Kzen siedział jeszcze chwilę w miejscu, w którym Raquel go opuściła. Słońce chyliło się ku zachodowi. Samiec dość szybko przebiegł i stanął koło jaskini wadery. Spała zwinięta. Nic dziwnego: w taką pogodę? Deszcz lał, a pioruny uderzały z hukiem. Co chwilę błyskawice rozświetlały ponure niebo. Samiec zrzucił, oczywiście już trochę nieświeżą, Lisurkę i postawił latarnię przy wejściu do jaskini. Jego futro było przemoczone, a krople opadały na ziemię. Wadera zerwała się ze snu, gdy tylko coś szurnęło. Kzen szybko wyskoczył z jaskini zapominając o latarni. Jednak jego oczy wystarczały, by lekko rozświetlić panujący mrok. Samica szybko kapnęła się, że wilk ją obserwował. Zrobiła też skwaszoną mnę na widok Lisurki. Była dość spokojna póki błyskawica nie ukazała wilczego cienia. Wilczyca odskoczyła, bo przecież nie miała pojęcia, że to Kzen. Jednakże szybko się o tym przekonała. Lekko wystawiła pysk z jaskini. Nie dojrzała nikogo ani niczego. *Egh... Niech będzie* - pomyślała i wyszła na ulewę. Jej futro szybko nasiąknęło wodą. Basior natomiast wyszedł z krzaków.- Co ty tu robisz?! - oburzyła się alchemiczka
- A jak myślisz?
- N-nie wiem - zaraz po jej słowach, Kzen odsłonił ostre kły.
- Nie wiesz, że lepiej mnie nie wkurzać?
- Um. Nie - samica była spokojna, ale ciarki przeszły ją na myśl o ataku wielkiego samca. On nie miał wcale ochoty atakować niewinnej wadery, więc wskoczył w krzaki. Usłyszał tylko krzyk Raquel:
- Znowu, cholera?! - nie usłyszała ona odpowiedzi. Jej myśli zamgliły pytania.
- Tylko wybierz dobrze! - tajemniczy głos nie dawał jej spokoju. Nie wiedziała która opcja jest dobra, a były aż trzy: albo pobiec za Kzen'em, albo wrócić do bezpiecznej jaskini, albo jeszcze powiedzieć o tym Renesmee. Postanowiła wrócić do jaskini. Jednak pewien huk, rozbrzmiewający co chwilę nie dawał jej spokoju. Nie był to szary samiec, bo on pobiegł gdzieś, albo pioruny. Poza tym było by widać jego żółte ślepia. Ten huk mroził krew w żyłach. Lepiej było nie wiedzieć co to jest...
Raquel??
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
sobota, 28 listopada 2020
Od Bai Langa Cd. Diegore
Bai uśmiechnął się delikatnie rozbawiony. Zachowanie Diegore było dla Baiego czymś nowym i niespotykanym, pierwszy raz spotkał takiego wilka jak on.
-Miło mi cię poznać Diego.- Powiedział przyjaźnie, ale przy tym nadal lekko nieśmiale Bai.
-Nawzajem Bai Lang.- Odparł, uśmiechając się biały basior.
-Oh, wystarczy Bai, nie musisz mówić do mnie pełnym imieniem.
-I super.- Diegore Baiowi wdawał się naprawdę bardzo pewny siebie. Zielarz jest jego przeciwieństwem, Lang naprawdę chciałby mieć choćby odrobinę takiej pewności siebie.
-Co się stało, że trafiłeś do jaskini medycznej i jesteś ranny?- Zapytał tonem, w którym było słychać troskę oraz zmartwienie.
Zazwyczaj właśnie takie podejście miał do pacjentów Bai, może to wynikać z tego, że wcześniej większością jego pacjentów były szczeniaki, więc to już pewnie jego takie przyzwyczajenie. W czasie czterech miesięcy przed jego drugimi urodzinami Lang odwiedził dwie watahy, gdzie pomógł paru szczeniakom, ponieważ akurat w tamtym czasie medycy watah byli zajęci.
-Cóż... sterty liści mogą być zdradzieckie.
Zaraz po tych słowach do jaskini medycznej ponownie wszedł skrzydlaty medyk.
