Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noiter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noiter. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 listopada 2022

Od Noitera c.d. Belief/Yneryth’a ~ „Misja ratunkowa” [+16]

Noiter uśmiechnął się, po tym, jak Yn przeszedł swoim krokiem władczy i poczucia wyższości. Poczekał, aż się oddali od nich tak, żeby ich nie słyszał. Po czym zwrócił się do swojej nowej przyjaciółki:
- Widzisz, plan działa! Już podejrzewa nas o jakieś niecne działania. Choć muszę przyznać, że nie bez powodu zaproponowałem bagno… - powiedział, brzmiąc, jakby z lekką skruchą przyznając się do niewinnej manipulacji sytuacją, rozglądając się przy tym po ziemi w okolicach kamienia, na którym stał – Chciałem upiec dwie wiewiórki na jednym ogniu, wiesz, o co mi chodzi prawda, Belief? Tylko teraz muszę je znaleźć…
Samica przekrzywiła lekko łeb, wpadając w niemałą zadumę. Troszkę to wszystko, choć łatwe z pozoru, wydawało jej się teraz nieco skomplikowane. W końcu poznała ona Noitera zaledwie tego samego dnia i jeszcze nie wiedziała, czego się powinna po nim spodziewać. Zwłaszcza że Yneryth przedstawił go jako groźnego osobnika, na którego wcale nie wyglądał. Belief milczała dłuższą chwilę i dopiero usłyszawszy swoje imię, oprzytomniała:
- Ach tak, znaczy... domyślam się, o co chodzi, ale nie wiem, czy Yneryth również nie wytnie nam psikusa. - zrobiła pauzę. - on chyba nawet to lubi.
- Naaah, nie wierzę w to! - powiedział, przeskakując na inny kamień. - Znam go już trochę czasu, Yn nie robi psikusów! Yn się tylko mści w mniej lub bardziej brutalny sposób, hahaha... - zaśmiał się szczerze, co jednak dla Bel mogło brzmieć jak niezbyt stabilny śmiech.
- Psikus czy mszczenie się? - dodała zamyślona, jednak z delikatnym uśmiechem. - Jednako wygląda to w jego wykonaniu. - również zaśmiała się pod nosem cicho. Nie dane jej było rozmyślać głębiej, gdyż skrzydlaty krzyknął radośnie:
- AHA! Znalazłem! - powiedział, sięgając łapą pod pień i wyciągając parę smętnie wyglądających kwiatów. Zaczął wyjaśniać. - Rosną tylko na bagnach, a są niezwykle przydatne... Do różnych celów.
W relacji na jego krzyk, Bel zastrzygła uchem w jego stronę i zmusiła się do spojrzenia wprost na niego i się zatrzymała. – Na przykład, do jakich celów? - spytała, obserwując z zaciekawieniem roślinkę.
- A takie różne ciekawe. - odparł wymijająco, chowając kwiatek pod swoje skrzydła ułożone na plecach, mrugając do Bel psikuśnie. - Niczego nie widziałaś, jakby ktoś pytał. A teraz w drogę, musimy dogonić naszą śnieżynkę! - zakrzyknął, przeskakując na kolejny głaz.
Ta kiwnęła głową, nie mając innego wyjścia, westchnęła cichutko i ruszyła dalej przed siebie, starając się nieco przyspieszyć kroku, mimo otaczających mokrych utrudnień. Po przejściu przez bagno, czy tam jego przeskoczeniu, jeśli chodzi tu o Noitera, zastali wylegującego się Ynerytha, oczekujących ich z bezmiernym znudzeniem. Po jego głosie słychać było, że był podejrzliwy i zezłoszczony spotkaniem z błotem.
- Błoto? Prawie go tam nie było, jeśli nie twój krzyk, to mógłbym przejść suchą łapą! Wystarczyło chcieć – powiedział zadowolony z siebie rogacz – Świetna zabawa swoją drogą. Poza tym zobacz jakie widoki! Cudow… – stwierdził, rozgarniając bujne zarośla łapą, odsłaniając… więcej błota. Stał tam zbaraniały, nim Belief mu wskazała na drugą stronę dyskretnie. Przeszedł, jakby nic się nie stało, na drugą stronę i odsłonił zarośla ukazujące dolinę zalaną światłem zachodzącego słońca. Na samym jej końcu ukrytą w cieniu naturalnych formacji znajdował się cel ich podróży.
- Kiedy ty byłeś zajęty, my z Bel doszliśmy do wniosku, że to nie pora na wielkie wejście, skoro ma to być niespodzianka! Podobno mają tu problem z jaszczurkami, którymi trzeba się zająć przed rozmową z tym Osaerem? Oseame? Nie ważne, miał dziwne imię, ale liczy się to, co mam zrobić ja! Jak Bel powiedziała, wykonam najlepszego psikusa i zadbam o to, żeby dobrze się wyspał hihi! - wytłumaczył Noiter.
- Spróbuj nie uśpić i nas, przy okazji. - Odpowiedział tamten, odwracając się w kierunku Belief.
Ta zaśmiała się, wyraźnie rozbawiona i dodała — No i żebyś Ty nam nie zasnął Noiterku, bo bez Ciebie sobie nie poradzimy! - posłała mu szczere i nieco rozbawione spojrzenie.
Chciał wyprowadzić ją z błędu, ale gdzieś w głębi głowy, ten cichy głos, który milczał już od tak dawna, zagłuszony przez falę zmian, wrócił, podszeptując mu okropną myśl. „Dowie się o tobie i co dalej? Co, jeśli też znała kogoś, kto umarł na śpiącą zarazę? Tak, przecież to wydarzyło się daleko stąd, ale co jeśli jednak? Nie ważne jak dobrze udajesz przed sobą, wiesz przecież, że na początku się ciebie bała. Tak jak inni. Może miała powód? Może nie być tak szczęśliwie, jak to było z Ynerythem”. Otrząsnął się.
- Oczywiście, że nie zasnę, dopóki nie zrobię swojego wielkiego psikusa. A resztę zrobimy zgodnie z planem. Powinniśmy się rozstać teraz prawda? Z całej zabawy nici, jeśli poczuje twój zapach na mnie, prawda Bel? – stwierdził radośnie rogacz.
- Oczywiście — mówiąc to, samica zatrzymała się jednocześnie, pozwalając Noiterowi oddalić się nieco. Rozejrzała się w poszukiwaniu Ynerytha, gdyż musieli się gdzieś schować i poczekać aż Noiter "załatwi” sprawę, by mogli działać.
- Okej, ale jest jeszcze jedna sprawa, coś, co musimy zrobić, żeby plan mógł się udać – podszedł do Ynerytha – Potrzebuje, żebyś mnie uderzy-
- Jeju, czekaj, ja się w to nie mieszam. Nie chcę być narażony na Copycat. – odezwał się biały basior, cały czas stojący obok wadery, na czyjego słowa ta podskoczyła w strachu, spodziewając się, że ten już tam stał. Szybko jednak się otrząsnęła, gdy usłyszała część o uderzeniu — Jak to uderzyć? Nie ciągnęłam was taki kawał, żebyście tutaj teraz ze sobą walczyli!
- Nie z całą siłą oczywiście. Wiesz, tylko tak, żeby było widać ślady walki. Mam wyglądać jak ktoś, kto potrzebuje pomocy, ale nie jak ktoś, kto jest zbyt słaby, by marnować na niego czasu. Prawda? Więc zrób coś, wykaż się kreatywnością!
- Myślę, że nie potrzebujesz mojej pomocy. Biegaj w kółko i zadziała.
- Haha, bardzo zabawne, serio, ale staram się wczuć w rolę. Mogę ich przekonać, że jestem groźny, ale ranny, okej? Aktorem jestem świetnym, nie zapominaj — powiedział, brzmiąc odrobinę jak nie Noiter. Zbyt... Sucho. Zaraz jednak wrócił do siebie — Ale spokojna twoja rozczochrana, to tylko jeden wielki akt, jeden z najlepszych psikusów! Jednak żeby zadziałał, potrzebuje twojej pomocy. - widząc, że ten się wacha, znów zmienił lekko ton, tym razem na drwiący — No, chyba że jesteś cykor, który nie umie dobrego ciosu zadać, wtedy to co innego. Udowodnij choć raz, że umiesz zrobić coś dobrze i wal!
Biały wilk jakby sprzeciwiając się prowokacji, odpuszcza. - Bel możesz go uciszyć, głowa mnie zaczyna boleć.
Noiter zdążył tylko otworzyć usta, chcąc kontynuować prowokację, jednak biały tylko czekał, aż rogacz zacznie mówić, uderzając go błyskawicznie w pysk, tak mocno, że aż zatoczył się pod uderzeniem i splunął na ziemię, lekko zdziwiony. Jednak nie dał tego po sobie poznać. Podszedł do Ynerytha:
- Dzięki za pomoc, ale — Przywalił mu z czaszki — Jednak to wygląda, jakbym oberwał po kłótni z ukochaną, a nie w prawdziwej walce. Postaraj się lepiej!
Nie przyjął tego dobrze. Natychmiastowo przygwoździł czarnego do ziemi za pomocą kamieni. Po czym zaczyna ciąć jego ciało własnymi pazurami.
- Mam nadzieję, że drugi raz nie powtórzysz swojego zachowania.
- Spokojnie, nie planuje tego, ale osiągnąłem cel, nieprawdaż? – powiedział, wyciągając ociekający krwią cień z boku przyjaciela, po czym wytarł go w swoje futro, przed puszczeniem wolno – Teraz wygląda, jakbym miał prawdziwą walkę, więc możesz już przestać, twoje pazury są zbyt głęboko-
- Hmmm. – Yneryth jeszcze go nie puścił. Wyciągnął swoje pazury i przeciągnął nimi po lewym skrzydle rogacza, tak by było to widoczne, lecz bez większej szkody dla jego sprawności — Od razu lepiej, w końcu skrzydła to bardzo łatwy cel.
- Racja, przecież normalnie trzymałbym je luźno — przyznał, lekko się szamocząc, nerwowy, że Yn dotyka jego skrzydeł — Możesz już mnie wypuścić? Im szybciej ruszę, tym lepiej.
- Musisz jeszcze poczekać. Musimy się jeszcze oddalić. Choć Bel musimy się zmyć. – Samiec odchodzi, zostawiając spętanego Noiter'a przygwożdżonego do ziemi. Ta tylko kiwnęła głową. Widok walczących na niby samców nie był dla niej miłym doświadczeniem, więc rzuciła tylko krótkie „Powodzenia Noiter”, po czym ruszyła w ślad, za białym basiorem. Chwilę po zniknięciu przyjaciół z jego widoku, kamienie się poluzowały. Gdy ten upewnił się, że jego grupa odeszła, usiadł na moment, by przetrwać ból. Nie było to dla niego żadna nowość, musiał tylko wrócić pamięcią do starych czasów, założyć na chwilę maskę nicości, tą, którą dostał od Niego. Nosił ją z trudem, bał się wręcz jej, gdyż wiązały się z tym wspomnienia, lecz wciąż jednak ona go wołała. Chciałby powiedzieć, że nienawidzi tej maski kameleona, ale skłamałby. Dawała mu ona poczucie bezpieczeństwa i kontroli, w takich właśnie sytuacjach. Nie zakładał ją od dłuższej chwili, nie od czasu, gdy mógł być Noiterem, tym samym, którego kochała ona. Czy jednak był to prawdziwy on? To nie jednak nie było teraz ważne, jedyne co się liczyło w tej sytuacji to zrobienie psikusa, który pomoże jego przyjaciołom. Nie robił tego dla siebie, lecz dla nich. Jednak… kto powiedział, że zabawa i obowiązek się nie mogą mieszać? Ten jeden ostatni raz, wyjątkowo, dopuści tę część do głosu, chociaż w części. Uśmiechnął się powoli, rozciągając skrzydła, ukazując leżącą pod nimi torbę z kwiatami na wierzchu. Torba zostaje założona z uśmiechem na pysku. Jakiego rodzaju jest to uśmiech? Kogoś, kto ma do zorganizowania cudowny występ, z całą masą nowych kukiełek.
Po dojściu, na tereny watahy Oseara, tuż po zajściu ostatnich promieni słońca, realnie zmęczony Noiter, z trudem stawiał kroki, poprzez gęste zarośla, których gałęzie okropnie smagały jego rany, jednak on nie zwracał na nie uwagi. Z tego, co słyszał od Belief, jego cel cenił sobie siłę i żerował na słabości. W dodatku rogacz musi sprzedać swój akt, a nie ma nic ważniejszego niż udany ‘psikus’. Czuł już obce wonie bardzo mocno, więc wiedział, że jest na miejscu. Czuł też ten dziwny zapach, który krył swoją prawdziwą naturę przed zwyczajnym podróżnikiem. Pachniało jak… nie sen. Nie umiałby tego lepiej wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie miał zetknięcia ze snem w takim stopniu jak on. Rozpoznałby ten zapach wszędzie, ale to nie był on. Jednak nic innego nie pachnie w ten sposób, więc cała ta sytuacja była podejrzana, lecz powinna być bezpieczna dla niego, jeśli zachowa ostrożność. Gdy tak rozmyślał, poczuł, że zapach się zbliża — przywiał mu go wiatr. Pora na wstęp. Wleciał na drzewo i usadowił się na grubej gałęzi starego dębu. Nie minęło dużo czasu, nim do jego uszu dotarło głośne tłuczenie łap po ziemi, przedzierający się przez gęste zalesienie. Poprawił się na gałęzi, upewniając się, że ładunek jest bezpieczny. Wkrótce dostrzegł swojego przeciwnika w słabym świetle księżyca. Wyglądało jak jaszczurka, ale znacznie większą i brzydsza. Do tego czuł bijącą od niej dziwną energię i z bliska zrozumiał po części, czym był ten dziwny zapach. Ta siła więziła ją w stanie załamanej prawdziwości, wpływała na ich zmysły, pokazując, to co było potrzebne, zmieniając uczucia na obce. Zrobiło mu się żal tego stworzenia, ale jednocześnie uświadomił sobie, że jest przez to wielokrotnie groźniejsze. Nie dał jednak temu się wybić z rytmu, wiedząc, że może być obserwowany i zachował się tak, jak charakter tego wymagał:
- Zostaw mnie w spokoju, stworze! Ostrzegam, skończy się to dla ciebie źle. – warknął groźnie.
Zwierzę kontynuowało swój atak na drzewo, bezmyślenie. W pewnej chwili jednak, jakby za natchnieniem, przypomniało sobie, że potrafi się wspinać. Powoli darło się w górę. Skrzydlaty jednak tylko czekał, aż stworzenie będzie wystarczająco wysoko, gdy wykonał swój plan, używając cieni, by odepchnąć stwora od pnia drzewa w momencie, gdy ten przechodził między gałęziami i miał słabą równowagę. Tylko patrzył, jak stwór opada w dół, dobre 30 metrów, głową skierowaną w dół, jednak odwrócił wzrok na moment przed uderzeniem. Gdy usłyszał tylko głośny trzask, otworzył ponownie oczy, widząc ciało jaszczura na ziemi. Nie miał pewności czy jaszczur żyje, nie znał tego gatunku. Wiedział, że za chwilę nadejdzie ich więcej, ale zwykły podróżnik by o tym nie wiedział. Zszedł więc z drzewa i ruszył dalej przed siebie. Wkrótce nadbiegły kolejne jaszczury. Próbował utrzymać maskę jeszcze trochę, jednak przerażenie wzięło uwagę i ta powoli zaczęła spadać. Panika pojawiła się w jego głowie, przez co popełnił błąd i nie zauważył jaszczura wyłaniającego się zza zakrętu. Został staranowany przez rozpędzonego gada, ale zdążył się przekręcić tak, by upadek nie zrobił mu większej krzywdy. Spostrzegł norę, pod leżącym wrakiem drzewa i skorzystał z okazji, rzucając się w dół, wciskając w ciasną przestrzeń. Odetchnął na moment, jednak panika szybko wróciła, gdy zorientował się, iż gady zaczęły rozkopywać ziemię. Próbował się cofnąć, jednak odkrył, iż skrzydłami dotyka ściany, jedynie odruchowo zakrył skrzydłami pysk. Nim zdążył coś wymyślić, usłyszał piski, odgłosy pazurów przerywających mięso oraz tupot uciekających stóp. Uspokoił się, wiedząc, co to znaczy. Nadszedł czas by się popisać. Usłyszał niski, chropowaty głos, który przywodził mu na myśl grzechot rozłupywanych kości:
- Możesz wyjść przybyszu, przegnałem te przeklęte stwory.
Rysy rogacza natychmiast się utwardziły, sprawiając wrażenie, jakby miał doświadczenie wypisane na pysku. Wyszedł z nory, mocnymi, lecz zgrabnymi ruchami, pewnymi siebie w każdym calu, odgarniając korzenie. Obrzucił swojego wybawcę najgroźniejszym spojrzeniem w swoim arsenale, przez dłuższy czas utrzymując kontakt wzrokowy, nim po chwili ukłonił się z gracją i wyniosłością.
- Dziękuję Ci twą pomoc nieznajomy, zostałem wzięty z zaskoczenia. Twe imię?
- Możesz mi mówić Osear. - przedstawił się łaskawie cienisty wilk z białymi łatkami na łapach. Skrzywił się na chwilę, oceniając rany skrzydlatego — Wyglądasz, jakbyś potrzebował pomocy. Zaprowadzę cię do naszej watahy, załatamy cię… twoje imię?.
- Retion. – odparł wyniośle, powstrzymując ochotę nazwania go Panem -Jesteś pewien? Już raz przyszedłeś mi w potrzebie, a ja jestem tylko prostym podróżnikiem.
