Rok przeleciał niczym w mgnieniu oka, stanowczo za szybko dla co niektórych, którzy nie byli w stanie się z tym faktem pogodzić. Było bardziej niż pewne, że ojciec pewnej gromady w liczbie sztuk trzech musiał przyswoić fakt, że jego dzieci nie są już malutkimi puchatymi pełnej słodyczy (oraz ciętego języka po mamusi), a pełnoprawnymi dorosłymi wilkami, które zamiast słodkich stały się dojrzałe i piękne w tym swoim osiągniętym cyklu życia (do tego momentami także pyskate, również po mamusi). Chociaż mieszkali w dalszym ciągu we wspólnej rodzinnej jaskini, byli pogrążeni we własnych sprawach, każdy żył swoim życiem.
Nie w sposób było wyobrazić sobie zaskoczenie bezskrzydłej wadery na usłyszenie tęsknoty w głosie starszej siostry za czasami dzieciństwa, które najwyraźniej bardzo jej ich brakowało. Kiedy wszystko było prostsze, co?
- Wiesz… wiem, że Cię to raczej nie bawi, ale czy mogłybyśmy pozbierać razem muszelki i bursztyny? Może znajdziemy coś ciekawego. Plaża jest dość rozległa i chyba nigdy jeszcze nie przeszłyśmy jej całej wzdłuż i wszerz.
Czy Chmureczka czuła się zaniedbana więzią, które obie dzieliły między sobą? Jakże do tego mogło dojść? Przecież stojąca tu ów Chmureczka zasługiwała na wszystko, co najlepsze! Sininen od zawsze powtarzała sobie w duchu, że świat może się walić, wilki srać, ale jej siostra będzie po wieki wieków amen szczęśliwa.
Mniejsza spojrzała w stronę bezkresnego horyzontu, przypominając sobie wiele chwil, które podzielały harmonicznie ich młode serca. Wspomnienia grały własną piękną melodię, które jedynie one były w stanie usłyszeć i pojąć cały ich sens. Pozwoliła sobie przymknąć na krótką chwilę oczy, doskonale słysząc, chociażby radosny śmiech starszej siostry na łące pełnej kwiatów podczas plecenia wianków i założenia sobie nawzajem kolorowych koron, których zapach wzbogacał powietrze tamtej pory roku. W końcu odwróciła głowę ku białej samicy z łagodnym, acz bystrym spojrzeniem.
- Myślę, że... to świetny pomysł. Jak zawsze, siostro.
- Naprawdę? Nie masz nic przeciwko? Nie musisz iść w sprawach zawodowych? Masz "czas wolny"? - Zaskoczenie w głosie Shori było więcej niż namacalne. Nic dziwnego: całą rodzina była naocznymi świadkami, jak najmłodsza pracuje bez przerwy, jak jakaś chora maszyna. Nawet nie musiałaby się zakładać jaki "pieszczotliwy" pseudonim do niej przywarł od pracoholizmu. Nen tymczasem w dalszym ciągu nie uważała się za dostatecznie dość dobrą, dlatego pozostawała dla siebie w pełni surowa w tematach kształcenia się dla stawania się przykładnym i przydatnym członkiem watahy.
- Oczywiście, że nic nie mam przeciwko. - Odparła spokojnie ta młodsza z wader. - Uszczęśliwi cię to, prawda?
- Tak — potwierdziła biała, skinąwszy głową bez zrywania kontaktu wzrokowego.
- Zatem tym bardziej się zgadzam.
- Nigdy nie zrozumiem twojego toku rozumowania. - Shori odezwała się teatralnie, wzdychając po chwili ciszy. Zaraz jednak zaśmiała się tak czysto perliście, że Nen sama lekko się uśmiechnęła na usłyszenie tego raju dla uszu. - No to co, Sini? Chodźmy!
- Mamy trochę do przejścia — zgodziła się z nią cicho młodsza.
Na plaży nie było nikogo, a nawet jeśli, nikt nie byłby w stanie naruszyć ten bliski moment obu sióstr między sobą, zupełnie jakby odcięły się od rzeczywistości i znalazły się we własnym świecie. Nic innego nie liczyło się dla nich jak oglądanie radosnego wyrazu na pyszczku u drugiej, ciesząc się słodką chwilą. W takich chwilach jak ta, siostry nie widziały świata poza sobą, co tylko dodawało wyjątkowości ich zamiłowania do siebie, nawet jeśli nie był jednej krwi. Sini zawsze powtarza, że Shori jest jej prawdziwą siostrą i nie zawaha się niczego w celu obrony jej oraz godności. Shori nawet raz zażartowała po treningu z nią i usłyszeniu tych słów, że mniejsza stanowi jednoosobową brygadę rozwalającą i współczuje każdemu, kto będzie ją miał za wroga — już pal licho sześć, że ojciec jednego razu po usłyszeniu raz jej pyskatości stwierdził po prostu, że bardzo wdała się w matkę (podobno aż mu się łezka zakręciła).
Chociaż myśli błądziły po umyśle młodej, nie zadręczała się nimi w tamtym momencie. Widok rozweselonej Shori, która dosłownie wyglądała, jak rozciągnięta wersja siebie za szczeniaka było jedynym jej obrazem. Kto by pomyślał, że mimo ładnego dorośnięcia już, skubana będzie miała swój moment powrotu do dzieciństwa. Początkowo szła, jak na dojrzałą waderę przystało, by już po kilku minutach biec przed siebie z donośnym śmiechem i skakać nad wodą.
- Co ja z tobą czasami mam — powiedziała cichym żartobliwym tonem podczas słuchania pisków starszej podczas skakania nad falami.
- Oj, nie bądź taka Sini! Nie możesz być wiecznie sztywna!
- Że ja jestem co?
- Sztywna! Też musisz trochę się zabawić! - Mówiąc to, Shori wycelowała w nią swoim skrzydłem. - Nawet nie wiesz, jak mnie świerzbi czasem, żeby cię prawie wytargać na spotkanie czy drobną imprezę. Jesteś młoda, piękna i piekielnie zdolna, tylko nie dostrzegasz tego! Osobiście dopilnuje tego, żebyś też miała trochę radochy w życiu.
- To zabrzmiało trochę jak groźba, zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? - Sini zapytała bez pardonu.
- Bo tak jest — odparła równie bezpośrednio druga.
- Och?... Siostro, co ty... Siostro, proszę! Nie!
Nie spodziewając się, że starsza ją prędko dopadnie, zaraz była ciągnięta w stronę wody. Shori naturalnie ignorowała jej dźwięczne protesty, dziarsko ciągnąc młodszą z suchego lądu, by na końcu ją dosłownie rzucić w morską pianę, skutecznie przy tym ją mocząc do cna.
- Zatem wszystkie chwyty dozwolone, co? - Kiedy wynurzyła się, z ociekając zewsząd z niej wodą i tym spojrzeniem, Shori odebrała to jako jedyny sygnał do brania łapy za pas, gdyż mogła tylko się domyślać, co młodsza jej zrobi w zamian za ten jakże uroczy gest.
- Przapraszaaaaam! Nie rób mi krzywdyyyyy! - Piszczała starsza podczas ucieczki od Sini. Oczywiście obie wiedziały, że nigdy sobie krzywdy nie zrobią, jednak dopadła je taka euforia, że było słychać tylko piski tej białej.
Było chyba jasne, że w biegu czy byle prędkości, Shori nie miała szans z Sini, która wówczas jej to dobitnie przypomniała — ona również dosłownie rzuciła siostrę w większą nadchodzącą falę.
- Zboczyła nieco z zamierzonego kursu — niższa powiedziała cicho do siebie, oglądając jak ostatnie z piór w skrzydłach siostry, znika w wodzie. Odliczyła równo trzy sekundy i idealnie o czasie Shori wynurzyła się. Zaraz podjęły dalszą zabawę.
W końcu ogłosiły remis, czy raczej zawieszenie broni, żeby móc legnąć sobie na piasku w celu podsuszenia się. Naturalnie umilały sobie czas rozmową, choć raczej to Shori mówiła, a Sini przysłuchiwała się jej, ale nie miał nic przeciwko temu staremu rozłożeniu. Kiedy w końcu futra w pewnej części podeschły, ponowiły przechadzkę po plaży, tym razem bardziej po piachu. Linia brzegowa miała bardzo ładne rzeczy do zaoferowania, przez to obie po dobrym kwadransie miał w małych kieszonkach trochę kolorowych muszelek różnej wielkości oraz kilka bursztynów.
- Już widzę nas w naszyjnikach z tymi cudeńkami — odezwała się uroczo, bo dziecięco, Shori.
- Do twarzy ci w nich będzie — potwierdziła cichym głosem Sini.
- To jak, siadamy do tego?
- Ja odpadam. Dobrze wiesz siostro, że moje zdolności manualne w tych kwestiach są okropne. Pamiętasz tamto plecenie wianków?
- Oj Sini, na pewno się poprawiłaś!
- To moja słabość przez życie. Nic się nie zmieniło, próbowałam — dodała, cicho parskając.
- Nie daj się prosić, no chodź. Na pewno nie będzie tak źle, a poza tym, liczą się chęci.
Już kilkanaście minut później obie podniosły głowy znad prób zrobienia naszyjników ze znalezionych morskich skarbów.
- Wow... Okej, nie kłamałaś. - Powiedziała Shori, spoglądając na wszystkie próbne muszelki, obecnie porozwalane całkiem.
- Mówiłam — Nen wzruszyła ramionami. Całe szczęście nie użyła tych ładnych sztuk. Spojrzała za to na naszyjnik starszej siostry. - Całe szczęście ty masz artystyczne łapy za nas dwie.
- Ach tak?
- Oczywiście — kiwnęła głową. - Każda twoja ręczna robótka jest piękna.
- Sini! - Shori pisnęła i jak za starych dobrych czasów, rzuciła się na szyję młodszej siostry, która nie miała nic przeciwko temu zachowaniu, gdyż znała postępowanie białej oraz była do niego przyzwyczajona. Kiedy wyższa nieco się cofnęła, obie zachichotały cicho.
- To jak, idziemy dalej przed siebie? - Zapytała Nen najdroższą krewną.
<Shori?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1255
Ilość zdobytych PD: 627 + 200% (1254 PD)
Obecny stan: 1881
Newsy
:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oszroniony ogień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oszroniony ogień. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 listopada 2022
środa, 22 czerwca 2022
Od Shori cd. Sininen ~ Oszroniony ogień
Plecenie wianków to naprawdę fajny pomysł. Gdy zbierałam niebieskie oraz fioletowe kwiatki, myślałam nad tym, czy będą się one odpowiednio komponować z futrem Sininen oraz Noitera. Gdy w końcu skończyłam zbierać spory pęczek roślinności, okazało się, że w zdecydowanej większości znajdowały się w niej chabry wraz z fiołkami. Zebrane rośliny podzieliłam na dwa bukieciki i przygotowałam je do plecenia. Usiadłam koło Noitera i czekając jeszcze na Sini zaczęłam pracę nad wiankiem dla Noitera. Usłyszałam od Cioci Lonyi, że fiołki mają jakąś fajną symbolikę, ale nie ważne, jak długo myślałam, nie potrafiłam sobie jej przypomnieć. Ostatecznie stanęło na tym, że są w bardzo ładnym, delikatnie fioletowym kolorze.
Czas zleciał dość szybko i nim się obejrzałam, miałam skończony wianek dla basiora i byłam w połowie wielokwiatowej korony dla Sininen. Widząc jednak niemą irytację, a także skupienie na pyszczku Kropelki, podeszłam do niej i zapytałam
– Jak Ci idzie? Wszystko okey? – Podeszłam, przyglądając się nieco poturbowanym kwiatom. ~Oj nie za bardzo~ pomyślałam, jednak nie dając po osobie tego poznać, uśmiechnęłam się pokrzepiająco do młodszej i zabrałam się za tłumaczenie jej krok, po kroku, jak można to sprawnie naprawić. Po około 15 minutach, w łapkach młodszej znajdował się delikatny wianek. Słowa pochwały padły z pyska basiora, a nim się obejrzałam, stokrotki wylądowały na mojej głowie. Zacięłam się na krótką chwilę, a po chwili rzuciłam się na młodszą z ogromnym uściskiem.
– Dziękuję Sini! – gdy odsunęłyśmy się od siebie, sięgnęłam ogonem, po niebieską koronę i również nałożyłam ją na głowę waderki. – Myślę, że pasuje Ci idealnie. – Powiedziałam z uśmiechem, gdy skrepowana Kropelka zasłoniła pysk. Ponownie skończyłyśmy w wielkim uścisku.
– Awww, jak uroczo razem wyglądacie. – Głos Noitera spowodował, że odsunęłyśmy się od siebie nieznacznie, a ja poczułam na swym pysku wypieki. – Byłyby z Was świetne księżniczki – Dodał szybko. – Zupełnie jak te z bajki o kwiecistych siostrach. Chcecie posłuchać? – Mój wzrok skierowałam na szarą. Waderka przytaknęła nieznacznym ruchem Głowy, na co basior ucieszył się wielce. Ułożył się wygodnie, co i my uczyniłyśmy i już po chwili, w pozycji półleżącej słuchałyśmy ilustrowanej cieniami, historii.
< Skok do teraźniejszości >
Rok minął nam niezwykle szybko, sporo się działo, a nasza wesoła gromadka dorosła. Każde z nas, tak jak tato, miało swoje nowe/stare obowiązki. Nie było źle, lubiłam swoją pracę. Widziałam, że rodzeństwu również nie szło najgorzej. Lecz to już nie były już te same czasy. Taaak. Dzieciństwo już nie wróci… chociaż? Czy musi? Te i inne myśli zawalały mi głowę, w to przyjemne późno wiosenne popołudnie.
– Ziemia do Chmurki! – Szara łapa Kropelki przesunęła mi się kilkukrotnie przed oczyma.
– Tak, tak. Przepraszam, zamyśliłam się. – Uśmiechnęłam się do waderki, wygrzewającej się ze mną na piaszczystej plaży. Oczy Sininen, przyglądały mi się przenikliwie. ~Za dobrze znam to spojrzenie... Nie, nie dam Ci się tym razem.~ Stwierdziłam w myślach, jednak już po krótkiej chwili konfrontacji ze świecącymi oczyma siostry, wymiękłam.
– Ehhh… Dobra już Ci mówię. – Westchnęłam, dostrzegłam, że kąciki ust wadery lekko się podniosły.
– Zawsze to na Ciebie działa. – Zaśmiała się Sini i szturchnęła mnie lekko w bok. Przewróciłam oczami, udając obrażoną, ale nie minęło nawet kilka sekund, a już śmiałyśmy się razem.
– Widzisz Sini. Zastanawiałam się nad ostatnim rokiem naszego życia. – Zaczęłam, gdy obie się uspokoiłyśmy. Dużo się działo, z resztą sama doskonale o tym wiesz, ale… zastanawiałam się, czy nie można by… Wrócić do tych dobrych chwil? – Skupienie na pysku Kropelki zdradzało, iż zastanawia się nad moimi słowami. Nie odpowiedziała mi jednak. – Wiesz… wiem, że Cięto raczej nie bawi, ale czy mogłybyśmy pozbierać razem muszelki i bursztyny? Może znajdziemy coś ciekawego. Plaża jest dość rozległa i chyba nigdy jeszcze nie przeszłyśmy jej całej wzdłuż i wszerz. – Spytałam z nadzieję na wspólne spędzenie czasu jak za dość niedawnych, szczenięcych czasów. Wilczyca zerknęła w dal, na rozległy piaszczysty brzeg naszej watahy. Gdzieś w dali malowały się stare kłody, wyrzucone na brzeg i parę większych głazów. Po chwili Sini odwróciła się, z powrotem do mnie i zaczęła mówić
– Myślę, że…
<Sininen?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 643
Ilość zdobytych PD: 321
Obecny stan: 784
Czas zleciał dość szybko i nim się obejrzałam, miałam skończony wianek dla basiora i byłam w połowie wielokwiatowej korony dla Sininen. Widząc jednak niemą irytację, a także skupienie na pyszczku Kropelki, podeszłam do niej i zapytałam
– Jak Ci idzie? Wszystko okey? – Podeszłam, przyglądając się nieco poturbowanym kwiatom. ~Oj nie za bardzo~ pomyślałam, jednak nie dając po osobie tego poznać, uśmiechnęłam się pokrzepiająco do młodszej i zabrałam się za tłumaczenie jej krok, po kroku, jak można to sprawnie naprawić. Po około 15 minutach, w łapkach młodszej znajdował się delikatny wianek. Słowa pochwały padły z pyska basiora, a nim się obejrzałam, stokrotki wylądowały na mojej głowie. Zacięłam się na krótką chwilę, a po chwili rzuciłam się na młodszą z ogromnym uściskiem.
– Dziękuję Sini! – gdy odsunęłyśmy się od siebie, sięgnęłam ogonem, po niebieską koronę i również nałożyłam ją na głowę waderki. – Myślę, że pasuje Ci idealnie. – Powiedziałam z uśmiechem, gdy skrepowana Kropelka zasłoniła pysk. Ponownie skończyłyśmy w wielkim uścisku.
– Awww, jak uroczo razem wyglądacie. – Głos Noitera spowodował, że odsunęłyśmy się od siebie nieznacznie, a ja poczułam na swym pysku wypieki. – Byłyby z Was świetne księżniczki – Dodał szybko. – Zupełnie jak te z bajki o kwiecistych siostrach. Chcecie posłuchać? – Mój wzrok skierowałam na szarą. Waderka przytaknęła nieznacznym ruchem Głowy, na co basior ucieszył się wielce. Ułożył się wygodnie, co i my uczyniłyśmy i już po chwili, w pozycji półleżącej słuchałyśmy ilustrowanej cieniami, historii.
< Skok do teraźniejszości >
Rok minął nam niezwykle szybko, sporo się działo, a nasza wesoła gromadka dorosła. Każde z nas, tak jak tato, miało swoje nowe/stare obowiązki. Nie było źle, lubiłam swoją pracę. Widziałam, że rodzeństwu również nie szło najgorzej. Lecz to już nie były już te same czasy. Taaak. Dzieciństwo już nie wróci… chociaż? Czy musi? Te i inne myśli zawalały mi głowę, w to przyjemne późno wiosenne popołudnie.
– Ziemia do Chmurki! – Szara łapa Kropelki przesunęła mi się kilkukrotnie przed oczyma.
– Tak, tak. Przepraszam, zamyśliłam się. – Uśmiechnęłam się do waderki, wygrzewającej się ze mną na piaszczystej plaży. Oczy Sininen, przyglądały mi się przenikliwie. ~Za dobrze znam to spojrzenie... Nie, nie dam Ci się tym razem.~ Stwierdziłam w myślach, jednak już po krótkiej chwili konfrontacji ze świecącymi oczyma siostry, wymiękłam.
– Ehhh… Dobra już Ci mówię. – Westchnęłam, dostrzegłam, że kąciki ust wadery lekko się podniosły.
– Zawsze to na Ciebie działa. – Zaśmiała się Sini i szturchnęła mnie lekko w bok. Przewróciłam oczami, udając obrażoną, ale nie minęło nawet kilka sekund, a już śmiałyśmy się razem.
– Widzisz Sini. Zastanawiałam się nad ostatnim rokiem naszego życia. – Zaczęłam, gdy obie się uspokoiłyśmy. Dużo się działo, z resztą sama doskonale o tym wiesz, ale… zastanawiałam się, czy nie można by… Wrócić do tych dobrych chwil? – Skupienie na pysku Kropelki zdradzało, iż zastanawia się nad moimi słowami. Nie odpowiedziała mi jednak. – Wiesz… wiem, że Cięto raczej nie bawi, ale czy mogłybyśmy pozbierać razem muszelki i bursztyny? Może znajdziemy coś ciekawego. Plaża jest dość rozległa i chyba nigdy jeszcze nie przeszłyśmy jej całej wzdłuż i wszerz. – Spytałam z nadzieję na wspólne spędzenie czasu jak za dość niedawnych, szczenięcych czasów. Wilczyca zerknęła w dal, na rozległy piaszczysty brzeg naszej watahy. Gdzieś w dali malowały się stare kłody, wyrzucone na brzeg i parę większych głazów. Po chwili Sini odwróciła się, z powrotem do mnie i zaczęła mówić
– Myślę, że…
<Sininen?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 643
Ilość zdobytych PD: 321
Obecny stan: 784
wtorek, 10 maja 2022
Od Sininen c.d Shori ~ "Oszroniony ogień"
< Akcja dalej toczy się przed "Anatomia obłędu 3 cz." >
Prowadzone od pewnego czasu obserwacje starszej siostry wyraźnie wskazywały, że męczy ją kilka spraw na duszy i sercu, gdyż jej własny blask był osłabiony i pozbawiany życia, czy też siły. Najbardziej było to widoczne nocą, gdy to była dręczona marami sennymi. Najstarsza z trójki przeżywała to być może nawet gorzej w pewnym sensie, gdyż utraciła drugi raz waderę, którą nazywała matką. Do tego doszły coraz bardziej napięte starcia młodszego rodzeństwa, gdzie rozpoczęcie ataku zawsze wychodziło od jednej wilczej persony. Błękitna nie była święta, wiedziała, że ma swoje za uszami, ale nigdy nie rozpoczynała awantury, winą leżała bez dwóch zdań w skrajnie różnych charakterach całej świętej trójcy. To też zauważała. Widziała przeżywane udręki Chmureczki, gdy sama chciała pokazać swoją siłę i możliwość polegania na niej, przy tym również chowając w mroku własne lęki, które miały się objawiać nocami, kiedy nikt nie miał prawa tego widzieć.
A jednak Sininen doskonale widziała to oraz czuła, czego najpewniej starsza za nic nie chciała dać po sobie poznać. Wiedziała, że to musi być to — pod tym względem były bardzo podobne do siebie. Różniło je to, że Shori miała problemy z maskowaniem tego przed kimś innym o podobnych niepokojach oraz fakt, że inaczej ich młode umysły to przetrawiły. Noce spędzane na ukrywaniu bezsenności tylko umocniły najmłodszą, że starsza niemo woła o pomoc, którą również nie chciała oficjalnie wybłagać czy przyjąć. Być może ta chęć pozostania opoką we wcześniejszych próbach rozdzielania młodszego rodzeństwa lub duma nie pozwalały na inne postępowanie. Sini zaskakiwała ją i często nocami otulała i wsuwała między łapki swoją maskotkę, cicho powtarzając w kółko, że to był tylko zły sen.
Teraz gdy ojciec miał na głowie obecny koszmar z pogrążonym w śpiączce jedynym męskim potomkiem i głównie krążył wokół jaskini medyków, siostry tworzyły swój własny świat. Nie zamierzał je zaniedbywać i starał się spędzać z nimi dużo czasu, ale w dużej mierze nie był w stanie odejść myślami od syna, tym samym powierzając opiekę nad córkami w łapy Noitera. Obie nawet nie miały myśli z jakimikolwiek wyrzutami zaniedbania w stronę ojca — Sininen nie mówiła tego wprost, ale podziwiała go i szanowała, gdyż dwoił się i troił, aby otoczyć opieką wszystkie z trojga młodych, bez pomijania mimo dotychczasowych nieprzyjemnych sytuacji. Młoda doskonale zdawała sobie sprawę z jego słusznego postępowania i za to wszyscy będą mu wdzięczni za podjęcie prób i walki o cały sens. To było proste do wytłumaczenia: być może nie zgadzali się we wszystkich kwestiach, ale miała do ojca niezłomny i głęboki szacunek.
Nigdy nikomu nie powie, że nawiedzały ją myśli o byciu w pełni porzuconą, wyklętą i zapomnianą przez ojca za bycie powodem, dla którego stracili matkę. Ten nieprzyjemny głosik pieszczotliwie karmił siebie i ją strachem, że przecież biały mógł ją znienawidzić za ten katastrofalny w skutkach incydent. Niewidzialna siła powtarzała jej, że przecież cała rodzina znienawidziła ją za to, ojciec szczególnie.
„To ja powinnam zniknąć zamiast mamy. Wszystkim by to wyszło na lepiej” - myślała sobie podczas pocieszania starszej siostry i kojenia jej do snu, powtarzając w kółko, że to tylko złe sny i że wszyscy ją kochają, a niedobre myśli w końcu odejdą.
Była z niej całkiem niezła pieprzona hipokrytka.
Pojawił się jakiś czas później podczas ciągnięcia dorodnego młodego jelenia, nieco zaskoczył go widok oczekującej go najmłodszej córki przed wejściem do ich groty.
- Sini? Co się stało, nie mogłaś spać? - Zapytał się troskliwie po odłożeniu mięsa na bok. Zniżył lekko głowę ku szczenięciu.
- Nie, po prostu nie chciałam dłużej leżeć. - powiedziała po prostu. Spojrzała w stronę upolowanej zdobyczy, nim zadała zdanie brzmiące bardziej na stwierdzenie niż na pytanie. - Część z mięsa idzie do ciotki.
- Tak, zaraz tam zajrzę. - zgodził się z młodą. Zaraz delikatnie się uśmiechnął ku niej. - Wiesz, że spotkałem po drodze waszych nauczycieli? Załatwiłem wam obu wolne, też wam się od życia coś należy, nie tylko treningi i zajęcia. Nawet ja miałem przerwy...
- Tato, czy wszystko gra? Brzmi, jakby coś nie pasowało. - dodała jej cichym tonem. Faktycznie, wydawał się lekko przygaszony, albo coś w tym rodzaju. Rozgryzanie stanów emocjonalnych ojca szło jej trochę wolniej niż w przeciwieństwie do innych wilków.
- Czy będzie w porządku, jeśli będziecie wyjątkowo same? - Posłał jej lekki uśmiech.- Nie gniewasz się skarbie?
- Będziesz bardzo zajęty. - ponownie stwierdziła fakt.
- To też. Tak mi przykro, ale! Tata obiecuje zrobić co w jego mocy, żeby wrócić do was jak najprędzej. Choćby to miało być zrównanie z ziemią pewnych spraw.
- Nie martw się tato, wszystko gra. - powiedziała z lekkim uśmiechem dla pokrzepienia serca ojca.- Starsza siostra też zrozumie, że masz dużo zajęć. Zrobimy sobie... O, babski dzień!
- Moje zuchy. - powiedział z nutą śmiechu w głosie. - Powiedz swojemu ojcu, że po prostu nie chcesz, żeby wam przeszkadzał podczas tego żeńskiego wypadu i chcecie być same. Tylko bez większych szkód na terenie watahy, w porządku młoda damo?
Nie było dane im się nie roześmiać z tego rozwoju rozmowy, oboje zdrowo parsknęli. Bezskrzydłe szczenię uświadomiło sobie, że mało kiedy dane było jej usłyszeć śmiech rodzica, który wydawał się być przeznaczony dla innej pary uszu niż jej własnych. Nie przykuła temu swoją uwagę, skupiła się natomiast na tacie, któremu chciała pomóc się, chociaż nieco rozluźnić.
- Będziesz teraz szedł do lecznicy? - Spytała się po chwili od uspokojenia drżenia oddechu po chwili śmiania się. Wydawał się być nagle aż trochę niepewny jednej myśli, zupełnie jakby coś go gryzło.
- Tak, taki miałem zamiar... Chcesz się przejść ze mną?
Zawahała się tak szczerze nad odpowiedzią. Oboje zdawali sobie sprawę z dotychczasowego traktowania brata w jego relacji z młodszą siostrą oraz tego, jak się znacznie pogorszyło od katastrofalnego wypadku. Sininen jednak wiedziała, że tacie jest teraz potrzebne każde możliwe wsparcie.
- W porządku. - odparła po krótkiej chwili namysłu na zebranie myśli. Pójdzie, dla niego. Wilk wydawał się być w stanie przejrzeć myśli młodej w pewnej części, gdyż pogłaskał ją po głowie w ramach bezsłownej odpowiedzi. Dodał cichym tonem jeszcze kilka słów dla poprawy nastroju i już zaraz szli ku celowi.
Na miejscu było cicho. Wyglądało, że poza młodym basiorem nie było faktycznie innych pacjentów. Wchodząc do środka, mała mogła usłyszeć ciche krzątanie się przy ziołach i reszcie zaopatrzenia dwójki wader medyków, ciotka natomiast była w trakcie wykonywanych badań u pogrążonego w śpiączce bratanka. Podniosła głowę, słysząc ich przybycie, rodzeństwo się cicho przywitało, a mała kiwnęła głową.
- Jak się dziś ma? Jakaś zmiana? - Spytał się ojciec, podchodząc do bezwładnie leżącego ciała syna. Samica pokręciła głową.
- Bez zmian, cały czas go monitorujemy. Możemy tylko czekać. - odparła w stronę swojego brata, który tylko ciężko westchnął. Przeniósł swój wzrok na nieprzytomnego syna i utrzymywał go kilka sekund, nim przypomniał sobie o innym powodzie swojego przybycia. Powiedział coś na ucho siostrze, przez co oboje się uśmiechnęli, zaraz rozdzielili mięso po równo na dwie części.
Podczas gdy dorosłe rodzeństwo zaczęło cichą rozmowę, Sininen spojrzała na pogrążonego w śpiączce starszego od niej szczeniaka. Patrzyła tak na niego jakiś czas, ale nic nie czuła ku niemu. Czy to był efekt tego dręczenia? Nie zastanawiała się, czy poczucie będąc obdartą z emocji dla jednej jednostki, byłoby powodem debat innych wilków czy coś, nie interesowało ją czy było to pewnego rodzaju normą. Tylko wpatrywała się w leżącego, bez wydawała jakichkolwiek dźwięków. Ktoś mógłby stwierdzić, że w myślach wyzywała go, obrażała od najgorszych miernot lub podobnego typu, wyśmiewała się i cieszyła z jego położenia, tym samym życząc mu rychłej żałości w odwecie za wszystkie krzywdy, jakie sprawił wszystkim wokół, zwłaszcza swojej najbliższej rodzinie. Nic bardziej mylnego. Niemo pytała się go, dlaczego nie był w stanie pokochać Shori jak najprawdziwszą siostrę i nie pozwalał rodzicom, a zwłaszcza ojcu, na przemówienie do rozsądku. Dlaczego dyskryminował i z lubością gardził wilkami o innych cechach fizycznych, niekoniecznie sprecyzowanych do ich gatunku. Czy był z tego i siebie zadowolony? Jej myśli krążyły tylko wokół innych - nigdy wokół niej samej. Zadziwiające, czyż nie?
Z milczącej obserwacji oraz myśli wyrwał ją delikatny dotyk ojca na swoim barku, który spoglądał na młodą z miękkością w oczach, smuga lekkiego, acz smutnego uśmiechu błysnęła na jego pysku. Czyżby myślał, że jego najmłodsze młode cieszy się z obecnego położenia Eredena i życzy mu z całego serca jak najgorzej? A może to echo jakiegoś poczucia winy? Sini była pewna, że w końcu uda się jej w pełni pojąć całość w postępowaniu ojca, jego rozumowaniu oraz poglądu z jego perspektywy.
- Odprowadzę cię do jaskini. - powiedział łagodnie i po pożegnaniu się, ruszyli ku wyjściu z groty medyków.
„Nie martw taty, siostry i innych. Obudź się w końcu” rzuciła niemo przez ramię ku pogrążonego w śpiączce młodego basiora, by opuścić przybytek.
Zgodnie z obietnicą, biały wilk odprowadził bezskrzydłe szczenię niemal pod same wejście do ich rodzinnej jaskini, po czym przystanął w celu przytulenia małej waderki, która delikatnie wtuliła się w jego objęcia.
- Wieczorem spędzimy trochę czasu, w porządku? Ufam, że będziecie z Shori grzeczne. - powiedział, głaszcząc Sininen po głowie. Posłała mu łagodny uśmiech o słodkiej tonacji.
- Nie martw się tato. - powiedziała cicho do niego. Czuła się komfortowo podczas bycia przytulaną przez ojca.- Nie będziemy robiły nic złego, zabawy w pełni odpowiedzialne.
- Dziękuję skarbie. - pomiział ją po uszku, na co wydała z siebie cichy chichot. Skąd wiedział o takim ruchu? Był bardzo kochany!
- W porządku. - uśmiechnął się i podał jej soczysty kawał upolowanej zdobyczy.- A teraz wracaj do siostry i zjedzcie śniadanie. Miłej zabawy.
Po tych słowach obrócił się i zaczął się oddalać od córki. Dopiero po jego zniknięciu z horyzontu, chwyciła mięso i weszła do jaskini. Miała dobre wyczucie czasu, ponieważ Shori akurat wstała z posłania po obudzeniu się. Młodsza od razu położyła przed nią powierzone mięso.
- Mamy dzisiaj wolne. Wspólne śniadanie to fajny pomysł, prawda siostro? Dawno nie jadłyśmy razem.
Siostry uśmiechnęły się do siebie, życzyły smacznego, już po chwili zajadały się zwierzyną. Jeśli należałoby wskazać, z kim była szczególna więź w młodym pokoleniu, bez wahania wskazałoby się na Shori i Sininen. Dzieliły szczególną relację, atmosfera pomiędzy nimi zawsze była ciepła i gładka. Co więcej, młodsza miała w pewnych tematach inne opinie, lecz zawsze szanowała zdanie starszej, dodatkowo Chmureczka mogła cieszyć się mocnym wsparciem od drugiej, nieważne w jakiej sprawie. Związek sióstr był szczególnie pielęgnowany, cieszyło to niezmiernie oko.
W końcu skończyły jeść i już wkrótce kierowały się do strumienia, który zaproponowała starsza.
- Nie miałabyś ochoty polecieć tam ze mną? Byłybyśmy szybciej i dłużej mogłybyśmy cieszyć się łapaniem żab. - odezwała się w pewnej chwili Shori. Sini czuła jej lekkie zniecierpliwienie i chęć szybowania w powietrzu, rozumiała to dobrze. A jednak bolało ją to i czemu tak kurczowo trzymała się swojego zdania.
- Shori, nie zaczynaj znowu tego tematu. Przecież już ci mówiłam, dlaczego nie chcę używać skrzydeł. - powiedziała z niechęcią, po czym poczuła ucisk na sercu po dostrzeżeniu reakcji siostry. Mniejsza odczuwała pewnego rodzaju wstyd: nie miała odwagi pokazać jej swojego lotu, który jeszcze dalej opanowywała. Shori po prostu mogła sobie pozwolić na więcej, w przeciwieństwie do niej.
- Dobrze. - odparła tylko tyle, jednak podczas ich kierowania się ku strumieniowi, często podskakiwała i unosiła się w powietrze. Szczerze to zazdrościła jej tej beztroski, chciała jej kiedyś w końcu zakosztować bez zamartwiania się o wiele czynników.
Mimo krótkiej rozmowy o lataniu, nastroje nie uległy załamaniu, jedynie przez kilkanaście minut nie rozmawiały zbyt dużo, raczej ograniczały się do krótkich zwrotów i pojedynczych odpowiedzi, które trały mniej więcej do połowy trasy. Od tamtego punktu już ich radosne nastroje, głównie u Chmureczki, wróciły z możliwości spędzenia całego dnia w swoim towarzystwie. Wizja tak wielu możliwości była aż nazbyt wspaniała w swym bycie, można się śmiać, że wszystko, co mogło, kusiło je z każdej strony. Było pewne, że będą musiały należycie powybierać każdą formę spędzenia wspólnego czasu we dwie. No bo kto zabroni dwójce sióstr trochę zaszaleć na ich babskim wypadzie? Na pewno nikt z obecnych, ponieważ były same! Oby ta radość utrzymywała się jak najdłużej. - Sini przysięgła sobie, że zrobi co i ile może dla rozpogodzenia skrywanych ciężarów na duchu u starszej siostry, a ten dzień był jak znalazł niczym dar z niebios.
Pierwsze, co zrobiły po przybyciu nad strumień, było ugaszenie narastającego pragnienia i ciche chichoty przed w trakcie i po napiciu się. W końcu przyszła pora na znalezienie chociaż jednej żabki, gdyż pomysł starszej z sióstr był aż nazbyt kuszący w formie rekreacji. To właśnie ona po pewnym czasie zlokalizowała niezbyt dużą żabę o zielonkawym ubarwieniu, która znajdowała się na płaskim kamieniu umiejscowionym na brzegu, zza wyższą trawą. Obie waderki skryły się za roślinnością i obserwowały upragniony cel. Sini dodatkowo przelatywała wzrokiem otoczenie dla wychwycenia dodatkowych uwag.
- Ta, która ją złapie, wygrywa jutrzejszy „dzień na tak". - Shori odezwała się cicho, wyraźnie sygnalizując rychłą rywalizację. To był również dobry moment na zobaczenie jej efektów nauk z jej mentorem oraz czego już się nauczyła. Sininen kiwnęła jej głową na znak zgody po kilku sekundach, tym samym obie mogły zacząć polowanie na konkretną żabę. Bez większych słów, obie rozeszły się w wysokiej trawie, Shori poszła wówczas na prawo. Wybrany kierunek przez młodszą wydawał się mniej zarośnięty, ale przy tym był bardziej kamienisty, przez co musiała uważać przed potrąceniem byle kamyczka i tym samym spłoszenia żabki. Miała jednak kątem oka dobry widok na szacowane położenie siostry oraz cel. Była ciekawa, czy jej założenia odnośnie postępowania Shori okażą się słuszne.
W zasadzie nawet nie minęła się ze swoim zakładanym tokiem rozumowania siostry, gdyż zadziałała niemal kropka w kropkę, jak prognozowała. Zobaczenie, że zaatakowała bez solidniejszego poznania tego, co ją otacza i działanie według utartego schematu zabolało. Z drugiej strony, widok zmoczonej siostry w strumieniu był całkiem zabawny i tylko cudem nie parsknęła życzliwie. Wykorzystała jednak okazję i sprawnie złapała żabkę, skutecznie przyciskając ją delikatnie, acz stanowczo do gruntu.
- Wygrałam. - odezwała się swoim przyciszonym, ale nieco rozbawionym głosem w stronę Shori, która porządnie się otrzepała z wody, nim kiwnęła głową na przyznanie racji młodszej.
- Jak ją złapałaś? - Zapytała się po podejściu ku bezskrzydłej waderce i rozłożeniu się na brzuchu. Zadając ów pytanie, spoglądała w oczy młodszej. Ta z kolei przyjęła podobną pozę ułożenia się na podłożu.
- Wiedziałam, że jeśli nie uda Ci się jej złapać, to ją spłoszysz. Musiałam tylko obserwować twoją taktykę i czekać. - Odparła dyplomatycznie z nutą humoru, co było dosyć mało zauważane u Sininen.
- Nie wolałaś mieć 100% pewności na wygraną? Przecież mogłam ją złapać. - Chmureczka zadała kolejne pytanie, tym razem udając przekonanie do swoich racji. Kolejny całkiem uroczy i zabawny obrazek, który nie mógł przejść bez echa.
- To by było za proste. - Skwitowała w skrócie założenie starszego rodzeństwa.
Rodziciel przybył późnym popołudniem, tak jak obiecał, by zaraz zabrać Sininen na niespodziewany trening, podobno w ramach pilnowania formy czy coś. Tym razem to wyglądało, jakby usiłował ćwiczyć jej koordynację wzrokowo-ruchową, ewentualnie pobawić się w ciskanie głównie gałęziami i konarami w obecnie uczennicę. Od początku się nie patyczkował się z córką, był wyjątkowo twardy i wymagający od niej skoro poprosiła o nauki walki, głównie defensywy. Chociaż wszystko było dostosowane pod młodą, jej możliwości się diabelnie szybko rozwijały, przez co była coraz wyżej podnoszona poprzeczka w fizycznych zakresach szybkości i zwinności jako najpotężniej kwitnących. Przy wymaganiach wobec fizycznego rozwoju waderki i ich pomyślności, ojciec często modyfikował treningi sprawnościowe przed i w trakcie ich trwania. Bez dwóch zdań, dostawała od niego solidny wycisk na własne życzenie.
- Nie poruszasz się za szybko? - Zapytał, podchodząc do gwałtownie oddychającej córce. - Znacznie prędzej zmęczysz się w tym przypadku.
- Szybko? Ale ja nic nie przyspieszam. - powiedziała jednym tchem i zakaszlała. Biały podniósł brew.
- Chcesz powiedzieć, że to twoja naturalna prędkość? Jeśli tak, rozwija się w zastraszającym tempie. W zasadzie jest już równa twojej mam... - ojciec urwał w pół słowa, ale wiedziała, co chciał powiedzieć. Już na tym etapie była równie szybka, co mama, a to nie był koniec jej dorastania. Wielkie nieba, czy to znaczy, że jej szybkość, chociażby biegu powali na łopatki tą, z której słynęła Pina? Oh boi.
- Tato? - Zapytała się w końcu mocniejszym w brzmieniu głosem, a jej normalnym w głośności. On jednak spojrzał na nią wyrwany z tęsknoty i posłał lekki uśmiech.
- Na dziś kończymy. Chodźmy, Shori czeka na nas z kolacją. - dodał, po czym chwycił córkę i posadził na własnym grzbiecie. Najpewniej chciał się nacieszyć jej rozmiarami, gdyż wówczas osiągała już te, jakie posiadała matka młodych.
Shori, która faktycznie czekała na ojca i młodszą siostrę nad pozostałą częścią mięsa jelenia z poranku, niezmiernie ucieszyła się z ich powrotu. W trakcie kolacji radośnie opowiadała o ich formach spędzania czasu, wówczas zachwycając się scenerią kwitnących kwiatów, jakie widziały podczas spacerów.
- Tato, to prawda, że jutro będziemy z Noiterem? - Zapytała się podekscytowana Chmureczka, na co dorosły kiwnął głową z uśmiechem.
- Tak, jutro on się wami zajmie. Macie już plany?
- Jutro Sini decyduje. - odparła mu melodyjnie i opisała mu, jak do tego doszło. Ojciec gromady pokiwał głową, całkiem możliwe dumny z wybranych form spędzania czasu przez córki.
- Brawo Sini, dobra robota. - pochwalił młodszą, na co uciekła wzrokiem na bok. Zdecydowanie źle reagowała na komplementy. Zaraz zwrócił się do drugiej. - Uszy do góry Shori, na pewno uda ci się następnym razem.
- Zobaczymy tato, ale wątpię. Do tej pory co nie wybierzesz za czynność, Sini bije mnie na głowę i nie mam z nią najmniejszych szans. - dodała żartobliwie. Wspomniana natychmiast podniosła głowę i zaprzeczyła jej ruchem.
- Wcale nie! Mogę się założyć, że jest przynajmniej kilka rzeczy, w których nigdy tobie nie dorównam siostro...
Nie wiedziała, czemu poczuła jakby cios w żołądek po wypowiedzeniu tych słów. Widok jednak prawdziwie szczerego uśmiechu u białej waderki jednak był potwierdzeniem, że niezmiernie się cieszyła z tego. I powinna. Sini zawsze uważała Shori za znacznie lepszą we wszystkim, tylko nie wiedziała, czemu nie uważa się za taką. Jasne miały inne specjalizacje no ale! Chmureczka była znacznie lepsza i powinna być non stop chwalona. Jeśli nikt tego jeszcze nie robi, to mała się tym zajmie.
Wtedy wówczas postawiła sobie jeden z życiowych celi. Nigdy nie pozwoli nikomu na jakiekolwiek szydzenie z siostry. Będzie ją wspierać w każdej podejmowanej decyzji, nawet z ukrycia.
- Kto wie, może coś się takiego dowiecie w bliskim czasie? Tylko pamiętaj Sini: nie oszukuj, bo to zrobi większą przykrość twojej siostrze. - dodał ze śmiechem Naharys w celu rozluźnienia atmosfery. Udało mu się, ponieważ starsza z córek zachichotała wesoło, z kolei młodsza się uśmiechnęła, kiwając przy tym głową.
W końcu dotarły pod szukaną jaskinię spacerowym krokiem, opiekun już czekał na pojawienie się słodkiej pary.
- Dzień dobry. - siostry odezwały się chórem, tradycyjnie Sini wypadała bardzo cicho przy starszej, lecz nigdy to jej nie wadziło. Rogaty uśmiechnął się sympatycznie i zaprosił je do jaskini.
- Dzień dobry moje drogie. Co chciałybyście dzisiaj porobić? - Zapytał dokładnie w tej samej chwili co wykonanie gestu. Biała natychmiast zaczęła zerkać na ciemne szczenię, które się lekko spłoszyło. Nie musiała na nią patrzeć, intensywność spojrzenia oraz podekscytowanie było aż nazbyt dobrze odczuwalne. Dla Noitera musiało być to całkiem zabawne, ponieważ się zaśmiał. - Hej, hej, Shori! Co to za euforia?
- Dziś Sini decyduje, co robimy - odparła radośnie z nutą dumy. - Wygrała wczoraj zabawę, która chwyci pierwsza żabkę. Mam dzień na tak dla wszystkich jej propozycji!
- Kurczę, to musiał być niezły pojedynek. Mam nadzieję, że nie zrobiłyście sobie żadnej krzywdy.
- Nie, żadnej nic się nie stało. - wtrąciła cichym głosem bezskrzydła. Nawet jeśli jedna z nich zaliczyła majestatyczny wślizg w wodę, mowy nie było o powiedzeniu tego. Siostrzana solidarność i dbanie wzajemnie o dumę, coś w tym guście. W następnej sekundzie poczuła pieszczotliwe potrącenie skrzydłem od Shori, która puściła jej wdzięczne oczko. Opiekun nie zauważył tego szybkiego gestu między siostrami.
- W takim razie, Sini, dzisiaj ty nas prowadzisz. - powiedział z entuzjazmem, by zaraz obciążyć ją spojrzeniem wspólnie ze starszą z dziewczynek. Sininen natychmiast poczuła nieprzyjemną gulę w żołądku i uciekła wzrokiem ku glebie.
- Umm... Może... - Zaczęła się gubić we własnych słowach, mówiąc je coraz szybciej. Nie umiała jasno określić powodu nagłego zdenerwowania, który narastał z każdą chwilą.
- Sini? Wszystko gra? - Troskliwe pytanie i dotyk na własnym barku od Shori, przywołał ją do jaśniejszego umysłu. Prędko jej wzrok spoczął na siostrze. Miała okazję dostrzec przez sekundę jej wargi zaciśnięte w wąską linię. Zaraz wzięła głęboki wdech nosem i wypuściła ustami.
- Przepraszam. - odezwała się bardzo cichutko. Zaraz przyznała, z rozbrajają szczerością do zatroskanej waderki. - Nie wiem co robić.
Nawet nie odważyła się podnieść wzroku wbitego w ziemię na Chmureczkę. Na pewno było albo zła na nią za durne zmartwienie, wyolbrzymianie sprawy, ewentualnie nie dowierzała, co w nią wstąpiło. Przecież w końcu będzie musiała ją wyśmiać, nieważne z jakiej przyczyny. Ta jest całkiem jak znalazł. Echo dawnej Sininen nasiliło się, przez co młoda odruchowo zastygła w napięciu całego ciała. Już była w pełni pogodzona z faktem, że zaraz zostanie zrugana i wystawiona przez członka rodziny bliskiemu sercu. Szczerze? Tego bardzo się bała, ale wiedziała jedno: nie zasługiwała na taką rodzinę, była ich zakałą. Pod tym względem On miał rację z jakże żałośnie mizernym bytem egzystencjalnym w jej wykonaniu. To była jedynie kwestia czasu kiedy jej to powiedzą bądź pokażą.
- Siostrzyczko, czy to tak ciebie od wieczora męczyło? - Wyjątkowo łagodnie ciepły głos Chmureczki wyrwał ją z pogrążania się w czarniejsze myśli. Usłyszała jej westchnienie, ale nie podniosła wzroku. - Czemu nic nie mówiłaś?
- Bo to głupota. - mruknęła, będąc na siebie coraz bardziej zła.
Całkowicie została zaskoczona tym, że Shori delikatnie ją objęła i przytuliła.
- Wcale nie. - odparła na tyle cicho, by te słowa dotarły tylko do jej uszu. - Myślałam, że będziesz zachwycona, że nie zagłuszam cię i twoich pomysłów, skoro zawsze to ja decyduje o zabawach. Powinnam pamiętać, że wolisz podążać... Przepraszam.
- Nie mów tak... - To było niesamowicie rzadkie zjawisko, móc usłyszeć jej załzawiony głos. A jednak Shori się udało rozbroić młodszą, która zaraz sprawnie zaczęła wycierać oczy własną łapką. Biała nie puszczała ją z uścisku, tym samym pokazując swoje wsparcie i bliskość.
- Wszystko gra dziewczynki? - Całkiem zapomniały, że Noiter odszedł po jedną rzecz z jaskini. Jego pytanie tylko obwieszczało rychły powrót, chociaż dla Sini to był czas liczony niemal w godzinach.
- Tak! - odparła prędko Chmureczka. Podobnej szybkości również poszła w jej ślady i na szybko wymyśliła wymówkę. - Sini, coś wleciało do oka i nie może się tego pozbyć.
- Ajajaj, to nigdy nie jest przyjemne. Mnie raz wleciała drobna muszka. Myślałem, że nigdy jej nie wypłaczę. - było aż słychać, jak opiekun się wzdrygnął. Po chwili ponownie skierował swoją uwagę na młodszą. - Wszystko w porządku, takie małe paproszki trzeba w ostateczności pozbyć się łzami, nikt nie uważa tego za słabość... Już lepiej? - Pytanie zadał po jakiejś minucie, gdy odsunęła się od ramienia siostry. Kiwnęła głową.
- Tak, przepraszam za problem.
- Nic się przecież nie stało. - posłał jej uśmiech. Był to całkiem fajny uśmiech niewiedzy, co tak naprawdę miało miejsce pod jego nieobecność. - Zatem co byś chciała robić?
Ciemne szczenię spojrzało na niego, po czym przeniosło wzrok na ciepło uśmiechającą się siostrę. Zdawała się niemo mówić, żeby przestała się krępować i spróbowała wejść w stan zrelaksowania.
- Czy... czy możemy iść na łąkę?
- Pewnie! Masz którąś konkretną na myśli? - Zapytał Noiter, dając najmłodszej z grona nieco się wysunąć na przód pochodu trójki. Odparła, że chyba tak, albowiem rozchodziło się o obecność roślin kwiatowych. Shori nie opuszczała jej boku, przez co czuła się nieco pewniej w trakcie spaceru.
- Uwaga, coś dzisiaj może być ślisko nad skarpą. Nie chodźcie tam. - przestrzegł je opiekun w trakcie mijania jednego problematycznego miejsca o pięknych widokach, lecz również wymagającym zachowania uwagi.
Podczas gdy Shori wyraziła swój zachwyt z możliwych obrazków krajobrazowych z tamtego punktu, Kropelce przemknęła myśl, że zakończenie tam życia przynajmniej dałoby ładne widoki, które byłyby jako ostatnie widziane.
W końcu dotarli na szukaną łąkę, powitała ich uderzająca w nozdrza fala zapachów wiosennych kwiatów o wyjątkowo rozkosznym tonie. Ciekawe czy miało to związek z dużą ilością otrzymywanych promieni słonecznych w tym roku, bo jeśli tak, było wystarczającym zaproszeniem do modlitw o dobrą pogodę.
- Jaki masz plan Sini? - Zapytał życzliwie basior, na co wspomniana podrapała się po uchu.
- Umm, no cóż...
- Co chciałabyś na tę chwilę robić? - Dodała miło Shori. Spojrzenie na siostrę wyrażało opiekuńczość, którą pokazała fizycznie wcześniej.
- ... Chyba na razie po prostu pochodzić. - powiedziała po kilku sekundach najniższa.
I faktycznie, cała trójka zaczęła niezbyt głośno rozmawiać i jednocześnie spokojnie spacerować w otoczeniu flory watahy. Ba, nawet kilka par motyli mogli zobaczyć przy słuchaniu ćwierkania ptaków. Całkiem miły krajobraz. W pewnej chwili młoda zatrzymała się, ponownie sprowadzając na siebie uwagę.
- Siostro?
- Hm? Co się dzieje Sini? - Zapytała, widząc jej lekkie skrępowanie.
- Umiesz może robić coś z kwiatów?
- Nigdy nie próbowałam. - odparła lekko zaskoczona pytaniem od młodszej.
- Masz na myśli wianki? - Wtrącił się Noiter. - Mogę wam pokazać!
I nim zdążyły zapytać, już siedziały i obserwowały proces plecenia na szybko zerwanych kwiatów. Kropelka musiała przyznać, że wyglądało to naprawdę ładnie. Po jakiejś minucie pokazywał im upleciony wianuszek z mleczy.
- Chciałybyście spróbować? - Zapytał się je, ale głównie ciemną. Kiwnęła głową.
- Jeśli siostra też chc... - niedane było jej dokończyć, gdyż Shori szybko się wtrąciła z uśmiechem.
- Jestem na tak! - Po czym posłała cichy chichot do bezskrzydłej.
- Zerwijcie kwiaty, jakie chcecie, najlepiej taki pęczek z dłuższymi łodyżkami. - polecił im opiekun, który wydawał się uradowany z inicjatywy.
Sininen od początku wejścia na łąkę miała w głowie w zasadzie same stokrotki, których było zresztą całkiem dużo. Starała się zerwać o nawet trochę dłuższych łodygach i więcej w formie zapasu, dopiero wtedy wróciła i usiadła przy czekającej parze towarzystwa. Noiter ponownie im zaprezentował proces plecenia łodyg, tym razem powoli, aby mogły zapamiętać wykonywane ruchy. Dopiero po wykonaniu własnego wianka, zaczął pomagać dziewczynkom.
„Rany boskie, jakie to złośliwe” - pomyślała sobie ciemna waderka w trakcie karkołomnej walki z kwiatkami. Plecenie szło jej bardzo opornie, łodyżki zdawały się być słabe lub właśnie za słabo powiązane ze sobą. Shori w tym czasie skończyła swój pierwszy wianek, który wyszedł jak u doświadczonego w tym fachu, za co została pochwalona przez opiekuna, który sam po chwili zerknął na mozolne próby młodszej.
- Jak ci idzie? Wszystko okej? - Shori zerknęła przez ramię, napotykając skoncentrowany wzrok Sininen utkwiony w leżących stokrotkach.
- Mówiąc, średnio bym przesadziła. - odparła dyplomatycznie, podczas gdy w myślach nie mogła wyprzeć obraz kwiatów. - Nie mogę ich zapleść.
- Czekaj, tu masz za słabe związanie, dlatego wypadają. - pokazała łapką Shori.
- Nie są za cienkie? Jak myślisz? - Sini podniosła w powietrze próbę zaczęcia wianka, z którego zaraz wypadły dwa kwiaty. - Nosz kurczę.
- Nie, nie, są dobre. Początek masz za słaby, spróbuj go zacieśnić. - poradziła jej starsza. Po chwili instruowała ją na podstawie własnego, który wówczas leżał obok niej.
Mimo tego oraz rad Noitera to zwyczajnie nie chciało wyjść. Przynajmniej nie od razu. Po upływie blisko niemal kwadransa trzymała bardzo ostrożnie luźny wianek w powietrzu.
- Dobra robota. - uśmiechnął się do niej dorosły. Patrzyła na niego, nim przeniosła wzrok na swój twór.
- Dałaś z siebie wszystko! To najważniejsze. - dodała wesoło Chmureczka.
-To zdecydowanie nie moja bajka. Ale zabawa bardzo fajna. - dodała po zastanowieniu. - Przynajmniej wiem, że nie mam łapy do wianków. Siostro, twój jest o niebo lepszy.
- Dziękuję za słowa uznania. - zachichotała biała. Na pewno musiała być szczęśliwa, bo Sini też taka była, że w końcu odnalazły mocną stronę Shori, która była akurat słaba u Sininen.
- Chyba może być odpowiedni. - powiedziała tak cicho, że nawet siedząca obok starsza nie miała prawa tego usłyszeć. Zaraz odwróciła się do siostry i bardzo ostrożnie, niemal niepewnym gestem, położyła wianek na głowie Shori, niby wyglądając na koronę. Nieśmiało się uśmiechnęła. - Wiedziałam, że stokrotki będą ci bardzo dobrze pasować.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 4734
Ilość zdobytych PD: 2367 + 20% (473 PD) za długość powyżej 4000 słów.
Obecny stan: 2840
Prowadzone od pewnego czasu obserwacje starszej siostry wyraźnie wskazywały, że męczy ją kilka spraw na duszy i sercu, gdyż jej własny blask był osłabiony i pozbawiany życia, czy też siły. Najbardziej było to widoczne nocą, gdy to była dręczona marami sennymi. Najstarsza z trójki przeżywała to być może nawet gorzej w pewnym sensie, gdyż utraciła drugi raz waderę, którą nazywała matką. Do tego doszły coraz bardziej napięte starcia młodszego rodzeństwa, gdzie rozpoczęcie ataku zawsze wychodziło od jednej wilczej persony. Błękitna nie była święta, wiedziała, że ma swoje za uszami, ale nigdy nie rozpoczynała awantury, winą leżała bez dwóch zdań w skrajnie różnych charakterach całej świętej trójcy. To też zauważała. Widziała przeżywane udręki Chmureczki, gdy sama chciała pokazać swoją siłę i możliwość polegania na niej, przy tym również chowając w mroku własne lęki, które miały się objawiać nocami, kiedy nikt nie miał prawa tego widzieć.
A jednak Sininen doskonale widziała to oraz czuła, czego najpewniej starsza za nic nie chciała dać po sobie poznać. Wiedziała, że to musi być to — pod tym względem były bardzo podobne do siebie. Różniło je to, że Shori miała problemy z maskowaniem tego przed kimś innym o podobnych niepokojach oraz fakt, że inaczej ich młode umysły to przetrawiły. Noce spędzane na ukrywaniu bezsenności tylko umocniły najmłodszą, że starsza niemo woła o pomoc, którą również nie chciała oficjalnie wybłagać czy przyjąć. Być może ta chęć pozostania opoką we wcześniejszych próbach rozdzielania młodszego rodzeństwa lub duma nie pozwalały na inne postępowanie. Sini zaskakiwała ją i często nocami otulała i wsuwała między łapki swoją maskotkę, cicho powtarzając w kółko, że to był tylko zły sen.
Teraz gdy ojciec miał na głowie obecny koszmar z pogrążonym w śpiączce jedynym męskim potomkiem i głównie krążył wokół jaskini medyków, siostry tworzyły swój własny świat. Nie zamierzał je zaniedbywać i starał się spędzać z nimi dużo czasu, ale w dużej mierze nie był w stanie odejść myślami od syna, tym samym powierzając opiekę nad córkami w łapy Noitera. Obie nawet nie miały myśli z jakimikolwiek wyrzutami zaniedbania w stronę ojca — Sininen nie mówiła tego wprost, ale podziwiała go i szanowała, gdyż dwoił się i troił, aby otoczyć opieką wszystkie z trojga młodych, bez pomijania mimo dotychczasowych nieprzyjemnych sytuacji. Młoda doskonale zdawała sobie sprawę z jego słusznego postępowania i za to wszyscy będą mu wdzięczni za podjęcie prób i walki o cały sens. To było proste do wytłumaczenia: być może nie zgadzali się we wszystkich kwestiach, ale miała do ojca niezłomny i głęboki szacunek.
Nigdy nikomu nie powie, że nawiedzały ją myśli o byciu w pełni porzuconą, wyklętą i zapomnianą przez ojca za bycie powodem, dla którego stracili matkę. Ten nieprzyjemny głosik pieszczotliwie karmił siebie i ją strachem, że przecież biały mógł ją znienawidzić za ten katastrofalny w skutkach incydent. Niewidzialna siła powtarzała jej, że przecież cała rodzina znienawidziła ją za to, ojciec szczególnie.
„To ja powinnam zniknąć zamiast mamy. Wszystkim by to wyszło na lepiej” - myślała sobie podczas pocieszania starszej siostry i kojenia jej do snu, powtarzając w kółko, że to tylko złe sny i że wszyscy ją kochają, a niedobre myśli w końcu odejdą.
Była z niej całkiem niezła pieprzona hipokrytka.
*
Opuściła śpiącą siostrę z maskotką dłuższą po rozpoczęciu przez słońce wędrówki przez niebo, ojca już nie było z nimi w jaskini, jednak jego zapach dalej był odczuwalny. Musiał niedawno wyjść. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem było to, że wyszedł szybko w celu zapolowania śniadania i doglądania syna w lecznicy, potem najpewniej trenować. Trzymając się tego pomysłu, wyszła przed jaskinię i niby sunęła w okolicach wejścia.Pojawił się jakiś czas później podczas ciągnięcia dorodnego młodego jelenia, nieco zaskoczył go widok oczekującej go najmłodszej córki przed wejściem do ich groty.
- Sini? Co się stało, nie mogłaś spać? - Zapytał się troskliwie po odłożeniu mięsa na bok. Zniżył lekko głowę ku szczenięciu.
- Nie, po prostu nie chciałam dłużej leżeć. - powiedziała po prostu. Spojrzała w stronę upolowanej zdobyczy, nim zadała zdanie brzmiące bardziej na stwierdzenie niż na pytanie. - Część z mięsa idzie do ciotki.
- Tak, zaraz tam zajrzę. - zgodził się z młodą. Zaraz delikatnie się uśmiechnął ku niej. - Wiesz, że spotkałem po drodze waszych nauczycieli? Załatwiłem wam obu wolne, też wam się od życia coś należy, nie tylko treningi i zajęcia. Nawet ja miałem przerwy...
- Tato, czy wszystko gra? Brzmi, jakby coś nie pasowało. - dodała jej cichym tonem. Faktycznie, wydawał się lekko przygaszony, albo coś w tym rodzaju. Rozgryzanie stanów emocjonalnych ojca szło jej trochę wolniej niż w przeciwieństwie do innych wilków.
- Czy będzie w porządku, jeśli będziecie wyjątkowo same? - Posłał jej lekki uśmiech.- Nie gniewasz się skarbie?
- Będziesz bardzo zajęty. - ponownie stwierdziła fakt.
- To też. Tak mi przykro, ale! Tata obiecuje zrobić co w jego mocy, żeby wrócić do was jak najprędzej. Choćby to miało być zrównanie z ziemią pewnych spraw.
- Nie martw się tato, wszystko gra. - powiedziała z lekkim uśmiechem dla pokrzepienia serca ojca.- Starsza siostra też zrozumie, że masz dużo zajęć. Zrobimy sobie... O, babski dzień!
- Moje zuchy. - powiedział z nutą śmiechu w głosie. - Powiedz swojemu ojcu, że po prostu nie chcesz, żeby wam przeszkadzał podczas tego żeńskiego wypadu i chcecie być same. Tylko bez większych szkód na terenie watahy, w porządku młoda damo?
Nie było dane im się nie roześmiać z tego rozwoju rozmowy, oboje zdrowo parsknęli. Bezskrzydłe szczenię uświadomiło sobie, że mało kiedy dane było jej usłyszeć śmiech rodzica, który wydawał się być przeznaczony dla innej pary uszu niż jej własnych. Nie przykuła temu swoją uwagę, skupiła się natomiast na tacie, któremu chciała pomóc się, chociaż nieco rozluźnić.
- Będziesz teraz szedł do lecznicy? - Spytała się po chwili od uspokojenia drżenia oddechu po chwili śmiania się. Wydawał się być nagle aż trochę niepewny jednej myśli, zupełnie jakby coś go gryzło.
- Tak, taki miałem zamiar... Chcesz się przejść ze mną?
Zawahała się tak szczerze nad odpowiedzią. Oboje zdawali sobie sprawę z dotychczasowego traktowania brata w jego relacji z młodszą siostrą oraz tego, jak się znacznie pogorszyło od katastrofalnego wypadku. Sininen jednak wiedziała, że tacie jest teraz potrzebne każde możliwe wsparcie.
- W porządku. - odparła po krótkiej chwili namysłu na zebranie myśli. Pójdzie, dla niego. Wilk wydawał się być w stanie przejrzeć myśli młodej w pewnej części, gdyż pogłaskał ją po głowie w ramach bezsłownej odpowiedzi. Dodał cichym tonem jeszcze kilka słów dla poprawy nastroju i już zaraz szli ku celowi.
Na miejscu było cicho. Wyglądało, że poza młodym basiorem nie było faktycznie innych pacjentów. Wchodząc do środka, mała mogła usłyszeć ciche krzątanie się przy ziołach i reszcie zaopatrzenia dwójki wader medyków, ciotka natomiast była w trakcie wykonywanych badań u pogrążonego w śpiączce bratanka. Podniosła głowę, słysząc ich przybycie, rodzeństwo się cicho przywitało, a mała kiwnęła głową.
- Jak się dziś ma? Jakaś zmiana? - Spytał się ojciec, podchodząc do bezwładnie leżącego ciała syna. Samica pokręciła głową.
- Bez zmian, cały czas go monitorujemy. Możemy tylko czekać. - odparła w stronę swojego brata, który tylko ciężko westchnął. Przeniósł swój wzrok na nieprzytomnego syna i utrzymywał go kilka sekund, nim przypomniał sobie o innym powodzie swojego przybycia. Powiedział coś na ucho siostrze, przez co oboje się uśmiechnęli, zaraz rozdzielili mięso po równo na dwie części.
Podczas gdy dorosłe rodzeństwo zaczęło cichą rozmowę, Sininen spojrzała na pogrążonego w śpiączce starszego od niej szczeniaka. Patrzyła tak na niego jakiś czas, ale nic nie czuła ku niemu. Czy to był efekt tego dręczenia? Nie zastanawiała się, czy poczucie będąc obdartą z emocji dla jednej jednostki, byłoby powodem debat innych wilków czy coś, nie interesowało ją czy było to pewnego rodzaju normą. Tylko wpatrywała się w leżącego, bez wydawała jakichkolwiek dźwięków. Ktoś mógłby stwierdzić, że w myślach wyzywała go, obrażała od najgorszych miernot lub podobnego typu, wyśmiewała się i cieszyła z jego położenia, tym samym życząc mu rychłej żałości w odwecie za wszystkie krzywdy, jakie sprawił wszystkim wokół, zwłaszcza swojej najbliższej rodzinie. Nic bardziej mylnego. Niemo pytała się go, dlaczego nie był w stanie pokochać Shori jak najprawdziwszą siostrę i nie pozwalał rodzicom, a zwłaszcza ojcu, na przemówienie do rozsądku. Dlaczego dyskryminował i z lubością gardził wilkami o innych cechach fizycznych, niekoniecznie sprecyzowanych do ich gatunku. Czy był z tego i siebie zadowolony? Jej myśli krążyły tylko wokół innych - nigdy wokół niej samej. Zadziwiające, czyż nie?
Z milczącej obserwacji oraz myśli wyrwał ją delikatny dotyk ojca na swoim barku, który spoglądał na młodą z miękkością w oczach, smuga lekkiego, acz smutnego uśmiechu błysnęła na jego pysku. Czyżby myślał, że jego najmłodsze młode cieszy się z obecnego położenia Eredena i życzy mu z całego serca jak najgorzej? A może to echo jakiegoś poczucia winy? Sini była pewna, że w końcu uda się jej w pełni pojąć całość w postępowaniu ojca, jego rozumowaniu oraz poglądu z jego perspektywy.
- Odprowadzę cię do jaskini. - powiedział łagodnie i po pożegnaniu się, ruszyli ku wyjściu z groty medyków.
„Nie martw taty, siostry i innych. Obudź się w końcu” rzuciła niemo przez ramię ku pogrążonego w śpiączce młodego basiora, by opuścić przybytek.
Zgodnie z obietnicą, biały wilk odprowadził bezskrzydłe szczenię niemal pod same wejście do ich rodzinnej jaskini, po czym przystanął w celu przytulenia małej waderki, która delikatnie wtuliła się w jego objęcia.
- Wieczorem spędzimy trochę czasu, w porządku? Ufam, że będziecie z Shori grzeczne. - powiedział, głaszcząc Sininen po głowie. Posłała mu łagodny uśmiech o słodkiej tonacji.
- Nie martw się tato. - powiedziała cicho do niego. Czuła się komfortowo podczas bycia przytulaną przez ojca.- Nie będziemy robiły nic złego, zabawy w pełni odpowiedzialne.
- Dziękuję skarbie. - pomiział ją po uszku, na co wydała z siebie cichy chichot. Skąd wiedział o takim ruchu? Był bardzo kochany!
- W porządku. - uśmiechnął się i podał jej soczysty kawał upolowanej zdobyczy.- A teraz wracaj do siostry i zjedzcie śniadanie. Miłej zabawy.
Po tych słowach obrócił się i zaczął się oddalać od córki. Dopiero po jego zniknięciu z horyzontu, chwyciła mięso i weszła do jaskini. Miała dobre wyczucie czasu, ponieważ Shori akurat wstała z posłania po obudzeniu się. Młodsza od razu położyła przed nią powierzone mięso.
- Mamy dzisiaj wolne. Wspólne śniadanie to fajny pomysł, prawda siostro? Dawno nie jadłyśmy razem.
Siostry uśmiechnęły się do siebie, życzyły smacznego, już po chwili zajadały się zwierzyną. Jeśli należałoby wskazać, z kim była szczególna więź w młodym pokoleniu, bez wahania wskazałoby się na Shori i Sininen. Dzieliły szczególną relację, atmosfera pomiędzy nimi zawsze była ciepła i gładka. Co więcej, młodsza miała w pewnych tematach inne opinie, lecz zawsze szanowała zdanie starszej, dodatkowo Chmureczka mogła cieszyć się mocnym wsparciem od drugiej, nieważne w jakiej sprawie. Związek sióstr był szczególnie pielęgnowany, cieszyło to niezmiernie oko.
W końcu skończyły jeść i już wkrótce kierowały się do strumienia, który zaproponowała starsza.
- Nie miałabyś ochoty polecieć tam ze mną? Byłybyśmy szybciej i dłużej mogłybyśmy cieszyć się łapaniem żab. - odezwała się w pewnej chwili Shori. Sini czuła jej lekkie zniecierpliwienie i chęć szybowania w powietrzu, rozumiała to dobrze. A jednak bolało ją to i czemu tak kurczowo trzymała się swojego zdania.
- Shori, nie zaczynaj znowu tego tematu. Przecież już ci mówiłam, dlaczego nie chcę używać skrzydeł. - powiedziała z niechęcią, po czym poczuła ucisk na sercu po dostrzeżeniu reakcji siostry. Mniejsza odczuwała pewnego rodzaju wstyd: nie miała odwagi pokazać jej swojego lotu, który jeszcze dalej opanowywała. Shori po prostu mogła sobie pozwolić na więcej, w przeciwieństwie do niej.
- Dobrze. - odparła tylko tyle, jednak podczas ich kierowania się ku strumieniowi, często podskakiwała i unosiła się w powietrze. Szczerze to zazdrościła jej tej beztroski, chciała jej kiedyś w końcu zakosztować bez zamartwiania się o wiele czynników.
Mimo krótkiej rozmowy o lataniu, nastroje nie uległy załamaniu, jedynie przez kilkanaście minut nie rozmawiały zbyt dużo, raczej ograniczały się do krótkich zwrotów i pojedynczych odpowiedzi, które trały mniej więcej do połowy trasy. Od tamtego punktu już ich radosne nastroje, głównie u Chmureczki, wróciły z możliwości spędzenia całego dnia w swoim towarzystwie. Wizja tak wielu możliwości była aż nazbyt wspaniała w swym bycie, można się śmiać, że wszystko, co mogło, kusiło je z każdej strony. Było pewne, że będą musiały należycie powybierać każdą formę spędzenia wspólnego czasu we dwie. No bo kto zabroni dwójce sióstr trochę zaszaleć na ich babskim wypadzie? Na pewno nikt z obecnych, ponieważ były same! Oby ta radość utrzymywała się jak najdłużej. - Sini przysięgła sobie, że zrobi co i ile może dla rozpogodzenia skrywanych ciężarów na duchu u starszej siostry, a ten dzień był jak znalazł niczym dar z niebios.
Pierwsze, co zrobiły po przybyciu nad strumień, było ugaszenie narastającego pragnienia i ciche chichoty przed w trakcie i po napiciu się. W końcu przyszła pora na znalezienie chociaż jednej żabki, gdyż pomysł starszej z sióstr był aż nazbyt kuszący w formie rekreacji. To właśnie ona po pewnym czasie zlokalizowała niezbyt dużą żabę o zielonkawym ubarwieniu, która znajdowała się na płaskim kamieniu umiejscowionym na brzegu, zza wyższą trawą. Obie waderki skryły się za roślinnością i obserwowały upragniony cel. Sini dodatkowo przelatywała wzrokiem otoczenie dla wychwycenia dodatkowych uwag.
- Ta, która ją złapie, wygrywa jutrzejszy „dzień na tak". - Shori odezwała się cicho, wyraźnie sygnalizując rychłą rywalizację. To był również dobry moment na zobaczenie jej efektów nauk z jej mentorem oraz czego już się nauczyła. Sininen kiwnęła jej głową na znak zgody po kilku sekundach, tym samym obie mogły zacząć polowanie na konkretną żabę. Bez większych słów, obie rozeszły się w wysokiej trawie, Shori poszła wówczas na prawo. Wybrany kierunek przez młodszą wydawał się mniej zarośnięty, ale przy tym był bardziej kamienisty, przez co musiała uważać przed potrąceniem byle kamyczka i tym samym spłoszenia żabki. Miała jednak kątem oka dobry widok na szacowane położenie siostry oraz cel. Była ciekawa, czy jej założenia odnośnie postępowania Shori okażą się słuszne.
W zasadzie nawet nie minęła się ze swoim zakładanym tokiem rozumowania siostry, gdyż zadziałała niemal kropka w kropkę, jak prognozowała. Zobaczenie, że zaatakowała bez solidniejszego poznania tego, co ją otacza i działanie według utartego schematu zabolało. Z drugiej strony, widok zmoczonej siostry w strumieniu był całkiem zabawny i tylko cudem nie parsknęła życzliwie. Wykorzystała jednak okazję i sprawnie złapała żabkę, skutecznie przyciskając ją delikatnie, acz stanowczo do gruntu.
- Wygrałam. - odezwała się swoim przyciszonym, ale nieco rozbawionym głosem w stronę Shori, która porządnie się otrzepała z wody, nim kiwnęła głową na przyznanie racji młodszej.
- Jak ją złapałaś? - Zapytała się po podejściu ku bezskrzydłej waderce i rozłożeniu się na brzuchu. Zadając ów pytanie, spoglądała w oczy młodszej. Ta z kolei przyjęła podobną pozę ułożenia się na podłożu.
- Wiedziałam, że jeśli nie uda Ci się jej złapać, to ją spłoszysz. Musiałam tylko obserwować twoją taktykę i czekać. - Odparła dyplomatycznie z nutą humoru, co było dosyć mało zauważane u Sininen.
- Nie wolałaś mieć 100% pewności na wygraną? Przecież mogłam ją złapać. - Chmureczka zadała kolejne pytanie, tym razem udając przekonanie do swoich racji. Kolejny całkiem uroczy i zabawny obrazek, który nie mógł przejść bez echa.
- To by było za proste. - Skwitowała w skrócie założenie starszego rodzeństwa.
**
- Skoncentruj się na ułożeniu łap! - Zagrzmiał Naharys podczas posyłania w młodszą z córek przeszkód, które musiała unikać na ruchomym pniu i nie spaść przy tym w dołek poniżej.Rodziciel przybył późnym popołudniem, tak jak obiecał, by zaraz zabrać Sininen na niespodziewany trening, podobno w ramach pilnowania formy czy coś. Tym razem to wyglądało, jakby usiłował ćwiczyć jej koordynację wzrokowo-ruchową, ewentualnie pobawić się w ciskanie głównie gałęziami i konarami w obecnie uczennicę. Od początku się nie patyczkował się z córką, był wyjątkowo twardy i wymagający od niej skoro poprosiła o nauki walki, głównie defensywy. Chociaż wszystko było dostosowane pod młodą, jej możliwości się diabelnie szybko rozwijały, przez co była coraz wyżej podnoszona poprzeczka w fizycznych zakresach szybkości i zwinności jako najpotężniej kwitnących. Przy wymaganiach wobec fizycznego rozwoju waderki i ich pomyślności, ojciec często modyfikował treningi sprawnościowe przed i w trakcie ich trwania. Bez dwóch zdań, dostawała od niego solidny wycisk na własne życzenie.
- Nie poruszasz się za szybko? - Zapytał, podchodząc do gwałtownie oddychającej córce. - Znacznie prędzej zmęczysz się w tym przypadku.
- Szybko? Ale ja nic nie przyspieszam. - powiedziała jednym tchem i zakaszlała. Biały podniósł brew.
- Chcesz powiedzieć, że to twoja naturalna prędkość? Jeśli tak, rozwija się w zastraszającym tempie. W zasadzie jest już równa twojej mam... - ojciec urwał w pół słowa, ale wiedziała, co chciał powiedzieć. Już na tym etapie była równie szybka, co mama, a to nie był koniec jej dorastania. Wielkie nieba, czy to znaczy, że jej szybkość, chociażby biegu powali na łopatki tą, z której słynęła Pina? Oh boi.
- Tato? - Zapytała się w końcu mocniejszym w brzmieniu głosem, a jej normalnym w głośności. On jednak spojrzał na nią wyrwany z tęsknoty i posłał lekki uśmiech.
- Na dziś kończymy. Chodźmy, Shori czeka na nas z kolacją. - dodał, po czym chwycił córkę i posadził na własnym grzbiecie. Najpewniej chciał się nacieszyć jej rozmiarami, gdyż wówczas osiągała już te, jakie posiadała matka młodych.
Shori, która faktycznie czekała na ojca i młodszą siostrę nad pozostałą częścią mięsa jelenia z poranku, niezmiernie ucieszyła się z ich powrotu. W trakcie kolacji radośnie opowiadała o ich formach spędzania czasu, wówczas zachwycając się scenerią kwitnących kwiatów, jakie widziały podczas spacerów.
- Tato, to prawda, że jutro będziemy z Noiterem? - Zapytała się podekscytowana Chmureczka, na co dorosły kiwnął głową z uśmiechem.
- Tak, jutro on się wami zajmie. Macie już plany?
- Jutro Sini decyduje. - odparła mu melodyjnie i opisała mu, jak do tego doszło. Ojciec gromady pokiwał głową, całkiem możliwe dumny z wybranych form spędzania czasu przez córki.
- Brawo Sini, dobra robota. - pochwalił młodszą, na co uciekła wzrokiem na bok. Zdecydowanie źle reagowała na komplementy. Zaraz zwrócił się do drugiej. - Uszy do góry Shori, na pewno uda ci się następnym razem.
- Zobaczymy tato, ale wątpię. Do tej pory co nie wybierzesz za czynność, Sini bije mnie na głowę i nie mam z nią najmniejszych szans. - dodała żartobliwie. Wspomniana natychmiast podniosła głowę i zaprzeczyła jej ruchem.
- Wcale nie! Mogę się założyć, że jest przynajmniej kilka rzeczy, w których nigdy tobie nie dorównam siostro...
Nie wiedziała, czemu poczuła jakby cios w żołądek po wypowiedzeniu tych słów. Widok jednak prawdziwie szczerego uśmiechu u białej waderki jednak był potwierdzeniem, że niezmiernie się cieszyła z tego. I powinna. Sini zawsze uważała Shori za znacznie lepszą we wszystkim, tylko nie wiedziała, czemu nie uważa się za taką. Jasne miały inne specjalizacje no ale! Chmureczka była znacznie lepsza i powinna być non stop chwalona. Jeśli nikt tego jeszcze nie robi, to mała się tym zajmie.
Wtedy wówczas postawiła sobie jeden z życiowych celi. Nigdy nie pozwoli nikomu na jakiekolwiek szydzenie z siostry. Będzie ją wspierać w każdej podejmowanej decyzji, nawet z ukrycia.
- Kto wie, może coś się takiego dowiecie w bliskim czasie? Tylko pamiętaj Sini: nie oszukuj, bo to zrobi większą przykrość twojej siostrze. - dodał ze śmiechem Naharys w celu rozluźnienia atmosfery. Udało mu się, ponieważ starsza z córek zachichotała wesoło, z kolei młodsza się uśmiechnęła, kiwając przy tym głową.
***
Następnego dnia obie młode panny szły w stronę jaskini opiekuna, pod którego okiem miały być tego dnia. Albo raczej tak najmłodsza nieśmiało zasugerowała. Wcale nie dlatego, że jej zakres pomysłowego i miłego wspólnego spędzania czasu był totalnie ubogi. Nie no, wcale. Shori w zasadzie podskakiwała, okazując swoje podekscytowanie faktem, że tym razem to młodsza z nich będzie decydować o sposobach spędzania czasu. W pewnym sensie to nie było ni w ząb dla Sininen, która z reguły była stanowczo znacznie potulniejsza z nich obojga i preferowała dowodzenie we wskazywaniu spędzania czasu właśnie przez Chmureczkę, sama przy tym niespecjalnie wychodząc z jej cienia. W tej parze to młodsza lubowała się w dawaniu Shori pałeczki prowadzenia, lubiła taki obrót spraw. Ale całodzienne jej zarządzanie i zgadzanie się na okrągło, co było przeciwieństwem dotychczasowych działań? To raczej było ponad jej siły mentalnie. Jednak widok starszej siostry pełnej radości z tym dniem skutecznie zapobiegał chęci skapitulowania i oddania tejże nagrody. Widziała, że to ją cieszy, przez co nie miała serca przeciwstawić się temu nastawieniu ani, co gorsza, pozbawić ją w formie zepsucia.W końcu dotarły pod szukaną jaskinię spacerowym krokiem, opiekun już czekał na pojawienie się słodkiej pary.
- Dzień dobry. - siostry odezwały się chórem, tradycyjnie Sini wypadała bardzo cicho przy starszej, lecz nigdy to jej nie wadziło. Rogaty uśmiechnął się sympatycznie i zaprosił je do jaskini.
- Dzień dobry moje drogie. Co chciałybyście dzisiaj porobić? - Zapytał dokładnie w tej samej chwili co wykonanie gestu. Biała natychmiast zaczęła zerkać na ciemne szczenię, które się lekko spłoszyło. Nie musiała na nią patrzeć, intensywność spojrzenia oraz podekscytowanie było aż nazbyt dobrze odczuwalne. Dla Noitera musiało być to całkiem zabawne, ponieważ się zaśmiał. - Hej, hej, Shori! Co to za euforia?
- Dziś Sini decyduje, co robimy - odparła radośnie z nutą dumy. - Wygrała wczoraj zabawę, która chwyci pierwsza żabkę. Mam dzień na tak dla wszystkich jej propozycji!
- Kurczę, to musiał być niezły pojedynek. Mam nadzieję, że nie zrobiłyście sobie żadnej krzywdy.
- Nie, żadnej nic się nie stało. - wtrąciła cichym głosem bezskrzydła. Nawet jeśli jedna z nich zaliczyła majestatyczny wślizg w wodę, mowy nie było o powiedzeniu tego. Siostrzana solidarność i dbanie wzajemnie o dumę, coś w tym guście. W następnej sekundzie poczuła pieszczotliwe potrącenie skrzydłem od Shori, która puściła jej wdzięczne oczko. Opiekun nie zauważył tego szybkiego gestu między siostrami.
- W takim razie, Sini, dzisiaj ty nas prowadzisz. - powiedział z entuzjazmem, by zaraz obciążyć ją spojrzeniem wspólnie ze starszą z dziewczynek. Sininen natychmiast poczuła nieprzyjemną gulę w żołądku i uciekła wzrokiem ku glebie.
- Umm... Może... - Zaczęła się gubić we własnych słowach, mówiąc je coraz szybciej. Nie umiała jasno określić powodu nagłego zdenerwowania, który narastał z każdą chwilą.
- Sini? Wszystko gra? - Troskliwe pytanie i dotyk na własnym barku od Shori, przywołał ją do jaśniejszego umysłu. Prędko jej wzrok spoczął na siostrze. Miała okazję dostrzec przez sekundę jej wargi zaciśnięte w wąską linię. Zaraz wzięła głęboki wdech nosem i wypuściła ustami.
- Przepraszam. - odezwała się bardzo cichutko. Zaraz przyznała, z rozbrajają szczerością do zatroskanej waderki. - Nie wiem co robić.
Nawet nie odważyła się podnieść wzroku wbitego w ziemię na Chmureczkę. Na pewno było albo zła na nią za durne zmartwienie, wyolbrzymianie sprawy, ewentualnie nie dowierzała, co w nią wstąpiło. Przecież w końcu będzie musiała ją wyśmiać, nieważne z jakiej przyczyny. Ta jest całkiem jak znalazł. Echo dawnej Sininen nasiliło się, przez co młoda odruchowo zastygła w napięciu całego ciała. Już była w pełni pogodzona z faktem, że zaraz zostanie zrugana i wystawiona przez członka rodziny bliskiemu sercu. Szczerze? Tego bardzo się bała, ale wiedziała jedno: nie zasługiwała na taką rodzinę, była ich zakałą. Pod tym względem On miał rację z jakże żałośnie mizernym bytem egzystencjalnym w jej wykonaniu. To była jedynie kwestia czasu kiedy jej to powiedzą bądź pokażą.
- Siostrzyczko, czy to tak ciebie od wieczora męczyło? - Wyjątkowo łagodnie ciepły głos Chmureczki wyrwał ją z pogrążania się w czarniejsze myśli. Usłyszała jej westchnienie, ale nie podniosła wzroku. - Czemu nic nie mówiłaś?
- Bo to głupota. - mruknęła, będąc na siebie coraz bardziej zła.
Całkowicie została zaskoczona tym, że Shori delikatnie ją objęła i przytuliła.
- Wcale nie. - odparła na tyle cicho, by te słowa dotarły tylko do jej uszu. - Myślałam, że będziesz zachwycona, że nie zagłuszam cię i twoich pomysłów, skoro zawsze to ja decyduje o zabawach. Powinnam pamiętać, że wolisz podążać... Przepraszam.
- Nie mów tak... - To było niesamowicie rzadkie zjawisko, móc usłyszeć jej załzawiony głos. A jednak Shori się udało rozbroić młodszą, która zaraz sprawnie zaczęła wycierać oczy własną łapką. Biała nie puszczała ją z uścisku, tym samym pokazując swoje wsparcie i bliskość.
- Wszystko gra dziewczynki? - Całkiem zapomniały, że Noiter odszedł po jedną rzecz z jaskini. Jego pytanie tylko obwieszczało rychły powrót, chociaż dla Sini to był czas liczony niemal w godzinach.
- Tak! - odparła prędko Chmureczka. Podobnej szybkości również poszła w jej ślady i na szybko wymyśliła wymówkę. - Sini, coś wleciało do oka i nie może się tego pozbyć.
- Ajajaj, to nigdy nie jest przyjemne. Mnie raz wleciała drobna muszka. Myślałem, że nigdy jej nie wypłaczę. - było aż słychać, jak opiekun się wzdrygnął. Po chwili ponownie skierował swoją uwagę na młodszą. - Wszystko w porządku, takie małe paproszki trzeba w ostateczności pozbyć się łzami, nikt nie uważa tego za słabość... Już lepiej? - Pytanie zadał po jakiejś minucie, gdy odsunęła się od ramienia siostry. Kiwnęła głową.
- Tak, przepraszam za problem.
- Nic się przecież nie stało. - posłał jej uśmiech. Był to całkiem fajny uśmiech niewiedzy, co tak naprawdę miało miejsce pod jego nieobecność. - Zatem co byś chciała robić?
Ciemne szczenię spojrzało na niego, po czym przeniosło wzrok na ciepło uśmiechającą się siostrę. Zdawała się niemo mówić, żeby przestała się krępować i spróbowała wejść w stan zrelaksowania.
- Czy... czy możemy iść na łąkę?
- Pewnie! Masz którąś konkretną na myśli? - Zapytał Noiter, dając najmłodszej z grona nieco się wysunąć na przód pochodu trójki. Odparła, że chyba tak, albowiem rozchodziło się o obecność roślin kwiatowych. Shori nie opuszczała jej boku, przez co czuła się nieco pewniej w trakcie spaceru.
- Uwaga, coś dzisiaj może być ślisko nad skarpą. Nie chodźcie tam. - przestrzegł je opiekun w trakcie mijania jednego problematycznego miejsca o pięknych widokach, lecz również wymagającym zachowania uwagi.
Podczas gdy Shori wyraziła swój zachwyt z możliwych obrazków krajobrazowych z tamtego punktu, Kropelce przemknęła myśl, że zakończenie tam życia przynajmniej dałoby ładne widoki, które byłyby jako ostatnie widziane.
W końcu dotarli na szukaną łąkę, powitała ich uderzająca w nozdrza fala zapachów wiosennych kwiatów o wyjątkowo rozkosznym tonie. Ciekawe czy miało to związek z dużą ilością otrzymywanych promieni słonecznych w tym roku, bo jeśli tak, było wystarczającym zaproszeniem do modlitw o dobrą pogodę.
- Jaki masz plan Sini? - Zapytał życzliwie basior, na co wspomniana podrapała się po uchu.
- Umm, no cóż...
- Co chciałabyś na tę chwilę robić? - Dodała miło Shori. Spojrzenie na siostrę wyrażało opiekuńczość, którą pokazała fizycznie wcześniej.
- ... Chyba na razie po prostu pochodzić. - powiedziała po kilku sekundach najniższa.
I faktycznie, cała trójka zaczęła niezbyt głośno rozmawiać i jednocześnie spokojnie spacerować w otoczeniu flory watahy. Ba, nawet kilka par motyli mogli zobaczyć przy słuchaniu ćwierkania ptaków. Całkiem miły krajobraz. W pewnej chwili młoda zatrzymała się, ponownie sprowadzając na siebie uwagę.
- Siostro?
- Hm? Co się dzieje Sini? - Zapytała, widząc jej lekkie skrępowanie.
- Umiesz może robić coś z kwiatów?
- Nigdy nie próbowałam. - odparła lekko zaskoczona pytaniem od młodszej.
- Masz na myśli wianki? - Wtrącił się Noiter. - Mogę wam pokazać!
I nim zdążyły zapytać, już siedziały i obserwowały proces plecenia na szybko zerwanych kwiatów. Kropelka musiała przyznać, że wyglądało to naprawdę ładnie. Po jakiejś minucie pokazywał im upleciony wianuszek z mleczy.
- Chciałybyście spróbować? - Zapytał się je, ale głównie ciemną. Kiwnęła głową.
- Jeśli siostra też chc... - niedane było jej dokończyć, gdyż Shori szybko się wtrąciła z uśmiechem.
- Jestem na tak! - Po czym posłała cichy chichot do bezskrzydłej.
- Zerwijcie kwiaty, jakie chcecie, najlepiej taki pęczek z dłuższymi łodyżkami. - polecił im opiekun, który wydawał się uradowany z inicjatywy.
Sininen od początku wejścia na łąkę miała w głowie w zasadzie same stokrotki, których było zresztą całkiem dużo. Starała się zerwać o nawet trochę dłuższych łodygach i więcej w formie zapasu, dopiero wtedy wróciła i usiadła przy czekającej parze towarzystwa. Noiter ponownie im zaprezentował proces plecenia łodyg, tym razem powoli, aby mogły zapamiętać wykonywane ruchy. Dopiero po wykonaniu własnego wianka, zaczął pomagać dziewczynkom.
„Rany boskie, jakie to złośliwe” - pomyślała sobie ciemna waderka w trakcie karkołomnej walki z kwiatkami. Plecenie szło jej bardzo opornie, łodyżki zdawały się być słabe lub właśnie za słabo powiązane ze sobą. Shori w tym czasie skończyła swój pierwszy wianek, który wyszedł jak u doświadczonego w tym fachu, za co została pochwalona przez opiekuna, który sam po chwili zerknął na mozolne próby młodszej.
- Jak ci idzie? Wszystko okej? - Shori zerknęła przez ramię, napotykając skoncentrowany wzrok Sininen utkwiony w leżących stokrotkach.
- Mówiąc, średnio bym przesadziła. - odparła dyplomatycznie, podczas gdy w myślach nie mogła wyprzeć obraz kwiatów. - Nie mogę ich zapleść.
- Czekaj, tu masz za słabe związanie, dlatego wypadają. - pokazała łapką Shori.
- Nie są za cienkie? Jak myślisz? - Sini podniosła w powietrze próbę zaczęcia wianka, z którego zaraz wypadły dwa kwiaty. - Nosz kurczę.
- Nie, nie, są dobre. Początek masz za słaby, spróbuj go zacieśnić. - poradziła jej starsza. Po chwili instruowała ją na podstawie własnego, który wówczas leżał obok niej.
Mimo tego oraz rad Noitera to zwyczajnie nie chciało wyjść. Przynajmniej nie od razu. Po upływie blisko niemal kwadransa trzymała bardzo ostrożnie luźny wianek w powietrzu.
- Dobra robota. - uśmiechnął się do niej dorosły. Patrzyła na niego, nim przeniosła wzrok na swój twór.
- Dałaś z siebie wszystko! To najważniejsze. - dodała wesoło Chmureczka.
-To zdecydowanie nie moja bajka. Ale zabawa bardzo fajna. - dodała po zastanowieniu. - Przynajmniej wiem, że nie mam łapy do wianków. Siostro, twój jest o niebo lepszy.
- Dziękuję za słowa uznania. - zachichotała biała. Na pewno musiała być szczęśliwa, bo Sini też taka była, że w końcu odnalazły mocną stronę Shori, która była akurat słaba u Sininen.
- Chyba może być odpowiedni. - powiedziała tak cicho, że nawet siedząca obok starsza nie miała prawa tego usłyszeć. Zaraz odwróciła się do siostry i bardzo ostrożnie, niemal niepewnym gestem, położyła wianek na głowie Shori, niby wyglądając na koronę. Nieśmiało się uśmiechnęła. - Wiedziałam, że stokrotki będą ci bardzo dobrze pasować.
< Shori? Mam nadzieję, że korona ze stokrotek się podoba ^-^ >
Ilość napisanych słów: 4734
Ilość zdobytych PD: 2367 + 20% (473 PD) za długość powyżej 4000 słów.
Obecny stan: 2840
poniedziałek, 4 kwietnia 2022
Od Shori c.d Sininen/Noiter ~ Oszroniony Ogień
*Akcja toczy się przed "Anatomia obłędu 3cz."*
- Nieee! - Zawołałam rozpaczliwie, gdy sylwetka jasnoszarej wadery zaczęła rozpływać się w czarnej mgle. Skoczyłam w jej kierunku, chcąc ją złapać i przytulić. - Nie zostawiaj mnie... - w mych oczach pojawiły się łzy. - Ma... Mamo... - Pina przeleciała mi przez łapy, jak piasek na plaży, a nim całkiem zniknęła, uśmiechnęła się do mnie. Był to taki sam uśmiech, jak tego dnia, w którym oznajmiła, że stanie się moją rodziną. Opadłam na ziemię, szlochając w najlepsze. Nie dany był mi jednak spokój. Wszystko pokryła czerń, a ja straciłam grunt pod łapami. Chciałam użyć skrzydeł, ale nie mogłam, chciałam krzyczeć, ale i to nie było mi dane. Spadałam w otchłań, nie wiedząc, czy i kiedy sięgnęła jej dna. Po pewnym czasie jakaś siła szarpnęła mną, a ja pokiwałam się za kłócącymi się Eredenem i Sininen.
- To wszystko Twoja wina dziwolągu! - krzyczał basior i pluł przy tym takim jadem, że aż przeszły mnie ciarki. - Lepiej by było, gdybyś się nie urodziła! - kontynuował, a mniejszej puściły nerwy.
- Słusznie! Nie musiałabym się patrzeć na ten Twój głupi pysk! - warknęła, a ja nie mogłam tego dalej oglądać. Wskoczyłam między nich.
- Przestańcie! Jesteście rodzeństwem na bogów! - Jednak Ci nie zareagowali. Zupełnie, jakby mnie nie było. Usłyszałam kroki, obraz zawirował i znów pokrył się czernią. Scena się zmieniła. Stałam przed jaskinią Medyków. Trzy długości ogona przede mną siedział załamany Naharys.
- Tato. - podbiegłam, chciałam się do niego przytulić. Nawet nie dostrzegłam, że ten w ogóle nie zareagował na mój głos. Stanęłam przed nim — Tato! - powtórzyłam. Basior jednak wpatrywał się pustym wzrokiem w dal. Chciałam go szturchnąć, aby na mnie spojrzał, jednak moje działania na nic się nie zdały. Zupełnie tak, jakby nie czuł mojego dotyku, jakby mnie nie widział, ani nie słyszał — Tato... - skomlał, zaczynając pogrążać się w rozpaczy. ~ Dlaczego mnie ignorują? Nie słyszą mnie? Co się stało? A może to ja zrobiłam coś nie tak?~ Obraz zmienił się po raz kolejny. Siedziałam na plaży, a wkoło mnie wściekle latała kometa. Kątem oka dostrzegłam jakiś cień, nienależący do żadnego ze znanych mi wilków. Już miałam odwrócić się w stronę postaci, gdy coś jakby ukuło mnie w bok. Przez mój grzbiet przeszedł dreszcz. Poderwałam się do siadu, ciężko dysząc.
- Ciii... Oddychaj. To tylko zły sen. - wyszeptała waderka, gładząc mnie po plecach. Potrzebowałam chwili, by zorientować się, że zaciskałam łapki na pluszowym króliczku, a Sininen próbowała mnie uspokoić. Zapewne obudziłam ją, gdy się wierciłam, a może słyszała, jak mruczałam coś. W sumie nieważne. Obudziłam Sini i koniecznie chciałam ją za to przeprosić. Odwróciłam pysk w stronę siostry, ale waderka tylko wtuliła się we mnie i szeptała
- Nic się nie stało... Nie spałam — przytuliłam ją swoim skrzydłem i oparłam pyszczek na jej głowie, powoli się uspokajając.
- Dziękuję — wyszeptałam, kątem oka rozejrzałam się nieznacznie po naszej jaskini. Tato spał twardo. Dawno nie widziałam go tak spokojnego. Ereden dalej przebywał u cioci Lony, zapewne wciąż nie odzyskawszy przytomności. Na niebie księżyc pomału zmierzał ku horyzontowi. Westchnęłam cicho. Zerknęłam na Sininen, ale waderka miała przymknięte oczy. Nie w sposób było mi ocenić, czy zasnęła, czy czuwa nade mną, jak to miała ostatnio w zwyczaju. Zamknęłam oczy i nie wiedząc, kiedy zasnęłam.
- Mamy dzisiaj wolne. Wspólne śniadanie to fajny pomysł, prawda siostro? Dawno nie jadłyśmy razem. - oznajmiła, a ja przytaknęłam skinieniem głowy. Obie zasiadłyśmy do posiłku. Życzyłyśmy sobie smacznego, po czym zjadłyśmy jakże smaczną potrawę. Po załatwieniu podstawowych potrzeb udałyśmy się na spacer w kierunku pobliskiego strumienia.
- Nie miałabyś ochoty polecieć tam ze mną? Byłybyśmy szybciej i dłużej mogłybyśmy cieszyć się łapaniem żab — spytałam, przerywając w pewnym momencie nawet przyjemną ciszę. Spojrzałam na Sini idącą w swej bezskrzydłej formie. Waderka cicho spuściła powietrze z płuc, po czym nie spoglądając na mnie, odpowiedziała.
- Shori, nie zaczynaj znowu tego tematu. Przecież już Ci mówiłam, dlaczego nie chcę używać skrzydeł. - zrezygnowana spuściłam głowę.
- Dobrze — odpowiedziałam. Reszta drogi minęła nam w ciszy, gdzie od czasu do czasu podskakiwałam i szybowałam przez kilka metrów. Od kiedy uczę się latać, wolę ten sposób poruszania się w towarzystwie wilków idących. Odnoszę wrażenie, że jest on o wiele korzystniejszy niż zwykłe stąpanie po ziemi.
- Ta, która ją złapie, wygrywa jutrzejszy „dzień na tak". - zameldowałam, szepcząc. Czekałam na reakcję Sininen. Po krótkiej analizie waderka skinęła głową, na znak zgody. Rozeszłyśmy się, otaczając naszą ofiarę. Sininen całkiem zniknęła w wysokiej już trawie, tak że tylko wyczuwałam jej delikatną woń. Przycisnęłam skrzydła do siebie, nie chcąc poruszyć zbytnio roślinnością. Wolnym krokiem zbliżałam się do szarozielonej żabki. Gdy znalazłam się dwie długości ogona za nią. Wyskoczyłam, rozkładając skrzydła i usiłowałam ją pochwycić w łapy. Stworzonko jednak sprawnie wyskoczyło z mego uścisku. Zaaferowana zwierzątkiem nawet nie zauważyłam, kiedy wpadłam do płytkiej wody, wydając przy tym donośny plusk. Fuknęłam poirytowana, gdy żaba wskoczyła mi na nos i uciekła, po próbie złapania jej. Straciłam swą ofiarę z oczu. Podniosłam się i nie minęła nawet minuta, gdy do mych uszu dotarło radosne stwierdzenie
- Wygrałam - Oznajmiła Sini i wesoło zamerdała ogonem. W siedziała i starannie trzymała żabkę lekko przyciśniętą do ziemi, by ta jen nie uciekła. Skinęłam głową, akceptując swoją przegraną. Błękitnooka wypuściła stworzonko, które błyskawicznie uciekło do wody. Odpoczywałyśmy chwilę, leżąc i rozmawiając.
- Jak ją złapałaś? - zapytałam, przewracając się na brzuch i patrząc w błękitne oczy Sini.
- Wiedziałam, że jeśli nie uda Ci się jej złapać, to ją spłoszysz. Musiałam tylko obserwować Twoją taktykę i czekać.
- Nie wolałaś mieć 100% pewności na wygraną? Przecież mogłam ją złapać. - zagaiłam, rozmyślając nad taktyką młodszej. Wadera uśmiechnęła się zadziornie, odwracając się na brzuch.
- T o by było za proste.
- Dzień dobry — przywitałyśmy się chórem, chociaż Sini ciszej ode mnie. Rogaty basior uśmiechnął się do nas szczerze i gestem zaprosił do jaskini.
- Dzień dobry moje drogie. Co chciałybyście dzisiaj porobić? - zapytał, a ja spojrzałam na Sini, oczekując jej odpowiedzi.
<Sininen?>
Co zamierzasz robić? Nie zapomnij, że Shori dziś na wszystko mówi "Tak" ;3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1118
Ilość zdobytych PD: 559 + 5% (28 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 587
- Nieee! - Zawołałam rozpaczliwie, gdy sylwetka jasnoszarej wadery zaczęła rozpływać się w czarnej mgle. Skoczyłam w jej kierunku, chcąc ją złapać i przytulić. - Nie zostawiaj mnie... - w mych oczach pojawiły się łzy. - Ma... Mamo... - Pina przeleciała mi przez łapy, jak piasek na plaży, a nim całkiem zniknęła, uśmiechnęła się do mnie. Był to taki sam uśmiech, jak tego dnia, w którym oznajmiła, że stanie się moją rodziną. Opadłam na ziemię, szlochając w najlepsze. Nie dany był mi jednak spokój. Wszystko pokryła czerń, a ja straciłam grunt pod łapami. Chciałam użyć skrzydeł, ale nie mogłam, chciałam krzyczeć, ale i to nie było mi dane. Spadałam w otchłań, nie wiedząc, czy i kiedy sięgnęła jej dna. Po pewnym czasie jakaś siła szarpnęła mną, a ja pokiwałam się za kłócącymi się Eredenem i Sininen.
- To wszystko Twoja wina dziwolągu! - krzyczał basior i pluł przy tym takim jadem, że aż przeszły mnie ciarki. - Lepiej by było, gdybyś się nie urodziła! - kontynuował, a mniejszej puściły nerwy.
- Słusznie! Nie musiałabym się patrzeć na ten Twój głupi pysk! - warknęła, a ja nie mogłam tego dalej oglądać. Wskoczyłam między nich.
- Przestańcie! Jesteście rodzeństwem na bogów! - Jednak Ci nie zareagowali. Zupełnie, jakby mnie nie było. Usłyszałam kroki, obraz zawirował i znów pokrył się czernią. Scena się zmieniła. Stałam przed jaskinią Medyków. Trzy długości ogona przede mną siedział załamany Naharys.
- Tato. - podbiegłam, chciałam się do niego przytulić. Nawet nie dostrzegłam, że ten w ogóle nie zareagował na mój głos. Stanęłam przed nim — Tato! - powtórzyłam. Basior jednak wpatrywał się pustym wzrokiem w dal. Chciałam go szturchnąć, aby na mnie spojrzał, jednak moje działania na nic się nie zdały. Zupełnie tak, jakby nie czuł mojego dotyku, jakby mnie nie widział, ani nie słyszał — Tato... - skomlał, zaczynając pogrążać się w rozpaczy. ~ Dlaczego mnie ignorują? Nie słyszą mnie? Co się stało? A może to ja zrobiłam coś nie tak?~ Obraz zmienił się po raz kolejny. Siedziałam na plaży, a wkoło mnie wściekle latała kometa. Kątem oka dostrzegłam jakiś cień, nienależący do żadnego ze znanych mi wilków. Już miałam odwrócić się w stronę postaci, gdy coś jakby ukuło mnie w bok. Przez mój grzbiet przeszedł dreszcz. Poderwałam się do siadu, ciężko dysząc.
- Ciii... Oddychaj. To tylko zły sen. - wyszeptała waderka, gładząc mnie po plecach. Potrzebowałam chwili, by zorientować się, że zaciskałam łapki na pluszowym króliczku, a Sininen próbowała mnie uspokoić. Zapewne obudziłam ją, gdy się wierciłam, a może słyszała, jak mruczałam coś. W sumie nieważne. Obudziłam Sini i koniecznie chciałam ją za to przeprosić. Odwróciłam pysk w stronę siostry, ale waderka tylko wtuliła się we mnie i szeptała
- Nic się nie stało... Nie spałam — przytuliłam ją swoim skrzydłem i oparłam pyszczek na jej głowie, powoli się uspokajając.
- Dziękuję — wyszeptałam, kątem oka rozejrzałam się nieznacznie po naszej jaskini. Tato spał twardo. Dawno nie widziałam go tak spokojnego. Ereden dalej przebywał u cioci Lony, zapewne wciąż nie odzyskawszy przytomności. Na niebie księżyc pomału zmierzał ku horyzontowi. Westchnęłam cicho. Zerknęłam na Sininen, ale waderka miała przymknięte oczy. Nie w sposób było mi ocenić, czy zasnęła, czy czuwa nade mną, jak to miała ostatnio w zwyczaju. Zamknęłam oczy i nie wiedząc, kiedy zasnęłam.
*~*~*
Obudziłam się rano, jakieś dwie godziny po świcie. W powietrzu czuć było nieco już zwietrzałą woń Naharysa, który pewnie równo ze wstającym słońcem, udał się do lecznicy, a później wybierze się na szkolenie. Sininen również nie było u mego boku. Nie wiem, jak wydostała się z mych objęć, ale zrobiła to perfekcyjnie. Tylko Króliczek pozostał w moich łapkach. Właśnie wstawiłam, gdy u wejścia do jaskini pojawiła się Sini w bezskrzydłej formie, ze sporym kawałkiem jeleniny. Położyła mięso na kamiennym stole i uśmiechnąwszy się delikatnie, powiedziała charakterystycznym dla siebie, cichym głosikiem- Mamy dzisiaj wolne. Wspólne śniadanie to fajny pomysł, prawda siostro? Dawno nie jadłyśmy razem. - oznajmiła, a ja przytaknęłam skinieniem głowy. Obie zasiadłyśmy do posiłku. Życzyłyśmy sobie smacznego, po czym zjadłyśmy jakże smaczną potrawę. Po załatwieniu podstawowych potrzeb udałyśmy się na spacer w kierunku pobliskiego strumienia.
- Nie miałabyś ochoty polecieć tam ze mną? Byłybyśmy szybciej i dłużej mogłybyśmy cieszyć się łapaniem żab — spytałam, przerywając w pewnym momencie nawet przyjemną ciszę. Spojrzałam na Sini idącą w swej bezskrzydłej formie. Waderka cicho spuściła powietrze z płuc, po czym nie spoglądając na mnie, odpowiedziała.
- Shori, nie zaczynaj znowu tego tematu. Przecież już Ci mówiłam, dlaczego nie chcę używać skrzydeł. - zrezygnowana spuściłam głowę.
- Dobrze — odpowiedziałam. Reszta drogi minęła nam w ciszy, gdzie od czasu do czasu podskakiwałam i szybowałam przez kilka metrów. Od kiedy uczę się latać, wolę ten sposób poruszania się w towarzystwie wilków idących. Odnoszę wrażenie, że jest on o wiele korzystniejszy niż zwykłe stąpanie po ziemi.
*~*~*
Dotarłyśmy na miejsce po niecałej godzinie spaceru. Napiłyśmy się wody i zaczęłyśmy tropienie jakiekolwiek żaby. Gdy stworzenie zostało znalezione, zaszyłyśmy się w wysokiej już trawie.- Ta, która ją złapie, wygrywa jutrzejszy „dzień na tak". - zameldowałam, szepcząc. Czekałam na reakcję Sininen. Po krótkiej analizie waderka skinęła głową, na znak zgody. Rozeszłyśmy się, otaczając naszą ofiarę. Sininen całkiem zniknęła w wysokiej już trawie, tak że tylko wyczuwałam jej delikatną woń. Przycisnęłam skrzydła do siebie, nie chcąc poruszyć zbytnio roślinnością. Wolnym krokiem zbliżałam się do szarozielonej żabki. Gdy znalazłam się dwie długości ogona za nią. Wyskoczyłam, rozkładając skrzydła i usiłowałam ją pochwycić w łapy. Stworzonko jednak sprawnie wyskoczyło z mego uścisku. Zaaferowana zwierzątkiem nawet nie zauważyłam, kiedy wpadłam do płytkiej wody, wydając przy tym donośny plusk. Fuknęłam poirytowana, gdy żaba wskoczyła mi na nos i uciekła, po próbie złapania jej. Straciłam swą ofiarę z oczu. Podniosłam się i nie minęła nawet minuta, gdy do mych uszu dotarło radosne stwierdzenie
- Wygrałam - Oznajmiła Sini i wesoło zamerdała ogonem. W siedziała i starannie trzymała żabkę lekko przyciśniętą do ziemi, by ta jen nie uciekła. Skinęłam głową, akceptując swoją przegraną. Błękitnooka wypuściła stworzonko, które błyskawicznie uciekło do wody. Odpoczywałyśmy chwilę, leżąc i rozmawiając.
- Jak ją złapałaś? - zapytałam, przewracając się na brzuch i patrząc w błękitne oczy Sini.
- Wiedziałam, że jeśli nie uda Ci się jej złapać, to ją spłoszysz. Musiałam tylko obserwować Twoją taktykę i czekać.
- Nie wolałaś mieć 100% pewności na wygraną? Przecież mogłam ją złapać. - zagaiłam, rozmyślając nad taktyką młodszej. Wadera uśmiechnęła się zadziornie, odwracając się na brzuch.
- T o by było za proste.
*~*~*
Reszta dnia minęła nam na spacerowaniu. Wieczorem Sininen miała jeszcze trening z Tatą, po czym wspólnie zjedliśmy kolację. Po o dziwo spokojnie przespanej nocy nastał dzień kolejny, który to mieliśmy spędzić z Noiterem. Pamiętając o umowie między mną, a Sininen, grzecznie oczekiwałam jej decyzji. Pierwszą z nich był najzwyczajniejszy w świecie spacer do groty naszego opiekuna.- Dzień dobry — przywitałyśmy się chórem, chociaż Sini ciszej ode mnie. Rogaty basior uśmiechnął się do nas szczerze i gestem zaprosił do jaskini.
- Dzień dobry moje drogie. Co chciałybyście dzisiaj porobić? - zapytał, a ja spojrzałam na Sini, oczekując jej odpowiedzi.
<Sininen?>
Co zamierzasz robić? Nie zapomnij, że Shori dziś na wszystko mówi "Tak" ;3
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1118
Ilość zdobytych PD: 559 + 5% (28 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 587
poniedziałek, 28 marca 2022
Od Sininen c.d Noiter'a | Shori ~ "Oszroniony ogień"
Przekręciła głowę w jego stronę po usłyszeniu kilku propozycji na spędzenie czasu podczas wesołych psot Shori w morskich falach, która aktualnie próbowała je przeskakiwać. Sini przez jej wzrost mogła zapomnieć o zabawie na tej głębokości. Niepokoił ją fakt zmieniania się siły nurtu wody, dlatego z jej piersi chciał się wydrzeć krzyk, by starsza siostra podeszła bliżej. Co z tego, że znajdowała się na głębokości do połowy jej łap? Niska wiedziała, że z żywiołem wody nie ma żartów, podobnie jak z pozostałymi.
- Czy... Są tu muszelki? - Zapytała się niepewnie. Opiekun kiwnął głową z uśmiechem.
- Mogę się założyć, że są na pewno. Idziemy je poszukać? Jeśli chciałabyś zbudować coś z piasku, muszelki sprawdzą się jako ozdoby i to jako strzał w dziesiątkę. - dodał nieco podekscytowany. Najwyraźniej już się napalił na tego typu formy spędzania czasu.
- Dobrze. - powiedziała cichutko na znak zgody.
- To na co czekamy? Chodźmy po ładne muszelki!
Tak jak postanowił, tak zaraz poszli. Mała waderka trzymała się znacznie bliżej brzegu, ale pozwalała na zanurzanie łap do wysokości nadgarstków, nie bardziej. Być może Noiter uważał to za lęk przed wodą, jednak szanował jej wybór i sam nieco ją osłaniał przed falami. Dalej od nich radośnie śmiała się Shori i to w najlepsze.
Opiekun nie mylił się co do możliwości odnalezienia na tutejszym piasku morskich skarbów w postaci muszli: wiele małych niemal przyglądały zza pisku niby przebiśniegi, niemal kusząc na wyjęcie je z pseudo ukrycia. Wszystkie całe i ładniejsze wkładali do przygotowanego woreczka przez dorosłego, zaprzestali tej czynności po pełnym wypełnieniu sakiewki. Mając tak bogaty wybór, Noiter zaraz zaproponował budowanie z użyciem piasku. Sini bez słowa podążyła za nim w kierunku dogodnego miejsca, które zaraz zajęli i rozpoczęli zabawę. To nie były żadne kamyczki, co było efektem zwykłego tworzenia usypywanego kopca. Nie czuła żadnej siły wyobraźni, co ją zasmuciło, ponieważ poczuła się wybrakowana z tego typu standardowych możliwości. Noiter wydawał się wyczuć jej cichą zmianę nastawienia.
- To bardzo ładny kopiec. Co powiesz na udekorowanie go muszelkami? Możemy też zrobić taki most między naszymi. - zaproponował skrzydlaty, po czym sam pokazał własny kopczyk, tylko trochę większy od jej. - Mamy wystarczająco dużo muszelek, a i tak zostaną.
- Jak? - Spytała się nieco głośniej niż do tej pory, czyli cichutko. Podczas zadania tegoż pytania sięgnęła po losową muszelkę z wierzchniej warstwy i spoglądała na nią.
- Masz na myśli wzorzec? Co powiesz na taki okrężny?
- Tak jak zwinięty wąż?
- Coś w tym rodzaju. Jeśli nie chcesz, możemy to zrobić inaczej.
- Jest w porządku. - powiedziała szybko i cicho, mając sobie za złe za to przerwanie, jednak on nie wydawał się brać tego jako pewnego rodzaju obelga czy inna zniewaga.
Opiekun cały czas wydawał się skupiać na próbach zaskarbienia sobie poczucia komfortu przy sobie u zamkniętego w sobie szczenięcia. Młoda sama się z tym dziwnie czuła, że ktoś inny niezwiązany z nią w nijaki sposób chce, żeby czuła się przy nim spokojnie, Shori się nie zaliczała do tej kategorii z prostej przyczyny — została adoptowana w rodzinę. Zresztą, z nią od razu nawiązała silną i bliską relację, najpewniej przez fakt posiadania przez obie skrzydeł oraz dręczenia przez Eredena. Nigdy nikomu nie powiedziała tego, ale to przy Shori czuła się dobrze i to ją najwyraźniej uważała za prawowite rodzeństwo niżby właśnie brata.
Shori w końcu wyszła zasapana z wody dokładnie wtedy, kiedy Noiter wraz z Sininen kończyli konstruowanie mostu pod wodzą szczeniaka.
- Musicie wejść do wody! Jest przyjemna!
- Może później, jeśli uda nam się przekonać twoją siostrę. - zażartował dorosły wilk i spojrzał przyjaźnie na szukaną waderkę.
Starsza się wesoło uśmiechnęła i otrzepała z nadmiaru wody we własnym futrze i dopiero po tym podeszła do nich. Oczy jej zabłysły na widok ukończonej pracy duetu.
- Ale to super wam wyszło! Sini, to ty wymyśliłaś ten most?
- Pan opiekun zaproponował. - szybko bąknęła. Noiter się roześmiał z uwagą, aby nie zranić uczuć małej.
- Wystarczy opiekun lub Noiter, bez żadnego pana, dobrze? Ale wiesz Shori, twoja siostra zajęła się kontrolowaniem tworzenia tego mostu.
- To naprawdę wygląda fajnie zrobione. Mogę dać dodatkową na górę? - Spojrzała na parę.
- Jak myślisz? - Noiter zapytał się życzliwie młodszej z sióstr.
- W porządku. - potwierdziła to kiwnięciem głowy.
Shori miała na tyle dużo styczności do tej pory z umiejętnościami Sininen, że bez strachu umieściła nawet pięć sztuk, a most nawet nie zadrżał. Ciemnobrązowa kulka dopiero z czasem zda sobie sprawę, że Shori po prostu wierzyła w jej zdolności i jej solidność, zawsze pokazując to w czynnościach, ponieważ słowa peszyły młodszą.
Na plaży spędzili jeszcze sporo czasu w zasadzie do zachodu słońca. Sini przez ten czas wykorzystywała zabawianie się z użyciem maskotki podczas wspólnych gier na piachu wraz z opiekunem oraz siostrą, jednak dalej wykazywała lekką niepewność przy dorosłym. Miała nadzieję, że się przełamie do niego z czasem, przez wzgląd na jego starania ku niej. Tego wieczora zasnęła zwinięta w kłębek przy boku rodziców i jednoczesnym wtulaniu się w pluszowy prezent.
< Czas obecny >
Minęło już sporo czasu od traumatycznego wydarzenia w postaci porwania matki miotu wraz z jej przyjaciółką. Poszukiwania w dalszym ciągu nie przynosiły pomyślnych wieści, zresztą zdawały się słabnąć w ilości ich prowadzenia. Wszyscy zdawali się coraz przyswajać myśl, że nigdy ich nie odzyskają...
- Dobra! Poddaję się! Nigdy nie wygram z tobą. - powiedziała dobitym głosem pełnym porażki Shori, która po padnięciu na plecy, podniosła przednie łapy i zaczęła nimi machać. Najdziwniejsze było to, że była bardzo zmęczona, znaczniej bardziej niż Sini, która wydawała się nie po entym ćwiczebnym starciu z nią. Wspomniana podeszła do niej w formie bezskrzydłej i wystawiła łapę w geście pomocy wstania.
- Walczysz cały czas sztywnymi metodami, siostro. - powiedziała spokojnie. - Nie obserwujesz przeciwnika i się odsłaniasz przy próbie wykonania ciosu.
- Wiem, Atrehu mówi mi w kółko to samo. - jęknęła po wstaniu. Zaraz przybrała udawany głos jej nauczyciela.- Walczysz na ślepo i myślami jesteś w chmurach.
- Ma rację. - zauważyła, kiedy Shori parsknęła śmiechem po własnym udanym żarcie.
- Ale serio Sini. Jesteś stanowczo za szybka i zwinna. Cokolwiek nie zrobię, czego nie spróbuje, to wydajesz się wiedzieć. Jak ja mam cię w ogóle dotknąć?
- Za długo patrzysz w jeden punkt przed wykonaniem ruchu, to cię też zdradza.
- Wychodzi na to, że właśnie zdobywam kolejnego nauczyciela walki. Tata naprawdę tak uczy?
- Też. - dodała ogólnie młodsza. To, że ćwiczyła używanie skrzydeł i to nie tylko w formie lotu, ale też i walk powietrznych było jej sekretem.
- Chyba że tak. - powiedziała starsza jakby myślami gdzie indziej.
- Jeszcze raz?
- Ehh... No dobrze. Spróbuje wziąć twoje uwagi do serca. Teraz ty zaczynasz!
Ciemnobrązowa waderka kiwnęła głową po zajęciu ich pozycji i zaraz ruszyła na siostrę, tylko po to, żeby czmychnąć na bok w chwili jej podniesienia łapy do oczywistego wykonania ruchu. Znowu odsłoniła swój bok, tym razem musiała to wykorzystać. To właśnie dlatego ponownie rozpoczęła szarżę ku niej i w połowie zmieniła wygląd, aby skrzydłami skutecznie, acz bezboleśnie podciąć jej łapy przy znurkowaniu pod nią. Efekt był łatwy do przewidzenia — Shori ponownie została powalona na glebę. Teraz to nie trwało nawet dziesięciu sekund.
- Na wszystkich bogów! Czemu musisz być taka szybka? - Wydała z siebie głośniejszy jęk w geście pokonania. Sini już była zwrócona ku niej w drugiej formie i gotowa pomóc wstać. - Co to w ogóle za użycie skrzydeł?
- Wykorzystanie atutów nigdy nie jest złym rozwiązaniem. Trzeba tylko wiedzieć jak. - wzruszyła ramionami. Odkąd zaczęła objawiać się u niej znacznie spotęgowana szybkość, warunki prowadzonych ćwiczebnych walk zmieniły się na jej korzyść.
- To oficjalne postanowienie: nigdy cię nie pokonam. - powiedziała w końcu podczas wstawania.
- Siostro, zawsze może ci się w końcu uda zablokować jakiś mój ruch. - powiedziała najpewniej w geście pocieszenia, ale to tylko pogrążyło starszą.
To było późne popołudnie, dlatego w jaskini zjawiły się w okolicach zachodu słońca i tylko na posiłek, ponieważ Shori była zbyt zmęczona ćwiczeniami z Sininen i dosyć szybko położyła się spać w swoim ulubionym kącie.
Sini obudziła się w środku nocy przez ciche płakanie i drżenie starszej siostry, co się zdarzało, odkąd straciły matkę. W takich chwilach, ponieważ spały blisko siebie i tylko młodsza wiedziała o tych cięższych nocnych incydentach, zajmowała się Shori. Cicho się zbliżyła do niej i wsunęła między jej przednie łapy swojego króliczka, by następnie przytulić się do siostry z ułożeniem głowy na jej grzbiecie. Zamknęła oczy dopiero po usłyszeniu ustabilizowaniu oddechu Shori.
Shori?
- Czy... Są tu muszelki? - Zapytała się niepewnie. Opiekun kiwnął głową z uśmiechem.
- Mogę się założyć, że są na pewno. Idziemy je poszukać? Jeśli chciałabyś zbudować coś z piasku, muszelki sprawdzą się jako ozdoby i to jako strzał w dziesiątkę. - dodał nieco podekscytowany. Najwyraźniej już się napalił na tego typu formy spędzania czasu.
- Dobrze. - powiedziała cichutko na znak zgody.
- To na co czekamy? Chodźmy po ładne muszelki!
Tak jak postanowił, tak zaraz poszli. Mała waderka trzymała się znacznie bliżej brzegu, ale pozwalała na zanurzanie łap do wysokości nadgarstków, nie bardziej. Być może Noiter uważał to za lęk przed wodą, jednak szanował jej wybór i sam nieco ją osłaniał przed falami. Dalej od nich radośnie śmiała się Shori i to w najlepsze.
Opiekun nie mylił się co do możliwości odnalezienia na tutejszym piasku morskich skarbów w postaci muszli: wiele małych niemal przyglądały zza pisku niby przebiśniegi, niemal kusząc na wyjęcie je z pseudo ukrycia. Wszystkie całe i ładniejsze wkładali do przygotowanego woreczka przez dorosłego, zaprzestali tej czynności po pełnym wypełnieniu sakiewki. Mając tak bogaty wybór, Noiter zaraz zaproponował budowanie z użyciem piasku. Sini bez słowa podążyła za nim w kierunku dogodnego miejsca, które zaraz zajęli i rozpoczęli zabawę. To nie były żadne kamyczki, co było efektem zwykłego tworzenia usypywanego kopca. Nie czuła żadnej siły wyobraźni, co ją zasmuciło, ponieważ poczuła się wybrakowana z tego typu standardowych możliwości. Noiter wydawał się wyczuć jej cichą zmianę nastawienia.
- To bardzo ładny kopiec. Co powiesz na udekorowanie go muszelkami? Możemy też zrobić taki most między naszymi. - zaproponował skrzydlaty, po czym sam pokazał własny kopczyk, tylko trochę większy od jej. - Mamy wystarczająco dużo muszelek, a i tak zostaną.
- Jak? - Spytała się nieco głośniej niż do tej pory, czyli cichutko. Podczas zadania tegoż pytania sięgnęła po losową muszelkę z wierzchniej warstwy i spoglądała na nią.
- Masz na myśli wzorzec? Co powiesz na taki okrężny?
- Tak jak zwinięty wąż?
- Coś w tym rodzaju. Jeśli nie chcesz, możemy to zrobić inaczej.
- Jest w porządku. - powiedziała szybko i cicho, mając sobie za złe za to przerwanie, jednak on nie wydawał się brać tego jako pewnego rodzaju obelga czy inna zniewaga.
Opiekun cały czas wydawał się skupiać na próbach zaskarbienia sobie poczucia komfortu przy sobie u zamkniętego w sobie szczenięcia. Młoda sama się z tym dziwnie czuła, że ktoś inny niezwiązany z nią w nijaki sposób chce, żeby czuła się przy nim spokojnie, Shori się nie zaliczała do tej kategorii z prostej przyczyny — została adoptowana w rodzinę. Zresztą, z nią od razu nawiązała silną i bliską relację, najpewniej przez fakt posiadania przez obie skrzydeł oraz dręczenia przez Eredena. Nigdy nikomu nie powiedziała tego, ale to przy Shori czuła się dobrze i to ją najwyraźniej uważała za prawowite rodzeństwo niżby właśnie brata.
Shori w końcu wyszła zasapana z wody dokładnie wtedy, kiedy Noiter wraz z Sininen kończyli konstruowanie mostu pod wodzą szczeniaka.
- Musicie wejść do wody! Jest przyjemna!
- Może później, jeśli uda nam się przekonać twoją siostrę. - zażartował dorosły wilk i spojrzał przyjaźnie na szukaną waderkę.
Starsza się wesoło uśmiechnęła i otrzepała z nadmiaru wody we własnym futrze i dopiero po tym podeszła do nich. Oczy jej zabłysły na widok ukończonej pracy duetu.
- Ale to super wam wyszło! Sini, to ty wymyśliłaś ten most?
- Pan opiekun zaproponował. - szybko bąknęła. Noiter się roześmiał z uwagą, aby nie zranić uczuć małej.
- Wystarczy opiekun lub Noiter, bez żadnego pana, dobrze? Ale wiesz Shori, twoja siostra zajęła się kontrolowaniem tworzenia tego mostu.
- To naprawdę wygląda fajnie zrobione. Mogę dać dodatkową na górę? - Spojrzała na parę.
- Jak myślisz? - Noiter zapytał się życzliwie młodszej z sióstr.
- W porządku. - potwierdziła to kiwnięciem głowy.
Shori miała na tyle dużo styczności do tej pory z umiejętnościami Sininen, że bez strachu umieściła nawet pięć sztuk, a most nawet nie zadrżał. Ciemnobrązowa kulka dopiero z czasem zda sobie sprawę, że Shori po prostu wierzyła w jej zdolności i jej solidność, zawsze pokazując to w czynnościach, ponieważ słowa peszyły młodszą.
Na plaży spędzili jeszcze sporo czasu w zasadzie do zachodu słońca. Sini przez ten czas wykorzystywała zabawianie się z użyciem maskotki podczas wspólnych gier na piachu wraz z opiekunem oraz siostrą, jednak dalej wykazywała lekką niepewność przy dorosłym. Miała nadzieję, że się przełamie do niego z czasem, przez wzgląd na jego starania ku niej. Tego wieczora zasnęła zwinięta w kłębek przy boku rodziców i jednoczesnym wtulaniu się w pluszowy prezent.
< Czas obecny >
Minęło już sporo czasu od traumatycznego wydarzenia w postaci porwania matki miotu wraz z jej przyjaciółką. Poszukiwania w dalszym ciągu nie przynosiły pomyślnych wieści, zresztą zdawały się słabnąć w ilości ich prowadzenia. Wszyscy zdawali się coraz przyswajać myśl, że nigdy ich nie odzyskają...
- Dobra! Poddaję się! Nigdy nie wygram z tobą. - powiedziała dobitym głosem pełnym porażki Shori, która po padnięciu na plecy, podniosła przednie łapy i zaczęła nimi machać. Najdziwniejsze było to, że była bardzo zmęczona, znaczniej bardziej niż Sini, która wydawała się nie po entym ćwiczebnym starciu z nią. Wspomniana podeszła do niej w formie bezskrzydłej i wystawiła łapę w geście pomocy wstania.
- Walczysz cały czas sztywnymi metodami, siostro. - powiedziała spokojnie. - Nie obserwujesz przeciwnika i się odsłaniasz przy próbie wykonania ciosu.
- Wiem, Atrehu mówi mi w kółko to samo. - jęknęła po wstaniu. Zaraz przybrała udawany głos jej nauczyciela.- Walczysz na ślepo i myślami jesteś w chmurach.
- Ma rację. - zauważyła, kiedy Shori parsknęła śmiechem po własnym udanym żarcie.
- Ale serio Sini. Jesteś stanowczo za szybka i zwinna. Cokolwiek nie zrobię, czego nie spróbuje, to wydajesz się wiedzieć. Jak ja mam cię w ogóle dotknąć?
- Za długo patrzysz w jeden punkt przed wykonaniem ruchu, to cię też zdradza.
- Wychodzi na to, że właśnie zdobywam kolejnego nauczyciela walki. Tata naprawdę tak uczy?
- Też. - dodała ogólnie młodsza. To, że ćwiczyła używanie skrzydeł i to nie tylko w formie lotu, ale też i walk powietrznych było jej sekretem.
- Chyba że tak. - powiedziała starsza jakby myślami gdzie indziej.
- Jeszcze raz?
- Ehh... No dobrze. Spróbuje wziąć twoje uwagi do serca. Teraz ty zaczynasz!
Ciemnobrązowa waderka kiwnęła głową po zajęciu ich pozycji i zaraz ruszyła na siostrę, tylko po to, żeby czmychnąć na bok w chwili jej podniesienia łapy do oczywistego wykonania ruchu. Znowu odsłoniła swój bok, tym razem musiała to wykorzystać. To właśnie dlatego ponownie rozpoczęła szarżę ku niej i w połowie zmieniła wygląd, aby skrzydłami skutecznie, acz bezboleśnie podciąć jej łapy przy znurkowaniu pod nią. Efekt był łatwy do przewidzenia — Shori ponownie została powalona na glebę. Teraz to nie trwało nawet dziesięciu sekund.
- Na wszystkich bogów! Czemu musisz być taka szybka? - Wydała z siebie głośniejszy jęk w geście pokonania. Sini już była zwrócona ku niej w drugiej formie i gotowa pomóc wstać. - Co to w ogóle za użycie skrzydeł?
- Wykorzystanie atutów nigdy nie jest złym rozwiązaniem. Trzeba tylko wiedzieć jak. - wzruszyła ramionami. Odkąd zaczęła objawiać się u niej znacznie spotęgowana szybkość, warunki prowadzonych ćwiczebnych walk zmieniły się na jej korzyść.
- To oficjalne postanowienie: nigdy cię nie pokonam. - powiedziała w końcu podczas wstawania.
- Siostro, zawsze może ci się w końcu uda zablokować jakiś mój ruch. - powiedziała najpewniej w geście pocieszenia, ale to tylko pogrążyło starszą.
To było późne popołudnie, dlatego w jaskini zjawiły się w okolicach zachodu słońca i tylko na posiłek, ponieważ Shori była zbyt zmęczona ćwiczeniami z Sininen i dosyć szybko położyła się spać w swoim ulubionym kącie.
Sini obudziła się w środku nocy przez ciche płakanie i drżenie starszej siostry, co się zdarzało, odkąd straciły matkę. W takich chwilach, ponieważ spały blisko siebie i tylko młodsza wiedziała o tych cięższych nocnych incydentach, zajmowała się Shori. Cicho się zbliżyła do niej i wsunęła między jej przednie łapy swojego króliczka, by następnie przytulić się do siostry z ułożeniem głowy na jej grzbiecie. Zamknęła oczy dopiero po usłyszeniu ustabilizowaniu oddechu Shori.
Shori?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1343
Ilość zdobytych PD: 671 + 5% ( 33 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 4272 PD
Ilość napisanych słów: 1343
Ilość zdobytych PD: 671 + 5% ( 33 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 4272 PD
niedziela, 27 marca 2022
Od Noitera c.d. Sininen ~ „Oszroniony Ogień”
Noiter krzątał się w swojej jaskini, starając się jak najlepiej przygotować na przybycie sióstr. Przyszykował farby, wyjął ze składziku dodatkowe skóry, wytrzepał legowiska, po czym zabrał się za ogólne sprzątniecie głównego pokoju swej jaskini. Pozanosił niepotrzebne rupiecie do magazynu, a narzędzie schował do swojej pracowni. Musiał przyznać, że niezły z niego bałaganiarz, a nie mógł się pokazać z tej strony przed innymi wilkami, szczególnie jego podopiecznymi, w końcu daje im przykład swoim zachowaniem. Właśnie skończył organizacje, gdy usłyszał odgłosy kogoś, kto nadchodził. Wyszedł im na powitanie.
- Dzień dobry! Jak się macie? Mamy cały dzień na wyłączność. – stwierdził nastawiony pozytywnie. Poprzednią noc przespał z Ynerythem, więc ta go aż rozpierała.
Shori przywitała się z nim radośnie, zaś Sini była widocznie zestresowana.
- Co powiecie na jakieś zabawy w jaskini? Wszystko jest do waszej dyspozycji. - uśmiechnął się zapraszająco.
- Sini, idziemy malować? Narysuje ci coś! – Na te słowa Noiter ruszył po wcześniej przygotowane przyrządy do rysowania. Farby czekały już pod ścianą, więc jedyne czego potrzebowały to para pędzli.
- Hola hola, zwolnij wodze Shori. Zostawisz nas w tyle. – zażartował, podając jej upragnione pędzle, po czym spytał z ciekawością - Co chcecie namalować?
Po zadaniu tego pytania, spojrzał na nie rozmyślając. Shori była oczywiście tą prowadzącą, zaś Sini po cichu zdawała się na wszystko zgadzać. Wydawało się, jakby towarzystwo basiora ją zniechęcało. Miał ochotę się zapytać, czy to przez jego wygląd, jednak postanowił nic nie mówić. Po chwili, skończyły, zostawiając na jego ścianie odrobinę krzywą, ale jednak dającą się rozpoznać konwalię.
- Bardzo ładny kwiatek wam wyszedł. - pochwalił je, gdy te odsunęły się, by ocenić swój rysunek - Powinniśmy zobaczyć kwitnące konwalie w sezonie. Niestety, to nie jest ta chwila.
- Jak to? - Shori zapytała zdziwiona i nieco zawiedziona.
- Konwalia jeszcze nie zaczęła kwitnąć, trzeba poczekać. – poklepał Shori po głowie, z dużą ilością czułości. Ach ta szczenięca niewinność, to były czasy. Cały świat wydawał się taki niesamowity.
- P-pójdźmy ją zobaczyć, gdy się pojawią kwiatki. - powiedziała cichutko Sini, zaskakując tym delikatnie basiora.
- Twoja siostra dobrze mówi i na pewno zobaczysz tegoroczne konwalie. - zapewnił ją Noiter. - Pachną świetnie, mogę was zapewnić.
- Rodzice się na pewno zgodzą. - dodała cicho mniejsza. Widać było, jak bardzo troszczy się o siostrę.
Po chwili postanowił zająć czymś Shori, więc zaproponował, iż stworzy im maskotki. Chmurka, natychmiast na to przystała, więc zaprowadził ją do swojego magazynu, gdzie zaczęła przegrzebywać jego zapasy skóry. Wyciągnęła stamtąd kawałki beżowej skóry, której pochodzenia Noiter nie był pewien. Nie pamiętał, skąd ją wziął. Na pewno dostał od kogoś, ale nie mógł przypiąć jej do żadnego wilka. Może później sobie przypomni.
- Co byś z nich chciała? - Zapytał się przyjaźnie mniejszej, która dalej wydawała się nieco skrępowana.
- Um... Może... Króliczek?
- A jakie oczka dla niego? Co powiesz na fioletowe? – spytał, sięgając po farbę, by mieć ją już gotową.
Następnie wziął się do roboty. Sięgnął po swoje zapasy nici z jelit jelenich, po czym nawlekł na końcówkę skalnego kawałka igły. Następnie podniósł cieniem igłę i zabrał się za szycie. Po chwili pracy miał już przed sobą, dosyć fikcyjną wizualizację króliczka. W środku był wypchany miękką roślinnością, wcześniej przyszykowaną do tych celów. Całość zakończył, dorysowując twarzyczkę, fioletową farbą.- Super wygląda!
- T-tak. - wyjąkała nieco zaskoczona waderka. Noiter uśmiechnął się, widząc jej reakcję, był szczęśliwy, że małej się podobała. Ojciec zawsze się śmiał z niego, gdy wraz z matką praktykował szycie, nazywając to czynnością dla wader, mówiąc, że nigdy mu się w życiu nie przyda, a tu proszę. Bardziej się cieszył tym, że mógł uszczęśliwić małą kulkę, niż przejmował tym, iż wykonywał czynność dla wader. Uwielbiał widzieć uśmiech maluchów, szczególnie takich zamkniętych w sobie malców jak Sini. Widząc, jak się w nią wtula wiedział, że mała zyskała właśnie nowego przyjaciela. Zauważył, iż cieknie jej łezka, ale postanowił nie zwracać na to głośno uwagi, jeszcze by ją spłoszył. Dał jej chwilę dla siebie, gdy sam próbował znaleźć coś dla Shori, jednak ta była bardzo wybredna i nic jej nie przypadało do gustu.
<Jakiś czas później>
Właśnie kończyli grać w „Kółko krzyżyk” na ścianie, gdy zobaczył, że na zewnątrz się odrobinę przejaśnia. Widząc jak Shori nie ma szans, ciągle przegrywając z Sini, Noiter postanowił, że to pora na spacer. Powiedział o tym pomyśle siostrom, które przystały na jego propozycję. Już po chwili byli na łapach, przemierzając tereny watahy. Trzymali się bezpiecznych ścieżek, wędrując po pobliskim lesie. Po zbieraniu różnych kwiatków z Noiterem, Shori poprosiła, by zabrać ją na plaże. Ten przystał na to z uśmiechem. Poszli więc tam, choć zajęło im to chwilę. W końcu jednak stanęli na piasku, otoczeni szumem fal oraz skrzekiem mew. Shori z radością wbiegła w wodę, rozchlapując ją na boki.
- Tylko nie zagłębiaj się za daleko! – krzyknął za nią Noiter. Zauważył, że druga siostra, stoi niepewnie przy brzegu.
- Coś się stało? Boisz się wody? – spytał powoli basior z troską – Jeśli tak to nie ma się co wstydzić, nie każdy lubi morze. Możemy zostać na brzegu i próbować ulepić jakiś ładny teren z piasku. Słyszałem jak to lubisz strategię, możemy później wziąć kamyczki i poudawać, że to wilki. Tylko nie miej wysokich oczekiwań, strateg ze mnie marny – zaśmiał się z siebie Noiter. – To jak?
<Sini? Pobawimy się?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 839
Ilość zdobytych PD: 419
Obecny stan: 3705
- Dzień dobry! Jak się macie? Mamy cały dzień na wyłączność. – stwierdził nastawiony pozytywnie. Poprzednią noc przespał z Ynerythem, więc ta go aż rozpierała.
Shori przywitała się z nim radośnie, zaś Sini była widocznie zestresowana.
- Co powiecie na jakieś zabawy w jaskini? Wszystko jest do waszej dyspozycji. - uśmiechnął się zapraszająco.
- Sini, idziemy malować? Narysuje ci coś! – Na te słowa Noiter ruszył po wcześniej przygotowane przyrządy do rysowania. Farby czekały już pod ścianą, więc jedyne czego potrzebowały to para pędzli.
- Hola hola, zwolnij wodze Shori. Zostawisz nas w tyle. – zażartował, podając jej upragnione pędzle, po czym spytał z ciekawością - Co chcecie namalować?
Po zadaniu tego pytania, spojrzał na nie rozmyślając. Shori była oczywiście tą prowadzącą, zaś Sini po cichu zdawała się na wszystko zgadzać. Wydawało się, jakby towarzystwo basiora ją zniechęcało. Miał ochotę się zapytać, czy to przez jego wygląd, jednak postanowił nic nie mówić. Po chwili, skończyły, zostawiając na jego ścianie odrobinę krzywą, ale jednak dającą się rozpoznać konwalię.
- Bardzo ładny kwiatek wam wyszedł. - pochwalił je, gdy te odsunęły się, by ocenić swój rysunek - Powinniśmy zobaczyć kwitnące konwalie w sezonie. Niestety, to nie jest ta chwila.
- Jak to? - Shori zapytała zdziwiona i nieco zawiedziona.
- Konwalia jeszcze nie zaczęła kwitnąć, trzeba poczekać. – poklepał Shori po głowie, z dużą ilością czułości. Ach ta szczenięca niewinność, to były czasy. Cały świat wydawał się taki niesamowity.
- P-pójdźmy ją zobaczyć, gdy się pojawią kwiatki. - powiedziała cichutko Sini, zaskakując tym delikatnie basiora.
- Twoja siostra dobrze mówi i na pewno zobaczysz tegoroczne konwalie. - zapewnił ją Noiter. - Pachną świetnie, mogę was zapewnić.
- Rodzice się na pewno zgodzą. - dodała cicho mniejsza. Widać było, jak bardzo troszczy się o siostrę.
Po chwili postanowił zająć czymś Shori, więc zaproponował, iż stworzy im maskotki. Chmurka, natychmiast na to przystała, więc zaprowadził ją do swojego magazynu, gdzie zaczęła przegrzebywać jego zapasy skóry. Wyciągnęła stamtąd kawałki beżowej skóry, której pochodzenia Noiter nie był pewien. Nie pamiętał, skąd ją wziął. Na pewno dostał od kogoś, ale nie mógł przypiąć jej do żadnego wilka. Może później sobie przypomni.
- Co byś z nich chciała? - Zapytał się przyjaźnie mniejszej, która dalej wydawała się nieco skrępowana.
- Um... Może... Króliczek?
- A jakie oczka dla niego? Co powiesz na fioletowe? – spytał, sięgając po farbę, by mieć ją już gotową.
Następnie wziął się do roboty. Sięgnął po swoje zapasy nici z jelit jelenich, po czym nawlekł na końcówkę skalnego kawałka igły. Następnie podniósł cieniem igłę i zabrał się za szycie. Po chwili pracy miał już przed sobą, dosyć fikcyjną wizualizację króliczka. W środku był wypchany miękką roślinnością, wcześniej przyszykowaną do tych celów. Całość zakończył, dorysowując twarzyczkę, fioletową farbą.- Super wygląda!
- T-tak. - wyjąkała nieco zaskoczona waderka. Noiter uśmiechnął się, widząc jej reakcję, był szczęśliwy, że małej się podobała. Ojciec zawsze się śmiał z niego, gdy wraz z matką praktykował szycie, nazywając to czynnością dla wader, mówiąc, że nigdy mu się w życiu nie przyda, a tu proszę. Bardziej się cieszył tym, że mógł uszczęśliwić małą kulkę, niż przejmował tym, iż wykonywał czynność dla wader. Uwielbiał widzieć uśmiech maluchów, szczególnie takich zamkniętych w sobie malców jak Sini. Widząc, jak się w nią wtula wiedział, że mała zyskała właśnie nowego przyjaciela. Zauważył, iż cieknie jej łezka, ale postanowił nie zwracać na to głośno uwagi, jeszcze by ją spłoszył. Dał jej chwilę dla siebie, gdy sam próbował znaleźć coś dla Shori, jednak ta była bardzo wybredna i nic jej nie przypadało do gustu.
<Jakiś czas później>
Właśnie kończyli grać w „Kółko krzyżyk” na ścianie, gdy zobaczył, że na zewnątrz się odrobinę przejaśnia. Widząc jak Shori nie ma szans, ciągle przegrywając z Sini, Noiter postanowił, że to pora na spacer. Powiedział o tym pomyśle siostrom, które przystały na jego propozycję. Już po chwili byli na łapach, przemierzając tereny watahy. Trzymali się bezpiecznych ścieżek, wędrując po pobliskim lesie. Po zbieraniu różnych kwiatków z Noiterem, Shori poprosiła, by zabrać ją na plaże. Ten przystał na to z uśmiechem. Poszli więc tam, choć zajęło im to chwilę. W końcu jednak stanęli na piasku, otoczeni szumem fal oraz skrzekiem mew. Shori z radością wbiegła w wodę, rozchlapując ją na boki.
- Tylko nie zagłębiaj się za daleko! – krzyknął za nią Noiter. Zauważył, że druga siostra, stoi niepewnie przy brzegu.
- Coś się stało? Boisz się wody? – spytał powoli basior z troską – Jeśli tak to nie ma się co wstydzić, nie każdy lubi morze. Możemy zostać na brzegu i próbować ulepić jakiś ładny teren z piasku. Słyszałem jak to lubisz strategię, możemy później wziąć kamyczki i poudawać, że to wilki. Tylko nie miej wysokich oczekiwań, strateg ze mnie marny – zaśmiał się z siebie Noiter. – To jak?
<Sini? Pobawimy się?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 839
Ilość zdobytych PD: 419
Obecny stan: 3705
piątek, 11 marca 2022
Od Sininen ~"Oszroniony ogień"
<Akcja dzieje się przed wydarzeniami z trzeciej części "pogardzonej niewinności">
Rześki poranek został przywitany przez rodzinne hałasy przy śniadaniu w pewnej jaskini. Cała piątka siedziała zebrana przy młodej i dorodnej sarnie, jeszcze nie przystępując do posiłku. W pewnym momencie głos zabrała głowa rodziny.
- Ereden, po śniadaniu idziemy na trening. - zakomunikował Naharys. Młody pokiwał dumnie głową. Siostry nawet nie musiały patrzeć w jego kierunku, by zobaczyć jego wzrok pełen wyższości.
- Ja wrócę wieczorem, praca w terenie. - odezwała się matka. - Dziewczynki, wy będziecie u Noitera przez cały dzisiejszy dzień, w porządku?
- Tak- odparła ucieszona starsza.
- Umm, w porządku. - powiedziała cicho młodsza. Była nieco zaniepokojona przez fakt, iż jeszcze nigdy nie była z nim w obecności, tylko siostry. Jasne, wpadł już raz do nich, ale nie zmieniało to faktu, że wtedy była pod jego opieką cała trójka.
- Noiter jest mega fajny, serio. - Shori mówiąc to, przytuliła skrzydłem ciemną waderkę. - Nawet uczy mnie latać od niedawna. Może też się skusisz?
- N-nie. - wydukała szybciutko najmniejsza.
- Szkoda. - Shori nieco przygasła na pyszczku, najpewniej licząc na takie atrakcje. Zaraz wszyscy zaczęli jeść.
Po posiłku panowie od razu wymaszerowali z jaskini, tym samym zostawiając samice w środku. Pina jeszcze się trochę krzątała przed opuszczeniem rodziny na cały dzień, dlatego chciała jeszcze wykorzystać tę chwilę dla córek, gdyż to Shori miała poprowadzić młodszą w stronę szukanego opiekuna.
- Sini, na pewno nie chcesz poprosić Noitera o pomoc? Jestem pewna, że z chęcią się zgodzi na uczenie lotu. - Chmureczka nie przestawała z zachęcaniem młodszej do nauki obsługi skrzydeł. - Żebyś widziała jak razem się bawimy! Zgódź się!
- P-podziękuję. - uciekła wzrokiem i przy tym zakryła sobie łapki swoim kosmicznym ogonem.
- Ale to nie jest nic strasznego. - dalej próbowała namawiać. - Zobaczysz, to super uczucie móc znajdować się w powietrzu. To jakbyś była sama ze światem...
Sininen tylko się nieco skuliła widząc i słysząc rozmarzenie białej.
- To musi być wspaniałe uczucie. - odezwała się Pina podczas dołączania do rozmowy. Spojrzała z uśmiechem na starszą. - Świetnie sobie radzisz z nauką, ostatnio widziałam cię podczas niskiego przelotu.
- Dziękuję! - Uradowała się Shori.
- Sini, kiedy zaczniesz się uczyć latania? Posiadanie skrzydeł to prawdziwy rarytas i żal byłoby zmarnować taki potencjał. - kolejne słowa zwróciła do ciemnej istotki. W oczach matki znajdował się spokój, ale echo dawało oznaki troski o szczenię.
- J-ja... Nie chcę. - powiedziała cała napięta unikając przy tym kontaktu wzrokowego.
- Wiesz, że powinnaś dla własnego dobra. I mogę się tylko domyślać czemu się przed tym wzbraniasz.- Westchnęła matka i przytuliła obie córki. - Ale pamiętajcie obie: posiadając takie dary należy je wykorzystać, by się nie zmarnowały. Pomyślcie sobie tak, że możecie bawić się w berka powietrznego.
- Coś takiego istnieje? - Zapytała się Shori z ognikami w oczach.
- Pewnie. Koleżanka ze swoim rodzeństwem waszych wujków często tak się bawiła z innymi skrzydlatymi wilkami. - pokiwała głową. Zaraz się roześmiała.- Gdybyście widziały, jakie miała warianty ucieczek przy psoceniu. Hah, wszyscy mieli ubaw za każdym razem.
Siostry spojrzały na siebie. Musiały sobie obie niejako czytać w myślach na wspomnienie o takiej koleżance braci ich matki. Z opisu wynikało, że takie osobniki były jak najbardziej szanowane i lubiane. Sininen była ciekawa czy również Shori miała myśl „dlaczego Ereden jest taki?". Czemu nie mogła zapanować symbioza czy tam harmonia? Matka, wyczuwając zmieniającą się atmosferę u młodszej, delikatnie pogłaskała ją po głowie.
- Twoja siostra ma rację, powinnaś przemyśleć rozpoczęcie nauki latania kochanie. Pomyśl sobie ile będziesz miała możliwości. O niebo więcej niż standardowy wilk. Nawet nie wiecie skarby jak wam zazdroszczę skrzydeł...
- Jak to? - Sini spojrzała na mamę.
- Normalnie. Nie mam wielkich zdolności magicznych, zatem nie mogę się unieść w powietrze mimo chęci. Wy macie wrodzoną możliwość bez użytkowania magii. - powiedziała bez ogródek.
Mama im zazdrościła posiadania skrzydeł? Przecież była normalna!
- Może kiedyś uda nam się cię trochę unieść w powietrzu. - Zastanowiła się na głos Shori. Zaraz klasnęła w łapki. - Spełnimy marzenie!
- Kto wie. - Pina roześmiała się na nagły przypływ entuzjazmu u adoptowanej córki. - No już, idźcie. Noiter pewnie już na was czeka.
- Do później! - Pomachała Shori wychodząc z jaskini.
- Pa pa. - dodała ciszej Sininen. Pozostało jej iść za starszą siostrą w stronę jaskini opiekuna.
Shori z nieukrywaną radością opowiadała młodszej o faktycznym spędzaniu czasu z Noiterem, którego niemal wychwalała pod niebiosa. Mogła jej wierzyć na słowo: spędzała z nim najwięcej czasu i musiała być z nim w serdecznych stosunkach, ponieważ zawsze z ochotą wybierała się do niego.
Przybyły niemal idealnie na spotkanie w progu jaskini, gdyż najwyraźniej Noiter zaczął wyglądać za parą sióstr. Od razu uśmiechnął się na ich przybycie.
- Dzień dobry! Jak się macie? Mamy cały dzień na wyłączność. - jego pozytywna energia mogłaby powalić na łopatki, naprawdę.
- Dzień dobry! - Przywitała się radośnie Shori, której równie wesoło zamerdał ogon.
- Dź-dzień dobry. - wyjąkała zestresowana Sini za siostrą. Nie umknęło to uwadze obecnej dwójce.
- Co powiecie na jakieś zabawy w jaskini? Wszystko jest do waszej dyspozycji. - uśmiechnął się zapraszająco. Shori spojrzała na siostrę i chwyciła ją.
- Sini, idziemy malować? Narysuje ci coś!
To powiedziawszy pociągnęła ją delikatnie do wnętrza i po chwili stały już pod ścianą. Po wykonaniu tej czynności już zaczęła szukać wzrokiem przygotowanych narzędzi, które właśnie w tamtej chwili trzymał śmiejący się cicho opiekun.
- Hola hola, zwolnij wodze Shori. Zostawisz nas w tyle. - zażartował podając szukany przedmiot. - Co chcecie namalować?
- Sini, chcesz kwiatka? - Zaraz zwróciła się do cicho siedzącej kulki. - Ostatnio słyszałam, że rosną takie naprawdę zabawne. Białe i wyglądają jak jakieś dzwoneczki!
- To musi być konwalia. - uprzejmie wyjaśnił ciemny basior, podczas oglądania sprawnego rysowania roślinki. - Gdzie mają rosnąć te kwiaty?
- Tam, gdzie ostatnio uczyłeś mnie latać! - Powiedziała dumnie. Zaraz zwróciła się do siostry. - Chodź Sini, pomalujmy go razem!
Młodsza podążyła za siostrą bez słowa, w zasadzie nie odzywała się wcale. Raczej można byłoby stwierdzić, że cicho realizowała prośby Chmurki dla miłego spędzania czasu, chociaż nie odzywała się mając wrażenie, że opiekun ją ocenia. Co się dziwić, drugi raz się z nim widziała i zwyczajnie nie czuła się komfortowo. Jak to ich matka zauważyła, Sini czuła się znacznie gorzej przy basiorach niż wadera, przyczynę dałoby się łatwo wskazać.
- Bardzo ładny kwiatek wam wyszedł. - pochwalił je opiekun po zakończeniu zabawy barwami. - Powinniśmy zobaczyć kwitnące konwalie w sezonie. Niestety, to nie jest ta chwila.
- Jak to? - Shori zapytała zdziwiona i nieco zawiedziona.
- Konwalia jeszcze nie zaczęła kwitnąć, trzeba poczekać. - poklepał ją po głowie. Chmurka westchnęła.
- P-pójdźmy ją zobaczyć, gdy się pojawią kwiatki. - powiedziała cichutko mniejsza delikatnie kładąc łapkę na barku drugiej. Shori natychmiast się uśmiechnęła.
- Twoja siostra dobrze mówi i na pewno zobaczysz tegoroczne konwalie. - zapewnił ją Noiter. - Pachną świetnie, mogę was zapewnić.
- Rodzice są na pewno zgodzą. - dodała cicho Sinen. Starała się o pełne przywrócenie uśmiechu u siostry, co się udało. Można było odetchnąć z ulgą.
Opiekun dał radę zająć czymś innym uwagę starszej waderki, wystarczyła propozycja o robieniu maskotek i już w następnej chwili szukała materiałów, gdyż na głos stwierdziła, że znajdzie idealne dla jej i Sini twory. Po dwóch minutach trzymała tylko jedne skrawki o beżowej barwie, najwyraźniej nic jej nie wpadło w oko, ale zarzekała się, że te świetnie się sprawdzą dla młodszej.
- Co byś z nich chciała? - Zapytał się przyjaźnie mniejszej. Dalej wydawała się skrępowana.
- Um... Może... Króliczek?
- A jakie oczka dla niego? Co powiesz na fioletowe?
Pokiwała lekko głową i siedziała przed basiorem, który z użyciem swoich magicznych zdolności tworzył. Wkrótce w jego łapach znajdował się uszyty i uroczy uszaty ze średnio długimi uszami w barwie beżowej. Oczka zostały ostatecznie wykonane z użyciem fioletowej barwy. Shori zaklaskała łapami na ten końcowy efekt.
- Super wygląda!
- T-tak. - wyjąkała nieco zaskoczona. Ciemny się uśmiechnął widząc pozytywne reakcje obu sióstr.
- Podoba ci się? - Zapytał się bezpośrednio Sininen. Pokiwała głową, na co z uśmiechem wręczył jej go.- Proszę, w takim razie jest twój.
- Wow! Sini, naprawdę ci pasuje! - Powiedziała radośnie Shori.
Ciemna automatycznie podwinęła łapki z maskotką ku sobie, która była tylko trochę mniejsza od niej samej. Zabawka była bardzo miękka, sprawdziłaby się do snu. Był to pierwszy taki prezent, jaki w życiu dostała. To właśnie dlatego z mokrymi oczyma cicho podziękowała i wtuliła pyszczek w maskotkę.
Noiter?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1315
Ilość zdobytych PD: 657 + 5% ( 32 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 3568 PD
Rześki poranek został przywitany przez rodzinne hałasy przy śniadaniu w pewnej jaskini. Cała piątka siedziała zebrana przy młodej i dorodnej sarnie, jeszcze nie przystępując do posiłku. W pewnym momencie głos zabrała głowa rodziny.
- Ereden, po śniadaniu idziemy na trening. - zakomunikował Naharys. Młody pokiwał dumnie głową. Siostry nawet nie musiały patrzeć w jego kierunku, by zobaczyć jego wzrok pełen wyższości.
- Ja wrócę wieczorem, praca w terenie. - odezwała się matka. - Dziewczynki, wy będziecie u Noitera przez cały dzisiejszy dzień, w porządku?
- Tak- odparła ucieszona starsza.
- Umm, w porządku. - powiedziała cicho młodsza. Była nieco zaniepokojona przez fakt, iż jeszcze nigdy nie była z nim w obecności, tylko siostry. Jasne, wpadł już raz do nich, ale nie zmieniało to faktu, że wtedy była pod jego opieką cała trójka.
- Noiter jest mega fajny, serio. - Shori mówiąc to, przytuliła skrzydłem ciemną waderkę. - Nawet uczy mnie latać od niedawna. Może też się skusisz?
- N-nie. - wydukała szybciutko najmniejsza.
- Szkoda. - Shori nieco przygasła na pyszczku, najpewniej licząc na takie atrakcje. Zaraz wszyscy zaczęli jeść.
Po posiłku panowie od razu wymaszerowali z jaskini, tym samym zostawiając samice w środku. Pina jeszcze się trochę krzątała przed opuszczeniem rodziny na cały dzień, dlatego chciała jeszcze wykorzystać tę chwilę dla córek, gdyż to Shori miała poprowadzić młodszą w stronę szukanego opiekuna.
- Sini, na pewno nie chcesz poprosić Noitera o pomoc? Jestem pewna, że z chęcią się zgodzi na uczenie lotu. - Chmureczka nie przestawała z zachęcaniem młodszej do nauki obsługi skrzydeł. - Żebyś widziała jak razem się bawimy! Zgódź się!
- P-podziękuję. - uciekła wzrokiem i przy tym zakryła sobie łapki swoim kosmicznym ogonem.
- Ale to nie jest nic strasznego. - dalej próbowała namawiać. - Zobaczysz, to super uczucie móc znajdować się w powietrzu. To jakbyś była sama ze światem...
Sininen tylko się nieco skuliła widząc i słysząc rozmarzenie białej.
- To musi być wspaniałe uczucie. - odezwała się Pina podczas dołączania do rozmowy. Spojrzała z uśmiechem na starszą. - Świetnie sobie radzisz z nauką, ostatnio widziałam cię podczas niskiego przelotu.
- Dziękuję! - Uradowała się Shori.
- Sini, kiedy zaczniesz się uczyć latania? Posiadanie skrzydeł to prawdziwy rarytas i żal byłoby zmarnować taki potencjał. - kolejne słowa zwróciła do ciemnej istotki. W oczach matki znajdował się spokój, ale echo dawało oznaki troski o szczenię.
- J-ja... Nie chcę. - powiedziała cała napięta unikając przy tym kontaktu wzrokowego.
- Wiesz, że powinnaś dla własnego dobra. I mogę się tylko domyślać czemu się przed tym wzbraniasz.- Westchnęła matka i przytuliła obie córki. - Ale pamiętajcie obie: posiadając takie dary należy je wykorzystać, by się nie zmarnowały. Pomyślcie sobie tak, że możecie bawić się w berka powietrznego.
- Coś takiego istnieje? - Zapytała się Shori z ognikami w oczach.
- Pewnie. Koleżanka ze swoim rodzeństwem waszych wujków często tak się bawiła z innymi skrzydlatymi wilkami. - pokiwała głową. Zaraz się roześmiała.- Gdybyście widziały, jakie miała warianty ucieczek przy psoceniu. Hah, wszyscy mieli ubaw za każdym razem.
Siostry spojrzały na siebie. Musiały sobie obie niejako czytać w myślach na wspomnienie o takiej koleżance braci ich matki. Z opisu wynikało, że takie osobniki były jak najbardziej szanowane i lubiane. Sininen była ciekawa czy również Shori miała myśl „dlaczego Ereden jest taki?". Czemu nie mogła zapanować symbioza czy tam harmonia? Matka, wyczuwając zmieniającą się atmosferę u młodszej, delikatnie pogłaskała ją po głowie.
- Twoja siostra ma rację, powinnaś przemyśleć rozpoczęcie nauki latania kochanie. Pomyśl sobie ile będziesz miała możliwości. O niebo więcej niż standardowy wilk. Nawet nie wiecie skarby jak wam zazdroszczę skrzydeł...
- Jak to? - Sini spojrzała na mamę.
- Normalnie. Nie mam wielkich zdolności magicznych, zatem nie mogę się unieść w powietrze mimo chęci. Wy macie wrodzoną możliwość bez użytkowania magii. - powiedziała bez ogródek.
Mama im zazdrościła posiadania skrzydeł? Przecież była normalna!
- Może kiedyś uda nam się cię trochę unieść w powietrzu. - Zastanowiła się na głos Shori. Zaraz klasnęła w łapki. - Spełnimy marzenie!
- Kto wie. - Pina roześmiała się na nagły przypływ entuzjazmu u adoptowanej córki. - No już, idźcie. Noiter pewnie już na was czeka.
- Do później! - Pomachała Shori wychodząc z jaskini.
- Pa pa. - dodała ciszej Sininen. Pozostało jej iść za starszą siostrą w stronę jaskini opiekuna.
Shori z nieukrywaną radością opowiadała młodszej o faktycznym spędzaniu czasu z Noiterem, którego niemal wychwalała pod niebiosa. Mogła jej wierzyć na słowo: spędzała z nim najwięcej czasu i musiała być z nim w serdecznych stosunkach, ponieważ zawsze z ochotą wybierała się do niego.
Przybyły niemal idealnie na spotkanie w progu jaskini, gdyż najwyraźniej Noiter zaczął wyglądać za parą sióstr. Od razu uśmiechnął się na ich przybycie.
- Dzień dobry! Jak się macie? Mamy cały dzień na wyłączność. - jego pozytywna energia mogłaby powalić na łopatki, naprawdę.
- Dzień dobry! - Przywitała się radośnie Shori, której równie wesoło zamerdał ogon.
- Dź-dzień dobry. - wyjąkała zestresowana Sini za siostrą. Nie umknęło to uwadze obecnej dwójce.
- Co powiecie na jakieś zabawy w jaskini? Wszystko jest do waszej dyspozycji. - uśmiechnął się zapraszająco. Shori spojrzała na siostrę i chwyciła ją.
- Sini, idziemy malować? Narysuje ci coś!
To powiedziawszy pociągnęła ją delikatnie do wnętrza i po chwili stały już pod ścianą. Po wykonaniu tej czynności już zaczęła szukać wzrokiem przygotowanych narzędzi, które właśnie w tamtej chwili trzymał śmiejący się cicho opiekun.
- Hola hola, zwolnij wodze Shori. Zostawisz nas w tyle. - zażartował podając szukany przedmiot. - Co chcecie namalować?
- Sini, chcesz kwiatka? - Zaraz zwróciła się do cicho siedzącej kulki. - Ostatnio słyszałam, że rosną takie naprawdę zabawne. Białe i wyglądają jak jakieś dzwoneczki!
- To musi być konwalia. - uprzejmie wyjaśnił ciemny basior, podczas oglądania sprawnego rysowania roślinki. - Gdzie mają rosnąć te kwiaty?
- Tam, gdzie ostatnio uczyłeś mnie latać! - Powiedziała dumnie. Zaraz zwróciła się do siostry. - Chodź Sini, pomalujmy go razem!
Młodsza podążyła za siostrą bez słowa, w zasadzie nie odzywała się wcale. Raczej można byłoby stwierdzić, że cicho realizowała prośby Chmurki dla miłego spędzania czasu, chociaż nie odzywała się mając wrażenie, że opiekun ją ocenia. Co się dziwić, drugi raz się z nim widziała i zwyczajnie nie czuła się komfortowo. Jak to ich matka zauważyła, Sini czuła się znacznie gorzej przy basiorach niż wadera, przyczynę dałoby się łatwo wskazać.
- Bardzo ładny kwiatek wam wyszedł. - pochwalił je opiekun po zakończeniu zabawy barwami. - Powinniśmy zobaczyć kwitnące konwalie w sezonie. Niestety, to nie jest ta chwila.
- Jak to? - Shori zapytała zdziwiona i nieco zawiedziona.
- Konwalia jeszcze nie zaczęła kwitnąć, trzeba poczekać. - poklepał ją po głowie. Chmurka westchnęła.
- P-pójdźmy ją zobaczyć, gdy się pojawią kwiatki. - powiedziała cichutko mniejsza delikatnie kładąc łapkę na barku drugiej. Shori natychmiast się uśmiechnęła.
- Twoja siostra dobrze mówi i na pewno zobaczysz tegoroczne konwalie. - zapewnił ją Noiter. - Pachną świetnie, mogę was zapewnić.
- Rodzice są na pewno zgodzą. - dodała cicho Sinen. Starała się o pełne przywrócenie uśmiechu u siostry, co się udało. Można było odetchnąć z ulgą.
Opiekun dał radę zająć czymś innym uwagę starszej waderki, wystarczyła propozycja o robieniu maskotek i już w następnej chwili szukała materiałów, gdyż na głos stwierdziła, że znajdzie idealne dla jej i Sini twory. Po dwóch minutach trzymała tylko jedne skrawki o beżowej barwie, najwyraźniej nic jej nie wpadło w oko, ale zarzekała się, że te świetnie się sprawdzą dla młodszej.
- Co byś z nich chciała? - Zapytał się przyjaźnie mniejszej. Dalej wydawała się skrępowana.
- Um... Może... Króliczek?
- A jakie oczka dla niego? Co powiesz na fioletowe?
Pokiwała lekko głową i siedziała przed basiorem, który z użyciem swoich magicznych zdolności tworzył. Wkrótce w jego łapach znajdował się uszyty i uroczy uszaty ze średnio długimi uszami w barwie beżowej. Oczka zostały ostatecznie wykonane z użyciem fioletowej barwy. Shori zaklaskała łapami na ten końcowy efekt.
- Super wygląda!
- T-tak. - wyjąkała nieco zaskoczona. Ciemny się uśmiechnął widząc pozytywne reakcje obu sióstr.
- Podoba ci się? - Zapytał się bezpośrednio Sininen. Pokiwała głową, na co z uśmiechem wręczył jej go.- Proszę, w takim razie jest twój.
- Wow! Sini, naprawdę ci pasuje! - Powiedziała radośnie Shori.
Ciemna automatycznie podwinęła łapki z maskotką ku sobie, która była tylko trochę mniejsza od niej samej. Zabawka była bardzo miękka, sprawdziłaby się do snu. Był to pierwszy taki prezent, jaki w życiu dostała. To właśnie dlatego z mokrymi oczyma cicho podziękowała i wtuliła pyszczek w maskotkę.
Noiter?
Ilość napisanych słów: 1315
Ilość zdobytych PD: 657 + 5% ( 32 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 3568 PD
Subskrybuj:
Posty (Atom)



Szczeniaki