:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
sobota, 31 grudnia 2022
Od Yneryth’a c.d. Belief/Noiter ~ "Misja ratunkowa"
Po całym zamieszaniu, z rozczarowaniem rozejrzał się po okolicy, widząc pobojowisko spływające krwią i kawałkami wyszarpanego miejsca. Yneryth jednak bardziej przejął się śladami pozostawionymi na biernie żyjącym otoczeniu. Walka nie przytoczyła mu tyle nie zadowolenia, co całe te "emocjonalne” głupoty. Lekko mówiąc, nie mógł się powstrzymać, by przerwać im tą jakże słodką pogawędkę. Zdawało się, że pobratymcy zrozumieli, o co mu chodziło i niemalże od razu udali się kontynuując dalszą część swojego planu.
Żółtooki wysłuchał całego tego jakże teatralnego występu, lecz gdy zdawało mu się, że to już koniec, Osear się lekko zdenerwował. Mówił coś tam o jakiś wyborach i innych głupotach, może gdyby basior bardziej się na tym skupił, to wiedziałby, o co mu chodziło. Niestety, lecz to nie był jeszcze koniec. Osear zdematerializował się, wilk dosłownie sam otoczył całą brygadę. W tamtym momencie Yneryth poczuł, że będzie jeszcze okazja, by się wykazać. Samcowi pojawiła się gęsia skórka i znaczne podekscytowanie. Zaczął napinać się, by być gotowym na następną rudne. Nim zdążył się rozluźnić, chmura się zmaterializowała, a Osear uderzył go od boku. Yneryth, jak zdmuchnięty przez wiatr odleciał z miejsca, zatrzymując się dopiero na ścianie jaskini. Uderzając o kamień, wilkowi lekko zakręciło się w głowie, przynajmniej tak mu się zdawało. Czarna mglista chmura wypełniała jaskinie, wręcz wyciekając z niej na zewnątrz. Żółte oczy ledwo dostrzegały w niej pozostałych pobratymców. Z konturów jedynie wyróżniali się dwaj skrzydlaci i wadera. Yneryth zatrzymał się pod ścianą z lekkim bólem głowy, próbując przeanalizować na nowo sytuację. Z tego miejsca nie był w stanie dostrzec Osear, jedynym pewnikiem jego obecności były warczenia i wykrzyknienia, nie zapominając o odgłosach uderzeń oraz zderzeń pazurów. Ten zły dosłownie pojawiał się z mgły i zaraz zmów znikał niespostrzeżony. Nie było jak z nim walczyć. Haos rozprzestrzeniający się do uszu Yneryth’a znacznie odcinał go od możliwości skupienia się. Odchodząc od ściany w głąb walki, znów oberwał, teraz przesuwając się jedynie po ziemi. Taka walka, nie miała dla niego żadnego sensu. Za każdym otrzymanym ciosem słabł, zresztą tak jak jego sojusznicy. Rozjuszony tchórzliwością, a zarazem sprytem czarnego, wykrzyknął.
- Nie tylko ty umiesz się chować! – Biały zaciskając łapy na podłożu, zaczął robić to, co szło mu najlepiej. Skała, na której stali zaczęła pękać, rozchodząc się do bocznych ścian. Z pęknięć zaczęły wyłaniać się kamyczki, które podnosząc się nad szczelinę, rozpadały się w skalny pył. Piach owinął całą szóstkę. W tym momencie jaskinia zdawała się dosłownie pusta. Wypełniona jedynie ciemną zawiesiną. – Ciekawe jak zaatakujesz z ukrycie coś, czego nie widzisz. Belief, Noiter, Aries, Manu, Farim, nie ruszajcie się!
Dało się słyszeć jedynie kaszlnięcie Belief, której piach wpadł w nozdrza i podrażnił nieco gardło. Nie wszyscy znali Yneryth’a, ale musieli mu w tym momencie zaufać. Pozostali w bezruchu, mimo wahań, tylko Bel mocno wierzyła, że biały samiec doskonale wie, co robi. Osear zaśmiał się ochrypłym głosem, po czym zawył. Drżące wycie dobiegło do uszu bohaterów, nie polepszając ich morali. Głos ten, dosłownie wprawił powietrze w drżenie. Ciemna powietrzna masa zaczęła się mieszać, aż w pewnym momencie, niczym fala przelała się przez wilki, wylewając na zewnątrz jaskini. Yneryth podniósł wzrok, widząc już to, co powinien. Nie zdając sobie sprawy, że sam znów jest widoczny, ruszył ku niemu. Będąc tuż przy nim, rozszerzył swoją szczękę i złapał go za kark, gwałtownie zaciskając, na nim swoje zęby. Obrócił się i przerzucił bokiem postać. Osear z trzaskiem uderzył o jeden ze zwisających z sufitu stalaktytów. Po uderzeniu wystrzeliła z niego niczym z rozdeptywanej purchawki, mgła. Upadając na ziemie, Osear zmienił swoją formę. Czarne kolory zaczęły znikać z jego futra, a łapy blakły. Wszyscy zdziwili się, gdy zobaczyli leżącego i krwawiącego Farima.
- Myślałeś, że tak łatwo wam pójdzie? – Zapytał wychodzący z tłumu Farim. Wychodząc z grupy, jego futro też zaczęło zmieniać kolor. Zdawać by się mogło, że jego futro pali się i blaknie, a ciemny dym unosi znad jego ciała. – Skoro jednego już mamy z głowy, chyba mogę zacząć się starać.
Czas nagle zaczął przyspieszać, a wydarzenia dookoła traciły sens. Yneryth błyskawicznie poczuł przeszywający jego grzbiet chłód. Nie zdążył zareagować ani nic powiedzieć, pazury jednego z nieznanych mu lepiej wilków przejechały po nim, drąc skórę, niczym zęby bobra młode drzewo. Zaraz po przeszywającym bólu wyminął go rudy basior, od razu kierując się w stronę Osear. Tamten nawet się nie ruszył. W odpowiednim momencie wykonał zwód i przewinął się nad rudym, lądując gładko na swoich nogach. Machnął głową i skierował wzrok przeciwko reszcie. Oczy wypełniły się ciemnym kolorem, a on sam stanął w miejscu. Powietrze w jaskini zaczęło jakby gęstnieć, stawiając opór. Noiter wraz z Ariesem od razu zaczęli próbować się poruszyć, było to jednak na daremne. Grawitacja zaczęła dociążać ich ciała, dociskając ich do podłoża. Jako pierwsi na ziemie opadł Manu i Yneryth. Zanim upadał Belief i dwójka skrzydlatych. Ciało jeszcze żyjącego Farima zaczęło rozlewać się po podłodze. Krew wypływała jak woda z górskiego źródła. Czas uciekał, a bohaterowie zaczęli zdawać sobie sprawę, że jeżeli nic się nie wydarzy, to również skończą jak, z trudem wstrzymujący się od piszczenia Farim. Belief przesuwała powoli łapami po skalnym podłożu, próbując doczołgać się do jedynego stojącego i szczęśliwego tu wilka. Yneryth będąc na przedzie, nie był w stanie dostrzec walczących z rzeczywistością znajomych. Widział jedynie Manu, który spoglądał albo na niego, albo na Oseara, oczami wypełnionymi nienawiścią. Biały rzucił okiem na ledwo żywego Farima, który umierał właśnie jakby nie patrzeć przez niego. Pysk żółtookiego rozwarł się, ukazując zębiska, obie łapy zaczęły się napinać, a pazury trzeć o wilgotną od krwi podłogę. Oczy basiora rozlśniły, a on sam podniósł się do pół siadu.
- To koniec. – Powiedział oziębłym tonem. – Błyskawicznie lodowy kolec wyrósł od lewego boku Oseara, przebijając go na wylot, wychodząc szyją.
Od razu po tym, ciśnienie w jaskini wróciło do normalności. Noiter i Aries wręcz wystrzelili z podłoża. Belief wraz Manu wstali, Manu od razu skierował się do reszty. Yneryth gładko wstając, zaczął iść prosto ku Osearowi. Łapy zaczęły zamarzać, wyżej niż dotychczas. Praktycznie cała prawa łapa pokryła się ciemnym lodem. Basior, kończąc, cały ten jakże problematyczny dzień, uderzył pełną łapą w głowę, czarnego. Trzask pękającego lodu, od razu doszedł do pozostałych, przerywany jedynie krzykiem.
- Nie, nie możesz! Nie masz prawa!
Ciało Oseara bezwładnie prześliznęło się po zakrwawionej podłodze, zatrzymując się dopiero na ciele Farima. Yneryth dalej przepełniony złością powiedział krótko.
- Mamy go z głowy. Powinniście zająć się przyjacielem, choć nie wiem, czy to cokolwiek da. – Rozgląda się po jaskini, patrząc na strugę płynącej i powoli zastygającej krwi.
Belief wraz Ariesem od razu rzucili się ku Farimowi w celu pomocy. Manu wystrzelił ku Yneryth’owi naładowany nie do końca przyjacielskimi zamiarami. Noiter zareagował intuicyjnie.
- To nie jego wina, zostaw go.
Biały rzucił spojrzenie biegnącemu ku niemu Manowi.
- Chyba na mnie pora. – Oczy przestały lśnić, wracając do normalnego koloru, po czym basior rozpłynął się w powietrzu.
Manu znów przeleciał przez swój cel, ponownie zatrzymując się bez powodzenia. Biały zniknął, lecz było widać odciskające się w krwi łapy, oraz pozostawiane krwawe ślady na suchym podłożu, kierujące się ku wyjściu.
END (Kontynuacja nastąpi w jednym z opowiadań)
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1208
Ilość zdobytych PD: 604 + 10% (60 PD)
Obecny stan: 815
niedziela, 4 grudnia 2022
Od Yneryth’a c.d. Naharysa ~ Pokłosie
- Wybornie, tylko tego mi brakowało. – Powiedział sam do siebie, chwilę przystając w miejscu. Po chwili znów ruszył, wyrywając zza siebie drobiny piasku i drobnych kamieni.
Wilk pod kurtyną doszedł do drzewa, licząc na to, że Naharys może sam zrezygnuje i wróci do siebie. A on sam będzie mógł cieszyć się błogą samotnością. Stojąc chwile w jego pobliżu, zorientował się, że nie ma na co liczyć. Naharys nie należał do tych, co sobie odpuszczają. Wychodząc z kamuflażu, zapytał.
– Co tu robisz?
- Wiesz... - podjął Naharys, zerkając ciekawsko na jabłoń, jak gdyby rodziła diamenty, zamiast jabłek. - Cieszę się powietrzem, podziwiam widoczki i winszuję uzdrowienia jabłoni.
- Brzmi jak, gdyby ci się nudziło. – Lekko przechylił głowę.
- Nie, na prawdę, gratuluję Ci uzdrowienia jabłoni. To bardzo... miłe z twojej strony. Miłe dla natury. - Nic nie mówiąc, dalej patrzył się w jego kierunku. Naharys wykręcił głowę w bok, wlepiając wzrok gdzieś w dal.
- Masz coś jeszcze do omówienia? - Obracając się w kierunku, z którego przyszedł.
- A czy trzeba coś omawiać, aby się spotkać? Chciałem tylko zobaczyć, jak Ci idzie opieka nad jabłonią. - Odparł spokojnie biały wilk.
- Jak widzisz dostatecznie dobrze. Ciężko nazwać przypadkiem, że akurat tu się spotkaliśmy. - Złośliwie się uśmiechnął. Po czym odszedł tam, skąd przyszedł.
END
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 303
Ilość zdobytych PD: 151
Obecny stan: 151
piątek, 16 września 2022
Od Yneryth’a c.d Noitera/Belief [Cz.5] ~ „Misja ratunkowa”
- Noiter zauważając, że jego przyjaciel zniknął, widocznie ich unikając, podszedł do Bel i wyszeptał tak by tylko ona uslyszała: - Pst, Yn będzie nas podsłuchiwał, zamiast jak normalny wilk gadać z nami. Nie chcę dostawac palpitacji serca za każdym razem, gdy znikąd nagle się odzywa jego głos, więc co ty na to, by dać mu nauczkę? Wiesz, przyjacielski psikus edukacyjny, hihihi.
