Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biel rozjaśniająca ciemność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biel rozjaśniająca ciemność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Basior ocknął się w nieznanym dla siebie miejscu. Spostrzegając przed sobą miskę z wodą, odruchowo zaczął pić z niej wodę. Spragniony samiec pragnął nadrobić braki w tak ważnym dla organizmu płynie. Kilka sekund potem zaczął się zastanawiać, co tu robi i gdzie właściwie jest. Widząc znaną już mu waderę, od razu wstał. Spokojnym krokiem podszedł i stanął tuż obok niej. Po czym zapytał.
- Co tu robię? – Specyficznym dla siebie głosem. Ból głowy lekko ukierunkował wydany przez siebie odgłos.
Słysząc odpowiedź wadery, przypomniał sobie, co zaszło. Co prawda nie do końca, ale ważne było dla niego to, że jest w miarę cały. Wilk mocno zagrzał się, gdy usłyszał, że ta istota jest mu wdzięczna. Głęboko w poważaniu miał to, co ona uważa, jednak nie mógł teraz tego okazać. Nie przy Belief, która zdawała się pozytywnie oceniać ów twór. Basior odruchowo zapytał, czy go widziała i jak wyglądał. Odpowiedź, że wygląda tak jak w legendach, zbytnio nic mu nie dała. Wręcz przeciwnie wygenerowała kolejny problem i jednocześnie cel do osiągnięcia. Yneryth z góry zakładał, że lepiej wiedzieć co może ingerować w jego życie, a tym bardziej, jak usunąć owe przeszkody ze swojego toru. Nie mniej jednak był zmieszany, nie widział, jak powinien zareagować. Wadera jednak nie była odpowiedzialna za to, co się wydarzyło. W tym wypadku samiec musiał się obejść smakiem „wygranej” i przygotować na kolejne zdarzenia, ingerujące w jego plany. Rozumiał, że los mógł mieć dla niego inne plany, lecz wyjątkowo coś mu się nie zgadzało. Nie wyglądało to na przypadkowe zdarzenia. Nie mniej jednak nie znajdował się w najlepszym położeniu do dłuższego dumania i rozmyślania. Podziękował Belief, w dojść przyjazny sposób. Z trzeciej osoby musiało wyglądać to dość nie naturalnie. To nie było jedno ze standardowych ruchów basiora, ów wypowiedź brzmiała zbyt miękko. Wypowiedziane słowa jednak nie wpłynęły na zachowanie wilka, równo i bez większego zastanowienia wyszedł z jaskini. Cień przesuwał się za nim, powoli oddalając się z wejścia do obszaru zamieszkanego przez wilczyce. Gdy był już w pewnej odległości od wejścia, przystanął i spojrzał prosto w przestworza. Oczy lekko rozluźniły się, przez dochodzący do nich blask słońca. Przez myśl Yneryth’a przeszło, że jest to całkiem ładny widok. Chwile po tym otrząsnął się gwałtownie. Jego ruch był na tyle żwawy, iż wzruszył podłożem. Zaraz po tym piasek zaczął owijać jego ciało, tak jakby chciał go pochłonąć. Po chwili nie było widać już nic nadzwyczajnego. Jedynie horyzont i otaczającą przyrodę. Między drzewami widoczna był znaczący prześwit, taki, że blask wschodzącego słońca wypełniał luki, pomiędzy nimi. Widok musiał być dość majestatyczny, że nawet kochanek księżyca, spostrzegł w słońcu jego własny blask.

END

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 430
Ilość zdobytych PD: 215
Obecny stan: 681

wtorek, 26 lipca 2022

Od Belief c.d. Yneryth’a [Cz. 16] ~ Biel rozjaśniająca ciemność


- PODKŁAD

Samica miała wrażenie, jakby szczęka zdrętwiała jej z emocji. Była w potrzasku, zupełnie bezradna. Kiedy samiec szedł w stronę Biesa, krzyczała, ale jej krzyk był stłumiony przez tajemniczą roślinność na tyle, iż basior nie mógł jej słyszeć, a jedyne co dobywało się do jego uszu, było jakby cicha muzyka utkana jej barwą głosu. Jednak Basior miał teraz ważniejsze problemy. Biała rzucała całym swoim ciałem o ściany nory, ale nic to nie dawało. Musiała czekać, choć trzęsła się cała i nie potrafiła sobie z tym poradzić. Nie mogła sobie wybaczyć tego, że nie może mu pomóc. Patrzyła uważnie na walkę, jednym okiem przez niewielką szparkę. Szczeknęła z emocji, gdy ujrzała, jak martwe ciało bestii spada wprost na Ynerytha. Podniosła się znów i przebierając niecierpliwie łapami, odkryła, że korzenie zaczęły się poruszać. ~ W końcu!~ Pomyślała i natychmiast, prześlizgnęła się pomiędzy nimi. Doskoczywszy do bestii, natychmiast łapała ją za różne fragmenty ciała, próbując za wszelką cenę wydobyć przyjaciela. Tak, Belief uważała go w tym momencie już nie za zwykłego kolegę, ale za przyjaciela, bo mógł przecież zostawić ją i odejść, prawda?
Chciała teraz ona go uratować, bo ciało było zdecydowanie zbyt ciężkie. Szarpiąc jedną z kończyn biesa, usłyszała cichy szept, a zaraz potem chichot. Podniosła głowę i rozejrzała się, jednak chichot przerodził się znów w ciszę. Wokoło latały tylko świetliki, które oświetlały wnętrze jaskini. Dopiero teraz biała dostrzegła, w jak pięknym miejscu się znajduje. Nie miała jednak teraz czasu na podziwianie uroków, więc krzyknęła.
- Kimkolwiek jesteś, chodź i pomóż mi! - krzyknęła, lecz nie uzyskała odpowiedzi. - Pomóż mi, proszę.... - szepnęła, niemalże jakby zaraz miała się rozpłakać. W głębokiej ciszy jaskini usłyszała jedynie cichuteńki szelest ptasich skrzydeł. Kiedy poczuła, jak pierwsza łza pociekła jej po policzku, spojrzała w górę i zobaczyła ptasi wzrok skierowany w jej stronę. Otarła łapą łzę, którą uroniła w swojej beznadziejnej sytuacji, sytuacji, w której nie potrafiła mu pomóc, choć z całego serca tego pragnęła.
- Potrafisz! - usłyszała głos, jakby gdzieś w głębi siebie, ale zarazem miała wrażenie, jakby przemówił do niej ptak. Przyjrzała mu się badawczo. Był to wielki czarny kruk, na oko samiec o wieloletnim stażu.
- Potrafię co? - szepnęła, nie będąc do końca pewna czy gada z ptakiem, czy sama ze sobą. Jednocześnie przypomniała sobie, jak pilnowała Ynerytha, po walce z Biesem.
~ On też gadał ze sobą, może ja też już oszalałam? ~ Pomyślała.
- Nie, nie oszalałaś.
Wyprostowała się. Nawet jeśli z kimś gadała, to w jaki sposób ten ktoś słyszał, o czym ona myśli! Tego było zbyt wiele.
- Kim jesteś? Czego chcesz?
- Pomóc Ci.
- To dlaczego nie pomagasz?
- Ależ pomagam złotko!
Wilczyca spojrzała na ciało biesa, które ani drgnęło. Usiadła.
- Ale tam jest mój przyjaciel! - krzyknęła do kruka z wyrzutami. - dlaczego nie pomożesz mi go podnieść? - kruk w odpowiedzi przekrzywił głowę na bok, a z jego dzioba wydobyło się jedynie wstrętne "KRAAA" Po tym zaraz wzbił się w powietrze, okrążył ciało stwora kilkakrotnie, po czym wylądował na grzbiecie Biesa i zakrakał znów paskudnie.
Wilczyca warknęła i wyskoczyła w stronę kruka, a on bawił się nią do woli, bowiem chciał z niej coś wykrzesać. W końcu, gdy białą zmęczyło uganianie się za krukiem, westchnęła i usiadła tyłem do Biesa. Miała dość tego miejsca. Spojrzała na miejsce skąd przyszli z samcem. Miała ochotę stąd wyjść, ale zaraz, co ona powie alphie? Jak spojrzy w oczy Naharysowi i innym członkom watahy. Zmroziło ją i sparaliżowało, przecież nie zrobi tego i nie wyjdzie sobie stąd tak po prostu! Nawet gdyby wyszła, pewnie po chwili by wróciła. Może on jeszcze żyje! Zastrzygła uchem, bowiem usłyszała coś, odwróciła się z uśmiechem.
-Yn?! - Odpowiedzi nie dostała, ale nabrała nowej nadziei i porządnego kopniaka z zakresu pewności siebie. Okrążyła bestię kilkakrotnie, badając uważnie każdy szczegół, po czym znów zaczęła szarpać się z jego kończynami oraz krukiem. W końcu wskoczyła na kamień nieopodal i z góry przyjrzała się wszystkiemu jeszcze raz. Rozejrzała się po jaskini i zaczęła intensywnie myśleć i wyobrażać sobie w głowie, rzeczy niemożliwe. To było jak jakiś rodzaj matematyki, każdy milimetr przesunięcia się jej oczu symbolizował kolejne działania matematyczne. Teraz naprawdę o niczym innym nie pragnęła tak mocno, jak o tym, by uwolnić samca, który miała nadzieję, że przeżył.
I nagle stało się, świetliki zawirowały w kole nad biesem. Ziemia delikatnie zadrżała, kamienie zaczęły zsuwać się i spadać, uderzając o kamienną podłogę, a z ziemi zaczęły wydobywać się korzenie, te same, które więziły wcześniej Biesa, te same, które uwięziły Belief, co nieco ją przestraszyło, jednak parła i patrzyła nadal z zapartym tchem. Korzenie zaczęły oplatać się o kończyny biesa, finalnie podnosząc go do góry, a gdy już potwór całkowicie unosił się nad ziemią, świetliki znów latały wokoło niego, tworząc jakby barierę. Kruk odezwał się raz jeszcze, swoim zadziornym "KRAA". Siedział ciągle wczepiony w grzbiet Biesa. I nagle, zupełnie niespodziewanie, dziobnął go i dokładnie w tej sekundzie rozbłysło się niesamowite światło, oświetlające całą grotę na biało. BIEL ROZJAŚNIAJĄCA CIEMNOŚĆ, po czym znów ciemność jaskini powróciła.
- Yneryth! - Biała jak tylko mogła, od razu zeskoczyła w dół i spojrzała w miejsce, gdzie leżał bies, okazało się, że pod ciałem był niewielki dołek skalny, w którym przez cały czas leżał samiec. Oddychał, ale nie był przytomny ze względu na czas, w którym to znajdował się bez powietrza, w więzieniu swojej ofiary.
- Brawo ! - usłyszała znów ten sam dziwny głos w głowie, a zaraz po tym czarny kruk zleciał na dół i wylądował na grzbiecie Ynerytha. Warknęła.
- Powstrzymaj ząbki złotko. Jestem duchem lasu, winnaś mnie szanować.

Skuliła się nieco, patrzyła wprost na zwykłego ptaka, który śmiał twierdzić, iż jest Panem lasów i kniei. Wierzyła w ducha lasu, ale jak go już spotkała, miała wrażenie, jakby ktoś robił sobie z niej żarty. Duch dostrzegł jej zwątpienie, po czym rozpostarł skrzydła, uniósł się magicznie bez ich użycia w powietrze i przematerializował się w postać właściwą. Teraz wyglądał dokładnie tak, jak uczono ją za młodu, dokładnie tak jak we wszystkich starych legendach. Przybrał bowiem kształt białego jelenia, z długą bródką i bardzo dostojną postawą.
- Belief, zdałaś dzisiaj egzamin.
Samica przekrzywiła badawczo głowę, nie rozumiejąc nic a nic, z tego, co mówił duch.
- Stałaś się Panią Natury, córką lasu, która czuje i rozumie las, jego potrzeby, a także jego pradawną siłę.
- Ale ja nic nie zrobiłam. - szepnęła ponownie, czując duży stres.
- Uwolniłaś przyjaciela, ja jedynie pomogłem Ci, wpaść na ten pomysł.
- Ja? Ale... nie rozumiem.
- Zrozumiesz wkrótce moja miła, zrozumiesz wszystko. - jego głos zdałby się zanikać, a postać jego jakby oddalała się. - Teraz musisz zaopiekować się swym towarzyszem, ponieważ bardzo dużo zrobił dla lasu, jest bohaterem, który pomógł pozbyć się złego ducha, zagrażającego tutejszej harmonii. I nagle zniknął, a Belief poczuła, że zrobiło jej się niedobrze i słabo. Upadła.

Jakby przez sen ze zmrużonymi oczami widziała jak potężny potwór, bierze ją i Ynerytha w łapska i niesie przez las. Kroki jego były tak płynne, że kołysały ją wręcz do snu, którego tak bardzo potrzebowała.
Obudziła się, zerwała na równe nogi, był świt, który delikatnie zaglądał do jej norki. Wyszła z zadowoleniem i spojrzała na lecznicze jezioro rozpościerające się nieopodal. Rozprostowała kości i pobiegła napić się wody, przyniosła do nory miskę z połowy kokosu, wypełnioną ziołami i gdy wchodziła, zamarła. Nie była sama. Rozejrzała się powoli, położyła miskę i zatopiła się w myślach. Długo spała i wydawało jej się, że o tym wszystkim śniła, tymczasem to wcale nie był sen. Yneryth leżał na posłaniu, jakie wcześniej miała przygotowane dla potencjalnych pacjentów. Była wyspana i pełna energii, dlatego od razu zabrała się do pracy, pobiegła po zioła i nieco materiałów na gąbkę. Wróciła z koszem wypełnionym po brzegi i od razu zabrała się za swoje sanitariuszkowe zadania. Obmyła rany z krwi, piachu i błota, a potem opatrzyła je i nałożyła kilka ziół. Wilk spał w najlepsze, więc miała pełne pole do popisu. Później, gdy skończyła, opatrzyła własną ranę, która piekła niemiłosiernie. Usztywniła sobie łapę i udo, po czym spojrzała na samca, nie bardzo wiedząc, co dalej powinna robić. Położyła się więc i czekała aż Yn obudzi się. Nie czekała zbyt długo, ocknął się jeszcze tego samego dnia. Nie bardzo wiedział gdzie, jest ani co się stało, jedyne co wiedział to fakt, że był spragniony, toteż bez zastanowienia sięgnął językiem do miseczki z wodą. Gdy ugasił pragnienie, zaczęli rozmawiać.
- Co tu robię? - samiec wstał, zatrzymał się przy wyjściu, obok Bel i wyjrzał na zewnątrz.
- Nie uwierzysz Yn, ale pokonałeś Biesa, a potem Duch lasu pomógł nam się wydostać, niósł nas przez las ogromny leśny stwór, wyglądał, jakby był żywym dębem, albo innym drzewem. - samica mówiła to z takim przekonaniem, że zdawało się, że może i faktycznie tak było, tylko że wilkowi wydawało się to jednak wciąż irracjonalne.

