Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

wtorek, 29 września 2020

Od Samyi Cd. Tarou

Pierwszym co przykuło uwagę wilczycy w wyglądzie wilka były wyrastające z głowy rogi oraz przywierające do ciała skrzydła. Samiec stanął kilka kroków od wadery i zaczęli rozmowę. Była to krótka wymiana zdań, podczas której Samya dowiedziała się, że te okolice faktycznie zamieszkiwane są przez niedużą watahę. Dodatkowo Tarou zaproponował samicy spotkanie z alfą. Wydało się to cudownym pomysłem, więc bez dłuższego myślenia wilczyca zgodziła się pójść z czarnym samcem. Dopiero jednak gdy ruszyli Samya dostrzegła jeszcze jedną rzecz w wyglądzie wilka. Były to dwa, różnokolorowe ogony. Z samym spotkaniem wadera wiązała spore nadzieje, choć wraz z nimi były też obawy. Nie wiedziała, co zrobi, jeśli nie przypadnie alfie do gustu lub też, jeśli ta uzna ją za nie wartą dołączenia.
- Tarou? - Zagaiła Samya. - Może mógłbyś mi coś powiedzieć na temat alfy? Powinnam na coś uważać? Lub też coś konkretnego powiedzieć?
Na pysku samca pojawiło się zaskoczenie, jednak za ledwie po chwili powrócił lekki uśmiech. Wadera poczuła się lekko skołowana.
- Rene może wydawać się nieco zdystansowana, ale jest naprawdę miła i dba o nas wszystkich. Najlepiej, jeśli po prostu będziesz sobą, jestem pewien, że wszystko będzie dobrze.
Samica odpowiedziała Tarou uśmiechem. Te słowa naprawdę ją uspokoiły. Uznała, że prawdopodobnie niepotrzebnie się tak przejmowała. W końcu nie trafiłaby do tego miejsca, gdyby bogowie tego nie chcieli. Reszta drogi minęła wilkom raczej w milczeniu. Cisza przerywana była zwykle jedynie krótką wymianą zdań na mało znaczące tematy.
- No i jesteśmy. - Powiedział czarny basior. - Zaczekaj tutaj. Sprawdzę, czy Rene jest w środku.
Wilk zniknął we wnętrzu jaskini. Samica nie wiedziała jak długo będzie zmuszona tu czekać, więc zaczęła rozglądać się po okolicy. Obok niezaprzeczalnie pokaźnej jaskini znajdowała się ściana lasu. Nie było to coś niezwykłego, ale posiadało swój urok. Z drugiej zaś strony rozciągał się spora, porośnięta trawą przestrzeń.
- Witaj. Ty zapewne jesteś Samya? - Głos był spokojny i przyjazny.
Waniliowa wilczyca natychmiast odwróciła się w stronę swojego rozmówcy. Tarou towarzyszyła wadera. Była wysoka. Przyległe do ciała skrzydła i opadająca na pysk grzywka w płomiennych kolorach wyróżniały się na tle jej szarego futra.
- Tak. To ja. - Powiedziała Samya, opuszczając głowę.
Wilczyca czuła się nieco onieśmielona aurą, jaka zdawał się otaczać alfę. Szara samica najwyraźniej zauważając to, uśmiechnęła się lekko. Dodatkowo w głowie waniliowej wilczycy zamajaczyły słowa basiora, który ją tu przyprowadził, aby być sobą. Po krótkiej wymianie zdań atmosfera zrobiła się znacznie luźniejsza. Waniliowa wadera czuła się dobrze wśród tych wilków i była zachwycona, gdy Renesmee zgodziła się przyjąć ją do watahy.
- To co, szybka wycieczka po terenach watahy i poszukamy ci jakiejś jaskini? - Zapytał czarny basior.
- Z chęcią. - Odpowiedziała mu Samya.

Tarou?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 426
Ilość zdobytych PD: 213

poniedziałek, 28 września 2020

Od Tarou Cd. Tristany

 
Tarou uśmiechnął się wesoło i chętnie zgodził się na propozycje Tristany. Gdy znaleźli się na idealnym miejscu, oba wilki ułożyły się wygodnie na ziemi. Tarou spojrzał w kierunku Tristany, która układała się do drzemki. Słońce pięknie padało na jej futro i podkreślało jej postać, czym zaskoczyło to basiora. Tarou długo nie myśląc postanowił powiedzieć o niesamowitym widoku, jaki miał przed swoimi ślepiami. 

