Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Polana". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Polana". Pokaż wszystkie posty

środa, 19 stycznia 2022

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

W momencie, w którym wilk zapytał:
- Wszystko gra?
Zrozumiał zaistniałą sytuację, wcześniej nie zdawał sobie sprawy, co robi jego ogon, a właściwie co dzieje się w jego podświadomości. Po odpowiedzi wadery czuł się głupio, zachował się jak sęp, czekający, aż jego zdobycz umrze, aby nie musiał się nadwyrężać, czuł się jak wilk bez uczuć, za którego się uważał. Cała sytuacja była dla niego nie smaczna, chciał przeprosić, ale słowa w tym świecie nic nie oznaczają, liczą się przecież czyny, a nie obietnice. Jedyne, o czym myślał teraz Yneryth była ucieczka, ale subtelna, by nie było widać, że się martwi. Tak też zrobił, a właściwie oni. Udali się oboje w niezręcznej ciszy aż do polany. Tam Tsumi życzyła Yneryth’owi kolorowych snów, on lekko się uśmiechnął, wiedząc, że sen to ostatnia rzecz, którą miał teraz w głowie. Odpowiedział jej:
- Dobranoc Tsumi. - Ze zmieszaniem na pysku.
Gdy wadera się odwróciła, Yneryth zniknął w swojej iluzji, tak, jak gdyby, rozmył się w powietrzu.
Odchodząc z polany, w celu patrolowania okolicy, rozmyślał nad swoim zachowaniem w tamtym momencie. Zadawał sobie pytanie „Dlaczego ?” . Całe to stadne życie nie służyło mu. Basiorowi brakowało swobody i samotności, niestety nawet w nocy nie mógł tego mieć. Gdzieś w okolicy teren również patrolował Kotori. Myśląc o Kotorim, przypomniał sobie, czemu tu jest, a raczej czemu tu został. Może wrócenie do celu, do jego misji, tęsknoty, marzeń, a zarazem nie nienawiści. Czy to mu dawało spokój i ukojenie? Wilk zgubił się sam w sobie, a drogowskazów nie było w jego pobliżu. Basior zaplanował czas, jeden dzień, w którym będzie udawał się na wyprawy. Dniem, o którym myślał wilk, była pełnia. Od tego momentu zaczyna swoją podróż na nowo, lecz nie do końca, coś zakotwiczyło Yneryth’a w watasze. On sam nie wiedział, co to było.
Wrócił myślami do lasu, gdy jego ogon i Tsumi dotknęły się. Nie miał pomysłu, czemu to zrobił. Wiedział, że Tsumi jest inna, przy niej jest inny, tak jak odbicie w lustrze, to samo oblicze, ale w głębi oczu widać zupełnie inne rzeczy. Cały monotonny cykl przemyśleń przerwała mu kałuża. A dokładniej potknięcie się i wpadnięcie do takowej. Basior nabrał odcieni brązu wymieszanych z brudnymi odcieniami szarości. Zdenerwowany zmienił kurs, w kierunku rzeki. Gdy wilk doszedł do rzeki, księżyc powoli znikał w czeluściach lasu, a gwiazdy wypalały się, niczym królik na ognisku, skwierczący, ociekający krwią i wodą wypływającą z mięśni i mięsa. Na samą myśl o takim króliku Yneryth zgłodniał. W celu wyczyszczenia wszedł do wody. Opłukał się z błota i niewiadomego pochodzenia mu brudu. Tej nocy wpadł na nowy pomysł, na coś, czego jeszcze nie robił. Udał się korytem rzeki na przekór nurtowi. Było to coś niezwykłego, wilk mógł w miarę bezpieczny sposób trenować postawy obronne, a jednocześnie ćwiczyć mięsnie i kondycję. Co prawda ten sposób nie był idealny, było wiele możliwości, by wilka ucierpiał na tym, lecz Yneryth’a nie obchodziło ryzyko i statystyki. Dążył do celu za wszelką cenę, ale co będzie ceną w jego podróży.
Basior doszedł do wodospadu, wyszedł z wody, by podziwiać nowy kształt, stworzony przez naturę. Z takim zjawiskiem nie miał jeszcze do czynienia. Zastanawiało go, co znajduję się na szczycie. Siedząc na trawie, w delikatnych promieniach wschodzącego słońca, kombinował jak coś zjeść. Stanął na wielkim kamieniu, który leżał w nurcie rzeki, skupił się, by wczuć się w otoczenie. W wodzie wyczuł ryby, była to idealna zdrowa i smaczna strawa. Ciszę rozpruł gwałtowny gejzer wody, rozrywanej przez kamienną iglicę. Yneryth’owi coraz lepiej szło kreowanie ziemi, szczególnie jeśli chodziło o jego głód. Kamień wyrastający z wody wyrzucił na brzeg 3 ryby. Dziś wilk nie będzie głodny. Po zjedzeniu rybki, basior postanowił wrócić na polanę.
Yneryth dotarł na polanę. Leżał pod drzewem jabłoni, szykując się do snu. Był jednak jeden problem, nie mógł się pozbyć z głowy Tsumi i dlaczego tak wtedy zareagował. Uczucia były do tej pory dla niego obce, nie wiedział, co to może oznaczać. Czy wilka nieświadomie rozgrzewa od środka myśl o waderze, czy po prostu to, że ktoś w końcu jest dla niego miły? Basior zmrużył oczy i zasnął, nie znajdując nic w swojej głowie, co mogłoby mu teraz pomóc.
*
Od pamiętnego dnia minęło już sporo czasu. Wilk miał dość czasu, by poukładać sobie, wszystko w głowie. Yneryth po przemyśleniu swojego zachowania oraz tego, co działo się wcześniej, wiedział, że Tsumi nie jest mu obojętna. Wiedział, że ostatnia, rzecz, która się wydarzy, to oni we dwoje. Byli jak dwie różne krople wody, jak dwa różne materiały, jak dwa krzywe zwierciadła, mimo to coś ich łączyło. Basior nie rozumiał tego, ale nie miał kogo zapytać o radę, ani o pomoc, był zdany sam na siebie, tak jak lubił. Przez głowę przechodziło mu wtedy dużo myśli, dobrych, jak i złych. Po tym, co usłyszał od wadery, wiedział, że ona nikogo nie szuka, czuł się smutny i przybity, nie miał co z tym zrobić. Miał wyznać prawdę i ryzykować jak zwykle, czy grać bezpiecznie i mieć bratnią duszę ? Wilk nawet się nie spostrzegł, a stał przy wejściu do jaskini przyjaciółki Tsumi, mianowicie Piny. Pukał łapą. Gdy zorientował się, co się dzieje i gdzie się znajduję, sprawa była zbyt skomplikowana, by nawiać. Zapytał cichym głosem „Tsumi ?”. Wadera się obróciła. Yneryth ujrzał waderę stojącą nad śpiącymi szczeniętami, była uśmiechnięta, jej oczy spokojne, postawa swobodna. Serduszko wilka wypełniło się ciepłem, widząc ją szczęśliwą. Lekko się uśmiechnął nie świadomie. Oczy basiora miały kształt małych owalnych kamyczków z małego górskiego potoku. Poprosił ją, aby przyszła na polanę w wolnej chwili.
Yneryth siedział już na polanie, czekając na Tsumi, nie wiedział, co jej powie, nie miał pomysłu na nic, jego serce biło nadzwyczajnie. Próbował ułożyć plan wypowiedzi. Wszystkie myśli rozproszył jednak cichy i delikatny tupot łap wadery. Wszystko, co zaplanował, zniknęło bez śladu.
Zaczęła się rozmowa. Basior delikatnie chciał przekazać Tsumi, że wiele dla niego znaczy, ale tak, żeby nie wywierać na niej presji. Yneryth znacznie się uspokoił po powiedzeniu tego na głos. Zmienił temat, tak aby nie było widać, jego emocjonalności wobec niej. Powiedział jej, że mówi to dlatego, że zbliża się pełnia. Tłumaczył, że w każdą pełnię od tego dnia będzie wyruszał w 3-dniową podróż, w celu poszukiwania informacji o rodzinie. Yneryth zobaczył tylko zdziwioną waderę, zdawało mu się, że nie zrozumiała, o co mu chodziło. Na sam koniec przeprosił ją za tamtą pamiętną dla niego noc, bo zachował się niestosownie.
Basior wyruszał w pierwszą podróż od dość dawna, więc nie był pewien, czy wyjdzie z tego cało, jedyne co wiedział to to, że chce wrócić tu do wadery, polubił ją.

