Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Itami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Itami. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2022

Od Itami do Ðarögon ~ Czerń i Kły

Jesień to czas chorób, selekcji naturalnej - z dnia na dzień, w lecznicy przybywało coraz to więcej chorych. Liczba chorych na grypę zwiększała się, aż można by zaryzykować stwierdzeniem, że wybuchła jakaś tajemnicza epidemia. To tylko jesienne objawy, nic innego. 

Koło południa przygarnęła do siebie pewnego wysokiego, dość silnie zbudowanego basiora o oczach tak błękitnych, jak morska toń. Po przebytym treningu został kontuzjowany, ale Naharys nie chciał zdradzić, jak to się stało - odwrócił tylko pysk, jakby zastanawiał się, co odpowiedzieć młodej medyczce. 
Przedstawił się jako Drago - Itami musiała przyznać, że imię choć krótkie, było trudne do wymówienia. Mimo tego, starała się pozostawić bez komentarza tę nagłą enigmatyczność ze strony białego basiora, po czym przystąpiła do podstawowych badań. 
Basior miał zwichniętą łapę - bardzo mocno zbudowaną łapę, sama nie wiedziała, jakiej siły trzeba użyć, aby zwichnąć taką kończynę, grubością przypominającą dorodny pień dębu. Kiedy chwyciła delikatnie obolałą kończynę, Drago zmarszczył z bólu wargi, błysnął kłami. 
- Nie będę kłamać, będzie boleć, jak cholera, ale jeśli nic nie zrobię, uraz będzie pogłębiać zniszczenia w obrębie stawu. Jesteś gotowy na nastawienie? 
Basior skierował na waderę swój wzrok - dało się z nich wyczytać obojętność i dystans, a z drugiej strony zaś, skrywało się za nimi ciepło. 
- Rób, co musisz, medyczko - odpowiedział o dziwo tonem dość spokojnym, jak na tę sytuację. Itami bez zbędnych słów, chwyciła za kończynę, pociągnęła i szarpnęła w stronę odpowiednią miejscu stawu, posłyszała charakterystyczne chrupnięcie i syk bólu Drago.
- No i widzisz? Gładko poszło. A teraz usztywnię ci kończynę i podam leki przeciwbólowe. Chyba nie masz nic przeciwko? 
- Nie - odparł lakonicznie Drago. 
- Okej... - odparła krótko, bowiem wyczuła, że basior nie należał do osób zbyt rozmownych. Słyszała, że to płatny morderca. Tacy... cóż... 
Potrafią być skryci, tak samo, jak skrycie zabijają. A niektórym wychodzi to równie dobrze, co oddychanie. Zbliżywszy się do wysokiej wnęki w ścianie jaskini, próbowała dostać się do ziół, przynoszących ukojenie w bólu, uspokajające szalejące myśli... 
- Pomóc? - usłyszała czyiś głos obok. Odwróciwszy się, na pierwszy rzut oka spostrzegła mocno zbudowaną klatkę piersiową, pokrytą kruczoczarną sierścią, aczkolwiek wyczuwała pod nimi pracę mięśni oddechowych. Uniosła głowę wyżej, aby spojrzeć na surowe błękitne oczy basiora. Nawet nie posłyszała, jak ów osobnik się do niej zbliża. Wewnętrznie skuliła się ze wstydu, lecz wyprostowała się znacznie, starając się wytrącić z równowagi. 
- Ale... 
Zanim zdołała dokończyć zdanie, basior wzniósł się na dwóch tylnych łapach, zdrową łapą wsparł się o wnękę poniżej, a pyskiem sięgnął po zalegające na najwyższej wnęce zioła, dla pewności zgarnął wszystkie w zęby. 
-... dziękuję - dokończyła zszokowana wyczynem  Dragon'a. Kiedy stanął dęba, wydawał się jej wielce ogromny... na tyle, że jej cień mógłby zakryć ją całą. Na własne oczy widziała, jak mięśnie ud czarnowłosego pracują intensywnie, biła z nich niewyobrażalna siła. Przyjęła roślina z jego pyska do swojego, czując przy tym jego tajemniczy, aczkolwiek interesujący zapach.  Drago wrócił na swoje miejsce, czekał w milczeniu na dalszą część leczenia. 
Aczkolwiek nie umknęło jej uwadze fakt, że od czasu do czasu, dziwnie się jej przyglądał. Obserwował każdy jej ruch, musiała przyznać, iż niezręczność wytrącała ją z rytmu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła, lecz błękitne oczy basiora miały w sobie coś...piorunującego. Energia drżała w nim, aż po szczyt jego wysokiej, bujnej czarnej grzywy. 
- Proszę, to powinno pomóc - oznajmiła, owijając zwichniętą kończynę bandażem, którego wprzód nasączyła ziołowym wywarem, potem okryła go warstwą delikatnego, bawełnianego opatrunku. 
- Powinno być dobrze. Mam nadzieję, że lubisz zapach lawendy?
- Powinno być dobrze - powtórzył basior. 
Kiedy zakończyła bandażować dodatkową warstwę bandażu, umyła łapy w zimnej wodzie, skierowała wzrok w stronę basiora. 
- Dobrze się czujesz w watasze? - zapytała wadera, odbiegając na bardziej neutralny temat. 
-Aktualnie trudno mi powiedzieć jak się czuje jestem tu od niedawna - odparł, odrywając oczy od wadery, aby potem je wlepić w punkt przed sobą. Jego mina wydawała się niewzruszona, obojętna. 
- Poza zwichniętą kończyną, widzę, że nie narzekasz na nudę. Jak ci minął trening?
-Jak zwykle robię postępy, uczę się nowych rzeczy i je doskonale. - odparł tonem dość spokojnym, opanowanym. 
- To się powinno chwalić - odparła ciepło Itami. Wstrząsnęła łapami, rozchlapując kropelki wody na wszystkie możliwe strony. 
- A ty ćwiczysz coś? - to pytanie lekko zaskoczyło waderę, odebrało mowę. A cóż ona mogłaby trenować, poza wzbogacaniem swego umysłu o nową wiedzę medyczną, która może pomóc jej w wykonywaniu swych obowiązków. Żeby jednak nie wypaść na ignorantkę w jego oczach, rzuciła szybko. 
- Lubię biegać! 
- Długie biegi są bardzo dobrze, szczególnie do polowań - odparł tonem dość obojętnym. 
- W polowaniach... cóż... nie jestem zbyt dobra. Nie mam do tego talentu. - rzekła szczerze medyczka.
- Zatem do czego masz talent? 
Usta medyczki wykrzywiły się tajemniczy uśmiech, chwyciła za naczynie, wypełnione wywarem z kurkumy i koziołkiem lekarskim, poleciła basiorowi, aby upił kilka łyków. 
- Do tego, co każda medyczka. W ratowaniu życia. 
- A jeśli ktoś odmówiłby ci pomocy, bądź prosił abyś go otruła ? - Oczy basiora błysnęły żywo, zmrużył je lekko. To pytanie, przyznam wam, wybiło z pantałyku Itami, a nad odpowiedzią zastanawiała długo. Za długo, aby odpowiedzieć. 
- Rozumiem... - mruknął basior - trudne pytania wymagają odpowiedzi dość przemyślanych. 
- Nie o to chodzi, po prostu... moja natura jest skierowana na pomaganie, bez względu na to, czy ktoś życzy mi źle, czy też... wręcz odwrotnie.
- A jeżeli by zależało od tego życie kogoś innego ? - spytał basior, Itami uniosła lekko lewe ucho na brzmienie niepewności w tonie basiora. Westchnęła tylko, znów zastanawiając się nad odpowiedzią. Musiała wręcz przyznać, że trafił się jej dość osobliwy pacjent. 
- Nawet medyk musi wybierać, czyje życie jest ważniejsze - odpowiedziała, aczkolwiek niezbyt pewnie się czuła. Dla niej, jako medyczki, co prawda z niewielkim stażem, każde życie powinno być rzeczą priorytetową, bez względu na wyjątki. 
- Rozumiem - odparł cicho basior, wracając oczami we wcześniej obserwowany punkt przed sobą. 
- Wielu próbowało nauczyć mnie polowania - przyznała po chwili - każdy mistrz załamywał łapy przez moje beztalencie. Czy może... chciałbyś...
Basior znowu obdarzył ją wzrokiem... tym razem dość osobliwym. Mierzył w nią błękitem swych oczu, wydawać się mogło, że tylko czekał na te słowa - wiedziała bowiem, że każdy marzył, aby opuścić trzewia tej jaskini. 
- ... mnie nieco nauczyć polowania? - dokończyła w końcu. 

<Ðarögon?>

PODSUMOWANIE: 
Ilośc napisanych słów: 983 
Ilość zdobytych PD: 491 + 200%  (982 PD)
Obecny stan: 1473 PD 

wtorek, 28 czerwca 2022

Od Itami c.d Naharys/Atrehu ~ Wzloty i upadki

 Itami, mimo iż zmęczona całym dniem i zakopana pod stertą wygodnych futer w jaskini Naharys'a, nie mogła zasnąć. Wiele razy przychodziło jej obracać się z boku na bok, a przyczyną tego wszystkiego były myśli - myśli natrętne, jak muchy w zadusznym pokoju. Swymi niespokojnymi westchnięciami wypełniała ciche wnętrze jaskini, jednocześnie starając się, aby nikogo nie obudzić. 
~Ten buc przespał się z moją siostrą! Za moimi i mojej rodziny plecami, bezczelnie dobrał się do Lonyi! W czasie, gdy u Tsumi stwierdzono ciążę. Nie wiem, co w tym momencie sobie myślisz, ale ja wiem jedno - potraktował moją siostrę, jak dziwkę, którą można bez zobowiązań wychędożyć, mając jednocześnie ciężarną na boku. Co więc może świadczyć o Atrehu?
Bardzo dobrze znała rudego basiora - miewał różne odskocznie, jeśli chodzi o związki z waderami. Potrafił dla nich zrobić wszystko, a zarazem wymieniał je jak rękawiczki. Uwadze jej nie umknęła pewna wzmianka Naharys'a - że może doświadczyć tego samego losu, co Tsumi. 
- A czemu miałbyś się o mnie martwić?
- Że cię stracę.
Co miał na myśli Atrehu, tego nie wiedziała sama, lecz przekręcając się w leżu na prawy bok, połączyła te dwa fakty razem - Atrehu bał się, że straci ją kiedy ta dowie się, co uczynił. 
~ Boi się, że straci mnie... czy moje ciało, które tak lubieżnie bierze nocami, na swoją własność. Z drugiej jednak strony, Itami nie jest związana z Atrehu więzami partnerskimi, więc w ostatecznym rozrachunku, basior nie jest jej nic winien. W czasie, kiedy Atrehu niczym zauroczony pies, ganiał za Tsumi, nawet nie było w myśli Itami, aby związać się z rudym, choć szczerze powiedziawszy, odczuwała drobną zazdrość. Uważała Tsumi za niechybną szczęściarę, że miewała obok siebie takiego samca, jak Atrehu, choć jak wiadomo każdemu, każda historia ma swoje drugie dno. Itami, z dramatyczną nutką w głosie, westchnęła cicho i przewróciła się na drugi bok, próbowała nawet poprawić sobie zwinięty kawał futra, służący jej za poduszkę, ale nic z tego. Natręctwa myśli dręczyły ją, jak psujące się rany trędowatego. Jak zwykle kolejna nieprzespana noc, a powodem był nie kto inny, jak... Atrehu. Zacisnęła palce na powierzchni futrzanej pościeli, rozmyślając z błogością o dotyku rudego, jego zapachu tak niemal obezwładniającym, że aż same zmysły prosiły o więcej. Tej nocy mogła być jego. Znowu. 
 Kiedy otworzyła, pierwsze co spostrzegła, to bursztynowe oczy wpatrujące się w nią z ciekawością, przebijając się przez mrok. W pierwszym momencie, strach zacisnął się na szyi Itami, ale w czas pojęła, że to nie żadna przerażająca bestia, którą podświadomie wykreowała jej wyobraźnia. Naharys przyglądał się jej badawczo, z intensywną dokładnością. 
- Wszystko w porządku? - spytał tonem zatroskanym, zupełnie jakby przemawiał do wadery jej własny ojciec. Na myśl o nich, zacisnęła niepostrzeżenie zębami z tęsknoty za nim. 
- Nie mogę zasnąć - zwierzyła się Itami, przybierając pozycję półsiedzącą - nie mogę przestać rozmyślać. Basiorowi nie umknęło uwadze, jak wadera kładzie uszy po sobie, spuszczając przy tym smutno oczy na swoje łapy. 
~ Czy się czegoś domyśla? - zanim zdołała w myślach odpowiedzieć sobie na pytanie, Naharys podniósł się z miejsca, aby za moment zniknąć za rogiem wejścia do przedsionka jaskini. Chwilę potrwało, zanim wrócił z powrotem z kamienną misą w pysku, którą później podsunął Itami pod nos. Wadera od razu rozpoznała przenikliwy zapach mięty, przeplatany z koziołkiem lekarskim i melisą. 
- Masz, napij się. To powinno cię uspokoić - powiedział ciepło Naharys - i śpij spokojnie. Musisz wypocząć.  
Wadera wdzięcznie podziękowała i napiła się ciepłego wywaru - jeśli o nią chodziło, smak melisy i mięty idealnie się komponował, a gdyby dodać jeszcze do tego sok jabłkowy, byłby to hit smakowy. Kiedy wypiła prawie wszystko, kiwnęła wdzięcznie głową - wiedziała, że Naharys nie potrzebuje słów, aby zrozumieć przekaz, bowiem ten uśmiechnął się ciepło i zabrał naczynię, przesuwając je gdzieś w mroczny kąt. Następnie ułożył się wygodnie bokiem obok jej prawicy - zaskoczona nieco wadera, zerknęła na basiora lekko sennym wzrokiem - napar zaczął działać. 
- Dziękuję Ci - wymamrotała Itami. 
- Za co? - odpowiedział pytaniem - Ja tylko dbam o ciebie, zgodnie z odwiecznym prawem gościnności. 
- Nie, nie o to chodzi. Chodzi o to, że zdołałeś się podzielić ze mną swoją wersją. No wiesz... 
- Ah, to. No tak, to nic wielkiego, ale jednocześnie proszę cię, Itami. Nie wracajmy do tego. To już przeszłość. 
Zanim zdołała odpowiedzieć, senność nadeszła tak prędko, jak wypiła ten wywar, przygotowany przez basiora - powieki zrobiły się ciężkie, bez problemu opadały na dół - i ścięła ją natychmiast. Przynajmniej myśli przestały mnie dręczyć - mruknęła w duchu Itami, zanim jej głowa opadła na ramię Naharys'a.

