Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Los naszym panem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Los naszym panem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 października 2021

Od Tarou c.d Bai Langa ~ Los naszym panem

Tarou spoglądał na Bai Langa i przetwarzał w myślach jego słowa. Nie był początkowo pewny, czy aby na pewno dobrze zrozumiał ich znaczenie. Jednak widok zawstydzonego przyjaciela i atmosfera, jaka zapanowała wokół nich, przekonały go o tym, że to naprawdę się dzieje. Serce zabiło szybciej, powodując również trudności z wypowiedzeniem tego, co leży na duszy. Wziął głęboki wdech i wydech, by się nieco uspokoić. Podszedł do kremowego basiora i stanął tuż przy nim. Pochylił głowę do przodu i złożył uszy.
- Bai... Ja... - zaczął, lecz poczuł, że jego głos drga od nerwów. - Ja też cię lubię... Bardziej niż przyjaciela... - wyznał. Kremowy samiec spojrzał niepewnie w jego kierunku. Między nimi można było poczuć aurę niepewności. Tak jakby każdy z nich bał się, że jednym słowem może przegonić drugiego. Bynajmniej tak odczuwał sytuację Tarou. Serce ciągle biło jak szalone. Nocne odgłosy dodawały chwili nieco magii, choć sama w sobie była magiczna. Przez chwilę Tarou wpatrywał się w złote oczy Bai'a. Zawsze widział w nich dobroć i delikatność. Teraz dostrzegał także obawę, ale było to w stu procentach zrozumiałe. W końcu medyk zebrał się w sobie.
- Bai... Już od dłuższego czasu nad wszystkim rozmyślałem... Wiem, że to dosyć... niespotykane... Sam nie byłem wszystkiego pewien, ale teraz już jestem pewny. - odparł i przystopował na chwilę, by nie zasypać zielarza toną słów. Zbliżył się bardziej, tak że prawie stykali się nosami. Uszy medyka ciągle zdradzały jego niepewność, jego obawę. - Zakochałem się w tobie Bai... - wyznał i przysiadł przed nim. Dostrzegał zaskoczenie u zielarza. Rozumiał je w całości. Spojrzał prosto w jego oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- Chcę cię o coś zapytać... Zważywszy na sytuację, w jakiej obaj jesteśmy... na to, co przed chwilą miało miejsce... - zaczął, ale w pewnym momencie zrozumiał, że zbyt wszystko przeciąga. Dlatego zebrał się w sobie całkowicie, odtrącił lęk i niepewność. Nie pozwolił im zdominować swoich uczuć. - Zostaniesz moim partnerem Bai? - spytał, a serce już dawno biło mu w gardle. Bai Lang milczał, niestety medyk mógł się jedynie domyślać z jakiego powodu. Może nie chciał, by to wszystko działo się tak szybko? Może chciał jeszcze poczekać? Podobne myśli krążyły po głowie starszego. Po chwili kremowy samiec niepewnie skinął głową. Następnie uśmiechnął się.
- T-tak. - odparł. Tarou poczuł ulgę i narastającą w nim radość. Wstał i przytulił już nie swojego przyjaciela, a ukochaną osobę, która nadała mu nowy sens życia. Gdy nieco się cofnęli, Tarou polizał partnera po nosie.
- Jestem najszczęśliwszym basiorem na świecie. - wyznał. Oczy Langa zdawały się błyszczeć w świetle gwiazd. Powodowało to u starszego niezwykły zachwyt jego pięknem i sama całą osobą. Od dawna wiedział, że nie spotka drugiego takiego wilka jak Bai Lang. Tylko on zdawał mu się tak wyjątkowy. Dopiero z czasem Tarou, który nigdy wcześniej nie miał styczności z miłością, zrozumiał, że uczucia względem kremowego basiora nie oznaczały tylko przyjaźni, a narodziła się między nimi miłość. Teraz gdy wiedział, że nie tylko on to czuł, wiedział, że gotów jest oddać za Bai Langa życie. Tarou otarł swój pysk, o pyszczek partnera. Ku jego zaskoczeniu, Bai wykonał podobny ruch. Serce znów biło jak szalone, a myśli pozostały chaotyczne, lecz wszystkie krążyły wokół jednej osoby, jaką był Bai Lang.
- Może już powoli wracajmy? - zaproponował medyk, choć prawda była taka, że wolał już na zawsze pozostać w tym pięknym miejscu u boku Langa. Młodszy zgodził się i razem ruszyli w drogę powrotną. Gdy dotarli do jaskini Hanako, wszyscy domownicy już spali. Dlatego cicho położyli się na swoich legowiskach. Rankiem, gdy tylko świt zagościł w jaskini, wszyscy zaczęli wstawać. Tarou wiedział, że muszą razem z Bai Langiem ruszyć wcześniej, by przejść jak najwięcej drogi. Hanako ciągle wokół nich krążyła i wypytywała, czy aby na pewno wszystko ze sobą wzięli. Tao ciągle upewniał ją, że mają wszystko, co niezbędne. W pewnym momencie, gdy Hanako odeszła na moment do Guree, medyk podszedł do kremowego samca.
- Zanim odejdziemy, powinniśmy im powiedzieć. - szepnął. Bai nieco się zaskoczył, ale niepewnie przytaknął skinieniem głowy. W tym momencie był w oczach medyka niezwykle uroczy. Tarou szturchnął go bokiem, by nieco go ośmielić, następnie wykonał typowe chrząknięcie, aby zwrócić na siebie uwagę. Dwoje wilków spojrzało w ich kierunku z uśmiechami. Tarou zerknął na Bai'a, a następnie z uśmiechem przysiadł. Podobnie uczynił kremowy samiec, a zaraz, zanim zbliżyli się Hanako i Guree, by także przysiąść przed nimi.
- Ciociu, wujku. Chciałbym wam o czymś powiedzieć. - zaczął Tarou. Może i brzmiał na pewnego siebie, ale w duszy czuł się tak, jakby miał zaraz zemdleć.
- Słuchamy cię kochanie. - odpowiedziała Hanako z zachęcającym uśmiechem. Widocznie wyczuła niepewność medyka, co tak naprawdę ani trochę go nie zdziwiło. Przywyknął do tego, że wadera zdawała się mieć coś na wzór szóstego zmysłu.
- Ja i Bai Lang... od wczoraj jesteśmy... - odparł, lecz niedane mu było skończyć, ponieważ Hanako rzuciła się na niego w celu przytulenia go. Równie szybko znalazła się przy kremowym basiorze.
- Tak się cieszę! Moje kochane słoneczka! Ja wiedziałam, że jesteście sobie pisanie! - zaczęła radośnie wołać i skakać wokół basiorów. Guree uśmiechnął się i spojrzał na medyka oraz zielarza.
- Gratuluję wam. - odparł.
- Oboje wam gratulujemy!- dodała szybko Hanako. - Wiedziała, że tak będzie! Ja ci to kochanie mówiłam. - zwróciła się do białego samca, który z rozbawieniem spoglądał na swoją partnerkę. - Już się nie mogę doczekać waszej kolejnej wizyty! - zawołała i migiem znalazła się przy zielarzu.
- Kiedy zamierzacie wrócić? Ponieważ jeszcze nas odwiedzicie, prawda? Musicie! Mamy tak wiele do opowiedzenia! Będziesz się opiekował naszym Tao, prawda? Chociaż mam nadzieję, że i on otoczy cię opieką. Moje dwa małe skowronki. A będziecie planować pociechy? Wiadomo, że raczej waszych się niestety nie doczekam, ale może uda wam się jakieś przygarnąć? Chciałabym już je poznać. Będziecie wspaniałą parą! Widzę przed wami świetlaną przyszłość! - wadera zdawała się mówić wszystko na jednym wdechu. Biedny Lang został jej "ofiarą", a Tarou wraz z Guree siedzieli z boku, starając się nie roześmiać z danej sytuacji. Jednak w końcu samiec wstał i postanowił wesprzeć swojego partnera. Usiadł zaraz obok niego i uśmiechał się ciepło, a następnie oparł głowę o jego bok. Czuł się szczęśliwy, ponieważ poczuł, że w końcu jego życie jest w stu procentach kompletne. Pewnie, gdyby nie jego nieśmiałość, wykrzyczałby całemu światu, że jest najszczęśliwszy i zakochany. W pewnym momencie przez głowę przebiegła mu myśl. Jak na to wszystko zareagowałby jego ojciec Shi? Sam przecież wcześniej miał partnera, ale po rozstaniu poznał matkę skrzydlatego samca i wiadomo, co się potem stało. Możliwe jest, że uczucia tak szybko gasną?

Bai? <3 

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1056
Ilość zdobytych PD: 528 + 5% (26 PD)  za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 906