Tsumi?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1079
Ilość zdobytych PD: 539 + 5% (27) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 3304

niedziela, 16 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Wadera momentalnie zastygła ciałem w chwili, gdy poczuła zetknięcie się ich ogonów oraz to, co nastąpiło bezpośrednio potem. Powolnymi i delikatnymi ruchami zaczął owijać swój wokół jej własnego. Serce na chwilę przestało jej bić, a oddech ugrzązł w gardle, by w następnej chwili przyspieszyć swoją pracę. Wolno odwróciła głowę ku niemu i zaraz potem w kierunku ich ogonów, jakby chciała się upewnić, czy zmysł dotyku ją nie oszukuje.
Otóż nie.
Przed oczyma stanął jej tamten i głowę zalały krótkie, acz treściwie wiadomości. Chce pewnie tego samego. Potraktuje ją podobnie. Znowu zostanie skrzywdzona... Oj, dużo tego się zaczęło w niej kłębić i dusić, coraz to bardziej.
Całe ciało jej się spięło, jakby została oblana gwałtownie i niespodziewanie lodowatą wodą.
- Wszystko gra? - Spytał basior jako odpowiedź na jej reakcję. Ogon wadery tylko się wzdrygnął, sygnał był czytelny i Yneryth cofnął swój, tym samym zwracając jej wolność.
- Nie nadaje się do tego. - mruknęła tylko.
*
Czas mijał nieubłaganie. Tsumi stopniowo wracała do życia watahy- nie była taka jak kiedyś, ale nie było już tragedii stanu psychicznego. Ot, była bardziej przygaszona. Oczywiście, chmury odsuwały się na bok w chwilach odwiedzania Piny, która to powiła swój pierwszy miot w ilości dwóch kulek, do tego adoptowana Shori. Tsumi wewnętrznie się rozpływała na widok tych szczeniąt i potrafiła niemal wygonić młodą matkę, tylko aby zajmować się kruszynkami. Będąc przy nich, coś w jej sercu topniało i się ogrzewało.
I wtedy, jednego dnia po uśpieniu małych, pewna myśl oświeciła umysł bursztynowookiej. Może wcale do szczęścia własnych szczeniąt, tych zrodzonych z własnej krwi? Przygarnięcie znajdki, jak dla przykładu taką Shori, przecież też może sprawić, że otoczy taką istotkę mnóstwem troski, ciepła i miłości. Być może... To właśnie było jej pisane? Pokazanie takiej smutnej duszy, że w pełni zasługuje na gorące uczucia?
To był moment, w którym Tsumi, po raz pierwszy od dawna, uśmiechnęła się delikatnie, a oczy nieco zmiękły jej.
Dokładnie taki widok zastał Yneryth, który cicho zapukał do wejścia jaskini Naharysa i Piny.
- Tsumi? - Spytał się cicho. Wspomniana wadera przeniosła na niego wzrok.- Jak będziesz mieć chwilę, przyjdź na polanę.
- Dobrze. - kiwnęła głową z cichą wiadomością. Aż dziwne było widzieć jego wyraz pyska jako reakcję na jej łagodny uśmiech i miękkie spojrzenie.

Yneryth?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 363
Ilość zdobytych PD: 181
Obecny stan: 1921

środa, 12 stycznia 2022

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Yneryth po zadaniu pytania lekko się odprężył, nie czuł już presji. Wsłuchany w głos wadery, próbował zilustrować sobie, co potrafi. Było mu miło, że uznała go za użytecznego, sam siebie nie widział na tyłach, broniąc innych, wolałby być na froncie i pustoszyć, gromić wrogów, byłoby to idealne, mógłby zacząć w ten sposób brutalne przesłuchania, które może choć trochę zbliżyłyby go do prawdy. Niestety na ten moment nie posiadał czegoś, czym mógłby atakować fizycznie w zwarciu. Położył się obok Tsumi, lekko zamyślony, lecz dalej wsłuchany, spojrzał na nią, licząc na ciekawą reakcję. Wadera odwróciła się do przodu, a on lekko zachichotał pod nosem z jej reakcji.
Wszystkie umiejętności Tsumi nie były groźne, Yyneryth’a kusiło, żeby powiedzieć, że wadera może kaleczyć serca wrogów słodkimi widokami, gdyby dalej na niego patrzyła tym samym wzrokiem co przed chwilą, powiedziałby:
- Mnie byś zraniła, te piękne kwiaty mogłyby mi zrobić krzywdę.
W momencie, gdy usłyszał te słowa, w głowie, zauważył u siebie jakieś emocje, nie mógł sobie na nie pozwolić, nie teraz, to zły moment. Yneryth kochał naturę, ale nie chciał tego okazywać. Słysząc, że Tsumi zna się na roślinach, musiał ją sprawdzić. Zapytał ją, czemu pozwoliła wyrosnąć i dlaczego akurat taki. Basior dowiedział się, że wadera podobnie do niego również używa emocji jako magiczny ster. Czy jej magiczny statek mógł zatonąć ? Wilk nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie. Wilczyca wyczarowała kwiatek, a dokładniej azalię, tak jak powiedziała, symbolizował on tęsknotę. Za czymś tęskniła. Tsumi okłamała go, czuł to po tonie i mowie ciała. Nie był na nią zły, sam kłamał. Kłamstwo było już dla niego normalnością, to rodzaj ucieczki od czegoś, na co nie jest się jeszcze gotowym, tak przynajmniej uważał. On był raczej z zewnątrz zły, ale w środku był widać małe światło, tak jak gdyby połknął przez sen świetlika. Ona była zgoła inna, była dobra, lecz w środku niej iskrzył mrok, szukał ujścia, lecz dobra dusza Tsumi trzymała go na smyczy, jak hades swoje cerbery, jak szatan swoje ogary, jak pies patyk, jak wiewiórka orzech. Miała pełną władzę nad swoim mrokiem, lecz jeszcze tego nie widziała. Oba wilki były jak Ying i Yang, nie zgadzało się tylko jedno, kolor futer wilków, choć Yneryth widział, że da się zmieniać jego kolor, ale czy Yneryth i Tsumi nie widzieli bez siebie świata ?
Tsumi po prezentacji swoich umiejętności, dała podarek Yneryth’owi, taki, który uważała za pasujący do niego. Był to Fiołek, mały fioletowy kwiatek pasował nie tylko z wyglądu, ale także ze znaczenia. Fiołek symbolizuję wierność i czujność. Basior odebrał od niej kwiatka i się uśmiechnął, było mu miło, że ma ktoś o nim dobre zdanie. Nie świadomie, podczas dalszych rozmów wilków, ich ogony się do siebie zbliżały, jak dwa motyle lecące w kierunku jednego kwiatu.
Był to już wieczór, na niebie było widać już gwiazdy, księżyc wychylał się za drzew delikatnie. Wilki rozmawiały teraz o miejscu, w którym się znajdują. W tym momencie ich ogony się dotknęły. Puszysty Ogon Yneryth’a powoli i delikatnie obwijał się wokoło drobnego ogona Tsumi. W tym momencie Tsumi obróciła się delikatnie i powoli jak gdyby chciała coś powiedzieć. Siedzieli obok siebie pod niebem pełnym gwiazd, nie wiedząc o tym, padał na nich tylko lekki blask księżyca.