- Nonsens, ten rejon i tak jest zbyt niebezpieczny. Jak pójdziesz teraz samotnie, to umrzesz pewnie straszną śmiercią. Odpoczniesz trochę, a może akurat ci się u nas spodoba
- Skoro tak powiadasz, powinienem zaufać więc mojemu wybawcy. Jeszcze raz wyrażam swą wdzięczność, choć muszę przyznać, jestem ciekaw, jak przegoniłeś zagrożenie?
- Nie lubię się chwalić, ale nie bez powodu dowodzę watahą mój drogi. - wybuchnął śmiechem, w którym dało się wyczuć nutkę czegoś niepokojącego. - Ale nie bądź taki skromny. Widziałem, jak urządziłeś jednego z tych gadów. Jesteś może wojownikiem?
- Oh nie mój wybawco, żaden ze mnie wojownik – powiedział skromnie, jednocześnie brzmiąc jakby, nie była to cała prawda – Jestem podróżnikiem, który zna kilka sztuczek. Jestem zwykłym bajarzem, strzegącym historii i… zapomnianej wiedzy.
- Twoje rany – powiedział, prowadząc czarnego w stronę swoich terenów mieszkalnych – Nie wyglądają mi one na robotę jaszczurów. Mam też całkiem sprawny nos i czuję ten słaby zapach innego wilka. Zmieszany ze starszą krwią. Wyjaśnisz mi to?
- Nie ma czego wyjaśniać. Zatrzymałem się w miejscu, w którym nie doceniają takich jak ja. Mrok przeraża wielu – odparł poważnie.
- Ale mnie nie – odparł natychmiastowo i szczerze Osear – Mrok to droga do celu, lecz niewielu go zna. Ty i ja wcale się nie różnimy tak bardzo, wiem dokładnie, co czujesz. Nie chciałbyś o tym opowiedzieć komuś, kto to rozumie?
Noiter w środku poczuł, jakby coś starało się przygasić się światło w jego głowie. Myśląc szybko, postanowił zrobić coś ryzykownego. Zgasić wszelki blask, zostawiając jedynie mały promyk świecy, zamykając się szczelnie w środku.
- Tak… Nawet nie wiesz Osearze, jak ciężko być takim jak my. Ja po prostu widzę, że czasami tylko mroczna droga, prowadzi do światła na końcu tunelu, jeśli wiesz, o co mi chodzi. — powiedział Retion głosem, w którym słychać było nutkę szaleństwa — Ciemność jednak żąda ofiar, a kim jestem ja, by jej ich odmówić?
- Hm, a więc taki z ciebie typ – mruknął pod nosem Osear. Chciał spytać o coś jeszcze, gdyż byli już niedaleko miejsca docelowego, jednak nagle ktoś im przeszkodził, wyłaniając się z krzaków.
- Ah, Aries, jakie wspaniałe wyczucie – stwierdził Osear, starając się ukryć irytację – Odprowadzam tutaj tego właśnie młodego podróżnika do mojej jaskini, w celu lepszego zapoznania. Uwierzysz, że samodzielnie pozbył się, bez najmniejszego zadrapania, jaszczura? Ah, gdzie moje maniery, poznajcie się. Aries – Retion, Retion – Aries. – przedstawił ich sobie.
Aries bez wahania wyczuł, że coś tu nie gra. Samiec wyglądał dość nietypowo i do tego w jego zapachu można było wyczuć znajomy pierwiastek. „Czyżby to obiecana odsiecz?” pomyślał naprędce, po czym złożył skrzydła i zachowując się całkowicie naturalnie, ukłonił się w stronę zbliżającego się Oseara i jego nowego towarzysza. - Witaj Retionie w naszych szeregach. - posłał mu nieco współczujący uśmiech, jak to miał w zwyczaju. Choć czuł podekscytowanie, to zachowywał się całkowicie normalnie. Nie mógł sobie teraz pozwolić na żaden błąd. - Faktycznie interesujące, tutejsze bestie są bardzo sprytne. - W istocie takie nie były, ale Aries wiedział, że nie może ich krytykować w obecności Oseara.
Retion tylko zimno spojrzał na niego, przeszywając go wzrokiem, w którym było coś nienaturalnego, bardzo nieprzyjemnego, obcego wręcz. Osear zwrócił się do Ariesa:
- Potrzebuje, żebyś znalazł kogoś, kto może Retiona połatać, przyprowadź medyka do mojej jaskini.
Basior pomyślał chwilę i skarcił się za poprzednią myśl i nadzieję ratunku, najwidoczniej był w błędzie kolejny raz. Przecież jego siostra nie sprowadziłaby na ratunek kogoś w takim stanie. Spojrzał na Retiona i widząc dopiero teraz jego rany, skinął głową w stronę gościa. - Oczywiście. Zaraz go przyprowadzę. - Aries odwrócił się naprędce, po czym zniknął im szybko z oczu.
Cienisty basior ruszył dalej, dając znać rogatemu, że to już niedaleko. Zaczął ponownie rozmowę, podchwytliwym pytaniem:
- A więc poznałeś Ariesa… Polubiłeś go?
- Z całym szacunkiem Osearze, ale wymieniliśmy tylko jedno zdanie. – powiedział grzecznie Retion – Jednak… Jeśli mam się podzielić swoimi odczuciami, to nie wydaje mi się, żebym go polubił.
Ten obdarzył go oceniającym wzrokiem, po czym przyznał:
- Jeśli ja mam być szczery, to sam go nie lubię. Trzymam go tylko dlatego, że potrzebuje siły roboczej. Dobrze podtrzymuje morale innych. Wiesz, przynajmniej na coś się przyda, a jak nie, to zawsze można go zastąpić.
- Czy gdybym dołączył do stada, to też bym był zastępowalny? – spytał poważnie rogacz. Jego rozmówca przez chwilę milczał.
- To zależy od tego, czy jesteś przydatny… Na razie dużo mi o sobie nie powiedziałeś Retionie. Muszę więcej wiedzieć o wilkach, jeśli mam zdecydować ich wartość, a ty wyglądasz mi na obiecującego kandydata, lecz jeśli będziesz milczał…
- Co byś chciał wiedzieć?
- Co ci się dokładniej przytrafiło? Czym się zajmujesz i co zrobiłeś, że cię tak potraktowali? – powiedział, przychylając się do młodzika z czarującym uśmiechem, mówiącym ‘’Zaufaj mi”.
- Cóż… Nie powiedziałbym tego komukolwiek innemu, ale czuję, jakbym mógł się tobie zwierzyć, gdyż myślę, że jesteś kimś, kto zrozumie – odparł Retion, „przełamując się” – Dołączyłem do watahy niejakiej ‘Rene’. Żadna z typowych posad do mnie nie pasowała, więc wybrałem coś prostego. Zawsze uwielbiałem dzielić się swoją wiedzą o mistycznym i tajemnym świecie, którzy inni tylko widzieli jako legendy i mity. Jednak taka wiedza wymaga swojej ceny… Jeden pewien bardzo irytujący młodzik próbował mnie otruć, po odkryciu mojego prawdziwego ja. Przetrwałem, jednak niewiernych spotyka smutny los, któremu tylko odrobinkę pomogłem. Nikt niczego nawet nie podejrzewał, gdyby nie jego wścibska siostra. Próbowałem im wytłumaczyć, lecz oni nie rozumieli. Zaatakował mnie ktoś, kto wydawał się to rozumieć, lecz oszukiwać samego siebie. Nie miałem z nim szans, gdyż moim sposobem walki nie jest bezpośredniość. Zgubiłem jednak pogoń na bagnach, na których zostałem przez jakiś czas.
- Widzę więc… Jestem bardzo ciekawy co do twojej wiedzy, o której wcześniej wspomniałeś. – zatrzymał się, wskazując łapą na pokaźną jaskinię, lekko zalaną mrokiem. – Wejdź do środka i czuj się jak u siebie, będziemy mogli sobie na spokojnie porozmawiać na wszystkie ciekawe tematy.
Retion posłuchał, rozglądając się na boki. Główna komnata jaskini, która wyglądała na przytulną, lecz także dawała wrażenie… sztucznej? Nie było w niej jednak nic, co by mogło wywołać zwątpienie w jej przyjemne zimno. Jednak ze skrytej odnogi, Retion wyczuwał coś dziwnego, nieznajomego, lecz jednocześnie wołającego go po cichu. Udawał jednak, że nic nie czuje, układając się pod ścianą przy wejściu. Tuż za nim wszedł pewnie Osear, spoczywając naprzeciwko. Nim jednak zdążył coś powiedzieć, od strony wejścia dało się usłyszeć czyjeś kroki.
U wejścia groty pojawił się skrzydlaty samiec, w towarzystwie białego, nieco wystraszonego wilka. Był to tutejszy medyk, który wyraźnie lękał się wejścia do groty, jednak Aries wydawał się uspokajać, nieco mniejszego białego towarzysza. Po chwili weszli oboje, Aries zrobił jednak miejsce, by medyk mógł wyjść nieco naprzód. - Oto i nasz medyk, Timbad. - rzucił z lekkim uśmiechem Aries, po czym usiadł obok wyjścia. Natomiast biały ukłonił się do Oseara i spytał nieco drżącym głosem: - W czym mogę pomóc? - Jego sierść była umazana nieco zaschniętą krwią, której nie zdążył jeszcze najwidoczniej obmyć.
Osear przybrał swój najbardziej obłudny uśmiech, witając przybysza:
- Ach, Timbadzie jak dobrze, że jesteś! Jak widzisz, mamy gościa, który wymaga pilnej opieki medycznej. Wypadałoby, żebyś mu pomógł, prawda?
Biały przełknął ślinę, lekko zestresowany, zerkając na wielkiego ciemnego rogacza, który nie wyglądał zbyt przyjaźnie.
- J-już się robi — wydukał cicho, podchodząc do rannego. Zaczął oglądać jego obrażenia, starając się go nie dotykać zbytnio. - Potrzebowałbym go opatrzyć i *ymm* zastosować zioła. Mam wszystko... Chyba?
- A więc to zrób — rozkazał Osear, starając się ukryć irytację.
- Oczywiście, już, tak — biedny biały wilk, przygotował swoje materiały, starając się opanować emocje. Wszystko szło dobrze, do momentu, w którym medyk postanowił zdjąć torbę z pacjenta, chcąc zobaczyć czy nie ma pod nim ran. Retion zerwał się, agresywnie odtrącając Timbada, który potknął się, zataczając do tyłu.
Aries rozłożył odruchowo skrzydła na ułamek sekund, po czym pomógł biednemu medykowi się podnieść. Nie czekali długo na komentarz.
- Co robisz ofermo!? Miałeś go leczyć, a nie zgrywać ofiarę. - warknął nieco niecierpliwie Osear, a medyk podszedł ponownie do rannego wilka, tym razem już nie dotykając jego torby. Retion westchnął, spoczywając ponownie, by móc dać się opatrzyć. Wyjął zioła i w miejsca które tego najbardziej wymagały, zaczął je bez słowa przykładać i po prostu robić swoje. Aries wówczas uważnie przyglądał się sytuacji. Lubił białego wilka i martwił się o niego, ponieważ doskonale wiedział, przez jakie okrucieństwa z łap Oseara przebrnął. Widać było, że Timbad jest zestresowany i robi wszystko w pośpiechu, jakby od tego miało zależeć jego życie. Widoczne było, że pod wpływem nerwów jego precyzja mocno spadła, tracąc delikatność całkowicie. Retion pozostawał jednak niewzruszony jak głaz, pełen chłodu i czegoś dziwnego. Dwa skrzydlate basiory nawiązały ze sobą kontakt wzrokowy i Aries poczuł się, jakby zaglądał w mroźną głębię oceanu. Na chwilę coś mu mignęło, jakby zobaczył tam jakiś błysk współczucia, jednak natychmiastowo on zgasł, zostawiając wilka, niepewnego czy tego sobie tylko nie uwidział. Wkrótce Timbad skończył łatanie, odchodząc jak najszybciej od rannego.
- Możecie odejść — oznajmił Osear, odprawiając ich łapą. Ci posłuchali z pokorą, odchodząc prędko. Na odchodnym Retion tylko dostrzegł kątem oka, jak skrzydlaty wspiera swojego białego przyjaciela, który wyglądał jakby za chwilę, miał się przewrócić ze stresu. To było tak-
- A więc Retionie, teraz gdy jesteśmy sami, powiedz mi towarzyszu niedoli – powiedział Osear z iskrą w oku – Mówiłeś coś o zakazanej, tajemnej wiedzy… O co dokładnie ci chodziło?
Po chwili milczenia odparł cicho:
- O wiedzę, którą przekazali nam przodkowie, a my obróciliśmy ją w oszustwo. Każdy z nas zna legendy, mity, opowieści… lecz większość sądzi, że to kłamstwa, zwykłe bajki wymyślone dla dzieci lub historyjki mające przekazać morał. Jednak magia jest wokół nas, czeka na kogoś, kto potrafi słuchać i odkryć prawdę chowającą się za opowieścią. Tym kimś jestem ja.
- Czyli mówisz, że – wymsknęło się z nadzieją w głosie Osearowi, którą jednak szybko zataił – Załóżmy, że poszukuje czegoś specyficznego z mocą zdolną zaburzyć naturalny bieg rzeczy. Czy wiesz coś o takich przypadkach?
- Oczywiście, że tak, musisz być dokładniejszy, jeśli chodzi ci o coś specyficznego.
- Otóż ja i moja wataha poszukujemy czegoś specjalnego. Czegoś, co może przywrócić kogoś, kto już nie jest z nami.
- Ach, wskrzeszanie zmarłych, dawno nie słyszałem tego tematu. Oczywiście, że znam sposoby, ale… jesteś pewien, że ten, kogo chcesz przywrócić, tego chce?
- Jak to czy jestem pewien, oczywiście, że tak! – oburzył się Osear.
- Wierzę ci, spokojnie, ale – uspokoił go Retion, po czym wyjaśnił – Istnieje pewien artefakt, lecz żeby go użyć, należy być czystym. A ty, Osearze, takowy nie jesteś, pętają cię więzy słabości. Jednak nim się zezłościsz – uprzedził go rogacz – Mam dla ciebie też dobre wieści. Istnieje rytuał, który może cię oczyścić. Mam nawet rzadkie rośliny w mojej torbie, potrzebne do jego przeprowadzenia. Jednak moim zdaniem musisz jeszcze poczekać, zazwyczaj do rytuału, potrzebny jest ogrom treningu swojego umysłu oraz swej duszy.
- Czyli mógłbyś przeprowadzić go teraz? – spytał ostro Osear, podchodząc do Retiona.
- Oczywiście, ale rzekłem jasno, musisz czek-
- NIKT NIE BĘDZIE KAZAŁ MI CZEKAĆ! – ryknął mroczny alfa, odrzucając swoją grę w miłego gospodarza na bok. Rzucił się na rannego rogacza i przyszpilił go do ziemi, nim ten zdążył jakkolwiek zareagować. Przycisnął swoją łapę do rany na skrzydle swojej ofiary, cedząc powoli – Zapomniałeś. Swojego. Miejsca. Wiem lepiej, na co jestem gotów. Teraz przygotujesz rytuał. Natychmiast. Zrozumiano?!
Retion tylko przytaknął cicho, bez jakichkolwiek dźwięków. Został wypuszczony z bolesnego uścisku. Natychmiast wyciągnął kwiaty ze swojej torby, swoją najładniejszą miseczkę, którą zdołał przemycić, brunatną farbę oraz kilka kolorowych kryształów. Rozłożył je w kręgu, rysując między nimi linie i symbole, które wyglądały na losowe. Następnie rozpalił małe ognisko, na środku kręgu. Właśnie miał przystąpić do miażdżenia kwiatów, gdy Osear go zatrzymał.
- Tak, Osearze?
- Pokaż mi te kwiaty.
- Nie ufasz mi… Dobrze – rzekł z uśmiechem Retion, podając mu kwiaty do inspekcji.
Osear nie był mistrzem z zielarstwa, jednak nawet on wiedział, że te kwiaty są bezużyteczne. Poprawiają jedynie jakoś snów, sprawiając, że sny są bardziej swobodne. Nic groźnego, jednak co jeśli mają jakąś ukrytą truciznę?
- Ty też zjesz jednego – oznajmił Osear, podając mu kwiaty z powrotem. Rogacz tylko się zaśmiał.
- Mój drogi, one nie są do jedzenia – powiedział dziwnym tonem Retion, wsypując je do ognia. – One są do wdychania. A teraz wygodnie się ułóż, to będzie prawdziwa podróż.
- Jaka podróż? O czym… Ty mówisz? – groźny wilk ugiął się pod ciężarem swoich łap, lądując na ziemi. – Kwiaty…
- Oh, o podróży w głąb ciebie, przyjacielu! – powiedział radośnie skrzydlaty wilk. – I nie obwiniaj kwiatów, to nie one cię uśpiły. To byłem ja. A teraz słodkich snów, mój gniewny koleżko. Miłego seansu!
Osear bezsilnie odpłynął w krainę snów, zastygając z grymasem na twarzy.
- Ufff, to było trudne, ale się namęczyłem. Nie sądziłem, że może być aż tak trudny, moja wina. – zaśmiał się Noiter, wychodząc przed jaskinie, by zebrać drewno. Musiał się pospieszyć, gdyż za chwilę potrzebował dołączyć do Oseara, gdyż inaczej ten by się obudził. Szybko zgarnął chrust i inne palne rośliny, układając je w bezkształtną kupę. Wrócił się w pędzie do jaskini, wracając z ogniem. Użył go, by podpalić stos. Następnie sięgnął do torby i rzucił jakiś proszek w ognisko. Natychmiast zaczął się wydalać silny, błękitny dym.
- To powinno być odpowiednim znakiem – wydyszał zmęczony, po czym popędził z powrotem do swojej ofiary. Rzucając ostatnim wzrokiem na wyjscię, westchnął, po czym zagłębił się w bezdenne otchłanie nieprzytomności Oseara w celu stoczenia kolejnej walki. Zrobił, co mógł. Był tylko ciekaw, jak jego przyjaciele sobie radzą…