- I przyniósł mnie tutaj? - z lekkim powątpiewaniem spytał Yneryth, patrząc teraz na wilczycę.
- Dokładnie tak. - speszyła się nieco samica. - Jeśli Ci to przeszkadza, to ja Cię nie trzymam, ja tylko... - zawiesiła się na moment, nie wiedziała, co właściwie chciałaby, żeby usłyszał. Bała się, że palnie coś głupiego i wilk nie będzie już chciał z nią rozmawiać, a i tak ta cała historia brzmiała już wystarczająco dziwacznie. - ja tylko opatrzyłam Ci rany i pilnowałam, byś doszedł do siebie, to wszystko. - zdawało się, że samica posmutniała na moment. Z jednej strony cieszyła się z pierwszego pacjenta, z drugiej wciąż była podekscytowana wydarzeniami, jakie ich spotkały, z trzeciej strony, nadal była w szoku, że duch lasu powiedział, że zdała jakiś niezrozumiały egzamin, a z czwartej nie chciała wyjść na namolną idiotkę, przy którego samcu naprawdę i szczerze polubiła.
- Dziękuję. - skwitował basior, na co samica bezzwłocznie odpowiedziała.
- To ja dziękuję. Mogłeś mnie tam zostawić, wtedy w tej grocie, a jednak zrobiłeś to, zabiłeś biesa po raz drugi. - Kiedy wypowiedziała słowo "Bies" świecidełka w jaskini, które podtrzymywały jasność, lekko przymrużały. Wilki spojrzały po sobie ciekawsko, ale szybko zignorowały ten fakt, a przynajmniej Belief, po czym kontynuowała. - za co jestem Ci wdzięczna. Duch lasu również jest Ci wdzięczny, nazwał Cię nawet bohaterem lasu.
- Rozmawiałaś z nim? Widziałaś go?
- Tak, wyglądał zupełnie tak jak w legendach.
Samiec miał mieszane uczucia, z jednej strony chciał w to wszystko uwierzyć, ale z drugiej strony niedane było mu to zobaczyć, więc miał pewną trudność. Rozumiał jednak, że może Belief odkrywa właśnie swoje moce i być może w jej mocy jest widzenie takich istot jak duch lasu, zresztą, może dlatego duch przemówił do samca, właśnie poprzez jej ciało. Spojrzał jeszcze raz na wylot jej nory. Wyszedł, ona wyszła za nim, ciekawa, co też zrobi. Basior patrzył na rozciągające się przed nim w pewnej odległości duże jezioro Lac de Cristal i góry rozciągające się zaraz za nim. Wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze ze świstem, analizując krok po kroku w głowie wydarzenie ostatnich dwóch dni, które niemalże całe przypadkiem spędził z czarnouchą.

Yneryth? Co zrobisz dalej?

PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 1758
Ilość zdobytych PD: 879 PD (44 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 923

poniedziałek, 11 lipca 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Yneryth’owi bardzo nie spodobał się fakt, iż duch lasu pogrywał z nim, jak z dzieciakiem. Znów ktoś próbował go wykorzystać we własnych „wyższych” celach. Złość powoli emanowała wokół białego. Całe zmieszanie powoli opuszczało jego głowę. Nie do końca wiedział, jak powinien postąpić. Może działając na przekór istocie, powinien ją zostawić na śmierć, i nie dobijać demonicznej bestii. W plecy dźgało go, jego sumienie. Napinając mięśnie szczęki, pokazując kły, zaczął spoglądać raz na jedno, raz na drugie. Jedyne co było pewne, to to, że duch lasu nie był osiągalnym celem, bynajmniej na razie. Jedynym pozostawionym wyborem, było, albo uratowanie Belief, albo pozostawienie tego czegoś przy życiu. Z pogardą wilk uchylił głowę, uderzając nią o podłogę, a potem w bok jaskini. W myślach wykrzykując „zostaw mnie” . Czaszka wilka widocznie zaczęła przeciekać, uwalniając krew z tkanek. Samiec już po chwili uspokoił się. Bez zastanowienia doliczył obie istoty do swojej listy. Wilk odpowiadający za głosy w jego głowie został jednak na neutralnej stornie, aż do rozstrzygnięcia sprawy. Yneryth podszedł więc do piedestału, z kawałkiem dziwnego koloru kryształu. Takiego koloru samiec jeszcze nie wiedział. Zaintrygował się tą osobliwością, do tego stopnia, że ignorował krzyki Bel tkwiącej przy ścianie, za kratami z korzeni. Szybkim ruchem spojrzał na potwora, a potem na kryształ. Ostatecznie po dłuższym niż chwila zastanowieniu, chwycił w pysk kawałek kamienia. Zaraz po tym kamień zaczął rozbłyskiwać różnymi kolorami. Z każdym krokiem głaz, zmieniał kolory niczym kameleon przesiadujący na tęczy. Po dwóch łapach do przodu, pnącza i korzenie zaczęły się rozsuwać, udostępniając biesowi wolność. Widząc to, żółtooki lekko wzdrygnął się, gdyż nie tak to sobie wyobrażał.
- Ku**a… - Kończąc, przymknął oczy, wczuwając się w swoje otoczenie.
Stworzenie nie tracąc czasu, ruszyło kłusem w stronę wilka, jak równie wyjścia. Oczy basiora lekko zamieniły się, a za jego plecami powstała dwu warstwowa ściana z lodu. Końce kolców z trzaskiem rozbiły się o sufit jaskini. Lodowe odłamki wystrzeliły, rozsypując się po podłożu. Samiec zaraz po owym dźwięku przeturlał się, wbijając w siebie okruchy. Grzbiet po manewrze nie wyglądał już tak, jak wcześniej. Plecy Yneryth’a przypominały delikatnie jeża. Jednak udało mu się przeturlać pod nacierającą istotą. Bies nie zdążając wyhamować bądź specjalnie wbiegając w powstały mur. Rozbił jedną z warstw. Stworzenie zdawało się lekko ogłuszone. Biały samiec wstał i z bólem okalającym jego ciało przebiegł pod brzuchem biesa. Szczęki wilka zacisnęły się na krysztale, wytwarzając nieprzyjemny dla uszu pisk. W jaskini chwile po tym wybrzmiał dźwięk, a raczej szum. Ostrza tnącego powietrze. Żółtooki kolistym ruchem przeciął cześć tułowia niczym głodna modliszka. Cięcie zakończyło się pchnięciem, w miejscu wyznaczonym przez to coś, co opanowało Belief. Kryształ wbity w serce zaczął blaknąć i szarzeń. Żywe odcienie przemijały, a w ich miejsce pojawiała się pustka. Czerń była głęboka, kolor był pełny sam z siebie, zdawać by się mogło, że nie załamywał światła, lecz je pochłaniał. Gdy kolor zniknął z kamienia, martwe już ciało upadło na Yneryth’a, przygniatając go. Mina samicy zdawała się zaszokowana. Wraz z pojawiającym się zdziwieniem, korzenne więzienie, zaczęło wrastać w sufit, uwalniając ją z niewoli. Samica szybko udała się do zwłok biesa w poszukiwaniu samca, lecz jedynym dźwiękiem, jaki usłyszała, był zadowolony chichot ducha lasu.

Belief?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 520
Ilość zdobytych PD: 260 PD
Obecny stan: 260 PD

poniedziałek, 4 lipca 2022

Od Belief c.d. Yneryth’a ~ Biel rozjaśniająca ciemność


Muzyka do której to pisałam 

- Myślisz, że to był bies? Może w jakiś sposób odżył i uciekł gdzieś? - Serce białej zadrżało. W głowie kłębiły się najróżniejsze myśli od dobrych, serdecznych duchów po istoty potworniejsze od tego, z którym nocą musieli się zmierzyć. Przeszedł ją dreszcz, co basior mógł dostrzec, gdyż jej futro lekko poruszyło się, strosząc się delikatnie. Samica uniosła przednią łapę, jakby zastanawiając się. Zastanawiała się, co teraz powinni zrobić. Samiec wzruszył barkami. Nie wiedział, co się tutaj stało, ale był pewien, że jego przeciwnik zginął w walce, co tym bardziej powodowało trwogę, ponieważ stwór nie mógł tak po prostu sobie wstać i pójść.
- Bel? - szepnął cicho, lustrując wzrokiem okolicę, poszukując jakichś wskazówek.
- Tak? - ocknęła się z zamyślenia i spojrzała na zaciekawionego i również nieco zaniepokojonego wilka.
- Wtedy kiedy zostałaś sama, kiedy się ocknęłaś.. aż do momentu, w którym odeszłaś z tąd, by iść za mną..
- Tak? - wyszeptała ponownie, niecierpliwiąc się lekko.
Wilk skierował wzrok w jej stronę
- Czy nie zauważyłaś może czegoś.. wiesz.. czegoś podejrzanego, innego lub po prostu coś, czego wcześniej nie było? Jakiś zapach? Cokolwiek?
Na pysku samca widniał znak zapytania. Sam nie mógł mieć takiej wiedzy, ponieważ sytuacja go zmusiła do utraty w pewnym sensie zmysłów.
-Ekhm. - Biała wyglądała na nieco zamyśloną i zaniepokojoną. - cóż.. nic nie zauważyłam. No może poza tym, o czym mówiłam Ci wcześniej. Oplotła go roślinność, zdawało mi się, jakby ziemia chciała go pochłonąć. Las jakby śpiewał, jakby płakał. Nie jestem do końca pewna, ale ogarniało mnie dziwne uczucie senności, być może spowodowane wcześniejszą utratą przytomności. - wzruszyła bezradnie barkami. - Zostawiłam go takiego, oplecionego jakimiś korzeniami i zielskiem i poszłam Cie ratować.
Samiec ledwo powstrzymał uśmiech na wzmiankę o "ratowaniu go". Znał prawdę i była ona zgoła inna, niż wilczycy się wydawało. Mimo to kiwnął głową i pomyślał jeszcze przez chwilę.
- Może las z jakiegoś powodu opłakiwał jego śmierć? -zaczął Yneryth.
Wilki usiadły, wymieniając się wzajemnie pomysłami, co mogło się stać.
- Może... ale dlaczego oplotły go korzenie? Czyżby to rodzaj pogrzebu? W końcu Bies to bardziej demon niż coś, co ma normalne ciało?
- A może to nie był płacz? Może las cieszył się, tylko my może nie potrafimy zrozumieć jego pieśni?
Biała przytaknęła, był w tym sens, więc nie mogła zaprzeczyć.
- A te pazury? Myślisz, że należały do niego? Czy może przyszło coś większego, by go zabrać.. tylko po co. Zjeść go?
Basior pokiwał przecząco głową.
- Któż byłby na tyle szalony, by jeść tak okrutną i bijącą czystym złem istotę.
- Może ktoś jeszcze okropniejszy?
Temat był na tyle ciekawy, że nie zważali na upływający im czas. Bel ocknęła się, dopiero gdy słońce wskazywało na późne popołudnie. Wilki opierały się o jakieś drzewo zatopieni w zamyśleniu nad rozmową, która miała miejsce kilka chwil wcześniej. Bel zastrzygła uchem, miała wrażenie, że poczuła coś bardzo intensywnego, ale zarazem delikatnego w powietrzu. Miała wrażenie, jakby samiec nie zwrócił na to uwagi. Przymykał bowiem oczy, dając im nieco odpoczynku. Już długo nie spali i powoli dawało im się to we znaki. Jednak Bel czuła, że znużenie musi przełożyć na później. Podniosła zad ukradkiem, kiedy basior na nią akurat nie patrzył. Coś w jej podświadomości ciągnęło ją w głąb lasu, gdzieś gdzie jeszcze wcześniej jej nie było. Przekrzywiła z zaniepokojeniem łeb na bok, odwróciła się, by spojrzeć na wilka. Coś zabłyszczało w jej oczach, jednak sama Bel nie wiedziała o tym. Zastrzygła uchem i ponownie spojrzała w las. Zdało jej się, jakby sam leśny duch ją wzywał.
- Czy wszystko w porządku Bel? - zapytał niespodziewanie wilk i wtedy spostrzegła, że stał już u jej boku gotowy do dalszej wędrówki, jeśli trzeba.
- Tak... to znaczy. Nie wiem - spuściła wzrok i wbiła go w ziemię pod swoimi łapami. Westchnęła głęboko i zamknęła na chwilę oczy, czując delikatny dreszcz, który przechadzał się po jej grzbiecie, niczym strudzony i niespieszny wędrowiec. - Może to przez zmęczenie, ale czuję się dziwnie, jakby las mnie wzywał. - zaśmiała się cicho, z tego, co powiedziała. To było takie niedorzeczne, a jednak mimo wszystko czuła to całą sobą.
Wilk wydawał się zamyślony, jakby dobierał odpowiednie słowa.
- Nie przekonasz się, jeśli będziesz tutaj stała. - uśmiechnął się zachęcająco. Był już wprawdzie zmęczony, ale ich wspólna przygoda była na tyle ciekawa, że nie chciało się jej kończyć.
Biała kiwnęła głową i ruszyła niepewnie w stronę, w którą ją ciągnęło. Odwróciła się nagle zdziwiona, że wilk podąża za nią.
- No co tak patrzysz, Ty szłaś za mną taki kawał, to teraz i ja Ci potowarzyszę.
- Myślałam, że ... nieważne. Dziękuję Yneryth. - posłała mu szczery uśmiech, pełen wdzięczności, a zarazem ukrytego strachu przed tym, co ich czeka.
Ruszyli. Szli leśną ścieżką, wchodząc w coraz to głębsze i głębsze gęstwiny. Po kilku chwilach las dosłownie ich oplatał i było bardzo ciasno. Bel weszła w tunel z krzewów, który był na tyle ciasny i niski, że liście dosłownie smagały grzbiety wilków.
- Jestem tutaj już jakiś czas, ale w tym miejscu chyba mnie nie było - zażartował samiec, przedzierając się dzielnie przez chaszcze. Bel o wiele lepiej to szło, zupełnie jak gdyby zupełnie nie sprawiało jej to problemów. Im głębiej wchodziła, tym czuła większy spokój w sercu. Kiedy w końcu wydostali się z liściastego tunelu, nagle okazało się, że weszli do potężnej jaskini. Wilki stały chwilę w konsternacji i milczeniu. Spoglądnęły odruchowo na siebie. Samiec widział, że wilczyca jest o wiele spokojniejsza niż wcześniej, mimo że sytuacja była naprawdę bardzo dziwna. Czuł też doskonale, że otacza ją w tym miejscu jakaś aura jakby moc? Potrząsnął głową, aby otrzeźwić umysł i upewnić się. Nie wiedział co to, ale czuł, że chyba moc zaczyna się w niej otwierać. Nie chciał jej tego mówić, a przynajmniej nie tak od razu. Po prostu szedł za nią z zaciekawieniem. Szli dalej w milczeniu, uważnie oglądając ściany jaskini. Było w niej nadwyraz jasno, choć nie było widać żadnych dziur na powierzchnię. U sufitu wisiały kryształy mieniące się w różnych kolorach. Ale w jaskini przeważała zieleń, tak samo intensywna, jak kolor oczu Belief. Głównie był to mech, który pokrywał ściany i skały.
Nagle Bel zerwała się i podbiegła naprzód. Wlepiła wzrok w jedną ze skał i zamarła w bezruchu. Samiec nie wiedział, czy powinien jej przeszkadzać, ale podszedł blisko na tyle, na ile mógł sobie pozwolić. Samica kiwnęła głową, prawdopodobnie zobaczyła coś, czego wilk nie mógł widzieć. I wtedy rozległ się po grocie mrukliwe chrapnięcie. Oboje spojrzeli znów na siebie, a samica wyszeptała tylko.
- To Bies! Chodź za mną.
Ruszyli wąskim korytarzem w jedną z odnóg wielkiej jaskini. Na jej końcu faktycznie był Bies. Dogorywający z rozłupaną czaszką. Mimo uszkodzeń ciała wciąż żył, zamknięty pomiędzy kratami z korzeni drzew.
- Czy my jesteśmy pod TYM miejscem? - spytał samiec.
- Tak. Może mi nie uwierzysz, ale widziałam ducha lasu! Powiedział, że Biesa można zabić tylko w jeden sposób i tylko kryształem z tej jaskini.
Wilk słuchał.
- Musisz dokończyć dzieła Yneryth. Inaczej na zawsze Bies będzie tutaj tkwił, a las przez jego jęki będzie cierpiał. Tak mi powiedział duch. - kiedy mówiła, to jej oczy jakoś bardziej świeciły zielenią. Jakby to nie mówiła sama Bel, a raczej duch lasu przemawiał przez nią do wilka, któremu nie mógł się objawić. Bel pokazała mu również ostry jak brzytwa, zakończony w szpic kolorowy kryształ. - Musisz wbić go w jego serce, ale uważaj, masz tylko jedną szansę. - jej głos jakby przycichł i wilczyca cofnęła się nieco w cień, zastygając w niemym bezruchu, jak gdyby chwilowo obezwładniona w tajemniczy sposób.
Samiec poczuł dumę, że duch zwrócił się do niego, jednak niepokoił się nieco tym, że użył do tego Belief. Spojrzał na kryształ i na demona, który leżał wciąż uwięziony w roślinności. Ciągle sapał, z jego czaszki wyciekała czarna krew przepełniona czystym złem. Nagle między nim a wilczycą, wyrosło kilka korzeni, zamykając teraz ją w roślinnej klatce.
- Zrób to! - brzmiał głos w jego głowie, tym razem był to głos ducha lasu i pana tej jaskini. Było to zupełnie nowe doświadczenie dla samca.
Belief natomiast ocknęła się i otrząsnęła.
- Yneryth, przepraszam! Ja nie wiem, co się ze mną stało... Czy to możliwe, aby oko biesa wciąż działało? - głos wilczycy drżał z przerażenia. Wszystko wskazywało na to, że nie miała pojęcia, o żadnych duchach, a tym bardziej o tym, o czym chwilę temu mówiła. To tylko utwierdziło samca w przekonaniu o wyjątkowości tego miejsca.
- Musisz zaczekać, chyba wiem jak to zakończyć. Zaufaj mi.
Samica przestała na moment szarpać zębami za jeden z korzeni i spojrzała na niego niepewnie. On zaś ostatni raz spojrzał w jej stronę, wydobywając wzrokiem fragmenty jej białego futra spoza korzennych krat, po czym odwrócił się, wyprostował swoją dumną sylwetkę i podszedł do oświetlonego piedestału z tajemniczym kryształem, które miało stać się teraz narzędziem zbrodni.

<Yneryth?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1415 
Ilość zdobytych PD: 707 + 5%  (35 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 742 PD

środa, 22 czerwca 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz.13] ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Samiec w trakcie rozmowy zmienił swoje nastawienie, zdając sobie sprawę, że Belief nie do końca rozumie zaistniałą sytuację. Cieszyło go to, że ominie go tłumaczenie, choć sam nie do końca wiedział, co się stało. Pewien był jedynie tego, że to nie bies wpłynął na jego zachowanie. W pewnym momencie bardzo się zaskoczył, słysząc o tym, że rozmawiał sam ze sobą. Czyżby samica nie zauważyła tamtego wilka? Coś się nie zgadzało, ale teraz nie było czasu na takie przemyślenia.
- Pewnie to przez tamtą hipnozę, musiałem nie zwrócić na to uwagi. – Starając się gładko przekonać samice.
- Kończąc wylizywanie rany. – Ważne, że jesteś cały.
- Obawiając się, o kontynuacje podróży. – Na pewno nie chcesz iść tego sprawdzić?
- A co jeśli to coś poważnego? Nie powinniśmy tego tak zostawiać, prawda?
- Myślę, że te rany będą się trochę goić, ale nie musisz się tak przejmować. – Specjalnie wykorzystując daną okazję.
- Chodziło mi o biesa, z chęcią to sprawdzę, z resztą i tak mamy po drodze.
Po krótkiej pogawędce Belief wstała, a Yneryth obrócił się w kierunku lasu. Dopiero w tamtym momencie zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia jak stamtąd wrócić. Znał drogę jedynie do miejsca, gdzie się obudził. W tamtym momencie to wadera była jego kluczem do powrotu.
- A jak z twoim głodem? – Spoglądając w jej stronę. – Jeśli czegoś potrzebujesz to mów, choć z zielarstwa i innych pomocnych rzeczy odpadam.
- Na razie niczego nie potrzebuję, ale będę musiała udać się do medyka.
Oboje zaczęli marsz z powrotem do pozostawionego biesa. Yneryth spowolnił tempo, aby Belief nadążała i nie musiała się nadto wysilać. Pogoda powoli się zmieniała, chmury zaczynały się kłębić i nawarstwiać. Otoczenie traciło kolory, coraz bardziej się przyciemniając, mimo tego, że już powoli wschodziło słońce. Nie minęło dużo czasu, nim z nieba zaczęły opadać krople zimnej cieczy. Basior z niezadowoleniem spojrzał na swoje futro, lecz nic z tym nie mógł zrobić. Belief zdawała się dalej pełnić podstawowe czynności życiowe, nie wyglądało, by miała w najbliższym czasie zemdleć. Deszcz spadając na jej ranę, zdawał się palący. Wadera momentami przymrużała oczy, jakby odcinając się od bólu. Otwierając oczy, zauważyła, że samiec przystanął. Z lekkim zdziwieniem, zapytała.
- Coś nie tak?
- Hmm jest mały problem, nie pamiętam jak iść dalej. Mogłabyś poprowadzić dalej? – Zabolało go to, że musiał prosić o pomoc, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Pewnie. – Lekko się uśmiechając.
Belief prowadząc, wytyczyła odpowiednie tempo, tak aby nie tracić czasu, ale jednocześnie się nie nadwyrężać. Szła jakby czymś zamyślona. Yneryth zastanawiając się, o co może chodzić, a jednocześnie obawiając o swoje małe tajemnice, spytał.
- O czym tam tak rozmyślasz?
- Nie, to nic takiego. – Zrobiła lekką pauzę w wypowiedzi. – Myślałam nad dalszą drogą, to wszystko.
Yneryth nie do końca uwierzył w jej słowa, widmo jego persony krążyło mu po głowie. To kim jest nie było już dla niego tak oczywiste jak wcześniej. Dlatego wolał nie chwalić się, że traci nad sobą kontrolę. Na szczęście samica zdawała się tego jeszcze nie wiedzieć. Przerwał swoje rozmyślania widząc kanion, nagle zaczęły wracać mu wspomnienia. Tak jakby przeżywał wszystko na nowo.
- Czyli ten bies, powinien być tam na dole, tak ?
- No przecież mówiłam ci, że tam jest. – Spojrzała w dół, wychylając się za krawędź. Jej mina zdawała się zaszokowana.
- Zdaje się, że pan bies się obraził i sobie poszedł. – Uśmiechając się.
- Przecież nie żył, leżał tam na dole. Co się stało?
- Nie jestem pewien, ale widzę ślady pazurów na ścianie kanionu. O tam widzisz.- Wskazuje łapą.
- Rzeczywiście, są. Co mogło je zostawić?
- Myślę, że lepszym pytaniem będzie. Co o takim rozmiarze, potrafi się wspinać po pionowej ścianie?

Belief?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 586
Ilość zdobytych PD: 293 PD
Obecny stan: 2661 PD

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Od Belief c.d. Yneryth’a [Cz. 12] ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Samica lekko zadrżała, słysząc swoje imię. Dotarło do niej, że wilk chyba w końcu doszedł nieco do siebie, ponieważ jego głos wydawał się już być całkiem normalny i przyjemny dla uszu, tak jak wcześniej, gdy rozmawiali. Zastrzygła nerwowo czarnym uchem, przez chwilę jeszcze pozostając nieruchoma w ukryciu. Oblizała nos i dopiero wtedy odważyła się podnieść, jednak nie wyprostowała się. Zatrzymała się w pozycji przyczajonej, na ugiętych łapach.
- Owszem, jestem.
Samiec nadal miał przechyloną głowę i również zastrzygł uszyma, słysząc delikatny szelest dobiegający z pobliskich zarośli.
- Dlaczego za mną idziesz? - spytał po chwili.
- Jak to dlaczego? - wilczyca była wyraźnie zdziwiona pytaniem i pozwoliła sobie na kilka kroków naprzód by pokazać swój biały łeb samcowi. Spojrzała na niego swym przenikliwym zielonookim spojrzeniem, za którym krył się wielki znak zapytania.
Samiec nie odpowiedział. Miał mętlik w głowie i czuł spore zakłopotanie. Ona zaś poczyniła kolejny krok, wychodząc z zarośli coraz odważniej.
- Martwiłam się o Ciebie Yn - rzekła to z tak mocnym przekonaniem i wczuciem się w sytuację, że nie pozostawiało to żadnych wątpliwości dla samca, który nadal stał w osłupieniu, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. - byłeś w kompletnym amoku. Bałam się, że zrobisz sobie krzywdę.
- Dlaczego miałbym sobie robić krzywdę? - spytał po chwili samiec. Spojrzawszy w niebo, uspokoił się, ponieważ niebo znów zakryły gęste chmury, a księżyc zdawał się zniżać ku horyzontowi. Zwiastowało to nie co innego, niż bliskie nadejście poranka, jednak wciąż jeszcze było dość ciemno. Zdał sobie sprawę, że niewinny spacer z nową wilczycą, zajął im całą noc.
- Nie pamiętasz, prawda? - jej głos zdawał się na moment posmutnieć, ale zaraz po chwili zaczęła mu wszystko tłumaczyć.
- Pamiętam, że zaatakował nas Bies.
- Właśnie! - wyraźnie ucieszyła się wadera. - jego trzecie oko, musiałeś nieostrożnie w nie zajrzeć i najpewniej zahipnotyzował Cię. - wyszła z zarośli i obeszła samca dokoła, opowiadając mu, jak mniej więcej wyglądała walka w jej oczach. Wspomniała też o chwilowej utracie przytomności i o znalezieniu ciała biesa nad przepaścią.
Samiec w milczeniu słuchał opowieści, a wilczyca kontynuowała:
- i wtedy to nie odpowiedziałeś na moje wołanie, po prostu patrzyłeś na mnie i jak gdyby nigdy nic odwróciłeś się i sobie poszedłeś. Wiem, że znam Cię w zasadzie od dzisiaj, to nie jest jakoś dobrze... - wilczyca wpadła w zakłopotanie - ale... ale to było bardzo dziwne. Jestem przekonana, że to za sprawą trzeciego oka Biesa. Że to jego sprawka.
Wilczyca opowiedziała mu również historie ze swej rodzinnej watahy. Niedaleko jej stada miał leże bies, o wiele potężniejszy, niż ten, którego dzisiejszej nocy napotkali. Był lokalny postrachem i wiele wilków odeszło, robiąc sobie krzywdę w taki czy inny sposób, poprzez jego silną hipnozę. Każde szczenie było uczone na ten temat, aby pod żadnym pozorem nie patrzeć mu w oczy.
- Przyszłam aż tutaj za Tobą, ponieważ martwiłam się, że coś sobie zrobisz. Może to zabrzmi dziwnie, ale zdążyłam Cię polubić i nie chciałabym, abyś skończył jak tamci z mojej rodzinnej watahy, robiąc coś głupiego. Ale na szczęście skończyło się tylko na tym, że gadałeś coś sam do siebie. Poza tym cóż ja bym powiedziała Rene! Że zostawiłam Cię samego? Nie byłoby dla mnie wytłumaczenia. - zaskomlała cichutko, jakby chcąc skwitować swoje słowa. Jednocześnie skrzywiła się nieco, ponieważ, krzywo postawiła łapę i znów przeszył ją ból. - cholera. - usiadła na przeciw niego i spojrzała na swoją tylną nogę. Rana nie wyglądała zbyt dobrze, ale na tę chwilę nie wyglądała też tragicznie. Yneryth spojrzał na nią dokładniej i zbliżył się nieco, by lepiej widzieć. Dopiero teraz dostrzegł, że jest ona ranna. Sam też był, ale były to tylko drobne zadrapania, a ona miałą dwie głębokie rany po pazurach bestii na udzie.
- Belief! Czy wszystko okey?
- Tak wiem. Nie przydałam się za bardzo w walce. Kiedy go zaatakowałam, wbił mi łapsko w udo i zrzucił mnie z siebie, a ja wtedy straciłam przytomność, tak jak mówiłam wcześniej.
- Ale nie mówiłaś, że jesteś ranna. - dodał, prawie szepcząc. Troszkę za dużo się działo. Najpierw potwór, potem pełnia i jego własne problemy z tożsamością, do tego wszystkiego podobno "gadał sam ze sobą" a przecież wyraźnie widział wilka, z którym mówił. Teraz jeszcze ona i do tego ranna. Czy to wszystko miało jakieś znaczenie? Na te chwile wilk nie mógł nic z tej układanki zrozumieć.
- Nie mówiłam jeszcze o czymś. - uśmiechnęła się subtelnie z wyrazem niewinności. - Gdy biegłam do Ciebie, z ciałem Biesa działy się dziwne rzeczy... Oplotła go roślinność, zdawało mi się, jakby ziemia chciała go pochłonąć. Las jakby śpiewał, jakby płakał. Było jakoś ... dziwnie wiesz? Może powinniśmy tam pójść jeszcze raz i to sprawdzić? - spytała i nie czekając na jego reakcję, zajęła się wylizywaniem rany bowiem czuła, że czeka ją kolejna wędrówka przez las.

Yneryth ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 762
Ilość zdobytych PD: 381 PD
Obecny stan: 2612 PD

niedziela, 19 czerwca 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz.10] ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Ciało wilka zmierzało ku górom. Stojąca po drugiej stronie kanionu Belief zdawała się zdziwiona reakcją basiora. Samiec totalnie ją zignorował. Nawet Yneryth, sam z siebie, nie jest do tego zdolny. Wtedy już było pewne, że jego świadomość znów odpłynęła, a ciało kroczyło wybranym przez siebie szlakiem. Żółtooki wchodząc w zarośla, zniknął z pola widzenia samicy.
Basior, a dokładnie jego ciało, kierowało się do podnóża gór. Tamto miejsce znajdowało się, po drugiej stronie lasu. Lasu, po którym wiele się zmieniło. To na jego skraju widział po raz pierwszy dziwną, acz znajomą sylwetkę. Wszystkie wiadomości, nie układały się w żadną sensowną kupę. Każda część była wyjątkowa, posiadała swoją własną niepowtarzalną krawędź. Tamtych informacji nie dało się posklejać jak puzzli. Basior spędził sporo czasu, od ostatniej pełni, by wymyślić coś, co mogłoby mu poradzić. Na próżno jednak miał nadzieję, nie istniało żadne sensowe wytłumaczenie. W tamtym okresie zaplanował, iż zacznie szukać kogoś, a nie czegoś. Teraz na pierwszym palnie, stał ten, którego ostatnio przegapił. Ciało zdawało się słuchać doli wilka. Grzecznie, w całkowitej ciszy przemierzało pobliskie tereny, by dostać się do gór. Czas mijał, a droga się skracała. Po pewnym czasie Yneryth wylądował na polanie. Dosłownie wylądował, bo to wtedy ocknął się z dziwnego transu.
- VehMedDonUnCeph PaUrGonCephGraphGed – Wyszeptały głosy zaraz po przebudzeniu. ( Podpowiadajka dla ciekawskich ,,w anielskim”)
Wstając z trawy, nie wiedział, jak powinien teraz zareagować. Ze zrezygnowaniem znów zaczął przeprawę przez las. Mijając drzewa i krzewy, czuł się jakoś inaczej. Coś mu nie pasowało, miał dziwne wrażenie, że ktoś go śledzi. Przeszukał więc wzrokiem okolice w poszukiwaniu obserwatora. Zawiedziony, że nawet jego intuicja go zawodzi, posmutniał. Z nadzieją na lepsze jutro, zastanawiał się jakie pytanie może zadać nieznajomemu, o ile go spotka. Tak rozmyślając, natrafił na dość cenną dla niego okazję. W lesie pomiędzy drzewami wypoczywało małe stadko saren. Szybki posiłek na pewno mu nie zaszkodzi. Skradał się trochę bliżej, by móc złapać odpowiedni dystans. Gdy był już w dogodnej dla siebie pozycji, przetarł łapą po podłożu. Zamykając na chwilę oczy, pozwolił, by energia znów przez niego przepłynęła. Podłoże wokół wilka powoli zaczęło zamarzać. Lód stopniowo rozchodził się od wilka do celu. Gdy podłoże było już gotowe, Yneryth z gracją wyskoczył na leżącą zwierzynę. Kopytne gwałtownie się poderwały, by uciec w popłochu. Jedna z nich odpadła już na samym starcie. Wstając, pośliznęła się i upadła. Ta krótka chwila wystarczyła, by wilk ją wykorzystał. Chwycił szczękami za szyję zwierzęcia i śliznął się z do przodu. Gdy poślizg się zakończył, sarna niestety już nie żyła. Basior pożywił się nią do pełna, tak by ograniczyć możliwość kolejnych zbędnych postojów. Kończąc posiłek, przerzucił resztki obrotem wprost w jedno z zarośli. Krzak znacznie się poruszył, po tym, jak wpadła tam sarna, a raczej to, co z niej zostało. Żółtooki lekko zaciekawił się tą sytuacją, lecz ostatecznie uznał, że to pewnie jakieś zwierzę. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ktoś go śledzi.

*
Wilk nie zdążył nawet ostatecznie wyjść z lasu. Tuż przed krańcem drzew słyszał ten głos. Tym razem nie był one w jego głowie. Wybiegł więc szybko, by go nie zgubić. Wyłaniając się spomiędzy drzew, już go widział. Tamten wilk siedział na płaskim kamieniu, o jasnym ubarwieniu. Po jego minie było widać nutkę zniecierpliwienia, lecz siedział w ciszy i spokoju. Yneryth od razu powędrował w jego stronę.
- Kim jesteś? – Zapytał z ciekawością.
- To jest akurat nieważne. Myślę, że możesz z siebie wydusić lepsze pytania.
- Zmieszany, dalej próbował. – Czemu słyszę głosy i co mnie z tobą łączy?
- One ci pomogą. – Zapewnił, wstając. – Powiedzmy, że mamy wspólny biznes. Szukaj mnie tam, gdzie one cię prowadzą. Teraz zajmij się kimś, kto cię śledził. – Zakończył z uśmiechem.
- Yneryth obrócił się na chwilę, szukając w otoczeniu kogokolwiek, nic nie widząc, wrócił wzrokiem na białą skałę. Tam jednak już nikogo nie było.
Belief leżąc pomiędzy drzewami, zastanawiała się, dlaczego Yneryth rozmawia sam ze sobą. Cała ta dziwna sytuacja zdawała się ją przerastać. Nie wiedziała, czy powinna się martwić, czy też złościć. Widząc, że samiec zaczął się oglądać, tak jakby czegoś szukał, zwiększyło się jej tętno. Serce szybciej biło. Yneryth podniósł głowę do góry, wciągając przez nozdrza pobliskie zapachy. Tamten wilk miał rację, ktoś był w pobliżu. Ten zapach, on był znajomy. Stając już normalnie i wpatrując się w las, zapytał.
- Belief, jesteś tam? – Lekko przechylił głowę.

Belief?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 706
Ilość zdobytych PD" 253
Obecny stan: 2661

niedziela, 12 czerwca 2022

Od Belief c.d. Yneryth’a [Cz. 10] ~ Biel rozjaśniająca ciemność [+16]

https://www.youtube.com/watch?v=cIzM9p3dUm8

Patrzyła w niemałym osłupieniu na to, co właśnie dzieje się wokoło. Jej oddech zdawał się płytki, momentami sama czuła jakby zatrzymywała go. Nie miała pojęcia co dzieje się z jej towarzyszem, ale czuła, że zapewne używa swoich mocy. Mocy, o których nie zdążył jej jeszcze ostrzec. Cóż sytuacja wymagała najwyższej obrony, więc nie było wątpliwości, że robił to, co musiał, by przeżyć. W międzyczasie, kiedy atak wilka był nieudany i upadł nieopodal, biała również przystąpiła do ataku, nie mogąc dłużej stać bezczynnie. Doskoczyła do bestii i wgryzła kły w zad stwora. To były ułamki sekund, kiedy jednym pociągnięciem łapy, samica została obezwładniona i ściągnięta z bestii, porzucona pomiędzy mchem, by ponownie zająć się basiorem, którego odłamki lodu z jego mocy raniły znów potwora. Bies znów rzucił się w stronę Ynerytha, zostawiając samicę zupełnie samą. Basior prawdopodobnie nawet nie zauważył, że coś się stało.

Otwarła jedno oko, po chwili również drugie widząc rozmazaną jeszcze nieco polanę. Samica miała wrażenie, jakby las zanosił się płaczem. Jakby coś, co formowało się z wolna przez jakiś czas, właśnie zostało brutalnie oderwane z tego miejsca. Wstała na równe łapy i rozejrzała się, dopiero na końcu zatrzymując wzrok na swoim przeciętym udzie. Przeszył ją ból i miała wrażenie, że zemdleje, ale natychmiast potrząsnęła głową przecząco - Nie Bel, teraz nie można... - rzekła sama do siebie i zacisnęła powieki. Ból zdawał się nie do zniesienia, kiedy próbowała stać na wszystkich czterech kończynach. Podniosła więc ranną łapę do góry i natychmiast przyniosło jej to ulgę. Spojrzała jeszcze raz na ranę, z której ciągle wydobywała się krew. Westchnęła i wyprostowawszy się, zaczęła biec, o ile można to biegiem nazwać, ponieważ musiała wyłączyć całkiem jedną z łap, więc szło jej to bardzo niegramotnie. W głowie miała tylko dwa cele, znaleźć Ynerytha i wrócić bezpiecznie do stada w jego towarzystwie, tak samo, jak wcześniej, kiedy to razem z nim wyszła. Karciła się w myślach raz po raz, jednak nic nie było w stanie jej zatrzymać. Biegła przez jakiś czas, dużo wolniej niż zwykle, ponieważ musiała nabrać wprawy w nowej sytuacji, w jakiej los ją postawił. Co chwilę potykała się, ale równie szybko stawiała kolejne kroki, kolejne i kolejne, aż w końcu zapach znacznie zmienił się. Zatrzymała się, dostrzegając w oddali przepaść. Nastawiła uszu, by po chwili znów podbiec do jej krawędzi i ujrzeć Ynerytha po drugiej stronie. Zachowywał się jakoś dziwnie. Samica przyjrzała mu się uwaznie, już nie był białym wilkiem. Spojrzała na księżyc i połączyła fakty ze sobą. Najwyraźniej jej nowy przyjaciel zmieniał barwę podczas pełni. Ale dlaczego zachowywał się tak dziwnie. Bel dostrzegła, że jest ranny, ale ból wcale mu nie przeszkadzał.
-Yneryth! - krzyknęła w jego stronę, machając wesoło ogonem, mając nadzieję, że samiec ją zobaczy, ale on wręcz przeciwnie. Zdawało jej się, że jest w jakimś amoku, jakby księżyc sprawiał, że stawał się zupełnie kimś innym. Basior zatrzymał się wyprostowany i spoglądał wprost na Belief. Nie było na jego pysku żadnych emocji ani strachu, ani radości, że udało się pokonać bestię, zupełnie nic. Po chwili samiec odwrócił się, jak gdyby ktoś go wołał i po prostu ruszył w przeciwnym kierunku.
- Yn, co robisz? Dokąd idziesz? Gdzie jest Bies?
Niestety samica odpowiedzi nie otrzymała. Wilk odszedł, zupełnie jakby zapomniał języka.
Wilczyca chciała skoczyć za nim. Nawet rozpędziła się nieco, ale gdy miała się wybić, zaczęła hamować z przerażeniem. Z wielkim trudem udało jej się uniknąć upadku z wysokości. Zapomniała nawet o bólu uda, który mocno jej doskwierał, a powodem, dla którego zmieniła zdanie, był Bies, którego zobaczyła w ostatniej chwili przed skokiem. Był nieco niżej na półce skalnej, zdawało jej się jakby jeszcze żył, ale nie była pewna. Oplatała go jakaś dziwna roślinność, jakby chciała go wciągnąć we wnętrze skał. Głowa stwora była przebita na wylot i oparta o skałę. Samica nie miała najmniejszej ochoty nad nim przeskakiwać, toteż pobiegła wzdłuż kanionu, szukając jakiegoś innego przejścia. Bała się, że straci trop Ynerytha, może to Bies go tak załatwił, może spojrzał w jego trzecie oko i został zahipnotyzowany. Jednego była pewna - musi go znaleźć i przypilnować, aby nie zrobił sobie krzywdy. Samica zawyła i dostała odpowiedź. Nie była pewna czy była to odpowiedź basiora, ale na pewno dobiegała z tamtej strony, gdzie widziała go po raz ostatni. Biegnąc dalej, w końcu trafiła na zwalone drzewo, idealny most. Bardzo szybko znalazła się dzięki niemu na drugiej stronie i tam już biegła wprost do wilka. Co jakiś czas przystawała, by zawyć, ale już nie otrzymywała odpowiedzi. Było jej trochę nie dobrze, ponieważ ciągle traciła niewielkie ilości krwi, które za sobą zostawiała. W końcu ujrzała go pośrodku jakiejś polany, jednak nie wyszła z gęstwiny. Położyła się, by wylizać nieco ranę, która naprawdę dawała się we znaki, jednocześnie obserwując go. Nie była dla niego ani widoczna, ani wyczuwalna, ponieważ wiatr wiał w jej stronę i to ona czuła jego zapach, nie odwrotnie.
- Co on wyprawia? - szepnęła bezdźwięcznie tylko dla siebie, w chwili przerwy wylizywania rany. Ból był palący, ale wiedziała, że nie może teraz wydać z siebie żadnego szmeru, więc jedynie zaciskała zęby raz po raz. Czekała na to, co się wydarzy. Jeśli wilk pójdzie dalej i ona to uczyni.

Yneryth?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 845
Ilość zdobytych PD: 422
Obecny stan: 1863

środa, 8 czerwca 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz. 9] ~ Biel rozjaśniająca ciemność [+16]


Samiec, słysząc celne spostrzeżenie samicy, lekko się zląkł. Na początku był pewien, że chodzi o czystość jego sierści. Obrócił głowę, spoglądając na swoje plecy. To, co zobaczył, wcale go nie pocieszyło. Sytuacja skomplikowała się znacznie. Wcześniej zadanie zdawało mu się wykonywalne, teraz jednak było zupełnie inaczej. Wadera nie miała pojęcia, co oznacza w tej sytuacji zmiana koloru. Yneryth zaczął teraz w bez ruchu zastanawiać się nad nieuniknioną przyszłością danego dnia. On sam zaczął obawiać się o zdrowie wadery. Złowrogi zwierz nie był już jednym zagrożeniem dla wadery, tuż obok bestii znajdował się głos w głowie samca. Ostatnio w podobnej sytuacji rozszarpał pobliskiego wilka. Nie chciał tego powtórzyć z Belief. Zdawało się, że żółtooki samiec zaakceptował jej obecność. Yneryth po uzgodnieniu planu, czym prędzej oddalił się od samicy. Coraz bardziej błękitny wilk, po wykonaniu kilku manewrów wymienił się miejscem z biesem. Teraz to on znajdował się w okolicy kamienia po łosiu. Bestia nie spowalniała tempa i napięcia sytuacji. Po nie udanej szarży obróciła się i spostrzegła przyczajoną waderę. Samica wyskoczyła, omijając stworzenie z gracją. Bies nie wyglądał na zdziwionego, kontynuował swój bieg przed siebie. Oczy Yneryth’a lekko rozjaśniały, żywszymi odcieniami żółci. Postura basiora była już zupełnie inna niż wcześniej. Brak pewności i przerażenie przeminęło. Pewna siebie sylwetka wyszła wprost na tor stworzenia. Zimne noce powietrze zaczęło okalać jego ciało, tworząc zimny całun. Kamień znajdujący się teraz, zanim, zaczął pękać i formować się. Powłoka przybrała kształt wilka i przywarła do niego. Zimne powietrze zaczęło się kompresować, uzupełniając przybraną przez kamień formę. Okrycie wyglądało fantastycznie. Szara skała pokryta krwią kontrastowała z ciemnym lodem. Lód uformował się w ostrza wystające poza pancerz. Na głowie basiora powstał swego rodzaju róg. Samiec ruszył zimnym krokiem prosto na biesa. Nie trzeba było wiele czekać, by usłyszeć głośny trzask. Wilk odleciał, odtrącony łapą stworzenia, wpadając w jeden z pobliskich krzaków. Kamienna pokrywa, nie wytrzymała uderzenia i rozpadła się. Zimne lodowe kawałki, jednak przetrwały. Trzy lodowe kolce wbiły się w przeciwnika. Dwa z nich z tułowia wilka wbiły się w łapę. Ostatni z głowy wylądował prosto w tułowiu biesa. Zwierzę stanęło chwile z odrętwieniem w łapię, którą uderzyło Yneryth’a. Stwór machnął nią, dewastując pobliskie drzewo. Oba lodowe ostrza złamały się, a w nim pozostały tylko ułamane ostrza. Podnosząc się z ziemi, Yneryth zdawał się znów być sobą. Samiec, zdając sobie sprawę, że znów nie pamięta, co uczynił, udał się w długą. Na szczęście, wściekły bies pobiegł za nim. Oboje oddalili się od miejsca zdarzenia, pozostawiając Belief samą. Ostatnie spojrzenie w jej kierunku pokazywało jej dość zdziwiony wyraz pyska.
Yneryth donośnie słyszał już głosy. Dźwięk dręczył go jak zwykle. Samiec biegł jednak przed siebie w określone miejsce dające mu dużo możliwości. Odgłosy biesa biegnącego nieugięcie za nim, nie napawały go optymizmem. Stworzenie wciąż wydawało z siebie przeróżne odgłosy. Dźwięki były coraz donośniejsze, świadczyło to o wciąż skracającej się odległości między nimi. Basior, zdając sobie z tego sprawę, trochę zaczął panikować. Tym razem mogło nie ujść gładko. Zarówno jak ciało tak i psychika wilka stopniowo opadała. Na szczęście do obranego przez niego punktu, nie było już tak daleko. Od wybranego miejsca dzieliło go już tylko sześćset metrów. Wilka zamierzał pokonać kanion, zostawiając biesa po drugiej części, taki przynajmniej był plan.
Basior widział już krawędź przepaści. Teraz wcisnął gaz do końca. Biegł tyle, ile potrafi, jak najszybciej jak tylko mógł. Nie zdając sobie sprawy, jak blisko niego jest już bestia. W biegu jego łapy pokryły się lodem. Pazury na pewno mu się przydadzą, niezależnie od tego, jak wyjdzie z planem. Głos w głowie coraz bardziej wybrzmiewał echem w jego głowie. Wilk, zamiast biec prosto, wykonywał drobny slalom. Na samej krawędzi, wysunął przed siebie rampę wykonaną ze skalnych kolców. Skoczył, wydawało mu się, że wszystko poszło zgodnie z planem. Lecąc wprost przed siebie, usłyszał, znów ten dźwięk. Straszny ryk wydobył się tuż za jego plecami. Zaraz po tym wilka został uderzony potężną głową złowrogiego biesa. Z bólem pofrunął na drugą stronę. Upadł i przeturlał się po twardym podłożu. Cały okleił się piaskiem i krwią, z własnej pociętej przez kamienie skóry. Zatrzymał swój bolesny wślizg dwa metry od krańca. Głowa Yneryth’a od razu spostrzegła brak biesa. Zdenerwowany i wystraszony wstał i zaczął oglądać się, szukając potwora. Po kilku sekundach zdał sobie sprawę, że pewnie nie udało mu się pokonać przepaści. Ryk jednak wyprowadził go z mylnego stwierdzenia. Łapa stworzenia wychyliła się zza krawędzi, próbując złapać się i wydostać. W tamtym momencie samiec znów posztywniał i zaczął chodzić specyficznym krokiem. Pełne dumy łapy powoli zbliżały się prosto do biesa. Oczy wilka znów delikatnie lśniły. Stając nad przepaścią, Yneryth chwilę przyglądał się bestii walczącej o życie. Wyraz jego pyska stale był jednak nie zmienny, cały czas pusty od emocji. Na sam koniec basior delikatnie się uśmiechnął, a spod jego nóg wyrosło kilkanaście kamiennych sztyletów, przebijających stworzenie na wylot. Bies wydobył z siebie przeraźliwy okrzyk. Ostatkami sił, łapą próbował chwycić samca i zabrać go ze sobą. Teraz to bies był ofiarą, samiec, odchodząc równie pustym krokiem, z dumą zawył. W tym samym momencie bies ucichł, a z jego głowę rozpruł lodowy kolec. Zawartość czaski wylała się po jego grzbiecie i osadzając na kamiennych ostrzach. Bies martwo zwisał jak jeż nad przepaścią. Yneryth nie zatrzymał swoich kroków, zdawać się mogło, że znów ruszył w pobliskie góry. Coś jednak nie było w nim takie samo.

Belief?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 879
Ilość zdobytych PD: 439
Obecny stan: 739

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Od Belief do Yneryth’a [Cz. 8] ~ Biel rozjaśniająca ciemność [16+]

 [ Podkład którego słuchałam pisząc to, który pasuje również podczas czytania. Polecam :) - https://www.youtube.com/watch?v=9Ym5m8twHBU&list=PL4398F636ED46BC5D&index=6 ]

 - Co mogło być na tyle silne, aby tak bardzo zmasakrować łosia.. i to samca! Przecież one są potężne - Spytała przyciszonym tonem, jakby bojąc się, że bestia może w każdej chwili powrócić i zrobić z nimi to samo, z jeszcze większą łatwością, ponieważ łoś był dużo większy od nich.
- Nie mam pojęcia, ale to coś musiało być ogromne. - rzekł wilk.
Wokoło zapadła martwa cisza, zupełnie martwa. W głowach wilków roiło się od niespokojnych myśli, a ich serca nasiąknięte były jakimś rodzajem groźby i ekscytacji zarazem. Biała oglądała zwłoki Łosia w niemym skupieniu, zaś samiec zniżył łeb i zaczął węszyć wokoło. Kręcił się dłuższą chwilę wokoło kamienia i samicy, aż w końcu burknął coś cicho pod nosem, podszedł do towarzyszki i szepnął jej na ucho - wyczuwam silne działanie jakiejś mocy... to coś niestety jest zasilane jakimś potężnym działaniem - wilk pokręcił łbem i odszedł kawałek, spoglądając teraz na wielką i umięśnioną nogę łosia - potężniejszym niż nam się wydaje. Zamarł na moment, ponieważ mimo nocy, polana zaczęła się nieco rozjaśniać. Było to za sprawą księżyca, który wyłaniał się właśnie spośród chmur, które się z wolna rozpraszały, odsłaniając moc gwiazd.
- Trzeba ostrzec stado - szepnęła samica. Jako młoda posłańczyni, czuła na sobie obowiązek poinformowania swojej nowej rodziny. Wilk na te słowa skierował się do niej z uśmiechem - Biegnij więc - miał nadzieję, że samica zostawi go i oddali się, nim zrobi się niebezpiecznie. Ale samica skarciła go wzrokiem i wymownie spojrzała, w taki sposób, że wilk stracił nadzieję na to, że się jej pozbędzie.
- Nawet tak nie żartuj. - szepnęła, po czym również zaczęła węszyć. Wskoczyła na skałę, mocząc łapy w stróżkach krwi, by spojrzeć łosiowi w oczy. - Yneryth... on nie ma oczu, coś mu nawet oczy wydłubało.... - skrzywiła się i zeskoczyła ze skały. Samiec spojrzał na nią, a potem rozejrzał się dookoła, ponieważ ptaki znów poderwały się do lotu, wskazując wilkom kierunek, z którego mogli spodziewać się wroga. Zastrzygła czarnymi uszyma, odwracając się za siebie i przełknęła ślinę.
- Schowajmy się tam - samiec szepnął i oboje powoli wycofali się między drzewa, chowając się ponownie za jakimś konarem wyrastającym ponad podłoże. Ciszę co jakiś czas przerywał ciężki charkot. Powietrze zrobiło się ciężkie, więc wilki skuliły się mocniej przy sobie, czekając z zapartym tchem. Zapach spalonego mięsa coraz intensywniej wdzierał im się do nozdrzy, a ich oczom ukazał się potężny niczym skała, na której znaleźli ciało kopytnego, cień. Cień ten zbliżał się, sapiąc coraz to donośniej. Powarkiwanie stało się nieprzyjemnie dla delikatnych wilczych uszu, toteż raz po raz psowate kładły uszy po sobie. W końcu doczekali się. Coś potężnego podniosło przednie łapy, by wejść na skałę i dopiero gdy na nią wlazł, ukazało im się przerażające monstrum. Wielka góra mięśni objuczona w potężne, lekko zaokrąglone rogi. Wielkie łapska niczym u najohydniejszego smoka. Pysk tak paskudny, że nawet basior nie mógł uwierzyć, w to, co właśnie zobaczył. Zębów może stwór nie pokazywał, ale miał wiele narośli, przez które nie było dokładnie niczego widać. Na środku głowy majaczyło coś jakby oko, lecz mieniło się delikatnie jakby na czerwono. Kark umięśniony, obrośnięty włosiem, niczym lwia grzywa, powiewała beztrosko. Zdawałoby się, jakby stwór wcale nie posiadał szyi. Zwierze, choć trudno go nim nazwać, wyprostowało się, stając tylko na dwóch tylnych łapskach i wydało przerażający wrzask. Tak bardzo przerażający, że wilki w pobliżu musiały skulić się i zacisnąć uszy łapami, ponieważ zdawało im się, że zaraz pozbawią się słuchu. Kiedy wrzask się zakończył, monstrum trzepnęło łapą w głowę łosia, bez problemu zrzucając je ze skały w pobliskie zarośla i powróciło do stania na czterech kończynach. Leniwie zlazło ze skały w stronę wilków, ale gdy tylko wszystkie odnóża spotkały się z podłożem, odwrócił się ponownie, by zabrać ze skały jedną z nóg jelenia. Stwór oderwał z niej fragment skóry, a krew rozpryskała się na boki. Posilał się w skupieniu, tuż obok przerażonych na tą chwilę wilków.
W międzyczasie na niebie chmur było już niewiele, a księżyc był w czystej pełni i bił swym blaskiem, na polanę ze skałą zbroczoną krwią łosia. Wiatr delikatnie smagał wilczą sierść w idealnym kierunku, tak aby dla stworzenia były one niewyczuwalne.
- Nie powinno nas tu być - szepnęła ledwie słyszalnie wadera, wciskając nos w trawę tuż obok samca. Nie mogli się teraz za bardzo poruszać, ponieważ znajdowali się zbyt blisko śmiertelnego niebezpieczeństwa, ale mogli szeptać.
- Spokojnie, upolował zdobycz, pozwólmy mu dokończyć posiłek. Najedzony nie powinien się nami interesować. - teraz wilk obawiał się tylko jednego. Czy stworzenie zdąży dokończyć posiłek, zanim chmury całkowicie ustąpią księżycowi miejsca na niebie. Spoglądał co chwilę nerwowo raz na bestię, raz na niebo.
- Oby, nie chciałabym skończyć w taki sposób. - Odpowiedziała jeszcze ciszej. Choć gdzieś w głębi cieszyła się, że chociaż nie jest w tej sytuacji całkiem sama, bo w takim wypadku pewnie już popełniłaby jakiś błąd i może już by była pozbawiona swojego istnienia.
- To jeszcze nie jest ten dzień - zasugerował samiec - choć nie powiem, cuchnie od niego odór śmierci i czystego zła. Gdyby mogła się ruszyć, pewnie teraz właśnie kiwnęłaby głową w odpowiedzi. Smród był nieznośny i powoli odczuwała pewien dyskomfort z tym związany. Jednak nie zrobiła tego, ponieważ jej wzrok skupił się zbyt mocno na basiorze obok niej. Jego futro. Coś zaczęło się dziać z jego futrem. Jego sierść zaczęła zmieniać kolor na błękit.
- Yn Twoje futro... - ledwo to powiedziała, od razu tego pożałowała, ponieważ wilk odwrócił lekko łeb, by spojrzeć na swój grzbiet, a razem z tym poruszył delikatnie trawą.
To spowodowało natychmiastową reakcję bestii, która przestała jeść nasłuchując uważnie. Yneryth wiedział, że nie może teraz odwrócić się z powrotem, by widzieć stworzenie, i że funkcja obserwatora spoczęła całkowicie na samicy. Patrzał teraz tylko na nią, by z jej pyska odczytać sytuację. W jej oczach delikatnie odbijało się monstrum, i na tej podstawie mógł teraz polegać. Jego futro faktycznie zrobiło się całkiem błękitne za sprawą pełni księżyca, która teraz już widniała w pełnej okazałości. Blask księżyca odbijał się od sierści samca, tworząc jasną poświatę. - O nieee.... Przepraszam Bel. - szepnął, ponieważ już wiedział, co się zaraz wydarzy. W napiętej sytuacji, jedyne co teraz przyszło mu do głowy to odwrócenie uwagi od samicy. Nie mógł teraz pozwolić na to by byli w tym samym miejscu. - Bel musimy się rozdzielić, zaufaj mi, będę cały czas w pobliżu.