- Słysząc szept i czując, że samiec zbliżył się nieco, postawiła uszy na sztorc i jedno skierowała w jego stronę, by lepiej słyszeć, co mówi. Zaśmiała się w myślach i uśmiechnęła się zadziornie, odpowiadając: - a jaki to psikus... edukacyjny masz na myśli? - łypnęła na niego rozbawionym spojrzeniem.
- Zaśmiał się cicho. - - Myślę, że musimy go po prostu nauczyć, że przyjaciół się nie podsłuchuje, wiesz wkręcić go w usłyszenie czegoś, czego nie powinien. - Uśmiechnął się na samą myśl o tym. - Wiesz, będzie coś w stylu, o Yn poszedł, zaczniemy sobie gadać i nagle temat zajdzie na nasze sekrety, które oczywiście nie będą prawdziwe, lecz on o tym wiedzieć nie będzie hihi.
- Plan dobry, tylko co takiego musiałby usłyszeć, aby było to dla niego nauczką? – Spytała, gdyż nie miała w tym momencie żadnego pomysłu.
- Hm, w sumie to nie wiem jakie sekrety go ruszą. Yn jest bardzo... Stabilny. Choć w sumie jest też podejrzliwy... - powiedział i aż można było usłyszeć, jak trybiki w jego głowie przeskakują. - Hej, co jeśli będziemy na głos dyskutować jakiś mega skomplikowany psikus... , ale tak naprawdę nigdy go nie zrobimy? Wiesz, wykorzystamy jego podejrzliwość i on sam będzie się męczył! My nie będziemy musieli robić nic! Co ty na to?
- Stabilny i skomplikowany zarazem. - Skwitowała samica, nie szczędząc sobie tego, gdyż nigdy nie wiedziała tak naprawdę, czego się można po białym spodziewać. -Spróbujmy więc- Mrugnęła porozumiewawczo do skrzydlatego okiem, po czym gwałtownie podniosła łeb i zaczęła się teatralnie rozglądać, że aż w końcu się zatrzymała. Wodząc wzrokiem dookoła, jakby czegoś szukała. -CHWILA... - Podniosła ton. - Gdzie jest Yneryth? - Zagrała zdziwienie, najlepiej jak potrafiła.
- Słysząc pytanie, odpowiada. - Tu jestem, nie widzisz mnie? - Zapytał ironicznym tonem.
- Oh byłeś tu cały czas? Czyli nie słyszałeś o fa. - Przerwał, zerkając przepraszająco na Bel. - O naszym fantastycznym planie podróży! Dokładnie, tak było, wcale nie planujemy niczego brudne, znaczy złego. Tak?
- To, gdzie zaplanowaliście się udać?
- No jak to gdzie? Przecież tyle to wałkowaliśmy. - Zaśmiała się, nie będąc pewna, czy na pewno mówi do Yneryth’a, czy może coś już jej się w główce poprzestawiało- idziemy odbić mojego brata! - rzekła teatralnie z dużą dozą ekscytacji.
- Tylko planowaliśmy, którędy przejść by było... Czysto! Dokładnie tak! Więc prowadź Bel, idę tuż za tobą! - powiedział bardzo entuzjastycznie.
- Dokładnie tak było. - w uśmiechu pokazała wszystkie swoje zęby, choć nie miała bladego pojęcia, z której strony jest teraz Yneryth. Przekręciła więc pyskiem we wszystkich kierunkach, co samo w sobie musiało wyglądać dość komicznie. - Podążajcie za mną!
Żółtooki niechętni zwolnił, już teraz nie lubił iść za kimś. Poczekał, aż nieświadomie Noiter wraz z Belief go wyprzedzą i zaczną prowadzić w znanym jedynie przez waderę kierunku. Basior przez całą drogę szedł w narzuconym przez nich tempie. Czasem musiał się zatrzymać, bo czarny rozkojarzony otoczeniem odbiegł raz w lewo, a raz w prawo, rozglądając się za ciekawymi dla niego widokami. Dokładając oliwy do ognia, przez całą podróż oboje rozmawiali między sobą. Samcowi brakowało dogodnej dla niego ciszy. Pomimo wielkich starań i ciężkiej walki ze sobą wytrzymał bez komentowania zbędnych rzeczy. Białego dziwiło to, że miał chęć odezwania się, co prawda może nie taką czystą, a interesowną, ale ją posiadał. Słowa „daleko jeszcze?” wypływały mu między zaciśniętymi zębami.
Po trzech godzinach spaceru doszli do początku bagnistego terenu. Ziemia była wilgotna i miękka, a drzewa pochylały się od własnego ciężaru. Basior, widząc przeprawę, wyłonił się z pisaków.
- Naprawdę chcecie tędy iść? – Zapytał.
- Bel mówiła, że to najszybsza droga, a chyba się śpieszymy, tak mnie, poganiałeś przecież. - Powiedział, balansując na kłodzie, o dziwo nie używając skrzydeł, by go lepiej złapać. Zeskoczył krzywo z niej. - Poza tym zobacz, jaka tu przyjemna atmosfera, jest tak wilgotno i przytulnie! I jaki ciekawy widok.
- Zgadzam się, jest tu wyjątkowo urokliwie. Dajcie mi chwile, zaraz do was dołączę, muszę rozciągnąć kości po tym spacerze. – Uśmiechając się, zaczyna się rozciągać, czekając, aż oboje powędrują po mokrej glebie.
- Oki, tylko nie oddalaj się za daleko. - Mówi Noiter, wskakując na kamień, a następnie oddalając się, skacze na kolejną kłodę, bawiąc się świetnie.
- Spojrzała najpierw na Yneryth’a, później na poczynania Noitera i westchnęła cicho, po czym jak gdyby nigdy nic, bezceremonialnie ruszyła naprzód, brodząc łapami po wilgotnej i niekiedy wręcz gąbczasto nasiąkniętym podłożu, mocząc je.
- Yneryth widząc poczynania obojga, był zadowolony. Przed wejściem musiał się tylko upewnić, że Noiter się wypaprze. Wykrzyczał z całych sił, by odgłos jego wycia poniósł się jak najdalej. – Uważaj Noiter za tobą. – Lekko przestraszonemu czarnemu pominęła noga. Zsunęła się z kamienia i wylądowała w błocie. Nie był to zadowalający efekt, lecz musiało mu to wystarczyć. – Wybaczcie, ale ja nie będę się męczył tak jak wy. – Powiedział, po czym zaczął działać.
Yneryth spokojnie wypuścił zebrane w sobie powietrze. Wydawało się, że zionął lodowatym powietrzem. Zimna mgła osadzała się pod jego nogami, do momentu, aż basior nie zamknął paszczy. Gdy już zakończył, zaczął iść przed siebie, jak gdyby nigdy nic. Błoto zamarzało pod jego nogami, tworząc swego rodzaju most, pośrodku bagnistego osadu. Basior nie musiał się starać, by bez problemowo dogonić Bel, męczyła się w zasysającym ją podłożu. Widząc zdziwienie swoich kompanów, uśmiechnął się. Cieszył się, że nie musi się przejmować jakimś głupim bagnem.
- W końcu jesteście. Zdążyłem się nawet za wami stęsknić. – Uśmiechnął się. – Błoto było mokre? Następnym razem jak będziecie próbować coś kombinować, pomyślcie dwa razy. - Podsumował. - Znam teren pobliskiej watahy i wiem, jak odbiliśmy w bok. Chyba że się mylę?
Noiter?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1097
Ilość zdobytych PD: 548 + 10% (55 PD)
Obecny stan: 1031
piątek, 9 września 2022
Od Ynerytha c.d. Hattie ~ "Wschód słońca"
- Nie. Hmm, a usłyszałbym coś ciekawego? – Zbytnio nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, kontynuował. – Jaką będziesz pełniła rolę w stadzie? – Zapytał, nie ukrywając zaciekawienia.
- Renesmee powiedziała, że mogę zostać sanitariuszką, a więc się zgodziłam.
- Ciekawie, zamierzasz zacząć się do tego przygotowywać czy raczej płynnie zacząć? Pytam, bo znam kilka miejsc z ciekawą i zarazem przydatną roślinnością.
- Nie jestem pewna, ale myślę, że możesz mi je pokazać.
Biały chwile zastopowany zaczął próbować przypomnieć sobie, gdzie położone było to miejsce. Oczy rozlśniły mu się, na znak odpowiednich wspomnień.
- Już wiem. – Powiedział z dozą zadowolenia. – Chodź za mną.
Oboje ruszyli w kierunku lasu na szczycie tutejszego wodospadu. W zasadzie to ruszył Yneryth, gdyż nie wyjawił miejsca, do którego się kierowali. Samiec, prowadząc nową członkinię, nie zapomniał ominąć dość ważnego dla niego terenu. Nie chciał pokazywać innym, że istnieje takie miejsce jak jego polana.
Gdy już dochodzili do lasu, basior zaczął rozglądać się w poszukiwaniu znanego przez niego zioła. Jego wiedza medyczna mijała się z trendami i owocnymi metodami. Mimo wszystko uważał, że jeżeli coś działa, to czemu z tego nie korzystać. Jedyną rzeczą, na którą teraz liczył była dobroć Hattie i to, że nie pozbawi go całej tutejszej użytecznej zieleni. Zmusiłoby go to do udania się znów do jakiejś medyczki, a tego już by nie zdzierżył. Już jeden raz mu wystarczył i prędko nie zamierza tego powtarzać.
- To tutaj. Rośnie tutaj charakterystyczna roślinka. Nie będę kłamał, bo nie mam pojęcia, co to jest. Ktoś pokazał mi jak jej używać, ale nie wspomniał już, jak się zwie.
Hattie?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 257
Ilość zdobytych PD: 128
Obecny stan: 428
środa, 7 września 2022
Od Yneryth’a c.d. Noiter’a/Belief [Cz.2] ~ „Misja ratunkowa” [+16]
- Basior uśmiechnął się w swój jakże ikoniczny sposób. Nie udzielając głębszej odpowiedzi, wymruczał. – Jest taki jeden, ale musimy na niego uważać. – Ciężko było mu zachować powagę, wypowiadając te słowa. Dał jednak radę, lecz nie było mu łatwo.
Yneryth zawinął się sam wokół siebie, ruszając tam, gdzie spodziewał się znaleźć Noiter’a. Pomimo tego, że wiedział, że ta misja spłynie im z głów, niczym kropla po pniu drzewa, zachowywał śmiertelną powagę. Próbował nawet zwalniać, aby dało się wyczuć, iż nie śpieszy mu się do tego celu. W głębi liczył, że uda mu się nastraszyć waderę i lekko pograć na jej emocjach. W ostatnim czasie brakowało mu takiego typu rozrywki, także nie mógł pozwolić, aby soczysty kąsek umknął mu sprzed pyska. Wilki powoli kierowały się do jaskini rogacza. Samiec, wędrując, szukał kolejnych słów, aby wyprowadzić myśli Belief w pole. Niezbyt wiedział, jak mógłby lepiej pograć tak wykreowaną sytuacją, lecz wpadł jeszcze na jeden nieoczywisty pomysł.
- Jesteśmy już blisko. Musimy zrobić jeszcze jedną rzecz. – Powiedział dość stanowczo. – Musimy zdobyć coś, za co będziemy mogli się wkupić w jego łaski. – Biały spojrzał w pobliski gąszcz, próbując dojrzeć jakikolwiek ruch.
- Chodzi ci o to, żeby przynieść mu coś do jedzenia? – Zapytała niepewna czy dobrze zrozumiała.
- Tak, dokładnie o to. Co ty na to, by zrobić sobie małe zawody? Kto pierwszy coś upoluje i tu przyniesie, ten wygrywa. Stoi?
- Pewnie! – Odpowiedziała już bardziej entuzjastycznie.
- No to star! – Wykrzyczał, już biegnąc w las.
Białe wilki wbiegły prędko pomiędzy drzewa, zupełnie nie myśląc o płoszeniu leśnych stworzeń. Basiorowi zalśniły oczy. Ciężko było stwierdzić, czy jest to związane z aktywacją przepływu magii przez jego ciało, czy zwyczajnie przez odbicie promieni świetlnych. Oboje zniknęli w zacienionym lesie w poszukiwaniu zwierzyny.