Belief? Niemożliwe wiem!

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 4301
Ilość zdobytych PD: 2150 + 200% (4300 PD)
Obecny stan: 6450

piątek, 9 września 2022

Od Noitera c.d. Belief/Yneryth’a [Cz.3] ~ „Misja ratunkowa” [+16]

Dwójka odważnych wilków stała przed ciemnym wejściem do groty, czekając na reakcje, tego, kto był w środku. Zaraz po uderzeniu przez białego wilka w ścianę, usłyszeli okropny łoskot, po którym rozległ się okropny ryk. Jasny samiec, wyraźni lekko się zdziwił tym, co usłyszał. Przechylił lekko głowę, tak aby lepiej słyszeć dochodzące ze środka dźwięki, jego towarzyszka zaś słysząc trzask, ledwo utrzymała swoje serce w piersi. Skuliła się i cofnęła kilka kroków, jednocześnie chowając się nieco za białym samcem, szepnęła:
- Yn, Czy to na pewno dobry pomysł?
- Nie po to tu przyszliśmy, by teraz wracać.
Wadera wyprostowała się i wypuściła powietrze ze świstem, stabilizując oddech.
- Wybacz, po prostu nie spodziewałam się tego dźwięku. - przyznała niechętnie, zwykle była bardziej odważna, ale Yneryth naopowiadał jej takich rzeczy, że czuła się, jakby mieli się spotkać z samym diabłem.
Po chwili usłyszeli rumor i nierówny stukot, niepasujący do kroków. Wydawało się, jakby coś wlokło swoją nogę, szurając o podłogę czymś twardym. Dźwięk bardzo przypominał szuranie… pazurów? Cała ta sytuacja była dziwna. Dźwięk ustał, nim dotarł do nich. Nastała chwila ciszy.
- Yn? Co się – zaczęła pytać towarzysza.
W tym momencie ze środka rozlał się fioletowy blask, który ukazał sylwetkę tego, kto znajdował się w środku. Na ścianie jaskini można było rozpoznać wielkie kręcone rogi, ostre wielkie zęby rozwarte w uśmiechu, pokaźne skrzydła oraz dziwne nienaturalne kształty, których nie dało się przypisać niczemu naturalnemu.
- Yn! Schowajmy się! - rzuciła przestraszona wadera do samca i skryła się za pobliską skałą, przekonana, że bies z ich nocnego koszmaru powrócił, by się zemścić.
Tymczasem jej towarzysz spogląda tylko na nią z uśmiechem na samice, po czym rozmywa się w powietrzu, zostawiając ją tylko ze słowami na pożegnanie:
- Strach jest pierwszym krokiem do porażki.
Stuk. Szur. Stuk. Szur. Stuk. Za każdym razem coraz bliżej. Samotna ofiara, pozostawiona przez swojego partnera na łasce losu, przygotowuje się do walki. Jej całe ciało jest zgięte w gotowości. Stuk. Stuk. Stuk. Może już usłyszeć oddech tego stwora. Wtem…
Noiter wypadł ze swojej jaskini, po tym, jak się potknął i ledwie złapał równowagę.
- A niech to wiewiórka – wymamrotał pod nosem, zbierając się z ziemi. Miał na sobie kawałek farbowanych różowych skór, przerzucony przez pas. Z jego głowy ściekała niebieska farba, do pleców miał przylepioną wystruganą drewnianą kaczkę, a jego łapa utknęła mu w misce. Zobaczył, że jego gość stoi przed nim i nawet nie zwrócił uwagę na obronną pozycję wadery, gdy się odezwał:
- O rany, ale mnie wystraszyłaś! Pracowałem nad nowym modelem zabawki, gdy usłyszałem łomot, przez co spadł na mnie przypadkiem mój regał z materiałami i uderzył w rogi, niestety bardzo wrażliwe. Chyba się jeszcze nie znamy, jak się nazywasz?
Dopiero czekając na odpowiedź, zwrócił uwagę na bojową postawę nowej znajomej:
- Chwila coś się stało? Jest tu jakiś potwór czy coś? Jejku, może wejdziesz do środka? U mnie jest bezpiecznie, dopóki trzymasz się z daleka od mebli, haha – roześmiał się.

Belief? 🙃

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 474
Ilość zdobytych PD: 237
Obecny stan: 237

sobota, 11 czerwca 2022

Od Noiter'a c.d Pliszki ~ Guide of despair

Noiter przeciągnął się powoli. Obrócił się, dopiero co przebudzony, by zobaczyć, że nikogo przy nim nie ma.
- Pewnie obudziłem się później. Co zdarza się rzadko, czuję się trochę dziwnie, budząc się sam – pomyślał. Otrząsnął się jednak z dziwnego uczucia i postanowił się czymś zająć. Sprawdził stan swojego magazynu. Był on zapełniony po brzegi drewnianymi figurkami, bączkami, przytulankami oraz innymi zabawkami i przyborami do zabawy. Westchnął. Od tak dawna z nich nie korzystał. Bardzo żałował, że dzieciaki tak szybko urosły. Nie były jego w biologicznym sensie, ale po takim czasie opieki, zdążył się do nich przywiązać. Bardzo polubił swoją pracę i prawdę mówiąc, ogarniało go takie uczucie, które nie do końca potrafił opisać. Czuł się w pewnym sensie bezradnie oraz jak obciążenie dla innych. Każdy miał swoją rolę i ją na co dzień wykonywał. Widywał jak Yn wraz z Copy, noc w noc patrolują tereny watahy, tak samo, jak widział Shori i tego innego wilka Atrehu, którego znał tylko z widzenia, jak robią to samo w dzień. Widział jak szkraby, które wcześniej potrzebowały jego opieki, teraz w pewnym sensie opiekują się nim, podejmując ważne prace i dbają o dobrobyt watahy. Zżerała go bezsilność oraz nie pomagały w tym niepokojące wizje… Otrząsnął się z tego stanu.
- Nie pora o tym rozmyślać – wygarnął sobie w myślach – Muszę się czymś zająć, bo oszaleje z nudów i natrętnych myśli. Znam już tereny watahy całkiem dobrze, ale z moją orientacją w terenie przydałoby się odświeżyć pamięć. Nacieszę się pogodą, poobserwuję naturę i wykorzystam dzień. Kto wie, może akurat spotka mnie jakaś przygoda? - spytał sam siebie z rozmarzeniem. Bardzo chciał, by coś go wyrwało z tej męczącej monotonii, nawet jeśli miało mu to sprawić trochę kłopotów. Na tym polega w końcu cała ich zabawa. Jak postanowił, tak zrobił. Zarzucił tylko swoją niezawodną torbę na bok, bo nigdy nie wiesz, na jakie skarby trafisz, po czym wyszedł z jaskini i rozłożył swoje skrzydła. Rzadko kiedy ich używał w ostatnich czasach, więc trochę ruchu dobrze im zrobi. Po dłuższej chwili dotarł na granicę terenów watahy. Dalej nie śmiał się zapuścić, aż tak ryzykować nie chciał. Wylądował na ziemi, nie aż tak zgrabnie jakby chciał. - Nota do samego siebie, trzeba latać częściej – powiedział pod nosem, śmiejąc się sam z siebie. Postanowił ruszyć przed siebie, szukając wczesnych owoców na krzakach. Po chwili miał już całkiem niezłą kupkę w swojej torbie. Wtedy jego uwagę przykuł szelest, który dobiegł z pobliskich krzaków. Ruszył w tamtym kierunku, ostrożnie by nie spłoszyć tego, co wydało ten dźwięk. Gdy się zbliżył, zobaczył jednego z najbardziej uroczych maluchów, jakie Noiter kiedykolwiek widział. Stał on, a raczej stała ona, bo była to młodziutka wadera, nad młodą sową, która wyglądała, jakby coś jej się stało. Wtem, niechcący stanął na gałąź, która wydała głośny trzask i szczeniak, który wyglądał na przestraszonego w jego oczach, odwrócił się w jego kierunku. Miał on nieziemskie oczy, który przykuły jego uwagę, tak że w pierwszej chwili zabrakło mu głosu. W końcu jednak znalazł słowa:
- Hejka maluchu. Co porabiasz sama w lesie? Zgubiłaś się? Mogę ci pomóc znaleźć dom, jeśli chcesz. Szczeniak nie odpowiedział. Może się go bał? Trzeba było coś z tym zrobić.
- Nie bój się, nie chce ci zrobić krzywdy. Może się przedstawię, to brzmi jak dobry pomysł. Na imię mi Noiter, miło mi cię poznać! A ty jak masz na imię? Opowiesz mi coś o sobie? Może wtedy będę w stanie ci pomóc?

 Pliszka?

 PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 561
Ilość zdobytych PD: 280
Obecny stan: 280

sobota, 30 kwietnia 2022

Od Noiter’a c.d. Copycat ~ Coś nowego

- Poczekaj chwilę, ubrudziłeś się krwią. – powiedziała wadera i nim Noiter zdążył się zapeszyć, ta polizała go po prawym poliku.
W głowie Noiter’a została zasiana paniczna pustka. Nie wiedział jak na to zareagować, więc tylko zaczerwienił się jak truskawka w samym środku lata.
- Wszystko dobrze? – spytała zmartwiona.
~ Czy wszystko dobrze? Moje serce jest jak szalone, a w żołądku skaczą motyle. Czy to dobrze? Tego jeszcze nie wiem ~ pomyślał nerwowo. Po chwili ciszy zorientował się, iż jednak wypadałoby na to odpowiedzieć.
- T-tak! Nawet wspaniale. Tak jak t- Znaczy, nie żebym mówił, że jesteś wspaniała – panika zaczynała mu uderzać do głowy – Ale nie, przecież nie twierdzę, że nie jest wspaniała, bo jesteś, ale nie w takim sensie. Znaczy- Wiesz co, przypomniałem sobie, że muszę… sprawdzić co u Yneryth’a! Czy wrócił cały z patrolu. Może się spotkamy u mnie w jaskini, za dwa dni? Wieczorem? Będę czekał! – wypalił. Nie czekając na odpowiedź, uciekł z miejsca zbrodni, którą była jego niezgrabność.
~ Zrobiłem z siebie błazna… Czemu nie poczekałem na to, co ma do powiedzenia? Spanikowałem, bo to było zdecydowanie za blisko. Dotychczas jedynie jako szczeniak mama zlizywała mi krew z pyska, po posiłku… Wzięła mnie z zaskoczenia, to tyle, nic takiego. Teraz muszę wymyślić co zrobić za dwa dni. Czy dam radę?~

< Następnego dnia >
- Co ja mam zrobić Yn? Totalnie spanikowałem i teraz mam problem, gdyż nie wiem co robić. A co jeśli ona mnie nie polubi? Ja… Nie wiem, czy jestem wystarczająco dobry. – żalił się znajomemu, leżąc na swoich plecach, wpatrując się w chmury.
- Yyh – Ciężko wzdycha – Masz w takim razie mały problem. Ja na twoim miejscu nie stresowałbym się zbytnio. Moim życiem rządzi los, wychodzę z założenia, że co ma być, to będzie. Losu i tak nie oszukasz, więc rozluźnij się trochę. Moim zdaniem powinieneś spróbować.
- Ale co powinienem zrobić? Nigdy nie próbowałem zdobyć czyjegoś serca. Co mam robić?
Starszy wilk wyglądał jakby, nie wiedział, co ma odpowiedzieć.
– Hmm, chyba dać z siebie wszystko, nie znam się na miłości. Szczerze nie miałem nigdy takiego problemu. To są moje początki interakcji z innymi.
– Chwila, czyli mówisz, że mam po prostu być sobą? – zapytał, słysząc to, co chciał słyszeć – Wiesz co, masz rację! Dam z siebie wszystko! Dzięki Yneryth jesteś najlepszy!
Noiter tego nie wiedział, lecz tamten zdziwił się, że jego wymijającą odpowiedź pomogła w jakikolwiek sposób.
- Nie ma za co, chyba. Bądź sobą rogaczu.