-Przepraszam, muszę odłożyć zioła na ich miejsca. Możemy porozmawiać później.- Powiedział zielarz, patrząc na śpiewaka.
-Nie ma problemu.
Bai kiwnął łbem i udał się w stronę półek z ziołami. Udało mu się jeszcze usłyszeć głos Tarou, który mówił coś do Diegore, jednak nie wiedział co dokładnie, bo nie zwrócił na to uwagi.
Diegore? UwU
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 217
Ilość zdobytych PD: 108
Obecny stan: 3830 + 108 = 3938
Obecny stan: 3830 + 108 = 3938
Od Kuroi Hone Cd. Raquel
Kuroi stanął chwilę patrząc przy tym nieprzyjemnym wzrokiem na waderę, która przybrała dosyć ponury wyraz twarzy.
- No a wiesz co to jest?- Zapytała wadera basiora.
-Nieważne.
-Jeżeli coś o tym wiesz powinieneś powiedzieć, to może być ważne.- Poważny ton wadery z lekka zaciekawił Kuroiego, wcześniej była zupełnie inna.
-Mówiłem, nieważne, nic o tym nie wiem.- Odparł poważnym tonem, jednak w jego głosie można było usłyszeć ciut złości.
Raquel niczego nie odpowiedziała, odwróciła się i zaczęła iść za śladami jej towarzysza. Czarny basior jednak na chwilę się zatrzymał lekko podnosząc łeb i patrząc na horyzont. 'Gutou, naprawdę? Czemu zawsze gdy spotykasz smoka robisz coś tak głupiego?'- zapytał basior sam siebie, a raczej jego towarzysza.
Kuroi spojrzał na waderę, która już oddaliła się o parę metrów, szybkim krokiem znalazł się trochę za nią obok jej boku.
-Wybacz, czasami daję ponieść się emocją.- Odparł z prawie nie słyszalną skruchą w głosie. Przez takie sytuacje Hone uważa, że nie jest najlepszym płatnym mordercą. W końcu nie powinien dać ponieść się emocją, prawda?
-Nie powinnam była pytać.
-Mam podejrzenia co to może być. To z czym poszedł twój towarzysz.- Powiedział poważnym tonem. Wadera na te słowa zatrzymała się na chwilę.- To może być inny smok, słyszałem, że po między rasami smoków istnieją specyficzne więzi. Ponoć łatwo im się dogadać i często pomagają lub uczą się nawzajem.
Po tych słowach Kuroi zamilkł niczego nie mówiąc, czekał jedynie na to co odpowie wadera. Tym razem nie kłamał, naprawdę posiadał taką wiedzę. Zależy mu na szybkim znalezieniu tej dwójki, a to może w jakikolwiek sposób w tym pomóc.
- No a wiesz co to jest?- Zapytała wadera basiora.
-Nieważne.
-Jeżeli coś o tym wiesz powinieneś powiedzieć, to może być ważne.- Poważny ton wadery z lekka zaciekawił Kuroiego, wcześniej była zupełnie inna.
-Mówiłem, nieważne, nic o tym nie wiem.- Odparł poważnym tonem, jednak w jego głosie można było usłyszeć ciut złości.
Raquel niczego nie odpowiedziała, odwróciła się i zaczęła iść za śladami jej towarzysza. Czarny basior jednak na chwilę się zatrzymał lekko podnosząc łeb i patrząc na horyzont. 'Gutou, naprawdę? Czemu zawsze gdy spotykasz smoka robisz coś tak głupiego?'- zapytał basior sam siebie, a raczej jego towarzysza.
Kuroi spojrzał na waderę, która już oddaliła się o parę metrów, szybkim krokiem znalazł się trochę za nią obok jej boku.
-Wybacz, czasami daję ponieść się emocją.- Odparł z prawie nie słyszalną skruchą w głosie. Przez takie sytuacje Hone uważa, że nie jest najlepszym płatnym mordercą. W końcu nie powinien dać ponieść się emocją, prawda?
-Nie powinnam była pytać.
-Mam podejrzenia co to może być. To z czym poszedł twój towarzysz.- Powiedział poważnym tonem. Wadera na te słowa zatrzymała się na chwilę.- To może być inny smok, słyszałem, że po między rasami smoków istnieją specyficzne więzi. Ponoć łatwo im się dogadać i często pomagają lub uczą się nawzajem.