czwartek, 7 października 2021

Od Bai Langa c.d Tarou ~ Los naszym panem


Chociaż Bai i Tarou chcieliby zostać w tym miejscu na dłużej, musieli wracać, ponieważ nie chcieli oni martwić Hanako. “Może powinienem teraz spróbować?” - zadał sobie sam pytanie.
- Tarou, ja chciał. - Jednak w tym momencie głos medyka przerwał mu. Najwyraźniej musiał go nie usłyszeć.
- Myślę, że to już czas, by wracać. Już południe.- Powiedział Tarou. - Jeżeli nie będziemy długo wracać, Hanako będzie się o nas martwić.
- Mhm.- Odparł jedynie Bai.
- Oh, mówiłeś coś wcześniej? Przepraszam, że ci przerwałem, dopiero teraz sobie o tym przypomniałem! - Przeprosił pośpiesznie Tarou, Bai nawet się tego nie spodziewał. Myślał, że medyk niczego nie zauważył. - To było coś ważnego?
- Nie, nie, nic ważnego. - Odpowiedział lekko zmieszany Bai. Po prostu pomyślałem, że aż szkoda już wracać.- Dodał, uśmiechając się.
- Ha, ha, też tak sądzę, ale musimy wracać, mimo to.
- W takim razie, w drogę?
- W drogę.
Już chwilę później obydwoje szli w drogę powrotną.
~-~
Kiedy wrócili, po opowiedzeniu Hanako jak wyglądało miejsce, do którego zleciła im iść, udali się na polowanie.
Już po posiłku Bai wpadł na pewien pomysł, jednak nie widział nigdzie Tarou. Na całe szczęście dosyć szybko go wyśledził wzrokiem i już do niego szedł.
- Tarou… zaczekaj chwilkę! - Powiedział, doganiając medyka, który szedł za Hanako. - Możemy spotkać się wieczorem? Wiesz, nad tym strumykiem. - Zaczął niepewnie Bai.
- Hm? Oh, pewnie. - Odparł mu z uśmiechem medyk.
- Czyli wieczorem.- Powiedział, także delikatnie uśmiechając się Bai.
- Tak, oczywiście. - Miał coś jeszcze najwyraźniej dodać, jednak Hanako go zawołała. - To widzimy się później. - Powiedział jeszcze, odchodząc.
Później Bai nie tyle, co unikał medyka, a bardziej nie udawało im się na siebie wpaść. Oboje zajmowali się zupełnie innymi sprawami. Bai przez większość tego czasu pomagał w przygotowaniach do powrotu jego i Taoru, a medyk głównie przebywał z Hanako.
Nastał już wieczór. Słońce jedynie zachodziło powoli by ustąpić miejsca księżycowi, ale do tego jeszcze miało minąć trochę czasu. Lang znajdował się już w umówionym miejscu. Basior doskonale słyszał szum strumienia czy szelesty liści. Nadal było tu bardzo spokojnie niczym w małym raju. Mimo to Bai cały czas przestępował z łapy na łapę, starając się uspokoić. “Muszę się jakoś uspokoić, bo inaczej nie wyduszę z siebie słowa!” - pomyślał, kładąc się na ziemi. Od razu położył łeb na wilgotnej już od rosy trawie, a jego wzrok powędrował na leniwie płynący strumień. Leżał tak przez kilka minut, nawet nie poruszając się, a przysłuchując się naturze wokół niego.
- Bai, jesteś tu? - Udało mu się usłyszeć znajomy głos osoby, z którą był umówiony, oczywiście Tarou.
- Ah! T-tak! - Odpowiedział, szybko podnosząc się z ziemi.
- Nie spóźniłem się zbytnio? - Zapytał lekko zmartwionym tonem.
- Nie, oczywiście, że nie. - Odparł mu przyjaźnie Bai.
- Jeżeli mogę zapytać, dlaczego chciałeś się tu za mną spotkać? - To pytanie dosyć zaskoczyło Baiego, przez co się trochę zakłopotał, trochę inaczej sobie to wyobrażał, jak miało się to potoczyć, najwyraźniej będzie musiał lekko improwizować.
“No dalej Bai, weź się w garść!” - krzyknął sam na siebie w myślach. Tak naprawdę sam nie wiedział co powiedzieć. Wcześniej w głowie wymyślił wiele możliwych sposobów jakby to powiedzieć medykowi. Teraz jednak czuł się jakby, nie wiedział dosłownie nic, a był z czegoś pytany. Przez chwilę jąkał się, ale w końcu zaczął mówić.
- Tarou… um, ja chciałembyś tu, przyszedł, bo… b.. - Widocznie mu się wszystko poplątało. Można powiedzieć, że trema go zjadła. - Chodzi mi o to, że ja cię lubię… - Medyk w tym momencie spojrzał na niego dosyć pytająco. “A co jeżeli moje uczucia są jednostronne?” - zdał sobie sam pytanie, przez co sam sprawił sobie uczucie, jakby był wystraszoną sarenką, jednak i tak zamierzał spróbować, bo może być to jego jedyna szansa. - Chodzi mi o to, że ja lubię cię… ale tak lubię… - Aż przez chwilę zaciął się i nic nie powiedział. W tej chwili Tarou miał coś powiedzieć, ale Bai ponownie zebrał się w sobie i ponownie zabrał głos. - Ja lubię cię nie tylko jako przyjaciela! - Nieumyślnie Lang poniósł głos. Szczerze to nawet nie chciał siebie teraz słyszeć, ponieważ pewnie nie zabrzmiał zbyt pewnie. Po wypowiedzeniu tych obrócił łeb i schował go w futrze, jedynie czekając na odpowiedź Tarou.
Tarou? :D

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 668
Ilość zdobytych PD: 334
Obecny stan: 334

środa, 6 października 2021

Od Tarou c.d Bai Langa ~ Los naszym panem


Tarou wstał leniwie ze swojego łoża, gdy złośliwe promienie słońca nie pozwalały mu już dłużej spać. Rozciągnął się, a następnie rozejrzał. Dostrzegł, że jego ciocia już nie śpi i spogląda z uśmiechem na swojego partnera. Wzrok Tarou powędrował na legowisko Bai Langa. Samca już w nim nie było. Tao domyślił się, że musiał on wcześniej już wyjść. Ruszył w kierunku wyjścia, a następnie się rozejrzał. Dostrzegł postać przyjaciela nieopodal łąki. Ruszył w jego kierunku wolno, a gdy był już blisko, postanowił się przywitać.
- Witaj Bai. - powiedział z ciepłym uśmiechem. - Ty znów wcześnie na łapach?
- Witaj Tarou. - odparł zielarz. - Tak, wiesz... Słońce zbudziło mnie dosyć wcześnie.
- Czyli dla mnie było nieco bardziej litościwe. - zaśmiał się medyk i przysiadł na trawie. - W czymś przeszkodziłem? - spytał, przechylając głowę na bok.
- Nie, ależ skąd. - odparł Bai i lekko się uśmiechnął. Po chwili siadł obok medyka.
- Wiesz co Bai? - zaczął Tao, a złotooki spojrzał w jego kierunku. - Mam trochę mieszane uczucia co do naszego powrotu. Nie zrozum mnie źle. Po prostu jakoś podoba mi się panujący tutaj spokój...
- Rozumiem, o co chodzi. - odparł Bai i spojrzał przed siebie. - Faktycznie jest tutaj przyjemnie.
- Ale niestety obowiązki wzywają. - odparł nieco smętnie skrzydlaty samiec i wstał z ziemi. Otrzepał się i odwrócił w kierunku przyjaciela. - Pójdę sprawdzić, czy Hanako nie potrzebuje pomocy. - powiedział z uśmiechem. Bai Lang przytaknął skinieniem głowy. Tarou wrócił do jaskini. Zastał tam Hanko, która żywo dyskutowała o czymś z Guree. Jednak, gdy tylko Tao wszedł, oni zamilkli.
- Coś się stało? - spytał zaskoczony ich zachowaniem. Samica wstała, spojrzała znacząco na Guree i wyszła. Tarou zaskoczony spojrzał na białego samca, który uśmiechnął się lekko.
- Han chce, bym z tobą pomówił.
- Ale o czym? - spytał Tarou zbliżając się do swojego wujka. Guree wstał do siadu i ziewnął.
- Chodzi jej ciągle o to samo. - zaśmiał się samiec. Tarou przewrócił rozbawiony oczami.
- Ciocia to się chyba nigdy nie zmieni. - zaśmiał się.
- Mam taką nadzieję. Za to ją kocham. - odparł z uśmiechem Guree. Tarou westchnął i spojrzał na wyjście z jaskini.
- Coś cię trapi? - spytał starszy.
- Nie, to nic. - odparł szybko Tao. - To nic. - dodał znacznie ciszej.
- Wiesz, że w razie potrzeby możesz mi zawsze o wszystkim powiedzieć. Nie masz co się krępować. - mówiąc to Guree położył łapę na ramieniu niebieskookiego. Spędzili tak dłuższą chwilę. Następnie wróciła Hanako mówiąc, że znalazła ciekawe miejsce. Poleciła Tarou, by je zbadał. Zaproponowała także, by samiec zabrał ze sobą Bai'a. Skrzydlaty samiec wyszedł z jaskini i odnalazł przyjaciela. Praktycznie w tym samym miejscu co wcześniej.
- Nie spodziewałem się, że znajdę cię tutaj. Myślałem, że będę dłużej szukał. - zaśmiał się Tao. Bai zdawał się lekko wystraszyć jego głosu, lecz gdy tylko zauważył medyka, na jego pyszczku zagościł uśmiech.
- Podoba mi się tutaj. - odparł nieco niepewnie Bai. Tarou przytaknął i stanął obok przyjaciela.
- Hanako prosiła, bym zbadał pewne miejsce. - zaczął medyk niepewnie. - Może pójdziesz ze mną? - spytał, spoglądając na Bai'a. Basior skinął głową.
- Pewnie. - odparł i po chwili obaj szli we wskazanym przez samicę kierunku. Droga minęła im naprawdę miło, mimo iż nie wypłynęło praktycznie żadne słowo między nimi. Natura sprawiła, że nie chcieli oni przerywać pięknego, porannego koncertu ptaków, które śpiewały, ukrywając się w koronach drzew. Po chwili jednak do uszu basiorów dotarł także odgłos wody, która była w ruchu.
- Jakiś strumyk. - zauważył Bai. Chwilę później znajdowali się na niewielkiej polanie, która została stworzona przez pochylające się do środka drzewa. Przez nią przepływał niewielki strumyk. Tarou rozejrzał się i z zachwytem spoglądał na otaczające go widoki. Podobnie uczynił Bai.
- Pięknie tu, prawda? - spytał Bai, a Tarou zdecydowanie skinął głową.
- Tak. Co powiesz na trochę odpoczynku? - spytał z uśmiechem. Lang zaśmiał się cicho.
- Nie widzę żadnych przeszkód. - odparł Bai. Oboje położyli się na trawie, spoglądając w ostatnie przebłyski ciepłego, letniego słońca. Była już jesień, jednak tam, gdzie mieszkała Hanako, zadawało się, że lato będzie jeszcze długo gościć wśród nich.
- Myślę, że dobrze zrobiliśmy, wybierając się tutaj. - wtrącił Tarou, aby zacząć rozmowę.
- Tak, dużo mogliśmy się nauczyć od twojej cioci.
- Tak, wie, co robi. - zaśmiał się Tao. - Wiedza, którą nam przekazała, na pewno dobrze nam się przysłuży. Czas mijał im przyjemnie, co wiązało się także z biegiem czasu. Nie odczuwali tego, jak szybko mija im czas na leżeniu wśród drzew, strumyka i wszelkich innych elementów natury. Cieszyli się ciszą i chwilą.