< Następnego dnia – wieczór >
Skrzydlaty rogacz usiadł zmęczony. Cały dzień sprzątał swoją jaskinię, a raczej organizował ją tak, by wyglądała na porządne miejsce, a nie pokój wielkiego szczeniaka. Upchnął wszystkie zabawki do magazynu, wyciągnął skóry, na których można siedzieć no i przytachał wielki pniak na sam środek głównego pomieszczenia. Zasłonił także pracownie zasłonami oraz przyniósł świeże kwiaty, by zamaskować zapach fermentujących farb. Na pniaku miał przygotowane jedzenie, na które składało się mięso, świeżo zebrane grzyby i odrobina ziół dla smaku. Miał także przygotowany deser, na który składały się wczesne owoce leśne. Przygotował także tematy rozmowy, jak i również opowieści, które mogłyby się spodobać waderze. Nie wiedział, jakie lubi, więc przygotował opowieść o dwóch zakochanych wilkach, z różnych watach oraz coś lżejszego, czyli historię o wilku, który w nocy zamieniał się w lisa. Dodatkowo przed jej przyjściem umył się, uczesał futro i swój ogon oraz ogarnął skrzydła, a także wypolerował rogi. Był gotowy, najbardziej jak mógł. Siadł przed wejściem do swej jaskini, czekając na jej przybycie. Pogrążył się w myślach, spoglądając na wschodzący księżyc, który wyglądał jak jej uśmiech. Westchnął melancholijnie, jakże za nią tęsknił. Nie zauważył nawet, jak ten czas szybko zleciał i nim się obejrzał, usłyszał czyjeś kroki dochodzące z niedaleka. Ostatni raz poprawił łapą końcówki skrzydeł, po czym wstał gotów by przywitać swoją wybrankę.
- Witaj! Dotarłaś! Jakże się z tego cieszę! Wyglądasz bosko!– odparł szczerze, nim dotarło do niego, co powiedział. Postanowił zmienić temat, nim znów zmieni się w pomidora. - Posiłek już czeka. Chcesz zjeść czy wolałabyś najpierw wybrać się na spacer? Znam kilka wprost magicznych miejsc w pobliżu, ale jeśli jesteś głodna, to wszystko już na stole czeka.

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 663
Ilość zdobytych PD: 331
Obecny stan: 459

czwartek, 7 kwietnia 2022

Od Noiter’a c.d Shori ~ „Rzut piórem”

< Kilka tygodni później >
Wyszedł ze swojej jaskini, zakładając właśnie na siebie swoją torbę. Miał w niej zapakowane najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak przekąski, bandaże i tego typu rzeczy, które mogą się przydać podczas wycieczki, na którą planował zabrać Shori. Nadszedł ten czas, by sprawdzić, czy jest dobrym nauczycielem. Truchtem udał się na miejsce spotkania, skąd miał odebrać córkę od Naharysa. Zastał ich tam, już czekających na niego.
- Witam Pana – przywitał się z wilkiem, którego kojarzył tylko z treningów, na które musiał się stawiać. Nie były one łatwe, ale młodzik rozumiał, że są ważne.
- Jakiego Pana, mówiłem ci, żebyś mi mówił Naharys.
- Przepraszam Pa- Cię Naharys – poprawił się, po czym zwrócił się do małej kulki, która widocznie nie mogła się doczekać, aż ktoś zwróci na nią uwagę – I jak Shori? Gotowa na naszą powietrzną wycieczkę?
- Tak, tak, tak! – wykrzyknęła chmurka z radością – Czekałam na to tak długo! To będzie ekstra!
- Tylko na nią uważaj – dodał Naharys – Jesteś przygotowany na wszystko?
- Mam zapas smacznych przekąsek na wypadek, jeśli zgłodniejemy, mam zapakowane bandaże i podstawowe lecznicze zioła – nie jestem lekarzem, ale podstawowy opatrunek umiem wykonać. Sprawdziłem tereny, w które będziemy się zapuszczać i się z nimi zaznajomiłem, więc nie ma możliwości, że się zgubimy. Więc raczej tak, wszystko jest gotowe, jak i ja. – pochwalił się Noiter wykonaniem swoich obowiązków.
- Dobrze, zaufam ci – stwierdził Naharys.
- Chodźmy już! A raczej lećmy! – podekscytowana mała nie mogła się już doczekać.
- Na pewno jesteś gotowa Shori? To będzie długa droga. Jeśli nie czujesz się gotowa, to zawsze możemy przełożyć to na inny dzień. To jak będzie?

<Shori?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 257
Ilość zdobytych PD: 128
Obecny stan: 128

niedziela, 27 marca 2022

Od Noitera c.d. Sininen ~ „Oszroniony Ogień”

Noiter krzątał się w swojej jaskini, starając się jak najlepiej przygotować na przybycie sióstr. Przyszykował farby, wyjął ze składziku dodatkowe skóry, wytrzepał legowiska, po czym zabrał się za ogólne sprzątniecie głównego pokoju swej jaskini. Pozanosił niepotrzebne rupiecie do magazynu, a narzędzie schował do swojej pracowni. Musiał przyznać, że niezły z niego bałaganiarz, a nie mógł się pokazać z tej strony przed innymi wilkami, szczególnie jego podopiecznymi, w końcu daje im przykład swoim zachowaniem. Właśnie skończył organizacje, gdy usłyszał odgłosy kogoś, kto nadchodził. Wyszedł im na powitanie.
- Dzień dobry! Jak się macie? Mamy cały dzień na wyłączność. – stwierdził nastawiony pozytywnie. Poprzednią noc przespał z Ynerythem, więc ta go aż rozpierała.
Shori przywitała się z nim radośnie, zaś Sini była widocznie zestresowana.
- Co powiecie na jakieś zabawy w jaskini? Wszystko jest do waszej dyspozycji. - uśmiechnął się zapraszająco.
- Sini, idziemy malować? Narysuje ci coś! – Na te słowa Noiter ruszył po wcześniej przygotowane przyrządy do rysowania. Farby czekały już pod ścianą, więc jedyne czego potrzebowały to para pędzli.
- Hola hola, zwolnij wodze Shori. Zostawisz nas w tyle. – zażartował, podając jej upragnione pędzle, po czym spytał z ciekawością - Co chcecie namalować?
Po zadaniu tego pytania, spojrzał na nie rozmyślając. Shori była oczywiście tą prowadzącą, zaś Sini po cichu zdawała się na wszystko zgadzać. Wydawało się, jakby towarzystwo basiora ją zniechęcało. Miał ochotę się zapytać, czy to przez jego wygląd, jednak postanowił nic nie mówić. Po chwili, skończyły, zostawiając na jego ścianie odrobinę krzywą, ale jednak dającą się rozpoznać konwalię.
- Bardzo ładny kwiatek wam wyszedł. - pochwalił je, gdy te odsunęły się, by ocenić swój rysunek - Powinniśmy zobaczyć kwitnące konwalie w sezonie. Niestety, to nie jest ta chwila.
- Jak to? - Shori zapytała zdziwiona i nieco zawiedziona.
- Konwalia jeszcze nie zaczęła kwitnąć, trzeba poczekać. – poklepał Shori po głowie, z dużą ilością czułości. Ach ta szczenięca niewinność, to były czasy. Cały świat wydawał się taki niesamowity.
- P-pójdźmy ją zobaczyć, gdy się pojawią kwiatki. - powiedziała cichutko Sini, zaskakując tym delikatnie basiora.
- Twoja siostra dobrze mówi i na pewno zobaczysz tegoroczne konwalie. - zapewnił ją Noiter. - Pachną świetnie, mogę was zapewnić.
- Rodzice się na pewno zgodzą. - dodała cicho mniejsza. Widać było, jak bardzo troszczy się o siostrę.
Po chwili postanowił zająć czymś Shori, więc zaproponował, iż stworzy im maskotki. Chmurka, natychmiast na to przystała, więc zaprowadził ją do swojego magazynu, gdzie zaczęła przegrzebywać jego zapasy skóry. Wyciągnęła stamtąd kawałki beżowej skóry, której pochodzenia Noiter nie był pewien. Nie pamiętał, skąd ją wziął. Na pewno dostał od kogoś, ale nie mógł przypiąć jej do żadnego wilka. Może później sobie przypomni.
- Co byś z nich chciała? - Zapytał się przyjaźnie mniejszej, która dalej wydawała się nieco skrępowana.
- Um... Może... Króliczek?
- A jakie oczka dla niego? Co powiesz na fioletowe? – spytał, sięgając po farbę, by mieć ją już gotową.
Następnie wziął się do roboty. Sięgnął po swoje zapasy nici z jelit jelenich, po czym nawlekł na końcówkę skalnego kawałka igły. Następnie podniósł cieniem igłę i zabrał się za szycie. Po chwili pracy miał już przed sobą, dosyć fikcyjną wizualizację króliczka. W środku był wypchany miękką roślinnością, wcześniej przyszykowaną do tych celów. Całość zakończył, dorysowując twarzyczkę, fioletową farbą.- Super wygląda!
- T-tak. - wyjąkała nieco zaskoczona waderka. Noiter uśmiechnął się, widząc jej reakcję, był szczęśliwy, że małej się podobała. Ojciec zawsze się śmiał z niego, gdy wraz z matką praktykował szycie, nazywając to czynnością dla wader, mówiąc, że nigdy mu się w życiu nie przyda, a tu proszę. Bardziej się cieszył tym, że mógł uszczęśliwić małą kulkę, niż przejmował tym, iż wykonywał czynność dla wader. Uwielbiał widzieć uśmiech maluchów, szczególnie takich zamkniętych w sobie malców jak Sini. Widząc, jak się w nią wtula wiedział, że mała zyskała właśnie nowego przyjaciela. Zauważył, iż cieknie jej łezka, ale postanowił nie zwracać na to głośno uwagi, jeszcze by ją spłoszył. Dał jej chwilę dla siebie, gdy sam próbował znaleźć coś dla Shori, jednak ta była bardzo wybredna i nic jej nie przypadało do gustu.

<Jakiś czas później>
Właśnie kończyli grać w „Kółko krzyżyk” na ścianie, gdy zobaczył, że na zewnątrz się odrobinę przejaśnia. Widząc jak Shori nie ma szans, ciągle przegrywając z Sini, Noiter postanowił, że to pora na spacer. Powiedział o tym pomyśle siostrom, które przystały na jego propozycję. Już po chwili byli na łapach, przemierzając tereny watahy. Trzymali się bezpiecznych ścieżek, wędrując po pobliskim lesie. Po zbieraniu różnych kwiatków z Noiterem, Shori poprosiła, by zabrać ją na plaże. Ten przystał na to z uśmiechem. Poszli więc tam, choć zajęło im to chwilę. W końcu jednak stanęli na piasku, otoczeni szumem fal oraz skrzekiem mew. Shori z radością wbiegła w wodę, rozchlapując ją na boki.
- Tylko nie zagłębiaj się za daleko! – krzyknął za nią Noiter. Zauważył, że druga siostra, stoi niepewnie przy brzegu.
- Coś się stało? Boisz się wody? – spytał powoli basior z troską – Jeśli tak to nie ma się co wstydzić, nie każdy lubi morze. Możemy zostać na brzegu i próbować ulepić jakiś ładny teren z piasku. Słyszałem jak to lubisz strategię, możemy później wziąć kamyczki i poudawać, że to wilki. Tylko nie miej wysokich oczekiwań, strateg ze mnie marny – zaśmiał się z siebie Noiter. – To jak?

<Sini? Pobawimy się?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 839
Ilość zdobytych PD: 419
Obecny stan: 3705

niedziela, 20 marca 2022

Od Noitera c.d. Ereden'a – Rogata znajomość

Ty... TY KŁAMCO!!! – wrzasnął szczeniak, rzucając się na niego. Na całe szczęście zdążył odskoczyć – treningi dały mu potrzebny refleks. Zobaczył, że siostry malca też odskoczyły na bezpieczną odległość. Przestał się śmiać:
- Ereden, uspokój się, proszę Cię! To miał być żart!
- Mam gdzieś takie żarty! - warknął szczeniak, wywracając farby na rysunek, który został zniszczony. Część farby wylądowała na Shori, która nie stała w aż tak bezpiecznej odległości, jak myślała.
- Ereden! - powiedział poważnie Noiter. - Jak ty się zachowujesz?!
Szczeniak tylko wybiegł bez słowa.
- Ereden, wracaj tu! – zawołał. W głosie basiora dało się słyszeć niepokój i desperację.
~Nie, nie, nie – pomyślał gorączkowo – co ja teraz zrobię? Nie mogę zostawić dziewczynek bez opieki, w końcu może im się coś stać. Z drugiej strony, na zewnątrz jest niebezpieczniej niż w jaskini… Co mam począć? Sytuacja jest patowa. ~ Wziął się jednak w garść, uspokoił, po czym zwrócił się do młodych wader, próbując trzymać nerwy pod kontrolą:
- Dobrze moje drogie, może w czasie gdy czekamy na waszego brata, posprzątamy z podłogi resztkę tej farby? Co wy na to? – lekko drgnęła mu powieka.
Te tylko przystały na to cicho, jakby wyczuwając, że sytuacja jest poważna.
Właśnie kończyli sprzątanie, gdy zobaczył, iż szczeniak marnotrawny powraca.
- Ereden! A jednak postanowiłeś wrócić! - zawołał Noiter widocznie uradowany, a po jego oczach dało się zobaczyć, jak kamień spada mu z serca.
Ten zaczął go przepraszać i nawet wręczył mu prezent! Noiter był niezwykle z tego zadowolony i już miał wziąć kwiatek w pysk, gdy odezwała się Shori:
- Noiter, nie! Nie przyjmuj od niego kwiatu! Ereden cię wrabia... On... on... wiem, co czyta! O trujących roślinach, a on sam z chwili na chwilę, nie zmienia swojego postępowania, zwłaszcza dla nas! Bo mamy skrzydła! To do niego niepodobne. Noiter, nie bierz od niego tego kwiatka!
- Shori, nie ładnie tak myśleć o bracie. Wiem, że może się wydawać trochę… Nieokrzesany, ale w każdy z nas jest taki sam w środku. Dobry! Właśnie tak, w każdym nas jest dobra dusza, która czasami skrywa się pod nieprzyjemnym kurzem. Potrzeba trochę cierpliwości, ale da się ją wydobyć z każdego. W każdym demonie kryje się piękna tęcza! Ereden zrozumiał swój błąd i postanowił przeprosić, a ja z radością przyjmuję przeprosiny – powiedział, chwytając kwiatek w pysk. Położył go do jednego z pojemników, w którym wcześniej była farba, a teraz stały puste. Wrócił do kończenia sprzątania, lecz po chwili poczuł się niezwykle zmęczony. Łapy stały się sztywne, a oddech stał się utrudniony.
- Wiesz co, Shori? Chyba miałaś rację – powiedział ostatkiem sił. – Chyba potrzebna mi pomoc. – mówiąc to, runął jak długi na ziemie, robiąc czaszką prosto w ścianę jaskini. Świat mu pociemniał.