Po tych słowach Kuroi zamilkł niczego nie mówiąc, czekał jedynie na to co odpowie wadera. Tym razem nie kłamał, naprawdę posiadał taką wiedzę. Zależy mu na szybkim znalezieniu tej dwójki, a to może w jakikolwiek sposób w tym pomóc.
Raquel? ^^
piątek, 27 listopada 2020
Od Andzi cd. Kuroi Hone
Należałam już do watahy i już posiadłam towarzysza, a była nią Aludra. Postanowiłam z nią trochę potrenować na polanie, nie znam jeszcze wszystkich nazw terenów watahy.
-Aludra, dziś trening bez używania mocy, łącznie ze znikaniem- odparłam. Aludra kiwnęła głową i obie stanęłyśmy naprzeciwko siebie w pozycji walki. Zapomniałam wspomnieć o tym, że ma nie używać pazurów i kłów. Jednak było za późno, Aludra podrapała mi grzbiet i właśnie wbijała kły aby lepiej się utrzymać.
- Aludra!!!- użyłam mocy, aby podnieść jej poziom strachu. Od razu pościła i telepatycznie mnie przeprosiła.
- Teraz muszę udać się do medyka, no super. Ty idziesz ze mną- powiedziałam i ruszyłam z towarzyszką do jaskini Medyka.
Kiedy dotarłam na miejsce zauważyłam czarnego basiora. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc postanowiłam pokrążyć blisko czekając aż odejdzie, jednak mnie zauważył i nie odchodził.
-Chodź Aludra, zachowuj się- ruszyłam, a przy mnie Aludra.
- Hej- odparłam- jestem Andzia, a to Aludra. Jakby co to rany są jej sprawką, ćwiczyliśmy i zapomniałam powiedzieć, że ma nie używać pazurów i kłów, e było za późno.
-Aludra, dziś trening bez używania mocy, łącznie ze znikaniem- odparłam. Aludra kiwnęła głową i obie stanęłyśmy naprzeciwko siebie w pozycji walki. Zapomniałam wspomnieć o tym, że ma nie używać pazurów i kłów. Jednak było za późno, Aludra podrapała mi grzbiet i właśnie wbijała kły aby lepiej się utrzymać.
- Aludra!!!- użyłam mocy, aby podnieść jej poziom strachu. Od razu pościła i telepatycznie mnie przeprosiła.
- Teraz muszę udać się do medyka, no super. Ty idziesz ze mną- powiedziałam i ruszyłam z towarzyszką do jaskini Medyka.
Kiedy dotarłam na miejsce zauważyłam czarnego basiora. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc postanowiłam pokrążyć blisko czekając aż odejdzie, jednak mnie zauważył i nie odchodził.
-Chodź Aludra, zachowuj się- ruszyłam, a przy mnie Aludra.
- Hej- odparłam- jestem Andzia, a to Aludra. Jakby co to rany są jej sprawką, ćwiczyliśmy i zapomniałam powiedzieć, że ma nie używać pazurów i kłów, e było za późno.
Kuroi Hone?
Od Raquel Cd. Kzen’a
Samica prychnęła.
- Żartujesz sobie, tak? - spojrzała na towarzysza z niedowierzaniem.
- Że niby co? - Kzen przechylił głowę.
Raquel pokręciła łbem.
- Wracam do jaskini. - powiedziała.
Odwróciła się tyłem do samca i zaczęła iść w stronę domu. Była niesamowicie słaba, sama nie wiedziała, jak udało jej się wstać, skoro zemdlała i kompletnie opadła z sił. Szła powoli, co dało niestety basiorowi szansę na dotrzymanie jej kroku.
- No weź… - zaczepił ją.
- Co, Kzen? Co mam wziąć? Tą sytuację na poważnie? Na pewno nie. - odwróciła się i z trudem przyspieszyła kroku.
Chwilę szła w spokoju, co ją zdziwiło. Jednak po krótkim czasie ponownie zjawił się obok niej wilk z biedną, zabitą przez niego lisiurką. Kzen patrzył na Raquel. Ta starała się nie zwracać na niego uwagi.
