Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 listopada 2022

Od Amber c.d Nasari ~ Przybycie z przytupem

Miał być dziś piękny dzień, a zbierało się na burzę. Nazbierałam dużo pnącza i korzeni do swojej jaskini. Później razem z Bobem szukaliśmy gliny. Chciałam mu zrobić glinianą miskę do kąpieli błotnej, wiedziałam, że je kocha. Niestety by takowa powstała musiałam upleść z korzeni i pnączy coś na jej kształt, później obsmarować wszystko gliną i pozostawić do wyschnięcia.
- Karmel jak myślisz, czy miska wyschnie przed deszczem - zapytałam, zbierając glinę do wielkiego liścia.
- Wątpię, lecz możesz skorzystać z ciepła ogniska — odparła.
- O ! Dobry pomysł dziękuję — spojrzałam na żabkę na grzbiecie.
Może inni by powiedzieli, że jest pusta i głupiutka, ale na samą myśl dziś o kąpieli błotnej widziałam w jego oczach błysk. Po uzbieraniu limitu gliny na liściu zawiązałam go i wzięłam zawiązana część do pyska. Zaniosłam do jaskini, myślałam, czego jeszcze brakuje mojemu żabiemu towarzyszowi. Odstawiłam go na miejsce.
- Generale Bob z pół tłustej komisji wyborczej ma pan zadanie — schyliłam się do niego — Pilnować pnączy i glinki. Ja pójdę po gałęzie na ogień i skocze po coś dobrego dla Ciebie i dla mnie — odparłam i zasalutowałam mu.
Ruszyłam na poszukiwanie przedmiotów, które wymieniłam. Sterta patyków była już usadowiona w jaskini, czas było połapać robaczki, zawsze jak zaczynało padać, wychodziły, i nie myliłam się każdego, każdego łapałam i umieszczałam w liściu (oczywiście martwego już). Deszcz zaczął padać niemiłosiernie, więc postanowiłam szybkim truchtem wrócić z robaczkami do jaskini.
- Wróciłam - odparłam, kładąc w kąt robaki.
- Nie zapomniałaś o czymś? - odparła Karmel.
- Nie, a co? - zapytałam.
- Co będziesz jeść? - powiedziała zaniepokojonym głosem.
- Mam jeszcze gdzieś schowane jagody i rybę, dam radę — uśmiechnęłam się do siostry.
Zrobiłam ze sterty patyków stos na ognisko, wokoło poukładałam kamienie, które zawsze miałam w jaskini, czemu? No właśnie nie wiem, codziennie pojawiał się o jeden więcej z niewiadomego powodu. Przygotowałam już wszystko by zacząć robić miskę. Nagle poczułam, że ktoś na mnie wpadł, odwróciłam się i ujrzałam czarno białą wilczycę o różowych oczach, oraz nosku. Na czole miała kryształ, który też był tego samego co oczy i nos. Była bardzo szczupła, co wskazywało na to, że jest Waderą, była strasznie urocza. Krzyknęła i wycofała się w głąb jaskini. Czy ja ją przestraszyłam? Nie wiedziałam czemu się mnie boi. Po chwili potknęła się o Boba, który jak zwykle pilnował miejsca swojego. Wadera znów krzyknęła i uciekła pod ścianę. Ja z przerażaniem i smutkiem podbiegłam do Boba.
- Generale Bob nic ci nie jesteś — wzięłam go na ręce — Musisz go przeprosić — odparłam i zrobiłam gniewną minę. Choć w moim przypadku, wygalało to bardziej na focha małego dziecka.
- J-ja...- Odparła wadera, była wyraźnie zlękniona- J-ja przepraszam! Nie wiedziałam, że ktoś tu jest! Myślałam, że jaskinia jest pusta i... i nagle zobaczyłam cię, wystraszyłam się, a-a potem... PRZEPRASZAM- powiedziała bardzo szybko niemal na jednym oddechu.
Spojrzałam na Boba, a ten jednym okiem patrzył na mnie, a drugim na Waderę.
- Jestem Amber, a to jest Bob — odparłam i uśmiechnęłam się, położyłam żabę na głowie.
Czarno futra wyraźnie się zmieszała, jednak grzecznie odpowiedziała:
- Uhm, N-Nasari... Miło mi was... poznać...
- Jesteś głodna ?- zapytałam, rozpalając ognisko.
- No... może trochę- Wadera nieco się rozluźniła.
- Dobrze usiądź i się osusz, ja poszukam czegoś, mam nadzieje, że lubisz ryby- poszłam na poszukiwanie w sianie ryby i jagód. Gdy je znalazłam, przyniosłam je do ogniska. Posadziłam obok siebie Boba i poszłam po jego jedzonko, podałam mu otwartego liścia z robakami.
- Ja wezmę jagody, ty częstuj się rybką — powiedziałam z uśmiechem.
- Oh... dziękuję- Nasari uśmiechnęła się uprzejmie i podeszła bliżej ogniska. Kątem oka spojrzała też na Boba, którego zachowanie, jak i ogólna obecność wywoływała u niej zdziwienie na pysku- Ummm... Nie chcę, aby to zabrzmiało niemiło, ale... Czy wszystko w porządku z oczami Boba?- Spytała z troską.
- Ah oczywiście, zawsze był taki. Inny od reszty swoich, ale mi to nie przeszkadza, jest najukochańszy na świecie — doparłam i zaczęłam jeść jagody — A Ciebie co sprowadza na te piękne tereny?
- Ja... po prostu podróżowałam przez ostatnie kilka dni i tak jakoś trafiłam tutaj- spuściła nieco pysk i odwróciła wzrok, powoli przeżuwając rybę.
Widziałam, że nie chciała o tym mówić, nie chciałam naciskać. Nim się zorientowałam, Bob zjadł już swoje jedzonko.
- Bob łakomczuszku — odparłam — Jeżeli chcesz, możesz tutaj zostać na noc, mam dużo siana więc starczy na dwa legowiska.

Nasari ?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 697
Ilość zdobytych PD: 348
Obecny stan: 678

wtorek, 1 listopada 2022

Od Amber do Atrehu ~ "Niespodziewane Spotkanie"

Spacerowałam normalnym skocznym chodem po terenach watahy. Kochałam lato, dużo słońca i kwiatów. Moja siostra Karmel szła koło mnie, rozmawialiśmy o moich przygodach w innych watahach i o tym, czego się tam nauczyłam.
- Pamiętasz Watahę Wschodzącego Słońca ?- zapytała Karmel.
- Tak pamiętam, to tam Jelia nauczyła mnie łowić ryby. - zachichotałam lekko.
Bob jak zwykle siedział na moim grzbiecie.
- Pamiętam, jak nie umiałaś złapać pyskiem ryby. - zaśmiała się.
Jej śmiech zawsze był niczym chichot anielski.
- tak pamiętam. - pomasowałam policzka. - wile razy uderzona przez ryby to nie było miłe ! - odparłam oburzona, udając focha.
- Oj nie fochaj się, stajesz się silniejsza, jestem z Ciebie dumna. - odparła.
- Dziękuje Karmel, nie wiem, co bym zrobiła bez Ciebie. Najprawdopodobniej nie wyruszyłabym z naszego stada. - uśmiechnęłam się słodko, wystawiając języczek. Usiedliśmy w lesie, niedaleko były krzaki, za którymi był spadek jak z górki. Tam była właśnie polana z rzeką i jeziorkiem.

~~~
Bob sturlał się na ziemię. Powoli niczym ślimak zamknął najpierw jedno oko i nim je ponownie otworzył, zamknął to drugie. Samemu nie chciało mu się ruszać, lecz Amber szturchnęła go dupcią i zaczął się turlać z górki.
Zanim skończył się turlać, znalazł się przy jakimś rudym wilku, który spokojnie wylegiwał się na plecach. Bob znajdował się na poziomie jego głowy. Patrzył swymi oczami i nie wiadomo, co siedziało mu w głowie. Jaki czarny scenariusz przygotował dla nowo poznanego wilka? Bob wydawał się zaintrygowany. Po chwili zobaczył, jak wilk rusza uchem. Skupił się na ruchliwej rzeczy, chyba był głodny. Mógł pomyśleć, że to mucha lub inny latający owad. Z nim nigdy nie wiadomo. Otworzył powoli pyszczek i wysuwając swój długi jęzor, wślizgnął się nim. Celował zapewne w końcówkę ucha, gdyż ona najbardziej drgała, lecz przez zeza trafił w sam środek.
- Co do...!? - Wilk wstał szybko i pomasował łapą wnętrze ucha. Wzdrygnął się, wyczuwając coś dziwnego. Otworzył se rubinowe oczy i zobaczywszy Boba, żabkę z zezem nie wiedział co powiedzieć, ani co począć. Zdębiał. Przekręcił głowę, jakby zastanawiał się, co dokładnie ma przed sobą. Z konsternacją i nieukrywanym zainteresowaniem obwąchał go i zaczął krążyć wokoło niego, uważnie mu się przyglądając. Bob nic z tego sobie nie robił.
~~~
Amber dalej rozmawiała z siostrą, strasznie się rozgadała i wspominała tamtą watahę.
- Amber. - odparła Karmel. - O czymś chyba zapomniałaś, tak się rozgadałaś.
- Zapomniałam? JA!? Nieee... nie mogłam. - powiedziałam.
- Gdzie jest twój kochany Bob? - zachichotała.
- CO?! - szybko wstałam i zaczęłam się rozglądać. - Nie! Bob... nie. - moje oczy napełniły się łzami.
- Spokojnie Amber. - odparła i przetarła ręką mój policzek, jakby chciała wytrzeć moje łzy.
- Ale on zaginał, tak się zajęłam wspominaniem, że nie przypilnowałam go. - odparłam smutna.
- Widziałam, jak się sturlał, jak usiadłaś na ziemi. Rozejrzyj się. Wiesz dobrze, że umie się turlać. Lepiej mu to wychodzi niż komukolwiek. - odparła Karmel.
- Dobrze. - odparłam i mój nos i oczy powędrowały w ziemię, szukałam jego zapachu, jak i śladów. Jeden wskazywał, że sturlał się na polanę. Tam postanowiłam iść, lecz nie wiedziałam, co mnie tam czeka. Na polanie było dużo trawy, dlatego postanowiłam czołgać się, by wypatrzyć uważniej ślady Boba, w szczególności śluz. Usłyszałam nagle głos jakiegoś wilka.
- Co do...!? - odparł głos.
Szybko się wyprostowałam i rozejrzałam. W oddali stał rudy wilk, a może to był Lis? Nie byłam pewna. Przypominał lisa, lecz był od niego znacznie większy. Masywniejszy. Podeszłam z nadzieją, że będzie tam Bob.
- Em... Przepraszam, nie widziałeś może żaby? - zapytałam.
- Ż... żaby?
- Taka mała, zielona, z zezowatymi oczami.
- Ah, mówisz o nim? - nim zdążyłam odpowiedzieć, basior podniósł swoje prawe łapy, ukazując schowanego pod jego ciałem Boba. Ucieszyłam się na widok mojego zielonego koleżki. - To na pewno żaba? - spojrzałam na samca, który z delikatnym uśmiechem, przyglądał się nam obojgu. A może patrzył tylko na Boba? Tak czy siak, w jego oczach nie dostrzegłam złości, a figlarne ogniki.
- Tak, przynajmniej mi się tak zdaje. Jest zielony jak żaba, śluz ma jak żaba, więc wszystko wskazuje na żabę. - wzięłam w łapki Boba i posadziłam go na mojej głowie. Ten od razu położył się na brzuchu, a jego oczy były wpatrzone w ... no właśnie trudno było określić.

Atrehu ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 660
Ilość zdobytych PD: 330
Obecny stan: 330

czwartek, 13 października 2022

Od Amber do Niko ~ "Nowa Przygoda"

Gdy opuściłam moje rodzinne stado, nie zatrzymywałam się na dłużej niż na tydzień, w nowym miejscu. Nie mogłam zostać w moim rodzinnym miejscu, chciałam zwiedzić więcej świata! Poznać nowe rośliny, zwierzęta i wilki. Zatrzymywałam się na krótki okres w watahach, by jak najwięcej ich zwiedzić i poznać obyczaje, oraz poznawać wilki. Niektórzy byli mili, a inni bardzo niemili. Oczywiście próbowałam tych naburmuszonych wilków, sprowadzić na życie z uśmiechem na pysku i niebyciem takimi egoistycznymi dupkami. Niestety mało kiedy się udawało. Byłam mało przekonująca? Nie wiem. Starałam się, ile mogłam, by wszystkim pomagać i uszczęśliwiać, a przede wszystkim siebie i Boba. W moich przygodach, prócz Boba, towarzyszyła mi moja siostra Karmel, bardzo kochałam ją, kocham i dalej kocham. Mimo że już nie jest na tym świecie w materialnej postaci, to dalej ja mocno kocham. Doradza mi często i chociaż mogę komuś się żalić i zwierzać. Bob jest dobrym przyjacielem, ale nic nie mówi, wiec od niego rady bym nie uzyskała. Nie zliczyłam ile już nocy i dni minęło, odkąd odeszłam. Jeśli miałabym liczyć, ile lat już minęło, to może udałoby się doliczyć roku. Mimo iż przyjaciele z innych watach zapraszali mnie, bym została i osiedliła się u nich na zawsze, ja nie chciałam. Musiałam zwiedzić cały świat i poznać wszystko.

~
Poczułam, że wchodzę na czyjś teren, było wyraźni to czuć. Moje nozdrza wypełniły się zapachami wielu wilków. Nie wiedziałam, na razie czy są mile nastawieni, czy nie, lecz i tak skocznym chodem z Bobem na plecach, po tuptałam przed siebie. Miałam uśmiech od ucha do ucha, chciała poznać nowych przyjaciół. Po drodze zebrałam trochę kwiatów, dla Alf. Taki mały prezencik może nie dużo zrobi, ale jak zobaczę uśmiech na pysku, to świat staje się piękniejszy. Nagle przede mną wylądowała szara wilczyca o płomiennych skrzydłach, położyłam bukiet na ziemi i spojrzałam na nią z uśmiechem.
- Witaj, jestem Amber - odparłam miło i przyjaźnie
Wadera wyglądała, jakby badała mnie wzrokiem. Rozumiałam wszystkie te procedury, w każdej watasze było tak samo. Badali czy wilk nie jest niebezpieczeństwem dla reszty, jeśli nie był, wpuszczali go.
- Renesmee - odparła miłym głosem - Czego tu szukasz? - zapytała.
- Szukam przygód, odwiedzam każdą napotkaną watahę, by skosztować cudów jej natury oraz obyczajów- odparłam.
- Jestem Alfą tej watahy, chodź za mną - odparła.
Wzięłam bukiet i ruszyłam za wilczycą. Bob jak zwykle sobie podskakiwał na plecach. Zaprowadziła mnie do swojej jaskini, która była duża i przestrzenna. Usiadła i pokazała łapą, bym usiadła, naprzeciwko niej. Ja najpierw położyłam bukiet kwiatów przed nią, a później usiadłam.
- To dla mnie ? - zapytała.
- Jasne, że tak, zawsze trzeba przyjść z darem do nowego gospodarza - uśmiechnęłam się
Spojrzałam w lewo, siedziała tam moja siostra jako duch, bałam się, że zacznie do mnie gadać, a wtedy mój pysk sam się otworzy. Nikt przecież nie chce w swoich szeregach wariatki nie ? Tak mnie, wcześniej nazywano, gdy widziano jak, gadam sama do siebie. Nagle wadera zawołała kogoś, niestety nie usłyszałam imienia, spojrzałam w prawo i zza ściany wyszedł brązowy wysoki basior. Był bardzo dobrze zbudowany i miał wielkie skrzydła. Ciekawe jak to jest latać...

NIko?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 501
Ilość zdobytych PD: 250
Obecny stan: 895

sobota, 8 października 2022

Od Amber do Naharys ~ "Zezowate szczęście"

Wędrowałam przez Forêt de Vie, był to piękny dziki las. Od niedawna byłam w watasze. Szczerze mówiąc, dziwiłam się, czemu mnie przyjęli, nie ma ze mnie pożytku, tam mawiano w moim stadzie. Nie czułam się swobodnie, przemierzając tereny, ale nie dałam po sobie tego poznać. Uśmiech od ucha do ucha i skocznym krokiem szłam przed siebie, na głowie podskakiwał mi Bob. Czasem zlatywał na grzbiet, lecz nie przeszkadzało mi to dopóki czułam, że jest na mnie. Miałam nauczać medycyny młode wilczki, jak i być zaopatrzeniowcem, to chyba najbardziej mi pasowało. Zdobywanie i szukanie ziół i potrzebnych składników. Musiałam poszukać również miejsca, gdzie mogłabym śpiewać w samotności, to byłoby moje jedyne miejsce, gdzie mogłabym być sama z Bobem i nikt by nam nie przeszkadzał. Jak byłam oprowadzana przez Alfę, najbardziej przypadło mi do gustu Côte Focheuse. Gdy by jakoś znalazła przejście na dół i tam śpiewać byłoby cudownie. Nie mogłam sobie pozwolić na zaniedbanie obowiązków. Oczywiście na razie miałam dwa dni wolnego, by się zapoznać z wilkami, to co lubię najbardziej! Miałam nadzieję, że zaprzyjaźnię się z dużą liczbą i będziemy przyjaciółmi. Szłam i szłam, nagle poczułam, że gdzieś znikł mi Bob. Zaczęłam się rozglądać i widziałam, jak turla się z górki do krzaków. Szybko ruszyłam za nim, nie mogłam pozwolić, by coś mu się stało, on jedyny był mi bliski. Na szczęście wpadł w gęste krzaki, na pewno mu się nic nie stało. Wczołgałam się w nie, by znaleźć mojego żabiego przyjaciela. Gdy zauważyłam, że siedzi patrząc w małą dziurę w krzaku, byłam ciekawa, na co się tak gapi, chodź pewnie i tak w dwa różne miejsca. Spojrzałam przez małą dziurę, na szczęście Bob dalej mógł patrzeć ze mną. Widziałam, jak wilki trenują walkę, jedenaście wilków naliczyłam, lecz był jeszcze jeden wilk, tylko on nie ćwiczył, bardziej pilnował innych, czyli szkolił. Wtedy sobie przypomniałam swoje stado, zrobiło mi się smutno, lecz na pysku było i tak widać było przeciwieństwo. Nie umiałam się smucić na pysku, gdyż życie było zbyt krótkie na takie smutki. W swojej frakcji nigdy nie nauczono mnie walki, gdyż wadery i samice nie mogły walczyć, były tylko do jednego rozmnażania, opiekowania się młodymi i medycyną. Na szczęście nie walczyliśmy z nikim od zarania dziejów, nikt nie znał naszego położenia, było ono tak ukryte, że samo wejście w jaskinie i przejście pomyślnie pułapek tam zastawionych, trzeba było przejść labirynt. Ostatecznie stał na straży też smok, który nie wpuszczał nikogo o złych zamiarach, on sam jedynie mógł otworzyć wrota, dlatego musiał on przedłużać swój ród przez wieki, bo nikt by nie mógł przechodzić.
Próbowałam podsłuchiwać i obserwować, gdyż zawsze chciałam się nauczyć tego, czego się nie nauczyłam. Niestety walka była to dla mnie czarna magia. Oni byli wysportowani i umięśnieni, bardzo! Prawdziwi mężczyźni ! Ich szef nagle się odezwał.
- Na dziś koniec możecie odpocząć, do jutra — odparł do wszystkich.
Gdy wilki się już wszystkie rozeszły prócz niego, ja również, chciałam wyjść z krzaka i przywitać się, lecz nagle zauważyłam, że znikł mi BOB! Szukałam go i wołałam, by wilk mnie nie usłyszał, gdyby wyszło, że cały czas tu siedziałam, zapadłabym się pod ziemię. Nagle zauważyłam go za wilkiem, nie wiedziałam, co planował. Patrzył się na jego ogon, bałam się najgorszego. Szybko postarałam się wyjść z krzaków i pobiec w stronę Boba i wilka. Niestety, gdy się zatrzymałam przed wilkiem, a on spojrzał na mnie zaskoczony.
- Ja... chciałam... - nie wiedziałam, co powiedzieć.
Spojrzałam na Boba, a ten otworzył pysk, i wystrzelił swój język. Przez to, że ma zeza, nie trafił w ogon tylko w „anus". Mina wilka wyglądała tak:

Po krótkiej chwili wilk skoczył w górę, a Bob schował język. Szybkim ruchem schowałam go za plecami i siadłam z uśmiechem.
- Wszystko w porządku ? - zapytałam.
- Co to było! - zawołał zszokowany biały wilk. Był tak niemile zaskoczony, że nawet nie przyszło mu do głowy, iż właśnie siedzi przed nim całkiem obca mu wadera. Wadera, która w dodatku uśmiechała się nerwowo — oczy zaś wskazywały, że się denerwowała, bo miotały się jej, jak dwa niebieskie mrówki.
- Wybacz... On nie chciał naprawdę, chciałam się przywitać, a on wszystko zepsuł eh — podrapałam się za uszkiem.
- On ? - zapytał zaskoczony — nikogo tu nie ma prócz nas.
- No... nie do końca — wyciągnęłam zza pleców Boba. I pokazałam go Basiorowi.
- Naucz lepiej swojego... - jeszcze raz zerknął na bajecznie pomieszane żabie źrenice płaza, który głupkowato wpatrywał się w basiora — dobrych manier. I wszelkich zasad dotyczących czyjejś intymności. Cholera, co jest nie tak z tą żabą?
- Nie tak? Przecież wszystko jest z nią w porządku — posadziłam Boba na moją głowę, a on od razu położył się na brzuchu, a raczej grawitacja przyciągnęła jego.
Wilk pokręcił lekko głową, z zażenowaniem posadził zad na miejscu, czując jednocześnie to obślizgłe uczucie po... jęzorze? Jęzorze tego płaza. Sam nie wiedział, gdzie oczy podziać, w trakcie, gdy wadera, choć zmartwiona całym tym zajściem, sprawiała wrażenie, jakby miała zaraz parsknąć śmiechem.
- Jestem Amber. - podałam wilkowi łapę.
- Naharys. - odparł basior.
- Miło mi Ciebie poznać Naharys. - uśmiechnęłam się od ucha do ucha. - kim jesteś w watasze ?
Naharys zerknął na waderę.
Przechyliłam łebek w lewą stronę, bo basior ciągle mi się przypatrywał. Pomachałam mu po chwili łapą przed oczami, by go obudzić.
- Halo prze pana, nie śpimy. Bob ma pomóc obudzić? - spytałam i zachichotałam.
- Huh, co? - wypalił nagle Naharys, potrząsając lekko głową. Wyrwał się z zamyślenia i odparł. - Hmmm, pytałaś o coś?
- Hah tak pytałam, czym się pan zajmuje panie Naharys? - odparłam z uśmiechem, Bob tylko powolnym ruchem zamknął najpierw lewą powieką a później drugą.
- Jaki pan?! - zawołał basior, spektakularnie udając wściekłość, a żeby to udowodnić, uśmiechnął się ciepło do wadery. - mów mi Naharys. Jestem Kapitanem watahy. Szkolę wojowników, a w razie czego, dowódcą wojsk, do usług.
Moje oczy zaczęły połyskiwać jak sto gwiazd na niebie. Idealnie się złożyło, może mógłby mi pomóc! Bobowi też by się trening przydał.
- W takim razie mam prośbę, czy mógłbyś mnie i Boba nauczyć samoobrony ? Takich podstawowych chwytów i innych. - odparłam, moje oczy nie przestawały świecić, byłam podekscytowana.
Z tym pytaniem, Naharys przyjrzał się jej uważnie. - pomyślał Naharys, przekrzywiając lekko głowę. Przymrużył nieznacznie oczy, zjeżdżając nimi po zgrabnych łapach Amber.
- Czemu nie? Pasowałoby nieco popracować nad twoim... ummm... Umięśnieniem i nad ich siłą. A potem zobaczymy.
- Super. - wzięłam w łapy Boba tak, by jakąś gałką oczną patrzył na mnie. - Słyszysz Bob, będziemy wojownikami, pewnie nie tak dobrymi, jak on, ale w mniejszej merze wojownikami ! - odparłam.
Bob nie mógł skupić wzroku w jednym miejscu, jedna gałka patrzyła na drzewa za mną a druga we mnie. Uściskałam go i znów położyłam na łbie.
- Powiedz tylko, kiedy co i jak ! - miałam nadzieje, że moja waga nie będzie mu przeszkadzać w treningu. 25kg to jest mało jak na wilka, a ja od urodzenia mam niską wagę, choćbym jadła ile wlezie, nie przytyje więcej niż 30kg. Cieszyłam się z nowo poznanego wilka, miałam nadzieję, że będzie więcej osób do poznania.

Naharys ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1228
Ilość zdobytych PD: 614 + 5% (31 PD)
Obecny stan: 645
Amber
Niekiedy nazywana Landrynka
Płeć: Wadera | Wiek: 3 lata | Rasa: Wilk | Ranga: Delta Poziom: 1 (1573/3000 PD) | Stanowisko: Nauczyciel medycyny | Zaopatrzeniowiec Właściciel: Ross [Howrse] Hooty#2968 [DC] shiru.wilczek@gmail.com [gmail] Autor: Art należy do właściciela postaci