<Ereden? Co mały diabełek na to?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 429
Ilość zdobytych PD: 214
Obecny stan: 3286

poniedziałek, 14 marca 2022

Od Noiter'a c.d. Copycat ~ Coś nowego

Odwrócił się i zobaczył waderę, którą tak bardzo pragnął zobaczyć. Znalazł ją! Tylko co dalej.
- Witaj, co tu robisz? – spytała, brzmiąc, lekko oschło.
No i tutaj pojawił się problem. Co on to w ogóle robił? Przyszedł tu bez żadnego planu ani wymówki, tylko dlatego, że jego słabe serce chciało zobaczyć znów tę piękną nieznajomą. Otworzył pysk, po czym go zamknął. Wtedy ona spojrzała mu w oczy. Miała piękne jasnozielone spojrzenie, które zdawało przeszywać go aż do duszy. Ciało zaczęło mu płonąć.
- Jestem Copycat, a Ty? – zapytała nagle.
- N-noiter. Miło Cię poznać! – wypalił z lekkim zająknięciem, nim zdążył pomyśleć, o czym mówi.
- Stało się coś, że tu przybywasz? Myślałam, że będę pracować w pojedynkę. – spytała się go, brzmiąc podejrzliwie. Właśnie, jak miał wytłumaczyć to, jak tu się znalazł? To był spory problem.
- Ja… Szukam kogoś na wspólne polowanie – wypalił, po czym dotarło do niego, że zupełnie nie zna się na polowaniu – Znaczy, szukam kogoś, kto by mnie nauczył. Yneryth próbował, ale nie miał za dużo czasu, a nie chciałem słuchać jego narzekań – odparł, lekko omijając prawdę – Wszyscy ostatnio są okropnie zajęci, więc szukałem kogoś, kto jest wolny. Masz może cz-czas?
~No pięknie, już po mnie. To chyba najgłupsza wymówka, jakiej kiedykolwiek użyłem. Pewnie pomyśli o mnie, że jestem stuknięty. ~ Był zły na siebie. Wadera już miała mu odpowiedzieć, gdy nagle usłyszeli szelest z pobliskich krzaków, po czym nagły kwik. Wtem, wyskoczył z nich młody dzik.
- To chyba znak od losu. Gonimy go? – zapytał zadowolony z tego obrotu wydarzeń. Wydawało się, że wszechświat mu sprzyja. Ciekawe na jak długo.

< Copy? Podobno lubisz polować :D >

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 259
Ilość zdobytych PD: 129
Obecny stan: 3072

sobota, 12 marca 2022

Od Noiter'a c.d. Copycat – Coś nowego

Noiter miał dużo na głowie. Zajmowanie się szczeniakami, było ostatnio bardzo trudne, biorąc pod uwagę, jak mocno odcisnął się na ich psychice ostatni… Incydent. To na jego głowę spadły obowiązki wytłumaczenia wszystkiego małym, a niczego nie ułatwiało podejście Eredena. Od czasu wypadku z kwiatkiem, nie mógł tak samo spojrzeć na tego szczeniaka. A teraz jeszcze takie nieszczęście ich spotkało. Przez to wszystko nie miał czasu, by zająć się swoimi innymi obowiązkami, więc musiał zerwać kilka nocy z rzędu. Kiedy wszystko się uspokoiło, jak na złość Yneryth gdzieś zniknął, a bezsenność dawała o sobie znać. Postanowił, że nie będzie bezmyślnie leżał, tylko wykorzysta cenny czas na coś pożytecznego. Przegrzebywał ostatnio swoją jaskinię i zorientował się, iż brakuje mu barwników, musiał więc się wybrać na ich poszukiwania. Zarzuciwszy na siebie swoją sakwę, ruszył na poszukiwanie rzadkich składników, które można było znaleźć tylko nocą. Powolnym truchtem przemierzał tereny watahy, aż dotarł do pobliskiego lasu. Zagłębił się w niego, przemierzając go niespiesznie. Kierował się na małą polankę, na której rósł pewien kwiat, kwitnący tylko nocą. Nim jednak tam dotarł, wiatr przywiał mu czyiś zapach. Był on… Ładny. Taki delikatny, ale jednocześnie mocno specyficzny. Ostrożnie zbliżył się do granicy drzew, bliżej polany. Zobaczył tam… Piękność. Poczuł, że palą go policzki.
~ Ale ona jest ładna ~ Pomyślał, czując, jak mocniej bije mu serce.
Wilczyca, która stała na omszonej skale, wyglądała, jakby tropiła — wydawała się nie zauważyć jego obecności. Nagle obróciła pysk w jego stronę. Od razu użył swojej mocy, by stać się niewidocznym. Bał się, co pomyśli sobie, może wziąć go za jakiegoś podglądacza. Będąc zupełnie szczerym ze sobą, to właśnie to robił, ale przecież nie celowo. Zastanawiał się, jak powinien się zachować, gdy zobaczył, iż wilczycy już dłużej tam nie ma. Westchnął i wyszedł na polanę pozbierać kwiaty.
~ Straciłem swoją okazję. Co, jeśli już jej nigdy nie zobaczę? Nie, na pewno ją zobaczę, ale boję się, co wtedy będzie. Co jak mnie nie polubi, co jeśli będzie się śmiała z moich rogów tak jak reszta moich starych „znajomych”? Albo nie polubi moich skrzydeł? Co wtedy? ~ Wyrzucał sobie, zbierając kwiecie do swojej torby.
***
Minął już tydzień, od ostatniego razu, gdy widział tamtą wilczycę, jednak wciąż była ona w jego myślach. Postanowił popytać trochę, więc udał się do Naharysa, który znał chyba każdego.
- A, chodzi ci o Copycat? Tak, znam ją, jest naszą czujką nocną. Czemu o nią pytasz?
- Z czystej ciekawości – odparł, starając się nie skłamać – Lubię poznawać nowe osoby!
Następny na liście był Yneryth. Nastał wieczór, nim go znalazł. Jako czujka nocna, pewnie musiał znać tę piękną nieznajomą.
- Hej, Yneryth, mam takie pytanko?
- Hm?
- Znasz może taką jedną wader? Copycat się zwie, jest czujką nocną jak ty.
- Copycat? Hmm, zawsze wydawało mi się, że patrolujemy tylko z Kotorim. Szczerze nigdy jej nie spotkałem podczas patrolu, ale jest takie miejsce koło Haute Forêt. Tam jest obszar watahy, który nie jest przez nikogo patrolowany, tak przynajmniej myślałem. Myślę, że tam powinieneś ją spotkać. - Robi niezręczną minę.
- Wielkie dzięki!
- A czemu sam, w środku nocy, szukasz akurat jej? - Spojrzenie Yneryth'a spada prosto na pysk czarnego.
- Em... Ja... Bo ja... - zaczął się jąkać. - Bo ja... Chce się ze wszystkimi lepiej zapoznać! Jestem tu od tak długiego czasu, a dalej nie znam wszystkich.
- Dlatego idziesz w środku nocy i się jąkasz?
- Em... - odparł zmieszany, nie wiedząc co odpowiedzieć na to. Poczuł, że znów palą go policzki.
~ Czemu to się dzieje zawsze, gdy o niej myślę? ~ zamyślił się.
- No dobra, nie zajmuje cię już. - Mówi jasny, znikając we wznoszącym się piasku.
~ Uff, już myślałem, że będzie ze mną kiepsko. Bystry jest, ale co mam powiedzieć, gdy sam nie wiem co się ze mną dzieje? ~ pomyślał zażenowany ~ Teraz przynajmniej wiem gdzie jej szukać.
Nim się zorientował, nogi już go poniosły w tamtym kierunku. Po chwili był już na miejscu. Zaczął się rozglądać, mając nadzieje, że zobaczy tu waderę, którą tak pragnął widzieć. Nie wiedział, czemu tak robi, ale czuł, że musi ją spotkać, choćby jeszcze jeden raz. Nagle usłyszał czyjeś kroki, tuż za nim. Odwrócił się i zobaczył…

<Copycat?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 662
Ilość zdobytych PD: 331
Obecny stan: 2943

środa, 9 marca 2022

Od Noitera c.d Eredena ~ Rogata znajomość

Noiter był niezwykle zaskoczony negatywnym podejściem małego szczeniaka. Niezwykle mu przypominało jego dręczycieli z dzieciństwa, jednak nie dał po sobie tego poznać.
- No... może jestem trochę dziwny i rogaty, ale cóż, za to jestem bardzo kochany — dodał ze śmiechem, maskując ból, który zadały mu te słowa. Kiedy ten mały gniewny szczeniak splunął mu pod nogi, on tylko odskoczył lekko.
~ Zachowaj profesjonalizm bądź dorosły Noiter ~ powtórzył sobie w duchu, dodając samemu sobie sił.
- Ereden, musisz... - zaczął spokojnie Noiter, ale szczeniak nie chciał mu dać dojść do słowa.
~ Jest uparty, to trzeba mu przyznać… Ale ma problem, bo ja też! ~ pomyślał z uśmieszkiem.
Ereden — nie odpuszczał basior. - chodź, pobaw się z nami. Nic tak nie poprawia relacji z osobami, jak wspólna integracja, jako zabawa. - Noiter zachęcająco i delikatnie pchnął Eredena w stronę zabawek, ten jednak odskoczył. Wyciągnął zabawki, myśląc o tym, co może się spodobać małemu gniewnemu.
- Jaka zabawka cię interesuje? - zapytał uprzejmie Noiter. - O! Mam pomysł! Orzełek i króliczek! - zawołał entuzjastycznie, grzebiąc w skórzanej torbie, poszukując wspomnianego wcześniej królika. Podsunął zabawki szczeniakowi pod nos. Szczeniak wyraźne pokazywał, jak bardzo nie jest zachwycony.
~ Niech udaje, ile chce, ale ja wiem, że te zabawki tak w głębi duszy to mu się podobają. ~ pomyślał, znosząc cierpliwie krytykę malca. Szala jednak się przerwała, gdy zaczął być agresywny w stosunku do swoich sióstr.
- NIENAWIDZĘ WAS WSZYSTKICH! - wykrzyczał Ereden, po czym udał się do kąta jaskini.
- Możesz sobie nienawidzić mnie, jak żywnie ci się podoba, ale nie daje ci to prawa do wyżywania się na siostrach – stwierdził poważnym tonem Noiter – Powinieneś je przeprosić !
- Przeproś to sobie moją dupę! – Odkrzyknął szczeniak, odkręcając swój zadek w ich kierunku.
- Dobrze więc młody, siedź sobie w tym kącie. My tymczasem się pobawimy, kiedy ty przemyślisz sobie swoje zachowanie – odparł czarny na ten szczeniacki tekst.
- A więc teraz będziemy malować. Sini? Chcesz pomalować z nami? – spytał się małej wadery.
Ta tylko pokręciła głową, chowając się w cieniu.
- Dobrze, a więc pomalujemy sobie ty i ja Shori! – stwierdził z entuzjazmem, wyciągając dwa patyczki ze swojej torby. – Możesz też malować pazurkiem, jeśli będzie ci wygodniej. Opowiem ci przy rysowaniu historię, co ty na to?
- Tak! Bardzo chętnie jej posłucham!
- Dobra, to zaczynajmy – powiedział, przywołując do siebie cień, którego zaczął używać jak pędzla.
- Opowiem wam historię, którą opowiadała mi Mama. Dawno, dawno temu, wszystkie wilki wyglądały tak samo. Te same kolory, te same rozmiary, tylko imionami się różnili. Wkrótce jednak trudno było poznać, kto jest kim. Udali się więc do starego mędrca, który posiadał tajemne moce i poprosili go o pomoc. Ten milczał przez 3 dni, nim w końcu się namyślił. Poprosił wszystkie wilki, by weszły do bliskiego jeziora. Część weszła tylko po kostki, część po kolana, część po głowę, a część zanurkowała, niektórzy głębiej od innych. Kiedy wilki obudziły się następnego poranka, nikt nie wyglądał tak jak wcześniej. Im głębiej się zanurzyli, tym większa była ich zmiana. Nikt nie wie, jak ten wilk tego dokonał. Wielu wierzy, że to tak naprawdę bóg z Oazy. Dlatego właśnie, bycie innym wcale nie oznacza, że jest się gorszym. Twój wygląd czyni cię wyjątkowym i nigdy o tym nie zapomnijcie – Tu przerwał, kończąc swój rysunek.
- Ereden może zerkniesz, myślę, że ci się spodoba! – powiedział entuzjastycznie.
Gdy tylko szczeniak zerknął na rysunek, zobaczył na ścianie… Siebie, ale innego. Miał on dorysowane skrzydła i róg. Od razu się oburzył:
- Ja tak nie wyglądam! To jest KŁAMSTWO!
- Zerknij na siebie – powiedział Noiter, śmiejąc się.
Szczeniak miał na sobie przyklejone skrzydła i róg z cienia. Jego mina była bezcenna. Noiter jednak nie śmiał się długo, gdyż mały gniewny, zaczął się trząść ze złości:
- Ty…

<Ereden? Jak ci się podoba nowy wygląd? :D >

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 592
Ilość zdobytych PD: 296
Obecny stan: 2612

niedziela, 6 marca 2022

Od Noitera c.d Eredena ~ Rogata znajomość

Noiter krzątał się po swojej norce, która znajdowała się na brzegach terenu watahy. Przeglądał swoje zapasy różnych dupereli, które mogły się przydać w dzisiejszym jego zadaniu. Dostał cynk od Naharysa, że wybiera się ze swoją partnerką by spędzić czas sam na sam i potrzebuje, by ktoś zajął się szczeniakami. Noiter jako opiekun oczywiście z chęcią się zgodził. Poznał już Shori, jednak do tej pory nie miał okazji poznać reszty szczeniaków, gdyż zajmowała się nimi matka. Był ciekawy, jacy się okażą, gdyż słyszał co nieco od nich ojca, jednak żadnych konkretów. Wyjął kilka zabawek, które wystrugał z drewna oraz stworzone przez niego grzechotki z kości i skóry zwierzęcej. Po chwili namysłu postanowił zabrać też ze sobą farby naturalnego pochodzenia, które tak długo produkował. Chciał zrobić na dzieciach jak najlepsze wrażenie, więc nie oszczędzał środków. Za pomocą cieni, wrzucił zabawki do skóry, którą miał przerzuconą przez plecy, a farby niósł w pysku. Truchtał powoli uważnie, bez pośpiechu, by nie rozlać po drodze barwników. Przeszedł obok skały znajdującej się na środku terenów watahy, po czym skręcił w kierunku jaskini Naharysa. Po chwili dotarł na miejsce. Przy wejściu do mieszkania, stał jego właściciel, wraz ze swą partnerką.
- Witaj Noiter, nie spieszyło ci się – przywitał go biały wilk.
Czarny położył farby na bok, po czym odezwał się:
- Wybacz, że mi to tyle zajęło, ale w końcu jakoś dotarłem. Za długo zastanawiałem się nad, tym co ze sobą zabrać.
- Spokojnie, rozumiem. Dzieci są w jaskini – Sini śpi, a Shori i Ereden byli zajęci posiłkiem. Będziemy już szli i jeszcze raz dzięki.
- Nie ma problemu, to w końcu mój obowiązek – pożegnał rodziców szczeniaków. Wszedł do jaskini i rzucił okiem na szczeniaki, które właśnie kończyły się pożywiać.
- Noiter! – przywitała go błyskawicznie Shori – Miło cię widzieć! Kiedy następna lekcja latania? Mieliśmy poćwiczyć sztuczki!
- Pamiętam, pamiętam, jak znajdę czas, to od razu się tym zajmiemy. Byłem ostatnio trochę zajęty, ale nie zapomniałem o tobie. – zwrócił swoją uwagę na drugiego szczeniaka.
- Hej, ty pewnie jesteś Ereden, prawda? Miło mi cię poznać! Jestem waszym nowym opiekunem, nazywam się Noiter i mam nadzieję, że będziemy się świetnie bawić razem. A ty? – spytał z uśmiechem na twarzy, podchodząc do młodzieńca.

