Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrówka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lutego 2022

Od Itami c.d Deus ~ Wędrówka

- Zgodziła się. Zaproponowała nawet, że jeżeli będziemy chcieli, możemy tutaj zostać na zawsze –Powiedział Deus, wpatrując się w nią swymi wyrazistymi, zielonymi oczami, które wydawały się chłonąć kolor jej własnych. Potem Itami poczuła, jak ogon basiora owinął się wokół niej i swą niewyobrażalną siłą, przyciągnął ją do siebie, co zareagowała mocnym zdziwieniem, a gdy Deus ułożył swą głowę do jej szyi, wadera wytrzeszczyła szeroko oczy ~ Dziwne, do prawdy dziwne. Ściska mnie obcy wilk, który przed chwilą wręczył mi iście pachnący kwiat, potraktował mnie, jak prawdziwą waderę, całując mnie w łapę. - Z tymi myślami, Itami objęła go mocno, jednocześnie wtuliła policzek w jego białe futro. Wydzielało przyjemny zapach - można by go porównać do tego, jakie wydzielają kwiaty na łące. Woń była także słodka, jak złocisty miód i tego samego koloru, rysowały się blizny na jego ciele. ~ Musiał wiele przejść. Ciekawe, czy te rany zostały mu zrobione przez jego szalonego kompana?
- Nie próbuj nawet pytać, czy jestem cały - cicho zaśmiał się pod nosem - Poza zmęczeniem wszystko jest w porządku.
Itami zrozumiała - z tego, co pamiętała z opowiadań basiora, wraz ze swoim kompanem, przeszedł na prawdę długą i wyczerpującą drogę, a gdyby spojrzeć na Maluma, którego odurzyła ziołami usypiającymi, musieli też stoczyć wymęczającą walkę z niespotykanym dotąd potworem. Gdy wyłoniła się z rozmyślań, spojrzała na mocne i twarde mięśnie Deusa, które ostro zarysowywały się pod futrem - ich widok ją zadziwił - taki silny basior i zastanawiała się, ile mógłby wytrzymać w trakcie potyczki. Tak samo obejrzała jego byczą szyję i mocno zbudowaną klatkę piersiową, aż zatrzymała się na złotych, dziwnych obrączkach nastawnych, usadowionych ponad łapami basiora.
- A stawy? - spytała wadera.
- To wrodzone. Nie da się nic z tym zrobić - odparł basior. Itami wyczuła w jego głosie szczerość i uniósł głowę - Tak na prawdę, chodzę tylko dzięki tym opaskom. Dodatkowo nie jestem ani w stanie polować, ani uciekać. Przeżyłem tylko i wyłącznie dlatego, że Malum jest chodzącym mordercą i umożliwia mi przetrwanie.
Basior był tak mocno szczery z Itami, jak morderczy był jego kompan - doceniała jego gest. Uśmiechnęła się więc ciepło, obejrzała następnie jedno z jego obręczy na stawach Deusa.
- Nie przejmuj się, też jestem ofiarą losu, jeśli chodzi o polowanie, ale jak zauważyłeś, w uciekaniu jestem mistrzynią - powiedziała ze śmiechem, wesołym i melodyjnym, jak śpiew słowika.
- Tak, muszę przyznać, że potrafisz uciekać po mistrzowsku - skomentował ze śmiechem Deus.
- A ze stawami mogę Ci pomóc. Nie twierdzę, że pomogę Ci je w pełni wyleczyć. Znam tę dolegliwość, ale zawsze mogę ułatwić Ci życie z tymi stawami.
- Jak? - zapytał zaskoczony Deus.
- Zaraz Ci pokażę
Z tymi słowy, poprosiła Deusa, aby położył się na przeciwnym łóżku, od Malusa i pomógł jej zdjąć złote okręgi z łap, które rzekomo, miały podtrzymywać go w pozycji stojącej. Gdy badała stawy, wyraźnie słyszała, jak poprzez głośne trzaski, wołały o pomstę do nieba. Itami, wprawiając się w głębokie zastanowienie, podrapała się w ciemię, przyglądając się jednocześnie jego kończynom. W końcu wpadła na pewien pomysł; Zgromadziła ze schowka zioła uśmierzające ból, misę z bardzo ciepłą wodą i kryształem, w którym uwięziono światło słoneczne - idealnie nada się na przeprowadzenie zabiegu ciepłolecznictwa. Następnie poprosiła basiora o zjedzenie ziół, a swą mocą wspomogła jego organizm do szybszego wchłaniania ich składników leczniczych. Gestem łap, nakazała wodzie unieść się ponad brzeg naczynia i wchłonąć w ciało Deusa, aby swym ciepłem rozgrzać jego chore stawy. Ruchami łapy, płynnymi jak ta woda w jego ciele, wykonywała nią podskórny masaż, pozwalała na dogłębne rozgrzanie stawów i usunięcie związków chorobowych. Basior przyglądał się temu z coraz to narastającym zainteresowaniem i zdumieniem. ~ Jestem pewna, że po raz pierwszy widzisz coś takiego na oczy. I taki sam proces wykonała na pozostałych kończynach basiora, co zajęło jej czas do popołudnia. Gdy zawiesiła kryształ z uwięzionym w środku ciepłym światłem słonecznym, na wystającym ze ściany jaskini kamieniu, skierowała złoty blask na stawy.
- Nie ruszaj się przez jakiś czas i poleż przez chwilę. Wrócę tu za moment.
Po czym chwyciła za kwiat, wręczony przed Deusa, co też nie uniknęło uwadze basiora, który tajemniczo się uśmiechnął, a to zaś nie uniknęło uwadze wadery. Zręcznie uniknęła rumieńców, odwracając od niego wzrok. Ciekawa była, co tym razem biały basior wymyśli tym razem? Zauważyła też, że wysyłał jej wyraźne oznaki, że jest zainteresowany jej osobą. Ten pachnący kwiat, pocałunek w łapę i wtulenie głowy w jej szyję - może po prostu chciał być bardzo miły i zrekompensować wybryk jego przyjaciela? Sama nie była tego pewna. Mega podobał się jej Atrehu, ale ten jakoś nie wykazywał zbytnio zainteresowania związkiem - wolał skakać z kwiatka na kwiatek, chociaż nie ukrywała wspomnień, gdy przeżyła z nim upojną chwilę. Mimo tego, bardzo się martwiła, że, basior nie będzie chciał się z nią związać. Deus wyglądem go przypominał - był równie dobrze zbudowany, ale hola hola! Nie wygląd się liczył, a charakter. Jak dotąd Deus sprawił wrażenie samca spokojnego i pomysłowego, jeśli chodzi o ubieganie się o czyjeś względy. Atrehu zaś... no cóż... jest to basior iście skomplikowany, co budowa krzywej wieży w Pizzie - oglądał się za każdą waderą, jaka napatoczy się mu na oko, nie ukrywał zainteresowania ich atrakcyjnością i ociekającym seksapilem, ale do cholery jasnej! Czemu nie potrafiła się o to wściekać?! Eghhh... Ale też był opiekuńczym, ciepłym i wyrozumiałym samcem - zawsze mogła się mu zwierzyć ze wszystkich bóli i problemów, a on z miną, poważną, słuchał ją z widocznym zainteresowaniem.
Gdy wróciła do Deusa, pierwsze co uczyniła, zdjęła kryształ naświetlający i ponownie zbadała jego stawy. Już nieco mniej trzeszczały przy ich rotowaniu, ale jeden zabieg nie wystarczał. Założyła mu na łapy złote obręcze.
- Spróbuj się przejść. Jak się czujesz?

<Deus?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 913
Ilość zdobytych PD: 456 PD
Obecny stan: 810 PD

środa, 16 lutego 2022

Od Deusa c.d Itami ~ Wędrówka

Wadera, która wykazała chęć pomocy oraz zwyczajnie uspokoiła się, napełniła moje serce optymizmem. Propozycja rozmowy z Alfą nie była w jego opinii zła, chociaż obawiał się mimo wszystko tego, że Malum nie wytrzyma obecności większej grupy wilków. Nie bałem się jednak w tym momencie o niego, czując, że znajduje się w rękach profesjonalistów. Obawiałem się jednak o medyków w jaskini, a zwłaszcza o nowo poznaną waderę. W trakcie drogi do Alfy wyklinałem się, że sam nie zostałem już po prostu w jaskini. Raz, że byłbym w stanie po prostu zareagować, jeżeli coś by się stało, a dwa moje łapy odmawiały mi powoli posłuszeństwa. Szła wiosna, więc niczym u staruszka, bolało mnie wszystko. Już nie mówiąc o dzisiejszym wysiłku, który był ewidentną przesadą dla mojej osoby.
Rozmowa z Renesmee była niesamowicie szybka, a jednocześnie treściwa. Wadera była zajęta, więc nie chciałem również kraść jej za wiele czasu. Zgodziła się, żebyśmy zostali, proponując jednocześnie pozostanie na stałe. Nie chciałem jednak decydować w tak ważnej kwestii również za Maluma, dlatego poinformowałem ją, że będę miał tę propozycję w pamięci i porozmawiam z nim na ten temat, gdy jakkolwiek mu się poprawi. Przy okazji poznałem od niej imię wadery, która nam pomogła. Itami.. niesamowicie urzekło mnie to imię. Powiedziałbym, że pasowało idealnie do wadery.
Po drodze powrotnej mijałem miejsce naszej nieszczęsnej, nocnej bitwy. Rozejrzałem się po nim, z obrzydzeniem patrząc w kierunku pokonanego potwora. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Może to jakiś po prostu zmutowany osobnik? Jeżeli tak, to czy jest ich więcej? Skąd pochodził? Czy na pewno nie ma ich w tym świecie więcej? W tym momencie poczułem zwyczajny niepokój, związany ze stanem basiora. W sumie nawet za dziecka żaden trening nie wysłał go aż tak blisko śmierci. A mimo wszystko, próbował mnie niedawno chronić. Nie, żeby miał przed czym, ale czułem, że gdyby zamiast wadery, pojawiłby się drugi taki potwór, Malum i tak zrobiłby wszystko, żeby go zabić. I to nie ze względu na siebie, a na to, że na swój pokręcony sposób o mnie dba. Nie zmienia to faktu, że nie podoba mi się fakt szarży na Itami.
Na ziemi dostrzegłem odrobinę mojej krwi. Prawdopodobnie skaleczyłem się gdzieś, kiedy wadera na mnie wpadła rano. Ze względu na to, że moja krew posiada dość niezwykłą zdolność, w głowie pojawił mi się iście diabelski pomysł, który miał szansę zadziałać dodatkowo na waderę w sposób relaksujący. Nie oszukujmy się, że chęć pomocy Malumowi była iście heroiczna. Należy jej się niesamowity szacunek za to, że woli zadbać o innych, niż swój komfort oraz bezpieczeństwo. Sięgnąłem pamięcią do najpiękniejszego kwiatu, jakiego kiedykolwiek widziałem i wywołałem jego wzrost. Padło na piwonię chińską, która dodatkowo posiada niesamowity zapach. Delikatnie chwyciłem roślinę w zęby, zrywając go i w ten sposób mogłem wrócić do jaskini.
Przede wszystkim moim priorytetem było przeproszenie wadery za to, co się stało. Jednocześnie chciałem poprawić jej samej humor, ponieważ nie uwierzę, że jest to dla niej obojętne, co się stało. W końcu nie codziennie wściekła bestia próbuje zmiażdżyć ci wszystkie kości tylko za to, że pojawiłeś się w jakimś miejscu. Gdzieś przewidziałem reakcję wadery na niewielki podarunek oraz pocałunek, chociaż i tak odczułem niesamowitą satysfakcję, wyczuwając jej dreszcze. Po prostu upewniło mnie to, że postąpiłem w tej sytuacji dobrze. Byłem jej naprawdę wdzięczny, bo dzięki jej pracy również mam okazję aktualnie odpocząć. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, był wykończony zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Ostatnie dni były dla niego niesamowicie intensywne.
- Ten kretyn powinien sam się łatać – zaśmiałem się delikatnie pod nosem, mając jednak w 100% rację. – To, że śpi, jest jakimś cudem. Mam nadzieję, że dałaś mu taką dawkę tego, że rano nawet łap nie podniesie.
W końcu wczoraj udało mi się ogarnąć jego krwawienie. Po prostu on nie umie wyleżeć ani jednego dnia w spokoju i czegoś nie gonić z chęcią zamordowania. Czasami zastanawiałem się, czy rzeczywiście jego „tryb berserka” posiada zdolność z korzystania z komórek mózgowych. Powinien bowiem potrafić ocenić swoje obrażenia i dojść do wniosku, że atakowanie czegokolwiek w tym stanie jest śmiertelnie niebezpieczne. Jeżeli teraz rozerwie choćby jeden szew, przysięgam, że podpalę mu futro.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos wadery.
- Zgodziła się. Zaproponowała nawet, że jeżeli będziemy chcieli, możemy tutaj zostać na zawsze – powiedziałem zgodnie z prawdą.
Spojrzałem waderze w oczy. Delikatnie owinąłem ją swoim ogonem, przybliżając do siebie i wtuliłem bok swojej głowy w jej szyję. Nie blokowałem jej ruchów, w każdym momencie mogła się odsunąć. Poczułem jednak to, że ona sama mnie objęła, zamiast odepchnąć, czego szczerze się spodziewałem.
- Nie próbuj nawet pytać, czy jestem cały – cicho zaśmiałem się pod nosem. – Poza zmęczeniem wszystko jest w porządku.
Wadera westchnęła, a ja sam w tym momencie wyczułem już, o co chce spytać.
- A stawy? – powiedziała.
Była w końcu medykiem, do tego na pewno doświadczonym. Choćbym starał się ukryć swój defekt, nie zmieni to tego, że jej zmysły dostrzegą mój problem.
- To wrodzone. Nie da się nic z tym zrobić – odparłem szczerze, unosząc głowę, by móc spojrzeć w jej kierunku. – Tak naprawdę chodzę tylko dzięki opaskom na łapach. Dodatkowo nie jestem ani w stanie polować, ani uciekać. Przeżyłem tylko i wyłącznie dlatego, bo Malum jest chodzącym mordercą i umożliwił mi przetrwanie.
Musiałem być z nią szczery. Nie chciałem jej do siebie zrażać, jednak taka była prawda. Nie byłem w żadnym stopniu przystosowany do przeżycia, a jedyne co mnie wyróżniało spośród wilków to dość spora wiedza o taktyce oraz dyplomacji. Nie potrafiłem obecnie wyczytać nic z mimiki Itami, czekałem więc cierpliwie na to, co powie.

<Itami?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 904
Ilość zdobytych PD: 452
Obecny stan: 828 PD

sobota, 5 lutego 2022

Od Itami c.d Deus ~ Wędrówka

- Jak ja mam Ci zaufać, po tym, jak nasłałeś na mnie tę bestię! - warknęła Itami, skazując palcem na skutego złocistymi łańcuchami czarnego basiora, który nie spuszczał z niej swego morderczego, przepełnionego głodem wzroku.
- Pomyśl, mała! - odpowiedział basior zwany Deusem dość spokojnym tonem. - Jaki sens jest nasyłać go na ciebie, żeby potem go zakuć w łańcuchy?
Itami przyznała rację basiorowi, ale przez szok toczący się w jej ciele i umyśle powodował, że nie myślała racjonalnie. Nadal miała ochotę wypluć serce, które dalej tkwiło gdzieś w okolicy gardła. Wytarłszy łzy grzbietem nadgarstka, pociągnęła nosem i spoglądając ponownie na czarnego basiora, zwanego Malumem, powiedziała tym razem spokojnie.
- Mogę mu pomóc. Twojemu przyjacielowi. Jestem medyczką.
Deus spojrzał na czarnego basiora, jakby upewniając się, że nadal leży spokojnie, zakuty w złote łańcuchy. Niepewnie przekrzywił usta i westchnął po chwili.
- Chcesz mu pomóc, mimo że próbował cię zabić? Zachowanie godne pochwały.
~ Taka jest moja rola. - miała powiedzieć, ale ograniczyła się do ponownego pociągnięcia nosem, wytarła resztki łez spod powiek i prosiła, aby Deus pilnował swego towarzysza w trakcie wędrówki do lecznicy. Słyszała też, jak białemu basiorowi, w trakcie chodu, trzeszczą stawy w łapach. - z początku myślała, że to odgłos chrzęszczącego śniegu podczas stawianych kroków. Z początku myślała, aby jakoś ruszyć mu z pomocą, ale po chwili rozmyśliła się, albowiem jego towarzysz był w gorszym stanie. Nadal krwawił i dziwiła się, że do tego czasu jeszcze nie umarł z utraty krwi, ale tłumaczono jej kiedyś, że bywają różne przypadki i wyjątki, które odbiegają swą fizjologią od biologicznej normy.
- Może przestalibyście uciekać i porozmawialibyście z naszą Alfą. Być może pozwoli wam zostać, chociaż do końca zimy, co? - przerwała ciszę między nią a basiorami. Deus zaskoczony propozycją, spojrzał na waderę dość cieplej, niż jego towarzysz, który nadal był pod wpływem jakiegoś dzikiego, niewytłumaczalnego stanu.
- Serio tak myślisz? - zapytał Deus.
- Rene, to dobra pani. Ukazuje ciepło i dobroć dla tych, co szukają schronienia. Warto się zapytać, na prawdę. - odparła Itami, tym razem z lekkim, ale wyraźnym uśmiechem. - Zostaw swojego kumpla, Maluma u mnie w lecznicy, a ty idź. Spokojnie, Rene nie gryzie, jak on. - dodała, wskazując na Maluma, na co ten odpowiedział na uwagę cichym prychnięciem.
- Jesteś pewna? - zapytał Deus.
- Jestem medyczką, wszystko, co mówię, jest oczywiste. Malum potrzebuje pomocy.
Itami była pewna, że biały basior przystanie na tę propozycję, jednocześnie starała się przekonać wzrokowo Deusa, że Malum będzie bezpieczny w jej łapach i innych medyków.
- No dobrze, ale nie będę ściągać z niego łańcuchów. Dla twojego i ogółu bezpieczeństwa.
Wadera kiwnęła głową i chwilę później, Malum leżał już na łóżku, skuty złotymi łańcuchami, nie mogąc wykonać żadnych ruchów. Gdy Deus, po wskazaniu drogi do jaskini alfy, zniknął Itami z oczu, a ona spokojnie mogła przystąpić do odkażania miejsca ugryzienia na ciele Maluma. Ależ ta bestia musiała mieć zębiska i siłę zgryzu, albowiem taka siła mogłaby sprawić, że basior mógłby stracić głowę. W trakcie oczyszczania rany, zakrzepła rana rozjątrzyła się i na nowo zaczęła krwawić, a to spowodowało, że Malum począł się wyrywać. Itami uspokoiła go, minimalizując w jego ciele ilości adrenaliny, karmiąc go jednocześnie ziołami uspokajającymi.
- Będzie dobrze, wiem, co robię.
Znieczuliła miejsce, które zaraz podda działaniu wysokim temperaturom, celem kauteryzacji tkanek, aby zapobiec dalszemu krwawieniu. Co prawda, basior odczuł nieco bólu, ale starał się tego nie okazywać, marszczył wargi jedynie, ukazując swe śmiertelnie długie i ostre zęby. Następnie wzięła się za zszywanie paskudnej rany, a po tym nałożyła starannie bandaż, nasączony wonnymi olejkami i substancjami, wspomagającymi procesy gojenia. Całość jej pracy zajęło czas do wczesnego południa, a do tej chwili, pojawił się Deus. Tak, to był ten biały basior z nietypowym darem w pysku. Trzymał bowiem lekko w zębach zerwany kwiat o pięknych purpurowych płatkach, które wydzielały aromatyczną woń.
- Itami. - zaczął biały basior. - nie wiedziałem, jak cię przeprosić, za zachowanie mojego przyjaciela. Proszę, ten kwiat jest dla ciebie. - Wręczając waderze kwiat, uniósł lekko jej łapę i schylając się nisko, złożył na niej swój szczery, ciepły pocałunek, aż ciałem Itami wstrząsnęły przyjemne dreszcze, a policzki zapłonęły żywym rumieńcem.
- W porządku. Nic się nie stało. Praca pozwoliła mi zapomnieć. Zdołałam połatać twojego przyjaciela, najlepiej, jak potrafiłam. - Wskazała na śpiącego spokojnie basiora, zakopanego pod stertą ciepłych futer, albowiem niedawno napoiła go wywarem usypiającym. Następnie spojrzała Deusowi w oczy z miłym uśmiechem.
- I jak? Moja pani Rene pozwoliła wam zostać?

<Deus/Malum?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 708 
Ilość zdobytych PD: 354 PD
Obecny stan: 354 PD

wtorek, 1 lutego 2022

Od Deusa c.d Itami ~ Wędrówka

Całe zamieszanie wynikłe z ataku Maluma na niewinną waderę mogło tylko przysporzyć nam więcej kłopotów, niż tego w tym momencie chciałem. Wystarczyło mi krzyków oraz strachu wadery, dlatego puściłem ją. Pachniała wieloma wilkami, a cały hałas wywołany przez ową sytuację mógł skończyć się tylko tym, że zaraz zleci się tu cała wataha i nas zabiją. Po zadaniu pytania o to, czy jakkolwiek jest jej teraz lepiej, zerknąłem na chwilę ku słońcu, by skorzystać z jego świetlistej energii i skumulować ją w łańcuchy, które tym razem musiały utrzymać czarnego basiora na miejscu. Nie wiedziałem, jakim cudem był on tak spokojny w tym momencie i nie kontynuował dalszego pościgu. Prawdopodobnie wadera jest uzdolniona magicznie i potrafi go powstrzymać.
- Choć raz zachowuj się kretynie - burknąłem do niego. Malum opadł na ziemię, gdy na jego pysku oraz łapach pojawiły się więzy, co jasno pokazywało, że na razie mam spokój. Cichy warkot, który jeszcze przez chwilę mi towarzyszył, nie robił na mnie żadnego wrażenia. Dopiero teraz stwierdziłem, że pora na odpowiedzieć waderze na wszystkie jej pytania. Postanowiłem nie zmniejszać dystansu między nami, po prostu usiadłem tak, by Malum był mimo wszystko zasłonięty, a jego próba ruszenia do przodu skończyła się wpadnięciem na mnie.
- To wszystko jest jednym, wielkim nieporozumieniem - rozpocząłem. Oczywiście nie spodziewałem się przyjemnych słów od wadery, ale wpuściłem je jednym uchem, a drugim wypuściłem. Odwróciłem tylko głowę w bok, wpatrując się waderze i wyczekując, aż skończy swój monolog wyzwisk. Nie chciałem zostać zagłuszony przez nią, a dodatkowo wiedziałem, że pozwolenie jej na coś takiego w tej sytuacji pozwoli jej się dodatkowo uspokoić. W tej sytuacji jedyne, na czym mi zależało, to żeby jakoś nas wybronić z tej niezwykle ciężkiej sytuacji.
- Malum jest ciężko ranny, zaatakowało nas w nocy to wielkie coś - głową wskazałem na hienopodobną bestię, leżącą na ziemi. - Jeżeli czuję ból, to mu tak odwala. Myślałem, że jest dobrze zabezpieczony przez moje więzy, jednak były zbyt słabe. Przepraszam, że tak wyszło. Samo oglądanie martwego potwora zjeżyło włos na moim karku. Tym bardziej rozumiałem, jak czuła się wadera, niezdolna w żaden sposób ochronić się przed napastnikiem. Zerknąłem za siebie, by upewnić się, że basior dalej leży zakuty. Nie mogłem mu w takim momencie zaufać, najlepiej byłoby go czymś uśpić, jednak w ciągu zimy i na nieznanych mi terenach, nie znajdę żadnej rośliny, która by mi to umożliwiła.
- W razie czego, możesz już podejść. Gdyby mógł na ciebie skoczyć ponownie, już dawno by to zrobił - uśmiechnąłem się delikatnie do wadery. - Tylko go dalej nie bij po pysku, on tak lubi. Chciałem tym niewinnym żartem rozluźnić atmosferę, ale oczywiście Malum zareagował na niego cichym pomrukiem. Nie moja wina, że wszystko obecnie skomplikował. Nie miałem zamiaru przymuszać nieznajomej do interakcji z nami, dawałem jej zupełną swobodę, mając nadzieję, że pomoże to jej się otworzyć. Nie ruszyła się jednak z miejsca, dalej podejrzliwie obserwowała moje ruchy.
- Jeżeli mogę cię o coś prosić, to po prostu wróć do swojej watahy. Raczej nie zostaniemy tu zbyt długo, nie chcemy przeszkadzać wam w żadnym stopniu. Gdy tylko Maluma stan poprawi się, od razu znikniemy stąd - powiedziałem, przechodząc nad ciało basiora. Oczywiście jego wspaniały wybryk otworzył zasklepione rany. Znajdujący się wokół niego śnieg znowu nabierał czerwonej barwy, jego oddech spłycił się, a on sam znowu wyglądał, jakby miał zaraz stracić przytomność. Chciałem to jakkolwiek skomentować, by zdawał sobie sprawę ze swojego błędu, ale stwierdziłem, że w obecnej sytuacji lepiej, jeżeli będzie nieprzytomny. Głupie gadanie mogłoby go tylko pobudzić. Znowu spojrzałem na waderę, która wyglądała na o wiele spokojniejszą, jednak dalej czujną. Chciałem odrobinę odsunąć się od basiora, licząc na to, że szybciej straci kontakt z rzeczywistością i łatwiej będzie z nim cokolwiek zrobić. Była to też okazja na poznanie owej wadery.
- Mogę do ciebie się zbliżyć? - powiedziałem. Nie uzyskałem jednak żadnej odpowiedzi, co uznałem za taką niepewną zgodę. Mimo wszystko poruszałem się dość powoli. Było to przede wszystkim spowodowane tym, że gdybym zrobił to zbyt gwałtownie, wadera na pewno uciekłaby, a przy okazji pozwoliło mi to na ukrycie swojego nieprawidłowego poruszania się, wynikającego z choroby stawów. Gdy byłem już dosyć blisko, po prostu usiadłem przy niej. Nie okazywałem żadnych złych zamiarów, chciałem, by poczuła się pewnie przy mojej osobie.
- Jestem Deus - rozpocząłem. - Znaleźliśmy się tu zupełnie przypadkiem. Od około roku cały czas uciekamy przed przeszłością. Jeżeli chcesz mnie o cokolwiek spytać, wal śmiało. Nie mam wobec ciebie, ani watahy złych zamiarów.
Nie mijałem się z prawdą. Ostatnie, o czym myślałem w tym momencie, to kłamanie. Mogłoby to nam tylko zaszkodzić, a tak jest szansa, że wyjdziemy z tej niekomfortowej sytuacji bez szwanku.

<Itami?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 752
Ilość zdobytych PD: 376 PD
Obecny stan: 376 PD

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Od Itami c.d Deus'a ~ Wędrówka

- Jesteś pewna, że czegoś brakuje? - zapytała niepewnie, kręcąc się po schowku z wysuszonymi ziołami. Zawsze, gdy Itami rozpoczynała pracę, pierwszym jej rutynowym krokiem, było sprawdzenie kompletnego zaopatrzenia w zioła. Lonya jednak przecząco pokręciła głową i ograniczyła się jedynie do tychże słów.
- Idź do Nabi, ja sprawdzę wszystko jeszcze raz.
Jej polecenie było jednak niejasne, gdyż zastanawiała się, czego mogło im zabraknąć. Przed wykonaniem powierzonego jej zadania, wykonała logistyczną kontrolę jeszcze raz i rzeczywiście, zabrakło im trochę agrestu, kwiatu wrzosu i jarzębiny.
I tak Itami wyruszyła w wędrówkę po topniejącym powoli śniegu - już nawet wiatr mówił jej, że nadchodzi wiosna.
~ Przydałoby się. Wydawało się jej, iż to była najdłuższa zima ostatnich lat. W miejscach stopniałego śniegu, Itami czuła niezwykle rozmokłą ziemię, a gdzieniegdzie, przez warstwę bieli przebijała się świeżo kwitnąca zieleń. Jedynie drzewa pozostawały bezlistne - wyglądały jak czarne, duże i sztywne łapy potwora z rozczapierzonymi palcami. - Ten widok nigdy nie napawał Itami optymizmem, ale pocieszała się z uśmiechem pod drobnym noskiem, że to jedynie efekt przejściowy - na wiosnę znów zazielenieją nowym życiem. Wędrówka nie trwała jednak zbyt długo, bowiem wystarczył rzut kamieniem, aby pojawić się w jaskini watahowej botaniczki. Itami z uśmiechem powitała ją ciepło i poprosiła o wskazane zioła. Nabi była niewidomą waderą, ale jej doskonały węch pozwalał jej przemieszczać się po wnętrzu, jakby znała je, jak własny ogon. Węchem badała dane zioło i zrywała je raz po raz. Złapała w pyszczek podane zioła i musnęła botaniczkę nosem w ramach podzięki za nieocenioną pomoc i ruszyła w drogę powrotną do lecznicy - wtedy naszło ją niemiłe przeczucie, że zaraz coś się stanie - nie wiedziała bowiem, czy to przez wiatr, gwiżdżący wśród drzew, czy też podejrzany zapach. Podejrzany, obcy zapach. Ciarki przeleciały jej po grzbiecie i nie bez powodu - poczuła z początku niezrozumiały dla niej lęk, wszak porusza się bezpiecznych szlakiem watahy, ale nie wiedziała jednak, co się za moment ma wydarzyć. Nie zrobiła nawet dwóch kroków, gdy nagle do jej uszów dobiegł czyiś wściekły warkot, jak rozpalony silnik motocykla i odwracając się w lewo, ujrzała pędzącego ku niej basiora z obnażonymi zębami i wściekłym mordem w oczach. Gdyby nie wykonała manewru wymijającego, obcy wilk zapewne wczepiłby się w jej kark, swymi ostrymi zębami, a tak, jedynie zatrzasnął przed nią swój pysk, z którego ciekła gęsta, ohydna ślina. W ataku paniki o swe życie i strachu przed zadanym bólem, wadera krzyknęła głośno, ogłuszająco, wypuszczając z pyska zioła i rzuciła się w szaleńczą ucieczkę. Wydawało się jej, że w pędzie, czuje oddech szalonego basiora na swym karku, dlatego w swój bieg włożyła wszystkie swoje siły i pasję, krzycząc jednocześnie o pomoc. Nie miała też pojęcia, dokąd ucieka - byleby uciec i schronić się przed bestią, uwięzioną w ciele obcego basiora.
- Pomocy!! Niech ktoś zabierze ode mnie tego świra! - wrzeszczała w niebogłosy, czując jak jej oczy zapełniają się świeżymi łzami, przesyconymi strachem, który potęgował z każdą chwilą, gdy słyszała za sobą szaleńcze warczenie napastnika. Następnie obejrzała się za siebie, aby ocenić odległość, dzielącą ją od wilka, ale nim zdążyła zrobić cokolwiek, zaryła w coś twardego. Siła uderzenia odrzuciła ją do tyłu, a sam jej napastnik zaś, prężnie odbił się od ziemi i z hukiem wpadła w coś, lub kogoś. Spostrzegłszy dwóch basiorów - jeden czarny, leżący na drugim, białym, jak ten śnieg. - wstała pośpiesznie i podbiegła blisko tego, z którym prawdopodobnie się zderzyła, mając nadzieję, że ten spuści łomot temu czarnemu, jednakże nic takiego się zdarzyło. Napastnik powstał, wyminął tego białego i zaczął powolnymi, ciężkimi krokami zmierzać ku Itami. Ta w napadzie kolejnej paniki, rzuciła w agresora urok, powodujący paraliż wszystkich jego mięśni - teraz stanął, jak ten wryty słup w twardą ziemię, zastygł w bezruchu, ograniczając się jedynie do ruchów oczami, w których nadal ziała pusta, przepełniona żądzą krwi agresja. Itami podeszła i jedynym zdecydowanym ciosem zdzieliła basiora w pysk, trzasnęło, aż miło, a dźwięk uderzenia odbił się echem. Wadera postarała się, aby w to wszystko włożyć, jak najwięcej sił i pasji. Następnie ten drugi basior chwycił tego czarnego za ogon i zmusił go do spojrzenia mu w oczy.
- Malum, durniu, ogarnij się! - warknął ten biały.
~ Wy się znacie? - Ale zanim zadała takowe pytanie, zorientowała się, że nie musi tego robić. Zrozumiała wszystko bez problemu. Odwróciwszy się w pędzie, chciała rzucić się w dalszą ucieczkę, ale jakaś nagła siła złapała ją, za jej długi, lisi ogon,
- Puszczaj mnie! - krzyczała owładnięta paniką. - PUSZCZAJ!
- Nie bój się! Malum już nic ci nie zrobi!
- Kim wy do ku**y nędzy jesteście! - krzyknęła wadera, próbując się wyszarpać z uścisku białego basiora.
- Przedstawię Ci się i przeproszę za mojego towarzysza, ale najpierw uspokój się!
Czysta chęć ucieczki, zamieniła się w rozpacz i po chwili, po policzkach wadery popłynął strumień łez. Serce waliło jej, jak szalone, chcące wręcz przebić się przez jej pierś i uciec, tak jak ona chciała to uczynić. Niech się dzieje, co chce!- Pomyślała i przestała się szamotać, a potem w głowie zaczęła układać wszystkie najczarniejsze scenariusze. ~ Zabiją mnie... zabiją, ale jeszcze przedtem zgwałcą, ulżą sobie na moim ciele, jak na szmacianej zabawce, a potem zamordują... tak, jak zazwyczaj zabija się zwierzynę. Ten czarny chwyci mnie za szyję i przy jego gabarytach, wystarczyłby jeden uścisk, aby zmiażdżyć mi krtań. - Zatapiała się w tych myślach, ale wola walki o życie nie dawała jej spokoju. I jak każdy, o życie chce się bić, tak Itami nie chciała poddawać się łatwo.
- PUSZCZAJ MNIE, SKUR****NU! - warknęła na niego Itami.
No i puścił. Itami, gdy poczuła, że uścisk zwolnił jej ogon, odskoczyła od basiorów na bezpieczną odległość, z której w razie czego, będzie mogła kontynuować ucieczkę.
- Uspokoiłaś się już? - zapytał łagodnie ten biały, ale Itami nie chciała się nabrać.
- Czego ode mnie chcecie?! - odpowiedziała ostro pytaniem, cofając się jeszcze o kilka kroków.

<Deus, Malum?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 939
Ilość zdobytych PD: 469 PD
Obecny stan: 2842

sobota, 29 stycznia 2022

Od Deus'a c.d Malum + do kogoś ~ Wędrówka [+16]

Przerażająca i krwiożercza bestia wyglądała co najmniej tak, jakby wyszła z czeluści piekieł. Nie było to coś, o czym mogłem przeczytać w jakiejkolwiek książce, ani przygotować się na jej pojawienie się. Nie znałem po prostu takiego monstra. Schowałem się wśród drzew, nawet nie patrząc dalej na to, co się dokładnie dzieje, wysłuchując jednak wszechobecnych warknięć oraz innych dźwięków walki. Z nerwów dodatkowo szumiało mi w uszach, skok adrenaliny nie pozwalał zebrać rozpędzonych myśli. Byłem przerażony, dokładnie tak samo, jak ponad rok temu, kiedy napadli moją rodzinną wioskę. Poza strachem czułem taką samą bezradność i niemoc, jak wtedy, kiedy krzyk oraz pisk zabijanych wypełnił powietrze. Wszystko było obecnie w łapach czarnego wilka, a wynik potyczki zadecyduje o tym, kto przeżyje. I tak nie mógłbym mu pomóc, moje stawy bolały mnie po tych kilku minutach biegu, a serce niemal wyskakuje mi z klatki piersiowej, nieprzyzwyczajone do takiego wysiłku. Osłabione ciało nie pozwalało mi na użycie nawet tego skrawku swojej mocy ziemi, bym mógł jakkolwiek osłonić wilka przed atakiem. Zwinąłem się w kłębek, zasłaniając oczy ogonem, jakby miało to mnie uchronić przed całym złem tego świata. Oszukiwałem swoją głowę, że to dalej jest koszmarny sen, z którego zostałem tak brutalnie wybudzony. Było to oczywiście naiwne, ale już po chwili odgłosy walki ustały, jedyne co słyszałem to opadające i ciężkie ciało na ziemię. Oznaczało to, że prawdopodobnie bestia właśnie wyzionęła ducha, a Malum zwyciężył. Nie słyszałem jednak, by mój towarzysz wydał jakikolwiek dźwięk z siebie, co było dla niego charakterystyczne i zawsze miałem czekać na jego sygnał. Była to kolejna dawka adrenaliny, która trafiła do mojego krwiobiegu, a w głowie pojawiły się najgorsze myśli. Moja niespokojna natura rozkazała mi, żebym zerknął, co się stało. Przeżyłem szok, widząc, że bez życia na ziemi nie leży tylko bestia, ale i Malum. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje. Od razu moje nogi, pomimo bólu i blokujących mniej krzaków, wyniosły mnie do niego, by sprawdzić stan, w którym się znajduje. Aureola nad jego głową była pęknięta, on sam jedyne co wykazywał z funkcji życiowych, to płytki oddech. Kałuża krwi w topniejącej od jej ciepła śniegu tylko powiększała się, a ja straciłem swoją typową, chłodną w takich sytuacjach postawę. Nie wiedziałem zwyczajnie jak mu pomóc, więc jedynie bezsilnie zawyłem, jakby miało to przywołać jakimś cudem kogoś, kto jakkolwiek potrafiłby mi pomóc. Mimo wszystko to i kilka głębszych oddechów pozwoliły mi zebrać myśli. Potrzebowałem roślin, więc musiałem rozlać swoją złotą krew z łapy na ziemię, by cokolwiek mogło w takich warunkach się pojawić. Wyhodowałem kilka roślin, takich jak krwawnik czy babka, by móc jakkolwiek opatrzyć jego rozległą ranę. Jakimś cudem krwawienie zaczęło ustępować, a ja, nauczony doświadczeniem, że Malum po obudzeniu się po takich obrażeniach raczej w formie zabijania wszystkiego wokół niego, skułem go swoimi świetlistymi kajdanami. Odsunąłem się również od niego na pewną odległość, mając nadzieję, że stanie się cud i ktokolwiek pojawi się, by po prostu pomóc mi poradzić sobie z tą sytuacją. Byłem przerażony, bałem się nie tylko tego, że basior może w każdym momencie umrzeć, ale też tego, jak niebezpieczny po czymś takim może być, gdy się obudzi. Pomimo towarzyszenia mu w tak wielu wybuchach gniewu, dalej przerażały mnie one, chociaż nigdy nie zostałem przez niego jakkolwiek skrzywdzony. Z tego wszystkiego zwyczajnie zacząłem się trząść. Wiedziałem, że jakiekolwiek próby sprawdzenia stanu jego kości skończą się prawdopodobnie tym, że obudzi się i nie będę miał jak go powstrzymać. Przyglądałem się mu, wpatrując się w każdą oznakę bólu i to, jak już będąc nieprzytomnym, tak naprawdę próbował walczyć z łańcuchami na łapach i ruszać nimi. Uśmiechnąłem się głupio pod nosem, dobrze wiedząc, że zwiastuje to, że raczej uda mu się wyzdrowieć, a rana nie jest śmiertelna. Mimo wszystko nie chciałem do niego podchodzić, a opadające z mojego ciała emocje dosłownie ścięły moje zmysły, wysyłając moją głowę w niezaplanowany odpoczynek.
Głowa podniosła mi się nad ranem, gdzie pierwsze promienie słońca pozwoliły dokładnie obejrzeć mi znajdujący się wokół mnie teren. Martwa bestia z tej perspektywy wydawała się o wiele bardziej przerażająca, mogłem jednak ustalić przyczynę jej śmierci. Zmiażdżona krtań, czyli dość prymitywne, ale jakże skuteczne zagranie. Zbliżyłem się do swojego towarzysza, starając się robić to w miarę cicho, jednak ból stawów z powodu szykujących się zmian pogodowych szybko uniemożliwił mi stwarzanie chociaż pozorów, że potrafię być cicho. Z tego powodu od razu wbiły się we mnie błękitne i puste ślepia, a serce dosłownie podskoczyło mi do gardła. Łańcuchy wytrzymały całą noc i dalej znajdowały się na ciele basiora, trzymając jego łapy oraz pysk przed ucieczką i rozpoczęciem krwawych łowów, których pierwszą ofiarą byłbym ja. Mimo wszystko z gardła Maluma nie wydał się nawet cichy pomruk zwiastujących warczenie czy wolę walki. Po prostu obserwował mnie, tylko pustka znajdująca się w jego oczach świadczyła o tym, że nie jest on przy swoich zmysłach. Mimo wszystko postanowiłem spróbować nawiązać z nim logiczny kontakt.
- Wszystko dobrze? – powiedziałem, zmniejszając jeszcze między nami dystans.
Stanąłem na granicy krwawego śniegu, mając gdzieś nadzieję, że będzie to bezpieczny dystans między mną a towarzyszem i obserwowałem jego reakcję. Co było dla niego nietypowe, w żaden sposób się nie rzucał. Nie słyszałem jednak od niego nawet odpowiedzi. Po chwili jego wzrok ze mnie zszedł na znajdujące się za mną drzewa. Dopiero wtedy usłyszałem charakterystyczny warkot, a jego ciało ruszyło przed siebie, rozłamując łańcuchy na drobny pył. Uświadomił mi tym to, że cały czas był w stanie się ich pozbyć, tylko po prostu chciał mi zapewnić coś w stylu komfortu, że na mnie nie skoczy w celu rozszarpania mnie. Mimo wszystko zastanawiało mnie, co sprawiło, że jego ranne ciało zerwało się do biegu i niepewnie zerknąłem za siebie, z jednego szoku przechodząc w drugi. On gonił wilka. Od roku nie widziałem żadnego, a ten pierwsze co robi, widząc jakiegokolwiek, to przegania go. Chociaż ciężko to nazwać przeganianiem, on go gonił z wyszczerzonymi zębami, ewidentnie chcąc zatopić w jego ciele swoje kły. Byłem niemal wryty w ziemię, nie wiedząc, co powinienem w tym momencie zrobić. Nie dogoniłbym ich, ale jednocześnie nie chciałem, żeby Malum zrobił komuś krzywdę, zwłaszcza że nie wydawało się, że ma on wobec nas jakieś złe zamiary.

< Ktoś? >

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1009
Ilość zdobytych PD: 504 + 5% (25) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 529

Od Maluma do Deus'a ~ Wędrówka [16+]

Na całe szczęście dla naszej dwójki, ostatnie dni nie atakowały nas już niemiłosiernymi mrozami. Zima prawdopodobnie miała się już ku końcowi, co można było wręcz wyczuć w powietrzu. Pojawiały się również pierwsze, wiosenne kwiaty. Miałem dość dalszej ucieczki, śmiało mógłbym powiedzieć, że minął już rok, odkąd bezustannie wędrowaliśmy, walcząc o zwyczajne przetrwanie ze wszystkim tym, co chciało nas zabić. Nie posiadaliśmy jednego dnia, żeby po prostu odpocząć, cały czas miałem wrażenie, jakby nas coś goniło. I na pewno nie była to przeszłość. Uczucie to nasiliło się w ostatnich godzinach. Co jakiś czas nerwowo zerkałem w tył, wymuszając nawet na Deusie, żeby mnie wyprzedził i szedł z przodu, dzięki czemu mogłem lepiej go chronić. Patrzył oczywiście na mnie jak na wariata, ale nie mogłem sobie pozwolić na to, że go stracę. Jego nogi znowu praktycznie wlekły się po warstwie śniegu, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk pochodzący z jego stawów. Zbliżała się zmiana pogody, więc zdrowie mojego towarzysza pogorszyło się i każdy krok sprawiał mu ból.
- Deus. – mruknąłem do niego swoim typowym tonem głosu, wymuszając na nim to, by zatrzymał się w miejscu.
Odwrócił się w moją stronę, od razu delikatnie siadając, ewidentnie czując ulgę. Westchnąłem głośno, dobrze wiedząc, że w ten sposób za daleko nie dojdziemy.
- Albo będę cię niósł na plecach, albo robimy dzisiaj przerwę. – mruknąłem, zbliżając się do niego i patrząc mu głęboko w oczy, wywołując na nim zwyczajną presję.
Musiałem przymusić go do sprawnej decyzji, ponieważ znałem go tak długo i tak dobrze, że byłem świadomy tego, jak ciężko mu przyznać się do swojej słabości.
- Nie jestem przekonany do tego, by tu zostawać. Również mam wrażenie, że coś nas śledzi. – powiedział, od razu uciekając wzrokiem za mnie.
W jego mimice widziałem to, że klasycznie niczego nie było za nami w tym gąszczu drzew oraz krzewów widać, więc albo było to coś inteligentnego jakkolwiek, albo po prostu my wariowaliśmy z samotności oraz strachu. Obszedłem wilka dookoła, jakbym chciał go zamknąć w jakimś niewidzialnym kręgu.
- Wskakuj mi na plecy i idziemy w takim razie.
Oczywiste było, że zbyt daleko i tak nie dojdziemy w ten sposób. Brak stałych posiłków odbił się również na moim zdrowiu i wytrzymałości. Zima jest brutalną porą roku dla każdego gatunku.
Cierpliwie czekałem, aż Deus wstanie, by potem znaleźć się na moich plecach. Oczywiście od razu poczułem to, że od ostatniej takiej przygody, jemu również ubyło na masie. W tej sytuacji uznałem, że wyjdzie nam to niestety na plus i powstrzymałem się od komentowania tej sytuacji. Kłusem ruszyłem przed siebie, byleby nie dać się zbyt szybko dorwać temu, co nas śledziło. Miałem jednak nadzieję, że wariujemy. Pomimo swojej walecznej natury dobrze wiedziałem, że tak osłabiony i po takim czasie bez normalnego odpoczynku nie będę w stanie wykorzystać w stu procentach swoich umiejętności magicznych i będę musiał polegać na i tak niepełnych, fizycznych możliwościach. Nie wiem dokładnie, ile dałem radę przejść, ale zaczęło się robić już w miarę ciemno. Lasu nie ubywało, miałem nawet wrażenie, że teraz dopiero stał się gęsty oraz łatwiejszy do schowania się dla tego czegoś, co nas śledziło. Zatrzymałem się już jednak w miejscu, na co Deus niemal automatycznie zeskoczył mi z pleców, delikatnie ocierając się o mój bok, jakby chciał się przytulić. Parsknąłem na ten gest, odchodząc od razu od niego i idąc pod pobliskie drzewo.
- Wybacz, że musisz mnie targać na plecach. – usłyszałem od niego.
Niemal automatycznie zwinąłem się w kłębek pod konarem, jakby żadne słowa od wilka obok do mnie nie dotarły. Deus również mnie dobrze znał, wiedział, że nie jestem prawdopodobnie po prostu zdolny do tego, by okazać mu ten rodzaj wsparcia, którego aktualnie potrzebował.
- Wylecz się swoimi roślinkami i idź spać. – powiedziałem do niego, by od razu po tym zamknąć oczy.
Musiałem odpocząć, chociaż mój sen nie mógł być zbyt głęboki, by w razie czego móc zareagować i nas obronić. Mimo wszystko w mojej głowie widziałem znany już sobie koszmar, który dalej wywoływał u mnie przyspieszoną akcję serca oraz wyrzut adrenaliny. Jak zwykle obudziłem się, znowu mając przed sobą wizję nieprzespanej nocy. Z tego powodu podniosłem się, by przejść się parę kroków i spróbować ponownie odpocząć, ale zaniepokoił mnie dźwięk pękających gałęzi. Odwróciłem się w tamtą stronę, od razu widząc świecące się oczy oraz psowatą, warczącą posturę. Stworzenie przypominało przerośniętą hienę i ewidentnie było tym, czego obecność odczuwałem od jakiegoś czasu. Musiałem szybko kalkulować, jak podejść do tematu, nie tracąc przy tym życia. Początkowe szarże zwierzęcia unikałem, by wyczuć, jak szybkie i zwrotne potrafi ono być. Sama budowa jego szczęk dała mi do zrozumienia, że jeżeli będę nieostrożny, to czeka mnie śmierć z ran bądź głodu. Nawet z pomocą Deusa nie udałoby mi się wyleczyć tak szybko, by być w stanie cokolwiek upolować przed naszym zgonem. W tym całym zamieszaniu moim błędem było to, że nie sprawdziłem po wstaniu, gdzie znajdował się basior i już po chwili bestia znalazła nowy, o wiele wolniejszy obiekt zainteresowania, zmuszając moje szare komórki do sprawniejszego działania. Gdy hiena goniła białego basiora, skoczyłem jej na plecy, wgryzając się w jej kark. Zrzuciła mnie z niego, zostawiając mnie na konarze drzewa i od razu jej zainteresowanie wróciło do mnie, dzięki czemu mój towarzysz miał czas na schowanie się wśród zarośli. Niestety nie mogłem pozwolić sobie na identyczny błąd i musiałem zawalczyć. Krew hieny oraz ból zgniecionych żeber dodały mi sił, oraz zwinności, więc mogłem uniknąć jej ataku, jednocześnie podgryzając ją w strategicznych miejscach, takich jak nogi, by skutecznie ją spowolnić. Nie mogłem jednak dosięgnąć okolic szyi, żeby szybko załatwić sprawę, a sam posiadałem limity swojej wytrzymałości, więc również stawałem się wolniejszy. Dlatego ku mojemu nieszczęściu, zostałem złapany przez szczęki potwora, uniesiony, a potem wbity w ziemię. Chciał się mnie jak najszybciej pozbyć, co ku jego nieszczęściu nie udało się mu. Ostatnimi siłami zmieniłem się w cień, pojawiając się przy odsłoniętej szyi. Po materializacji, od razu chwyciłem za krtań, zadając śmiertelny cios przez zmiażdżenie jej. Moje ciało opadło na śnieg, obok pokonanej bestii, mając nadzieję, że Deus użyje, chociaż jednak szarej komórki i zamiast podejmować próby ratowania mnie, będzie próbował uciekać. Mój obraz tracił na ostrości, aż stał się całkowicie czarny. Znikł również ból, który pchnął mnie do próby ratowania swojego życia ze szczęk.

< C.D. będzie Deuska >

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1019
Ilość zdobytych PD: 509 + 5% (25 PD) za długość powyżej 100 słów.
Obecny stan: 534