Yneryth liczył na szybkie rozstrzygnięcie wyścigu, na jego korzyść. Żółtooki wspiął się na jedno z bardziej rozgałęzionych i starych drzew. We wspinaczce pomogły mu kamienne ostrza, tworzące kamienne schody wokół drzewa. Basior, znajdując się w liściastej koronie, zaczął delikatnie stąpać i rozważnie stawiać kolejne kroki. Skradał się wręcz przytulony do gałęzi drzewa. Ogon obijał się o rozgałęzienia, strzepując odpadłe już liście. Wilk zatrzymał się na samym końcu. Na sąsiednim drzewie spostrzegł czarną wiewiórkę, spokojnie pałaszującą orzeszki. Lekko uśmiechnął się, widząc jakże szczęśliwy zbieg okoliczności. Spokojnie zamknął swoje powieki i nastroszył uszy. Dźwięki dochodziły do niego z całego otoczenia. Szelest krzaków w oddali niemal zagłuszał małego ssaka. Zajęło mu chwile, zrozumienie całego pobliskiego otoczenia, ale gdy już miał pewność co do dokładnej lokalizacji wiewióra. Łapy zacisnęły się mu samoczynnie na gałęzi, a pobliskie drzewo wręcz upadło. Yneryth zeskoczył z gracją na kamień pod nim tak, aby rozkoszować się widokiem swojego dzieła. Co prawda drzewo ucierpiało w dość dużym stopniu, jak na ofiarę takiego pokroju, ale biały był spokojny o to, iż nie będzie musiał gonić i męczyć za takim futrzakiem. Zszedł z kamienia i wymijając połamane gałęzie, skalne okruchy, dostał się do sterty krzyżujących się skał. Dźwięki i ruchy dochodzące spod kamieni, nie pocieszyły samca. Z zamkniętymi oczami Yneryth nastąpił na kamiennie, czekając, aż nastąpi błoga cisza. Gdy już usłyszał to, czego pragnął, a raczej nie usłyszał, rozsunął łapami kamienie i wyciągnął spod nich martwą już wiewiórkę.
Biały zadowolony z siebie, lecz z lekkim zmieszaniem, dotyczącym tego, czego dokonał. Wyszedł z lasu, tam skąd przybył. Nie ukrywając ani fragmentu swojego pyska, zdziwił się na widok samicy stojącej już z przysmakiem. Posmutniał, zdając sobie sprawę, że to nie on dziś został numerem jeden.
*
Znajdowali się już pod grotą Noiter’a. Biały przypomniał jej, aby zważała na słowa i czyny, gdyż ten zawodnik jest dość nieprzewidywalny. Po czym uderzył łapą mocno o ścianę jaskini.
Noiter?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 600
Ilość zdobytych PD: 300
Obecny stan: 300
poniedziałek, 22 sierpnia 2022
Od Yneryth’a c.d. Shani ~ Pogrzebać przeszłość
- Mam plan. – Powiedział pewnym siebie głosem. – Byłoby bezpieczniej, gdybyś na chwilę odeszła z okolicy tego drzewa. – Wyciszając się, nie słuchał, co odpowiedziała, w tym momencie nie było to dla niego istotne.
Yneryth rozstawił nogi, tak aby mieć stabilną i pewną pozycję. Wyprostował ogon i zamknął swoje oczy. Powietrze w jego okolicy zdawało się powoli wibrować, a lekkie smugi wiatru go okalać. Powietrze powoli zmniejszało swoją temperaturę. Wraz z przepływem czasu było widać, jak powietrzna bańka jaśniała, wyróżniając się od reszty. Powietrze wraz ze zmianą koloru zmniejszało swoją objętość. Chwile później nie było już śladu po zaistniałym zdarzeniu, jedynie pozostały ślady na jego ciele. Futro było oszronione, a sam wilk zdawał się lekko połyskiwać. Z daleko nie było najważniejszego. Zarówno łapy, jak i jego pazury pokryły się lodem. Jednak to nie był jeszcze koniec. Biały otworzył oczy. Gałki oczne zdawały się lekko błyszczeć. Po otwarciu oczu wilk rozluźnił postawę. Basior zaczął powoli wykonywać kroki do przodu. Spod jego łap wymywał się piasek. Wił i plótł po ziemi niczym uciekający wąż. Trawa kładła się pod jego naporem i układała na ziemi. Piasek zbierał się przed wilkiem, formując się i usztywniając. Gdy piasek ułożył się w kształcie rampy, Yneryth zaczął swój bieg. Wyskakując z podniesienia, kierował się na pobliskie nieco niższe drzewo. Kiedy jego łapy szybowały już w powietrzu. Rampa gwałtownie znów wróciła do swojego naturalnego kształtu w postaci piasku. Część ze skalnych okruchów poszybowała wraz z basiorem. Biały dosłownie zniknął, dotykając drzewa. Yneryth’owi wydawało się, że cała operacja została wykonana wystarczająco cichy, lecz mimo wszystko nie opuszczał sąsiedniej korony. Czekał czy ptak jakoś zareaguję. On zaś jednak nie przejmował się niczym, siedział i bawił się swoją nową zabawką. Widząc to, samiec wykonał ostrożnie kilka kroków po gałęziach. Ostrożnie przesuwał się w głąb i górę, za pomocą swoich przedłużonych o lód pazurów. Będąc już w zasięgu skoku na drugie, lekko się zawahał. Skok mógł się skończyć bolesnym upadkiem, ponieważ powierzchnia gałęzi drugiego drzewa była dość mała. Nie miał jednak wyboru, skoczył, licząc na to, że się uda. Nie udało mu się złapać wybranej gałęzi, minął ją i przeleciał tuż obok. Z lekko paniką uderzył o pień wysokiego drzewa. Zdawało się, że dziś jednak miał trochę szczęścia. Szpony wbiły się w kory. Wilka powoli osunął się metr niżej, pozostawiając dość spory ślad na drzewie. W tej chwili jednak nie myślał o upadku, tylko o tym, czy ptak przypadkiem nie odleci spłoszony dźwiękiem. Trzepot skrzydeł rozległ się zaraz po zderzeniu. Liście i stare wyblakłe pióra posypały się z korony drzewa. Między nimi zaczęły przedzierać się promyki słońca. Yneryth gwałtownie sprawdził stan lodu. Nie był on już pierwszej świeżości, tyle musiało mu wystarczyć. Napiął mięśnie przednich łap i podciągnął się. Kilka minut później, siedział już na jednej z gałęzi. Pazury jednak nie nadawały się do dalszej podróży. Złapał szczękami za łapę i zacisnął na niej swoje zęby, Lód po chwili strzelił, rozsypując się. Teraz zdany był już tylko na siebie. Gdzieś w głębi wiedział, że szanse na upadek gwałtownie wzrosły. Przełknął ślinę i zaczął wspinaczkę.
- Lepiej już nie będzie. – Powiedział w myślach, po czym zaczął zbliżać się do stworzenia.
Złapał go szczękami za jedną z nóg, tą, która trzymała worek. Ciągnął i szarpał łbem, lecz nie przynosiło to upragnionego rezultatu. Oboje szarpali się, przetrącając różne błyskotki. Szarpanina trwała w najlepsze, jedno i drugie było równie uparte. Ptaszysko próbowało złapać wilka pazurami, jak równie trafić dziobem. W samo obronie biały nie miał jednak dużego pola do popisu. Tak też gniazdo spłynęło krwią, piórami i futrem. Światło, które wcześniej odbijało się od przedmiotów, zniknęło. Maź odizolowała powierzchnie od promieni słońca. Pomiędzy błyszczącymi jeszcze kamieniami płynęła wolno stróżka świeżej krwi. Kolor cieczy powoli ciemniał pod wpływem zgęstnienia. Krew ów wypływała ze złodziejaszka, basior jednak nie uszedł bez uszczerbku na własnym zdrowiu. Na ciele Yneryth’a pojawiły się nowe rany i zadrapania. Basior jednak niezbyt się nimi przejmował. Podszedł do krawędzi gniazda i zrzucił worek z prochami. Zanim zszedł, musiał się jeszcze rozejrzeć po gnieździe, za jakimiś specjałami natury. Snuł się od kupki do kupki ostatnich migoczących rzeczy, szukając czegoś, co kupi jego oczy. Przekopując jedną z kupek, znalazł coś, co od razu wpadło mu w oko, był to kamień o płaskich i gładkich ściankach. Przedmiot był prawie przeźroczysty, ale kolor wypełniający skałę był onieśmielający. Nie był pewien, po co to zabiera, samemu wcale tego nie potrzebował, może Shani będzie chciała sobie zabrać pamiątkę. W najgorszym wypadku będzie go taszczył i odda go Noiter’owi. Warto jednak spróbować pozbyć się go od razu.
Shani?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 977
Ilość zdobytych PD: 488
Obecny stan: 1169
poniedziałek, 15 sierpnia 2022
Od Yneryth’a c.d. Belief ~ Biel rozjaśniająca ciemność
- Co tu robię? – Specyficznym dla siebie głosem. Ból głowy lekko ukierunkował wydany przez siebie odgłos.
Słysząc odpowiedź wadery, przypomniał sobie, co zaszło. Co prawda nie do końca, ale ważne było dla niego to, że jest w miarę cały. Wilk mocno zagrzał się, gdy usłyszał, że ta istota jest mu wdzięczna. Głęboko w poważaniu miał to, co ona uważa, jednak nie mógł teraz tego okazać. Nie przy Belief, która zdawała się pozytywnie oceniać ów twór. Basior odruchowo zapytał, czy go widziała i jak wyglądał. Odpowiedź, że wygląda tak jak w legendach, zbytnio nic mu nie dała. Wręcz przeciwnie wygenerowała kolejny problem i jednocześnie cel do osiągnięcia. Yneryth z góry zakładał, że lepiej wiedzieć co może ingerować w jego życie, a tym bardziej, jak usunąć owe przeszkody ze swojego toru. Nie mniej jednak był zmieszany, nie widział, jak powinien zareagować. Wadera jednak nie była odpowiedzialna za to, co się wydarzyło. W tym wypadku samiec musiał się obejść smakiem „wygranej” i przygotować na kolejne zdarzenia, ingerujące w jego plany. Rozumiał, że los mógł mieć dla niego inne plany, lecz wyjątkowo coś mu się nie zgadzało. Nie wyglądało to na przypadkowe zdarzenia. Nie mniej jednak nie znajdował się w najlepszym położeniu do dłuższego dumania i rozmyślania. Podziękował Belief, w dojść przyjazny sposób. Z trzeciej osoby musiało wyglądać to dość nie naturalnie. To nie było jedno ze standardowych ruchów basiora, ów wypowiedź brzmiała zbyt miękko. Wypowiedziane słowa jednak nie wpłynęły na zachowanie wilka, równo i bez większego zastanowienia wyszedł z jaskini. Cień przesuwał się za nim, powoli oddalając się z wejścia do obszaru zamieszkanego przez wilczyce. Gdy był już w pewnej odległości od wejścia, przystanął i spojrzał prosto w przestworza. Oczy lekko rozluźniły się, przez dochodzący do nich blask słońca. Przez myśl Yneryth’a przeszło, że jest to całkiem ładny widok. Chwile po tym otrząsnął się gwałtownie. Jego ruch był na tyle żwawy, iż wzruszył podłożem. Zaraz po tym piasek zaczął owijać jego ciało, tak jakby chciał go pochłonąć. Po chwili nie było widać już nic nadzwyczajnego. Jedynie horyzont i otaczającą przyrodę. Między drzewami widoczna był znaczący prześwit, taki, że blask wschodzącego słońca wypełniał luki, pomiędzy nimi. Widok musiał być dość majestatyczny, że nawet kochanek księżyca, spostrzegł w słońcu jego własny blask.
END
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 430
Ilość zdobytych PD: 215
Obecny stan: 681
czwartek, 4 sierpnia 2022
Od Yneryth’a c.d. Naharysa ~ Pokłosie
- Wszystko dobrze?
Przewidywania zdawały się mieć swoje miejsce. Szorstka odpowiedź, niezbyt grała mu z tonem Naharysa. Chwilę później basior przekazał mu sposób używania pozyskanej w dziwnych okolicznościach żywicy. Basior powoli i zmysłowo wcierał substancje w korę jabłoni. Po kilku chwilach Yneryth również zanurzył łapę w płynie i zaczął powtarzać koliste ruchy, jednocześnie czyszcząc się z tego paskudztwa. Żółtooki obrócił na chwilę głowę, kierując ją ku aktualnie czarnemu wilkowi. Wilk zdawał się zadowolony, zrozumieniem przez drugiego ów techniki.
- Tak… będzie dobrze… z pewnością…- Samiec upada na ziemie z brakiem przytomności.
- No tak… Yyyy- Wzdycha ciężko, wypuszczając powietrzę. – Kto by się tego spodziewał. – Lekko się uśmiecha. Hmm co my z tobą zrobimy? – Spogląda na leżącego luźno wilka. Potem rzuca spojrzeniem ku niebu, aby zobaczyć mniej więcej jaka jest teraz pora dnia. – Chyba już mam plan.
Yneryth ostatni raz szturcha Naharysa, aby upewnić się, czy na pewno się wstanie. Widząc, że jest nieprzytomny, powoli odchodzi. Żółtooki spaceruje w kierunku leśnej ściany, w celu zlokalizowania czegoś, co mogłoby pomóc. Powoli przemierzając połać lasu, zauważa szelesty dochodzące z oddali. Czując lekką pustkę w przewodzie pokarmowym, zmienia kurs, kierując się na źródło hałasu. Wilk, będąc coraz bliżej hałasu, coraz mniej słyszy wydawany przez otoczenie odgłos. Basior przystaje, rozglądając się dookoła siebie. Niestety, lecz nic nie zauważa, wykonuje przed siebie jeszcze kilka kroków, tak aby wychylić za krzaku swoją głowę. Wyłaniając pysk za zarośli, zobaczył stadko saren. Może nie było to, tym czego szukał, ale żądza głodu napędzana przez pusty żołądek wpłynęła na jego decyzyjność.
- Hmm… jeśli się obudzi, to na pewno będzie głody. Szybki posiłek jeszcze nikomu nie zaszkodził. – Kończąc, schował się pod iluzją i ruszył prosto pomiędzy stado. Przekradając się w pobliże zwierzyny, ciężko było mu się opanować. Jednak musiał się pohamować, tak aby i Naharys dostał coś do schrupania. Obejrzał skrupulatnie każdą po kolei. Jego wzrok uważnie przesuwał się po talii, analizując zdobycz. Gdy w już wybrał sobie kandydatkę do schrupania, płynnie wyskoczył zza obrazu, chwytając szczękami za jej szyje. Jednym ruchem szarpnął sarną, przecierając jej głową o podłożę. Atak zakończył szybkim zaciśnięciem szczęk. Syk wyciśniętego powietrza z szyi zwierzęcia był ostatnim słyszalnym dźwiękiem. Dusza kopytnego nie zdążyła ulecieć w spokoju, nim basior z powrotem zanurzył się w piaskowych odmętach. Yneryth nie chcąc marnować czasu, od razu dał się ze zdobyczą do nieprzytomnego basiora. Ciągnął za sobą zwłoki, pozostawiając za sobą położoną trawę i ślady wyciekającej krwi.
Żółtooki doszedł do miejsca, gdzie znajdował się Naharys. Szyi basiora ulżyło, gdy mógł rzucić zdobycz gładko przed siebie, tak aby wylądowała pod pyskiem nieprzytomnego. Zdawało mu się, że będzie miał, chociaż chwilę dla siebie, na spożycie przynależnej mu połowy. Sytuacja jednak mijała się z jego wyobrażeniem. Noc wiązała się jeszcze z jednym aspektem, o którym jakoś zapomniał. Biorąc się za podzielenie zdobyczy, usłyszał za sobą kroki. Błyskawicznie wsłuchał się otoczenie tak, aby nie musiał obracać swojego pyska. Po delikatnym świście powietrza, grono możliwych przybyszy gwałtownie zmalała. Taki dźwięk mógł wydać tylko wilk ze skrzydłami. Mimo iż w watasze takich nie brakowało, wątpił, że takowi z własnej woli pokażą się jakby nie patrzeć na jego terenie. Wiele się nie mylił, gdyż to właśnie jeden ze znajomych mu przybył na polane. Słysząc jego głos, już był pewien. To właśnie On przybył w TYM właśnie momencie. Yneryth gładko uśmiechnął się, zauważając, że ma on piekielnie dobre wyczucie.
- Hej, co tam porabiacie?
- Yneryth’owi sunęły się na język tylko jedne słowa, ale ta sytuacja nie pozwalała mu na nie. – A siedzimy sobie z Naharysem i jemy. – Powiedział, podnosząc pobliski piasek z ziemi, tak aby jakoś ukryć fakt nieprzytomnego basiora.
- Ooo a mogę z wami?
- Pewnie łap, my jesteśmy już najedzeni. Prawda Naharys? – Obraca głowę i mówiąc do swojego dzieła. Przez chwile sam był zdziwiony, jak bardzo obraz przypomina rzeczywistość. Jakoś Naharys zdawał się bardziej przyjemny i znośny w tej formie.
- Udaje głos Naharysa. – Tak się najadłem, że jakoś dziwnie się czuje. Chyba się prześpię. – Iluzja kładzie się do snu, pokrywając się z ciałem nieprzytomnego.
- Oki, z chęcią coś zjem. Cały ten dzień strasznie mnie zmęczył, mój brzuch też nie miał lekkiego dnia. – Zajada się sarną.
Białemu znacznie ulżyło, po tym, jak Noiter zdawał się kupić tę szopkę. Chociaż jeden pozytyw tego dnia, pomyślał w duchu. Chwilę porozmawiał z nim, opiekuńczo udając, że martwi się o sen tego po prawej.
< Wstaje poranek. Noiter odszedł przed chwilą >
- Ahh.. Ciężko wypuszcza pozostałe powietrze, po całym tym sztucznym zachowaniu. – To, co my z tobą zrobimy? – Po chwili zastanowienia, przypomina sobie o pewnej waderze. – No tak, jak ona miała? – Patrzy na białego już Naharysa. – Jak nazywała się twoja siostra? – Po paru sekundach, przypomina sobie jej imię. – No tak Lonya, to tam cię zabierzemy. Ona na pewno ci pomoże, ale poczekaj chwilę, ponieważ w zasadzie jesteś ode mnie wyżej w hierarchii, to muszę słuchać twoich poleceń, tak? Mimo że czasem głupich i… A nieważne, już daj mi tylko chwilę. – Nabiera na łapę płynu i wciera w korę. Kończy zastanawiając się, co zrobić z resztkami pozostałymi na łapie. Paterzy na Naharysa i głupio się uśmiecha. Kończąc łapie pyskiem Naharysa i ciągnie go w kierunku nieznanej mu jeszcze medyczki.
< Po transporcie do celu >
- Hej. – Mówi zmieszanym głosem. – Znalazłem twojego… eee brata, zdaje się, że zemdlał i nie ma się za dobrze. Mogłabyś się nim zająć?
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 933
Ilość zdobytych PD: 466
Obecny stan: 466
wtorek, 26 lipca 2022
Od Yneryth’a c.d. Eowiny ~ Zagubienie
- Witaj, niedawno tu dołączyłam. – Po chwili zastanowienia kontynuowała. – Poznaje społeczeństwo, do którego dołączyłam.
- Po szybkich przemyśleniach kontynuowała swoje, punktowo zadawane pytania. – Ciekawe, że poznajesz społeczeństwo z ukrycia i z odległości. Jesteś czujką, czy raczej preferujesz skrytobójstwo? – Odruchowo już przechylając głowę, w jeden z boków.
- Spojrzała na samca ze spokojem. - Zanim zaatakujesz, poznaj najsłabsze strony przeciwnika. - Jej wzrok nabrał wymowności. Jednak nie wiele ją interesowało, jak zostanie to zinterpretowane. - Zanim zacznę się integrować, wolałam najpierw przekonać z kim mam do czynienia. - Zamiotła leniwie ogonem ściółkę.
- Nieugięcie. – Zauważyłaś coś ciekawego? – Patrząc pusto w oczy wadery.
- Nic, co by wychodziło poza normy uznane przez większość społeczności. - Wzruszyła barkami. - Przynajmniej na razie. - Dodała, po czym przeniosła wzrok z powrotem na watahę.
- Zależy, o jakiej społeczności mówimy. Tak czy siak, chciałabyś podzielić się swoim imieniem? – Wstał i zasłonił resztę wędrującego stada.
- Eowina. - Krótko, zwięźle i na temat. - A co ty możesz o niej powiedzieć? - Wywnioskowała z rozmowy, że wilk jest jednym z członków watahy.
- Hmm, że za bardzo skupiłaś się na grupie, przegapiłaś kilka ciekawych rzeczy, chyba że norma oznacza dla ciebie coś innego. – Lekko wątpi we własne zdanie, z powodu braku relacji z innymi wilkami, lecz nie okazuje tego na swoim pysku. – Muszę przyznać, że masz ciekawe imię.
- Co masz na myśli? Jak możesz sprecyzować. - Spojrzała się znowu na wilka, podnosząc jedną brew. - Dziękuję. A jak brzmi twoje? - Teraz to na jej pysku zaczęły przejawiać się oznaki zainteresowania.
- Mam na myśli, że z takiej odległości nie zdołasz zauważyć wszystkich szczegółów. Na pewno mniej ciekawie niżeli twoje, moje imię to Yneryth. – Przedstawiając się, zniknął pod piaskową iluzją, by móc przenieść się, w mniej obserwowane miejsce. Chwilę, później pojawia się znów obok wadery.
- Ale również można zdobyć pewne informacje. - Powiedziała pewna swoich racji. - A tam, imię jak imię. - Powiedziała nonszalancko. - Miło poznać. - Kiwnęła w jego stronę łbem.
Widząc, iż wadera nie reaguje w ten sam, dość nudny dla samca sposób, zaciekawił się. Ta interakcja była dla niego, bardziej jak jakiegoś chorego typu zabawa. Yneryth ostatecznie widząc brak większego zaciekawienia, wobec jego osoby, lekko był zadziwiony. Nie spodziewał się takiej reakcji, a tym bardziej nie był na to gotowy. Wiedząc, że to on musiałby ciągnąć rozmowę, zaczął lekko się denerwować. Ostatecznie biały musiał postawić na swoim w jakikolwiek sposób. Wstał i ruszył równolegle z watahą. Nie chciał dać szansy, aby dać się znaleźć, lecz tego wymagała dana sytuacja. Nie do końca chciał znów ją spotkać, z drugiej strony ciekawość ciągnęła go do niej, jak ćmę do światła. Żółtooki wyjątkowo nie wiedział nic, co go interesowało. Pustka informacyjna była dla niego lekko niepokojąca. Decyzje dotyczącej nowej zostawi tak, jak zwykle temu, na co zawsze może liczyć. Los na razie jeszcze go nie zawiódł. Odchodząc, nic nie odpowiedział.
Eowina?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 454
Ilość zdobytych PD: 227
Obecny stan: 1449
piątek, 22 lipca 2022
Od Yneryth’a c.d. Hattie ~ Wschód Słońca
Yneryth stanął na brzegu grzbietem skierowanym ku wodzie. Stojąc w bez ruchu, czekał, aż wadera również opuści wodę. Chwilę się zamyślił, niestety, ale nie pozbędzie się problemu związanego z odwiedzeniem centrum watahy. W głowie powoli układał sobie dalszy plan postępowania. Na szczęście większość, którą powinien przedstawić, już wypowiedział. Myśli białego, niczym bumerang odbiły się od granicy świadomości. Lekko się obrócił i zobaczył koło siebie, gotową już do drogi waderę.
- To, jak ruszamy? – Zapytała z podekscytowaniem Hattie.