- Niesamowite. - zaczął. Tristana spojrzała na niego z zaciekawieniem. 

- O co chodzi Tao? - spytała przechylając główkę na bok. 

- Wyglądasz niesamowicie w promieniach słońca. - odparł. Tristana zdała się nieco zaskoczona jego słowami. Przez chwilę milczała. Tarou bojąc się, że mógł ją w ten sposób urazić lub sprawić, że czuła się niekomfortowo postanowił wyjaśnić szybko swoje słowa. 

- Wybacz! Nie chciałem cię urazić ani nic. Po prostu... Nie mogłem tego nie powiedzieć... To... Nie ważne... Nie myśl o tym... - odparł patrząc na własne łapy. Czuł się niepewnie, ponieważ nie był przekonany, czy mógł powiedzieć coś takiego w takiej chwili. 

Tristana ? :3


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 157
Ilość zdobytych PD: 78

sobota, 26 września 2020

Od Capitána Cd. Renesmee


Capitán przywitał siostrę skinieniem głowy. Wadera nie posiadała się ze szczęścia i nie mogła tego ukryć. Złożyła gratulacje bratu, po czym zerknęła na Renesmee, stojącą przy Tarou. Uśmiechnęła się do nich łagodnie.

- Zawsze wiedziałam, że jesteś kimś więcej niż wojownikiem w armii watahy. - zaśmiała się śnieżnobiała samica. Capitán wymienił rozbawione spojrzenie z nią.

- Nie spodziewałem się prawdę mówiąc. Zawsze będę bronił watahy - odparł, przestępując z łapy na łapę.

- Coś Ci nie daje spokoju. - stwierdziła Tristana siadając.

- Zdaje Ci się. - ziewnął basior. Zobaczył kątem oka, że Renesmee mówi coś szybko do Tarou, po czym wstała i podeszła do rodzeństwa. 

- Przecież widzę! - upierała się białofutra. 

- Co widzimy? - uśmiechnęła się Renesmee, siadając obok dwójki wilków.

- Capitána coś ewidentnie męczy. - odparła poważnym tonem Tristana, choć błysk rozbawienia wciąż iskrzył się w jej jasnofioletowych oczach. Renesmee zmrużyła oczy z uśmiechem przyglądając się samcowi. Basior wymienił z nią porozumiewawcze spojrzenie.

- Widzisz.. - zaczął Capitán, zastanawiając się jak dobrać słowa. - Mam, znaczy.. będę mieć.. zwierzątko.

- Ooo! Ale super! Co to takiego? Znalazłeś kota, sowę? - Tristana aż wstała.

- Nie do końca.. - Capitán niepewnie spojrzał na Renesmee, która z trudem ukrywała rozbawienie. - To smok. Jeszcze się nie wykluł..

- SMOK!? - siostrę basiora wryło w ziemię na moment i wyglądała, jakby miała się przewrócić. - Żartujesz, prawda?

- No akurat w tej chwili nie. Powinien się wykluć lada dzień.. może pójdziesz ze mną i Ci pokażę? - uśmiechnął się, po czym przeniósł wzrok na drugą waderę. - Renesmee, może też wpadniesz zerknąć co u jajka?

- Chętnie, ale przyjdę nieco później. Muszę sprawdzić kilka rzeczy.

- Jasne, to do później! - odparł Capitán, skinowszy głową.


Wraz z Tristaną dotarli do jaskini, po drodze robiąc sobie przerwę na nawodnienie się. Basior pokazał samicy ciemne smocze jajo, po czym z dreszczem podeskcytowania zauważył, że dotarli idealnie na czas. Smok miał się lada chwila wykluć. Gruba skorupa po chwili zaczęła pomału pękać, na co siostra basiora odruchowo cofnęła się i nastroszyła lekko puchaty ogon. Capitán łapą pomógł stworzeniu przebić się przez twardą skorupkę i po chwili przyglądał się z błyskiem w oku niewielkiemu, czarnemu smokowi. Tristana ciekawsko wyglądała zza basiora, ilustrując stworzenie.

- Jaki on mały! - odparła, wstrzymując oddech gdy podeszła bliżej.

- W zasadzie.. to ona. - uśmiechnął się basior.

- Samica? - Tristana przekręciła głową, po czym burknęła: - Nie wiedziałam, że smoki są takie małe..

