Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ice Queen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ice Queen. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2020

Od Ice Queen - 7 trening inteligencji

Ostatni trening chodził mi po głowie przez cały dzień. Obrona podsumowała się sama, bo miałam małe przygody związane z moim pechem. Jednak udało mi się go pokonać. Tym razem potrzebowałam paru członków watahy. Najpierw zwróciłam się do Rene z prośbą by przetestowała moją wiedzę na temat taktyki, jakichś schematów. Miałam nerwy jak ze stali, a kiedy wadera się mnie o coś pytała zastanawiałam się dość szybko i odpowiadałam pięknymi długimi zdaniami. Alfa była pod wrażeniem, cieszyłam się iż zauważyła poprawę w mojej inteligencji. Wiedziałam że niema czasu więc długo nie przepytywała mnie z wiedzy o strategiach. Kiedy ktoś ją zawołał, kiwnęła do mnie głową i uśmiechnęła się zadowolona. Poprawiła również moje samopoczucie...
Wtem szybkim aczkolwiek luźnym krokiem udałam się do Raq. U niej miałam dla mnie najtrudniejsze zadanie, miałam wybrać książkę i spróbować przeczytać jak najszybciej... W taki sposób bym również wiedziała co w niej pisze. Tak zwane czytanie ze zrozumieniem! Zadaniem wadery było liczyć czas w który przeczytałam ową książkę jak i przepytanie mnie z jej treści. Raquel była idealną osobą do tego zadania, była bardzo oczytana i wierzyłam że da mi wycisk jak na ostatnim treningu obrony! Jak sądziłam, tak się stało. Czas w którym przeczytałam książkę był bardzo dobry, lecz nie sądziłam że wadera podsunie mi kartkę na której mam zapisać odpowiedzi na jej pytania. Było ich dziesięć, a każde było trudniejsze od drugiego. Udało mi się odpowiedzieć na osiem a to już coś. Podziękowałam samicy i udałam się do swojej jaskini.
Tam czekały już na mnie dwie urocze wadery, Sam i Tris. One również miały sprawdzić moją wiedzę. Zagrałyśmy w parę gier jak i zadały mi sporo zagadek. Dla podpuchy niektóre zagadki z treningów, by zobaczyć poprawę mojej pamięci. Byłam zachwycona jak przez te parę dni udało mi się poprawić swoją inteligencje. Jednak dobrze wiedziałam, że to w większości zasłucha moich przyjaciół i znajomych.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 308
Ilość zdobytych PD: 154
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do inteligencji

Gratulacje trening zaliczony! 


sobota, 5 grudnia 2020

Od Ice Queen - 6 trening inteligencji

Dziś stwierdziłam iż popracuję nad inteligencją w formie strategii i taktyki. Mimo iż wcale nie było mi to do końca potrzebne do pełnionego stanowiska. Chociaż, mogę mieć jakąkolwiek taktykę obrony. Jednak to przećwiczyłam ostatnio i ogarniam bez problemu pozycje obronne. Głównie chodzi o to iż dziewczyny rysowały dla mnie jakieś zagadki a ja musiałam opracować taktykę lub rozwiązać zagadkę. Sprawiało nam to wiele radości, zwłaszcza że połączyłyśmy przyjemne z pożytecznym . Po jakimś czasie troszkę nam się znudziło i zaczęłyśmy bawić się w zagadki z liczbami siedząc w kole. Nie okazałam się niestety zbyt inteligenta jeśli chodzi o tą grę na początku , nie do końca jej rozumiałam. Ale Sam i Tris były tym bardzo dobre , dzięki nim zaczęłam to rozumieć. Po zabawnej nauce udałam się do Rene i poprosiłam o jakieś książki które posiadała. Wiedziałam że kitra je gdzieś w jaskini, lubiła przygotówki ... wydaje mi się że ja też. Zwłaszcza po tym jak przeczytałam dwie bez większej trudności, czytanie szło mi o wiele lepiej. Rozumiałam wszystko i czytałam o wiele szybciej. Byłam z siebie dumna! Ogółem jedna z książek była typowo o taktykach. Autorem był niejaki znany samiec z pewnej watahy oddalonej na południe. Totalnie nie wiem kto to, tylko tyle że był strategiem. No i taktyki miał zarąbiste, jedynie trudne do zapamiętania ... Musiałabym paręnaście razy to przeczytać z moją aktualną inteligencją.. Tylko dlatego że były rozbudowane i było ich sporo...

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 230
Ilość zdobytych PD: 115
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do inteligencji

piątek, 4 grudnia 2020

Od Ice Queen - 5 trening inteligencji

Nastał wieczór a ja nie wiedziałam co ze sobą począć. Zwłaszcza że dzisiaj nie przyjęłam jeszcze solidniej porcji treningu... Miałam plany, ale jakoś wszystko się skomplikowało. Masakra! Wyszłam z jaskini i zaczęłam oglądać gwiazdy, ciemna noc spowijała już terany watahy. Księżyc był strasznie mały. Stwierdziłam że zrobię coś mega dziwnego, ale może pomoże mi to w moim celu. Policzę gwiazdy! Wiem że mi się to nie uda, nie zliczę ich wszystkich. Ale przynajmniej spróbuje. Najpierw musiałam znaleźć jakieś miejsce w którym będzie widać je najlepiej. Uśmiechnęłam się zawadiacko krocząc w stronę plaży, tam rozsiadłam się wygodnie.. Lecz wcześniej przyniosłam dziesięć kamieni, pewnie nie wiecie totalnie po co mi one? Nooo będę dodawać gwiazdy, w liczeniu nie jestem zbyt mocna. Szczerze potrafię tylko do 100. Później niby jest łatwo ale muszę sobie układać setki. Więc jeden kamień to jest sto gwiazd. Wzięłam dziesięć, no to do tysiąca na 100% doliczę. Mruknęłam w myślach bo wcale nie podobał mi się do końca mój pomysł. Nie lubię takich monotonnych zajęć, które wymagają cierpliwości. Ale przynajmniej ją przy okazji sobie poćwiczę.
Bez dłuższego zwlekania zaczęłam je liczyć, co jakiś czas zamykało mi się jedno oko i na początku udało mi się zliczyć tylko dwa kamienie.. No i musiałam zaczynać od nowa, bo totalnie się pogubiłam. Miałam chęć rąbnąć te kamienie do wody i odejść z fochem, ale to nie byłabym ja. Warknęłam na siebie samą i zaczęłam od nowa , no i od nowa...OD NOWA. Ale w końcu udało mi się! Ostatni kamień przeturlałam powoli do reszty z uśmiechem na pysku. TYSIĄC! Policzyłam do tysiąca, to już coś dla mojej osoby.


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 267
Ilość zdobytych PD: 133
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do inteligencji

czwartek, 3 grudnia 2020

Od Ice Queen - 4 trening inteligencji

Wparowałam pełna entuzjazmu i energii do jaskini Raq. Wadera spojrzała na mnie zdziwiona, po czym zaśmiała się barwnie pod nosem. Pewnie rozbawiłam ją swoją postawą. Wyglądało to jakbym miała odbyć jakiś trening siłowy i się na niego przygotowywała. Lecz tym razem wpadłam by pożyczyć jakąś książkę od wadery. Pewnego dnia widziałam że ma ich parę ale jakoś specjalnie ich nie używa. Więc pełna radości zapytałam uprzejmie o książkę, samica jedynie kiwnęła głową. Życząc mi powodzenia i prosząc bym oddała ją w całości. Mówiła też coś bym nie mówiła niektórych nazw na głos, nie wiedziałam dlaczego. Jednakże obiecałam dostosować się do jej prośby po czym pobiegłam gdzieś w las. Sądziłam że lepiej będzie mi się czytać na świeżym powietrzu. No i miałam rację. Otworzyłam książkę i powoli zaczęłam wczytywać się w jej treść. Ogółem pisano tam o różnych magicznych eliksirach, przedmiotach. Jak je zaczarować, książka na początku była mega nudna. I prawie usnęłam... Ale po jakimś czasie stwierdziłam że muszę się wziąć w garść bo od spania to nie zmądrzeje. Przeczytałam całą, dzięki temu potrafiłam czytać szybciej ... No i ze zrozumieniem. Już nie myliłam słów, jak to było dotychczas. Skocznym krokiem wybrałam się do jaskini wadery, oddałam książkę i zaczęłam jej ją opisywać. Zwiększyła się również moja pamięć... bo pamiętałam dość sporo. Samica zaśmiała się i stwierdziła że dobrze to na mnie wpłynęło. Sama nie wiem co zrobię ze sobą jutro , ale jeszcze muszę wyćwiczyć moją inteligencje .


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 236
Ilość zdobytych PD: 118
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do inteligencji

środa, 2 grudnia 2020

Od Ice Queen - 3 trening inteligencji

Dziś dzień był cudowny , lecz miałam wrażenie że o czymś zapomniałam. Dopiero późnym południem gdy weszłam do jaskini i zobaczyłam na ścianie lekką białą kreskę, przypomniałam sobie o magicznym kamieniu którym można rysować. A co najlepsze pisać i uczyć się tego. Sam i Tris akurat były a jaskini, uśmiechnęłam się promiennie i zaczęłam im o tym opowiadać. Tris stwierdziła że to nie jest żaden magiczny kamień , ani kryształ. Nic z tych rzeczy, to po prostu kamień, minerał... wapień, wapno. Jak kto woli, przynajmniej dokładnie wiedziałam już co to. No i że jest tego na świecie więcej, całe szczęście. Wadery zabrały się do rysowania, na początku szło to dość opornie. Ale po paru minutach nawet zadawałyśmy sobie zagadki. Jedna rysowała jakąś część i musiałyśmy zacząć myśleć, ruszyć tą mózgownicą. Działał też płat który odpowiadał za kreatywność, to już coś. Samya narysowała podłużną kreskę, czułam się głupio. Ale po chwili zaczęła rysować ją slalomem, oczy , zero odnóży. Kiedy już wiedziałam co tam mogłam albo krzyknąć co to, albo iść dorysować. Wybrałam drugą opcje i podchodząc do wadery dorysowałam resztę węża. Przyszła kolej na mnie, musiałam dać im coś łatwego ale podchwytliwego. Spojrzałam na Tris i zaczęłam ją rysować, nie wychodziło mi to jakoś perfekcyjnie. Ale jej kontury rysowały się białą kreską bardzo sprawnie. Po chwili musiałam przyznać się co to, po paru rundach wydawało mi się to coraz łatwiejsze. Stwierdziłam ze to dobra zabawa na rozwijanie swoich umiejętności , lecz jutro chciałabym przejść się do Raq i poprosić o jakąś książkę o Alchemii. Czemu by nie dowiedzieć się więcej o jej pracy, w końcu jest dla mnie trudna, niezrozumiała i bardzo skomplikowana. Kto wie, może wreszcie pojmę, czemu wadera ją tak lubi...