Pomimo ładnie wybarwionych spojówek basior nieugięcie był sobą. Bez słowa odpowiedzi, ruszył do przodu, w kierunku jaskini Renesmee. Po chwili odpowiedział.
- Niestety nie mamy innego wyjścia, musimy się udać właśnie tam. – Lekko przymknął oczy.
Oboje szli przez znajome dla basiora tereny. Samiec znał okolice jak własną sierść, nie było tu dla niego zagadek. Hattie szła jednak równo za nim, wciąż się rozglądając i obserwując pobliskie otoczenie.
*
Wilki były już prawie w centrum. Kłopotów jednak nie było końca. Basior skrycie liczył, że uda się im przemknąć niezauważonymi. Zadanie to było jednak nie wykonywalne, bez dodatkowej pomocy. Gdyby nie to, że nowa szła tuż za nim. Yneryth pewnie schowałby się pod iluzją i wędrował niespostrzeżony. Myśl o tym, by od razu otwierać swoje karty, przed nowo poznaną wilczycą, zniechęciła go do wzniecenia piasku. Tak jak przewidział, po drodze napotkali kilka członków, z aktywnym trybem porankowym. Żółtookiego i Hattie nie ominęło spotkanie z Noiter’em, jak i Naharysem. Ten pierwszy był żywo zaciekawiony, nowo przybyłą waderą. Chwilę szedł razem z nimi, zadając różne pytania. Rogaczowi udało się wydobyć imię nieznajomej i na tym musiał skończyć, gdyż przypomniał sobie, o czymś, co powinien zrobić. Yneryth’owi od razu ulżyło, gdy zobaczył ściany tej jaskini. Przysiadł na dwóch łapach, naprzeciw wejścia, spoglądając w głąb ciemnej dziury.
- Tam znajdziesz, odpowiedzi na swoje pytania.
Widząc, iż Hattie weszła do jaskini, od razu schował się pod swoją iluzją. Przez chwilę, przez głowę przeszedł mu pomysł, by również wejść do jaskini. Z jego przypuszczeń, pod iluzją byłby nie zauważony, szczególnie z tą ilością światła, która tam występuje. Powstrzymał się jednak, do końca nie będąc pewien, co potrafi alfa. Obszedł się smakiem i czkał na odpowiedni moment. Wiedział, że głupio byłoby zostawić ją na pastwę stada. Nawet jemu samemu, nie do końca by się to nie spodobało. Położył się na trawie, czekając na rozwinięcie sprawy. Może decyzja Renesmee go dziś zaskoczy i będzie musiał dopilnować, aby Hattie już nigdy tu nie trafiła z powrotem. Zmarszczył jednak pysk, wiedząc, że na 99% to się nie wydarzy. A gdybania i marzenia czas pozostawić na inne, jego zdaniem lepsze czasy.
Hattie?
Ilość napisanych słów: 473
Ilość zdobytych PD: 236
Obecny stan: 1222
niedziela, 17 lipca 2022
Od Yneryth’a c.d. Hattie ~ ,,Wschód słońca”
- Cześć! – Uśmiechnęła się.
Yneryth chcąc przemówić, otworzył lekko pysk, lecz nie zdążył odpowiedzieć. Tę chwilę konsternacji, przeznaczył na przeanalizowaniu wyglądu wadery. Samica miała czarną sierść. Uszy od środka posiadały fioletowe ubarwienie. Tułów nieznajomej kończyły specyficzne szare łaty. Basior jednak najbardziej zwrócił uwagę na coś innego. Fakt, że stali ze sobą nos w nos, pozwolił mu przyjrzeć się jej oczom. Takich jeszcze nie widział u nikogo, miała one oczy w kolorze lawendy. Zdawać by się mogło, że kolor jej oczu zafascynował basiora.
- Nazywam się Hattie i naprawdę nie chciałam wtargnąć na Twój teren, ale nawet nie wiesz, jak się cieszę, że mogłam cię spotkać! Witaj!
- Yyy… Witaj! Miło mi cię poznać Hattie. – Stwierdził, że chyba może sobie pozwolić, aby ominąć nudną gadaninę i formułkę dotyczącą watahy. – Inni mówią mi Yneryth. Nie masz za co przepraszać. – W tym momencie samiec przypomniał sobie, jak wygląda, a przez głowę zaczęło przepływać tysiące myśli. Zmieszany jeszcze bardziej, nie wiedział jak wybrnąć z takiej sytuacji. Chyba nie miał zbytnio innej opcji niż w to brnąć. – Chętnie z tobą jeszcze porozmawiam, ale muszę udać się do jeziorka, w celu pozbycia się tego czegoś, co mnie pokrywa. – Z bólem lekko się zatrząsnął. – Umm… Może chciałabyś opowiedzieć, jak się tu znalazłaś? – Powiedział, powoli ruszając do tafli wody.
Hattie?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 576
Ilość zdobytych PD: 288
Obecny stan: 986
czwartek, 14 lipca 2022
Od Yneryth’a c.d. Shani ~ Pogrzebać przeszłość
Basior nie zwlekając, od razu postawił się łapy. Wstał tak szybko, jak tylko mógł, miał nadzieje, że wyjdzie na tym pozytywnie. Gdy już wstał, jego myśli nadal kołowały, a wzrok nie do końca się ustabilizował. Słuchał samicy, nie do końca rozumiejąc, o co jej chodzi. Kiedy się wybudził z dziwnego posennego stanu, zaczął się zastanawiać, czemu zasnął. Sen w takiej sytuacji był ostatnią rzeczą, która po sobie obstawiał. W myślach zadał sobie pytanie. „Czy te wilki, aż tak mnie, zmieniły” . Zaczynał z pogardą spoglądać na swoją aktualną osobowość. Nie był już taki, jaki był, gdy tu przybył.
Wypowiedź samicy kończyła się w dość niecodzienny sposób. Yneryth zauważający to, nie do końca wiedział, jak powinien na to zareagować. W takim letargu wysłuchiwał dalszych słów z zaciekawieniem. Shani opowiadała, a raczej wizualizowała, jak wygląda wulkan i jak jest zbudowany. Cały pokaz zakończyła, mówiąc o ogniu, który wypluwa z siebie wulkan. Szara zdawała się nie wierzyć w to, co słyszała od swoich rodziców. Myśląc o ogniu wypluwanym przez skałę, zaśmiała się. Biały wiedząc to, co już wie i jak informację przekazane mu przez jego opiekuna mają odzwierciedlenie na rzeczywistość, ufał temu, co usłyszał. Cały ten ogień wyrzucany ku niebu brzmiał fantastycznie i lekko niepokojąco. Basior na pewno będzie uważać, aby nie przysmażyć sobie futra. Słysząc śmiech wadery, również się uśmiechnął. Shani raczej nie przynosiła mu uczucia, do tego, aby chował się w swojej pustej pokrywie.
- Nie traćmy czasu!
Samiec ruszył od razu za nią, tak by nie pozostawać w tyle. Shani zdawała się wesoło nastawiona ku nowej przygodzie. Yneryth jednak postanowił uchować swoją ekscytację dla samego siebie.
< Jakiś czas potem >
Yneryth idąc w towarzystwie wadery, czuł się jakoś dziwnie nieswojo. Do tej pory jeszcze mu się to nie zdarzało. Wręcz przeciwnie, kochał przemierzać trawiaste pustkowia, jak i leśne dżungle w ciszy. Tym razem jednak było inaczej, cała cisza była dla niego trochę nieprzyjemna. Brak ciekawych wydarzeń na szlaku również go nużył. Stwierdził, że zrobi coś niepodobnego do siebie i spróbuję nawiązać rozmowę.
- Hmm, a tak w ogóle skąd jesteś? Wybacz to pytanie, ale wolałbym wiedzieć, chociaż mniej więcej z kim podróżuję. – Zapytał, udając zaniepokojenie.
- Z… daleka. W zasadzie moje rodzinne strony wyglądały trochę inaczej niż tutejsze tereny. Na pewno było znacznie chłodniej. A moja rodzinna wataha... cóż, nie wyróżniała się niczym szczególnym. Też byłam tam medyczką. A ty?
- Chciałbym znać odpowiedź na twoje pytanie, ale powiedzmy, że z daleko. Tam skąd pochodziłem, było bardziej zmiennie. Ogólnie rzecz biorąc, wcześniej nie należałem do watach. – Basior bez emocji wspomina swoje początki. – A czemu akurat medyczką? – Zaciekawiony jej kwalifikacjami.
- Od zawsze lubiłam się uczyć. Znalazł się ktoś, kto zauważył mój talent i zaraził mnie pasją do nauk medycznych, stając się moim mentorem. Dziś, niestety, nie ma go już z nami... - zasmuciła się na chwilę, jednak równie szybko odzyskała pogodę ducha. - A ty... samotny wilk, co? Co się stało, że zmieniłeś tryb życia? Um.. Jeśli, oczywiście, chcesz powiedzieć.
- Zbytnio nieprzejęty śmiercią innego wilka, lecz próbujący to ukryć. – Zadajesz celne pytania. Na razie jest to tylko przystanek. Wcześniej nie posiadając interakcji z innymi pobratymcami, nie miałem pojęcia, do czego mogą być zdolni. Na początku chciałem zostać, by rozgryźć działanie magii i jak inni ją wykorzystują. Przy okazji natchnąłem się na coś, co dało mi motywacje, by zostać na trochę dłużej. – Kończąc zdanie, lekko ugryzł się w język, aby nie powiedzieć za dużo.
- Pewnie jakaś piękna wadera, co? Wspominałeś o magii? - Zaciekawiła się wadera. - Widziałam, że jej używasz. Moje moce są... no, niezbyt imponujące w porównaniu do twoich. Z twoimi też tak było na początku?
- Naprawdę myślisz, że zatrzymałaby mnie wadera? – Widać, że się uśmiecha. – Nie mówiłaś, że coś potrafisz. – Przystanął w miejscu znacznie, zaciekawiony. – Nie chciałabyś się pochwalić?
- W zasadzie, to nie ma czym się chwalić. Wadera również stanęła. Pochyliła się nad przyschniętym źdźbłem trawy i tchnęła w nie magię. Roślinka odzyskała soczyście zielony kolor, a po jej wcześniejszym niedomaganiu nie pozostał nawet ślad. - Średnio to przydatne w walce, co? - Uśmiechnęła się krzywo.
- Pamiętaj, że to, co umiesz może mieć różne zastosowanie. Na pewno da się to wykorzystać w pewnej sytuacji. Ograniczeniem niestety jest znajomość terenu. – Ewidentnie skupiony na wykorzystaniu danej zdolności.
- Moja zdolność przydaje się czasem przy uprawie ziół... innego zastosowania dla niej nie widzę.
- Pamiętaj, że magia to jakby nie patrzeć, przedłużenie twoich myśli, bądź zatem kreatywna. – Z uśmiechem spojrzał na lekko skołowaną Shani.
-Wadera spojrzała jeszcze raz na uzdrowioną przez siebie, niepozorną roślinkę. Skupiła na niej wszystkie swoje myśli i... źdźbło w oczach wadery wydłużyło się o kilka milimetrów. Cóż, nadal nie było to imponujące, ale mimo wszystko zaskoczyło to waderę. - Yneryth, patrz! Urosła!
- Basior szczerze się uśmiechnął. – A więc już chyba rozumiesz. – Powoli ruszył przed siebie.
- A jak to było na początku u Ciebie? - zapytała wadera, która ruszyła żwawym krokiem za samcem.
- Moje zdolności to inna sprawa. Uczyłem się wszystkiego w samotności, nie było czasu na popełnianie błędów, więc starałem się nie być do tyłu. Na początku wszystko było przypadkiem. Potem wraz ze wzrostem ciekawości, rósł poziom użyteczności. Pierwszą mocą, która wyszła sama z siebie, była ciekawa. – Yneryth zaciskając przednią lewą łapę na gruncie, zamroził podłoże wokół wadery, wraz z gruntem pod nią. Obrócił się do tyłu, mówiąc. – To też nie wygląda groźnie, ale wystarcza, by zabić w określonych warunkach.
