Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tam gdzie opadnie bitewny pył. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tam gdzie opadnie bitewny pył. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2022

Od Ereden'a c.d Sininen ~ "Tam, gdzie opadnie bitewny pył"

 Ereden w końcu wstał, przeciągnął się leniwie, aż mu w kręgosłupie trzasnęło, lecz Sininen nawet nie drgnęła. Samiec znał swoją siostrę i wiedział, że mimo, iż głowę zaprzątała sobie w tym momencie nauką, jej czujność trwała nadal. Dzisiaj postanowiła nigdzie nie wychodzić - rozpoznał to po jej przemianie. Nie musiał nawet nikogo pytać o zależność jej przemian ze skrzydlatej postaci na tę drugą... obserwacje same wysunęły mu odpowiedź przed nos. Zwinął wszystkie, cenne dla niego zwoje, wsunął je w głąb zakurzonej półki stojaka, tam gdzie ich miejsce, po czym skierował się do odnogi, która prowadziła do części jadalnianej jaskini. Napił się trochę, ukradkiem zaś spojrzał na kamienne naczynie, stojące nieopodal. 
- Przynieść ci coś do picia? - miał ochotę zapytać, lecz wiedział, że Sini nie odpowie. Od czasu porwania ich matki, Sininen nie odezwała się do niego ani słowem. Ba! Gdyby nie rozmowy z ojcem, których był świadkiem, w ogóle zapomniałby, jak brzmi jej głos. Zaspokoiwszy pragnienie, wyszedł z jaskini, mijając swoją siostrę - chyba zorientowała się, że wychodzi, bowiem całe jej ciało rozluźniło się nagle, dostrzegł to dość wyraźnie. 
Spotkał ojca w towarzystwie Belief - Ereden słyszał, że wadera była jego nowym nabytkiem do treningu. Ereden ukłonił się uprzejmie i przywitał waderę ciepłymi słowami - basior nie tylko mógł pochwalić się północną urodą, lecz także bezbłędnymi manierami, o które zadbała Pawona. Odkąd jego spotkania z piaskową fenką rozszerzyły się od jego ostatniego incydentu z nią, jego dawne prostackie zwyczaje poczęły zanikać. 
- Ty jeszcze nie u Nabi? Wspominała coś, że dzisiaj potrzebuje cię u siebie - powiedział ojciec, nie patrząc na niego. Skupiony był na mknących w rzecznej toni rybach, próbował chwycić jedną w pysk. 
- Pójdę do niej za chwilę - odparł bez przekonania Ereden. - Chciałbym z tobą pobyć chwilkę... 
Naharys uniósł lekko brew, kiwnął przyzwalająco po czym poklepał miejsce obok siebie. Wadera oznajmiła, że nie będzie im przeszkadzać, po czym podniosła się z miejsca i potruchtała w stronę poligonu, gdzie zazwyczaj ojciec trenował rekrutów. Ereden usiadł, nie będąc pewien, jak zacząć rozmowę... w sumie, nawet nie zastanawiał się, jak ją zacząć. Wyczekał na odpowiedni moment i zanurzył pysk w rzeczną toń, z sukcesem chwytając mocno w zęby wyrywającą się rybę. Machała szaleńczo płetwą, rozwierała i zamykała na przemian pysk, jakby się dusiła. 
- Nieźle, synu - pochwalił go Naharys. - Czy przyszedłeś tylko po to, aby zdeptać moją dumę? 
Ojciec zaśmiał się, tuląc Ereden'a do siebie. Przyjął od niego rybę, oznajmiając, że będzie z niej wyśmienity obiad. Po schwytaniu trzech bądź czterech ryb, Ereden w końcu wypalił. 
- Tato, jak długo Sini będzie mnie od siebie odtrącać? 
- Ah, ty nadal o tym? - Naharys mruknął cicho, rysując na ustach grymas zmartwienia. - Pamiętasz moją radę? 
- Tak! - rzekł basior, rezygnacyjnie obracając oczami. - Mam dać jej czas, ale... ile? Nie mam zamiaru przez całe życie czuć się winnym za swoje szczenięce wybryki. Chciałbym podejść do niej, powiedzieć te głupie "przepraszam", ale ona mnie odtrąca! 
- Dla ciebie może być to głupie słowo - odparł ojciec. - Dla niej może oznaczać coś więcej. Możesz przepraszać ją, ile chcesz, ale jeśli nie powiesz tego szczerze. Synu, powiem Ci coś... czasami szczere słowa znaczą więcej, o wiele więcej, niż sobie możesz wyobrazić, niż jedno, wypowiedziane dla świętego spokoju. Prawda, szczera prawda, bywa czasem jak cierń w tyłku, a też czasem, niczym iskierka. Prawda boli, prawda ociepla... ale lepsza prawda, niż zwyczajne kłamstwo. 
- Ale... ja chcę jej powiedzieć szczerze, że żałuję! 
- Musisz z tym poczekać. Ostrzegałem cię. Staram się ją poskładać do całości. Każdy kiedyś potrzebuje czasu dla siebie, aby przemyśleć... 
- Więc ile mam czekać, aż ona przemyśli? Aż okulawiejemy  ze starości? 
- Cierpliwości, synu - odparł Naharys ciepłym tonem. - Cierpliwości, ale i też dobrych chęci. Niech Sini zauważy, że się starasz. 
Ereden wciągnął nerwowo powietrze w płuca do granic możliwości, po czym wypuścił je z głośnym, gardłowym warknięciem, spojrzał we własne odbicie w nurcie płynącej rzeki. 
- Tak będzie, tato... 
Naharys uśmiechnął się, przy tym zachichotał pod nosem, obejmując syna wokół szyi, przygarnął go do siebie. Ojciec lubił okazywać ciepło wobec swych dzieci. 
- Brakuje mi mamy - zwierzył się Ereden, odchodząc od tematu. - Nadal zastanawiam się, czy ona...
- ... ja też. - odparł Naharys. Ereden usłyszał, jak na wzmiankę o swej matce, a o jego ukochanej waderze, serce podskoczyło nagle. Jakby ono także tęskniło. Ereden odsunął policzek od piersi ojca, nic już więcej nie powiedział. 

***
Jesień była w tym roku dość spokojna. Ereden dorobił się dodatkowej, grubej warstwy futra w okolicy szyi, tworząc w ten sposób puchaty, biały kołnierz. To samo na klatce piersiowej, grzbiecie i ogonie. 
 Wiatr, ciągnący od zachodu, poganiał puchate chmury na błękitnym niebie, słońce raziło nieubłaganie, liście mknęły w powietrznym tańcu. Ereden zaklął cicho, bo babie lato zaplątało mu się między uszy. 
Sininen siedziała w swej bezskrzydłej formie, zatopiona w lekcjach strategii do tego stopnia, że zdawała się być odizolowana od otaczającego ją świata. Stała się dojrzałą waderą, piękną, zabójczo skuteczną. A jej ciągłe treningi kształciły w niej więcej, niż można sobie wyobrazić. Można by rzec, że Sini sięgała prawie niemal miana "żołnierza doskonałego". 
Obserwował ją nadal, oddalony na pewną odległość, aby nie mogła go dostrzec, ani tym bardziej wyczuć - wiatr pędził w przeciwną stronę. Myśli miał te same, a rezultat niezmienny. Jak podejść do Sini, powiedzieć choćby samo "przepraszam". Serce podskoczyło mu na samą myśl. Wahał się... to posunięcie wręcz graniczyło z panicznym strachem... Nie krył strachu.  
- Bądź basiorem! - warknął sam na siebie w myślach. Jego wewnętrzny ton wręcz zabrzmiał pogardliwie wobec siebie samego. Nadal będziesz skrywał się w krzakach, jak tchórz, czy może coś łaskawie zrobisz, do cholery jasnej!
Nawet to nie pomogło. Miał rację. Jestem tchórzem, pomyślał gorzko. 
Wyszedł z krzaków, lecz nie uczynił tego w celu podjęcia próby zagadania do siostry, lecz skierował się w przeciwną stronę, ze spuszczonymi uszami. Ogon smętnie obijał się, to na lewo, to na prawo, a w głowie Ereden'a zaczęła rodzić się wściekłość. Szaleńcza wściekłość, której nie w sposób mógł kontrolować - jego mięśnie napinały się mocno. Boleśnie wręcz... pasożyt uaktywnił się w jego głowie. Jego wzrok zaczął dostrzegać więcej szczegółów, słuch wyostrzył się kilkukrotnie, a siłą w łapach mógł dorównywać niedźwiedziowi... i gniew, który domagał się wyładowania. 
Pazury cięły raz po raz korę starego dębu... cios za ciosem sprawiał coraz to większą satysfakcję. Gniew marszczył policzki, ukazując długie, śmiertelne kły, błyskały w świetle słońca. Ereden, jak niedźwiedź, stanął dębem na dwóch tylnych łapach i najsilniej, jak potrafił, uderzył w pień, aż większa jej część drewna oderwała się, ukazując wnętrze drzewa. Nie poczuł nawet bólu skręconej kończyny, ale wiedział, że złym pomysłem będzie ponowne uderzenie. Pozostało mu więc dyszeć ciężko... znosić ciążący proces furii, jaki wzmógł u niego pasożyt za sprawą adrenaliny - wręcz buzowała w jego żyłach. 
Uniósł głowę, zerknął na postać, która pojawiła się nagle. Jego oczy, napełnione czernią, wypełnione szaleństwem, które aż wylewało się na porysowane szramami powieki, zarejestrowały obecność Sininen. Cholera! Odwrócił się od niej, próbując powstrzymać dalszy wybuch furii. Nie chciał, aby widziała go w takim stanie. Nie potrafił. 

<Sininen?>

 PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1130
Ilość zdobytych PD: 565 + 200% (1130 PD) 
Obecny stan: 1695 PD

wtorek, 26 lipca 2022

od Sininen cd Eredena~ "Tam, gdzie opadnie bitewny pył"

Jedną z umiejętności, które w stopniu niemal dominującym opanowała ze szczenięcych lat, była ta, że wadera miała nadzwyczaj wyczulony słuch, jeśli nie nad wyraz rozwinięty. Dawało to jej dodatkowe punkty przewagi w codziennym funkcjonowaniu i na pewno byłoby to jeszcze lepsze na polu walki. A jednak nie dawała po sobie tego poznać, więc bardzo łatwo można zostać ogłupionym. Pozwalało jej to utrzymywać przewagę i nie dać się zaskoczyć. Nie zmieniało to faktu, ze wewnętrznie była spięta w trakcie picia wody i jednocześnie czując na sobie jego wzrok. Zdawała sobie sprawę, że obserwuje ją od jakiegoś czasu od poranka i już ileś tam dni, jednak nigdy nie dawała mu do zrozumienia, że wie o tym. Nie było to jednak nic w stylu ukazania jej wyższości nad nim, jeśli tak czytelniku możesz odebrać. To był bardziej lęk przed tym, co mógłby zrobić. Tak, twoje podejrzenia są poprawne — Nen nigdy nie przyjęła do wiadomości całą tę przemianę basiora związanego więzami krwi, to mogły być nawet niejako urojenia na zasadzie uśpienia czujności i ponownego zaatakowania. Najwyraźniej miała tak spaczoną przez niego psychikę, że nie szło tego obrócić. Wydawała się nie dawać wiary w zmianę na lepsze, jakby jedno wydarzenie nie mogłoby w takiej sile odbić się na kimś. Cóż za hipokryzja z jej strony.Ciągłe utrzymywanie zajętej głowy pozwalało jej nie myśleć o pewnych kwestiach, które tak zażarcie usiłowała odepchnąć z aktualnie poruszanych od małego, przez co zwyczajnie popadała w pracoholizm i głowa rodziny dawała jej znać, subtelnie proponując zwolnienie tempa lub zrobienie sobie przerwy w działaniu. Z kolei starsza siostra dobitnie dopominała się o zrównoważone tempo pełnionej byle pracy czy treningu przez najmłodszą, ponieważ „zapracuje się na śmierć i co z tego będzie”, jak to nie raz potrafiła powiedzieć. Wadera o elektryzujących oczach potrzebowała czuć się po prostu przydatna i potrzebna, nie wahając się podjęcia kroków, które w imieniu dobra ogółu mogłyby osłabić daną jednostkę.
I co z tego miała? Jej rozpaczliwe chęci poczucia się niezbędną w watasze i w domu skutkowały tym, że w zasadzie wszyscy uważali ją za niezmiernie oziębłą i bezduszną wilczycę, pozbawioną wszelkich ciepłych uczuć czy też mimiki. Nie była głupia czy ślepa — doskonale zdawała sobie sprawę, jak mogła raczej na pewno być odbierana w oczach reszty członków i, co gorsze, niejako w domu rodzinnym również. Mimo głównych starań starszej siostry gasła nadzieja na ocieplenie wizerunku młodszej, nawet w postaci wspólnych babskich wypadów z innymi waderami. A właśnie Sininen tego chciała, tej akceptacji z uznawaniem jej za waderę, a nie chodzącą bryłę lodu. Niestety, najwyraźniej nikt nie był w stanie dostrzec tego, że ta widoczna lodowata twierdza była tak naprawdę sejfem, który zaciekle bronił prawdziwego oblicza Sininen jako tą bardzo wrażliwą, dokładną kontynuacją jej za szczeniaka. Jednak z biegiem czasu tak mocno usiłowała sprawiać wrażenie twardej, że zgubiła klucz do własnego serca i nie potrafiła go w pojedynkę otworzyć, tym samym pozbawiając się do własnej prawdy. Chociaż próbowała i potrzebowała pomocy, każdorazową odrzucała ze strachu na odkrycie, że nie jest taka, na jaką próbuje udawać na każdym zakręcie w funkcjonowaniu. Ot, taki paradoks.

Jednak wróćmy do jego sprawy. W zasadzie już dawno usłyszała od starszej siostry podczas którejś nocy z cichych rozmów między nimi, że w jedynym basiorze pośród całej ich trójki zaszły zmiany przez chorobę i próbuje zaskarbić sobie na uzyskanie przebaczenia za wszelkie swoje przewinienia. Sininen na spokojnie założyła, że nawet sama Chmureczka nie dawała temu wiary na samym początku, ich opiekun za szczenięcych lat pewnie także. Mimo to najstarsza z rodzeństwa czasem wspominała o tym najmłodszej, jak gdyby chciała wpłynąć na jej opinię o nim. Tymczasem nie mówiła jej, że sam nie odważył się z pierwszym krokiem ku niej.
„Powinnaś dać mu szansę” - taki był milczący przekaz Shori, który zawsze wisiał w powietrzu podczas rozmów, gdzie pojawiała się jego persona. Za każdym razem Sininen milczała w oczekiwaniu na zmianę tematu, co również zauważała starsza. Zawsze wtedy wzdychała cicho i faktycznie zaczynała mówić o czymś innym. Ojciec rzadziej niby przypadkiem też wtrącał jakieś informacje o swoim synu podczas samotnych spacerów z córką lub podczas treningów. Zupełnie jakby nie byli świadom tego, co się działo w jego wykonaniu. Postawa Shori zresztą wydawała się najbardziej być nie na miejscu — sama tak wiele razy oberwała psychicznie od niego w obronie młodszej, a teraz próbowała delikatnie zachęcić ją do samego przemyślenia nad wybaczeniem mu? Zresztą, to nie była sprawa Sininen czy starsza w ogóle mu wybaczy, czy też nie, zamierzała uszanować każdą jej decyzję pod tym względem. Tymczasem ona? To akurat śmieszna sprawa: dopóki nie odważy się sam osobiście poruszyć tego tematu, w ogóle nie zamierzała myśleć nad tym. Ten wredny głosik z tyłu jej głowy uwielbiał drwić z jedynego męskiego potomka ich ojca nad jego tchórzostwem, gdyż tylko do niej jeszcze nie poczynił żadnego kroku. Lubował się w tym jego zachowaniu, smakował brak odwagi, napawając się faktem, że nie był absolutnie w stanie zebrać się i przezwyciężyć te emocje. Dobry, sadystyczny byt.

*

- Dosyć na dziś. Zapamiętajcie dzisiejszą sesję treningową i wyciągnijcie z niej wnioski do samodoskonalenia się — ogłosił Naharys po skończonym treningu jak największej liczby członków z części militarnej watahy, którzy okazali się być dostępni. Ereden wraz z kilkoma wilkami nie dało rady się zjawić z powodu innych zajęć pełnionych obowiązków. Tymczasem z obecnymi prowadził mieszane walki z wyłączeniem użytkowania zdolności magicznych. Mówiąc kolokwialnie, było widać w jego oczach dumę z córki, która zwyczajnie dała radę pokonać każdego poza nim samym.
Nen otarła kropelki śliny z kącików ust podczas normowania oddechu, kosmiczny ogon delikatnie podrygiwał w związku z tymi emocjami. Nawet nie zwróciła uwagi na, to kiedy stała się silniejsza w bezskrzydłej formie, czego dowodem było spranie niemal wszystkich obecnych. Swoją drogą, była ciekawa na obecnie osiągnięty poziom w przypadku walki w prawdziwej formie, być może kiedyś się odważy pojawić tak na grupowych zajęciach. Tymczasem niemal słyszała myśli części wilków odnośnie do jej, że niby jest strategiem i należy do powietrznego zwiadu "a tu taki koks". Ich zaskoczenie musiało być ogromne z uwagi na to, iż pierwszy raz mogli zobaczyć ją w akcji i to grupowej.
- Świetna robota — pochwalił ją ojciec, kiedy zostali sami po odejściu reszty. - Nawet nie wiesz, z jaką radością oglądałem twój pogrom.
- Ciebie nie pokonałam — powiedziała swoim cichym głosem.
- Nie, ale byłaś na dobrej drodze. Zauważyłaś, jak długo tym razem walczyliśmy? Gdybyśmy dzierżyli te same gabaryty albo mocno zbliżone, czułbym się zagrożony i całkiem prawdopodobnie bym przegrał. Ale wiesz co? Z uwagi na twoje rozmiary i obecne umiejętności, jesteś już trudnym przeciwnikiem. - Uważnie przedstawił jej swoje spostrzeżenia.
- Urosnąć, już nie urosnę — podsumowała. - Jeszcze nie jestem dość silna.
- Nie jesteś dość silna? Córuś, zdajesz sobie sprawę, co tu zrobiłaś? W zasadzie zniszczyłaś wszystkich obecnych zmilitaryzowanych członków watahy. Mogę się założyć, że z nieobecnymi postąpiłabyś tak samo. Stałaś się potworem w walkach — dodał z czułością.
- Mówisz to jako komplement, ale w ustach starszej siostry zawsze brzmi to, jak strach — zauważyła, po czym delikatnie się uśmiechnęła na usłyszenie śmiechu ojca.
- Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak zawsze bała się ćwiczyć z tobą starcia i to się nie zmieni. Nie zmienia to faktu, że jestem z ciebie bardzo dumny z dzisiaj. Jesteś strategiem, ale okazałaś się być znacznie lepsza niż wojownicy czy paladyni. Boję się myśleć, jakby to wyglądało, gdybyś jednak poszła w karierę wojaka — dodał żartobliwie i delikatnie położył łapę na jej barku. Udało mu się usłyszeć od niej ciche parsknięcie.
- Wciąż mi daleko — powiedziała po chwili.
- Jestem dumny z twojego myślenia o cały czas szkoleniu się, ale pamiętaj Sini, już jesteś świetna. Musisz też odpoczywać. Chodź, wróćmy na kolację.
- Kiedy ja nie cierpię leniuchować. Zawsze muszę coś robić — odparła cicho już podczas wspólnego kierowania się do domu.
- To się nazywa pracoholizm — zażartował ojciec, którego sierść zaczynała przybierać ciemniejsze barwy w związku ze znikaniem słońca z linii horyzontu. - W końcu znajdę ci jakieś zajęcie, które cię odpręży, a mnie uspokoi.
- Powodzenia — sama zażartowała kilka metrów przed wejściem do jaskini rodziny.
Shori przywitała ich z radością i od razu zapytała o przebieg zajęć. Ereden też był w środku, jednak on tkwił po uszy w materiałach od ich ciotki i w zasadzie nie było możliwości kontaktowania się z nim, ojciec trafił na żelazną ścianę oporu. Najwyraźniej w genach jego dzieci leżała kwestia, że nie było mowy o nawiązaniu z nimi kontaktu podczas głębokiego pogrążenia się w myślach bądź nauce.
- Naprawdę? Wszystkich, poza tobą tato? - Najstarsza wręcz nie mogła uwierzyć w to, co miało miejsce na terenie ćwiczebnym i co w dodatku przegapiła. Ojciec pokiwał głową podczas przeżuwania swojego kawałka.
"Nie jestem dość dobra. Nic nie straciłaś" - chciałaby rzec, ale powstrzymała się, gdyż mogłoby to zostać odebrane jako żebranie o atencję, czego nienawidziła. Dlatego pozostawała cicha, skupiając się na jedzeniu i jedynie myślała nad chłodnymi okładami na swoje zdobyte siniaki czy drobne rany.
- I tak sobie pomyślałem, by cała wasza trójka spróbowała się zmierzyć ze sobą bez użycia magii — dodał Naharys.
Shori zadławiła się kawałkiem mięsa na usłyszenie tego. Po otrzymaniu pomocy w postaci energicznego poklepywania przez Sininen rzuciła ojcu spojrzenie pełnego czystego terroru.
- Mowy nie ma! Nie, nigdy, zapomnij!- Zaraz zaczęła wymachiwać łapami. - Co ty mi tak podle życzysz?
Udała płacz, ale zaraz się roześmiała.
- Tato, kocham cię, ale nie ma bata, żebym się z nimi zmierzyła, a co dopiero z tobą. Jak już Sini łoiła mi tyłek już na samym początku, teraz chcesz mnie pozbawić resztek nadziei o własne zdolności samoobrony? Po tym, jak dziś zmiotła wszystkich poza tobą?
- Nie mów tak, jakbym była, jakimś nie wiadomo jakim trudnym przeciwnikiem — wtrąciła cicho ciemna młodsza wadera, nie chcąc przy tym zaniżać samooceny siostry. - Sama masz spory potencjał, jedynie za każdym razem walczysz mechanicznymi sztywnymi ruchami, jak utartym schematem. Siostro, jestem pewna, że jak nauczysz się wyswobodzenia z tego, sama będziesz ciężkim orzechem do zgryzienia.
- Twoja siostra ma rację — wtrącił Naharys. - To twój największy problem, ale spodziewam się, że dasz radę się przełamać przez niego. Potrzebujesz czasu i odpowiednich kroków do osiągnięcia tego celu. Dlatego walczenie przeciwko różnym wilkom, a nie przeciw tylko jednego cały czas, jest tak ważne. Z tego powodu uważam, że jeśli będziesz miała wolny dzień, zorganizowałbym ponownie dzisiejsze mieszane starcia, to daje większe pole widzenia manewru sposobu radzenia sobie w różnych sytuacjach przez inne wilki i zbieranie doświadczenia.
- Zresztą, jedynymi zasadami było zakaz używania magii i jedynie dążenie do znokautowania przeciwnika, bez niebezpiecznego ranienia — dodała cicho najmłodsza z rodziny.
- Naprawdę? Tylko to? - Zapytała się bez przekonania starsza z sióstr.
- Gdyby było inaczej, Sininen miałaby poważne rany na ciele niż spore siniaki i otarcia — potwierdził Naharys.
- Zawsze możesz na razie tylko obserwować, jeżeli na razie nie chcesz brać udziału — dodała bezskrzydła wadera.
- Zastanowię się. - Powiedziała z wahaniem, by zaraz dodać z całą pewnością w kierunku Sininen. - Ale z tobą nie chcę walczyć. Daj mi zachować resztki godności.
- Ale przecież może akurat uda ci się mnie trafić — powiedziała, chcąc ją pocieszyć, co spotkało się z jękiem Chmureczki.
- Niedługo wrócę — powiedziała, wstając ciemna po skończonym posiłku. W oczach ojca zabłysnęło pytanie, czy chodziło jej o schłodzenie tych większych siniaków, co potwierdziła kiwnięciem głowy. W chwili wychodzenia z pieczary usłyszała, że pewien ktoś w końcu wygrzebał się z notatek i dotarło do niego powrót ojca, jednak nie usłyszała tego. Nen już truchtała do swojego sprawdzonego kąta, gdzie od razu weszła w średniej głębokości rzekę o wyjątkowo spokojniejszym nurcie, który jednak dalej był żwawy. Chłodna woda obmyła jej nieco obolałe ciało, które dopiero zaczynało doskwierać, gdy momentalnie poczuła ból przeszywający jej wnętrze. Momentalnie wyrzuciło ją do oryginalnej formy i poczęła gwałtownie wymiotować krwią wprost do rzeki, skrzydła ciężko jej opadły w koryto, pysk również pogrążył się w cieczy. Dopiero po zakończeniu wyrzucania z siebie płynów, udało się jej wygrzebać na brzeg i tam opaść, żeby z trudem oddychać, po tym, co właśnie miało miejsce. Poczuła się tak momentalnie wypompowana, że wiedziała o jutrzejszym nie zmienianiu wyglądu na nabyty, akurat mogła spędzić ten czas we własnych zwojach.
Nawet nie wiedziała, że to dopiero początek zachodzących w niej procesów.

*

Nie była nawet pewna, kiedy ani jak dotarła do jaskini, gdyż świadomość zawitała do niej dopiero następnego dnia, bezpośrednio przed śniadaniem. Podniosła głowę i przetarła sobie ślepia, co wykorzystał Naharys na podejście do córki.
- Miło widzieć na twój głęboki sen — powiedział z uśmiechem. Miał rację, to nie wydarzało się często, raczej ekstremalnie sporadycznie, na tyle, że mogła policzyć na jednej łapie ile razy spała tak mocno. - Dziś praca w domu?
- Tak — wstała w celu przeciągnięcia się. Ojciec zauważył zależność powrotu do normalnego wyglądu ze skrzydłami u córki, która w takie dni nie zamierzała wychodzić do innych wilków. Zupełnie jakby dalej się wstydziła, jaka naprawdę była i wolała się ukrywać z tą prawdą przed resztą.
- To do wieczora! - Nim się zorientowała, Shori już opuściła ich jaskinię w celu objęcia swojej warty. Nen była aż pod wrażeniem prędkości siostry, którą potrafiła osiągnąć przy wybieraniu się do swoich obowiązków. Że też nie widzi, że to byłaby świetna karta przetargowa w przypadku wdrożenia tej szybkości przy ćwiczeniach walki, ponieważ mało kiedy używała tej zdolności, przynajmniej w przypadku ćwiczenia z Sininen.
Nim się zorientowała, ojciec również wyszedł z jaskini, tym samym pozostawiając dwójkę rodzonego rodzeństwa w środku. Nie zamierzała poddać się niespokojnym myślom na ten temat, dlatego jednym skrzydłem przysunęła swoje niezbędniki do samodoskonalenia, a drugim wygładziła część z piaskiem, na której robiła prowizoryczne rysunki, żeby od razu pogrążyć się w nauce przy zachowaniu skrytej czujności przed Eredenem po drugiej stronie jaskini, który sam wydawał się pogrążony we własnym studiowaniu informacji.

Ereden?

PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 2213 
Ilość zdobytych PD: 1105 + 20% (221 PD) za długość powyżej 2000 słów 
Obecny stan: 1326 PD

wtorek, 5 lipca 2022

Od Ereden'a do Sininen ~ Tam, gdzie opadnie bitewny pył


 Nutka, która mi dała inspiracyjnego kopa 

Niby uważa się za odważnego, porywczego, pełnego śmiałości, wydawało mu się, iż jego upartość dorównać może tylko siła w mięśniach i umyśle. A mimo tego, ze smutkiem stwierdzał, że nigdy nie odważy się wykonać tego jednego kroku. Kiedy czuł, że jest zbyt słaby, pozostawało mu tylko siedzieć i obserwować. Jego najmłodsza siostra nie zdawała sobie sprawy z jego obecności, siedziała przy spadzistym brzegu spokojnie płynącej rzeki, w spokoju gasząc pragnienie. Była w swojej zmienionej, bezskrzydłej formie, z jej punktu widzenia, będącej niewątpliwą izolacją od tej pierwotnej. Wyraz na pysku Ereden'a nie zmieniał się długo, przyglądał się waderze z tym samym, znajomym u niego grymasem; usta pozbawione uśmiechu, wydatne policzki zastygłe w bez ruchu, jakby sparaliżowane, choć w głębi siebie czuł, że musi w końcu postąpić ten krok. Nie był już tym samym, przesyconym nienawiścią i gniewem szczeniakiem, nie czuł już do Sininen tego, co można by nazwać... odrazą. 

Uwierz mi, drogi czytelniku, łapy go świerzbiły - aby w końcu podejść i rzucić siostrze w pysk... no to może zbyt agresywne stwierdzenie - powiedzieć prosto w oczy, jak bardzo mu przykro. Przykro mu zrujnowanych przez niego jej szczenięce lata. To czas, kiedy powinno się czuć beztroską radość z życia, pełnego przygód i niezapomnianych chwil. A jedynie, co wadera zdołała z tego wyciągnąć, to łzy, ból psychiczny i kompletnie zaniżona samoocena. 
Nie czuł się dumny z tego, co czynił w jej życiu, brat nienawidził siostrę - dopiero choroba otworzyła mu oczy, dała wgląd na to, jakim okrutnym potworem był dla Sininen.
~ Myślałeś o wstręcie, gdy patrzyłeś na swoje siostry! - Omamie głosy dręczyły go nawet we śnie, bo kiedy zamykał oczy, pod powiekami rozrysowywały się mu demoniczne kontury "Satysfakcji" dorosła wersja jego samego. W blasku i mroku, widział zarys jego długich, morderczych zębów, które bez oporu wbijały się w skórę jego siostry, krew strumieniem cieknąca mu brodzie, brudziła kamienistą nawierzchnię jaskini. Zapach juchy i odgłosy rozrywanego mięsa, wkomponowanego w melodię trzaskających kości. Nigdy nie wrzeszczał, gdy wybudzał się z koszmaru. Mięśnie napinały się mocno, niby zmęczone, jakby po ciężkim treningu, a kiedy spoglądał na śpiące spokojnie Shori i Sininen, całe i zdrowe, co najważniejsze, bezpieczne, Ereden ronił kilka łez, drżąc przy tym, jak mały skrzywdzony basiorek. Po prostu zakrywał łapami nos i kwilił - dla niektórych może wydawać się to żałosne, godne śmiechu i pogardy. Prawda jest jednak taka, iż zamiast tak się czuć, jego wnętrze trawił żal. Niczym kwas albo płomień. 
~ Przestań! Przestań to robić! - słyszał te słowa za każdym razem, gdy wybudzał się z koszmaru. 
Wtedy zazwyczaj szukał spokoju i wyciszenia nad ospale płynącym nurcie rzeki. Melodia szumu wody, rozbijającej się o wystające głazy. Spokój też przynosił mu widok płynących w stronę odpływu sumów, które od czasu do czasu, wynurzały swoje wąsate pyski. Pobliska orkiestra świerszczy, nawoływanie sowy w oddali, skrytej wśród mroku drzew - ogólne odgłosy natury, to wszystko, co mu było potrzebne, aby otrząsnąć się ze strachu. Lubił także przesiadywać nad brzegiem czarnego źródełka, nad którym pochylała się samotna topola. Basior lubił zanurzać się w jej cieniu, opierając się plecami o grubą korę i czekać, aż sen ponownie znuży jego powieki. Sielankowy spokój zazwyczaj był przerywany wizytami jego ojca, który niepokoił się nieobecnością syna, kiedy budził się wczesnym rankiem, aby przygotować się do treningu. Ereden często, budząc się, widział zmartwienie w oczach Naharys'a - a to też wzbudzało w nim poczucie irracjonalnego poczucia winy. Wydawało mu się, że nawet dla ojca bywa wielkim rozczarowaniem... albo to tylko jego absurdalne wymysły. 
- Powiesz mi w końcu, co się z Tobą dzieje, synu? - zapytał pewnego dnia Naharys. 
- Nic. - rzekł Ereden. Naharys wyczuł kłamstwo po tym, jak Ereden odwrócił głowę, z głęboko rysującym się zażenowaniem na pysku. 
- Przecież widzę, że coś nie gra - ojciec trzymał się swej pozycji i nie ustępował łatwo. Podszedł, pewny siebie, usiadł po prawicy syna, zmierzył go uważnym wzrokiem. - Nie okłamuj mnie. 
- Po prostu, nie chcę o tym rozmawiać! - odparł Ereden. Jego ton wydawał się rozdrażniony i nic dziwnego, bowiem młody, już od jakiegoś czasu, układał sposób na problem, który według niego, wydawał się niemożliwy do rozwiązania; Pogodzić się z Sininen. Doskonale wiedział, że owa sytuacja wymaga czasu i poświęcenia, zdawał sobie sprawę, że ze starszą siostrą nie pójdzie mu tak łatwo, jak z Shori. Od ponad dwóch miesięcy próbował zbliżyć się do Sini - efekt był, jak można się domyślić, nie był zachwycający. Sininen, na każdą propozycję rozmowy bądź nawiązanie rodzinnych relacji, odtrącała oschle i traktowała zimnym spojrzeniem - gdyby wzrok mógł zabijać, Ereden już dawno użyźniałby glebę, dwa metry pod powierzchnią. 
- Synu - odparł ojciec. Jego ton zmienił się diametralnie. Już nie dźwięczał tak troskliwie i ciepło, lecz stanowczo i poważnie. Jakby w tym momencie nie przemawiał do niego ojciec, lecz Kapitan. - Możesz mi powiedzieć, to ułatwi nam obu sprawę. Ja dowiem się, o co chodzi, aby w razie możliwości, wspomóc cię, a tobie ulży na sercu. 
- Wspominałeś, że w razie możliwości, wspomożesz mnie - mruknął Ereden, kręcąc głową. - Lecz nie wiem, czy jest ktoś, kto jest w stanie mi pomóc. Zwłaszcza ty, tato. 
Ereden, w tamtym momencie mógł spodziewać się wszystkiego, nawet karcącego krzyku ojca, bo lubił karać za podobne odzywki, lecz nie tego, że wybuchnie nagłym śmiechem. Naharys po prostu zadarł głowę do tyłu i zaśmiał się z szeroko otwartym pyskiem, jakby przed chwilą usłyszał od syna bardzo dobry żart. A kiedy przestał, na jego twarzy ponownie pojawiła się powaga, zimna i bezlitosna. W bursztynie jego oczu zachowały się ciepłe płomienie. Troska i ojcowska miłość. 
- Jesteś moim synem. Wiedz, że zrobię wszystko, aby Ci pomóc. Ale nie pomogę Ci, jeśli nie wiem o co chodzi. Mów więc. 
- Chodzi o Sininen. - zwierzył się w końcu Ereden, choć w głębi, nie wiedział sam, czy dobrze zrobił, że otworzył przed ojcem swoje problemy. Zazwyczaj rozwiązywał je sam, lecz stojąc przed obliczem jednego z nich, czuł się bezsilny. Mały i bezbronny. 
- Ah. Nie dziwię Ci się. Dawałeś jej popalić za szczeniaka. - stwierdził ojciec. Ereden zmarszczył czoło, wyczuł w tonie ojca oskarżenie, choć ze strony Naharys'a brzmiało to kompletnie inaczej. 
- Jeśli twoja pomoc ma polegać na dołowaniu mnie, to już wolę, abyś zostawił mnie w spokoju. - powiedział zrażony Ereden, nie spoglądając na ojca. 
- Nie chcę cię zdołować, niech mnie bogowie pokarają, jeśli kłamię - odparł Naharys, kręcąc głową. Uniósł powoli łapę, czule owinął syna pod szyję i przygarnął do siebie. Młody posłyszał spokojny rytm serca i ciepło piersi ojca. - Wybacz, jeśli cię tym skrzywdziłem, synu. 
- Nic się nie dzieje. - odpowiedział Ereden. 
- A jeśli chodzi o sprawę z Sini... 
- Tak? 
- Daj jej chwilę - odparł po dłuższej chwili milczenia, którą Naharys poświęcił na obserwacji samotnie płynącego nartnika po powierzchni ciemnej wody źródła. - Odkąd wasza matka zaginęła, wydaje się być roztrzaskana. Staram się ją jakoś poskładać, ale z marnym skutkiem i tobie radzę, nie wyręczaj mnie w tym, bo uwierz mi, przegrasz starcie. Sini po prostu... potrzebuje czasu. Próbuję uszczęśliwić ją wspólnym treningiem, spacerami czy podróżami, ale zawsze gdy spoglądam jej w oczy, widzę tylko... hmmm... obojętność? Sam nie wiem, jak to nazwać. 
- Jak do tej pory, skutecznie skrywała swoje uczucia. - odezwał się Ereden spokojnym tonem. 
- Przede mną, synu - Naharys uniósł łapą jego podbródek, aby pochwycić kontakt wzrokowy z synem - nie ukryje się nic. Możesz ukrywać emocje, choćbyś nie wiem, jak się starał, twoje oczy powiedzą mi prawdę, a tym bardziej łzy. Oczy i łzy nie potrafią kłamać. 
- Co mam więc zrobić?! 
- Powiedziałem już - Naharys wypuścił syna z objęcia - daj Sininen czasu. 

***
 Ereden uniósł leniwie głowę znad starego woluminu - opisującego morfologię i działanie posoczniarza - strzelił kręgami w szyi, aż miło i ziewnął przeciągle. Potem drugie, co zrobił, to wyjrzał na granatowiejące niebo przez otwór w sklepieniu - przez który odprowadzany był dym z paleniska - i stwierdził, że to już czas spać. Lecz zanim ułoży się do snu, pomyślał o ciepłej kąpieli - wydawać się mogło, że to jego jedna z najbardziej znienawidzonych czynności w rutynie, lecz ojciec skutecznie wpoił mu do głowy podstawowe zasady higieny - i wtedy do jaskini weszła Sininen. Nie uraczyła go nawet przelotnym spojrzeniem, potraktowała go niczym powietrze, minęła bez słowa. Basior wcale się jej nie dziwił. Miała prawo go nienawidzić, ale na bogów ~ Wiem, że nie istniejecie - nie można do końca życia gniewać się o jedno. 
~ Daj Sininen czasu - przypomniał sobie słowa ojca, jego głos odezwał się w jego głowie, jakby Naharys był tuż obok niego. Usłuchał i nawet nie myślał już o tym, aby podejść do siostry. Spuścił wzrok, udając że zajmuje się lekturą.

           "Posoczniarz zalicza się do grona śmiertelnie trujących roślin z rodziny psiankowatych, najszerzej rozpowszechnionych na południowych i wschodnich krańcach kontynentu. Liście, kształtem podobne do grotu strzały, magazynują w sobie ilości trucizny, odpowiednio dużo, aby powalić dorosłego jelenia. Toksyna z przerażającą prędkością i skutecznością paraliżuje ośrodkowy układ nerwowy, doprowadzając do śmierci ofiary poprzez uduszenie. Są to rośliny obupłciowe, rzadko zdarzają się te, wyposażone w męskie gamety. Kwiat uformowany jest z pojedynczego, grubego płatka, uformowanego w szeroki dzban z umiejscowionymi na jego środku pręcikami. Po sukcesywnym zapyleniu, wyrasta i rozwija się pojedynczy owoc o słodkim, łagodnym smaku.,,"

Sininen westchnęła ciężko, jakby zmęczona po całym dniu nauki i treningu. Słyszał o jej osiągnięciach w dziedzinie strategii wojennej, wiedział że jest w tym dobra. Zatracała się w dalszej nauce, chłonęła wiedzę, niczym młody kormoran soczyste ryby. Wydawać się mogło, że właśnie w ten sposób próbuje zakłócić dojmujący w jej wnętrzu żal po stracie matki. Ereden również go czuł - pomimo, że była dla niego strasznie surowa, za to, jak traktował Sininen za szczeniaka, brakowało mu jej bardzo. Matka to najwyższa świętość, szanować i kochać ją trzeba. Oraz dobrze wspominać. 
Zakłuło go nieprzyjemnie w sercu, kiedy pomyślał o Pinie - może to ukłucie tęsknoty? Sininen przesunęła coś po nawierzchni, dźwięk podsuwał mu, że to kamienne naczynie, wypełnione jakimś naparem - melisy i koziołka z tego, co podpowiadał mu węch. Środek uspokajający, który też dobrze wspomagał sen, jeśli wierzyć naukom Cioci Lonyi. 
~ Nie zamierzam reagować. Jeszcze nie - mruknął w myślach basior i z takową intencją, wstał, bez słowa wszedł do odnogi jaskini, gdzie mógł w spokoju zażyć kąpieli. 

<Sininen?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1634
Ilość zdobytych PD: 817 + 5% (41 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 858