- Jest mała, bo dopiero się wykluła. - zaśmiał się basior, a gdy siostra rzuciła mu wściekłe spojrzenie, zaśmiał się. - Fakt, nie wygląda aby miała być dużym smokiem, ale kto wie.. też myślałem, że rodzą się znacznie większe.


Oba wilki oczyściły młodego smoka, a Capitán podał jej papkę z roślin i ziół, którą przygotował dzień wcześniej. W chwili, w której smoczek układał się do snu na posłaniu wyścielonym grubą warstwą mchu, przyszła Renesmee. Capitán pokazał jej smoka i opowiedział, w jak idealnym momencie wraz z Tristaną przyszli.

- To jak zamierzasz ją nazwać? - zapytała z błyskiem w oku samica alfa.

- Nie myślałem o tym.. - zaczął basior, przyglądając się ciekawsko patrzącemu na wilki zwierzątku. - Ale pasuje mi do niej Opal.

- Ładne imię. - stwierdziła skrzydlata wadera. Capitán ziewnął potężnie. Renesmee zaśmiała się. - A Ty wyglądasz na przemęczonego.

- Chyba trochę jestem.. dzień pełeń wrażeń. - uśmiechnął się basior.

- Prześpij się.. wygląda na to, że nie Ty jeden chcesz spać. - wadera pokazała głową na Opal, która także ziewnęła i układała się właśnie w kulkę.

- Dobry pomysł. Dziękuję za wszystko Renesmee. - Capitán z czułą nutą spojrzał w oczy wadery, na co ta się uśmiechnęła. - Może zawitasz u mnie jutro? Ta mała pewnie będzie głodna, a ja jedyne co mam to papki z roślin. Będę musiał coś porządnego złapać dla niej.

Rene? c:


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 581
Ilość zdobytych PD: 290

środa, 23 września 2020

Od Tristany Cd. Tarou

Tristana rozpromieniła się na propozycje Tarou. Wspólne polowanie to zawsze dobry pomysł, szczególnie gdy nie jest się w tym najlepszym. 

- Brzmi świetnie! - odparła, przebiegając w podskokach do basiora. Wilki ruszyły przez las, rozmawiając między innymi o tym jak minęła im noc, o czym śnili. W tym samym momencie zastrzygły nagle uszami, przerywając wymianę zdań. Bezszelestnie podkradli się w wyższych trawach, obserwując dwa młode jelenie, zajęte młodzieńczymi potyczkami. 

- Jeden nam powinien starczyć - stwierdził Tarou, po czym dał znak głową Tristanie, aby ubezpieczała go z boku. Samiec wykorzystał uwagę młodych jeleni i podkradał się bardzo blisko. Wyskoczył, płosząc oba stworzenia, lecz było już za późno - bez większego problemu złapał jednego z nich, nie dając mu szansy na ucieczkę. Tristana doskoczyła do wierzgającego jelenia i pomogła Tarou z nim. 
Po posileniu się, wilki postanowiły zmierzyć ku Clairière Verte, by ugasić pragnienie w małym strumyczku. Polana mieniła się soczystymi zieleniami w ostatnich promieniach lata. Tristana westchnęła, na co Tarou rzucił jej pytające spojrzenie.

- Nadchodzi jesień. Niedługo zacznie brakować takiego słonka. - odparła, łagodnie pokazując na polanką, która zachęcała wilki samym wyglądem do drzemki. 

- Masz rację.. ale po każdej jesieni i zimie nadchodzi wiosna. - uśmiechnął się Tarou. 

- Racja. A wiosna oznacza czas na powrót do życia roślinności, nowe istoty przychodzą na świat.. - wymieniała wadera, z miłym uczuciem mrużąc oczy. 

- Wiesz, że ta polana to najlepsze miejsce do zabawy dla szczeniąt? - uśmiechnął się basior. 

- Tak? Oo, masz racje. Wygląda na bezpieczną i.. jest tutaj po prostu pięknie. - stwierdziła śnieżnobiała. Oba wilki napiły się ze strumyka i zmierzyły ku środkowi Clairière Verte. 

- To jak, może drzemka? - uśmiechnęła się Tristana, przeciągając w promieniach słońca.

Tarou? ;3


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 265
Ilość zdobytych PD: 132
Obecny stan: 905 + 132 = 1037

poniedziałek, 21 września 2020

Od Tarou Cd. Samyi

Tarou przemierzał tereny watahy leniwym krokiem. Nie spodziewał się spotkania czegoś nadzwyczajnego. Dzień zapowiadał się, jak każdy inny spędzany wśród watahy. Tego dnia postanowił się przejść, by dokładniej zapamiętać tereny watahy i wzbogacić swoją mapę w myślach o nowe elementy, które mógł w każdej chwili pominąć. Szedł tak, póki nie poczuł czyjejś obecności. Pierwszym jego domysłem, była jego przyjaciółka Tristana, choć rano oznajmiła, że czeka ją pracowity dzień. Skoro objęła stanowisko opiekunki musiała zająć się małym Frae. Szczeniak miał niezwykłe pokłady energii. Następnym jej punktem dnia była pomoc bratu. Tak więc basior skazany była na wyłącznie swoje towarzystwo. Gdy samiec rozejrzał się dostrzegł postać wilka zmierzającego ku niemu. Po waniliowym kolorze futra domyślił się, że jest on nietutejszy. Widząc, jak wilk niepewnie zmierza w jego kierunku, postanowił uczynić podobnie. Ruszył żwawym krokiem ku nieznajomemu lub też nieznajomej. Z każdym krokiem dostrzegał więcej szczegółów. Najbardziej zaskakującym były uszy, które swoim wyglądem przypominały królicze. Tarou pierwszy raz spotkał się z tak zaskakującym zjawiskiem. Zatrzymał się kilka kroków przed wilkiem. 
- Kim jesteś? - spytał znaną formułką. 
- Jestem Samya. - odparła. Tarou przyjrzał się jej uważnie.
- Nie jesteś stąd, prawda? - upewnił się. Samya przytaknęła skinieniem głowy.
- Tak, należałam do dużej watahy, lecz odeszłam. - samiec skinął głową.
- Rozumiem. Jestem Tarou. Medyk w Watasze Renaissance, na której terenach się obecnie znajdujesz. - przedstawił się i objaśnił po krótce jej położenie.
- A więc jest tu wataha. - odparła nieco pewnie. Tarou uśmiechnął się delikatnie. 
- Owszem. Może i nie należy do zbyt wielkich, ale zawdzięcza to swojej młodości. Powstała zaledwie kilka miesięcy temu. - wyjaśnił basior. Samica zdawała się słuchać jego słów z uwagą. - Może zechcesz spotkać się z alfą? - zaproponował przysiadając na moment. 

Samya? 


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 271
Ilość zdobytych PD: 135