Ereden?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 356
Ilość zdobytych PD: 178
Obecny stan: 2316

Od Noitera: Quest I | IV | V + Inwestygacja ~ Lisek | Starzec | Niezwykłe wydarzenie

Przewrócił się z boku na bok, leżąc pod jabłonką. Od kiedy wrócił z wyprawy, na którą wziął go Yneryth, coś mu nie dawało spokoju. Krążyło i odbijało się w jego głowie, nie dając mu spokoju.
- Słyszeć głosy, głosy mówią mi gdzie iść, kierowanie losem… - zastanawiał się na głos samotnie – Gdzieś to słyszałem… Tylko gdzie?
Leżał, zastanawiając się nad tym, jednak bez większych sukcesów. Gdy już miał odpuścić, coś mu delikatnie przemknęło przez głowę.
- No tak! Słyszałem kiedyś od podróżnika, który przybył do naszej watahy… Pamiętam tylko, że ten wilk był odkrywcą… Też podobno prowadziły go głosy. Czemu pamiętam tyle różnych historii, a akurat ta mi uciekła – wyrzucał sobie. Wpadł jednak na pomysł. – Może tutaj też ktoś o nim słyszał? Nie zaszkodzi spróbować.
Postanowił pochodzić po watasze, mając w celu niewinne zadać pytania, pod pretekstem historii, którą kiedyś słyszał – nie chciał wypaplać niczego na temat Yna, bał się, że tamten mógł się obrazić, jeśli paplałby o tym na lewo i prawo.

< Jeden dzień później >
- Ugh, czy naprawdę nikt nic nie wie? – westchnął zirytowany. Nie zmrużył oka od ostatniego dnia, jednak nikt mu w niczym nie pomógł. Ktoś tam kojarzył coś, ale nie zdobył nic, oprócz imienia. Asran, jeśli wierzyć Naharysowi, tak się nazywał ten wilk. Też słyszał kiedyś tę historię, jednak nie pamiętał nic więcej niż to, co Noiter już wiedział. Trafił jednak na trop, gdyż podobno rodzina lisów żyjąca niedaleko terenów watahy, mogła coś wiedzieć. Postanowił się tam wybrać, jak tylko nastał świt. Sen może poczekać – teraz najważniejsze było zaspokojenie ciekawości. Poza tym umie wytrzymać dwa czy trzy dni bez snu, zachowując przy tym humor. Powoli, lekkim truchtem, przechadzał się po lesie znajdującym się na zachodzie. Las porankiem wydawał się niezwykle spokojny i jednocześnie piękny. Wiosna była w pełnym rozkwicie, budząc cały świat do życia. Było cicho, a jednak słychać było życie tętniące wokół, jeśli się wsłuchało. Ciche tupoty wiewiórek, ćwierkanie ptaków, dziobanie drzewa przez dzięcioła – wszystko to dostępne dla uważnego słuchacza. Noiter przeszedł po kłodzie nad małą rzeczką, która płynęła sobie w spokoju, równym strumieniem. Rozkoszował się porankiem i nim się obejrzał był już prawie na miejscu. Zbliżając się, usłyszał nagle szelest krzaków po swojej prawej stronie. Odskoczył przestraszony. Gdy jednak nic się nie stało, podszedł bliżej do krzaka – ciekawość zwyciężyła. Zerknął zza krzaka. Zobaczył tam małego liska, który wyglądał na smutnego, nawet mu łzy ciekły po policzkach. Podszedł do niego powoli.
- Hej mały, coś się stało? Bo wygląda na to, że coś się stać musiało. Powiesz mi? – spytał zmartwiony.
- Ja… Nie powinienem rozmawiać z nieznajomymi! Tak mówiła mama – odparł ten, wyraźnie przestraszony.
- No tak, a mamy trzeba się słuchać, to bardzo mądre z twojej strony. A więc jestem Noiter! Miło poznać – przedstawił się entuzjastycznie – A teraz mi powiesz, co się stało?
- No bo… byłem razem z rodzicami, byliśmy na polowaniu. No i tam był taki ładniutki motylek, zacząłem go gonić, no i odbiegłem, a tu patrzę za chwilę, a rodziców nie ma. Próbowałem sam dojść do domu, ale jestem kiepski w tropieniu i jestem tutaj. – pociągnął nosem smutno.
- No to masz szczęście, bo właśnie się wybierałem do waszej rodzinki! Wiem mniej więcej, jak tam trafić, zaprowadzę cię, co ty na to?
- Naprawdę?
- Naprawdę! Obiecuje ci to z łapką na sercu. Chodź za mną – rzucił, pokazując malcowi drogę. Szedł powoli, upewniając się, że nie zgubi go po drodze. Po chwili spacerku dotarli na miejsce znane maluchowi – na polane, przy której znajdowała się jego nora. Ten od razu się rozpromienił i pobiegł do niej, wołając:
- Mamo! Tato! Jesteście?
Z nory wyłoniły się pyski zmartwionych rodziców małego liska.
- Nari, tu jesteś! Wszędzie cię szukaliśmy! Wiesz, jak się zamartwialiśmy, co ci mogło się stać – już myśleliśmy, że nie wrócisz. Nigdy więcej się tak nie oddalaj, dobrze?
- Zgoda! Już nigdy się nie oddalę, obiecuję. Mamo, Tato, poznajcie Noitera – powiedział, przedstawiając wilka, który pomógł mu znaleźć dom. – To dzięki niemu tu trafiłem, na początku się go przestraszyłem, ale okazało się, że wilk wcale nie jest taki straszny, jak go malują.
- Dzień dobry – przywitał się – Miło mi poznać.
- Witaj w naszych skromnych progach. Powiedz, jak możemy ci się odwdzięczyć? – spytała z wdzięcznością lisica.
- Powiedziałbym, że cała przyjemność tylko w pomaganiu, ale niestety bym skłamał. Przybyłem tu z celem. Szukam informacji o podróżniku Asranie oraz jemu podobnych.
- Asran? Pamiętam tę postać! Kiedyś mi o niej dziadek opowiadał, jak byłem jeszcze bardzo mały. – wtrącił się malec.
- Pamiętam tę opowieść. Mój ojciec usłyszał ją od podróżnika. Była o wilku, który zostawił swój lud, gdyż głosy przeznaczenia, prowadziły go ku jego prawdziwemu losowi. Niestety nie pamiętam szczegółów, oprócz tego, że miał lodowe moce… nie pamiętam jego drugiej mocy, niestety. A czemuż to akurat tak cię interesuje ta opowieść? - spytał się lis.
- Powiedzmy, że znam kogoś w podobnej sytuacji, kogoś, kto jest dla mnie ważny. – odparł z powagą.
- Jeśli to dla ciebie takie ważne, to mamy coś, co cię zainteresuje. Na północ stąd, znajdują się góry. Krążą słuchy o tajemniczym wilku zwanym Bajarzem, który mieszka w Wielkich Jaskiniach. Podobno zna każdą opowieść, jaka kiedykolwiek została wypowiedziana w tych stronach. Choć najprawdopodobniej to tylko legenda.
- Dziękuje! To na pewno mi pomoże. W końcu nie mam żadnych innych poszlak, a to w końcu coś, nawet jeśli to tylko legenda. Mam jednak jeszcze jedną prośbę, mogę się u was przespać? – spytał niewinnie.
- Oczywiście, przygotujemy ci posłanie.
- Dziękuje.

< Następnego dnia >
Wspinał się po stromym szlaku, który prowadził na najwyższy szczyt. Nad nim świecił księżyc, prawie całkowicie w swojej okazałości. Szlak był trudny, jednak było widać, że ktoś nim chodzi. Cieszył się nocnym powietrzem, choć zdecydowanie było zimno, jeśli chciał się wspinać wyżej, to niedługo będzie musiał zaczekać na dzień, jeśli nie chce zamarznąć. To właśnie przez ten wstrętny, zimny wiatr, nie mógł wzbić się w powietrze – było to zbyt ryzykowne. Jednak się nie poddawał. Krok za krokiem stawiał opór wiatrowi, pnąc się w górę. Mógł nim targać na lewo i prawo, ale on się nie podda. Znajdzie tego wilka w ten czy inny sposób. Już miał wejść na szczyt, gdy poczuł czyiś zapach, stary zapach.
- Czy to ten Bajarz? – pomyślał podekscytowany – Uważaj, bo nadchodzę!
Wszedł na górę i dostrzegł starego wilka z zamkniętymi oczami przy górce kamieni. Przeszedł go dreszcz ekscytacji. Powoli podszedł do niego i zapytał go:
- Bajarzu? Czy to ty?
Wilk od razu otworzył oczy i spojrzał na młodzieńca. Podbiegł do niego, wciskając mu w łapy kamienie, krzycząc:
- Chyżo! Niy mŏ czasu! Bier kamynie i ruszej swoja modŏ rzić! Muszymy dotrzeć do lepszego placu! Ćmawy plac na nŏs czekŏ. Zimny zōmek! Bibliŏtyka!
- Ale on ma śmieszny akcent – pomyślał Noiter – Ledwo go rozumiem. Cóż, chyba nie zostaje mi nic innego jak podążać za nim.
Wziął kamienie za pomocą swoich mocy i wrzucił na grzbiet. Rzucił się w pogoń za starym wilkiem, który szybko zbiegał z góry, jakby świat się kończył. Biegli i biegli, aż Noiter zaczął powoli tracić dech. Nagle staruch stanął, przed skałą, z ciemnego kamienia.
- Dej mi kamynie! Ône muszōm sam być! – zrobił, o co poprosił. Ten zaczął układać kamienie po dwóch bokach. Nagle kamień się rozwarł, ukazując ciemność, skrywającą swoje sekrety. Gdy już miał się pytać starca, co to znaczy, w ciemności pojawiły się wielkie, czerwone ślepia. Powoli zaczęły wyłaniać się wielgachne łapy, wraz z pyskiem. Stworzenie to było tak szpetne, że Noiter aż się wystraszył. Chciał uciekać, ale zobaczył, że starzec tkwił w miejscu, z błogim uśmiechem.
- Nie zostawię go tak! Przecież on umrze! - pomyślał nerwowo Noiter. W tym momencie, w ułamku sekundy, zrobił coś głupiego. Wskoczył między starca a stwora i krzyknął:
- Zostaw go! Słyszysz!? Zjedz mnie, a nie jego! – przygotował się na najgorsze, jednak wtedy stało się coś dziwnego. Dziwny stwór zaczął się rozwiewać i po chwili nie było po nim śladu. Nim dotarło do niego, co się stało, z ciemności wyszła wadera. Była ona białego umaszczenia, z wielkimi skrzydłami motyla na plecach. Stanęła przed nimi i stwierdziła:
- Ojcze, co ci mówiłam o przyprowadzaniu wędrowców w to miejsce? Przecież wiesz, że to ma być sekret. – Po czym zwróciła się do rogacza — Choć muszę przyznać, jesteś jednym z nielicznych, którzy nie zostawili go na pewną śmierć, to się ceni. Jak ci na imię wędrowcze?
- Jestem Noiter – przedstawił się – Powiedz mi jedno, czy wiesz, gdzie znajdę Bajarza? Naprawdę muszę z nim porozmawiać, to bardzo ważne.
- Stoisz przed nim – powiedziała wadera – Ale zwracaj się do mnie Tilia, Bajarz to tylko mój tytuł.
- To ty jesteś Bajarzem?
- A co, nie mogę?
- Nie no, możesz, po prostu myślałem, że będzie trudniej. Nawet nie wiesz ile mam pytań!
- Może wejdź do środka, a pytania zostaw na potem. – powiedziała, odsłaniając wnętrze jaskini, już niespowitej dłużej mrokiem. W samym jej centrum znajdowała się wielka struktura wykonana z lodu. Jej ściany były wysokie i nieociosane. Między różnymi poziomami jaskini, wznosiły się mosty łączące je ze sobą. Wszystko to było niezwykle imponujące oraz oświetlone przez unoszące się kule światła.
- Niesamowite – wymknęło mu się. Skierował się śladami Tilii do środka, przechodząc przez lodowe korytarze, starając się nie pośliznąć, na mroźniej podłodze. Zauważył unoszące się światełka, znajdujące się we wnękach, które wszędzie były obecne w zamku. Podszedł do jednej z takich półek i spostrzegł, że gdy się zbliżył, w środku obłoku światła, rozgrywała się historia. Scena pokazywała wilka, który stał przed gronem innych, był on koloru blond, ewidentnie Alfa. Obok niego stał ktoś łudząco podobny, ale rudy i trochę mniejszy. Wilki zaczęły się kłócić, o to, że rudy wilk znalazł sobie partnera, po czym blond wilk uciekł, zamrażając wszystko wokół. Po drodze ulepił bałwana oraz zbudował łudząco podobną strukturę lodu, w której obecnie się znajdują. Gdy jego przewodniczka zauważyła, że przygląda się tej historii podeszła do niego zażenowana:
- O nie, oglądasz tę historię. Stworzyłam ją w wieku nastoletniego buntu, jest żenująca.
- Nie mów tak! Mnie się podobała – stwierdził szczerze – Jak się kończy?
- Alfa godzi się z siostrą, a ukochany rudej okazuje się mordercą. Wszystko rozwiązuje przytulas pełny rodzinnej miłości.
- Ciekawie! Czyli w tych kulach światła są historię?
- Tak to mój talent, umiem uwieczniać historię, tworząc iluzję. Moje atrybuty to światło i dźwięk.
- A to miejsce? – spytał z ciekawością.
- To jest lodowiec, który był tu, od kiedy pamiętam. Tata pomagał mi wykopać w nim miejsce, jego moce pochodzą z ziemi i lodu.
Noiter postanowił przejść do rzeczy:
- Słuchaj, przyszedłem tu w nadziei na znalezienie czegoś o wilku zwanym Asran i jego podobnym. Nie masz może w swojej kolekcji historii o nim?
- A tak się składa, że mam ją oraz jej podobne. Szukasz coś o wilkach podążającym za głosem przeznaczenia?
- Dokładnie!
- A czemu cię to interesuje? Też je słyszysz?
- Nie ja, tylko mój bliski znajomy. Traktuje go jak ojca, którego nigdy tak naprawdę nie miałem. Ostatnio powiedział mi o tym, że słyszy głosy, a przypomniałem sobie o tej historii i nie dawało mi to spokoju. Chce wiedzieć, co to znaczy.
- Pokaże ci tę historię oraz resztę, jednak nie zrobię tego za darmo.
- Zrobię wszystko by ją poznać!
- Musisz opowiedzieć mi swoją historię! Jestem niezwykle ciekawa.
- No dobrze. Nie jestem w tym dobry. Wszystko zaczęło się- zaczął jej opowiadać swoją historię. Powiedział jej prawie wszystko o sobie, nie zatajając niczego. Gdy skończył, ta tylko wstała, podeszła do pustej wnęki i po chwili w środku już znajdował się świetlisty obłok. Po chwili przyfrunęły do niej cztery obłoki i spoczęły przed Noiterem. Zerknął w nie ciekawie.
Pierwsza historia była o Asranie, wielkim odkrywcy, który znalazł najwyższą górę świata i wspiął się na nią samodzielnie. Odkrył też wiele nowych gatunków zwierząt oraz kwiat o magicznych właściwościach, który uleczył jego chorą ukochaną. Mówiono, że wszystko zawdzięcza głosom, które go prowadzą.
Druga historia była o bezimiennym wilku, który jako szczeniak został wrzucony w ciemną jaskinię i zostawiony tam na pastwę losu. Wyszedł stamtąd, ale nie był już taki sam. Znalazł każdego z jego byłej watahy i po kolei wymordował. Podobno umiał cię znaleźć, nieważne gdzie jesteś, bo jego przyjaciele z cieni, cię widzieli.
Trzecia historia była o waderze, która została rozdzielona od swych szczeniaków. Poświęciła na to lata, ale po kolei znalazła wszystkie z nich i się z nimi zjednoczyła. Mówiono, że prowadziły ją głosy z nieba.
Czwarta historia opowiadała o małym lisie, który potrafił oceniać wilki, tylko na nich patrząc. Zawsze zdawał się wiedzieć, jacy są i czy można im ufać. Zawdzięczał to piaskowym wilkom, jak ich nazywał. Mówił tak o głosach, które szeptały mu z piasku.
- Są też podania, mówiące, że takie wilki dostają znaki od istot wyższych. – dopowiedziała Tilii.
- Co to może znaczyć? – spytał ją, jednak nie oczekiwał odpowiedzi, gdyż właśnie je dostał, mimo że budziły więcej pytań, niż udzielały odpowiedzi. Podziękował waderze za wszystko i skierował się do wyjścia. Czekała go długa droga powrotna.

KONIEC

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2071
Ilość zdobytych PD: 1035 + 10% (103 PD) za długość powyżej 2000 słów.
Nagroda za Quest: 1000 PD + 7 inteligencja + 3 spryt + 3 zwinność + 4 kondycja + 3 siła + 3 obrona
Obecny stan: 2138 PD

niedziela, 27 lutego 2022

Od Noiter'a c.d Yneryth'a ~ Niespodzianka

Noiter tylko z zaskoczeniem mógł patrzeć, jak Yn wpada poprzez okno do pierwszego lepszego okna. Gdy odzyskał czucie w łapach, podszedł do okna, patrząc przez nie w dół. Nie rozpoznawał tej krainy, musiała być nowa. To się zdarzało czasami, w miarę rzadko, ale jednak. Skupił się na ramie, kładąc na niej swoje łapy. Po chwili widok się zmienił, pokazując ciemny gęsty las. Bez namysłu przeszedł przez nie, ruszając, by znaleźć swojego przyjaciela. Przemierzał las, kierując się przeczuciem. Po chwili zobaczył go przed sobą, podbiegł więc zadowolony, wychodząc z lasu.
- Jesteś cały? – spytał z troską.
- Niestety tak, jeszcze się ze mną pomęczysz. - Powiedział z uśmiechem tamten. Noiter odetchnął z ulgą. Cieszył się, że nic mu się nie stało. Jednak spokój ten nie potrwał długo, gdyż przerwały go wstrząsy ziemi. Coś nadchodziło.
- Nie wiem jak ty, ja chyba zniknę. – Stwierdził basior, znikając w iluzji.
- To dobry plan. - Ten wskoczył w cień nieznanego drzewa, przykładem białego.
Po chwili krycia się zaczął mu wyjaśniać, jak działają sny na tym poziomie. Musieli znaleźć coś w stylu środka krainy, gdzie bariera między obecnym światem a głównym snem była najcieńsza. Był tam portal, który prowadził z powrotem do jaskini Noitera, którą sam lubił nazywać swym leżem. To, czego nie zdążył powiedzieć przyjacielowi, to to, że zazwyczaj był chroniony przez strażnika snu. Otrząsnął się z myśli, to nie był czas na to. Przed nimi pojawił się niedźwiadek, który zdawał się ich szukać wzrokiem. Czarny upewnił się, że to mieszkaniec snu, nim opuścił schronienie cienia, musiał wiedzieć, że to nie jeden z NICH. Po rozmowie z nim upewnił się w przekonaniu, że to może być nie kto inny, jak Przewodnik Snu. Gdy z lasu wydobył się chór strasznych głosów, które trudno było umieścić w innej przegródce niż zagrożenie, przestraszony od razu wskoczył do wody. Obserwował Yneryth’a, który niechętnie wchodził do wody, gdy zza jego pleców, nagle wyskoczył jeden z NICH.
- Za tobą! - krzyknął Noiter z przerażeniem w głosie.
- Wejdź do wody! Szybko ! - Wrzeszczał misio. Yneryth upadł, wykonując unik, następnie wturlał się do wody. Cały był upaprany w mule, wodzie i piasku. Przed nim w całej swej okazałości, stał ON – jeden z Koszmarników. Ten, miał formę czarnego jak noc, ogromnego, dzikiego kota. Z jego obnażonych zębów, ściekała indygowa ślina, która skapywała na ziemię, wtapiając się w nią, zostawiając ciemne plamy, a wokół niego unosił się smolisty dym. Noiter z przerażeniem, rzucił się do przodu, tworząc tarczę z pobliskich cieni, w ostatnim momencie odgradzając siebie od NICH. Z trudem utrzymywał tarczę, gdy Koszmarnik się na nią rzucił z wściekłością.
- Uciekaj! – krzyknął do białego. Ten jednak stał jak wryty.
- BIEGNIJ! – Ryknął na niego głośno, mając nadzieję, że go posłucha. Podziałało. Rzucił się zaraz za nim, w głąb bagna, porzucając tarczę, gdyż kosztowała go zbyt dużo energii. Biegł obok misia, tuż za Yn’em. Spytał niedźwiadka:
- Jaka jest ich słabość?! Powiedz mi!
- Woda. Myślisz, że dlaczego prosiłem was, byście weszli do wody? Dla zabawy? – spytał ten z sarkazmem.
- Nie popisuj się, tylko biegnij. Tam! Nie ma drzew, tylko głęboka woda! Nie będą miały jak się tam dostać – krzyknął, pokazując na duży liść lilii wodnej, która ledwo mogła ich pomieścić. Dopadli do niej, wdrapując się z wody. Koszmarnik został na drzewie, czając się z góry, wraz ze swoimi kumplami. Tego właśnie się obawiał. Mieli ogromnego pecha, trafiając na nie tak szybko, kosmicznie nawet, by powiedział. Zaczął wiosłować łapami, oddalając się od drzew, kierując na dalszą wodę. Gdy upewnił się, że są bezpieczni, zaczął opowiadać Ynerythowi, z czym dokładnie się mierzą:
- Posłuchaj. Każdy sen z pierwszego szczebla to jedna z wielu krain, którą odwiedzają śniący. Zazwyczaj śpiący opuszcza ją, gdy nadchodzi czas by się obudzić. Jednak my, weszliśmy inną drogą, więc obowiązują nas inne zasady. Nie możemy umrzeć, ale możemy utknąć gdzieś na tak długi czas, dopóki nie obudzimy się z głodu i pragnienia, co może potrwać tydzień. W normalnym świecie. Tutaj to zajmie inną ilość czasu. Może to być tydzień, może to być rok. W snach czas płynie inaczej. Naszym zadaniem, jak już ci mówiłem, jest znaleźć Portal, on nas stąd wyciągnie. Znajduje się on w sercu krainy, ale jest pewien problem. Jest on pilnowany zazwyczaj przez Strażnika. Może on nam pozwolić przejść, ale może też być temu przeciwny i z nami walczyć. Tego nie chcemy, ale możemy się na to przygotować. Nasze moce na dużo się tutaj nie zdadzą, jednak od tego mamy Przewodnika. – Tu przerwał, wskazując na misia – Ten malec, wie, gdzie znajduje wyjście, się broń, zdolna do pokonania Strażnika i Koszmarników. Koszmarniki to te wielkie mroczne stwory, powstają one z negatywnej energii śpiących. Przybierają różne kształty i rozmiary, ale gdy cię złapią, to po tobie. Pogrążasz się w koszmarach na tak długo, aż się nie obudzisz. Nie wiesz, co to robi z głową. – tu zaczął się rozklejać.
– Nie chce tego znowu przeżyć… Nie chcę! – powiedział z łzami w oczach. Pogrążył się we wspomnieniach. Nie były one miłe. Pierwszy i ostatni raz, spotkał je podczas swojego najwcześniejszego wypadu do snów z pierwszej warstwy, który wykonał przypadkiem. Przez długi czas błądził w wysokim labiryncie kamiennych drzew. Każde rosło blisko siebie, przez co nie dało się między nimi przecisnąć. Bardzo długo błądził po nich, znajdując tylko szkielety małych zwierząt i śmieszne czarne liście wystające wokół. W końcu dotarł do przedziwnej struktury kamiennej, która była oblepiona wielkimi czarnymi pnączami. Podszedł do niej z niepewnością, zmęczony i pełen nadziei. W środku była wielka roślina, która otwarła swoje paszcze, gdy podszedł bliżej. Próbował uciec, jednak ta schwytała go do swej wielkiej, ohydnej gęby, więżąc go w środku. Próbował walczyć, jednak został zamknięty w ciemności. Następne przyszły koszmary. Był palony w wielkim ogniu nienawiści i… Przerwał gwałtownie wspominanie, nie miał teraz na to siły. Rozpłakał się.
- Przepraszam… wiem, że jestem słaby, ale ja nie chcę tam wrócić. Ja tego nie wytrzymam. Nie wiesz, jak to jest, jesteś zamknięty w swoich najgorszych koszmarach, kręcisz się w nich, w kółko i w kółko i w kółko… – pociągnął nosem – To jest okropne, nikt na to nie zasługuje. Przepraszam, że cię w to wciągnąłem. Myślałem, że pójdziemy do drugiego szczebla, tam są moje sny, ale teraz wylądowaliśmy tutaj… To moja wina! – wyrzucił sobie w płaczu.

<Yneryth?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1014
Ilość zdobytych PD: 507 + 5% (25 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 1040

sobota, 19 lutego 2022

Od Noiter'a c.d Yneryth'a ~ Niespodzianka

- Wracając, będąc w moim śnie, jakby mogłeś go kontrolować. Czułem, że otoczenie nie zmienia się jak w innych snach. Mam pomysł, spróbuj zawładnąć moim snem i pokaż mi swój sen. – Powiedział Yneryth.
Nim Noiter zdążył wyjaśnić, że działanie snów jest o wiele bardziej skomplikowane oraz to nie tak jak mu się wydaje, tamten już zaczął kłaść się do snu. Westchnął, po czym podszedł do wilka przygotowującego się do snu, z zamiarem wyjaśnienia podstaw:
- Dobra, powinieneś jednak wiedzieć podstawy, nim zaczniemy – zaczął wyjaśniać – Jeśli chcesz, bym miał kontrolę nad snem, musisz mnie zaakceptować, jakby przyjąć do środka. Wyobraź sobie, że twój sen to twoja nora, ty sobie ustalasz, jak ona wygląda i co się w niej znajduje. Jednak gdy ją z kimś dzielisz, macie nad tym wspólną kontrolę. Gdy wchodzę do czyich snów bez ich wiedzy, to tak jakbyś miał intruza w niej. Nie wiesz o nim, ale to nie znaczy, że go tam nie ma – wciąż ma on wpływ na swoje otoczenie. – Tu przerwał na moment, by zebrać myśli – Gdy mnie wpuścisz jako świadomego gościa, dajesz mi swobodniejszą łapę, gdyż twój umysł odbiera mnie jak część snu, a nie jak obcy element. – widząc, że ten nie rozumie, postanowił inaczej to wytłumaczyć. — Po prostu ty jesteś dla mnie drogą w świat snów, przez które przejdziemy do mojego snu. Wszystko jasne? Dobrze, a więc zaczynajmy – powiedział, nie czekając na odpowiedź, usypiając wilka.

W krainie snów
Noiter znalazł się na tej samej polanie, na której ostatnio skończyli sen. Tuż obok niego był Yn. Powoli wstał z ziemi, otrzepując się z kurzu.
- Więc tak, choć za mną, musimy znaleźć jakąś tafle wody — oznajmił niecierpliwie, ruszając od razu w kierunku, w którym miał przeczucie, że znajdzie to, czego szuka. Po chwili spaceru znaleźli swój cel podróży. Stanęli przed kałużą średnich rozmiarów.
- A teraz musisz mi zaufać — powiedział, nim skoczył prosto w kałuże, z zamkniętymi oczami.
Po chwili spadania znalazł się w znajomym sobie miejscu. Obok niego na ziemi leżały miękkie futra, ułożone w centrum jaskini. Zaraz za nim wylądował Yneryth. Noiter z ciężkim sercem rozglądał się wokół — nie był w tym miejscu od czasu… Jej śmierci… Westchnął głęboko, po czym przypomniał sobie, że obok jest jego nowy przyjaciel, patrzy na niego i go ocenia. Nie chciał wyjść na słabego, więc przybrał z trudem uśmiech na twarz.
- Witaj więc, w moich skromnych progach. Polecam widok, jest cudny — stwierdził, wskazując okna, które znajdowały się na ścianach wokół. Za każdym z nich ciągnęły się fantastyczne krajobrazy, jego własne krainy, które tak długo tworzył z matką.
- Oprowadzić cię? – spytał, widząc, że Yn wciąż próbuję pojąć, gdzie właściwie jest. – Mamy do wyboru wiele krain. - każde okno to inny świat. A i spójrz tu na bok, masz tu zejście w dół, tam na dole jest więcej okien.
Spojrzał na pierwsze okno, przy którym stał, po czym zagłębił się w przemyśleniach. Każda z tych krain była wyjątkowa na swój sposób. Powstawały one z opowieści innych, wszystko, co było warte jego uwagi, od razu znajdowało się za oknem. Oprócz historii, które znał od matki, były jeszcze te usłyszane od wędrowców, przez co ich różnorodność była wielka. Możesz tu znaleźć od gorącej pustyni równikowych poprzez wielkie oceany aż do lodowych połaci mroźnej północy. Innymi słowy, od wyboru do koloru. Każdy z tych światów jest zamieszkiwany przez swoje własne stworzenia. Znajdziesz tu zwyczajne króliki, wielkie ptaszyska, czy małe lisy lub inne normalne stworzenia, jednak to dopiero początek. Są tu latające ryby, wielkie niedźwiedzie, magiczne ptaki, olbrzymie wilki oraz robaki wszelkich kolorów i kształtów. Znajdziesz tu dosłownie wszystko.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 582
Ilość zdobytych PD: 291
Obecny stan: 508

czwartek, 3 lutego 2022

Od Noiter'a c.d Yneryth'a ~ Niespodzianka

Noiter spoglądał na pokaz przerażającej siły i dominacji, onieśmielony. Nie był w stanie pomieścić tego, jak jeden wilk może mieć tyle siły w sobie. Oczywiście widział już popisy mocy innych wilków, najczęściej na sobie, jednak nigdy nie widziałby ktoś w tak swobodny sposób, tylko dla pokazu, używał swych mocy.
~ Jakie one muszą być, gdy walczy na poważnie? ~ pomyślał z trwogą na samą myśl o tym.
Gdy tamten zniknął w chmurze pyłu i znikąd rozległ się głos, ten aż podskoczył ze strachu.
Nieśmiały poczekał, aż kurz opadnie.
- Moje talenty nie są nawet w małej cząstce, tak wspaniałe, jak twoje – odparł, podchodząc do jabłonki, która dawała długi cień, rzucany przez zachodzące słońce. Skupił się i pozwolił myślą odpłynąć – stawał się jednym z ciemnością, jaką jest cień. Zaczął zanikać, a raczej robić się ciemniejszy. Trudno było rozróżnić, co właściwie się dzieje, ale efekt był ten sam – wilk zniknął, jakby nigdy go tam nie było.
- Kamuflaż, choć przydatny tylko nocą. – wyjaśnił, wychodząc z cienia. – O snach już wiesz, więc zostało tylko jedno.
Zaczął wizualizować sobie macki, które wyciągały się w górę. Po chwili cień się usłuchał i zaczął się rozciągać, tracąc swój kształt jabłoni, przyjmując nowy, narzucony mu przez magię wilka. Kiedy już wczuł się w jego brzmienie, zaczął konstruować historię ze swojego dzieciństwa. Była to historia o pierwszym skrzydlatym wilku, którą opowiadała mu matka. Cienie przedstawiały młodego wilka, który w szczęściu i zabawie spędzał swoje dni. Były też postacie jego watahy i rodziny, które jednak szybko zaczęły bladnąć, aż stały się prawie niewidoczne. Wilk udał się do Alchemika, który polecił mu poszukiwanie złotego kwiatu, legendarnej rośliny, której nikt wcześniej nie widział. Rosła jednak tylko na najwyższym szczycie świata, na który wcześniej żaden wilk się nie wspiął. Młodzieniec był jednak zdeterminowany, by ratować rodzinę, więc udał się tam niezwłocznie. Podróż była długa i pełna niebezpieczeństw. Po drodze walczył z gryfami, złymi wilkami oraz mitycznymi stworami, których imiona historia już dawno zapomniała. Podołał jednak w każdym zadaniu, nie cofnął się przed żadną trudnością, aż dotarł pod sam szczyt. Jednak gdy zrywał kwiat, wydarzyła się tragedia. Jego łapa pośliznęła się na kamieniu, a on zaczął spadać w dół. Wtedy to jednak poczuł, że coś się zmienia. Na chwilę przed bolesnym upadkiem, zdziwiony, rozwinął skrzydła. Był to dar od bogów, za jego poświęcenie rodzinie. Powrócił do domu jako bohater.
Noiter z zadowoleniem wypuścił cienie, pozwalając im powrócić na swoje miejsce. Lekko go to zmęczyło, ale dało się przeżyć. Liczył się efekt! Nie bez powodu wybrał tą właśnie historie. Zaciekawiony spytał białego:
- I jak podobało się? Nie jest to taki pokaz siły jak twój, ale hej, przynajmniej jest ładne! Liczy się efekt!

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 435
Ilość zdobytych PD: 217
Obecny stan: 217

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Od Noiter'a c.d Yneryth'a ~ Niespodzianka

- Posłuchaj, wiem, że to wygląda źle – zaczął się tłumaczyć – Ale postaw się w mojej sytuacji! Od tygodni nie zaznałem dobrego snu. Jak mam sypiać sam, to czasami dopiero po czterech, pięciu dniach zasypiam, a śpię wtedy krótkim, płytkim, przerywanym snem. Byłem zdesperowany, by zaznać, chociaż odrobinę snu. Po namyśle stwierdzam, że nie myślałem trzeźwo, podejmując tę decyzję. – potrzebowałem go. Większość wilków i tak nie pamięta swoich snów… Jesteś wyjątkiem pod tym względem. Wybacz, jeśli poczułeś się zagrożony. Przyjmiesz moje przeprosiny?
Basior chwilę milczał, nim odpowiedział:
- Przyjmuje. Powiedzmy, że mam kontrolę.
- Naprawdę mi przykro, nie chciałem zaglądać w tak prywatne sny. Z zasady staram się unikać koszmarów. Kim był ten starzec? Twoim tatą?
Ten od niechcenia odpowiada.:
- Eleshar, bo tak ma na imię, był, powiedzmy przybranym ojcem.- Na końcu westchnął ciężko.
- Co się z nim stało? – spytał ostrożnie, zaciekawiony.
- Umarł ze starości. Słuchaj, wiele zadajesz pytań, może sam coś opowiesz? – skontrował wilk.
- A co byś chciał wiedzieć? Mogę ci odpowiedzieć na pytania, ale wątpię, by odpowiedź była ciekawa.
- Przejdźmy do sedna, co się stało, że opuściłeś stare stado?
Niepewny jak to ująć milczał chwilę:
- Zostałem wygnany za coś, czego nie zrobiłem.
- Hmm co zostało ci zarzucone? – spytał tamten z nieufnością.
Trafił w czuły punkt. Przez chwilę zastanawiał się, czy powiedzieć prawdę, ale postanowił być szczery:
- Od swoich narodzin miałem przypiętą łapkę tego „przeklętego”. „Dziecię demonów” mówili starzy. Młodzi śmiali się „rogate dziwadło”. Byłem przez to wielokrotnie prześladowany, bity, upokarzany – wymień, ile tego chcesz. Choć nigdy niczego nie zrobiłem niczego źle, cały świat był przeciwko mnie, tylko dlatego, że istnieje. Mimo wszystko, dopóki miałem matkę, starałem się spełnić jej prośby. Byłem miły, uczynny i znosiłem z dnia na dzień wszystkie te zarzuty przeciwko mnie. Miałem głęboką więź z matką, wiesz? To z nią codziennie dzieliłem sny. Znałem ją lepiej niż ktokolwiek inny, a ona znała mnie. Była najcudowniejszą osobą, jaką znałem. Jasne, miała swoje słabości jak każdy, ale to jej zawdzięczam to, kim jestem. Przetrwałem tak długo, bo mogłem się zawsze ukryć w jej uścisku. Jednak i to się skończyło. Pewnego dnia przyszła zaraza. Nazywana „zarazą śpiących”. Początkowo pojawiała się bezsenność, ale to był tylko fortel. Następnie przychodziło zmęczenie. Później majaki. Zaraz po tym senność, która ogarniała cię na zawsze. Po kilku dniach śmierć. Byłem przerażony. Jak każdy. Jednak każda katastrofa potrzebuje kozła ofiarnego. Tym zostałem ja. Wszystko szło dobrze dop- dopó – głos mu się załamał – Dopóki matka nie zachorowała. To był cios w mojej serce. Modliłem się do bogów, by stał się cud, by mnie ukarali, tylko uchowali ją. Jednak ci byli głusi na moje prośby. Jej ostatnie słowa jednak zmieniły wszystko. Pamiętam je, jakby zostały wypowiedziane wczoraj:
„Przetrwaj. Dla mnie. Znajdź ludzi, dla których będziesz szczęśliwy, a którzy będą szczęśliwi dla ciebie. Najważniejsze jest to, żebyś pamiętał. Każdy mrok skrywa swoje tajemnice, jednak bez ciemności nikt by się nie schował się przed ogniem nienawiści. A ty nie jesteś potworem, tylko moim synem, moim światłem. Obyś stał się czyimś światłem i znalazł swoje.”
Zaśmiał się cicho pod nosem – Nie miało to może całkowitego sensu, lekko już majaczyła, ale te słowa trąciły struny gdzieś głęboko we mnie. Kiedy zapadł werdykt, nie widziałem tego jako kary tylko jako nową okazję. Po to tu jestem. Szukam swojego światła, swojego miejsca.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 536
Ilość zdobytych PD: 268
Obecny stan: 931

Od Noiter’a c.d Shori ~ "Rzut piórem"

Obserwował malca, próbującego się wzbić w powietrze ze współczuciem, gdyż sam doskonale wiedział, jak to jest nie umieć latać oraz samemu się uczyć latania. Wszystkie wilki, które mogły mu zdradzić sekret latania albo go nie cierpiały, albo wolały sobie nie psuć opinii na kimś takim jak on. Pamiętał swoje pierwsze wyprawy nad polane, gdy wspinał się na wysoką sosnę, tylko po to, by spaść następnie brutalnie na dół. Ah, ileż to prób i siniaków minęło, nim nauczył się jak poprawnie latać. Wrócił jednak myślami do tu i teraz.- Pokaże ci i wszystko ci się postaram wyjaśnić – odparł spokojnie. – Widzę, że szybowanie ci dobrze wychodzi, ale masz problemy z samodzielnym utrzymaniem wysokości. Wszystko zależy od szybkości, z jaką machasz skrzydłami. Nie możesz nimi wachlować za wolno, ale nie możesz też nimi trzepotać jak koliber. Do takich treningów sugerowałbym osłonięte przed wiatrem miejsce, w którym na spokojnie nauczysz się dobierać odpowiednie uderzenia.
Po skończeniu swojej wypowiedzi wzbił się w powietrze, by zademonstrować. Zwolnił skrzydła, jak bardzo mógł, by wciąż swobodnie opadać. Następnie zaczął machać szybciej by stopniowo się wznieść w górę. Wylądował, mając jeszcze jedną ważną radę:
- Pamiętaj też o postawie oraz o tym, że reszta ciała też jest ważna. To, że latasz dzięki skrzydłom, nie oznacza, że twoje łapy przestają mieć znaczenie. Możesz ich używać do różnych rodzaju skrętów i obrotów, pozycja ma też znaczenie w zależności od tego, co planujesz zrobić. Nie możesz być sztywna jak stary dąb, tylko giętka jak młoda sosna. – zakończył swój wywód, patrząc na młodziutką waderę.
- Jakieś jeszcze pytania masz? Chętnie na nie odpowiem! – powiedział z uśmiechem.

Shori?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 261
Ilość zdobytych PD: 130
Obecny stan: 663

Od Noiter'a c.d Yneryth'a ~ Niespodzianka

Noiter cierpliwie czekał, aż Yneryth zaśnie. Zajmowało to niezwykle długi moment, przez który to cały czas starszy wilk wpatrywał się prosto w niego.
~ Czy on mnie o coś podejrzewa? – myślał gorączkowo – A może będzie tak samo, jak w domu? Czy tutaj też może być senna zaraza? Mam nadzieje, że nie. Ja po prostu chce w końcu porządnie się wyspać – zmęczony przekręcił się na drugi bok – Może gdyby tak użyć na nim mojej mocy? Nie, nie, będę cierpliwy, poczekam.

Około godzinę później
~ Dobra, to już trwa za długo. – pomyślał, widząc, że wilk cały czas nie śpi. Cierpliwość mu się skończyła i postanowił, iż przejdzie do działania. Powoli skierował swoje myśli ku basiorowi, myśląc o zmęczeniu i tym jak bardzo senny musi być. Po chwili tamten już leżał, śpiąc. Zadowolony wstał i podszedł bliżej basiora. Przyłożył delikatnie swoją łapę do jego skroni.
- A teraz pokaż mi, co tam się ciekawego kryje. – powiedział po cichu, po czym cały świat mu zawirował i poczuł przyjemne uczucie ujmujących go objęć snu.

W krainie snów
Noiter przedzierał się przez wysokie trawy i krzaki. Wszystko wydawało się takie… Jasne i kolorowe? Odgłosy natury były bardzo delikatne, wprowadzając go w łagodny nastrój. Powoli przechadzał się dalej, idąc w stronę, z której dobiegały odgłosy, dochodzące do jego uszu. Przystanął, gdy dotarł na skraj polany, z odruchu chowając się w krzakach, gdy dostrzegł jakiegoś szczeniaka bawiącego się na łące. Po dłuższym przypatrywaniu się dotarło do niego, że to musi być… Yneryth? Aha, a więc to był tego typu sen. Patrzył, jak malec bawi się na łące, przeciągając patyki z kąta w kąt.

~ Ale on był uroczy za małego. – pomyślał w swojej kryjówce. Po chwili, gdy oderwał swój wzrok od małego Yneryth’a, zobaczył, że na polanie znajduje się drugi wilk. Stary brązowy wilk, dobrze zbudowany, z krótką sierścią, siedział i spoglądał na wilczka. Wyglądał na jego opiekuna. Gdy Noiter, zastanawiał się, czy nie wyjść ze swojego ukrycia, sen zaczął się zmieniać. Podłoże pod jego nogami zafalowało i po chwili znajdował się nad rzeką. Na całe szczęście dalej był skryty, tym razem za krzakiem jagód. Spojrzał w stronę polany, która teraz była rzeką – zauważył wilka, który tym razem kąpał się w rzece. Przez nią przepływały przeźroczyste kolorowe ryby, zrobione jakby z mgły. To właśnie Noiter uwielbiał w snach innych – mógł znajdować tak niezwykłe rzeczy, o których on by nigdy nawet nie śmiał pomyśleć. Nad jego głowami latały wielkie ptaki, z których jak mgiełka opadały piórka. Musiał przyznać, że ta część snów niezwykle mu się podobała. Nagle znów spostrzegł tego samego starca co wcześniej. W pewnym momencie ten jednak wstał i zaczął się kierować w stronę ciemnego lasu. Yneryth to zauważył i zaczął za nim biec, jednak rzeka jakby się ciągnęła, a ląd oddalał. Nagle zaczął tonąć, po chwili całkowicie zanurzając się pod wodą. Noiter od razu rzucił się na ratunek, jednak gdy tylko wskoczył do wody, świat przewrócił się do góry nogami, a on stanął na ciemnym, kamienistym lądzie. Teraz otaczał ich ciemny las, którego mrok wydawał się nienaturalny. Dało się słyszeć cichy tupot jakby tysiąca małych stópek. Teraz wyglądający znów normalnie, Yneryth podążał ścieżką, która robiła się coraz ciemniejsza. Ciemny wilk szedł tuż za nim, jednak ten zdawał się go nie zauważać. Wtem, TRACH! Głośny huk pioruna przerywa powietrze. Obfity deszcz zaczyna swój opad. Cichy stukot nóg robi się bliższy, a w ciemności pojawiają się pary oczu, w dziesiątkach, a nawet setkach – masa małych czerwonych oczek spogląda teraz na parę wędrowców. Yneryth wyraźniej jest przerażony. Noiter podejmuje decyzje – koszmar stał się zbyt niebezpieczny. Podbiega do wilka, który się skulił w kulkę i potrząsa nim, próbując przekrzyczeć deszcz:
- Yneryth! Musisz mnie posłuchać! – Z ciemności zaczynają się wyłaniać wielkie robacze odnóża – Potrzebuje, żebyś się obudził! To tylko koszmar, a ty go śnisz! Weź to w swoje ręce, bo inaczej nie będzie przyjemnie! Błagam!

Yneryth?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 631
Ilość zdobytych PD: 315
Obecny stan: 533