***
Obudziło ją zwyczajne poranne odgłosy; śmiałe rozmowy przy śniadaniu, głośne śmiechy dzieci Exan'a. Sam zaś poranek niezbyt dobrze wpłynął na Itami, gdyż mimo że spała, jak zabita, czuła się dość przygnębiona - do tego stopnia przygnębiona, że nie miała ochoty na nic. Nawet na smacznego króliczego udźca, którego zapach wypełnił wnętrze jaskini. Naharys, widząc, że wadera już nie śpi, powitał ją ciepłym uśmiechem i zaprosił do wspólnego śniadania i mimo gorącego namów ze strony Ereden'a, Shori i Sininen, grzecznie i uprzejmie odmówiła, tłumacząc się brakiem apetytu, co było zgodne z prawdą. Lecz, żeby nie zachować się w jakiś sposób niegrzecznie, chętnie napiła się uspokajającej herbatki z melisy i mięty. Podziękowała jeszcze raz za gościnę, skierowała się w stronę wyjścia, po czym zerkając ponownie na ten szczęśliwy obraz rodziny, uśmiechnęła się wdzięcznie i ruszyła w drogę. Wypity nocą wywar oraz poranna herbatka dały jednak się we znaki, kiedy Itami poczuła nieznośne parcie na pęcherz - nie chciała jednak zatrzymywać się na krótki postój pod krzaczkiem, sprawy ją wzywały, lecz siła fizjologii w ostatecznym rozrachunku wygrała to starcie. 
 Dalej łapy powiodły ją do jaskini medycznej, w której miała się znaleźć już kilka minut temu - dopiero po ustawieniu słońca na niebie zorientowała się o swoim spóźnieniu, a wiedziała też, że Lonya nie tolerowała niepunktualności. Cóż, każdemu zdarza się zaspać, jednakże zamiast spodziewać się niemiłej reprymendy, spotkała się z zaskakującą sytuacją. 
Lonya i Atrehu rozmawiali o czymś ściszonym głosem - Itami dostrzegła na uwydatnionych przez uśmiech policzkach wadery niemały rumieniec, co też wzbudziło w niej pewne podejrzenia. Podejrzenia i pewny rodzaj zazdrości? 
Rudy wilk uniósł wysoko głowę, poczuwszy w powietrzu obecność Itami i przywitał ją dość zaniepokojonym spojrzeniem - Gdzie się podziewałaś? - wydawały się pytać. Przygnębienie i obecność tego, czym przed chwilą była świadkiem, odcisnęły swe piętno, bowiem spojrzała na przyjaciela oschle. Wilk zareagował tak, jak się tego spodziewała - jakby dostał mentalnego strzała w pysk. Lonya natomiast przywitała Itami dość ciepło, jednocześnie wyraźnie było widać, jak wadera wynosi na zewnątrz swój dobry humor. Uśmiechała się, śmiała i żartowała, Itami natomiast miała ochotę stanąć gdzieś w kącie i zamknąć się w szczelnej otoczce, której nikt ani nic nie będzie w stanie jej przebić. 
- Cześć, Itami - w podskokach przywędrował do niej Atrehu, chciał ją przywitać miłym pocałunkiem w policzek, lecz wadera wyminęła go zwinnie, przechodząc obok. Możecie sobie wyobrazić, jaką wtedy minę miał Atrehu? Uniósł lekko lewą brew i z niemiłym zdziwieniem przyglądał się odchodzącej Itami. - Itami, dobrze się czujesz? - zapytał zatroskany rudy wilk - gdzie się podziewałaś? Kiedy się obudziłem, nie było cię przy mnie. 
- Musiałam coś załatwić - odparła oschle, tonem wręcz złowróżbnym, wyrażającym niechęć do dalszej rozmowy. Atrehu jednak nie zamierzał odpuszczać tak łatwo, bowiem zaczął wypytywać, drążyć jeszcze głębiej, co nie polepszało sytuacji Itami. Stawała się bardziej drażliwa, zupełnie jakby zbliżały się te chwile, w których faceci raczej uciekają przed zbliżającym się tsunami, w postaci kobiecej furii. Atrehu zbliżył się też nieco - i to był moment, kiedy jego nos zarejestrował u niej czyiś zapach. Zapach, tak znajomy, jak lepka żywica w sosnowym lesie. 
- Byłaś u Naharysa? - jego ton zmienił się diametralnie, nie brzmiał już tak miło, zatroskanie. Wyrażał raczej wściekłość, tak! Wściekłość... w pełnym tego słowa znaczeniu. - Po co z nim byłaś? 
Itami gniewnie wykręciła głowę, obrzucając Atrehu zbuntowanym wzrokiem i mimo, iż była mniejsza od basiora, to wyglądała, jakby zaraz miał wyskoczyć z niej wściekła lwica. 
- To przesłuchanie?! - wycedziła przez zęby - Mogę spotykać się z kim chcę i kiedy chcę, nic Ci do tego, rozumiesz?! 
- Rozumiem, ale tego nie bardzo. Nie chcę, aby spotkała cię z jego strony jakakolwiek krzywda. 
- Tak się składa, że Naharys to mój przyjaciel, który potrafi otworzyć serce na drugiego wilka. Jesteś zdolny do czegoś takiego?! 
No, tutaj musiała przyznać, że to okazał się być chwyt poniżej pasa, ale wadera była tak rozdrażniona, że nie panowała nad słowami. To też sprawiło, że basior zatrzasnął język za zębami, spoglądał na Itami z lekkim wyrzutem i zmartwieniem. Ona także to poczuła i pragnęła to jakoś naprawić, żałowała jednak, że nie potrafiła cofnąć słów, jakie przed chwilą padły. Były mocno przesycone złością, ale nie była pewna, czy chciała dać upust swej frustracji, czy pokazać basiorowi, jak bardzo jest na niego wściekła. Albo jedno i drugie. W końcu westchnęła głośno, opierając czoło o ramię Atrehu i wymruczała zmęczonym głosem, pełnym żalu i skruchy. Dość niespodziewanie z jej strony, ale jedno musicie przyznać, że Itami potrafiła przyznać się do błędu. 
- Przepraszam cię, Atrehu. Po prostu... - uniosła głowę, wbiła już w tym momencie łagodny wzrok w nie do końca przekonane oczy rudego basiora - ... wcale tak nie myślę, poniosło mnie, wybacz, że zachowałam się wobec ciebie, jak suka. Nie musisz nic mówić, zachowałam się, jak wredna suka. 
Basior, którego znała od szczeniaka, kochała jak partnera, a jednocześnie dzieliła się z nim swymi cierpieniami, jak z przyjacielem, objął ją mocno masywną łapą, a w oczach jego zaś dostrzegła przebłysk wyrozumiałości. 
- Nie, to ja zachowałem się, jak ten dupek. Masz rację, możesz spotykać się z kim chcesz i nic mi do tego. Nie mam zamiaru cię zniewalać ani kontrolować, ale... 
- Ale? - powtórzyła wadera, unosząc brew. 
- ... odpowiesz mi? 
- Tylko rozmawialiśmy - dostrzegła, że iskierki zazdrości, które wcześnie tańczyły w rytmie płonących gniewnie płomieni, przygasły miarowo. Itami nie zamierzała zostawić tego bez komentarza. - I nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. 
- Skoro tak - odparł basior, nieco spokojniej niż przedtem, ale nadal ton jego wyrażał podejrzenie i niepokój - ale uważaj na siebie, Itami, dobrze? 
Wadera po raz pierwszy w tym dniu zdołała wykrzesać u siebie, choćby minimalny, delikatny uśmiech, który Atrehu tak bardzo lubił oglądać. 
- Jeszcze raz przepraszam. Może dasz się jakoś przekonać na jakieś zadośćuczynienie? 
- Co masz na myśli? - zapytał zaskoczony basior. 
- Zobaczysz wieczorem - mruknęła tak cicho, aby nikt, poza basiorem jej nie usłyszał. 
- W takim razie, już nie mogę się doczekać - Atrehu, jak to on, musiał oczywiście wtrącić swój uwodzicielski, iście pełny energii ton. Charakterystyczna chrypka przy jego barytonie dodawała znacznego uroku - zabójczo ekscytującego uroku. 
***
Po tym, jak rudy wilk wyruszył na swój codzienny patrol z uwidocznionym na pysku uśmiechem - zapewne wyobrażał sobie, jakaż to nagroda może go wieczorem spotkać, za ten nieprzyjemny wybuch agresji Itami - lecz cóż... zanim to wszystko dojdzie do jakiejkolwiek realizacji, Itami musi pogadać z Lonyą, inaczej nici z dalszej operacji. Początek swego planu chciała zacząć od zwyczajnego stwarzania pozoru, że wszystko jest w porządku - zajrzała do kilku pacjentów, wykonała podstawowe badania, podała leki, ale ciągle gdzieś z tyłu głowy układała sobie teksty, jakie mogłaby użyć w trakcie rozmowy z waderą. 
~ Hej, Lonya, masz chwilę? Muszę pogadać z tobą o czymś, co dręczy mnie już od jakiegoś czasu...
Ta wersja brzmiała zbyt oficjalnie. 
~ Hej, Lonya, mogę zabrać ci dosłownie chwilkę? Czy mogłabym pogadać z tobą o Naharys'ie i Atrehu?
Zbyt dokładnie i bezpośrednie. Tyle myśli, tyle możliwości do wyboru, a i tak każda wydawała się w jakiś sposób nieodpowiednia. 
- Itami, uważaj, co robisz! - z gorączkowych rozmyślań wyrwał ją krytyczny ton Lonyi, która akurat przechodziła obok, kiedy Itami przygotowywała lek na zwiększenie krzepliwości krwi - nie dosypuj tyle nasion kozieradki, bo nam pacjentów pozabijasz! Skup się, dziewczyno.
- Ja... wybacz, już poprawiam - odparła pośpiesznie z tonem pełnym pokory - ale dręczy mnie coś. 
Lonya stała przez chwilę nad Itami, badawczo przyglądając się jej zmęczonym, ale też nieco zmartwionym oczom, usiadła więc, spojrzała na waderę nieco łagodniej niż wcześniej i odparła tonem pełnym spokoju. 
- No to wal śmiało, co się takiego stało? 
- Wiesz, zabrzmi to może tak, że wtrącam się w wasze sprawy, oczywiście nie robię tego z powodu mojej ciekawości, tylko zależy mi na zgodzie między Atrehu a Exanem. Pomożesz mi w tym?
Lonya, jak młoda wadera się spodziewała, rzuciła jej mocno zdziwione spojrzenie, nie kryła też przelotnego zastanowienia - Itami doskonale wiedziała nad czym. Wiedziała, że to nie jej sprawa, ani żaden w tym jej interes. 
- Dlaczego uważasz, że powinnaś w to ingerować? 
Itami westchnęła krótko, nadymając przy tym swoje policzki, po czym przyjrzała się Lonyi wzrokiem pełnym szczerości. 
- Naharys i Atrehu to moi przyjaciele - Z czego ten drugi to mój cholerny kochanek - pomyślała przelotnie, ale uznała, że najlepiej będzie, jeśli ten fakt zachowa dla siebie - bardzo cenni dla mnie przyjaciele. Poza tym, Naharys to twój brat. Nie zależy Ci, aby pogodzić ich razem i złączyli przyjaźń na nowo? 
- Oczywiście, że mi na tym zależy - Lonya odparła takim tonem, jakby to, co powiedziała, było szczerą oczywistością. Itami kiwnęła krótko głową - W końcu to najlepsi kumple. Niestety obawiam się, że moja obecność mogłaby pogorszyć sprawę.
Itami przegryzła lekko wargę. Nie była pewna, czy to pytanie, które miała zamiar je zadać, będzie na miejscu, ale tylko w ten sposób może zdobyć wiedzę na ten temat i przygotować odpowiednie argumenty. To będzie dla niej niezbędne przy słownej konfrontacji z Naharysem. 
- Opowiesz mi, jak to było na prawdę? Naharys opowiadał mi, że... noo... ty i Atrehu... wiem, to nie moja sprawa, ale chciałabym usłyszeć twoją wersję wydarzeń. Exan chciał zabić Atrehu za to, co zrobił i gdyby nie ty, pewnie nie byłoby go z nami. Co się tak na prawdę stało?
Z tym pytaniem, Lonya odwróciła głowę w bok, prezentując przed Itami swój surowy, ale też urokliwy profil, przy czym jej kącik ust był wygięty w smutny wyraz. Wadera nie spuszczała z niej wzroku, ani na moment, w cierpliwości wyczekując odpowiedzi. 
 - To się stało, kiedy dotarliśmy w nasze rodzinne strony - zaczęła, nadal nie odrywając oczu od pustej, ciemnej skalnej półki, zawieszonej kilka centymetrów nad ich głowami- Na zaręczynach mojego brata.
Nastała kolejna pauza, jakby Lonya zastanawiała się nad właściwym doborem słów, jej oczy błysnęły groźnie kiedy przenosiła na nią swój wzrok. 
- Spotkaliśmy się praktycznie na miejscu. On i Tsumi towarzyszyli mi przez krótką chwilę, a gdy ponownie mieliśmy przyjemność się spotkać, jego ukochana gdzieś zniknęła. Wtedy z Atrehu byliśmy nieco podpici, zaprosił mnie do tańca i dopiero w trakcie zrobiło się jakoś gorąco. 
Lonya w trakcie wypowiedzi, robiła sporadyczne pauzy, wykrzywiała dziwnie usta, jakby zastanawiała się, czy ryzykować wyjawienie przyjaciółce szczegóły, czy tylko strzępki prawdy. Itami wiedziała, że Lonya ukrywa przed nią niektóre fakty, ale nie zamierzała się o nie dopominać.  
-I wtedy... - Itami chciała dopowiedzieć, ale Lonya szybko przerwała. 