Tsumi ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 530
Ilość zdobytych PD: 265
Obecny stan: 2381

wtorek, 11 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Jej wzrok wrócił do pustej rezygnacji po odsunięciu łapy, jak i również otrzymaniu uszatego w celu zjedzenia. Naturalnie, podziękowała mu kiwnięciem głowy za pożywienie przed przystąpieniem do konsumpcji. Nie odczuwała przymusu szybkiego posilania się, jadła spokojnie, podczas gdy Yneryth siedział z zamkniętymi oczyma, prawdopodobnie rozmyślając nad czymś.
Rozmowa wznowiona, dopiero gdy wadera zjadła całego królika. Dopiero wówczas basior zapytał się z ciekawością o to, czy Tsumi posiada uzdolnienia magiczne, a jeśli tak to jakie.
- Nic specjalnego, w zasadzie to defensywa. I to raczej słaba. - powiedziała i w skrócie przedstawiła jej zakres magii.
- Brzmi ciekawie przecież. Moje bym zakwalifikował podobnie, do defensywy.
- Nie powiedziałabym. - mruknęła cicho i naprawdę, czystym przypadkiem ruchem łapy przywołała kwitnącą łodygę kwiatu. - Prędzej wspierające. Dobra podstawa do ataku przez innego wilka.
- Myślisz? - Zapytał się, patrząc na rosnącą roślinę przed Tsumi.
Kiwnęła głową.
- Byłbyś niezłą kartą w walkach w grupie na tyłach. - wzruszyła ramionami. - Nie wiem, czy to ma sens, nie siedzę w militariach i tego typu tematach.
- Ale jednak próbujesz mnie pocieszyć. - zajął pozycję częściowo leżącą obok i obserwował ją siedzącą. Zaraz odwróciła wzrok od niego i patrzyła przed siebie.
- Wyrażałam opinię jako zielona w tych sprawach, nie pocieszam. - poprawiła go. Wypuścił powietrze nosem w taki sposób, że przypominało to chichot.
- Znasz się na roślinach i tego typu rzeczach? - Zapytał się, spoglądając teraz uważniej na kwiat. Kiwnęła głową. Zaraz wskazał łapą. - Co symbolizuje ten?
Niska wadera podążyła za jego łapą i przyjrzała się teraz uważniej roślinie, którą wybrała instynktownie. Mały krzak azalii.
- Najczęściej tęsknotę. - powiedziała cicho. Całe szczęście to padło na azalie, a nie na Margaretki, gdyż symbolizowały cierpienie i krzywdę. Mogła odetchnąć z ulgą.
- Celowo taki kwiat wyczarowałaś? - Uniósł pytająco jedną brew. Pokręciła głową.
- Mogę powołać konkretne rośliny przy bezpośrednim myśleniu i wskazaniu ich. W innym przypadku jak ten rozkwita taki, jaki chce podświadomość.
-... Za czym tęsknisz? - Zapytał się po chwili milczenia z wahaniem. Przymknęła oczy.
-Nie wiem...
"Może za nieświadomością" ale tego już nie powiedziała, gdyż nie umiała wskazać jednoznacznej odpowiedzi.
- Zmieniając temat. - odezwała się po kilku sekundach. - wiem jaki kwiat by cię najlepiej symbolizował.
- Hm? Jaki?
Fiołek. - rzekła i w tej samej chwili wyrósł jej szukany, zaraz mu podała. - Są wierne sobie i czujne.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 360
Ilość zdobytych PD: 180
Obecny stan: 1740

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Z tamtego dnia, Basior pamięta nie wiele, czuję, że dużo się wydarzyło, ale wszystkie jego wspomnienia są jakby potraktowane siekierą, porozrywane i porąbane. Wszystko jest nie kompletne, ale nagle, nagle jest ten moment, kiedy wszystko jest jasne, to wtedy wadera delikatnie zaczęła go głaskać po plecach. W tamtym momencie Yneryth’owi udało się wyrwać z klatki własnej głowy, wcześniej biegał po omacku, obijał się o ściany swojego labiryntu, biegał po nim w koło, bez celu. Łapy wadery były mięciutkie i małe. Basior błyskawicznie odprężył się fizycznie, w głowie jednak dalej czół barierę.
W tamtym momencie wilk podziękował Tsumi za pomoc, delikatnie zsuwając jej łapkę, nie chciał być pocieszany, ani nie chciał pomocy, to nie w jego stylu. Spytał, czy może, coś dla niej zrobić. W tamtym momencie, waderze delikatnie zaburczało w brzuchu. Basior wtedy poczuł potrzebę, aby jej pomóc. Yneryth ostrzegł waderę, aby nie ruszała się, nie chciał jej zrobić krzywdy. Ostrzegł ją, że będzie używał umiejętności. Wstał, zamknął oczy i wsłuchał się w ciszę. Tsumi nie wiedziała, co robił. Po kilku minutach wilk wyczuł królika w pobliżu, powoli zbliżył się na odpowiednią odległość, skupił się bardziej. Jego celem było zabicie królika, a nie brutalne rozszarpanie go na strzępy, tak aby jego narządy były na wszystkich drzewach w pobliżu metra, a osocze i krew, prysła jak woda w kałuży, gdy ktoś w nią wskakuje. Biedny króliczek nie miał pojęcia, co się święci, błyskawicznie 4 lodowe igły przeszyły go na wylot, nie zdążył nawet wydać dźwięku. Tsumi wydawała się zaskoczona. Yneryth uderzył przednimi łapami w gładkie miejsca kolców, aby nie wyrządzić sobie krzywdy. Kolce pokruszyły się jak różne zioła w moździerzu. Basior zabrał zdobycz i oddał ją głodnej wilczycy. Poczekał, aż zje w spokoju, a następnie spytał jej, jakie ona ma zdolności, o ile je ma.

Tsumi ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 295
Ilość zdobytych PD: 147
Obecny stan: 2116

poniedziałek, 10 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Umysł wadery zalał potok całkiem sprzecznych ze sobą myśli. Nie rozumiała tę dziwną siłę, która splotła ich ścieżki ze sobą i nie odpychała od siebie. Tak jak wcześniej była absolutnie przekonana, że nie chce widzieć się z nikim, ale potrzebuje bycia na zewnątrz, tak obecnie ciężko było jej pojąć, dlaczego ją pociesza i jest z nią cały ten czas.
Dziwne.
Część niej była wściekła za otwieranie się komukolwiek z tą sprawą, gdyż nawet jej najbliższa przyjaciółka pozostawała w niewiedzy, a tu proszę. Czuła, że zdradza tym postępowaniem Pinę. Z drugiej strony była w stanie porozumieć się z basiorem bez problemu, gdyż oboje byli po przejściach. Przerażało ją to na wskroś.
Nie rozumiała, czemu go zwyczajnie nie pogoniła, albo chociaż odepchnęła, kiedy łagodnie owinął swój puchaty ogon wokół niej. Zwyczajnie nie trzymało się to kupy. Przecież teraz zwyczajnie nie mogła wytrzymać, widząc żadnego basiora lub, co gorsza, być przy nim. A co tu mamy? Zbiór samych sprzeczności. Już zamierzała mu powiedzieć o cofnięciu się, przez same nadciągające myśli czuła się niekomfortowo, kiedy uderzył piorun, a tuż po nim rozległ się dźwięk grzmotu, po nim kolejny. Standardowe zjawisko obwieszczające okolicę pory wiosennej, jednak to reakcja samca była zgoła inna, niż można byłoby to zakładać — Yneryth przy drugim grzmocie zwyczajnie uciekł w popłochu w kierunku bliskiego lasu, był tak szybki, że miałby szansę na wygranie wyścigu z jej przyjaciółką. Nim się obejrzała była znowu sama, lecz jej mętny wzrok był skierowany w miejsce zniknięcia samca między drzewami.
Część niej mówiła "zostaw go, niech pójdzie jak najdalej", druga "trzeba sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku" i zanim się obejrzała, nie zrozumiała o przejściu już jednej trzeciej polany. Czemu? Tego nie wiedziała. Nie umiała również wytłumaczyć, czemu bezbłędnie odgadła jego trasę i dlaczego tak szybko, niemal z łatwizną go odnalazła.
Znajdował się w najbardziej zalesionej części pozbawionej widoku nieba, przez co było ciemniej. Siedział tam pochylony z przechyloną do dołu głową, tak spięty, że było to niemal widoczne i namacalne. Wydawał się z trudem oddychać.
Och.
Boi się burzy. Oboje po chwili zorientowali się, że zbliżyła się do niego i usiadła obok, patrząc pusto przed siebie, jej łapa sama poszła i znalazła się na jego grzbiecie.
- Tsumi, co tu robisz? - Spróbował się zapytać normalnie, ale jego napięcie było zbyt mocne do ukrycia. - N-nic się nie stało, wszystko gr-gra...
- Siedź cicho. - mruknęła nieco zbyt sucho, na co zaraz westchnęła. - Nie kłam jak wcześniej.
- O czym mówisz?
- Udawane emocje, nie wyszło ci.
- Ale... Och. - musiał zrozumieć, że wychwyciła ten drobny szczegół.
- Nie musisz mówić, czemu się boisz burzy, każdy się czegoś boi. - Zaraz westchnęła. - Ty poznałeś mój idiotyczny lęk.
- Nie jest...
- Jest, nawet jeśli historia za tym jest zgoła inna... Pozwól sobie pomóc i dać się pocieszyć.
Mówiąc to, zaczęła go delikatnie głaskać małą łapą w celu rozluźnienia jego napiętego ciała. Nie była świadoma, że podczas tego zabiegu, jej oczom wróciła cząstka ciepła.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 479
Ilość zdobytych PD: 239
Obecny stan: 1560

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Tamten dzień, dzień, który nie miał znaczenia, wilk po szukaniu samego siebie, spotkał kogoś, kto zgubił się w sobie. Tsumi była pełna żalu, smutku, a zarazem pusta. Cała sytuacja była napięta, słowa padały w odstępach, przelane morzem uczuć wewnątrz obojga. Słońce wyszło już zza drzew, jego promienie świeciły wprost na wilki. Yneryth oślepiony z zewnątrz przez światło, był zarazem oślepiony uczuciami z wewnątrz i dookoła. Pierwszy raz od dawna poczuł coś, było to współczucie, a zarazem smutek. Wilk mimo całego bólu i cierpienia starał się być miły. Wyczerpany poświecił swoją nieczułość, aby rozweselić Tsumi. W momencie, gdy udało mu się z iluzją, w końcu był dumny z siebie, pierwszy raz w swoim ciężkim życiu, przelanym krwią wszystkiego, co stanęło mu na drodze, w osiągnięciu swojego celu. Jednak całe jego poświęcenie nie było nic warte tego dnia. Drobne płatki śniegu wywołały na Tsumi zupełnie inny skutek. Wadera zawyła z wewnętrznie odczuwanego bólu, iluzja pękła, Tsumi uciekła. Tamten dzień przypomniał Yneryth’owi o jego misji, celu, który musi osiągnąć. Wszystko, czego pragnął, dalej nie było w zasięgu jego łap. Nawet basior, który dał mu nadzieje, wyglądał, na to, że nic nie wie. Całe 3 lata szukania sprawiedliwości, nic nie dały. Yneryth dalej stał jak za szczenięcych lat sam pośrodku niczego. Jedyne, na co mógł liczyć, to on sam, ale to już nie wystarczało. Sam nie dałby rady w obronie pokonać, każdego wilka z watahy, może nawet znalazłyby się wadery, które byłyby w stanie rozszarpać go na strzępy. Nie miał ochoty ani siły, by iść za wilczycą i próbować jej pomóc. Tego dnia Yneryth pogrążał się, tonął w odmętach swojego ja, nie mogąc prosić nikogo o pomoc, był sparaliżowany strachem jak tamtego dnia. Położył pysk na łapach, oczy zakrył ogonem. Zasnął. Ostatnim co zostało po jego iluzji, był on sam, puchaty biały wilk.
Obudził się. Dalej czuł to samo uczucie, spojrzawszy w niebo, ujrzał jedyną rzecz, która przynosiła mu ukojenie. Był to on, kompan i przyjaciel w podróży, rzecz, która nigdy go nie zawiodła, zostawiła. Basior spoglądał w księżyc, nie szukając już odpowiedzi, tym razem był wściekły na samego siebie. Nie akceptował tego, kim jest, czym się stał. Powstał, ruszył w kierunku lasu. Nie zastanawiał się nad niczym. Był skupiony jak nigdy dotąd. Używał swojej aury i rozszarpywał wszystko, co żywe i co zauważył. W końcu zatrzymał się, doszedł do rzeki. Yneryth patrząc na swoje odbicie w tafli wody, widział wiele kolorów, było to przyczyną krwią w różnych stanach, miał na sobie całą paletę czerwieni, dalej było widać niebieski odcień, lecz bieli, bieli już nie było. Wszedł do wody i się opłukał. Sprawdził, czy na pewno dalej nie ma na nim skazy, resztek życia, którego nie chciał mieć, w swoim otoczeniu.
Wracając z powrotem, musiał po sobie posprzątać, nie chciał, aby ktoś wiedział, że jest niebezpieczny, kiedy podejdzie na odpowiedni dystans. Miał wiele roboty, zajęło mu to całą noc, i poranek. W końcu wrócił na polanę, położył się i znów zasnął.
Od tego dnia, każdy dzień Yneryth poświęcił na trenowanie, zamrażał rzekę, zmieniał swoje skalne dzieła w piasek, zauważył, że za dnia może używać lodowych kolców, ponieważ one same się sprzątają. Trzeciego dnia Basior nauczył się robić kolce z mieszaniny skał i lodu, były one diabelnie skuteczne. Kolec przebijający sarnę łamał się, zostawiając po sobie poważne szkody, zwierzę przebite takim kolcem nie mogło ujść z życiem. Czwartego dni Yneryth wrócił do normalnego życia, zdążył się już ogarnąć i dopracować technikę
Tydzień po incydencie, przyszła do niego Tsumi, chciała porozmawiać, było mu to obojętne, już pozbył się swoich problemów, nie był w stanie już mu zaszkodzić biernie. Wilk mimo pustki, w sobie, która go stabilizował, czuł dalej współczucie, nie był pewien dlaczego. W momencie, gdy ich dialog się urwał, było widać, że ledwo powstrzymuję swoje łzy. Yneryth usiadł bliżej jej, objął małą waderę swoim ogonem, tak jakby chciał ją przytulać. Jedyne co wpadło mu do głowy, to zmienienie tematu, zaczął opowiadać Tsumi swoją historię, z którą dawno się już pogodził, udawał emocje, aby ona się nie zorientowała, nie chciał komplikować sytuacji. Wszystko szło gładko, wadera wydawała się, że coraz mniej szlocha. Wtedy, gdy Yneryth wspomniał o swoich rodzicach, znikąd uderzył piorun. Basior odskoczył wystraszony, nagle wszystko wróciło, znów widział scenę, gdzie dwa wilki zostawiają go. Zmieszał się, piorun znów uderzył, wilk nie wytrzymał, rzucił się w las jak opętany, zostawiając Tsumi samą.

Tsumi ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 718
Ilość zdobytych PD: 359
Obecny stan: 1969

niedziela, 9 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Podniosła głowę z pustym wyrazem oczu na widok wykreowanych płatków śniegu z piachu wokół nich, które rozpoczęły wesołe pląsy na wietrze. Cała krew w waderze momentalnie zamarzła — dokładnie to samo zjawisko miało miejsce, gdy dowiedziała się o koszmarnej diagnozie i następujących po niej komplikacjach, będące w stanie roztrzaskać resztki jej serca i szczęścia.
- Przestań! - Krzyknęła tak gwałtownie i nie spodziewanie, iż płatki znikły z pola widzenia, a udający je piasek natychmiast opadł na glebę.
- Tsumi, wszystko gra?! - Zapytał się od razu na widok jej drżącego ciała i trzymanej głowy. Hiper wentylowała się.
- Zostaw mnie, zostaw mnie, zostaw mnie! - Powtarzała w kółko jak mantrę. Czując jego dotyk łapy na swoim barku, skamieniała, ale i jednocześnie podskoczyła. Po raz pierwszy mógł zobaczyć inną reakcję, gdy spojrzała na niego. Przerażenie. - Nie dotykaj mnie!
Następne co pamiętała to płacz wstrząsający jej ciałem w jaskini. Nie wiedziała, czy odepchnęła go albo, czy uciekła z podkulonym ogonem... Zupełnie jakby miała klapki na oczach lub lukę w pamięci.
*
Minął tydzień od tamtego niefortunnego zjawiska z iluzją Yneryth'a, a od poronienia całe dwa tygodnie. Można byłoby się spodziewać, że nie pojawi się na tamtej polanie, jednak potrafił zaskoczyć — był tam następnego dnia i to od rana. Basior wydawał się cały czas czekać na reakcje niskiej wadery, jakby obchodził się z jajkiem.
Sama Tsumi od czwartego dnia zaczynała bardzo stopniowo pokazywać się z daleka reszcie wilków, jednak do rozmów jeszcze nie dochodziło.
Czasem rozmawiali, czasem siedzieli w ciszy. Nie myślała o nim dotychczas jakoś bardziej, ot, nowa sztuka w watasze. Co innego on sam — zdawał się poświęcać jej uwagę i okazywać na różne sposoby swoje wsparcie, cały czas pilnując spełniania swoich słów sprzed tych kilku dni.
To samo działo się po zmroku, kiedy śnieg zniknął z pola widzenia. Wiosna zbliżała się coraz to wyraźniej. Tsumi spojrzała na wypełniającą się tarczę księżyca między chmurami.
- Marzyłeś kiedyś o czymś? Coś, co wykreowało cię przez większość część życia.
- Tak- westchnął, podnosząc głowę. - Jak to każdy. Jak z tobą?
- ... Zawsze marzyłam o znalezieniu ukochanego i posiadania wielkiej rodziny. - mówiła takim tonem, jakby miało zdradzić jej stan serca. - Od najstarszych wspomnień chciałam otoczyć swoje szczeniaki taką miłością i ciepłem, by wiedziały, jak jest to potężna siła.
- Rozumiem, musisz mieć do nich słabość. - zaczął delikatnie. - Co się stało?
-...J-ja... To nie jest już możliwe marzenie do spełnienia. Już nigdy nie będzie. - głos wyraźnie się jej zachwiał i zrobił się suchy, zwiastujący rychłe łzy u wadery. Zacisnęła oczy i cała się napięła, nie chcąc za nic wylać swoich łez publicznie.

Yneryth?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 416
Ilość zdobytych PD: 208
Obecny stan: 1321

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Yneryth siedząc pod drzewem, sam nie dowierzał, Tsumi, wadera o skomplikowanym sposobie bycia, okazała się mieć nie lada problemy. Pytanie, które zadał, aby podkreślić swój styl bycia, odbiło się echem z wnętrza wadery. Wilczyca emocjonalnie pękła, uczucia wylały się z niej, jak krew z rozrywanego królika, jak woda, z pękającej tamy, zbudowanej przez bobry. Co prawda basior nie miał tego na celu, nigdy nie chciał nikomu sprawiać przykrości, a tym bardziej doprowadzać go do emocjonalnej eksplozji. Niestety było już za późno. Zaniepokojony szybko powiedział jej imię, licząc na to, że się uspokoi. Jedyne co pamięta z chwili, która się wydarzyła, to to, że wspominała o zdradzie, braku zaufania, najbardziej zmartwiły go słowa „Porzucana w kąt i traktowana jak najgorszy śmieć i zło konieczne?” . Basior nie wiedział, jak powinien zareagować, na szczęście Tsumi powiedziała ,,zapomnij o tym” . To rozwiązało problem przynajmniej na razie, zachował się, tak jak uważał, że będzie dobrze. Nie chciał rozdrapywać ran, więc zmienił temat:
- Ja przychodzę tu, aby podziwiać naturę, oraz ten piękny widok. Czyż nie jest on śliczny? – Powiedział nostalgicznym głosem.
- Ja... Już sama nie wiem- Westchnęła cicho, patrząc przed siebie Tsumi.
Wilki razem spoglądają na polanę. Nie widać już na niej śniegu, nie ma już zwisających sopli lodu z drzew, widać mniejsze kamienie, rozsiane w niewiadome wzory. Najważniejszym detalem widoku, były promienie słońca wychodzące za drzew. Promienie te raziły Yneryth’a, lecz wadera nawet nie zwróciła na nie większej uwagi. Basior był zaskoczony, że taki widok nie robi na niej wrażenia.
- Moim zdaniem, w ciągu nocy jest tu ładniej, widać gwiazdy a w szczególności księżyc, jest to widok nie do opisania, za każdym razem tak samo piękny. Może powinnaś spróbować przyjść tu o zmroku? –Powiedział delikatnie, lecz dalej dało się wyczuć lekko smutny głos basiora.
- Bywałam... Kiedyś była noc pozbawiona chmur, a księżyc zdawał się połyskiwać błękitem. Gwiazdy... one migały bardziej niż zwykle- uniosła matowe spojrzenie na kilka chmur. Zaraz dodała bardziej melancholijnie.- Teraz nie mogę odnaleźć tego szczęścia. Zgubiłam je gdzieś po drodze...
Yneryth po tych słowach, wiedział już, co trapi waderę. Był głupi, że przegapił tak oczywistą opcję, Tsumi miała złamane serce, nie, gorzej, serce połamane na tysiące kawałków, jak gdyby, spadł na nie głaz z wysokości drzewa. Sama myśl, jak podle ona się czuje, przeszyła go na wskroś. Wilk nie wiedział co powiedzieć.
- Basior kładzie pysk na przednich łapach. -Chyba znam to odczucie. Pustka, której nie w sposób wypełnić, pożerająca wszystko, co się posiada, a to i tak jej nie wystarcza. Mylę się ?- Zamknął oczy w poszukiwaniu obrazu, którego brakowało mu w tym momencie.
- Ta sama, kiedy coś tracisz, czym żyłeś całe życie? Masz wrażenie, że straciłeś ważną część swojego jestestwa i jesteś tylko pustą skorupą, cieniem dawnego siebie. I chociaż nie jesteś w stanie się z tym pogodzić, musisz się trzymać i modlić, choćby o uzyskanie odrobiny spokoju z odmętów przeszłości. To... A co jeśli to nigdy nie nastąpi?- Zwiesiła głowę, zamykając oczy, otaczała ich przygnębiająca aura.
- Już rozumiem, czemu tu siedzisz, ale nie martw się, nie jesteś sama. Ja będę siedział tu każdego ranka, może nawet i późnymi wieczorami. Pomogę o ile dam radę.-Powiedział złamanym głosem Yneryth, nie miał siły już udawać, te 2 dni dały mu mocno w kość.
Basior po tych słowach zamyka oczy, próbując udać się, w stan skupienia, który pozwala mu kierunkować swoją magię. Po chwili piasek w otoczeniu wilków zaczyna się podnosić. Yneryth zmienia iluzją piasek w płatki śniegu, licząc, że tym zjawiskiem rozweseli Tsumi.

Tsumi?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 571
Ilość zdobytych PD: 285
Obecny stan: 1610

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

To nie była najlepsza noc wadery. Ledwo co mrużyła oczy, zaraz czuła gromadzące się łzy i tak sporo przepłakała. Mimo iż wylała wiele łez, nie było po niej tego widać o poranku. Szybko zjadła część królika, gdyż coraz mniej odczuwała głodu, by wyjść na tamtą polanę. Można byłoby myśleć, że to jest forma radzenia sobie z depresją połączoną z załamaniem nerwowym i przełamania unikania reszty watahy. Całkiem prawdopodobne.
Dlatego nieźle się zdziwiła, widząc, jak dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj siedziała część popołudnia tego nowego, Yneryth'a. On wydawał się na coś lub kogoś czekać.
- Widzę, że lubisz to miejsce, mi też się spodobało. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że tu jestem. - powiedział zamiast przywitania się. Same słowa dały się odczuć jako zaskoczenie z jego strony.
- Co tu robisz? - Spytała mętnym głosem z podobnym spojrzeniem. Basior odchrząknął na widok jej zatrzymania się.
- Cóż, wyjaśniłem. A co z tobą? Co tu robisz? Nie odbieraj tego źle, ale pachniesz wieloma wilkami, a siedzisz tu sama. - zauważył z nutą pokory. Albo zawstydzenia. Kij wie.
- Tu jest tak cicho. - mruknęła, gdy usiadła metr od niego, tym razem przy większej skale. - Potrzebuję spokoju.
- Dlaczego? Stało się coś?
- To nie jest twoja sprawa. - odparła i zaraz westchnęła ciężko. Nawet jeśli to samiec, jest nowy i nie powinna go zrażać do życia watahy. Pochyliła głowę podczas zamykania oczu bez spojrzenia na niego, jedynie uniosła ku niemu łapkę. - Wydarzyło się kilka katastrofalnych dla mnie incydentów, nie jestem w stanie wrócić do spędzania czasu z innymi.
- Ekstrawertyk zmienił się w introwertyka? - Zapytał się w ten sposób, że aż bez patrzenia na niego czuła jak przekrzywiła głowę i lekkim zmarszczeniem brwi. Po chwili sam westchnął. - Okej, nie będę drążył tematu.
- Dzięki.
- Czyli co, nie przeszkadza ci moja obecność?
- Rób, co chcesz.
- Naprawdę sympatyczne podejście. - nie była pewna czy żartował, ale spojrzała na niego cięższym wzrokiem. Samiec podniósł łapy.- Nie, źle się wyraziłem. Chodziło mi, że nie szukasz uwagi, właściwie to ją unikasz i nie narzucasz o pytanie, co się stało. Lubię coś takiego. Bardzo odświeżające.
- ... Masz specyficzne grono zainteresowań. - odezwała się po chwili i utkwiła spojrzenie na linię drzew przed sobą.
- Mówię, jak jest. Szczerość to podstawa bytu i funkcjonowania?
Tsumi niekontrolowanie zaśmiała się sucho nieprzyjemnie, co na pewno przykuło jego uwagę.
- Ach tak? Zatem dlaczego jest porzucana w kąt i traktowana jak najgorszy śmieć i zło konieczne? Bo kłamstwo jest atrakcyjniejsze? Czy może bawienie się cudzym zaufaniem jest warte zniszczenia je w taki sposób zdradzenia?
- Tsumi? - Jego nieco zaniepokojone pytanie wybudziło ją z transu. Poczuwszy szkliste oczy, natychmiast odwróciła głowę w drugą stronę i dla pewności je otarła.
- Zapomnij o tym. - powiedziała beznamiętnie szybkim tonem.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 438
Ilość zdobytych PD: 219
Obecny stan: 1113

Od Yneryth’a c.d Tsumi ~ "Polana"

Był to początek tego dnia, a ilość problemów Yneryth’a jednak nie chciała maleć, wręcz przeciwnie. Cała ta iście niebanalna sytuacja, powoli przerastała go. Nigdy nie spodziewał się, że życie w stadzie jest tak irytujące, męczące, a zarazem dziwnie przyjemne, na jego dziwny specyficzny sposób bycia. Rozmowa z Tsumi była zdecydowanie najkrótszą rozmową i najprzyjemniejszą, ze wszystkich, które dziś odbył, ale coś było nie tak. Basior nie rozumiał czemu wadera, od której było czuć zmieszane zapachy innych wilków, w dość dużej ilości, siedzi sama, na środku pustej polany. Wilk nie rozumiał czemu była smutno-zniechęcona, żaden inny wilk tak się nie zachowywał, nawet on sam nie jest tak, nie czuły i zamknięty na innych. Badawczo obrócił się wzrokiem za waderą. Ujrzał coś, co wcale mu nie pomogło, widział, jak Tsumi dreptała smutnym i powolnym krokiem, w nie znanym mu jeszcze kierunku. Cała analiza wadery, zupełnie nic mu nie dała. Na dodatek zostało mu najważniejsze pytanie, co ona robiła tu sama. Nie miał już siły o tym myśleć, miał swoje inne problemy. Na dodatek niepokoiło go, że komuś udało się obejść jego instynkt. Yneryth nie wiedział, czy to wina tego, że jest za słaby, czy tego, że z nią było coś nie tak. Otrząsnął się i odwrócił wzrok z powrotem do przodu.
Jednoznacznie potrzebował odpoczynku oraz samotności. Z tego dnia wyciągnął już dużo wniosków, ale dalej nie był nimi wystarczająco zadowolony. Widząc resztki śniegu, trawę, drobne kałuże, podziwiał, jak przemija zima. Podjął decyzję, na szczęście nią nie musiał się przejmować, było to tak oczywiste, że wilk nie widział innej opcji. Zamierzał zasnąć pod tym drzewem i obudzić się wieczorem, nic nie stało mu już na drodze. Basior rozejrzał się czy nikt go nie widzi, niestety było tu pełno wilków, co było minusem, jak i plusem tej sytuacji. Nigdy wcześniej nie odważyłby się spać na środku takiej polany, ale teraz wiedział, że jak coś będzie mu zagrażało, może liczyć na innych. Był to nonsens dla Yneryth’a, dlaczego wilki, które nie mają pojęcia, kim jest, pomagają mu, a tym bardziej, dlaczego pozwoliły mu tu zostać. Położył się pod drzewem i jak za starych dobrych czasów sam sobie życzył:
- Kolorowych snów Yneryth. - w głowie, usłyszał głos Eleshara, nigdy tak dobrze, go sobie nie wyobraził, jak teraz.
Księżyc właśnie wschodził, na niebie, było widać pojedyncze chmury. Wilk obudził się sam z siebie, spojrzał w górę i zobaczył swój ulubiony widok, był to księżyc. Basior leżał w miejscu i podziwiał go jak za dawnych szczenięcych lat. W otoczeniu ciszy i harmonii otaczającej go nagle coś ją zerwało. Dźwięk rozdarł okolicę i powietrze, było to wycie wilka. Yneryth mógł zareagować tylko w jeden sposób:
- Yyyy, a było tak dobrze. - warknął z niechęcią, wstając.
Zastanawiał się, który z jego nowych „przyjaciół” jest taki zabawny. Emocje basiora było mocno zmieszane, wilk, który zawył, miał szczęście, że był w odpowiedniej odległości. Wilk udał się za resztkami śladu, który pozostawiła Tsumi, może nie wróciła do domu. Wadera bardzo go zainteresowała, ponieważ nie mógł się pozbyć jej ze swojej głowy, wciąż i wciąż, czemu jej nie zrozumiał, co skrywała pod swoim brązowym futrem mała wadera. Musiał się dowiedzieć, ponieważ nie dawało mu to spokoju. Szedł i szedł, w głąb ciemnego gaju. Po pół godzinnej drodze trop Tsumi się urwał. Basior stanął w miejscu zniesmaczony i zdenerwowany, znów znikł mu wilk sprzed nosa. Był to już drugi raz, uniósł pysk do góry, zamknął oczy i skupił się na zapachu wadery. Niestety nie wyczuł jej, tym razem to nie jego wina, dobrze pamiętał, że ona pachniała wieloma wilkami, nie było szans, by ją wywęszył. Yneryth wrzał już wewnątrz, wypełniony wszystkimi emocjami, które go wypełniały.
Usłyszał szelest, w niewielkiej odległości od niego, zauważył królika. Wilka stwierdził, że historia znów zatacza koło. Nie wierzył w los, więc nie zrobił tego tak jak za młodości, był oryginalny. Skupił się na wszystkich negatywnych emocjach, po chwili usłyszał tylko pisk królika rozrywanego żywcem, na dwa kawałki. Powiedział krótko:
- Pysznie, tego mi dziś brakowało. - powiedział, otwierając oczy i rozkoszując się widokiem rozlanej krwi.
Księżyc powoli zachodził, a wilk był już najedzony. Niestety, musiał po sobie posprzątać, dwa kawałki kamieni, skrzyżowane 30 cm nad ziemią, w miejscu, w którym królik zawisnął w powietrzu. Był to jeden z najdłuższych dni tego roku. Yneryth stwierdził, że nie będzie spał w jaskini, jak inne wilki, on jest samotnikiem, skierował więc swoją podróż z powrotem na polanę, gdzie zamierzał przespać najjaśniejszą porę dnia, a następnie udać się, by porozmawiać z alfą i przekazać informację o wykonaniu rozkazu.
Znajdował się już pod drzewem jabłoni, które nie wyglądało, już tak majestatycznie, o wschodzie słońca, jak w nocy. Położył się i zasnął. Nie minęło wiele czasu. Basior zbudził się, gdyż słyszał delikatne powolne kroki, nie sposób, by było, żeby ich nie wyczuł, coś lub ktoś, zbliżało się i nie próbowało ukrywać swoich dźwięków. Po chwili Yneryth przypomniał sobie, że wie, kto chodzi w ten sposób, wczorajszego dnia. Tsumi, dosłownie takim krokiem znikała na skraju lasu. Za sekundę miał się dowiedzieć, czy się nie pomylił i czy to naprawdę ona. Ku swojemu zdziwieniu nie pomylił się, to była ona, zaskoczony przywitał się:
- Widzę, że lubisz to miejsce, mi też się spodobało. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że tu jestem. -powiedział zmieszany, gdyż nie wiedział, jak powinien zareagować.

Tsumi ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 870
Ilość zdobytych PD: 435
Obecny stan: 1153

sobota, 8 stycznia 2022

Od Tsumi c.d Yneryth'a ~ "Polana"

Działo się to tego samego dnia, chyba. Chyba, ponieważ Tsumi już straciła poczucie płynięcia czasu. Rozmowa z Atrehu była przed południem, wizyta u Piny i Renesmee możliwie zaraz po. Ostatecznie nie zdecydowała się na radykalny krok z odejściem, nie miała serca opuścić przyjaciółki. Poza tym... Czemu to ONA ma zniknąć z życia watahy, skoro to ona była tu ofiarą? O nie. Niech nie liczy, że ucieknie z podkulonym ogonem. To nawet da jej możliwość złorzeczenia na niego bez przerwy, o ile będzie miał trochę oleju w głowie, lub wręcz przeciwnie.
Znikło z niej całe ciepło, którym potrafiła emitować na odległość, sama jej sylwetka była przygaszona, a oczy zmatowiały. Nie miała ochoty na spędzanie czasu wśród innych, a i miała dosyć siedzenia bez przerwy w swojej jaskini, dlatego też znalazła się na tej opuszczonej polanie. Była jeszcze zima i chociaż nie było tak późne popołudnie, z wolna zaczynało się zbierać na ściemnianie nieboskłonu.
Śnieg leżał w ilości małej warstwy na ziemi i to miejscami, ale również i na drzewach i przez te drobne zaspy przedostawało się światło zniżającego się słońca. Musiało to wyglądać zapewne pięknie, ale Tsumi... Ona tego nie odczuwała. Nie umiała odczytać tego jak czegoś ujmującego, zwyczajnie czując się wyprana z wszelkich pozytywnych i ciepłych uczuć. Czuła się... No właśnie, jak? Jakby coś ją pozbawiło ważnej części jej egzystencji i wyrzucił jak nic niewarty śmieć.
Zwyczajnie chciało się jej płakać.
Niestety, nawet na opuszczonej polanie niedane było jej zaznać spokoju — ktoś nadchodził. Wadera spojrzała na bok, ze strony ktoś się zbliżał. Jej oczom ukazała się sylwetka nieznanego wilka, którego jeszcze w tych rejonach nie widziała. Czy przez te kilka dni siedzenia w jaskini, wataha się powiększyła? Nic nie wiedziała. Ba, nawet nie była chętna wiedzieć... Krew jej nieco zmarzła na zrozumienie, że to basior. Jeszcze lepiej.
Odezwał się, dopiero gdy usiadł obok niej w stosownej, acz bliskiej odległości.
- Hejka, przyszedłem się przywitać. - powiedział to na tyle miło a po nich reakcja oczu, że na pewno nie ogarnął, co zaszło i był zażenowany. Ona jednak patrzyła na niego z lekko przekrzywioną głową i wypłowiałym wzrokiem. Zaraz odchrząknął. - M? - Wydała z siebie krótki dźwięk.
- Jestem nowy, Yneryth. Dołączyłem gdzieś godzinę temu. Ty musisz być Tsumi, prawda?
Kiwnęła głową. Jej reagowanie wydawało mu się nie podobać z jakiejś przyczyny.
- Wszystko gra?
- Po prostu dziś nie czuję sił i chęci na towarzystwo. Zwłaszcza męskie- mruknęła, wstając. Naprawdę, całość samicy dawał jasny znak bycia wypalonym. Spojrzała na niego przez ramię ze słabą miną.- Witaj w watasze, każdy pomoże ci się odnaleźć.
- Ty nie? - Uniósł pytająco brew.
- Ja dziś odpadam. - mruknęła ciszej. - Do następnego razu Yneryth, miło było cię poznać.
Nie była w stanie wysilić się nawet na uśmiech, żeby nie odebrał jej zachowania negatywnie. Z drugiej jednak strony, nie nadawała się psychicznie tego dnia do nawet rozmów z nikim. Dlatego po pożegnaniu się, odeszła sunąc jak duch w kierunku swojego lokum.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 477
Ilość zdobytych PD: 238
Obecny stan: 894

Od Yneryth’a do Tsumi ~ "Polana"

Był to pierwszy dzień Yneryth’a w stadzie, był już po rozmowie z alfą i dostał, swój pierwszy przydział. Jego pierwszym ruchem w watasze, co mu się nie podobało, było, aby poznał inne wilki. Basior był rozerwany emocjonalnie na pół, co prawda był to dla niego „zwykły wtorek”, jednak myśl o tym, że jest w swoim pierwszym stadzie, nie dawała mu ani chwili, aby mógł odsapnąć i pomyśleć o sobie i „swojej misji” . Pierwsza myśl, która wpadła mu do głowy, to uciekać stąd jak szybko się da, na ten plan było już za późno, większość wilków znała już jego zapach. Plan ucieczki nie miał żadnych szans na udanie się. Yyneryth udał się więc zgodnie z wolą alfy na spotkanie z innymi wilkami. Na szczęście jednego wilka miał już z głowy Naharysa.
Wilka wciąż nurtowała jedna rzecz, wiedział już, że nie jest jedyny. Po rozmowie, z alfą, był pewien, że ona też coś potrafi, to logiczne, że normalne wilki nie mają skrzydeł. Powoli, chyba uświadamiał sobie, w co się wpakował. Tym razem było to coś, czego nie da rady po prostu zabić, czy oszukać. Te wilki również mają zdolności. Irytowała go tylko jedna rzecz, czemu też nie dostał skrzydeł, tylko jakieś kolce. Nie zamierzał chwalić się swoją zdolnością, chciał ją zostawić na potem, jak asa w rękawie. W takim obrocie spraw, na pewno musi wrócić do treningów, by w razie czego obronić się przed nimi, lub podobnymi do nich.
Większość doznań, których zaznał, rozmawiając z pobratymcami, były mu szczerze obojętne, albowiem nie zamierzał zostać tu na dłużej. To tylko przerwa w jego życiu i podróży, która może mieć znaczenie, albo nie. Wilk najlepiej z wszystkich pobratymców zapamiętał tego jednego, było po nim widać tylko dwie rzeczy, że jest zadbany i jest dość umięśniony i tak samo, jak sam Yneryth nie przepadał za tym, co obrzydzające, plugawych stawonogów i innych niegodziwych bytów na tej planecie. Basior nawet go polubił, ale nie tak bardzo, aby zostać tu na dłużej. Wilk ten zwał się Atrehu. Ostatnim wilkiem, mianowicie waderą, była Tsumi. Z rozmów z innymi wilkami wiedział już gdzie ją znajdzie, było to miejsce, które wydawało mu się, że polubi, albowiem przyroda i jej podziwianie to już jego życie.
W celu znalezienia Tsumi udał się tam, gdzie poleciły mu inne wilki, była to polana, w środku lasu, nie jest to na pewno jego wymarzone miejsce, ponieważ jest zbyt na widoku. Aczkolwiek musiał z nią porozmawiać. Yneryth wychodząc z lasu i wkraczając na polane, zatrzymał się. To, co zauważył, zaskoczyło go. Widział wielką polanę otoczoną lasem i na środku drzewo jabłoni, widok ten był nie do opisania, basior na chwilę przysiadł, bo dobrze zapamiętać ten widok. Siedział w bez ruchu przez około 10 minut, po chwili zorientował się, że trochę się zawiesił, otrząsnął się i zastanowił, co miał robić. Czego on tu szukał ? Spojrzał w kierunku drzewa i dojrzał małą jak na wilka waderę, błyskawicznie sobie przypomniał
- No tak Tsumi, po to tu przyszedłem.
Skierował swoją drogę w kierunku wadery. Podczas swojej drogi podziwiał, jak śnieg znika już powoli z jego otoczenia, wielce cieszył się, że to już koniec „białego gówna”. Spod śniegu, było już widać trawę. Yneryth nie mógł napatrzeć się, na to piękne zjawisko.
Wracając wzrokiem w kierunku drzewa, zaczął próbować zrozumieć, co wadera robi sama w takim nostalgicznym miejscu. W głowie ułożył sobie już wiele scenariuszy, żadnego nie mógł odrzucić, gdyż nie wiedział, co spotka go pod jabłonią. Był już w odległości 20 metrów od drzewa, czuł już woń wadery, dostrzegał już kolor jej futra. W głowie układał już plan, co jej powie, jak zacznie rozmowę, plany pokrzyżowała mu jednak wadera. Obróciła się w jego kierunku, a basior stanął w miejscu zaskoczony. Przez głowę przebiegło mu najgorsze, co jeśli, on ma dar i słyszy, co myślał, nie mógł pozbyć się tej myśli. W takiej sytuacji wilk stwierdził, że musi podkreślić swoje plany i zamiary, a co by zmieszać waderę, jeśli go słyszała.
Yneryth przysiadł obok, wadery, miał zamiar powiedzieć cos w stylu:
- Cześć, jestem tu nowy, przyszedłem się przywitać.
Z pyska wilka jednak wyszło coś zupełnie innego, mianowicie:
- Hejka, przyszedłem się poznać.
Basior był zażenowany tym, co wyszło z jego pyska, nie mógł już tego cofnąć, czego bardzo żałował, przez chwilę nawet nie słuchał wadery, gdyż zastanawiał się, co właśnie się stało. Szybko otrzepał się ze swoich myśli, nie mógł już nic zmienić.

Tsumi ?

PODUSMOWANIE
Ilość napisanych słów: 721
Ilość zdobytych PD: 360
Obecny stan: 718