w stanie poradzić sobie nawet w szczytowej formie.

-Na pewno sobie poradzisz? Nie jestem pewien czy nie stracisz przytomności w połowie drogi.- Powiedział, patrząc kątem oka na waderę.

-Naprawdę wszystko w porządku, poradzę sobie.- Odparła.

Niespodziewanie, zaledwie dwa czy trzy metry od wilków było słychać szelest. Nie ma opcji, by był to mroczny byk bądź zagubiona dusza, krzewy tu były zdecydowanie za małe. Jedyną opcją jest mroczny wąż lub jakieś małe stworzonko.

-Stójcie.- Powiedział, przyjmując pozycję gotową do zaatakowania. Tak w razie, gdyby okazało się to być czymś niebezpiecznym.- Gotou… sprawdź to.- Dodał dosyć ostrym tonem basior.

Szelesty kilkukrotnie się jeszcze powtórzyły, nie było wątpliwości, że coś się tam znajduję. Gotou podleciał tam, był trochę powyżej wysokości krzewów. Po chwili Hone usłyszał w swojej głowie “Wąż, jest czarny. Nie mogę zauważyć więcej. Może być jadowity.”.
Kuroi podszedł powoli w miejsce, gdzie znajdował się wąż. Niestety Gotou powiedział mu jedynie o tym, że jest czarny, więc równie dobrze może być to zwyczajny wąż. Jednak… jeżeli jest to wąż mroku, oznacza jedynie kłopoty, ponieważ mógłby zaatakować podczas wychodzenia z lasu.
Wszystkie wątpliwości co do węża zniknęły, gdy ten wyskoczył prosto na basiora. Gdy zobaczył go w “pełnej krasie” miał pewność co do jego gatunku. Nim wąż zdążył się wbić w ciało białookiego miejsce, które miało zostać zaatakowane, “zrzuciło skórę”, pozostawiając widoczne kości.

-Gotou!- Po tych słowach czarny wąż pokrył się niebieskimi płomieniami, a gdy upadł na ziemię, podpalił niewielki skrawek wysuszonej trawy. Nie było potrzeby zamartwiania się o to, czy pożar się nie rozprzestrzeni. Mimo że mogło się tak nie wydawać to towarzysz Hone miał wszystko pod kontrolą.- Chodźmy.- Zwrócił się do wadery i jej towarzysza.- Mam dość tego lasu na najbliższe kilka miesięcy…- Dodał ciszej, zaczynając iść.

Gdyby wąż nie wydał nieuważnych szelestów, którejś z nich mogłoby być zatrutym. Jednak teraz nic nie powinno im przeszkodzić.
Przeszli już pomiędzy drzewami, które prowadziły do dużo bardziej spokojnej polany. Na całe szczęście zaraz po wyjściu nie oślepiło ich światło słoneczne. W mrocznym lesie było naprawdę niewiele światła. Przynajmniej tu im się poświęciło- jedynie światło księżyca oświetlało polanę przez bezchmurne niebo. Basior miał już nadzieję na spokojny powrót do swojej jaskini.

Raquel? ^^

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem



Bai tak jak miał w zwyczaju wstał tuż przed wschodem słońca lub wraz z nim. W dzisiejszym przypadku było to pierwsze, ale zielarz zorientował się, że wschód już powoli się zbliża.
Rozejrzał się jeszcze po jaskini, wszyscy, oczywiście oprócz niego, spali.
Jego wzrok pokierował się na śpiącego nadal medyka. Jednak szybko go odwrócił i patrzył się na jakiś losowy punkt z powodu, że poczuł, jak lekko się rumieni. Szybko odwrócił pysk w inną stronę i powoli udał się w stronę wyjścia z jaskini.
Zamierzał sobie zrobić tylko krótki spacer, by rozprostować łapy, poza tym, jego zdaniem takie spacery są naprawdę przyjemne.
Koniec końców, wilk doszedł do nawet sporego jeziora. Wschodzące słońce w tafli wody było naprawdę miłym do obejrzenia widokiem. W pewnym momencie Bai usłyszał blisko siebie, przez co od razu odwrócił łeb w tamtą stronę. Był lekko zaniepokojony, co mogłoby kryć się w krzakach, jednak szybko jego obawy zniknęły. Spomiędzy krzaków wyłonił się znajomy mu wilk.

-Dzień dobry Tarou.- Powiedział z delikatnym uśmiechem Bai, widząc przyjaciela.

-Dzień dobry, Bai.- Odparł mu medyk.

Przez chwilę panowała pomiędzy nimi dosyć niezręczna cisza, ale koniec końców zaczęli luźno rozmawiać i iść wzdłuż brzegu jeziora.
W pewnym momencie, nieuważnie, Bai zrobił krok w tył, przez co, zamiast trafić na twarde podłoże, trafił na taflę wody. Po tym potoczył się dosyć niefortunny przebieg wydarzeń. Już chwilę po tym można było usłyszeć plus, a w następnej chwili basior wspinał się na brzeg po tym, gdy “zrobił sobie niezapowiedzianą kąpiel”. Lang był mocno zawstydzony, że akurat teraz musiał mieć takiego pecha.

Tarou? Wybacz, że tak długo to trwało ^^’ Brak weny mnie dopadł xD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 255
Ilość zdobytych PD: 127
Obecny stan: 4424

piątek, 26 marca 2021

Od Daevari Azariah

Cisza, spokój, a w oddali słychać barwny śpiew ptaków. Taką atmosferę lubię najbardziej, choć brakuje mi jeszcze świeżej, chłodnej bryzy, którą znam z rodzinnych stron.
Powoli przemierzałam Golden Grove w poszukiwaniu łatwej zdobyczy, miałam ochotę na drobną, delikatną przekąskę, choćby w postaci zająca. W promieniu najbliższych kilkuset metrów nie wyczuwałam niestety nic wartego uwagi, dlatego dotychczasową drogę mogę nazwać spacerkiem.
Czułam się na tych terenach jeszcze obco, w prawdzie nikogo tak właściwie nie znałam, ani nie kojarzyłam. Również nie byłam pewna, czy to aby na pewno miejsce dla mnie. W końcu przez tyle lat nie czułam się na tyle swobodnie, by naprawdę chcieć gdzieś zostać. Kolejną powiązaną sprawą jest też to, że nikt zbytnio nie chciał mnie zatrzymywać - wiele alf widziało we mnie konkurencję, mimo to, że przecież uciekłam od swojej rodziny, byleby właśnie nie być alfą, ale też nie każdy miał tę świadomość. W końcu nigdy nie byłam zbyt wylewna na swój temat.
Nagle do moich stóp dotarła charakterystyczna informacja - całkiem niedaleko znajdował się wilk. Po chwili poczułam też woń pewnego osobnika i z pewnością należał do watahy. Postanowiłam więc iść w kierunku woni i drgań, wypadałoby się w końcu z kimkolwiek przywitać i przy okazji nie być uznaną za intruza. Być może poznam bratnią duszę..?


<ktosiu? Żeby obyło się bez nieporozumień, proszę daj znać w komentarzu jak zdecydujesz się przejąć wątek!>