- Nie. Atrehu potrzebował zniknąć z tłumu, potrzebował odetchnąć, więc wzgórze wydało się najlepszym rozwiązaniem. Wtedy się przespaliśmy - ostatnie zdanie zakończyła tonem wielce rozmarzonym, Itami podejrzewała, że ta chwila była godna zapamiętania w rozdziale życia Lonyi.
- Czyli według twojej opowieści, Atrehu do niczego cię nie zmuszał? Zrobiliście to ze zgodą obu stron? Naharys uważa nieco inaczej. Twierdzi, że mając obok siebie ciężarną Tsumi, ciebie potraktował... nooo... haniebnie. Martwi się, że podzielisz los Tsumi, jeśli sytuacja się powtórzy.
Wadera zmazała rozmarzony uśmiech z pyska, lecz ten blask zadowolenia zachował się w jej złotych oczach. Itami była w stanie zrozumieć Lonyę, bowiem ona sama przeżyła mnóstwo chwil spędzonych z Atrehu - wiedział, jak zadowolić waderę i jednocześnie okazać ukojenie sobie. Itami przełknęła ślinę na myśl o gorącu, jakim jej towarzyszył przy każdym elektryzującym zbliżeniu z samcem. 
- Tłumaczenia nic nie dały. Atrehu jest niewinny, to przecież była nasza wspólna inicjatywa, aby spędzić ze sobą nieco czasu. Podjęłam dojrzałą decyzję, tego właśnie chciałam, aby ktoś spojrzał na mnie, nie jak na przyjaciółkę, czy też towarzyszkę podróży, tylko jak na waderę - Lonya opowiadała to wszystko ze słodyczą, wymalowaną w jej oczach, dosłownie iskierki szczęścia tryskały obficie za każdym razem, kiedy Lonya wspominała tę pamiętną chwilę. Kiedy jednak wspomniała o swoim bracie, obraz jej szczęścia rozmył się momentalnie i ustąpił miejscu przygnębieniu.
- Naharys, kiedy się dowiedział, wpadł w furię i omal nie zabił Atrehu. Dosłownie usiłował go zrzucić z urwiska. On cały czas uważa, że chronię Atrehu, który się mną zabawił. Nie potrafi przyjąć do siebie innej opcji. Dlatego sama rozumiesz dlaczego nie powinnam brać w tym udziału. Nie pamiętam, kiedy tak pokłóciłam się z Naharysem. A to była kłótnia dość głośna i poważna. 
- Naharys wskoczyłby za tobą w siódmy płomień piekieł, kocha Cię nad życie, widziałam to wczoraj, kiedy opowiadał mi to wszystko. A mówił to tak, jakby był święcie przekonany, że Atrehu cię skrzywdził. Czy chciałabyś jeszcze coś powiedzieć?
Lonya kręciła głową, nie dlatego aby zaprzeczyć, Itami zrozumiała, że wadera prezentowała w ten sposób dezaprobatę, lecz sama dokładnie nie wiedziała z jakiego powodu. Z początku zakładała, iż Lonyę już nużą te pytania, których w gruncie rzeczy nie powinna ich zadawać. Nie była to jej sprawa. Jednak dodała po chwili, oburzenie i smutek wylewał się z niej potokiem, z każdym wypowiedzianym słowem. 
- Jak mógł to zrobić najlepszemu kumplowi. Nie rozumiem czemu mi nie ufa. Przecież ja i Atrehu... to... - urwała w połowie zdania. Na jej twarzy wyraźnie kreślił się grymas głębokiego zastanowienia, jakby szukała odpowiedniego słowa - Noo... nie deklarowaliśmy sobie niczego. Atrehu i ja chcieliśmy po prostu pobyć ze sobą... w ekscytujący i pełny wrażeń sposób. A on, cóż, pragnął to jakoś odreagować po tym, co usłyszał od moich rodziców. On... Atrehu jest prawie, jak brat z rodzinnej watahy! Okazało się, że jego matka urodziła się w tamtych stronach, zaciążyła poprzez gwałt i uciekła do Sol Rojo. Dowiedział się, kim tak na prawdę jest! Jego brat nie ma w sobie, ani krzty krwi Alfy, gdyż owoc poczęty z gwałtu to on. Atrehu jest pierworodnym synem Alfy, nie on. 
Itami rozszerzyła nieco oczy, choć zdziwienie ukryła głęboko w sobie - W sensie, wiedziała, że Atrehu to syn Alfy, dało się to wyczuć. W jego oczach, mowie i jego stylu bycia - wiecznie dumny, bywa tak, że wysławia się z godnością, tonem godnym podziwu. Lecz fakt, że korzenie matki Atrehu sięgały, aż do granic rodzinnej watahy Lonyi, był dla niej pierwszyzną. Patrzyła bez słów na swoją rozmówczynię, jednocześnie wewnątrz siebie starała ukryć zaskoczenie, które walczyło z nią zapalczywie i bez ustanku. Miała ochotę stanąć, jak belka z rozdziawionym pyskiem. Podsumowujmy to ~ Pomyślała Itami ~ Lupus nie ma jak mierzyć się z Atrehu w pretensji do tronu, gdyż to nie on jest pierworodny Alfy, został poczęty z nasienia gwałciciela. Tym samym nie ma żadnych praw, jako następca władcy, ani tym bardziej do władzy nad watahą. A to takie buty. 
Odstawiła rozmyślania na bok i wróciła do spraw, które obecnie miały miejsce - Naharys i Atrehu, oni są w tym momencie najważniejsi. Oraz to, aby jak najwięcej wyciągnąć od Lonyi, to pomoże jej się przygotować. 
- Jesteś dla niego najważniejsza. Nawet od Atrehu, jakim by on nie był kumplem, czy nawet potomkiem Alfy, dla ciebie jest gotów zrobić wszystko. Spróbuję przekonać Naharys'a. Nie wiem, jakimi siłami i sposobem, ale spróbuję tego dokonać.
Lonya uśmiechnęła się delikatnie, sprawiała wrażenie, jakby chciała nim wyrazić swoje zmęczenie i zmartwienie, ale to tylko przypuszczenia. Wadera uniosła łapę pewnym ruchem, pogładziła nią drobne ramię Itami i spojrzała ciepło na współpracowniczkę. 
- Nie wiem, może Ciebie posłucha, bo ja już nie mam sił do tego barana. 
- Jeśli nie dam rady, to trudno, przynajmniej podjęłam jakieś próby. Dziękuję Ci, Lo. Za zwierzenia i zaufanie. 
Wadera zabrała łapę z ramienia Itami, kontynuując już i tak nużącą dla niej rozmowę o kłótni obu panów, a młodsza zaś słuchała z uwagą, dopóki któryś z pacjentów nie przerwał im konwersacji. Itami wyraźnie posłyszała wołanie wadery ze złamanym obojczykiem, która potrzebowała miski wody. Już miała ruszyć się z miejsca i zainterweniować, lecz Lonya pośpiesznie złapała ją za ogon, aby zatrzymać przy sobie jeszcze chwilę. Itami poszukała wzrokiem jej oczu, były śmiertelnie poważne. Bardzo poważne. 
- Niewielu jest wtajemniczonych w ten incydent i liczę, że mówiąc ci o tym, to się nie zmieni - powiedziała o dziwo tonem dość spokojnym. 
- Spokojnie. Będę milczeć, jak grób i zabiorę tę tajemnicę ze sobą do niego.
***
  Wadera zmysłowymi i iście urzekającymi ruchami łap, zanurzyła się w rudej, gęstej sierści basiora, stojąc za nim, zanurzona po klatkę piersiową w ciepłej, niemalże parującej wodzie. Mruczał cicho, kiedy Itami wykonała płynny, ale powolny ruch wzdłuż jego napiętej szyi, na przemian zwalniała i przyspieszała masaż, uwzględniając inne, bardziej napięte partie ciała Atrehu. Ramiona, szyja, kark - przewijała po nim zręcznie, z klasą swymi drobnymi łapkami, wgniatając się przy tym w przepracowane mięśnie. Przez gęste futro nie było to łatwe zadanie, lecz Itami nabrała wprawy.
- Nie przestawaj - wymruczał tonem błagającym - O tak! Masz talent.
Itami zapłonęła rumieńcem, woda zachlupotała, kiedy ustawiła się do niego bokiem, ustawiła łapy wzdłuż mięśnia naramiennego, delikatnie swymi opuszkami wyczuła napięcie i powtórzyła kombinację masażu, z goła wydającego się na łatwą sztukę. Nic z tych rzeczy.
- Tak dobrze, mojemu Alfie? - mruknęła mu do ucha, uwodzicielskim iście czarującym tonem, a gdyby dodać preferencje jej słodkiego głosu, każdy basior mógłby wpaść w głęboki stan zachwytu. Zwłaszcza Atrehu. Na koniec musnęła swym gładkim językiem jego policzka. Uwierzcie mi, że Atrehu w tamtym wieczorowym momencie, wyglądał wyjątkowo komicznie - siedział kompletnie rozluźniony, z miną osoby chorej na hemiplegię. Oczy powywracane, niczym pijane mrówki, pysk lekko rozwarty z wywalonym błogo językiem. Itami wiedziała, jak podejść do basiora, aby go udobruchać, wybłagać u niego przebaczenie za ten nocny incydent poprzedniego dnia. Był cały jej, owinięty wokół jej palca - typowa wadera wykorzystałaby ten stan, ale nie ona. Cieszyła się, że trafiła w jego łapy. Mogła mu to jakoś wynagrodzić. Typowa wadera zabawiłaby się jego kosztem, obracałaby nim na wszystkie strony, ale nie ona. Itami natomiast zbliżyła usta do jego warg, aby ich języki się spotkały, oplotły się wokół siebie, niczym dwa brakujące ogniwa.
- Jesteś niesamowita - powiedział Atrehu kiedy wadera odsunęła się od niego. Jego ton był rozmarzony, jakby w ukrytym podtekście tego słowa chciał zdradzić, że ma ochotę na więcej. Na dużo więcej.
- Mam nadzieję, że zadośćuczynienie przypadło mojemu Alfie do gustu? - mruknęła zalotnie, pieszcząc jego policzki zewnętrzną stroną łapy. Atrehu potwierdził kiwnięciem głowy, błogo uśmiechając się do niej. Zbliżyła się do niego, aż oparła się o jego szeroką klatkę piersiową. Basior oparł się wygodnie o brzeg basenu źródełka, aż jego ciało ułożyło się pod wodą po czym przygarnął waderę czułym gestem.
- Tym razem nie wypuszczę cię tak łatwo - rzekł Atrehu, uśmiechając się znacząco. Itami wiedziała, co on mógł oznaczać.
- Mówisz? - Itami położyła łapę na jego piersi, bawiąc się niewinnie jego sierścią o ciemno beżowym odcieniu. Była tak gęsta i zdrowa, że aż miała ochotę zatopić w nią swą łapę. Reakcja Atrehu była przewidywalna - Itami w okolicy podbrzusza poczuła jego twardy wzwód. Miała ochotę wessać gwałtownie powietrze, ale ograniczyła się do cichego pisku. Leżeli tak przez chwilę, zanurzeni częściowo w wodzie, która swym ciepłem pieściła ich ciała. Zbliżyła nos do szyi Atrehu, chcąc zaciągnąć się jego zapachem, zatracić się w nim bez opamiętania.
- Idziemy spać? - zapytał Atrehu.
Itami uniosła głowę, aby spojrzeć ukochanemu w oczy - ukochanemu przyjacielowi i kochankowi. Znając Atrehu, pewnie teraz płonęłyby żywym płomieniem pożądania, ogarnięte zamgleniem, łakomie spoglądające na Itami, lecz ona dostrzegła w nich jedynie spokój, ale i zmęczenie ciężarem całego dnia. Itami jednak stwierdziła, że odpoczynek musi poczekać, miała na swym koncie nierozwiązaną sprawę. Ta myśl jednocześnie zadziałała na atmosferę dość spodziewanie - jak szpilka, przebiła ją z trzaskiem, niczym balon. Jednak jej uśmiech trwał nadal. Pocałowała go, Musnęła swymi ustami jego wargi, przyglądając się jednocześnie jego oczom.
- Pójdziemy - odparła łagodnie Itami - mogłabym cię jednak o coś poprosić?
- Co tylko sobie zażyczysz - powiedział Atrehu, unosząc wysoko brwi.
- Byłam u Naharys'a w nocy nie bez powodu. Chciałam dowiedzieć się, co między wami zaszło. Tak samo gadałam z Lonyą i oboje przedstawili mi swoją wersję. Czy ty mógłbyś mi przedstawić swoją?
Mina Atrehu diametralnie zmieniła się o sto dziewięćdziesiąt stopni, co też Itami ze smutkiem się spodziewała. Uniósł głowę wysoko, nerwowo wypuszczając powietrze przez usta. Itami wiedziała, że tym pytaniem zniszczy jego nastrój, ale miała w tym swoje priorytety; między innymi dobro i szczęście Atrehu.
- Miałem nadzieję, że sobie to wszystko wyjaśniliśmy. Po co ci to jest potrzebne?
- Bo nie mogę patrzeć, jak twoja przyjaźń z Naharys'em idzie na zmarnowanie, zwłaszcza, że macie ze sobą bardzo wiele wspólnego.
- Co niby takiego? - odparł pogardliwym prychnięciem. Itami miała ochotę go kopnąć. Tak, właśnie tam.
- A to, że wasi rodzice pochodzą z jednej watahy! Jesteście więc prawie, jak bracia z jednego stada! Nie obchodzi cię to?!
- Nie - odparł natychmiast tonem wyrażającym ignorancję, totalnie jakby tę całą sprawę olewał ciepłym moczem. Itami zacisnęła zęby z gniewu.
- Nie obchodzi cię to, bo chodzi o twoją zranioną dumę? Teraz możesz mieć to gdzieś, ale przyjdzie kiedyś taki czas, a przyjdzie na pewno, że będziesz tego srogo żałować! I albo skończysz się fochać, jak mały niedorostek, albo pokażesz się od tej dorosłej strony i podejdziesz do tematu poważnie.
Temat był równie poważny, co jej ton - zwłaszcza nieustępliwy, a co za tym idzie, basior musiał dostać do rozumu, że wadera nie odpuści mu tak łatwo. Mając w garści pewne argumenty, Atrehu nie będzie w stanie się wymigać - No więc, jak będzie?