Shani?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 876
Ilość zdobytych PD: 438
Obecny stan: 698
poniedziałek, 11 lipca 2022
Od Yneryth’a c.d. Belief ~ Biel rozjaśniająca ciemność
Yneryth’owi bardzo nie spodobał się fakt, iż duch lasu pogrywał z nim, jak z dzieciakiem. Znów ktoś próbował go wykorzystać we własnych „wyższych” celach. Złość powoli emanowała wokół białego. Całe zmieszanie powoli opuszczało jego głowę. Nie do końca wiedział, jak powinien postąpić. Może działając na przekór istocie, powinien ją zostawić na śmierć, i nie dobijać demonicznej bestii. W plecy dźgało go, jego sumienie. Napinając mięśnie szczęki, pokazując kły, zaczął spoglądać raz na jedno, raz na drugie. Jedyne co było pewne, to to, że duch lasu nie był osiągalnym celem, bynajmniej na razie. Jedynym pozostawionym wyborem, było, albo uratowanie Belief, albo pozostawienie tego czegoś przy życiu. Z pogardą wilk uchylił głowę, uderzając nią o podłogę, a potem w bok jaskini. W myślach wykrzykując „zostaw mnie” . Czaszka wilka widocznie zaczęła przeciekać, uwalniając krew z tkanek. Samiec już po chwili uspokoił się. Bez zastanowienia doliczył obie istoty do swojej listy. Wilk odpowiadający za głosy w jego głowie został jednak na neutralnej stornie, aż do rozstrzygnięcia sprawy. Yneryth podszedł więc do piedestału, z kawałkiem dziwnego koloru kryształu. Takiego koloru samiec jeszcze nie wiedział. Zaintrygował się tą osobliwością, do tego stopnia, że ignorował krzyki Bel tkwiącej przy ścianie, za kratami z korzeni. Szybkim ruchem spojrzał na potwora, a potem na kryształ. Ostatecznie po dłuższym niż chwila zastanowieniu, chwycił w pysk kawałek kamienia. Zaraz po tym kamień zaczął rozbłyskiwać różnymi kolorami. Z każdym krokiem głaz, zmieniał kolory niczym kameleon przesiadujący na tęczy. Po dwóch łapach do przodu, pnącza i korzenie zaczęły się rozsuwać, udostępniając biesowi wolność. Widząc to, żółtooki lekko wzdrygnął się, gdyż nie tak to sobie wyobrażał.
- Ku**a… - Kończąc, przymknął oczy, wczuwając się w swoje otoczenie.
Stworzenie nie tracąc czasu, ruszyło kłusem w stronę wilka, jak równie wyjścia. Oczy basiora lekko zamieniły się, a za jego plecami powstała dwu warstwowa ściana z lodu. Końce kolców z trzaskiem rozbiły się o sufit jaskini. Lodowe odłamki wystrzeliły, rozsypując się po podłożu. Samiec zaraz po owym dźwięku przeturlał się, wbijając w siebie okruchy. Grzbiet po manewrze nie wyglądał już tak, jak wcześniej. Plecy Yneryth’a przypominały delikatnie jeża. Jednak udało mu się przeturlać pod nacierającą istotą. Bies nie zdążając wyhamować bądź specjalnie wbiegając w powstały mur. Rozbił jedną z warstw. Stworzenie zdawało się lekko ogłuszone. Biały samiec wstał i z bólem okalającym jego ciało przebiegł pod brzuchem biesa. Szczęki wilka zacisnęły się na krysztale, wytwarzając nieprzyjemny dla uszu pisk. W jaskini chwile po tym wybrzmiał dźwięk, a raczej szum. Ostrza tnącego powietrze. Żółtooki kolistym ruchem przeciął cześć tułowia niczym głodna modliszka. Cięcie zakończyło się pchnięciem, w miejscu wyznaczonym przez to coś, co opanowało Belief. Kryształ wbity w serce zaczął blaknąć i szarzeń. Żywe odcienie przemijały, a w ich miejsce pojawiała się pustka. Czerń była głęboka, kolor był pełny sam z siebie, zdawać by się mogło, że nie załamywał światła, lecz je pochłaniał. Gdy kolor zniknął z kamienia, martwe już ciało upadło na Yneryth’a, przygniatając go. Mina samicy zdawała się zaszokowana. Wraz z pojawiającym się zdziwieniem, korzenne więzienie, zaczęło wrastać w sufit, uwalniając ją z niewoli. Samica szybko udała się do zwłok biesa w poszukiwaniu samca, lecz jedynym dźwiękiem, jaki usłyszała, był zadowolony chichot ducha lasu.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 520
Ilość zdobytych PD: 260 PD
Obecny stan: 260 PD
środa, 22 czerwca 2022
Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz.13] ~ Biel rozjaśniająca ciemność
- Pewnie to przez tamtą hipnozę, musiałem nie zwrócić na to uwagi. – Starając się gładko przekonać samice.
- Kończąc wylizywanie rany. – Ważne, że jesteś cały.
- Obawiając się, o kontynuacje podróży. – Na pewno nie chcesz iść tego sprawdzić?
- A co jeśli to coś poważnego? Nie powinniśmy tego tak zostawiać, prawda?
- Myślę, że te rany będą się trochę goić, ale nie musisz się tak przejmować. – Specjalnie wykorzystując daną okazję.
- Chodziło mi o biesa, z chęcią to sprawdzę, z resztą i tak mamy po drodze.
Po krótkiej pogawędce Belief wstała, a Yneryth obrócił się w kierunku lasu. Dopiero w tamtym momencie zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia jak stamtąd wrócić. Znał drogę jedynie do miejsca, gdzie się obudził. W tamtym momencie to wadera była jego kluczem do powrotu.
- A jak z twoim głodem? – Spoglądając w jej stronę. – Jeśli czegoś potrzebujesz to mów, choć z zielarstwa i innych pomocnych rzeczy odpadam.
- Na razie niczego nie potrzebuję, ale będę musiała udać się do medyka.
Oboje zaczęli marsz z powrotem do pozostawionego biesa. Yneryth spowolnił tempo, aby Belief nadążała i nie musiała się nadto wysilać. Pogoda powoli się zmieniała, chmury zaczynały się kłębić i nawarstwiać. Otoczenie traciło kolory, coraz bardziej się przyciemniając, mimo tego, że już powoli wschodziło słońce. Nie minęło dużo czasu, nim z nieba zaczęły opadać krople zimnej cieczy. Basior z niezadowoleniem spojrzał na swoje futro, lecz nic z tym nie mógł zrobić. Belief zdawała się dalej pełnić podstawowe czynności życiowe, nie wyglądało, by miała w najbliższym czasie zemdleć. Deszcz spadając na jej ranę, zdawał się palący. Wadera momentami przymrużała oczy, jakby odcinając się od bólu. Otwierając oczy, zauważyła, że samiec przystanął. Z lekkim zdziwieniem, zapytała.
- Coś nie tak?
- Hmm jest mały problem, nie pamiętam jak iść dalej. Mogłabyś poprowadzić dalej? – Zabolało go to, że musiał prosić o pomoc, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Pewnie. – Lekko się uśmiechając.
Belief prowadząc, wytyczyła odpowiednie tempo, tak aby nie tracić czasu, ale jednocześnie się nie nadwyrężać. Szła jakby czymś zamyślona. Yneryth zastanawiając się, o co może chodzić, a jednocześnie obawiając o swoje małe tajemnice, spytał.
- O czym tam tak rozmyślasz?
- Nie, to nic takiego. – Zrobiła lekką pauzę w wypowiedzi. – Myślałam nad dalszą drogą, to wszystko.
Yneryth nie do końca uwierzył w jej słowa, widmo jego persony krążyło mu po głowie. To kim jest nie było już dla niego tak oczywiste jak wcześniej. Dlatego wolał nie chwalić się, że traci nad sobą kontrolę. Na szczęście samica zdawała się tego jeszcze nie wiedzieć. Przerwał swoje rozmyślania widząc kanion, nagle zaczęły wracać mu wspomnienia. Tak jakby przeżywał wszystko na nowo.
- Czyli ten bies, powinien być tam na dole, tak ?
- No przecież mówiłam ci, że tam jest. – Spojrzała w dół, wychylając się za krawędź. Jej mina zdawała się zaszokowana.
- Zdaje się, że pan bies się obraził i sobie poszedł. – Uśmiechając się.
- Przecież nie żył, leżał tam na dole. Co się stało?
- Nie jestem pewien, ale widzę ślady pazurów na ścianie kanionu. O tam widzisz.- Wskazuje łapą.
- Rzeczywiście, są. Co mogło je zostawić?
- Myślę, że lepszym pytaniem będzie. Co o takim rozmiarze, potrafi się wspinać po pionowej ścianie?
Belief?
niedziela, 19 czerwca 2022
Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz.10] ~ Biel rozjaśniająca ciemność
Basior, a dokładnie jego ciało, kierowało się do podnóża gór. Tamto miejsce znajdowało się, po drugiej stronie lasu. Lasu, po którym wiele się zmieniło. To na jego skraju widział po raz pierwszy dziwną, acz znajomą sylwetkę. Wszystkie wiadomości, nie układały się w żadną sensowną kupę. Każda część była wyjątkowa, posiadała swoją własną niepowtarzalną krawędź. Tamtych informacji nie dało się posklejać jak puzzli. Basior spędził sporo czasu, od ostatniej pełni, by wymyślić coś, co mogłoby mu poradzić. Na próżno jednak miał nadzieję, nie istniało żadne sensowe wytłumaczenie. W tamtym okresie zaplanował, iż zacznie szukać kogoś, a nie czegoś. Teraz na pierwszym palnie, stał ten, którego ostatnio przegapił. Ciało zdawało się słuchać doli wilka. Grzecznie, w całkowitej ciszy przemierzało pobliskie tereny, by dostać się do gór. Czas mijał, a droga się skracała. Po pewnym czasie Yneryth wylądował na polanie. Dosłownie wylądował, bo to wtedy ocknął się z dziwnego transu.
- VehMedDonUnCeph PaUrGonCephGraphGed – Wyszeptały głosy zaraz po przebudzeniu. ( Podpowiadajka dla ciekawskich ,,w anielskim”)
Wstając z trawy, nie wiedział, jak powinien teraz zareagować. Ze zrezygnowaniem znów zaczął przeprawę przez las. Mijając drzewa i krzewy, czuł się jakoś inaczej. Coś mu nie pasowało, miał dziwne wrażenie, że ktoś go śledzi. Przeszukał więc wzrokiem okolice w poszukiwaniu obserwatora. Zawiedziony, że nawet jego intuicja go zawodzi, posmutniał. Z nadzieją na lepsze jutro, zastanawiał się jakie pytanie może zadać nieznajomemu, o ile go spotka. Tak rozmyślając, natrafił na dość cenną dla niego okazję. W lesie pomiędzy drzewami wypoczywało małe stadko saren. Szybki posiłek na pewno mu nie zaszkodzi. Skradał się trochę bliżej, by móc złapać odpowiedni dystans. Gdy był już w dogodnej dla siebie pozycji, przetarł łapą po podłożu. Zamykając na chwilę oczy, pozwolił, by energia znów przez niego przepłynęła. Podłoże wokół wilka powoli zaczęło zamarzać. Lód stopniowo rozchodził się od wilka do celu. Gdy podłoże było już gotowe, Yneryth z gracją wyskoczył na leżącą zwierzynę. Kopytne gwałtownie się poderwały, by uciec w popłochu. Jedna z nich odpadła już na samym starcie. Wstając, pośliznęła się i upadła. Ta krótka chwila wystarczyła, by wilk ją wykorzystał. Chwycił szczękami za szyję zwierzęcia i śliznął się z do przodu. Gdy poślizg się zakończył, sarna niestety już nie żyła. Basior pożywił się nią do pełna, tak by ograniczyć możliwość kolejnych zbędnych postojów. Kończąc posiłek, przerzucił resztki obrotem wprost w jedno z zarośli. Krzak znacznie się poruszył, po tym, jak wpadła tam sarna, a raczej to, co z niej zostało. Żółtooki lekko zaciekawił się tą sytuacją, lecz ostatecznie uznał, że to pewnie jakieś zwierzę. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ktoś go śledzi.
- Kim jesteś? – Zapytał z ciekawością.
- To jest akurat nieważne. Myślę, że możesz z siebie wydusić lepsze pytania.
- Zmieszany, dalej próbował. – Czemu słyszę głosy i co mnie z tobą łączy?
- One ci pomogą. – Zapewnił, wstając. – Powiedzmy, że mamy wspólny biznes. Szukaj mnie tam, gdzie one cię prowadzą. Teraz zajmij się kimś, kto cię śledził. – Zakończył z uśmiechem.
- Yneryth obrócił się na chwilę, szukając w otoczeniu kogokolwiek, nic nie widząc, wrócił wzrokiem na białą skałę. Tam jednak już nikogo nie było.
Belief leżąc pomiędzy drzewami, zastanawiała się, dlaczego Yneryth rozmawia sam ze sobą. Cała ta dziwna sytuacja zdawała się ją przerastać. Nie wiedziała, czy powinna się martwić, czy też złościć. Widząc, że samiec zaczął się oglądać, tak jakby czegoś szukał, zwiększyło się jej tętno. Serce szybciej biło. Yneryth podniósł głowę do góry, wciągając przez nozdrza pobliskie zapachy. Tamten wilk miał rację, ktoś był w pobliżu. Ten zapach, on był znajomy. Stając już normalnie i wpatrując się w las, zapytał.
- Belief, jesteś tam? – Lekko przechylił głowę.
Belief?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 706
Ilość zdobytych PD" 253
Obecny stan: 2661
czwartek, 16 czerwca 2022
Od Yneryth’a ~ Pełnia
Najedzony basior, będąc już gotowym, by kontynuować drogę, od razu wyruszył przed siebie. Pełen żołądek znacznie zmienił jego samopoczucie. Dużo łatwiej było mu się przemieszczać. Wędrując ku celowi, spojrzał w górę, szukając ile czasu, już minęło. Widząc, że minęła już noc, zdał sobie sprawę, że zbyt szybko nie wróci do domu, a raczej do watahy. Jeszcze nie wiedział, czy może nazywać to miejsce swoim domem. Niektórych nawet zdążył już polubić, na swój własny sposób. Najbardziej jednak kręciło go pogrywanie na granicy. Tak też starał się prowadzić swoje życie. Czasem reakcje innych były nieoczekiwane, czasem pełne złości, inne zaś specyficzne. Sam Yneryth zawsze starał się być opanowanym, nie pozwalając innym dobierać się do jego osobowości. Czasem jednak życie wyciekało z niego i płynęło po podłożu, to właśnie wtedy preferował odizolowywać się od interakcji. Po nieco dłuższych przemyśleniach niż planował, zobaczył w oddali to, czego szukał. Lodowa pustka otwierała się między dwoma potężnymi kamieniami. Dwa głazy wyglądały jakby jak wrota do innego świata. Basior uśmiechnął się, widząc początek nowego śladu. Pomimo otaczającego jego ciało bólu, pobiegł bezpośrednio ku lodowej krainie.
Podchodząc do jednego z dwóch kamieni, zauważył na nim szczególne znaki. Kamień był jakby pokruszony w odpowiedni sposób, pokazując na sobie kształty. Wilka zaczął obchodzić go i podziwiać przeróżne kształty. Nigdy dotąd nie spotkał się z czymś takim. Zaczął się zastanawiać czy za pomocą swoich umiejętności mógłby wytworzyć coś podobnego. Na pytanie jednak nie miał jak uzyskać odpowiedzi. Obrazki pokazywały jakby historię, wybita i wydrapaną w kamieniu. Samiec nie wiele rozumiał. Widział jednak jakby wilcze stado, panujące lodem i śniegiem. Od razu skojarzył, że musi mieć to coś związanego z jego pochodzeniem. Nie był niczego pewien, ale na lepszy trop na razie nie trafił. Wymijając kamień, wkroczył na śnieżną pokrywę. Śnieg pod jego łapami wywołał sporo wspomnień. Zamykając oczy i wypierając to, co już wiedział, szedł dalej w głąb. Z każdym krokiem, śnieżne opady zagęszczały swoją przestrzeń. Z każdym krokiem wilk widział coraz mniej.
Minęło około dziesięciu minut podróży w śniegu, Yneryth nieulegle przedzierał się przez śnieżną zamieć. W pewnym momencie jednak ogłupiał. Stanął i zaczął się rozglądać. Cały śnieg nagle zniknął, lód przy podłożu również. Basior kompletnie nie wiedział, co się dzieje. Przed nim rozpościerał się teraz step, pełen wysokiej trawy i pojedynczych drzew. Obrócił się prędko, by spojrzeć za siebie. Za wilkiem rozpościerała się jakby dziwna powłoka. Zrobił kilka kroków wstecz i znów znajdował się na lodowym pustkowiu, które zdawało się nie mieć końca. Wykonał kilka kroków w głąb i znów znajdował się na trawiastym terenie. Zupełnie zdezorientowany wilk, przysiadł, podziwiając nowe dla niego widoki. Nowe gatunki zwierząt i roślin. Przez całe swoje życie, nie widział niczego podobnego. Z nutką niepewności, zaczął w nowo otaczający go świat. Roślinność miała swój własny niecodzienny zapach. Samiec zatrzymywał się przy każdej roślinie, badając ją wzrokiem i zapachem. Przedzierając się poprzez tumany nowych rzeczy, myślał, co on tu robi. W jego myślach rysowało się jedno z cięższych do tej pory pytań. Po co los go tu przysłał. Okolica nie zdawała się w żadnym stopniu przypominać obrazy widziane za szczeniaka. Teraz jednak szkoda było mu czasu, by wspominać przykre dla niego czasy. Ostatecznie doczłapał do lekkiego wzniesienia, widok z tamtego miejsca był przecudowny. Niebo mieniło się w odcieniach czerwieni, pomarańczu, przechodząc aż w lekko brzoskwiniową żółć. Motyle latały w kółko, trzepotając swoimi delikatnymi skrzydełkami. Cały krajobraz wypełniała rozlewająca się rzeka. Przy korycie wylegiwały się potężne gady, z którymi Yneryth miał już do czynienia. Krokodyle były na pewno jedną z tych rzeczy, do której wolałby się już nie zbliżać. Wielkie gady wyglądały na ociężałe, jednak potrafiły poruszać się i atakować z wystarczającą prędkością, by upolować wilka. Basior, schodząc ze wzgórza, rozglądał się, mając oczy pełne połysku i zaciekawienia. Zapatrzał się w krajobraz w takim stopniu, że nawet nie zauważył, iż zaraz wejdzie w potężną pajęczynę, rozplecioną pomiędzy gęstą wysoką trawą. Żółtooki zaraz po ze tchnięciu się z lepką powierzchnią, wzdrygnął się. Spanikowany kręcił się w koło, mając na celu pozbawienia się pajęczyny i jej właściciela. Trochę czasu minęło, aż wilk w pełni się uspokoił. Zastanawiając się, gdzie dalej ma zmierzać, wyczuł nawrót szeptów. Głosy rozpostarły się wewnątrz głowy wilka. Oczy lekko się rozświetliły, a sam wilk jakby posztywniał. Sztywna, lecz dalej naturalnie poruszająca się sylwetka wilka zaczęła bieg prosto przed siebie, z bliżej nieznanych powodów.
- Czego ode mnie chcesz? – Pokazując swoje kły.
- Mam lepsze pytanie. Czego to ty chcesz ode mnie? – Zapytał przenikliwym głosem, zdawać by się mogło, że słowa te trafiły prosto w bijące serce drugiego.
- Czego niby miałbym chcieć? – Odpowiada po chwili zastanowienia, ewidentnie zdezorientowany.
- Jeszcze się spotkamy, skoro jeszcze nie wiesz. – Mówiąc, wyszedł za barierę.
- Nie czekaj! – Wstał i pobiegł za podejrzanie znajomym mu wilkiem.
Wybiegł za kurtynę, znów zmagając się z ciężkim i męczącym śniegiem. Rozglądał się, pełen mieszanych uczuć wobec zaistniałej sytuacji. Nie mógł jednak spostrzec widzianego już kolejny raz wilka. Oczy błyskawicznie skierowały się ku podłożu, lecz na nim też nie było już ani śladu. Pełen złości i goryczy, zacisnął łapy na miękkim i delikatnym śniegu. Z furią zawył. Jego głos rozpostarł się po okolicy, nie uzyskał jednak żadnego odzewu. Wściekły Yneryth pozwolił na upust swoich emocji. Z wściekłością zaczął prędką drogę powrotną.
Kroki białego były już coraz bliżej. Prawda czekała na niego już tuż za rogiem. Wychylił się lekko spomiędzy drzew, by sprawdzić okolicę. Z daleka poznał alfę, z którym miał już przyjemność pogadać. Nigdzie jednak nie widział kremowego. Idąc dalej, za zapachem ziół i typowo leczniczych zapachów, natrafił chyba na klinikę. Wszedł głębiej do jaskini, skupiając się na iluzji. W jaskini spoczywało kilka wilków w ciężkim stanie. Niektóre ciężko ranne, inne z drobnymi urazami. Przechodząc pomiędzy leżącymi, nie mógł znaleźć, tego, czego szukał. Jedno z legowisk było już puste. Na ten widok rozweselił się, ranny wilk pewnie już wrócił do siebie. Znacznie uspokojony wyszedł z jaskini. Wyjście na światło dzienne, nie rozweseliło go, a wręcz przeciwnie. Wychodząc, spostrzegł to, czego chyba nie powinien. Dwa dość sporych rozmiarów samce targały ciało po ziemi. Mięso wiotko miotało się po podłożu. Martwy był pocięty podobnie do drzew, które basior widział na skraju lasu. Zwłoki nie miały jednak kremowego koloru. Niepewny Yneryth zaczął podążać za nimi, aż do końca, by przekonać się, czy to może być on. Minęło kilka minut, zanim trafili do końca swojej podróży. Pośrodku watahy rozłożone były gałęzie w kręgu. Martwe ciało trafiło na sam środek. Po tym wyłonił się zza reszty alfa. Stanął i pełen smutku, skruszonym głosem, zaczął przemawiać.
Jego słowa mówiły o jednym z ich stada. Przemowa pełna była słów o lepszych i nieco gorszych momentach z życia martwego. Niektóre opowieści nawet zafascynowała żółtookiego. Cała wypowiedź kończyła się pożegnaniem. Samiec, słysząc wypowiedziane imię, od razu zawrócił w kierunku domu. Odchodząc z wilczego siedliska, słyszał, jak inne wyły ku niebu.
Wyprawa zmieniła oblicze Yneryth’a. Kolejne czyny, uświadamiały mu, że już nie wie, kim jest. Brakowało mu pewności w jego misji. Już wcześniej wiedział, że świat nie jest ubarwiony niczym tęcza, na niebie po deszczu. Zdawał sobie sprawę, że świat jest brutalny i pełen nieograniczonej brutalności. Smuciło go tylko to, że sam powoli dołączał do grona swoich wrogów. Jego misja, którą sobie obrał, dążyła jedynie do wyniszczania, a nie budowania, jak planował. Przechodząc przez długą trawę, tam, gdzie kiedyś ostrzegał Noiter’a, rozmyślał nad własnym żywotem. Co jest ważniejsze? Jego chęć zemsty, czy nawet pragnienia. Czy dobro ogółu? Nasuwały mu się tylko pytania, a odpowiedzi wciąż brakowało. Wtedy uświadomił sobie, coś, co może mu pomoże. Tamten wilk, może to on zna odpowiedź na kilka pytań. Przystanął w miejscu, oglądając siebie i swoje ciało, w poszukiwaniu niepokojących dla innych sygnałów. Nowych ran nie było widać na pierwszy rzut oka. Nie cieszyło go to ani trochę, miał jednak pewność, że na razie nie będzie się musiał nikomu tłumaczyć. Ruszając, postanowił coś, co pomoże dbać o jego opinię. Cel jest ważniejszy niż środki, mówił to na głos w kółko, tak jakby sam chciał siebie do tego przekonać. Ostatnie słowa, które padły z jego ust brzmiały nieco bardziej opiekuńczo.
- Zawsze sam!
C.D.N.
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2094
Ilość zdobytych PD: 1047 + 20% (209 PD)
Obecny stan: 2308
wtorek, 14 czerwca 2022
Od Yneryth’a c.d Eowiny ~ Zagubienie
Samiec był już w pobliżu wadery, teraz widział już ją z bliska. Widział dokładnie jej ubarwienie i kształt. Nie przypomniał sobie, by spotkał kogoś o tak szczególnym ubarwieniu. Pozwoliłby iluzja opadła i normalnym krokiem podszedł jeszcze bliżej, siadając w odległości nawet dla niego, zbyt bliskiej. Samica znacznie wzdrygnęła się, z powodu zaistniałej sytuacji. W jej oczach widać było tysiące myśli przepływających prosto do głowy. Yneryth nie czekając na marnowanie czasu w ciszy, postanowił od razu zapytać.
- Witaj, czemu się tak tu przyglądasz? – Powiedział spokojnym głosem, patrząc na idące przed nim wilcze stadko.
Eowina?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 626
Ilość zdobytych PD: 313
Obecny stan: 1052
środa, 8 czerwca 2022
Od Yneryth’a c.d. Belief [Cz. 9] ~ Biel rozjaśniająca ciemność [+16]
Samiec, słysząc celne spostrzeżenie samicy, lekko się zląkł. Na początku był pewien, że chodzi o czystość jego sierści. Obrócił głowę, spoglądając na swoje plecy. To, co zobaczył, wcale go nie pocieszyło. Sytuacja skomplikowała się znacznie. Wcześniej zadanie zdawało mu się wykonywalne, teraz jednak było zupełnie inaczej. Wadera nie miała pojęcia, co oznacza w tej sytuacji zmiana koloru. Yneryth zaczął teraz w bez ruchu zastanawiać się nad nieuniknioną przyszłością danego dnia. On sam zaczął obawiać się o zdrowie wadery. Złowrogi zwierz nie był już jednym zagrożeniem dla wadery, tuż obok bestii znajdował się głos w głowie samca. Ostatnio w podobnej sytuacji rozszarpał pobliskiego wilka. Nie chciał tego powtórzyć z Belief. Zdawało się, że żółtooki samiec zaakceptował jej obecność. Yneryth po uzgodnieniu planu, czym prędzej oddalił się od samicy. Coraz bardziej błękitny wilk, po wykonaniu kilku manewrów wymienił się miejscem z biesem. Teraz to on znajdował się w okolicy kamienia po łosiu. Bestia nie spowalniała tempa i napięcia sytuacji. Po nie udanej szarży obróciła się i spostrzegła przyczajoną waderę. Samica wyskoczyła, omijając stworzenie z gracją. Bies nie wyglądał na zdziwionego, kontynuował swój bieg przed siebie. Oczy Yneryth’a lekko rozjaśniały, żywszymi odcieniami żółci. Postura basiora była już zupełnie inna niż wcześniej. Brak pewności i przerażenie przeminęło. Pewna siebie sylwetka wyszła wprost na tor stworzenia. Zimne noce powietrze zaczęło okalać jego ciało, tworząc zimny całun. Kamień znajdujący się teraz, zanim, zaczął pękać i formować się. Powłoka przybrała kształt wilka i przywarła do niego. Zimne powietrze zaczęło się kompresować, uzupełniając przybraną przez kamień formę. Okrycie wyglądało fantastycznie. Szara skała pokryta krwią kontrastowała z ciemnym lodem. Lód uformował się w ostrza wystające poza pancerz. Na głowie basiora powstał swego rodzaju róg. Samiec ruszył zimnym krokiem prosto na biesa. Nie trzeba było wiele czekać, by usłyszeć głośny trzask. Wilk odleciał, odtrącony łapą stworzenia, wpadając w jeden z pobliskich krzaków. Kamienna pokrywa, nie wytrzymała uderzenia i rozpadła się. Zimne lodowe kawałki, jednak przetrwały. Trzy lodowe kolce wbiły się w przeciwnika. Dwa z nich z tułowia wilka wbiły się w łapę. Ostatni z głowy wylądował prosto w tułowiu biesa. Zwierzę stanęło chwile z odrętwieniem w łapię, którą uderzyło Yneryth’a. Stwór machnął nią, dewastując pobliskie drzewo. Oba lodowe ostrza złamały się, a w nim pozostały tylko ułamane ostrza. Podnosząc się z ziemi, Yneryth zdawał się znów być sobą. Samiec, zdając sobie sprawę, że znów nie pamięta, co uczynił, udał się w długą. Na szczęście, wściekły bies pobiegł za nim. Oboje oddalili się od miejsca zdarzenia, pozostawiając Belief samą. Ostatnie spojrzenie w jej kierunku pokazywało jej dość zdziwiony wyraz pyska.
Yneryth donośnie słyszał już głosy. Dźwięk dręczył go jak zwykle. Samiec biegł jednak przed siebie w określone miejsce dające mu dużo możliwości. Odgłosy biesa biegnącego nieugięcie za nim, nie napawały go optymizmem. Stworzenie wciąż wydawało z siebie przeróżne odgłosy. Dźwięki były coraz donośniejsze, świadczyło to o wciąż skracającej się odległości między nimi. Basior, zdając sobie z tego sprawę, trochę zaczął panikować. Tym razem mogło nie ujść gładko. Zarówno jak ciało tak i psychika wilka stopniowo opadała. Na szczęście do obranego przez niego punktu, nie było już tak daleko. Od wybranego miejsca dzieliło go już tylko sześćset metrów. Wilka zamierzał pokonać kanion, zostawiając biesa po drugiej części, taki przynajmniej był plan.
Basior widział już krawędź przepaści. Teraz wcisnął gaz do końca. Biegł tyle, ile potrafi, jak najszybciej jak tylko mógł. Nie zdając sobie sprawy, jak blisko niego jest już bestia. W biegu jego łapy pokryły się lodem. Pazury na pewno mu się przydadzą, niezależnie od tego, jak wyjdzie z planem. Głos w głowie coraz bardziej wybrzmiewał echem w jego głowie. Wilk, zamiast biec prosto, wykonywał drobny slalom. Na samej krawędzi, wysunął przed siebie rampę wykonaną ze skalnych kolców. Skoczył, wydawało mu się, że wszystko poszło zgodnie z planem. Lecąc wprost przed siebie, usłyszał, znów ten dźwięk. Straszny ryk wydobył się tuż za jego plecami. Zaraz po tym wilka został uderzony potężną głową złowrogiego biesa. Z bólem pofrunął na drugą stronę. Upadł i przeturlał się po twardym podłożu. Cały okleił się piaskiem i krwią, z własnej pociętej przez kamienie skóry. Zatrzymał swój bolesny wślizg dwa metry od krańca. Głowa Yneryth’a od razu spostrzegła brak biesa. Zdenerwowany i wystraszony wstał i zaczął oglądać się, szukając potwora. Po kilku sekundach zdał sobie sprawę, że pewnie nie udało mu się pokonać przepaści. Ryk jednak wyprowadził go z mylnego stwierdzenia. Łapa stworzenia wychyliła się zza krawędzi, próbując złapać się i wydostać. W tamtym momencie samiec znów posztywniał i zaczął chodzić specyficznym krokiem. Pełne dumy łapy powoli zbliżały się prosto do biesa. Oczy wilka znów delikatnie lśniły. Stając nad przepaścią, Yneryth chwilę przyglądał się bestii walczącej o życie. Wyraz jego pyska stale był jednak nie zmienny, cały czas pusty od emocji. Na sam koniec basior delikatnie się uśmiechnął, a spod jego nóg wyrosło kilkanaście kamiennych sztyletów, przebijających stworzenie na wylot. Bies wydobył z siebie przeraźliwy okrzyk. Ostatkami sił, łapą próbował chwycić samca i zabrać go ze sobą. Teraz to bies był ofiarą, samiec, odchodząc równie pustym krokiem, z dumą zawył. W tym samym momencie bies ucichł, a z jego głowę rozpruł lodowy kolec. Zawartość czaski wylała się po jego grzbiecie i osadzając na kamiennych ostrzach. Bies martwo zwisał jak jeż nad przepaścią. Yneryth nie zatrzymał swoich kroków, zdawać się mogło, że znów ruszył w pobliskie góry. Coś jednak nie było w nim takie samo.
Belief?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 879
Ilość zdobytych PD: 439
Obecny stan: 739
poniedziałek, 6 czerwca 2022
Od Yneryth’a c.d. Naharys’a ~ Początek
- Chyba muszę się zgodzić, na przyjęcie podziękowań. – Wstał i ułożył się w bardziej komfortowej dla siebie sytuacji. – Mówisz, że nie łatwo cię oszukać, ale trochę ci zajęło, zanim tu przyszedłeś. Pewnie musiałeś być zajęty.
- No niby racja, ale to dlatego, że niezły z ciebie aktor, to ci muszę przyznać.
Yneryth nie do końca wiedział co na to odpowiedzieć. Zastanawiał się, czy celem samca było mu dopiec, czy też go pochwalić. Jedno było niezmienne. Ego żółtookiego nie potrzebowało pochwał innych, czasem wręcz przeciwnie. Pochwały odbierał ze zmieszanymi uczuciami. Tak było i teraz. Basior zadecydował, co zrobi. Nie kontynuował, poruszonego tematu. Po zdatnej do odczucia przerwie, zapytał Naharysa, czy zna kogoś, kto potrafi działać i współpracować z naturą. Drugi znacznie zainteresował się tym pytaniem. Tak czy siak, chyba kogoś znał. Nie był jednak skory, do współpracy bez wyjaśnienia, skąd to pytanie. Niechętnie, lecz Yneryth skinął głową w kierunku jabłoni, znajdującej się za jego plecami. Wytłumaczył też, że ów drzewo ma znaczenie dla pobliskiego otoczenia. Słowa te nie były jednak do końca kłamstwem. Wcześniej na drzewie przesiadywały ptaki oraz budowały gniazda w jego gałęziach. W cieniu chowały się robaki i inne robactwo. Drzewo naprzykrzało się jedynie trawie, rosnącej w jego cieniu. Naharys po wyjaśnieniu, dalej wydawał się zdziwiony. Coś jednak zdawało się nie grać. Samiec zgodził się pomóc w tej sprawie. Powiedział, że chyba zna kogoś, parającego się naturą. Ciemny wstał i poprosił, by Yneryth udał się wraz z nim w bliżej nieokreślonym kierunku. Biały wcale nie miał na to ochoty, chęć ocalenia drzewa jednak wygrała. Wstał i standardowym krokiem ruszył w bezpiecznej odległości od drugiego. Nie podobało mu się to, że musiał kogoś prosić o pomoc. Ten jeden raz jednak musiał jakoś znieść. Może wcale nie będzie tak, źle, jak sobie to wyobraża.
Zatrzymał się gwałtownie, widząc, gdzie zmierza Naharys. Samiec ewidentnie nie miał pojęcia, co robi. Przeszedł przez rzekę, nawet się nie zastanawiając. Nieznacznie, lecz widocznie, biały spojrzał na swoje futro i ruszył do pobliskiego cieku wodnego. Przechodząc przez niego, przypomniał sobie o prowadzonych przez siebie treningach. Wyłaniając się z wody, liczył, że muł nie pozostawił na nim takiego śladu, jak na Naharysie. O tym mógł jednak tylko pomarzyć. Łapy i brzuch były umazane, ciemnobrązowym mułem. Gęsta substancja zaczęła od razu zmieniać stan skupienia i gwałtownie zlepiając futro. Zdawać by się mogło, że Yneryth czuł każdą część swojej sierści. Od razu otrzepał się, nie czekając na zatrzymanie się przodującego. Drugi spojrzał za siebie z lekkim zdziwieniem. Yneryth nie zamierzał jednak się tłumaczyć. Właściwie dopiero teraz pomyślał o tym, by zapytać, dokąd zmierzają.
- Hmm dokąd zmierzamy? – Zapytał z nutką ciekawości.
Naharys?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 600
Ilość zdobytych PD: 300
Obecny stan: 300



Szczeniaki