Od Samyi - Quest 1

Choć nie było to proste, waniliowej waderze udało się dopaść zająca. Szybkie i zwrotne zwierzę zmusiło wilczyce, by ta musiała za nim chwilę gonić. Teraz jednak trzymając swoją zdobycz w pysku, mogła spokojnie się położyć i rozkoszować smakiem świeżego mięsa. Po zadowalającym posiłku samica postanowiła wybrać się na krótki spacer. Nic szczególnie męczącego. Zwykła przechadzka leśną ścieżką. Ciesząc się zapachem ogrzewanej słońcem trawy oraz śpiewem ptaków, samica usłyszała szelest dochodzący z pobliskich krzaków. Po chwili do wszystkiego dołączył jakby cichy skowyt. Zainteresowana wadera postanowiła podejść bliżej i przekonać się co też jest źródłem zastanawiających dźwięków. Wśród liści dostrzegła rude futerko. W krzakach odnalazła lisie szczenię. Malec zwinięty był w kłębek, a jego oczy zaszklone były łzami.
- Hej. - Powiedziała łagodnie wilczyca. - Co się stało?
Maluch nie odpowiedział, zamiast tego jakby jeszcze bardziej się zwinął. Rozmowa z głową trzymaną w krzakach nie należała do najwygodniejszych sposobów na konwersacje. Samya chwyciła więc delikatnie małego lisa i wyjęła z krzaków. Rudzielec drżał przerażony. Wadera położyła się obok niego.
- Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy. - Wadera lekko uśmiechnęła się przy tych słowach, nie chciała wystraszyć szczeniaka.
Lisek nic nie mówił. Co jakiś czas jednak spoglądał ukradkiem na kremową wilczycę. Po kilku chwilach jakby się uspokoił. Samya uznała, że to dobry moment na ponownie odjęcie próby rozmowy.
- Powiesz mi, co tu robisz? - Zapytała wilczyca.
- Zgubiłem się. - Odpowiedział jej lis, grzebiąc przy tym łapą w ziemi.
Wadera spojrzała na młodego lisa wzrokiem pełnym współczucia. Był taki młody. Nie powinien jeszcze pozostawać sam. Samya skinęła głową. Podjęła decyzję, pomoże małemu lisowi znaleźć jego rodziców.
- Pomogę ci szukać. - Powiedziała samica, podnosząc się z ziemi. - Jestem pewna, że jeśli poszukamy razem uda nam się znaleźć twoich rodziców.
Pyszczek szczenięcia rozpromieniał, a w oczach pojawiły się iskierki nadziei. Kręcenie się po terenach z nadzieją na znalezienie lisów nie wydawało się jednak waderze zbyt rozsądnym pomysłem. Postanowiła więc ona zapytać malca, czy wie, gdzie ci mogliby się znajdować. Młody lis opowiedział jej całą historię. Wynikało z niej, że wraz z rodziną podążali na północ. Nieoczekiwane pojawienie się w pobliżu niedźwiedzia wprowadziło jednak rodzinę w panikę i tym sposobem zostali od siebie odseparowani. Samya milczała, nie chcąc martwić lisa. Możliwym było bowiem, że rodzina malca nie wyszła żywo z tego spotkania. Nie potrafiła jednak powiedzieć słowa, widząc ekscytacje malca związaną z możliwością zjednoczenia z resztą rodziny. Nic w końcu nie stało na przeszkodzie poszukaniu lisów. Jeśli scenariusz nie przebiegł szczęśliwie, wadera mogła się zastanowić nad tym później. Wraz z młodym lisem ruszyła w stronę północnej granicy. Po drodze wilczyca starała się wyłapać zapach rudzielców. Nie znajdowała jednak ona ani śladu po niedawnej aktywności lisów w tej okolicy. Im bliżej północnych granic dwójka kompanów się znajdowała, tym więcej wątpliwości nabierała samica. Nie była pewna jak powiedzieć szczeniakowi, że możliwe jest, że nie zobaczy on już swoich rodziców. Była pogrążona w tych myślach, gdy do jej nosa dotarł silny zapach krwi. I choć nie widziała żadnych jej śladów na ziemi, wyraźnie czuła jej woń w powietrzu. Podążając za zapachem, dotarli do miejsca, w którym jak wywnioskowała wilczyca, doszło do walki. W okolicy nie było jednak ani jednego ciała. Oznaczało to, że lisom albo udało się uciec, albo niedźwiedź zabrał stąd swoją zdobycz. Zza pleców wilczycy dobiegł niski, gardłowy warkot. Wzrok zarówno Samyi, jak i jej rudego kompana powędrował w tamtą stronę. Mocno pokiereszowany samiec lisa nie wyglądał na zbyt przyjaźnie nastawionego. Pokryty był zeschniętą krwią i choć nie ruszył się z miejsca, widać było, że jedna z jego tylnych łap nie jest do końca sprawna.
- Tata! - Krzyknął nagle młody lis i pobiegł w stronę samca.
Dorosły lis jakby wyraźnie się uspokoił. Nadal jednak nieufnie patrzył na wilczycę. Wadera uśmiechnęła się, obserwując scenę ponownego pojednania rodziny. Po chwili z zarośli wyłoniły się kolejne lisy. Jedna dorosła samica, której futro również pokryte było krwią, oraz dwoje innych młodych.
- Ta pani pomogła mi was znaleźć. - Lisek wskazał łapą na waniliową waderę.
- Dziękuję. - Powiedziała lisica, przytulając swojego syna.
- To nic takiego. Nie mogłam go tak po prostu zostawić.
Samya poczuła, że spełniła swój obowiązek. Postanowiła nie przeszkadzać już lisiej rodzinie. Z pewnością mieli za sobą nie lada przeprawę, a z tego, co usłyszała od malca przed nimi wciąż spory kawał drogi. Wilczyca skierowała swoje kroki w stronę, z której wcześniej przyszła. Nim jednak zdążyła się oddalić, poczuła, jak coś chwyta się jej łapy. Samica odwróciła się zaskoczona. To młody lis postanowił ją zatrzymać.
- Zobaczymy się jeszcze? - Zapytał.
- Z pewnością, jeśli tylko bogowie pozwolą. - Odpowiedziała mu wilczyca.
Wadera dotknęła nosem czoła szczeniaka i pożegnała się z nim. Nie wiedziała, czy dane im będzie się jeszcze spotkać. Jeśli jednak przeznaczenie zechce, aby ich drogi ponownie się skrzyżowały, to będzie ona bardziej niż zadowolona z tego faktu. Spoglądając na niebo, wilczyca doszła do wniosku, że pełen obaw i strachu dzień nie należał ostatecznie do najgorszych. Ponieważ pomimo przeciwności losu, rodzina znów mogła być razem. Widząc szczęście, jakie dają sobie nawzajem, samica miała nadzieję, że nic złego lub równie strasznego nie spotka już tej rodziny.