<Atrehu?>
PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 4093
Ilość zdobytych PD: 2046 + 40% (840 PD)
Obecny stan: 4655 PD

wtorek, 21 czerwca 2022

Od Itami c.d Atrehu | Naharys ~ Wzloty i upadki

  Czy czuła rozkosz? Skłamałaby gdyby zaprzeczyła, ale trzeba sobie zadać wtedy zasadnicze pytanie - Czy to jest aby ten facet? Ten, facet bliski sercu wadery, który będzie gotów kochać ją, jak swoją wybrankę. Czy Atrehu był jej przeznaczony? Nie miała pojęcia, a już tym bardziej nie mogła się nad tym rozwodzić. Nie w tamtym momencie, gdy basior w korzystny dla obu sposób wykorzystywał swój długi, prężny język. Czuła silny chwyt palców rudego na swych biodrach i świdrujące ją od środka uczucie... 

- Atrehu... - mrucząc, wypowiadała jego imię z miłością i namiętnie zerkała na to, co właśnie działo się za jej plecami... a konkretnie pod puchatym lisim ogonem. ~ O bogowie! - krzyczała w myślach, zachłystując się jednocześnie powietrzem. 

***
 Wtulona policzkiem w jego klatkę piersiową, leżała całkiem bez sił, ale wyjątkowo rozluźniona i spełniona. Czuła miarowy oddech basiora, który w tamtym momencie pieszczotliwie i z wyrafinowaną czułością, gładził jej głowę między uszami. Leżeli tak w gęstwinie zieleni, zaciągnięci powietrzem, przesiąkniętym doszczętnie morską bryzą, a wieczorne bzyki przelatujących nad nimi owadami, były poezją dla ich uszu - tak też rozkoszne były dźwięki natury, przy basiorze którego uważała za przyjaciela, ale i też kochanka. Pod żadnym pozorem nie ukrywała szczęścia z faktu, iż Atrehu to nie tylko powiernik i opiekun, ale przede wszystkim wspaniałym kochankiem. Nie żałowała żadnej nocy, spędzonej z nim w łożu, ale też przyznać musiała, że też bała się... Czego? No właśnie, oto jest pytanie. Bała się tego, czy stworzona jest do związku z Alfą - No, w tym przypadku z Betą, ale mimo tego, w samcu płynęła krew władców. Można to wyczuć na kilometr, tak samo, jak aurę którą on roztaczał... która kazała bić pokłony, zmuszała do uległości. Miłość to też w pewnym sensie wysiłek - Itami zorientowała się, że gdy naciągają chwile smutku czy też kontuzji, trwała czule przy Atrehu, służąc mu wszelką pomocą. Czy to lekarską, czy psychologiczną. Doskonale pamiętała opanowanego przez gniew i rozpacz Atrehu, po tym, jak Tsumi w bolesny sposób zerwała z nim wszelkie kontakty, dając jednocześnie do zrozumienia, jak bardzo się nim rozczarowała. Czuła, iż pomimo niebezpieczeństwa, jakie groziło jej ze strony rozjuszonego basiora, nie odstąpiła go, ani na krok - posunęła się nawet do tego, że się mu postawiła! 
~ I tyle masz mi do powiedzenia? - zapytała spokojnie, bez cienia gniewu, bowiem wiedziała, że Atrehu targała wściekłość. Nie musiała być wojowniczką, ani cieszyć się siłą w łapach, aby zniszczyć kogokolwiek. Słowa potrafią ranić głębiej niż pazury i kły, jeśli się miało odpowiednie argumenty. Mogła liczyć na cios w pysk, nakierowaną przez ślepą furię łapą Atrehu, ale wiedziała też, że samiec nie skrzywdzi nikogo, nawet wadery pod wpływem gniewu. Bywał niebezpieczny i niekontrolowany, jak wzburzone tsunami, ale nie dla niej. Nikt nie rodzi się wojownikiem, ani tym bardziej Alfą - jednakże Atrehu zasługiwał na ten tytuł... no... pomimo tego, że bywały czasem chwile, gdy basior zachowywał się, jak niewyrośnięty młokos - cenił sobie beztroskie i spokojne życie, wolne od zobowiązań, ale bywały też dni, gdy brał odpowiedzialność na własną klatę. Odważnie i bezdyskusyjnie, jak prawdziwy facet - i za to też go kochała. O bogowie, to uczucie dręczyło ją, jak natrętna osa, chciała zadrżeć pod wpływem przeszywającego dreszczu, ale powstrzymała się natychmiast. Nie chciała zwrócić na siebie jego uwagi, przerywając tym samym błogi spokój. 
- O czym tak myślisz? - zapytał Atrehu. 
A jednak. Westchnęła lekko, unosząc głowę, aby zatopić się w szalejących płomieniach, które w tym momencie spoglądały na nią z pożądliwym gorącem - wiedziała, co to znaczy. Przybliżyła się nieco, delikatnie jak trzepot motylego skrzydła i pocałowała go, co ten przyjął go łapczywie. Wiedziała, że tylko on potrafi zapanować nad sytuacją - wystarczyło, żeby tylko zacząć, a Atrehu brał sprawy we własne łapy... a Itami, usta. Całowała go długo, namiętnie aż cały świat nagle przestał istnieć. Szum wiatru, który wcześniej mknął przez pole, nagle jakby stanął w miejscu. Ptaki, gniazdujące pod gęstą zasłoną liści, jakby straciły śpiew. Kochała go za to, że był przy niej. Kiedy odsunęła swoje usta, spostrzegła pragnienie w płomiennym wzroku Atrehu, tak bardzo dobrze jej znane - ale to nie czas i miejsce na zabawy. 
- O niczym, chodź, muszę donieść ten kwiat Lonyi, ona będzie wiedziała, co z tym zrobić. 
- Nie przejmuj się kwiatem - odparł żywo Atrehu - pomogę Ci go zerwać. 
Jak basior obiecał, tak też uczynił - dla basiora była to kwestia zaledwie kilku chwil - używając mocy przestrzeni, aby nagle pojawić się na szczycie wysokiego głazu. Wiedziała, że jakikolwiek kontakt z zielem, wywołują u samca odruchy żywej odrazy, ale... 
~ Zachciało mu się zabaw? - pomyślała z uśmiechem, nadal czując wilgoć jego śliny - niech teraz się postara zrekompensować. 
- I co teraz? - zapytał, gdy nagle wylądował przy niej, sprawnie upadając na silne łapy - aż energia jego aury uderzyła waderę w twarz. Zaprezentował przed nią zdobycz, jak dumny i sprytny kot, demonstruje właścicielom upolowaną mysz... przy czym, Atrehu jeszcze wypiął pierś, śmiejąc się głupkowato. 
~ Atrehu, mój ty głuptasie - mruknęła pieszczotliwie w myślach, zanurzyła się intensywnie w jego oczach, uderzając rytmicznie ogonem o trawiastą ziemię. 
Zarzuciwszy mu łapy na umięśnioną szyję, wtuliła policzek w aksamitne futro Atrehu, a ten natychmiast przycisnął ją do swego gorącego ciała. Przez chwilę odczuła dziwne wrażenie, jakby tuliła się do piersi ojca - on podobnie przygarniał ją do siebie, kiedy chciał okazać wobec niej swą dumę i szczęście. Tego jej trzeba było ostatnimi tygodniami - przytulić się do kogoś, to sprawiało, że chociaż przez chwilę zapominała o szarym świecie. Basior przyłożył nos do jej szyi, aby potem zaciągnąć się jej zapachem, wadera zadrżała lekko. 

***
- Już jesteśmy! - powiedziała z uśmiechem, kiedy stanęli na przeciwko wejścia do lecznicy. Z wnętrza wydobywał się znajomy jej zapach ziół, lekarstw - wiedziała, że nie są to przyjemne wonie, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Noo... Atrehu miał z tym najwidoczniej problem, bo gdy przyjrzała się mu uważnie, na jego pysku malowała się odraza, zupełnie jakby spoglądał na najohydniejszą rzecz na świecie. Dla niego, może i było ohydne, ale przy tym wyglądał tak komicznie, że Itami parsknęła głośnym śmiechem. 
- No już. Nie musisz ze mną iść, jeśli nie chcesz. 
- Nie no, odprowadzę Cię. Nie zbliżę się po prostu do tych roślin. 
Itami przewróciła szybko oczami - nie znosiła, kiedy basior tak bardzo krytykował rośliny, które... jak dobrze pamiętała, uratowały mu życie. Nie jeden raz. 
- To są zioła, Atrehu. 
- Zwał jak zwał - wzruszył ramionami - Obrzydliwe, śmierdzące rośliny, od których żołądek się przewraca! 
~ No i masz! Musiał zniszczyć tę spokojną chwilę swoim szczeniackim narzekaniem! Jak wspomniano wcześniej, Atrehu nie raz zachowywał się, jak niewyrośnięty młokos, ale w tamtym momencie zasługiwał na godną zapamiętania reprymendę. Itami stanęła mu na drodze, ze zmarszczonymi lekko brwiami i groźnie trzaskającymi iskrami w błękicie jej lśniących oczu. 
- Te, jak określiłeś, obrzydliwe rośliny, uratowały Ci życie. Nie jeden raz! Ty tutaj gardzisz ziołami, a zapewniam Cię, że gdzieś tam, w jakimś zakątku świata, ratują komuś życie! 
Itami miała nadzieję, że przemówi jej buńczucznemu przyjacielowi do rozumu, ale z rozczarowaniem pomyliła się bardzo, bowiem Atrehu prychnął z pogardą. 
~ Dosyć tego, ty niewdzięczny bachorze! - z tymi myślami, Itami zdzieliła Atrehu w łeb. A żeby to uczynić, musiała podskoczyć na wysokość jego policzka - a potem trzasnęło, aż miło! 
Itami nie lubiła stosować przemocy, brzydziła się nią całą sobą, ale Atrehu ostatecznie prosił się o to.
- Czy choć raz możesz docenić To, czym się zajmujemy i przyjąć do wiadomości czyjeś zdanie poza swoim!?
Krzyk gniewu, który wcześniej osiągnął najwyższy poziom, zmalał nagle, a Itami zrozumiała nagle, co zrobiła - nie chciała tego zrobić, a mimo tego, niespodziewanie ją poniosło - przyznać musiała przed samą sobą, że nie przypuszczała, iż stać ją na tak radykalny ruch, lecz zewnętrznie spoglądała na basiora ze wściekłością. 
- Co tu się dzieje? - musieli narobić spory raban, bowiem zwrócili na siebie czyjąś uwagę. Itami, odwracając się powoli, z zaciśniętymi ze strachu zębami, ujrzała stojącą w wejściu zaniepokojoną Lonyę. Wadera nigdy nie była wobec niej surowa ani nadto wymagająca, ale Itami musiała przyznać, że swym stylem bycia mogła wywołać zamęt. Lonya nie była sama i nie spodziewała się, że przez to może dojść do niemałego spięcia. Widmo kłótni i walki zawisło w powietrzu, kiedy Atrehu zauważył stojącego obok Lonyi Naharys'a. 
~ O co może chodzić? - pomyślała z napięciem, kiedy ujrzała dziką furię, malującą się na pysku wysokiego, powoli granatowiejącego już basiora. Jego szmaragdowy - prawie złoty - wzrok, gdyby mógł zabijać, Atrehu pewnie już leżałby trupem. Wściekłość i pogarda trąciła od Naharys'a wyraźnie, a towarzyszyły temu też mocno napięte mięśnie łap. Wyglądał przerażająco - do tego stopnia, że wadera cofnęła się nieco, drżąc z niepokoju. I szczerze? Nie spodziewała się takowego ruchu ze strony przyjaciela, który nagle przysunął się blisko niej, jakby swym ciałem chciał ochronić Itami przed morderczym wyrazem Naharys'a, który niespodziewanie postąpił podobnie. Wyszedł na przeciw o dwa kroki, stanął twardo murem przed Lonyę - zupełnie, jakby mową ciała chciał przekazać Atrehu, aby się nie zbliżał. Silne napięcie wirowało w powietrzu między basiorami - chcąc dodać, że bardzo wściekłymi basiorami. Wystarczyłaby odrobina iskierki, aby panowie skoczyli sobie do gardeł, czuła to wyraźnie, dlatego Itami przyłożyła łapę na piersi przyjaciela, aby go powstrzymać przed możliwym. 