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 279
Ilość zdobytych PD: 139
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do inteligencji

wtorek, 1 grudnia 2020

Od Ice Queen - 2 trening inteligencji

Z rana znów padało, a ja nie chciałam jakoś specjalnie moczyć futra. Zwłaszcza że na zewnątrz mało kto się poruszał. Powiewało mrozem, wszyscy uciekali od zimna. Ja zaś kochałam zimno i ogółem jakoś specjalnie go nie odczuwałam. Dobrze wiedziałam że jeśli miałaby nadejść śnieżyca lub byłoby tak zimno że wszystko by zamarzało. Ja bym przeżyła i pomagała jak najlepiej , mojej kochanej watasze. Ale mniejsza o zimno, mróz , lichą pogodę i o mnie. Miałam chęć usiąść i zacząć robić coś , co rozwinie moje umiejętności. Na początek wzięłam biały kamyk i zaczęłam rysować nim po ścianie. Mam nadzieje że moje współlokatorki nie będą miały mi tego za złe. Narysowałam coś dziwnego i próbowałam to zetrzeć, okazało się że ten kamień musiał mieć jakieś specjalne właściwości... Może to magia? (NIE ICE TO KREDA GŁUPKU) Podczas gdy pocierałam go łapą , znikał. Uśmiechnęłam się i zaczęłam rozglądać. W głębi naszej jaskini było jeszcze kilka takich kamyków. Mogłabym też rysować lodem który by się rozpuszczał, ale wszystko by znikało co jakiś czas. Po chwili zaczęłam pisać, pisać na tej ścianie moją historię. Ogółem, moje przeżycia. Rzeczy które chciałabym zrobić... Osiągnąć. Pisanie nie przychodziło mi wcale aż tak łatwo. Niektóre znaki były niezrozumiałe i rozmywałam je niechcący łapą. Muszę nad tym popracować. Jutro pokażę to Sam i Tris! Mam nadzieje że im się spodoba i będziemy mogły robić coś z tym razem.


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 225
Ilość zdobytych PD: 112
Nagroda za trening: 100 PD + 2 punkty do inteligencji

poniedziałek, 30 listopada 2020

Od Ice Queen Cd. Samyi


Nikogo nie było w jaskini, więc i ja zmuszona byłam ją opuścić. Sam poszła chyba się gdzieś przejść lub upolować coś do jedzonka. Tristane widziałam przechodzącą przed jaskinią razem z Tarou. Sądzę że są dość blisko, choć mogę się mylić. Po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam że również wylezę z nory i może coś porobię. Moim celem było znaleźć Rene i podpytać co tam u niej słychać. Jednak na pierwszy plan wysunęło się polowanie na jakąś ciekawą zwierzynę. Ponieważ moja ,,bestia'' dała o sobie znać i jej ,,ryk'' odbijał się echem. Zaśmiałam się pod nosem i westchnęłam obracając się na pięcie. Polowanie czas zacząć! Lubiłam te chwile, mogłam się sprawdzić i spodziewać się niespodziewanego ze strony obiadu. Nigdy nie lekceważyłam zwierzyny, nawet jakiejś małej przystawki. W końcu nie wiadomo co może się pewnego dnia przydarzyć, będąc młodsza pamiętam jak musiałam się napocić by upolować coś większego. Aktualnie praktycznie wychodzi mi to bez trudu, jestem spora, barczysta i dość zwinna. A gdy mam gorszy dzień , używam swoich mocy do szybszego upolowania. Jednakże nie lubię odbierać sobie przyjemności z polowania nawet tego najmniejszego. Mój żołądek co jakiś czas dawało sobie znać, a ja miałam nadzieje że gdzieś blisko chodzi mój obiad. Zwłaszcza że często dużo czasu zajmuje mi namierzenie czegoś konkretnego , można by uznać iż jestem troszku wybredna. Często mam tak zwane zachcianki, zjadłabym dzisiaj młodego leśnego byka. Ale w stadzie znajduje same starsze okazy, młode mięso ma o wiele lepszy smak. Takiego właśnie szukam...
Niedaleko wywęszyłam dość spore stado i ruszyłam w tamtym kierunku, będąc na miejscu zobaczyłam trzy młode leśne byki, oblizałam się i mruknęłam cichutko. A moja ,,bestia'' od razu zaczęła ,,ryczeć'' , uciszałam żołądek jak mogłam ale nie zawsze chciał mnie słuchać! Na szczęście nie niosło się to tak wielkim echem, żeby przyszły obiad mógł usłyszeć. Przez chwilę śledziłam wzrokiem jednego z młodych, chciałabym wsiąść tego najsłabszego, by nie było problemu. Bez namysłu zawiesiłam na nim oko i ruszyłam pędem gdy byłam już wystarczająco blisko. Nie zdążył się obrócić a moje kły już były wbite w jego szyję. Szybko znalazłam tętnice a ciało padło drgając ... Wydając z siebie ciche , ostatnie tchnienie. Liznęłam ucho byczkowi i zauważyłam iż rzucając na niego...musiałam mu skręcić też kark. No cóż, czyli jestem dość masywną wilczycą. Ale cóż, taki już mój urok... niestety jestem nijaka, wysoka, spora... Brak mi wdzięku który posiada reszta wilczyc. Mam zwinność, ale zero wdzięku.
Westchnęłam kończąc swe przemyślenia i zaczęłam szarpać skórę zwierzęcia. Rozpoczęło się karmienie ,,bestii''. Zjadając do połowy leśnego byka mruknęłam najedzona. Niedaleko widziałam jak kręci się któryś ze szczeniaków. Więc pewnie się poczęstuje... Lub po tym jak umyję łapy i pysk... pójdę przytachać to do centrum watahy. Może ktoś właśnie ma chęć na młodego byka, kto wie? Oblizując pysk kierowałam się w stronę najbliższego zbiornika wody. Miałam takie szczęście że znajdował się dość niedaleko i był dość spory. Była to bowiem plaża położona na południu Naszej kochanej watahy. Zdecydowanie musiałam umyć lekko moje białe futro , no i oczywiście miałam chęć na małe orzeźwienie. Po takim posiłku pragnienie wzrosło trzykrotnie.
Pogoda nie była idealna, raz po raz wiało chłodem. A gdy dotarłam na plażę zobaczyłam jak spore fale uderzają o siebie raz po raz. Podeszłam by się napić, lecz najpierw pośpiesznie umyłam łapy i pysk. Kiedy spojrzałam w dal, zobaczyłam waniliową postać, zachłysnęłam się wodą którą przed chwilą piłam... Nie wierzyłam własnym oczom, drobna postać walczyła z falami... Wiedziałam że nie da rady. I tylko jedna członkini ma takie futerko, szczerze zazdroszczę że się tak wyróżnia. Dostrzegłam jej oklapnięte uszy i wtedy na 100% wiedziałam że to Sam. Nie wiedziałam tylko dlaczego się nie wycofuje, brnie w to dalej? Czy ona chce zginąć?! Dobra Ice, mówili że nie powinno się pływać po posiłku ale nie mam wyjścia. Tak ogółem to głupi pomysł... kiedy tam dopłynę sama nie będę w stanie wrócić. Warknęłam zła na siebie... Że się tak nażarłam i jestem pełna, po za tym cięższa.
Musiałam działać szybko, musiałam biec...ale.. jak. Chwila woda, lód. No przecież! Wskoczyłam na wodę, choć może to Wam się wydawać największym absurdem, wskoczyłam na nią bez namysłu.. używając przy tym swojej mocy. Każdy krok który stawiałam , miał lodowe podłoże. Dość mocne , dzięki czemu mogłam sunąć bezproblemowo. Zmieniłam się w lodową wilczycę dla szybszego dostania się do Sam. Najgorsze było to że jej nie widziałam, zgubiłam ją dosłownie na chwilę. A niedawno jeszcze była na powierzchni. Nie mogłam w tym momencie panikować , moje serce zaczęło bić mocniej. Na szczęście po chwili ujrzałam ją, po prostu została przykryta przez kolejną falę. Nie mogłam patrzeć jak nieudolnie próbuje płynąć dalej, byłam na tyle blisko by wskoczyć do wody. Podczas gdy będę ją wyciągała muszę mieć normalną postać... Więc przestałam używać swojej mocy, lód pękł a ja wskoczyłam do wody. Widziałam jak Samya tonie, na szczęście była jeszcze świadoma ponieważ w miarę możliwości dryfowała. Złapałam ją mocno za kark i zaczęło się, byłam cięższa ale moje mocne łapy nie dawały nam utonąć. Co dziwne, bez problemu po kilku minutach byłyśmy na brzegu... a ja dyszałam szybko. Moje serce prawie wyrwało się z klatki piersiowej, adrenalina robi swoje. Gdyby mnie tutaj nie było, Sam mogłaby zginąć...Nigdy już bym jej nie zobaczyła. W środku płakałam jak mały szczeniak MOGŁAM JĄ STRACIĆ, NA ZAWSZE , ale nie dawałam po sobie poznać. Zwłaszcza że za dużo emocji naraz kierowało mną w tym momencie. Wadera była wykończona, ja też. Po krótkiej rozmowie , okazało się że samica widziała tam pewną postać i również ruszyła jej na ratunek. Przyznam się iż ja nikogo tam nie widziałam, ani nie czułam woni żadnego osobnika. Coś w tym było nie tak, zwłaszcza że Sam nigdy nie kłamała. A nawet jeśli, od razu było to po niej widać. Albo jej się przewidziało, albo rzeczywiście ktoś musiał tam być. Ale...jak?
Po chwili przemyśleń miałam już tego dość, od razu poszłyśmy do jaskini. Widziałam jak wadera co jakiś czas odwraca się do tyłu, jak gdyby na kogoś czekała... Wiedziała że ktoś tam jest. Przyznam się że to lekko mnie przeraziło , zwłaszcza że pamiętam Halloweenową noc i tą mgłę. Nie wiem do końca czy to przeżycie było prawdziwe, ale wtedy też czułam się bardzo dziwnie. Położyłam się w najbardziej oddalonej części jaskini, przyznam się iż byłam zmęczona. Drzemka po takim obiadku i przygodzie byłaby idealna. Ale muszę pilnować Sam! Jedno oko miałam otwarte, przynajmniej przez następne parę minut... Kiedy wiedziałam że kremowa wadera usnęła, sama padłam jak kawka. Lecz okazało się że ona tylko próbowała usnąć, ponieważ gdy po jakimś czasie otworzyłam jedno z oczu by sprawdzić jej położenie... Totalnie wyparowała! Zerwałam się na równe łapy ziewając przeciągle i szukając jej we wnętrzu jaskini. Nie no...zwariuje z tą kobietą! Zaczęłam węszyć, wyszła jakiś czas temu, miałam nadzieję że bez problemu wpadnę na jej trop. Nie oddaliła się zbytnio, po paru minutach byłam niedaleko miejsca jej położenia. Widząc ją wpatrzoną w pustą przestrzeń... stojącą blisko krawędzi klifu...Chciałam krzyczeć. Jednak mój zdrowy rozsądek podpowiedział mi bym się zbliżyła, tak łatwiej będzie mi ją złapać. Bezszelestnie dostałam się obok niej i spojrzałam na nią z niedowierzaniem... Chciałam by wyjaśniła mi co tutaj się dzieje, zwłaszcza że przed chwilą stwierdziła iż ...To nie jest to, co myślę. Jak ja aktualnie za dużo myślę! Na szczęście przerwała moje bezkresne myśli:
- Myślę jednak, że przyda mi się pomocna łapa.
Teraz totalnie nie wiedziałam o co może jej chodzić, na myśl przychodziła mi jedynie jej profesja. Samya była kapłanką , z tego co kojarzę kapłani zwykle kontaktują się z duchami przeszłości, zmarłymi i Bogami. Po jej kolejnych słowach mój umysł oczyścił się i sporo było dla mnie jasne. Z miłą chęcią pomogę jej w takiej sprawie, jestem dość ciekawska i dała mi ciekawą fuchę . Zwłaszcza że wiem gdzie przebywa stado w którym są jeszcze dwa leśne byki.
- Ohh Sam, masz szczęście że mnie masz. Zanim przyszłam na plażę upolowałam sobie młodego byczka. Dokładnie wiem gdzie ich stado się znajduję...
Przyznałam i spojrzałam na nią, ta akcja naprawdę działa się szybko. Wadera posłała mi ciepły uśmiech i zamachała ogonkiem w odpowiedzi. Kiwnęłam głową i podbiegłam bez słowa upolować kolejnego zwierza. Niestety jednego dnia stado leśnych byków straci dwa młode osobniki. Tym razem wezmę tego najsilniejszego, tylko pozostało znaleźć stado. Przed chwilą w biegu ujrzałam mój obiad, zostały z niego same kości które również były z lekka nadgryzione. Ciekawe kto dokładnie się do tego dobrał... Stada nie było w tym samym miejscu, doskonale wiedziałam że się przeniosło gdzieś dalej. Lecz nie pokopytkowali zbyt daleko. Leśne byki mają to do siebie, że niektóre sztuki nie są zbyt inteligentne , ogółem rasa jest raczej przewidywalna. Więc bez problemów udało mi się zlokalizować ich położenie... Teraz najgorsze, nie mogę używać zbytnio kłów i pazurów ponieważ zwierzę straci dużo krwi. Będę musiała odebrać sobie przyjemność z polowania na zwierzynę...ogółem to raczej nie jest do końca polowanie lecz dostarczenie w inne miejsce w całości. ... Westchnęłam głęboko i podeszłam dość blisko zwierzęcia by zamrozić je na śmierć. Nie straciło krwi, wystarczy odmrozić i będzie wszystko idealnie. Przynajmniej tak mi się wydaje, sporo razy używałam już mojej zdolności do takich czynów. Po chwili byłam już przy Sam , powiedziałam jej że mogę odmrozić zwierzę które i tak jest już martwe kiedy tylko chce. Dotachanie go troszkę mi zajęło, ale chyba było warto. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój zdarzeń...

Samya?
Tak średnio mi wyszło ale no jest już 3 w nocy XD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1535
Ilość zdobytych PD: 767 + 5% (38 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan:

Od Ice Queen Cd. Andzi

Mimo iż była blisko mnie, ciągle obserwowałam jej ruchy. Nawet te najmniejsze, oczywiście wysłuchując co miała do powiedzenia. Mam w miarę podzielną uwagę, która bardzo się przydaje w każdych sytuacjach. Po jej historii nadal nie wiedziałam jakie ma co do mnie, co do watahy plany, nastawienie... Byłam pewna że każdy może na zawołanie zmyślić sobie taką historię. Że była córką Alf...no a ja byłam nikim... I się tym nie chwalę. Może dlatego że nie mam czym? Mniejsza o mnie, wyglądała jakby nie chciała tego opowiadać a mimo to wydusiła z siebie całą swoją przeszłość. Ja nie byłam taka łatwa, taka łatwowierna. Też w życiu sporo przeszłam i uciekłam, robiąc lekką krzywdę mojej ,,rodzinie''. Dziwne że Andzia opowiadała swoją historię z takimi szczegółami jak stanowiska braci, byłam tak w 99% pewna że jej historia była prawdziwa i nie ma złych zamiarów co do mnie i watahy. Po prostu ucieka przed swoją przeszłością, zupełnie jak ja kiedyś... Jednak niepokoił mnie jeden fakt, dokładnie ten w którym zabiła dwóch basiorów. Ja nie byłabym w stanie zabić, tak mi się przynajmniej wydaje. Chociaż ciotka totalnie mnie olewała, traktując mnie jak szmatę... To nigdy bym jej nie zabiła. Jakie emocje musiały kierować tą waderą by dopuściła się takiego czynu...? Miałam setki pytań, ale nie zamierzałam ich zadawać. Nie widziałam w niej wroga, przyjaciela też nie... Jestem nieufna , musiałabym ją lepiej poznać. Miała cholernie chore dzieciństwo , współczuję jej ... Lecz wiem że uciekła jak ja. Nie wiedząc dokąd dobiegnie, gdzie się znajdzie. I nadziała się nam nie...
Odparłam jej że miałam nudną historię, poniekąd było to prawdą. Może dlatego iż rodzice mnie ,,zostawili'' a ona przynajmniej jakichś miała. Byłam rąbanym kopciuchem , łowcą, obrońcą , niańką... Każde stanowisko nie było mi obce, bo musiałam robić to za każdego. Za ciotkę i jej rozpieszczone do bólu córeczki. Miałam nudne życie, ale przynajmniej dobrze przygotowałam się do wszystkiego, rozwijałam swoje moce...umiejętności. Jednak było to nudą, robienie codziennie praktycznie tego samego, codzienna rutyna. Ale nie tylko dlatego powiedziałam jej że ja miałam nudną historię, sądziłam że po tym zdaniu wadera nie będzie się o nią pytała. Zwłaszcza że nie miałam nic do powiedzenia. Wahałam się dłuższą chwilę, czy uchylić chociaż rąbek tajemnicy? Ogółem jestem bardzo otwartą osobą, ale nie znałam jej jakoś długo i ...zabiła dwóch basiorów. To mi raczej utknie we łbie. Warknęłam sama na siebie pod nosem i powiedziałam krótko:
- Ty przynajmniej znałaś swoich rodziców, ja nawet nie wiem jak mieli na imię i co się stało. Wychowywała mnie ciotka, która zrobiła ze mnie kopciucha. Miałam dwie przyrodnie siostry którym musiałam we wszystkim pomagać i robić za nie wszystko. Po prostu byłam łowcą, zwiadowcą , obrońca...Sprzątającym...Wszystkim, musiałam umieć wszystko. Zniknęłam stamtąd bo nie miało to sensu, szukałam celu w moim życiu ... Biegłam zupełnie jak Ty, uciekając przez przeszłością. Trafiłam dokładnie na tereny tej watahy, znalazł mnie Beta jak i Alfa. Tak, jest Nas więcej. I mam nadzieje że będzie jeszcze więcej, bo to dom dla tych którzy gdzieś się zagubili, szukają siebie i chcą wieść normalne życie.
Miałam wrażenie że zrobiłam jakąś recenzje temu miejscu, choć nie miałam zamiaru. Uważałam je za swój prawdziwy dom, którego nigdy nie miałam. Chciałam by członkowie tutaj mieli się jak najlepiej , żyli w zgodzie i by nigdy niczego im nie brakowało. Tutaj objawiło się moje przywiązanie, moja opiekuńczość i fakt...Że oddałabym swoje życie za tą watahę.
-Możesz odmienić swój los, tak jak zrobiłam to ja. Dołączając tutaj...
Wypowiedziałam te słowa z uśmiechem na pysku i obróciłam łeb w stronę centrum. Muszę zanieść Rene resztę jedzenia...

Andzia?
Mam nadzieje że jest git ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 587
Ilość zdobytych PD: 293
Obecny stan:

Od Ice Queen - 1 trening inteligencji

Miałam lekką przerwę od ostatniego treningu, ale to tylko kilka dni. Nie czuję się jakoś wyczerpana po tym co robiłam parę dni temu. Trening obrony naprawdę dał mi popalić, lecz teraz objawia się jedynie samymi dobrami. Jestem o wiele skuteczniejsza, jeśli chodzi o moje stanowisko. Wiadomo Obrońca Alf powinien liznąć chociażby takiego treningu, a ja teraz jestem godna tego miejsca w hierarchii. Mam nadzieje że Rene zauważyła moją poprawę, nawet w sposobie w jaki teraz się poruszam. Mniejsza o poprzednie dni, jesteśmy tu i teraz. Patrząc na pogodę wcale nie chciałam wychodzić z jaskini. Siedziałam tam w sumie razem z piękną, kremową wilczycą...imieniem Samya. Jest kapłanką i ogółem znamy się od moich pierwszych dni tutaj. Zwłaszcza że z nią mieszkam, od razu weszłam im w paradę. Czemu im? No ogółem miesza tutaj też Tristana, lecz wyszła dzisiaj bez słowa zanim wstało słońce. Pewnie miała jakąś sprawę do załatwienia, w końcu każdy je ma.
Wracając, strasznie nie chciało mi się wychodzić z jaskini i zapytałam Sam czy zna jakiś sposób na rozwianie nudy. Ona uśmiechnęła się do mnie po czym położyła jedno jabłko koło mnie. Zdziwiona spojrzałam na nią.
- Jak tam z Twoją inteligencją?
Zapytała, ja mruknęłam dając znak iż niezbyt dobrze. Tak, pora by zacząć się czegoś uczyć. Przykryła jabłko drewnem, dzięki temu nie było go widać. Po chwili przyniosła dwa takie kolejne drewienka, dokładnie takie same. Kazała mi patrzeć na nie , a kiedy ona będzie przesuwać... śledzić wzrokiem to drewno pod którym jest jabłko. Kiedyś grałam w takie coś z przybranymi siostrami jak jeszcze mnie nienawidziły i nie były dla mnie wredne. Mniejsza, Sam miała dość szybkie łapki i przekładała je w dziwny sposób. Na początku totalnie nie wiedziałam gdzie się znajduje jabłko. I nie zgadywałam, na szczęście po jakimś czasie zaczęłam bardziej skupiać się na tym co robi i bez problemu odkrywałam owoc. Drewienka były dokładane i było ich coraz więcej , coraz częściej udawało mi się zgadnąć. Nagle totalnie nie wiedziałam gdzie jest i zapytałam Sam czy nie ma go za plecami. Wstała a jabłko leżało za nią. Zaczęłam myśleć bardziej logicznie, ogółem mam dobrą pamięć. Jednak coś czułam że po tym wszystkim wyostrzyła mi się zmysł spostrzegawczości, zapamiętywania i ogółem inteligencji.


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 364
Ilość zdobytych PD: 182
Nagroda za trening: 100 PD + 1 punkt do inteligencji 

Od Ice Queen Cd. Tuisku ~ "Wiadomość"

Wstał nowy dzień, a z nim nowa ja! Zwykle taka myśl towarzyszyła mi przy wstawaniu, ogółem chwaliłam nowy dzień. Ale tej nocy nie spałam zbyt dobrze, kręcąc się raz po raz. Sama nie mogę ustalić czemu nie udało mi się dobrze wyspać, kiedy wstałam w powietrzu czułam zapach poranka. Jednak nie był on taki jak zwykle, orzeźwiający i słoneczny. Pochmurne niebo nie dało przeniknąć słonecznym promykom na nasze tereny. Pojawiało się tylko co jakiś czas, akurat gdy spoglądałam w ziemię... Nie wiedziałam dlaczego, ale powietrze również wydawało mi się inne. Byłam zaniepokojona, tylko że wcale nie miałam żadnych zmartwień. Czyżbym po prostu z niewyspania była nie w humorze? Ogółem chwilka, humoru nie mam jakoś złego. To czuć w powietrzu, coś nadchodzi? Moja moc sprawiła że wiatr wiał dziś mocniej, moje moce czasami dają o sobie znać. Jednak staram się bardzo je kontrolować, westchnęłam spoglądając jak ostatnie kolorowe liście spadają z drzew ... Czemu ja dostałam tak niebezpieczny dar? Moje humorki, gdybym ich nie kontrolowała...Potrafiłyby wywołać huragan . Na szczęście aktualnie tylko wieje, mam dziwne wrażenie jakby czas zwalniał...
Potrząsnęłam głową by tyle nie myśleć, opanowałam swoje emocje jak i moce... Słońce było już widoczne w całej okazałości. Tylko dlatego dałam swojej mocy pole do popisu, tak bardzo chciałam by wiatr odegnał okropne, szare, nijakie chmury . Uśmiechnęłam się promiennie, ruszając na jakiekolwiek łowy. Pewnie zapytacie, czy wiem że za jakiś czas pogoda zrobi swoje? Ja wiem... ale dla paru promyków słońca oświetlających pysk, było warto! Nie zamierzam zmieniać przeznaczenia całkowicie, w końcu od tego jest matka natura i Nasi Bogowie.
Łapa za łapą , stawiałam kroki coraz szybciej... By wreszcie przejść do biegu, nigdy nie byłam jakaś szybka ale kochałam zatracać się w biegu. Skupić się na prędkości, adrenalinie i co jakiś czas wyłapując rozmyte obrazy. Moje futro lekko poruszało się podczas biegu a uszy raz po raz drgały wesoło. Polowanie musiało się udać, wystarczy znaleźć potencjalne śniadanko. Jednakże los miał dla mnie inny scenariusz, poczułam jakiś zapach... Ale nie była to zwierzyna, tylko wilk. Zanim zorientowałam się skąd dobiega woń najprawdopodobniej basiora , usłyszałam szybkie kroki zamieniające się bardziej w bieg. Jak i dyszenie, jak gdyby opadał już z energii. Musiał przebyć długą drogę, lub najpewniej przebiec. Znów ta dziwna woń niepokoju dostała się do moich nozdrzy... Było to nowe doznanie związane z dniem dzisiejszym.
Tupot łap zbliżał się niemiłosiernie, nie zwalniał. Nagle zobaczyłam go , przeskoczył przez powalone drzewo ... spojrzał na mnie dość panicznym wzrokiem i pobiegł dalej. Ja zerwałam się równie szybko i popędziłam za nim. Widziałam go niedaleko, stanął w centrum watahy. Już bałam się że pójdzie do Rene a ja nie obronię jej bo jestem za wolna. Widziałam parę wilków które spoglądały na niego ... Usłyszałam słowa gdy byłam blisko. Sapiąc przedstawił się i chciał widzieć się z Rene. Bałam się że nie do końca jest przyjazny i tylko takiego zgrywa. Z rozpędu wbiegłam w basiora łapiąc go za kark. Przewróciłam się razem z nim kawałek dalej w miarę kontrolując upadek, wszyscy spoglądali na mnie. Nie wiedzieli co o tym myśleć, lecz ja postępowałam w dość niekontrowersyjny sposób.
- Kobieto, oszalałaś?
Mruknął na mnie, nie miał już sił. Szybko przeanalizowałam jego stan jak i wygląd. Zdziwiło mnie to iż tak szybko dał mi się powalić, wyglądał na postawnego. Jednak pod tym futrem wcale nie był tak wielki, ani ciężki. Kiedy wstał dostrzegłam iż jest niższy od mojej osoby, dzięki puszystej sierści sprawiał wrażenie większego.
- Jestem obrońcą Alfy, udasz się do niej tylko i wyłącznie pod moim czujnym okiem. Omijając mnie zafundowałeś sobie tę przewrotkę, zwiadowco znad Neonneis...
Spojrzałam na niego uważnym wzrokiem, uśmiechając się przy tym zawadiacko. Jeszcze nie wiedziałam z kim mam do czynienia...

Tuisku?
Wreszcie zabrałam się za poprawienie opowiadania...Wiem że długo czekałaś...

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 604
Ilość zdobytych PD: 302
Obecny stan:

środa, 25 listopada 2020

Od Ice Queen - 7 trening obrony

To miał być zwykły dzień, a mój ostatni trening obrony miał odbyć się wieczorkiem. Jednak nie przewidziałam że podczas jednego ze spacerów ruszy na mnie pewne zwierzę. Był to górski kot, jego piękne kły lśniły gdy spoglądał na mnie. Stanął przed moją osobą jak gdyby chciał mnie sprawdzić , jednak ja dobrze wiedziałam że chce mnie zabić. Tylko czekał aż ruszę tą ścieżką, a nikt ostatnio nie zapuszczał się w góry. Nie dałam się zaskoczyć, od razu przyjęłam pozycję obronną. Chciałam to jakoś rozegrać, musiałam wykorzystać to czego nauczyłam się przez te dni. Teraz nawet nie musiałam w głowie układać sobie schematów, pamiętałam je tak dobrze że wykonywałam je z automatu. Mityczne zwierzę ruszyło na mnie z pazurami a ja uniknęłam jego ciosu, raz po raz skakał na mnie ja ja oddawałam cios za ciosem. Jechałam po najniższej linii obrony , moje pazury wbijały się w ciało górskiego kota. Widać było na nim tylko lekkie zadrapania, zdenerwowany rzucił się na mnie sprężystym skokiem i wtedy usłyszałam miauknięcie. Obok mnie stał dwumetrowy mur z lodu, mruknęłam z dumą i ruszyłam w dół. Nie chciałam więcej takich stworzeń na mojej drodze. Mimo iż bez problemu się z nim rozprawiłam. W lesie do którego się kierowałam, czekała na mnie kolejna niespodzianka. Widziałam jak gryf spogląda na jednego z naszych szczeniąt. Nie byłam na tyle szybka by zareagować więc gryf zabrał młodego i wzbił się lekko w powietrze. Maluch szarpał się tak że spadł, na szczęście nie byli wysoko. Kiedy mnie zobaczył schował się za mnie, a ja doskonale wiedziałam co robić. Dzięki mojemu treningowi , byłam o wiele skuteczniejsza w obronie. Z początku tylko warknęłam na gryfa , lecz on uważał mnie za waderę która nie da rady obronić szczeniaka. Szkoda że w tamtym momencie nie wiedział z kim ma do czynienia. Akcja działa się dość szybko, w locie ruszył na młodego próbując ponownie go złapać. Wtedy to ja złapałam kawałek jego lewego skrzydła. Gryf nie poddawał się tak szybko, podlatywał z wielu stron a ja blokowałam jego ataki i oddawałam, zaciekle broniąc szczenięcia. Byłam na tyle skupiona , że przewidywałam nawet większość ruchów, a znudzona całą akcją ... Kiedy nacierał prosto na mnie, skoczyłam na niego i przygwoździłam go do ziemi łamiąc skrzydło. Wiem że parę wilków polowało na to zwierzę, jednak ja wyjątkowo chciałam by żył... Mimo tego co próbował zrobić. Ważne że obroniłam malucha... Schodząc z gryfa warczałam raz po raz machając nerwowo ogonem. Cieszyłam się że trening był na tyle skuteczny! WOW! Sądzę że wieczorny trening nie jest mi dzisiaj potrzebny i to by było na tyle. Udało mi się poprawić moją kondycję, wreszcie mogę nazwać się Obrońcą Alfy.


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 434
Ilość zdobytych PD: 217
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do obrony
Obecny stan:

wtorek, 24 listopada 2020

Od Ice Queen - 6 trening obrony

Dni w których pomagała mi Raquel dobiegły końca. Czas na własne kształcenie w tym temacie. Ogółem nie chciałam wykorzystywać wadery jakoś bardzo, dlatego głównie że ją lubiłam i miałam do niej spory szacunek. Ma swoją robotę i nie chciałam jej jakoś przeszkadzać, więc wczoraj nie umawiałam się z nią na trening. Spotykając ją dzisiaj nawet o tym nie wspomniałam , a ona uśmiechnęła się tylko życząc mi powodzenia. Czyli pewnie dobrze wiedziała iż za chwilę lecę nad polanę. No i tak też zrobiłam, niestety dzisiejszy dzień nie był najlepszy na trening. Strasznie dokuczał mi ból głowy, ale musiałam jakoś z tym sobie poradzić. Trening obrony miał polegać dzisiaj na stworzeniu sobie jakiegoś lodowego golema który będzie mnie atakował. A ja będę musiała się bronić na początku nie robiąc mu krzywdy a dopiero później używając takie techniki. Z bólem głowy jednak trudniej było mi używać moce, czasami syknęłam z bólu ponieważ czułam że się nasila. Najpierw musiałam zrobić sobie lekki trening, bo bez niego nic ciekawego by się nie stało . Zwłaszcza że nie byłam ani trochę rozgrzana. Na rozgrzewce używałam pozycji obronnych ale nie używałam mocy, bo było to dla mnie zbyt bolesne. Stwierdziłam że użyje ją tylko w trakcie poważnego treningu ... Ten czas nadszedł, stworzyłam lodowego golema któremu kazałam atakować moją osobę. Ból głowy ciągle dawał o sobie znać, lecz tak strasznie próbowałam go ignorować... Że czasami zapominałam o atakach. Najgorszy trening! Nie zawsze robiłam uniki... nie szło mi zbyt dobrze. Zrobiłam sobie przerwę by zebrać myśli i znów zaczęłam, tym razem szło mi lepiej. Unikałam wszystkich ataków, oddawałam a golem po wielu ciosach...rozsypał się w drobny mak. Uśmiechnęłam się zawadiacko i spojrzałam na pokruszony lód, było dość zimno więc się nie roztopi. Użyłam swojej mocy i przywołałam deszcz na Nasze tereny... Ten trening wczoraj byłby dla mnie o wiele łatwiejszy... Dzisiaj był okropny.... Mimo to czuję że mój mózg pracuje o wiele lepiej na tym etapie, jeśli chodzi o obronę. Treningi naprawdę dają mi wycisk, pot no i efekt, co jest najważniejsze.


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 334
Ilość zdobytych PD: 167
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do obrony
Obecny stan:

poniedziałek, 23 listopada 2020

Od Ice Queen - 5 trening obrony

Mały odpoczynek by się przydał od treningu, lecz wtedy nie byłoby widać aż tak dużych efektów. Wczorajsza noc dała mi popalić, czuję to w kościach. Popołudniu sama zrobiłam sobie rozgrzewkę, ponieważ ból który czułam miejscami był nie do zniesienia. Jestem dość barczystą wilczycą, wytrzymałą... ale moje ruchy wczorajszej nocy były dość szybkie i bardzo gwałtowne. Przez chwilę myślałam że coś sobie naderwałam lub naciągnęłam , na szczęście okazało się że to zwykłe ,,zakwasy'' które zostały mi po treningu. Wcale się sobie nie dziwię, musiałam się napocić by dość do prawy. Dziś będzie dość łatwo, trening ma polegać na unikaniu lub łapaniu przedmiotu który będzie rzucała Raq. Co do wadery, właśnie do mnie wpadła i razem biegniemy w stronę naszego ulubionego miejsca do treningu.
Wytłumaczyłam samicy dokładnie wszystko, zebrałyśmy sporo rzeczy którymi będzie do mnie rzucała lub próbowała uszkodzić lodowego szczeniaka. Na początek codzienna rutyna (dla mnie już druga), rozgrzewka. Niezbyt długa, żeby nie zmęczyć się jakoś specjalnie. Zaczęłyśmy od taktyki, które rzeczy mogę łapać i ,,oddawać'' a tak naprawdę odrzucać, lub te które muszę unikać. Obrona siebie jest o wiele łatwiejsza niż kogoś, wtedy nie czuję się aż tak odpowiedzialna. Zwłaszcza że jestem typem wadery która wcale na siebie nie uważa i ma niską samoocenę. Nie wyróżniam się jakoś pośród innych, jestem przeciętna. Na początku nie udało mi się złapać paru rzeczy lub też je myliłam i dostawałam nimi po pysku. Nie wyglądało to zbyt zabawnie, ale musiałam być twarda. Po kilku minutach opanowałam obronę siebie, poprawnie odrzucałam rzeczy i unikałam tych raniących mnie. Uśmiechnęłam się zawadiacko i stworzyłam lodowego szczeniaka którego musiałam bronić. Łatwizną nie mogę tego nazwać, często trudno mi było się skupić. Poprosiłam waderę o przerwę, muszę zacząć używać mocy. Podczas kolejnych ćwiczeń udawało mi się obronić kukłę , tworzyłam sobie lodową tarczę która nie pękała szybko, lub odbijałam przedmioty.
Na dziś wystarczy, z resztą Raquel miała dzisiaj jeszcze sporo pracy w której obiecałam pomóc, ruszyłyśmy do centrum watahy...


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 320
Ilość zdobytych PD: 160
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do obrony
Obecny stan:

niedziela, 22 listopada 2020

Od Ice Queen - 4 trening obrony

Nie mogę w to uwierzyć, to już czwarty dzień mojego treningu obrony. Oczywiście że widzę poprawę, chodzi mi głównie o to że to tak szybko płynie. Coś czuję że to sprawka pewnej wadery z którą wczoraj miałam zaszczyt trenować. Nabrałam dzięki niej pewności w tym co robię i udało mi się popróbować na żywej istocie większość pozycji obronnych. Nie powiem ,trening szedł bardzo prężnie.
Cieszyłam się że i tym razem Raq będzie mi towarzyszyła. Trening obrony wymyśliłyśmy w nocy, to chyba będzie najcięższy, najbardziej nieprzewidywalny trening jaki odbędę. Ponieważ samica o której już kilkukrotnie wspominałam może w każdej chwili stać się niewidzialna pod osłoną nocy. Więc będę zmuszona do użycia wszelkich zmysłów, by określić jej położenie. Jak bronić kogoś jeśli nie widzi się przeciwnika, ani osoby którą się ma bronić . Lub ma to nastąpić w obronie własnej.
Nadeszła chwila w której udałam się z Ra w to samo miejsce co wczoraj, dawno po zmroku. Na samym początku to co wczoraj tylko dłuższe i cięższe do wykonania, ćwiczenia na rozgrzewkę. Dzisiaj prosiłam waderę o większe skupienie ponieważ trening nie będzie łatwy. Więc nie wygłupiałyśmy się aż tak jak wczoraj, nooo ale się wygłupiałyśmy... Tylko mniej. Hahahaha.
Po dłuższej rozgrzewce byłam gotowa, w mojej głowie latało tak wiele już utrwalonych schematów nad którymi nie musiałam się wcale zastanawiać. Miałam je opanowane, jak bronić siebie i innych. Jedną osobę, więcej... I praktycznie z każdej pozycji. Teraz wystarczyło się skupić i użyć takie taktyki w odpowiednim czasie , najpierw Ra powtarzała to co wczoraj, dopiero po paru chwilach gdy stworzyłam sobie ,,kukiełkę'' którą mam bronić... Zrobiła się niewidzialna. Na początku przyznam się, dostawałam od niej po łbie a lodowy szczeniak stracił głowę. Sądziłam że się załamię i rzucę ten cały trening w kąt, ale nie mogłam poddać się tak szybko. Zrozumiałam w końcu że trening czyni mistrza, powtórzyłyśmy te napaści paręnaście razy . Tym razem wadera nie mogła mi nic zrobić ani tknąć lodowej postaci. Nastał świt, zobaczyłam piękne oczy samicy ...Tliły się niczym noc i dzień . A później reszta jej ciała była dla mnie widoczna, przybiłyśmy sobie piątkę umawiając się na następny trening...

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 348
Ilość zdobytych PD: 174
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do obrony
Obecny stan:

sobota, 21 listopada 2020

Od Ice Queen - 3 trening obrony

Tym razem na trening nie poszłam sama, stwierdziłam już wczoraj iż muszę kogoś ze sobą zabrać. Zwłaszcza że drzewa z jakiegoś powodu ani razu nie potrafiły mnie zaskoczyć lub zaatakować. Zabawne, prawda? Ogółem nie wiedziałam do kogo mam pójść, zwłaszcza że znam tutaj tylko parę członków. Rene odpada ponieważ ma ciekawsze zajęcia niż pomaganie mi w treningu, w końcu jest przywódcą naszej kochanej watahy. Nie chce jej truć , może innym razem. Andzia chyba najlepiej by się nadała , w końcu jest szpiegiem. Pewnie nie raz by mnie zaskoczyła, jednak niestety nie mogłam jej znaleźć, nie było jej w jaskini. Zwróciłam się więc do Raquel, to dość przyjazna wadera i znamy się od jakiegoś czasu. Z zawodu jest Alchemiczką, szanuje jej pracę bo dobrze wiem że nie jest wcale łatwa. Wracając do mojego treningu, Raq od razu się zgodziła i stwierdziła że musimy pójść w miejsce dość puste, na którym będziemy miały pole do popisu...Dosłownie. Zielona Polana okazała się być idealna, od początku poprosiłam waderę o parę minut rozgrzewki. Bawiłyśmy się przy niej bardzo dobrze, co jakiś czas śmiejąc się pod nosem.
Następnie zabrałyśmy się za prawdziwy trening obrony, stworzyłam z lodu figurkę w kształcie szczeniaczka i ustawiłam ją z tyłu za sobą. To był cel dla Raq, a ja musiałam go bronić by nie został nawet draśnięty jej pazurem. Policzyłam do dziesięciu i się zaczęło, wadera próbowała podejść mnie z każdej strony. A ja odpychałam jej ciosy nie raniąc ją, tylko broniąc się w jakikolwiek sposób. Oczywiście to był pierwszy trening z tą Panią więc na początku nie do końca wiedziałam jak się zachować. Parę razy zaskoczyła mnie od tyłu i drasnęła łapą lodowego szczeniaka. Westchnęłam, lecz nie odpuszczałam. A gdy zaczęła nachodzić mnie od tyłu...stawiałam tam mur z lodu. Zdziwiona wadera spoglądała na mnie uśmiechając się zawadiacko. Nasz trening trwałby w nieskończoność ale co jakiś czas poziom naszej energii spadał.... Stwierdziłam że na dziś wystarczy tych ataków z zaskoczenia, skoków i obrony lodowej figurki. Zniszczyłam ją i rozkruszyłam mury po czym razem z samicą ruszyłam w stronę wody. Zmęczył mnie ten trening, bardziej niż dwa pozostałe. Czuję że w mojej głowie pojawiło się więcej planów co do obrony jakiejś osoby . Pozycje używałam i zapamiętywałam... Ta cała OBRONA idzie mi coraz lepiej!

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 375
Ilość zdobytych PD: 187
Nagroda za trening: 100 PD + 3 punkty do obrony
Obecny stan:

piątek, 20 listopada 2020

Od Ice Queen - 2 trening obrony

Dzisiaj wyspałam się bardzo dobrze, jak zwykle byłam również w dobrym humorze. Więc trening był na wyciągnięcie łapy, przemyślałam tą całą skomplikowaną taktykę z powietrza. I mój plan był niezawodny, w końcu mam jeszcze swoje moce. I nigdy nie zawaham się ich użyć, mogę położyć je by się obronić.
Pędem krocząc w to samo miejsce co wczoraj podśpiewywałam cicho. Westchnęłam głęboko będąc na miejscu i zaczęłam wszystko odnowa, chodzi głównie o to iż powtórzyłam wszystkie pozycje z wczoraj. Żeby je sobie utrwalić, kiedy już miałam stosować pozycję obronną z powietrza użyłam swojej mocy i zamknęłam się w lodowej kuli. Stwierdziłam że to genialne, tylko że nie do końca widzę dzięki temu przeciwnika. Jestem znana ze swoich lodowych murów które zwykle wytrzymują dość długo, więc zaczęłam je stawiać w miejscu w którym rzekomo miałby nastąpić atak ,,ze strony drzew, haha''. Musiałam wypracować sobie zwinność w tym co robię. Niestety uśpiłam tym moją rzeczywistą ,,obronę'' i gdy usłyszałam jak coś porusza się w krzakach podskoczyłam jak zając.
Szybko ogarnęłam swoją osobę i stałam w jednej z najbardziej wygodnych dla mnie pozycji obronnej. Byłam w stanie zrobić wszystko, gdy byłam tak rozstawiona. Lecz moja reakcja była za wolna. Warknęłam zła na siebie, widząc że nic tam niema. Zaczęłam stawiać lodowe mury i próbować je jakoś wzmacniać przy pomocy mojej mocy. Obrona to nie łatwa rzecz, teoria nieco różni się od praktyki. Na dziś sobie odpuszczę, i tak za dużo nabroiłam na tym terenie. Jutro muszę się gdzieś przenieść i załatwić sobie kogoś kto będzie udawał że mnie ,,zaskakuje'' i próbuje mnie zaatakować.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 259
Ilość zdobytych PD: 129
Nagroda za trening: 100 PD + 2 punkty do obrony
Obecny stan:

czwartek, 19 listopada 2020

Od Ice Queen - 1 trening obrony

Stwierdziłam w dniu dzisiejszym że czas poprawić swoją kondycję związaną z obroną. Zwłaszcza że moje stanowisko tego ode mnie wymaga, a ja ciągle ,,stoję w miejscu'' z rozwojem takiej umiejętności. Może i jestem barczystą wilczycą, ale jeśli nie kopnę się w dupę po czym zacznę trening to nici z efektów. Trzeba się zmęczyć żeby były jakieś efekty, czas ruszyć tyłeczek i pobiec w jakieś ustronne miejsce. Może na początek nic trudnego, muszę dzisiaj się rozgrzać przed solidnymi treningami w następne dni. Hmm, zrobię sobie chyba więcej taktyki niż praktyki...
W trymiga zerwałam się z jaskini , nie mówiąc nic dziewczynom. Pewnie i tak nie będą mnie szukać, a chciałabym odbyć ten trening w ciszy i w spokoju. Ale też w miejscu, gdzie będę czuła się swobodnie. Szybko zrozumiałam że Route Fleurie to piękne i relaksujące miejsce, nawet w jesienne dni. Wiedziałam że nie będę miała tam jakoś dużo miejsca do popisu, ale na trenowanie pozycji obronnych pasuje jak ulał. Rozstawiłam się i udawałam że w paru miejscach drzewa to moi przeciwnicy. Stosowałam różne pozycje obronne, zależne od sytuacji. W głowie miałam sporo kombinacji dopasowanych do rodzaju przeciwnika, no i jego położenia. Największy problem sprawiał mi przeciwnik nad moją osobą, pozycja obronna którą tworzyłam średnio mi się podobała , mimo iż była skuteczna...To nie do końca, w mniejszej ilości przypadków. Zdenerwowana zaczęłam się plątać w moich pozycjach i musiałam przećwiczyć je od nowa. Nastał zmrok , niektóre opanowałam bardzo dobrze. Lecz ta z powietrza będzie moim utrapieniem, trzeba ją wyćwiczyć...ale to już jutro. Bo aktualnie mało co widzę ,,moich przeciwników'' no i jestem z lekka zmęczona.
Udając się do jaskini , myślałam nad techniką pozycji obronnej z powietrza. Na pewno uda mi się to jakoś ograć. Może użyję do obrony swoich mocy?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 288
Ilość zdobytych PD: 144
Nagroda za Quest: 100 PD + 1 punkt do obrony
Obecny stan:

niedziela, 15 listopada 2020

Od Ice Queen Cd. Andzi


Dni w watasze mijały mi dość szybko i beztrosko. Oczywiście miałam swoje obowiązki, lecz nie były dla mnie uciążliwe. Kiedy mieszkałam z ciotką Sally i dziewczynami było o wiele gorzej, w końcu to ja wykonywałam większość obowiązków. Kto wie czy nie wszystkie, ale nie wracajmy pamięcią do tamtych czasów. Teraz tutaj jest mój dom i tutaj zamierzam zacząć nowe życie, wiem że będą gorsze i lepsze chwile bo nie ma miejsca na ziemi które jest idealne. Ale to wataha więc będziemy w tym siedzieć wszyscy razem, nawzajem się chroniąc. Że ja nawet przez pewien okres w swoim życiu gdy tułałam się parę dobrych miesięcy nie pomyślałam o takim czymś. Żeby dołączyć do takiej watahy lub przynajmniej spróbować się gdzieś zaaklimatyzować. Ahhh, miałam szczęście że natknęłam się na te piękne, magiczne tereny.
Było jesienne popołudnie, mój brzuch zaczął głośno burczeć. Byłam razem z Rene obok jej jaskini, mówiła mi o nowych członkach którzy niedawno dołączyli. Lubiłam rozmawiać z Alfą, lecz głód nie dawał spokoju. Więc przeprosiłam grzecznie waderę i wyjaśniłam że idę się przejść w poszukiwaniu jakiejś zwierzyny. Ogółem pytałam również czy nie ma ochoty pójść ze mną, jednak dobrze wiedziałam że aktualnie jest zajęta swoimi spawami i od razu po rozmowie ze mną musi gnać gdzie indziej. Skinęłam głową i z uśmiechem ruszyłam w teren. Jak zwykle od razu nie zaczęłam szukać zwierzyny, lecz rozkoszowałam się pięknem Naszych terenów w jesiennych barwach. One są tak cudowne, te drzewa o żółtych, pomarańczowych i czerwonych liściach. W centrum watahy może to nie wygląda aż tak dobrze, ale kiedy wjedzie się do lasu od razu można dostrzec kolorowy dywan który stworzyła matka natura. To moja trzecia jesień w życiu, chciałabym się nią nacieszyć zanim nastanie zima. Teraz z mojej głowie powstał mały spór, lubię jesień...ale zima to idealna pora dla mojej osoby. Czemu wtedy nie cieszę się tak bardzo? Pewnie dlatego że w zimę często ciotka wysyłała mnie po zwierzynę, a było jej o wiele mniej. Szukałam często po nocach i nie mogłam odnaleźć nawet polnej myszy, nie przemieszczaliśmy się. Ciągle byliśmy w tym samym miejscu, tak znienawidzonym przeze mnie.
Potrząsnęłam łbem by przestać myśleć o starym rozdziale w moim życiu i ruszyłam dalej. Łapa za łapą wlokłam się z lekka, mimo iż jeszcze niedawno mój żołądek nakazywał mi natychmiast ruszać na łowy. Zrozumiałam że jakoś specjalnie mi się nie spieszy, przeszłam się jeszcze nad strumyczek by na początek się dobrze nawodnić przed polowaniem. Woda dodała mi nie tylko energii ale i rozbudziła mnie do działania. Jeszcze tylko wturlałam się we wrzosie który rośnie obok strumyka, ma taki piękny zapach że zwierzyna mnie nie wykryje. Mruknęłam pod nosem i zaczęłam węszyć mój obiadek. Stwierdziłam że jeśli uda mi się trafić na coś większego przyniosę też coś Renesmee. Po paru minutkach dostrzegłam w krzakach ruch, sądziłam ze to zając ale wyskoczył z nich młody sorek . Nie tykałam go, bo chciałam by zaprowadził mnie do całego stada. Bezszelestnie podążając za sorkiem oblizywałam się raz po raz szykując plan działania.
- Idealnie....
Szepnęłam cicho widząc stado saren, piękne sztuki . Nawet nie spodziewały się takiego ataku w samo południe, nie sądziły że któraś z nich zostanie moim obiadkiem. Strzygły uszami raz po raz sądząc że mnie wykryją, gdybym była mniej doświadczona byłoby to możliwe. Ale z moim stażem w polowaniach zdarzają się tylko wpadki raz na jakiś czas. Upatrzyłam sobie jedną z największych saren i bez namysłu rzuciłam się na nią ze zwinnością geparda. Celując w szyję trzymałam się mocno jej boczków, jednak dorosły samiec nie zostawił samicy samej. Gdyby nie on byłaby już na widelcu! Zepchnął mnie porożem z samicy, a ja przewróciłam oczyma po czym użyłam jednej z moich mocy. Nie chciało mi się tracić energii na używanie mocy, ale przynajmniej mięsko będzie upieczone.
- No i bum...
Mówiąc to na niebie pojawiły się dwie piękne błyskawice które uderzyły prosto w dorosłą samicę i samca który mnie bronił. Zginęli na miejscu...wooo ale pychota! Najlepsze jest to... że jest chrupkie i bardziej podpieczone. Doskoczyłam do martwego już ciała sarny i zaczęłam rozkoszować się mięsem, oczywiście nie miałam w planach zjedzenie całej zdobyczy , ale była tak pyszna że przez dwie godziny obgryzałam nawet kostki. Zjadłam około połowę dorosłej samicy sarny, aż mi się odbiło... To nie był dobry pomysł, żeby jeść na zapas. Już chciałam zabierać obiad do centrum watahy i podzielić się z resztą... kiedy w oddali zobaczyłam jakąś postać. Nie była mi znana, ale też nie byłam pewna czy nie jest członkiem watahy. Z takiej odległości jeszcze nie czułam jej zapachu... Zmieniłam się w lodową wilczyce i szybko dostałam się bliżej wadery. Widziałam jak węszy, przybrałam swoją normalną postać żeby jej nie wystraszyć i wyszłam jej naprzeciw po czym warknęłam donośnie:
- Stój!
W tej samej chwili zmierzyłam ją wzrokiem, po prostu zaczęłam ją uważnie obserwować, oglądać. Musiałam w końcu byś uważna, nie wiem kim jest i co tutaj robi. Może jest nawet z watahy a ja się na nią wydzieram jak głupia. W myślach walnęłam się łapą w łeb. Nigdy jej tutaj nie widziałam, ale też mogłyśmy się jeszcze nie spotkać. Była niższa niż ja, ale za to miała bardzo ciekawe umaszczenie. Dość niespotykane, ogółem to chyba tylko ja jestem na tyle ,,zwyczajna''. Każdą waderę coś wyróżnia, a ja nie mam nic takiego jak one. Rene ma piękne skrzydła i grzywkę, Samya urocze uszyska a Attano hipnotyzujące niebieskie paczałki. Ta nowo poznana postać też była dla mnie interesująca, lecz nie wiedziałam do końca co mam z nią zrobić. Zanim otworzyła pysk dodałam:
- Jesteś głodna?
Ona lekko zdziwiona zaczęła się rozglądać, może sądziła że nie jestem tutaj sama. Albo co gorsza, myślała że ja będę jej obiadem?! Szczerze wątpię, nie chciałam jej od razu wypytywać kim jest i co tutaj robi. Stosowałam inną taktykę, trzymałam pozycję bojową ale rozluźniłam poszczególne partie ciała. Była bardzo niepewna , pewnie nie spodziewała się takiego pytania od mojej osoby. Czyli jest obca... Nie zrobiła ani jednego kroku w moją stronę, jej ciało było naprężone, gotowe do ataku we własnej obronie. Uśmiechnęłam się do niej wymownie a ta kiwnęła głową.
- Choć za mną.
Zaprowadziłam ją do zdobyczy , ciągle mając z tyłu głowy że nie znam jej ani jej zamiarów. Jednak moja intuicja podpowiadała mi że wadera jest raczej dobrych zamiarów i szukała tutaj czegoś. Może tego co ja gdy Cap i Rene przyłapali mnie kiedy kicałam sobie po ich terenach. Ja szukałam mojego miejsca na ziemi, przygód. No i chyba znalazłam. Wskazałam jej obiad i usiadłam niedaleko.
- Zjedz tyle ile potrzebujesz....
Powiedziałam bez emocji , nie chciałam żeby wadera od razu mogła mnie rozszyfrować. Lecz ona z lekka zdziwiona spojrzała na mnie pytając:
- A Ty?
Ja westchnęłam , bo wiedziałam że za dużo zjadłam. Wskazałam jej na mój pełen brzuch i kazałam jeść. Po chwili, gdy zjadła już trochę zapytałam:
- Skąd jesteś?

Andzia? Przepraszam że czekałaś tak długo!


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1117
Ilość zdobytych PD: 558 + 5% (28 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan:

Od Ice Queen - ,,Miejsce w którym mogę być sobą''

Aktualnie znajduje się w sytuacji w której nie wiem jak zacząć i czy ogółem zacząć. Pewnie od razu nasuwa Wam się pytanie: co dokładnie? Ehhh, głównie chodzi mi o mój dalszy żywot, właściwe nowy rozdział w mojej nudnej historii. O dalszą podróż po lepsze życie, którego nawet nie poczułam smaku. Nie pojmuje jak zacząć je od nowa , ciągle wracam pamięcią do dni w których byłam tylko sługą wykonującą sporo poleceń. Moja własna ciotka zniżyła mnie do takiego poziomu, ogółem to chciałabym jej podziękować bo to dzięki niej wiem że życie wcale nie jest łatwe. Nauczyłam się wytrwałości, no i wielu innych czynności które jej córki nie potrafią tylko dlatego że robiłam je ja. A one w tym czasie miały inne zajęcia, nie związane z kształceniem się. Mimo że biegnę , czuję jak przeszłość próbuje mnie dogonić , nie zapomnę tego co było. To już zostanie, chyba że ktoś wymaże mi ten rozdział z pamięci. Myśli kotłujące się z wielką siłą w moim pustym łbie dawały o sobie znać raz po raz, nie czułam się winna ucieczki ni tego iż uwięziłam je w lodzie. Ich charakter zmusił mnie do wykonania takiego bestialskiego czynu, ogółem nie umarły więc niech się cieszą że lód się topi. Jak można chcieć kogoś sprzedać ? Co prawda basior któremu chciała mnie ,,opchnąć'' był przystojny, miał charakter i był bogaty. No ale szanujmy się, on by mnie kupił jako służącą a któraś z jej córek byłaby jego partnerką. Ciotka jest jedną z najbardziej odrażających i tchórzliwych wilczyc jaką kiedykolwiek dane mi było poznać, jakim cudem była spokrewniona z moją matką?! Sally miała piękne imię, ale nic po za tym. Nie grzeszyła rozumem a jej wygląd był dość kontrowersyjny. Nie używała swoich mocy, chociaż były one piękne, naprawiały świat. Ona wolała siedzieć w jakimś zapyziałym lesie i wychowywać swoje okropne córki, nie miała oczywiście partnera. Bo ten zostawił ją po jakimś czasie , gdy dowiedział się jaka jest naprawdę. Niestety wychowywała je sama i kształtowała charakter córek pod siebie, dlatego też obie są lustrzanym odbiciem matki. Ja nie byłam taka sama jak one, Sally próbowała mnie jakoś ukształtować. Ale za każdym razem stawiałam czynny opór, zwłaszcza że miałam swój rozum i to dało mi przewagę. Myślałam inaczej niż one, wyglądałam też inaczej... To nie było tak że od początku traktowała mnie źle. Była bardzo pieszczotliwą zastępczą matką, ciepłą i ukochaną. Aż do czasu... Kiedy zobaczyła we mnie inną osobę. Sama nie wiem kto to był, ale nawet mi się nie wytłumaczyła. Od tak zaczęła mną pomiatać bo wiedziała że mój charakter jest mój i ona tutaj nic nie zdziała. Raz nawet próbowała zabrać mnie do jakiegoś pobliskiego szamana, żeby wmówił mi iż mam się słuchać tylko jej itp. Przeżycie było dość ciekawe, zwłaszcza dla szamana który zwiewał z podkulonym ogonem. Jego pożegnanie ogółem było dosyć elektryzujące... W skrócie, pier***nął go piorun, a ja z szyderczym uśmieszkiem wróciłam z ciotką. Nie było mi z tego powodu przykro, jak on dał się namówić na takie rzeczy Sally, to musiał być bardzo inteligentny. Chyba że dobrze mu zapłaciła... Kiedyś nawet mówiła mi i dziewczynom , iż niedługo posiądzie takie bogactwo że będzie mogła być nieśmiertelna. Nie zrozumiałam tego od razu, ponieważ byłam mało światowa. Ale co daje taka nieśmiertelność? Jeśli jest się wielką jędzą , która nie ma jakiegokolwiek celu w życiu. Nie próbuje nawet polować tylko wysyła mało doświadczone szczenię na spotkanie ze stadem dzików. No nie wiem co ona miała wtedy w głowie, ale pamiętam jej ogromne zdziwienie kiedy wróciłam cała i zdrowa. W dodatku z jedzeniem... Nauczyłam się dość wcześniej używać swoich mocy, dzięki temu nie doświadczyłam rozczarowania na polowaniach. Udało mi się zamrozić 6 dzików w kostkach lodu i przytaszczyć pod same łapy Sally. Coś mi się zdaje że ona czuła się troszkę zagrożona z mojej strony, zwłaszcza w sytuacjach których zaczęła się ze mną kłócić a pogoda zmieniała się przez moje emocje. Wtedy nie panowałam nad nimi prawie wcale, więc niejednokrotnie ciotka została ofiarą klęsk żywiołowych. Co najgorsza, nie było mi z tego powodu jakoś specjalnie przykro...
Moje przemyślenia trwałyby nieskończenie długo gdyby nie zapach który poczułam na terenach w które przed chwilą wkroczyłam. Wzięłam głęboki oddech i rozkoszowałam się świeżym powietrzem, nie wiedziałam kto dokładnie tutaj przebywa. Rozumiałam tylko, że nie jest sam i pewnie nie będą długo zastanawiać się nad tym by mnie zaatakować. Mimo iż wcale nie stwarzam zagrożenia na chwilę obecną , pewnie będą widzieli we mnie wroga. Nie zastanawiałam się zbyt długo i próbując szerokim łukiem ominąć watahę brnęłam do przodu. Tereny wyglądały dość kusząco, pewnie dlatego ktoś je zajął. Rozglądając się uważnie w oddali dostrzegłam coś bardzo oświetlonego, zmrużyłam oczy i ze zdziwieniem kroczyłam ku temu obiektowi. Po chwili byłam już przy moście który aż kipiał jakąś nieznaną mi magią, był dzień a on połyskiwał, błyszczał. Jakby słońce odbijało o most swoje promienie. Może i nie był jakoś specjalnie zadbany ani jego stan nie był najlepszy ale wiedziałam że nie zarwie się jak po nim przejdę. Z cwaniackim uśmieszkiem wskoczyłam na most jak mały szczeniak i zaczęłam po nim biegać. A za mną ciągnęły się jakieś iskry, dość ciekawe zjawisko. Brakowało jeszcze jakiejś głupkowatej zabawy ogonem i osoby które w tamtej chwili mnie oglądały, mogłyby uznać mnie za totalną wariatkę. Na szczęście to nie przyszło mi do głowy , lecz moja czujność gdzieś zaginęła i w tej samej chwili zostałam przygwożdżana do ziemi przez jakiegoś czekoladowego basiora. Wiedziałam że to był głupi pomysł, ale kto by pomyślał że tak skończę? Warknęłam cicho mimo iż nie miałam złych zamiarów, on nie był sam...ja tak. Z krzaków wyłoniła się urocza wilczyca o szarym umaszczeniu , ognistej grzywce i skrzydłach . Samiec warknął na mnie spoglądając się w moje bursztynowe oczy, połaskotałam go ogonem po brzuchu i zrzuciłam jego cielsko z mojej osoby.
- Kim jesteś i czego chcesz?
Usłyszałam tylko jedno zdanie wypowiedziane bez emocji. Neutralność przy poznaniu to dobra cecha, im tego nie brakowało. Też próbowałam to zagrać, ale nie do końca mi to wyszło:
-Nikim ważnym, nie zaprzątajcie sobie mną głowy. Zaraz stąd znikam... Po prostu uciekam przez przeszłością.
Wadera spojrzała na mnie łagodniejszym wzrokiem, lecz basior śledził mój każdy ruch... oglądał mnie z każdej strony jak gdybym była obiektem jego zainteresowań.
- Jeśli nie masz słych zamiarów to nie musisz stąd odchodzić. Mam na imię Renesmee i jestem Alfą tych terenów. A to jest Capitán, samiec Beta.
Oczywiście że w tej chwili zapaliła mi się lampka w głowie...Co by było gdyby? Od razu westchnęłam i usiadłam pokazując że nie mam złych zamiarów. Przedstawiłam się i opowiedziałam im troszkę o mojej historii. Po jakimś czasie na ich pyskach zawitał normalny wyraz, szczery. Nie wiedziałam dokąd idę, ale chyba w tym momencie wiem gdzie zostanę. Minęła godzina a my już zwiedzaliśmy tereny, Rene przydzieliła mi jaskinię i poprosiła żebym dała znać czy chcę dołączyć za parę dni. Lecz nie minęło pół dnia a ja namyśliłam się bardzo dobrze, w końcu nie miałam nic do stracenia. Potuptałam do jaskini Alfy a ta z uśmiechem powitała mnie jako nowego członka, szybko znalazłam z nią wspólny język. Nie ufałyśmy pewnie od razu sobie w 100% ale zgodziłyśmy się na moją posadę. Zostałam obrońcą Alfy, czyli samej Rene . Oczywiście że od samego początku czułam się zaszczycona , ta posada wymaga sprawności fizycznej i inteligencji. No i zgrania z przywódcą.
Wygląda na to że na chwilę aktualną znalazłam swoje miejsce na ziemi, tak przynajmniej mi się wydaje... Czuję się tu obco ale tylko dlatego że znam bardzo mało członków. Pewnie się jeszcze rozkręcę... A mój nowy rozdział zacznie pisać się sam, od nowa... Mam nadzieje że dożyję tutaj spokojnej starości, będę miała kochanego partnera i gromadę szczeniąt. W zupełności byłabym spełniona, kochałabym je z całego serca. Kto wie, może uda mi się tutaj założyć rodzinę...jeśli ktokolwiek się za mną obejrzy...


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1285
Ilość zdobytych PD: 642 + 5% (31 PD) za długość powyżej 1000 słów
Nagroda za bonus: 
Obecny stan: 

sobota, 14 listopada 2020

Od Ice Queen - Quest 3 ~ Halloween

Nie mogłam spać tej nocy, więc wybrałam się na spacer. Zwykle mi to pomagało, świeże nocne powietrze, no i te dźwięki które towarzyszyły mi przy przechadzce. Gdybym w tamtym momencie nie weszła w głąb naszego kochanego lasu to pewnie bym się od razu położyła w jaskini i zasnęła. Ale coś mówiło mi bym szła dalej, nie przejmując się moim aktualnym zmęczeniem słuchałam tego czegoś, kto wie...może znajdę coś w tym mroku? Księżyc świecił tak pięknie , to chyba on mnie tak hipnotyzował i kazał brnąć w środek lasu. Szła bym tak dalej, gdyby ktoś lub coś nie zbiło mnie z tropu. Szelest w krzakach mówił sam za siebie- ktoś tutaj przebywa. Nie wiem kto to dokładnie i jakie ma zamiary, lecz aktualnie powinnam mieć się na baczności. Udawałam że nie słyszę tego szelestu mimo iż spoglądałam w krzaki- nie widząc tam nic. Stwierdziłam że albo jest to mała istota, lub ktoś kto ma moc niewidzialności. Nie przejmowałam się tym od razu bo nie czułam ze strony tego stworzenia jakiegoś zagrożenia. Znów głośny szelest wzbudził moje podejrzenie, tym razem przejęłam się tym bardziej i zaczęłam zabawnie wskakiwać w krzaki. Moja odwaga dała o sobie znać, lub głupota. Jak kto woli, delikwent jawnie ma mnie za głupola bo jego śmiech niesie się echem. Nie byłam w stanie rozszyfrować kto to jest, niestety! Walnęłam się łapą w pysk widząc uroczy ogon w czarnobrązowym umaszczeniu, na którym widniały niewinne kropeczki. Postać zdradził jej puchaty ogon i sposób w którym się poruszała. Ogółem byłam pewna że to basior... Nagle coś mnie oślepiło, ale tylko na chwilę. Szybko przecierając oczy mruknęłam:
- No chyba nie...
Pobiegł gdzieś, wiem że nie był kimś kto chce mi zaszkodzić. Przewróciłam oczyma i śmiejąc się krzyknęłam głośno:
- Frae! Wracaj tutaj!
Doskonale wiedziałam że to ten uroczy, żywiołowy malec. Czemu nikt go nie pilnuje? Pewnie wymknął się spod czyjegoś czujnego oka. Zaczęłam za nim biec, dość szybko go wychwyciłam. W końcu mam o wiele dłuższe i większe łapy, chwyciłam go w biegu na skórę i mimo jego marudzenia zaniosłam go do centrum watahy. Puszczając szczeniaka usłyszałam tylko:
- Ej tak nie można!
Liznęłam go w pyszczek i mruknęłam:
- Znikaj spać młody....
Kiwnął głową mimo że był z lekka na mnie zły, zaczął zabawnie biec w stronę jaskini. Ja udałam się do siebie i nie budząc wader położyłam się wygodnie od razu zasypiając.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 390
Ilość zdobytych PD: 195
Nagroda za Quest Halloween:
Obecny stan:
Quest zaliczony !