 [Kolejny podkład polecany przez Bel xD- https://www.youtube.com/watch?v=GSwATqPUsv0 ]

 Biała nie miała nic przeciwko, bowiem od śmierci dzieliło ich teraz tylko odwrócenie łba potwora w ich kierunku. - Dobrze więc. Powodzenia. - szepnęła i kiwnęła głową, na znak, że mogą zaczynać działać. Basior natychmiast zerwał się z miejsca, co spowodowało zwrócenie całej uwagi na sobie. Potwór bez problemu dostrzegł blask jego futra i zawarczał ochryple, od razu kierując się przodem w jego stronę. Skoczył, przeskakując niezauważoną leżącą Belief i podbiegł kawałek tuż za nią, jednak wilk był szybszy i wybiegł , okrążając kamień z łosiem.. W cieniu drzew, jego blask zgasł, ponieważ księżyc już się nie odbijał z taką mocą. Teraz to Bel była pomiędzy samcami i niestety pod innym kątem została zauważona, wyskoczyła więc szybko ze swojej kryjówki, jeżąc się w stronę bestii i powarkując cicho. Dopiero teraz zobaczyła go w pełni. W świetle księżyca i na wprost niej dojrzała wszystkie szczegóły, których wcześniej w ukryciu nie dostrzegła, między innymi trzecie oko, które teraz zaiskrzyło czerwienią. Schyliła łeb, by nie patrzeć na niego. Dobrze znała tą istotę ze swych rodzinnych stron. Tam już kilkakrotnie je spotykano i wpajano młodej jak się bronić. Samica była w ciągłym ruchu pod baczną obserwacją bestii, kręciła się bez przerwy, robiąc okrążenia wokoło drzew.-Yn! Słyszysz mnie?
- Tak, jestem tutaj. - szepnął.
Samica dostrzegła przyczajonego samca kątem oka i niezauważalnie kiwnęła głową.
- Yn ja wiem, co to jest... Nie pozwól sobie, abyś patrzył na ten czerwony świecący punkt na środku jego głowy! - krzyczała do samca, nie zatrzymując się. Wyglądało to bardzo emocjonująco, kiedy bestia wpatrzona w jej "taniec" między drzewami napinała mięśnie raz po raz, niezdecydowana, kiedy wyruszyć do ataku. - Ten punkt wprowadzi Cię w hipnozę, a wtedy już nic Cię nie uratuję!. - Basior łapał informację od samicy i z zainteresowaniem czekał na moment, w którym będzie musiał zaatakować.
- To jest BIES! We dwoje praktycznie nie mamy z nim szans, ale może uda się go jakoś nabrać... nie wiem...myśl!
Potwór zawył, jakby w szale, do jakiego doprowadziła go ta mała, drobna samica. Jego cierpliwość dobiegła końca i w końcu ruszył potężnym galopem, niosąc za sobą potężny tętent wielkich łapsk. Wilczyca jednak, była zbyt zwinna, by dać się zaskoczyć i wyskoczyła w górę w ostatniej chwili, szczerząc kłami i kłapając pyskiem nad stworzeniem.
Bies, mijając ją, biegł dalej. Jego celem po pierwszym pudle, stał się Yneryth skryty nieopodal.

<Yneryth?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1402 
Ilość zdobytych PD: 701 + 5% (35) 
Obecny stan: 1086 PD

wtorek, 31 maja 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz.7] ~ Biel rozjaśniająca ciemność [16+]

Yneryth spoglądając prosto w oczy Belief, miał czas, by przyjrzeć się paską na jej policzkach. Paski wyglądały jak jakieś znamiona. Myślami od razu uciekł do alfy, który coś tam wiedział, o szczególnych znakach. Porozmawianie z nim było jednak ciężkim tematem. Żółtooki uznał, że chyba więcej już im nie grozi. W razie czego mógł się znów popisać. Używając kolejnej zdolności w obronie, nic by nie stracił. Nie wiele wilków wiedziało, że kamienne kolce, służą do ataku. Yneryth używał ich w stadzie, tylko jako wsparcie. Nie zwlekając więc, zaproponował samicy, by wyjść i sprawdzić podejrzany dźwięk. Jakby nie patrzeć, dalej była noc i należało to do jego obowiązku. Bel zdecydowanie ucieszyła się, gdy usłyszała o planie sprawdzenia co w trawie świszczy. Yneryth wychodząc zza konaru, zauważył to, czego się obawiał. Jego futro wcześniej już było wilgotne po otrzepaniu się samicy, a teraz jest jeszcze oblepiony ziemią. Spojrzał lekko ze smutkiem na swoją sierść i ruszył pierwszy, prosto w kierunku, z którego pochodził dziwny dźwięk. Wadera nie spowalniała kroku, a nawet jakby przyspieszała i naciągała tępo. Szli prosto w ciszy, zastanawiając się, co się tam wydarzyło. Nie musieli wiele czekać, chwile po tym, jak opuścili bezpieczną kryjówkę, dźwięk powtórzył się. Ptaki gwałtownie zaczęły wzbijać się w powietrze, pozostawiając gałęzie wolne. Dziwny dźwięk zdawał się pochodzić teraz z zupełnie innego miejsca. Wilki stanęły zdziwione, zaistniałą sytuacją. Obojgu wydawało się, że pierwszy z ryków był rykiem agonalnym. Teraz sytuacja rysowała się znacznie inaczej. Źródło głosu przemieszczało się, było to dość niecodzienne. Jeżeli ów dźwięk pochodził od kopytnego, nie mógł on raczej chodzić o własnych siłach. Coś musiało go wlec lub ciągnąć po ziemi jeszcze żywego. Jeleń raczej nie ryczałby z taką donośnością sam z siebie, tak przynajmniej myślał basior. Uprzedzając możliwe zagrożenie, zwrócił się do wadery.
- Idziemy sprawdzić, co się tam dzieje. Idź za mną i staraj się zachować stosowne bezpieczeństwo.
- Dobrze postaram się, być ostrożna. – Lekko zdziwiła się, powagą samca.
Yneryth przeciągnął się zawczasu i pobiegł prosto w las, nie obracając się za waderą. Liczył, że i teraz da radę biec z nim w określonym celu. Biegli, skracając dystans do krawędzi lasu. Trawa kładła się pod ciałami wilków, zostawiając ślimaczy ślad. Wbiegając za drzewa, zwolnili. Yneryth przystanął w miejscu, próbując wsłuchać się w pobliskie otoczenie i zlokalizować pobliskie obiekty. Belief nie próżnowała, zaczęła obwąchiwać ziemie, drzewa i krzaki.
- Mam coś. – Wykrzyknęła zadowolona.
- Basior podbiega szybkim krokiem, stając obok niej. – Co tam masz ?
- Jakiś dziwny ślad.
- Samiec spogląda na ziemię. – Mamy chyba mały problem. – Powiedział lekko zmieszany.
- Dlaczego? – Zapytała zainteresowana.
- Widzisz te kreski? To ślad kopyt tego, co wydawało dźwięki, coś ciągnęło to zwierzę w tamtym kierunku, jeszcze żywe. – Pokazuje łapą.
- Spogląda wprost za śladami. – To chyba nie dobrze, prawda?
- Coś, co upolowało samo np. jelenia i dało radę ciągnąć go ze sobą jeszcze żywego, raczej nie jest czymś, za czym powinniśmy podążać. Poprawka, ty nie powinnaś, może ci się coś stać. – Zmienił znacznie swój wyraz twarzy, wiedząc, że mówi coś, czemu sam zaprzecza. – Ja idę dalej, za śladem. To coś może być zagrożeniem i dla nas wilków, moim obowiązkiem jest to sprawdzić. – Uśmiechnął się, ciesząc się, że w końcu spotkał coś ciekawego podczas ,,patrolu” – Zaraz po tym, wrócił do zwykłego stanu, gdy zdał sobie sprawę, jak to zabrzmiało.
- Idę z tobą, nie zostawię cię samego. – Powiedziała stanowczym głosem.
- Yneryth zrobił tylko minę.
Oboje ruszyli śladem rozmazanej trawy i ciągniętej przez masę ziemi. Miejscami ślad prawie znikał, w innych zaś poszerzał się, jednocześnie pogłębiając swoje koryto. Kilka naście metrów dalej podłoże miało inny kolor, umazane było krwią i sierścią. Krew wraz z drogą nabierała na ilości. Miejscami zbierała się w małe kałuże. Futru pływało na nich jak kaczki po spokojnym jeziorze. Ostatecznie ich dryf kończył się na pograniczu podłoża i powoli gęstniejącej cieczy. Krew zmieniając swój żywy kolor w odcienie brązu, topiła w sobie namokniętą już sierść. Samiec Przechodził między krwią bez większego zastanowienia. Widok krwi był dla niego niczym dziwnym. Nawet mogło być trochę lepiej, niż gdy jemu kończyły się nerwy. Belief mniej ochoczo przemierzała krwisty ślad. Szła zaraz za samcem, nie narzekając na zapach, jak i wygląd okolicy. Po jakimś czasie, wędrując wytyczoną przez zdarzenie ścieżką, zdali sobie sprawę, że głos przestał już się wydobywać. Nie mieli wątpliwości, że oznaczało to śmierć właściciela, krwi, po której kroczyli. Chwilę później ich przypuszczenia się potwierdziły, na kamieniu leżało ciało sporego łosia. Kamień pokryty był poszarpanym mchem. Zaschnięta krew pokrywała poziome powierzchnie. Ciało zwierzęcia nie było już podobne, do znanego im kopytnego. Z całego zwierzęcia w całości pozostały jedynie rogi. Fakt, że leżały z metr od ciała nie miał już znaczenia. Łoś był w opłakanym stanie. Lewa przednia kończyna właściwie nie istniała, nie było jej w okolicy. Prawa natomiast była widocznie połamana. Tylne zdawały się całe, jednak poobdzierane od kamieni i gałęzi. Rany zdawały się płytkie, lecz obszerne. Tak jakby ktoś starł je na tarce. Tułów pełen był śladów po pazurach. Brzuch rozpruty tak, że zawartość wypływała i zwisała swobodnie w dół. Na karku został ślad po wbitych zębach. Szyja była wygięta i skręcona w niecodzienny sposób. Głowa była w opłakanym stanie. Czaszka zdawała się na zmiażdżoną i zdeformowaną. W czaszce pozostało już tylko jedno oko, martwo spoglądające przed siebie. Yneryth przystanął obok ciała, przyglądając się temu, co pozostało. Powłoka zwierzęcia była jego zdaniem zdewastowana w bardzo ciekawy sposób. Zastanawiające było dla niego, czemu coś męczyło się, by zabrać ciało aż tu, ostatecznie zostawiając je na pastwę losu. Zaczął oglądać się wokół, szukając powodu, lecz jedyne co zobaczył to zmieszaną samice i ptaki czekające na pozostawiony posiłek. Obszedł lekko okolice, poszukując jakichkolwiek informacji. Skupienie samca, przerwała pytająco samica.

Belief ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 922
Ilość zdobytych PD: 461
Obecny stan: 2625

niedziela, 29 maja 2022

Od Belief c.d Yneryth’a [Cz. 6] ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Samica słuchała bardzo uważnie każdego słowa wypowiedzianego przez wilka. Chłonęła wiedzę niczym gąbka wodę. Nie kryła fascynacji i dużego zainteresowania tym, o czym wilk opowiadał. Kiedy skończył swą wypowiedź, zastrzygła uchem i machając wesoło ogonem na boki, powiedziała:
- Wiesz... Ja jeszcze nic nie potrafię. Czuję się tak, jakbym była zwykłym wilkiem, takim wiesz, bez mocy, ale wiem, że z czasem przyjdzie mi się z czymś zmierzyć. Rodzina wspominała o moich paskach pod oczami. Widziałeś je? - wygięła głowę najpierw na prawo, potem na lewo pokazując je samcowi. - Oni zawsze powtarzali, że one nie towarzyszą mi bez powodu, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym zrozumiem ich obecność w moim umaszczeniu. - Zrobiła na chwilę pauzę, zbierając w głowie kolejne myśli, o których chciała mu teraz powiedzieć i układając je w sensowną kolejność. Basior z kolei słuchał. Nawet jeśli nie miał już ochoty być w miejscu i czasie, w jakim się znalazł, to czuł, że to dopiero początek ich rozmowy. Po chwili czarno-ucha kontynuowała. - Moja rodzina nie miała jakichś super mocy, nikt nie rzucał kulami ognia, nikt nie rozpływał się w powietrzu, tak jak Ty. Rodziców słabo pamiętam, ale wiem, że mieli moc, dzięki której pogoda słuchała ich głosu. Potrafili wywołać deszcz, jeśli panowała susza albo odwrotnie. Robili to zawsze razem, nie wiem, na czym to dokładnie polegało. Spotykali się razem, coś śpiewali i nagle napływały na niebie chmury, a potem spadały pierwsze krople deszczu. Inny członek mojej rodzinnej watahy dla przykładu miał moc tylko zimą, co też było ciekawe. Władał śniegiem i lodem, ale tylko wówczas, kiedy był on wokoło niego. Nie potrafił go stworzyć z niczego, tylko jakby za jego pomocą tworzył mroźne rzeźby i takie tam. Mój brat twierdził, że wszyscy jesteśmy związani z żywiołem natury więc pewnie i mnie czeka coś podobnego. - Uśmiechnęła się jakby do siebie i znów zrobiła pauzę. W myślach bowiem pojawiła się jej wizja mocy, o której skrycie marzyła. Poruszyła końcówką ogona. Wilki zatrzymały się na chwilę, ponieważ oboje usłyszeli jakiś dźwięk, jakby skrzypiącego w oddali drzewa. Oboje zastrzygli uszami z uwagą i znów ruszyli.
- Wiesz mam pytanie, chciałabym wiedzieć, w jakim wieku odkryłeś swoją pierwszą moc? Ciekawi mnie czy tylko w mojej rodzinie objawiają się one w wieku 5 lat. I powiedz mi jeszcze czy jeśli będę miała jakieś wpadki związane z odkrywaniem, czy w tej watasze będę miała duże konsekwencje, czy raczej dość łagodnie na takie rzeczy reagują?
Basior już miał odpowiedzieć jej na pytania, ale nie zdążył. Powietrze w oddali przeciął potężny ryk jakby samca jelenia... jakby ryk z bólu. Słowa wilkom zawiązały się nagle w gardle, ponieważ cały las się poruszył. Wilki stały w osłupieniu, spoglądając w las, wypatrując pomiędzy drzewami źródła, jakiegoś ruchu. Ptaki wzbiły się w powietrze, a nieopodal kilka saren i łani wyskoczyło i biegło prosto w stronę dwójki bohaterów. Belief położyła uszy po sobie i się skuliła.
- Biegną prosto na nas! Musimy zejść im z drogi. - krzyknęła po chwili i oboje ruszyli biegiem w kierunku, w którym szli, tak aby spłoszone zwierzęta mogły uciec, nie taranując ich. Schowali się za powalonym konarem drzewa w małym wgłębieniu, stworzonym przez potężne korzenie. Samiec wychylił głowę, by zobaczyć, co się dzieje. Roślinożerne samice przebiegły i las jakby znów ucichł, ale obydwoje czuli, że to nie koniec dziwnych wydarzeń.
- Co je tak przestraszyło.... i co się stało z tym jeleniem?
- Nie wiem, ale to wszystko jest bardzo dziwne. - zza wilka wyjrzała niepewnie Belief.
Yneryth wziął głębszy oddech i oboje znów się schowali.
- Jeśli coś je goniło, to za chwile tu przybędzie i dobrze by było siedzieć tutaj w ukryciu.
- Ale jeśli to coś zaatakowało tamtego jelenia.... - w białej znów obudziła się ciekawość. Gdyby była sama, pewnie już by była w drodze do sprawdzenia co się stało, ale że była w towarzystwie samca, postanowiła poczekać na jego akceptację.
Samiec spojrzał jej w oczy i przez moment oboje w napięciu zastanawiali się, co powinni teraz zrobić, na tę chwilę porzucając poprzednią rozmowę na inny czas.

Yneryth ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 652
Ilość zdobytych PD: 326
Obecny stan: 3399

czwartek, 26 maja 2022

Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz.5] ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Yneryth na samym początku szczerze się uśmiechnął. Nie lubił dzielić się swoimi zdolnościami, a szczególnie pokazywać ich każdemu. Lubił, gdy miał pewność, że jego możliwi rywale, nie mają pojęcia, z czym przyjdzie się im zmierzyć. Zawsze starał się ukrywać swoje magiczne zdolności, jednocześnie próbując zbierać informacje o zdolnościach innych. Większość wilków albo nie używała ich na co dzień, albo nie ukrywała się przed używaniem ich publicznie. Zaskoczony był, że Bel nie posiada większego zasobu informacji o magii. Chociaż on jak tu przybył, również był zaskoczony, że nie jest tym jedynym. Samiec uważał się, za ciekawy egzemplarz magiczny. Zastawienie jego zdolności bardzo mu pasowała. Nigdy nie przyszło mu do głowy, by narzekać, że np. nie potrafi wywołać lodowej burzy, siejącej zniszczenie i strach. Starał się udoskonalać to, co posiada, by tworzyć kombinacje umiejętności, tak by zaskakiwać cel. Do perfekcji, teraz posiadanych czarów brakowało mu tylko kondycji i siły. Jednej kombinacji jeszcze nie próbował, ryzyko niepowodzenia było dla niego za duże. Konsekwencje upadku mogły być dość bolesne.
- Skłamałbym, jeśli powiedziałbym, że nie jestem ciekaw, co potrafisz. Chciałbym ci pomóc w zrozumieniu tego wszystkiego, ale zbytnio nie mam pojęcia, jak to działa i kiedy objawiają się zdolności. Powiedzmy, że nie miałem styczności z innymi, gdy odkrywali swoje talenty. Tak czy siak, moje umiejętności objawiły się przypadkiem. Inaczej moje zdolności łączą się ściśle z uczuciami. Powiedzmy, że gdy jestem spokojny, to wszystko idzie gładko i tak jak chce. Gdy jestem w rozstroju, magia wypływa ze mnie jak woda ze źródła. Gniew często …, jakby to powiedzieć, wzmacnia je. Pierwszy raz, gdy użyłem magii, nie zrobiłem tego ja. Coś podświadomie samo się wydarzyło. Z czasem, próbowałem zrozumieć, jak to działa i udoskonalać daną sztuczkę. Po pewnym czasie, po prostu się tego nauczyłem. Kolejne objawiające się zdolności już czułem, ale dalej nie wiedziałem, co się dzieje. W moim wypadku skupienie pomaga mi precyzyjnie operować magiczną aurą. Wtedy np. iluzja jest doskonalsza i pozwala na większą wygodę. Dynamiczne decyzje i myśli, kierują inaczej magią, wtedy iluzja jest płynna, ale ma swoje inne plusy. W skrócie trzeba to przeżyć. Mam nadzieję, że będziesz mieć lepsze warunki do odkrywania swoich zdolności niż ja.
Podczas długiego monologu Yneryth’a, oboje szli przed siebie, w bliżej nieokreślonym kierunku. Samiec skupił się na swojej wypowiedzi, tak żeby przypadkiem, nie rzucić większym kawałkiem swojego wcześniejszego życia. Niczego nie żałował ani się nie wstydził, uważał po prostu, że jego koczownicze, życie może pozostawić dla siebie. To tamte lata go ukształtowały i sprawiły, że jest tym, kim jest. Nie chciał, też komplikować i mieszać w głowie wadery. Nie mówił też więc o reszcie posiadanych talentów. Belief zdawała się z zainteresowaniem słuchać wypowiedzi. Na jej pyszczku rysowały się czasem widoczne zastanowienia. Yneryth widząc jej zainteresowanie, nie chciał zostawić jej z niczym. Samica wydawała się dość przyjazna i jej obecność nie była dla niego męcząca. Całą wypowiedź podsumował prostym zapytaniem.
- Może inaczej, masz jakieś pytania? Chciałabyś zapytać o coś bardziej konkretnie? – Zapytał, po czym położył się na ziemie.

Belief?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 490
Ilość zdobytych PD: 245
Obecny stan: 2164

środa, 25 maja 2022

Od Belief c.d Yneryth’a [Cz. 4] ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Samica biegła. Miała jasno określony cel, do którego miała się dostać, więc tylko na nim się skupiała. W duchu była zadowolona, bo samiec chyba nie wiedział, że biała jest stworzona do biegania i pogoni, ale właśnie! Gdzie on się podział? Chciał się ścigać, a nigdzie go nie było. Pewnie uciekł! Skarciła go w duchu, ale zaraz potem, zbliżając się do strumienia, dostrzegła niewidoczny ruch między gałęziami. Po chwili kolejny raz aż w końcu, kiedy wilczyca już wyraźnie prowadziła, samiec pojawił się znikąd. Po prostu nagle był, tam, gdzie go nie było. Belief doznała takiego szoku, że z wrażenia poplątały jej się łapy, potknęła się o jakiś wystający korzeń i przekoziołkowała na przód. W ostatniej fazie jej kaskaderskiego popisu zaryła pyszczkiem o ziemię i ryjąc tak, "wjechała" na linię mety w tym samym momencie, w którym basior.
- Nic Ci się nie stało? Wybacz... Chyba Cię wystraszyłem. - Wilczyca poczuła zaniepokojenie w jak dotąd spokojnym i poważnym, zdałoby się samcu. Poruszyła uchem i podniosła się. Kaszlnęła kilka razy, ponieważ sporo piasku i pyłu znalazło się wewnątrz jej pyska. Chwilę się nie odzywała, ponieważ miała poważny problem z tymże piachem. Wtem wpadła na pomysł, że przecież biegli tutaj tyle czasu, aby mogła się umyć. Nie myśląc zbyt wiele, wskoczyła do strumienia i opłukała porządnie pysk. Czując na sobie wzrok wilka, odwróciła się w jego stronę i z zadowoleniem krzyknęła.
- REMIS! Jest Remis! Musimy to kiedyś powtórzyć. - uśmiechnęła się radośnie i najwyraźniej wrócił jej dobry nastrój. Stojąc w wodzie, położyła się na chwilę w niej, by się opłukać i po chwili ponownie cała mokra podeszła do samca. - Wybacz, że przez cały ten czas musisz wąchać zapach mokrego futra. - mówiąc to, otrzepała futro z kropelek wody i teraz wyglądała jeszcze puszyściej niż zwykle z nastroszonymi kłaczkami na całym ciele. Widząc, że wilk nadal spogląda na nią pytająco, przypomniało jej się, że o coś wcześniej pytał.
- Ah no tak. Nic mi nie jest, tylko nazbierałam piachu i nie mogłam przez chwilę mówić. Nie pierwszy nie ostatni pewnie taki wypadek.
Wilk kiwnął głową, a potem oboje nie uzgodniwszy niczego, odruchowo ruszyli przed siebie. Znów przez chwilę towarzyszyła im cisza. Bel wydawało się nawet, że wilkowi to całkowicie odpowiada i ku jej zdumieniu, jej samej też to nie przeszkadzało. Po prostu czuła się dobrze w jego towarzystwie i przyznała sobie ten fakt w duchu. Był jednym z nielicznych wilków, przed którym zdarzyły się już aż dwa niefarty, przez co wilczycy zdawało się, że on poznał ją lepiej i wie, że jest nieco zwariowana, jednak z uwagi na fakt, że nie rozmawiali zbyt wiele, jeszcze samica by go zadziwiła swoją powagą. Jedna rzecz jednak nie dawała spokoju białej i musiała w końcu przerwać ciszę, pytaniem.
- Wtedy gdy biegliśmy... Czy Ty użyłeś jakiejś mocy?
Wilk w odpowiedzi kiwnął tylko głową i przeciął powietrze ogonem, ze świstem.
- To bardzo ciekawe. Byłam pewna, że uciekłeś, bo miałeś dość mojego towarzystwa - zaśmiała się cichutko, po czym kontynuowała. - Wilki w mojej rodzinnej watasze również posiadały moce, ale nigdy nie widziałam, aby ktoś nagle zniknął i pojawił się nagle, zupełnie w innym miejscu! - Wilczyca wydawała się bardzo przejęta tym, o czym mówiła - Moja rodzina również posiadała moce, ale każdy z moich przodków odkrywał swoje zdolności dopiero po osiągnięciu 5 lat. Nie mogę się doczekać, co takiego ja w sobie odkryję. - zamyśliła się na chwilę, przypominając sobie opowieści z dawnych lat. Po chwili jednak spojrzała na samca i znów zagaiła - Wybacz że tyle gadam, wydaje się, że wolisz ciszę, ale czy mógłbyś może.... - przerwała na chwilę, szukając odpowiednich słów. - Czy może mogłabym....ten...
Wilk zatrzymał się i spojrzał na nią.
- Czy mógłbym co takiego?
- Czy chciałbyś może opowiedzieć mi trochę o magii i o tym, jak to jest ją w sobie odkrywać. - wydusiła w końcu. - Bardzo się stresuję momentu, w którym będę to odkrywać, a nikt nie zdążył mi tego wyjaśnić, zanim... - tu urwała na chwilę, wpadając w zamyślenie, przez przypadek przypominając sobie o wszystkim tym, w jaki sposób tutaj trafiła.
- Zanim się tutaj pojawiłaś? - dokończył ze spokojem basior.
Kiwnęła głową w odpowiedzi i posłała mu uśmiech wdzięczności. Miała wrażenie, że ją rozumie, ale nie była niczego pewna.
- To jak? Zgodzisz się zostać moim nauczycielem? - Spytała już teraz dużo pewniej niż przedtem.

Yneryth ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 696
Ilość zdobytych PD: 348
Obecny stan: 2820 PD

Od Yneryth’a c.d. Belief ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Samiec nie do końca rozumiał zachowania samicy. Nie przejmował się tym jednak w większym stopniu. Postanowił pójść za nią, by sprawdzić, co usłyszała. Gdy basior usłyszał chlust wody, ciut się zaśmiał. Zaraz po głośnym dla cichego otoczenia dźwięku, z zarośli wyskoczyła duża jak na te rejony ropucha. Pewnie musiała ją przestraszyć zaistniała sytuacja. Yneryth trochę współczuł Belief, a dokładnie jej futru. Zanim ją zobaczył, zdawał sobie sprawę, że muł pozostawił ślad na jej białej sierści. Tak jak podejrzewał, wadera wyszła za zarośli mokra i brudna. Samica chwilę po wyjściu zaczęła tłumaczyć swoje zachowanie. Żółtooki nie pojmował, po co się tłumaczy, lecz wysłuchał jej i nie przerywał. Pod koniec jej wypowiedzi wadera zadawała się być niepewna. Zrywając chwilową niezręczną ciszę, Yneryth nie mógł odpuścić sobie pewnego zdania.
- Zdaje mi się czy lubisz zimne kąpiele? – Samiec nie czekając na jej odpowiedź, kontynuował. – Chodź za mną, przyda ci się kąpiel w czystej wodzie.
Bel zbytnio się nie opierała. Ruszyła za samcem, tak by wyrównać z nim tempo podróżowania. Idąc we dwoje, Yneryth ewidentnie czuł się jak w okowach. Początkowa cisza była upojeniem dla jego uszu, jednak dźwięk łap innych niż jego, lekko go przytłaczała. Stanął więc w miejscu, proponując niecodzienne rozwiązanie.
- Zobacz, tam naprzeciwko nas, za lasem jest strumień. Co ty na to, by zrobić sobie mały wyścig?
- Z chęcią trochę się z tobą po ścigam.
Yneryth ucieszył się z powodu zgody. Znikając pod iluzją, zaczął tłumaczyć, kiedy mają wystartować. Oba wilki ruszyły równo ze sobą nawzajem. Belief nie była pewna czy wszystko dobrze zrozumiała i czy nie ruszyła przed wcześnie. Zniknięcie Yneryth’a lekko ją rozstroiło. Biegli łeb w łeb aż do lasu. Wilki wbiegając między drzewa, rozdzieliły się. Yneryth, nie zastanawiał się, czy samica się nie zgubi, teraz zmierzał prosto do wody i nic innego nie chodziło mu po głowie. Kręte ścieżki leśne, znacznie spowalniały ruch w linii prostej. Drzewa rosnące nieregularnie również nie ułatwiały mu zadania. Zgrabnie wymijał drzewa i wystające kamienie. Tej nocy biegł jak zwyczajny wilk, no prawię jak zwyczajny wilk. Fakt, że był niewidoczny dla dzikich zwierząt, trochę ułatwiał zadanie. Spłoszone ptaki, nie zasłaniały mu drogi. Przebudzone sarny, nie przebiegały mu przed pyskiem i nie taranowały go. Spotkanie z większymi kopytnymi, na pewno by go zatrzymało. Zdenerwowane łosie, mogłyby być nawet sporym zagrożeniem, gdyby zaatakowały z zaskoczenia. Jednak nie użył swoich innych sztuczek. Co prawda lód i przyspieszenie biegu było ryzykowne. Pomyśleć jak głupio mógłby sobie narobić kolejnych kłopotów zdrowotnych. Stare blizny, lekko motywowały go, by być ciut bardziej ostrożnym. Kamienie jednak mogły przyspieszyć jego bieg, znacznie skracając drogę pomiędzy drzewami i skałami. Basior, wybiegając z lasu, widział już znajomy strumień. Kątem oka widział Bel, biegnącą w tym samym kierunku. Jej sierść, zdawała się znacznie suchsza, niż gdy ostatnio ją widział. Rywalizacja zdawała się zacięta, a samiec bardzo pobudzony, możliwością porażki. Przegrywanie nie było w jego stylu. Dziś jednak mógł przegrać. Czy to ten dzień, w którym los stwierdzi, że to nie on jest głównym bohaterem?

Belief ?  

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 489
Ilość zdobytych PD: 244
Obecny stan: 1919

poniedziałek, 23 maja 2022

Od Belief c.d Yneryth’a ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Biała właśnie o czymś śniła i poruszyła niegramotnie tylną łapą, kiedy obok niej odezwał się basior. Miała płytki sen, toteż wydawało jej się, że głos ten jej się przyśnił. Mruknęła coś przeciągle i wywaliwszy język w wielkim ziewnięciu, podniosła głowę, po czym spojrzała na swoje ciało, a później podniosła wzrok nieco wyżej i oprzytomniała. Natychmiast zamknęła pysk i uśmiechnęła się w zakłopotaniu, że przyszło jej poznać nową osobę w takim niezręcznym stanie rzeczy jak spanie. Podniosła się do siadu jeszcze nieco zaspana, po czym wyprostowała się i odezwała.
- Witaj wilku. Nazywam się Belief, ale możesz mówić mi Bel, jeśli masz ochotę. - Ukłoniła się z szacunkiem. Po czym wyprostowała się znów i pomyślawszy chwilę, odpowiedziała - Dołączyłam niedawno do stada, a tutaj przypadkiem ucięłam sobie drzemkę. - Rozejrzała się szybko - tutaj nie wolno spać?
- Witaj miło mi cię poznać Bel. Czemu tak myślisz ?
- Właściwie to nie wiem. - zaśmiała się cicho. A samiec w odpowiedzi uśmiechnął się delikatnie, widząc jej zakłopotanie. Po czym samica spytała:
- A Ty ? Jak Ci na imię?
- Yneryth - odparł krótko i skinął głową na powitanie.
- Mnie również miło jest Cię poznać. Właściwie jestem tu już od jakiegoś czasu i prawie nikogo nie znam. Staram się lepiej poznać to miejsce. Poobserwować tutejsze obyczaje i zasady. - wyjaśniła z udawanym zadowoleniem, bowiem gdzieś w głębi wcale nie była zadowolona z faktu, że mimo iż należy do stada, wciąż musi spędzać czas samotnie. Lubi samotność, ale bez przesady, nie obraziłaby się, gdyby czasem z kimś mogła porozmawiać. Samiec wyglądał na skupionego, wchłaniając w uszy jej słowa.
Nagle do uszu białej doszedł szmer. Odwróciła się gwałtownie za siebie i instynktownie zniżyła sylwetkę.
- Słyszałeś?
- Nie bardzo. - szepnął i również się schylił jakby razem z samicą. Cokolwiek by to nie było, wolał być w gotowości.
- Tędy!
Wilczyca ruszyła bezszelestnym truchtem, prowadząc wilka w stronę niewielkiego stawu. Samica zatrzymała się i naprężyła ciało. Czuła zapach wody, ale czuła też dziwny smród i ciągle ten sam dziwny dźwięk. Samiec przystanął za nią, zastanawiając się, co też ona wyprawia. Wciągnął delikatnie powietrze w nozdrza i usiadł. Nie czuł niczego, czym można by się przejąć, więc postanowił poczekać, aż wilczyca upora się ze swoimi obawami. Belief z kolei wyskoczyła nagle w bardzo gęste zarośla. Do uszu basiora doszedł dźwięk, jakby samica wpadła w bajoro. A z zarośli tuż przed jego przednie lapy wyskoczyła potężnie zbudowana ogromna ropucha. Tak wielkiej ropuchy chyba jeszcze oboje nigdy nie widzieli. Zaraz za nią z tyłu wyszła Bel, ociekając wodą, a wyraz jej pyska nie wskazywał na to, aby wadera była z siebie zadowolona.
- Ależ bydle wstrętne. Myślałam, że ropuchy są mniejsze! - wydusiła w końcu, a samiec roześmiał się gromko z całej tej komicznej sytuacji.
Później samica wyjaśniła, że poczuła straszny smród, a potem rechot zmutowanej żaby, który nie mógł umknąć jej ciekawości i po prostu musiała to sprawdzić, ale nie spodziewała się, że woda sięga również w zarośla, w które wpadła. Miała nadzieję, że nie wyszła w oczach nowo poznanej osoby nieporadnie lub – co gorsza – jak ktoś z kim nie warto się zadawać. Bel nieco posmutniała w akompaniamencie swoich myśli i nieco się stresowała dalszej rozmowy, o ile wilk będzie w ogóle chciał dalej z nią rozmawiać.

Yneryth ?

Ilość napisanych słów: 522 
Ilość zdobytych PD: 261 
Obecny stan: 2137 PD

Od Yneryth’a do Belief ~ Biel rozjaśniająca ciemność

Niebo już szarzało, a gwiazdy powoli zaczynały świetliście rozbłyskiwać. Nocą lasy raczej były puste i głuche. Większość zwierząt dbała o swoje czynności życiowe. Wiewiórki odpoczywały przed porannym zbieraniem zapasów. Ptaki powoli kierowały się ku sennej rzeczywistości. Noc jednak nie była jedno stronna. W ciemności budziły się do życia inne istoty, które za dnia odmawiały współpracy. Tak też, nietoperze i kuny, zaczynały swoje łowy. Wyjątek stanowił jeden z tutejszych wilków. Cykl dnia i nocy był dla niego pogmatwaną sprawą. Raz spędzał całe dnie, trenując, bo musiał. Innym razem korzystał ze swojego życia, spacerował i się wylegiwał. Większość przyjemnych dla niego zjawisk miała miejsce podczas nocy. Piękny zmierzch, nie był dla niego wyłączenie odpoczynkiem. Niestety musiał spełniać swoje zadanie w watasze. Yneryth niechętnie, lecz wypełniał swoje obowiązki. Wędrując po terenach watahy, starał się sprawdzać nowe miejsca, poznając przeróżne zakamarki. Czasem pozwalał sobie, na lekkie lenistwo, zbliżając się do terenów patrolowanych przez Kotoriego. Dziś wędrował tak, jak każdego dnia, wszystkie jego kroki zmierzały ku oceanowi. Przemierzając okoliczne gąszcze, oglądał nudne już dla niego drzewa i kamienie. Tam, gdzie patrolował, znał okolice bardzo dobrze. Jego kroki zwalniały wraz z upływem czasu, ponieważ brakowało mu chęci, do powtarzania swojej rutyny. Patrząc w kierunku końca patrolu, przypomniał sobie o nowo przybyłej samicy. Idąc dalej, zastanawiał się, jak może ona wyglądać. Przystanął w miejscu, by wczuć się w woń otaczającego go lasu. Czuł różne zapachy, lecz nowego nie było ani śladu. Zezłościł się lekko, rozumiejąc, że oznacza to nudne dokończenie zadania.

*
Wracając na swoją polanę, basior zastanawiał się co dalej będzie porabiać. Mijając ostatnie drzewa, wchodząc na swoją polanę, poczuł coś innego. Tego zapachu jeszcze nie udało mu się zakodować. Miał nadzieję, że jest to jakieś nieznane mu zwierzę. Wolał raczej spędzać czas w samotności. Ciekawość samca jednak wyszła z niego. Wciągając delikatnie nocne powietrze, wędrował nowym zapachem. Woń kierowała go w lewo, od wzgórza pośrodku polany. Idąc „nową” ścieżką, wspominał swoje wczesne dni tutaj. To tu, a dokładnie kawałek dalej, rozszarpał swojego pierwszego tutejszego zająca. Wiele czasu minęło od tamtych dni, on sam również uległ zmianie. Struna zapachu powoli zwiększała swoją siłę, zdając sobie z tego sprawę, żółtooki nie omieszkał się zakamuflować. Piasek oplatał jego ciało, imitując zieloną trawę i ciemne drzewa. Łapy stawiał coraz ostrożniej, uważając, by nie ujawnić się przed wcześnie. Skradając się, myślał o tym, co spotka na końcu zapachu. Mina Yneryth’a znormalniała, gdy jego entuzjazm opadł. Pod drzewami w mroku skrywała się wilczyca. Wyglądała jakby była w trakcie snu. Zapewne to ona była powodem nowego zapachu. Samica była śnieżnobiała. W szczególności wyróżniał się ogon, jak i uszy, które były czarne. Tak przynajmniej wydawało się basiorowi. Na głowie miała 3 zielone paski. Yneryth zaciekawiony wyglądem, stwierdził, że jest to czas, by poznać „chyba tą nową". Ostrożnie zbliżył się do śpiącej wadery, tak by nie obudzić jej od razu. Gdy usiadł tuż przed nią. Zastanowił się, od czego zacząć rozmowę. Zielonooka nie wyglądała zbyt groźnie. Zaczął więc dialog od ujawnienia się.
- Biały wilk pojawia się, siedząc z wyprostowanymi przednimi łapami. – Witaj, co cię tu sprowadza? – Zapytał spokojnym tonem, by jej nie wystraszyć.

Belief ?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 509
Ilość zdobytych PD: 254
Obecny stan: 1675