- Exan! - burknęła na niego Lonya, uprzednio uderzając basiora łokciem w ramię i powiedzmy, że to zakończyło sprawę narastającej złości w białym wilku. Odpowiedział siostrze skrytą dezaprobatą, kręcąc pomału głową, lecz zanim skrył się w cieniu lecznicy, na odchodne posłał Atrehu jadowite spojrzenie, które jasno dawało mu do zrozumienia, że nie ma tu czego szukać - tak przynajmniej zinterpretowała Itami. A w rzeczywistości ten wyraz mógł oznaczać na prawdę wiele. 
Atrehu rozluźnił mięśnie i ugasił złowieszczy płomień w swych oczach dopiero, gdy zapach Naharys'a znacznie się przerzedził. 
- Czy nie wspominała, Itami, że masz wcześniejsze wychodne? - odezwała się Lonya, tym razem ze spokojem w głosie, aczkolwiek jednocześnie uśmiechnęła się do małej medyczki - Itami sięgała Lonyi ledwo do ramienia, lecz ta nieszczególnie odczuwała z tego powodu jakiś dyskomfort. 
- Wiem, ale spójrz, co z Atrehu odkryliśmy! - odparła entuzjastycznie Itami, a Atrehu zaś, dumnie zaprezentował medyczce ich rzadką zdobycz. 
- Powiem Wam, że jestem mile zaskoczona! Super, że udało się wam to odnaleźć. Ta roślina niebawem postawi wielu pacjentów na łapy. 
- W pewnym sensie, Itami to odkryła - odparł Atrehu - ja pewnie nie zauważyłbym tego zielska, nawet jakby zatańczyło mi przed oczami. 
- Bo wiemy, jak zioła na ciebie wpływają - odparły prawie jednocześnie, po czym obie wybuchły głośnym śmiechem, a Atrehu zaś, udając wielce podminowanego, uśmiechnął się głupkowato. 
***
- O co chodziło między tobą a Naharysem? - zapytała po chwili Itami, po tym, jak weszła do środka przedsionka jaskini, ugoszczona przez Atrehu. Samiec początkowo spiorunował waderę spojrzeniem, jakby usiłował zakazać jej wymawiać to imię. Potem gniew przerodził się w lekki smutek, aż nagle zmieniła się w chłodną obojętność. 
- Nic poważnego. Nie zawracaj sobie tym głowy. Myśl tylko o tym, co jest tu i teraz. - odparł łagodnie, mimo sceptycznego grymasu. ~ On coś przede mną ukrywa - pomyślała podejrzliwie Itami, racząc się pyszną dziczyzną, którą poczęstował ją samiec. Gryzła i jadła w zastanowieniu, ze wzrokiem wlepionym w częściowo ogołoconą z mięsa kość, w trakcie gdy Atrehu postanowił zawiesić na coś innego - a konkretnie na nią. Powoli przeżuwał kęs mięsa i dosłownie rozbierał ją wzrokiem, a płomienie przy tym stawały się bardziej intensywniejsze. Gdyby mogły, pochłonęłyby ją i spaliły na popiół, ale Itami nie zwracała na to najmniejszej uwagi.  
~ Co takiego ukrywasz, Atrehu? No nic... od ciebie niczego się nie dowiem. Bardzo dobrze znam twoje przekonania i wiem, że nie lubisz się nikomu spowiadać, ale też na miłość bogów, jestem twoją przyjaciółką... kochanką... nic nie stracisz, jeśli zwierzysz się mi ze swoich problemów. 
Natręctwa myśli dręczyły ją bez ustanku - to było niczym zetknięcie się ze świądem świerzbu. I w tamtym momencie przez Itami nie przemawiało wścibstwo ani ciekawość - po prostu martwiła się o Atrehu. A czy on otworzy się na jej pomoc, to już jego sprawa.  
- Pięknie dziś wyglądasz - odezwał się po chwili milczenia, ani myśląc spuścić z niej wzroku - kiedy spotkałem Cię wieczorem z twoją macochą, trudno mi było się powstrzymać. 
Możecie wierzyć lub nie, ale drobne policzki Itami zalały się nagle czerwienią, jak u dojrzałego macintosha. Chciała coś powiedzieć, zakryć się tarczą uprzejmości ale ubiegł ją ruch łapy Atrehu. Jego kciuk dotknął jej dolnej wargi - nawet nie wiedziała, kiedy pojawił się tak blisko niej, aby zdołał się na takich ruch - a dotyk ten był delikatny, bardzo czuły. Patrzył jej prosto w oczy, intensywnie i z gorącym uczuciem, jakim można obdarzyć drogą sercu basiora waderę. ~ Ale jesteśmy tylko przyjaciółmi...
Zanim zdołała pomyśleć o czymś jeszcze, Atrehu dotknął językiem jej podniebienia. 
Zawsze tak zaczynał, gdy miało do czegoś dojść - czuły i namiętny pocałunek, który mógł oznaczać więcej, dużo więcej niż cała spisana powieść uczuć. 
- Atrehu.. - przerwała, odsuwając się od basiora. Na bogów! Jej policzki płonęły! 
- Tak? - wymruczał, prawie wystękał dławiony narastającym pożądaniem - Nie masz ochoty? 
- Mam, oczywiście, że mam, ale... - przełknęła głośno ślinę, zastanawiając się, jakich słów użyć, aby nie rozgniewać Atrehu - dręczy mnie coś. 
- Co takiego? - przejechał zmysłowo kciukiem po jej podbródku - Powiedz tylko, a postaram ci się z tym uporać. 
- Co się stało między tobą a Naharysem? 
To pytanie zadziałało na Atrehu, jak trzask rozbijającej się butelki - wszystkie drobne odłamki romantycznej atmosfery rozprysły się na wszystkie strony. Atrehu lekko zmarszczył czoło, odsłonił lekko zęby, a oczy lekko przygasły.
- Po prostu... pokłóciliśmy się i tyle. Nie chcę w tę noc gadać o Naharysie i proszę cię, nie mieszaj się w tę sprawę! - odpowiedział ze stalową stanowczością, nadal trzymał kciuk na jej podbródku, który nagle zatrzymał się na dolnej wardze Itami. Przemówił ponownie, ale tym razem tonem łagodniejszym, niczym muśnięcie płatka róży - Kiedyś nam przejdzie, nie martw się o to, moja słodka. Wiem, że chcesz pomóc, ale... pomożesz mi, jeśli zostawisz tę sprawę w spokoju. Uwierz mi, że tak będzie najlepiej dla ciebie. 
- Nie patrzę na siebie, tylko martwię się o ciebie - Itami nie ustępowała i chciała znać prawdę - widziałam, co wieczorem zaszło pod lecznicą. Gdyby oczy mogły walczyć, pozabijalibyście się tam! Naharys wręcz patrzył na ciebie z nienawiścią. 
- Do diabła z nim! - warknął basior, podrywając się na równe łapy, a gdy zatrzymał się przed wyjściem do jaskini, jego oczy zatrzymały się na zerkającym zza mrocznych chmur księżycu. 
~ Zbyt szybko to rozegrałam - mruknąwszy w myślach wadera, przegryzła nerwowo wargę. Kiedy podeszła bliżej Atrehu, otarła policzkiem zmysłowo o jego szyję, mrucząc cicho. 
- Czy to grzech, mój drogi, że się o ciebie martwię? 
- A ja martwię się o ciebie - odparł, przygarniając ją do siebie i tak usiedli razem w blasku księżyca, wsłuchując się jednocześnie w nocną ciszę, przerywaną od czasu do czasu, przez pobliską orkiestrę świerszczy. 
- A czemu miałbyś się o mnie martwić? - zapytała wadera z opartą głową o ciepłą pierś Atrehu. 
- Że cię stracę - odparł ciepło. Itami czuła, jak masywna łapa basiora, łagodnymi i czułymi ruchami, masuje jej brzuch - to był bardzo przyjemny masaż, przez co Itami odpłynęła myślami poza kraniec wszystkiego. Byleby trwać przy nim, lecz też pewna część jej osobowości zrugała ją, że tak łatwo odpuszcza. Wiedziała całą sobą, że to nie są sprawy, w które należy się mieszać, ale tu chodzi o Atrehu i Naharys'a - dwóch największych przyjaciół, gdzie jeden za drugim wskoczyłby w ogień piekielny! Nie potrafiła tego zostawić od tak! ~ Kiedyś nam przejdzie, nie martw się o to, moja słodka - wspomniała słowa Atrehu. Przejdzie albo nie przejdzie, to sytuacja wyjątkowo niepewna, a konflikt dość poważny, aby zostawić go bez interwencji. 
*** 
Wadera wymknęła się po kryjomu, gdy wyczuła, że samiec zasnął na dobre. Z początku wyślizgnęła się spod czułego objęcia Atrehu, jakim zamknął ją podczas snu - miała szczerą nadzieję, że nie popełni żadnego błędu, bowiem nie miała ochoty spowiadać się basiorowi ze swojego nocnego wypadu. Pozostało jej też mieć nadzieję, że nie zastanie Naharys'a śpiącego - musiała jednak liczyć się z takim ryzykiem - posada Kapitana musiała być w pełni wyczerpująca, choć w głębi duszy modliła się, aby pozostał przytomny. Szła znajomymi jej wytyczonymi ścieżkami, które z reguły bywały bezpieczne, ale nocą nigdy nic nie wiadomo. Napięcie i niepokój towarzyszyło jej na każdym kroku, mimo znajomych zapachów - tu wszystko było znajome. Zioła, drzewa, zwierzęta na które polowano... nawet wiatr, nadciągający z zachodu, ale jednak bała się nieco. Może to naturalny odruch każdego stworzenia? Odruch, podsycany wyobraźnią i latami kształtowanym zmysłem przetrwania. 
Kiedy dotarła bezpiecznie do celu, odetchnęła z ulgą, z delikatnym uśmiechem wymalowanym na pysku, zerknęła do środka jaskini Naharys'a. Wnętrze było przyjemnie ogrzane, oświetlone też pomarańczowym, żywym fluorescencyjnym światłem, a na środku półokrągłej izby siedział wysoki, granatowy basior. Wpatrywał się, jak zaklęty w tańczący nad zwęglonym drewnem płomień, który sięgał prawie wyrwy w sklepieniu, mający za cel odprowadzać duszący dym na zewnątrz. Itami wykonała kilka niepewnym kroków, rozejrzała się z wahaniem. Niedaleko płomieni spało spokojnie dzieci Naharys'a - Shori leżała skulona w ścisły kłębek, z lekko rozwiniętym lewym skrzydłem, pod którym chrapała sobie słodko Sini. Najmłodszy syn, Ereden zajął miejsce przy przymierającym świetle grzybków fluorescencyjnych, częściowo pochłonięty przez półmrok. Niepewność nie opuszczała waderę, nie ośmieliła się już zrobić ani kroku, dlatego odchrząknęła cicho. Uszy Naharys'a stanęły na baczność i natychmiast zlokalizowały szmer wadery, po czym lekko zaskoczony spojrzał na niezapowiedzianego gościa. Powitał ją uprzejmym i ciepłym uśmiechem. 
- Itami? Wejdź śmiało - basior bez pardonu poklepał miejsce obok siebie, przy cieple płomieni - Co cię do mnie sprowadza? 
- Cześć - wymruczała niepewnie, podchodząc bez pośpiechu do wilka, który był jej, jak przyjaciel - a mimo tego, wahała się każdego kroku. Kiedy usiadła po lewicy basiora, dopiero wtedy zorientowała się, jak bardzo ją przewyższa - czubkiem głowy sięgała mu łokcia, poczuła się wtedy na prawdę mała. Basior mógł być wyższy, ale jego wzrok - tańczący płomień odbijał się niebezpiecznie w jaskrawo płynącym bursztynie, co też nijak nie łączyło się z jego granatową sierścią, aczkolwiek musiała przyznać, że wyglądały groźnie. Wbrew pozorom, basior przyglądał się Itami ciekawie i z oczekiwaniem. 
- No więc... - zaczęła wadera, lecz niepewność nadał chwytało ją za gardło - ja.. nawet nie wiem, od czego zacząć... 
- Spokojnie - odparł ze zrozumieniem - jeśli chcesz, możesz pomilczeć przez chwilę, aby pozbierać myśli. Weź głębokie wdechy i wal śmiało. 
Uśmiechnęła się skrycie, po tym, jak zrozumiała, jak bardzo miłym jest wilkiem. Uniosła powoli głowę, aby przyjrzeć się jego policzkom. 
- O co tak na prawdę chodzi między tobą a Atrehu? 