<Bai Lang?^^>


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 704
Ilość zdobytych PD: 352
Obecny stan: 352

piątek, 24 września 2021

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem


Tłumaczenie Hanako jak najbardziej zapadło w pamięci Baiego. Zapamiętał praktycznie wszystko z jej wykładu, zdecydowanie należy on do osób, które uczą się poprzez słuchanie. Wszystko, co już się tu dowiedział, z pewnością mu się przyda. Naprawdę podobało mu się to, z jaką pasją Hanako wszystko opisywała, było dla niego czymś naprawdę wspaniałym. Zawsze uwielbiał słuchać wilków z wielką pasją. Przez to aż przypominało mu się, jak jego matka opisywała mu to wszystko. Naprawdę cieszy się z tego, jacy byli jego rodzice. Przez co mocno się zamyślił, jednak szybko wyszedł z tego stanu. Aż chwilę potem niespodziewanie Tarou wpadł na niego, skutkując, przewróceniem ich obu. Takie sytuacje między nimi są już chyba tradycją. Kiedy jednak Bai zorientował się, jak owa sytuacja wygląda, jego pysk pokrył się rumieńcem.
- No, jeśli wy na siebie nie lecicie, to ja nie mam szczeniąt. - odparła niespodziewanie Hanako. Chwilę po tym kremowy samiec “uwolnił się” z tej niezręcznej sytuacji i Lang mógł wstać na cztery łapy. Zaraz po tym Tarou zaczął go przepraszać, Baiego martwiło tylko to, że Tarou unikał jego wzroku.
- No już, już gołąbeczki. Ruszajmy, ponieważ czekają nas łowy obiadu. - odparła Hanako, idąc przodem. Przez dosłownie chwilę w jego głowie przebiegła jedna myśl, była to zaledwie chwila, ale zaczął na nią rozmyślać. Dokładniej mówiąc, była to wizja, gdyby on i Tarou darzyli siebie większym uczuciem niż przyjaźń i, krótko mówiąc, byli ze sobą. Samo myślenie o tym zawstydziło, a jego pysk pokrył się dosyć widocznym rumieńcem. “Nie, jestem pewien, że Tarou nie myśli tak o mnie. Przecież jesteśmy przyjaciółmi, niczym więcej, prawda?”- pomyślał, choć przy tym wyglądał trochę, jakby posmutniał. Jednak i tak nikt nie miał okazji tego zauważyć. W końcu Bai został sam i jeszcze nie zauważył, że Hanako i Tarou zdążyli już wyruszyć.
- Bai, idziesz? - Niespodziewanie głos medyka wyrwał go z rozmyślań.
- T-tak, tak! - Odpowiedział szybko, starając się dogonić dwa wilki. Dosyć szybko udało mu się to, przez co szedł kilka kroków z tyłu, za Tao.

~-~
Już po obiadowym polowaniu Hanako postanowiła dać im jeszcze dodatkowy wykład. Akurat ten nie tyczył się wiedzy o ziołach czy ich zastosowaniach, a o samej wiedzy medycznej, a także jak postępować w różnych sytuacjach. W tym czasie Guree, z tego, co Bai wiedział, pomagał w przygotowaniu swojej rodzaju wyprawki dla Baiego i Tarou z polecenia Hanako rzecz jasna. Lang nawet nie wie jak ma jej podziękować. Zrobiła naprawdę wiele i robi jeszcze więcej. Hanako jest naprawdę wspaniałą waderą. Nadal jednak gdzieś z tyłu głowy cały czas rozmyślał o tym, co przyszło mu do głowy o nim i Tarou. Nawet wydawało mu się to niedorzeczne i traktował to niczym jakąś fantazje.

~-~
Koniec końców, kiedy nastał już dosyć późny wieczór, wszyscy poszli wykonać ostanie czynności, by potem pójść udać się na sen. Dosyć szybko wszyscy położyli się na swoich leżach. Bai także już leżał, jednak nie mógł zmrużyć oka. W jego głowie panował istny harmider, co nie pozwalało Langowi przez większość nocy zasnąć. Zbyt wiele myśli przechodziło mu przez głowę na raz. Głównie dotyczyły one pewnego wilka, którym był oczywiście Tarou. Nastał następny dzień, a wszystko leniwym krokiem budziło się ponownie do życia. Słońce powoli wschodziło, przy czym niebo przybrało pomarańczowo-żółty odcień. Tej nocy zielarzowi naprawdę udało się przemyśleć wiele rzeczy, dlatego też dziś Bai coś postanowił, ale sam nie był pewny czy uda mu się wcielić ten plan w życie. Wiele emocji było w nim teraz, ale panowała głównie niepewność.

 Tao? :D Wybacz, że tak długo mi to zajęło~
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 578
Ilość zdobytych PD: 289
Obecny stan: 4713

sobota, 11 września 2021

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

 

Tarou z zaniepokojeniem spoglądał na swojego przyjaciela. Chciał mu pomóc, jednak nie był pewny, czy powinien się zbliżać do brzegu. Na szczęście nie było to potrzebne i już po chwili Bai stał zaraz przy medyku.
- Jesteś cały? - spytał z zaniepokojeniem, oglądając zielarza z każdej strony. Po chwili spojrzał prosto w jego oczy.
- Tak, nic mi nie jest. - odparł Bai. Obaj spoglądali na siebie przez krótką chwilę. Następnie gwałtownie zwrócili głowy w różnych kierunkach.
- Myślę, że możemy powoli wracać. Hanako dziś chce nam pokazać niektóre zioła.
- Zgoda. - odparł Bai. Obaj wracali, milcząc. Tao czasem zerkał na przyjaciela kątem oka. Czuł się dosyć dziwnie. Towarzyszyło mu od jakiegoś czasu dziwnie miłe uczucie w obecności Bai Langa. Czasem w jego umyśle rodziła się myśl, lecz szybko ją od siebie odganiał. Uważał, że to niedorzeczne. On... i Bai? Nie, nie, nie. To nie jest rozsądne. Poza tym Bai z pewnością widzi w nim tylko przyjaciela. Tarou nie mógł robić sobie zbędnych nadziei. To tylko bardziej pogorszy sytuację, w jakiej się znalazł.
W jaskini znaleźli się kilka minut później. Hanako leżała opierając się o swojego partnera. Tao uśmiechnął się, a jego wyobraźnia znów pognała, nie w tym kierunku co należy. Szybko się otrząsnął i spojrzał na ciocię, która powoli wstawała.
- Już idę kochani. - powiedziała wesoło i delikatnie liznęła Guree w czubek głowy. Następnie podeszła do Bai Langa i Tarou. Razem ruszyli w kierunku południowej części lasu. Drzewa spokojnie kołysały się na lekkim wietrze.
- W tym roku zima może być bardzo sroga. - zauważyła.
- Masz rację. Powinniśmy jak najszybciej skończyć naukę i wracać. - odparł Tarou.
- Należałoby zebrać więcej ziół na zimę. - zauważył Bai. Po chwili między trójką wilków narodziła się żywa rozmowa. Każdy wyrażał swoje zdanie na temat zbliżających się dni. Gdy dotarli na miejsce, Han zatrzymała się w środku kamiennego kręgu.
- To miejsce jest szczególnie ważne dla mnie i Guree. To tutaj raz na jakiś czas kwitnie kwiat, który jest w stanie zapewnić nam ochronę, przed paskudnym robactwem. Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło, ale zapach tego kwiatu je odstrasza.
- Brzmi ciekawie i męcząco. - zauważył skrzydlaty samiec. Hanako z uśmiechem skinęła głową i się rozejrzała.
- Może na początek sprawdzę waszą znajomość odnajdywania ziół w terenie. - odparła. Po chwili wymieniła kilka ziół, a zadaniem basiorów było odnalezienie ich w okolicy. Ważnym elementem była znajomość warunków, w których dane zioło lubiło rosnąć. Po kilku minutach obaj zjawili się przy białej samicy. Pokazali swoje znaleziska.
- Pięknie. Jestem z was dumna. - odparła, merdając wesoło swoim puszystym ogonem. Następnie zaczęła prowadzić ich przez gęstwiny. Tłumaczyła, skąd należy zdobywać poszczególne zioła. Zobrazowała także różne przypadki chorób i wyjaśniła, jakie zioła należałoby w takim przypadku podać choremu. Tarou starał się zapamiętać jak najwięcej z wykładu Hanako. Wadera mówiła wszystko z pasją, ponieważ od zawsze pragnęła zostać medyczką. Tao rozumiał ją bez słów. Sam od szczeniaka chciał ratować innych. Zaczął zastanawiać się, co słychać u Shi. Jego ojciec nie był zadowolony z odejścia syna. Tarou martwił się, że przez swoje postanowienie zniszczył więź, która ich łączyła. Tak czy siak, była ono mocno naderwana, przez to, że młody samiec nie czuł pociągu do walki i szkolenia wojennego. Medyk tak mocno pogrążył się w swych myślach, że nie zauważył stojącego Langa. Wpadł w niego, co za skutkowało upadkiem na trawę obu samców. Tarou pokręcił głową i spojrzał na basiora, który leżał pod nim.
- No, jeśli wy na siebie nie lecicie, to ja nie mam szczeniąt. - odparła z boku Hanako. Tym samym przywróciła w Tao trzeźwe myślenie. Samiec szybko wstał z przyjaciela i zaczął go przepraszać. Jego wzrok unikał spojrzenia Bai Langa, a dusza paliła się z zawstydzenia. Bogom dzięki za sierść.
- No już, już gołąbeczki. Ruszajmy, ponieważ czekają nas łowy obiadu. - odparła Hanako, idąc przodem.

Bai? ^^


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 610
Ilość zdobytych PD: 305

niedziela, 28 marca 2021

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem



Bai tak jak miał w zwyczaju wstał tuż przed wschodem słońca lub wraz z nim. W dzisiejszym przypadku było to pierwsze, ale zielarz zorientował się, że wschód już powoli się zbliża.
Rozejrzał się jeszcze po jaskini, wszyscy, oczywiście oprócz niego, spali.
Jego wzrok pokierował się na śpiącego nadal medyka. Jednak szybko go odwrócił i patrzył się na jakiś losowy punkt z powodu, że poczuł, jak lekko się rumieni. Szybko odwrócił pysk w inną stronę i powoli udał się w stronę wyjścia z jaskini.
Zamierzał sobie zrobić tylko krótki spacer, by rozprostować łapy, poza tym, jego zdaniem takie spacery są naprawdę przyjemne.
Koniec końców, wilk doszedł do nawet sporego jeziora. Wschodzące słońce w tafli wody było naprawdę miłym do obejrzenia widokiem. W pewnym momencie Bai usłyszał blisko siebie, przez co od razu odwrócił łeb w tamtą stronę. Był lekko zaniepokojony, co mogłoby kryć się w krzakach, jednak szybko jego obawy zniknęły. Spomiędzy krzaków wyłonił się znajomy mu wilk.

-Dzień dobry Tarou.- Powiedział z delikatnym uśmiechem Bai, widząc przyjaciela.

-Dzień dobry, Bai.- Odparł mu medyk.

Przez chwilę panowała pomiędzy nimi dosyć niezręczna cisza, ale koniec końców zaczęli luźno rozmawiać i iść wzdłuż brzegu jeziora.
W pewnym momencie, nieuważnie, Bai zrobił krok w tył, przez co, zamiast trafić na twarde podłoże, trafił na taflę wody. Po tym potoczył się dosyć niefortunny przebieg wydarzeń. Już chwilę po tym można było usłyszeć plus, a w następnej chwili basior wspinał się na brzeg po tym, gdy “zrobił sobie niezapowiedzianą kąpiel”. Lang był mocno zawstydzony, że akurat teraz musiał mieć takiego pecha.

