Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

piątek, 27 listopada 2020

Od Heshenivv'a do Samyi

Heshenivv naskoczył na Gryfa momentalnie zabijając go.
- Pięknie, pięknie - powiedział głos wadery
- Co tu robisz? Tu jest niebezpiecznie! - Hesh parsknął na samicę
- Tylko tędy przechodziłam. Szłam w stronę Lac de Cristal - była to Samya. W tym dniu była bardzo radosna. Samcowi niezbyt się to podobało, więc ciągnął dalej:
- Po co tam idziesz?
- Pomoczyć łapki!
- Łapki?
- Tak. Chcesz iść ze mną? Chętnie przyjmę towarzystwo
- Eee. Wiesz, nie
- Szkoda - po czym oddaliła się. Chwilę potem, szybko przybiegła i krzyknęła
- Tam jest potwór! Mówił, że chce mnie zabić! - Heshenivv nie uwierzył, ale i tak poszedł. Na miejscu nie było żadnego potwora. Widocznie Samya go wkręciła. Samiec nie był zadowolony i przyłożył pysk do pyska wilczycy:
- Spróbuj jeszcze raz mnie wrobić, a gorzko tego pożałujesz! - kapłanka cofnęła się i szepnęła coś delikatnie. Natychmiast pobiegła przed siebie. Basior nie zamierzał jej gonić ani tracić na nią czasu. Sam zamoczył łapę w jeziorze. Natychmiast odskoczył. Woda była strasznie zimna. Dzień był bardzo ponury. Nie trzeba było się nawet dziwić, że zaczął lać deszcz. Szare futro szybko przemokło. Posiedział tam chwilę, ale po chwili poszedł za śladami Samyi. Jej zapach dawno rozmył się. Jednakże po drodze, na wzniesieniu siedziała właśnie ona. Miała bardzo mokre futro, a minę bardzo smutną.

Samya?

Od Kzen'a CD. Raquel



Kzen po chwili odpoczynku wskoczył w krzaki. Raquel dalej leżała w tym samym miejscu.
- Mogłaś nie być taka głupia. Hahaha - był to ten sam głos co przy drzewie z żółtymi owocami. Wilczyca nie miała jak odpowiedzieć, więc tylko cicho jęknęła. Dopiero po kilku minutach zorientowała się, że szary basior przebiegł koło niej. Kzen kierował się ku Plage Sud. Biegł wolniej niż zawsze. Jednakże samcowi też przydarzyło się nieszczęście. Mianowicie potknął się o kamień i wtrynił pyskiem w kamień. Szybko dało się słyszeć okrzyk bólu. Wilk miał też szczęście. Jedynie rozciął sobie skórę na karku. Rozcięcie było tak lekkie, że nawet rana nie krwawiła. Basior usiadł, ciężko dysząc. Raquel zdążyła już wybiec z lasu. Kzen zobaczył ją w oddali, bo zrezygnowała z niewidzialności. Samica bardziej szybko szła niż biegła, ale dość prędko się przemieszczała. Samiec nadal siedział. Widocznie nie zamierzał dalej biec. Minęło aż 15 minuta zanim Raquel tam dobiegła.
- Cz-czemu przede mną uciekasz - wydyszała
- Nie uciekam przed tobą
- To przed cz-czym? - alchemiczka nie usłyszała odpowiedzi. Alchemik zaś odwrócił się i poszedł w dalszą drogę. Jednak wadera nie dawała mu spokoju i poszła za nim.
- Uważaj! - głos znów się odezwał. Możliwe, że były to po prostu jej myśli, ale wątpiła w to. Nie mógł być to Kzen, bo on z kolei nie miał takiego głosu. Wilczyca zaczęła się zastanawiać na co ma uważać, ale nic nie mogła wymyślić. Ponownie spytała się idącego 10 metrów przed nią, Kzen'a lecz on też nie wiedział o co chodzi. W pewnej chwili, zza trawy wyskoczyło małe stworzonko. Była to Lisurka. Alchemik natychmiast naskoczył na zwierzę i je zabił. Następnie podszedł do wadery stojącej kilka metrów za nim i upuścił Lisurkę przy jej łapach.

Raquel??

czwartek, 26 listopada 2020

Od Diegore do Bai Langa

Jesień... Zarąbista pora roku, w której wilk nigdy nie wie, w co się może wpierniczyć. Wiele stert kolorowych liści, może w sobie skrywać naprawdę ciekawe tajemnice. Ja miałem szczęście na jedną taką trafić. Strefa liści szczelnie opatuliła gałąź, która podczas mojego spektakularnego skoku w stertę, dosyć mocno zraniła mi bok. Znaczy... Nie jakiś mocno, ale piekło jak nie powiem co.W sumie dawno nie odwiedzałem mojego ukochanego Tarou. Widać, że basior miał mnie już serdecznie dość. Dlaczego? Miało miejsce parę ciekawych incydentów, a jak oczywiście nigdy nie uczę się na błędach. Nieco kulejąc doczłapałem do jaskini medycznej.