<Naharys?>

PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 2948
Ilość zdobytych PD: 1474 PD + 20% (295 PD)
Obecny stan: 1769 PD

niedziela, 29 maja 2022

Od Itami c.d Atrehu ~ Wzloty i upadki

~ Akcja się dzieje przed wydarzeniami z wątku "Anatomia obłędu" oraz w czasie wątku "Pogardzona niewinność cz. 3 ~
Itami milczała dość długo, dręczona poczuciem paskudnego wstydu i zażenowana, spuściła wzrok na swe drobne łapy. A to wszystko dlatego, że ona nie mogła się powstrzymać... ale przecież większość wader ogląda się we własnym odbiciu w tafli wody, pomyślała. To już jest taki nasz powszechny rytuał, próbowała sobie wmawiać. Czemu, ach, czemu więc czuła się taka zawstydzona? Jej przekonania goniły się nawzajem, w wielkim wyścigu myśli. ~ Jaka ja teraz jestem w jego oczach, skoro zdążył zobaczyć cokolwiek. Nie potrafiła mu spojrzeć w oczy. Wstyd palił jej wnętrze.
- Wszystko w porządku? - zapytał dość niepewnie, co też było nietypowe dla basiora. Atrehu, jak to potomek Alfy, we krwi miał wpojoną śmiałość i płomienną brawurę - to w gruncie rzeczy, podobało się waderom. Jej także, lecz nigdy nie miała odwagi, aby mu to przyznać. W następnym momencie poczuła ciepło jego ciała, tulącego się do jej boku, a także namiętny i czuły pocałunek między uszami. Itami miała dziwne wrażenie, że Atrehu za wszelką cenę chciał jej pokazać, iż przy nim, nie miała się czego wstydzić. Jego aura sprawiała, że powoli zaczęła opuszczać swą tarczę, która skutecznie blokowała Atrehu dostępu do niej.
- Hej, powiedz coś, proszę. - mruknął czule nad jej uchem, obejmując swym silnym ramieniem drobne ciało wadery. Westchnęła cicho, unosząc w końcu głowę, nieśmiało i powoli. Ujrzała blask słońca, odbity w płomiennych oczach Atrehu, które przyprawiały Itami o przyjemne dreszcze, jednocześnie jakby zapewniały, że wszystko jest w porządku. Wszystko w porządku.
- Nic mi nie jest. Po prostu mnie zaskoczyłeś.
Basior zbliżył swój pysk blisko policzka wadery, zdobył się nawet na wilgotne muśnięcie swym językiem, który zatrzymał się dopiero na granicy jej skroni. Itami zadrżała lekko, nie ukrywając nawet, że się jej to spodobało.
- Nie, żeby było ci przykro. Co nie?
- Yhmm... nie? - odpowiedział śmiało i z uśmiechem spojrzał na Itami, która momentalnie zaczęła się śmiać, a on zaraz potem dołączył do niej. Ich śmiechy złączyły się w jeden chór, który rozniósł się po okolicy. Przestawała na chwilę, wytarła oczy z nabiegłych do nich łez, po czym spojrzała ponownie na Atrehu, aby ponownie parsknąć śmiechem. Mimowolnie zakryła usta łapą, a jej puchaty ogon zaś, zamiatał trawiastą ziemię, merdając wesoło. Musiała przyznać, że towarzystwo basiora wpływało na nią dość kojąco - nie czuła już tego palącego wstydu, ani czającego się za jego powłoką dojmującego gniewu. Była już tylko radość i... jakby, pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa.
- Dlaczego mnie szukałeś? - zapytała po chwili Itami, gdy wróciła myślami do rzeczywistości. Przyznać musiała, że rudy basior to osobnik, przy którym nie można mówić o nudzie czy zmartwieniach. Owszem, można mu wyznać wszystkie swe obawy i objawić dręczące każdego problemy. A jednym z problemów był ten, który wyznała jej Zuri. O rodzinnej watasze Atrehu... jej także... O trawiącym ją zniszczeniu i degeneracji, wywoływanej przez jednego wilka. W tamtym momencie myślała, jak delikatnie ubrać w słowa to, co mogłoby okazać się dla Atrehu dość bolesne... Nie oczekiwała, że przyjmie to ze spokojem, wiedziała bowiem, jaki on potrafił być wybuchowy. Atrehu kieruje się emocjami... jest wilkiem, który działa pod ich wpływem, a potem myśli. Już miała otworzyć usta, aby coś powiedzieć, gdy nagle samiec ułożył się przed nią na brzuchu, aby zrównać swe oczy z nią. Wydawały się być pełne emocji - tych ciepłych. Płomień szalał w jego źrenicach, ich wyraz wydawał się być taki zamglony. Itami podejrzewała, że jej przyjaciel odpłynął w świat swych erotycznych fantazji.
- Ej, ziemia do Atrehu!! - zawołała ze śmiechem wadera.
- Huh? - basior potrząsnął swą rudą głową, jakby usiłował odgonić się od natrętnych much - Nic mi nie jest. To tylko... zamglenie.
Z początku myślała, że to, co powiedział jej przyjaciel, to jakiś niewinny żart, bowiem wilk, który urodził się w watasze Sol Rojo, i obecnie przebywa na jej terenie, może stać się ofiarą tak zwanego "zamglenia". Nie bez powodu więc, Sol rojo, nazywa się "Watahą Miłości", miejscem najbardziej dotkniętym przez opatrzność bogini miłości i płodności. Za czasów panowania Alfy Aarona, ojca Atrehu, wataha cieszyła się mnogością szczeniąt. Teraz nie była pewna, jak jest rzeczywistość. Kiedy jednak spojrzała ponownie w oczy Atrehu, zorientowała się, że pożądliwie wpatrują się w jej usta - to był odpowiednio dobry dowód na to, że przyjaciel nie żartował. Itami zerwała się na równe łapy, cofając się szybko, jak porażona prądem.
- Co takiego?! - W jej głowie na nowo pojawiła się myśl o przygodach z lisiej norki, zacisnęła zęby na myśl o bólu, ale jednocześnie rozluźniała mięśnie, czuła przeszywający prąd dreszczy wzdłuż kręgosłupa, gdy pomyślała o przyjemności, jakiej mógłby dać jej Atrehu. Otrząsnęła się jednak, kiedy strach przed bólem okazał się silniejszy. Cofała się, szybko rozglądając się, to na lewo, to na prawo, szukając drogi ucieczki, a Atrehu był coraz bliżej.
- Atrehu? - mruknęła niepewnie. Rudy basior jednak wydawał się nie do zatrzymania. Parł naprzód w jej stronę, ze wzrokiem utkwionym w usta. Po chwili Itami wydawało się przez chwilę, że straciła grunt pod łapami, po czym poleciała do tyłu, lądując głową w gęstwinę kwiatów. Jęknęła cicho, rozchylając niepewnie oczy i zorientowała się, że leży ogonem w górze, biodrami oparta o zwaloną kłodę. A chwilę potem, przed oczami pojawił się on - rudy, dumny i pewny siebie basior, któremu iskry aż sypały się z oczu. Zagórował nad nią, chwytając ją za nadgarstki swymi łapami. Obejrzała się nerwowo, orientując się, że jest całkowicie uwięziona. Całkowicie zależna od Atrehu, który w tym momencie mógł z nią zrobić, co chciał. Z początku, z zaciśniętymi zębami i szokiem w oczach, przyglądała się poczynaniom basiora, który bezceremonialnie zanurzył swój nos w gęstej sierści na jej szyi. Czuła, jak łapczywie wdychał jej zapach, z niepokojem wiedziała, że to może bardziej pobudzić basiora. Chciała krzyknąć, ale suchość w gardle i rodzące się ciepło, w okolicy podbrzusza i piersi, doskonale jej to uniemożliwiały. W tamtym momencie zdała sobie sprawę, że niczego innego nie pragnęła tak bardzo, jak Atrehu. Jego pocałunków, pieszczot i jego siły, która zapewne wypełni jej rozpalone wnętrze.
Kiedy Atrehu wyczuł, że jest całkowicie poddana, zwolnił uścisk z jej nadgarstków, po czym swym wilgotnym językiem, zaczął przemierzać strefy szyi i poleciał w górę, przez podbródek, aż doszedł nim do jej ust. Wiedział, jak zacząć całować, aby Itami poczuła, jak rozpalony płomień rozkoszy pobudzał jej zmysły, kazał zapomnieć o wszystkich i o wszystkim. Czuła też, jak basior napiera na nią czymś twardym i ciepłym... wadera, aż zakrztusiła się na myśl o tym. Znaczy... zakrztusiłaby się, gdyby nie Atrehu, który ją pocałował. Z wyczuciem całował też jej szyję, klatkę piersiową, językiem wytaczał sobie ścieżkę, aby potem chwycić w zęby jedno z wrażliwych miejsc na jej ciele. Przechwycił delikatnie sutkę... i nagle...
- Apsik! - basior kichnął z takim impetem, że aż odrzuciło go od Itami.
- Co się dzieje?! - zapytała, uwalniając swe zmysły spod rozkosznego uroku. Zerwała się szybko na równe łapy, aby spojrzeć na przyjaciela z rosnącym niepokojem, jak ten kicha na wszystkie strony. Jego nos wręcz czerwieniejąc się, wyglądał, jakby miał zaraz eksplodować. Itami ze zgrozą w oczach odkryła, że leżała wśród gęstwiny kwiatów, które akurat one sprawiały, że Atrehu kicha, jak oszalały. Basior z trudem łapał powietrze.
- Atrehu, Atrehu.. powiedz coś! Nic Ci nie jest? - Itami, podchodząc, potrząsnęła lekko basiorem. Nie doczekała się odpowiedzi, lecz kolejnego potężnego kichnięcia. Oczy mu łzawiły, a z nosa skapywał wręcz gęsty, lejący się cięgiem katar - Atrehu... ja... zaraz coś wymyślę, wytrzymaj...
~ Myśl Itami, myśl! - krzyczała na siebie wadera, rozglądając się nerwowo za czymś, co pomogłoby przyjacielowi. Nerwowość jednak nie pomagała jej w jasności myślenia... ich gonitwa sprawiała, że nie była w stanie nic zrobić. Im dłużej się zastanawiała, tym mniej czasu jej zostało, a co z niej byłaby za medyczka, gdyby pozwoliła Atrehu tak po prostu cierpieć? Kręciła głową wokół, szukając jakiegokolwiek sposobu na pomoc, że o mało jej nie odpadła - w końcu oczy zatrzymały się na spokojnie płynącym nurcie rzeki. No tak!
- Atrehu, wstań i zanurz głowę w wodzie! - zawołała żywo wadera, po czym złapała zębami za futro na szyi Atrehu, aby pomóc mu wstać. Niestety, jej próby podniesienia basiora były spalane na panewce, gdyż co też może uczynić jedna drobna wadera, w obliczu takiej masy, jaką ma basior? Ostatecznie podniósł się ledwo, bo łapy zaczęły się pod nim uginać i w końcu dotarł do spadzistego brzegu rzeki.
- A teraz posłuchaj mnie uważnie. Nabierz w pysk powietrze i zanurz głowę. Potem wypuść je pod wodą, przez nos, abyś mógł go wypłukać. Dobrze? No to jazda!
I z tymi słowy, Itami położyła łapki na szczycie głowy Atrehu, aby pomóc mu ją wepchnąć w otchłań wody. Itami zdawała sobie sprawę, że Atrehu musi trochę przecierpieć, ale tylko to wpadło jej do głowy. Nic innego w tej okolicy nie pomoże jej tak dobrze, jak woda. Kiedy basior wyłonił głowę, wcześniej bujna ruda czupryna, opadła mu na oczy i pysk, ale przynajmniej już się nie dusił.
- A teraz, wstrzymaj oddech i chodź ze mną, jak najdalej od tych narcyzów. W lecznicy dam Ci coś na twoją alergię.
- Itami, słabo widzę...
- Podążaj za moim zapachem - poleciła Itami, choć nadal będąc w totalnym szoku, nie wiedziała co czyni.
- Jak mam podążać za zapachem, skoro kazałaś mi nie oddychać! - zauważył Atrehu.
- No tak, idiotka ze mnie... ymmm, to podążaj za moim głosem. O tak! Dokładnie tak, chodź za mną, Atrehu. To już nie daleko. Możesz już oddychać, jesteśmy daleko od narcyzów. Ale cię załatwiły, nie powiem...
- Achooo! - kichnięcie sprawiło, że basior zwalił się zadem na trawiastą ziemię -... mój nos... - wymamrotał takim tonem, jakby katar na dobre zalegał w jego nosie - no pięknie, głowa też zaczęła mnie boleć...
- Już jesteśmy niedaleko - zapewniła spokojnie Itami, choć w głębi dręczyło ją nieprzyjemne przeczucie, że atak alergiczny powróci. Nie można im zwlekać. Na widok zarysowującej się sylwetki jaskini, służącą im za lecznicę, Itami uśmiechnęła się pod nosem - była wręcz uradowana. W trakcie ich wędrówki, Atrehu zdarzyło się kichnąć kilka razy, ale bez wyraźnych symptomów wzmożonej alergii. Wnętrze było prawie puste - to dobrze, przynajmniej nikt mi nie będzie przeszkadzać, pomyślała z nadzieją Itami. Poprosiła Atrehu, aby usiadł na szpitalnym łożu, przy którym zgromadziła wszystko, co jej było przydatne; leki antyalergiczne, maść sosnowo-brzozową na obrzęknięty nos i wonne waciki nasączone wyciągiem z mięty pieprzowej. Poleciła najpierw zjeść zioła, które podłożyła mu pod pysk, ale Atrehu, jak to on, odsunął się z wymalowanym wstrętem.
- No jazda! To Ci pomoże zwalczyć objawy alergii - wyjaśniła szybko Itami.
- Wiesz, jak ja lubię zioła - rzekł marudnym tonem.
- A wiesz, jak ja lubię marudnych pacjentów? Bierz to do pyska i to bez dyskusji - odparła niecierpliwie Itami - Chcesz, żeby katar i kichanie zniknęło? To na co czekasz?
- Normalnie taka nie jesteś - stwierdził z lekkim uśmiechem Atrehu.
- Czyli jaka?
- Taka... stanowcza i pewna swego. Na co dzień jesteś urocza, słodka i delikatna. Czy to praca tak na ciebie wpływa? - po tym pytaniu, wziął do pyska polecane mu zioła, co prawda uczynił to dość niechętnie.
- To znaczy... - mruknęła Itami dość zakłopotana. To prawda, że tutejsza atmosfera wprawia ją w nietypowy nastrój, ale to zwyczaje zawodowe ją do tego przystosowały. Na co dzień miewała różnych pacjentów. Jedni wykonywali polecenia medyczki bez żadnych marudzeń ani tłumaczeń. A bywali też tacy, co pomimo toczącej ich organizm choroby, trzeba było ich zmuszać do przyjmowania leków. Prośbami czy nawet groźbami. Itami opanowała "stanowczą perswazję" do stopnia bliższego perfekcji. Nie dokończyła zdania, wolała pewne fakty zachować dla siebie, po czym nałożyła na wilgotny nos basiora maść i wetknęła waciki w dziurki.
- Noo, za moment powinno ci się polepszyć - oznajmiła w końcu, uśmiechając się na widok swego dzieła. Atrehu miał jednak inne zdanie; siedział z opadłymi ramionami i miną, wyrażającą szczenięcą irytację. Jego oczy natomiast mówiły co innego. Atrehu puścił perskie oczko i obdarował ją wdzięcznym pocałunkiem w policzek.
- Dziękuję Ci. Gdyby nie ty, wolę nie myśleć, co by się ze mną stało.
- I bardzo dobrze, że wolisz nie myśleć. Pewne sprawy należy pozostawić domysłom.
Wraz z pocałunkiem, Itami wróciła do wspomnień z incydentu, który miał miejsce kilka chwil temu... incydentu, który nie powinien mieć w ogóle miejsca. Kochała Atrehu, ale też nie była, co do niego przekonana. Wiedziała, jaki on jest w stosunku do płci przeciwnej - zawsze szarmancki i zawadiacki. W tej jednej kwestii nie mogła nabyć pewności, bowiem... Atrehu to Alfa. Tutaj, obecnie jest Betą, ale mimo wszystko, we krwi ma dominujące cechy władców - To, jak się porusza, jak się zachowuje i jaka energia go otaczała, jest sprawą genu, który posiadają tylko potomkowie Alf. A Itami? Jest zwyczajną waderką z szarej rodziny, niegdyś poddanej jego ojcu. W ogóle fakt, że zwracała się do niego po imieniu, miast tytułować go "Alfą", zasługuje na surową reprymendę. Itami pokręciła głową.
~ Przestań rozwodzić się nad tym! Jesteśmy teraz w innej Watasze. Atrehu to przyjaciel. Ale czy jesteś pewna, czy przyjaciel? Jak myślisz, po co tak usilnie próbował cię odszukać? Aby spędzić z tobą czas, czy tylko wykorzystać twe ciało do swych cielesnych potrzeb?
Na tę myśl zrobiło się jej gorąco... przełknęła sporo śliny, gdy przed oczami przeminęły jej wspomnienia ze wczorajszej akcji w lisiej norze. Jego pewność swych ruchów, ta całość wypełniająca jej wnętrze... i to przyjemne, wilgotne ciepło. Wbiła pazury w skalistą nawierzchnię, usiłując się uspokoić. Ogólnie rzecz biorąc... pragnęła go. Zrobiłaby dla niego wszystko... nie dla przyjaciela. Dla kochanka. Spokojnie Itami, wdech i wydech... rytmicznie oddychaj, tak jak cię uczono w szkole medyków. Spokojny wdech do połowy, pauza i spokojny wydech.. tak, to powinno pomóc.
- Itami? Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie Atrehu, zerkając na nią z płonącym zmartwieniem w oczach.
- Tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odparła z pokrzepiającym uśmiechem, podchodząc do Atrehu. Oh, coś ty ze mną zrobił? Oszaleję przez ciebie - Po prostu za dużo dzisiaj myślę.
- A o czym tak myślisz? - zapytał spokojnie basior.
- Noo... wiesz... o wszystkim. Opowiem ci o tym kiedyś, ale nie teraz. Muszę się nieco uspokoić. - Dlaczego mnie szukałeś?
- No cóż... - zaczął, ale widocznie pytanie, a raczej ton w głosie Itami, wprawił w wilka dostatecznie duże zakłopotanie, aby odważył się dokończyć zdanie. Wadera nie chciała, aby zabrzmiała tak podejrzliwie. Najwidoczniej nie potrafiła wyrazić tego inaczej -... chciałem się zapytać, czy wszystko w porządku. Byłaś taka niespokojna w nocy, wierciłaś się, wyglądałaś jakby cię coś dręczyło. Powiesz mi, co się stało? Mi możesz powiedzieć.
- No... - Itami urwała, bo myślała, jak wyrazić to, co leży jej na sercu od dość dawna. Nikomu nie miała odwagi powiedzieć o tym, co przez całe jej życie było kompletną zmorą. Kompletny strach przed bólem, który potrafił doprowadzić do szaleńczej paniki, wystarczyła zaledwie iskierka. Może i była twardą waderą, ale o kruchej duszy. W jednej chwili potrafiła być stanowczą i nieustępliwą, a w drugiej... wcielić się w skórę przerażonej myszki... - boję się...
- Czego? Czego się boisz?
- Ciąży... nie, nie przesłyszałeś się. Boję się ciąży i związanej z nią bólem. Nonstop dręczyły mnie myśli o tym, po tym, jak...
- Jak co? - Atrehu nie ustępował, ani na jotę.
- Atrehu, ale ty jesteś głupi! Głupi, głupi... po tym, jak mnie wziąłeś w lisiej norce... Skończyłeś we mnie i boję się, że z tego powodu zajdę w ciążę... boję się tego!
Czara się wylała, Itami napłynęły łzy do oczu, gdy znów nawiedziło ją widmo bólu, bała się go ponad wszystko i myśląc o nim, zaczynała wpadać w niemałą panikę. Tylko towarzystwo przyjaciela powstrzymywało ją od jej wybuchu. Atrehu natomiast miał tęgą minę po tym, co usłyszał. Przyglądał się przyjaciółce z szeroko wytrzeszczonymi oczami, usta miał lekko rozchylone, wydawać się mogło, jakby zamarły w nich wszystkie realne słowa. Po chwili je zamknął, przegryzając nerwowo dolną wargę. ~ Nic nie masz mi do powiedzenia? - pomyślała zrozpaczona Itami.
- Itami, ale przecież... jak nie miałaś rui, to nie powinnaś się niczym martwić...
- A mimo tego czuję, że coś się ze mną dzieje! Może i wydaję się, że za bardzo panikuję, ale... - Jak mu to przekazać, aby jednocześnie nie zdradzić mu swego lęku. Jak? Myśl, Itami...
- Itami, ale na prawdę nie masz się czym bać...
- Owszem, mam czego się bać - odparła z widocznym przestrachem w oczach - Ja się boję...
- Ale czego?! Czego się boisz? Powiedz mi, proszę cię, przecież mogę cię obronić!
- Przed tym nie da się mnie obronić... - Łzy zalały waderze policzki, była bliska szaleńczego płaczu - nikt nie jest w stanie mnie obronić przed tym!
~ Nie panuję już nad sobą, nad myślami, nad własnym ciałem. Chcę zostać sama ze swoim lękiem - z tymi myślami, Itami łkała cicho, ze schyloną nisko głową, tak aby Atrehu nie widział jej łez. Nie potrafiła znieść jego wzroku... ciekawe, co sobie myśli, widząc mnie płaczącą - pomyślała nie mogąc znieść chaosu myśli w głowie. To koniec, wkopała się na dobre i to w dość głęboki dół. Już nie było wyjścia.
- Ale jak to? Co ci tak zagraża, że nie można cię przed tym obronić?! - zapytał Atrehu, prawie krzyknął.
- Bo ja boję się bólu! Panikuję, gdy choćby nawet pomyślę o nim! Nikomu tego nie zdradzałam, bo przyjęłam sobie zasadę, aby nie zdradzać swych słabych punktów. Kiedy twój brat, Lupus, kopał mnie, bił i gryzł, miałam ochotę zwariować, rozumiesz?! Czułam się, jak przerażony zając, który w naturze ma wpojoną ucieczkę. Ja chciałam uciec, ale nie mogłam. Tak samo, boję się, że będąc w ciąży, stanę przed koniecznością rodzenia w bólu. Bólu, którego mogłabym nie przeżyć...
Powiedziała już to, co ciążyło jej na serce przez całe swoje życie. Po czym nie wytrzymała i zaczęła wylewać z siebie potok łez. Widać, że w tym wszystkim, Atrehu siedział, jak sparaliżowany, a po wyrazie jego twarzy, można by rzec, że był mocno zdezorientowany - osobiście, ja jako facet, nie dziwiłem mu się, ale Itami zaś... no cóż... nie miała już na nic ochoty. Na nic, prócz czułego objęcia. Pieszczotliwego ciepła drugiej osoby, które jest tak oczywiste, a mimo tego, trudne do wykonania - Atrehu uniósł łapę, aby ją przytulić, ale jakby zawisła w powietrzu, jak gdyby jej właściciel był niepewny swego ruchu. No dalej! Przytul ją! Jednakże Atrehu cofnął się, spoglądając zmieszany gdzieś w punkt obok siebie. Atrehu, cymbale, obejmij ją! Pokaż, że masz jaja i otocz ją opieką, to jest ten czas, kiedy ona tego potrzebuje! Lecz on siedział bez ruchu, sparaliżowany niemocą, a główną przyczyną jest to, iż nie wiedział, co uczynić. W końcu wykonał ruch, bardziej zdecydowany; uniósł łapę i przygarnął płaczącą Itami do siebie, starając się, aby przy tym być czułym. Itami czuła, że tego jej właśnie było trzeba - przytulić swój mokry od łez policzek do ciepłej piersi basiora, którego bicie serca było jedyną kojącą melodią.
- Niczego się nie musisz bać. Jestem przy tobie - mruknął jej do ucha opiekuńczym tonem - nikt, ani nic nie jest i nie będzie w stanie cię skrzywdzić, dopóki jestem przy tobie.
Nagle w sąsiednim przedsionku obok rozpętało się zamieszanie, zgoła zwiastujące nieszczęście. Itami wytarła i zmyła ślazy łez, aby zostawić Atrehu na chwilę samego i sprawdzić, co się stało.