Tarou? Wybacz, że tak długo to trwało ^^’ Brak weny mnie dopadł xD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 255
Ilość zdobytych PD: 127
Obecny stan: 4424

poniedziałek, 8 marca 2021

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

 
Skrzydlaty samiec naprawdę był zażenowany całą sytuacją. Miał nadzieję, że ta cała sytuacja, która powstała z nieporozumienia szybko pójdzie w niepamięć. On sam, gdy tylko pomyślał o nieporozumieniu zalewał się rumieńcem. Ciocia naprawdę zareagowała w ten sposób? Czy to mogłoby mieć miejsce? Czy Tarou mógłby udać się w ślady ojca i zakochać się w basiorze? Szybko zaprzestał rozmyślań, przypominając sobie, że znajduje się w obecności innych. 
- Co tak stoicie kochani? - spytała wesoło Hanako. Zdawała się wcale nie przejmować tym wszystkim. Jeśli tak było, to Tarou naprawdę jej zazdrościł. Sam chciałby mieć zdolność nieprzejmowania się rzeczami małoistotnymi. Zdecydowanie życie stałoby się łatwiejsze i barwniejsze. 
- Dziękuję, że nas przyjęłaś ciociu. - zdołał wypowiedzieć jedynie tyle, lecz to i tak było sukcesem dla medyka. Samica machnęła wesoło ogonem na boki i podeszła do bratanka. 
- Naprawdę nie masz za co dziękować skarbie. Wiesz, że zawsze służę pomocą. 
- Tak wiem, nie raz się o tym przekonałem.  - wyznał z delikatnym uśmiechem, który wadera odwzajemniła. 
- Mam nadzieję, że posłania przypadły wam do gustu. - powiedziała spoglądając na dwójkę samców. Obaj skinęli w odpowiedzi głowami. Samica uśmiechnęła się, a w jej oku błysła iskierka. 
- Proponuję wspólny posiłek. Następnie odpoczniecie po podróży. Jutro zaczniemy naukę. 
- Zgoda. - Tarou przystanął na propozycję Hanako. Był padnięty po podróży i czuł, że zaczyna robić się głodny. 
- Więc proszę za mną. - samica wyszła z jaskini. Bai wraz z Tarou ruszyli za nią. Zatrzymali się na obrzeżach lasu. Zaraz dołączył do nich Guree. We czwórkę upolowali dostojnego samca jelenia. Byka wystarczyło by napełnić cztery głodne wilki. W drodze powrotnej medyk niepewnie zerkał na zielarza. Nie wiadomo czemu, jego myśli zaczęły krążyć właśnie wokół Bai Langa. Były one dosyć chaotyczne, więc trudno było mu wynieść jakiekolwiek wnioski z nich. Spojrzenie zielarza wybudziło go z pewnego "transu" w jakim się znalazł. Pomachał łbem na boki i westchnął. 
- Co taki zmarnowany? - spytała Han zrównując krok z jego. Niebieskooki spojrzał na nią. Widział, że jest zmartwiona. 
- To nic ciociu. - odparł. Samica zmarszczyła brwi i stanęła przed medykiem, zmuszając go tym samym, do zatrzymania się. 
- Kochanie... Nie ze mną te numery. 
- To naprawdę nic. Zbyt wilka ilość myśli. 
- Pewnie jesteś już tym wszystkim zmęczony. Na szczęście zmierzamy do jaskini, gdy dojdziemy będziesz mógł się odprężyć. - odparła. Nie myliła się. Zaraz po dotarciu na miejsce, Tarou ułożył się na swoim posłaniu. Bai Lang zajął swoje, a Hanako ułożyła się obok swojego partnera. Wtuliła się w jego bok, a on opatulił ją ogonem. Tarou położył głowę na łapach. Spoglądając na ten widok, nie wiedzieć czemu, wyobraził sobie w tej sytuacji jego i Bai Langa. Lekki róż wkradł się na jego policzki, a przyjemne ciepło opatuliło ciało, które leżało, przygotowane do snu. Wzrokiem powędrował na legowisko zielarza. Bai Lang układał się właśnie wygodnie do snu. Chyba poczuł na sobie czyjś wzrok, gdyż zaczął się rozglądać. Taro w mgnieniu oka zmienił cel, na który spoglądał. Jego serce zabiło szybciej, jakby bał się odkrycia, że to on stoi za jakąś ogromną zbrodnią. Medyk przymknął oczy. 
- Bogom dzięki, że dotarliśmy w jednym kawałku. - szepnął do siebie, po czym zasnął. 

Bai? ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 501
Ilość zdobytych PD: 250

środa, 3 lutego 2021

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem


Cóż... to wszystko nie mało zawstydziło Baiego. Nadal nie mógł pozbyć się dużego zarumienienia na jego pyszczku. Swoją głowę trzymał lekko skierowaną w dół, a wzrok wlepiony w jego przednie łapy. Raz o mało się nie przewrócił, ale na całe szczęście nie było to zbytnio zauważalne.
~-~
Gdy tylko Tarou i Bai Lang znaleźli się w ich jaskini, na czas obecnie nieokreślony, po chwili dosyć niezręczniej ciszy medyk zaczął mówić.
- Ja... przepraszam za nią. Nie spodziewałam się takiej reakcji... mogłem powiedzieć wszystko szybciej... - Zaczął ze wzrokiem wlepionym w jego przednie łapy.- Nigdy mnie nie słucha.- Dodał.
- Nie musisz przepraszać Tarou. - Odparł zielarz z nieśmiałym uśmiechem.
Nieświadomie, gdy Bai mówił, zbliżył się z lekka do medyka. Zauważając zmniejszoną odległość między nimi, zielarz niezauważanie, na jego szczęście, się zarumienił. Wziął głęboki wdech i szybkim ruchem ponownie powiększył odległość między nim a medykiem. Może gdyby nie było to po tej mocno niezręcznej dla dwójki basiorów sytuacji z Hanako, Lang nie zareagowałby w taki sposób. Pomimo tego, że próbowali prowadzić rozmowę, ale niezbyt im to wychodziło... atmosfera stawała się coraz bardziej niezręczna.

Tao? :3
 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 177
Ilość zdobytych PD: 88
Obecny stan: 4297

piątek, 15 stycznia 2021

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem


 -To Bai Lang, mój... - zaczął Tarou, lecz Hanako wtrąciła się w jego wypowiedź. 
- O mój! - zawołała radośnie, czym zaskoczyła oba wilki.- Kochanie! Tak się cieszę! Szczerze, to się nie spodziewałam, ale wiadome, że co w rodzinie to nie ginie! - mówiła entuzjastycznie. Tarou zerknął na Bai Langa z przepraszającym uśmiechem. Bai odwzajemnił niepewnie uśmiech. 
- Han mogę wiedzieć co masz na myśli? - spytał, a wadera spojrzała na niego wymownie. 
- To proste i jasne jak słońce kochanie. Mój ulubiony bratanek w końcu sobie kogoś znalazł. Na dodatek poszedł w kierunku ojca i jest to samiec! - zawołała cała w skowronkach. Tarou zachłysnął się powietrzem i zarumienił intensywnie. Gdy kątem oka zerknął na Bai Langa zauważył, że ona także zarumienił się mocno na słowa Hanako. 
- Jestem taka dumna z ciebie! Wyglądacie razem ta słodko! Obaj z osobna też jesteście słodcy, ale razem to już prawdziwa cukrzyca! 
- H-han.... 
- Aww. Jestem zaszczycona tym spotkaniem. - zaczęła, a jej ogon poruszał się rytmicznie na boki. 
- Ale ciociu... 
- Właśnie ! Teraz jesteśmy rodziną. Więc miło mi cię w niej powitać Bai. Naprawdę się cieszę, że do niej dołączyłeś. Muszę cię zapoznać z Guree! Tak się ucieszy, że nasz Tarou już nie jest sam! Nie ukrywam, że zaczęliśmy się martwić, że nikogo już sobie nie znajdziesz. Ale! Warto było czekać. Taki słodziak! Jak ty go znalazłeś? A z resztą. Wiadomym jest, że urok masz po cioci. - powiedziała dumnie się prostując. Tarou był coraz bardziej zażenowany zaistniałą sytuacją. 
- Ale.. 
- Chodźcie! - zawołała i znikła w krzakach. Tarou westchnął bezsilnie. 
- Z-zaraz to w-wyjaśnię... - powiedział zarumieniony Tarou. Bai milczał i jedynie przytaknął nieśmiało skinieniem głowy. Basiory ruszyły za Hanako, która cała w skowronkach wręcz podskakiwała naprzód. Po chwili Tarou ujrzał swojego wuja, Guree. Basior widząc go uśmiechnął się i wstał, a następnie ruszył powoli w ich kierunku. Gdy tylko Hanako stanęła obok przytuliła się do jego boku, co Guree odwzajemnił. 
- Witaj Tarou. Miło, że nas odwiedziłeś. Widzę, że nie jesteś sam. - zaczął spoglądając na Bai Langa. Nim medyk zdążył cokolwiek powiedzieć, Hanako zaczęła swoją wypowiedź. 
- Kochanie mam cudowne wieści! - powiedziała Hanako z entuzjazmem. Guree zerknął na nią z zaciekawieniem. 
- Jakie? - spytał. Wadera zerknęła na dwa basiory. 
- Rodzinka się nam powiększyła! - zawołała podskakując. Guree zerknął na Tarou. 
- Proszę... - zaczął zrezygnowany medyk. 
- Ależ kochanie nie bądź taki nieśmiały. - Hanako ciągle nie dawała dojść medykowi do słowa. Guree widocznie zauważył zrezygnowanie Tarou. Uśmiechnął się i podszedł do niego. 
- Może damy dojść do słowa Tarou? - zaproponował podchodząc i stając tuż obok skrzydlatego samca. 
- Racja! W końcu to o niego chodzi. - powiedziała radośnie. Tarou westchnął po czym spojrzała to na Guree, to na Hanako. 
- To nie tak... Ja i Bai Lang jesteśmy przyjaciółmi... Nie jesteśmy parą. Przyprowadziłem go tu, abyś nas nieco podszkoliła ciociu. Wybacz, że cię zawiodłem, że nie jest to moja druga połówka. - odparł z małą trudnością. Hanako milczała, a Guree, mimo że wydał się nieco zaskoczony, ciągle przyjaźnie się uśmiechał. Han podeszła do bratanka i położyła mu łapę na łapie. 
- To czemu mnie kurka nie uprzedziłeś? - spytała rozbawiona z uśmiechem. 
- Nie dałaś mi dojść do słowa... - odparł niezwykle cicho. 
- W takim razie miło nam cię poznać Bai Lang. 
- Tak, niezwykle miło. - wtrącił Guree. Tarou zerknął zawstydzony w kierunku kremowego basiora. 
- Skoro chcecie mieć u mnie szkolenie, to pewnie jesteście na nieco dłuższy czas, prawda? 
- Tak, jeszcze nie wiemy na jak długo. 
- Rozumiem. W takim razie proszę za mną ! Zaraz przygotujemy wam posłania w jaskini. - powiedziała cała w skowronkach. Tarou ciągle nie mógł się do końca uspokoić z zarumienienia. Nawet wolniejszy oddech nie pomagał. 

Bai Lang? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 578
Ilość zdobytych PD: 289

piątek, 11 grudnia 2020

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem


Gdy Tarou odskoczył wprost na Langa kremowy wilk nie dość, że został zdezorientowany, a także chwile potem zawstydził się, ale nie tylko on, ale i starszy zawstydził się, przy czym jego twarz oblała się rumieńcem.
-J-ja...- Zaczął zakłopotany kremowy wilk.- N-nic się nie stało.- Powiedział spokojniej, wstając, pomimo tego, że mówił do Tarou, patrząc się na niego, jednak unikał jego wzroku.
-Jeszcze raz cię przepraszam...- Powiedział ze skruchą.
-N-naprawdę nic się nie stało...- Odparł z delikatnym uśmiechem Bai.- Nie zamartwiaj się...
Tarou odwzajemnił uśmiech i tak jak postanowili, poszli dalej. Bai chciał się jeszcze zapytać, ile dni drogi jeszcze im zostało, ale gdy tylko ponownie szli, zaczęli rozmawiać, na różne tematy. Część z nich dotyczyła ziół.
**
Od paru minut Bai i Tarou szli w ciszy, jednak nie jakiejś niezręcznej, a takiej zwyczajnej. Najzwyczajniej w świecie zakończyli wcześniejszą rozmowę, przecież nie zawsze trzeba coś mówić, prawda?
-Tarou?- Zaczął Bai i tym samym kończąc ciszę.
-Tak?
-Jaka jest twoja ciocia, Hanako?- Zapytał zielarz.
-Cóż, Hanako to dosyć szalona wadera. Choć na swój sposób wyjątkowa. Zawsze szczera i pomocna. Nigdy się na niej nie zawiedziesz. Często podnosi dobro innych ponad swoje. Dla rodziny gotowa zrobić wszystko, ale ma też swoje ... Małe dziwactwa
-Jak tak o niej mówisz to, muszę przyznać, że jest dobrym wilkiem.
-Hah, cieszę się, że tak sądzisz. Hanako na pewno cię polubi.- Odparł wesoło medyk.
**
Od wcześniejszych wydarzeń minęło już kilka godzin, możliwe, że nawet od ponad ośmiu w tym czasie dwa basiory miały już parę przerw. Noc już powoli się rozpoczynała, a do ich celu podróży zostało mniej niż trzy godziny, ale jednak teraz także postanowili się zatrzymać. Miejsce, które wybrali, było przy dużym drzewie, a w nim była swego rodzaju dziupla, do której wilk mógłby bezproblemowo wejść. Usiedli niedaleko tej dziupli.
Zaczęli rozmawiać, jednak słysząc głośny szelest Tarou i Bai wstali momentalnie by to sprawdzić. Po odczekaniu kilku chwil z zarośli wyłoniła się wadera, wysoka i chuda wilczyca, o białym futrze i o niebieskich, bardzo intensywnych oczach.
-Tarou! Witaj!- Powiedziała wesoło wadera.
-W-witaj Hanako.- Przywitał się z nią medyk.
-Oh, a to kto?- Zaczęła wesoło, widząc Baia.
-Dzień dobry...- Powiedział nieśmiałe zielarz.
-To Bai Lang, mój...- Miał już powiedzieć, jednak wadera mu przerwała.

Tao? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 369
Ilość zdobytych PD: 184
Obecny stan: 4617 + 184 = 4801

wtorek, 8 grudnia 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem


Tarou był zaskoczony i cały zarumieniony. Pod wpływem chwili zapomniał o małej ilości miejsca i gwałtownie się odsunął, co zaskutkowało uderzeniem głową o kamienny sufit jaskini. 
- Cholera. - syknął medyk czując ból. 
- Jesteś cały? - spytał z nutą troski Bai Lang. Tarou spojrzał na niego. On także był zarumieniony, lecz jego oczy wskazywały na to, że przejął się reakcją medyka i jego zderzeniem. 
- Tak, jestem cały. - odparł z delikatnym uśmiechem. Po chwili udało im się wyjść z jaskini. Medyk zerknął na zielarza, który rozglądał się wkoło. Momentalnie zarumienił się, przypominając sobie jak blisko się znaleźli i spojrzał w bok, licząc w duchu, że drugi tego nie zauważy. 
- Trochę popadało, lecz większość kałuż zdążyła już wsiąknąć w podłoże. 
- To dobrze. Nie będziemy mieli zbędnego utrudnienia podczas wędrówki. - odparł. 
- W takim razie możemy upolować jakieś śniadanie, a potem ruszać dalej w drogę. 
- Zgoda. A więc co powiesz na coś większego? Może sarna? 
- Pewnie. - odparł Bai. Już po chwili ona samce przemierzały gęstwiny lasu, w poszukiwaniu pożywienia. Minęła dłuższa chwila nim do ich nosów doszedł zapach zwierzyny. Jednak w końcu znaleźli niewielkie stado, które pasło się wśród drzew, na niewielkiej polanie. Nie zajęło im to długo. Już po chwili mogli nacieszyć się posiłkiem w postaci dorodnej sarny. Po "śniadaniu" ruszyli znów w drogę. Tarou wiedział, że drogą powietrzną znaleźli by się na miejscu znacznie szybciej, lecz niestety Bai nie posiadał skrzydeł. Z resztą, czas jest nie ważny. Priorytetem było dostanie się do Hanako i Guree, a następnie nauka ziół. Wadera z pewnością im pomoże.
Minął około tydzień, od rozpoczęcia ich wędrówki, czyli pozostał około jeden dzień drogi. Tarou cieszył się w duchu na tą myśl. Obecnie przemierzali dosyć niewygodny teren. Przez większość czasu trwały deszcze co zaskutkowało znacznemu nawilżeniu gleby, a także osunięciem się jej. W ten sposób powstały rowy, o różnej głębokości. Tarou obecnie szedł dosyć blisko skraju podłoża. Łapy samców były niezwykle brudne. Błoto to naprawdę nieprzyjemna sprawa. 
Tarou szedł z pochyloną głową rozmyślając czy zdążą przed jutrzejszym wieczorem znaleźć się u celu. Nagle poczuł jak grunt gwałtownie osuwa się spod jego łap. Przerażony nie zdążył jakkolwiek zareagować. Razem z dosyć dużą ilością ziemi i błota znalazł się na dole rowu. Bai podbiegł do jego brzegu, lecz nie podszedł zbyt blisko, aby nie skończyć jak skrzydlaty samiec. 
- Tarou?! Cały jesteś?! - spytał. Medyk spojrzał w górę. 
- Tak! - zawołał i wstał z ziemi. Był cały w błocie. Nawet pióra przemokły, co skreśliło możliwość wylecenia z rowu. 
- Trzymaj się tam! Zaraz znajdę sposób by ci pomóc. - zawołał zielarz i zniknął. Tarou kilka razy starał się jakoś wspiąć, lecz za każdym razem osuwał się wraz z błotem. Po chwili oberwał w głowę pnączem. Zaskoczony i nieco obolały spojrzał w górę. 
- Wybacz! - usłyszał zakłopotany głos Bai Langa. 
- Nie szkodzi ! - odparł Tarou. 
- Chwyć się! Spróbuję cię wciągnąć! - odparł. Tarou zrozumiał o co chodzi przyjacielowi, więc złapał w pysk pnącze, uważając, aby go nie przegryźć. Po chwili Bai zaczął go wciągać, a Tarou zaczął podpierać się i odpychać, aby mu pomóc. Już po chwili mógł stanąć na równych łapach. 
- Nie dla mnie takie przygody. - odparł ciężko oddychając. Nie ukrywajmy, poczuł strach nie tylko o siebie, ale i o Baia, aby nie skoczył jak on. Na szczęście wyszli z tego bez szwanku. Nagle podłoże znów zaczęło się osuwać co spowodowało gwałtowne odskoczenie Tarou wprost na Bai Langa. Tym samym obaj wylądowali na ziemi. 
- W-wybacz! - zawołał Tarou, starając się jak najszybciej podnieść. Czerwień pojawiła się na jego pysku, a sam basior zaczął nerwowo spoglądać na boki. - Naprawdę nie chciałem, po prostu się wystraszyłem i jakoś tak wyszło... - spojrzał na zielarza z przepraszającym wyrazem pyska.

Bai Lang? ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 593
Ilość zdobytych PD: 296

poniedziałek, 30 listopada 2020

Od Bai Langa Cd.Tarou ~ Los naszym panem



Następnego dnia z samego rana Tarou i Bai wyruszyli w drogę do ciotki medyka. Na grzbietach dwóch basiorów znajdowały się torby z najpotrzebniejszymi rzeczami na podróż.

-Gotowy?- Zapytał z przyjaznym uśmiechem Tarou.

-Tak.- Odparł Bai.

-Więc w drogę.

**

Był to już trzeci dzień ich podróży, a raczej trzecia noc. Była już ciemna, a wiatr nie pomagał im w drodze.

-Myślę, że powinniśmy się zatrzymać i przeczekać ten wiatr, co ty na to Bai.- Zaproponował Tarou.

-Dobry pomysł, tylko musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie wiatr jest, chociaż słabszy...- Odparł zielarz.

Po paru minutach poszukiwać udało im się znaleźć niewielką jaskinię. Była naprawdę malutka... trudno by było zmieścić się tu większemu wilkowi, ale Bai i Tarou jakoś się tam zmieścili, choć miejsca było bardzo mało i nie mieli zbyt wielkiej swobody poruszania.

-Ciut mało tu miejsca...- Odparł Bai, spoglądając na medyka, od którego dzieliło go zaledwie parę centymetrów.- Ale co będę wybrzydzał... niczego lepszego raczej nie znajdziemy, prawda?

-Masz rację.- Po chwili rozbrzmiał dźwięk deszczu, jednak nie jakiejś tam mżawki, a można by powiedzieć ulewy.- Uff... mamy szczęście, przemoklibyśmy.- Bai kiwnął na to łbem.

-Jest już późno, może uda nam się przespać tę ulewę...

-Hm... dobry pomysł.- Starszy spojrzał na zielarza.- W takim razie do jutro Bai.- Odparł z uśmiechem.

-Do jutra...

Dwa wilki ułożyły się do snu, byli odwróceni do siebie grzbietami i powoli zasypiali.

**

Bai otworzył oczy, już miał stawiać, kiedy poczuł coś na sobie. Lekko podniósł łeb i zauważył, że Tarou spał tak jakby go przytulał przez co, zarumienił się widocznie. Momentalnie chciał odskoczyć, jednak przypomniał sobie, że znajduję się w niewielkiej jaskini, więc postanowił jak najszybciej z niej wyjść. Jednak nie mógł tego zrobić, ponieważ będąc tuż przy jej ścianie, miał za mało miejsca by wstać. Zielarz postanowił, odwróć się pyskiem, w stronę medyka. Gdy już to zrobił ich pyski, były naprawdę blisko siebie. Zamierzał delikatnie go odsunąć by zdobyć trochę miejsca by stać, ale gdy już miał to zrobić, Tarou otworzył oczy. Widząc to, jak blisko znajdują się, dwójka momentalnie zarumieniła się niemiłosiernie.

Tarou? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 336
Ilość zdobytych PD: 168
Obecny stan: 3938 + 168 = 4106

niedziela, 29 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

Po rozstaniu z Baim, medyk udał się do jaskini alf. Idąc zauważył, że wraca z niej właśnie Capitán. 

- Witaj. - przywitał się mijając basiora. 

- Tarou, miło cię wiedzieć. - odparł przyjaźnie beta. Basiory wymieniły kilka zdań. Jednak po chwili rozstali się. Capitán ruszył w kierunku swojej jaskini, a Tarou ponowił wyprawę do alfy. Stając na progu rozejrzał się. 

- Renesmee ? Jesteś tam? - spytał. 

- Tarou? - spytał głos ze środka. - Wejdź proszę. - medyk wszedł do środka. Zauważył kuzynkę leżącą na swoim leżu. 

- Witaj Rene. - przywitał się z uśmiechem. 

- Witaj Tarou. Co cię do mnie sprowadza? - spytała łagodnym głosem alfa. 

- Cóż, pomyślałem, że mógłbym odwiedzić Hanako. 

- Ma to jakiś konkretny cel, czy tylko odwiedziny? - spytała zaciekawiona Renesmee. 

- Cóż, udałbym się do niej na małe szkolenie. 

- Mamy jeszcze jednego medyka, więc z pewnością ktoś będzie jeszcze nad nami czuwał. 

- Tak, pomyślałem też, że wezmę ze sobą Bai Langa. Wiesz, naszego zielarza. 

- Z tego co wiem, to mamy naprawdę bogate zapasy, dlatego nie widzę żadnych przeszkód. Tylko wróćcie mi cali i zdrowi. 

- Oczywiście. - odparł samiec z uśmiechem. Zamienił jeszcze z alfą kilka zdań, a następnie wrócił do siebie.
Zaczął przygotowywać się na ich wspólną wyprawę. Wziął jedną ze skórzanych toreb i zapakował do niej kilka potrzebnych rzeczy. Następnie położył ją w kącie jaskini. Postanowił poszukać Bai Langa, aby oznajmić mu o zgodzie alfy. Zastanawiał się także, czy lepiej alby wyruszyli jeszcze dziś, czy może z samego rana. Idąc przed siebie zamyślony nie zauważył, że nim się obejrzał znalazł się u celu. Zauważył Baia stojącego nad taflą wody jeziora. 
Medyk podszedł do zielarza. 

- Renesmee o wszystkim wie. - powiedział z uśmiechem Tarou. 

- Ren także. - odpowiedział kremowy basior.

- Dobrze. Zostało nam ustalić kiedy wyruszamy. Myślałem aby zrobić to raczej jutro z rana. Odpoczniemy po dzisiejszym dniu. 

- Dobry pomysł. Dodatkowo znacznie lepiej wędrować podczas dnia. Nocą za to można spokojnie spacerować.  

- Masz rację. Wracasz, czy jeszcze chcesz pospacerować? - spytał Tarou. 

- Zostanę, jeśli to nie problem. 

- Żaden problem. Ja będę się zbierać. - powiedział Tarou ziewając. Po chwili pozostawił basiora i wrócił do ich jaskini. Ułożył się wygodnie na swoim posłaniu, a następnie zerknął w kąt jaskini, gdzie leżała przygotowana torba. Po chwili westchnął i położył się, aby następnie oddać się w ramiona snu. 

Bai Lang? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 360
Ilość zdobytych PD: 180

środa, 25 listopada 2020

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem


Bai uśmiechnął się delikatnie w przyjazny sposób, przymykając oczy. Możliwe, że jego policzki były lekko rumiane jednak sam wilk tego nie poczuł.

-A-ale czy to nie mogę problem jeżeli z tobą pójdę?- Zapytał niepewnie po chwili zastanowienia.

-Oczywiście, że nie! Hanako nie będzie miała na pewno nic przeciwko by cię przyjąć.

-Cóż, w takim razie z miłą chęcią.- Powiedział przyjaźnie zielarz.

-Świetnie, cieszę się, że się zgodziłeś.- Odparł wesoło medyk lekko machając przy tym skrzydłami.

Lang uśmiechnął się nieśmiało do medyka przed nim.

-Trzeba będzie powiadomić o tym Renowi.- Powiedział lekko zamyślony Lang.

-Ah, racja, muszę jeszcze powiedzieć Renesmee, że pójdziesz ze mną.

-W takim razie widzimy się później?- Zapytał uśmiechając się zielarz.

-Mhm, do później Bai.

Dwa wilki rozeszły się w dwóch różnych kierunkach. Tarou w stronę jaskini alfy, a Lang w stronę jaskini medycznej.

**

Rozmowa Baia z Renem nie trwała jakoś zaskakująco długo dlatego też dosyć zielarz szybko opuścił jaskinie medyczną. To co miał w niej zrobić skończył już wcześniej, a drugi medyk nie zbytnio potrzebował jego pomocy ponieważ i tak pacjentów było mało.

Kremowy wilk postanowił udać się nad złote jezioro jakim jest Lac doré przy okazji przechodząc przez Couloir forestier i kilka innych miejsc w watasze. Jeszcze przed śmiercią jego ojca i matki, gdy mieszkali jeszcze w ich rodzinnej watasze, a jego rodzice skończyli swoje obowiązki często urządzali sobie rodzinne spacery po teranie watahy. Bai bardzo je lubił i lubi też teraz, bardzo przypomina mu to jego dzieciństwo. Lubił gdy takie rzeczy mu się przypominały, zawsze miał dzięki temu dużo lepszych humor i może nawet trochę więcej śmiałości.

Droga do jeziora zajęła wilkowi trochę czasu jednak było to głównie przez to, że nigdzie się nie śpieszył i czerpał przyjemność z spokojnego spaceru. Gdy doszedł do Lac doré poczuł przyjemny chłód spowodowany przez wodę. Jego złote tęczówki spoglądały spokojnym wzrokiem na złotą taflę wody, gdyby ktoś spojrzał na to od boku mógłby powiedzieć, że mają bardzo podobny do siebie kolor.

Tao? :3


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 324
Ilość zdobytych PD: 162
Obecny stan: 3549 + 162 = 3711

poniedziałek, 23 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem


Medyk spojrzał na swoją łapę. Strużka krwii, zaczęła spływać z rozcięcia. 

- Nie przejmuj się. - odparł medyk patrząc w kierunku basiora. Ten ciągle spoglądał na swoje łapy. Tarou podszedł do niego utykając i stanął na przeciwko. Delikatnie łapą podniósł pysk Baia co spowodowało, że zielarz spojrzał na medyka całkiem zarumieniony. 

- Nie przejmuj się. To nie twoja wina. - powiedział z powagą Tarou, gdyż nie chciał, by Bai obwiniał się o zaistniałą sytuację. To był przypadek. 

- Przepraszam. - szepnął zielarz. Medyk westchnąłem. 

- To nie twoja wina, nie musisz przepraszać. - powiedział. - Możesz podać mi odpowiednie zioła? Muszę opatrzeć sobie tę ranę. - powiedział Tarou z uśmiechem. Na te słowa Bai szybki spojrzał na medyka. 

- Oczywiście! Już idę po zioła! - powiedział i szybki pognał po odpowiednie rośliny. Tarou pokręcił rozbawiony głową. Gdy Bai zniknął w poszukiwaniu ziół, Tarou polizał swoją łapę. Po chwili ta uleczyła się. Tarou raczej ukrywał swój dar leczenia. Powodów było wiele. Głównym to, że nie zawsze jego moc działała. Nie działa gdy basior czuje presję, więc rzadko był w stanie kogoś wyleczyć podczas zmiany jako medyk. Obawy, że coś pójdzie nie tak, mocno utrudniają jego mocy działanie. Gdy Bai wrócił, wręczył medykowi zioła. Tarou przyjrzał im się, a następnie uśmiechnął do zielarza. 

- Właśnie i nie mi chodziło. - odparł. Jednak nie opatrzył się, co zaskoczyło Bai Langa. 

- Em.... Nie powinieneś się opatrzeć? 

- Rany już nie ma. - odparł Tarou. Bai przekrzywił głowę na bok. Tarou pokazał mi swoją łapę. Zielarz spojrzał na niego niezrozumiale. Medyk zaśmiał się i nic nie mówiąc zaczął sprzątać rozbitą butelkę. Po chwili dołączył się do niego Bai. Razem ogarnęli w jaskini. 

- Jak to zrobiłeś? - spytał Bai w pewnym momencie. 

- Co zrobiłem? - spytał Tarou. 

- To, że jej już nie ma. - dodał Bai. 

- Magia - zaśmiał się Tarou. Po chwili byli już wolni. Gdy nastał wieczór oba wilki wróciły do swojej jaskini. 

- Bai? - spytał w pewnym momencie medyk. 

- O co chodzi Tarou? - spytał. 

- Byłbyś chętny na mały spacer ze mną ? - spytał Tarou. Zielarz spojrzał w bok. 

- J-jasne.. - odparł Bai. Tarou uśmiechnął się. Następnie razem z basiorem ruszyli drogą przed siebie. Doszli do Lac doré. Medyk zatrzymał się przy jeziorze i spojrzał na swoje odbicie w tafli wody. Bai po chwili podszedł i stanął obok niego. Trou spojrzał na zielarza. W jego oczach było widać cień wątpienia. Nie wiedział, czy może zadać to pytanie i czy zielarz się zgodzi. Ostatecznie wziął się w garść. 

- Bai, chce cię o coś spytać. - zaczął. Zielarz spojrzał na niego i zdawał się nieco zagubiony. 

- O co dokładniej? - spytał niepewnie. 

- Dużo myślałem i mam dla ciebie propozycję... - Bai zdawał się zmieszany na te słowa, co trochę zbiło pewność Tarou. 

- Jaką? - spytał Bai. 

- Może udasz się razem ze mną do mojej cioci Hanako? - spytał. 


Bai ? xD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 445
Ilość zdobytych PD: 222

sobota, 21 listopada 2020

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem


Wcześniej słowa medyka już i tak ekstremalnie zawstydziły zielarza. Choć to nie tak, że wina całkowicie leżała po stronie starszego, Bai jednak też źle go zrozumiał i wyszła z tego bardzo niezręczna sytuacja,

-W-wybacz... To nie miało tak zabrzmieć. Miałem na myśli te póki, że zgrabnie wyglądają. A o tobie nie myślałem... Co nie zaprzecza temu, że jesteś, ani nic.

Jednak dodając wszystko inny i to co przed chwilą powiedział starszy basior "dodało oliwy do ognia". I to w szczególności ostatnie zdanie. Nie spodziewał się, że Tarou powie coś takiego. Już i tak mocno zarumieniona twarz Baia została ukryta za jego łapą i po części w jego puchatym futrze.

-Ja.... C-chodzi... O to...- Zaczął tłumaczyć się skrzydlaty wilk.

Teraz mogli mieć nadzieję, że nikt nie zawita w jaskini medycznej. Wilki, których można się tu obecnie najbardziej spodziewać jest drugi medyk Ren oraz alchemiczka Raquel.

-Może zajmę się... tym. W sensie...- Zaczął mówić chaotycznie kremowy wilk, jego zlepek słów niedługo po tym stał się trochę niezrozumiałym jazgotem. Jego oczy patrzyły na wszystko tylko nie na Tarou, z resztą oczy starszego wilka także na niego nie spoglądały, obydwoje starali się unikać swojego wzroku.
Tarou otworzył pysk tak jakby chciał coś powiedzieć jednak po chwili zamknął go nic nie mówiąc.

-S-skończę je układać.- Powiedział zielarz wskazując wzrokiem na zioła, Tao musiał zrozumieć jego sygnał.

Lang wrócił do układania ziół na ich półkach, pozostało jeszcze parę, które nie były na swoich miejscach natomiast medyk udał się wgłąb jaskini medycznej.

**

Basior dosyć szybko ukończył swoje zadania, a raczej byłoby tak gdyby nie sięgał myślami do wcześniejszej sytuacji, wiedział, że Tarou chodziło o zioła, jednak i tak ekstremalnie zawstydzało to złotookiego wilka. Przynajmniej kilka razy upuścił jakieś zioło i przez to jego zajęcia trwało dłużej niż zrobiłby to normalnie. Lang wziął głęboki oddech, zazwyczaj mu to pomagało. I tak było tym razem, ale tylko po części.

Kątem oka kremowy basior zauważył w wejściu do jaskini wilka.

-Przyniosłem parę butelek do jaskini medycznej.- Odparł spoglądając na Baia, po chwili wilk chciał ponownie wszystko ponieść.

-Oh, dziękuję, poradzę sobie z tym.- Powiedział zielarz spoglądając na wilka.
Basior kiwnął jedynie głową i odszedł, natomiast Bai podszedł do butelek, ostrożnie przy pomocy jego pnączy założył ją na grzbiet przy okazji od razu ją zabezpieczył.

Po odłożeniu paczki w odpowiednie miejsce Lang miał wracać, ale Tarou go zawołał.

-Bai, mógłbyś przynieść mi jakąś butelkę?- Zapytał medyk.

Bai nic nie odpowiedział tylko zabrał jedną z butelek. Zaczął kierować się doszyć szybkim tempem w głąb jaskini medycznej i właśnie w tym momencie wpadł na niego Tarou, trzymana w pysku wilka butelka upadła na ziemie rozbijając się, na szczęście nie raniąc żadnego z nich. Przez to, że dwa wilki na siebie wpadły ich nosy stykały się ze sobą, na pysku zielarza jak i medyka zaczął widnieć rumieniec, który pokrył prawie całe ich pyski, obydwoje dosłownie od siebie odskoczyli i zaczęli się od siebie odsuwać mówiąc coś chaotycznie niezrozumiałego rumieniąc się jeszcze bardziej. Lang odcząsnął się po tym gdy, zauważył to, że tuż za łapką Tarou znajduje się odłamek rozbitego szkła, a ten zaczął się cofać wprost na nie .

-Uważaj!- Krzyknął Bai patrząc na medyka, po chwili było słuchać jedynie syk starszego basiora.

Tao poniósł zranioną łapkę do góry tak by nie dotykała już podłoża.

-P-przepraszam to moja wina...- Powiedział z wyrzutem młodszy basior biorąc swój łeb w dół patrząc na swoje łapy.

Tarou? xD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 562
Ilość zdobytych PD: 281
Obecny stan: 2879 + 281 = 3160

czwartek, 19 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

 
Samiec był zadowolony z polowania. Nie spodziewał się, że uda im się złowić aż dwie łanie. 

- Racja. - przyznał kremowy basior. Tarou podszedł do jednej z nich. Przyjrzał się zdobyczy z uśmiechem. 

- Cóż, głównie to dzięki tobie udało nam się. Dobra robota. - pochwalił go. Zauważył, że przez moment Bai spogląda w całkiem innym kierunku. Medyk przekrzywił głowę na bok, lecz po chwili wstał z uśmiechem. - Zacznij pierwszy. - powiedział wesoło, po czym przyjął nieco inną pozycję, która będzie znacznie wygodniejsza do spożycia posiłku. Bai spojrzał na niego, a następnie na posiłek. Po chwili zaczął jeść. Podobnie uczynił Tarou. Gdy się wystarczająco nasycili, mogli powoli wracać. Medyk zrezygnował z dalszej nauki zielarza, ponieważ widział, że ten zna wiele ziół i szybko się uczy. Poza tym sam Tao nie znał dokładnie wszystkich ziół. Tarou szedł w ciszy. Podobnie było z idącym obok niego Baiem. Gdy medyk chciał się w końcu odezwać, poczuł gwałtowny ciężar na grzbiecie, podskoczył nieco zaskoczony i szybko spojrzał za siebie. Po chwil coś skoczyło na jego głowę, a następnie zeskoczyło. Zdezorientowany Tarou niechcący wpadł na zielarza, co za skutkowało upadkiem obu wilków. Okazało się, że stworzeniem było znane medykowi Kitsune. Tarou podniósł się na przednich łapach i spojrzał na Bai Langa, który leżał pod nim. Oba wilki były mocno zdezorientowane. 

- W-wybacz. - powiedział szybko Tarou i zszedł z basiora. Bai niepewnie się podniósł. 

-  Nie szkodzi. - odparł cicho. Tarou czuł, jak na jego policzkach pojawia się rumieniec. Po chwili zerknął w kierunku Kitsune, które zdawało się być bardzo zadowolone z siebie. 

- Ty cholerny szkodniku, kiedyś ci się ogony podwiną. - odparł medyk. Kitsune zaśmiało się i uciekło. - Jak nie torba, lub zioła to to. - powiedział sam do siebie.

- Znasz tego lisa? - spytał Bai. 

- Tak, to jeden z dosyć męczących osobników. Mamy z nim małe problemy. - wyznał Tarou. Bai spoglądał na czarnego z zaciekawieniem. Skrzydlaty widząc to, nieco opowiedział mu o danym osobniku. Zielarz słuchał uważnie. Po chwili powoli zaczęli zbliżać się do jaskiń. Resztę dnia spędzili w jaskini medycznej na układaniu ziół. Po pracy, gdy nastał wieczór obaj udali się do swojej jaskini. Tarou ułożył się wygodnie na swoim stanowisku. Bai przez moment stał i rozglądał się. 

- Możesz się ułożyć gdzie tylko zapragniesz. - powiedział z uśmiechem medyk. Bai odwzajemnił delikatnie uśmiech, po czym wybrał swoje miejsce do spania. Basiory porozmawiały jeszcze chwilę, a następnie oddały się w objęcia snu. 

Gdy nastał kolejny dzień, Tarou zbudził się nieco wcześniej niż zazwyczaj. Wstał leniwie i zaczął się rozciągać. Rozejrzawszy się po jaskini zauważył, że Baia nie ma. Wyszedł i skierował się do jaskini medycznej. Właśnie tam zastał zielarza, który odkładał na miejsce zioła. 

- Dzień dobry. - przywitał się wesoło skrzydlaty. 

- Dzień dobry Tarou. - odparł wesoło Bai. Medyk rozejrzał się. Jego oku nie umknęło, że liczba ziół znacznie wzrosła. Spojrzał zaskoczony na Bai Langa. 

- Kiedy mniej więcej wstałeś? - spytał. 

- Z około godzinę temu, patrząc na ułożenie słońca. - odparł nieco zaskoczony Bai. 

- I w godzinę zebrałeś aż tyle ziół? - spytał Tarou zaskoczony. 

- Tak... - odparł trochę niepewnie Bai Lang. 

 - Jesteś naprawdę niesamowity. - powiedział wesoło medyk. Bai przez chwilę milczał. Tarou przeszedł się po jaskini i rozejrzał/ Po chwili zatrzymał się i spojrzał na Baia. 

- Zgrabnie to wygląda. - odparł z uśmiechem. Bai, na którego obecnie patrzył Tarou zamrugał kilkakrotnie. Po chwili całkiem się zarumienił. 

- Um.. - usłyszał jedynie tyle. Widząc reakcję Baia, pojął jak mogło to zabrzmieć. Również pokrył się silnym rumieńcem. 

- Znaczy się... To! W sensie zioła! Na półkach! Choć ty też, ale mi o zioła chodziło! Znaczy... - zaczął się szybko tłumaczyć, lecz widząc, że tylko pogarsza sprawę zamilkł. Po dłuższej chwili ciszy spędzonej na unikaniu własnych spojrzeń, Tarou podniósł zarumieniony wzrok na również zarumienionego Baia. 

- W-wybacz... To nie miało tak zabrzmieć. Miałem na myśli te półki, że zgrabnie wyglądają. A o tobie nie myślałem... Co nie zaprzecza temu, że jesteś, ani nic. - odparł Tarou, a po chwili czując nasilającą się czerwień, zakrył pysk swoją łapą.. 

Bai ? XD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 638
Ilość zdobytych PD: 319

poniedziałek, 16 listopada 2020

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem



Bai uśmiechnął się lekko i kiwnął głową. Jeszcze nie miał okazji polować na tych terenach, a przy okazji jest to także dobra okazja by lepiej zapoznać się z terenem.

-Z chęcią.- Odparł lekko uśmiechając się Lang.

Tarou uśmiechnął się w odpowiedzi i po chwili dwójka basiorów szła na poszukiwanie zwierzyny. Ale po części był to także spacer gdzie mogli spokojnie porozmawiać.

**

Nie spieszyli się podczas drogi, nie widzieli takiej potrzeby. Po paru minutach poszukiwań w końcu dwójka natrafiła na niewielką grupę saren.

Basiory od razu schowały się w wysokiej trawie, miała ona dosyć mocny zapach, najprawdopodobniej wynikiem tego było zioła, które w niej rosły. Dzięki temu też mogli pozostać dłużej niezauważeni przez niczego nieświadome sarny. Ich oczy były skupiona na jednej z największych i najbardziej dorodnych samic, stała trochę z boku stając się łatwym celem.

Bai odwrócił głowę w stronę medyka, a ten w odpowiedzi kiwnął głową uśmiechając się przy tym. Zielarz szybko odwrócił głowę w stronę zwierzyny, jeden z powodów to by szybko znów spojrzeć na sarny, a drugim było to, że Lang poczuł jak lekko się rumieni i nie chciał by starszy to zauważył. Ponownie skupili się jedynie na sarnie, a chwilę potem przystąpili do ataku.

Gdy sarny zauważyły i usłyszały niebezpieczeństwo w postaci dwóch wilków momentalnie zaczęły uciekać spłoszone, ale dzięki pnączom Baia ich celowi nie udało się uciec wystarczająco daleko. Przez przypadek zielarz wplątał w pnącza inną sarnę, która była blisko ich celu. Celując w ich szyje wilki pozbawiły życia łanie. Pnącza zostały zdjęte z ciał saren choć przez chwilę mieli z nimi małe problemy ponieważ druga z łani była w nich bardzo zaplątana. Basiory odrzuciły pnącza w bok.

-Udane to polowanie, prawda Bai.- Powiedział uśmiechając się Tarou przy tym spoglądając przyjaźnie na kremowego wilka.

Tarou? c:

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 289
Ilość zdobytych PD: 144
Obecny stan: 2539 + 144 = 2683


piątek, 13 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem



Tarou cieszył się, że Bai umie tak wiele ziół. Zdecydowanie ułatwiło to zadanie medyka, dotyczące przygotowania zielarza do pracy. 

- Cóż, może kiedyś uda mi się ściągnąć na moment moją ciocię w nasze strony. - powiedział z uśmiechem Tarou. - Trochę by nas podszkoliła. - odparł rozbawiony Tarou. Bai uśmiechnął się wesoło. Po chwili obaj zatrzymali się. 

- Mamy kolejne zioło. - powiedział wesoło Tarou podchodząc do rośliny - Cóż jest banalnie proste więc spodziewam się, że wiesz do czego służy i jak się nazywa. 

- Tak. - przytaknął Bai podchodząc bliżej. - Jest to Czerwona malina. Jej liście są tutaj leczniczą częścią. Spożywanie umiarkowanej ilości łagodzi stany zapalne, ponadto enzymy w liściach czerwonej maliny mogą leczyć podstawowe problemy w przewodzie pokarmowym.

- Świetnie! - odparł entuzjastycznie medyk. - Wybacz, że tak reaguje. - dodał po chwili zakłopotany. 

- Spokojnie. - odparł Bai. 

- Skacze jak piłka z radości. - zaśmiał się skrzydlaty. Bai również się zaśmiał. - Wiesz taka radość, że ktoś podziela mój zachwyt do ziół. - odparł z uśmiechem Tao. 

- Rozumiem cię. - odparł Bai przyjaźnie. Tarou poczuł się nieco pewniej. Po chwili Tao wskazał łapą na kolejny kwiatek z białymi płatkami. Bai od razu wiedział o co chodzi. 

- Rumianek, pomocny jest w leczeniu dolegliwości zdrowotnych szczególnie problemów z trawieniem, działa przeciwzapalnie, antyseptycznie oraz wiatropędnie.

- Jestem po wrażeniem. - przyznał medyk. Bai uśmiechnął się. Po chwili Tarou zauważył zioło, którego jest dosyć mało na terenach watahy. Zbliżył się do niego i spojrzał na nie. - A te zioło? - spytał. Zielarz podszedł do niego i spojrzał na roślinę. Przymrużył oczy i zaczął się zastanawiać.

- Kojarzę to zioło. - szepnął Bai. Tarou stał obok basiora i uśmiechał się przyjaźnie. Po chwili zielarz stwierdził, że nie może skojarzyć nazwy zioła.

- Barwinek. - powiedział Tarou. - Często używam go, by zaspokoić nerwy wilków. - odparł. - Niestety rośnie go tu dosyć mało. - dodał po chwili.

- Rozumiem. - odparł Bai. 

- Cóż może zrobimy sobie krótką przerwę na małe polowanie? - zaproponował Tarou. 

Bai?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 300
Ilość zdobytych PD: 150

czwartek, 12 listopada 2020

Od Bai Langa Cd. Tarou ~ Los naszym panem


Złotooki uśmiechnął się lekko rozbawiony słysząc słowa medyka. Bai przyglądał się na wskazane przez Tarou zioło, akurat to znał bardzo dobrze, było ono dosyć powrzechne.
-Jest to babka lancetowata, jest ona stosowana w medycynie ludowej i uważana za jeden z najlepszych środków na rany. Niestety jej liście łatwo tracą swoje uważane jest za najlepszy środek na rany. Liście rośliny łatwo tracą swoje walory, gdy są źle przechowywane, dlatego muszą być szczelnie zamknięte. Babka lancetowata złagodzi objawy kaszlu, oczyści drogi oddechowe i usunie zalegającą w płucach flegmę. Roślina pomoże również zwalczyć oparzenia, wysypki, liszaje skórne oraz stany zapalne.

-Świetnie, to może...- Tarou rozejrzał się i po chwili podszedł do kolejnej rośliny.- Powiedz mi co to za zioło i do czego służy.

-Krwawnik posotolity. Jest to lekarstwo hamujące krwawienie, surowcem leczniczym tego zioła są ziele oraz kwiat. Krwawnik ma dosyć gorzki smak i posiada mocne właściwości lecznicze dlatego, że zawiera flawonoidy, garbniki, achilleinę oraz cholinę.- Bai zrobił krótką przerwę na zastanowienie się i już po chwili zaczął ponownie mówić.- Napary krwawnika podawane doustnie są w stanie tamować małe krwawienia z przewodu pokarmowego, dlatego też roślina stosowana jest w chorobach wrzodowych i schorzeniach żołądka. Można z niego także wytworzyć nalewki oraz wina, które spożywa się po posiłku, aby poprawić trawienie.

-Super!-Powiedział z entuzjazmem starszy basior.- Masz dużą wiedzę, cieszy mnie to.- W odpowiedzi Lang uśmiechnął się delikatnie i kiwnął głową przy tym sprawnie ukrywając lekkie rumieńce.- Okej... teraz może coś trochę trudniejszego.- Medyk podszedł do rośliny, Bai nie znał jej zbyt dobrze, słyszał, że ma wiele zastosowań jednak znał tylko nie które z nich.

-Cóż, jest to piołun, gdy wykona się z niego wywar pomaga na żołądek i wątrobę. Ponoć smakuje paskudnie. Można zbierać od późnej wiosny do wczesnej jesieni.

Słyszałem, że ma jeszcze inne zastosowania jednak ich nie poznałem.- Powiedział zielarz.


Zazwyczaj młody basior znal większość lub wszystkie zastosowania danych ziół, jednak gdy miał wiedzę od kogoś kto zna tylko kilka z kilkudziesięciu sposobów rzadko kiedy udawało mu się dowiedzieć więcej. Najczęściej ponieważ był potrzebny wśród medyków, którzy mieli pełnie łapy roboty przez co nie mogli mu też niczego powiedzieć.

-Oprócz tego, że jest dobry na żołądek i wątrobę piołun, tak jak mówiłeś ma inne zastosowania. W piołunie można znaleźć garbniki, sole mineralne, flawonoidy. Mają one działanie bakteriobójcze, przeciwskurczowe, przeciwzapalne i żółciopędne, a nawet bronią organizm przed pasożytami. Dzięki temu piołun ma właściwości pozytywnego oddziaływania na układ pokarmowy. Pomaga na każdy rodzaj , a także przy nieżycie żołądka. Napar z piołunu można pić na problemy ze , tzw. uczucie ciężkości w żołądku. Związki chemiczne zawarte w piołunie wspomagają wątrobę przez jej oczyszczanie i woreczek żółciowy przez odprowadzanie żółci do dwunastnicy. Mogą też pobudzać apetyt i wspomagać przemianę materii.

Młodszy basior kiwnął głową gdy medyk skończył mówić. Uważnie słuchał każdego słowa Tarou od kiedy do niego przyszedł dlatego też nie musiał go prosić by cokolwiek powtórzyć.

-Powtórzyć coś jeszcze raz?- Bai pokręcił głową na nie.- No to chodźmy trochę dalej by znaleźć zioła.- Powiedział z uśmiechem starszy basior.

Zaczęli powoli przechadzać się po lesie, szli tak by w razie potrzeby nie przeoczyć zioła. Nie mówili nic, po prostu szli w ciszy szukając ziół. Już po paru minutach znaleźli kolejne zioła, Tarou wskazał na jedno z nich

-To akurat znam bardzo dobrze, często stosowałem go w watahach, które odwiedzałem.- Odparł z przyjaznym uśmiechem. To szałwia jej liście odkażają rany, a napar z liści jest dobry na żołądek. Ważny składnik odtrutek. Zbierać ją można w maju, czerwcu, wrześniu i październiku. Roślina jest źródłem garbników i goryczy, kwasów organicznych, karotenu i związków żywicowych, a także witamin i minerałów. Dzięki temu szałwia nie tylko leczy ciało i poprawia jego wygląd, ale jeszcze dobrze wpływa na samopoczucie. Także jednym z jej zastosowań jest poprawa smaku dać. Bardzo skuteczne i przydatne zioło.- Zakończył Bai.

-Bardzo dobrze, widać, że masz dużą wiedzę.- Powiedział z uśmiechem medyk.

Tarou ? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 635
Ilość zdobytych PD: 317
Obecny stan: 1851 + 317 = 2168