- Może jednak skusisz się na kolację…? - mówienie było dla niego trudniejsze, kiedy w zębach trzymał zwierzynę.
Raquel zatrzymała się gwałtownie, czym wywołała wyraźne zdziwienie samca. Odłożył zdobycz na ziemię. Wadera wzięła oddech i zaczęła mówić:
- Mam serdecznie dość tego absurdu. Boisz się „otwartej przestrzeni”, nie dajesz mi żadnych odpowiedzi, nie obchodzi cię to, że mdleję, zabijasz biedne zwierzę najwyraźniej na pokaz…
- A… A te głosy? - wtrącił Kzen.
- Jakie zaś głosy?
- No te, które słyszysz…
Samica skrzywiła się najbardziej jak do tej pory.
- Słucham? To, że mówię czasami do siebie nie oznacza, że słyszę jakieś głosy…
- No ale przecież… - przerwał jej.
- ŻADNE, KURWA, PRZECIEŻ! - wrzasnęła na niego. - Pozwól, że sama będę decydować o tym, co słyszę i czuję, ty lepiej pilnuj własnego nosa! Jak chcesz, to uciekaj sobie dalej przed „otwartą przestrzenią” i zabijaj małe zwierzęta dla zabawy, nie zamierzam dłużej prowadzić tej rozmowy! Idę do jaskini, dobranoc.
Basior nic nie odpowiedział. Jego mina wyrażała szok i niedowierzanie. Pewnie myślał, że Raquel jest jakąś delikatną duszyczką, z którą można było robić co tylko się chciało. Jeśli tak mu się wydawało, to grubo się mylił. Naraził się teraz na jej gniew.
Szła pewnie, ale wciąż wolno. Nogi bolały ją niemiłosiernie, krzycząc na samca zużyła resztki cennych sił. Była już blisko laboratorium, co bardzo ją ucieszyło. Obróciła się, żeby sprawdzić, czy Kzen jej nie śledzi, ale nic nie zobaczyła. Ucieszyła się z tego, że najwyraźniej zrozumiał i postanowił zostawić ją w spokoju.
Weszła do wnętrza jaskini i odetchnęła z ulgą. Rzuciła się na swoje posłanie zrobione z kamienia porośniętego grubą warstwą mchu. Ostatnio tak źle czuła się właśnie wtedy, gdy użyła swojego roślinkowego daru do przyspieszenia wzrostu owego mchu. Położyła się i nawet nie zauważyła, jak szybko sen ją ogarnął.
<Kzen?>
- Żartujesz sobie, tak? - spojrzała na towarzysza z niedowierzaniem.
- Że niby co? - Kzen przechylił głowę.
Raquel pokręciła łbem.
- Wracam do jaskini. - powiedziała.
Odwróciła się tyłem do samca i zaczęła iść w stronę domu. Była niesamowicie słaba, sama nie wiedziała, jak udało jej się wstać, skoro zemdlała i kompletnie opadła z sił. Szła powoli, co dało niestety basiorowi szansę na dotrzymanie jej kroku.
- No weź… - zaczepił ją.
- Co, Kzen? Co mam wziąć? Tą sytuację na poważnie? Na pewno nie. - odwróciła się i z trudem przyspieszyła kroku.
Chwilę szła w spokoju, co ją zdziwiło. Jednak po krótkim czasie ponownie zjawił się obok niej wilk z biedną, zabitą przez niego lisiurką. Kzen patrzył na Raquel. Ta starała się nie zwracać na niego uwagi.
- Może jednak skusisz się na kolację…? - mówienie było dla niego trudniejsze, kiedy w zębach trzymał zwierzynę.
Raquel zatrzymała się gwałtownie, czym wywołała wyraźne zdziwienie samca. Odłożył zdobycz na ziemię. Wadera wzięła oddech i zaczęła mówić:
- Mam serdecznie dość tego absurdu. Boisz się „otwartej przestrzeni”, nie dajesz mi żadnych odpowiedzi, nie obchodzi cię to, że mdleję, zabijasz biedne zwierzę najwyraźniej na pokaz…
- A… A te głosy? - wtrącił Kzen.
- Jakie zaś głosy?
- No te, które słyszysz…
Samica skrzywiła się najbardziej jak do tej pory.
- Słucham? To, że mówię czasami do siebie nie oznacza, że słyszę jakieś głosy…
- No ale przecież… - przerwał jej.
- ŻADNE, KURWA, PRZECIEŻ! - wrzasnęła na niego. - Pozwól, że sama będę decydować o tym, co słyszę i czuję, ty lepiej pilnuj własnego nosa! Jak chcesz, to uciekaj sobie dalej przed „otwartą przestrzenią” i zabijaj małe zwierzęta dla zabawy, nie zamierzam dłużej prowadzić tej rozmowy! Idę do jaskini, dobranoc.
Basior nic nie odpowiedział. Jego mina wyrażała szok i niedowierzanie. Pewnie myślał, że Raquel jest jakąś delikatną duszyczką, z którą można było robić co tylko się chciało. Jeśli tak mu się wydawało, to grubo się mylił. Naraził się teraz na jej gniew.
Szła pewnie, ale wciąż wolno. Nogi bolały ją niemiłosiernie, krzycząc na samca zużyła resztki cennych sił. Była już blisko laboratorium, co bardzo ją ucieszyło. Obróciła się, żeby sprawdzić, czy Kzen jej nie śledzi, ale nic nie zobaczyła. Ucieszyła się z tego, że najwyraźniej zrozumiał i postanowił zostawić ją w spokoju.
Weszła do wnętrza jaskini i odetchnęła z ulgą. Rzuciła się na swoje posłanie zrobione z kamienia porośniętego grubą warstwą mchu. Ostatnio tak źle czuła się właśnie wtedy, gdy użyła swojego roślinkowego daru do przyspieszenia wzrostu owego mchu. Położyła się i nawet nie zauważyła, jak szybko sen ją ogarnął.
<Kzen?>
Od Raquel Cd. Kuroi Hone
Skała odłamała się i roztrzaskała się o morskie fale.
- Nic ci nie jest? - Hone zwrócił się do samicy z obojętnym wyrazem twarzy.
Serce Raquel biło jak oszalałe. Była zdezorientowana i zszokowana tym, co się właśnie stało. Mogła spaść do morza, jednak szybki refleks Kuroi ją uratował.
- Dziękuję… - wydukała po chwili. - W tej chwili mogłabym być plackiem z wilka podanym na skałach na dole…
- Drobiazg. - odpowiedział basior bez emocji.
- I chyba nic mi nie jest. Tylko trochę mnie niepokoją te kruszące się klify.
- Myślisz, że Halcón mógł sobie coś zrobić?
- Wiem, że go tu nie ma. - wadera ponownie nie wyczuła w okolicy żadnych stworzeń. - Znaczy nie ma go żywego. Boję się, że spadł… Nie jest dobry w lataniu…
- Spokojnie. Myślę, że zostałby uratowany jak ty przed chwilą. - zapewnił ją Kuroi Hone.
- Przez to tajemnicze stworzenie?
- Na przykład. - basior odwrócił się i zaczął iść przed siebie.
- Gdzie teraz? - zapytała Raquel, kiedy znowu znalazła się obok niego.
- Nie mam pojęcia… Myślę, że powinniśmy znowu poszukać jakichś śladów…
Samica przybliżyła łeb do ziemi. Wrócili na piasek, więc ślady łapek powinny być widoczne. Nic jednak nie potrafiła dojrzeć.
- Gdzie jesteś? - zapytał samiec cicho.
Raquel spojrzała na niego dziwnie, po czym kontynuowała szukanie śladów. Udali się jak najbliżej dolnej części klifu, żeby na wszelki wypadek przekonać się, czy niej znajdą tam zwłok małego smoka. Mógł on oczywiście wylądować w wodzie, tego jednak nie byli w stanie sprawdzić.
- Spójrz, tędy coś szło! - w końcu Raquel wpadła na częściowo zatarte ślady.
Basiorowi pojawiły się iskierki w oczach.
- To nie są ślady Halcóna. - oznajmił poważnym tonem. - To to drugie stworzenie. Jeśli rzeczywiście cały czas trzymali się razem, to ślady twojego towarzysza też gdzieś tu będą.
- Chyba, że jakimś cudem leciał… - samica zatrzymała się nad pojedynczym śladem dwóch kocich łapek. - To jego, ale znalazłam tylko po dwie łapki co kilka metrów… Odbijał się od podłoża i próbował używać skrzydeł?
- Może - Hone wzruszył ramionami.
- To w sumie dobrze, że się uczy, ale… Czemu? Czemu beze mnie, czemu z tym dziwnym stworzeniem?
- Dziwnym? - obruszył się Kuroi.
- No a wiesz co to jest? - tym razem Raquel przybrała bardziej ponury wyraz twarzy, ironicznie pytając samca.
<Kuroiii?>
Od Bai Langa Cd. Tsuki
Bai westchnął w wyrazie bezsilności... Wcześniej, gdy zielarz wrócił z Golden Grove, został poproszony przez Rena o pomoc i udali się do jaskini medycznej. Zastali tam Tarou, który wykonywał przedziwne akrobacje przy półce z ziołami. Jak się okazało od rana, w jaskini medycznej jest problem z jednym kolfrenkiem, który podkrada zioła. Dwaj medycy widzieli go jeden raz, ale przy tym przyłapali go na kradzieży ziół, niestety nie zdążyli go złapać, a ten uciekła. Ponoć ta sytuacja z rana z tymi znikającymi ziołami nie była ostatnia.
-Jak myślicie, gdzie go znajdziemy?- Zapytał Lang.
-Może ma gdzieś tu swoją norkę?- Zasugerował Ren. Pozostała dwójka kiwnęła głowami.
I tak medycy i zielarz zaczęli szukać jakichkolwiek szczelin, gdzie mogłoby znaleźć się zwierzątko, ale skończyło się na tym, że niczego nie znaleźli, żadnej szczeliny gdzie kolfrenek mogłaby się schować lub choćby wejść.
-Tam jest!- Krzyknął Tarou, widząc małego szkodnika, wśród ziół na półkach.
Cała trójka podbiegła w tamtą stronę by go złapać, gdy prawie już go mieli, wymknął się i zaczął uciekać w stronę wyjścia z jaskini. Gdy trójka basiorów straciła już nadzieje, że uda im się złapać małego złodziejaszka pojawiła się Tsuki, która swoją łapą przycisnęła do ziemi, kolfrenka przy tym go zatrzymując.
-Tsuki! Całe szczęście.- Powiedział Bai z delikatnym uśmiechem.
-Od rana mamy problem z tym małym złodziejem.- Odparł Ren, patrząc na przyciśnięte przez łapę wadery zwierzątko.
-Już baliśmy się, że nam zwieje. Na całe szczęście udało ci się go zatrzymać.
-Jak myślicie, gdzie go znajdziemy?- Zapytał Lang.
-Może ma gdzieś tu swoją norkę?- Zasugerował Ren. Pozostała dwójka kiwnęła głowami.
I tak medycy i zielarz zaczęli szukać jakichkolwiek szczelin, gdzie mogłoby znaleźć się zwierzątko, ale skończyło się na tym, że niczego nie znaleźli, żadnej szczeliny gdzie kolfrenek mogłaby się schować lub choćby wejść.
-Tam jest!- Krzyknął Tarou, widząc małego szkodnika, wśród ziół na półkach.
Cała trójka podbiegła w tamtą stronę by go złapać, gdy prawie już go mieli, wymknął się i zaczął uciekać w stronę wyjścia z jaskini. Gdy trójka basiorów straciła już nadzieje, że uda im się złapać małego złodziejaszka pojawiła się Tsuki, która swoją łapą przycisnęła do ziemi, kolfrenka przy tym go zatrzymując.
-Tsuki! Całe szczęście.- Powiedział Bai z delikatnym uśmiechem.
-Od rana mamy problem z tym małym złodziejem.- Odparł Ren, patrząc na przyciśnięte przez łapę wadery zwierzątko.
-Już baliśmy się, że nam zwieje. Na całe szczęście udało ci się go zatrzymać.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 238
Ilość zdobytych PD: 119
Obecny stan: 3711 + 119 = 3830
Obecny stan: 3711 + 119 = 3830
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki






