Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozbawieni Snu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozbawieni Snu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 października 2022

Od Belief c.d Naharys'a [cz.11] ~ Pozbawieni snu

 


https://www.youtube.com/watch?v=2I65k-hVRJ8 

 

Kiedy Naharys wydał rozkaz odwrotu, Bel przez chwilę odniosła wrażenie, jako iż jej misja była zupełnie bezsensowna. I po chwili usłyszała Itachiego, który najwidoczniej też to stwierdził, pytając dowódcę, czemu tu przybyli. Przez chwilę, zrobiło jej się smutno i wycofała się na moment z dyskusji. Jej wzrok przykuło coś poruszającego się w oddali, coś, co połyskiwało wśród traw. Wyciągnęła powoli głowę w górę i zobaczyła to, co Naharys miał okazję zobaczyć z bliska. Widok całej hordy dziwacznych stworów, kotłujących się niczym robactwo wokoło bardzo dziwnej postaci, która unosiła się jakby nad ziemią. Od razu miała w głowie kilka możliwych opcji, obstawiając w myślach, co to może być za paskudztwo, jednak nie miała na to zbyt dużo czasu.
- Ruchy!
Usłyszała jedynie ostatnie słowa Naharysa, nieco podniesionym głosem, ale na tyle cichym, by nie zostać usłyszanym przez stworzenia. Biała zastrzygła czarnymi uszami i przyglądnęła się jeszcze przez chwilę dziwnej scenie, analizując dokładnie każdy szczegół. Chciała jak najwięcej zapamiętać. Kiedy była gotowa, odwróciła się i pobiegła wślad za samcami. Początkowo przyspieszyła nieco i bez problemu dogoniła wojowników. Kłóciła się w myślach sama ze sobą, czy na pewno powinna zostać posłańcem. Może Naharys wykonał jedynie złośliwy żart, aby ją zniechęcić? Może... a może nie, może to przypadek i on naprawdę nie spodziewał się zastać tutaj tej armii. Spojrzała w górę ponad korony drzew. Na razie biegali bez sensu w te i z powrotem, westchnęła.
-Świetnie się spisałaś.
Nagle usłyszała pokrzepiający, ciepły głos Naharysa, który niemalże natychmiast sprowadził jej myśli na ziemię. Spojrzała na niego, a później odwróciła głowę, kryjąc delikatny rumieniec.
- Dziękuję. - odparła cicho i pomyślała, że chyba jednak to nie było takie bez sensu. Spojrzała na niego jeszcze raz, badając jego ciało zielonym spojrzeniem. Pomyślała teraz, że nie mógłby przecież zrobić jej takiego okrutnego żartu tylko po to, by ją zniechęcić, bo przecież przypomniała sobie, że zniechęcał ja od samego początku, gdy deklarowała mu swoją chęć pracy w tej dziedzinie. Przecież to dowódca, więc z pewnością wie, co robi.

- Uwaga! - Wrzasnął Lawrence, skręcając nagle w lewo. Naharys niemalże od razu popchnął samicę w prawą stronę. Belief mało łap nie potraciła, nagłym uderzeniem, ale udało jej się złapać równowagę. Czwórka wilków rozbiegła się na boki, kryjąc się wzdłuż leśnej ścieżki za konarami i w krzewach. Belef z Naharysem po prawej stronie, natomiast Lawrence i Itachi znaleźli się po przeciwnej stronie, łapiąc ze sobą wzajemny kontakt wzrokowy. Nie do końca wiedzieli, co się dzieje, tylko Lawrence wymieniał z dowódcą jakieś spojrzenia. Belief zamarła, gdy w oddali na ścieżce pojawiło się coś szpetnego. Wyglądało trochę jak wilk, trochę jak niedźwiedź i trochę jak jakiś przerośnięty jaszczur. Szło powoli, niespiesznie, jednak w linii prostej. Zdawało się, jakby nie zauważyło czwórki wilków, ukrytych w gąszczu, ani nie wyczuwało ich zapachu. Zbliżało się powoli i dostojnie. Charczało wręcz okropnym odgłosem wydobywającym się z gardzieli. Kiedy przechodziło, pomiędzy wilkami, Belief w swoich emocjach i strachu, nawet nie czuła, kiedy wepchnęła swój bok niemalże na Naharysa, aż w końcu skuliła ciało ku ziemi, obserwując jedynie sytuację przez szparę, spod wystającego korzenia. Była nieco sparaliżowana, jak zresztą wszyscy wokoło, którzy mieli świadomość, bo istota, która właśnie pomiędzy nimi przechodziła, najwyraźniej szła niczym ćma do światła, prowadzona jakąś tajemną mocą. Kiedy przeszła przez ścieżkę i poszła dalej, wilki mogły odetchnąć z ulgą. Itachi był na tyle odważny, że jako pierwszy wskoczył an ścieżkę i spojrzał za odchodzącą i znikającą w mrok istotą.
- Co to do cholery było?!
Lawrence wychylił się, zza konara i pokiwał przecząco głową. Jedynie Naharys nie mógł się ruszyć, ponieważ Bel nieco się rozepchała,
- khem.. Bel, już jest bezpiecznie.
Drgnęła jak poparzona, natychmiast odsuwając się i kuląc się w bezpiecznej odległości, uświadamiając sobie nagle, że trochę przesadziła.
- Oh, wybacz! - położyła uszy po sobie z przepraszającym spojrzeniem. - To stworzenie było, przerażające. W życiu nie widziałam czegoś równie okropnego i ten charkot z jego gardzieli. - potrząsnęła głową, próbując wyrzucić go z pamięci. - Ciężko było jej przyznać, że nieco sparaliżował ją strach i tylko dlatego naruszyła przestrzeń osobistą samca. Nie chciała wyjść na nachalną, ale to jak odebrał to samiec, już nie zależało od niej. Pozostało jej jedynie zachowywać się naturalnie. Samiec posłał jej uśmiech i wyszedł również na ścieżkę.
- Musimy się pospieszyć moi mili, sprawa wygląda gorzej, niż zakładałem do tej pory. - rzekł Naharys nieco spokojnym, jak na sytuację tonem.
- A może dogonimy go i zaatakujemy? Jest nas czwórka. - zaproponował Itachi.
Jednak Naharys zaprzeczył:
- Nie wiadomo, czy w pobliżu nie czai się ich więcej, lepiej na razie obstawić lasy i obserwować ich zachowania.
Kiwnęli więc zgodnie głową i ruszyli w dalszy bieg, w stronę Rene. Cała czwórka biegła w milczeniu i skupieniu. Belief jedynie zerkała od czasu do czasu w stronę Naharysa, nieco speszona swoim poprzednim zachowaniem, a raczej chwilowym brakiem odczuwania tego, co robi.
Było minęło, miała tylko nadzieję, że nie pomyśli sobie o niej czegoś złego. Westchnęła i odrzuciła od siebie te myśli, ponieważ dobiegali już do celu, czyli w pobliże jaskini Alphy. Powitała ich, oczekując na zewnątrz. Belief zatrzymała się na końcu, gdzieś za samcami, jednak szybko została wywołana z tłumu przez dowódcę. Wyszła powoli naprzeciw alphy i ukłoniła się delikatnie. Czekała cierpliwie aż Naharys rozmówi się z alphą.
- Ile ich było? - spytała, gdy już usłyszała raport.
- Ciężko zliczyć, całe mrowie. - rzekła Bel.
- Cała horda. - skwitował Naharys.
- Czy widzieliście coś jeszcze? - skierowała pytanie do białej.
Belief spojrzała na samca, ale szybko zrozumiała, że to ona ma odpowiedzieć.
- Tak, był potwór, jego oczy zionęły pustką, szedł w linii prostej i nie widział nas ani nie wyczuwał. Był prowadzony przez jakąś moc. Nigdy nie widziałam czegoś równie szkaradnego i owianego mrokiem. - zerknęła kątem oka na samca, by złapać otuchy i kontynuowała. - Jego charkot był bardzo donośny, z pyska lała się ślina. Był umięśniony niczym niedźwiedź, o posturze wilka i człapał niczym ociężały jaszczur.
Rene wyraźnie zmartwiła się opisem stworzenia.
- Do tego był na naszym terenie! Szedł z przeciwnego kierunku, jakby z naszych terenów. - dodał Naharys. - Gdyby nie spostrzegawczość Lawnrence, być może musielibyśmy z nim walczyć.
- Będzie trzeba wzmocnić straż i zwiadowców w tamtych rejonach naszego terytorium. Musimy być gotowi na wszystko. - rzekła alpha po chwili namysłu, po czym spojrzała na Belief. - Naharysie, dopilnuj, by Belief jak najwięcej się teraz nauczyła. To jej szansa na zdobycie niezbędnego doświadczenia, które później może okazać się nam zbawienne. - Spojrzała znów na Belief. - Moja droga, Twoja szansa nadeszła szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał, ale skoro obrałaś tę ścieżkę, to podążaj nią z dumą w sercu i nie zawiedź nas.
Te słowa od samej alphy, przeszyły serce wadery na wskroś. To była zarazem wielka pochwała, jak i wielka rada i to od samej przywódczyni stada. Biała niemalże zesztywniała z emocji. Była zarazem szczęśliwa, jak i mega poważna. Ukłoniła się z gracją, na jaką było ją stać mimo ogromnego pozytywnego stresu, jaki odczuwała, po czym ustawiła się posłusznie gdzieś z tyłu za Naharysem.
Przez jakiś czas na polanie panował chaos, każdy podawał jakieś pomysły, jedynie Belief siedziała oparta o drzewo i w głębokim zamyśleniu przeżywała swój mały szok.

 Naharys?

Ilość napisanych słów: 1149
Ilość zdobytych PD: 574 PD + 10% ( 51PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 3192 PD

poniedziałek, 10 października 2022

Od Naharys'a c.d Belief [cz.10] ~ Pozbawieni snu

 Po tym, jak wadera odeszła za jego polecenie, począł dokładniej przyglądać się rozmytym kształtom, przemykającym między drzewami Haute Forêt. Kiedy jeszcze mieszkał w rodzinnej watasze, wilki miewały - nader dość częste - problemy z istotami, które nam, ludziom, trudno było sobie je wyobrazić, lecz nawet Naharys nie widział czegoś podobnego. Czegoś, co na sam widok, ciarki przeszywały na wskroś. Mimo tego, chciał przyjrzeć się tym istotom z bliska, bowiem miał w zamiarach poobserwować je trochę, wybadać ich słabe punkty, oraz czy stanowią poważne zagrożenie dla istnienia tej watahy. Rene, gdyby tu stała, pewnie kazałaby mu czekać na nadejście posiłków, lecz instynkt podpowiadał mu kompletnie co innego. Lewa, potem prawa i tak łapy niosły go powoli, ku cieniu rzucanym przez drzewa owego lasu - starał się nie wychylać poza obręb wysokiej trawy, aczkolwiek świerzbiło go, aby podbiec bliżej. Na wyprostowanych kończynach. Byłby jednak skończonym głupcem, gdyby tak uczynił... bez dwóch zdań, istoty przyuważyłyby go. Zwlekać też nie zamierzał, bowiem któż mógł wiedzieć, jakie plany wobec tej krainy miały te stwory?
~ To już nawet najwięksi rozkminiacze tego świata nie wiedzieli. 

Zanim jednak zdążył pokonać, choć pół drogi do granicy lasu, spostrzegł dziwną, humanoidalną postać, niosącą się po łące, niczym liść, bezwiednie ciągnięty przez wiatr. Mieniła się barwami czerni, wyglądała, jakby całe jej ciało okrywał przewiewny, delikatny aksamit utkany z mroku. 
I to do niej poczęły się gromadzić rozmyte kształty, które w blasku rozgrzanego słońca, przybierały wilcze formy - w jej obecności nie bały się złotych promieni, ich ciepło nie robiło na nich najmniejszego wrażenia. Z chwili na chwilę, mroczne istoty tłumnie gromadziły się wokół, z uniesionymi wysoko pustymi oczodołami, przyglądały się humanoidowi, jakby wyczekując rozkazów. Ich czarne czaszki w blasku słońca mieniły się srebrzyście, niczym dobrze oszlifowany obsydian. 
~ Chyba powinienem wrócić - mruknął w myślał Naharys. Już miał odwrócić się w drugą stronę, ku swej poprzedniej pozycji, gdy jego uszy posłyszały głośny skowyt. 
Od zachodniej strony Haute Forêt zaczęła nadciągać kolejna fala - czarna, bezmyślnie pędząca w jego stronę horda stworów, skutecznie uniemożliwiła ucieczkę, a jednocześnie spychała go w stronę tej humanoidalnej poczwary. W tej sytuacji już nie wiedział sam, jak potoczy się jego los, który postawił go przed tak patową okolicznością. Mknąca bestia wyskoczyła z zarośli, potknęła się o wystający bark Naharys'a, po czym wyrżnęła szczęką o twardą ziemię. Z szeroko rozwartymi oczami obserwował, jak twór unosi nagle łeb, warczy przeciągle błyszcząc długimi, obsydianowymi zębiskami. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, poczęstował potwora sporą dawką ognia, który o dziwo strawił go, jak sok żołądkowy dobre żarcie. Oczywiście szczęście dopisało tym razem Naharys'owi, bowiem reszta stworów, nawet bez kłapnięcia pyskiem, nie zareagowała na śmierć jednego z nich, tylko mknęły przed siebie - co świadczy o tym, że nie mają własnej woli, jedynie działają w imię innych priorytetów, a jednym z nich była ta istota. Gromadziły się wokół niej, jak pszczoły sławiące swą monarchinię, gotowe ją słuchać, pielęgnować i dbać o bezpieczeństwo - właśnie takie skojarzenie miał biały wilk, gdy przyglądał się temu wszystkiemu. 
Wykorzystawszy chwilę nieuwagi bestii, począł szybko skradać się w stronę swej poprzedniej pozycji, skąd odprawił Belief z wiadomością do Alfy.
- Na litość wszystkich wilków na świecie, Naharysie! - szepnął czyiś głos za jego plecami. Naharys, na odzew swego imienia, wykręcił głowę w stronę białego basiora w towarzystwie trzech wilków. Itachi'ego, Lawrenca i Belief - a jednak wykonała zadanie! Powitał ich uśmiechem, ruchem lewego ucha polecił im przyjąć pozycję obok siebie. - Co się tutaj stało? Gdyby nie Belief, nie chcę wiedzieć. jak byś tutaj skończył. 
Stali tak i dopiero wtedy zorientował się, jak bardzo dyszał - cholera, przez napięcie, jakie dopadło go na polu wysokiej trawy, w ogóle jego stan nie zrobił na nim wrażenia, bowiem kierował się jednym celem - znaleźć się w bezpiecznym miejscu. 
- Dobrze, że jesteś cały. - Wyszeptała Belief, nie kryjąc zmartwienia. Naharys obdarował ją ciepłym spojrzeniem - byłaby z niej dobra posłanka, pomyślał ochoczo. Miał ochotę jej pogratulować i podziękować, lecz to nie czas na czułości.  - Pędziłam ile sił w łapach, a teraz powiedz, proszę, co się działo w tym czasie? No i co teraz będziemy robić?
Pozostałe wilki przyglądały się mu, w oczekiwaniu na jego słowa. Początkowo Naharys po krótce opowiedział im, czego doświadczył, w czasie, gdy oni biegli z odsieczą - w trakcie jego opowieści, pozostali słuchali go w ciszy, a wraz z jej ciągiem, ich oczy rozszerzały się z sekundy na sekundę. 
- Więc, co proponujesz, dowódco? - zapytał Hinata. 
- Proponuję odwrót, jest nas zdecydowanie za mało na całą hordę. Musimy zgromadzić więcej sił! Za mało nas, aby ich otoczyć, zdecydowanie też nasze siły są zbyt słabe na frontalny atak, albo na zajście od flanki z którejkolwiek strony. Słyszycie? Odwrót! 
- To czemu kazałeś nas zawezwać? - zapytał zdziwiony Itachi. 
- Bo wcześniej nie byłem świadom ich prawdziwej liczebności! - wyjaśnił Naharys - Spójrz na tę hordę, nie mamy z nimi szans! Musimy ostrzec Alfę, ruchy! 
I z tymi słowy wilki zerwały się z miejsc, sprintem mknąc przez łąkę bogatą we wrzosy, które sięgały im do brzuchów. Kiedy Naharys zrównał się w biegu z Belief, rzekł nad wyraz wdzięcznie. 
- Świetnie się spisałaś. 
- Dziękuję - odparła, odwracając lekko głowę, zapewne w celu ukrycia rumieńców.
- Teraz musimy opowiedzieć Alfie o wszystkim, co widzieliśmy. Ze szczegółami i nie możemy o niczym zapomnieć.  

<Belief?>

PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 847
Ilość zdobytych PD: 423 
Obecny stan: 4629 PD 

sobota, 30 lipca 2022

Od Belief c.d Naharysa [cz 9] ~ Pozbawieni snu

Czarnoucha robiła, co mogła, lawirowała zręcznie między drzewami, niczym kocica. A wszystko to, żeby pozbyć się ogona. Nie traciła czas na odwracanie się za siebie, zamiast tego wytężała uszy i słuchała, czy słychać go bliżej lub dalej. W końcu przestała słyszeć szelesty łap basiora, więc zatrzymała się na moment, by mieć pewność. Wyprostowała sylwetkę, unosząc jedną z przednich łap ku górze, będąc w ciągłej gotowości do dalszego biegu. Kiedy tak nasłuchiwała, z tyłu za nią była tylko cisza, jednak przed nią coś zaniepokoiło ją. Jej czujne uszy natychmiast skierowały się w tym kierunku, a samica nieco zniżyła łeb i idąc na ugiętych łapach, zanurkowała w wysokiej trawie. Oparła łeb o niewielką gałąź wrośniętą w trawę i przycupnęła zadem do ziemi. Wystawały jej ponad trawę jedynie uszy. Na moment zapomniała o treningu, ponieważ dochodziły do jej uszu jakieś niepokojące szmery i szelesty lasu w oddali. Jakby ktoś tam był, ale to nie były wilki ze stada. Uznała, że dobrze by było obserwować tę sytuację, jednak długo nie było jej to dane, ponieważ nagle poczuła, jak coś rzuca się na nią, przewraca i uciska gardło. Zaczęła się szamotać, momentalnie zapominając o dziwnych dźwiękach i przypominając sobie o Naharysie.
- Mam cię! - Wykrzyczał samiec agresywnie i stanowczo.
- Naharys, co ty robisz?! - wymamrotała niewyraźnie, widocznie zaskoczona nagłą zmianą samca. Biały wilk zabrał łapę z jej szyi.
- Dlaczego się tak łatwo zdekoncentrowałaś? Obserwuj okolicę, skup się i wypatruj znaków! Kiedy myślisz, że masz chwilę swobody, niebezpieczeństwo może nadejść znienacka, jasne?
Bel chciała mu powiedzieć, ale nie miała pojęcia nawet, co właściwie słyszała, więc nie wiedziała, od czego zacząć i czy w ogóle powinna zmieniać temat podczas treningu. Doskonale pamiętała, jak gadanie o innych rzeczach podczas treningu wilków z jej stada się kończyło, a w jej stronach takie sprawy załatwiało się dość nie przyjemnie, aby zachować dyscyplinę ponad wszystko. Westchnęła więc cicho i rzekła cicho.
- Przepraszam. To było głupie.
Samiec uniósł wysoko głowę, po czym uśmiechnął się i zszedł z Bel, pomagając jej jednocześnie wstać na równe łapy.
- Ale tam... w wysokiej trawie, zadałaś mi zaskakująco dobry nokaut. Co też... dla wilka takich gabarytów, jak ja, był zadziwiająco powalający, wiesz?
Wadera była nieco zmieszana i nie kryła tego. Samiec raz był miły i biło z niego nadnaturalne pokłady ciepła, a chwilami zamieniał się w srogiego agresora. Nie mogła nieco za nim nadążyć, więc zaczęła:
- Teraz nie byłeś taki...
- Ciepły i łagodny? - przerwał jej basior w pół zdania i wyjaśnił jej jaki świat jest zły i pełen zwyrodnialców, bezlitosnych maszyn do zabijania. Zapewniał, bo sam niejedno przeżył. Zapytana o "Szkarłatny incydent", pokiwała przecząco głową, jakby do siebie myśląc intensywnie. Nic jej to nie mówiło, ale gdzieś w głębi ten zwrot wydawał się jakby znajomy, jednak nie mogła nic sobie przypomnieć. Być może słyszała to hasło za szczeniaka, ale tylko tyle, nic poza tym nie wiedziała.
- Nie musisz mi mówić o okrucieństwie, bo sama je doświadczyłam, kiedy moja rodzinna wataha była mordowana przez inną. Mogę cię zapewnić, że również znam definicję okrucieństwa i mogę Ci wskazać niektóre jej przykłady, na podstawie moich doświadczeń, których nie w sposób wymazać z pamięci, ani ze snów.
Samiec wydawał się również posmutnieć:
- Dlatego rozumiesz, co mam na myśli. - Uniósł niepewnie łapę i powoli otulił nią szyję wadery. Belief aż otworzyła szerzej oczy, ze zdumienia. Nie wiedziała, co się dzieje, dlatego też zesztywniała kompletnie i zastygła w bezruchu czekając na to, co się wydarzy. Poza bratem i rodzicami nikt nigdy jej nie przytulał, więc czuła się bardzo nieswojo i dziwnie. Nie, żeby tego nie lubiła, ale po prostu nie znała zamiarów samca, a przecież zna go zaledwie od świtu tego dnia i nie wiedziała, w jaki sposób powinna to zinterpretować. Basior sam był niemniej zdumiony, kiedy ocknął się i zorientował się, co robi. Odsunął się natychmiast i usiadł w bezpiecznej odległości, spuszczając wzrok i wlepiając spojrzenie w jeden z jagodowych krzewów.
- Chciałem tylko powiedzieć, że... Bardzo mi przykro.
Samica, słysząc jego słowa, potrząsnęła głową w dość zabawny sposób, jakby chciała pozbyć się natrętnej muchy, jednak zrobiła to ze względu na to, że wydawało jej się, jakby jej się myśli pomieszały i chciała w ten sposób, aby powróciły na swoje miejsca. Zawsze tak robiła, gdy słyszała o czymś, co ją zadziwiało, to była jej pewnego rodzaju cecha. Zaśmiała się cichuteńko, jakby zupełnie sama do siebie i swoich myśli co było ledwie słyszalne dla samca i z uśmiechem odpowiedziała:
- Z powodu moich doświadczeń, czy też dlatego, że mnie przytuliłeś? - Przekrzywiła lekko łeb na bok komicznie niczym młody pies, który słyszy lub widzi coś nowego.
Samiec stwierdził, że mimo przeżytych złych doświadczeń, samica ma w sobie odwagę, by żyć dalej i nieść ciepło dla innych. Odetchnął z ulgą.
Rozmowa jakoś potoczyła się dalej. Bel chciała wiedzieć coś więcej o szkarłatnym incydencie, ale Naharys obiecał, że opowie jej tę historię innym razem. Cóż, może był już zmęczony. Jednak zaraz okazało się, że po prostu nie chciał sobie psuć nastroju podczas treningu. Wszystko wskazywało na to, że wilki powrócą na poligon i będą dalej trenować nowe rzeczy, jednak coś im przerwało. Belief znów usłyszała szelesty dobiegające z lasu, tym razem o wiele głośniej niż wcześniej. ~ Znowu? Coś chyba jest nie tak, to zbyt blisko granicy. ~ Pomyślała, a Naharys zaczął coś mówić, ale spostrzegł niepokój samicy i spojrzał w tym samym kierunku. Ujrzeli ciemne i rozmyte postacie przemykające między krzewami lasu.
Naharys dał waderze sygnał, aby padła na ziemię, zajął pozycję obok niej. Oboje przyglądali się podejrzanym ruchom zza zasłony kolorowo rosnących wrzosów.
- Co to takiego? - zapytała cicho wadera.
- Nie wiem... podejrzewam, że to te stwory, które ostatnio zdobyły śmiałość na opuszczanie Vallée Sombre. Belief... - zwrócił się do towarzyszki, tym razem oficjalnym i poważnym tonem. -... chyba czas, abyś teraz sprawdziła swych umiejętności, jako posłanka. Biegnij pędem do Alfy z takim komunikatem; Od północnej granicy watahy, zauważono obecność postaci nieznanego pochodzenia, w licznie nieznanej, nieopodal Haute Forêt. Kapitan prosi o posiłki, aby zbadać sprawę i ewentualnie spacyfikować możliwe zagrożenie. Zapamiętałaś? Dobrze, a teraz biegnij do Rene!

* * *

Biegła, jakby od tego zależało jej życie, jej i Naharysa. Biegła jakby zaraz miała pogubić własne łapy i potknąć się o nie kilkakrotnie, jednak za każdym razem, gdy zdawało jej się, że zaraz upadnie, w porę odzyskiwała z powrotem równowagę. Zatrzymała się na chwilę instynktownie i zawahała się na moment. Odwróciła głowę za siebie i szepnęła.
- Naharys, trzymaj się, bez głupstw. - po czym ruszyła dalej. Doskonale wiedziała, że jest to kapitan wojska i że na pewno nie zaatakuje niczego w pojedynkę, ale jej wrodzone poczucie troski podpowiadało jej w takich sytuacjach słowa, które często brzmiały nieco zabawnie. Taka już była Bel, nic nie poradzimy. Biegła dalej, pędząc w stronę centrum terenów, w stronę groty alphy, którą bardzo sobie ceniła za to, że przyjęła ją do stada. W głowie powtarzała sobie słowa, usłyszane od Naharysa. Problemów z pamięcią to ona akurat nie miała, więc nie był to dla niej problem, jednak wolała mieć pewność absolutną, by niczego nie pomylić.
Wpadła na polanę jak strzała. Zatrzymała się, by wybadać sprawę, wsadziła nos w trawę i zaczęła węszyć za zapachem alphy, na nic innego nie zwracając uwagi.
- Co robisz? - przerwał jej głos młodego samca. Podniosła nerwowo głowę i ujrzała brązowego, skrzydlatego samca. Jeszcze go nie spotkała, ale słyszała o nim wiele. Ukłoniła się delikatnie i przywitała.
- Wybacz mi moje zachowanie. Jestem Belief, jeszcze się nie spotkaliśmy. - posłała mu uśmiech, jednak nerwy nie pozwalały jej teraz na zbyt wiele uprzejmości. - Szukam Renesmee, czy wiesz, gdzie się ona znajduje?
- Jasne, ale dlaczego jesteś taka zestresowana? - samiec przekrzywił ciekawski głowę.
~Oh... nie, nie ma czasu! ~ pomyślała w duchu, jednak jemu odpowiedziała inaczej. - wybacz przyszły alpho, ale wykonuję teraz bardzo ważne zadanie, które sprawdza moje umiejętności jako nowego posłańca w tym stadzie. Czy mógłbyś zaprowadzić mnie do matki? - uśmiechnęła się najładniej, jak umiała, mając w oczach proszące spojrzenie.
- No dobra Belief, chodź ze mną.
Szli przez chwilę w stronę centrum watahy. Gdy byli już blisko Douce Cascade, ujrzeli alphę, rozmawiającą z kilkoma innymi wilkami. Między innymi Bel zwróciła uwagę na białego wilka w niebieskie znaczki. Nie widziała go tu wcześniej, dlatego zdziwiła ją jego obecność.
- Mamo! - krzyknął Niko, wskazując skrzydłem na Belief, gdy ta zwróciła na niego swą uwagę.
- Tak?
Belief poczuła, że to jest ten moment, więc zaczęła niepewnie:
- Witaj alpho. - skinęła głową. - jeśli pozwolisz, mam wiadomość do przekazania dla Ciebie, od Naharysa.
- od Naharysa... - powtórzyła, wydawała się nieco zamyślona, jak gdyby zastanawiała się co też ów wilk, miałby jej do powiedzenia, że sam się nie pofatygował. - dobrze więc, o co chodzi.
- Jako nowa posłańczyni, cytuję jego słowa. - alpha nie kryła zdumienia, ale i zadowolenia, że młoda samica ćwiczy swój fach. Uśmiechnęła się jeszcze zanim Bel zaczęła mówić. Bel kontynuowała - " Od północnej granicy watahy, zauważono obecność postaci nieznanego pochodzenia, w liczbie nieznanej, nieopodal Haute Forêt. Kapitan prosi o posiłki, aby zbadać sprawę i ewentualnie spacyfikować możliwe zagrożenie." - z każdym słowem Belief, Renesmee coraz szerzej otwierała oczy. Zdało się, że stopniowo pochłaniał ją strach. Gdy wadera skończyła, alpha przez dłuższą chwilę milczała, trawiąc te wszystkie informacje. Co jak co, ale tego się usłyszeć nie spodziewała. Spojrzała najpierw na białego samca, z którym wcześniej rozmawiała i rzekła w końcu:
- Hinata! Weź dwójkę zdolnych do walki i idź wraz z Belief do Naharysa.
Biały posłusznie kiwnął głową i natychmiast rozejrzał się w poszukiwaniu towarzyszy. Alpha zaś kontynuowała do Belief. - Hinata jest dobrym wojownikiem, wróć do Naharysa ze wsparciem ode mnie i przybądź znów, jeśli będzie to konieczne. Biegnijcie.. - Wadera była wyraźnie zmartwiona i poszła z Niko, by pomyśleć co dalej, natomiast do Belief podszedł samiec wraz z dwoma wilkami i przedstawił ich krótko:
- Oto Lavrence, wojownik oraz Itachi, płatny morderca. A ja jestem Hinata, zaufany sługa alphy i wojownik.
- Belief, miło mi was poznać, a teraz biegnijmy, bo Naharys jest tam zupełnie sam.
Samce kiwnęły głową niczym jedno ciało i ruszyli biegiem w ślad białej samicy.


Biegli długo, nieprzerwanie i niezłomnie. Bel coraz bardziej dawał się trening we znaki i zaczynała czuć lekkie zmęczenie, jednak nie tak mocne, by opaść z sił. Miała jeszcze ich dużo w zanadrzu, ale dawno już nie miała tak intensywnego dnia od samego poranka, no może poza dwudniową przygodą, kiedy poznała wilka o imieniu Yneryth. Wspomniała go z uśmiechem, ale musiała biec dalej. Żałowała cicho, że to nie on teraz z nią biegnie, ale cóż trzeba poznać każdego wilka w stadzie, aby później nie było zaskoczenia, tak jak Bel wcześniej nie spotkała się z Hinatą. Rozmyślania sprawiły, że podróż minęła wilkom szybko i bez większych problemów. Samce nie odzywały się za bardzo, były skupione na misji i na tym, co być może będzie ich czekać u celu podróży. Kiedy dotarli na miejsce, Bel zwolniła wyraźnie i przystanęła po chwili. Wiedziała, że nie mogą się odezwać, bo zwrócą na siebie zbyt dużo uwagi istot o nieznanych zamiarach. Zaczęła się skradać w wysokiej trawie, przedzierając się przez wrzosy i krzewy z jagodami. Itachi obwąchał grzbiet Bel i łapiąc z łatwością zapach Naharysa, począł tropić jego osobę. Na szczęście nawet do głowy mu nie przyszło, skąd zapach ten wziął się na samicy, ale skoro miała z nim wcześniej styczność, to musiała, choć odrobinę przesiąknąć jego zapachem. Lavrence zaś pilnował tyłów, odwracając się cały czas za siebie, uważnie obserwując otoczenie, by w razie czego ostrzec pozostałych. Belief była pośrodku razem z Hinatą, który starał się ją chronić.
- Posłaniec to trudne zadanie jak na waderę. - rzekł szeptem w jej stronę.
- Wiem, ale nie boję się o siebie. Chcę być pomocą w takich sytuacjach jak ta tutaj.
- Rozumiem. Będę Cię ochraniał zatem. Szkoda by było tracić jedynego posłańca w watasze. - posłał jej ciepły uśmiech i szturchnął nieco dla dodania otuchy, a zaraz potem przyspieszył, ponieważ prawdopodobnie Itachi zwęszył jakiś trop. Grupka wilków przyspieszyła, przedzieranie się przez trawy i krzewy, aż w końcu Itachi zatrzymał się, a wszyscy inni również. Bel wychyliła się zza niego i zobaczyła, że wysoka trawa kończy się, a świeży trop prowadzi na otwartą polanę.
~Naharys, miałeś nie robić głupstw ~ pomyślała Belief z lekkim przerażeniem. Któż, jeśli nie on, potwierdzi teraz jej udane zadanie? Nie to jednak było najważniejsze. Bel po prostu zdążyła go troszkę polubić, mimo iż chwilami nie wiedziała czego się po nim spodziewać i jak to miała w zwyczaju, zwyczajnie się martwiła. Sama była w lepszej sytuacji, w towarzystwie trzech doświadczonych basiorów wiedziała, że nic jej nie grozi, ale on? Kapitan był zupełnie sam, co jeśli te stworzenia go uprowadziły w jakiś sposób. Z tych myśli jednak szybko wyrwało ją mruknięcie Lavrence. Wilki spojrzały w jego stronę a w oddali za nim przy granicy lasu i polany czmychnął jeden z rozmytych postaci. Kiedy znów spojrzeli na siebie, Belief z przerażeniem odkryła, że Hinata zniknął jej z oczu.
- Hinata? - szepnęła dość głośno.
- Tu jestem Bel, bądź cicho, widzę Naharysa.
Jednocześnie jakby dostała w pysk za gadanie podczas super extra cichej misji oraz odetchnęła z ulgą na wieść, że Kapitan się odnalazł. Jednak nadal nie widziała Hinaty. Itachi zawarczał cicho i krótko, więc Bel zbliżyła się znów do niego i wyglądając na polanę. Również dostrzegła Naharysa. Leżał on przyklejony niemal do kłody drzewa, skrytej w niewielkiej kępce trawy, bardzo dobrze ukryty. Hinata już szedł w jego stronę, skradając się i niepostrzeżenie przeskakując to za kamień, to za krzew, by nie został ujrzany przez żadną z niepowołanych istot. Kiedy dopadł do jego kępy, stwierdził, że Naharys bardzo ciężko oddycha, niemalże jakby biegł bez ustanku cały dzień i noc. Basior uśmiechnął się, cieszył się bardzo, że pomoc przyszła tak szybko. Nie był ranny, jedynie potwornie zmęczony.
- Na litość wszystkich wilków na świecie, Naharysie! - szepnął znacząco Hinata. - Co się tutaj stało? Gdyby nie Belief, nie chcę wiedzieć. jak byś tutaj skończył. - pokręcił głową samiec, oczekując odpowiedzi. Naharys podniósł się i kiedy już unormował oddech, wskazał samcowi, że chce opuścić tę kępę i udać się do reszty. Tak też zrobili. Powoli przeskakiwali w kolejne kryjówki i powrócili oboje w wysoką trawę, gdzie czekała Belief.
-Dobrze, że jesteś cały. - szepnęła wadera z wyraźną ulgą. Nie potrafiła ukryć tego, że troszkę się martwiła. - Pędziłam ile sił w łapach, a teraz powiedz, proszę, co się działo w tym czasie? No i co teraz będziemy robić?
Wilki nachyliły się do Naharysa, by lepiej słyszeć opowieść snutą szeptem, a Naharys dał jej początek.


Naharys? Co się tam działo? :>
 
PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 2343
Ilość zdobytych PD: 1171 + 10% (117 PD) za długość powyżej 2000 słów
Obecny stan: 2211 PD

czwartek, 21 lipca 2022

Od Naharys'a c.d Belief ~ Pozbawieni Snu

 - Będę zaszczycona, jeśli zechcesz zostać moim nauczycielem. - Powiedziała z miłym, przyjemnym wręcz dla oka uśmiechem, lecz basior wyraźnie uniósł brwi ze zdziwienia na dźwięk słowa "nauczyciel". Naharys nie był żadnym nauczycielem... co najwyżej trenerem walki, gdyż tylko na tym najbardziej się wyznawał. Na prawdziwej, mądrej walce, polegającej na kontroli emocji i zdobyciu, jak największej przewagi nad przeciwnikiem. Co prawda, mógłby nauczyć ją walczyć, lecz ze względu na jej obrany życiowy kierunek, musiałby rozplanować specjalny trening. 
- Nie mam pewności czy sobie poradzę w treningu, ale chciałabym spróbować, przynajmniej nie będę żałować, że nie próbowałam dążyć do spełnienia swoich marzeń - Naharys musiał przyznać, że nie brakowało waderze pewności siebie - szczerze powiedziawszy, mógł podejrzewać u wadery nadmiar pewności, co też nie do końca było dobre. Mogłoby to oznaczać, że w trakcie prawdziwego życia posłańca, zbyteczny nadmiar zuchwałości, mógłby położyć na szali powodzenie Belief. Często wtedy zapominamy o ostrożności, poddajemy się z łatwością przeszkodom, rzucanym nam pod nogi przez los i przeciwników. ~ Przypomniał sobie słowa swojego ojca, który bądź co bądź, wiedział, co mówi. Generałem nie zostawało się dzięki pięknym oczom i wpływowemu wdziękowi. Doświadczenie, wiedza i umiejętności - to czyni z nas mistrzów!
- Chciałbym Ci coś powiedzieć. Nie jestem tu niczyim nauczycielem. Nikogo tu nie oceniam, ani nie krytykuję. Jestem tutaj po prostu, aby trenować przyszłych wojowników i tych, którzy tego potrzebują, aby nie wypaść z formy. Nikogo tutaj nie egzaminuję ani nie poddaję próbom. Robię wszystko, co mogę, aby wskazać właściwą drogę poprzez rady, które wpoił we mnie mój tato. Nie poprzez nudne druczki, wypisane w podręcznikach. A co do treningów, nie przejmuj się nimi. Każdy kto zaczynał, odczuwał pewne hmm... wątpliwości. Trzeba próbować, niż później, jak to ujęłaś, żałować, że się nie spróbowało. Zobaczysz, będzie dobrze. Oho, koniec przerwy. Chodź ze mną, moja droga. 
Z tymi słowy, zachęcająco szturchnął waderę swym ogonem w jej lewy bok, na co Belief zareagowała lekkim zaskoczeniem, ale też niemałym podnieceniem na myśl, że w tym momencie rozpocznie się jej pierwszy trening - tak przynajmniej Naharys wyczytał z twarzy wadery. Nie raz dziękował bogom za dar czytania z czyichś twarzy, jak z rozwiniętego pergaminu. Dobrze, więc, sprawdzę co z ciebie za ziółko, oj sprawdzę, ale najpierw odkryj przede mną, jak szybka jesteś myszką ~ uśmiechnął się wraz z tymi myślami, kiedy prowadząc waderę na poligon, spostrzegł wysokie drzewo, dość pokaźne jak na sędziwego dęba przystało.
- No dobrze, moja droga, zatem... - zrobił pauzę i spojrzał na zawodników. - pokażesz mi, jak szybko biegasz no i jaką masz wytrzymałość. Pobiegniesz, najszybciej jak umiesz, do tego drzewa, co rośnie opodal przed nami. Nie możesz wahać się, ani chwili w trakcie biegu, biegnij jakby zależało od tego twoje życie, jasne? Wyśmienicie! - poszerzył swój uśmiech, ukazując przy tym swoje zęby, gdy wadera przytaknęła mu, wyraźnie nabuzowana adrenaliną i chęciami. Zanim jednak wadera przystąpiła do zaprezentowania swych umiejętności i wytrzymałości w biegu, postanowiła urządzić sobie małą rozgrzewkę - zaczęła od rozciągania mięśni ud i kręgosłupa, rytmicznymi i szybkimi ruchami obrotowymi, rozgrzewała nadgarstki. Naharys dosłownie widział, jak determinacja wylewała się z Bel, z każdym wykonanym ruchem, gracja nie opuszczała jej, ani na jotę - jak na prawdziwą wojowniczkę przystało, jakie miał zaszczyt spotykać tylko w swojej rodzinnej watasze. Czyżby wadera miała w sobie coś z północy? Nie omieszka zapytać ją w wolnej chwili. Wadera trzasnęła jeszcze pod koniec w kręgach szyjnych, westchnęła raźno, przykucając na linii startu z lekko uniesionym zadem. 
- Start! - zawołał Naharys, a tym samym wydawać by się mogło, że koło niego przeleciała mknąca strzała, nie ta zgrabna, miło uśmiechnięta biała wadera. Naharys musiał przyznać przed samym sobą, że Belief potrafiła biec, szybko jak ten zając, zwrotnie niczym pędzący gepard - udowodniła to dość pokaźnie, spektakularnie, kiedy dotarła do swego celu - Belief wiedziała bowiem, jak wykorzystywać sprawność swego ciała. Kiedy dobiegła, zadziwiająco i wręcz z lekkością zarzuciła całym ciałem w sposób taki, że ugięła kolana, wpadając w poślizg i wyrzucając przy tym tuman kurzu. W mgnieniu oka była zwrócona w jego stronę i pędziła, ile sił w łapach - zupełnie tak, jak jej polecił - jakby od szybkiej wygranej zależało jej życie. Zatrzymawszy się w pędzie, zaszorowała łapami po trawiastej ziemi, dysząc przy tym głośno i długo - lecz uśmiech nadal nie zmazywał się jej z pyska. I z równie pięknym uśmiechem przyglądała się basiorowi, jakby na coś czekała. 
Zdołała udowodnić przed nim, że nie boi się pędzić z wiatrem w sierści, potrafiła uwolnić z siebie galopującego rumaka, a jej spięte, spragnione dalszej pracy mięśnie były tego dowodem. Jednakże, to nie był koniec, a zaledwie początkiem startu. To, co Naharys przydzielił Belief, było zaledwie rozgrzewką przed poważnym, bardziej wyczerpującym treningiem. Wadera odezwała się w końcu z napięciem w głosie, jakby drażniła ją otaczająca zewsząd cisza - przerywana jedynie odgłosami trenujących wilków nieopodal.
- Naharysie? Czy według Ciebie, mam jakąś szansę? Choćby maleńką? -Wlepiła pytające i zestresowane spojrzenie w samca. Z początku Naharys uniósł lekko prawą brew, potem zaśmiał się głośno, jakby przed chwilą Belief uraczyła go bardzo dobrym żartem. Przestał, kiedy spostrzegł zakłopotanie i zmieszanie na twarzy wadery. Ugryzł się w wargę, podrapał się nerwowo za uchem, po czym rzekł. 
- Wybacz, moje zachowanie było szczeniackie. To była tylko rozgrzewka. Prawdziwy trening dopiero przed tobą. Dzięki temu dowiem się, czy nadajesz się na posłańca, moja droga. Sprawa jest prosta. Wiem już z kim mam do czynienia. I powiem Ci szczerze, że rzadko który wilk potrafi uwolnić z siebie wszystkie swoje siły w biegu, a to już duży postęp. Kolejny trening będzie mieć na celu sprawdzenia, jak radzisz sobie w sytuacjach stresowych, gdzie wymaga się od ciebie zachowania zimnej krwi - jeśli w prawdziwym życiu posłańca, pozwolisz sobie na chwilę paniki, możesz być pewna, że ta chwila będzie twoją ostatnią. 
Wadera kiwnęła głową, uśmiech nie znikał jej z pyska, a po błysku w jej oczach, Naharys stwierdził, że Belief potrafi uważnie skupić się na rozmówcy, aczkolwiek basior wyczuł lekkie napięcie. ~ Cholera, muszę rozsądnie dobierać słowa. Nie mogę nawijać, co mi ślina na język przyniesie, bo mi się dziewczyna zrazi. Hmmm...
- Kiedy wydam Ci komendę "Uciekaj" biegnij najszybciej, jak umiesz. Przed siebie. Natomiast moim zadaniem będzie, jak najszybsze przechwycenie cię. W tej zabawie wszystkie sztuczki są dozwolone - w prawdziwym życiu, nie będzie czasu ani miejsca na kompromisy czy zasady. Wtedy stawką jest twoje życie i informacje, jakie w sobie trzymasz. Nie daj się mi złapać, wykorzystaj elementy otoczenia, użyj wszystkich swoich silnych stron, jeśli tylko pomogą Ci przeżyć spotkanie.
- Jestem gotowa - oznajmiła zdecydowana Belief, przystając w punkcie, gdzie wcześniej była linia startu. Jej rozgrzewki stawały się coraz intensywniejsze, śmiałość zaś błyszczała w jej oczach, aczkolwiek basior wyczuwał niespokojne oddechy wadery, jakby się czymś stresowała... 
I nie dziwił się jej... sam byłby przerażony, gdyby ktoś mu tak obrazowo i jakże prawdziwie przedstawił realia z życia posłańca. Praca bardzo szanowana i chwalebna, lecz jednocześnie odpowiedzialna i niebezpieczna. W obliczu realizmu, nie można pozwolić sobie na koloryzowanie, że życie w ciągłym ruchu, polegające na pilnowaniu własnego gardła, nie jest kolorowe i usłane różami. Belief musi być przygotowana na tego typu zagrożenia, jeśli pragnie dożyć sędziwych lat... i wychować nowe pokolenie posłańców. 
- Uciekaj! - zawołał basior, dając tym samym waderze szansę na odpowiednie oddalenie dystansu między nimi. Nikt nie powiedział, że Naharys nie może dać Belief lekkich forów. Kiedy basior uznał za stosowne, ruszył za nią w pościg i nie zamierzał dawać, tym razem, żadnej taryfy ulgowej. Wadera wiedziała, co to szybkość, lecz długie, mocno zbudowane w stalowe mięśnie łapy Naharys'a, pędziły w zastraszającym tempie. Pędził niczym głodny gepard, a i tak wadera była w stanie utrzymać się na bezpiecznym dystansie. Wraz z widokiem, wyczuwał wylewającą się z niej energię - pędziła przez gęstą trawę, sprawiając, że prawie niemal zniknęła basiorowi z oczu, lecz prędko odnalazł ją po pozostawionym przez nią zapachu. Kluczył w zaroślach, próbując w jak najbardziej efektowny sposób, skrócić dystans do swej potencjalnej ofiary. Kiedy nadarzyła się po temu okazja, Naharys wybił się w powietrze, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, zaatakował z powietrza, wyprowadzając zdradziecki atak łapą. Wadera oberwała w ramię, lecz i to nie wybiło ją z rytmu. Próbowała różnych technik manewrujących, byleby zniknąć basiorowi z pola widzenia. Wiedział, że nie zrobił jej żadnej krzywdy - specjalnie, w trakcie wyprowadzania ciosu, chował pazury, aczkolwiek gdyby miała do czynienia z prawdziwym wrogiem, zapewne już by krwawiła. Nie odpuszczał łatwo, to samo miało się z Bel. Kiedy, przy gwałtownym skręcie w lewo omal nie wpadła w poślizg, Naharys skorzystał z kolejnej okazji na atak, aczkolwiek wadera wykorzystała wszystkie swoje siły, aby się obronić - musiała wyczuć odpowiedni moment, aby odwrócić się i odepchnąć od siebie Naharys'a kopniakiem w klatkę piersiową, przez co ten wylądował w gęstwiny, a wadera pomknęła dalej przed siebie. 
~ Niezła jest - pomyślał basior, wstając i otrzepując sierść z pyłu. Ona musi mieć coś z północy, Naharys był tego prawie pewien. Ruszała się, jak lisica i walczyła, niczym wściekła kobra. 
W trakcie próby dalszego pościgu, Naharys stracił trop białej wadery, pomimo wyraźnego śladu, pozostawionego po jej woni. Utorowana przez nią ścieżka przez wysoką trawę, doprowadziła go do polany, będącą jedną z granic watahy, gdzie dalej na północ, rozciągało się szerokie pasmo lasu, nieopodal Haute Forêt. 

***

Basior, jeśli miałby być szczery, miał nadzieję, że Bel nie zapuściła się nigdzie głębiej, poza granice Watahy, Modlił się w duchu, aby nadmiar brawury nie doprowadziła wadery do zguby. Była tutaj nowa, więc mogła prawie nic nie wiedzieć o tych terenach. A jedynym wilkiem, który przyjął na swe barki odpowiedzialność i szkolenie Belief, był on i nie wyobrażał sobie, jak straszną reprymendę udzieliłaby mu Alfa, gdyby doszło do jakiegokolwiek incydentu. Naharys starał się uspokoić ~ nerwowo do niczego nie dojdziemy, a jeszcze bardziej pogorszymy sytuację. Ulga nastała, gdy spostrzegł białą głowę wadery, wynurzającą się zza zasłony krzewu dziko rosnących jagód. Po prawdzie nie opuścili terenów Watahy, byli tylko nieopodal północnej granicy, więc mogli kontynuować trening. Ugiął lekko łapy w łokciach i kolanach, aby zrównać się z wysokimi wrzosami, które upodobały sobie ten teren. Jednocześnie musiał pilnować, aby wiejący wiatr nie zdradził waderze jego zapachu... na nieszczęście Belief, on zdradził mu jej własny - delikatny jaśmin, wkomponowany w intensywną woń skoszonej trawy przyciągał uwagę. Przemknął między wrzosami cicho, niemal z kocią wprawą, starając się nie otrzeć o wystający kwiat, czy też złamać drobnej gałązki. Wadera wydawała się nie spodziewać żadnej, niespodziewanej niespodzianki z jego strony, gdyby tak było, wyczułaby coś. Podejrzany ruch, znak, cokolwiek, co wzbudziłoby w niej niepokój... a Naharys zaś był blisko niej, coraz bliżej...
Po niecałej chwili, Belief leżała na miękkiej, nagrzanej od promieni słonecznych ziemi, bezlitośnie przygwożdżona przez Naharys'a, który wraził jej pod brodę, uzbrojoną w długie pazury łapę. Ścisnął mocno, nie za silnie, aby jej nie udusić.
- Mam cię! - powiedział tonem dość surowym, jak na dowódcę przystało. Stanowczość, aż biła w jego głosie. I gdyby stanowczość miała pięści, Belief zapewne leżałaby cała posiniaczona od ciosów. 
- Naharys, co ty robisz?! - wymamrotała niewyraźnie wadera, widocznie zaskoczona nagłą zmianą samca - to już nie był ten sam, ciepły i uczynny basior - jednocześnie podirytowana, że dała się tak łatwo zdekoncentrować. Biały wilk zabrał łapę z jej szyi, spojrzał na Bel karcąco. Jak Kapitan. 
- Dlaczego się tak łatwo zdekoncentrowałaś? Obserwuj okolicę, skup się i wypatruj znaków! Kiedy myślisz, że masz chwilę swobody, niebezpieczeństwo może nadejść znienacka, jasne?
Uniósł wysoko głowę, po czym niespodziewanie uśmiechnął się, ciepło ponownie wróciło na jego wydatne policzki. Zręcznie zszedł z Bel, pomagając jej jednocześnie wstać na równe łapy. 
- Ale tam... w wysokiej trawie, zadałaś mi zaskakująco dobry nokaut. Co też... dla wilka takich gabarytów, jak ja, był zadziwiająco powalający, wiesz?
- Teraz nie byłeś taki...
- Ciepły i łagodny? - przerwał jej basior w pół zdania, uśmiech zrzedł mu nieco pod nosem, zmieszało się z nim zmartwienie, niczym sól z ciepłą wodą. - Twój wróg też nie będzie, a być może... że nawet gorszy ode mnie. Świat jest pełen zwyrodnialców i bezlitosnych maszyn, zaprogramowanych przez naturę do zabijania. Zapewniam Cię z całego serca, bo sam niejedno widziałem i przeżyłem. Słyszałaś kiedyś o "Szkarłatnym incydencie"? 
Musiała słyszeć, jeśli na prawdę pochodzi z północy, każdy wilk z tamtych stron znał tę przeraźliwą historię. Godny pożałowania i przekleństwa akt okrucieństwa, na jaki stać jedynie nas, ludzi, mimo iż w tym świecie nie mamy prawa bytu. 
- Nie musisz mi mówić o okrucieństwie, Naharys'ie - odparła smutno Belief. -Bo sama je doświadczyłam, kiedy moja rodzinna wataha była mordowana przez inną. Mogę cię zapewnić, że również znam definicję okrucieństwa i mogę Ci wskazać niektóre jej przykłady, na podstawie moich doświadczeń, których nie w sposób wymazać z pamięci, ani ze snów. 
- Dlatego rozumiesz, co mam na myśli - stwierdził Naharys ze współczuciem. Chciał, na prawdę miał szczerą ochotę, objąć Belief i przygarnąć do siebie. Chciał w ten sposób jej powiedzieć, jak bardzo jednoczy się w jej bólu, lecz czy ona mu pozwoli na to? Uniósł niepewnie łapę, powoli i czule otulił nią zgrabną szyję wadery, która ze zdziwieniem zareagowała na fakt, że jej policzek zetknął się z twardym ramieniem Naharys'a. On sam był zdziwiony, że posunął się do takiego czynu wobec kogoś, kogo zna dopiero od kilku godzin... można by to nazwać odwagą, albo... 
Żeby nie dać waderze zbędnego powodu do niepokoju, odsunął się po chwili, na bezpieczną odległość i wbijając wzrok w rosnący nieopodal krzew dziko rosnących jagód, nie ośmielił się już nic uczynić. Jedynie zdołał się na takowe słowa. 
- Chciałem tylko powiedzieć, że... - mruknął Naharys, po chwili niezręcznej ciszy. - Bardzo mi przykro. 
- Z powodu moich doświadczeń, czy też dlatego, że mnie przytuliłeś? - zapytała z nagłym śmiechem Belief. Ze szczenięcym wręcz szczęściem stwierdził, że mimo przeżytych wydarzeń, wadera potrafiła się uśmiechnąć do drugiej osoby, lecz co też mogło oznaczać? Wiele; Być może doceniała jego starania, bądź też był wyrazem wdzięczności, za poświęcony czas na treningu. Naharys lubił się chwalić, że czytanie z czyjejś twarzy szło mu równie łatwo, co spacer nartnika po powierzchni wody, lecz w tamtym momencie, jej uśmiech pozostawał dla niego tajemnicą. 
- Opowiesz mi, o co chodziło w tym "Szkarłatnym incydencie"?
~ A jednak nie pochodzisz z moich stron, Bel. Cóż, przynajmniej walczysz, jak na wilka z północy
- To opowieść na inny czas. - odparł zdecydowanie Naharys. - Nie psujmy sobie nią treningu. Jesteś gotowa na powtórkę, czy chciałabyś wrócić na poligon i potrenować wraz z innymi?
- Wiesz co... 
Nie dokończywszy zdania, wadera zerknęła w kierunku północnej granicy, za plecami Naharys'a, który z początku lekko zaskoczony jej reakcją, zerknął za siebie. Z początku nie widział nic podejrzanego; Ot zwyczajny obraz ściany lasu, którego kres z tego położenia był niemożliwy do wypatrzenia. Nagle ta zwyczajność została przerwana wraz z przemykającymi ciemnymi postaciami, kluczącymi między gęsto rosnącymi krzewami - Naharys słyszał ciche szelesty i odgłosy kroków, których nikt nie starał się tłumić. Owe postacie kształtem przypominały wilków, aczkolwiek były one zamazane... jakby tkane z mgły mroku. Naharys z wytrzeszczonymi do granicy możliwości oczami, zaniepokojony dał waderze sygnał, aby padła na ziemię, zajął pozycję obok niej i oboje przyglądali się podejrzanym ruchom zza zasłony kolorowo rosnących wrzosów. 
- Co to takiego? - zapytała cicho wadera, wyraźnie podkreślając w wypowiedzi swój niepokój. 
- Nie wiem... podejrzewam, że to te stwory, które ostatnio zdobyły śmiałość na opuszczanie Vallée Sombre. Belief... - zwrócił się do towarzyszki, tym razem oficjalnym i poważnym tonem. Z uwagą spojrzała na basiora, wyczekując informacji. -... chyba czas, abyś teraz sprawdziła swych umiejętności, jako posłanka. Biegnij pędem do Alfy z takim komunikatem; Od północnej granicy watahy, zauważono obecność postaci nieznanego pochodzenia, w licznie nieznanej, nieopodal Haute Forêt. Kapitan prosi o posiłki, aby zbadać sprawę i ewentualnie spacyfikować możliwe zagrożenie. Zapamiętałaś? Dobrze, a teraz biegnij do Rene!

 <Belief? Żeby też za spokojnie nie było XD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2524
Ilość zdobytych PD: 1262 + 20% ( 252 PD) za długość powyżej 2000 słów
Obecny stan: 4848 PD 

piątek, 15 lipca 2022

Od Belief c.d Naharysa [cz 7] ~ Pozbawieni snu

      Kiedy samiec opowiadał jej o cechach i roli do spełnienia jako posłańczyni, robiła różne miny. Czuła momentami, że karci ją za taką decyzję i próbuje ją od niej odwieźć. Czyżby się martwił? Nie, na pewno nie, przecież znał ją zaledwie parę chwil. Szybko wyrzuciła więc tę myśl z głowy, nie czuła się tutaj zbyt ważną osobą, ale ceniła basiora za szczerość, bo jego wypowiedź nie brzmiała ani pokrzepiająco, ani zachęcająco. Kiedy zrobił krótką pauzę w wypowiedzi, Belief wcisnęła się ze słowami:- Wiesz... ja lubię biegać.. w zasadzie to kocham biegać. Ćwiczę kondycję i zwinność od najmłodszych lat. - wypięła dumnie pierś na momencik, by po chwili wrócić do poprzedniej pozycji. - Może sporo mi brakuje do ideału pod tym względem, ale się staram.
Samiec posłał jej lekki uśmiech i kontynuował.
- Posłaniec to zarówno ofiara, jak i łowca. Musisz sama zdecydować, kiedy uciekać, a kiedy się bronić. Masz rację, posada posłańca jest niezwykle ciekawa i inspirująca, lecz... też niebezpieczna.
Wilczyca przez moment się zawahała, lecz po chwili z uśmiechem na pysku odparła.
- Ja się nie boję Naharysie. Moje życie nigdy nie znało jakichś reguł, które kierowałyby mną tylko w bezpieczne miejsca.
Samiec nie odpowiedział. Był zdumiony jej postawą, bowiem spodziewał się raczej po samicy większej ostrożności, za to Bel bez wahania kontynuowała.
- Całe życie wpadam na coś większego od siebie, przed czym trzeba było zwiewać najszybciej jak to możliwe i uwielbiam ten rodzaj adrenaliny. Powiem Ci w sekrecie, że nawet czasami wpadałam na te stwory specjalnie, jakby zachęcając do pogoni.
Biała poczuła się nieco pewniej w towarzystwie samca i nawet zaczęła czuć, że powolutku się zaczęła przed jego osobą otwierać. Zaczęło wychodzić z niej to wszystko, o czym właściwie wiedział tylko jej brat, który znał ją na wylot. To wszystko, o czym nie miała okazji wcześniej z nikim innym rozmawiać.
- Ileż to razy otarłam się o śmierć, kiedy zwiewałam lub unikałam jakiejś bestii. - dodała jeszcze. - W moich rodzinnych stronach grasowało o wiele więcej potworów niż tutaj, śmiem stwierdzić, że tutaj odpoczywam od nich. A Sanitariuszkę wybrałam na początek tylko dlatego, że znam się nieco na ziołach leczniczych i potrafię zadbać o drobne rany w terenie, zdała od lecznic. Nigdy jednak medycyna mnie w pełni nie interesowała.
Zapanowała cisza, Belief stwierdziła, że chyba lekko przesadziła z otwieraniem się przed samcem, ponieważ według niej chyba lekko go przytkało, aczkolwiek nie miała co do tego pewności. ~ Chyba spodziewał się po mnie czegoś innego ~ pomyślała i mimowolnie skuliła uszy, karcąc się w myślach.
- Przepraszam, rozgadałam się zbytnio. - skuliła się nieco, ale po chwili dla odmiany spytała. - Skąd ty o tym wszystko wiesz?
Samiec opowiedział jej o swoim ojcu i chwilowo rozmowa potoczyła się już tym tematem. Kiedy jednak Belief usłyszała o możliwości treningu, nagle jakby się zupełnie na nowo ożywiła, a w jej oczach było widać blask zadowolenia i podekscytowania. Wypiła w wyraźnym pośpiechu trochę wody, tak na wszelki wypadek i trochę na zapas, jak to samice często miewały czynić i już po chwili stała wyprostowana i gotowa.
- Jesteś pewna, że bycie posłańcem Ci odpowiada? - spytał Naharys raz jeszcze, by mieć pewność.
Kiwnęła głową w odpowiedzi i ukłoniła się delikatnie, czując się wspaniale.
- Będę zaszczycona, jeśli zechcesz zostać moim nauczycielem. - uśmiechnęła się. - Nie mam pewności czy sobie poradzę w treningu, ale chciałabym spróbować, przynajmniej nie będę żałować, że nie próbowałam dążyć do spełnienia swoich marzeń. - powiedziała to z taką pewnością, jak jeszcze nigdy nie odważyła się rzec na terenach tej watahy. Całym sercem pragnęła spróbować czegoś, co z pozoru wydawało się trudne. Dlaczego? Ona sama nie wiedziała. Coś z jej wnętrza krzyczało wręcz i ciągnęło ją namolnie w kierunku, by tego spróbować. Może chciała komuś zaimponować, być kimś więcej w stadzie niż tylko zwykłą postacią, niemającą nic do roboty. A może chciała zaimponować samej sobie i spróbować zrobić coś wielkiego, co może się komuś przydać lub wpłynąć na los watahy.
Wilki usłyszały, jak pozostali zaczęli gromadzić się z powrotem na poligonie, by ćwiczyć dalej.
- No dobrze, moja droga, zatem ... - zrobił pauzę i spojrzał na zawodników. - pokażesz mi, jak szybko biegasz no i jaką masz wytrzymałość. - ruszył, prowadząc ją za sobą do toru. Wyjaśnił jej zasady. Miała przebiec najszybciej, jak potrafiła, obiec drzewo na końcu ścieżki dookoła i wrócić do Naharysa. Kiwnęła głową i chwilę się pokręciła, rozciągając mięśnie łap. Po chwili przykucnęła, z lekko uniesionym zadem i wlepiła spojrzenie w swój cel, którym było pokaźne drzewo zakańczające długą ścieżkę.
- Start! - Krzyknął samiec i z uśmiechem obserwował starania białej wadery.
Na dźwięk jego głosu, napięła mięśnie jeszcze bardziej i ku jego zdziwieniu, wystrzeliła jak sprężyna w szaleńczy bieg. Była bardzo skupiona na swoim zadaniu, co też widać było w jej staraniach. Biegła równo i miarowo unosząc łapy, kiedy dobiegła do drzewa, wiedziała, że czeka na nią bardzo ostry zakręt, ale było jej to bardzo dobrze znane. Z zadowoleniem wręcz i lekkością zarzuciła całym ciałem w sposób taki, że zdawało się, jakby jej zad dosłownie wpadł w poślizg wokoło drzewa, a samica zgrabnie odwróciła się w drugą stronę i niemalże natychmiast ruszyła w bieg powrotny. Teraz jej celem był Naharys oraz linia startu obok niego. Skupiła na niej całą swoją uwagę i teraz nie na żarty pokazała, że zostawiła na sam koniec największe przyspieszenie, jakie mogła z siebie wykrzesać. Serce biło jej jak oszalałe, bowiem martwiła się, czy ten bieg pozwoli jej zaliczyć trening i znaleźć się na liście uczniów Naharysa, czy jednak będzie musiała wybrać sobie jakieś inne zajęcie życia. Tak czy owak, czuła, że czeka ją sporo pracy nad samą sobą i swoim ciałem. Przegalopowała obok samca równie szybko, co wcześniej. Zatrzymała się dopiero spory kawałek za linią. Pozwoliła sobie na chwilkę, by złapać równy oddech i spojrzała na samca. Podeszła bliżej i przysiadła nerwowo poruszając końcówką ogona, czekając na werdykt i opinię. Dała z siebie prawie tyle, ile mogła, a resztę zagospodarowała na dalszą część ćwiczeń, o ile w ogóle do nich dojdzie. Samiec milczał przez chwilę, składając myśli w głowie na sensowną opinię. Wadera jednak nie wytrzymała i spytała.
- Naharysie? Czy według Ciebie, mam jakąś szansę? Choćby maleńką? - widać było, że jej zależy. Wlepiła pytające i zestresowane spojrzenie w samca, wracając jednocześnie myślami do wszystkich ostrzeżeń, jakie dostała wcześniej od samca.

<Naharys?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1016
Ilość zdobytych PD: 508 + 5% (25 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 3209 PD

niedziela, 3 lipca 2022

Od Naharys'a c.d Belief ~ Pozbawieni snu

 Wąska ścieżka prowadziła na poligon, przez bujny i rozkwitły zagajnik, gdzie zazwyczaj zawodnicy chłodzili się w cieniu, w trakcie przerwy między treningami. Towarzyszka chętnie podążała za nim, co jakiś czas zagadywała do niego, pytając o różne sprawy, m.in o przebieg i czas treningów. Poza tym, z grymasu jej twarzy, Naharys zgadywał, że to wszystko było dla wadery pierwszyzną - magia tętniąca wokół nich - treningowe machiny zasilane magiczną energią, przeszkody rozsiane na każdym kroku, z wyglądu sprawiały wrażenie iście niebezpieczne. Fakt, można sobie na nich połamać zęby, lecz w najmniejszym stopniu nie są one śmiertelne - Ktoś kiedyś zacytował basiorowi pewną sentencję, że gdyby treningi mogły zabijać, świat byłby pełen trupów wojowników, nawet tych utalentowanych. Nie każdy rodzi się geniuszem wojennym, a też żaden wojownik, nawet ten utalentowany, bez odpowiedniego treningu, stanie się nikim na polu walki. Mina Bel była wielce zaskoczona, gdy stanęła na skraju zagajnika, skąd ku jej oczom, rozpościerał się szeroki plac poligonu. Przyglądała się z uwagą ciężkiemu wahadłu, wysokim kukłom treningowym, które wyposażone w długie odgałęzienia, wykonywały szybkie ruchy obrotowe, zadając nimi silne ciosy. Naharys jednak z zaskoczeniem zauważył, że większą ciekawość wadery przyciągała drewniana figura, wyobrażona na podobieństwo wilka. Magiczna figurka wyczuła jej obecność, więc zwróciła ku niej swój pozbawiony wyrazu pyk. Belief nie ruszyła się nawet z miejsca, będąc ciekawa, co uczyni figurka. Drewniane szczęki rozwarły się i z trzaskiem, przypominającym wbijający się topór w grubą korę, zatrzasnęły się przed nosem wadery, która odskoczyła jak poparzona. Zaskoczona wadera zwróciła oczy w stronę basiora, który wybuchłszy gromkim śmiechem, odrzucił głowę do tyłu, aż poczuł niegroźny trzask w szyi. Basior podszedł do lekko zawstydzonej wadery, poklepał ją przyjacielsko po ramieniu, delikatnie jak potrafił.
- Nie przejmuj się - powiedział pokrzepiającym tonem - te bestie już tak mają. 
Wadera wygięła usta w nieśmiały uśmiech, westchnęła cicho, jakby z ulgą, kiedy spostrzegła dwójkę znanych Naharys'owi basiorów. Dusław i Yneryth stali obok siebie, jeden nie zwracał uwagi na drugiego, a jedynym ich zajęciem było przyglądanie się zgromadzonym w grupy wilkom, czekając na rozpoczęcie treningu. Naharys prędko zrozumiał, kiedy zorientował się, że Bel z intensywnością przyglądała się Yneryth'owi, łagodnie się przy tym uśmiechając. Biały wilk, aby zachować pewność, przedstawił jej tę dwójkę panów, choć w głębi czuł, że robił to niepotrzebnie. Wyglądała, jakby znała tę dwójkę... albo przynajmniej jednego z nich. Belief kiwnęła ochoczo głową na powitanie.
Wystarczyła chwila, aby wilki przygotowały się na krótką rozgrzewkę - polegającej na wzajemnym sparingu - a zaraz po niej, wojownicy przeszli do treningu zasadniczego. Jedna grupa wybrała podłużne kukły obrotowe, aby utrwalić techniki uników, druga, według Naharys'a, bardziej zawzięta grupa, spróbowała szczęścia w walce z drewnianą figurką wilka, co wbrew pozorom, wcale taka łatwa nie jest - bowiem trening z drewnianym wilkiem został odwzorowany na prawdziwej walce, a sam konstrukt zaś, kierowany magicznie zaprogramowanym algorytmem, w potyczce upodabniał się do realnego przeciwnika. Z tym wyjątkiem, iż z tej walki można co najwyżej wyjść z poobijanymi mięśniami. Naharys chodził między grupami, badawczo przyglądał się poczynaniom każdego wojownika, wskazywał błędy, jeśli zaszła taka potrzeba i prezentował, jak takowe uchybienia uniknąć. 
- Lekko ugnij łokcie i kolana, poruszaj się na palcach, wtedy twoje ruchy będą zwinniejsze, da Ci więcej możliwości do szybszej reakcji. Jeśli zależy Ci na unikaniu, taka technika jest najlepsza. A przy unikach i jednoczesnym kontrataku, zegnij przednie łapy, a tylne utrzymuj w pogotowiu, aby w trakcie ataku wybić się w stronę wroga, jeśli złapiesz po temu okazję, oczywiście. Wszystko jasne? 
Naharys zerknął, jak do tej pory, milczącej Belief, która z zainteresowaniem obserwowała plac i trenujących na nim wilków. Z uwagą przyglądała się trenującemu uniki Dusława, na masywnym wahadle. Stanął tak przez chwilę w miejscu, przyjrzał się jej badawczo, po czym zbliżył się do wadery. Była tak pochłonięta obserwacją, że nawet nie zorientowała się, jak Naharys w nagły i niespodziewany dla niej sposób, pojawił się obok jej prawicy. 
- Chciałabyś czegoś spróbować? - zapytał, ciekawie przyglądając się jej łapom. A konkretnie jej mięśniom. Byłaby z niej niezła wojowniczka, tak stwierdził, kiwając z uśmiechem głową. Belfief jednak zerknęła z wahaniem na Exan'a, przekrzywiła usta w grymas niepewności. 
- Sama nie wiem. Pierwszy raz miałabym z czymś takim do czynienia - stwierdziła szybko. 
- Jeśli chcesz, zostań w cieniu i przyglądaj się. Za niedługo przerwa, więc będę mógł się tobą zająć. Jeśli masz jakieś pytania, w trakcie przerwy możesz je zadać. Teraz widzisz, jakie zamieszanie mam na głowie. 
Wadera kiwnęła głową z lekkim uśmiechem, przyglądał się jej długo i uważnie - miała piękny kolor oczu. Smukłe policzki i obramowane granatem pokaźne uszy. Byłaby niezłą wojowniczką, lecz też wspaniałą łowczynią - odczytał Naharys z budowy jej fizjonomii. Musicie bowiem wiedzieć, że Naharys ma niebywałą zdolność do dostrzegania niezwykłych cech w budowie czyjegoś ciała, gołym okiem potrafił ocenić czyiś potencjał i predyspozycje - Według niego, Belief nadawałaby się na wojowniczkę, aczkolwiek on sam nie miał zamiaru wybierać jej ścieżki życiowej. Postąpiła zgodnie z własnym sumieniem, zostając sanitariuszką. 
Wilki skryły się w cieniu wysokich drzew, korzystając z każdej wolnej chwili w trakcie przerwy. W tamtym czasie, Belief podeszła do Naharys'a, w trakcie kiedy ten gasił pragnienie w jednym z pobliskich źródeł.   
- Mogę o coś spytać? Jak mogłabym sprawdzić swoje umiejętności jako posłaniec?
Naharys uniósł głowę, ze zdziwienia lekko ją przekrzywiając. Woda skapywała mu z szerokiego podbródka, przełknął ostatni łyk orzeźwiającej wody. Nic nie odpowiedział. 
~ Byłem przekonany, że jesteś sanitariuszką. - pomyślał Naharys, spoglądając na waderę, jakby przed chwilą usłyszał jakiś fenomen, o którym nikt nigdy mu nie wspominał. 
- No bo pewnie nie wspomniałam, ale prócz bycia sanitariuszką, chciałabym aspirować na posłańca, ponieważ to jest coś, co mnie najbardziej ciekawi. Czy są jakieś ćwiczenia lub zadania, które mogłabym wykonać, by dostać jakieś poważniejsze zlecenia? - spytała z uśmiechem i zaciekawieniem. 
- Cóż... - zaczął Naharys, drapiąc się, z pozoru nerwowym gestem w ciemię, zastanawiając się jednocześnie, jakiej odpowiedzi udzielić Belief - Żeby chociaż zachować się, jak profesjonalista. 
- Cóż - powtórzył basior - stanowisko posłańca wymaga iście końskiej kondycji, bowiem musisz się liczyć z tym, że droga, którą będziesz musiała pokonać do celu, może wynieść cały dzień albo też i dwa. Nie zdziwiłbym się, gdyby kazano Ci przebiec cały kontynent i z powrotem, jeśli tego będzie wymagała sytuacja. Upolować i zjeść coś, będziesz musiała po drodze, nigdy nie zbaczaj ze ścieżki, inaczej możesz ją zgubić. Tutaj już wchodzimy w sprawy pamięci przestrzennej. Wiesz, dlaczego fucha posłańca, to bardziej zajęcie dla basiorów? Bowiem ewolucja ukształtowana nasz umysł do zapamiętywania dróg, orientacji w gęstych i trudnych terenach, ale to już sprawa podrzędna. Najważniejsze, co liczy się w życiu posłańca, to złota pamięć. Pamięć, którą nierzadko trzeba rozszerzać, nawet poza granice możliwości. W trakcie panującego konfliktu, czy w zwyczajnych pokojowych czasach, liczy się, aby zapamiętać wszystko, co ma do przekazania twój przełożony. Wszystkie ważne informacje. Słowo w słowo. Nie możesz pozwolić sobie na przekazanie wieści własnymi, wygodnymi dla siebie słowami, inaczej mogą one nabrać innego sensu. Mniej ważne, niższej wagi informacje, dostajesz zapisane na pergaminie. Informacje, o które nie trzeba się martwić, gdy wpadną w niepowołane łapy. Jeszcze jedna i ostatnia sprawa; walka. Posłaniec musi umiejętnie walczyć, gdyż w życiu każdego nadejdzie taka pora, że podjęcie otwartej konfrontacji będzie ostatecznym sposobem na obronę przed tymi, którzy będą chcieli wyciągnąć każdą wartościową informację. A oni zaś nie cofną się przed niczym, nawet przed torturami. Torturami, na które będziesz musiała się zgodzić i nie wydać z siebie, ani słowa - wyjaśnił basior tonem dość poważnym, przekonująco spoglądając waderze w oczy, która wsłuchiwała się w niego z uwagą, a momentami, nawet z przerazą. Basior uniósł nieco głowę, nie spuszczał Belief z oczu. 
- Posłaniec to zarówno ofiara, jak i łowca, Jeśli masz możliwość, uciekaj ile sił Ci starczy w łapach, jeśli poczujesz, że zostałaś przyparta do muru, nie wahaj się, ani na sekundę, wyciągnąć pazury. Masz rację, posada posłańca jest niezwykle ciekawa i inspirująca, lecz... też niebezpieczna. 
Uważacie, że Naharys zbyt przesadnie odnosi się do tematu? Nie, woli zachować szczerość, niż kłamać w żywe oczy, snuć piękne bajki o bohaterach, które jedynie przysłaniają wgląd na brutalną rzeczywistość. 
- Skąd ty o tym wszystko wiesz? - zapytała wadera, ze zdziwieniem przekrzywiając głowę, w oczach nadal miała ten znajomy blask niepokoju, bardzo dobrze znany Naharys'owi. Nie jeden raz go widział. 
- Tak zaczynał karierę wojskową mój ojciec. Został posłańcem za czasów, kiedy w mojej watasze funkcjonował hierarchiczny system władzy, a po jej obaleniu, stał się generałem. To nie tylko stopień wojskowy, lecz także władza faktyczna. Sądząc po twoim wzroku, myślisz, że mój ojciec jest Alfą. Nie, nie jest, gdyż w jego żyłach nie płynie krew władców, ani nie posiada ich umiejętności.
- Więc, jak to się stało, że objął władzę? - zapytała wadera. 
- Normalnie. Wystarczy mieć dla drugiego wilka szacunek, aby podążył twym śladem. Nasz dawny władca był inny. Nie powiem Ci dokładnie jaki, nie było mnie wtedy na świecie, ale z opowiadań rodziców wnioskuję, że to był drań jakich mało. 
- Jak skończył wasz władca? 
- Nie żyje. Wilki z mojej watahy przyjęły w zwyczaju karać przestępców, zdrajców i despotycznych władców w dość... nieprzyjemny dla większości sposób. Powiem ci tylko tyle, że ów karą jest "Krwawy orzeł" a resztę zostawiam twoim domysłom. No! Przerwa się kończy, chciałabyś się napić, albo coś zjeść, zanim powrócimy do treningu? 
- To znacz się... będę mogła z tobą trenować? 
- Oczywiście. Chciałbym zobaczyć, jak bardzo nadajesz się na posłańca. Jesteś gotowa, czy nadal to wszystko, jest dla ciebie w pewnym sensie niepewne? Jesteś pewna, że bycie posłańcem Ci odpowiada?

<Belief?> 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1527
Ilość zdobytych PD: 763 + 10% (76 PD)
Obecny stan: 839 PD

środa, 29 czerwca 2022

Od Belief c.d Naharysa ~ Pozbawieni snu

Biała podczas posiłku, kilkakrotnie zastanawiała się co samiec sobie o niej myśli. Dostrzegała to, gdy robił pauzy w swej przemowie, aby jej się przyjrzeć. Starała się, jak mogła, by dobrze wypaść. Mimo iż był tak miły i dobry dla niej, to wciąż była to ważna osoba w watasze i nie mogła sobie pozwolić na to, by nietaktownie wypaść.
Usłyszawszy o alphie, na pyszczku Bel od razu namalował się szczery uśmiech.
- Ah, Alphę to ja znam! Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie ona. - zamachała ogonem wyraźnie zachwycona. Najwyraźniej o czymś miłym sobie właśnie przypomniała. Wysłuchała dalszej wypowiedzi Naharysa z niemałym zainteresowaniem, chłonąc nową wiedzę z zadowoleniem.
Kiedy nagle ten miły poranek, został przerwany nagle i niespodziewanie przez samca (bo dla Bel była to miła odmiana od codzienności, w której często bywała w samotności z nieznanych bliżej przyczyn.), Bel wyraźnie posmutniała. Miała nadzieję, że nieco dłużej potrwa ich pogawędka i że dowie się wielu przydatnych rzeczy, a pytań w zanadrzu miała całkiem sporo, zwłaszcza teraz kiedy zaczęła się stopniowo zadamawiać i czuć jakiś rodzaj więzi z tym miejscem. Po wymianie kilku zdań usłyszała jeszcze wzmiankę o Atrehu. Zastrzygła uchem i wstała z lekkim rozbawieniem, kierując się w stronę, w którą miał zamiar ruszyć Naharys.
- Coś niecoś już mi się o uszy obiło na jego temat, aczkolwiek jeszcze nie miałam okazji go spotkać - zrobiła pauzę, by chwilę pomyśleć - najwidoczniej w jakiś sposób się z nim mijam. - zaśmiała się cicho, nie wspominając już nic na jego temat. Po tym, co usłyszała, zarówno teraz, jak i wcześniej od innych mieszkańców watahy, cieszyła się, iż jeszcze go nie spotkała i wcale nie było jej do tego spieszno. I wtedy właśnie padła propozycja z ust Naharysa. Belief natychmiast wyprostowała się niemalże na baczność, jakby usłyszała właśnie rozkaz. Zrobiła to całkowicie odruchowo i dopiero po chwili dotarło do niej, co wyprawia. Uśmiechnęła się więc niewinnie i odparła cicho.
- Jeśli tylko nie będę wam przeszkadzać, to chętnie zobaczę, co się dzieje w stadzie o tej porze.
Samiec obdarował ją wesołym uśmiechem i zaprowadził ją w głąb lasu. Już po chwili do ich uszu dobiegły dźwięki rozmowy oraz faktu z coś się dzieje. Samica wychylała głowę z zainteresowaniem, raz poraz zauważając wzrok samca na sobie. Karciła się w myślach, twierdząc, że pewnie wygląda jak szczeniak, który nie zna świata. Ale trochę tak było, Bel była wychowana w odległej krainie, gdzie życie wyglądało zupełnie inaczej. Dlatego tutaj wszystko było dla niej zupełnie nowe. Tutaj o wiele więcej używano magii tak jak w przypadku treningów. Przed samicą rozpostarł się właśnie plac i jakby tor usłany przeszkodami, do których podszedł Naharys. I wtedy to rozpoczął się dla Bel seans magiczny. Pień drzewa umocowany na lianie zadrżał, by po chwili rozchuśtać się na zasadach wahadła. Rozejrzawszy się, dostrzegła kilka kukieł wykonanych z drzewa, które się poruszały. Największą ciekawość samicy jednak przykuła figura wilka, która ożyła i zaczęła się poruszać. Kiedy Bel przechodziła obok, zdało się, jakby magiczny stwór kłapnął zębami w jej stronę. Belief podskoczyła jak oparzona. Troszkę się wystraszyła, ale szybko zrozumiała, że to tylko żart, bowiem usłyszała gromki śmiech Naharysa. Zeszła więc z toru i usiadła nieopodal w cieniu drzew. Na placyk przyszły dwa samce. W jednym z nich samica rozpoznała przyjaciela, drugiego zaś, chyba wcześniej nie miała okazji spotkać.
- Oto moi zawodnicy -rzekł w końcu Naharys, stając obok wadery, gdy ta z uwagą przyglądała się dwóm wojownikom. - Oto Dusław i Yneryth. Samce usłyszawszy swe imiona, ukłonili się lekko.
Samica spojrzała na tego drugiego i skinęła lekko głową na powitanie, jako iż tylko jego znała. On również odwzajemnił powitanie. Brązowy zaś tylko spoglądał z uśmiechem. Bel dostrzegła plamkę na jego czole, która przypominała jakby księżyc. Zastanowiło ją to, ale z zamyślenia wyrwał ją sygnał do startu ćwiczeń. Wilki wyraźnie były pod delikatną presją, że dzisiejszego poranka mają widownię, ale musiały działać, nie było czasu na przejmowanie się tym.
Wilki unikały przeszkód, walczyły ze sztucznym wilkiem i robiły wiele uników, których samica już nie potrafiła policzyć. Naharys zdawał się czujnie je obserwować. Od czasu do czasu rzucał jakimś komentarzem do tamtych, by coś poprawili lub nad czymś się skupili bardziej. Wilczyca z czasem położyła się, nie bardzo wiedząc, co mogłaby robić, poza obserwacją.
Kiedy zdawało jej się, że trening się zakończył, choć może to była jedynie krótka przerwa, bo ćwiczące samce położyły się, dysząc ciężko, zagaiła znów do Naharysa.
- Mogę o coś spytać? Jak mogłabym sprawdzić swoje umiejętności jako posłaniec.
Wilk spojrzał na samicę, przekrzywiając delikatnie głową. Jakby nie do końca wiedział, o co ona go pyta.
- No bo pewnie nie wspomniałam, ale prócz bycia sanitariuszką, chciałabym aspirować na posłańca, ponieważ to jest coś, co mnie najbardziej ciekawi. Czy są jakieś ćwiczenia lub zadania, które mogłabym wykonać, by dostać jakieś poważniejsze zlecenia? - spytała z uśmiechem i zaciekawieniem, kątem oka obserwując nadal dwoje odpoczywających samców.

Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 791
Ilość zdobytych PD: 395 PD
Obecny stan: 3007 PD

wtorek, 21 czerwca 2022

Od Naharys'a c.d Belief [cz.4] ~ Pozbawieni Snu

- Zapraszam na śniadanie - rzekł z wyraźnym zadowoleniem, kiedy przygniótł łapą upolowaną zdobycz. Był to dorodny samiec bobra, idealnie umięśniony i bogaty w pożywne białko. Naharys słyszał niekiedy, że pieczone mięso bobra jest jeszcze lepsze, ale starał się zachować przy tym wszystkim naturalność. 
- To był spory samiec, nie wiem, czy umiałabym pokonać go z taką szybkością - odparła z niemałym podziwem, przyglądając się z uwagą na upolowaną zdobycz. ~ Jest skromna - przyznał w myślach Naharys, a to nieco zmusiło go, aby badawczo przyjrzeć się waderze. Belief wcale nie wyglądała na cherlawą ani pozbawioną zmysłu łowieckiego - jak to się ma w przypadku naszej małej medyczki, Itami. Ona jednak, wiedział bardzo dobrze, nie musiała się martwić o polowanie. 
- Trochę wprawy w bojach i coś takiego, nie jest niczym szczególnym. Jeszcze się nauczysz. 
W myślach jednak twierdził coś innego - uporałaby się z tym zadaniem, bez najmniejszego problemu, no, chyba że jej skromność przewyższa prawdomówność. Jedli w spokoju, od czasu do czasu, basior wtrącał luźne tematy, zazwyczaj o czymś błahym i przyziemnym. Wadera odpowiadała, uśmiechała się i jadła ze smakiem, co niezmiernie cieszyło Naharys'a - fajnie jest uczucie, kiedy czyjeś starania nie idą na marne, choć bóbr szczerze powiedziawszy, nie stanowił żadnego wyzwania. Kiedy Bel zjadła część posiłku, poczuła się najwyraźniej pełna, bowiem podeszła do niewielkiego, zaklętego w spokój źródełka i starannie obmyła usta i policzki. Ten obraz, z pozoru niewinnie wyglądający obraz myjącej się Bel, przypomniał Naharys'owi dni, kiedy to wraz z Piną, spożywał poranne posiłki, które wcześniej poprzedzali krótkimi i przepełnionymi śmiechem spacerami. Nawet, kiedy była w ciąży, nie odmawiała mu tej przyjemności, a potem Bel ułożyła się na brzuchu, przy brzegu źródełka i to położyło kres jego rozmarzeniom. Potrząsnął głową lekko zdezorientowany, poszedł w ślady wadery i ułożył się na trawiastej ziemi nieopodal. 
- Dziękuję za posiłek, nigdy nie sądziłam, że można upolować bobra. Zazwyczaj jadam zające. 
- Trzeba urozmaicać sobie dietę - odpowiedział ze śmiechem basior, spoglądając miło w jej kierunku. Jego puchaty, długi ogon zaczął uderzać o trawę, jakby był czymś podekscytowany - może to chwilowy przepływ energii?
- Czy mógłbyś opowiedzieć mi coś o stadzie? Jak długo tutaj jesteś, kto czym się zajmuje i czy dużo masz pracy jako kapitan?
- Mogłabyś powtórzyć? Chciałbym sobie to zapisać - odparł, komediancko udając zakłopotanie, po czym parsknął krótkim śmiechem, a Bel dołączyła do niego, choć Naharys wyczuł, że uczyniła to dość niepewnie. ~ Cholera, muszę nieco spuścić z tonu, aby się jakoś do mnie przekonała. 
Wykrzywił więc usta w delikatny, śmiały uśmiech, lecz też bez przesady, przybrał pozycję odpowiednio bezpieczną, aby zapewnić waderze nieco komfortu - ustawił się bokiem i ograniczał swój kontakt wzrokowy. 
- No więc, tutaj rządzi nasza Pani Alfa, Rene - z pewnością już ją widziałaś, bowiem każdy nowy członek musi zaliczyć spotkanie z nią. Jest wyrozumiała i mądra, więc nie musisz się niczego obawiać. Jestem tutaj prawie od roku i przez ciąg tego czasu, zdążyłem wskoczyć na poziom Gammy, a tym samym objąć rangę oficera - pozwala mi ono na objęcie dowództwa nad wojskiem watahy, a także spoczywa na mnie odpowiedzialność za rzetelne ich wyszkolenie. Praca, jak każda inna - ale jak też każda, ma swój poziom trudności. W moim przypadku trzeba się nieco napocić, ale nie narzekam. Grunt to nie wejść sobie na głowę. 
I wtem basior, jakby przypominając sobie o bożym świecie, zerknął na czyste błękitne niebo oraz zmrużył oczy, kiedy zorientował się, że słońce wyłoniło się zza wschodniego widnokręgu, a to oznaczało tylko jedno; nastał wczesny ranek, czas treningu. 
- Miło się gadało - powiedział spokojnie basior, wstając na równe łapy - ale obowiązki wzywają. Gdyś jeszcze czegoś potrzebowała, na przykład żeby oprowadzić cię po terenach, będę wolny późnym popołudniem, albo też możesz poprosić kogoś z naszych watahowych dziennych czujek. 
- Dziękuję bardzo - powiedziała z uśmiechem Belief - miło czasem pogadać z kimś na poziomie, z kimś, kto potrafi okazać ciepło. 
Naharys wyszczerzył się wraz z szerokim uśmiechem, zachichotał pod nosem i obdarował waderę ciepłym spojrzeniem. 
- Nie ma sprawy. Potrzebujesz, aby cię odprowadzić dokądś? Na przykład wskazać Ci drogę do lecznicy? Będąc sanitariuszką, pewnie tam będziesz najczęściej przebywać. Tam pracuje moja siostra, Lonya, bez problemu wtajemniczy cię we wszystko. 
- Byłoby świetnie - odparła Belief - mam jeszcze jedno pytanie. 
- Tak? 
- Gdzie cię znaleźć, gdybym miała jeszcze jakieś pytania albo potrzebowała pomocy? 
- Wszelkie pytania możesz skierować do naszej Alfy - odparł spokojnie - albo do jej Bety, Atrehu. Tylko uważaj... ma nieco ekstrawaganckie podejście do wader, ale też chętnie pomoże, jeśli taka będzie konieczność. 
 - Ekstrawaganckie podejście do wader? Co masz na myśli? 
Wilk przygryzł lekko wargę, wbijając wzrok gdzieś w punkt, zastanawiał się, jakiego doboru słów użyć, aby nie zabrzmiało to zbyt hmmm... odstraszająco. 
- Powiedzmy, że posiada pewną słabość do wader, ale nie przejmuj się tym. Śmiało zadawaj mu pytania i nie zwracaj uwagi na jego zachowanie. Równie śmiało rozmawiaj z nim, on Ci wszystko wyjaśni o tym miejscu. No dobrze, ja znikam, Belief. Chyba, że chcesz poobserwować dzisiejszy trening? Jeśli tak, chętnie zabiorę cię ze sobą, a być może też nauczę cię czegoś. Chcesz? 

< Belief? Śmiała decyzja?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 807
Ilość zdobytych PD: 403
Obecny stan: 4355 PD

sobota, 11 czerwca 2022

Od Belief c.d Naharysa [Cz.3] ~ Pozbawieni snu

Podkład - https://www.youtube.com/watch?v=uNGmyQ8UbZ8

Wadera była ogólnie zszokowana zachowaniem wilka, który zajmuje tak poważne stanowisko, jak kapitan wojska. Zastanawiała się jakim cudem ktoś taki kto w jej rodzinnej watasze był zazwyczaj oschły i nieprzyjemny w obyciu, może być tak miłym wilkiem. Przekrzywiała raz po raz łbem zdziwiona coraz bardziej, zwłaszcza propozycją lepszego poznania się. Z szacunku bała się odmówić, więc nawet przez myśl nie przeszło jej, by to zrobić. Kiwnęła więc białą głową, a jej czarne uszy pokazywały zainteresowanie i jakiś rodzaj uległości.
- Zatem niech tak będzie. - Wilczyca miała nadzieję, że z tak ważną osobą, pozna również inne ważne sprawy w watasze i kto wie, może otrzyma jakieś zadanie dla siebie. Rzuciła uśmiechem do samca i ruszyła we wskazanym przez niego kierunek.
Samica pierwszy raz od już bardzo dawna poczuła się całkowicie bezpiecznie, bo jakże inaczej miałoby być w towarzystwie wojownika, a zwłaszcza kapitana. Z pewnością był to wilk o bardzo dużym doświadczeniu, które w razie czego mogą okazać się niezastąpione. Biała walczyć potrafiła, jak na wilka każdego przystało, jednak nie lubiła tej umiejętności wykorzystywać, to po prostu nie sprawiało jej żadnej satysfakcji. Poza tym walka była dla niej zawsze jakąś formą ostateczności, gdy już zawodzą rozum i serce. Jej również przeszłość nie dawała spokoju. Ciągle miała przed oczami, jak wilki z wrogiego stada rozszarpują jej rodzinę, za powód mając jedynie chęć przejęcia władzy nad ich wspaniałymi terenami.
Szli sobie przez chwilę w milczeniu. Bel nie umknęło kilka przelotnych spojrzeń na jej osobę przez basiora. Zastanawiała się, o czym on tak myśli. Wcześniej powiedział jedynie, że męczy go przeszłość. Nie znała jego przeszłości, zatem nie chciała zadać mu bólu, pytając o cokolwiek, bo mogłaby przez przypadek spytać akurat o coś, o czym lepiej, aby milczała. Było jeszcze ciemno, ale wilczyca dostrzegła, jak pod wpływem napływających porannych promieni słońca, basior robi się jakby jaśniejszy, aż w końcu zrobił się biały, jak i ona. Wilki mieszkające tutaj z pewnością były nieco dziwne z tymi mocami zmian koloru sierści. Zaśmiała się w duchu na tą myśl i potrząsnęła nieco łbem, jakby odganiała się od much. Nagle ich oczom ukazał się gaj, porośnięty wieloma grzybami. Bel podniosła łeb.
- Chyba już tędy kiedyś przechodziłam.
- Tak to Golden Grove. To najlepsze miejsce do polowań, kręci się tu bardzo dużo zwierząt, zwabionych przez grzyby i jagody, które rosną nieopodal. - Samiec wyprostował się dumny z tak uroczego miejsca.
Ruszyli znów lekkim truchtem, zniżając głowy. Węszyli. Bel jako pierwsza zwietrzyła zapach zająca. Stanowił on zazwyczaj jej najłatwiejszy posiłek, ale widziała brak zainteresowania samca, tym łatwym łupem. Skierowała się do niego i ujrzała, na czym skupił on całą swoją uwagę. Był to bardzo duży samiec bobra, urzędujący w pobliżu małego zbiornika wodnego. Wilczyca spojrzała na samca, a ten nawet oczu nie oderwał od celu. Stał nieruchomo z jedną łapą podniesioną ku górze, jakby czekając już tylko na dogodny moment. Belief nie ruszała się również, nie chciała popsuć mu polowania, ale w ciszy kalkulowała w głowie, czy widziała kiedykolwiek, aby ktokolwiek jadł bobra. Przecież to takie ciekawe stworzenia. Przekrzywiła lekko łeb i nim się obejrzała, bóbr leżał już w bezruchu, pod ciężarem Naharysa.
- Zapraszam na śniadanie. - rzekł wyraźnie zadowolony z faktu, że udało mu się upolować coś większego niż tylko dla samego siebie.
- To był spory samiec, nie wiem, czy umiałabym pokonać go z taką szybkością.
- Trochę wprawy w bojach i coś takiego nie jest niczym szczególnym. Jeszcze się nauczysz.
Wilki spożywały posiłek ze smakiem, a kiedy skończyły, bel podeszła do zbiornika wodnego, by opłukać pysk z krwi. To był dobry czas na chwilę odpoczynku. Położyła się więc, a samiec zrobił to samo nieopodal.
- Dziękuję za posiłek, nigdy nie sądziłam, że można upolować bobra. Zazwyczaj jadam zające.
- Trzeba urozmaicać dietę. - zaśmiał się wilk i spojrzał w jej kierunku, machając lekko ogonem. Czegoż chcieć więcej po udanym polowaniu, po posiłku i w dobrym towarzystwie. Oboje mieli gdzieś z tyłu głowy wciąż blizny przeszłości, ale mimo to, żadne z nich nie pokazywało tego po sobie. W końcu samica odważyła się zadać jakieś pytanie.
- Czy mógłbyś opowiedzieć mi coś o stadzie? Jak długo tutaj jesteś, kto czym się zajmuje i czy dużo masz pracy jako kapitan? Wszystkie te pytania wypłynęły z niej stróżkami. Od dawna ją to wszystko ciekawiło i chciała, by ktoś przysiadł z nią i jej to wszystko wyjaśnił. A teraz nadarzyła się właśnie idealna okazja.

Naharys?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 710
Ilość zdobytych PD: 355
Obecny stan: 1441

wtorek, 7 czerwca 2022

Od Naharys'a cd Belief [Cz.2] ~ Pozbawieni Snu

Naharys był niemal prawie przekonany, że na środku niewielkiej polany, w centrum wyciętego pierścienia, siedziała jego zaginiona miłość. Być może już nieżywą. Pina z opuszczoną nisko głową, ściskała się lewą łapą za ramię - w taki sposób, jakby przed chwilą w nie oberwała, czy też próbowała zatamować nieistniejące krwawienie. Przekroczył granicę wysokiej trawy, zbliżając się nieznacznie do wadery i bojąc się jednocześnie tracić ją z oczu - wydawało się mu, że zaraz wadera rozpłynie się w powietrzu. Przy tym czuł nieopisane szczęście, gdy ją widział, lecz jednocześnie, gdzieś w głąb siebie, doskwierał mu srogi żal. Zdawał sobie sprawę, że to jedynie sen, wywołany tęsknotą za nią - za waderą, której przysięgał wieczną miłość i pamięć... która nosiła pod sercem ich szczeniaki. Tak bardzo mu jej brakowało. 
- Pina... - chciał powiedzieć, lecz zamiast otworzyć usta, jego oczy ujrzały pochłoniętą przez półmrok ścianę jaskini. Pomarańczowy fluorescencyjny blask grzybek przymierał lekko, ale dawał dostatecznie dużo światła, aby ujrzeć śpiące obok niego swe dzieci. Ereden, Shori i Sininen w końcu uzyskali wiek dorosły... zrzucili z ramion czasy nauki, aby przyjąć na siebie jarzmo obowiązków dla watahy. Ereden został wyszkolonym paladynem, Sininen jak tego pragnęła, wyśmienitym strategiem, a Shori zaś szpiegiem. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, czując rozpierającą mu wnętrze dumę - jednocześnie pojawiła się tęsknota, gdy pomyślał o śnie. Zerknął leniwie w stronę wyjścia - niebo wydawało się być bez wyrazu, słońce ledwo wyłaniało się zza wschodniego horyzontu. To już brzask ~ pomyślał zmartwiony Naharys. Starał ułożyć brodę o wyłożone łapy i zasnąć. Próbował uspokoić umysł od szalejącej gonitwy myśli, ale to wszystko na nic. W końcu zirytowany, mruknął coś pod nosem i powstał, otrząsając sierść z osiadłego pyłu. Granat na niebie przybierał powoli bledsze kolory - za niedługo będzie świt. Może spacer na świeżym powietrzu sprawi, że poczuje się lepiej? Uspokoi szalejącą chmarę myśli i powróci wczesnym rankiem, aby zmrużyć oczy, chociaż na pięć minut... 
Jednak też nie mógł się dziwić - odkąd nie ma z nim Piny, nieprzespane noce i koszmarne zjawy stały się dla niego rutyną. Czyżbym przesadzał? Chyba nie... całe szczęście, że miał dzieci koło siebie, które potrafiły w połowie zapełnić pustkę, pozostawioną po stracie miłości. Były dla niego wsparciem i kochał je mocno, bardzo mocno, jak na ojca przystało. 
~ Chyba za bardzo przeżywam to wszystko... czyżbym wymiękł przez ten czas? 
Jednakże, to co opowiadała mu Sininen, Pina została porwana i wciągnięta pod ziemię, lecz nie było pokazane, czy została również zabita - równie dobrze może gdzieś tkwić w jakiejś podziemnej jamie. Przerażona, zagubiona i zdezorientowana, ale żywa. Nie mógł także wziąć pod uwagę możliwość, że może być całkiem inaczej. 
 Bijąc i kłócąc się z własnymi myślami, nie zorientował się nawet dokąd zaszedł - cicha polana gdzieś na wschodzie, nie chciało mu się zastanawiać gdzie dokładnie, lecz wiedział też, że nie jest na niej sam. Zapach wraz z mknącym z południa wiatrem wdarł się do jego nozdrzy, był obcy dla jego receptorów, dlatego Naharys nie był w stanie porównać go z żadnym innym. Odwróciwszy głowę lekko w bok, ujrzał czyjąś drobną posturę - drobną, bo być może dlatego, że wilk znajdował się nieco dalej od niego. 
Wtem niespodziewanie owa postać zaczęła zmierzać ku niemu - dość niechętnie, ale starała się tego nie okazywać, choć i tak nie umknęło to jego uwadze. W chwili, gdy wilk się zbliżał, rozpoznał że miał do czynienia z waderą - jej szczupłe i zgrabne ciało pokrywało niezbyt długie szorstkie futro o białej, niemal śnieżnej barwie... no wyjątkiem był jej krótki, ale puchaty ogon, który zalewał się czernią, aż do granicy lędźwi. Miała piękne oczy o szmaragdowym odcieniu, pełne ciepła i pogodności w sobie, choć w tym momencie wyrażały lekkie zmęczenie z niewyspania. Naharys wzrokowo ocenił, że wadera mogłaby być w jej wieku, choć po jej policzkach stwierdził, że była nieco od niego młodsza. Jej atletyczne i mocno umięśnione łapy stawiały pewne kroki, pełne gracji i wdzięku. To samo można było powiedzieć o szczupłych udach - mięśnie znały swą pracę i były zaskakująco dobrze wytrenowane.   
 Ku zdziwieniu basiora, wadera wykonała pełen szacunku pokłon i przywitała się z tymi słowy. 
- Witaj, panie. Jeszcze cię nie poznałam, ale słyszałam, że jesteś kimś znaczącym. Jestem Belief. 
- Czyś ty zwariowała? - odparł lekko zawstydzony Naharys, cofając się o kilka kroków - Nie jestem tutaj żadnym panem, ani kimś znaczącym. Mów mi śmiało Naharys, a przyjaciele wołają na mnie Exan. Miło mi cię poznać, Belief. Ciekawe imię, muszę ci przyznać. 
- Dzięk... Dzięki - zaczęła Belief dość formalnym tonem, ale w porę zatrzymała w półsłowie, bowiem przypomniała sobie, że ma się wyluzować - możesz na mnie mówić Bel. 
- Będę o tym pamiętał. Ja jak wiesz, jestem Kapitanem wojsk tej watahy, a tobie jakie przydzielono stanowisko? 
- Jestem sanitariuszką - odpowiedziała śmiało wadera. Naharys usiadłszy na przeciwko Bel, przekrzywił lekko głowę, uśmiechając się łagodnie. 
- Sanitariusza... szlachetne stanowisko. 
Nim atmosfera między dwójką się rozwinęła, zapadła nagle niezręczna cisza, przerywana od czasu do czasu, przez drobne świergotanie piskląt, skrytych gdzieś za zasłoną liści. Ptasi rodzice zaczęli swój łowiecki lot nad polaną, poszukując pożywienia dla potomstwa, a skryte gdzieś w zaroślach sójki urządzały sobie koncertowe śpiewanie. 
- Właściwie to, czemu nie śpisz? Czy coś Cię trapi? - zapytała po chwili. Naharys w głębi uśmiechnął się, bowiem spodobał mu się jej ciepły, w pewnym sensie opiekuńczy głos. Basior uniósł lekko głowę, aby spojrzeć jej w oczy. 
- Tak... nie... w sumie.. i tak i nie. - odparł jednak nie wiedząc, co powiedzieć, bowiem wszystkie kwestie, jakie przychodziły mu do głowy, wydawały się być niedorzeczne. 
~ Co mam jej powiedzieć? Że jak małego basiorka dręczą koszmary?! Nie mogę się poddawać tak łatwo. Ojciec na pewno nie byłby zadowolony, że nagle zacząłem tak łatwo okazywać słabości. A jedną z nich była Pina... miał do niej cholerną słabość.  
- Widzę, że coś cię dręczy - dopowiedziała lekko przekrzywiając głowę. Naharys w tym momencie dostrzegł, że Bel swym wzrostem na stojąco sięgałaby swym czubkiem głowy do granicy jego ramienia. Pina była nieco mniejsza od niej, ale ciepło w jej głosie był równie wyczuwalny, co w Belief. 
- Po prostu... dręczą mnie widma przeszłości... chciałabyś może się przejść, albo coś zjeść? Ja stawiam. 
- A to jakaś propozycja? - zapytała wadera, wykrzywiając swe drobne usta w lekki uśmiech, 
- Tak. Rzucam luźną propozycję zapieczętowania nowej znajomości. Co ty na to? Jeśli jednak zdecydujesz się odmówić, to ja zrozumiem i nie się nie obrażę. Jestem w stanie zrozumieć to, że znamy się dopiero chwilę, ale proponuję, aby się lepiej zapoznać? 

<Belief?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1035
Ilość zdobytych PD: 517 PD + 10% (51 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 3952 PD 

środa, 1 czerwca 2022

Od Belief do Naharysa [Cz.1] ~ Pozbawieni Snu

Spałam. Tej nocy sny nie dawały mi należytego wypoczynku. Przyśniła mi się biała kraina, pokryta bezkresnym śniegiem, gdzie nie było ani jednego drzewa. Pośrodku stałam wpatrzona w jakąś tajemniczą łunę. Czułam całą sobą, że zbliża się nowa era... że wkrótce coś się zmieni. Śnieżyca dawała mi się mocno we znaki, z łatwością zamieniając moje czarne elementy futra w jednolitą biel, niczym nieróżniącą się od otaczającego tła. Stałam w kompletnym bezruchu i czekałam. Wtem stało się, śnieg wokół mnie zaczął przybierać czerwoną barwę, tuż po chwili rysując wokół krwiste plamy. Słyszałam krzyki młodych zwierząt, mimo tego nie poruszyłam się. Nie miałam za grosz odwagi, przez co nie miałam ochoty nikomu pomagać. Nie byłam sobą. Nagle równie szybko jak stopniał śnieg, zakwitły kwiaty ukazując łąkę w czasie wiosny. Wszystko wokoło zieleniło się w zawrotnym tempie, tylko jedno było stałe - łuna, w którą ciągle mój wzrok był wlepiony. Wtedy to poczułam, że muszę odejść... Tak też zrobiłam.
Opuściłam świat snów, by się przebudzić. Otwarłam bez pośpiechu jedno oko, potem drugie. Wymruczałam coś pod nosem i podniosłam łeb, po czym otworzyłam szeroko pysk, by ziewnąć. Pomimo późnej nocy, było jasno, gdyż pełnia księżyca przebijała się przez korony gęstego lasu, jaki stanowił tereny watahy. Przez chwile leżałam, zastanawiając się nad sensem snu, który przed chwilą miałam. Moje sny zazwyczaj miały jakieś znaczenie w rzeczywistości, dlatego nie byłam pewna czego się spodziewać. Wtem moją uwagę zwróciło pobliskie drzewo, które delikatnie się poruszyło, a następnie z jego kory zaczęły nieśmiało spoglądać na samicę młode sowie pisklęta. Mojej uwadze nie umknęły również świetliki, które nieopodal nieco się rozproszyły. Robaczki te uniosły się, po czym opadły, beztrosko wisząc i kształtując jakby drogę. Wstałam. "Czy to sen?" Pomyślałam i zaczęłam iść za stworzonkami, które komponowały przepiękne znaki wśród mroków nocy. Wszystko wydawało się tak piękne, że na moment czułam się kimś zupełnie innym. Kimś tylko powierzchownie przyobleczonym w tą wilczą powłokę, którą jestem, odkąd przyszłam na ten ponury świat.
Ocknęłam się z tego błogiego stanu i zatrzymałam wzrok na polanie, obok której ucięłam sobie spanko. Coś bowiem tam się poruszyło. Poruszyłam delikatnie końcówką ogona i zniżyłam głowę, by być mniej widoczna. Leżałam na skraju lasu w wysokiej trawie, mając za sobą konar drzewa, o który się opierałam. Moje ciało chłonęło świeżość, jaka się tworzyła, gdyż niebawem miał nastać świt i otulić świat ciepłymi promieniami słońca, ale była jeszcze noc.
Wtem zdecydowanym krokiem, na polanę wkroczył jakiś jeszcze nieznajomy mi basior. Obserwowałam go w milczeniu. Ten rozglądał się raz po raz, kładł się, gdzieś później wstawał. Wyraźnie nie mógł znaleźć sobie miejsca, bowiem ciągle coś go uwierało. Coś tam mruczał pod nosem i zdawało się, że zaraz sobie pójdzie dalej w las, ale nagle zatrzymał się i wyprostował. Prawdopodobnie zwietrzył mój zapach, ponieważ unosząc nos, wciągał powietrze, po czym skierował pysk w moją stronę. To był moment, w którym trzeba było podnieść się i przywitać. Miałam wrażenie, że basior jest kimś ważnym w stadzie, więc tym pośpieszniej podniosłam się z wygodnej leżącej pozycji i wyszłam się ukłonić. Przywitaliśmy się i wymieniliśmy imionami, a także porozmawialiśmy chwilę o tym, kto kim jest. Kiedy zapadła trochę niezręczna cisza, jak to zawsze bywa przy poznaniu kogoś nowego, wykorzystałam ją na otrząśnięcie się z małych gałązek i fragmentów poszycia leśnego, które podczas snu przyczepiły mi się do futra. Samiec z kolei usiadł i w milczeniu przyglądał się polanie. Usiadłam również i spojrzałam w górę, gdzie ponad koronami drzew błyszczały jeszcze ostatnie gwiazdy. Robiła się poranna szarówa. Moment, w którym księżyc ustępował słońcu. Kiedy otwarłam pysk, by ziewnąć, zawtórowały mi ptaki, zanosząc się porannym świergotem. Łypnęłam kątem oka na dziuplę z sowimi pisklętami. Był to czas, kiedy one stuliły się do snu i ukryły się całkowicie we wnętrzu wielkiego drzewa. Nie byłam zbyt otwarta, zwłaszcza na początku znajomości, więc nie miałam pojęcia, o czym mogłabym porozmawiać z samcem. Po prostu sobie milczeliśmy, słuchając wesołych ptaków, które właśnie rozpoczynały swój codzienny życiowy obowiązek. W końcu jednak, nie mogąc dłużej znieść milczenia, oraz ciekawości, która mną owładnęła w pewnej kwestii, spytałam.
- Właściwie to, czemu nie śpisz? Czy coś Cię trapi? - zagaiłam ciepłym głosem. Ona pewnie jeszcze smacznie by spała, gdyby nie fakt, że dziwne sny, ją ostatnimi czasy męczyły. Sny, których nie rozumiała i czekała na ich wyjaśnienie.

Naharys ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów:  700
Ilość zdobytych PD: 350
Obecny stan: 350