Quest zostaje zaliczony ! Gratulacje 

NAGRODA: 5 pkt doświadczenia i 10 monet 
Bonus za ilość słów ~ Nagroda x2
10 pkt doświadczenia i 20 monet 

niedziela, 20 września 2020

Od Tarou Cd. Tristany


Bajka, którą opowiedziała Tristana podziałała na Tarou podobnie, jak na małego Frae. Samiec ziewnął.
- Też już odpocznij, dzień pełen wrażeń za nami. - wyszeptała wadera. Tarou wstał leniwie. 
- Dam radę. - odparł sennie. Wadera zaśmiała się cicho. Opuścili jaskinię, w której leżał Frae. Tarou skierował swoje kroki razem z waderą ku jej jaskiń. Zaoferował wcześniej odprowadzenie i nie przyjmował do wiadomości odmowy. Chciał się jej w ten sposób nieco odwdzięczyć za cały dzisiejszy dzień. Bez jej pomocy zajęłoby mu to znacznie więcej czasu. Dodatkowo nie poradziłby sobie w sytuacji związanej z Kitsune. Gdy znaleźli się przed jaskinią wadery Tarou spojrzał na nią z uśmiechem. 
- Dziękuję ci za dzisiaj. -  odparł. Tristana uśmiechnęła się. 
- Naprawdę nie ma za co. - powiedziała, po czym odwróciła się do wejścia jaskini. 
- Będę się zbierał. - odparł samiec patrząc w niebo, które przyozdobione było przez piękne gwiazdy i wielki księżyc. Tristana również spojrzała w górę. - Dobranoc. - powiedział, po czym zwrócił się ku swojej jaskini. Jego kroki były dość leniwe. Z jednej strony bardzo chciał udać się w krainę snów, z drugiej nie chciał, by dzień kończył się tak szybko. Spędził go naprawdę miło w towarzystwie Tristany i chętnie by to powtórzył. Może uda im się w najbliższym czasie. Wchodząc do jaskini rozejrzał się. Tak wiele miejsca tylko dla niego. No, póki nie znajdzie sobie współlokatora lub współlokatorki. Kilka wilków zdążyło już poszerzyć szeregi watahy, lecz było ich nadal dosyć mało. Tarou nie przejmował się tym, wiedział, że lepsze czasy nadejdą. Trzeba tylko na nie cierpliwie poczekać. Ułożył się wygodnie na swoim posłaniu, które wcześniej przygotował. Położył głowę na swoje łapy i przymknął oczy. Już po chwili odleciał w objęcia Morfeusza. 

Rankiem zbudziły go promienie słońca, które wpadały przez wejście jaskini prosto na jego oczy. Basior mruknął niezadowolony. Zdecydowanie nie przepadał za tego typu pobudkami. Ziewnął potężnie, po czym wstał na równe łapy. Leniwym krokiem wyszedł ze swojej jaskini i skierował się ku lasu. Czuł już zbliżający się powoli głód. Zaczął zastanawiać się co byłoby idealnym posiłkiem, gdy nagle zauważył białą waderę. 
- Tristana! - zawołał dużo nie myśląc. Samca zaskoczona odwróciła się, a gdy ujrzała basiora uśmiechnęła się łagodnie. 
- Tarou, witaj. - przywitała się. 
- Witaj, jak minął ci poranek? - spytał samiec z delikatnym uśmiechem. 
- Bardzo dobrze. Właśnie planowałam udać się na polowanie choć nie jestem w tym najlepsza, ale to już sam wiesz po naszej wczorajszej rozmowie. 
- Mam ciekawy pomysł. Może za polujemy razem? Oczywiście jeśli masz na to ochotę. 

Tristana ? ^^


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 397
Ilość zdobytych PD: 198