Kuroi zauważył, że wadera wpatrywała się w coś. To, że coś zauważyła, ułatwiało mu to tym, że przekręciła w tamtą stronę łeb. Czarny basior zrobił podobnie, nie długo zajęło mu dostrzeżenie kilku kolorowych i małych stworzonek, lecących w ich stronę. Na ich czele lecieli Halcón i Gutou. Dwie rzeczy wpadły Kuroiemu do głowy najpierw, po pierwsze, że te małe stworzonka wcale nie są pokojowo nastawione i gonią dwa małe smoki. Natomiast drugą było to, że kolorowe stworzonka są pokojowo nastawione i dwójka towarzyszy przyprowadziła, ich by pomogły mu i waderze. Cóż, basior zdecydowanie wolałby, by była to ta druga opcja.
Gdy tylko dwójka towarzyszy i kolorowe stworzenie podleciały bliżej, dało się zauważyć, że nowo przybyłe stworzonka przypominały motyle. Jednak przy tym były od nich większe i wydawały się masywniejsze, a także dużo silniejsze od tych najzwyklejszych, które latają po łące. Ku zdziwieniu dwóch wilków, motyle widząc stworzenia w łuski, niezwłocznie zaczęły je atakować, natomiast reszta z nich pomogła im.
Dopiero gdy znaleźli się już w bezpiecznym miejscu, Kuroi odetchnął spokojnie. Ciało, które znajdowało się jeszcze na jego grzbiecie, odpadło i dosyć szybko stał się zwykłym czarnym wilkiem. Kątem oka spojrzał na Raquel i się odezwał.
-Jesteś cała?- Zapytał.
Raquel? UwU



Szczeniaki