Pierwsze, co nasunęło się na jej wzrok, to długie lekko zakrzywione rogi Noiter'a w towarzystwie córeczki Naharys'a. Sądząc po jej wyrazie, była przerażona i zrozpaczona - ta mieszanka sprawiała niebezpieczne drżenie jej drobnego ciała. Na miejscu pojawił się też sam ojciec waderki, wraz z niesfornym synem Ereden'em. Wiedziała ze słuchu, że przebywanie blisko siebie tych dwóch brzdąców, to jak postawienie zapałki przy rozlanej benzynie. Potem wybuchła kompletna awantura, z której Itami wychwyciła tylko jeden, szczegółowy fakt; Pina i Tsumi zaginęły! Porwał je jakieś monstrum, z tego, co krzyczała mała Sininen. ~ Och, co ten cholerny dzień jeszcze nam przyniesie?

*** 
~Wydarzenia z wątku "Anatomia obłędu"
 Minęły dwa tygodnie od tajemniczego zniknięcia Piny i Tsumi... a co do Atrehu; odkąd wadera zwierzyła się mu ze swojego najgorszego koszmaru, którego wolała nikomu nie mówić, znacznie zmienił nastawienie do przyjaciółki. Można by rzec, że starał się być delikatny w każdych aspektach jej życia. Nawet, kiedy lądowała z nim w jaskini, basior mimo gwałtownych i agresywnych przypodobań, starał się ją traktować pieszczotliwie i z wyczuciem. A żeby zapobiec powstaniu niechcianego kłopotu, ich igraszki kończyły się w dość niestandardowy sposób. Do tego czasu, Itami zdołała przepchnąć w głąb zapomnienia wydarzenie, wcześniej wspomniane. Jednak, jak się później okazało, po jednej tragedii, nastaje nagła cisza przed burzą, aby potem, znienacka pojawiła się kolejna...
Kiedy Itami zaczynała, z pozoru, swój zwyczajny dzień w lecznicy, nagle pojawił się Naharys, wraz ze swoim synem, Ereden'em. Po wstępnym obejrzeniu malca, wraz ze swoją współpracownicą, Lonyą, zaobserwowały gwałtowne dreszcze i niebezpiecznie grzmiące krwioplucie, połączone z bólem głowy oraz mięśni kręgosłupa - a z dnia na dzień, stan malca symptomy nabierały na sile. Od tamtej pory, chwile spędzone w lecznicy, stawały się dla Itami jakimś koszmarem i psychicznym wysiłkiem - Malec wymagał stałej opieki; A to łączyło się z dokładną higieną, podawaniem leków (które, jak się potem okazało, niewiele dawały, ale pomagały za to podtrzymać funkcje homeostazy), a w trakcie tego, bywały momenty, kiedy Ereden zrywał się z krzykiem, będąc dręczonym przez nieopisane cierpienie. Jego ciało było tak gorące, że wydawać by się mogło, iż swym ciepłem ogrzewał przestrzeń. Sądząc też po szmerach, jakie wydawał malec pod nosem, dręczyły go gorączkowe omamy, zjawy wywołane zaburzeniami funkcji poznawczych i tworem wyobraźni. Atrehu odwiedzał ją prawie codziennie, aby zerknąć, jak sobie radzi przyjaciółka; Prawdę mówiąc, jechała na oparach sił, bowiem musiała zajmować się też innymi pacjentami, którzy w równym stopniu potrzebowali pomocy, co malec. A kiedy odprowadzał ją do jaskini, Itami była tak wyczerpana, że zasypiała na grzbiecie samca. Nie, że Atrehu musiał to robić, po prostu wyznał jej, że podoba mu się to, co robi dla niej. Potrafił przy tym wszystkim okazać serce i wyrozumiałość dla Itami.

***
~ Time speed - Czasy obecne ~
Dzisiejszy dzień był nieco spokojniejszy i bardzo słoneczny, wiatr z południa niósł ze sobą przyjemną morską woń. W pracy nie było zbyt wiele do roboty, więc Itami zwolniła się z lecznicy nieco wcześniej, aby wraz ze swoją macochą, Zuri wybrać się na spacer ścieżką, ciągnącą się wzdłuż ukwieconej łąki, aby do reszty oddać się rozmowom na błahe tematy. Zbliżało się późne popołudnie.
- Itami, czasem mi się wydaje, że za bardzo oddajesz się pracy. Jesteś jeszcze młoda, korzystaj z odrobiny darów, jakie przynosi Ci życie.
- Oh, mamo - odparła Itami, choć w głębi duszy wiedziała, że od życia dostała już wszystko, czego jej trzeba. Marzenie, aby stać się medyczką zostało w końcu spełnione, żyje w spokojnej watasze pod przywództwem miłej i dobrej Alfy, a gdyby jeszcze dodać uśmiech losu w postaci towarzystwa przyjaciela z rodzinnego stada, Itami nie mogła więc narzekać na życie. Choć bywały chwile, kiedy miała ochotę zrobić sobie kilka dni wolnego i przestać żyć wyłącznie lecznicą. Chcąc nie chcąc, spędzała w niej czas od rana do późnego wieczora; niestety, pacjenci wymagają uwagi.
- Aktualnie niczego mi nie brakuje do szczęścia. Mam tutaj zajęcie, o którym marzyłam. Przecież wiesz.
- Tak, tak! Od małego męczyłaś mnie i ojca, abyśmy posłali Cię do szkółki medycznej. Cholercia, odkąd tu jestem, nie robię nic, poza siedzeniem Ci na karku. Tobie i twojemu przyjacielowi. Powinnam się za coś wziąć. a też wataha nie potrzebuje mieć na utrzymaniu zbędnego balastu.
- Mamo, nie mów tak! Alfa dała Ci azyl. Znasz się dobrze na ziołach i alchemii. W końcu jestem z twojej szkoły, prawda? - powiedziała z uśmiechem Itami - Poproś Rene, może znajdzie się praca dla ciebie. Wiem i rozumiem Cię, że trudno trwać w bezczynności, ale przeżyłaś trudny okres, który wymaga odpoczynku.
- Wiem, ale praca pozwoli mi zapomnieć o tym, co już stało się zamkniętym rozdziałem. Nie mogę jednak wytrzymać myśli, że twój ojciec i rodzeństwo nadal tam tkwią, pod butem tego zwyrodnialca. Masz rację, powinnam poprosić twoją Panią o zajęcie.
- Bardzo dobrze! Jeśli chcesz, mogłabym się wybrać z tobą, żeby było ci raźniej.
Zuri zachichotała delikatnie, pocałowała przybraną córkę w policzek i obdarowała ją uczuciowym spojrzeniem.
- Dzięki, słońce, ale jak na swoje lata, umiem o siebie zadbać. Nie chwaląc się, jestem ulepiona nie z gorszej gliny, a co! - I z tymi słowy, wypięła dumnie pierś i przybrała dość odważną, acz teatralną minę wadery niezależnej, po czym obie parsknęły głośnym śmiechem.
Śmiech, jak się później okazało, przyciągnął uwagę samca, którego Itami poznałaby na końcu świata przez tę jego rudą czuprynę. Atrehu wraz z inną dzienną czujką, właśnie kończyli służbę, aby ustąpić ją czujkom nocnym. Mina basiora mówiła wyraźnie, że cieszy się z przypadkowego spotkania z waderami. Zuri zareagowała dość instynktownie; pokłoniła się basiorowi, jak etyka nakazuje, choć wiadomo było, iż na tych terenach, nie obowiązywało ją to. Musiała przyznać, że jej macocha miała dość głęboko zakorzeniony zwyczaj oddawania Alfom należytego szacunku. Atrehu, poprzez grzeczność, odkłonił się i z uśmiechem przywitał się z waderą.
- Co za miłe spotkanie, Atrehu - powiedziała miło Zuri - Jak Ci minął dzień?
- Ah! Nie najgorzej - odpowiedział z uśmiechem basior - akurat mieliśmy spokojny patrol. Nic nie panoszyło się na naszych terenach, więc czas płynął nam dość leniwie. I przyznam, że przez ten czas - tym razem wzrok skierował na Itami, a ona zaś spostrzegła, że ich charakter przemienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Były pełne tęsknoty, uczucia i dobrze Itami znanego ciepła - tęskniłem za Itami - dopowiedział ze znacznym uśmiechem.
- Rozumiem. Trudno nie tęsknić za kimś, kto jest dla ciebie ważny, mój Alfo. Czy chcielibyście, abym pozostawiła was samych?
Zuri jednak nie oczekiwała na odpowiedź, wręcz przeciwnie. Pożegnała dwójkę wilków ciepłym wzrokiem i skierowała się z wolna w stronę jaskini Itami. Towarzysząca rudemu basiorowi czujka dzienna, okazała się zniknąć już dawno temu, najwidoczniej wadera tego nie zauważyła.
- Masz ochotę na spacer? - zaproponował po chwili Atrehu.
- Skoro już jesteśmy na powietrzu, to czemu nie. Tylko pamiętaj, z daleka od narcyzów! - ostrzegła teatralnym głosem, po czym zachichotała cicho, choć podejrzewała, że basior odbierze to nieco inaczej - wiedziała o co mogło chodzić. To właśnie tam, w gęstwienie tych pięknych, ale jakże zabójczych dla Atrehu kwiatach, spędziła czas w objęciach nieokiełznanego uczucia.
- Haha, wiadomo - odparł Atrehu, odwzajemniając uśmiech.
Z początku zmiana towarzystwa przyniosła obojgu chwilowe milczenie, ale to pewnie dlatego, że żadna to przyjemność opowiadać drugiej osobie rutynowe wydarzenie z tego samego dnia, więc Itami po prostu wolała milczeć.
- Jak humorek? - basior zdecydował się przerwać tę dość niezręczną ciszę.
- Nie narzekam. Dzisiejsze słońce i wcześniejsze wychodne sprawiło, że mam więcej czasu dla siebie!
- Haha, zazdroszczę wolnego. Za niedługo noc nas zastanie, a czasu dla mnie niezbyt dużo zostało. Jak sobie pomyślę, że znów będę musiał wcześnie rano wstawać, to aż mnie gęsia skórka łapie.
- Nie gadajmy już o przyziemnych sprawach. Powiedz mi lepiej, jakie masz plany w wolny dzień? - zapytała z uśmiechem.
- To, co umiem najbardziej. Czyli lenić się i spędzać czas ze swoją przyjaciółką! - Basior pieszczotliwie poczochrał ją po głowie, w miejscu między jej lisimi uszami.
- O! Patrz, jakie znalezisko! - wskazała na samotnie rosnący kwiat, którego płatki rozłożone szeroko na boki, przypominały kształtem kocie opuszki. Miały intensywnie jaskrawy kolor, który miał za zadanie odstraszać potencjalnych roślinożerców - To latolista szkarłatna! Bardzo rzadki kwiat, widzisz?!
- Widzę. Chcesz zerwać?
Itami uniosła wysoko uszy, mocno rozentuzjazmowana.
- Jasne! Ten kwiat to niezwykłe znalezisko. Zaniosę jutro Lonyi. Wiesz, że jeden płatek tego kwiatu magazynuje w sobie odpowiednio dużo soku, którego wystarczyłoby do wyleczenia połowy stada. To bardzo sporo!
Bez zbędnych słów, Itami zaczęła wspinaczkę po wyrośniętym głazie, gdzie to na jego szczycie wyrastał ten cudowny okaz. Manewrowała na różne sposoby, aby wspiąć się wyżej. Unosiła łapy coraz wyżej, a czasem sytuacja wymagała od wadery, aby unieść ogon nieco wyżej, aby nie stracić równowagi. Jej wzrok był skupiony na jednym celu, więc nie zdawała sobie sprawy, jakie też widoki obnażyła przed Atrehu...

Atrehu?

PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 4463 
Ilość zdobytych PD: 2231 + 20% (446 PD) za długość powyżej 4000 słów
Obecny stan: 3232 PD

