Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renesmee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renesmee. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2022

Od Renesmee do Atrehu ~ Przeznaczenie

Mrok. Ciemność i niepokojąca cisza. To właśnie towarzyszyło szarej waderze w obecnej chwili. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, ani jak dokładniej się tu znalazła. Rozglądała się na boki, jakby chcąc dostrzec cokolwiek innego, niż ta ponura ciemność. Postanowiła, że ruszy przed siebie. Może coś napotka na swej drodze? Pozostanie w miejscu, z pewnością nie przyniosłoby żadnych rezultatów. Łapy stawiała wolno i niepewnie. Nie wyczuwała nikogo w pobliżu, więc obawiała się niebezpieczeństwa. To może być coś, czego nie da się wyczuć. Im dalej kroczyła, tym wyraźniejszy stawał się obraz, który zaczął ujawniać się w pewnym momencie wędrówki. Na początku pojawiała się szara ścieżka, w postaci piaszczystej drogi. Kolejno ujawniały się drzewa i krzewy. Jednak różniły się od tych, które rosły na terenach jej ukochanej watahy. Były mroczniejsze i jakby w pewnym stopniu pozbawione... życia. Renesmee nie mogła tego pojąć. W jakim miejscu się znajdowała? W końcu mogła rozpoznać, gdzie mniej więcej przebywała. Był to z pewnością las, mroczny i tajemniczy. Cisza zdawała się kryć w sobie coś niepokojącego, lecz co? Renesmee wciąż kroczyła na przód. Nowe głosy zdawały się rozpoczynać wędrówkę wraz z nią. Mogła rozpoznać coś na wzór charczenia, szeptów, jęków, a także cichych krzyków. Zaczęła martwić się tym, gdzie jest i tym czy wyjdzie z tego cało. W końcu stanęła i rozejrzała się wkoło. Znalazła się jakby na polanie. Wciąż była całkiem sama, lecz owo uczucie zniknęło, gdy do jej uszu dobiegły szepty, które zdawały się ją wołać po imieniu. Łapy zadrżały, a poczucie strachu się nasiliło.
~ Renesmee
Wadera zaczęła energicznie się rozglądać. Strach narastał, a ona nie wiedziała, co może zrobić w tej chwili. Głos nie przypominał żadnego, jaki znała.
~ Renesmee
Tym razem głos jakby uderzył w nią, a w głowie narodził się silny ból. Zmusił ją do pochylenia się i zamknięcia oczu. Z jej pyska wydobył się niemy krzyk, gdy poczuła, jakby coś rozrywało jej grzbiet.
~ Renesmee, już czas.
Te słowa sprawiły, że przez jej ciało przeszły dreszcze. Po chwili otworzyła oczy. Znajdowała się przed ogromną skałą, która splamiona była krwią. Jej mroczna aura zdawała się przygniatać umysł. Rene dostrzegła łańcuchy, które zwisały swobodnie z jednej ze ścian skały. Po chwili na skale stanęła postać. Wielka, potężna, z wyglądu podobna do wilka. Ogromne pazury, z których skapywała czarna maź. Puste oczodoły z podobną cieczą i kły, niezwykle ostre, gotowe ciąć skały jak masło. Rene zlękła się i cofnęła.
- O co chodzi?! - pomyślała z przerażeniem. Ów wilk wyczuł jej ruch i spojrzał w dół swoimi, pustymi oczodołami. Kilka kropel czarnej mazi spadło pod jej łapy. Potwór zeskoczył ze skały i stanął przed przerażoną alfą.
~ Idę po was ~ usłyszała przerażające warknięcie, które wydał w jej kierunku. Otworzył paszczę szeroko w geście ohydnego uśmiechu, a następnie rzucił się do gardła Renesmee.

Wadera zbudziła się gwałtownie z tego okropnego koszmaru. Ciężko dysząc, rozglądała się na boki, nie mogąc uwierzyć, że jednak to wszystko było tylko marą senną. Była sama w jaskini, a za wyjściem panowała noc. Wstała, lecz jej drżące łapy nie były w stanie unieść ciężaru jej ciała. Upadła z cichym piskiem. Wciąż nie mogła otrząsnąć się po śnie.
- To... nie był zwykły sen. - powiedziała z trudem. Spojrzała na wyjście z jaskini. Wiedziała, że musi udać się do kogokolwiek i powiedzieć o wszystkim. Nie. Nie mogła tego powiedzieć komukolwiek. Musiała odnaleźć Atrehu i powiedzieć mu o tym. Wstała, lecz znów ledwo trzymała się na łapach. Opuściła skrzydła i starała się o nie opierać. W ten sposób udało jej się dotrzeć do wyjścia. Tam ponownie musiała się zatrzymać. Nie upadła, lecz stała na drżących łapach.
- Co mi się stało? - pomyślała. Wtem tuż przed nią wylądował Niko.
- Renesmee? Co się stało, dlaczego nie śpisz? - spytał, a gdy przyjrzał się jej uważniej, niepokój wkradł się na jego pyszczek. - Wszystko w porządku?
-To nic takiego Niko. - odparła cicho z lekkim trudem.
- Rene nie staraj się mnie uspokoić w taki sposób. Powiedz, co się stało. Jesteś osłabiona. - zauważył. Remesmee wahała się, czy powinna wyjawić Niko, co się stało. Samiec wciąż stał przed nią z wyczekiwaniem. Westchnęła. Nie mogła obciążyć go takimi wieściami. Przecież był jeszcze taki młody. Może i dorosły, lecz w jej oczach? To wciąż mały i zagubiony szczeniak, którego przygarnęła i otuliła troską. Alfa wiedziała, że powinna przestać tak go postrzegać, lecz jak ma to uczynić? Los obdarował ją nim, gdy był mały i bezbronny. To u jej boku dorastał, stawał się silniejszy i poznawał wszystko, co nowe w świecie. Dzięki temu poczuła, co oznacza matczyna odpowiedzialność. Przez całe swe życie nie spotkała basiora, który pragnąłby związać się z nią na stałe. Był jeden, który skradł jej serce, choć nigdy się do tego nie przyznała. Jednak odszedł, a żaden inny nie wykazywał wobec niej zainteresowania. Dlatego niedane było jej także posiadanie potomka. Tymczasem los zaskoczył ją i obdarował szczenięciem. Gdy tylko powraca wspomnieniami do tamtej chwili, łzy same stają w oczach.
- To był po prostu koszmar Niko. Zły sen. - zapewniła go z lekkim uśmiechem. Basior uważnie spoglądał w jej ślepia. Dopatrywał się w nich kłamstwa, a gdy nie odnalazł go, skinął lekko głową.
- Rozumiem, ale czemu chciałaś opuścić jaskinię w takim stanie? - przechylił głowę na bok, a Rene westchnęła cicho. Musiała coś wymyślić, by syn puścił ją do Bety.
- Chciałam spotkać się z Atrehu.
- O tej porze? - zdziwił się samiec.
- Tak. Muszę z nim o czymś pilnie porozmawiać. - odparła.
- O czym? To na pewno nie może zaczekać do rana? Jestem pewien, że Atrehu śpi i nabiera sił na jutrzejszy dzień.
- Nie pomyślałam o tym. - szepnęła sama do siebie, lecz na tyle głośno, że Niko usłyszał jej słowa.
- Zmykaj do środka i się prześpij. W razie potrzeby będę patrolował pobliskie okolice. Wyślij mi znak, a przybędę najszybciej jak to możliwe. - wypowiadając te słowa, był niezwykle poważny i pewny ich. Renesmee wiedziała, że głupstwem byłaby próba sprzeciwu. Dlatego skinęła głową na zgodę i odwróciła się w kierunku wejścia.
- Dobrze, w takim razie dobranoc. - odparła.
- Dobranoc mamo. Nie próbuj, żadnych sztuczek, ponieważ będę cię mieć na oku. - odparł z powagą Niko. Po chwili uśmiechnął się i odleciał. Rene natomiast wolnym krokiem wróciła do siebie, lekko kręcąc z rozbawieniem głową. Opadła na łoże i zaniepokojona rozmyślała nad swoim snem. Może to było ostrzeżenie? Ale przed czym? Tym dziwnym stworem, który w śnie rzucił się jej do gardła? Wiedziała, że musi szybko dotrzeć do tego, o co tak naprawdę chodzi. By nie tylko wataha, ale i jej członkowie byli bezpieczni.
Gdy zasnęła, jedyne co widziała we śnie to źródło światła, które oślepiało blaskiem. Zdawało się, że ów źródło wciąż nawoływało alfę po jej imieniu. Renesmee nie mogła we śnie czynić czegokolwiek. Jedynie spoglądać w ten oślepiający blask.
Zbudziła się z rana. Czuła, że jej ciało było niezwykle ciężkie i trudne do uniesienia przez łapy. Szok po koszmarze wciąż pozostał? Nie znikł przez resztę nocy? Wadera czuła niepokój. Po krótkim leżeniu postanowiła wstać. Musiała pilnie upewnić się, czy pewne miejsce jest bezpieczne. Wolnym krokiem doszła do wyjścia z jaskini. Wiatr delikatnie rozwiewał jej futro i ognistą grzywkę. Samica wolno rozłożyła skrzydła i wzbiła się w powietrze. Leciała powoli, a jej każde pióro mogło poczuć, jak unosi się na wietrze, który pchał ją lekko. Rene przymknęła oczy. Dawno nie latała w skupieniu. Zapomniała jak to jest oddać się tej chwili. Zapomnieć, choć na chwilę o wszystkim i oddać się lotu. Chwila nie była jednak długa. Już po chwili części mrocznego lasu zaczęły ukazywać się jej oczom. Wylądowała nieopodal granicy. Cichym krokiem zaczęła zbliżać się do kresów lasów. Zatrzymała się, gdy do jej uszu dobiegł dźwięk łamiących się pod ciężarem gałęzi. Skryła się w pobliskich krzakach i modliła się o to, by wiatr nie zmieniał kierunku na dla niej niesprzyjającego. Obserwowała otoczenie. Hałas wciąż można było usłyszeć, a po chwili znikł gwałtownie. Renesmee to zaniepokoiło. Bogom dzięki, że czekała jeszcze chwilę w krzakach. Tuż przed nią po krótkiej chwili stanął dziwny stwór. Niby podobny do wilka, lecz jego łapy były powyginane w nienaturalny sposób. Z pyska kapała czarna jak smoła ciecz, a ślepia spowite mgłą. Renesmee od razu przypomniał się jej koszmar. Ten potwór... Monstrum przed nią schyliło się, wydając dziwne głosy podobne do warczenia. Wyglądało, jakby sprawdzało wonie unoszące się w powietrzu. Po chwili alfa dostrzegła coś przerażającego. Bestia stała swobodnie na terenach Watahy Renaissance. Ziemia pod jej łapami powoli umierała, co było znakiem ostrzegawczym dla samicy. Po chwili alfa chciała się w ciszy wycofać, lecz na jej nieszczęście, nadepnęła na gałąź. Trzask rozniósł się, a zmora natychmiast zwróciła się w kierunku krzaków, w których skrywała się alfa. Serce stanęło w gardle, a ciało sparaliżował strach. Rene błagała bogów o ratunek, gdy potwór powoli zbliżał się do niej. Gdy był już niebywale blisko, coś w głębi lasu Forêt Ombragée zawyło. Przez grzbiet Renesmee przeszły ciarki. Wycie było naprawdę przerażające i tylko w małym stopniu podobne do wilczego.
- Co tu się dzieje do cholery? Czemu te dziwne stwory przechodzą na granice Watahy Renaissance? - Renesmee nie mogła tego pojąć. Cóż zezwoliło im na taki ruch?
Gdy owo wycie się rozniosło po lesie i jego granicach, stwór zmierzający do niej zatrzymał się i stanął w miejscu. Spojrzał w kierunku Forêt Ombragée i pobiegł w stronę jego centrum. Dopiero po chwili alfa była w stanie upewnić się, że wszystko w porządku. Następnie natychmiast zniknęła z krzaków, a także z granicy. Tym razem jej lot nie był tak spokojny, a chaotyczny. Przypominał wyścig z niewidocznym przeciwnikiem. Wróciła do siebie. Cała zdyszana i osłabiona wchodziła do środka. Nie zważyła na to, że jej syn już zakończył dawno patrol i przebywa w jaskini, nabierając sił na noc.
- Renesmee? Wszystko w porządku? - spytał, wstając z rogu, gdzie zawsze spoczywał podczas odpoczynku. Alfa nie odpowiedziała. Musiała najpierw poukładać sobie wszystko w głowie.
- Renesmee? - Niko zbliżył się do niej i stanął przed nią. Podniosła głowę do góry i spojrzała w jego fioletowe ślepia, które wyrażały niepokój.
- Wszystko w porządku. - starała się go zapewnić.
- Proszę, nie zaczynaj znów wpajać mi, że nic się nie dzieje. Nie jestem już szczeniakiem. Zrozumiem wszystko. - odparł stanowczo, lecz ona nie chciała mu jeszcze o tym mówić. Musiała pilnie spotkać się z Atrehu. Tak, musiała mu powiedzieć o wszystkim i ustalić, co należy zrobić.
- Muszę iść. - powiedziała stanowczo i spojrzała z przekonaniem w jego ślepia. - Ty masz zostać.
- Ale mamo. - zaczął, a ona westchnęła.
- Nie. - przerwała mu stanowczo. - Jako alfa nakazuję, byś pozostał w jaskini. - odparła. Niko spuścił wzrok. Nie znosiła, gdy to czynił. Zawsze ulegała mu i zmieniała zdanie, lecz nie tym razem. To sytuacja wyższej wagi. Skierowała się do wyjścia i po chwili przystanęła. Spojrzała na samca, który spoglądał w jej kierunku.
- To dla twojego dobra. - powiedziała już łagodnym tonem i po chwili wzbiła się ponownie w powietrze. Wylądowała w lesie. Złożyła swoje skrzydła i zaczęła rozglądać się na boki.
- Atrehu, błagam bądź w pobliżu. - szepnęła sama do siebie. Szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Miała dziwne wrażenie, że coś wciąż na nią patrzy i ją śledzi. To było naprawdę niepokojące uczucie. Przez nie Rene potknęła się i upadła. Cichy pisk wydobył się z jej pyska. Wstała cicho, stękając z bólu.
- Wszystko w porządku Renesmee? Jesteś cała? - Rene słysząc ten głos, błyskawicznie zwróciła się w kierunku właściciela, którym okazał się poszukiwany Atrehu.
- Bogom dzięki, że cię znalazłam! - zawołała z ulgą. Samiec zdziwiony spoglądał na nią.
- Można tak powiedzieć, choć prędzej to ja znalazłem ciebie. - odparł z uśmiechem.
- Wiem, że teraz patrolujesz, ale musimy pilnie porozmawiać. To naprawdę ważne. - rzekła z pośpiechem. Samiec zrozumiał, że sytuacja musi być poważna. Zgodził się zejść z patrolu i razem z nią udał się w miejsce, gdzie będzie zdecydowanie mniejsza ilość członków watahy. Zatrzymali się nieopodal niewielkiej i zapomnianej polanki. Była to idealna przestrzeń do ich rozmowy. Zasiedli obok siebie. Rene przez moment spoglądała w punkt przed sobą. Zastanawiała się, jak powinna zacząć ten temat.
- Więc o co chodzi Rene? To z pewnością coś pilnego.
- Wiesz, jakie tereny są zakazane do odwiedzania, prawda? - spytała, patrząc na niego.
- No tak i co w związku z tym?
- Ten przeklęty las Forêt Ombragée.
- Coś z nim nie tak, prawda?
- To miejsce śniło mi się tej nocy, a raczej było miejscem odbywania się mojego koszmaru. Tam dzieje się coś naprawdę niepokojącego. Widziałam dziś jak jedno z tych potwornych stworzeń, które jakimś cudem są w stanie tam żyć, przekracza granice naszych lasów. Pod jego łapami nasze ziemie umierają.
- Widziałaś to na własne oczy?
- Po tym koszmarze musiałam się upewnić czy wszystko w porządku.
- Jeśli mam być z tobą szczery, to ostatnio też zauważyłem coś dziwnego. To przeklęte miejsce zdaje się czasem na moment zanikać. Chodzi o tę mroczną aurę, która zawsze z niego bije. Czasem zdarza się, że to miejsce jakby... woła do siebie. Niejednokrotnie miałem wrażenie, że coś tam się skrywa, chowa i bawi się mną. Gdy patrzyłem w głąb, las wołał mnie do siebie, a ja nie potrafiłem się ruszyć. - Rene uważnie słuchała samca. Analizowała jego słowa i zrozumiała, że coś naprawdę szykuje się w głębi tej mrocznej puszczy.
- Musimy pozostać czujni. Nie możemy ukazać, że coś nas niepokoi i lęka. Wtedy las to wyczuje, a raczej to, co w nim siedzi.
- To, co w nim siedzi? Mam wrażenie, że nie chodzi ci jedynie o te mroczne istoty.
- Masz rację. W koszmarze widziałam jeszcze jedno monstrum. Było zdecydowanie większe i silniejsze od reszty. Coś na wzór alfy. - powiedziała i westchnęła cicho. - Bogowie tylko wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Niech mają nas w opiece, bo to, co tam się kryje, z pewnością nie ma dobrych zamiarów.
- Szkoda, bo liczyłem na wspólną herbatkę. - zaśmiał się basior. Renesmee także zaśmiała się krótko i spojrzała na Betę.
- Może następnym razem się uda. Teraz musimy wymyślić plan działania. Musimy coś zrobić, jakoś zabezpieczyć watahę, lecz tak, by wróg tego nie wyczuł.
- Może inne rozstawienie patroli? - zaproponował, a samica zastanowiła się nad tym.
- Możemy to rozważyć. - powiedziała i westchnęła cicho. - Przyznam ci się do czegoś Atrehu. Boję się. I to naprawdę mocno. Ledwo potrafię ustać na równych łapach. Martwię się o naszą przyszłość, nasz dom. To, co czyha w tym lesie, jest nieznane i może nieobliczalne? Zagraża wszystkiemu, co kochamy i jest nam bliskie. A ja nie mam pojęcia, jak należy działać. Jaką przyjąć taktykę. To naprawdę ciąży na duszy i sumieniu. Umysł przez strach nie myśli trzeźwo, gdzie jest naprawdę potrzebny. - Rene spojrzała w niebo i zamilkła. To naprawdę mieszało jej w głowie. Powinna być silna, lecz ten uciążliwy strach uniemożliwiał jej to. To było naprawdę irytujące.
- Każdy ma swoje obawy. Jeśli chodzi o zagrożenie dla watahy, to rozumiem cię w stu procentach. - odparł. Renesmee westchnęła i spojrzała w niebo.
- Oby ten strach nie zachwiał działań dla dobra naszego i innych.
- Pewien jestem, że coś uda nam się zdziałać i wszystko wróci do dobrego stanu rzeczy.
- Umiesz podnieść na duchu. - zaśmiała się i spojrzała na niego. Atrehu uśmiechał się wesoło.
- Takie me zadanie. Pamiętaj pozytywne myślenie i pozytywna energia. Na tym trzeba się skupić.
- Będę o tym pamiętać. - powiedziała z uśmiechem. Chwile siedzieli w ciszy. Renesmee pogrążyła się w rozmyślaniach.
~ On się zbliża. - rozległ się ten sam tajemniczy głos, który nawiedzał Rene w śnie. Samica rozejrzała się pośpiesznie. Nic jednak nie dostrzegła. Zauważyła jednak, że Atrehu także zdawał się rozglądać.
- Również to słyszałeś? - spytała.
- Czyli ty również. - odparł.
- Ten głos odzywał się w moim śnie. Nawoływał po imieniu. - przerwała na chwilę. Westchnęła i spojrzała prosto w oczy Atrehu. - To naprawdę coś dziwnego. Ty również słyszysz ten głos.
- Racja. Zastanawiam się, o co mu chodziło. Jaki "on" się zbliża? Kto?
- To na pewno coś z tym mrocznym lasem. Ale skąd mamy dowiedzieć się więcej? Jeżeli tam wejdziemy, możemy zginąć. Nikt nie wie, co tak naprawdę się tam kryje.
- Nie chciałbym zginąć, zaledwie próbując się dowiedzieć, co może mnie zabić.
- Wolisz poledz w walce? - spytała z lekkim uśmiechem.
- Zdecydowanie. - odparł z uśmiechem.
~ On nabiera sił. Zbliża się kres pokoju. Krew zaleje te tereny. Cierpienie i śmierć zapanują wśród istot. Jeśli on powróci, zginie świat. - Renesmee lekko się skuliła. Zlękła się przekazu i mocno się nim zaniepokoiła.
- To na pewno nie są żarty. - wtrącił Atrehu.
- Tak, masz rację. - odparła. Po chwili ogarnęła wszelkie myśli i uderzyła stanowczo łapą o ziemię. Była alfą, a jej zadaniem była ochrona watahy. Nie mogła dać się zastraszyć w żaden sposób.
- Musimy działać. Im szybciej, tym lepiej. Jednak trzeba pamiętać także o dyskrecji. Może ten dziwny ktoś z lasu nie wie o tym, że my wiemy o nim. Trzeba to wykorzystać.
- Trzeba też uważać na członków watahy. Na razie lepiej nie wszczynać paniki.
- Masz rację. Muszę dobrze się zastanowić nad następnymi krokami. Wszystko, co teraz podejmiemy, może zaważyć o losach naszej przyszłości.
- Jestem przekonany, że podejmiesz słuszne decyzje.
- Dziękuję Atrehu. - powiedziała z uśmiechem i spojrzała na niego z wdzięcznością. Zdecydowanie potrzebowała rozmowy i tego, by ktoś wysłuchał jej obaw. Wiedziała, że może polegać na swoim Becie. W końcu nie bez powodu mianowała Atrehu betą. Teraz los przekonywał ją w tym, że to był słuszny wybór. Po jeszcze krótkiej rozmowie Renesmee postanowiła wrócić do siebie, by Niko nie obawiał się, że jej nie ma. Poprosiła Atrehu, by spotkali się następnego dnia, by znów przedyskutować plan działania.
Wadera spokojnym krokiem zmierzała ku jaskini. Nie śpieszyła się, gdyż najlepiej myślało jej się właśnie podczas wędrówki.
- Co powinnam zrobić? Myślę, że to, co udało nam się ustalić do tej pory, powinno wystarczyć, ale przecież na pewno inni zaczną coś podejrzewać. Tak... Trzeba szybko uporać się z problemem. - pogrążona w tych myślach, weszła do jaskini. Nie zauważyła, że brązowy samiec spogląda na nią z pewnym żalem. Usadowiła się na swoim legowisku i wzdychając cicho, patrzyła w nieokreślony punkt przed nią.
- Renesmee? - głos Niko sprawił, że spojrzała na niego.
- O co chodzi?
- Nie masz mi nic do powiedzenia? - spytał z wyczekiwaniem. Rene wiedziała, o co chodzi. Jednak na razie nie chciała nikomu mówić o tym, co się szykuje. Należało zachować czujność, ale i spokój. Nie mogli poddać się chaosowi, który z pewnością ogarnąłby członków watahy.
- Wybacz kochanie, ale to sprawa między mną i Atrehu.
- Od kiedy jesteś z nim aż tak blisko? - spytał młody samiec z pretensją.
- To nie tak Niko. Atrehu jest moim Betą. Muszę konsultować z nim pewne kwestie dotyczące watahy.
- A co ze mną? - spytał, spuszczając wzrok. Renesmee uśmiechnęła się delikatnie i wstała. Następnie podeszła do Niko, który siedział w swoim koncie. Położyła mu głowę na karku i wtuliła się w jego puszystą sierść.
- Jesteś dla mnie najważniejszy. Pragnę zapewnić ci bezpieczeństwo i to, co najlepsze. Kocham cię mój synku i nic tego nie zmieni. Nie myśl już o mnie i o Atrehu. To nic ważnego.

Atrehu? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 3050
Ilość zdobytych PD: 1525 + 15% (229 PD)
Obecny stan: 1754 PD

piątek, 4 lutego 2022

Od Renesmee c.d Kotori ~ Przyjaciel czy wróg?

Alfa z uwagą spoglądała na wilka, który stał przed nią, gotów tak samo, jak ona do ataku lub obrony. Dostrzegając jego trudny charakter, postanowiła, że to ona lekko ustąpi, by pokazać mu, że nie ma względem niego złych zamiarów.
- Jestem Renesmee. - powiedziała, prostując się. Samiec, widząc to, także się wyprostował, lecz dostrzegła, że wciąż pozostał czujny. Patrzył na nią wzrokiem tak chłodnym, że gdyby nie sytuacja, po jej grzbiecie przeszedłby zapewne dreszcz. Nie przepadała za wilkami o buntowniczym charakterze, gdyż z nimi najciężej było cokolwiek ustalać lub ciężko było do nich dostrzec.
- Jestem alfą tutejszej watahy. Znajdujesz się właśnie na jej terenach. - odparła, poprawiając swoje skrzydła. Wilk rozejrzał się, a następnie znów spojrzał na alfę.
- Wspomniałeś, że coś cię tu przyciągnęło. Mogę wiedzieć, co masz na myśli? - spytała, przechylając głowę na bok. Samiec spojrzał na waderę i usiadł.
- Jakbym wiedział... Czułem po prostu chęć przybycia tu, nie wiem jeszcze czemu, ale mam zamiar się dowiedzieć. - odparł. Rene uznała to za spory sukces. Także przysiadła przed nim, by przypadkiem nie naruszyć atmosfery, która wraz z nimi się uspokajała.
- Myślę, że może chodzić o los, przeznaczenie. Jednak nie mam na celu narzucenia ci tego. - odparła. Samiec przemilczał jej słowa, przez co Rene postanowiła, że może to czas na krok dalej.
- Po rozmowie jestem przekonana, że nie masz złych zamiarów. Co prawda mogę się mylić, ale nie wyglądasz mi na takiego. - odparła, wstając. - Jeżeli tylko masz ochotę, możesz udać się razem ze mną do centrum mojej watahy. Nosi ona nazwę Wataha Renaissance. Zapomniałam ci wcześniej o tym powiedzieć. Tu każdy może przejść swoją własne „odrodzenie". Oczywiście, jeżeli tylko tego chce. - odparła. Samiec wydawał się jej słuchać, lecz nie miała ona stuprocentowej pewności.
- Więc jak będzie? Skoro coś cię tu przyciągnęło, może powinieneś zostać tu chwilę dłużej? Proponuję ci wstąpienie w nasze szeregi. Może i wyglądasz na wilka samotnika, ale wataha Renaissance przyjmie każdego wilka. - po wypowiedzeniu tych słów odwróciła się i zrobiła kilka kroków w przód, w głąb lasu. Następnie przystając na moment, spojrzała na Kotori.
- Więc jaka jest twoja decyzja? - spytała oraz uśmiechnęła się lekko w jego kierunku.

Kotori?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 347
Ilość zdobytych PD: 173
Obecny stan: 173

sobota, 11 września 2021

Od Renesmee - "Nowy rozdział"

Samica przemierzała spokojnym krokiem tereny watahy. Dzień zapowiadał się nadzwyczaj spokojnie. Jej zielone oczy padły na biegającą w koło Vaim. Uśmiechnęła się i spojrzała w niebo. Dzisiejszy dzień zapowiadał się na pogodny, co cieszyło alfę. Rozmyślała nad tym, czy może nie powinna udać się na piaszczystą plażę. Jednak coś ciągle odciągało jej myśli. Dziwne uczucie, którego nie była w stanie zbytnio pojąć. Coś podpowiadało jej, że dzień nie będzie należał do zwykłych. Łapy wolno przemierzały tereny, gdy do jej uszu nadszedł szelest pobliskich krzaków. Znajdowała się obecnie w Golden Grove, więc wiedziała, że lepiej sprawdzić ów szelest. Jednak nim zdążyła podejść, z zarośli wyłoniła się stara wadera, która w swoim pysku niosła młodego, brązowego szczeniaka. Renesmee zaskoczył ten widok. Przyjęła spokojniejszą pozycję i spojrzała na waderę. Ta położyła młode między swoje, przednie łapy następnie jej oczy spotkały się ze wzrokiem alfy.

- Witaj, wybacz mi, za wtargnięcie na te tereny. Jestem Sone, starsza wędrująca wadera z młodym. - odparła przybyła, zerkając na młode, które niepewnie spoglądało na nie,

- Jestem Renesmee, przywódczyni watahy, do której należą te tereny. Mogę ci w czymś pomóc? - spytała Rene i przysiadła. Stara samica uczyniła to samo. Prawą łapą przytuliła szczenię do siebie.

- Szukam schronienia... - zaczęła. Renesmee uśmiechnęła się i przyjrzała waderze.

- Możesz schronić się u nas. - zaproponowała. Starsza cicho zaśmiała się, a następnie posmutniała.

- Szukam dla niego matki... - odparła, głaszcząc łapą szczeniaka.

- To znaczy... - zaczęła Renesmee. Jednak spojrzenie starszej sprawiło, że zamilkła.

- Pragnę odnaleźć waderę, która weźmie go pod swoje skrzydła. Jestem już starszej daty. Liczę sobie ponad piętnaście wiosen. Nie chcę by został sam gdy mnie zabraknie.

- Więc?

- Proszę cię moja droga. Wędruję już dłuższy czas. Nie wiem ile jeszcze dam radę... - Renesmee spojrzała na malca. Biedny trząsł się i niepewnie spoglądał na Sone. Rene poczuła, że musi pomóc waderze. Sama liczyła już prawie dziesięć wiosen, dlatego wiedziała, jak ciężko jest z biegiem lat. Spojrzała na Sone i skinęła ruchem głowy.

- Zaopiekuję się nim. - powiedziała z pewnością głosu.

- Naprawdę? - spytała zaskoczona Sone. Spoglądała na alfę z iskierkami w oczach. Po chwili Rene dostrzegła również łzy w kącikach jej oczu. W duchu Renesmee nie była pewna tego co robi. Czy na pewno postępuje dobrze? Obecnie było już za późno. Przyjęła na swe barki nowy ciężar i musi dać radę mu podołać. Była pewna, że powinna dać sobie radę. W końcu to tylko opieka nad szczenięciem, prawda? Sone odeszła na bok wraz z młodym. Długo rozmawiali, a alfa nie ruszała się z miejsca. Cierpliwie czekała. Po chwili starsza wadera zbliżyła się wraz ze szczeniakiem. Położyła go przy młodszej i z uśmiechem odeszła. Zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Renesmee spojrzała na malca. Ten spoglądał na nią fioletowymi oczkami ze strachem.

- Jak masz na imię? - spytała szara wadera. 

- Niko. - odparł niepewnie. 

- Choć więc Niko. Pokaże ci twój nowy dom. 

- Będę tęsknić. - szepnął. Renesmee westchnęła. 

- Ona także. - odparła, uśmiechając się delikatnie. Niko podszedł bliżej Rene i niepewnie oparł się swoim ciałkiem o jej łapę. Wadera zaskoczyła się tym, jednak uśmiech zagościł na jej pysku. Pochyliła się i wzięła malca w pysk. Następnie zaczęła iść w kierunku centrum watahy. 

Pora zacząć nowy rozdział...


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 512
Ilość zdobytych PD: 256

piątek, 16 kwietnia 2021

Od Renesmee Cd. Capitána

Renesmee uśmiechnęła się, a jej pysk zdawał się być pogrążony w marzeniach. Spojrzała po chwili przed siebie, wprost w falującą taflę wody. 

- Muszę ci przyznać. - zaczęła ze spokojem. - Że zdarza mi się to coraz częściej. Zaczynam pogrążać się w myślach... „co może nadejść? Czy będzie mi dane jeszcze spoglądać na świat? Czy zaznam jakiegoś nowego doświadczenie lub uczucia?” To wszystko krąży po mojej głowie. Jednak ostatnio nie myślę tak o tym często. Skupiam się na tym co obecnie ma miejsce. - przyznała. Po chwili znów spojrzała na Capitána. - Mimo rozmyślań, nie wiemy co przygotowali dla nas bogowie.  Mam już swoje lata mój drogi. Ci prawda jeszcze trochę przede mną, ale myślę, że powinnam skupić się na przyszłości. Nie tylko swojej, ale i watahy, która spoczywa na moich barkach. - przyznała. Po chwili położyła swoją głowę na łapach.  - Czasem także pojawiały się chwile wątpliwości, chwilę zwątpienia. Jednak zawsze starałam się je od siebie odtrącać. Nie zawsze jest to proste. Jednak wierzę, że bogowie kierują nami tak, aby nasze poczynania przynosiły same dobre owoce. - Renesmee znów spojrzała na basiora uśmiechając się przy tym delikatnie.
 
- Znów dałam się ponieść chwili. - powiedziała lekko zakłopotana, po czym przymknęła oczy rozkoszując się chwilą. 

- To nic Rene. - usłyszała głos Capitána. - Moim zdaniem masz rację. - dodał beta. Alfa znów otworzyła oczy i spojrzała na Capitána. Jej zielone tęczówki spoglądały na niego z życzliwością. Wadera wstała po chwili i przybliżyła się do samca. 

- Naprawdę jestem ci wdzięczna za wszystko. - odparła siadając do niego przodem. - Bez ciebie nic nie miałoby miejsca. Niejednokrotnie pomagałeś mi, gdy tego potrzebowałam. Nie wiem jak mogłabym ci się odwdzięczyć. Wiem, że mogę się powtarzać, ale naprawdę nigdy nie spotkałam takiego basiora... Jak ty... Czasem myślałam, że jestem dla mnie jak... Anioł stróż.... Dziękuję ci Capitánie... - powiedziała, a jej oczy delikatnie zaszły łzami wzruszenia. Chwila niezwykle chwyciła ją za jej wilcze serce. Dała się ponieść...

Capitánie? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 307
Ilość zdobytych PD: 153

poniedziałek, 15 marca 2021

Od Renesmee Cd. Capitána



Wadera spojrzała na szaraka, a następnie spojrzała na basiora. Uśmiechnęła się przechylając lekko głowę na bok. Zdawać by się mogło, że jest także nieco zarumienuona, choć futro uniemożliwiało dojrzenie tego.
- Dziękuję ci, ale naprawdę nie musiałeś. - powiedziała z wdzięcznością. Basior uśmiechnął się i machnął łapą na jej słowa.
- To naprawdę nic takiego. - odparł. Po chwili odszedł, aby wrócić z kolejnym zającem dla siebie. Po posiłku wilki znów poczęły przemierzać tereny watahy. Renesmee ciągle podziwiała, jak to jej ziemie pięknie prezentują się w bieli. Niedługo jednak obraz ten zaniknie. Nadejdzie wiosna, a z nią cieplejsze dni. Alfa nie mogła się ich doczekać. Uwielbiała spoglądać na kwitnące kwiaty i budzącą się do życia naturę.
- Czas naprawdę szybko leci. - powiedziała w pewnym momencie na głos. Capitán spojrzał na nią z uśmiechem.
- Masz rację. Wszystko zmienia się z biegiem czasu.
- Pamiętam jeszcze dzień, w którym postanowiłam założyć tą watahę. Nigdy nie spodziewałam się, że ktoś zechce dołączyć.
- Oj Rene. - zaczął basior. Samica spojrzała na niego z uśmiechem.
- Cieszę się, że tu jesteś. - powiedziała i znów spojrzała w niebo. - Zrobiłeś dla mnie tak wiele. Jak nikt inny. Zawsze mogę na tobie polegać. Doceniam to. - wyznała przysiadając na moment. Znajdowali się obecnie na Côte Focheuse. Skalisty wybrzeże było niezwykłe. Renesmee spoglądała w morze. Niewielkie fale wody posuwały się ku brzegu. Wadera uśmiechnęła się.
- Może zostaniemy tu dłuższą chwilę? - zaproponowała. Capitán uśmiechnął się. - Chciałabym zobaczyć zachód słońca. - dodała po chwili.


Capitánie? ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 233
Ilość zdobytych PD: 116

piątek, 22 stycznia 2021

Od Renesmee Cd. Raquel



Alfa czuła silny niepokój. Po części była zła na siebie, że nie zdołała pomóc samicy na czas. Spojrzała przepełnionym nadzieją wzrokiem na kuzyna. Ten wiedział o co chodzi samicy. 

- Będę musiał ci się porządnie przyjrzeć Raquel. To naprawdę teraz niebezpieczne. - odparł spokojnie. - Bai, przynieś potrzebne zioła. - zwrócił się do zielarza. Kremowy samiec przytaknął i podszedł do jednej z półek. Tarou zaczął przyglądać się ranie alchemiczki, a Renesmee usiadła przy niej i spoglądała na nią. 

- Wszystko będzie dobrze. - powiedziała z delikatnym uśmiechem chcąc nieco uspokoić Raquel, choć w duszy zaspokajała także i siebie. Martwiła się o stan członkini. Nie tylko z obowiązku alfy, ale i przyjaciółki, a także wilczego obowiązku. Nie można pozostać nie czułym na takie sytuacje. 
Już po chwili Tarou otrzymał potrzebne mu zioła. 

- Cóż, dobrze byłoby się upewnić, jaki rodzaj infekcji to może być. Dodatkowo należałoby się upewnić, czy nie jest ona zagrożeniem dla innych członków. Skoro to stworzenie żyje w jednym z naszych  jezior, dodatkowo przechodzi infekcje, to może zakażać w ten sposób wodę. - zauważył skrzydlaty samiec. Alfa wręcz znieruchomiała słysząc jego podejrzenia. Najgorsze było to, że mogły być trafne, co sprawiło, że każdy członek watahy jest w niebezpieczeństwie. 

- W jaki sposób możnaby się upewnić co do infekcji? - wtrąciła. 

- Musiałbym mieć możliwość zbadania tego stworzenia lub chociaż jego kawałka. - odparł. Następnie odszedł na moment, by przygotować maść dla Raquel. Alfa siedziała zaniepokojona, a jej myśli były niebywale chaotyczne. Po chwili poczuła czyjąś łapę na swoim ramieniu. Był to Bai Lang. 

- Spokojnie Renesmee. Nie możemy dać ponieść się emocjom i musimy wszystko dokładnie poskładać w całość. - powiedział z delikatnym uśmiechem. Alfa westchnęła i uśmiechnęła się. 

- Masz rację. Na tą chwilę najważniejsza jest Raquel. Następnie będę musiała idąc się do Capitána i naradzić się z nim w kwestii tego stworzenia. Może uda się je jakoś przenieść. Cóż, wizja zabicia go, zbyt mi się nie podoba, lecz jeśli będzie to potrzebne jestem gotowa do zrobić dla watahy. 

- Miejmy nadzieję, że wszystko się ułoży.- odparł basior. Po chwili Tarou skończył opatrywać Raquel, dzięki czemu alfa mogła z nim nieco porozmawiać. W czasie ich rozmowy ranną zajął się zielarz. 

- Obawiam się, że Raquel faktycznie mogła się zarazić infekcją. 

- Jesteś pewny? - spytała nieco drżącym głosem alfa. 

- Podałem jej zioła. Jeśli to naprawdę infekcja, to będę potrzebował tej próbki. Nie jestem pewien jakie zioła dokładnie podać, a nie chciałbym czekać by przekonać się o tym na Raquel. 

- W pełni cię rozumiem. Porozmawiam o tym z Capitánem.  A jak na tą chwilę jest z Raquel? 

- Jest ciągle słaba i musi dużo odpoczywać. Rana nie wygląda za dobrze. Obecnie ma zrobiony opatrunek z ziół, które powinny jej pomóc. 

- Rozumiem. Dziękuję ci Tarou. 

- Nie masz za co dziękować. To moja praca. Zdrowie członków jest dla mnie najważniejsze. - odparł samiec z uśmiechem. Alfa zbliżyła się do Raquel i pochyliła nad nią. 

- Wybacz, że to wszystko miało miejsce. To w dużej mierze moja wina. Obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy, abyś wróciła do zdrowia i aby wataha była bezpieczna. 

Raquel ? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 492
Ilość zdobytych PD: 246

Od Renesmee Cd. Capitána



Wadera nieco zaskoczyła się na czyn samca, a może i nawet zarumieniła nieco, choć warstwa futerka dzielnie uniemożliwiła dojrzenie tego. Po chwili uśmiechnęła się wesoło. Obraz Capitána w śniegu zdał się alfie przyjemnym widokiem. Po chwili Rene usiłowała zrzucić z siebie nadmierną ilość śniegu, choć był to raczej czyn nieco daremny. Zważając na to, że śnieg wciąż padał, jej futro lada moment znów będzie nim pokryte. 

- Nie ukrywam, że wolę zdecydowanie zimę niż jesień. - przyznała. - Jesienią także jest pięknie, lecz zima ma w sobie to coś. - dodała po chwili. Capitán spojrzał na nią i również wynurzył się z śnieżnej zaspy. Otrzepał nieco futro i stanął obok niej. 

- Masz rację. Zima ma swoje uroki, jak każda pora roku. - odparł i spojrzał przed siebie. 

- Śnieg z pewnością może nam nieco pomóc, ale i przeszkodzić podczas polowania. 

- Zgadzam się. Pomoże się ukryć, ale przeszkodzi w pościgu. 

- Na szczęście nie jest go jeszcze aż tak wiele. - zauważyła. 

- A takim razie ruszajmy póki go jeszcze nie dopadało. - zaśmiał się beta. Renesmee uśmiechnęła się.

- Masz rację. Po za tym już czuję jak mój brzuch się upomina o posiłek. - odparła śmiejąc się. Wilki wyruszyły do Golden Grove. Przemierzając drogę Renesmee podziwiała, jak to krajobraz watahy się zmieniał. Uwielbiała spoglądać na te widoki. Były dla niej magiczne. Alfa nie była do końca pewna czy pory roku były tworem Aury, czy też jej dzieci. Jednak przywódczyni starała się teraz zbyt nie pochłaniać tymi myślami. Wolała skupić się na łowach i na Capitánie, który jej towarzyszył. Po niedługim czasie ich łapy znalazły się na terenie złotego gaju. Jednak można było dostrzec pojawiającą się biel. Renesmee zaczęła poszukiwać zapachu zwierzyny, jednak samiec wyprzedził ją o kilka sekund. 

- Gdzieś tam znajduje się niewielkie stado jeleni. 

- Czyli zapowiada się kopytna zdobycz. 

- Racja. Możemy także poszukać innych woni. 

- Jak dla mnie, jeleń będzie w sam raz. - zaśmiała się. 

- W takim razie ruszajmy. - odparł Capitán. Renesmee przyjęła dumną postawę i pewnym siebie krokiem zaczęła iść przed siebie. Capitán  uśmiechnął się i ruszył zaraz za samicą. Przywódczyni zatrzymała się zaraz za niewielką zaspą. Spoglądała na stado, które doszukiwało się trawy spod śniegu. Zerknęła na basiora, który po chwili stanął obok niej. Oboje zlokalizowali idealnego osobnika. Rozdzielili się, by zaatakować z obu stron. Jednak na nieszczęście samicy, stanęła ona na gałęzi. Hałas spowodowany jej pęknięciem spowodował rozproszenie się stada. Tym razem polowanie się nie powiodło. Alfa stanęła obok Capitána, który spoglądał za oddalającym się stadem. Basior starał się wyrównać oddech, podobnie jak Rene. Zrezygnowana opuściła swoje skrzydła tak, że jej pióra stykały się z ziemią. 

- Kurka. To moja wina, że śniadanie nam uciekło. - powiedziała spoglądając w tym samym kierunku co jej przyjaciel, jednak po chwili jej wzrok podążył na Capitána. - Wybacz. - odparła cicho. - Powinnam być bardziej uważna. - dodała składając uszy i spoglądając w bok. 

Capitán ? ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 457
Ilość zdobytych PD: 228

czwartek, 10 grudnia 2020

Od Renesmee Cd. Capitána

 
Wadera uśmiechnęła się wdzięczna. 

- Naprawdę nie wiem jak mam ci dziękować. - zaczęła, lecz Capitán przerwał jej. 

- Nie masz za co dziękować. - odparł. Renesmee zaśmiała się krótko i pokręciła głową na boki. Porozmawiała jeszcze chwilę z basiorem, a następnie ten udał się na polowanie. Samica w tym czasie zajęła się Vaim. Stworzonko w pewnym momencie zaczęło biegać po całej jaskini. Renesmee bezskutecznie starała się ją dogonić, lecz na darmo. W końcu się zmęczyła na tyle, że musiała przysiąść. 

- Oj Vaim, jesteś niezwykle żywiołowa. - powiedziała nieco rozbawiona. Po chwili do ich jaskini wszedł Capitán. Vaim niczym torpeda pobiegła ku niemu. Wskoczyła na jego grzbiet i zaczęła tulić się. Renesmee nieco zaskoczyła się jej zachowaniem. Mimo to wydało jej się to uroczym. 

- Miłe przywitanie. - zaśmiał się beta. Rene wstała i wolnym krokiem zbliżyła się ku niemu. Vaim przeskoczyła z jego grzbietu na samicy. Również poczęła pocierać się o sierść wadery. 

- Udało mi się upolować kilka szaraków. - odparł dumnie Capitán. Renesmee uśmiechnęła się. 

- Cieszy mnie to. - odparła. Basior wyszedł i po chwili wrócił z dwoma zającami w pysku. Położył je przed alfą. Renesmee spojrzała na nie, a następnie jej wzrok ponownie spoczął na becie. Vaim czując zapach mięsa, zbiegła z alfy i podkradła jednego z szaraków. Zaczęła nim się wesoło zajadać. 

- Musiała być głodna. - zauważył rozbawiony basior. 

- Masz rację. - przyznała Renesmee. Vaim nie zwracała uwagi na to, że stała się obiektem rozmowy dwóch wilków. Zamiast tego ciągle zajadała się zdobyczyczą Capitána. 

- Bogowie mi cię chyba zesłali z nieba. - powiedziała z uśmiechem alfa. Capitán wydał jej się nieco zaskoczony słowami, ale po chwili na jego pyszczku zagościł ciepły uśmiech. 

- Miło, se tak sądzisz, lecz obawiam się, że to nie do końca tak. - odparł wesoło. Po jeszcze chwili rozmów, basior oznajmił, że powinien wracać do siebie. Renesmee przytaknęła skinieniem głowy na znak, że rozumie to i życzyła mu miłej reszty dnia, a także i nocy. 

~~~

Dni mijały, a mała Vaim szybko uczyła się nowych rzeczy. Renesmee była z niej niezwykle dumna. Szybko okazało się, że zwierzątko jest niezwykle samodzielne. Tak na oko miała już kilka miesięcy, a nie raz alfa mogła być świadkiem polowania małej Vaim na Lisurki. Cóż, Alfie nie przeszkadzało to, a wręcz przeciwnie. Dzięki temu było znacznie mniej tych szkodników.  
Tego dnia Vaim została w jaskini słodko sobie drzemiąc. Alfa korzystając z tego, postanowiła się przejść po terenach watahy. Jednak po chwili stwierdziła, że miło byłoby odwiedzić Capitána i zerknąć, co u niego i Opal. Renesmee wolnym krokiem zaczęła podążać w kierunku jego jaskini. Gdy znalazła się już dosyć blisko wejścia zatrzymała się i nieco pochyliła głowę do przodu. 

- Capitánie? Jesteś tam? - zaczęła nieco niepewnie. 

- Rene? - spytał wyłaniając się ze środka. - Witaj, miło cię widzieć. - dodał z uśmiechem. Alfa odwzajemniła uśmiech. 

- Ciebie również miło widzieć. - odparła. 

- Co cię tutaj sprowadza? - spytał. Alfa machnęła wesoło ogonem. 

- Przyszłam się przywitać i zobaczyć jak się masz. - odparła przyjaźnie. 

Capitán? UwU

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 472
Ilość zdobytych PD: 236

Od Renesmee Cd. Raquel



Alfa poczuła przerażenie, gdy jej towarzyszka została wciągnięta w głąb jeziora. Podbiegła gwałtownie, do miejsca, z którego przed chwilą znikła Raquel i zanurzyła się w wodzie. Obraz był znacznie ograniczony, lecz mogła dostrzec, że alchemiczkę w głąb ciągnęło dziwnie wyglądające stworzenie, z pewnością nie należało do przyjaznych, na co wskazywało samo jego zachowanie. Renesmee bała się, lecz nie mogła zostawić tak wadery. O nie! Zaczęła płynąć w kierunku potwora. Nie obchodził ją fakt, że była w tej chwili dosyć bezradna. Żadna z jej mocy nie zadziała pod wodą, lecz pozostały kły oraz pazury. Skrzydłami pomogła sobie w szybszym płynięciu. Nagle zauważyła, jak coś śmigło jej obok. Na szczęście i to ogromne był to Hipokamp. Morski koń zrobił kilka kółek wokół alfy, a następnie ruszył na wrogie stworzenie. Renesmee ruszyła za nim i podpłynęła do wroga. Hipokamp zaczął pływać wokół niego, co zdezorientowało dziwnego osobnika, podobnego do ośmiornicy. Alfa w tym czasie starała się jakoś zaatakować dziwne ramię, które więziło Raquel. Po chwili potwór wypuścił waderę, a Renesmee w trybie natychmiastowym zaczęła płynąć z nią ku powierzchni. Hipokamp zajął się odwracaniem uwagi przeciwnika. W tym czasie wadery znalazły się na brzegu. Renesmee zaczęła kaszleć, lecz ignorując to podbiegła do nieprzytomnej wadery. Zauważyła, że Raquel nie ma bandażu na boku. Starała się jakoś sprawić, by wadera odzyskała przytomność, jednak jej starania nie przynosiły żadnych skurjow. Rozejrzała się i po chwili wzięła towarzyszkę na swój grzbiet i mimo zmęczenia i lekkiego oszołomienia zabrała ją do jaskini medycznej. Lądując mało co nie spotkała się z ziemią z bliska. Tarou wraz z Bai Langiem wybiegli ze środka słysząc niepokojący dźwięk. Renesmee czując brak sił, delikatnie odstawiła Raquel na ziemię i zmęczona opadła z sił. 

- Raq! Rene! - zawołał Tarou podbiegając do obu samic. 

- Mną się nie przejmuj. Zobacz co z Raquel. Straciła przytomność, ponieważ została wciągnięta do jeziora przez jakieś monstrum. - odparła słabym tonem. Tarou skinął głową na alfę i podbiegł do drugiej wadery. Bai Lang ruszył medykowi na pomoc. Renesmee wiedziała, że za chwilę odzyska siły, nie martwiła się o siebie. Martwiła się o Raquel. Gdy tylko ponownie spotka tego cholernego potwora to nie wróży mu szczęśliwego zakończenia tego spotkania. Leżąc ciężko oddychała, lecz z czasem odzyskała nieco sił. Na tyle by wejście do jaskini medycznej z niewielką pomocą Bai Langa. W tym czasie Tarou krążył przy szarej waderze. 

- Mam nadzieję, że wyjdzie z tego. - szepnął Bai Lang. 

- Z pewnością. Jest naprawdę silna. - odparła alfa. Bai uśmiechnął się lekko, a Rene przysiadła z boku, tak aby móc patrzeć na waderę i jednocześnie nie przeszkadzać medykowi. W jej głosie pojawiła się myśl, że po wszystkim powinna odnaleźć pomocne stworzonko i mu podziękować. Gdyby nie ono... Bogowie... To mogłoby się źle skończyć, a Renesmee do końca swojego życia nie mogłaby sobie wybaczyć. Życie Raquel było dla nie ważne. Oby nic jej się nie stało i oby szybko wróciła do zdrowia. 

Raquel? ^^ Wybacz, że tak długo... 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 473
Ilość zdobytych PD: 236

poniedziałek, 30 listopada 2020

Od Renesmee Cd. Capitána



Alfa naprawdę nie chciała, by basior się o nią martwił. Wystarczająco już go zaniepokoiła. Dodatkowo wyciągnęła go w pogoń za magicznym stworzonkiem. W duchu naprawdę było jej nieco głupio. Capitán tak wiele dla niej zrobił. Była mu naprawdę wdzięczna. Żadne słowa by tego nie ujęły wystraczająco. 
- To naprawdę nic. - odparła. Basior stanął obok niej. Położył łapę na jej ramieniu, a ona spojrzała na niego. 
- Rene, bądź ze mną szczera, proszę... - samica westchnęła. Po chwili uśmiechnęła się łagodnie. 
- Po prostu zrobiłam się w łapę. A dokładniej ten szkrab mnie zranił, ale to przez strach. - odparła. 
- Mogę zerknąć? - spytał Capitán. Alfa przytaknęła i przysiadła, aby następnie wyciągnąć łapę przed siebie i ukazać przyjacielowi ją wraz z niewielką raną na niej. 
- Cóż, na moje oko nie jest głęboka, ale z pewnością cię boli. Może powinniśmy się udać do medyków ? - spytał. 
- Nie chcę im robić kłopotów. - odparł wadera. 
- To nie kłopot Renesmee. Jesteś ranna i powinien cię obejrzeć medyk. Stworzonko jest magiczne. Nie wiemy, czy do rany nie wda się jakieś zakażenie... 
- Masz rację... Nie pomyślałam o tym... - przyznała wadera spuszczając wzrok na ziemię. 
- Nie ma co się smucić Rene. - odparł z delikatnym uśmiechem Capitán. Alfa westchnęła, po czym spojrzała na samca. 
- Naprawdę cieszę się, że tu jesteś. - przyznała. Capitán uśmiechnął się. 
- Pójdę po jednego z medyków. - odparł spokojnie. Wadera zgodziła się. Po chwili została sama ze stworzonkiem. 
- Jakby cię tu nazwać.... Może Vaim? - spytała. Istotka zdawała się przechylić główkę na bok, a następnie podbiła się wysoko i wylądowała na grzbiecie alfy. Renesmee uśmiechnęła się. Vaim zdążyła zwiedzić całą jaskinię, zanim wrócił Capitán wraz z Tarou. 
- Więc to ten mały urwis. - powiedział przyjaźnie skrzydlaty basior. Vaim poruszyła skrzydłami i po chwili schowała się gdzieś w rogu. Medyk zbliżył się do alfy. Opatrzył jej łapę i nakazał, aby przez kilka dni Renesmee dużo odpoczywała. Alfa nie była zadowolona ze słów medyka. Przecież miała tak wiele obowiązków. Nie mogła odłożyć ich na później. 
- Rene, tu naprawdę chodzi o twoje zdrowie. Obiecaj, że odpoczniesz. - powiedział z troską Tarou. Renesmee zerknęła na Capitána, który skinął głową. Alfa westchnęła. 
- Zgoda. Odpocznę. - odparła. Tarou uśmiechnął się i po pożegnaniu opuścił jaskinię alfy. Nagle Vaim zbliżyła się do łapy Renesmee. Zaczęła się do niej delikatnie tulić, a następnie położyła swoją drobną łapkę na ranie. Renesmee cicho syknęła. Po chwili oboje wraz z Capitánem z niemałym zdziwieniem spoglądali na łapę samicy. Rana znikła....
Vaim wydała z siebie cichy pisk i znów zaczęła biegać wśród skał. Renesmee spojrzała na Capitána. 
- Cóż... Przynajmniej poznaliśmy jedną z jej zdolności. - powiedziała z delikatnym uśmiechem. Beta uśmiechnął się. 
- Masz rację. - odparł, a po chwili spojrzał na Vaim. Alfa również podążyła wzrokiem na stworzonko. 
- Jak myślisz... Czy razem z Opal by się dogadały? - spytała zastanawiając się. 

Capitán? UwU


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 448
Ilość zdobytych PD: 224

niedziela, 22 listopada 2020

Od Renesmee Cd. Capitána



- Jest blisko, czuję to. - wyznała alfa. Po chwili oba wilki zauważyły owe stworzonko. Biedne nie mogło wydostać się z niewielkiego potrzasku. Otoczone przez wysokie kamienie. 

- Boi się. - szepnęła Renesmee. Capitán spojrzał w kierunku stworzenia. Widząc je przez chwilę milczał. 

- Pierwszy raz widzę na oczy tak dziwne stworzenie. - wyznał. 

- Ja również. - przyznała samica. - Ale pragnę aby było bezpieczne. 

- Rozumiem cię. Pomożemy mu. 

- Może... Powinnam zbadać je do watahy? - spytała patrząc na basiora. 

- Myślę, że to byłby dobry pomysł. Mogłabyś je oswoić. Jednak musimy uważać, a w szczególności ty Rene. Nie wiemy jakie ma zamiary i czy cię nie skrzywdzi. - Alfa uśmiechnęła się. 

- Dobrze. Naprawdę nie wiem, jak ci się odwdzięczę. 

- To drobiazg. Ruszajmy, zanim sobie coś zrobi. - oznajmił Capitán. Alfa przytaknęła skinieniem głowy. Podeszli do niewielkiego dołu, w którym utknęło stworzonko. Renesmee przyjrzała się mu. Ciągle bezskutecznie starali się wydostać. Renesmee rozłożyła skrzydła. 

- Chcesz tam do niego iść? - spytał, a w jego głosie Renesmee usłyszała troskę. 

- Chcę mu pomóc. - wyznała i wzbiła się w powietrze, aby następnie wylądować w dole. Stanęła ostrożnie w bezpiecznej odległości od stworzenia. Ono widząc ją spojrzało w jej kierunku. 

- Już mały... Wszystko w porządku... Nie mam złych zamiarów... - zaczęła. Stworzonko złożyło uszy. Rene zrobiła krok w przód. Nagle dymek, który oplatał ciałko zwierzątka, przybrał wyrazistego koloru. Po chwili jednak z zielonych kuli, które krążyły wokół jego szyji zagrzała się. Zmieniła swoją strukturę na kształt ostrza i ruszyło na alfę. Renesmee w ostatniej chwili uskoczyła, lecz ostrze zdążyło zranić jej łapę. Mimo to alfa nie odpuszczała. Po chwili przysiadła sygnalizując, że nie chce go skrzywdzić. Stworzonko wytworzyło ogromną ilość dymu, czując go, Renesmee poczuła się senna. Poleciła głową. Po chwili niekontrolowanie przemieniła swoją formę. Ognisty wilk jakim się stała z początku przeraził stworzonko, jednak po chwili to zaczęło spoglądać na jej oczy. W jednym momencie stworzonko uspokoiło się. Rene wróciła do swojej naturalnej postaci. Dymek zbliżył się do niej i otarł o nią. Renesmee uśmiechnęła się. Wzięła stworzonko na grzbiet i wróciła do basiora, który z pewnością się o nią martwił. Gdy Renesmee wylądowała oznajmiła, że jest cała i zdrowa. Jednak wszystko wyszło się, gdy zapomniała o łapie i stanęła na nią. Ciche syknięcie wydobyło się z jej pyska. 

Capitán?

Zdjęcie stworzonka z Sylesti generator



PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 346
Ilość zdobytych PD: 173

sobota, 14 listopada 2020

Od Renesmee Cd. Raquel



Alfa uśmiechnęła się delikatnie na słowa wadery. 

- Nie masz za co dziękować. Cieszę się, że stałaś się jej częścią. - powiedziała spokojnie, a następnie wzbiła się w powietrze. Leciała spokojnie niesiona przez delikatny wiatr. Dzięki temu nie musiała zbyt wiele machać skrzydłami. Gdy znalazła się nad swoim domem, wzbiła się nieco wyżej, aby następnie zanurkować. Rozłożyła skrzydła, gdy była już w odpowiedniej odległości od ziemi. Dzięki temu wylądowała na niej gładko. Złożyła skrzydła i spojrzała ku niebu. 

- Może uda mi się choć na chwilę przymknąć oko. - powiedziała sama do siebie. Następnie weszła do środka. Ogromna ilość wolnego miejsca nieco ją przytłaczała, ale coraz bardziej się do niej przyzwyczajała. Ułożyła się wygonie w kącie, w którym zazwyczaj spała, a następnie położyła głowę na swoje łapy. Westchnęła i zamknęła powieki. Sen przyszedł dopiero po dłuższej chwili. 

Zbudziła się następnego dnia dosyć wcześnie. Wstała i leniwie przeciągnęła się. Wolnym krokiem skierowała się do wyjścia. Na niebie widniały chmury, które mogły świadczyć o zbliżającym się deszczu. Rene westchnęła na myśl o zimnie i wilgoci. Zauważyła, że przed jej wejściem zalega wiele liści, które nieco utrudniają dojście. Wyprostowała się i kilka razy machnęła skrzydłami, tworząc falę powietrza, które rozdmuchało liście z wejścia na boki. Po kilku ruchach jej "praca" zakończyła się. Zadowolona z wyniku, skierowała się do centrum watahy. Idąc mijała kilka wilków z watahy. Zauważyła Diegore, który rozmawiał z Tarou, a obok nich przechodził Renimer, Tristanę, która rozmawiała z Ice i innych członków. w pewnym momencie jej oczy napotkały Raquel, która kroczyła wolnym krokiem przed siebie. Alfa nieco przyśpieszyła kroku, by zbliżyć się do wadery. 

- Witaj Raquel. - przywitała się uprzejmie. Alchemiczka spojrzała na alfę. 

- Witaj Renesmee. - odparła z delikatnym uśmiechem. 

- I jak? Z bokiem już nieco lepiej?- spytała z troską słyszalną w głosie. 

- Tak, jeszcze boli, ale nieco mniej.

- To dobrze. Oby się szybko zagoiło.

- Też mam taką nadzieję. 

- A jak tam po wczorajszym powrocie? 

- Cóż, miałam małe problemy z zaśnięciem. - przyznała Raquel. 

- Ja podobnie, lecz ostatecznie udało mi się zmrużyć oko, choć na moment. - odparła alfa z uśmiechem. - Jak planujesz spędzić dzisiejszy dzień? - spytała, chcąc nieco podciągnąć rozmowę. 

Raquel? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 344
Ilość zdobytych PD: 172

piątek, 13 listopada 2020

Od Renesmee Cd. Raquel


Renesmee nie mogła zasnąć tej nocy. Ciągle nie mogła uwierzyć w to, że ostatnio wiele wilków zasiliło szeregi jej watahy. Czuła radość, że jej szczenięce marzenie się spełniło. Stworzyła miejsce, który każdy może nazwać domem. Jednak w duchu nieco się bała. Lęk był spowodowany jedynie obawą, że mogłaby nie podołać zadaniom. Miała jednak wsparcie swojego kuzyna Tarou, jak i przyjaciela, a zarazem jej zastępcy, Capitána. Noc była niebywale piękna. Szara wadera mogła spoglądać na gwiazdy jak i księżyc bez końca. Jednak zebrała się i postanowiła nieco przejść. Mały spacer, nocny patrol.. Nie ważne...  
Samica rozłożyła skrzydła, lecz po chwili ponownie je złożyła. 

- Może lepiej się przejdę. - powiedziała sama do siebie. Nie wiedzieć czemu coś jej podpowiadało, by została na ziemi. Opuściła jaskinie alf i wolnym krokiem ruszyła przed siebie. Nim się obejrzała jej łapy, jak i ona sama, znalazły się w głównym lesie. Westchnęła i spokojnie weszła w jego gęstwinę. Spokojnie i wolno kroczyła drogą. Liście delikatnie szeleściły w koronach drzew. Noc zdawała się taka spokojna. Jednak w pewnym momencie do nosa alfy dotarł niepokojący zapach. Zapach krwi. 

Renesmee rozejrzała się. Zaczęła skradać się za rannym osobnikiem. Nie była zbytnio w stanie określić, czy była go jakaś zwierzyna łowna, czy może jakieś inne stworzenie. Może był to wilk? Alfa pragnęła się upewnić. Jednak noc nieco jej to utrudniała, ponieważ nie mogła dokładniej przyjrzeć się rannemu. Po chwili stworzenie zaczęło uciekać. Mogła to usłyszeć. Nie ruszyła za nim biegiem, aby go bardziej nie wystraszyć. W końcu dotarła za nim do jaskini. Okazało się, że jest to wilk, na dodatek była to wadera, Raquel, która dopiero co dołączyła do watahy. 

- Raquel.... - powiedziała cicho alfa. 

- Renesmee, nie spodziewałam się, że to tym. - powiedziała samica. 

- Wybacz, że cię zaniepokoiłam. - powiedziała alfa. 

- To nic. - odparł druga. Rene usłyszała nutkę bólu w jej głosie. Dodatkowo między nimi unosiła się woń krwi. 

- Wszystko w porządku? Jesteś ranna? - spytała alfa przyglądając się waderze. 

- Tak, wszystko w porządku. To małe zadrapanie. 

- Ale widać, musi cię boleć. - zauważyła Renesmee. Raquel milczała przez chwilkę. 

- Tak, ale to nic. - odparła. 

- Może Tarou lub Renmier powinien na to zerknąć? 

- Jest już późno i pewnie śpią. Rano się do nich wybiorę. 

- Porą się nie przejmuj. - zaczęła alfa. Wiedziała, że każde zignorowanie problemu mogłoby się źle skończyć, a nie chce, by waderze wdała się infekcja. Zdrowie członków było dla niej ważne, dlatego uparcie nalegała, aby Raquel razem z nią poszła w kierunku jaskini, w której spał Tarou. Raquel z początku twierdziła, że nie jest to konieczne, lecz w końcu zgodziła się pójść razem ze skrzydlatą. Obie udały się do jaskini, w której spał Tarou. Alfa nie chciała zrzucać z nóg Renimera więc wybrała swojego kochanego kuzyna, który z pewnością zrozumie powagę sytuacji i wybaczy Alfie późną porę. 

- Myślisz, że to dobry pomysł? Może nie powinnyśmy go budzić w środku nocy. - powiedziała Raquel niepewnie. Alfa uśmiechnęła się. 

- Wezmę to na siebie. - powiedziała pewnie Renesmee. Następnie podeszła do wejścia jaskini. Zauważyła śpiącego kuzyna. Zbliżyła się i delikatnie sztyrchnęła jego bok. Basior otworzył leniwie oczy i ziewnął, aby następnie spojrzeć zaspany na swoją kuzynkę. Nieco zdziwił się tym widokiem.. 

- Rene? Co tu robisz? - spytał. 

- Mam mały problem. Przed jaskinią czeka Raquel. 

- Coś się stało? - spytał podnosząc się powoli. 

- Jest ranna. - odparła alfa. Tarou jakby wybudził się z zaspanego stanu. 

- Ale wszystko w porządku? Żadnych złamań? 

- Nie, po prostu ma ranę na boku. 

- Rozumiem. W takim razie niech wjedzie. 

- Nie musimy iść do jaskini medycznej? - spytała Renesmee. Basior zaprzeczył ruchem głowy. 

- Nie, jeśli jest to niegroźna rana, to zioła, które mam obecnie u siebie wystarczą. W razie czego pognam do jaskini medycznej. 

- W porządku. - odparła alfa kierując się ku wyjściu. Wyjrzała na zewnątrz. - Raquel? - spytała. Samica spojrzała na nią. Rene zauważyła, że trzymała się prze moment za bok. 

- Wejdź. Tarou zajmie się raną. - powiedziała z delikatnym uśmiechem. Raquel przytaknęła skinieniem głowy. Obie weszły ponownie w głąb jaskini. Tarou wiedział przy swoich półkach i wybierał odpowiednie zioła. Renesmee usiadła przy wyjściu, a Raquel na prośbę basiora usiadła przy nim. 

- Teraz zajmę się raną. - powiedział z uśmiechem. Po przemyciu rany wodą, przyłożył do niej zioła. Następnie opatrzył i zabezpieczył opatrunek. Po dłuższej chwili zakończył zabiegi. Wyjaśnił samicy, jak powinna postępować z raną i nakazał jej, by zbytnio się nie przemęczyła. Po wskazówkach medyka, obie wadery opuściły jego jaskinię. Renesmee zaproponowała, że odprowadzi Raquel do jej domu. Druga wadera nie miała nic przeciwko. 

- Co robiłaś o tej porze poza jaskinią? - spytała zaciekawiona alfa, zarzekając na idącą obok waderę. 

Raquel? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 736
Ilość zdobytych PD: 368

czwartek, 12 listopada 2020

Od Renesmee ~ "Początki" cz.1

 Każdy z nas pewnie często sięga ku przeszłości. Jednak, czy warto do niej wracać. Są kwestie, które warto pamiętać, poruszyć w danym momencie, lecz są też i takie, które lepiej zostawić same sobie. Ważną i z resztą istotną rzeczą są początki. Początek Watahy Renaissance narodził się z marzenia. Marzenia małej wilczycy. 

Renesmee ponownie wsłuchiwała się w opowieści Joeny, swojej matki, która opowiadała o wielkości Watahy Najskrytszych Marzeń, której alfą swego czasu była. Rene z iskierkami w oczach, wsłuchiwała się w słowa matki. 

- Znów opowiadasz jej tę samą historię? - usłyszały obie. Głos należał do DB. Ojca małej. Waderka wygramoliła się z łap emerytowanej alfy i pognała do ojca. Wtuliła się w jego łapę, a ten drugą delikatnie ją objął. 

- Ja też będę silną alfą! - powiedziała triumfalnie. DB uśmiechnął się i zerknął na Joe, która z czułym uśmiechem wpatrywała się w swoje szczenię.

- Z pewnością kochanie. - powiedziała po chwili. Renesmee spojrzała na tatę. 

- A ty tatusiu kim byłeś? - spytała z zaciekawieniem. DB spojrzał na swoją partnerkę, która z rozbawienie im się przyglądała. 

- Poszukiwaczem. - odparł. Rene przekrzywiła łepek na bok. 

- Brzmi nudno. - odparła, a Joena zaśmiała się, słysząc słowa córki. 

- To nie jest zabawne Joe. - odparł DB patrząc na waderę. Joena uśmiechnęła się rozbawiona. 

- Ani trochę. - odparła. Renesmee przyglądała się nieco zagubiona rodzicom. Po chwili zauważyła jak jej bracia wracają z łąki, na której się bawili. Wstała i podbiegła do nich. Chwilę się razem pobawili, póki Joe nie zarządziła drzemki dla szczeniaków. Niechętnie udały się w kierunku posłań. Joena usiadła obok i spoglądała na swoje pociechy. Res ułożyła się wygodnie i spojrzała na matkę. 

- A dziś też nam opowiesz o swojej watasze? - spytała Renesmee z iskierkami w oczach. 

- No nie wiem... - zaczęła Joena. 

- Proszę! - zawołały jednogłośnie szczeniaki. Była alfa uśmiechnęła się wzruszona. Westchnęła i ułożyła się wygodnie. 

- No dobrze. - odparła. Przez chwilę milczała, a następnie zaczęła swoją opowieść. 

- Nasza wataha miała naprawdę wielu członków. Każdy z nich wyróżniał się spośród tłumu. Pierwszym jaki zawitał w jej progi był Ripred. Fioletowy basior, który później przez moment był z waszym wujkiem, Shi. 

- Wujek miał partnera? - spytała zaskoczona Renesmee. Jej bracia skrzywili się. 

- Tak, choć szczerze, chyba nikt się tego nie spodziewał. - wyznała Joena. 

- Ale teraz wujek ma partnerkę. Przecież mamy kuzyna. 

- Tak. Po upadku watahy, a raczej gdy zbliżała się ku końcowi pokłócili się. Obaj rozeszli się, każdy w inną stronę. Tak zakończyła się ich wspólna historia. Ripred ruszył w nieznanym mi kierunku, natomiast wasz wujek mieszka ze swoją partnerką niedaleko nas. Zaledwie dzień drogi na zachód. 

- Dlaczego nie mieszka z nami? - spytał jeden z braci Rene. 

- Cóż... Może woli tę część życia spędzić z nią? Dużo czasu poświęcał nam w watasze, lecz pora, aby sam poprowadził swoje życie. - wyznała Joena. 

- Dziwny pomysł. 

- Tak, zgadzam się z Restro. 

- Poświęcić całe życie waderze? Fuj! - odparł Unro. 

- Jesteście okropni. - podsumowała Renesmee. Bracia spojrzeli na siostrę. Joena pokręciła głową z rozbawieniem. 

- No już. Mieliście iść spać. - powiedziała z delikatnym uśmiechem szara wadera. Renesmee ziewnęła po chwili niekontrolowanie. Joena uśmiechnęła się czule na ten widok. Delikatnie otarła pysk o swoją córkę. 

- Jutro wam więcej opowiem. - szepnęła. 

- Dlaczego...- powiedziała cicho Renesmee. 

- Widzę, że zasypiasz. Jesteś zmęczona u powinnaś odpocząć. - powiedziała już nieco poważniej samica. Młoda waderka westchnęła zrezygnowana. 

- Czemu mówiłaś nam tak mało. Ja chcę wiedzieć, jak go było w twojej watasze. 

- Wiem kichanie. Niestety jest już dla was późno. Powinniście spać. 

- Powiesz mi chociaż dlaczego? 

- Dlaczego co kochanie? - spytała patrząc na Rene. 

- Dlaczego tak wspaniałe miejsce upadło? 

- Cóż... Na każdego przychodzi pora. Nie ważne czy jest to wilk, drzewo, czy wataha. Wszystko z czasem przemija. 

- To straszne mamo. - powiedziała sennie mała i ułożyła się do spania. 

- Masz rację, ale na tym to już polega. Dążymy do celu, a gdy go osiągniemy czujemy się spełnieni. Pragniemy znaleźć się tam, gdzie inni wielcy bohaterowie, mędrcy. Tam gdzie spoczywają nasi przyjaciele. Nikt nie chce być sam. Nawet jeśli uważa, że tak jest, to w głębi, będzie mu brakować bliskości. Wiem coś o tym. - odparła Joena. Po chwili zauważyła, że jej kochane szkraby śpią. Wstała cicho i ostrożnie opuściła jaskinie. Skierowała swoje kroki ku DB. 

- I jak? Śpią? - spytał z uśmiechem. Była alfa przysiadła obok partnera. Spojrzała przed siebie i westchnęła. 

- Tak, śpią. - powiedziała. Następnie spojrzała na rudego basiora. - Następnym razem to ty będziesz ich układał do snu. - powiedziała. DB uśmiechnął się rozbawiony. 

- Czyżby naszą drogą alfę przerastało tak proste zadanie? - spytał unosząc brew. 

- Tak. Pamiętaj, że jestem na emeryturze. - odparła. 

- Fakt. Widać po tobie te latka. - skomentował samiec. Joe słysząc to spojrzała na niego marszcząc brwi. 

- No ładnie. Twierdzisz, że jestem już w podeszłym wieku? - spytała z lekkim wyrzutem. 

- Sama z początku to stwierdziłaś. 

- Tak, a ty jako kochający partner powinieneś mi zaprzeczyć. 

- Przecież należy się zgadzać z alfą w każdej kwestii. - powiedział rozbawiony. 

- Jesteś okropny. - mruknęła Joena patrząc przed siebie. 

- Wiem. - przyznał basior z szerokim uśmiechem. - Ale za to mnie kochasz. 

- Ta... Nie ma to jak kochać kogoś, kto ci powie, że wyglądasz staro. - mruknęła Joena. Po chwili zaczęła się śmiać. .

- Ci cię tak nagle rozbawiło? - spytał DB z uśmiechem. 

- Nic ważnego. - odparła. 

- Mhm.. a dokładniej? 

- Wiesz, to aż dziwne, że spojrzałam na ciebie inaczej. 

- Mam się poczuć urażony? Ha! Idę sobię! - odparł z teatralnym przejęciem w głosie. Następnie wstał i zaczął kierować się w stronę lasu. 

- A ty gdzie ? - spytała z zaciekawieniem wadera. 

- Daleko stąd. Gdzieś gdzie mnie docenią! - odparł. 

- To znaczy? - spytała rozbawiona. 

- Idę coś upolować, żebyśmy mieli co do pysków włożyć. - odparł i zniknął po chwili w gęstwinie lasu. Joena pokręciła z rozbawieniem głową. Położyła się przed jaskinią i spojrzała w niebo. Powoli słońce chyliło się już ku zachodowi. Wadera westchnęła. Dni tak szybko mijają. Nim się obejrzą nastaną mrozy. Choć raczej zamarznięcie im nie grozi. Po kilkunastu minutach DB wrócił z dwoma zającami. 

- Długo ci to zajęło. - odparła Joe. 

- Skubane tak szybko biegały, że nadążyć nie mogłem. - odparł samiec kładąc obie zdobycze przed partnerką. 

- Szybkością nigdy nie grzeszyłeś. - odparła Joe.

- Słucham?! Byłem najszybszy z watahy! Wiesz ile wprawy zdążyłem nabrać przez całe swoje życie? 

- Mhm. Już ci wierzę. Ty najszybszy z watahy - odparła z przekąsem. Basior pokręcił głową z rozbawieniem. 

- Ciekawa parka z nas. Nie sądzisz? 

- Racja. - przyznała z rozbawieniem. Po chwili zjedli wspólnie posiłek, a następnie DB ułożył się obok wadery. Joe oparła głowę o bok samca. Spędzili razem miło wieczór, a następnie dołączyli do śpiący szczeniaków. 

C.D.N


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1041
Ilość zdobytych PD: 520 + 5% (26 PD) za długość powyżej 1000 słów.

poniedziałek, 9 listopada 2020

Od Renesmee Cd. Capitána

 Renesmee poczuła silne ukłucie. Nie chciała aby Capitán ryzykował swojego życia. Tarou, który stał obok rozejrzał się. 

- Capitánie... - zaczęła, lecz basior spojrzał na nią. 

- Będę na siebie uważał. - odparł. Rene przytaknęła skinieniem głowy. W duchu modliła się do bogów, aby Capitán wyszedł cało z tej sytuacji. Po chwili pojawił się bliżej nich Tarou z dość sporą gałęzią. Rene pochyliła się nad kawałkiem drzewa. Spojrzała na swoją łapę, która po chwili zapłonęła. Przyłożyła ją do gałęzi, która zaczęła się palić. Capitán wziął ją w pysk, a następnie ruszył do środka jaskini medycznej. Rene przestąpiła nerwowo z łapy na łapę. Tarou ciągle stał z boku, gotowy ruszyć z pomocą jeśli będzie to potrzebne. Po chwili Capitán wybiegł z jaskini i uskoczył w bok. Z wnętrza wyłoniło się dziwne stworzonko. Było w kolorach fioletu, bieli i błękitu. Zdawało się być naprawdę wystraszone, lecz nie wyglądało na groźne. Podbijało się na przednich łapach i lewitowało nad ziemią. Tylnich kończyn nie posiadało. Zamiast nich był dziwny dym. Stworzonko przerażone rozejrzało się. Zatrzymało swój wzrok na Renesmee, która widząc piękno ich zieleni zaniemówiła. Coś w niej pękło. Zapragnęła zbliżyć się do stworzonka, lecz ono uciekło w popłochu ku lasu. 

- Co go za stworzenie ? - spytał zaskoczony Tarou. Alfa zamrugała kilkakrotnie. 

- Nie mam pojęcia. - powiedział Capitán podchodząc do dwójki. 

- Przynajmniej nie grasuje już w jaskini medycznej. - powiedział Tarou z ulgą. 

- Na szczęście nikomu się nic nie stało. Prawda Renesmee? - spytał brązowy wilk, lecz nie słysząc odpowiedzi spojrzał na alfę. Jej wzrok ciągle utkwiony był w kierunku, w którym pobiegło stworzenie. 

- Rene? - Capitán zbliżył się co alfy. 

- Czułam, jak się boi. - szepnęła. Tarou zaskoczony spojrzał na kuzynkę. 

- Jak go czułaś? - spytał. 

- Czułam, jakbym to ja nim była. Te oczy... - zaczęła. - Muszę go znaleźć. On sobie nie poradzi. 

- Nawet nie wiesz jaki to gatunek Rene. Może nie powinnaś tak ryzykować? 

- Cóż, Tarou może mieć rację. 

- Proszę, zaufajcie mi. - powiedziała alfa spoglądając na dwóch samców. Tarou westchnął. 

- Jesteś tu alfą. Nie mam prawa rozkazywać ci. To są jedynie tylko moje porady. - odparł skrzydlaty samiec. Rene spojrzała na Capitána. Basior pewnie wypiął swą pierś. 

- Będę ci towarzyszył. - oznajmił. 

- A co z Opal? - spytała Rene. 

- Większość czasu jeszcze śpi. Niedawno została nakarmiona, więc nie ma problemu. Pomogę ci odnaleźć to dziwne stworzenie. 

- Dziękuję ci Capitánie. - powiedziała z wdzięcznością samica. 

Capitán ? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 376
Ilość zdobytych PD: 188

niedziela, 1 listopada 2020

Od Renesmee Cd. Capitána

Szarawa wadera spoglądała z przyjaznym uśmiechem na swojego przyjaciela i jego podopieczną, Opal. Może i w głowie miała małe obawy co do późniejszego czasu, jednak wierzyła, że Capitánowi uda się odpowiednio wychować smoka i nie będzie on powodem zmartwień. Gdy przyglądała się małej trudno było jej pojąć, jak bardzo niebezpieczni są jej krewni. 

- Wygląda naprawdę uroczo. - przyznała alfa. Samiec spojrzał na Renesmee. Widać, jak dumnie czuł się w roli opiekuna. Mógł się dzięki temu sprawdzić. Renesmee uśmiechała się do niego. Była dumna z postawy basiora i nie żałowała ani tego, że mianowała go samcem beta, ani tego, że uznała go za swojego przyjaciela. 

- Dołożę wszelkich starań, aby wyrosła na silnego smoka. Oczywiście, który będzie żył z nami w zgodzie. - odparł. 

- Wierzę, że ci się uda. - odparła przyjaźnie wadera. Po chwili do uszu obu wilków dotarł dźwięk nawoływania imienia alfy. Po głosie rozpoznali, że jest to Tarou. Renesmee spojrzała na Capitána. Ten skinął głową rozumiejąc o co chodzi. Wadera uśmiechnęła się i wstała. Następnie truchtem wybiegła z jaskini przyjaciela. Nieopodal zauważyła swojego kuzyna. 

- Tarou? - spytała. Basior wydawał jej się nieco zdenerwowany. - Wszystko w porządku? 

- Rene! Całe szczęście, że cię znalazłem. Mam jakby mały problem. - zaczął zakłopotany. Wadera uniosła brew nie rozumiejąc do końca słów kuzyna. - Coś jest w naszej jaskini medycznej. Nie jestem w stanie tego wypędzić, ani nic, ponieważ w koło jest mnóstwo dymu lub czegoś podobnego do mgły i jest mi potrzebna mała pomoc. 

- Dobrze, w takim razie prowadź. - odparła. Już po chwili oba wilki znajdowały się przed jaskinią medyczną, z której wydobywał się dziwny dym. Renesmee nie pewnie zbliżyła się do środka. Nagle coś jakby śmignęło przed szarą. 

- Faktycznie coś tam jest. A wiesz skąd ten dym? - spytała zwracając się do kuzyna. 

- Prawdopodobnie stworzenie przewróciło jeden ze słoi z ziołami, które wytwarzają dym, gdy poczują tlen. 

- Rozumiem. Trzeba się tam jakoś dostać. 

- Próbowałem, ale wejście tam grozi stratowaniem. - ostrzegł alfę samiec. Medyk i Alfa stali przed wejściem do jaskini i zastanawiali się co mają począć. 

Capitán? 


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 327
Ilość zdobytych PD: 163

wtorek, 6 października 2020

Od Renesmee Cd. Capitána

Samica uśmiechnęła się serdecznie. 

- Oczywiście. Z chęcią ci pomogę. - odparła i spojrzała w kierunku wyjścia z jaskini. - To ja będę się już zbierać. - oznajmiła wracając wzrokiem na Capitána. 

- Dziękuję za pomoc Rene. - odparł z uśmiechem. 

- Nie ma za co. - powiedziała wesoło samica. - Odpocznij i wyśpij się. Jutro rano się tu zjawię. 

- Dobrze, do zobaczenia Renesmee. 

- Do zobaczenia Capitánie. Dobrej nocy. - odparła z uśmiechem i wyszła z jaskini. Skierowała się do swojej jaskini. Delikatny wiatr rozwiał jej futro, a do jej uszu dotarł cichy szept. 

"Dobrze postąpiłaś" 

Renesmee uśmiechnęła się. Wiedziała, że to dobra decyzja i była z niej naprawdę zadowolona. Wróciwszy do swojej przytulnej jaskini rozejrzała się po niej, jak to zwykle robiła. Następnie ułożyła się wygodnie gdzieś w kącie. Nie potrwało to długo, zanim udała się w objęcia Morfeusza. 

Następnego dnia zbudziły ją promienie wschodzącego słońca. Samica wstała leniwie i przeciągnęła się. Otrzepała się z kurzu i ruszyła ku wyjściu. Gdy znalazła się na zewnątrz uśmiechnęła się. Dzień póki co zapowiadał się pogodnie. Renesmee w duchu liczyła na to, że jesień będzie w tym roku w miarę pogodna. Wiadomym jest, że pewnie nadejdą także deszcze. Informacja ta nieco zaniepokoiła alfę. Oby nic złego nie napotkało członków watahy. Ruszyła wolnym krokiem ku jaskiniom. Członkowie musieli jeszcze spać lub po prostu nie było ich w jaskiniach. Cisza towarzyszyła waderze póki nie dotarła do jaskini Capitána. Nieco się zawahała, czy wejść do środka, czy może spytać go czy nie śpi. Patrząc jednak, że ma on w jaskini młode, cichym krokiem stanęła na wejściu. Rozejrzała się. Dojrzała basiora leżącego z boku, nie spał jednak, a przyglądał się śpiącemu smokowi. Po chwili zwrócił się w kierunku alfy. Uśmiechnął się widząc ją. 

- Wybacz, że tak bez pytania weszłam, ale nie chciałam zbudzić małej. - szepnęła. Capitán wstał cicho. 

- Nic nie szkodzi. - odparł równie cicho. - Chodźmy, mamy chwilę zanim się obudzi. - dodał po chwili. Renesmee przytaknęła. Oboje wyszli z jaskini basiora. 

- Powiem ci, że byłbyś dobrym materiałem na ojca. Patrząc na to jak opiekuńczo postępujesz z tym małym smoczkiem. - powiedziała rozbawiona Renesmee. 

- Myślisz? - spytał rozbawiony Capitán. 

- Mhm. - przytaknęła.- Jak myślisz, co zadowoliłoby małą Opal? - spytała po chwili, krocząc żywym krokiem w kierunku Golden Grove. Tam mieli największe szanse na polowanie zakończone sukcesem.

Capitán? :3 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 365
Ilość zdobytych PD: 182