- Dzień dobry! - zawołałem na wejściu. Po chwili rozległ się odgłos tłuczonego szkła. Spojrzałem na Tarou, który wręcz pożerał mnie wzrokiem.

- Witaj Diegore. - powiedział bez entuzjazmu. - Co tym razem? - spytał skrzydlaty sprzątając odłamki szkła.

- A no... Taka mała ranka. - uśmiechnąłem się zakłopotany. Medyk spojrzał na mój bok i widocznie zdziwił się na widok rany. Spojrzał ponownie na mój pysk.

- Jak tyś to uczynił? Taka rana? - spytał podchodząc i badając ją łapą.

- Em... Powiem, że sterty liści mogą być zdradzieckie.

- Diegore... - westchnął Tarou zrezygnowany. - To cud, że ty jeszcze żyjesz. - odparł.

- Ja tam w cudy nie wierzę. Po prostu ma się do tego głowę. - odparłem rozbawiony. Po chwili syknąłem z bólu. Spojrzałem na Tarou, który trzymał łapę na mojej ranie.

- Piecze... - powiedziałem z wyrzutem.

- To zioło, nieco oczyści ranę. Następnie położysz się na legowisku i się tobą zajmę.

- Wiesz, że się za tym stęskniłem? - spytałem rozbawiony.

- Chyba przejdę na szybszą emeryturę. - usłyszałem słowa medyka. Zaśmiałem się. Następnie zostały mi przeprowadzone wszelkie zabiegi.

Leżałem sobie wygodnie na legowisku i odpoczywałem. Nagle do jaskini medycznej wszedł nieznany mi basior. W sensie znałem go z widzenia...

- Och Bai. - powiedział Tarou widząc przybyłego.

- Witaj Tarou. Mam kolejną dostawę ziół.

- Wybornie, możesz zostawić je tam. - medyk wskazał na jakiś punkt łapą. Czyli to musi być zielarz... Medyk po chwili opuścił na moment jaskinię. Gdy kremowy basior przechodził obok mnie postanowiłem go zaczepić.

- Witaj nieznajomy. - powiedziałem z uśmiechem. Samiec wzdrygnął się i spojrzał w moim kierunku.

- Um... Hej...

- Jak się zwiesz towarzyszu? - spytałem. Wilk zdawał się nieco zakłopotany.

- Bai Lang. - odparł.

- No i fajno. Diegore Flamero, ale Diego wystarczy. - odparłem wstając i wyciągają łapę w kierunku basiora. On niepewnie przyłożył do niej swoją.

- Powiem ci, że tak się wahasz, jakbym cię zjeść miał. - zażartowałem. - Ale no to normalka. W końcu jakiś lisoktosiu zaczepia cię i zaczyna paplać. Normalne zachowanie podczas takiej sytuacji. - odparłem. Bai stał i patrzył na mnie niezrozumiale.

- Em...

- Dobra, może inaczej... - odparłem siadając.
- Ja być kumpel, ja cię nie zjeść, ja ci proponować zawarcie związku przyjaźni. W sensie przyjaźni. Nie związku bo to sensu nie na. Właśnie.... Ciekawe czy jest coś takiego jak związek przyjaźni. Słyszałem o klubach i grupach, ale związek?

Bai? Diegore tu... normalnie szkoda gadać xD

Od Kuroi Hone- „Wśród wspomnień dzieciństwa” cz.1

 Biała wilczyca o fiołkowych oczach spoglądała na swojego nowo narodzonego synka, ciemno futro młodego basiora było bardzo kontrastujące od futra jego matki. Obok niej stały dwa basiory, jeden wielki, a drugi trochę mniejszy od niego. Większy z basiorów był ojcem Kuroiego, jego futro miało barwę głębokiej czerni, a oczy całkowicie białe, a były to bardziej po prostu dwa świecące się w czaszce punkty, wilk obok niego to starszy o prawie cztery lata syn, tak jako jego matka miał białe jak śnieg futro, jednak posiadał białe oczy ojca.

-Shiroi, może chcesz nadać imię swojemu braciszkowi?- Powiedziała delikatnym, ale i zmęczonym głosem.

-Ale czy to nie ojciec powinien tego zrobić?- Zapytał czteroletni basior.

-Ha ha! Shiroi, nie przejmuj się. To matka chcę byś to zrobił.- Wielki basior zaśmiał się, jego śmiech rozniósł się po całej jaskini.

-Ciszej, obudzisz go...

-Przepraszam Hana, nie chciałem go budzić.- Odparł podchodząc do wadery spoglądając przy tym na małą ciemną kulkę jaką był jego syn. Liczył na córkę, jednak natura dała mu drugiego syna, nie oznaczało to, że go nie kocha, nawet gdyby był jego siódmym czy jeszcze późniejszym dzieckiem kochałby go najbardziej na świecie tak jak resztę jego rodzeństwa. Hana i on już długi czas starali się o dziecko, całe cztery lata, Hana ma już prawie siedem lat, a on już je ma. Po mimo, że starszego syna mieli w wieku dwóch i trzech lat z całego miotu przeżył tylko on, miał mieć jeszcze cztery siostry i brata, a tym razem mają jednego szczeniaka i ponownie syna, dopiero po czterech latach starań o niego. Już w krótkim czasie jego starszy syn sam prawdopodobnie zostanie ojcem szczeniąt. Przynajmniej tak myślał, według jego zdania Shiroiemu w oko wpadła najmłodsza córka pary alfa, Sila, ale czteroletni basior zawsze się tego wypiera.

-Hmm...- Biały basior wyraźnie dał do zrozumienia, że zastanawia się.- Myślę, że będzie pasować mu imię... Kuroi Hone.

-Czarne kości?- Zapytała matka patrząc na starszego z synów.

-Tak! W końcu ja jestem Shiroi Hone, czyli białe kości, a moje futro ma kolor bieli. Jego futro jest czarne, więc pomyślałem, że będzie mu to pasować.- Powiedział entuzjastycznie Shiroi.

-Nadal jesteś taki jak gdy miałeś parę miesięcy.- Oparł rozbawiony ojciec.

-Tato! Mam już cztery lata, nie traktuj mnie jak jakiegoś szczeniaka.

Dwa basiory zaczęły spierać się miedzy sobą, a przerywał to cichy chichot wadery.

-I jak tu traktować waszą dwójkę poważnie...- Powiedziała wadera potrząsając powoli głową na prawo i lewo.

-Mamo!

-Hana!

 Dwójka basiorów powiedziała to w tym samym momencie spoglądając na białą waderę.

-Najbardziej dojrzałym basiorem tu jest mój malutki Kuroi, nawet on jest grzeczniejszy od was.- Odparła uśmiechając się czule.

 Shiroi również uśmiechnął się spoglądając na swojego brata, pierwszy raz widzi takie małego wilka, jego rodzice nie mają żadnego rodzeństwa, a nie zamierzał też nachodzić jakiejkolwiek pary, której urodziło się szczenie, po za tym nie miał takiego prawa, sam był zaledwie wojownikiem, fakt jest pierworodnym synem pary gamma, ale nie oznacza to, że może robić co mu się podoba. Patrząc tak na tą czarną kulę sam zapragnął mieć dzieci, ale nie miał partnerki choć podoba mu się jedna wadera... ale nie potrafi tego przyznać.

 I tak narodził się Kuroi Hone, przyszły płatny morderca w watasze Żywych Kości, a później w watasze Renaissance.
Dzień po tych wydarzeniach w watasze Żywych Kości rodzi się młoda wadera, córka alchemika i płatnej morderczyni, Ai Hua.

C.D.N.

Od Diegore Cd. Capitána


Uśmiechnąłem się wesoło.

- Oczywiście! Dziękuję Capitánie! - odparłem wesoło. Basior uśmiechnął się w moim kierunku. Następnie spojrzał w stronę innych jaskiń.

- Będę się zbierał. - oznajmił.

- Spoczko. Wymęczyłem cię dziś dosyć mocno. - powiedziałem. Capitán pokręcił rozbawiony głową i po chwili szedł już do siebie.

- Ej! Capitánie! - krzyknąłem, a basior spojrzał w moim kierunku. - Branocki! - krzyknąłem wesoło. Odwróciłem się z zamiarem odejścia, gdy nagle potknąłem się i upadłem jak długi na ziemię. Usłyszałem donośny śmiech Capitána. Wstałem szybko i otrzepaałem się. Następnie w mgnieniu oka zniknąłem w jaskini.
Wpadka przy kimś ważnym? Zaliczone!
Pozostało dostać poraz kolejny w pysk od jakiejś wadery, zrazić do siebie alfę i sprawić, że będą mnie chcieli stąd wyrzucić.

Spojrzałem na słońce, które chyliło się ku końcowi dnia. Piękny widok. Spojrzałem w bok. Może kiedyś będę podziwiał takie widoki z kimś? Może z jakimś terapeutą? Psychologiem?
Ach... Marzenia...

Po chwili wstałem i skierowałem się w głąb jaskini.

- Dobra Diego, musisz ruszyć zadek. - rozejrzałem się . Zacząłem urządzać sobie jakoś przytulnie jaskinię. To tu coś pogrzebałem, go tu przesunąłem. Przyniosłem nieco mchu i paproci. Dosłownie przerobiłem jaskinię jak to tylko było możliwe.

- Zacnie, zacnie. - pochwaliłem sam siebie.

~~~
Miesiące mijały, a ja o dziwo ciągle byłem w watasze. Stało się tak wiele, że mój mózg za tym nie nadąża. Pojawiło się kilka wilków nowych, kilka zostało wygnanych za zdradę watahy. Szczerze? Myślałem, że to ja będę pierwszy...

Obecnie tuptałem sobie w kierunku... No właśnie... W sumie sam nie wiedziałem... Po prostu szedłem przed siebie. Nagle moim jakże bystrym oczom ukazał się widok Capitána i Renesmee. Rozmawiali o czymś, a po chwili wadera pożegnała się i odeszła. W mgnieniu oka znalazłem się przy becie.

- Siemanko Capitánie. - przywitałem się wesoło.

- Witaj Diegore. - odparł samiec z uśmiechem.

- Dawno ci głowy nie zawracałem. - odparłem skacząc wokół niego. Dosyć komicznie to wyglądało. Tak jakby uprawiał jakiś rytuał, brązowy basior służył mi za ognisko...

- Racja, dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać.

- No. Ale widzę, że ty i Rene dobrze sobie razem gawędzicie. - powiedziałem z uśmiechem, zatrzymując się obok samca. Capitán spojrzał na mnie z uniesioną brwią.

- Renesmee z tego co wiem jest sama, czyż nie?

- Tak, nie posiada obecnie partnera.

- Proponuje ci wślizgnięcie się na tą posadę. - odparłem z szerokim uśmiechem.

Capitánie? Nie wiem co tu się stało xD

Od Raquel Cd. Kzen’a




Raquel była bardzo zdezorientowana. Spojrzała w stronę Forêt de Vie, potem w stronę Golden Grove, gdzie pobiegł Kzen.

„Co do cholery…” - pomyślała.

Wahała się, czy pójść za samcem, czy wrócić bezpiecznie do jaskini. W końcu stwierdziła, że powoli uda się w stronę basiora. Wkroczyła z powrotem do złotego lasu. Korony drzew były oświetlone już ostatnimi promieniami słońca tego dnia. Minutę później słońce zaszło za horyzont. Zapadła noc. Wadera postanowiła, że dla własnego bezpieczeństwa zmieni się w niewidzialną. Przymknęła oczy i policzyła do dziesięciu. Po tym czasie była już niewidoczna.

Powolnym krokiem zaczęła iść głębiej w las. Wyczuła obecność Kzen’a kilkadziesiąt metrów na wschód. Zwróciła się w tym kierunku, cały czas uważając, żeby jej kroki były jak najcichsze. Słyszała jedynie huczenie sowy, której obecność wyczuła na starym dębie. Kzen’a nie potrafiła dostrzec. W pewnej chwili zauważyła blask latarni i przyspieszyła, żeby się przy niej znaleźć. Basior siedział z latarnią w pysku i nerwowo się rozglądał. Samica wpatrywała się w jego ruchy pełne obawy.

„Czego ty się boisz?” - pomyślała, marszcząc pysk.

Nie widziała powodu, dla którego Kzen mógł wystraszyć się „otwartej przestrzeni”. Dlaczego, do cholery, miał jej się obawiać wilk żyjący lesie, dla którego jedyną zamkniętą przestrzenią była jaskinia? To nie miało kompletnie żadnego sensu. Raquel postanowiła sprawdzić, czy samiec rzeczywiście tak się czymś denerwuje. Wciąż niewidzialna podniosła kamień, który znalazła obok siebie i rzuciła go w krzaki, powodując ich szelest. Szary wilk momentalnie odwrócił się w tamtą stronę, przyjmując postawę obronną. Chwilę czekał z najeżoną sierścią, po czym zaczął się wycofywać. Następnie rzucił się biegiem w stronę mostu. Wadera pobiegła za nim. Normalnie byłaby równie szybka, jednak przez wcześniejsze użycie mocy była słaba. Ledwo truchtała, mięśnie ją paliły. Niestety nadal nie opanowała cichego biegu, była pewna, że Kzen słyszał, że coś za nim idzie. Co jakiś czas odwracał łeb za siebie, ale nie potrafił dostrzec żadnej istoty.

Raquel zastanawiała się, czy nie popełnia błędu, goniąc go pod przykrywką niewidzialności, jednak żeby się przemienić musiałaby stanąć na moment i się skupić, wtedy zgubiłaby samca. Wystarczał jej już sam fakt, że była wolna przez osłabienie. Basior przebiegł właśnie przez most, który wcześniej uważał za niebezpieczny.

„Absurd” - pomyślała Raquel.

Basior zaczął słabnąć, widać było, że przeszkadza mu latarnia w pysku. Zwolnił, co dało szansę samicy, żeby mogła zmniejszyć dystans między nimi. Sama ledwie już biegła, czuła się, jakby zaraz miała zemdleć. Zatrzymała się i usiadła. Kzen również przystanął. Nie słyszał już żadnej istoty, która go śledziła. Nie było to nawet już dla Raquel istotne, przed oczami pojawiły jej się plamy. Upadła na ziemię, ciężko dysząc. Chciała odezwać się do wilka kilka metrów przed nią, jednak nie miała siły. Nie liczyła na to, że sam ją zauważy, przecież pozostawała niewidzialna.

<Kzen?>

Od Kuroi Hone Cd. Raquel



- Mam swoje sposoby.- Powiedziała wadera uśmiechając się pod nosem.

-Rozumiem.- Powiedział obojętnie basior.- Masz jakieś pomysły gdzie możemy znaleźć na- Tutaj Kuroi przerwał jakby ugryzł się w język.- twojego towarzysza?- Dokończył po krótkiej chwili.

Jeżeli Halcón i Gutou faktycznie poszli razem mogą z tego wyniknąć nie małe problemy. Co zrobi alchemiczka zobaczy kości smoka, które żyją? Możliwe, że poszłaby z tym do alfy, a Kuroi musiałby potwierdzić to co widziała, przez co alfa mogłaby zlecić przeszukanie terenu w celu znalezienia smoka. Jedną pozytywną rzeczą jest to, że towarzyszowi Raquel nic nie badzie, Gutou na pewno go chroni czując to, że jest młodym smokiem. Czasami Kuroi przeklina to, że jego towarzysz tak bardzo chroni młode smoki, ale teraz mogło okazać się to przydatne.

-Może Côte Focheuse?- Zapytała patrząc na czarnego basiora.

-Dobra, chodźmy.- Powiedział rzucając spojrzeniem na waderę, a następnie zaczął iść w kierunku Côte Focheuse.

Raquel widząc, że płatny morderca odchodzi lekko przyśpieszyła kroku by go dogonić przy tym nie odzywając się nawet słowem. Basior nie wiedział czy wadera się go nie bała, ale cisza nie przeszkadza mu, nawet jakby wadera zaczęła mówić głównie słuchałby tego co mówi mało co się odzywając. Szli tak kilka minut w milczeniu, czarny basior nie widział potrzeby by rozpocząć rozmowę, wadera najwyraźniej też.
Gdy doszli do celu poczuli wiatr podobny do tego na plaży. Było widać prawie idealnie duże fale rozbijają się o klify. Gdyby podeszło się bliżej krawędzi prawdopodobnie zostałoby się pomoczonym przez wodę. Właśnie przy tej krawędzi Kuroi coś zauważył, przez to zmarszczył też mocno brwi w podejrzliwym wyrazie. Jeden z kawałków skały musiał najwyraźniej odpaść.

Wadera także musiała to zauważyć ponieważ podeszła w tamto miejsce, jednak dosłownie chwilę później było słuchać trzask spowodowany odłamaniem się skały. Basior szybko odwrócił się w tamtą stronę, jego oczom ukazała się wadera, która zaraz miała spaść wraz z odłamkiem skały w dół. Kuroi stał na szczęście zaledwie parę metrów od tamtego miejsca, więc szybkim ruchem znalazł się obok wadery i w ostatnim momencie chwycił ją za skórę przy karku, starał się zrobić to tak by nie zranić alchemiczki. Płatny morderca stał mocno trzymając się podłoża, nie wiedział ile jeszcze utrzyma Raquel więc szybkim ruchem zabrał ją z powrotem na bezpieczny grunt. Teraz Raquel znajdowała się po jego lewym boku, za to Hone kątem oka spojrzał na nią.

-Nic ci nie jest?- Zapytał z obojętnym tonem waderę.

Raquel? ^^