piątek, 13 maja 2022

Od Itami c.d Itachi ~ Poszukiwanie miejsca | Były pacjent, interesujący znajomy

Itachi'ego w końcu udało się wyleczyć i jakoś zrehabilitować - podejrzewała jednak - z natury medycznej - że mogą wystąpić pewne dodatkowe powikłania po złamaniu. Miała nadzieję, że to nauczy Itachi'ego ostrożności i rozwagi. Być może też oduczy zabawę w drzewołaza - Itachi, na bogów, jesteś wilkiem! 
Lecz wtedy przypomniała sobie jego słowa z zeszłej jesieni, gdy po raz pierwszy Itachi wylądował na szpitalnym łożu. 
- Zawsze śpię na drzewie...  Spałem tak od urodzenia, nie zmienię miejsca, tylko dlatego, że mogłem przestać chodzić... Czuje się tam bezpieczniej. Chowałem się tam przed starszym bratem...
Z tymi myślami, waderze zrobiło się żal kremowego basiora. Biedak... musiał mieć przeklęte i paskudne dzieciństwo - będące jednocześnie okresem, gdzie Itachi powinien rozwijać kontakty między wilkami. Natura ich do tego stworzyła. Wilki we krwi mają pewne zachowania społeczne, które różnią ich od innych, niższych im zwierząt. Jej rodzinna wataha ceniła sobie rodzinność, ciepło i miłość... miłość przede wszystkim! Do czasu, gdy na tron nie wskoczyła ta bestia, brat Atrehu... zwany przez nią pogardliwie Lupus zwyrodnialec. Kiedy wadera wyrzuciła z siebie nieprzyjemne myśli, znów wróciła do jej byłego pacjenta... 
~ Może pójdę do niego i sprawdzę, czy wszystko w porządku. Wygląda na samotnika, ale przecież lekka dawka towarzystwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, ani tym bardziej nikogo nie zabiła. Więc na jej prośbę, Lonya dała waderze kilka wolnych chwil - wykorzystam je rozsądnie, pomyślała z uśmiechem. W powietrzu niosło się wiele zapachów, lecz żaden nie należał do kremowego basiora, choć bardzo starała się go przechwycić. Ruszyła więc w stronę rzeki - być może tam bierze kąpiel? Z takową myślą ruszyła krzaczastą, wytyczoną przez siebie ścieżką - powietrze było wręcz przesycone rozkosznym zapachem dojrzałych, dziko rosnących jagód. Wzrokowo, aż prosiły się, aby je zebrać i zjeść ze smakiem, wiedziała jednak, że to może skończyć się dość drastycznie. Były to bowiem owoce czworolistu. Granatowe, niczym nocne niebo, jagody wyrastały ponad gruszkowate liście, które ociekały poranną rosą. W końcu zignorowała owoce i ruszyła dalej, przed siebie, wzdłuż wąskiej stróżki. Była tak zajęta tropieniem jakichkolwiek śladów, świadczących o wcześniejszej obecności Itachi'ego, że nieświadomie wpadła na kogoś... Czubkiem głowy uderzyła o silne ramię Atrehu, który powitał ją ze śmiechem i zawadiackim grymasem na pyszczku. 
- A czemu to nie patrzymy przed siebie? Czyżbyś czegoś szukała? - zapytał miłym, typowo dla rudego basiora tonem z charakterystyczną, męską chrypką. Chrypką, która podobała się wśród samic. Impet uderzenia był tak silny, że straciła równowagę i upadła głucho na swój zgrabny zad. 
- Ugh,,, - mruknęła wadera, podnosząc się z obolałych pośladków - Atrehu, wybacz, nie zauważyłam cię. 
- Akurat dostałem rozkaz, aby patrolować tę okolicę. A za godzinę muszę jeszcze iść do Naharys'a, aby zająć się treningami. Te nowe obowiązki Bety spadły na mnie tak nagle, że nie jestem w stanie poukładać sobie tego wszystkiego. Niby wielki przywilej, ale więcej obowiązków. Masakra. 
- Musisz pewnie być w ciągłym stresie, skoro tak mówisz o tym, z takim zmartwieniem. Nie przejmuj się, Atrehu. Słuchaj, widziałeś gdzieś może Itachi'ego? 
- Akurat go widziałem. Zmierzał w stronę lecznicy z czymś świecącym w pysku. Jakieś naszyjniki. Muszę ci przyznać, że jeżeli on zrobił je samodzielnie, to okazuje się, że zdolna z niego bestia. 
- I przystojna - dodała ze śmiechem Itami. 
- Przystojniejsza ode mnie? - spytał uwodzicielskim tonem, postępując śmiały krok w stronę medyczki. 
Ten ruch i słowa tak zaskoczyły Itami, że nie zauważyła nawet, jak rumieńce zalewają jej delikatne policzki, co też nie uszło uwadze Atrehu. 
- Rumienisz się - dodał z żywiołem w głosie. 
Zawsze rumieniła się, gdy Atrehu miał w zwyczaju zwracać się do niej dość osobiście, a jego uwodzicielski ton wcale nie poprawiał sytuacji. Wręcz przeciwnie, czerwieniła się, jak dojrzały pomidor za każdym razem, gdy samiec w głosie nie szczędzi pikanterii. Odkąd między Atrehu a Tsumi drastycznie zerwały się więzy partnerskie, samiec podchodził do ich relacji dość śmielej. Przykładem może być chwila, jaką spędzili ze sobą, dzieląc się uczuciem w lisiej norze. Nie wiedziała sama, co wtedy napadło rudego basiora... być może, jak Atrehu to nazywa... "dopadło go zamglenie" 
Pokręciła szybko głową, odpędzając od siebie natrętne myśli. Spojrzała trzeźwo na basiora, który najwidoczniej chciał coś od niej. I to na pewno nie była chęć podzielenia się połówką czerwonego macintosha.
- Obaj jesteście bardzo przystojni - przyznała Itami po chwili milczenia. 
- Hmmm, wiesz... a mimo wszystko, nie zgadzam się z tym werdyktem. Pozwól, że ci udowodnię moją rację... 
Z tymi słowy, odważnie postawił kroki w jej stronę. Itami, chcąc jakoś wyminąć basiora, otworzyła usta, aby coś powiedzieć, lecz słowa ugrzęzły jej w gardle. Powodem tego był język Atrehu, który niemalże, jak ogon węża, wił się w jej ustach. Z jednej strony, nie miała nic przeciwko trzeźwej nachalności basiora, ale z drugiej, mógłby od czasu do czasu zapytać o pozwolenie na tak bliski kontakt. Trwała tak przez jakiś czas, obdarowywana gorącymi i namiętnymi pocałunkami, w trakcie, gdy Atrehu wbijał się i wbijał, chcąc czegoś więcej. Jednakże, gdy odsunął się od wadery, obrzucił ją znaczącym, gorącym spojrzeniem. 
- I co teraz myślisz? 
Oblizała swe wargi powolnym ruchem języka. 
- Myślę, że pozostanę przy tej samej kwestii - odparła Itami, uśmiechając się bezwzględnie. 
- Oh, ranisz mnie, wiesz? - rzekł z udawanym smutkiem Atrehu, lecz po chwili puścił waderze oczko - a pogoda jest tak piękna, jesteśmy sami. Cicho jest i spokojnie. 
- Atrehu, masz obowiązki. Ja też mam. Muszę się zobaczyć z Itachim. - powiedziała zdecydowanie Itami i specjalnie, na odchodne, wstrząsnęła zmysłowo ogonem i zakręciła zadem. 
~ Niech się trochę pomęczy, drań - pomyślała, perfidnie uśmiechając się pod nosem. 
Swój cel namierzyła po zapachu, a stało się to, w drodze do lecznicy. Nagła, dobrze znana jej woń, powiodła ją w stronę morza. Zbliżało się już późne popołudnie, więc nadciągający zachód słońca, odtwarzał czarujące dla oka tło morskiej wody, które wydawało się przybierać pomarańczowo szkarłatne kolory. Pierwsze co, myślała, że ujrzy kąpiącego się basiora, lecz ten, leżąc na suchym, sparzonym od słonecznego światła piachu, zabijał czas i nudę układaniem wież i figur z kamyków. Itami, z początku nieśmiało, podeszła do niczego nieświadomego basiora. Jednocześnie układała w głowie tekst powitalny, ale żaden w swoim brzmieniu, nie wydawał się jej zbyt odpowiedni. W końcu bez namysłu wypaliła. 
- Cześć. 
Basior uniósł głowę i wykręcił ją w stronę wadery, która przyglądała się mu niepewnie. Itami, wydając się, że widzi w błękitnych oczach Itachi'ego pewien rodzaj znajomej... powiedzmy akceptacji, zbliżyła się do niego, tym razem bardziej pewnie. Ułożywszy się u lewego boku Itachi'ego. zapytała tonem dość spokojnym i ciekawym. 
- Coś układasz? 
- Układam - odparł Itachi - to mnie uspokaja i pozwala zapomnieć. 
- A o czym chciałbyś zapomnieć? Oczywiście, jeśli to nie tajemnica. - zapytała Itami. 

PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 1059
Ilość zdobytych PD: 529 +5% (25 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 555 PD

sobota, 30 kwietnia 2022

Od Itami c.d Atrehu ~ Wzloty i upadki [+18]

Miała wrażenie, że w starciu ze wściekłym basiorem nie ujdzie żywa — ale po drugie, nie powinna się niczego obawiać ze strony przyjaciela. Atrehu to nie typowy egzemplarz przeciętnego faceta; nie pokazuje siły i czy dominacji, bijąc słabsze od siebie wadery, ani nie ucieka się do poniżań. Był bardzo wściekły i pewne granice, jakie wobec niej przekroczył, były w pewnym sensie do wybaczenia. Musiała mu wybaczyć, albowiem wiedziała, co czuł i z czym musiał się mierzyć jej przyjaciel, ale hej! Wszystko już zdołała załagodzić. Bogom dziękowała za tak cudowną moc i zdolności do leczenia. Niemal wyczuwalne było napięcie pod skórą basiora, mięśnie były twarde niczym skała. W trakcie, gdy się nim opiekowała, ten zdołał się na zwierzenia i wyjaśnił jej, co się stało.
- Siedzieli w tym oboje — ale tak czy siak, zakończyło się to spotkanie ciepłymi objęciami. Tak, z policzkiem przy piersi Atrehu, waderę znużył nagły sen — dosłownie, resztki sił uleciało z niej, jak woda z wyciśniętej gąbki. Sen miała dość spokojny, trwał w najlepsze, ale niezbyt długo. Wraz z grzmotem, wadera podskoczyła i ku jej zdziwieniu, walnęła o wilgotną ziemię — nie mogła pojąć, jakim cudem znalazła się na grzbiecie basiora, bo przecież obudziłaby się, gdyby poczuła, że Atrehu planuje coś wobec niej — kolejny grzmot sprawił, że przestała zastanawiać się nad podobnymi rzeczami i skryła się w cieniu Atrehu.
- Za... zabierz mnie stąd, proszę! - przyjaciel rozglądał się dokładnie. Itami widziała wszędzie mroczne sylwetki drzew, rozjaśniane od czasu do czasu fleszem wściekłych piorunów. Deszcz zaczął siec coraz mocniej, mocząc im obojgu sierść — Itami zaczęła dygotać z zimna, jak osika na mrozie, lecz dalej trwała przy Atrehu, licząc, że wpadnie na jakiś pomysł. Rudy miał władzę nad przestrzenią, mógł ich przenieść w dowolne miejsce — No, prawie w dowolne miejsce — czemu więc tego nie robi?! - burknęła w myślach Itami.
- Znam już pewne miejsce. To nie daleko! - odezwał się przyjaciel.
- Prowadź, byle szybko!
Z tymi słowy, Atrehu i jej przyjaciółka ruszyli sprintem. Z racji tego, że basior był o wiele większy od wadery i kroki przez niego stawiane, były dla wadery dość problematyczne w ich dotrzymaniu, ale przyjaciel był wobec niej wyrozumiały. Zdawać się mogło, że pogoda grała im na nosie, albowiem im bliżej byli kryjówki, tym deszcz był coraz bardziej zajadły. Kiedy dotarli do celu, byli przemoknięci do suchej nitki — Z Itami dosłownie wylewał się wodospad lodowatej deszczówki, która wprawiała jej ciało w straszliwe drżenie. Atrehu odnalazłszy wzrokiem oczy Itami, zachichotał, próbując poprawić jej nastrój, lecz stanowczo jej nie było do śmiechu.
- Chodź, ogrzeję Cię! - Atrehu położył się grzbiecie, w najcieplejszym kącie lisiej norki — swoją drogą, tak bardzo była zajęta ucieczką przed deszczem, że nie zwróciła najmniejszej uwagi, jak taki rosły basior przecisnął się przez otwór norki. Jednakże propozycja przyjaciela wydawała się Itami dość... szukam słowa... zaskakująca, o! I dość dwuznaczne do tego stopnia, że wadera zalała się intensywnym rumieńcem, co nie uszło uwadze Atrehu — zareagował ciepłym i zachęcającym uśmiechem, który w gruncie rzeczy mógł oznaczać cokolwiek. Itami zadrżała, ale tym razem nie z zimna, a przyczyna owego stanu była nie do wypowiedzenia, z powodu braku zakresu słów, mogących racjonalnie opisać to wszystko. Byli tylko przyjaciółmi! I nic poza tym, nie powinno ich łączyć! Atrehu jednak miał inne poglądy na ten temat. Podeszła do basiora. Jej ruchy bioder były zmysłowe, przepełnione kocią gracją, a jej oczy, mimo tego zdradzały jej chęć bliskości i ciepła jego masywnego ciała. Kiedy ułożyła się na jego obszernej piersi, basior zamknął ją w objęciu mocnych łap, przewracając się na prawy bok. Uda Atrehu zakryły jej kształtne biodra, a przednie zaś pozwoliła sobie przytulić do siebie, aby karmić się jego ciepłem, pomimo iż był on mokry w równym stopniu, co ona. Wtuliła głowę w bujną sierść jego szyi, rozkoszując się ciepłem, zaczęła też wiercić swymi biodrami, jakby próbując przeniknąć bardziej w głąb futra przyjaciela, co też (oczywiście nieświadomie) doprowadziła do tego, co ma zaraz nastąpić. Atrehu zesztywniał na moment, lecz chwilę później odzyskał fason, po czym polizał namiętnie Itami w szyję. Zamruczała zmysłowo. Chciałaby, aby ta chwila trwała w nieskończoność, tyle ciepła i uczucia w jednym, aż przyjemne ciarki przeszywały ją wzdłuż kręgosłupa.
- To, co teraz? - zapytał nagle Atrehu z dość typowym dla niego tonem — uwodzicielskim i zadziornym. Itami zabrała powoli głowę z jego szyi i spojrzawszy w jego płomienne oczy, zarumieniła się ich ożywionymi i szalejącymi płomieniami.
- A co ma być? - odparła pytaniem niepewna Itami.
- No wiesz... skromna, ale ciepła norka. Jesteśmy sami, na dworze leje deszcz, nikt nam nie będzie przeszkadzał...
Itami momentalnie zrozumiała, do czego Atrehu zmierza, w końcu z tego słynie w tej watasze — cóż utalentowany romantyk i kochanek mógłby w tej sytuacji zaproponować? Wspólną grę w myszki? Jednak Itami zrozumiała, że nie jest w stanie już tego zrobić z Atrehu. Nie z nim. Nadal skrywała w sobie tę część poczucia winy — Jakby zachowała się wobec Tsumi? Ona pewnie gdzieś siedzi sama w jaskini, opłakując swe nienarodzone szczeniaki i zdeptaną miłość, w trakcie, gdy ona zabawia się z jej byłym. To nie było na miejscu.
~ Ohh — chciała wydać z siebie wadera, gdy Atrehu delikatnie i zmysłowo przejechał łapą wzdłuż jej biodra, zatrzymując się przy pośladku.
- Atrehu, nie, proszę... ja nie mogę...
- Dlaczego? Nie ufasz mi? - zapytał Atrehu, nie tracąc w głosie swego uwodzicielskiego i rozkosznego barytonu — melodia dla jej uszu.
- Ufam Ci, ale...
Urwała w połowie zdania, gdy basior chwycił ją delikatnie za podbródek, aby ta spojrzała ponownie w jego oczy. Nadal płonęły ożywionym ogniem namiętności.
- No więc w czym problem? W naszej watasze byłbym twoim Alfą, a tutaj... Betą, nie masz powodu, aby mi nie ufać — mruknął, przerywając wypowiedź rozedrganymi wydechami — po prostu... uczyńmy tę chwilę naszą wspólną przyjemnością.
- Atrehu... - powiedziała Itami, nadal będąc przeciwna temu wszystkiemu - ja nie mogę...
Normalnie Itami pomyślałaby, że Atrehu trzaśnie łapą gniewnie, jak to w zwyczaju robią potomkowie Alf, gdy nie dostają tego, czego chcą - w sumie, mogłoby tak być. Atrehu teraz był Betą, a ona, zwyczajną szarą medyczką na stanowisku delty, lecz on wykazywał wobec niej ciepłą cierpliwość. Przykładem tego był nagły pocałunek, który w dalszym ciągu, uniemożliwił waderze dokończyć zdania. Smakował jej usta z pożądaniem, jakby były zaledwie słodkim i soczystym owocem. Samiec rozwarł pocałunkiem jej usta, aby potem ich języki mogły zacząć swe tańce. Potem z rosnącą rozkoszą dotarł do jej gardła, jego usta wręcz pchały się, aby móc nim sięgnąć nieco głębiej. Wbrew wszystkiemu - wbrew temu, co sobie wcześniej postanowiła, Itami poczuła, jak wraz z przyjemnym ciepłem w okolicy podbrzusza, zaczyna wilgotnieć. Dosłownie. Kiedy odsunął usta od jej mokrych warg, jego oczy były mętne i opanowane żądzą.
- Atrehu... - mruknęła stłumionym tonem.
- Spokojnie - odparł Atrehu. Wraz z jego głosem, przestrzeń jakby eksplodowała tajemniczą energią, wywodzącą się z jego ust. Tak brzmiał jego głos, od dawien dawna, stosowany przez wilczych władców, aby podporządkować sobie poddanych i skierować na siebie ich uwagę. Tak też było w tym przypadku. Ciałem wadery wstrząsnął dreszcz na sam jego wydźwięk, jej wzrok stał się nagle zamglony, dając Atrehu stu procentową pewność, że jest mu oddana - Nie masz powodu, aby mi nie ufać.

<  UWAGA, DALSZA CZĘŚĆ ZAWIERA SCENY PRZEZNACZONE DLA DOROSŁYCH. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ >